TPN czasy pruskie: Różnice pomiędzy wersjami

Z MediWiki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
(Utworzono nową stronę " [https://polona.pl/item/towarzystwo-warszawskie-przyjaciol-nauk-1800-1832-monografia-historyczna-osnuta-na,NDIzMDYw/5/#info:metadata] TOWARZYSTWO WARSZAWSKIE PRZYJACI...")
 
Linia 7: Linia 7:
 
OSNUTA NA ŹRÓDŁACH ARCHIWALNYCH
 
OSNUTA NA ŹRÓDŁACH ARCHIWALNYCH
  
PRZEZ
+
Tableau l> PRZEZ
 
Aleksandra Kraushaza
 
Aleksandra Kraushaza
  
Linia 29: Linia 29:
 
1400—1900.
 
1400—1900.
  
W STULETNIĄ ROCZNICĘ
+
i- W STULETNIĄ ROCZNICĘ
 
UTWORZENIA B. TOW. WARSZAWSKIEGO PRZYJACIÓŁ NAUK
 
UTWORZENIA B. TOW. WARSZAWSKIEGO PRZYJACIÓŁ NAUK
 
1800—1832.
 
1800—1832.
Linia 5394: Linia 5394:
 
upatruje krytyk w tego rodzaju frazesie nielogiczność, bo,
 
upatruje krytyk w tego rodzaju frazesie nielogiczność, bo,
 
zdaniem jego «uczynione dawniej, niczem się nie różni odstr 164
 
zdaniem jego «uczynione dawniej, niczem się nie różni odstr 164
CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ SZESNASTY.
+
 
 +
==CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ SZESNASTY==
  
 
uczynionego teraz» i uznaje, że każdy naród zwycięski
 
uczynionego teraz» i uznaje, że każdy naród zwycięski
 
dąży i dążyć musi do zaprowadzania «jednostajności»
 
dąży i dążyć musi do zaprowadzania «jednostajności»
 
między podbitemi pod swe panowanie ludami; w stwier-
 
między podbitemi pod swe panowanie ludami; w stwier-
dzeniu czego powołuje się na dzieło ks. Para: Tableau l>i-
+
dzeniu czego powołuje się na dzieło ks. Para: i-
 
storique et philosophique de la Religion, w którem autor, za-
 
storique et philosophique de la Religion, w którem autor, za-
 
sadnie, zdaniem krytyka, pisze: „Aussitot qu'une Nation etoit
 
sadnie, zdaniem krytyka, pisze: „Aussitot qu'une Nation etoit

Wersja z 12:48, 1 wrz 2022

[1]

TOWARZYSTWO WARSZAWSKIE PRZYJACIÓŁ NAUK 18OO—1832.

MONOGRAFIA HISTORYCZNA OSNUTA NA ŹRÓDŁACH ARCHIWALNYCH

Tableau l> PRZEZ Aleksandra Kraushaza


MECENASA, CZŁONKA B. TOWARZYSTWA HISTOKYCZNO – LITERACKIEGO W PARYŻU' TOWARZYSTWA POZNAŃSKIEGO PRZYJACIÓŁ NAUK, KOMISYI HIST0RY'CZNEJ AKADEMII UMIEJĘTNOŚCI W KRAKOWIE KSIĘGA I. CZASY PRUSKIE 1800—1807. Z ILLUSTRACYAMI.

1900



W PIECSETLETNIĄ ROCZNICĘ ODNOWIENIA WSZECHNICY KRAKOWSKIEJ 1400—1900.

i- W STULETNIĄ ROCZNICĘ UTWORZENIA B. TOW. WARSZAWSKIEGO PRZYJACIÓŁ NAUK 1800—1832.

KSIĘGA I. CZASY PRUSKIE. (1800—1807).

Dozwolenie zawiązania się Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Warszawie mogło zadziwię nie jednego; gdyż trudno było pogodzić z dążnością Ogólną zagładzenia śladów narodowości, powstanie Towarzystwa narodowego, które, ocalenie i dalsze kształcenie języka, tudzież zachowanie dziejów narodowych, za główny cel usiłowań swoich obrało.

Fryderyk hr. Skarbek.

PRZEDMOWA

Należało się już od dawna wspomnienie obszerniejsze b. Towarzystwu warszawskiemu przyjaciół nauk, którego działalność, rozpoczęta przed stu laty, w roku 1800, a zamknięta ostatecznie w roku 1832, podlegając w ciągu owego trzydziestolecia stopniowym zmianom ku lepszemu, wytworzyła instytucyę pamiętną w dziejach umysłowości swojskiej, wysoce dodatniego wpływu na kulturalny rozwój społeczeństwa rodzimego.

    Ślady owej działalności, utrwalone w zbiorze Roczników 

Towarzystwa (1802 — 1830), uwydatnione są w szeregu rozpraw, wygłoszonych na posiedzeniach publicznych Towarzystwa, oraz w sprawozdaniach, składanych członkom naukowego grona przez jego prezydujących: Albertrandego (1800—1808), Staszica (1807—1826) i Niemcewicza, (1826—1832).

     Są one obrazem rezultatów zewnętrznych prac Towarzystwa, 

przeważnie poświęconych literaturze i historyi ojczystej, oraz umiejętnościom ścisłym i stosowanym; lecz nii' wyjaśniają najcharakterystyczniejszej, bodaj że najważniejszej, strony wewnętrznego życia grona mężów przodowniczych w narodzie, którzy, rozpocząwszy działalność za rządów pruskich, w najtrudniejszych warunkach politycznego bytu kraju, stopniowo zyskiwali dla instytucyi swej, zrazu jedynie tolerowanej, coraz silniejszy grunt i zdobyli wreszcie dla niej prawo do bytu, mocą uroczystych sankcyj monarszych. O pojedynczych momen- tach rozwoju Towarzystwa, zachowały się odorwane i po- bieżne wzmianki w Pamiętnikach Skarbka (Poznań, 1878), we Wspomnieniach P. Sal. Dmochowskiego 1858) i Kajetana Koźmiana (1865), we Wspomnieniach Wielisława (Skrodzkiego) drukowanych w Bluszczu (1878). Skarbek nawet poświęcił w r. 1860 zarysowi początków Towarzystwa oddzielną rozprawkę, widocznie z pamięci skreśloną, gdyż zamieścił w niej szczegóły niedokładne, z faktami źródłowemi niezgodne.

    Ostatniemi czasy, profesor Uniwersytetu Warszaw-

skiego, D. W. Cwietajew, opracowując w szeregu mono- grafii koleje b. gmachu Towarzystwa przyjaciół nauk na Krakowskiem Przedmieściu, cofnął się do początków bytu samego Towarzystwa i ogłosił w tym przedmiocie roz- prawę w Uniwers. Izwiestiach za rok 1899. Zesz. VII i IX, a następnie skróconą jej osnowę w odcinkach Dniewnika Warszawskiego Nr .1 i 52 z r, 1900.

    Podaje w niej autor ogólny zarys rozwoju Towarzy-

stwa, ze szczególnem uwzględnieniem epoki, w której ono z pierwotnej swej siedziby »na Kanoniach przeniosło się było do miejscowości po dawnym kościele 00. Dominika- nów Obserwantów, które to szczegóły, oparte na aktach urzędowych, pożyteczny dla historyi tej instytucyi stano- wią przyczynek.

    Pozostała wszakże dotąd dostatecznie nierozjaśnioną 

organizacya wewnętrzna Towarzystwa, obraz zajęć i dyskus- kusyj uczonego grona, na posiedzeniach peryodycznych, jakie w ciągu trzydziestoletniego okresu swego bytowania odbywało, a na których zajmowało się wyłącznie sprawą oświaty ogólnej kraju i wzbogacaniem rozmaitych gałęzi literatury i umiejętności ścisłych pracami, nie rzadko epo- kowemu jak np. wydawnictwem Słownika języka polskiego, książek elementarnych, historyą krajową, śpiewami histo-

rycznemi, ustaleniem pisowni, budownictwem wiejskiem, zakładaniem bibliotek, zbieraniem po dawnych archiwach klasztornych materyałów historycznych, ogłaszaniem kon- kursowych nagród na tematy historyczne, literackie i eko- nomiczne. Bogate źródła do wyjaśnienia tej właśnie strony wewnętrznej działalności Towarzystwa, które, mimo swej skromnej nazwy, było pierwszą w kraju akademią umie- jętności - leżały dotąd nietknięte w aktach tegoż Towa- rzystwa. Dzięki upoważnieniu J. O. Generał Gubernatora Warszawskiego, Księcia Imeretyńskiego, archiwum, obejmu- jące powołane źródła, stało się dla piszącego te słowa do- stępnem. Pozostałość duchowa po b. Towarzystwie przyja- ciół nauk składa się przeważnie z szeregu porządnie i sy- stematycznie prowadzonych protokółów sessyj wydziałowych i centralnych z całego okresu jego istnienia, z raportów, składanych przez tak zwane jego działy literackie i nau- kowe, z projektów podnoszonych przez członków, z ko- respondencyi prowadzonej z członkami miejscowymi, za- miejscowymi i Towarzystwami naukowemi zagranicznemi, ze zbioru tematów konkursowych, wreszcie z materyałów historycznych, bądź źródłowych, bądź też już opracowa- nych, między któremi np. mieści się rozprawa o języku polskim, o planie historyi krajowej, o dawnych napisach i pomnikach, wreszcie dziennik zajęć działu filozoficznego i matematyczno-przyrodniczego.

    Z pomiędzy wymienionych tu pobieżnie materyałów 

najciekawszemi są protokóły posiedzeń Towarzystwa, pro- wadzone kolejno przez tłómacza Iliady Dmochowskiego, przez zasłużonego myśliciela Józefa Kalasantego Szaniaw- skiego, a następnie przez Ludwika Osińskiego, słynnego mówcę, poetę i profesora Uniwersytetu Alexandryjskiego i wreszcie najdłużej przez ks. Edwarda Czarneckiego, którzy jako sekretarze uczonego grona, utrwalili jego zajęcia, i prace w szeregu notat cennych, powtarzających, nie rzadko, ipsissimis uerbis, wnioski i przemowy takich między innemi mężów, jak: Albertrandi, Czacki, Staszic, Niem- cewicz, Woronicz, Tarnowski, Stanisław i Ignacy Potoccy. Już ta okoliczność, z uwagi na osobistości redaktorów pro- tokółów i na autentyczność ich notat, podnosi owe dorywcze sprawozdania do godności dokumentów historycznych.— Uwydatniają się żywo na tle owych suchych notat cha- rakterystyczne cechy ludzi dawno już zmarłych, a mimo to żyjących do dziś dnia w literaturze i w tradycyi spo- łeczeństwa, jako pierwszy zastęp pracowników na polu twórczości rodzimej i pracy organicznej około zachowania skarbów umysłowych przeszłości, bez których żadne oświe- cone i kulturalne społeczeństwo, a tem więcej — społe- czeństwo bytu samodzielnego pozbawione, istnieć i rozwi- jać się, dla dobra całej ludzkości, nie może.

    Postacie trzech prezesów Towarzystwa: Albertran-

dego, Staszica i Niemcewicza występują tu w całej okrasie charakterów energicznych, świadomych celu swoich zadań. Albertrandi, wzór pracowitości, erudycyi i zapału do nauki, jest duszą zawiązku Towarzystwa. Jego ręki są pierwsze zaproszenia do uczestnictwa w pracach grona, wystosowane do najwybitniejszych uczonych, myślicieli i poetów porozbiorowej Polski. On imieniem Towarzystwa przemawia do społeczeństwa, on pokonywa pierwsze prze- szkody, stawiane przez miejscową administracyę pruską utworzeniu instytucyi polskiej, on zagrzewa kolegów do pracy, do energii i sam daje do niej impuls pracowito- ścią niezmordowaną. Jest przytem układnym, zręcznym politykiem i dworakiem, władającym świetnie językami i jednąjącym sobie podejrzliwych ministrów pruskich: Vossa, Hoya, Goldbecka, Beymego, oraz miejscowych przedstawicieli władzy: Meyera i Kohlera powagą swego biskupiego stanowiska i lojalnością – nieco przesadną – swoich dążeń i aspiracyj.

    Przeciwstawieniem jego jest Staszic, mąż nieugiętej 

woli, surowy i bezwzględny w postępowaniu, pełen ambi- cyi i godności w stosunkach z rządem pruskim , stojący czujnie na straży ustawy, karcący nieczynność swoich kolegów admonieyami, a nawet wyłączaniem ich z grona Towarzystwa... On jeden nie bawi się w układne słówka, nie lubi krasomówców, i sam unika frazesów. Jest mężem czynu i pierwszy kładzie podwaliny siedziby stałej Towa- rzystwa. W przekonaniu, że Towarzystwo nie jest miej- scem dla rozrywek, lecz pracownia dla ludzi nauki, jest sprężystym i stanowczym w stosunkach z kolegami. Z jego polecenia nieobecność członków na posiedzeniach zaznacza się; w protokółach. Zaznaczają się i usprawiedliwienia się absenteistów, nierzadko w asystencyi świadectw lekarskich o powodach niebytności... On stale przypomina Towarzy- stwu konieczność pozyskania »diploma« królewskiego w celu uprawnienia jego bytu; on porucza delegowanym »Comites«  baczne pilnowanie tej sprawy. Dzięki wreszcie jego nie- strudzonym zabiegom, cel pożądany, choć pierwiastkowo nie w całej rozciągłości, zostaje osiągniętym i, Towarzy- stwo zrazu tolerowane, otrzymuje nazwę »królewskiego«. Wewnętrzny rozład między członkami poskramia Staszic podaniem się do dymisyi (Maj r. 1817). Odstępuje od tego zamiaru dopiero po uzyskaniu od kolegów przyrzeczenia, że nadal dziać się będzie po jego myśli.

    Trzeci prezes, Niemcewicz, poeta, mówca, historyk, 

jest niezmordowanym twórcą projektów ogólniejszych. On urzeczywistnia myśl wzniesienia Kopernikowi pomnika, on pragnie nadać instytucyi cechy istotnej Akademii litera- tury, umiejętności ścisłych i sztuk pięknych, on, jeszcze jako członek czynny za prezydencyi Staszica, najgorliwiej krząta się około myśli napisania zbiorowemi silami historyi ojczystej, dawszy do niej hasło w popularnych Śpiewach historycznych.

    Zasadniczym warunkiem zapoczątkowania i bytu To-

warzystwa było zawsze trzymanie się zdała od polityki i kwestyj religijnych. Warunek ów, ustawa określony, na- dal uczonemu gronu wybitne piękno konserwatyzmu, któ- rego się też Towarzystwo przyjaciół nauk do ostatnich prawie czasów swego istnienia niezmiennie trzymało, a które

odbiło się przeważnie w jego literackich upodobaniach, da- lekich od hołdowania ideałom budzącego się romantyzmu. W imię tego właśnie kierunku zachowawczego, Lelewel, już w epoce rozgłośnej swej działalności badawczo–kryty- cznej, jedynie jako śmiały nowator, przepada na pierwszych wyborach... nazwisko zaś Mickiewicza dopiero nawoływa- nia pisemek brukowych po r. 1830 wprowadzają na listę członków Towarzystwa.

    Klasyczna powaga zajęć uczonego grona nie zmienia 

się wśród burzliwych scen dziejowych, jakie się rozegry- wały na bruku warszawskim, w epoce pierwszego trzy- dziestolecia bieżącego wieku, że wspomnieć tu tylko: wkro- czenie Francuzów w roku 1806, Austryaków w roku 1809, odwrót szczątków wielkiej armii z pod Moskwy w r. 1812, przywrócenie Królestwa w roku 1815 i najświetniejszy roz- wój polityczno-społeczny owego państewka, w epoce do roku 1830. Ważniejsze przewroty dziejowe, wciągu całego trzy- dziestolecia bytu Towarzystwa, zaznaczają się w księdze protokółów jego posiedzeń zaledwie gdzieniegdzie napoty- kanej niezapisanemi jej kartami, lub też nieliczną frek- wencyą członków. Przeważnie, protokóły te są obrazem akademickiej pogody umysłów członków, zajętych wyłą- cznie sprawami nauki i literatury. Dla bacznego wszakże obserwatora, widoczną jest różnica atmosfer; zajęć Towa- rzystwa w jego początkach i ku końcowi. Wraz z ustale- niem się rządów krajowych po roku 1806, a tem więcej po roku I815,sprawy literacko-naukowe pochłaniają w wyż- szej, niż przedtem, mierze uwagę i troskliwość uczestników grona i plon ich z owej epoki jest obfitszym. Natomiast w pierwszem sześcioleciu główną troską Towarzystwa jest akcya ratunkowa przeciw obmyślonej przezornie i zręcznie przez rząd pruski maskowanej metodzie wynarodowienia, którą w tak zwanych Prusach południowych przeprowa- dzać się starano. Każdy krok Towarzystwa w owej epoce, podjęty pod skromną formą wydawnictwa książki elemen- tarnej z dziedziny matematyki, czy też gramatyki, albo

str 7 PRZEDMOWA.

rozprawki przyrodniczej, — ma na celu przeciwdziałanie szerzącej się niemczyznie. Ogłaszanie konkursów w przed- mocie higieny, lub budownictwa domów wiejskich, tragedyi wierszem z dziejów narodowych, zmierza do budzenia umy- słów z odrętwienia, ku nadaniu ich zajęciom kierunku swojskiego. Posiedzenia publiczne, gromadzące publiczność płci obojej i młodzież, są polem do wygłaszania prawideł moralności i obowiązków obywatelskich, okazyą do nawo- ływania umysłów, zaprzątniętych pogonią za rozrywkami, do pracy dla dobra ogółu.

    Pomyślne dla narodowości polskiej zmiany, jakie za-

szły z chwilą wstąpienia na tron cesarza Aleksandra I, w dawnych dzielnicach polskich, pod berłem rossyjskiem zostających, znajdują odbicie swe i wyraz w gorliwszem zajmowaniu sic Towarzystwa słowiańszczyzną i sprawami pobratymców i w szczerem uczuciu życzliwości dla reform, w Imperyum rossyjskiem zapoczątkowanych. Sympatye te wzrastają w mian; gromadzenia się faktów, które stwier- dziły przychylność młodego cesarza dla Polski i w miarę potężniejącego wpływu germanizacyi w stosunkach we- wnętrznych zarządu Prus południowych.

    W celu bliższego rozejrzenia się w najważniejszej 

tego zarządu gałęzi — w szkolnictwie za czasów pruskich — z uwagi, iż ku niemu zwracała się przeważane troskliwość Towarzystwa, szukającego środków przeciwdziałania pod- jętej przez rząd pruski akcyi, należało sięgnąć do niewy- zyskanych dotąd w tej sprawie źródeł, znajdujących się w archiwum tajnem berlińskiem. Nie znalazł piszący te słowa przeszkód w uzyskaniu wstępu do tych właśnie źró- deł, uzupełniających w niepośledniej mierze pracę, na której Łukaszewicz zakończył swą Historyę szkół w Koronie i na Litwie (Poznań, 1851). Epokę od roku 1796 do 1806, obej- mującą prace rządu pruskiego w dziedzinie szkolnictwa krajowego, udało się wyjaśnić dokładniej na podstawie cen- nych raportów władz miejscowych pruskich, reskryptów do nich przesyłanych i wizytacyi szkól podjętej w latach Str 8 PRZEDMOWA.

1802 i 1803 przez Goedekego i Maierotta, delegatów mini- steryalnych pruskich.

    Na tle dziejów ówczesnych szkolnictwa pruskiego, 

zmienionego znacznie, wbrew woli ministeryum, pod wpły- wem reform podjętych w tej dziedzinie w cesarstwie ro- syjskiem, w jego dawnych dzielnicach polskich, działalność Towarzystwa warszawskiego przyjaciół nauk staje się w pierwszych latach jego istnienia zrozumiałszą a histo- rya tej instytucyi dla czytelnika donioślejszą.

  • * *


   Już po wykończeniu niniejszej książki, po skreśleniu 

słów wstępnych do niej, poświęconych ogólnej charakte- rystyce dziejów Towarzystwa, z natury rzeczy, na trzy części się rozpadających, z których niniejsza: od roku 1800 do 1806,, obejmuje czasy pruskie, następna, od roku 1806 do 1815, obejmować ma czasy księztwa warszawskiego, ostatnia zaś, od roku 1815, aż do zamknięcia instytucyi, poświęconą będzie czasom kró- lestwa kongresowego, odczytałem w najnowszej pracy profesora Stanisława Tarnowskiego: Historya litera- tury polskiej, wydanej w dniu pamiętnego jubileuszu 500- lecia technicy Jagiellońskiej, znakomicie skreślony ustęp o Towarzystwie warszawskiem przyjaciół nauk.

   Mniemam, że z korzyścią dla skromnej monografii 

niniejszej i dla czytelników będzie – wyłączenie do przy- toczonych uwag wstępnych, tego właśnie świetnego ustępu, w którym, wnuk Jana Amora Tarnowskiego, jednego z gorli- wszych i zasłużeńszych członków Towarzystwa warszaw- skiego przyjaciół nauk, z właściwą sobie znajomością przed- miotu, samodzielnością poglądów i czarem krasomówczego stylu, charakteryzuje działalność uczonego grona, »któ-


Str 9 PRZEDMOWA.

rego – mówiąc własnemi Jego słowy — trzydziestoletnie życie i działanie nie musiało być zupełnie marnem i pró- żneni, które owszem musiało być istotnem ogniskiem ruchu umysłowego i naokoło siebie wpływ niemały wywierać, kiedy nadało swoje nazwisko epoce, kiedy mó- wimy i zawsze mowie będziemy: Literatura Towa- rzystwa Przyjaciół Nauk, smak Towarzystwa Przyjaciół Nauk. pojęcia, prace Towarzy- stwa Przyjaciół Nauk...«

   »Chcieć mówić — pisze prof. Tarnowski — że w Towarzystwie 

owem nie było nic ciężkiego, nic pedantycznego, że wszystko zasłu- guje na bezwzględne uwielbienie, lub że ono przy całej swojej pracy postawiło naukę i oświatę n nas na takim stopniu, jak ona stała we Francyi, w Niemczech. lub w Anglii, byłoby przesadą. Najuczeńsi z członków Towarzystwa nie dochodzą miary wielkich uczonych za- granicznych, niema między nimi ani Schleglów, ani Humboldtów, ani Saya, ani Ricarda, ani Fichtego, ani Schellinga, ani Hegla, ani Guizota, ani Villemaina, ani Sismondiego; uczoność ich nie jest euro- pejska, nie podnosi oświaty i nauki w świecie, ale podnosi ją tylko w Polsce, jest wyłącznie polską. Nie można się temu dziwić, niema nawet co o tem mówić, trzeba pogodzić się z faktem, że od początku naszego istnienia aż do dnia dzisiejszego nie staliśmy nigdy na czele europejskiej cywilizacyi, a po utracie bytu politycznego, mniej niż kiedykolwiek. Nie powinniśmy nawet, brać tego do serca i wyrzucać sobie, bo nie nasza wina, że główny prąd historyi dotąd przez nasz kraj nie płynął; ani my, ani nikt innj nie zdołałby go gwałtem zwrocie w to koryto. Zatem, każda epoka naszych dziejów może być spokojna w sumieniu i powiedzieć, że zrobiła swoje, jeżeli nie tro- szcząc się o przodowanie cywilizacyi europejskiej, umiała utrzymać i podnieść cywilizacyę wewnętrzną w Polsce. Wiek, na który pa- trzymy z taką chlubą i z taką zazdrością, do którego zwracamy się zawsze z tęsknotą, jak do najpiękniejszej chwili naszego życia, wiek XVI nie zrobił nic więcej, a przecież któżby śmiał o nim powiedzieć, że zrobił za mało? Epoka Stanisława Augusta także nie zrobiła więcej, ale zrobiła, co była powinna; a tak samo i epoka Towarzy- stwa Przyjaciół Nauk. Nie wydała gwiazd pierwszego rzędu, przy- świecających całemu światu, ale wydała takie, które w Polsce świe- ciły jasno i oświecały ją dobrze. Towarzystwo założyło pierwsze i niewzruszone podstawy znajomości prawa polskiego i jego historyi; ono pierwsze przedsięwzięło badania nad językiem i dokonało dzieła tak, że nikomu długo nie przychodziło do głowy, iżby je trzeba po- Str 10 PRZEDMOWA

prawiać, lub zastąpić nowemi; ono postawiło pierwsze kroki w hi- storyi literatury polskiej, w krytyce literackiej, pomimo wszystkiego postąpiło znacznie, stworzyło ją prawie i utorowało drogę przed wła- snymi nieprzyjaciółmi, dało im w rękę broń znacznie wydoskonaloną. Jemuśmy winni pierwsze i bodaj czy nie najskuteczniejsze badania słowiańskich początków Polski, jemu prace przygotowawcze do zna- jomości własnego kraju pod względem geograficznym, geologicznym, klimatycznym, handlowym, statystycznym. Ono pierwsze wreszcie oprawia, nie na wielka skale może, ale pierwszy raz od trzech wie- ków w sposób rozumny i godny przedmiotu, grecką naukę nauk (Szaniawski. Śniadecki, Goluchowski). A kiedy tak pracuje na polu nauk i pamięta o umysłowych potrzebach narodu i kiedy za te jego prace należy mu się uszanowanie i wdzięczność, to niemniej należy mu się za to. że myślało o garbarniach i hutach żelaznych, o soli i cynku, o płodozmianie i chorobach bydła, o wiejskich chatach, o szkołach dla głuchoniemych, o kasach oszczędności, o obyczajach i oświacie ludu, o zdrowiu, wygodzie, dostatku ludności we wszyst- kich jej warstwach; że nauki i oświaty nie zamykało w najwyższych sferach abstrakcyjnej mądrości, nie monopolizowało jej na korzyść niektórych uprzywilejowanych mędrców, ale wznosząc ją jak mogło najwyżej w nauce, zniżało zarazem do ziemi, łączyło ze wszystkiemi stosunkami życia, kazało w praktyce służyć na pożytek powszechny i wieloraki narodu«.

     »Jestto zwykłą cechą i zwykła historyą uczonych Towarzystw 

i Akademij, że z wiedza i zamiarem, lub tylko naturalną koleją rze- czy, z postępem czasu zamykają się coraz szczelniej w sferach naj- wyższej mądrości i nauki, w obrębie uczonych i mędrców, na tych kościach obwarowują się i ani niższemu światu nie pozwalają do siebie przystępu, ani też same do niego nic zstępują. A w naturze ich bywa jeszcze i to, że dochodzą do słusznego niezawodnie, ale wielkiego przekonania o swojej wartości, do przesadzonego niekiedy uczucia swojej powagi i godności, a poziomy świat, nie mogąc za- przeczyć ich naukowej wyższości i zasługi, mści się za nie jak może, przedrwiwując owo przeświadczenie o sobie i ową powagę, oskarża o wyłączność, pedantyzm, o wzajemne dla siebie uwielbienie, wreszcie pewien zastój, pewną jak żeby zatęchłość, która się wyradza w tych wodach zwykle stojących, rzadko kiedy strumieniem nowym odży- wianych. Powiedzieć, że Towarzystwo Przyjaciół Nauk nie miało zgoła tej ostatniej własności, czy słabości, tego nie można. Czuło ono swoją powagę i nosiło ją bardzo wysoko w poważnem zachowaniu się i postawie na naprzykład Stanisława Potockiego, albo Koźmiana, albo Osińskiego, widać ton cokolwiek wyniosły, sztywny, lekko


Str 11 PRZEDMOWA

gardliwy, który tak niecierpliwił młodszych, prostych i śmiertelnych, nie będących obywatelami tego umysłowego 0limpu«.

      »Ale jeżeli ślady tej zwykłej słabości Towarzystw uczonych 

dają się dostrzegać i w naszeni, to ich wady większe i szkodliwsze, owego oddzielenia się od świata i życia i zamknięcia w sobie, niema w niem wcale, owszem jest ciągły i żywy rzeczywisty związek po- między narodem a Towarzystwem, które się podjęło kierownictwa jego oświaty. Nie ma tego stosunku życia, nie ma tej potrzeby na- rodu, o którejby Towarzystwo nie było myślało, w których nie by- łoby się starało przyjść z pomocą i to jest jego właściwą cechą, jego wielką zasługą i tajemnica jego prawdziwej i niepospolitej żywotności. Wszystko, co robi, wszystko, co przedsiębierze, wszystko to poczyna ono w jednej i tej samej myśli, która wiąże, i spaja w całość wszyst- kie jego działania, w myśli służenia krajowi, przyniesienia mu prak- tycznego, jak być może najprędszego, pożytku. Ten wysoki zmysł organizacyjny i praktyczny, który się wyrobił u nas w latach po- między pierwszym a drugim rozbiorem, który odznaczał prace Wiel- kiego Sejmu i współczesna literaturę, ten sam umysł organizacyjny, zmysł ładu, rządności, ciągłości i wszechstronności pracy, panował w Księstwie Warszawskiem i w Królestwie kongresowem, wydał ogromne wysilenia pierwszego i wyborną administracyę, wyborne sądownictwo, doskonały stan wychowania i najlepszy podówczas w Europie stan skarbu drugiego. Ten sam zmysł, tem sam duch ożywiał i Towarzystwo Przyjaciół Nauk, we wszystkich jego dzia- łaniach, nawet w tych, którym ducha patryotycznego i obywatel- skiego zbyt długo zwykliśmy byli zaprzeczać«.

     Przyswoiłem sobie, ponad przyzwoitość może, nie bez 

rzetelnej wszakże przyjemności, ów przydłuższy ustęp z Historyi literatury polskiej (t. IV. 30 i nast.) prof. Tarnow- skiego, aby mieć miarowskaz tego punktu widzenia, z ja- kiego działalność naukową i obywatelską Towarzystwa przyjaciół nauk rozpatrywaćby należało. Przeświadczenie o konieczności i słuszności takiego, a nie innego, punktu widzenia, nie może być niestety dowodem, iż autor pracy niniejszej zadanie takie pomyślnie rozwiązał...

      »Szczegółowo historyą Towarzystwa — nadmienia w- końcu 

przytoczonego powyżej ustępu prof. Tarnowski - któraby zgłębiła wszystkie jego prace, osądziła wartość dzieł pod jego opieką wyda- wanych, a przynajmniej rozpraw ogłoszonych w jego Rocznikach, i wykazała, w jakim stanie ono każdą naukę z osobna w Polsce za- str. 12 PRZEDMOWA. stało, a w jakim ją po latach trzydziestu zostawiło, byłaby pracą i potrzebną i zajmująca. Własny pożytek dzisiejszych dopomina się o nią. niemniej jak sprawiedliwość względem dawniejszych« (str. 39).

      Taki ideał przyświecał wprawdzie autorowi przy pod-

jęciu niniejszego zadania, lecz wykonanie jego wobec ogromu odnalezionego materyału źródłowego, okazało się niestety przytrudnem i siły jego przerastającem... Ograniczył się więc z konieczności do skromniejszej roli, nie historyka, lecz kronikarza dziejów Towarzystwa, w tern przeświad- czeniu, że odtworzenie całkowitej działalności instytucyi, według osnowy protokółów jego posiedzeń, stanowić będzie z czasem nader pożyteczny materyał dla przyszłych hi- storyków umysłowości polskiej z początków bieżącego stulecia. Nie bez pewnej, dziś tak modnej, nastrojowej do- niosłości będzie szereg widoków, przedstawiających War- szawę, jaką była za czasów pruskich, bezpośrednio prawie po wypadkach, które ją charakteru stolicy dawnej Rzplitej pozbawiły. Widoki te, noszące jeszcze gdzieniegdzie ślady niedawno przebytej katastrofy, stanowią część ongi bogatej kolekcyi, sporządzonej około roku 1800 przez nieznanego artystę malarza, z polecenia landgrafa Hlessen-Darmsztadz- kiego, Ludwika X, późniejszego wielkiego księcia Ludwika I (+ 1830). Są one dziś własnością znanego miłośnika rzeczy krajowych, p. Mathiasa Bersohna. Nie zachodzi oczywiście bezpośredni związek między zewnętrzną, dekoracyjną stroną Warszawy pruskiej, a przed- miotem niniejszej monografii. Badawcze wszakże oko roz- ważnego czytelnika nie bez poważniejszej refleksji rozpa- trywać będzie widoki owej ogładzonej, z cudzoziemska przystrojonej Warszawy, wśród której zrodziła się akcya ratunkowa, podjęta przez Towarzystwo przyjaciół nauk. Tak mało już dziś pozostało śladów po dawnej stolicy Rzpltej z przed stu laty i tak szybko pod wpływem no- wych warunków jej bytu i nieustannego rozwoju nikną te nawet, które stanowiły dotąd rodzima, charakterystyczną

str.13 PRZEDMOWA, jej cechę, że wybaczyć można rozmiłowanemu w owych pamiątkach po dawnych czasach szperaczowi, jeśli z każ- dej korzysta sposobności, by zachować dla przyszłych po- koleń choćby obrazkowe ich resztki... Pragnął on również przekazać następcom rysy wszyst- kich ludzi tamtoczesnej opoki, którzy w działalności To- warzystwa przyjaciół nauk mieli tak owocny udział. Ży- czenie to, dzięki uprzejmości J. O. Włodzimierza ks. Czet- wertyńskiego, posiadacza jednego z najbogatszych zbiorów rycin i pamiątek swojskich, Zygmunta Wolskiego, oraz innych uczynnych kollekcyonistów, w większej części speł- nionem zostało. Nie dało się wszakże, z uwagi na warunki typograficzne, dopełnić warunku rozmieszczenia owych wizerunków członków Towarzystwa w miejscach, gdzie o nich mowa. Zastrzeżenie to czyni autor, licząc na pobła- żliwość łaskawych, a wyrozumiałych czytelników.

CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ PIERWSZY.

