<?xml version="1.0"?>
<feed xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" xml:lang="pl">
	<id>https://muzeum.asocjacje.org/index.php?action=history&amp;feed=atom&amp;title=Organizacje%2C_apolityczno%C5%9B%C4%87%2C_lewica...</id>
	<title>Organizacje, apolityczność, lewica... - Historia wersji</title>
	<link rel="self" type="application/atom+xml" href="https://muzeum.asocjacje.org/index.php?action=history&amp;feed=atom&amp;title=Organizacje%2C_apolityczno%C5%9B%C4%87%2C_lewica..."/>
	<link rel="alternate" type="text/html" href="https://muzeum.asocjacje.org/index.php?title=Organizacje,_apolityczno%C5%9B%C4%87,_lewica...&amp;action=history"/>
	<updated>2026-06-26T10:41:18Z</updated>
	<subtitle>Historia wersji tej strony wiki</subtitle>
	<generator>MediaWiki 1.33.1</generator>
	<entry>
		<id>https://muzeum.asocjacje.org/index.php?title=Organizacje,_apolityczno%C5%9B%C4%87,_lewica...&amp;diff=2022&amp;oldid=prev</id>
		<title>Piotr Frączak: Utworzono nową stronę &quot;Poza Rządem Salon24 wpis z 08.01.2010     Tekst Agnieszki Graff w Gazecie Wyborczej na temat organizacji pozarządowych wzbudził we mnie konsternacje. Niby wszystko pr...&quot;</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="https://muzeum.asocjacje.org/index.php?title=Organizacje,_apolityczno%C5%9B%C4%87,_lewica...&amp;diff=2022&amp;oldid=prev"/>
		<updated>2022-02-13T14:37:42Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Utworzono nową stronę &amp;quot;Poza Rządem Salon24 wpis z 08.01.2010     Tekst Agnieszki Graff w Gazecie Wyborczej na temat organizacji pozarządowych wzbudził we mnie konsternacje. Niby wszystko pr...&amp;quot;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;b&gt;Nowa strona&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;div&gt;Poza Rządem Salon24 wpis z&lt;br /&gt;
08.01.2010   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tekst Agnieszki Graff w Gazecie Wyborczej na temat organizacji pozarządowych wzbudził we mnie konsternacje. Niby wszystko prawda, ale nie do końca, zaś wnioski jakieś takie niekonkretne..&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale po kolei. Przede wszystkim nie jestem pewien czy prawdą jest, że problem „NGO-izacji” to temat „raczej na prywatne spotkanie niż na konferencję prasową”. Tak rzeczywiście było jeszcze kilka lat temu, ale dziś? Po takich aferach jak z tzw. ekoharaczami, po wypowiedziach prof. Mirosławy Marody w Tygodniku Europa w 2004 o społeczeństwie postobywatelskim, czy prof. Jana Winieckiego we Wprost określających organizacje pozarządowe jako największego hamulca XXI wieku, stwierdzenie, że organizacje nie zawsze pełnią swoje funkcje, że się biurokratyzują i są „dotacjożercami” naprawdę nie jest nowością. Postawiłbym nawet tezę, ze dziś odwagi wymaga zupełnie inna postawa - bronienie organizacji – niż ich krytyka. Od momentu gdy w 1984 rząd premiera Pawlaka uznał fundacje jako jeden z przejawów przestępczości gospodarczej, powoli narastał głos niezadowolenia. I tu zastrzeżenie. Nie, że chcę bronić organizacji – zdarzało mi się je krytykować wielokrotnie – ale dziś jest już czas na proponowanie rozwiązań, a nie diagnozowanie sytuacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wróćmy do „NGO-izacji”, bo tak naprawdę trudno zrozumieć, czym to zjawisko jest. Zachwycamy się wszechogarniającą komercjalizacją. Osobom i instytucjom, które funkcjonują na rynku bez wystarczających sukcesów, serdecznie współczujemy. Czego chcemy to albo prywatyzacji alibi renacjonalizacji, o uspołecznieniu nikt nawet sie nie zająknie. A jak w tym czarno-białym kontekście organizacje próbują się dostosować to dopiero się obruszamy. Albo cieszmy