Spuścizna po komisyi edukacyjnej. Opinia o niej v. Klewitza. Pochwała królewska z r. 1794. Kierownicy oświaty w Prusach południowych. Minister Woellner. Otto hrabia Voss. Projek- towane „naprawy". Von Hoym. Hommagium pruskie. Rozdawnictwo starostw. Afferzyści. Protest Zerboniego. Ślady spisku urzędniczego. Minister Goldbeck. Pamflet v. Helda. Nowe rządy v. Vossa. Korpus "towarcysów". Systemat Pestalozzego. Pożyczki. Uktady bajońskie.

                Ministrowie v. Schrötter, v. Massów i Karol v. Beyme.
   W najsmutniejszej dziejów krajowych epoce, między

rokiem 1773, jako zaczątkiem bytu rozczłonkowanej Rzpltej, a rokiem 1794, zamykającym okres jej podziałów i zagłady państwowej, rozwijała się i promieniowała, prze- możnym a dodatnim wpływom na umysłowość społeczeń- stwa, instytucya, którą, jako najcenniejszą spuściznę po przeszłości otrzymała, i z której posiewu długie jeszcze lata korzystać miała Polska pogrobowa.

     Komisya edukacyjna, organizacyą swą wzorową i sy-

stematem szkolnym, skierowanym ku rozwojowi nietylko umysłu, lecz i pierwiastków etycznych i humanitarnych w miodem pokoleniu, była pierwszem w świecie ucywili- zowanym ministeryum oświaty. Dala ona swym przykła- dem państwom europejskim impuls do utworzenia władz specyalnych, poświęconych wyłącznie ważnym sprawom edukacyi młodzieży w duchu narodowym.


Wilhelm Antoni von Klewitz, król.-pruski rzecz, tajny minister stanu. (Staloryt Siega).

Z nietajonem zadowole- niem przytaczano dotychczas, wydany w roku 1805 w Ber- linie, memoryał, ongi prezy- dującego radcy w departamen- cie Prus południowych, von Klewitza, w którym, urządze- nia szkolne Polski porozbio- rowej, z lat 1783 i 1790, naz- wano wprost »przedziwnemi».

    Opinia taka, dla umysło-

wości polskiej tyle zaszczytna, nabiera tem większej wagi, ile że stwierdzenie jej znajdu- jemy we wcześniejszym od pomienionego memoryału re- skrypcie króla pruskiego, Fryderyka Wilhelma II, z dnia 14 lutego 1794 roku, do kamery poznańskiej przesłanego, w którym, dziękując ówczesnemu radcy wojenno-ekonomi- cznemu, von Strachwitzowi, za gruntowne o szkolnictwie polskiem sprawozdanie i za jego »patryotyczną w dobrej sprawie gorliwość«, król pruski bez ogródek wypowiada zdanie, że urządzenia szkolne polskie, przez dawną komi- syę edukacyjną opracowane, »są istotnie tak wzorowemi, iż z pewnemi jedynie zmianami, zasługują na utrzymanie i nadal«. („Diese Verfassung und die Grundsätze des Schul- reglements... sind in der That so musterhaft, dass sie mit Mo- difcationen hinzuhalten zu werden verdienen...)1).

     Tego rodzaju pochlebna opinia ośrodkach pomoc-

niczych dla rozwoju oświaty, w przyłączonych do monar- chii pruskiej dawnych prowincyi polskich, nie oznaczała, naturalnie, gotowości do popierania celu, ku króremu za- rządzenia komisyi edukacyjnej zmierzały: do pielęgnowania w duszach i umysłach podbitego narodu miłości do du- chowej po ojcach spuścizny: języka, literatury i dziejów swojskich.

    Wytrącony z rąk dawnych kierowników edukacyi

str 19 DZIAŁACZE PRUSCY.


Jan Krzysztof Woellner, król. - pruski, rzeczyw. tajny minister stanu i sprawiedliwości.

narodowej oręż, służyć miał w rę- kach nowego rządu jako narzę- dzie podatne do szerzenia kul- tury obcej, — do celów germa- nizacyi; a jakkolwiek osnuty w tym duchu system, wykony- wany przez szereg lat z nieubła- ganą konsekwencyą, żadnym nie miał podlegać zboczeniom, to je- dnak wytrawna polityka pruska umiała wszelkim pomocniczym, ku głównemu celowi zmierzają- cym, zarządzeniom, nadać pozór tyle humanitarny i etyczny, że złudzone owym blichtrem umy- sły, szczerych nawet patryotów polskich, nie odmawiały jej zrazu współdziałania.

    Epokę, która nas zajmować będzie, wypełniają rządy

dwóch Fryderyków Wilhelmów pruskich: II-go i III-go. Pierwszy z nich, przysporzył swej monarchii odpadłe od Rzpltej, skutkiem drugiego rozbioru, rozlegle dzielnice pol- skie; ostatni zaś, od roku 1798, objął to dziedzictwo po ojcu i utracił je w części, po katastrofie 1806 roku. Współpra- cownikami obu owych Fryderyków w dziele wynarodo- wienia społeczności polskiej, byli, względnie, jedni i ciż sami mężowie stanu, kierowani wspólną ideą — wynatu- rzenia ducha polskiego, jego umysłowości i języka, drogą edukacyi młodzieży, według norm, niby to postępowych, w gruncie rzeczy wszakże osnutych na ciasnych formuł- kach klerykalizmu protestanckiego.

    Obyczajowe zboczenia i niemoralność Fryderyka Wil-

helma II, stały się dźwignią do wyniesienia całej gruppy etycznie nagannych osobników na szczebel kierownictwa losami i umysłowością przyłączonych do monarchii, pod na- zwą Prus południowych i południowo-wschodnich, prowin- cyj polskich.

2* str 20 CZĘŚĆ 1. rozdział pierwszy,

Otto Karol Fryd. von Voss, minister pruski.

Jan Krzysztof Woell- ner, były kaznodzieja prote- stancki "un pauvre rotwrier" „ein betrügerischer und intriguan- ter Pfaffe", jak go w przystę- pie cynicznej szczerości tytu- łował Fryderyk Wielki, za- wdzięczał swoje późniejsze wyniesienie na dygnitarstwo Oberfinanzratha i Premier- ministra pruskiego (1786 r.) bogatemu i zdradą osiągnię- temu ożenkowi z niedoświad- czoną hrabianką ItzenplitZ, przedewszystkiem zaś — mis- tycznym praktykom z królem, na tajnych schadzkach w gronie sekty Rosenkreutzerów.

   Podjąwszy się do wspólki z drugim, tejże wartości

moralnej, działaczem, Ottonem Fryderykiem hrabią Vo- ssem, — dopuszczonym do łaski królewskiej dzięki jedynie oddaniu na pastwę lubieżności Fryderyka Wilhelma, ro- dzonej siostry,2) zorganizowania nowo zdobytych dzielnic polskich w duchu reakcyjnym, przekazał w roku 1714, po ustąpieniu ze stanowiska ministra, to zadanie, swemu następcy. «Materyału do naprawy — pisał Voss o swoim zarządzie w roku 1796 — starczy na lat dziesiątki». Na- prawa miała być prowadzoną nie środkami przymusu, lecz łagodnością, wciąganiem inteligencyi polskiej, przez stan szlachecki reprezentowanej, w sferę interesów pań- stwowych, drogą kaptowania jej względów tytułami i na- dawaniem jej gruntów kameralnych, na dostępnych wa- runkach wieczysto-dzierżawnego posiadania3).

   Usypiając łagodnością swego systematu samowiedzę

narodową społeczeństwa polskiego, do tego stopnia, że, wbrew rozkazom z góry, zabronił uroczystego obchodu na zie- miach polskich rzadkich zwycięztw Prusaków, w pierw-

str 21 VON HOYM.

Karol Jerzy G. H von Hoym, tajny min. stanu wojny i naczelny minister ślązki (1739-1807).

szych walkach z Francyą rewo- lucyjną, rozwijał natomiast hr. Voss niestrudzoną działalność w sprawach: niedopuszczenia du- chowieństwa katolickiego do udziału w Wychowaniu młodzie- ży, w zachęcaniu tejże młodzieży do kształcenia się w uniwersyte- cie Frankfurckim (nad Odrą), w projektach utworzenia w To- runiu wszechnicy protestanckiej, w ograniczania praw klasztorów, w zarządzie funduszem szkolnym pojezuickim, przedewszystkiem zaś, zwracał uwagę na to, by Prusy Południowe ekonomicznie nie rozwijały się ze szkodą «macierzy» (Mutterstaat) t. j. właściwej monarchii pruskiej4).

    Wybuch  powstania  koścłuszkowskiego w roku 1794

wstrzymaj na ćzas krótki działalność hr. Voasa. Następcą jego czasowym stał się minister ślązki Karol Jerzy Henryk v. Hoym, który też stał u steru zarządu Prusami Połu- dniowemi przez lat trzy, do czasu ponownego powołania Vossa na ów urząd odpowiedzialny.

   Karol Jerzy Henryk von Hoym (1739—1807) wynie-

siony w roku 1786 przez Fryderyka Wilhelma II do graf- skiej godności, objął w roku 1793 zarząd kamerami: po- znańską i piotrkowską. W roku 1795, po objęciu naczel- nictwa w zarządzie Prusami Południowemi przyjmował imieniem swego monarchy homagium od Warszawy, na miasto pruskie zmienionej, i od przyłączonego kraju, przy- czem miało miejsce głośne swego czasu zdarzenie — iż go jedna z deputacyj «krolewską mością» nazwała5). Upamiętnił von Hoym swoje rządy rozdawnictwem starostw, zewsząd nadbiegłym spekulantom i afferzystom, za bajecznie niską cenę, bogacąc tym sposobem całe rze-str 22 CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ PIERWSZY.

Henryk Juliusz, von Goldbeck.

  minister pruski.

sze nikczemnych kreatur, ze szkodą skarbu narodowego. Po- mocnikiem jego w tych mane- wrach był nadleśny von Trie- benfeld, który też sam na tej spekulacyi grube zarobił pienią- dze Wywołało to swego czasu głośny protest ze strony wojsko- wego Zerboniego z Piotrkowa, za co, z rozkazu króla, nastąpiło jego aresztowanie, a gdy przy rewizyi papierów Zerboniego na- trafiono na ślad stowarzyszenia, mającego na celu poprawę sto- sunków wewnętrznych państwa pruskiego, zaraportował o tem v. Hoym królowi, skutkiem czego, wspólnicy Zer- boniego: brat tegoż, kupiec wrocławski, dowódzca v. Leip- ziger i kupiec Salice Contessa z Hirszberga, na karę for- teczną skazani zostali. Po wstąpieniu na tron Fryderyka Willi. III (1798 r.) uwolniono spiskowców, przyczem i mi- nister Goldbeck, nieprzyjaźnie względem v. Hoyma uspo- sobiony, przeciw któremu Hans v. Held wystąpił z gło- śnym swego czasu pamfletem: "Die wahren Jacobiner im preussischem Staate", złożonym został z urzędu. Niedługo wszakże trwała gospodarka v. Hoyma w Prusiech Połu- dniowych, gdyż już w roku 1798 zmuszonym był ustąpić z zarządu i hr. v. Voss ponownie do władzy powołanym został. Przywrócono tedy znowu dawny systemat łago- dności i oględności w postępowaniu z ludnością polską.

    Zjednanie sobie względów szlachty stało się jedynym 

celem przywróconego do władzy ministra. W takim postę- pując duchu, powściągnął v. Voss zachcianki reformato- rów do usamowolnienia włościan polskich6). Natomiast, folgując rycerskiemu animuszowi szlachty polskiej, wyje- dnał od króla zezwolenie, na utworzenie dla niej korpusu lekkiej jazdy <<towarzyszów>>. (Towarcys)7). Zobaczymy na-

str 23 VON VOSS.

Eberhard Juliusz Wilm. von Massow, rzeczyw.min. stantu pruski.

stępnie bliżej owoce działalności v. Vossa w zakresie szkolnictwa polskiego, dla którego, przy po- mocy księdza Jeziorowskiego, wy- jednał zezwolenie na wprowadze- nie do nauczania młodzieży sy- stematu pedagoga Pestalozzi'ego. Najbardziej wszakże wpływo- wym i dla interesów monarchii pruskiej korzystnym, lecz ety- cznie dla narodowości polskiej szkodliwym, był chytrze obmy- ślony plan v. Yossa — rozpoży- czenia szlachcie polskiej, na przy- stępnych warunkach, olbrzymich kapitałów państwowych i legatowych różnych stowarzyszeń, z hypotecznem ich zabezpieczeniem. Pożyczki owe, wzmógłszy w narodzie dążność do trwonienia ich na błyskotliwy przepych za- baw, przeszły w roku 1810 drogą sprzedaży, z mocy kon- wencyi bajońskiej, jako zdobycz wojenna, na rzecz króla saskiego, księcia warszawskiego.

    Niemniej względnym okazał się hr. Voss dla naro-

dowości polskiej, stawiając przeszkody ommigracyi do Prus południowych kolonistów niemieckich, wbrew wyraźnej w tym duchu woli ministra v. Schrottera.

    Trwała ta gospodarka Vossa w Polsce aż do kata-

strofy pod Jeną. Zabrawszy wszystkie akta spraw Prus Południowych, oraz wszelkie fundusze państwowe, opuścił v. Voss sferę swej zgubnej działalności, by już do niej nie powrócić.

   Pozostawił jedynie po sobie nieprzychylną miedzy po-

litykami pruskimi pamięć, gdyż jego to systematowi przy- pisywano ułatwienie Napoleonowi drogi do opanowania rychłego dawnych prowincyi polskich8).

    Biegunowo przeciwnym polityce łagodności z zarzą-

dzie Prusami Południowemi był współczesny Vossowistr 24 CZĘŚĆ l. ROZDZIAŁ PIERWSZY.

C. F. Beyme, wielki kanclerz pruski.

wzmiankowany wyżej minitter Fryderyk Leopold von Sehrötter (ur. 1743). Ów przyjaciel oso- bisty Kanta i zwolennik jego filo- zofii, od roku 1791 prezydent Prus Wschodnich i Zachodnich, a od roku zaś 1795 i tak zwa- nych Nowo Wschodnich, do któ- rych okrąg Białostocki należał, zwracał główne swe usiłowanie ku ekonomicznemu podniesieniu zdobytych krajów i ku niwecze- niu wszelkiej narodowej samo- wiedzy w ludności polskiej, przez zdwojoną w sprawie jej zgermanizowania rychłego gorli- wość. Wysyłał kosztem rządu kandydatów do posad wpły- wowych w Polsce, za granicę, do Anglii i lokował ich następnie w rozmaitych władzach centralnych, z instruk- cyą bezwzględnego stosowania systematu exterminacyjnego do ludności polskiej. I tego działacza bitwa pod Jeną wy- trąciła z siodła, wśród najgorętszego rozmachu antipolskiej działalności9).

    Dwaj jeszcze pruscy mężowie stanu pracowali je-

dnomyślnie w duchu łagodnego systematu germanizacyi Prus południowych. Jednym z nich był powinowaty von Vossa — Juliusz Eberhard Ernest v. Massow (ur. 1750), który w ministeryum sprawiedliwości zarządzał depar- tamentem Prus Południowych i Południowo-wschodnich, a także wydziałem spraw duchowieństwa katolickiego i protestanckiego w tychże prowincyach, osobistość giętka i gotowa do wszelkich ustępstw na korzyść- silniejszego, do tego stopnia, że z chwilą wkroczenia Napoleona do Prus pospieszyła wspólnie z ministrem Goldbeckiem ze złożeniem przysięgi homagialnej na wierność francuskiemu zdobywcy. Drugim wreszcie, tejże samej kategoryi działaczem,

str 25 VON BEYME

był minister Karol Fryderyk v. Beyme (ur. 1765 + 1833) były asesor Kammergerichtu, zestosunkowany wspólnością modnego humanitarnego kierunku najprzód z królewiczem, a następnie z królem Fryderykiem Wilhelmem III, i z tego względu nieprzychylnie przez historyografów pruskich oceniany10*).

  • ) Podane w niniejszym rozdziale, oraz następnych, wizerunki

pruskich mężów stanu, zawdzięczam uprzejmości prof. dra Jakóba Caro. str 26 ROZDZIAŁ II.

Fundusz pojezuicki. Projekta Goldbecka. Protest Hoyma. Uniwersytet katolicki. Program edukacyl wyższej. Büsching i jego Magazyn. Wydzielenie części funduszu edukacyjnego na uniwersytety pruskie. Badania źródłowe nad powstaniem owego funduszu. Szkoły prote- stanckie. Obliczenia Hoyma. Konsystorz ewangielicki w Poznaniu. Opinia Woellnera. Karye- rowicz Regehly. Zasada «ausrotten« w odniesieniu do języka polskiego.

   Gdy po ostatecznym rozbiorze Rzpltej rząd pruski za-

jął się energicznie sprawą oświaty i wychowania w zagarniętych prowincyach polskich, na pierwszy plan wysuniętą została — kwestya użycia funduszów pojezuickich na cele germanizacyi Minister Goldbeck, popierając projekt kamery poznańskiej, zażądał od ministra Hoyma, by fun- dusze te przeznaczył, jeśli nie w całości, to przynajmniej w części, na korzyść protestantów, przedewszystkiem zaś — luteranów prowincyi Prus Południowych.

    Minister Hoym, w odezwie z dnia 11 listopada 1796

roku do ministra Goldbecka wystosowanej, zaprotestował przeciw takiej pretensyi, przytaczając w obronie funduszu edukacyjnego, iż ten powstał wyłącznie ze sprzedaży ma- jątków pojezuickich, na które się wyłącznie katolicy składali.

    Podsunął przytem myśl utworzenia z owych fundu-

szów — uniwersytetu katolickiego w Prusiech Południo- wych, by taką drogą dojść do zatamowania wędrówek młodzieży polskiej do wszechnicy krakowskiej11). Nie zgodził się z poglądem na źródło powstania fun-

str 27 ŚRODKI GERMANIZACYI.

duszu pojezuickiego minister Goldbeck. W odezwie z dnia 24 listopada 1796, do konsystorza poznańskiego wystoso- wanej, polecił wyśledzić: czyli majątki jezuitów nie po- wstały z konfiskat mienia dyssydentów i powołał w tej mierze epizod sprawy toruńskiej z roku 1725 12).

    Oparł się również stanowczo propozycyi Hoyma, by

utworzyć nowy katolicki uniwersytet w Prusiech Połu- dniowych. «Aby wytworzyć między ludnością miejscową, a głównie wśród kleru katolickiego, kulturę, moral- ność i patryotyzm, — pisał Goldbeck — aby wywo- łać poprawę charakteru narodowego i oswoić nowych poddanych z nowemi rządami, nowem prawodawstwem i obyczajami, należy działać w duchu zmieszania obu na- rodowości (es sei ausserst wichtig, eine Mischung zwischen bei- derlei Nationen hervorzubringen) i wyprowadzenia mieszkań- ców Prus Południowych ze stanu odrębności, w jakim dotychczas pozostawali, a co było główną przeszkodą w postępie ich kultury... Utworzenie uniwersytetu w Pru- siech Południowych bynajmniej nie przyczyni się do uła- twienia młodym duchownym poznania innych ludzi i in- nych obyczajów, i do wykorzenienia z ich umysłów zasad nietolerancyi i przesądów...

     «Można zapobiedz wędrówkom do wszechnicy krakow-

skiej — obostrzeniem dotychczasowych w tej sprawie prze- pisów... Należałoby raczej istniejący już we Wrocławiu uniwersytet uposażyć w nauczycieli, dobrze językiem pol- skim władająch»13).

    Źródłem informacyj ministeryum pruskiego o stosun-

nach ekonomiczno-polityczno-społecznych przyłączonych prowincyj polskich, było w owym czasie wyłącznie dzieło Antoniego Fryderyka Buschinga: Magazin fur neue Historie und Geographie (Hamburg, 1767—1793), w którem autor, uważany w swoim czasie za ojca nowożytnej geo- grafii, zebrał wiele ciekawych o Polsce szczegółów. — Obliczenie funduszu pojezuickiego na trzydzieści milionów złotych polskich, przez Buschinga dopełnione, obudziłostr 28 CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ DRUGI.

pożądliwość władz pruskich. Już król Fryderyk Wilhelm II rozkazał wydzielić z owego funduszu kapitał pięć tysięcy talarów, na rzecz uniwersytetów pruskich: Królewca, Frank- furtu nad Odrą i Halli. Zamierzano szczodrobliwość tę zwiększyć, ze szkodą nowych poddanych. Oparł się tym razem tej imprezie graf V. Hoym i, w odezwie z d. 4 gru- dnia 1796 r. do ministra Goldbecka wystosowanej, stanął w obronie zasady, iż dowierzać cyfrom problematycznym Buschinga nie należy i że względy w słuszności nie do- zwalają na tak bezceremonialne szafowanie funduszem, którego źródło i cele były zupełnie odmienne od domyśl- nych 14).

    Nie godząc się z poglądem min. Goldbecka, jakoby

fundusz ów powstał z konfiskat mienia dyssydentów, pisze dalej Hoym: «Dyssydenci byli wprawdzie ograniczani i wyłączani od urzędów, lecz bynajmniej nie prześlado- wani i nie pozbawiani majątków (allein nicht eigentlich ver- folghtfojgt und ihrer Guter beraubt), a jeśliby nawet przyjąć, że niejakie dobra przeszły taką drogą do jezuitów, to, na wypadek restytucyi, należałoby te dobra zwrócić potom- kom poszkodowanych, a nie — zupełnie obcym instytucyom... Fundusz ten poedukacyjny należy obrócić w zupełności na reformę szkół katolickich, wiejskich i miejskich, co i tak pociągnie za sobą nakłady znaczne.

    Nie tak łatwo odstąpił Goldbeck od swego projektu,

a choć go złagodził w części tem, iż domagał się przezna- czenia choćby pewnej części funduszu edukacyjnego na tworzenie szkól protestanckich, to jednak graf Hoym i na to zgodzić się nie chciał, powołując się na świeżo wy- daną przez króla instrukcyę w przedmiocie szkolnictwa w Prusiech Południowych i wymówił się niemożnością tra- ktowania w tej sprawie z ministeryum pruskiem15).

    W odezwie gr. Hoyma do Goldbecka, z dnia 12 marca

1797 r, znajdujemy bliżej nas obchodzące szczegóły o wy- sokości i przeznaczeniu funduszu poedukacyjnego w Polsce pruskiej.

str 29 FUNDUSZ EDUKACYJNY.

   Składał się on z rocznych intrat, w wysokości około

30 tysięcy talarów, z których, po potrąceniu 5 tysięcy talarów na uniwersytety pruskie, pozostałość, w kwocie 15 tys. talarów, przeznaczoną była na utrzymanie szkół w departamencie warszawskim, jako to: na kollegia i płace nauczycielskie. «Reszta 10 tys. talarów musi być poświę- coną na zakłady uniwersyteckie, z uwagi, że akademie polskie w Wilnie i Krakowie pod obce panowanie przeszły, a zależy na utworzeniu seminaryum katolickiego i szkół miejskich przedewszystkiem. Mam nadzieję — kończy gr. Hoym — iż, przez nowe oszacowanie sprzedanych mają- tków i realizacyę wątpliwych pretensyj, fundusz ten może będzie powiększony, czem się obecnie kamera południowo- pruska gorliwie zajmuje, lecz taki zamiar będzie wówczas dopiero urzeczywistniony, gdy papiery i dokumenta za- brane przez generała rosyjskiego von Buxhoewdena, przy ustąpieniu jego z Warszawy, odzyskanemi zostaną, o co już ministeryum spraw wewnętrznych u dworu cesarsko- rosyjskiego poczyniło należyte starania».

    Najgorliwszym orędownikiem zagarnięcia części fun-

duszu pojezuickiego na cele szkolnictwa protestanckiego był konsystorz ewangielicki w Poznaniu, w którym zasia- dali: generalny consenior Kaulfuss, kreissenior Hellwig i reformowany generalny senior Cassius.

    Wedlug ich opinii, przesłanej 23 stycznia 1797 roku

królowi i opartej na wiadomościach zaczerpniętych z dzieła Węgierskiego (Regenvolsciusa): Slavonia reformata (1679), w czasie prześladowań dyssydentów, 1614—1617 roku, za- brać miano protestantom dwa kościoły, jedną szkołę i szpi- tal w Poznaniu. Z konstytucyi 1775 r. wynika, że fundusz edukacyjny przeznaczonym był na cele szkolnictwa, bez różnicy wyznań chrześcijańskich, tem samem, zastosowanie tej zasady do obecnego stanu rzeczy, nie powinnoby na- stręczać trudności16).

    Poparł tę opinię i minister Woellner, w raporcie do

króla z d. 8 kwietnia 1797, wzmocniwszy ją uwagą, żestr 30 CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ DRUGI.

utworzenie zasiłkowym funduszem seminaryów mieszanych, po za granicami Prus Południowych, w którychby, na ró- wni z językiem macierzystym, uprawiano i język niemie- cki, skutecznie mogłoby wpłynąć na reformę i poprawę ducha narodowego Polaków17).

   Pożadliwem okiem zwracały się w stronę Prus Po-

łudniowych aspiracye karyerowiczów, by na gruncie kul- tury dawnej polskiej posiać ziarno germanizacyi. Zarzu- cano ministerya prośbami w tym kierunku, obiecując szybką zmianę upodobań do form zaśniedziałych, a prze- dewszystkiem do języka rodzimego, na korzyść, kultury wyższej i języka niemieckiego.

    W języku polskim upatrywano głównego wroga no-

wego rzeczy porządku, i już wówczas, w końcu XVIII wieku, wysunięto na plan pierwszy hasło „ausrotten!", której, w czasach naszych, pseudo filozof i propagator za- sady «bezwiedności», Hartmann, nadal tak smutnie popu- larny rozgłos.

    O «wytępieniu» przedewszystkiem języka polskiego

marzył taki np. Regehly, kaznodzieja protestancki, guwer- ner syna Maryi z książąt Czartoryskich, księżny Ludwiki Wirtemberskiej, autorki Malwiny, po jej rozłączeniu się z mężem. On to, osiadłszy w bawarskiem mieście Beyreuth i bywając często w Puławach, zarzucał ministra Woellnera prośbami, o powierzenie mu w Prusiech Południowych po- sady nauczyciela, by wpływem swoim i kazaniami módz przyspieszyć urzeczywistnienie celu upragnionego.

    Wydał on w swym czasie broszurę pod tyt.: „Über

Schulverfassung des an Südpreussen grunzenden Theiles von Oberschlesieu" i wykazał w niej, że źródłem wszelakiej niedoli niemczyzny w dawnych prowincyach polskich „ist und bleibt immer - zuerst die polnische Sprache. So sehr auch form gearbeitet wird, sie, wo nicht auszurotten, doch mit der deutschen zu rerbinden, so behaupte ich doch,... że stać się to może faktem... dopiero po wygaśnięciu dwóch pokoleń.

    Przyspieszenie tak pożądanego rezultatu mogłoby na-

str 31 ASPIRACYE REGEHLY'EGO

stąpić przy pomocy środków proponowanych przez Rege- hlyego a mianowicie, przez powierzenie mu upragnionej posady, do której ciągnie go «pełne najlepszych in- tencyj serce dobrego Prusaka»18). - Tylko taki systemat mógłby utworzyć silny łańcuch, którymby można opętać niespokojne i za klubami tęskniące państwo (den unruhigen und nach Klubbs durstenden Staat...) i przywiązać je do osoby nowego monarchy...».str 32 ROZDZIAŁ III.

Projekta spekulacyjne profesora Reitemeyera. Elementarze i gramatyki niemieckie. Minister Meierotto. Frankfurt nad Odrą środowiskiem propagandy niemczyzny. Obrona szkolnictwa polskiego. Instrukcya królewska z roku 1797. Kierunek praktyczny wychowania. Humaniora. Zgon Fryderyka Wilhelma II. Rządy nowe jego następcy. Sprawa wychowania, podjęta przez Fryderyka Wilhelma III Sprawozdanie Vossa o szkolnictwie polskiem. Rozkład funduszu edu- kaoyjnego. Projekt nowego uniwersytetu i środki tamowania wyjazdów młodzieży do Krakowa.

Nietylko wszakże karyerowicze z gatunku Regehlych ^ pragnęli pola do propagatorskiej działalności w Polsce. Mieli oni współzawodników w ludziach, którzy również, z ideą polityczno-państwową — przeobrażenia społeczeństwa polskiego na nowy organizm, — łączyli zachcianki czysto kupieckiej natury. Do rzędu takich osobników należał np. głośny swego czasu uczony i profesor uniwersytetu we Frankfurcie nad Odrą, Jan Fryderyk Reitemeyer (ur. 1755), autor dzieła „Geschichte der Preussischen Staaten" (1801), na- wołującego Prusy do misyi kulturalnej w słowiańskim po- łudniowo wschodzie Niemiec. Charakteru dwuznacznego, obyczajów nagannych19) uważał się prof. Reitemeyer za apostoła idei etycznych i krzewiciela prawdziwej oświaty, którą chciał zaszczepić w Polsce za pomocą książek elementarnych i gramatyk niemieckich. Zestosunkowany przyjaźnią z dawnym peda- gogiem, autorem dzieła „Sitten und Lebensart der Romer" oraz studyów nad Cyceronem, Tacytem i Liwiuszem, po roku 1788 i kierownikiem pruskiego OberschulcoUegium, wreszcie jednym

str 33

WARSZAWA PRUSKA.

B. pałac Generała posła A.O. barona Igelstróma przy ulicy Miodowej. Akwarela nieznanego artysty dworu Landgrafa Hessen Darmsztadzkiego Ludwika X z r. 1800, (z kollekcyi M. Bersohna). str 34 CZĘŚĆ 1. ROZDZIAŁ TRZECI.

Prof. Henryk Ludw. Meierotto, wizytator szkól Prus Południowych.

z ministrów wszechwładnych ga- binetu króla Fryderyka Wilhel- ma II, Janem Henrykiem Meie- rotto, zwrócił się prof. Reitemeyer do tegoż, w marcu 1797, z prośbą, o nadanie mu przywileju na do- starczanie do Prus Południowych, gramatyk niemieckich, ze słowni- kiem wyrazowym, tak, aby przez to uczynić miasto Frankfurt nad Odrą niejako środowiskiem pro- pagandy niemczyzny między no- wymi poddanymi polskimi.

   Minister Meierotto jedynie

z tego względu nie zgodził się na ów projekt, iż żądany przez Reitemeyera przywilej służył już od dawna innym firmom niemieckim20).

    Wszystkie powyższe zakusy patryotów pruskich miały

na celu odjęcie dawnym kierownikom wychowania w Pol- sce, OO. Jezuitom i Pijarom, możności oddziaływania na młodzież. Lecz na tej drodze spotkały się z systematy- cznym oporem ze strony Grafa Hoyma, który, pojednaw- czej trzymając się polityki w postępowaniu z poddanymi polskimi, nie życzył sobie budzenia między nimi fermentu niezadowolenia, po uśmierzonem niedawno powstaniu.

    Broniąc zasad szkolnictwa polskiego, ugruntowanego

przez wzorową dawną komisyę edukacyjną, pisał graf Hoym w dniu 11 maja 1797 roku do ministra Woellnera: «Raczy JW. Pan być przekonanym, że będące ongi pod sterem dawnej komisyi edukacyjnej szkoły w Warszawie, Poznaniu, Rawie i Łęczycy, nie są tak znowu ziemi, jak to sobie niektórzy wyobrażają, i że, przy baczniejszym nadzorze i ulepszeniach, mogą one stać się jeszcze bardzo pożytecznemi instytucyami>>21).

    W tymże czasie, w maju 1797 roku, wydana została

dla tak zwanej komisyi edukacyjnej w Prusiech Poludnio-

str35 ZGON FRYDERYKA WILHELMA II.

wych instrukcya królewska, kontrasygnowana przez Hoyma, celem krzewienia tyle niezbędnego i zbawiennego wychowa- nia młodzieży polskiej („zur Befórderung der so nothigen und heilsamen Erziehung").

     Zasadą jej było utrzymanie, ile tylko będzie można,

urządzeń dawnej polskiej komisyi edukacyjnej22), przy je- dnoczesnem użyciu środków, do możliwego rozprzestrze- nienia znajomości niemczyzny.

     Przewodnią nicią nowego systematu szkolnictwa miał

być kierunek przeważnie praktyczny, usunięcie tak zwanych humaniorów, wykładanych w szkołach uczonych (Gelehreschulen), na plan drugi, natomiast: wszczepianie wszystkim wychowanemu zasad obowiązków względem rządu i państwa, i dopuszczenie pedagogów świeckich do wykładu w szkołach dla trzech wyznań chrześcijańskich (katolickiego, augsburgskiego i reformowanego), z zastrze- żeniem jedynie na korzyść osób duchownych prawa do nauczania religii.

    Zaledwie nowa instrukcya szkolna mogła wejść w ży-

cie, nastąpił w roku jej wydania (1797, w grudniu) zgon jej orędownika, Króla Fryderyka Wilhelma II. Berło po nim objął syn jego, Fryderyk Wilhelm III. Jakkolwiek pierwsze kroki nowego monarchy ujawniały dążność do zerwania z tradycyą zeszłego rządu, tyle szkodliwą dla sprawy tolerancyi religijnej i wolniejszej myśli, przez znie- sienie znienawidzonego edyktu religijnego Woellnera i re- gulaminu cenzuralnego i jakkolwiek, zaraz po objęciu rzą- dów, Fryderyk Wilhelm III zaznaczył, że uważa sprawię wychowania za przedmiot największej swej troskliwości, to jednak systemat germanizacyi prowincyj polskich miał być utrzymanym bezwzględnie i nadal, i wzmocnionym wykładem Avszystkich przedmiotów szkolnych wyłącznie w języku niemieckim23). Graf v. Hoym, w raporcie z dnia 1 stycznia (1798 r. przypomniał nowemu monarsze, że plan utrzymania zasad dawnej komisyi edukacyjnej w Prusiech Południowych był

3*str 36 CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ TRZECI.

Jego wyłącznie dziełem, i że instrukcya szkolna, przez zmarłego króla wydana, do tych zasad przeważnie się sto- sowała"). Przedstawiając zatem królowi konieczność za- mianowania kierowników owej komisyi, w osobach: dyrek- tora kamery i radcy wojennego Helwinga, oraz radców Ditiusa i rischera i dwóch dawnych profesorów b. szkoły kadetów (welche das Zutrauen der Nation haben) 25) obiecuje v. Hovm, że i nadal starać się będzie — o uszlachetnianie ryle zaniedbanego narodu (auf die Veredlung der so sehr ver- nachlässigten Nation zu wirken").

     W drugim roku panowania Fryderyka Wilhelma III

minister v. Voss zlożyl monarsze sprawozdanie ogólne o sta- nie umysłowym i moralnym Prus Południowych, oraz dane statystyczne w sprawie ich szkolnictwa. Jest to dokument wagi pierwszorzędnej, zasługujący na baczną uwagę. Ba- dany przez pryzmat pruski, organizm społeczny cząstki najważniejszej dawnej Rzpltej, dodatnio się nie przedsta- wiał. Zdaniem statysty pruskiego, Polacy ciągle jeszcze podlegali niekorzystnym wpływom dawnej swej konsty- tucyi. Szlachta była jakoby pozbawioną wszelakiego wy- kształcenia, ze względu, iż korzystała z przywilejów uro- dzenia, bogactw i wyłączności praw. Wyższe duchowień- stwo niedomagało temiż samemi brakami, niższe—było cie- mne i utrzymywało się ciemnotą ludu. Mieszczanin pod- legał uciskowi szlachty; włościanie uginali sie pod brze- mieniem pańszczyzny. Chłop polski — zdaniem Vossa — odznaczał się łagodnością charakteru i zyskał wiele, wsku- tek nowego rzeczy porządku.

    Straciły jedynie dużo szlachta i duchowieństwo, gdyż

nie jest to dla człowieczej natury łatwem — przeboleć rychło doznaną stratę. (Es ist der menschlichen Natur so leicht nicht einen Verlust zu verschmerzen). Dla poprawy narodu musi więc państwo (die Polizei) szukać lekarstwa w przyszłych pokoleniach i w ich wychowaniu.

    Najsilniejszym ku temu środkiem jest szkolnictwo

(Das kräftigste Mittel der Polizei besteht im Schulwesen).

str 37 SZKOLNICTWO POLSKIE.

     Tu przytacza minister v. Voss dane statystyczne o sta-

nie szkół w Prusiech-Południowych.

     W 234 miastach znajdowało sic 223 szkól, po wsiach

zaś, w Liczbie 9166 miejscowości, było ich 489. Ogółem, w 9400 miejscowościach było szkół 712, czyli, że na 13 miejscowości wypadała jedna szkoła.

    Szkół tak zwanych «uczonych» było 12. Cztery aka-

demickie, zostające pod bezpośrednim kierunkiem rządu, czyli dawne kollegia jezuickie: w Poznaniu, Kaliszu, War- szawie i w Łęczycy. Siedm szkól pijarskich: w Rydzynie (Reussen), Radziejowie, Piotrkowie, Wieluniu, Warszawie, Łowiczu, Górze, jedna szkoła krzyżacka w Rawie (kreutz- herren Orden).

     Fundusz edukacyjny, utworzony z dawnego, i z po-

datków od duchowieństwa pobieranych, wynosił 41096 ta- larów, 5 groszy i 7 3/5 fenigów, wraz z procentem zaś, około 60 tysięcy talarów. Zabezpieczony był na dobrach Sierakowie, darowanych przez królowię Maryę francuską(?) jezuitom, a następnie włączonych do funduszu edukacyj- nego. Procenta wypłacano dotychczas księżniczkom bur- bońskim: Adelajdzie i Wiktoryi, które już zmarły.

     W przyszłości fundusz edukacyjny wynosić miał je-

dynie 44096 talarów, 5 srebr. 7 3/5 fen. i z przeznaczeniem go na utrzymanie szkół akademickich, pijarskich i niektó- rych ślązkich.

    Jako wytyczny program przyszłego systematu edu-

kacyjnego stawia Voss: skierowanie młodzieży wyższych klas do uniwersytetów niemieckich, w Królewcu i we Frank- furcie nad Odrą27).

     Nie uważał przeto za właściwe utworzenia nowego

uniwersytetu, jak również zalecania młodzieży, by się uda- wała do Wrocławia, gdyż fakultety tameczne: teologiczny i filozoficzny, dopięcia pożądanego celu nie ułatwiają. Na- tomiast, należałoby uniwersytet Frankfurcki obsadzić przez profesorów teologii, katolików, by zachęcić kler do korzy- stania z tamecznych wykładów.str 38 CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ TRZECI.

    Król, W reskrypcie z dnia 28 maja 1800 Vossowi

przesłanym, nie zgodził się na pogląd ministra w sprawie obsadzenia niektórych katedr frankfurckich przez profeso- rów katolików (wegen den nachtheiligen Eindruck auf die Pro- testanten) i uznał, że dla teologów uniwersytet wrocławski jest pożądańszy. Da się ten cel osięgnąć — ponowieniem zakazu wędrówek młodzieży do Krakowa.

str 39 ROZDZIAŁ IV.

Wizytacye ministeryalne szkół w Prusach Południowych. Meierotto i Gedicke. Ogólne ich uwagi i wnioski. Asystencya Jerzego Samuela Bandtkiego. Nieznany szczegół z jego życia. Biografia Bandtkiego przez Helcia. Uwagi ogólne Bandtkiego nad sprawozdaniem wizytatorów. Zdziczenie kultury. Przestrogi uczonego i obywatela.

  Początkowe lata: 1801 i 1802 wieku XIX zaznaczyły

się dla umysłowości społeczeństwa polskiego Prus Południowych szeregiem wizytacyj, podjętych przez zwierz- chników szkolnictwa pruskiego, w ziemiach do Prus przy- łączonych. Oprócz ministra Meierotta, zjechał również do kraju współpracownik jego, głośny w dziejach szkolnictwa pru- skiego, dawny rektor ginmazyum w Friedriehswerder, członek zwierzchniego konsystorza i Oberschulcollegium, Fryderyk Gedicke (ur. 1754).

   Pozostawione przez owych wizytatorów sprawozdania

z objazdu Prus Południowych stanowią dokładny obraz szkolnictwa ówczesnego i, w ogóle, stanu oświaty w tej czę- ści dawnej Rzplitej. Nie doczekali się oni obaj rezultatów podjętych starań. Męczące wędrówki po kraju, pozbawionym jeszcze podówczas dobrze urządzonych traktów i gospód, mroźna pora roku, dla objazdów wybrana, nabawiły i jednego i dru- giego choroby obłożnej, z której się nie podźwignęli. Meier- otto zmarł w końcu 1801, Gedicke w początkach 1803 r. na przypadłości gorączki tyfoidalnej28).str 40 CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ CZWARTY.

Dr Fryderyk Gedicke, wizvtator szkół Prus Południowych

    Zaznacza Meierotto w swo-

ich uwagach niezadowolenie pro- testantów, z powodu zbyt małej pieczołowitości króla protestan- ckiego około ich umysłowości. Ubolewa wraz z nimi nad sła- bym udziałem funduszu eduka- cyjnego w sprawach ich wycho- wania 29).

   Obaj sprawozdawcy przy-

szli w rezultacie swoich spostrze- rzeń do jednobrzmiących wnio- sków: 1) iż stan szkół w Polsce był w każdym razie pomyślniej- szym, aniżeli sobie początkowo wyobrażali. 2) Kamery pruskie z wielką pieczołowitością krzątały się około sprawy szkolnictwa. 3) Młodzież polska odznaczała się zdolnościami, zapałem do nauki, zwłaszcza w dziedzinie matematyki i ję- zyków obcych. 4) Zauważonym był brak środków do nau- czania, domów szkolnych należycie urządzonych, książek i nauczycieli. 5) Odczuwał się dotkliwy brak seminaryów nauczycielskich. 6) Należałoby się odwołać do pomocy pe- dagogicznej narodowych Polaków (Nationalpolen), ze sta- rych prowincyi polskich. 7) W szkołach wiejskich i miej- skich odczuwać się dawała słaba ich frekwencya, niedostateczność zapłaty za pracę nauczycieli, wykład oparty na pamięciowem recytowaniu. 8) Napotykały się trudności w jednoczeniu w szkołach dzieci różnowyzna- niowych. 9) Z pomiędzy szkół uczonych, parafialna szkoła w Rydzynie była lepiej urządzoną, aniżeli wszystkie aka- demickie, razem wzięte. Po niej dopiero idą: Warszawa, Poznań, Łowicz. Z akademickich zasługują na wyróżnie- nie: Kalisz, Poznań, Warszawa26).

    Zanim przytoczymy dalszy szereg uwag ogólnych

wizytatorów, mających dla historyka owych czasów zna- czenie dokumentu wagi niepodrzędnej, nadmienić w tem


str 41 JERZY SAMUEL BANDTKIE.

miejscu należy, iż wizytacye szkół warszawskich odby- wały się w asystencyi tłómacza przysięgłego, ówczesnego nauczyciela we Wrocławiu, męża w literaturze naukowej polskiej zasłużonego, Jerzego Samuela Bandtkiego. Prze- konamy się następnie, o ile ten udział odbił się dodatnio w memoryale przez Bandtkiego rządowi pruskiemu przed- stawionym.


Jerzy Samuel Bandtkie, pedagog-historyk (1768—1835).

    Jeżeli poszukiwania archiwalne już same w sobie

stanowią dla badacza źródło zadowolnienia wewnętrznego i nagrodę za podjęte mozoły, to uczucie to potęguje się, ilekroć w owych poszukiwaniach natrafiamy na fakta natury donioślejszej, odsłaniające nam szczegóły dotąd nieznane, a rzucające światło na daną postać, lub dane wypadki, dotąd w ukryciu zostające.

   Znaliśmy Bandtkiego jako uczonego historyka litera-

tury i dziejów narodowych, lecz nie wiedzieliśmy, jakie w owej skromnej postaci przyszłego reformatora biblioteki jagiellońskiej bilo serce współczujące niedoli narodu, jaka w niem tkwiła siła przekonania o konieczności ocaleniastr 42 CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ CZWARTY.

zasobów duchowych przekazanych przez przodków, dla dobra skazanych na polityczną zagładę potomków.

    Ten, dotąd nikomu nieznany, epizod z życia Jerzego

Samuela Bandtkiego, ujawniony przypadkowo w dokumen- tach archiwum tajnego berlińskiego, zasługuje na podnie- nie i wyróżnienie.

     W tomie II Kwartalnika naukowego kra-

kowskiego z roku 1835 zamieścił był Helcel gruntowne studyum o Jerzym Samuelu Bandtkiem, «w stosunku do społeczności i literatury polskiej». Oparł się w niej zasłużony badacz nietylko na gruntownej ocenie prac historycznych uczonego, lecz i na jego autobiogra- ficznej notatce, dosłownie w końcu rozprawy przytoczonej (str. 364). W notatce tej Bandtkie wspomina mimochodem, iż, jako substytut i nauczyciel języka polskiego przy gim- nazyum św. Elżbiety we Wrocławiu, został mianowany w roku 1799 tłomaczem przysięgłym przy urzędzie muni- cypalnym wrocławskim, a nieco później i przy kamerze królewskiej we Wrocławiu; poczem wymienia dalsze swoje urzędy, pozyskane w latach 1803 i 1804. Lecz o powołaniu swem w charakterze tlomacza do wizytacyj szkól war- szawskich, i o memoryale, który był owej missyi następ- stwem, nie wzmiankuje... Nie wiedział też o nich i Helcel.

   Charakteryzując życie i dzieła Bandtkiego, kreśli

biograf w podniosłych słowach zasługi owego męża: «W świecie zewnętrznych stosunków społeczeństwa swego gościem był z innego świata, prorokiem wstecznym (tak nazwał Schlegel badaczy dziejów przeszłości), ale z swej oderwanej afery zwracał oczy ku rodzimym rze- czom i w jednej dobie więcej swą myślą zlał dobra na kraj ojczysty, niż nie jeden syn ziemi przez cale swe życie».

    Szanując wolę zmarłego, który «wszelkie panegiryki

od siebie ze wstrętem odkazywał», nie skreślił Helcel po- chwały Bandtkiego i zostawił do tego .innym otwarte i nietknięte pole». Będzie więc po temu sposobność w pracy,

str 43 WIZYTACYE PRUSKIE.

poświęconej epoce, gdy lepsze umysły, pragnąc wyrwać społeczeństwo rodzime z martwoty, zaczęły szukać śro- dków do podniesienia przedewszystkiem umysłowości pol- skiej i do rozbudzenia zamiłowania rzeczy swojskich.

     Zaszczytniejsze w tych usiłowaniach stanowisko na-

leży się mężowi, który, w tej właśnie epoce, ośmielił się podnieść glos przestrogi, nawet wobec tronu, nawołując króla do szanowania języka i literatury narodu, przeciw któremu właśnie zwracały się wszelkie usiłowania germa- nizatorów, mające na celu wytępienie i zagładę tych sza- cownych po przeszłości pamiątek26).

   Pod wieloma względami miały wizytacye szkolne

w Prusiech Południowych dodatnie na losy szkolnictwa polskiego następstwa. Stosując się do rad i uwag Bandtkiego, pierwszy I ledicke powziął zamiar zespolenia systematu edu- kacyjnego ze społeczeństwem polskiem, drogą powołania do nadzoru nad wychowaniem młodzieży wybitniejszych w ówczesnej epoce mężów. Wtedy to właśnie powziętym został projekt utworzenia tak zwanego eforatu szkol- nego i wtedy również osnuto projekt utworzenia w War- szawie wzorowego lyceum, z uwzględnieniem, obok niem- czyzny, wykładów wiciu przedmiotów w — języku polskim.

    Obserwacye uczynione na miejscu przez wizytatorów

przekonały ich, że o zgermamzowaniu przyłączonych do Prus prowincyj, na razie przynajmniej, marzyć nie po- dobna było. Przekonanie to spotęgowało się w Gedickem, w podróży powrotnej przez Śląsk, gdzie miał sposobność sprawdzenia naocznego smutnych rezultatów zakus rzą- dowych, podejmowanych przez Niemców w ciągu całych stuleci, gwoli wytępieniu pierwiastków narodowych w lu- dności miejscowej.

    «Sprawdził on naocznie — pisał Bandtkie już po

śmierci Gedickego, po przejrzeniu powierzonych sobie pa- pierów zmarłego, w memoryale przesłanym do ministeryum pruskiego — że zaniedbanie języka macierzystego prowa- dzi raczej do zdziczenia, aniżeli do kultury (dass die Ver- str 44 CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ CZWARTY.

nachlassigung der Muttersprache mehr zurVerwilderung, als zur Cultur fuhre), gdyż przy bardziej sprzyjających wa- runkach znalazł on ludność na Śląsku Górnym bardziej oporna, nieokrzesaną i mniej kulturalną, aniżeli rodowi- tych Polaków. Bez względu na to, że Śląsk górny już lat trzysta pod niemieckiem pozostaje panowaniem, a lat sześć- dziesiąt pod berłem pniakiem, znajomość języka niemie- ckiego jest tani jeszcze małą, jeśli nie żadną, a język rodowity (eigenc Muttersprache) uległ tam zepsuciu. Prze- konał się nadto sprawozdawca, że Polacy nigdy nie zasmakują w niemieckiej literaturze, jeżeli własnej pielę- gnować nie będą mogli. Spadną oni na szczebel swoich braci na Śląsku. Natomiast, im więcej będą mogli Polacy uprawiać literaturę własną, tem łacniej upodobają sobie literaturę niemiecką, a przez nią — i jej język. O tem, że Polak wogóle nadaje się do stania się z czasem najwier- niejszym i najchętniejszym poddanym pruskim — było to, po bliższem z Polakami obcowaniu, przeświadczeniem zmar- łego. Zyskuje się wszystko, jeżeli się zdobywa serce Po- laka (dass man Alles gewonnen hat, wenn man die Herzen der Polen gewinnt). Uwierzył wreszcie w to, że Polak, z powodu właściwości swego charakteru, nigdy się zgermanizować nie da, natomiast, zachowując swą polskość, może się wy- robić na najlepszego patryote pruskiego»...

str 45 ROZDZIAŁ V

Memoryał Jerzego Samuela Bandtkiego. Charakter Polaków. Jego właściwości. Smutny przy- kład Śląska Górnego. Warunki podniesienia kultury umysłowej w Polsce. Język potoczny. Skutki zaniedbania języka ojczystego. Konieczność założenia polskiego uniwersytetu i akade- demii umiejętności w Warszawie.

    Do powyższych uwag ogólnych nad sprawozdaniem

Gedickego dołączył Bandtkie i swoje uwagi własne, w których, mając na względzie podwójny swój charakter: poddanego monarchii pruskiej i charakter nauczyciela rządowego szkoły wrocławskiej, musiał naturalnie ważyć każdy wyraz, każdy zwrot stylowy, by nie narazić swego stanowiska i nie obudzić w sferach rządowych podejrzli- wości o nielojalność uczuć swoich względem nowego po- rządku rzeczy. A jednak, pomimo takiej oględności w wy- rażeniach, wypowiedział Bandtkie to, co tkwiło na dnie duszy każdego rozważnego i myślącego obywatela-Polaka, usiłującego pogodzić warunki polityczne kraju, z istotnemi potrzebami duchowemi społeczeństwa rodzimego.

    «Czas był zbyt krótki — pisał między innemi autor

memoryału — aby złagodzić w należytej mierze przeci- wieństwa i przesądy, istniejące między Niemcami i Pola- kami, a spotęgowane przez wypadki niedawne. Niemcy zbyt często i zbyt silnie okazują niechęć Polakom, budząc w nich uczucie dumy i nienawiści, które nie rzadko szkodliwiej oddziaływa na sprawę, niżby to na pierwszy rzut oka zdawać się mogło. Gdyby natura obdarzyła Po- str 46 CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ PIĄTY.

laków zaletami włościwemi Niemcom, przeciwieństwo to, o jakiem mowa, łatwoby się usunąć dało. Dobroduszny Polak stałby się dzielnym Niemcom i nie odczuwałby tak silnie swej niedoli. Lecz niepodobna Polakowi zdobyć się na spokój i zimną rozwagę, wytrwałość w przedsięwzię- ciach, żelazną pilność i oszczędność Niemców, które tych ostatnich do obecnego świetności doprowadziły stanu. Na- tura, która macochą nie jest, obdarzyła natomiast Pola- ków innemi cnotami, zastępującemi tamte w zupełności.

    «Owe cnoty, Polakom właściwie, są w stanie utrwalić

pewność, że pod silnem i spokojnem panowaniem, nietylko że Polacy nic ustąpią swym współobywatelom Niemcom, lecz że w walce o pierwszeństwo nie pozostaną za nimi. Owemi, Polakom właściwemi, cnotami są: wytrwałość w doli i nie- doli i stąd wypływająca swoboda myśli (Frohsinn), po- przestawanie na małem (Genugsamkeit), sztuka znoszenia bez szemrania wszystkich przeciwności losu, zapał i entu- zyazm w podejmowanych pracach, łatwość oryentowania się, fizyczna i umysłowa zręczność.

      «Cnoty owe uczynią z Polaków wszystko: dobrych

i wiernych poddanych, ludzi dzielnych, nie znających znie- wieściałości i obawy przed niebezpieczeństwem, a nawet najpilniejszych obywateli, jakkolwiek zamiłowanie do pracy jest u nich sporadycznem.

      «Lecz nigdy Polak nie stanie się dobrym Niemcem

(Aber niemals kann aus den Polen eiu guter Deutscher werden). Historya Śląska górnego jest w tej mierze najlepszym do- wodem. Że jednak Polacy pod wieloma względami na niż- szym pozostają szczeblu, jestto następstwem szeregu nie- szczęśliwości, których winy im wyłącznie przypisywać nie można.

    «Aby skojarzyć ściślej Polaków z monarchia pruską,

aby zjednać sobie ich serca, należy przy urządzaniu szkół mieć na względzie następujące stosunki:

    1. Polacy powinni poznać literaturę niemiecką w ca-


str 47 MEMORYAŁ J. S. BANDTKIEGO.

łej jej rozciągłości, lecz nie zaniedbywać przytem i swojej własnej.

    2. Urzędujący w Prusiech Południowych Niemcy, i ci,

którzy tu w przyszłości działać mają, winni się dokładniej obeznać z piśmiennictwem polskiem.

    3. Skojarzenie obu literatur winno ku temu utoro-

wać drogę, by Niemiec — Polakiem, a Polak — Niemcem nie gardzili.

    4. Księgarstwo polskie i niemieckie winno być we-

dług możności popieranem.

    5. Polskim patryotycznym pismom i dziennikom nie

powinna być stawianą w rozkrzewianiu się żadna prze- szkoda.

    «Co do tego, że tylko ukształcony Polak mógłby w je-

dnakiej mierze pielęgnować literaturę polską i niemiecką, Polak, mający czas i możności kształcenia się i zdobywa- nia taką drogą urzędów i godności, samo się przez się ro- zumie, gdyż prosty człowiek (der gemeine Mann), niema po temu ani czasu, ani sposobności, będąc zmuszonym ciężką pracą na chleb codzienny zarabiać. I prostak niemiecki rzadko kiedy rozumie należycie swoją macierzystą mowę, a jeśli nie odbył nauki szkolnej, zapomina częstokroć o pra- widłach pisowni i o innych niezbędnych wiadomościach. Wszędzie w Niemczech napotyka się gwara prowincyo- nalna; jakimże tedy sposobem można żądać, by prostak polski uczył się niemczyzny i polskiego jednocześnie?

     «Prostak polski musi być pozostawiony przy swoim

wyłącznie języku polskim, a Polak ukształcony powinien pielęgnować i swój język ojczysty — obok niemieckiego.

     «Zaniedbywanie języka macierzystego jest źródłem

barbarzyństwa i zdziczenia (Die Vernachlassigung der Mut- tersprache zieht Barbarei und Verwiderung nach sich). Pogra- niczne prowincye wielu państw, gdzie panuje mieszanina języków, są po większej części mniej kulturalne, aniżeli inne, np. Sabaudya, Lotaryngia i Górnoślązk. Jaką szkodę wywołało tam zaniedbanie macierzystego języka? Powołuję  str 48 CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ PIĄTY.

się w tej mierze na pisemko kaznodziei anhalckiego, Jana Samuela Richtera: "Oberchlesische Landman" (Korn, 1797). Że stany ukształcone oddziaływują na szarą rzeszę — nikt nie za przeczy. W jednakiej więc mierze skojarzenie nie- mieckiej literatury z polską między ukształconemi, mia- łoby wpływ zbawienny na gmin. Żadna szkoła na świecie nie jest zdolną nauczyć naród obcego temuż języka. Tego uczy doświadczenie. Szkoły tedy niemieckie dla polskiego chybiają swego celu najzupełniej, czego dowodem jest Górnośląsk.

    «Aby jednak skojarzyć literaturę niemiecką z polską

rozkrzewić ja między ukształconemi warstwami narodu, potrzebnem jest utworzenie ginmazyum, któreby, obok szkół pijarakich, dawało młodzieży polskiej, wystawionej na niebezpieczeństwo zdziczenia, możność kształcenia się osiągania zawodów obywatelskich. Nie podobna myśleć 0 kulturze narodu, bez środków właściwego nauczania; jeśli Polacy mają być skazani na zejście do poziomu Górnośląska, to i stulecia całe nie wystarczą dla ich pod- niesienia.

     «Aby jednak ułatwić młodzieży polskiej, a zwłaszcza

wyższych stanów, możność zdobywania honorowych sta- nowisk , byłoby w rzeczy samej do życzenia, utworzenie w jakiemś mieście — uniwersytetu polskiego. Utwo- rzenie uniwersytetu wyłącznie niemieckiego, miałoby sku- tek taki. jak np. założenie przez Józefa II uniwersytetu we Lwowie. Z uwagi jednak, że fundusze na taki cel mu- siałyby być znaczne, znaczniejsze w Prusiech Południo- wych, aniżeli w Niemczech, o urzeczywistnieniu rychłem tego celu myśleć nie można, jakkolwiek już książę Albrecht. pruski właściwie miał na celu założenie w Królewcu uni- wersytetu polskiego. Zniesienie zaś uniwersytetu niemie- ckiego i obrócenie jego mienia na uniwersytet polski, ró- wnież z wielu względów byłoby trudnem. «Lecz nawet bez wielkich nakładów możnaby wiele dla literatury polskiej, przez założenie


str 49 AKADEMIA UMIEJĘTNOŚCI.

w Warszawie Akademii Umiejętności. Gdyby państwo zdobyło się na utworzenie takiej akademii, wzmo- głaby się ambicya Polaków, w kierunku odznaczenia się na polu nauki. Niejeden z nich znalazłby pole do zaszczy- tnego i pożytecznego zajęcia, inny znów, z poczucia pa- tryotyzmu, starałby się o utworzenie jakiejś pożytecznej fun- dacyi, tak, że pomoc państwa okazałaby się w następstwie zbyteczną, Napływ obcych z Galicyi i z Rosyi mógłby bardzo korzystnie oddziałać na rozkwit Warszawy»30).

TOWARZYSTWO WARSZAWSKIE 4str 50 ROZDZIAŁ. VI.

Wymiana poglądów między ministrami v. Schrotterem i v. Vossem z powodu memoryału Bandt- kiego. Radykalizm Schroottera. Jedność językowa w państwie. Przykład Węgier I Tyrolu, w ze- stawieniu z Inflantami i Litwa pruska. Język zdobywców. Stan przejściowy. Imperatyw kate- goryczny. Przepowiednie wpływu języka rosyjskiego na polski. Język i literatura polska w po- jęciu ministra pruskiego. Zadanie germanizacyi. Odpowiedź v. Vossa. Jego zastrzeżenia. Względy polityczne.

  Memoryał Bandtkiego, złożony na ręce v. Vossa, prze-

słanym został 23 września 1803 r. do Berlina J. E. ministrowi v. Schroetter, żarliwemu, jak wiemy, zwolenni- kowi bezwarunkowego i bezzwłocznego zgermanizowania Prus Południowych.

    Minister von Schroetter odczytał uwagi Bandtkiego

i wypowiedział o nich opinię w odezwie do Vossa, który, ze swej strony, rezultaty owej dyskussyi zakomunikował ministrowi naczelnemu v. Massowowi.

    Z owych wzajemnych wynurzeń można utworzyć

sobie dokładne wyobrażenie o prądach, jakie w sprawie polskiej w sferach urzędowych polskich ścierały się w owym czasie, gdy jeszcze nieprzewidywano tak rychłego od- padnięcia Prus Południowych od monarchii i zabierano się do gruntownego przeinaczenia na nową modłę orga- nizmu polskiego.

    — «Niezaprzeczenie — pisał v. Schroetter do Vossa —

wiele uwag nauczyciela Bandtkiego jest trafnych i nada-

str 51 UWAGI MINISTRA V. SCHROETTERA.

jących się do spożytkowania przy urządzeniu szkolnictwa w nowych prowincyach. Z tem wszystkiem, niepodobna mi zataić przeświadczenia, że autor memoryału zbyt wielką, utrzymaniu języka polskiego i polskiej literatury przypi- suje wagę (gar zu vielen Werth auf die Erhaltung der poloni- schn Litterutur und der poln. Sprache legt). Zdaje mi się, że historya wszystkich krajów i narodów stwirdza ów pe- wnik, że prowineya, w której ludność dwojakim między sobą porozumiewa się językiem, nigdy do wysokiego sto- pnia kultury i rozwoju umysłowego u ogólę podźwignąć się nie zdoła, i że, taki kraj, w przeciwieństwie do tych. w których jeden tylko język jest językiem miejscowym, zawsze na niskim poziomie rozwoju pozostaje. Za daleko by to nas zawiodło, gdybyśmy chcieli dotrzeć do źródła przy- czyn tego zjawiska; lecz że to tak w rzeczywistości się dzieje, o tom świadczą przykłady dawniejszych i now- szych czasów, a między innymi: przykład Węgier i połu- dniowego Tyrolu, w zestawieniu z innemi prowincyami monarchii austryackiej; przykład Inflant, Kurlandyi, Litwy pruskiej, Głórno-Ślązka, części Prus Zachodnich i Wscho- dnich, w zestawieniu z Niemcami.

      «Nie trudnem byłoby również dowieść, że kultura

prowincyi przez obcy naród zdobytej, tem rychlej się wznosi, im rychlej pierwsza przyswaja sobie język, zwy- czaje i obyczaje zdobywców, tam zwłaszcza, gdy i bez tego sama jeszcze na niższym szczeblu kultury pozostaje, ani- żeli ów kraj. do którego wcieloną została. 0 tem, że język niemiecki niezadługo wielkie w prowincyach dawnej Bel- ski, do Prus i Austryi przy łączonych, uczyni postępy, wąt- pić nie można. Warunki bytu tanecznego, odbywania po- siedzeń publicznych, wydawanie rozporządzeń i praw częścią wyłącznie w tym języku, lub też na równi z miej- scowym, zamieszkiwanie kraju przez niemieckich urzędni- ków wojskowych i cywilnych, odwiedzanie niemieckich rezydcncyj i niemieckich dworów przez bogatą szlachtę, konieczność odbywania nauk teologicznych, lekarskich

4*str 52 CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ SZÓSTY.

i prawniczych w uniwersytetach niemieckich, umieszczanie ludzi z gminu w garnizonowych miastach niemieckich, wszystko to musi się do przyczyniać do większej znajo- mości języka niemieckiego. A gdy się wnioskowanie, z do- świadczenia osiągniętego w Prusiech Zachodnich, przeniesie na Prusy Południowe i Południowo Wschodnie, to przyjąć można U pewne, że za lat 30 lub 40 nie znajdzie się w tych prowincyach człowiek jako tako wykształcony, któ- ryby niemieckim nie mógł władać językiem.

    «Ów stan przejściowy, w którym mieszkańcy Prus

Południowych i Nowowschodnich przez długie jeszcze lata, na rozmaite kategorye będą musieli być dzieleni, nie wpływa pomyślnie na rozwój owej kultury. Jednakże, gdy z natury rzeczy i z warunków, w jakich owe prowin- cye do pruskiej i austryackiej pozostają monarchii — nie- podobna zatamować dalszego krzewienia się w nich języka niemieckiego, przeto wydaje mi się kwestyą zasadniczą i, niejako systematem rządowym obu państw rozbiorowych, nie wpływać specyalnemi środkami i urządzeniami na kształcenie się języka polskiego i polskiej literatury. Pro- wincye te muszą się stać niemieckiemi. Takim jest cel rządu. (Diesc Provinzen müssen deutsch werden, dies ist das Ziel der Regierung). Chcieć gwałtownemi środkami ów cel urzeczywistnić, byłoby bezużytecznem i bezcelowem. Na- popierać przywiązanie narodu do swego języka macierzystego, znaczyłoby: utrwalać ów stan przejściowy i tamować rozwój i.wej kultury.

    «Nie wydaje mi się to niemożliwem, iż język polski,

po upływie kilku (einigen) generacyj, albo się w zupełności zatraci. lub też, przez swą siostrzycę — język rosyjski — będzie pochłonięty (entweder sich ganz verliert, oder von ihrer Schwester, der rusischen Sprache, verschlungen sein wird). Skutkiem podobnych wydarzeń, jak te, mocą których pań- stwo Polskie upadło: wygasły języki hebrajski i łaciński, a z żyjących - staro pruski, w zupełności, wendvjski i li- tewski po większej części.

str 53 O JĘZYKU POLSKIM.

  «Takiż sam los czeka — o ile się polityczny stan

rzeczy nie zmieni — i język polski, a to tem pewniej, jeśli się zważy na stan kultury narodu polskiego, w zestawie- niu z niemieckim, lub rosyjskim, na wadliwy ustrój języka polskiego (mangelhafte Ausbildung der polu. Sprache) niewielką wartość dzieł literatury polskiej (den geringfugigen Werth der Werke der polnischen Litteratur).

   «Ów — według normalnego biegu rzeczy fakt oczeki-

wany — wstrzymać, wydaje mi się rzeczą niepożądana. To zaś, by skutkiem zaniedbania języka macierzystego naród ów mógł popaść w barbarzyństwo, jak to utrzy- muje autor memoryalu, nie zdaje się być dopuszczaniem.

   «Przykład Górnoślązka, według mego zdania, nie jest

przekonywającym. Na slaby rozwój kultury wpłynęły tam inne, odleglejsze warunki, przedewszystkiem wadliwość kultury ziemi.

   «Jakkolwiek w ogólności nie umiałbym określić, jak

daleko może się. posunąć państwo, by znajomość- niemczy- zny rozkrzewić między Ludnością rdzenną prowincyj pol- skiech, to jednak, pomysł zakładania po miasteczkach pol- skich i po wsiach, wyłącznie szkół polskich wydaje mi sic niewłaściwym.

   «Przypuszczam, że, w rzeczy samej, konieczność zmusi,

poprzestać w wielu szkołach na nauczycielach władają- cych tylko mowa polską. Jednakże ta, w wyjątkowych jedynie wypadkach występująca konieczność, niepowinna tworzyć reguły.

   «Syn rolnika i mieszczanina w małych miasteczkach,

który tylko: rachować, pisać i czytać, a niczego więcej uczyć się nie powinien, znajdzie jeszcze dosyć czasu na naukę języka niemieckiego. O ile dzieci polskie będą z nie- mieckiemi pomieszane, język niemiecki z łatwością da się im przyswoić. A choćby takie dziecko do 10 roku życia wyniosło ze szkoły znajomość- kilku niemieckich wyrazów i wyrażeń potocznego życia, to nie będzie to bez pożytku,str 54 CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ SZÓSTY.

by ułatwić niemieckiemu językowi w przyszłych pokole- niach coraz szersze zastosowanie.