się z tego, albo powiedzmy sobie wprost – sukces to nie sukces ekonomiczny. Osoby, które nie dają sobie rady w grze rynkowej zasługują na taki sam szacunek, jak te, które z rynku potrafią wyciągają tyle, że nie są wstanie tego przejeść. Zwycięzca nie zawsze ma racje. Jeżeli uznamy te racje jesteśmy w domu. Jeśli nie to zostawmy w spokoju organizacje, które próbują się utrzymać na rynku, które wbrew sobie, ale zgodnie z logiką np. funduszy unijnych, realizują szkolenia, czy poradnictwo. To nie one są winne. Nikt, łącznie z ich członkami, nie kiwnie palcem (a przede wszystkim portfelem), aby ich sukces różnił się od sukcesu zwykłych przejadaczy środków, z których działalności nic specjalnego nie wyniknie. Nie wzięcie głupio zaplanowanych dotacji jest traktowane jak głupota, a nie obywatelska odpowiedzialność. Dają trzeba brać. Więc albo zaczniemy znów szanować Judymów i Siłaczki, za to, że nie osiągają sukcesów, albo zakceptujemy sytuację, że grant decyduje o tym, co NGO będzie robiło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale idźmy dalej. Zmierzmy się z zarzutem apolityczności. Prawda, jak amen w pacierzu, ale poszukiwanie jej w myśleniu dysydenckim lat 80-tych (dlaczego 80-tych a nie 70-tych tego nie wiem dokładnie, ale może to kwestie z zakresu polityki historycznej, więc lepiej od tego z daleka) jest zastanawiająca. Wtedy wszystko było polityczne. Apolityczność znaczyła tyle co dystansowanie się od kwestii władzy, ale poza tym zajmowała się wszystkim co polityczne (od konstytucji, poprzez system represji, do samorządu w przedsiębiorstwie państwowym). To nie apolityczność przed 1989, ale jakaś wolta intelektualna po 1989, sprawiła, że daliśmy się (niewątpliwie z całą odpowiedzialnością mówię my) zepchnąć na margines. To nie granty psują organizacje, tak jak nie łapówki psują biznes. To ci, którzy biorą, choć nie powinni, są winni. A to już są, jeśli nie konkretne osoby, to konkretne instytucje. Z wymienionych przez autorkę organizacji, żadnej akurat nie podejrzewam o bezpośredni udział w tym „procederze”, choć jak sądzę nie umyka to ich uwadze. To nie apolityczność jest winna, ale komercjalizacja.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I tu dochodzimy do obszaru – jak mi się wydaje – na którym rozgrywa się podstawowy problem. Czyje są organizacje pozarządowe? Czy lewica je sobie darowała a prawica przejęła? Czy odwrotnie, to lewica obsadziła tam stanowiska? Kiedyś przedrukowując w ASOCJACJACH fragmenty Przeglądu Społecznego i Przeglądu Politycznego powoływałem się na sformułowanie Kuby Wygnańskiego, że przeciwnikiem sektora pozarządowego nie jest lewica, ani prawica tylko tendencje centralistyczne. I – niezależnie od moich osobistych sympatii – nadal mam przekonanie, że świat organizacji pozarządowych to świat wartości. Różnych wartości, często sprzecznych. Ale nie jest to świat ekonomicznego sukcesu, ani politycznej dominacji. Czy organizacje obronią swoją niezależność? I to niezależność od sfery partyjnej polityki (nie ustępując ani o krok w kwestii, że każdy ma prawo wypowiadać się w kwestiach publicznych i być wysłuchany) i ekonomicznego sukcesu (nie dając się przekonać, że reklama jest ważniejsza od produktu, a zysk ważniejszy od ludzi). Jeżeli obronią swoją niezależność, to w ramach ich działalności będziemy się spierać co jest bardziej społecznie potrzebne, jak lepiej pomóc konkretnej rodzinie. Ale tu są potrzebne organizacje. Nie te skomercjalizowane i nie te upolitycznione. Te, które chcą coś zmienić w naszej rzeczywistości, tak w ekonomii jak i polityce.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Piotr Frączak</name></author>
		
	</entry>
</feed>