   «W szkołach mieszczańskich miast większych, wy-

kład, mego zdania, musi być w obu językach prowa- dzonym. Jeśli to nie nastąpi, powstaną albo same polskie, lub same niemieckie szkoły, które będą wyodrębniać mię- dzy sobą rozmaite klasy narodu i pociągać za sobą na- stępstwa niepożądane.

   «W tak zwanycb szkołach uczonych, zdaniem mo-

jem, winien być wykład w niższych jedynie klasach pro- wadzonym po polsku, lecz jednocześnie, należałoby zważać na to, by uczeń przyswajał sobie zwolna znajomość nie- mieckiego języka w takim stopniu, by mógł w wyższych klasach słuchać z korzyścią wykładu niemieckich nauczy- cieli. W tym wypadku uważałbym za zbyteczne, by w kla- sach wyższych używano naprzemian obu języków. Do- świadczenie uczy, że rdzennemu Polakowi niezmiernie jest trudno przyswoić sobie gruntowną znajomość języka nie- mieckiego w mowie i piśmie. Należy mu przeto nieodzo- wnie daćmożność ciągłego stykania sic z mową niemiecką i z jej pismem. Da się to, zdaniem mojem, osiągnąć: jedy- nie drogą wykładów naukowych w języku niemieckim przekładami starych autorów na język niemiecki. Na ćwiczenia gramatyczne w języku polskim, dla tych, co od kolebki uczą się tego języka, dostateczna byłoby prze- znaczyć dwie godziny tygodniowo.

   «Dla tego jedynie rozszerzyłem się nad tym przed-

dmiotem ponieważ uważam go za jeden z najważniejszych czynników w organizacyj nowych prowincyj i dla tego byłoby wielkiem dla mnie zadosyćuczynieniem, gdyby JWPan jednakiego ze mną był w tej sprawie zdania.

  Berlin 81 października 1803.

v. Schrotter".

   Wiemy, że Voss w zarządzie swoim trzymał się zaw-

sze polityki pojednawczej, nie chcąc budzić między ludno- scią polską szemrania i niezadowolenia. Wobec tak katego-

str 55 ŚRODKI ZARADCZE

ryoznie wyrażonej woli wszechwładnego ministra Sehroet- tera, w kierunku bezwzględnej germanizacyi prowincyj polskich, nie mógł oczywiście narazić swego stanowiska i. w układnej odezwie z 27 listopada 1803, uznał zasadni- czy pogląd swego zwierzchnika za usprawiedliwiony, pod niejakiemi wszakże zastrzeżeniami:

   «Wynurzony przez Waszą Eixc z powodu memorya-

łów nauczyciela Bandtkiego, sentyment (Sentiment) — pisał — w przedmiocie stopniowego wprowadzania języka niemiec- kiego do niegdy prowincyj polskich, wyczerpuje ów przed- miot w zupełności. Zgadzam się z nim całkowicie i wynu- rzając Waszej EIXC podziękowanie, pozwalam sobie wszakże uczynić tę uwagę:

   «Jak długo jeszcze, z powodu braku nauczycieli wła-

dających dobrze językami niemieckim i polskim, wykład musi być przeważnie w języku polskim prowadzony, by- łoby do życzenia: tych nauczycieli do wykładu dopuszczać, a nie usuwać ich całkowicie. Im więcej urzędujący w Fre- siech Południowych i Południowo- Wschodnich zaniedbywać będą ów, tak w miejscowych warunkach potrzebny, język krajowy, tern szkodliwiej mogłoby to oddziałać na sprawę budzenia w tej mierze niezadowolenia w narodzie (einen üblen Eindruck bei der Nation hervorzubingen" 31).

    Powyższa wymiana .zdań przedstawioną została do

opinii ministrowi v. Scheer, który, w odezwie z dnia 15 grudnia 1803 r. pogląd v. Vossa W zupełności zaakcep- tował 32). str 56 ROZDZIAŁ VII.

Wybór metody nauczania młodzieży polskiej. Pestalozzi i Olivier. Misya księdza Jeziorow- skiego do Burgdorfu. Lienhard und Gertrud. Nauka języków. Opinia ks. Jeziorowskiego. Rela- cya Vossa. Pestalozzi o zastosowaniu swej metody do ludności polskiej. Wątpliwości Fryde- ryka Wilhelma III. Ponowny raport Vossa.

Jednoześnie z kwestyą językową opracowywaną w ga- binecie pruskim, gwoli szczęśliwości nowych podda- nych. podjął król Fryderyk Wilhelm III z własnej inicya- tywy sprawą metody nauczania młodzieży polskiej, w tem przekonaniu, że zdemoralizowano, w jego pojęciu, społeczeństwo polskie, tylko drogą odpowiedniej reformy będzie mogło z czasem dostąpić do przeświadczenia—o wyż- szości kultury niemieckiej nad własną, narodową, i prze- robić się dobrowolnie na modłę nową.

   W tym celu, w lipcu 1803, wysianym został inspektor

seminaryów nauczycielskich w Prusieeh Południowych, ksiądz Jeziorowski, do Burgdorfu, miasteczka szwajcar- skiego, w kantonie berneńskim, gdzie, właśnie podówczas, słynny filantrop i pedagog, Henryk Pestalozzi (1746—1827), utworzywszy instytut wychowawczy, poświęcał się idei reformy edukacyi młodzieży. Współcześnie z Pestalozzim działał na polu pedagogii inny Szwajcar, Ludwik Henrvk Ferdynand Olivier, rodem z La Sarra w kantonie Vaud (1759-1815), nauczyciel języka francuskiego w zakładzie


str 57 METODA PE8TALOZZI'EGO.

Jan henryk Pestalozzi, pedagog filantrop (1746-1827).

Dessauskim, założonym przez Base- dowa, pod nazwą Filantropia.

    Po obeznaniu się z metodą Pe-

stalozziego miał ks. Jeziorowski udać się do Oliviera i o rezultatach swoich obserwacyj złożyć sprawozdanie von Vossowi, celem przedstawienia całego operatu z uwagami ministra królowi.

    Wywiązał się von Voss z tego

zadania w d. .31 grudnia 1803, wynu- rżeniem opinii o doniosłości obu metod nauczania33).

    «Metoda Pestalozzego — pisał minister do króla —

obejmuje całokształt wychowania i nauczania elementar- nego: natomiast metoda Oliviera ma przeważnie naukę czytania na względzie. Pierwsza zatem jest rozleglejszą, ostatnia jednak wypełnia braki poprzedniej. «Pestalozzi wychowuje i naucza zgodnie z naturą, prowadząc dziatwę do rozwoju umysłowego — drogą poglą- dową i doświadczenia. Zwraca jej uwagę na otaczające ją przedmioty, posługując sie przytem trzema czynnikami: mową, formą i liczbą, określając przedmioty, udostępniając pojęcie i kształcąc jednocześnie ducha. Język sam w sobie, mówienie, wprawa i zręczność w wysłowieniu — są dla niego środkiem i celem wykładu, z ozem łączy sie i samo czytanie.

    «Stosunki formy i liczby, wszystkie miary i pojęcie

cyfr, zwłaszcza jedności, wielości i ułamków, ich zesta- wienie i podział, uwydatnia on za pomocą kwadratu, a dzielenie i stosunki dziesiętne występują tak wyraźnie, że drogą poglądu sprawdzić się dają.

    «Połączone z tem ćwiczenia umożliwiają sprawność

aż do stopnia nieomylności, w rysowaniu, pisaniu i rachun- kach. 1 nauka religii gruntuje się na doświadczeniu, pro- wadząc od matki, przez uczucia miłości, wdzięczności i ufności do — wiary w Boga.str 58 CZĘŚĆ I ROZDZIAŁ SIÓDMY.


    «Całemu wykładowi jako podkład służą trzy książki

elementarne:

    1. książka matkii. Służy ona do poznania przedmio-

tów i mowy.

    2 Abecadlnik poglądowy, lub nauka o stosunkach

miar. Uczy ona wymiarów przestrzeni i sztuki rysunków oraz pisania.

    3. Nauka poglądowa o stosunkach liczb, jako środek

poznania liczb i rachunków. Połączone są z temi książ- kami tablice rachunkowe, z jednościami i ułamkami.

    «Starałem się przedstawić Waszej król. Mości istotę

nauki Peatalozzego. Przechodzę obecnie do jej stosowania w Burgdorfie.

    «Stan ojczyzny Pestalozzi'ego i zepsucie ludności znie-

woliły go do wydania słynnej książki ludowej: Lienhard und Gertrud której, mając na względzie wadliwość wychowania i nauczania ludu, sam wziął na siebie zada- nie kształcenia młodzieży. Zakład jego w Burgdorfie istnieje dopiero od lat kilku, lecz walcząc z przeszkodami natury ekonomicznej, jeszcze ideałowi swemu nie odpowiada. Nauka czytania odbywa się przy pomocy małych tabliczek z li- terami. Ćwiczenia w czytaniu znalazł Jeziorowski niedo- statecznemi.

     «Nauka poglądowa rozpoczyna się od znajomości ciała

ludzkiego i od niej dochodzi do poznania świata zewnę- trznego.

    «Nauka Języków odbywa się praktycznie i teorety-

cznie, o tyle, że dzieci przy wykładzie muszą same mówić, Teorya polega na regułach językowych.

    «Głównym przedmiotem jest nauka rysunków i ary-

tmetyki Pierwsza kształci oko i rękę dziecka, ułatwiając mu. bez linii, cyrkla i innych przyrządów, możność odtwa- rzania przedmiotów rzeczywistych. Nauka rysunków pro- wadzona, jest w taki sposób, że ułatwia dzieciom możność powiązania zawikłanych zadań. Oprócz nauki religii, udzielanej przez księży, sam Pestalozzi odprawia ranne

str 59 METODA OLIVIERA.

i wieczorne nabożeństwa i uczy dzieci po ojcowsku mo- ralności i dobrych obyczajów.

    «Udzielają tu również nauk geometryi, geografii, hi-

storyi naturalnej, ortografii i śpiewu.

    «Opinia ks. Jeziorowskiego o doniosłości metody wy-

chowawczej Pestalozzi'ego i o jej rezultatach streszcza się w słowach:

    «Wychowańca Pestalozzi'ego celują: dobroć i szlache-

tność uczuć, śmiałość, odwaga, stanowczość, spostrzegaw- czość, zmysł szybkiego oryentowania się, łatwość wysło- wienia się w językach francuskim i niemieckim, uzdolnie- nie do rysunków. Natomiast cechują go pewne braki w czytaniu i w pisaniu».

    «Metoda Oliviera zwraca się przeważnie do wyrobie-

nia w dzieciach zdolności do wyraźnego wymawiania wy- razów i krótkich zdań. Czuwa troskliwie nad poprawnością ortografii, przez umiejętny rozbiór językowy. Posługuje się owa metoda odpowiedniemi tabliczkami wyrazowemi.

    «Jakkolwiek zatem obie metody mają i dodatnie i uje-

mne strony, jednakże rezultat ich stosowania polega na umiejętnym doborze przewodników, uczniów i zasobów7 wychowawczych, a te, nie wszędzie i nie zawsze, po za obrębem instytutów ich twórców, odnaleść się dają.

    «Należałoby w każdym razie skorzystać z dodatnich

stron obu pomienionych metod, a zwłaszcza — z metody Oliwieni, która, przez rozbiór językowy mowy na skła- dowe jej, części ułatwiałaby Polakom możność przyswoje- nia sobie języka niemieckiego»34). Kończy Voss swój memoryal, następującą o osobie księdza Jeziorowskiego uwagą:

     «O ileby Wasza król. Mość raczyła uwzględnić moje

propozycye, mniemam, że w księdzu Jeziorowskini moożnaby znaleść najodpowiedniejszą dla ich urzeczywistnienia oso- bistość. Ocenił on bezstronnie obie metody wychowawcze, zgadza się ze mną w punktach zasadniczych, zna nasze szkolnictwo, naród polski i jego język, jest pedagogiemstr 60 CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ SIÓDMY.

praktycznym i w czasie swej podróży zwiedził znaczniej- sze zakłady naukowe i seminarya państw Waszej król. Mości i Niemiec.

    «Z jego to już polecenia i pod jego nadzorem wyćwi-

czyło się dwóch seminarzystów polskiego pochodzenia i z jego to porady wprowadzono w użycie tabliczki obraz- kowe i wyrazowe, które dałyby się z korzyścią zastoso- wać do szkółek wiejskich i miejskich.

     «Dałby się ksiądz Jeziorowski spożytkować jako dy-

rektor seminaryów nauczycieli wiejskich, mających sic urządzić- w Prusiech Południowych, według planu przez Waszą kroi. Mość w d. 28 maja 1800 r. zatwierdzonego.

     «Zresztą, nic mogę zataić, że ks. Jeziorowski wszędzie

podczas swej podróży, zwłaszcza przez Pestalozzi'ego, z wielkiem poszanowaniem był przyjmowany, budząc wszę- dzie między cudzoziemcami uznanie dla ojcowskich rządów i troskliwości o oświatę Waszej królewskiej Mości».

     Refleksye Vossa nie przekonały króla o doniosłości

proponowanej reformy i dlatego, w ponownym swoim me- moryale, usiłował Voss bliżej uwydatnił- cele, jakie, przez wprowadzenie do Prus Południowych ulepszonej metody nauczania, miał na widoku.

    «Nie pragnąłem bynajmniej — pisał Voss — przez

metodę Pestalozzi'ego rozszerzyć zakres czytelnictwa mię- dzy Indem prostym, lecz miałem na względzie wydosko- nalenie w nim zdrowego rozsądku, zmysłów i rąk, dla celów potocznego życia. Wybór przedmiotów nauczania elementarnego w Prusiech Południowych określonym już został w reskrypcie majowym Waszej król. Mości, z 1800 inku. Zmierzał on przeważnie do rozkrzewienia znajomo- mości czytania i pisania w języku niemieckim i polskim, do udostępnienia wykładów rachunkowości i... religii, w po- łączeniu z obyczajnością (auf Rechnen und... Religion, ver- bunden mit Sittichkeit).

    «Te tylko przedmioty pragnę wydoskonalić za po-

mocą nowej metody nauczania. Rozpoczynają się one

str 61 MRZONKI CZASÓW NOWSZYCH.

wcześnie i ułatwiają możność zwracania dzieci rodzicom, jako pomoc w pracy. Ułatwiają one dzieciom możność zrozumienia tego, czego się uczy.- mają, a zrozumiawszy to, pozwalają je utrwalać w pamięci Nie zajmują się one rzeczami martwemi, lecz wyrabiają sprawność umysłu, zmysłów i rąk, której klasy robocze i żołnierze potrzebują.

    «Taka jedynie metoda prowadzi do rezultatów pożą-

danych i chroni od mrzonek czasów nowszych (Schwinde- leien der neueren Zeit).

     «Sam Pestalozzi wyraża się o zastosowaniu jej do

Prus Południowych, w słowach:

     «Jest ona wyśmienitą (vorgüglich) dla mniej kultural-

nych krain, nadając się do natury nieokrzesanych naro- dów (roher Völker), jakoteż do skrzywionej połowicznej kultury. Z upragnieniem wyczekuje chwili, gdy Jeziorow- ski środkiem nauczania będzie mógł oddziaływać na zdrowy rozsądek, pracę, uzdolnienie i naiwność, w wyjątkowych stosunkach pozostającej ludności».

     «0 ile zatem metoda Pestalozzi'ego prowadzi do wy-

robienia samodzielności myśli, nie sądzę, by Wasza król. Mość zastosowanie jej zatamować pragnęła.

     «Tylko nieokrzesany, a nie — rozsądny człowiek, jest

niezadowolony i szkodliwy dla państwa... Znam z pomię- dzy poddanych Waszej król. Mości chłopów magdebur- skich. Są oni oświeceni, gdyż są zamożni i prześcigają się w oznakach przywiązania do Waszej król. Mości i do państwa, gdyż są przeświadczeni, że tylko Waszej król. Mości swój dobrobyt zawdzięczają.

    «Przytem, przez samo jedynie wyrobienie prostaka

w czytaniu, pisaniu i rachowaniu, nie wytwarza się je- szcze zamiłowania do nauki i czytelnictwa. Tego się oba- wiać nie należy. Zajmowanie się zmysłów, zwłaszcza wzroku i rąk, przedmiotami zewnętrznemi i robotą zawo- dową, nie prowadzi bynajmniej do takiego upodobania.

    «Przytem starałem się dotychczas w Prusiech Połu-

dniowych o dobór odpowiednich sił do nauczania konie-str 62 CZĘŚĆ I ROZDZIAŁ SIÓDMY.

cznych, któreby w zupełności zadaniu temu sprostać mo- gły. Ułatwienie w tej mierze nastręczy — lepsze ich uposa- żenie, aniżeli w innych starych prowineyach

      «Wreszcie, jakkolwiek w zgodności z wolą Waszej

Król Mości radbym przyczynić się; do rozkrzewienia nauki Śpiewu kościelnego, biblii i katechizmu; jednakże w Pru- sach Południowych niedałoby się to z łatwością przepro- wadzić, z uwagi na różnice religijne, panujące między lu- dnością i na język polski, który, najlepszym pod tym względem intencyom kładzie pewne zapory.

      «Szkoła tameczna jednoczy katolików i protestantów,

a po części i żydów. Należy przeto naukę religii pozosta- wić miejscowemu duchowieństwu, a rem samem i wybór odpowiednich śpiewów musi być ograniczony. Kościółka tolicki usuwa przed ludem świeckim biblię, nie posiadamy prócz tego odpowiednich niemieckich śpiewników, których i w polskim języku brak zupełny».

str63 ROZDZIAŁ VIII.

Sprawa wychowania klas uprzywilejowanych. Uniwersytety. Projekt Witowskiego. 0 założe niu wszechnicy w Piotrkowie. Środki pomocnicze do tego celu. Fundusze biskupie. Podatek

obywatelski. Aspiracye projektodawcy. Odpowiedź królewska. Wzmaganie się niemczyzny 

w szkolnictwie. Protest nauczycieli Polaków. Interwencya Vossa. Środki pojednawcze. Po danie Francuza de la Fauerio. Oznaka lojalności. Podczas gdy sfery urzędowe, przywiedzionemi powyżej środkami, starały sie o uszczęśliwienie nowych pod danych klas nieuprzywilejowanych i o udostępnienie im możności zapoznania się z dobrodziejstwami kultury nie mieckiej — sprawa oświaty klas wyższych, krzewić się mogąca jedynie przy pomocy wszechnic i akademij umie jętności, leżała odłogiem. Rząd pruski nie życzył sobie utworzenia uniwersytetów w prowineyach polskich, z tej zasady, że klasy zasobne z łatwością mogą korzystać z uni wersytetów już istniejących w Niemczech, a zwłaszcza z uniwersytetów protestanckich pruskich.

    Poruszona za panowania Fryderyka Wilhelma II 

w tym duchu kwestya — pozosbila m statu quo. Podjął ją w roku 1801 na nowo, nieznany skądinąd Polak, niejaki Witowski, ówczesny członek referent Kammergerichtu ber lińskiego. W podaniu przedstawionem królowi Fryderykowi Wilhelmowi III starał się on uzasadnić możność utworzenia uniwersytetu w obrębie Prus Południowych, w części, kosz- str 64 CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ ÓSMY.

tem uszczuplenia pensyi wyższego duchowieństwa kato- lickiego, w części zaś — nałożeniem podatku na Właści- cieli ziemskich i miejskich realności tych prowincyj.

     Charakterystyczna ta turystyczna ta z wielu względów suplika,

w główniejszych ustępach brzmiała, w przekładzie z nie- mieckiego, jak następuje:

     «Uznaną ogólnie prawdą jest: że kultura człowieka

w państwie i moralne jego udoskonalenie przyczyniają się do szczęśliwości narodów. Z edyktu filantropijnego Waszej królewskiej Mości, ogłoszonego po objęciu tronu, powzię- liśmy, my poddani, przeświadczenie, że Wasza król. Mość troszczy się zarówno o nasze materyalne dobro, jakoteż i o nasze moralne wydoskonalenie przez naukę. Z pełną wdzięczności. wiernopoddańczą pokorą, poczuwamy się do obowiązku życzeń, by wielkoduszne zamiary Waszej król. Mości uwieńczonemi zostały pożądanym skutkiem.

     «W starych prowincyach monarchii Waszej król.

Mości mogą się te zamiary urzeczywistnić z łatwością, gdyż nie zbywa tam na uniwersytetach i na instytucyach, V których młodzież znajduje środki do należytego kształ- cenia się. Raczy przeto Wasza król. Mość zwrócić łaskawe oko i na nas. mieszkańców nowo przyłączonych do mo- narchii prowincyj i podać nam również możność korzy- stania z ojcowskiej nowych rządów opieki.

      «Skutkiem podziału Polski nie posiadamy w naszej

prowincyj żadnego uniwersytetu, gdyż uniwersytety: Kra- ków, Wilno i Zamość podpadły pod rządy sąsiednich mo- narchów. Wszechnice zaś dawnych prowincyj pruskich Bietylko że są zbyt odległe i uczęszczanie do nich tak jest kosztowne, Że to wstrzymuje wielu żądnych nauki mło- dzieńców od poświęcania się nauce wyższej. Pobyt nawet na tych uniwersytetach młodzieży polskiej mniej jest ko- rzystnym, z uwagi na język niemiecki, którym, mieszkańcy Prus Południowych i Nowowschodnich dokładnie nie wła- dają. Z tego względu, poważam się wynurzyć u podnóża tronu Waszej król Mości życzenie, by Wasza król. Mość

str 65

WARSZAWA PRUSKA.

Kamera Prus Południowych, od strony ogrodu Krańskich. Akwarella nieznanego artysty dworu Landgrafa hessen Darmasztadzkiego Ludwika X z roku 1800 (z kollekcyi Mat. Bersohna).str 66 CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ ÓSMY.

raczyła przyzwolić na utworzenie w naszej prowincyi Prus Południowych i Południowo Wschodnich uniwersy- tetu o czterech fakultetach: filozoficznym, lekarskim, pra- wniczym i teologicznym. «Najodpowiedniejszem dla tego celu miejscem byłby Piotrków: z uwagi:

    1. Że miasto to leży prawie w środku nowo przyłą-

czonych prowincyj.

    2. Że tu za czasów polskich istniał Trybunał, ostat-

niemi zaś czasy ustanowioną została kamera rządowa, a stąd i miasto jest dobrze zabudowane i zaopatrzone w budowle dogodne.

    3. Że, skutkiem założenia uniwersytetu, ułatwionym

byłby zbyt produktów okolicom sąsiednim, które, będąc od portów odległe, nie mogą z korzyścią ich transporto- wać Wisłą.

    4. Że okolice Piotrkowa obfitują w lasy, mogłyby

dostarczać uniwersytetowi i mieszkańcom opału. te w Piotrkowie znajdują się okazałe gmachy, jedne, dawniejsze, jezuickie, drugie pijarskie, a także, gmach tak zwany starościński, któreby z łatwością na uniwersytet obróconemi być mogły.

    «Z uwagi, że tego rodzaju instytucya wymaga stałych

funduszów, poważam się przeto i w tej mierze uczynić Waszej krol. Mości propozycyę następującą:

    «W prowincyach Prus Południowych i Nowowscho-

dnich panującą jest religia katolicka i od dawnych cza- sów istnieją tam biskupstwa: Gniezno, Płock, Włocławek, Poznań i Warszawa. «Z powodu niedawnego zgonu «hrabiego» (des Grafen) kiego, arcybiskupa gnieźnieńskiego, mogłoby nastąpić jednoczenie tego ostatniego biskupstwa z poznań- skiem, gdyż Gniezno oddalonem jest od Poznania tylko o nul sześć i jeden biskup mógłby obiema owemi dyece- zyami zarządzć, korzystać z godności arcybiskupa i ksią-

str 67 PROJEKTY v. WITKOWSKIEGO.

żęcia i pobierać pensyę jednego tylko z pomienionych biskupstw.

    «Aby wykazać Waszej królewskiej Mości, że jeden

tylko biskup mógłby w obu dyecezyach pełnić swe obo- wiązki, przytaczani je tu, jak następuje:

  1. Wyświęcanie na kapłanów.
  2. Namaszczanie chryzmatem.
  3. Udzielanie zezwoleń na budowę nowych kościołów

i kaplic i poświęcanie ich.

  4. Wyświęcanie na przeorów i przeorysze i inne ka-

płańskie godności.

  5. Spełnianie sakramentów chrztu i konfirmowanie.
  6. Zarządzanie dyecezyami i polączonemi z tem ju-

risdykcyami...

  «Pięć pierwszych obowiązków nie często się spełniają,

co do szóstego, tem zgodniejszem jest z duchem kościoła, by wielka gmina jednemu tylko zarządowi podlegała, ile że przez to uniitas fidei łatwiej obserwowaną być może.

  «Gdyby mi kto zarzucił, że obszar dyecezyi zbyt

byłby wielkim, by jeden biskup mógł zarządzaniu nią po- dołać, zapytałbym: w jaki to sposób arcybiskup von Po- niatowski czynu obowiązkom swoim zadosyć, jeśli lata całe spędzał we Florencyi i innych miastach włoskich? Jak zarządzano archidyecezyą, jeśli zmarły niedawno książę von Krasicki miesiące zimowe spędzał w Berlinie, a letnie w Warszawie?

   «Jeżeli minister skarbu może cale prowincye orga-

nizować na nowo i niemi zarządzać, toć łatwiej byłoby biskupowi zarządzać dwoma biskupstwami, gdyż zakres jego działalności w każdym razie nie może być rozleglej- szy, nad zakres działania ministra skarbu.

   «Przez zjednoczenie dwóch dyecezyj osiągnie się fun-

dusz potrzebny na fundacye nowego uniwersytetu i dlatego też poważam się uczynić wniosek: by Wasza król. Mość raczyła zjednoczyć dyecezyę gnieźnieńską i poznańską w jedna całość, przeznaczyć pensyę arcybiskupią arcybi-

5*str 68 CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ ÓSMY.

skupowi obydwóch dyecezyj, pensyę zaś biskupstwa po- znańskiego przeznaczyć jako fundusz dla nowego uni- wersytetu.

    «Skutkiem takiego urządzenia, może, tu i ówdzie, je-

den albo drugi kapłan uczuć się pokrzywdzonymi zarzu- cić mi, że występuję przeciw religii, którą przodkowie moi wyznawali. Uważam się wszakże za zupełnie usprawiedli- wionego, składając hołd prawdzie i przyczyniając się do ogólnego dobra».

     W dalszym ciągu swego podania wskazuje projekto-

dawca jeszcze i na inne żródła dochodów, któreby nale- żało obrocie na fundusz uniwersytetu, przez ograniczenie liczby seminaryów teologicznych i zaoszczędzenie tym sposobem pensyj, płaconych ich profesorom. Wreszcie projektuje ustanowienie podatku na obywa- teli ziemskich, po dwa talary rocznie, miejskich zaś po 16, lub respective 8 srebrników.

     «Co do wewnętrznego urządzenia owego uniwersy-

kończy projektodawca — nieomieszkałoby główne kollegium szkolne (Oberschullcollegium), zastosować do woli naszej kroi Mości odpowiednich środków, by każdy prze- dmiot mogł być w dwojakim wykładany języku: niemie- ckim i polskim, przez co — niewładający dobrze jednym językiem mogliby korzystać z wykładów prowadzonych w drugim.

    «Przychyleniem sio do prośby niniejszej mogłaby

Wasza król. Mość ułatwić nam możność stania się poży- tymi obywatelami i wiernymi poddanymi, o ileby je- dnocześnie zapewnionem nam było równouprawnienie z in- nymi obywatelami w pełnieniu obowiązków państwowych. Tym tylko sposobem, przez poznanie biegu spraw, pozby- libyśmy się uczucia żalu i niechęci do konstytucyi pań- stwowej wywoływanego w nas dotychczas jedynie zupełną obcością owej konstytucyi»35).

    W Odpowiedzi na podanie powyższe nie uczyniono

str 59 JĘZYK WYKŁADOWY.


żadnej w przedmiocie projektu założenia nowego uniwer- sytetu deklaracyi, a tylko zaznaczono na marginesie:

    «Iż Jego król. Mości było przyjemneni dowiedzieć

się, że proszący stara się wniknąć w ducha pruskiej kon- stytucyi (Preussischer Verfassung) i, o ileby w takich uczu- ciach wytrwał, to nie będzie mu odmówioną odpowiednia posada w urzędowaniu (conveable Anstellung im Dienst). W jednakiej mierze i jego współrodacy mogą mieć na- dziejo, że nie będą traktowani inaczej, aniżeli dawniejsi poddani (ältere Untertihanen) Jego król. Mości».

    Niezależnie wszakże od takich dobrych intencyj, pra-

ktyka wykazała, że w szkolnictwie Prus Południowych coraz silniejszy czyniono nacisk na stosowanie niemie- ckiego języka w wykładach nauk szkolnych.

    Wywołało to szemranie i protest, ze strony nietylko

uczniów, lecz i profesorów. Profesorowie: Kossakowski, Krusiński, Szulecki i Sławiński, w skardze wniesionej do ministra Vossa, użalali się, że zażądano od nich bezwa- runkowego wykładu przedmiotów w języku niemieckim w wyższych klasach szkoły tak zwanej akademickiej, utworzonej, jak wiadomo, z dawnego kollegium jezuickiego.

    Voss, w odezwie do króla w początkach 1800 roku,

nic zaprzeczył, że w aspiracyach do rychlejszcgo krze- wienia niemczyzny w okręgu kamery warszawskiej posu- nięto się nieco za daleko (Etwas zu weit gegangen).

    «Kultura i rozkrzewienie języka niemieckiego — pi-

sał — stanowią wprawdzie z wielu względów warunek istotny i ważny, zasługujący na szczególną gorliwość i pie- czę. Niezaprzeczenie, kamera warszawska postawiła takie żądanie, które do skargi dało assumpt, lecz kierowała się ona w tej mierze przykładem, iż niektórzy nauczyciele W krótkim czasie przyswoili sobie tak dalece znajomość niemczyzny, iż mogli w tym języku z łatwością prowa- dził- wykłady. Toż samo byłoby i przy zastosowaniu wię- kszej energii ze strony skarżących się. Z tern wszystkiem, nie omieszkałem od siebie uczynić kamerze uwagi, nad nie-str 70 CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ ÓSMY.

właściwością podobnego nacisku i zażądałem odwołania jej rozporządzenia, co już nastąpiło. 0 tem zawiadomiono profesorów i uspokojono ich zapewnieniem, że o ileby skąd- inąd gorliwie swe obowiązki wypełniali, to warunek co do języka niemieckiego nie będzie im tamował możności po- zostania na stanowisku i nadal».

    Ujawniały się tymczasem ze strony przedsiębiorców

układów naukowych prywatnych dążności — dopomaga- nia systematowi szkolnemu władz pruskich.

    Cudzoziemiec francuz, de la Faverie, mieszkający

w Warszawie, przy ulicy Podwale, pod nrem 124, wniósł w tymże samym czasie podanie do króla, o pozwolenie mu założenia pensyi prywatnej dla młodzi szlacheckiej, z pra- wem ustanowienia odrębnej dla niej oznaki: «de porter a ia boutonniere de l'habit la marque distinctive d'un ruban blanc, anquel sera attachée une petite étoile, portant au reliéf, d'un coté — l'effigie, et de l'autre — les armes dela Majesté, et au bas — ces mots: «sic itur ad astra».

    «Cette décoration, propre a exciter l'émulation, sera

un lien de plus, qui les attachera au Throne, eux et leur families. Le Roi doit etre cher a tous les sujets de l'Etat; on ne saurbit trop tôt et avec tres de soin accoutumer la jeunesse a le regarder comme un pere; mais l'ordre de la Noblesse surtout, a raison de son existence politique esl obligé de donner l'exemple de l'amour et du respect, qui lui est du. Ce sont les sentiments, que toutes les écoles doivent professer, ce sont ceux, que je me propose de gra- ver dans le coeur de mes élevés»...

    Król chętnie zgodził się na utworzenie pomienionego

zakładu. lecz, odmówił przyzwolenia na order, jaki pan de la Faverie chciał wyjednać dla swoich wychowańców i napisał własnoręcznie na podaniu: "Das fur Eleven erbe- tene Distinctionszeichen kann nicht accordirt werden".

str 71 ROZDZIAŁ IX.

Zmiana kierunku germanizatorskiego w Prusach Południowych. Echa reformy szkolnictwa w Imperyum Rosyjskiem zaprowadzonej. Naśladownictwo liceum krzemienieckiego. Liceum warszawskie. Siły nauczycielskie. Język wykładowy. Eforat. Zadowolenie ludności. Nauki przyrodnicze. Tytuły profesorskie. Seminarya w Poznańskiem. Stan funduszu edukacyjnego. Oświata i kultura niemiecka w końcu XVIII w. Żywioły postępowe. Wpływy Zachodnie. Epoka Sturm I Orang. Rewolucya francuska.

Reskrypt królewski z 28 maja 1800 w sprawie orga- nizacyi szkolnictwa w Prusiech Południowych miał na względzie wychowanie niższych warstw ludności wiej- skiej i miejskiej, utworzenie seminaryów nauczycielskich i szkół przeznaczonych dla młodzieży obywatelskiej.

    Konieczność uwzględnienia żywiołu polskiego, a prze-

dewszystkiem przezorność polityczna rządu pruskiego, który, w systemacie szkolnym rosyjskiego Imperyum, wy- soce przychylnym, w początkach panowania Aleksandra I. narodowości polskiej, widział groźbę na przyszłość, złago- dziła germanizatorskie zamiary władz pruskich, pod tym przynajmniej względem, że przypuszczono język polski i profesorów polskich do jednakich z niemieckim językiem i jego krzewicielami praw. Wyrazem tego kierunku poje- dnawczego było uwzględnienie przedstawień Bandtkiego i utworzenie w Warszawie, w końcu roku 1803, na wzór gininazyum krzemienieckiego — liceum sześcioklasowegostr 72 CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY.

a dawnym pałacu saskim i ustanowienie nad nim eforatu, złożonego z wybitniejszych przedstawicieli społeczeństwa miejscowego w osobach: Stanisława hr. Potockiego, Ale- ksandra hr. Potockiego, Xdza administratora biskupstwa warszawskiego, Prażmowskiego, Xdza prowineyała zgro- madzeń pobośnych, Onufrego Kopczyńskiego i kaznodziei gminy ewangiełicko-reformowanej, Diehla. Referentem efo- ratu, i garażem dyrektorem liceum został Samuel Bogu- I Linde, autor: Słownika języka polskiego.

  Z końcem 1803 r. rozpoczęto nauki przygotowawcze

Nowem Mieście, w szkole tak zwanej akademickiej i w pałacu Saskim, tak, że Z chwila otwarcia zakładu (który, jak wiadomo, przetrwał do 1831 roku), zapisało się doń uczniów 290. Nauczycieli tego liceum wybrano: w po- łowie z Polaków, w połowie z Niemców, a były to siły o tyle wybitne, że gdy w lat kilkanaście później, z utworzeniem królestwa, powstał w Warszawie uniwersytet, katedry tej wszechnicy najważniejsze powierzono nauczycielom liceum.

   Jednocześnie przyzwolił król pruski na otwarcie w Po-

znaniu gimnazyum w dawnym pałacu biskupim. Juz je- dnak w pączątkach 1805 r. v. Voss wniósł do króla przed- stawienie zbudowania kosztem funduszów masy Sulkow- nowego gmachu szkolnego, na gruntach klasztoru zakonnic św. Katarzyny w Poznaniu.

    W raporcie z 6 kwietnia 1*05 doniósł v. Voss kró-

lowi ludność miejscowa z urządzenia liceum i z usta nowienia eforatu bardzo jest zadowoloną i zaproponował wzmocnienie wykładu nauk przyrodniczych, przez zamia- aowanie ipecyalistów profesorami tej nauki86).

   Król chętnie przyjął tę wiadomość, lecz zauważył,

że nauczanie umiejętności przyrodniczych w liceum ex professo nie zgadza sie z kierunkiem przeważnie filologi- cznym zakładu i że należy pozostawić uniwersytetom wykład umiejętności ścisłych37). Nie zgodził się również król na przyznanie wykla-

str 73 FUNDU8Z EDUKACYJNY.

dającym w liceum tytułu profesorów i zastrzegł, by owym tytułem dalej nie szafowano38).

    Celem przygotowania odpowiednich sił nauczyciel-

skich, utworzono w Poznaniu seminaryum, a na wniosek v. Vossa i drugie takież seminaryum, w zabudowaniach poklasztornych w Łowiczu. Dyrektorem pierwszego został, znany nam z missyi do Pestalozzi'ego, ksiądz Jeziorowski, dyrektorem drugiego — ksiądz Burgund, współpracownik zmarłego Oberkonsistorialratha v. Gedicke. Stan funduszu edukacyjnego wynosił w owej epoce 61773 talarów 6 sr. 7 3/5 fenigów i składał się: 1. Z dochodów pojezuickich.. 13572 tal. 13 sr. 2. Z dochodów arcybiskupstwa gnieźnieńskiego ...... 10000 « — « - « 3. Z dzierżaw poklasztorn. grunt. 4703 « 20 « 4 4/6 « 4. Z czynszów gruntowych.. 20 « 8 « 10 « 5. Z dzierżaw terminowych.. 134 « — « - « 6. Z kanonu ......... 10 « — « - « 7. Z Erbpachtów...... 285 « — « - « 8. Z najmów lokali...... 3912 « 20 « - « 9. Z procentów od kapitałów szk. 25468 « 21 « 9 3/5 « 10. Z kompetencyi i opłat szkolnych 3056 « 17 « - « 11. Z dochodów nadzwyczajnych 609 « — « - « Ogółem .... 6l773 tal. 13 sr. 8 3/5 f- Z powyższego funduszu wydatkowano: 1. Na utrzymanie akademickich i pijarskieh szkól . . . 26161 tal. 20 sr. 10 f. 2. Na zapomogę seminaryów nau- czycielskich ...... 3599 « — « — « 3. Na szkoły elementarne. . . 240 « — « — « 4. Na pensye emerytów .... 800 « 21 « 4 « 5. Na zasiłek uniwersytetów w Halli i Frankfurcie . 5000

         Do przeniesienia 35.801 tal. 11 sr. 14 f.

str 74 CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY.

Z przeniesienia 35.801 tal. 11 sr 14 f. 6. Na podatki......... 1839 « 23 « 11 « 7. Na procenta od passywów ... 477 « 14 « 2 « 8. Na reparacye domów szkoln. 1519 « 11 « 10 « 9. Na najem lokali szkolnych... 300 « -- « -- « 10. Na pokrycie niedoborów... 3784 « 18 « 1 1/5 « 11. Ni wydatki nieprzewidziane . 2536 « 3 « 9 2/5 « Ogółem .... 53.360 tal. 18 sr. Pozostało remanentu 8412 tal. 12 sr. 7 3/5 f.

    Powyższe cytry budżetu wychowawczego prowincyi

południowo pruskiej stanowiły już jeden z ostatnich śla- dów zarządzeń miejscowych władz pruskich, celem utoro- ranił kulturze i oświacie niemieckiej drogi do unicestwie- nia oświaty i kultury narodu, którego tradyćye i aspiracye na zupełnie odmiennych polegały podstawach.

    Nie ulega wątpliwości, że w normalnych warunkach

bytu, wrażliwa i odczuwająca każdy prąd Zachodu urmy- słowość polska, chętnieby przyswoiła sobie dobrowolnie to wszystko, cokolwiek mało krytycznemu kierunkowi jej upodobań duchowych przynieść mogły zdobycze wiedzy i filozofii, jakie schyłek XVIII wieku ujawnił, w odradza- jącj się powoli, pod wpływem przełomowych wypadków, Europie owoczesnej. Właściwością nietylko jednostek, lecz i organizmów zbiorowych społecznych, jest instynkt samo- zachowawczy i oporność przeciw reformom, choćby najzba- wienniejszym, lecz narzucanym przemocą. Umysłowość polska, oparta na dogmatyzmie, nie poddawała się i pod- dać się nie mogła racyonalistycznemu prądowi, który sze- roka strugą, z Anglii i Francyi, a pośrednio i z Niemiec, płynął ku Wschodowi, zagrażając podwalinom pojęć, wy- snutych z tradycyj rodzimej i ożywionych sokami kultury klasycznej rzymskiej. Zwolna, pod wpływem przyjaźniej- szych warunków bytu, prądy owe, wcielone w wybujały kwiat romantyzmu, zaważyły dodatnio na umysłowości rodzimej: lecz w pierwszej epoce, po katastrofie bytu po-

str 75 UMYSŁOWOŚĆ NIEMIECKA.


litycznego, umysłowość ta, w przeciwieństwie do Zachodu, była musowo zasklepioną w dawnych formułkach i zaco- faną być musiała wówczas, gdy germańska kultura, w peł- nym rozkwicie odrodzenia swego, wszystkiemi porami sta- rała się do niej przeniknąć.

    Już za czasów Fryderyka Wielkiego protestantyzm

północny stał się środowiskiem ruchu, znanego pod nazwą: „Aufklarung", który rozszerzył się i na południe, w epoce Józefińskich reform. Wyobrazicielem tego kierunku postę- powego byl w Berlinie księgarz i pisarz Fryderyk Nikolai [1723—1811), wydawca wpływowych: „ Literaturbriefe" i ogól- nej biblioteki niemieckiej. Czasopisma: „Gółtinger gelehrte Auzeiger" i jenaiska "Literaturzeitung" krzewiły zasady ske- ptycznego krytycyzmu, przeciw zasklepiałemu pietyzmowi Spaldingów, Abbtów, Sturzów i Zimmermanów. W dzie- dzinie tolerancyi przekonań wyłaniały się zwolna zasady racyonalizmu, przenikając do dziedziny nauk filozoficznych i historycznych, reprezentowanych w Niemczech przez Spittlera, Heerena i Eichhorna. Wyzwolenie duchowe się- gnęło i nauk klasycznych, a matematyczno-analityczna metoda podważyła dawny systemai wychowawczy, oparty na formułkach zaśniedziałych teologizmu protestanckiego.

    Przełomowy kierunek szerzy] sic zwycięsko pod

wpływem Lessinga i Herdera, jako podstawa prawdziwego humanizmu i swobody myśli ludzkiej. Kant swoja krytyką czystego rozumu walczył przeciw ortodoksyi, gruntując w nauce i w życiu fundament emancypacyi niemieckiego ducha z pęt konserwatyzmu.

    Młode pokolenie, w burzliwych zapędach epoki: Sturm

und Drang, wybujałą fantazyą rozwijało skrzydła twórczo- ści pod urokiem Szekspira, którego im udostępnił i piękno- ści wykazał Wieland. Winkelmann otwierał Niemcom oczy na piękności artyzmu helleńskiego, a nawoływania Rou- sseau do zbliżenia się do natury odbiły się głośnem echem i z tej strony Renu.

     Bodźcem ruchu umysłowego Niemiec były: Angliastr 76

CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY.

i Francya, skąd płynęły prądy filozofii zdrowego rozsądku (common sense),głoszone przez Locków, Hume'ow i prze- twarzane przez empiryzm francuski Condillaca, krzewione następnie w krytyce polemicznej Voltaira i szkoły ency- klopedystów.

    Drugim czynnikiem wybujałego rozwoju niemieckiego

ducha w końcu XVIII wieku była rewolucya francuska i przewrót umysłowy Zachodu, jaki ją poprzedził. Rewo- lucyjny tytanizm odbił się w szerokim wpływie geniuszów poetyckich Goethego i Szyllera na massy. Umiejętności wyzwolone doznały nowego impulsu w pracach przełomo- wych: Wilhelma Humboldta, Fryderyka Augusta Wolffa, Johannesa Mullera, Niebuhra i Schlossera. Nauki przyro- dnicze i matematyczne odradzały się zwolna, ożywione duchem kantyzmu. W matematyce tworzy! szkole Euler, w fiyologii Blumenbach, w anatomii Soemering, w me- dycynie Hufeland.

   Nietylko młodzi, lecz i starsze pokolenie podlegało

urokowi nowych zasad, płynących z Francyi.

    Stary Klopstock biadał w roku 1790, że to nie Niemcy,

lecz Francya dała pierwsze hasło do odrodzenia społecznego ropy. Myśliciel Voss, który zbliska patrzył na cierpie- nia swych rodaków, sprzedawanych jak stado bydła przez książąt niemieckich dla zamorskich wypraw, otwarcie po- chwalał działalność gilotyny paryskiej, a gdy w r. 1792 Prusy i Austrya wstąpiły w zapasy z Rzplitą, wynurzał głośno nadzieję, że rezultat musi wypaść na korzyść Fran- cyi, choćby świat cały zaroił się Prusakami. Okropności rewolucyi francuskiej nie przestraszały umysłów Kanta, Fichtego i Jerzego Forstera. Entuzyaści nadreńscy garnęli się ochoczo pod skrzydła ojczyzny wolności, wołając przez usta Górreaa: Es lebe die Frankenrepublik! i święcąc, jako lystość narodową, upadek świętego cesarstwa rzym- skiego...

str 77 CZĘŚĆ DRUGA.ROZDZIAŁ X.

Umysłowość polska na schyłku XVIII wieku. Wpływy zachodnie. Filozofia recentiorum. Ewo- ucya pojęć. Sejm czteroletni. Konserwatyści i postępowcy. Panowanie Stanisława Augusta. Zadania przyszłości. Literatura i język. Pseudoklasycyzm francuski. Kiełkowanie prądów nowszych.

Wysoce kulturalna, zdolna i wrażliwa na wszystkie prądy nauk nowszych, umysłowość polska, przecho- dziła, W drugiej połowie, a zwłaszcza pod koniec, XVIII wieku, też sanie fazy. jakie zaznaczyliśmy poprzednio, od- nośnie do umysłowości niemieckiej.

     W gruntownych studyach Wl. Smoleńskiego pod tyk:

Przewrót umysłowy w Polsce, znajdujemy charakterystyczny obraz powolnego krzewienia się zdobyczy filozofii zacho- dniej, nietylko w gronie duchownych kierowników wycho- wania młodzieży szlacheckiej, lecz i w kolach szerszych społeczeństwa rodzimego.

     Przyczyniały się do takiej reformy wyobrażeń po-

dróże młodzieży polskiej na wszechnice zagraniczne i nauki udzielane w kraju, przez sprowadzanych z zagranicy pe- dagogów do domów magnackich. Nawoływał nawet swego czasu zasłużony biskup Andrzej Załuski do wysyłania za granicę młodzieży akademickiej: .otwartego umysłu, ażeby im tam spadła ta fatalna łuszczka z oczu, która str 80 CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ DZIESIĄTY.

nie dopuszcza discernere dobrych i prawdziwych w naukach postępów».

    Zakon Pijarów, pod przewodem Konarskiego, otwar-

ta! przyswajanie sobie nowego w nauce zachodu kierunku, wykazując nicość dociekań scholastycznych.

    Na publicznych  popisach  w  kollegium pijarskiem

to chwałę badań: Graveaand'a, Newtona, Bernouil- lego, Wolffa i Dekarta i experymentowano za pomocą ma- chin elektrycznych.

    Taka to inicyatywą, poparciem czasopism i książek,

i Filozofia wywalczyła sobie racyę bytu i wszystkie szkoły «przyjęły neoteryzm, czyli naukę recentiorum».

   «Gruntowniej niż Leibnitza i Wolffa — pisze Smo-

leński — zaaklimatyzowały sic w ostatniej ćwierci wieku poglądy Locka: jako nic masz żadnych idei wrodzonych, że wyłącznem źródłem poznania są zmysły (nihil est in intellectu, quod non prius fuerit in sensu). Teorya tubula rasa ducha, Stała się punktem wyjścia dla prac pedagogicznych i publicystycznych, podejmowanych w celach przekształ- ceniu narodu»39).

     Analogia rozwoju umysłowości polskiej, w kierunku

powolnego wyzwalania się z pęt zaśniedziałego scholasty- cyzmu, z rozwojem umysłowości niemieckiej, odrodzonej pod wpływem filozofii Anglików i Niemców, znajduje stwierdzenie w bujnym rozkwicie życia polityczno-społe- cznego, ujawnionym w Polsce, w epoce, poprzedzającej na krótko zadładę państwowego bytu Rzpltej.

    Czem dla Europy środkowej był przewrót polityczny

Fiancyi, w epoce wielkiej rewolucyi, tem dla Polski samej były prace i reformy Sejmu Wielkiego. Ujawniło się nie- przeparte dążenie do zerwania z konserwatyzmem poglą- dów w sferze stosunków społecznych, odrodziły się soki żywotne narodu szlacheckiego, wytworzył się popęd do zrównania się w pojęciach i obyczajach z narodami Za- chodu, do udostępnienia wszystkim warstwom społecznym reform politycznych, do wyjęcia sprawy publicznej z wy-

str 81 EPOKA STANISŁAWOWSKA.

łącznej opieki szlachty i rozszerzenia praw obywatelskich na cały naród.

    Katastrofa podziałowa, wszystkim owym aspiracyom

do wszechstronnego postępu społeczeństwa polskiego, poło- żyła tamę. Kierownictwo losami jego politycznymi prze- szło W ręce rządów obcych, opartych na zasadzie absolu- tyzmu. Pozostała jedynie nietkniętą sfera duchowa, naci- skowi przemocy z trudnością się poddająca i, w tej sferze, społeczeństwo polskie, zasilone sokami tradycyi i nadal swobodnie rozwijać się mogło o tyle, o ileby z ostatniego rozbicia politycznego pozostała w kraju dostateczna liczba czynników, któreby sprawę umysłowości rodzimej zdolne były skojarzyć ze sprawą oświaty i wychowania narodu.

    Pod tym względem panowanie Stanisława Augusta

zaznaczyło się dodatnio zastępem mężów wysokiego uzdol- nienia, którzy, umiłowawszy piśmiennictwo rodzime, jego język i przeszłość narodową, przeszli pod rządy nowe i mogli zdwojonemi silami zabrać się do ratowania tego, co owego ratunku nieodbicie wymagało.

    Nie chodziło tu już, w danych warunkach bytu kraju,

o współzawodnictwo z Zachodem, na polu przyswajania sobie wszelkich zdobyczy naukowych w sferze filozofii, do czego, jakeśmy widzieli, dążyło pokolenie zeszłe. Obe- cnie, głównem zadaniem przodowników umysłowych stało się i stać musiało — wytrwale krzątanie się około rato- wania języka i literatury, praca nad zachowaniem wszel- kich śladów piśmienniczych, przypominających czasy udzielnego bytu Rzpltej. Tego rodzaju zadanie, z natury swojej, drobiazgowe i zachowawcze, nie kojarzyło się z na- turalną dążnością umysłu ludzkiego do ciągłego i nieustan- nego rozwoju, do rozszerzania dorobku umysłowego, za po- mocą wchłaniania nowych pierwiastków, choćby w takiej ewolucyi zatrzeć się miały nieco, pierwotne, rodzime rysy kultury, przejętej w spuściżnie od przodków.

    Piśmiennictwo czasów stanisławowskich, w pierwszej

polowie panowania owego króla, dosyć słabe i ilościowo

TOWARZYSTWO WARSZAWSKIE. 6str 82 CZĘŚĆ II. BOZDZIAL DZIESIĄTY.

nie pokaźne, tak, że zaledwie 30 książek nowych wyka- zuje przybytku rocznego, w drugiej połowie wzmogło się liczebnie. Pod względem swego nastroju było ono prze- ważnie naśladowniczem; było echem i kopią francuskiej literatury odrodzenia, było oschłem, konwencyo- nalnem i nie swojskiem, lecz pod względem formy swej i literackiego stylu wytwornem i okazałem.

      Pozostało ono takiem przez okres następujący, zawsze

zasilającem się obrazami mitologicznemi, formułkami kla- sycznemi. Lecz pierwiastek swojskości zaczyna się tu prze- bijać powoli. Wspólność plemienna narodów słowiańskich podsuwa następcom Stanisławowskiej literatury dążność do rozpatrzenia się w przeszłości, nietylko bliższej, lecz i od- leglejszej, Słowian, do szukania pierwiastków twórczych w fantazji ludowej, do pierwszych usiłowań na polu dziś tak rozpowszechnionej folklorystyki. Zanim te usiłowania wybująły w przepyszny kwiat romantyzmu, pogrobowcy literatury stanisławowskiej przygotowywali grunt do tej ewolucyi pojęć — większem zamiłowaniem swojskości w dzie- łach twórczych i rzadszem stosowaniem formułek sztuki rymotwórczej, wytworzonych przez pseudoklasycyzm fran- cuski.


str 83 ROZDZIAŁ XI.

Siły badawcze i twórcze za czasów pruskich. Naruszewicz. Krasicki Trembecki. Karpiński. Kniażnin. Woronicz. Niemcewicz. Adam Czartoryski. Czacki Feliński. Staszic. Kołłątaj. Dmo- chowski. Albertrandi. Stanisław, Ignacy I Jan Potoccy Wybicki. Godebski. Molski. Kożmian. Tomaszewski. Zabłocki. Kropiński. Chodkiewicz. Szymanowski. Dmuszewski. Przybylski. Osiń- scy. Matuszewic. Waga. Kwiatkowski. Siarczyński. Świecki. Bentkowski. Ossoliński. Sza- niawscy. Kopczyński. Linde. Strojnowski. Poczobut. Jundziłł Bracia Śniadeccy.

Rozpatrzmy się na chwilę w szeregach bojowników umysłowości polskiej, którzy po katastrofie podzia- łowej powstali w kraju, a przeważnie w tej jego dzielnicy, która, z dawną stolicą Rzpltej, przeszła pod panowanie pruskie.

    Niestety, już w pierwszym roku tego panowania, ubył

z owych szeregów najdzielniejszy na polu nauki i twór- czości szermierz — Adam Naruszewicz. Uczynił on dla historyi swego narodu to, co dla bistoryi rzymskiej zdzia- łał Niebuhr, opracowawszy dzieje pewniejsze Polski na podstawie źródeł, których przed nim żaden z dziejopisów nie był dotknął. Jeżeli niepodobna Naruszewicza uważać za najpierwszego z pomiędzy historyków^ polskich, to prze- cie - mówiąc słowami Lelewela — «on pierwszy w naro- dzie podwoje do przybytku historyi otworzył; on staroży- tne jej stanowisko rozpoznał i odrazu w pracy swojej hi- storyę narodowi i językowi polskiemu przyswoił. Jeżeli

6*str 84 CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ JEDENASTY.

dla niej nie ze wszystkiem górne opanował stanowisko, język i styl do tych starożytnych doprowadził wyżyn».

    Ze względu właśnie na to zaloty, tak pożądane w epoce,

w której językowi narodowemu zagrażała zagłada, Tadeusz Mostowski za pruskich czasów przygotował drugie dostę- pne historyi Naruszewicza wydanie.

    Tejże wziętości i szerokiego na masy wpływu uży-

wa! mąż ejKikowy, nietylko w swoim wieku, ale po wszyst-


Ks. Adam Naruszewicz.


ki- czasy, dopóki słowo polskie żyć będzie — książę biskup Ignacy Krasicki.

    Choć działalność jego twórcza miała się już, w chwili,

która nas zajmuje, ku schyłkowi i zamknęła się z rokiem roapoczynającym stulecie XIX, jednakże pismami Krasi- ckiego żyło i odżywiało się długo jeszcze — pokolenie po- grobowców Rzpltej, znajdując w nich wielkie wzory nie- tylko niezrównanej piękności języka literackiego, lecz i naukę obywatelską karcąca wady i zdrożności społeczeństwa, te wady, które się przeważnie do jego upadku przyczyniły.


str 85 KS. IGNACY KRASICKI.

Szczęśliwie się też stało, że w szeregach mężów obywa- telskiego ducha, którzy się za czasów pruskich akcyi ra- tunkowej języka i literatury podjęli, na czele stanął bi- skup Krasicki i mógł, w pierwszych latach rządów obcych w kraju, rzucić ziarno posiewu tych idei, które niebawem własnością całego przodowniczego zastępu myślicieli pol- skich stać się miały

     Dłużej od Krasickiego, bo do r. 1812, oddziaływał swemi


Ks. Ignacy Krasicki.


wzorowemi pod względem formy i bogactwa językowego, tworami, Stanisław Trembecki, (ur. 1723 r.) i jeżeli na kim, to właśnie na jego, w pierwiastkowej swej działalności tak bezwzględnie kosmopolitycznej, wyzutej z pierwiastków obywatelskich i rodzimych, działalności, daje się widzieć przewrót dodatni, wywołany smutnym stanem upadku po- litycznego narodu. Pisarz, poświęcający zrazu swe pióro i myśli posługom poziomego waloru, dworak i pochlebca magnatów, poczuwa się naraz do obowiązku wysławia-str 86 CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ JEDENASTY.

Stanisław Trembecki.

nia kowala Maryańskiego, który, w epoce ruchu kościuszkowskie- go, ofiarował swej roboty własnej wozy na potrzeby Rzpltej.

  Równej Trembeckiemu, pod

względem etycznym, miary, lecz dodatnim wpływem na szerokie masy pieśniamiswemi pobożnemi, cechuje się działalność Franci- szka Karpińskiego (u. 1741+l825). Ów śpiewak Justyny, poeta serca, przeniknął do ludu nie przestał do naszych czasów być tłóma- czem jego uczuć pobożnych, w pie- śniach rzewnych: „Kiedy ranne wstają zorze" i "Wszystkie nasze dziecinnne sprawy". Jeśli na- grodą pisarza może być rozgłos szeroki jego utworów w ko-


Franciszek Karpiński.

łach inteligentnych, jak np. Krasickiego między szlachtą, to wyjątkowym i zasłużonym musi być pisarz, jeśli utwory przyswaja sobie na wieki lud prosty, znajdując w nich


str 87 KNIAŹNIN, WORONICZ I NIEMCEWICZ.

Franciszek Dyonizy Kniaźnin.


echo własnych swoich uczuć i nadziei. Takim właśnie koicie- lem cierpień narodu, w pierw- szych czasach jego upadku, był Karpiński.

   Dodatnio, pod  każdym

względem, przedstawia się w owej epoce działalności in- nego pisarza Franciszka Dyo- nizogo Kniaźnina (1750—1807). Mąż zacny i prawy obywatel, skromności wielkiej, pobożny, szlachetny, moralny, osądziw- szy sam jako płonne swe Ero- tyki, któremi, w pierwszych czasach swej pisarskiej dzia- łalności, złożył dań modnemu kierunkowi upodobań twór-


Ks. Jan Paweł Woronicz.


czych pozostawił narodowi, W odach: „Matka obywatelka" "Do wąsów" i „Na stuletni obchód zwycięztwa Jana III podstr 88 CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ JEDENASTY.

Wiedniem" niedościgły wzór piękności języka i uczuć oby- watelskich, krzepiąc ducha narodu patryotycznemi, wznio- słemi myślami, w najcięższych narodowego żywota wa- runkach.

    Najstarszym poetą w świątyni pamiątek narodowych,

arcykapłanem i wieszczem natchnionym w owej epoce był Jan Paweł Woronicz (1757—1829). «Wyższy od współ- czesnych sobie poetów geniuszem, starożytną prostotą i cha-


Julian Ursyn Niemcewicz.


rakterem czysto narodowym, słowiańskim — Woronicz wy- stepuje przy schyłku dawnej epoki jak prorok innych czasów i innych ludzi. Nie był on naśladowcą i zwolen- nikiem ówczesnej francuskiej szkoły klasyków, lecz na- tchnienia swoje czerpał w źródle historycznych wspomnień^ w pobożnej wierze przodków i gorejącem uczuciu naro- dowości, Prawdziwy wieszcz narodu, byl jego wyobrazi- cielem, jego słowem.

    «Na wskroś przeniknięta tęsknotą dusza Woronicza —

pisze o nim Mecherzyński — rozlała się we łzach serde-


str 89 KS. ADAM CZARTORYSKI.

cznych. Podobny do syońskich proroków, jękiem ich na- rodową przystrajał lutnią, z mogił przeszłości wywoływał dziejową marę życia i krążył myślą po przestrzeniach najświetniejszych pamiątek. Pod wielu względami śpiewak Assarmota i Hymnu do Boga okazuje charakter wieszczów biblijnych, w których, on jeden z postanisławowskich poe- tów szukał natchnienia i wzoru».


Ks. Adam Czartoryski, generał Ziem Podolskich.


    Pieśni Woronicza, nieogłaszane przez autora, krążyły

jedynie w odpisach, nie tracąc przez to swego wpływu; lecz jako rzadkość, tern chciwiej przyswajało je sobie młod- sze, w niedoli zrodzone, pokolenie.

    Żywa tradycyę przeszłości, opromienioną aureolą po-

święcenia i udziału w wiekopomnych pracach wielkiego sejmu, przedstawiał Julian Ursyn Niemcewicz, który, po latach tułaczki, wrócił w początkach wieku XIX do sto- licy, i tu podjął na nowo pracę twórczą jako poeta, histo-str 90 CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ JEDENASTY.

ryk I jeden z pierwszych inicyatorów rozbudzonego ruchu umysłowego W kraju.

    O działalności Niemcewicza wiele jeszcze będzie oka-

zi następnie nadmienić. Tu jedynie zaznaczyć należy, że Obecność owego męża, w epoce, tyle dla przyszłości narodu klęsk wróżącej, była opatrznościowem niejako zrządze- niem, tworząc istotny sztandar, około którego zgrupować


Tadeusz Czacki.


się miało, mogło i musiało, to wszystko, cokolwiek za cały naród myślało, czuło i przygotowywało środki ratunku.

    Arystokracyę nietylko rodową, lecz i umysłową w kraju

godnie reprezentował pan możny, Adam Kazimierz ks. Czar- toryski (1734—1823), generał ziem podolskich, wielki zwo- lennik nauk i sztuk pięknych.

     W jego puławskim Tusculum i w warszawskich pa-

laoadl zbierała się wyborowa klasa pisarzy i myślicieli. Tam gościli: Karpiński, Kniaźnin, Ignacy i Stanisław bra-

str 91 KS. STANISŁAW STASZIC.


cia Potoccy, Czacki, Albertrandi, Piramowicz, Ossoliński, Woronicz, pielęgnując- tradycye starodawne, a przede- wszystkiem język narodowy. Pod wpływem takich zasad, powstało dziełko pod tytułem: Myśli o pismach polskich, na- wołujące do pielęgnowania czystości rodzinnej mowy; ztam- tąd szła rada i zachęta do zajmowania się literaturą. Wybitnie na chmurnem tle ówczesnych stosunków zarysowuje się działalność naukowa Tadeusza Czackiego


Ks. Stanislaw Staszic.


(1765—1813). Otrzymawszy z daru Stanisława Augusta w roku 1797 bogatą po Naruszewiczu spuściznę notat hi- storycznych, zajął się Czacki opracowaniem żródeł praw litewskich i polskich i pozostawił w swych dziełach nieprze- brane bogactwo szczegółów do historyi, prawodawstwa i etnografii narodu. Kapitalne dzieło Czackiego ukazuje się w zaraniu wieku bieżącego, jako zapowiedź prac, które niebawem ugruntować miały trwalszą dla badań zamierz- chłych dziejów ojczystych podstawę.str 92 CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ JEDENA8TY.

Współpracownikiem Czackiego w pierwszych latach jego działalności naukowej był przyszły autor Barbary Radziwiłówny — Aloizy Feliński.

    Po odbyciu kampanii kościuszkowskiej powrócił do

zacisza swego wiejskiego w Ossowie i tam poświęcił się gorliwie pracom literackim, które z czasem obudzić, miały entuzyazm tłumów, w epoce odrodzenia sceny narodowej.

    W pobieżnym poglądzie zastępu mężów podniosłego


Ks, Hugo Kołłątaj.


ducha naszej epoki dłużej może zatrzymaćby się należało przy dwóch spadkobiercach wielkiej epoki reform, którzy przodowali spoteczeństwu przykładem cnót obywatelskich i umysłową energią.

    Mężami tymi byli: Stanisław Staszic (1755—1826) i Hugo

Kołłątaj (1750—1812).

    Pierwszy, nieśmiertelny autor Przestróg, oddany du-

szą całą sprawie odrodzenia ojczyzny, przewędrował kraj, by na miejscu poznać jego bogactwa i potrzeby, a nastę-

str 93 FKANCISZEK DMOCHOWSKI I IGNACY HR. POTOCKI.

pnie w zaciszu Hrubieszow- skiem budował podwaliny polepszenia bytu ludu, za- nim potrzeba bliższego ze- rknięcia się z wybitniejszy- mi na polu nauki działa- czami nie powołała go do dawnej stolicy, by tu roz- budzić życie umysłowe i świecić przykładem ofiar- ności dla celów oświaty narodu.

   Drugi — niezmordo-

wany uczestnik prac Ko- misyi edukacyjnej, Towarzystwa ksiąg elementarnych, reformator szkół, agitator, polemista, polityk, chociaż po upadku poli-


Franciszek Dmochowski


Ignacy hr. Potocki.


tycznego bytu kraju lata cale spędził w niewoli austrya- ckiej, nie przestał mimo to i W celi więziennej pracowaćstr 94 CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ JEDENASTY.

nad odrodzeniem moralnem swego społeczeństwa. Odzy- skanie wolności dodało mu, pomimo starganego zdrowia, no- wego bodźca do współpracownictwa z Czackim na polu reformy zakładów naukowych, w dawnych, do Rosyi przy- łączonych, prowincyach polskich.

    Towarzysz jego prac, Franciszek Ksawery Dmochow-

ski (1762—1808), powołany przez Krasickiego do War-


Jan Albertrandi, biskup zenopolitański, pierwszy Prezes Towarzystwa warszawskiego przyjaciół nauk (1731—1808).


szawy, jako redaktor Gazety rządowej w roku 1794 i tłó- macz klasyków starożytnych, był w epoce pruskiej jednym z najznakomitszych literatów warszawskich i redaktorem poważnego czasopisma literacko-naukowego.

   Jako badacz w dziedzinie historyi krajowej i archeo-

logii rzymskiej słynął w owym czasie biskup zenopolitań- ski, Jan Aibertrandi (1751—1808), cudzoziemskiego pocho- dzenia, lecz dusza całą ojczyźnie przybranej oddany kapłan. Idąc za przykładem Naruszewicza, który z bogatych notat Albertrandego, zebranych przez tegoż podczas naukowych

str 95 STANISŁAW KOSTKA HR. POTOCKI.

wycieczek do Wioch i Szwecyi, swoje Teki ułożył, uczy- nił wiele dla spopularyzowania dziejów pierwszych Jagiel- lonów i w dziedzinie literatury klasycznej i starożytności stanowił powagę niezaprzeczoną.

    Zaznaczali się chlubnie umiłowaniem literatury i nauk

dwaj przedstawiciele arystokratycznego rodu Potockich bracia: Stanisław (1752—1821) i Ignacy (1751—1809). Obaj, dawni posłowie sejmowi i żołnierze, usunąwszy się za cza-


Stanisław Kostka hr. Potocki.


sów pruskich od udziału w życiu publicznem, pielęgno- wali w zaciszu domowem tradycye wielkiego sejmu i gru- powali około siebie wybitniejszo siły inteligencji, snując plany obudzenia ruchu umysłowego w kraju. Inny Potocki, Jan, (1761 —1815), znakomity historyk- badacz i podróżnik, był już wówczas pionierem badań nad starożytną słowiańszczyzną i licznemi pracami swemi żródłowenii dał się poznać nietylko w kraju, lecz po za jego granicami, zaliczany w poczet członków uczonych towarzystw i akademij zagranicznych.str 96 CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ JEDENASTY,

Jan hr. Potocki


    Żywą tradycyę epoki da-

wniejszej, bo sięgającej czasów Augusta II Saskiego, przedsta- wiał dworzanin, żołnierz i za- konnik, Jędrzej Kitowicz (1728 do 1804), opracowujący pod- ówczas rozgłośne Pamiętniki, w których stronę obyczajową swoich czasów i ludzi odma- lował z bystrością bacznego znawcy i obserwatora. Tradycyę świeższą, ru- chów barskich sięgająca, przęd- stawiał, choć zdała od kraju, z którego go wypadki 1794 r. usunęły, zasłużony Józef Wybicki (1747—1825), towarzysz prac prawodawczych Jędrzeja Zamoyskiego, późniejszy czło-


Józef Wybicki.


nek Komisyj edukacyjnej, obywatel prawy i szlachetny, na- wołujący pismami swen naród do upamiętania się i poprawy.

str 97

Pałac w Puławach w roku 1800. Aquaforta K. A. Richtera (ze zebioru Wł. ks. Czetwertyńskiego). str. 98 CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ JEDENASTY.

Marcin Molski.

  Niedawno przedtem prze-

brzmiałe echo legionów pol- skich odświeżała w społeczeń- stwie sympatyczna postać żołnierza-poety Cypryana Go- dębskiego (1765—1809), który, zanim pióro na oręż zamienił i okryty ranami powrócił pod panowanie pruskie, zajmował się w zaciszu wiejskiem nau- kami, a przeważnie literaturą starożytnego Rzymu.

   Znany poeta-żołnierz, Mar-

cin Molski (1751—1822), da- wny konfederat barski, też same przebywszy na obczyźnie koleje, uprawiał w samotności ulubione zajęcie literackie.

   Zdala od zgiełku publicznego życia, jako hreczkosiej

poeta i pamiętnikarz, pracował podówczas Kajetan Koźmian (1771 -1856), jeden z ostatnich przedstawicieli klasycyzmu francuskiego w poezyi rodzimej.

   Do tejże szkoły należał autor poematu Rolnictwo, roz-

głośny w epoce późniejszej, z po- wodu walki z nowszym kierun- kiem poezyi, Dyzma Bończa To- maszewski (1749—1821), polityk, wierszopis i bojownik ruchu bar- skiego.

    Jako towarzysz niedoli Knia-

źnina, głośny ongi w epoce Stani- sławowskiej dramaturg, Franci- szek Zabłocki (1754—1821), usu- nął się w owym czasie od świata. Uważanym by! słusznie jako isto- tny twórca komedyi polskiej i je- den z najpłodniejszych po Kra- sickim pisarzy.

Dyzma Bończa Tomaszewski.


str 99 FRANCISZEK ZABŁOCKI I LUDWIK KROPI.ŃsK I.

   Usunął się również w o-

wym czasie do zacisza wiej- skiego żołnierz kościuszkow- ski zpod Maciejowic, Lu- dwik Kropiński (1767—1844), używający swego czasu roz- głośnej jako poeta sławy. Przyjaciel od serca Tadeu- sza Czackiego, żywo się zaj- mował sprawą oświaty, jako wizytator szkól w prowin- cyacb zachodnich Cesarstwa, Osiadłszy we wsi Woronczy- nie, na Polesiu Wolyńskiem, często przybywał do Puław, gdzie, jako autor tragedyi «Gustaw Waza» (1797), odbierał hołdy od grona litera- tów, gromadzących się około generała ziem podolskich.

    Równego z Kropińskim, a zasłużonego w kraju roz-


Ludwik Kropiński.

7str 100 CZĘŚĆ II. ROZDZIAł JEDENASTY.

głosu używał żołnierz-poeta i uczony Aleksander Chodkie- wicz (1776—1838), niestrudzony i zamiłowany w naukach przyrodniczych badacz.

    Jako zdolny tłómacz, świetnie językiem polskim wła-

dający, słynął Józef Szymanowski (kasztelanie rawski) (1748 - 1801). Jego przekład poematu Monteskiusza „Świą- tynia Wenery w Knidos" uważano swego czasu za wzorowy, a autora — za powagę w sprawach piękności i poprawno- ści języka rodzimego.


Alexander hr. Chodkiewicz.


    Wpływowym niezmiernie czynnikiem w obudzeniu

zamiłowania do sceny narodowej miai się stać niezadługo współpracownik Wojciecha Bogusławskiego, Ludwik Dmu- szewski (1777—1847), za czasów pruskich rozpoczynający dopiero swój zawód dramaturga i artysty młodzieniec. Pierwsze jogo występy na scenie odbyły się w roku 1800. Do grona puławskiego zaliczał się i Ignacy Tański, ojciec Klementyny (1761—1805). Cieszył się uznaniem, jako ongi gorliwy członek deputacyi indagacyjnej, dotyczącej dyzunitów. Osiadłszy na stale w Puławach, oddał się

str 101 JÓZEF SZYMANOWSKI I IGNACY TAŃSKI.


Józef Szymanowski.

wzupełności literaturze i był duszą tamecznych zebrań towa- rzyskich, układając zręczne ko- medyjki dla sceny miejscowej.

   Do najruchliwszych w owej

epoce literatów i uczonych nale- żał Jacek Idzi Przybylski il7.">7 do 1819). Rok rocznie od 177U r. puszczał w świat dzieła przeró- żnej treści: kalendarze, grama- tyki i pisma polityczne. Był tło- maczem klasyków -reckich i rzymskich, a jakkolwiek język jego, upstrzony dziwactwami, nie móże być do poprawnych zali- czanym, w każdym razie, nie można odmówić Przybyl- skiemu samodzielności i dążeń do wzbogacenia języka nowemi zwrotami i wyrażeniami.

   Znawstwem i serdecznem  umiłowaniem języka oj-

czystego i literatury słynęli w tejże epoce dwaj bracia Osińscy. Starszy, X. Alojzy (1770-1842), późniejszy biblio- graf, mówca i filolog polski, od roku 1791 profesor w szko- łach pijarskich, gromadził skrzę- tnie materyaly do słownika ję- zyka polskiego i pisarzy polskich. Młodszy, sławny następnie mów- ca i profesor literatury, Ludwik, (1775—1838), już w r. 1799 wy- stąpił na widownię literacką ze zbiorkiem poetyckich utworów, a w r. 1801 wydał wzorowy prze- kład francuskich tragedyj: Al- zyra, Cyd i Horacyusze. Obaj za- jąć mieli niebawem wybitne w ruchu umysłowym kraju sta- nowiska.


Ignacy Tański str 102 CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ JEDENASTY.

Jacek Idzi Przybylski.


Pracował jednocześnie w zaciszu wiejskiem, po usu- nięciu się czasowem z widowni publicznej, jeden z najcelniej- szych pracowników wielkiego sejmu, Tadeusz Matuszewic (1765—1819), syn Marcina, ka- sztelana brzeskiego, później- szy minister skarbu za czasów księstwa, senator i kasztelan królestwa. Przekładami poe- matu Delilla o i maginacyi i poezyj Horacego, współza- wodniczy] z Józefem Szyma- nowskim i jak on należał do szkoły puławskiej poetów. Do grona mniej sławnych, lecz z pożytkiem dla sprawy wychowania i znajomości dziejów ojczystych prą- cych pisarzy, należeli w owej epoce: Teodor Waga (1739—1801), autor popularnej Historyi książąt i królów pol- skich i krótkiej geografii historycznej. Kajetan Kwiatkowski _ (1770-1852), ongi szambelan Stanisława Augusta, autor rozprawy politycznej: Próbka pióra bezstronnego obywatela nad stanem teraźniejszym i przyszłym Polski (1780 r.) i przekładów z Gessnera (1789).

   Łukasz Gołębiowski (1773

do 1849), żołnierz kościuszkow- ski, towarzysz prac Tadeusza ' 'zaekieiro i długoletni kustosz jego biblioteki poryckiej, pó- źniejszy zasłużony starożytnik i historyk.


Ludwik Osiński.

str 103 TADEUSZ MATUSZEWIC.

Dwaj bracia Siarczyńscy, pierwszy, Antoni, prawnik (1753—1820), sekretarz sejmowy w r. 1791, autor Dyary- usza sejmowego; drugi, Franciszek (1758—1829), profesor hi- storyi w collegium nobilium, kapłan, gorliwy w swej epoce zbieracz pamiątek ojczystych, z których następnie złożyły się trwalszej wartości jego prace źródłowe. Wawrzyniec Surowiecki (1769—1827, znawca i ba- dacz słowiańszczyzny starożytnej, późniejszy zasłużony ekonomista.

Tadeusz Matuszewic.

Tomasz Święcki (1774—1837), asesor kola rycerskiego w r. 1794, palestrant lubelski i sędzia za czasów pruskich, późniejszy pierwszy geograf historyczny Polski, jaką była przed rokiem 1648, autor cennych monografij historycznych.

     Adam Czarnocki, znany pod nazwą Zoryana Dołęgi

Chodakowskiego (1784—1825) pierwiastkowo praktykant sądowy, archiwista, późniejszy niestrudzony wędrowiec po ziemiach słowiańskich.

    Jan Amor Tarnowski (ur. 1774 w Dzikowie + 1842),str 104

CZĘŚĆ II. ROZDZIAL JEDENASTY.

odebrawszy wychowanie pod okiem wuja swego, Tadeusza Czackiego, w młodości już poważnemi był zajęty pracami i skrzętnie zbierał rzadkie książki i rękopisy, jako mate- ryał do przyszłych naukowych badań.

    Alexander książę Sapieha (1773—1812), w zamierzchłej

u przeszłości Słowiańszczyzny rozmiłowany, dla jej po- znania odbywał w owym czasie podróże po Styryi, Dal- macyi, Gorycyi, Karyntyi, Istryi, Kroacyi, Albanii, Czar-


Alexander ks. Sapieha.

nogórzu. Urodzony za granicą, wychowany kosmopolity- cznie, rozbudził w sobie uczucie do spraw ojczystych, pod wpływem otoczenia w domu księżny Jabłonowskiej w Ko- cku, pani przywiązanej do kraju i nauki.

    Majewski, Walenty Skorochód (1764—1835} znawca

Słowiańszczyzny i uczony archiwista, uczeń Skrzetuskich, żołnierz kościuszkowski, oddany za czasów pruskich źró- dłowym badaniom dziejów starożytnych i prawa. Kazimierz Chromiński (1759—1810), plenipotent biblio- teki Załuskich, profesor historyi powszechnej w Wilnie, zapalony miłośnik książek, mąż głębokiej wiedzy.

str 105 JÓZEF MAKSYMILIAN HR. OSSOLIŃSKI.

    Feliks Bentkowski (1781 — 1852), profesor języka pol-

skiego w Zullichau pod Frankfurtem nad Odrą, lektor ję- zyka i literatury polskiej w uniwersytecie w Halli i li- ceum warszawskiego, późniejszy autor pierwszej „Historyi literatury polskiej, spisem dzieł drukowanych objaśnionej».

    Józef Maksymilian Ossoliński, hrabia na Tęczynie

(1748—1826), od roku 1766 czynny współpracownik „Zabaw przyjemnych i pożytecznych" i „Monitora" przez ciąg lat dwu-


Józef Maksymilian hr. Ossoliński.


dziestu (do 1784) do współki z Naruszewiczem, Bohomol- cem, Albertrandim i Adamem ks. Czartoryskim. Stanowił ważny czynnik naukowego i literackiego życia owej epoki. Michał Hieronim Juszyński (1760-1830), kapłan, pó- źniejszy autor Dykcyonarza poetów polskich, w owej epoce, hołdując modnemu kierunkowi, pisywał wiersze erotyczne, polityczne, satyryczne i tworzył Skotopaski (sielanki), wiersze ulotne, naśladowane z różnych autorów, zanim pod wpływem wydarzeń krajowych przeszedł na pole badań poważniejszych, które jego nazwisko w literaturze utrwaliły.str 106 CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ JEDENASTY.

Ksawery Szaniawski.


Skrzetuski Kajetan (1743—1806), profesor histo- ryi, nauki moralnej i prawa w korpusie kadetów, poświę- cał się w wolnych od obo- wiązków nauczycielskich chwilach badaniom nauko- wym, których owocem były: Prawidła początkowe nauki oby- czajowej (1793), Historya poli- tyczna dla szlachetnej młodzi (1773), Historya polityczna kró- lestwa francuskiego (1780), Hi- storya powszechna dla szkół narodowych (1781), Spectaculum politicum i inne rozprawy.

   Grzegorz Piramowicz (1735—1801), kapłan, znakomity

pedagog i mówca, były sekretarz komisyi edukacyjnej i Towarzystwa ksiąg elementarnych, nieocenione dla sprawy wychowania pokolenia ówczesnego położył zasługi. Jego pióra była większa część zarządzeń pomienionych komisyj. Z prac literackich Piramowi- cza, wydanych w okresie cza- ra między 1767 — 1801 rokiem, cieszyły się uznaniem: Dyk- cyonarz starożytności (1779), Fe- dra, Augustowego wyzwoleńca bajki wybrane (1767), Powinności nauczyciela (1787), Wymowa i poezya dla szkół narodowych [1192), Nauka obyczajowa dla ludu (pośm. 1802).

   Józef Kalasanty Szaniaw-

ski (1764—1843), żołnierz ko- ściuszkowski, legionista, naj- gorętszy przedtem stronnik

Józef Kalasanty Szaniawski.

str 107 KS. ONUFRY KOPCZYŃSKI.

reformy, później członek komitetu paryskiego przy Barssie, po powrocie do kraju oddał się gorliwie nauce i pierwszy zaczął obznajmiać społeczeństwo polskie z zasadami filozofii Kanta i Szellinga. Jemu należy się zasługa w podjęciu prób ustalenia terminologii filozoficznej w języku ojczystym. Szaniawski Franciszek Ksawery (1768—1830), profe- sor w Kielcach, późniejszy inicyator szkoły prawa hr. Łubieńskiego.

Ks. Onufry Kopczyński.


   Onufry Kopczyński (1735—1817), pijar, początkowo

pracy nauczycielskiej po szkołach prowincyonalnych od- dany, długie po Europie odbywał podróże, zanim powró- ciwszy do kraju, stal się obok zajęć profesorskich w kon- wikcie szlacheckim, pomocnikiem bibliotekarza Janockiego u Załuskich i członkiem towarzystwa ksiąg elementarnych.

   Praca w bibliotece obudziła w nim serdeczne umiło-

wanie do badali nad budową języka rodzinnego. Ignacy Potocki, kierownik oświaty krajowej powierzył mu zadanie napisania gramatyki polskiej. W 1780 za gramatykę pol- sko-łacińską był nagrodzony medalem de merentibus.str 108 CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ JEDENASTY.


Samuel Bogumił Linde.


    W 1784 wydał elemen-

tarz dla szkół parafialnych narodowych, a w roku nastę- pnym: Układ gramatyki dla szkół narodowych. W 1792 r. napisał po łacinie wiersz boha- terski «do niedowiar- ków, którzy, bojąc się potęgi sąsiadów, trwo- żyli się o losy ojczyjzny».

    Po roku 1794 więziony

w Nikolsburgu, wrócił po pię- ciu latach do Warszawy pod rządy pruskie i tu z zapałem oddał się przerwanej nad ję- zykiem narodowym pracy. Dusza gorąca, sprawom kra- jowem oddana, był Kopczyński jednym z pionierów umy- słowego odrodzenia narodu.

    Współrzędnym, a potężnego wpływu na losy i roz-

wój języka narodowego czynnikiem był Samuel Bogumił de Linde, późniejszy niespoży- tej sławy autor Słownika (1771 do 1847). Jakby w stwierdzeniu pewnika o assymilacyjnej sile polskości, przetwarzającej naj- bardziej obce pierwiastki na organicznie ze społeczeństwem spojone ogniwa, Linde, pocho- dzenia cudzoziemskiego, poto- mek tych. którzy w 1707 roku wzywali sąsiadów do akcyi prze- eiw udzielności Rzplitej, przed- stawia typ uczonego polskiego, rzetelnej zasługi dla sprawy literatury, bądź jako badacz jej skarbów językowych, bądź


Hieronim Stronynowski, biskup koadjutor łucki, rektor.

str 109 HIERONIM STROYNOWSKI.

Ks. prof. Stanisław Jundziłł.


jako długoletni kierownik wy- chowania młodzieży polskiej, w liceum pruskiem w War- szawie. Stosunki z Ignacym i Stanisławem Potockimi, Koł- łątajem, Niemcewiczem, Wei- sonhofem i Dmochowskim, za- wiązane w r. 1793 w Lipsku, gdzie Linde był lektorem ję- zyka polskiego w tamecznym uniwersytecie, wpłynęły na obudzenie w nim zamiłowania do badań nad etymologią języ- ka ojczystego, a gdy za czasów ruchu kościuszkowskiego wró- cił do Warszawy, jedyną myślą jego wśród wrzawy wo- jennej było zbieranie po bibliotekach źródeł do zamierzo- nej już wówczas pracy nad Słownikiem, którą kontynuował przy boku Józefa Ossolińskiego we Wiedniu, zanim w po- czątkach wieku bieżącego powrócił na stały pobyt do Warszawy. Dzieło Lindego, poczęte za rządów pruskich, jest dowodem usiłowań owej epoki do stawiania tamy za- grażającym polskości wpływom.

    Pożytecznym pracownikiem na polu kodyfikacyi praw

krajowych, uznanej w następstwie przez rządy pruskie za źródłową, by] Antoni Trębicki (1704—1833), wydawca zbioru: Prawo polityczne i cywilne Korony polskiej i Wieli;. Ks. Lit. (1789—1791). Usunąwszy się po roku 1794 do za- cisza wiejskiego pozostawił po sobie ciekawe owych cza- sów pamiętniki, dotąd jeszcze drukiem nie ogłoszone. Na polu teoryi prawa natury pracował z pożytkiem późniejszy, po Poczobucie, rektor akademii wileńskiej, Hie- ronim Strojnowski (1752—1815). Gruntowny znawca sztuk pięknych i literatury, budził ruch umysłowy na Litwie. Zostawszy członkiem komisyi edukacyjnej, pełnił te obo- wiązki aż do ostatniego podziału Rzplitej, a następnie str ll0 CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ JEDENASTY.

przygotowywał zasady zreformowania wszechnicy wileń- skiej, która za jego rektoratu rozgłośnej w świecie nauko- wym dostąpiła sławy. Jego nauka prawa przyrodzonego, po- kitycznego i prawa narodów, wydana w Wilnie 1785, a na- stępnie przedrukowana w Warszawie, była pierwszą w tej dziedzinie w literaturze polskiej pracą i służyła mlodzieży polskiej pod rządem pruskim jako kompedyum do prawo- znawstwa.

Jan Śniadecki.


Obok wymienionych mężów szereguje się współcze- śnie zastęp innych bojowników na polu budzenia umysło- wego ruchu w kraju pracowników.

   Ignacy Stawiarski (1776-1835), tłomacz i sekretarz

kamery ekonomieczno-wojennej pruskiej, późniejszy pale- strant i tłomacz ordynacyi sądowej pruskiej, oraz prawo- dawstwa napoleońskiego; tlomaczył pieśni Gellerta (1800) i przypadki Telemaka, zajmował się statystyką kraju i wy- jaśnia] zasady zarządu państwowego w Prusiech Połu- dniowych.

   Juliusz Kolberg (1776-1831), inżynier-geograf przy

str 111 BRACIA ŚNIADECCY.

topograficznym pomiarze tychże Prus, pochodzenia cudzo- ziemskiego, późniejszy profesor uniwersytetu, układał pie- śni i hymny dla loży wolnomularskiej i tlomaczył poetów polskich na język niemiecki.

   Kazimierz Kontrym (1772—1836), żołnierz kościu-

szkowski, należał na Litwie przed 1806 r. do czynnych współpracowników powszechnej gazety literackiej, pod redakcyą


Jędrzej Śniadecki.


prof. Groddka. W czasach późniejszych grupował około siebie wszystkie wpływowe czynniki umysłowego życia na Litwie.

  Marcin Odlanicki Poczobut (1728—1810), znakomity

astronom i twórca obserwatoryum wileńskiego, odkrywca konstellacyi, której nadał nazwę «Ciołka Poniatowskich».

  Stanisław Jundziłł (1761—1847), zasłużony botanik,

opisaniem roślin litewskich według układu Linneusza położył pierwsze podwaliny terminologii botanicznej w literaturze polskiej.str 112 CZĘŚĆ II ROZDZIAŁ JEDENASTY.

  Ponad wszystkimi wszakże działaczami ówczesnej

epoki, którzy naukę polską zaszczytnie nietylko w kraju, lecz i po za jego granicami reprezentowali, górują nazwi- ska braci Śniadeckich: Jana (1756 — 1830 i Jędrzeja (1768—1838).

  Pierwszy, już za Kołłątaja, profesor statystyki, hi-

drauliki i logiki w Krakowie, w długich podróżach wszedł w bliższe stosunki z najznakomitszymi uczonymi epoki, zanim, sprowadzony w roku 1781 do kraju, rozpoczął na wszechnicy krakowskiej wykłady astronomii i matematyki wyższej. Jego obserwacye astronomiczne drukowały przez szereg lat <h1 1798 do 1805 roku Efemerydy wiedeńskie ba- rona Zacha.

  Wśród zamieszek krajowych jeździł do Warszawy

i Grodna dla obrony praw akademii do funduszu eduka- cyjnego i budził w potężnych przeciwnikach szacunek dla obywatelskiej swej gorliwości. Jako pierwszorzędny pisarz polski starał się w dziełach swoich, których poczet liczny ogłosił w owej właśnie epoce, uwydatnić wszystkie pię- kności języka rodzimego. W rozprawie o Koperniku i u uwagach nad dzieleni Villersa, uwłaczającem narodowi, ujawnił gorące uczucia patryoty, obywatela i uczonego.

  Brat jego, Jędrzej, chemik, lekarz i fizyolog również

serdeczne do języka rodzimego żywił umiłowanie. Zaszczy- cony w r. 1798 w Pawii stopniem doktora medycyny i fi- lozofii udał się do Edynburga, gdzie, jako mąż rozle- głej nauki, miał sobie ofiarowaną posadę lekarza w słu- żbie kompanii indyjskiej, której nie przyjął i, po pa- roletnim pobycie w Londynie i Wiedniu, pośpieszył do Wilna na katedrę Chemii i farmacyi. Ówczesne prace Ję- drzeja: o niepodległości zdań i nauk na doświadczeniu opartych i pierwsze w literaturze gruntowne dzieło o chemii, wy- twornością swego języka pozostaną na zawsze wzorem. Utrwaliła wreszcie niespożytą sławę Śniadeckiego za gra- nicą: Teorya jestestw organicznych (1804).

  Dwie takie siły, jaką przedstawiali bracia Śniadeccy,

str 113 BRACIA ŚNIADECCY.

starczyły za legion, wobec czynników zagłady, jakiemi warunki polityczne ówczesne zagrażały narodowości pol- skiej. Pozostanie na zawsze we wspomnieniach potomności działalność Śniadeckich, jako epokowa w rozwoju oświaty narodowej, jako bodziec usiłowań umysłowego odrodzenia społeczeństwa, po latach klęsk i politycznej niemocy. TOWARZYSTWO WARSZAWSKIE.

8str 114 ROZDZIAŁ XII.

Ogniska akcyi ratunkowej. Koła towarzyskie. Francuzczyzna i świat stary. Znaczenie Pu- ław. Salony warszawskie. Dom Sołtyków. Zebrania towarzyskie. Pani Sołtykowa.

  Przwiedzione nazwiska wybitniejszych w Polsce po-

rozbiorowej mężów, wzniosłych poetyckich natchnień i nauki, nie wyczerpują całkowitego zastępu ludzi, w któ- rych sercach tliło się zarzewie gorącego przywiązania do krają, jego pięknej tradycyi i do tych idealnych skarbów, z których się składa organizm umysłowy narodu. Im gro- źniejsze zewsząd nadciągały chmury, zaciemniając hory- zont przyszłości wytraconego z normalnych warunków życia i rozwoju społeczeństwa, tem naglejszą stawała się potrzeba zjednoczenia sił umysłowych przedniejszych je- dnostek, by zażegnać niebezpieczeństwo zatraty najgló- wniejszych cech narodowości: języka, literatury i historyk Hasło zjednoczenia usiłowań w tym kierunku mogło wyjść tylko z grup możniejszych, względną niezależnością bytu uposażonych. Grup wszakże takich w Polsce ówczesnej, a zwłaszcza w dawnej jej stolicy, było niewiele, gdyż z wyjątkiem kilku domów arystokratycznych, pielęgnują- cych w zaciszu rodzinnem tradycye polskości, większość ich składała się z żywiołów hołdujących francuzczyźnie

str 115 TOWARZYSTWO WARSZAWSKIE.

Świątynia Sybilli w Puławach,


i rozrywkom światowym, szukających w upojeniu zmysłów zapomnienia trosk beznadziejnego jutra.

  Historya obyczajowa społeczeń-

stwa warszawskiego za czasów pru- skich niejednokrotnie już stanowiła przedmiot ponętnych dla satyry za- rysów. Odtworzyły ją obrazowo pióra: Skarbka, w Pamiętnikach Seglasa, Ko- źmiana, we Wspomnieniach, Leona Rze- wuskiego, w Wilczku i pięciu jego sy- nach, Fałkowskiego, w Obrotach. Opi- sało ją w kronikarskich, dotąd nale- życie nie Zużytkowanych, notatkach, pióro naocznego świadka — Magiera40).

  Piszący te słowa, w szkicu Bourboni na Wygnaniu,

starał się raz już uwydatnić, na tle życia Warszawy pru- skiej, ścierające się podówczas prądy kosmopolityzmu, z umiłowaniem tradycyi rodzimej, zogniskowanej w kilku wybrańszych kolach arystokratycznych; ów cichy, lecz symptomatyczny antagonizm między kolami światowców otoczenia Henryki de Vauban pod Blachą, a gronem po- grobowców Rzplitej, skupionem około kilku wybrańszycli matron towarzystwa staropolskiego w Warszawie, gdzie pielęgnowano wyłącznie tradycye przeszłości i wspomnie- nia ciężkich chwil porozbiorowego żywota.

  Każde przeciwieństwo barw mimowoli przyczynia

się do uwydatnienia jaskrawości różnic, częstokroć ze szkodą rzeczywistości. To przeciwieństwo upodobań roz- maitych kół towarzyskich dawnej stolicy za czasów pru- skich nie było w rzeczywistości tyle jaskrawem, ile się na pozór wydaje. Rozmach tężyzny, uwydatniony w zna- nych wybrykach pewnego kola młodzieży i otoczenia księcia Józefa w Jabłonnie i pod Blachą, był zjawiskiem przejściowem i nie zaważył wiele na losach narodu. Ba- wiono się, prawda, zbyt hucznie i zbyt głośno, w lat kilka

8*str 116 CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ DWUNASTY.

po ostatnim rozbiorze kraju, ale jednocześnie zastanawiano się poważnie nad położeniem kraju w ogniskach pozamej- skich, a gdy chwila przełomowa nadeszła — umiano owo życie rozkoszy i rozrywek zamienić na ciężkie warunki obozowych niebezpieczeństw i trudów.

  W tej to właśnie osławionej epoce, z Puław, siedliska

dawnych przywódzców stronnictwa reformy, rozchodziły się po kraju promienie wpływu Czartoryskich na obyczaje i umysłowości społeczeństwa; stamtąd rozlegały się odgłosy psalmów, modlitw i pieśni religijnych, dostrajane do uczuć ogółu lutniami Karpińskich, Kniaźninów i Woroniczów, Wszystko, cokolwiek w ówczesnej Polsce należało do sfer wybrańszych, ulegało wpływowi szkoły puławskiej, owemu ognisku, gdzie tliły się niewygasłe; płomienie miłości do tradycyi, do nauk, do ogłady i kultury towarzyskiej.

  «Trzy tu składały się pierwiastki — pisze o znacze-

niu ówczesnem Puław zasłużony ich monografista lir. Dębicki (T. I. 213) — światowość, patryotyzm i zamiłowa- nie nauk. Wychodzili stąd ludzie pióra, oręża i ludzie sa- lonu. Kultura puławska ma swoją w narodzie epokę, roz- szerza bowiem po kraju owe odrębne typy grzeczności i galanteryi rycerskiej: a choć w Formach zagranicznych, wstrzymuje prąd kosmopolityczny, najżywszem uczuciem narodowem i rozszerzającem się stąd zamiłowaniem i znaw stwem dzieł sztuki i literatury, uprawą talentów towarzy- skich, upodobaniem rzeczy i zabytków ojczystych. Ma- wiano długo: on bywał w Puławach, on sie wychował w Puławach, a słowa te znaczyły, że żył z najznakomit- szymi ludźmi swego czasu, że uczestniczył w najszlachet- niejszych tendencyach owego ogniska, że wyniósł stamtąd zapas wspomnień, które go na cale życie wyróżniały i wskazywały kierunek».

  W innem znowu miejscu:
  «Społeczne, literackie znaczenie Puław, z rozbiciem

społeczeństwa wzbija się i potęguje. Gdy Warszawa i Kra- ków przechodzą z rak do rąk obcych rządów, potrzeba

str 117 ZNACZENIE PUŁAW.

była takiego ogniska na uboczu, na wsi polskiej, w zamku polskiego pana. Właściwa epoka puławska rozpoczyna się dopiero po zniszczeniach 1794 r. Tu znajdują punkt zborny ci, którzy przeszłości nie zapomnieli, a przyszłości się nie wyrzekli.

  «...Bawiono się w Puławach, gdy minęły pierwsze lata

po strasznej katastrofie, bo się bawiono wszędzie, bo to było właściwością i ducha epoki i znamieniem tego poko-


Stanisław Sołtyk, inicyator Tow. Warsz. Pryjaciół Nauk.


lenia, które miało dziwną elastyczność i dzielność zarazem; w chwilach walki wydawało bohaterów, w jej przerwach hulało nad miarę; lecz co Puławy wyróżnia od ogólnego poziomu, co każdą nawet zabawę właściwem i osobnem naznacza piętnem: że wszystko miało myśl i tendencyę głębszą, narodową, że nie opuszczano tu nigdy w niczem wyższej dążności z oka i zajmowano się umysłowo, gdy dokoła słychać było tylko szczęk oręży» (str. 404)...

  Istniały takie kola towarzyskie i w Warszawie. Tustr 118

CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ DWUNASTY.

rozmawiano wyłącznie o rzeczach polskich i po polsku, tu utrzymywano i obyczaje staropolskie. Nazywano takie domy — dawnym światem. Należały do nich domy: kaszte- lanowej Połanieckiej, w kamienicy missyonarskiej przy ko- ściele Św. Krzyża, starego expodkanelerzego litewskiego Joachima Chreptowicza przy ulicy Długiej (nr 543A), dom Tomasza Ostrowskiego, Mareinowstwa Badenich, Tadeusza Czackiego w pałacu Czapskich, Ignacego Krasickiego, w kamienicy Wasilewskiego, starościny Wielopolskiej na rogu Orlej i Elektoralnej, wreszcie dom Sołtyków — przy ulicy Miodowej, pod filarami.

  Stanisław Sołtyk, expodstoli koronny, pochodził ze 

starodawnej rodziny, która oddawna piastowała wysokie w Rzplitej dygnitarstwa. Biskup Kajetan Sołtyk był jego stryjem. Tradycya rodu, sprawom kraju gorliwie oddanego, zaszczepiła w sercu Stanisława, posła krakowskiego, uczu- cie gorącego patryotyzmu, którego dowody dal w epoce wielkiego sejmu i podczas ruchu kościuszkowskiego, po- święcając majątek swój na cele obrony kraju i zagrzewa- jąc całe otoczenie swoje przykładem cnót obywatelskich.

  Żona jego, Anna Sapieżanka, córka Aleksandra, wiel-

kiego kanclerza litewskiego, była najprzód za Teodorem Potockim, wojewodą chełmskim, z którym się rozłączyła i poszła za Sołtyka. Podróżujący po Polsce w r. 1793 In- flantczyk Schultz, niezbyt sympatycznie dla możnowladz- ców ówczesnych polskich usposobiony, oddaje zasłużone domowi Sołtyka pochwały.

  «Mało patryotów — pisze on — tak namiętnie, tak 

gwałtownie służyło stronnictwu reformy. Planom jego zło- żył Sołtyk na ofiarę większą część majątku, wyczerpał się na ofiary, które składał ojczyźnie i całemu domowi swemu, od żony począwszy do ostatniego sługi, zaszczepił ów sapał i ogień gwałtowny. Żona jego służyła sprawie całym swym urokiem i wymową, patryotom jednając przyjaciół i przyjaciółki, a gdy potrzeba nadeszła, oddała ojczyźnie najmilsze i najkosztowniejsze swe precyoza; słu-

str 119 DOM SOŁTYKÓW.

Anna z Sapiehów Stanisławowa Sołtykowa.


dzy Sołtyka złożyli się między sobą, ażeby utworzyć fundusz na utrzymanie kilku żołnierzy zbrojnych. Co miał w zbrojo- wniach oręża, co było po zauł- kach dział, do ostatniej sztuki, oddał na wojnę. Wystawił pe- wną liczbę żołnierzy, których nietylko odział i uzbroił, ale kosztem swym utrzymywał. W jego domu pierwsze szar- pie przygotowywać zaczęto. Był to mężczyzna około lat pięćdziesiąt liczący, bardzo miłej powierzchowności, pełen wiedzy i talentów»41).

  Po upadku powstania czas pewien przebywał Sołtyk 

w Lipsku, Dreźnie i w Paryżu, w kole tamecznych emi- grantów polskich, a powróciwszy do Warszawy, pod pano- wanie pruskie, stworzył tu ognisko umysłowego i ekono- micznego ruchu, w celu podniesienia materyalnego bytu kraju. Popierał gorliwie teatr polski, starając się przeciw- działać prądom francuzczyzny, które z salonów pani de Vauban, z pod Blachy, ogarniając kosmopolityczne koła arystokracyi, znajdowały ujście w teatrach amatorskich i piknikach, naśladujących obyczaje nadsekwańskie. Stał się Sołtyk inicyatorem wielkiej kompanii handlowo-zbożo- wej, wespół z Czackim i Drzewieckim, której ogniskiem miała być Warszawa, aportem — niedawno założona Odessa.

  Nie siląc się na parafrazowanie wspomnień o zacnym 

domu Sołtyków, z którego niebawem wyjść miało pierwsze donośne hasło zjednoczenia umysłów szlachetnych, gwoli ratowania zagrożonego germanizacyą społeczeństwa, za- pożyczamy z «Obrazów» Falkowskiego barwny ustęp, po- święcony ówczesnym zebraniom towarzyskim, na ulicy Miodowej u Sołtyków. Str 120 CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ DWUNASTY.

    Zgodnym on jest w wielu szczegółach z zarysem, 

skreślonym przez Leona Rzewuskiego, w monografii: „Wincenty Wilczek i pięciu jego synów"42).

     «Pani Sołtykowa — pisze Falkowski — różniła się 

jak dzieli od nocy od siostry swojej, Sewerynowej Poto ckiej. Była uczciwą żona, gorącą Polką i matką dla ubo- gich. Wspaniała jej postać, majestatyczne ruchy i ton ary- stokratyczny, przejmowały pewną nieśmiałością tych, co do niej po raz pierwszy zbliżali, ale wkrótce te lody pękały i uprzejma jej gościnność, serce doskonale, dar oży wiania towarzystwa i urozmaicania zabaw, czy w swoim domu, czy w drugich, pociągały wszystkich ku niej.

      «Obiady u państwa Sołtyków miały charakter czysto 

polski. Pan ex-podstoli lubił gromadzić koło swego stołu, podobnie jak książę jenerał ziem podolskich, jak ex-pod- kanclerzy litewski, jak marszałek Małachowski, jak książę arcybiskup gnieźnieński, uczonych, literatów, poetów, a we sołość jego, uczucie równości szlacheckiej, fetorem był prze- jęty, a w dodatku — upodobanie, jakie miał w językowych szermierkach, dawały u niego większą swobodę rozmowom, żareikom i sporom. Tam ojciec polskich demokratów, Sta- szie adwokatowal sprawę chłopów i rozwijał zasady re- wolucyi Francuskiej, które by] Bobie przyswoił, bez obawy, żeby go za drzwi wypchnięto, jak mu się to zdarzyło u Małachowskiego marszałka, lubo dawnego przyjaciela.

      «Tam. Ludwik Osiński, nauczyciel wówczas syna ex-

Podstolego - młodego Romana i Franciszek Dmochowski, ex- pijar, którego Kupidon od świętych ołtarzy odciągnął, sy pali żarciki wierszem i prozą, na sfrancuziałą koteryę Blachy, na Betomanów i Sfinksów. Tam się toczyły żywe spory historyczne, między powolnym, zawsze roztargnio nym, Tadeuszem Czackim, a małym, ułomnym, ruchliwym Albertrandim i spory gramatykalne między wszystkimi, a grubym i pedanckim Kopczyńskim, który przerywał roz mowy, strofując jednego po drugim, z kolei, za usterki prze ciw wymyślonym przez niego prawidłom języka polskiego.

Str 121 SALON SOŁTYKÓW.

    «Nie rzadko zjawiał się w tem zgromadzeniu Ignacy 

Krasicki, który wszystkich godził jednem słówkiem żar- tobliwem. Wieczorami były u państwa Sołtyków więcej światowe zabawy, których duszą była pani Sołtykowa. Na świetnych balach, które od czasu do czasu dawali, zbierał się w komplecie cały wielki świat warszawski; bywali

na nich zwykle i emigranci francuzcy».

str 122 ROZDZIAŁ XIII.

Sołtyk inlcyatorem Towarzystwa przyjaciół nauk. Warunek zasadniczy. Wynurzenia Alber- trandego. I Listopada I800 r. Pierwsi uczestnicy. Wybór Prezydującego. Zaproszenia. Człon kowie czynni i honorowi. Dygnitarze niemieccy. Pierwsza ustawa Towarzystwa. Dyyskusye nad sprawami literackiemi i naukowemi, pro- wadzono na zebraniach u Sołtyków, z natury rze czy, doprowadzić musiały do wniosku, że, w warunkach, w jakich podówczas bytowała oświata krajowa, pozba wiona kierowniczych, ożywionych zamiłowaniem do swojs- kości, wskazówek: tradycye polskie, zawarte w języku ro dzimym, Literaturze i historyi, zwolna zatracać się będą. Szkoły średnie, pod nadzorem miejcowych kamer pruskich zostające, zwracały przeważnie uwagę na język urzędowy; wykształcenie wyższe, od uniwersytetów zależne, miało ogniska swoje za kordonem; związek z akademiami: wi- leńską i jagiellońską, jeśli nie w zupełności zerwany, to przynajmniej bardzo był rozluźniony i obwarowany prze szkodami, czyniącemi dostęp do nich utrudnionym. W ta kich warunkach oświaty krajowej, jedynie inicyatywa sfer ileżnych miejscowego społeczeństwa mogła się zdobyć na podjęcie akcyi ratunkowej, pod formą zgromadzenia obywatelskiego ludzi nauki i pióra, by utworzyć w sercu Rzplitej, w jej dawnej stolicy, ognisko światła i promie-

Str 123 ZAWIĄZANIE TOWARZYSTWA.

niami jego oświetlać i ogrzewać zaciemniony horyzont umysłowości swojskiej.

    Tę inicyatywę wziął na siebie czynny i przedsiębior

czy Stanisław Sołtyk i pierwszy rzucił myśl utworzenia Towarzystwa przyjaciół nauk , złożonego z mę żów, którzy w epoce Stanisławowskiej dali się poznać spo łeczeństwu, bądź na polu działalności twórczej, lub też z prac w dziedzinie nauk wyzwolonych, lub wreszcie z zamiłowania do piśmiennictwa ojczystego.

    Wprowadzenie w czyn tak niezwykłego projektu, 

w warunkach ówczesnych, gdy zaprowadzona edyktem z 12 lipca 1794 cenzura nad drukami miejscowemi unie możliwiała tego rodzaju agitatorską działalność, nastrę czało z góry już przeszkody poważne, przed któremi wszakże nie cofnął się Sołtyk.

    Pragnąc zjednać dla swego projektu sfery rządzące 

pruskie, a przynajmniej uspokoić ich podejrzliwość i obawy, co do tego, że projektowane towarzystwo mogłoby mieć ukryte polityczne na widoku cele, Sołtyk i towarzysze jego, uznali za warunek zasadniczy swej działalności — unikanie wszelkich alluzyj do obecnego położenia polity cznego kraju, jak również wszelkich dyskusyj nad spra wami religii.

    Warunek ten, w rzeczy samej, bacznie był obserwo

wanym przez cały czas panowania rządów pruskich. Do j ak wysokiego stopnia zaś uważano go za nieodzowny, o tem świadczą wynurzenia Alhertrandego, wypowiedziane po upływie lat czterech od zawiązania się Towarzystwa w przemowie publicznej, dotąd nigdzie nie drukowanej, w autografie odnalezionej, w której biskup zenopolitański, opowiadając pierwsze kroki zgromadzenia, lojalność swoją i swoich kolegów najwyraźniej podkreśla.

    «Było niektórych, porywczo o rzeczach sadzących, 

o przedsięwzięciu naszem mniemanie, iż niezdolni polity czną egzystencyą upadłej ojczyzny naszej podźwignąć, chcieliśmy przynajmniej, pod pozorem nauk, niejakie jej Str 124 CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ TRZYNASTY.

Stanisław Grabowski

zapewnić jestestwo. Niebaczne to, iż nierzec, płoche zdanie, samemi pierwiastkowemi na wet i nieodzownie uchwalo- nemi, zwątlić, jak osłabić, ustawami, tem łatwiej można było, iż się z tem zawsze gło śno oświadczaliśmy, iż od za miarów towarzystwa naszego odsunięte to wszystko być po winno, co związek ma z poli tyką i dlatego, tak w publi cznych posiedzeniach naszych, jako i prywatnych, pilnie się wystrzegaliśmy gminnej onej chwały, wyniknąć mogącej z narzekania nad losem, który- nielosem, lecz zarządzeniem jest najwyższej istoty, wszystko kierującej władzy onaa stanowiącym, a jeśli gdzie, to w tej mierze, rozumieliśmy, iż się trzymać owego prawidła najpo ważniejszego, od Horacyusza przełożonego, powinniśmy, bene ferre tristam Disce fortunam.

     «Jakoż, nie przystało na mężów tak poważnych, tak 

oświeconych, naśladować on naród żydowski, na zwali skach swej ojczyzny opłakujący przygody własnego kraju, ale raczej onych to mądrych Greków: Polibiusza, Panetiu- sza, Archie. Straboria, Dyonizych obydwóch: Sycylijczyka i Halikarnassa i tak wielu, którzy, pozbawieni dawnej oj czyzny, wszystkiemi się sposobami do wsparcia i przyo zdobienia nowej od siebie zyskanej przyłożyli: pamiętni na to, co później Manilius, w księdze I. astronomon wy raził: Fortuna per orbem servitium imperiumąue tulit.

    «Daleko więc wyższe i zacniejsze były zamiary tych, 

którzy pierwsze około utworzenia tego Towarzystwa po dejmowali starania. Chcieli oni uwiecznić chwałę z nauk, następstwem wieków od dawnych czasów do siebie docho- dzącą; chcieli zachować krzewy one szczęśliwe, przodków

Str 125 WYNURZENIA ALBERTRANDEGO.

swoich potem zlane i w okazałe drzewa rozrośnione; chcieli za chować zaszczyty one nienaru szoną któremi Polska, i dawniej i w szczególności zacząwszy od panowania Zygmunta I, przez lat 100, do śmierci Zamoyskiego i Skargi, zajaśniała; chcieli one owoce, odrodzonych na drugiej połowie przeszłego wieku nauk, dochowane, podać następnym wiekom i zachować pamięć cza su, kiedy szczęśliwą w sposobie myślenia rewolucyą najprzedniej sze ubiegały się dowcipy, aby nakierował- na drogę przy zwoitą zabłąkane, wydoskonalić wprowadzone, wprowadzić nieznajome nauki; chcieli zabezpieczyć- nadal poszanowania, honory, nagrody, od mądrego króla w ciągu panowania swego umiejętnościom nadane i nieśmiertelne usiłowania onejto przezacnej magistratury narodowej utrzymać, której mądre przepisy, czuła baczność, niespracowana troskliwość, dokazały tego, iż nauki i umiejętności — poszanowania, honorów i nadgrody godnemi się stały: chcieli naostatek, rządowi, światła między poddanemi sobie narodami niebo- jącemu się, pomnożyć, swoją, też pomoc ofiarować, nowe wynalazki, nauk pomnożenia i w gatunkach wszelkich wy doskonalenia, dostępnemi i tym czyniąc, którzyby, albo przez przywyknienie, albo przez skłonność, albo przez wy bór innego do ich nabycia narzędzia nie mieli, oprócz ję zyka ojczystego.

    «W tych zamysłach, tak chwalebnych, tak dalekich 

od wszelkich zamiarów, niniejszym okolicznościom sprze ciwiać sie mogących, przy schyłku roku 1800, zgroma dzone dnia 1 listopada osoby, pod przewodnictwem zna nego z przywiązania swego do nauk i w nich gruntownie ćwiczonego męża, JW. Stan. Sołtyka, którego chlubno nam Str 126 CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ TRZYNASTY.

jest uważać za najpierwszego założyciela i ojca towarzystwa, postanowiły i uchwaliły w jedno spoić towarzystwo, spólnością wspomnianych zamiarów skoja rzone. Ułożony więc był na on czas, dosyć określony, bo z 30 tylko złożony rejestr osób, które się w przeszłych czasach, albo wydanemi dziełami, albo wytrwałą około nauk pracowitością, albo niezawodnego gustu-wytworno- chwalebnie zaleciły. W tym zaś wyborze celniejsze

Tadeusz hr. Mostowski.

miejsce wyznaczono ledwie nie wszystkim, tak dobrze za służonym, za przeszłej, dozór nad publiczną, edukacyą ma jącej, magistratury, pozostałym osobom. Stało się to z naj ściślejszą rozwaga i pilnym wyborem, a jeśli jak w ludz kich dziełach bywa, wkradła się jakaś w tym omyłka, tedy ta jedyna była, iż Prezydujący, nie z zasług i zdolności, ale z abecadła i metryki był obwołany»43).

    Uczyniono wybór z pomiędzy ludzi, nietylko pod pa

nowaniem pruskiem, lecz i w innych polskich dzielnicach

str 127

PIERWSI CZŁONKOWIE.

żyjących, jako symbol nierozerwalności duchowej miesz kańców dawnej Rzpltej i widomy znak, że Towarzystwo przyjaciół nauk nie będzie miejscową, warszawską, insty- tucyą, lecz pragnie stać się środowiskiem umysłowego życia całego społeczeństwa polskiego.

    Do pierwszych członków czynnych Towarzystwa za

liczono: Ks. Jana Albertrandego, biskupa zenopolitanskiego, Joachima Chreptowicza, Tadeusza Czackiego, ks. Adama

Joachim Litawor Chreptowicz,

Czartoryskiego, generała -leitenanta wojsk austryackich, Franciszka Dmochowskiego, Stanisława Grabowskiego, Lu dwika Gutakowskiego,45) Franciszka Karpińskiego, Stani sława Kłokockiego,46) Generała Jana Komarzewskiego,47) Ludwika Kropińskiego, Samuela Bogumiła Linde, Tadeusza Matuszewicza,48) Tadeusza Mostowskiego,49) Józefa Osso lińskiego, Marcina Poczobuta astronoma, Ignacego Poto ckiego, Stanisława Kostkę Potockiego, Księcia Alexandra Sapiehę, Franciszka Scheidta, prof. chemii i historyi nat. Str 128 CZĘŚĆ II. BOZDZIAŁ TRZYNASTY.

w akademii krakowskiej, Józefa Sierakowskiego,50) Jana Śniadeckiego, prof. w akademii krakowskiej, Walentego Sobolewskiego,51) Stanisława Sołtyka, ks. Stanisława Sta szica, Stanisława Trembeckiego, Tomasza Twardochlebo- wicza, Krzysztofa Wiesiołowskiego,52) ks. Jana Woronicza, kanonika warszawskiego, Jana Niepomucena Wyleżyń- skiego,53) ogółem osób trzydzieści między któremi, jak wi dzimy, nie było wielu, rozgłośnego już wówczas nazwiska i zasług, uczonych i pisarzy. Tych dopiero przy następ nych ballotowaniach do udziału w pracach towarzystwa dopuszczono.

    Nieznane są względy, jakie kierowały wyborcami, 

przy układzie pierwszej, a więc najważniejszej, listy pierw szych członków. Można jedynie w rodzaju domniemania przypuścić, że Towarzystwo pragnęło z góry już zakreślić numerum clausum wybrańców inteligencyi, na wzór aka demii Francuskiej, którą zresztą i pod innym względem zawsze naśladować pragnęła W każdym razie, ów pierw szy wybór stal się symptomatycznym, z powodu pozosta- wienia na ubocza takich osobistości jak np. Jędrzeja Śnia deckiego i Hugona Kołłątaja, Juliana Ursyna Niemcewi cza, Alexandra Chodkiewicza, Onufrego Kopczyńskiego, Grzegorza Piramowicza, Marcina Molskiego, ks. Ignacego Krasickiego i wielu innych zasłużonych, a natomiast wy sunięcia na plan pierwszy — łudzi skromnego podówczas nazwiska, w rodzaju Tomasza Twardochlebowicza, Jana Nepomucena Wyleźyńskiego, Stanisława Kłokockiego, któ rzy nigdy do Panteonu wielkości narodowych, a tern mniej w czasach porozbiorowych, nie należeli.

    Natomiast, wybór w charakterze członków hono-

rowych, dygnitarzy obcych, przeważnie niemieckiej na rodowości nasuwa domniemanie, iż wyborcy, kierując się zasadą, tak zwanego w dzisiejszych czasach «oportuni- zmu», pragnęli uspokoić drażliwość rządów państw roz biorowych i ujawnić- swoją lojalność w stosunkach Towa-


str 129 WARSZAWA PRUSKA. b. Brama Nowomiejska, od ulicy Gołębiej. Akwarella nieznanego artysty dworu Landgrafa Hessen-Darmasztadzkiego Ludwika X z r. 1800 (z kollekcyi mat. Bersohna).


Str 130 CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ TRZYNASTY.

rzystwa przyjaciół nauk następujący członkowie: Graf ,v. Schulenburg, jenerał kawaleryi, tajny stanu i wojenny minister; v. Vosą, aktualny stanu i wojenny minister, szef departamentu finansów Prus Południowych; v. Kohler je- nerał leitnant kawaleryi, komenderujący generał w Pru- sach Południowych, gubernator warszawski; v. Klewitz, aktualny tajny wyższy konsyliarz finansów, dyrektor je- neralny departamentu Prus Południowych Beyme; tajny konsyliarz gabinetowy v. Meyer, prezydent kamery wo jenno ekonomicznej kaliskiej; de Engel cenzor; Jekel, ce- sarsko-królewski nadworny agent.

    Zachowały się W aktach Towarzystwa minuty za

proszeń nieobecnych przy zawiązaniu się jego członków, wszystkie ręką Albertrandego skreślone. Podajemy je tu taj, częścią w tekście zupełnym, częścią zaś w skróceniu, jako dokumenty charakterystyczne, właściwe i epoce i ukła dnemu, nieco zawiłemu, stylowi, czcigodnego ich redaktora. Do Joachima Chreptowicza:

    «Pół wieku upłynęło, przez który przeciąg czasu 

wszystkie nauki i umiejętności wzrost swój, światło i ugrun towanie Jaśnie Wiel. P. i Dobr. przypisują. Ich nawet sza cunek, skłonność do nich, uznana potrzeba i pożyteczność i to, co gustem dobrym nazywają, J. W. Pana Dóbr. przy kładnej troskliwości, radom i starannościom, przypisać się koniecznie winno. Świadkami tego — współcześni, i ci, co szczególniej z tego korzystali, za pośrednictwem komisyi edukacyjnej, której J. W. P. był i ustanowicielem i ozdobą. Niechże się godzi Towarzystwu, za cel mającemu uwiecz nienie tych korzyści, doznać przychylnej pomocy tego, od którego też korzyści początek wzięły i którego z niemi chwała wiekowi będzie».

      Do Adama ks. Czartoryskiego:
      «Doświadczenie czasów przepędzonych wymiarem 

jest nadziei naszych w przyszłości. Tyle prac chwalebnych

Str 131 ZAPROSZENIA CZŁONKÓW.

i najpożyteczniejszych, od pierwszej młodości przez J. O. Xcia i Pana podjętych, dla zaszczytu i oświecenia krainy, na której łonie Jego życie szanowne przepędzone było, rękojmią są na następne czasy, iż wspólną z nami pracą przyłożyć się raczysz do zachowania w całości dawnych tejże krainy, od powszechnego upadku pozostałych, zaszczy tów. Znamy i wielbiemy W. X. Mości zaprzątnienia, ale i pracując możesz to uczynić, co bohater starodawny czy nił umierając: dulces remimsci Argos. Wiek podeszły, słabość zdrowia, zwątlenie sił — skutek pracowitości, wymówić W. X. Mości nie mogą, pamiętnego na przysłowie, którego Św. Jeronim w sporze swoim z św. Augustynem użył: Bos lassus, fortius figit pedem”. Do L. Gutakowskiego:

    «Wielkim dla nas zaszczytem byłoby odebrać w przed

sięwzięciu naszem i zamiarach dowód aprobacyi J. W. Pana. Byłoby to przychylności ku nam Jego, a może i słuszności wymierzającej każdemu winną nagrodę, dowodem. Ale my na tem nie przestajemy. Najwyborniejszemi jego przymio tami i uczestnictwem pracy pomnożyć chwałę naszą i uwiecznić pragniemy.

    Odpuści nam potomność to chluby pragnienie, dla 

korzyści, którą stąd odniesie». Do Michała Hube: «Il y a trente ans, que Vous n'avez, Monsieur, discon- tinue d'eclairer, d'instruire, d’illustrer ces contrees, aux- quelles vous accordez ce doux nom de la Patrie, par des ouyrages solides et lumineux et par des travaux suivis et soutenus. L’honneur meme posthume de la Pologne et la gloire, qu'elle a autre fois acąuise et a laquelle Vous avez ajoute plus d'un fleuron, ne sauront Vous etre indif- ferents, et nous comptons a juste titre sur Yotre żele, dans rintention ou nous sommes — d'empecher qu'elle ne tombe dans l'oubli, etc.».

9* Str 132 CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ TRZYNASTY.

     Do kasztelana Mostowskiego:
    
    «Wszystkie przymioty serca J. W. Pana i Dobr. za

pewniają nas. iż przedsięwzięcie nasze zjedna sobie Jego approbacyę, przez wzgląd na pobudki, które nami kierują. Nieoszacowane przymioty umysłu Jego, każą nam się spo dziewać tym mocniejszego w zamiarach naszych wspar cia, im górująca Jego w każdym rodzaju nauk doskonałość skuteczniej wesprzeć i potężniej zastąpić potrafi to. czem chęci i pracowitej innych ochocie schodzić może». Do hr. Ossolińskiego:

    «Piękną zorzę jaśniejącego teraz dnia lat temu trzy

dzieści widziałem, nie bez przeczuwania tej świetności, która wszystkich oczy na się ściąga. Spodziewałem się już na on czas, zacny hrabio, że przyjdzie ten czas, kiedy wszyscy kochający literaturę i nauki, szukać będą sposo bności korzystania z wybornych przymiotów górującego dowcipu. Tłómaczem że jestem żądania Towarzystwa na szego, co do osoby, którą do wspólności prac zapraszam, bynajmniej nie zadziwia; ale zadziwia mię, iż takowe zle cenie mnie się darzy, którego wiek, a bardziej jeszcze mdłę przedtym, teraz zemdlone jeszcze, przymioty, powinniby od tego usunąć». Do Poczobuta:

    «Sparcyan w życiu Hadryana świadczy: iż on, Cesa

rzem Rzymskiego państwa, najwyższym rządcą będąc, nie wzbraniał się jednak być dyktatorem, budowniczym i du- umyircm po miasteczkach łacińskich, Demarchem w Nea polu, Archontem w Atenach. Raczysz J W. Pan w tej mie rze być jego naśladownikiem, a kiedy jego imieniem i pra cami górujące w Europie uczone towarzystwa zaszczycają się przychylnie, przyjmiesz hołd ten, winny wysokiej jego i powszechą chwalą uwieńczonej nauce. Wszakże wy, za wołani astronomowie, nie tak się do jaśniejących na na szym półsferzu gwiazd przywiązujecie, abyście za niego-

Str 133 ZAPROSZENIA CZŁONKÓW dne baczności swojej te poczytali, które, od wejrzenia wa szego nawet odsunione, na innym półsferzu jaśnieją»... Do Ignacego Potockiego:

    «Rozległość, uznana powszechnie, gruntowności nauk 

J. W. Pana, zaszczytu z żadnego towarzystwa, jakkolwiek nauką sławnego, nie potrzebuje; ale towarzystwo, przywią zanie do nauk i miłość ich szczególniejszą wyznające, przedsięwzięcia swego najpewniejszy dowód daje, kiedy przywłaszczyć sobie zaszczyt i pomoc tak wielkiej nauki pragnie, etc.». Do Jana Śniadeckiego:

    «Wszystkie WPana prace i przymioty dały zawsze 

i dają mu wstęp do Towarzystwa każdego, pomnożenie pożytecznych nauk za cel mającego. Równy był honor dla syna Emiliusza Pawia, iż przeniesiony był w familię Scypionów, i dla Scypionów, potomków onego bohatera — swojemi przez przysposobienie czyniących etc.». Do księcia Sapiehy:

    «Od zaszczyconych wysoką rodowitością osób, wszel

kie towarzystwa, pospolicie upoważnienia, wsparcia i chluby szukają. My, W. X. Mość do naszego grona zapraszając, gruntowniejsze jeszcze do tego, podchlebniejsze nadzieje i żądze przyłączamy. Wyborne J. O. X. przymioty i roz legła przy najznakomitszej gruntowności nauka, każą nam się spodziewać — nietylko zachęcenia prac naszych, ale i pomnożenia największych pożytków, w naszem przedsię wzięciu zamierzonych, przez któreby wspólna Ojczyzna jeszcze miała rodzaj życia znaczniejszego, niż ten, który historya daje». Do Stan. Trembeckiego:

     „Et absens dulces remimscitur Argos; że to serce, ten 
    umysł, jest JW. Pana i Dobr., bynajmniej nie wątpiemy;

Str 134 CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ TRZYNASTY.

zatem i my do, Niego, Horacego do Augusta wyrazami, od zywamy się: Lucem redde tuae dux honor patriae. Przodko wałeś w zachęcaniu innych, w ugruntowaniu wybornego gustu, w podejmowaniu prac chwalebnych, w wypolerowa niu ojczystego języka, w gromadzeniu niezmiernych wia domości, pierwiastkowe narodu wieki oświecić mogących. Tych obdarzeniem, aby JW. Pan i Dobr. towarzystwo na- sze, wiek swój, i krainę, której słodkie ojczyzny imię na dawałeś, obdarzyć raczy!, jak najusilniej dopraszamy się, mając niezawodną nadzieję, iż pracami Jego, początki na rodu, niemniej ukryte, jak Nilu przedtem źródła, na jaw wyprowadzić, a tym samym, piękne dzieło, acz dotąd opus ocephalum, Naruszewicza, wydoskonalić raczysz». Do Wal. Sobolewskiego:

      Wzywać JW. Pana i Dobr. do współki z nami 

w pracy, jest, zmowę mieć z własną jego skłonnością, po ciągającą Go do wszelkiego rodzaju prac, któremi nauki wyborne ugruntowane, rozkrzewione i wydoskonalone być mogą. Dopieroć kiedy te prace za cel mają: uwiecznienie sławy i dochowanie do następnych wieków imienia narodu, którego J. W. Pan, i cała jego, wstecz od dawnych wieków, familia ozdobą była! Pewni jesteśmy, iż nie będziesz się wzbraniał wnijść w poczet tych, którym, jeśli zamysłom i gorliwości skutek odpowiedni będzie, może potomność Horacyusza przypisze pochwały etc.

    Nie zachowały się inne, w duchu jak przytoczone, 

zaproszenia, imieniem Towarzystwa do pierwszych jego członków wystosowane. Wszystkie nakreślił własnoręcznie Albertrandi, w każdem umiał zręcznie umieścić jakiś kompliment, lub nawiązać wspomnienie zasług adresata, z nieodzowną koniecznością obudzenia życia umysłowego w społeczeństwie. Od pierwszej chwili staje się Albertrandi duszą Towarzystwa, najczynniejszym jego pracownikiem. Jego erudycya, poliglotyzm, układnośc dworaka, obytego


Str 135 ZAPROSZENIA CZŁONKÓW.

ze wszelkiemi formułkami ceremoniału, wyszły na dobre Towarzystwu, w samym jego zawiązku, gdyż w epoce pruskiej tylko on jeden mógł się zręcznie przystosować do polityki chwili i wzbudzić względne zaufanie w kolach, gdzie panowały niechęć i podejrzliwość.

     W innym już, lecz nie mniej zręcznym, duchu, prze

mawia Albertrandi w zaproszeniach wystosowanych do ministrów: Vossa, Klewitza i Beymego, już po ukonstytuo waniu się naukowego grona. Oto próbka jednego z nich:

     «Notre Societe litteraire de Varsovie, desirant se pro-

curer tous les avantages, qui peuvent en assurer d'existence et augmenter I’utilite, d'ailleurs penetree de reconnaissance pour I'interet, que Vous avez bien voulu prendre pour la solidite de son etablissement, a pris la resolution: de Vous inscrire sur la liste de ceux, qui partagent avec elle ses travaux et qui l'illustrent de leur nom. Vos lumiercs, Mon- sieur, encore plus que Votre credit, I'ont determinee a cette demarche. Un gout decide pour tout ce qui peut contri- hućr a I'accroissement des connaissances utiles,un zele infatigahle pour procurer le bien etre de ces contrees et les arantages, dont la republique litteraire est susceptible, tant de qualites eminentes, qui sont Votre apanage, nous persuadent, que les interets de cette Societe ne Vous seront pas indifferens et, qu'aggrege au nombre des ses membres, ils Vous deviendront personnels. Cest en me conformant a la volonte de cette Societe, que j'ai l'honneur d'en expo- ser les sentiments, etant conjointement avec elle, et en mon particulier, avec la plus profonde estime et la plus haute cunsideration etc.»50*).

    W Ustawie pierwotnej, którą w anneksach podajemy 

w całości, na czele postawiono zasadę: iż Towarzystwo warszawskie przyjaciół nauk, jako cel główny i istotny, obiera: «przykładanie się do rozszerzenia nauk i umie jętności w polskim języku.

    Jakkolwiek trudno odnaleźć zasadniczą różnicę mię

dzy nauką, a umiejętnością; wybór owych określeń Str 136 CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ TBZYNASTY.

(zapożyczonych z terminologii francuskiej: seiences et lettres) dowodzi również ostrożności redaktorów ustawy. Pragnęli oni, prawdopodobnie, ominięciem wyrazu literatura, uniknąć podejrzeń o chęci oddziaływania na szersze masy, upatrujące zazwyczaj w literaturze — środek rozrywki, w nauce zaś — dziedzinę dla zwykłych umysłów nie ma i niedostępną.

    W następnych wszakże artykułach znalazł się wy

raz literatura, ale jako dział podrzędny, gdyż na pierw- szem miejscu postawiono: dział matematyczny, na dru- giem dział filozoficzny, na ostatnim dopiero: dział histo- ryi, literatury, języków, szczególniej słowiań skich, i sztuk wyzwolonych.

    «W każdym dziale — brzmi art. 4 — te sobie szcze

gólniej prace i zatrudnienia przepisuje:

     a) Starać się zbogacić język potrzebnemi dziełami 

w naukach i umiejętnościach.

    b) Dzieła, które przez postępek światła stały się 

niedokładnemi, przelać i wydoskonalić.

    c) Wydawać rozprawy (dyssertacye) w przedmiotach 

uczonych i pożytecznych.

    d) Pracować nad przekładami autorów wzorowych 

(klasycznych) i do podobnej pracy współrodaków za chęcać.

    e) Dzieła, które od członków w imieniu Towarzy

stwa mają być wydawane, przed wydrukowaniem roz ważać.

    f) Przedrukować ważniejsze w języku ojczy-

stym dzieła, osobliwie autorów dawnych, z przydaniem potrzebnych uwag i ułatwienia tańszego ich nabycia.

    g) Dla zachęcenia żyjących — pamięć zmarłych człon

ków potomności podawać, wystawując ich cnoty i zasługi w naukach».

    O warunkach etycznych i naukowych krajowców, 

mogących należeć do Towarzystwa, nic nie powiedziano; natomiast, odnośnie do cudzoziemców ustanowiono zasadę:


Str 137 GLÓWNIEJSZE WARUNKI USTAWY.

(od której wszakże już przy pierwszym wyborze odstą Piono), iż wybieranymi będą ci tylko cudzoziemcy, którzy, albo przez naukę, albo przez gorliwość o rozsze rzenie światła, zasługują na szczególniejszy szacunek Towarzystwa.

    Ustanowiono nadto inny, ważny i doniosły w skut

kach warunek, iż do Towarzystwa, pod nazwą dopuszczo nych wybieraną będzie młodzież, obowiązana znajdo wać się na wszystkich posiedzeniach Towarzystwa (prócz wyborowych t.j. podczas ballotowania) i pracować nad przedmiotem swego uzdolnienia, pod kierunkiem pre- zydującego. str 139 ROZDZIAŁ XIV.

Zebranie dnia 16 listopada 1800. Mowa dziękczynna Albertrandego. Pierwsze zebranie publi czne w gmachu oo. Pijarów 23 listopada 1800. Mowa Inauguracyjna prezydującego.

Jakkolwiek zawiązane Towarzystwo przyjaciół nauk nie zyskało sankcyi najwyższej, jednakże władze nie sprzeciwiły się przygotowaniom do uroczystej jego inauguracji, która ale w dniu 16 listopada 1800 r. odbyła w domu ks. Jana Albertrandego, pod Nr. 85 na Kano niach54). Zebrało się tegoż dnia, dla szczupłości miejsca, jedynie czternastu członków, między nimi zaś byli tacy, którzy z pierwszego ballotowania nie byli wyszli i nastę- pnie dopiero do grona członków zaproszeni zostali jak np. Michał Walicki,55) ks. Reptowski, 56) ks. Zaborowski57).

    Z wybranych poprzednio, zgromadzili się: Albertrandi, 

Czacki, Dmochowski, Grabowski, Klokocki, Matuszewic, ks.Osiński, Potocki Stanisław, Sołtyk, Wiesiołowski i Wyle- żyński.

    Na tem posiedzeniu obrano pierwszym prezesem To

warzystwa księdza Albertrandego, biskupa zenopolitan- ekiego, «ile się zdaje – pisze Skarbek — dla tego, że prze wyższał wszystkich innych głęboka erudycyą i uchodził za mędrca i uczonego z powołania, w ówczesnem znacze niu tego wyrazu. Bo takie znaczenie przywiązywano wtedy

str 140 MOWA ALBERTRANDEGO

Dom Albertrandego na Kanoniach

głównie do głębokiej znajomo ść, przeszłości, do wyłącznego poświęcania się naukom i ję zykom starożytnym i bada niom tego, co było, z. polihistorem i takim erudytom, iż równego jemu stawić u nas nie mo żna»59).

     «Był to prawdziwy mul 

pracowitości – pisze o nim we Wspomnieniach, po dówczas już starzec zgrzv- biały. Chudy, mizerny, zmar szczkami okryty, tak był niskiego wzrostu, że mało co dwu nastoletniego chłopczyka przewyższał».

    Widocznie, do zaszczytu, jaki go na tem zebraniu 

spotkał, był już poprzednio Aibertrandi przygotowany, gdyż w aktach Towarzystwa znajduje sie autograf z teks tem mowy jego dziękczynnej:

    «Nigdy on sławny króla Pyrrusa do Rzymian poseł — Cyneas 

tak na umyśle zmieszany, tak na sercu nie mógł być strwożony, gdy wpośród prześwietnego senatorów rzymskich grona stawał, jak ja, gdy dziś pierwszy raz w tym tak zacnym zgromadzeniu JW. WP. Dobr. nie już prosty świadek [ spektator ich dostojeństwa, ale ucze stnik niezgodny ich godności, miejsce mnie łaskawie nadane. obejmuję. A jeśli prawdziwej religii światłe nie pozwala to czynić porównanie, które ów Greczyn, między nieśmiertelnych Bogów niedościgłą chwałą i rady Rzymskiej powagą, umysłu czynił, jednak i zmysłów przeko- nanie każe mi tu upatrować zbiór nieżów, których osobista zacność, najwy borniejsze przymioty, najprzedniejsze zasługł, nieskazitelne przy wiązania do Kościoła, do ojczyzny, do cnoty, do religii, dowody, któ rych pracowite, wierne, najpożyteczniejsze krajowi i Rzpltej współ obywatelom wyrządzone usługi, których na ostatek szacowne zasług poznaki sprawiedliwie nad ludzi wszystkich wynoszą. I tegoż to ja zgromadzenia cząstka tej obwały uczestnikiem dzisiaj mam zostawać, ja, któremu los, ani na wzór ubogiej onej w ewangelii kobiety, dwa do tego niezmiernego skarbu pieniążki przydać nie pozwoliły? Zai- Str 140 CZĘŚĆ II ROZDZIAŁ CZTERNASTY. ste, jeśli kogo swym dobrodziejstwa ciężarem przywaliły, tedy mię najbardziej ta potkała przygoda, który, kiedy rozważam, z jakiego wyboru, z jakiej przychylności, ten stopień otrzymałem, kiedy oraz rozmyślam, jak wypłacić się przychylnością, jak uiścić zaletami od wdzięczyć za wybór, powinienem, nie widzę, abym kiedy najmniej- szą długu tego cząstkę wypłacie potrafił. Inni, do tego Prześw. Zgro madzenia u stępujący . przynosili wielkie zasługi, osobliwsze przymioty, cudzej przychylności i szczodrobliwości dowody gotowe, których tu potwierdzenia szukali. Honor zaś, który mnie potyka, i w początkach swoich i w dopełnieniu zupełnie jest dziełem JW. WW. P. Dobr. a dziełem, do którego się żadne zasługi moje nie przyłożyły, tak da-


Gmach oo. Pijarów przy ul. Miodowej, Pierwsze siedlisko Towarzystwa Przyjaciół nauk do roku 1807.

lece, że o tym tak mnie nadanym dobrodziejstwie wyznać mi z Waler. Maximem należy: magsa a Guam proficisceretur, quam ad ąuem per- veniretI procisum. Duszy czułej, swoje znającej obowiązki, rzecz jest nieznośna, tak się w idzieć dobrodziejstwami obdarzoną, iż dla ich wielkości, w niesposobności zostawać musi okazania kiedykolwiek swojej wdzięczności. Zechcecie więc JW. P. D. przestać na tej gorli wej chęci ofiarowania im jakichkolwiek usług moich, chęci, której, jeśli skutek zrównać się nie potrafi, potrafi jednak trwałość, której, sam co i życia mego, będzie wymiar58).

    W dniu 23 listopada 1800 r. odbyło się pierwsze 

publiczne zgromadzenie w gmachu księży Pija rów, na którem Albertrandi wygłosił mowę inauguracyjną.

Str 141 MOWA ALBERTRANDEGO.

Oto główniejsze tej pamiętnej mowy ustępy: «Najprzyjemniejszy ten i całe okazały widok—rozpoczął mówca— tak wielu zacnych i wyborem przymiotów zaszczyconych osób, tu zgro madzonych, chwalebną chęcią natchnionych — przyłożenia wszelkiego starania, przemysłu i pracy; użycia wszelkich najskuteczniejszych, po zwól onyeh środków, na wsparcie pożytecznych nauk, na utrzyma nie w zupełnej żywości światła, którem te krainy, w długim czasów przeciągu, szczególnie zaś w wiekach najpole- równiejszych, zajaśniały: na pomnożenie nawet nietylko świe tnej postawy z nauk ozdoby nadanej, ale i rzeczywistych, z nich wy nikających pożytków; widok ten, mówię, nie może każdego z przy tomnych najżywsza nie obdarzać radością: którzy, w jakakolwiek stronę oczy obrócą, imię i chwałę narodu swego, w celniej- szej części swojej odrodzoną, oglądają.

    «Powiększa tę radość i niezmiernie pomnaża ta myśl, że za

miar tego Zgromadzenia główniejszy jest: utrzymanie i pomno żenie nauk, pamiątek, języka, zaszczytów ludzi tego przedtem narodu, którego lubo Imię w rzędzie narodów przekreślone widzimy, jednak niezglózowanem pięt nem na sercach naszych wyryte, w wiekuistej zostawać będzie pamięci; tem żywszej, iż samo jego z widzialni przestron nej samorządzców świata, na której przez długie wieki tak okazale stawił sie, usunienie, skuteczniej ożywiać będzie jego wspomnienie: jak od pogrzebu Junii podług Tacyta, oddalone Brutusa i Kassiusa obrazy, samem oddaleniem przytomniejszemi się stawały.

    «Wszakże, aby ta myśl i pamięć, tak żywa, lubo skromno

ści prawidłami określona, tak przyzwoita, lubo w ścisłych granicach zawarta, tak od wszelkiej nagany daleka, bo wędzidłem praw i roztropności wstrzymana: radości, której z oglądania tak świetnego Zgromadzenia, z przeczuwania pożytków, z niego wy niknąć mogących, doznawać powinniśmy, poniekąd nie ubliżyła, wielce się i najsprawiedliwiej obawiam.

    «Im się albowiem bardziej takowe uwagi i słodkich pamiątek 

obrazy na myśli snują, tem łatwiej, ściśle z niemi spojone, zgasłej autokracyi wskrzeszają wspomnienie, a ranę, upłynionych wieków powłoką jeszcze niozarosła, drażniąc, trwogi niejakiej, te przynajmniej umysły nabawiają, które, wzrostu i zachowania wybornych nauk na dzieję, nierozdzielnym związkiem — z posiadaniem onego narodowego zaszczytu łączą.

    «Ponure trwogi, nie zasępiajcie dnia tego i chwalebnych za

miarów świetności, wasza okropnością! Utrata autokracy i, jak- kolwiek w obcych zamiarowi naszemu widokach, jest dotkliwa; jednak w związku z wsparciem i rozkrzewie- Str 142 CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ CZTERNASTY.

niem nauk, wpływu zamysłom naszym szkodliwego mieć nie może: ponieważ utrata autokracyi, albo samo- władztwa, nie jest przeszkodą do utrzymania i rozkrze wienia nauk narodu, w obcą narodów bry łę przelanego... ...Zaprzeczałbym całej starożytności i najpewniejszym dziejo- pisów powieściom, gdybym zaraz przy samym wstępie nie przyznał, iż. się niekiedy zjawiły narody, tak w dzikości swojej nieugłaskane, tak w zawziętości niepowściągnione, tak w uprzedzonych zdaniach swoich zacięte, iż nietylko zdobytych i pod jarzmo swoje poddanych krajów prawa, rządy, imię, wytępić usiło- wały:ale nawet większą przeciw naukom, niż przeciw ludziom wywierając zawziętość, ciemnością, której same okryte były grubą oponą, ogarnąć usiłowały tych, co, zmiennej fortouny losem, pierwotnego stanu i udziel nych zaszczytów byli pozbawieni. Kto albowiem nie wie, jaką na część wielką Europy noc rozpostarły grube owe chmury Hunnów. Alanów, Awarów, Herulów, Turcilingów? Kto nie widzi, jak zapęziałemi (bezpłodnemi?) stały się i nikczemnemi, wspaniałe one i bystre Greków dowcipy, pod Ottomanów dziką nauk prawie wszelkich nienawiścią? Kto nie słyszał, corozjadła zagorzałość Omara, lub Leona Isauryka nieskrowita (nieumiarkowana) zawziętość, nauki w ohydzie mająca sprawiła? z których, pierwszy, daleki od poloru Kalifów, następców swoich, księgarnią w Alezandryi, Serapeon na zwana, łaźnie tegoż miasta ogrzać kazał; drugi. Carogrodzkich Ce- sarzów, poprzedników swoich, skarb najszacowniejszy, z trzystu ty- sięcy ksiąg złożony, z dozorcami jego i nauczycielami, oddał na strawę barbarzyńskim płomieniom. Komu nie są wiadome okropne skutki wypadłej z Azyatyckich .jaskiń szarańczy onej tatarskiej, która w XIII wieku, w tylu krajach ze szczątkiem wszystkie nauk lato- rośle pożarła?

      Wszakże, dalekimi od tego jesteśmy, aby nas tym sposo

bem nienawistnych losów, zawziętość dotknęła. Mo- cars twa, które tych krain mieszkańców, te, przedtem udzielną. ziemię, z pierwiastkową swoją dziedziną spo- iły, te, mówię, mocarstwa, cenią nauki, kochają umie- jętności, rozciągają do nich dzielną opiekę swoją, po święcają na ich utrzymanie i wydoskonalenie cześć nie mała dochodów swoich, swojej troskliwości; z nich, stawy, okazałości. iż nie rzekę, potęgi, równie, lub wię- cej, jak z innych władzy swojej stałych podpór i n i e- wzruszonych filarów,-, szukają. Skąd pewną mamy nadzieję i niezawodne upewnienie, iż do dżwignienia i wydoskonalenia nauk wszelkich, tych nawet, które do zasad rządu nie ściągając


str 143 MOWA ALBERTRANDEGO.

się i w układ sprężyn panowania nie wdając się, na- szemi przedtem i krajorodnemi i były, niemniej - pomocy, względnej protokcyi i przychylnego przyłożenia się, wszełkiem opieki nadaniem doznamy, jak wsławione w starożytności narody, obrotów podsłonecznych trwałą niestałością., pod rząd zaszczyconych światłem k krajówładców poddane.

    «Przebieżmv albowiem narodów dzieje, rozpatrzmy się w sta

rożytności pamiątkach, najokazalsze i równie najliczniejsze znajdziemy rzędzie tej prawdy, na niezawodnych przykładach gruntujące się zasady że utrata autokracyi w podobnych naszym oko- licznościach, nie była przeszkodą do obmyślenia nau- kom wzrostu i stanu pomyślniejszego».

      (Tu przechodzi mówca pobieżnie zasługi Chaldejczyków około

atronomii i innych nauk ścisłych .pomimo że przeżyli upadła pod Sardanapalem własną swoją monarchię aasyryjską, wspomina imiona Danelów, Nehemiaszów, Ezdraszów, którzy mądrością swoją na dwo- rze persktch monarchów .upadłe rodaków swoich zaszczyty dźwignęli» i mądrość te właśnie nabyli «wśród najokropniejsze niewoli w prze- śladowaniu i szyderstwach nieubłaganych zwycięzców swoich opodal od miłej oiczyzny, w nieutulonym płaczu, nad rzekami Babilonu», wspomina Solona, Pitagorasa, Platona, których podróże naukowe do Egiptu przypadają właśnie na epokę «kiedy po zdobydu Tyru, Egipt Stał się łupem Nabuchodonozora» Wszyscy ci wielcy uczeni, zdaniem mówcy, Egipt za źródło najprzedniejszych nauk poczytywali «choć Egipt, samorządztwa po- zbawiony, postronnym narodom podlegał». Greccy również, choć się dostała pod władzę Rzymu nie ze swojej świetności duchowej nie utraciła, a nieśmiertelni jej zdobywcy «nieśmiertelnej nauce zwycię- żonych hołdy najszanowniejsze oddawali». «Nie jestże to bowiem – głosił dalej mó1)ca – tryumf nauk, Przewyższający tryumfy dzieł bohaterskich, widzieć Emiliusza Pawła po trzydniowem, z największym przepychem do kapitolińskich świą- tyń ciągnieniu, z nieprzebranych podbitego królestwa skarbów, jednę tylko Perseusza księgarnię, to jest skład greckich umiejętności, na swój dział zachowującego? Widzieć syna jego, w familię Scypionów przeniesionego, burzyciela Kartaginy i Numancyi z Ksenofontem w ręku, pośród Polibiusza i Panecyusza, w obozie na placu bitwy, w Rzymie, w osobności życia wiejskiego, jawnie okazującego, iż Grekom zwycięztwa swoje przypisywał i od Greków – ze zwycięztw chwały, się spodziewał?

      ...Więcej .jeszcze powiem. Widzę owych świata panów Rzymian,

nie tylko polor i światło, ale nawet gruntowną naukę i nadzwyczajną Str 144 CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ CZTERNASTY.

już doskonałość w umiejętnościach i dziełach tak dowcipu, jako i pra cowitej pilności mających, onych to Cyceronów, Pomponiuszów, Ka- tonów, Brutusów, Oktawianów, Wirgiliuszów, Horacyuszów, Owidyu- szów, złożywszy wyniosłą panujących nadętość, do Aten, Rodu, Smirny, Efezu, Aleksandry, kwapiących się aby za przewodnictwem ludzi, panowaniu swemu podległych, polor większy dowcipom, nau kom i umiejętności, większą grnntowność i rozległość, dziełom swoim doskonałość obmyślili».

      (Wykazawszy na licznych przykładach, z dziejów narodów śre

dniowiecznych zaczerpniętych, doniosłe znaczenie umiejętności, jako balsamu kojącego złą dolę, podnosi mówca w natchnionym ustępie uczucie solidarności, łączącej na drodze poszukiwania prawdy wszyst kie narody świata w jedno nierodzielne ogniwo).

   «A jeśli tak obfite są — mówił — w najpomyślniejsze skutki, tak 

kwitnące nauki, gdy światło do ciemności, lub ciemność do światła przystępuje; cóż dopiero mówić, kiedy światło jedno, przybywającem innem światłem pomnaża się? Nic to nie znaczy, że pochodnię i n a trzyma olbrzym ogromny, cały żelazem okryty, drugi zaś, we w zroście upośledzony, słaby, a może i spę tany; jeśli równe są pochodnie, jeśli równo rozpalone, jedna, nie mniej niż druga, na wszystkie strony najżywsze światło roznieca.

  «Jakoż, wszyscy, z prawdziwą i wytrwałą gorliwością do zacho

wania i pomnożenia nauk pożytecznych przykładający się, wszyscy ubiegający się do prawdziwej i gruntownej umiejętności, członkami się jednego narodu, po całym świecie rozlegającego się; mało powie działem, członkami są jednej familii, różne siedliska mającej, najści- ślejszym związkiem skojarzonej, jeden cel,. jeden zamiar, jedne pra gnienia, jedna dzielnicę i nierozdzielną własność mającej. Czarny, śniady, biały, oliwkowy, miedziasty — wszyscy jednej postaci są i fizyognomii, jedność familii i pobratyństwo okazującej. Wszyscy są bracia w szukaniu prawdy, w rozmnożeniu światła, jasność, nie zaś pożary sprawującego, nierozdzielnie złączeni...

      «Przedziały jeograficzne, polityczne, moralne, narody jedne od 

drugich rozłączające, do tych, co się naukami zaprzątają, póki z tego szeregu nie występują, całe nie należą. Alpy, Pirenee, Tatry, Taurus i Kaukaz, przed niemi osiadają; osychają bezdenne Oceany, klimatów i zon roślinność ustaje; niknie przestworność odległości, pogranicznemi stają się antypody; niknie i przeciągłość wieków, a starożytność naj odleglejsza staje sie spółczesną. Choć języki są odmienne, choć oby- różne, choć skłonności przeciwne, choć — jedni z poważnej chlubią się stanteczności, choć drudzy — z Proteuszem, co do odmian na wyścigi idący, świat na swój wizerunek przerobić pragną; choć inni —wskrze- szone u siebie i dawnością obdarzone nauki, biorą za grunt przy-

str 145 MOWA ALBERTRANDEGO.

właszczonego sobie do nich prawodawstwa; choć ci za niezmiernie bogatych siebie maja, że w żużlach dawne wykopanych i przelanych kruszców ryja; choć tamci, wszystkich narodów wynalazki, swojemi, przysposobieniem, lub wydoskonaleniem, czynią: chociaż niektórzy, chameleony prawdziwe, wszystkich wady, wszystkich przymioty je dnoczą: wszyscy jednak, jedno ciało, w rozterkach zgodne, w rozpro szeniu spojone, w różności widoków, zamiarów, jednostajność zacho wujące, składają; któremu, w tym składzie, rząd polityczny rze czą jest obca, od troskliwości onego odsuniona. czci tylko i podległości wyciągającą, tak dalece, iż w to ciało wcho dzący żądać mogą, abj filozofia na tronie, osiadła, ale nigdy nie pragną, abj filozofowie rządem kierowali, uczony każdy, do swej stad wynikającej zna się powinności, poprzedzajacem nawet prawa, rozumu, przekonaniem»...

    (Wykazując dalej przykładowo, faktami, z dziejów różnych na

rodów, przeważnie klasycznych, zaczerpniętemu iż «autokracya, lub wolność polityczna, owszem, i osobista swoboda, mało się; do stanu nauk i umiejętności przyczynia», koń czy Albertrandi swoja przemowę, następującym pełnym zapału i siły przekonania ustępem:

    «Wyłączając siebie, jako z wielu miar do wykonania takiego 

przedsięwzięcia mniej zdatnego, a zapatrując sie na to zacne Zgro madzenie, daleki jestem od tego, abym za zuchwałość'-, lub płochą nadzieje, poczytał to nasze przeświadczenie, iż, natężoną tako wych przyjaciół nauk pracą i usilnem staraniem, może być przywrócony złoty on wiek literatury Polskiej, którym sie wsławiły czasy dwóch dawnych Zygmun tów, aż do pierwszych piętnastu lat panowania Trze ciego; że na umysłach, to prześwietne Towarzystwo składających, dawnych onych Polaków w naukach wie cznotrwała w naukach sława, tenże skutek -prawi, co z wy ciężkie znaki Milcyadesa, Alexandra posągi, na umysłach Temistoklesa i Cezara niegdyś sprawiły. Niech w tej mierze serca i ochoty nie ujmuje zapatrywanie się na wspaniałą okazałość tamtego czasu, niech się nikt zwojować nie daje własnej troskliwości i trwodze, rozważając stan. o który nas zmienność losów przyprawiła Nie pozwalajmy, aby się nam z rąk wyśliznął ten jedynie pozwolony sposób utrzymania zaszczytów własnych starodawnej sławy. Jeśli co u nas może przykład tak wielu w historyi żyjących narodów, podobną, jak my, powodzią za rwany cli, zachowajmy, jak one, chwałę na bytą zgruntownej, wytwornej i rozległej nauki, żadną

TOWARZYSTWO WARSZAWSKIE. 10 Str 146 CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ CZTERNASTY.

przeciwnością nie upośledzonej. W burzy nieugłaskanego oceanu, wszystkie ogromniejsze ciężary z okrętu wyrzucone morzu dać pochłonąć — potrzebę jest, choć przykre, jednak przepisem, roztropności, większej unikającej szkody, nakazaną: lecz perłę, lub drogi klejnot, który przy sobie mieć zawsze możemy, który nas nie obciąża, który zachowując, mówić z onym w starożytności mędrcem godzi się: «wszystko, co mego jest, z sobą noszę», ten, mówię, klej- not, z. resztą, w otchłań morską rzucać, byłoby — rozmyślnie i wiel- ozdoby i nie małej w tem powszechnem topieliskn pozbawić się pomocy. Nie zmieniło się i drga jeszcze w piersiach wa szych, ojczyźnie najpierwej żyjące, a nigdy nie umierające: a to serce nie pozwoli, aby w zupełną niepamięć iść miała ta ojczyzna, aby jej pamiątki za gładzone były, aby jej imię hańbą okryte zostało. Każdy z was, jak Cycero od grobu Archimedesa, od jej mogiły chwasty i głogi i śmieci, które na nią pokątni pisarze, co nas nigdy nie znali, rzucają, uprzątać będzie usiłował. Być uczonymi, być nauk mi łośnikami, zagrzewać umysły chęcią nabycia tego rodzaju sławy, okazać narodu sprawiedliwie pozyskaną z umiejętności chwałę – ta jest prawdziwa na tych oszczerców zarzuty, na ich zuchwałe po twarze, odpowiedź !

    «Rady udzielne, zjazdy publiczne, zgromadzenia 

polityczne, sądownictwa najwyższe, cywilne zabiegi, prawodawstwa zatrudnienia — są wam odjęte. Abyście przez nie zaszczytem i pomocą dawnej ojczyźnie wa szej, dawnym obyczajem być mogli —ani myśleć nawet nie należy. Waleczność, odwaga, krwawe boje, rycerskie mozoły, mogą stać się dobrowolną, przez was czyniona ofarą, ale ta przed ołtarzem honoru padnie, nie przed tym, któryście ojczyźnie dawnej wystawili. Czynna jednak serc żywość trwa, trwają namiętności na- łogiem zadawnione, a pastwy potrzebujące; jedna ich, a niewinna strawa – w naukach i umiejętnościach zostaje. Te są wieków przecią- glością niezwiędłe kwiaty, któremi obsypany przez was być może poważny ojczyzny grobowiec; te, staraniem waszem podżwignione, wsparte, wydoskonalone, gdy miłość wasza ku pierwotnej ojczyźnie okażą, sławę jej wskrzeszoną, nieśmiertelności poświecą. Jedne nauki przysposobić was mogą do tych nawet prac, do których podejmowa nia dla nowej ojczyzny wzywa zwierzchność nawet krajowa, przed którą, tym jednym sposobem, wrodzoną wasza i od przodków zacią- gnioną zdatność do wszystkich najchwalebniejszych i najtrudniej szych czynów okazać możecie. Jedne są nauki, które jeszcze wytrwa- łość miłości waszej ku dawnej ojczyźnie usprawiedliwić mogą, przed tymi nawet, którzy, jak bajecznego bożka onego z wnętrzności matki

Str 147 MOWA ALBERTRANDEGO.

wyprutego, was, na łonie swojem piastując, dwóch matek, umorzonej i żyjącej, dziatkami nazywają. Widząc oni, iż żądza chwały, nie pło chej, ale gruntownej, bo na pożytecznych naukach zasadzonej, oży wia umysły wasze, uwielbiać was będą, plemię zacnych, staroda wnych Polaków, miedzy swojemi już ziomkami policzone, żadnemi nigdy fortuny ciosami nie upodlone. Godzien zaiste był ten naród, powiedzą jedni, ścisłych onych, nieraz ponawianych, związków, nas z nimi krępujących. Nie wstyd nam, ani hańba, rzekną drudzy, iż wzrost i część wielka potęgi naszej, temu narodowi przypisać powin niśmy. Wart był ten naród, wyznają inni, tej tak zawziętej niena- wiści, od nas jemu do ostatniego tchnienia okazanej - jeśli prawdzi się Francuzów przysłowie: iż wielka nienawiść, wielkiego szacunku jest dowodem».

10* Str 148 ROZDZIAł xv.

Posiedzenie majowe 180l roku. Ważne wypadki w Imperyum Rosyjskiem. Wstapienie na tron cesarza Aleksandra I. Obudzone nadzieje. Pierwsze reformy. Stosunek Cesarza z Czartory- skimi. Echa z Zachodu. Wrzenie umysłów między młodzieżą. Obawy rządu pruskiego. Folgi germanizacyjne. Apostrofa Albertrandego do młodzieży. Sympatye «pobratyństwa». Słowian- skiego. Pierwsze tematy konkursowe. Nowe wybory Członków.

Prace przygotowawycze nad wewnętrzną organizacyą Towarzystwa sprawiły, że dopiero w dniu 9 maja 1801 roku odbyło się w sali gmachu oo. Pijarów drugie z kolei posiedzenie jego publiczne 60). W ciągu minio- nego półrocza zaszły wypadki historyczne, wielkiej dla przyszłościi kraju doniosłości, których, niewyraźnem, przy- tłiunionem echem była właśnie ta przemowa, poświęcona wyłącznie przyszłym pracom nad językiem ojczystym.

      Nocną porą, z 23 i 24 marca 1801 roku, w tragi-

czuny sposób, zakończyło się czteroletnie panowanie Cesa- rza Pawia I. Na tron rosyjski wstąpił młody, marzyciel- skiego uspsobienia, pełen najszlachetniejszych dla swej Ojczyzny i dla ogólnej sprawy ludzkości aspiracyj, Alexan- der I, towarzysz i przyjaciel serdeczny braci: Adama i Kon- stantego książąt Czartoryskich, którzy, jako zakładnicy za- warowanej przez Katarzynę II lojalności rodziny Czarto- ryskich, bawili od lat kilku na dworze cesarskim i tam

149 CESARZ ALEXANDER I.

należeli do najwybrańszych kół stolicy, otaczani nowsze- chną sympatyą. O stosunku księcia Adama do następcy tronu, o wynurzeniach poufnych tegoż ostatniego, owia- nych szczerem współczuciem nad niedolą Polski, wiedziano od dawna w kraju i budowano na takich aspiracyach ce- sarzewicza do naprawienia win przeszłości najśmielsze nadzieje.

      Już pierwsze zarządzenia młodego monarchy, jego

Cesarz Alexander I, w r. 1801.


dobroć, tkliwość i marzycjelstwo, usprawiedliwniały owe widoki nadziejami, jeśli nie przywrócenia bytu politycznego dawnego państwa polskiego, to przynajmniej rozluźnienia pęt, które tamowały rozwój narodowości w dziedzinie du- chowych jego skarbów, jego oświaty narodowej, języka, literatury i prawodawstwa rodzimego. Wiadomo, w jak szerokiej mierze nadzieje te niebawem urzeczywistnionemi zostały. Wiadomo, że świetny rozwój szkolnictwa narodo- wego, powierzony przez młodego monarchę pieczy księcia Str 150 CZĘŚĆ II ROZDZIAŁ PIĘTNASTY.

Czartoryskiego, a pośrednio i Czackiemu, znalazł dla sie- bie ognisko w zreformowanej wszechnicy wileńskiej, w gi- mnazyum krzemienieckiem, w pięknym rozkwicie szkół Bazylianów w Humaniu i Winnicy. «Gdyby w Wilnie świa tło nie było zajaśniało — pisał w lat parę później Kołłątaj do Śniadeckiego — możeby zgasło zupełnie dla Polaków i ich mowy».

  Tlaki przewrót W polityce rządu rosyjskiego wzglę-

dem narodowości polskiej, ujawniony w szeregu wysoce humanitarnych zarządzeń, podjętych już w pierwszych miesiącach panowania Alexandra I, nie mógł pozostać bez wpływu i na losy Prus Południowych. Wykazały fakta, o których, zpowodu pierwszych odwiedzin młodego mo- narchy w Wilnie i Grodnie, w roku 1802, bliżej będzie mowa, że dwór pruski, z niepokojem śledził za pierwszemi objawami owego przychylnego ze strony Rosyi dla pro- wincyj polskich usposobienia, i że, dopiero w miarę; potę gowania się owych sympatyj, uznał za właściwe pofolgo- nieco w swych zapędach germanizacyjnych, nakre śleniem władzom miejscowym systematu rządów łago dniejszego, uwzględniającego w szerszej, niż w pięcioleciu poprzedzającem rok 1800, mierze, właściwości narodowe prowineyj polsko-pruskich.

    Pierwsza widomą oznaką owego zwrotu było dozwo

lenie Towarzystwu przyjaciół nauk, zanim jeszcze królew ska, co do uprawnienia jego bytu nastąpiła sankcya, na publiczne odbywanie posiedzeń i na dopuszczenie do asystowania owym posiedzeniom młodzieży polskiej sta nów uprzywilejowanych, do owego czasu pozbawionej wszelkich środków wyższej narodowej oświaty.

    Z ostrożnych słów przemowy prezesa Albertrandego 

snują się przestrogi, właśnie pod adresem tej młodzieży skierowane. Są one niejako dalekiem echem rozbudzonych w jej sercach uczuć gorętszych, pod wpływem wieści, o pochodzie legionów nadreńskich i naddunajskich, o wa żnych wypadkach, które geniusz pierwszego konsula dla

Str 151 MOWA DO .MŁODZIEŻY.

Europy przygotowywał, a któremi, zkądinąd czcza i po zbawiona treści, prasa warszawska, szpalty swe zapełniała. Nie do gramatyki i filozofii zwracały się podówczas umy- sły młodzieży, lecz w śmiałych rojeniach o niedalekim już kresie niedoli, zapowiadanym i rozbrzmiewającym nad Nie mnem, szukała ujścia dla patryotycznego fermentu, tłu mionego jedynie bezmyślnym szalem zabaw, których śro dowiskiem było otoczenie pani de Yauban pod Blachą.

   Do owej młodzieży zwraca ks. Albertrandy apostrofę: 

«Widzimy tu — głosił mówca — liczną młodzież, nastę pnych wieków nadzieję, której znaczna część wysoką za szczycona jest rodowitością , którą, żywość wieku, sposo- biąca do prac najchwalebniejszych, i przymioty wyborne zdobią; w której sercu wre chęć chwały i żądza okaza nia sic w światłej, wszystkich na się oczy pociągającej, postaci... Ta tedy, tak zacna młodzież, w bezczynności, nie najbardziej od gnuśnego niedbalstwa dalekiej, najpiękniej szą życia porę przepędza, lata do pracy najzdatniejsze tyra, wylewając się cala na urojeniu zwodniczych nadziei, na układaniu łudzących zamysłów, na zbieraniu udanych przez płochość, przyjętych przez lekkowierność pogłosek, na bystrych prze mianach radości w smutek, smutku w radość; na godze niu obcych przypadków — ze swemi przygo dami i żądzami»...

    Już samo poruszenie takiej kwestyi, w kole, przezna-

czonem wyłącznie dla pielęgnowania «nauk i umiejętności» jest symptomatyczną oznaką zmian zaszłych w atmosfe rze bytu politycznego społeczeństwa i stanowi ciekawy dla historyka-psychologa przedmiot do rozwagi.

    Niemniej charakterystyczną jest apoteoza języka pol

skiego, wygłoszona przez ks. Albertrandego, w tej właśnie epoce, gdy, jak to z przytoczeń tajnych reskryptów ber lińskich widzieliśmy, minister Woellner nie taił się ze swemi przekonaniami o «niższości» owego języka i o konie czności wyrugowania go na korzyść- języka państwowego, Str 152 CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ PIĘTNASTY.

niemieckiego. Przedziera się nadto ze słów Albertrandego znaczące echo pokrewieństwa języka polskiego ze słowiań skimi, jako symptomat kiełkujących w umysłach myśli cieli idei – o solidarności szczepowej Słowian, tak wstrętnej Niemcom i tak groźnej dla ich pangermańskich zachcianek.

    «Godne zaiste jest ludzi naukę kochających zaprzą-

tnienie — głosił mówca — zachować od zniszczenia język, który, przez się, przez źródłowe wyrazy swoje, przez inne, z nim pobratyństwo mające języki, od Nowej Zemli, do Weneckiego kraju, od Raguzy — do granic Chińskich rozciąga się; język, mający zaletę, żadnemu prawie z żyjących języków niesłużącą, to jest, iż od trzechset i więcej lat wypolerowany i wydoskonalony, stałością niewzruszoną w używa niu był obdarzony; iż, kiedy inne języki, słabym i niedo łężnym krokiem, na powodniczych, iż tak rzekę, paskach postępowały; on, dorosły, mężny, wzrost zupełny i siłę dojrzałego wieku posiadał; a kiedy część większa Euro pejskich narodów, własnych pisarzów, do wieków onych należących, ledwie zrozumieć może, a mowę swoją tera źniejszą, nie inaczej, jak oddaleniem się od sposobu mówie nia naddziadów swoich wydoskonalić usiłuje; jedni tylko tych krain mieszkańcy ipisarze polerowniejsi, tem w pisaniu stają się wyborniejszymi, im bliżej do dzieł onych starodawnych, pozostałych wzorów swoich nieśmiertelnych, przystępują».

    Piękną i głęboką, a słuszną, myśl swoją, rozwija 

X. Albertrandy przykładowo, w ustępie dalszym przemowy, nie pozbawionym cech aktualności:

     «Kiedy sąsiedzkie i inne, od nas opodal leżące, Europy 

narody (wyjąwszy Włochów i Hiszpanów), przez mgłę na ukazującą się zdaleka zorzę nauk, zwłaszcza własnym ję zykiem swoim wyłożonych, Doglądały, i kiedy Franciszek I, współwieczny naszego Zygmunta I, z największą usilnością starał się: przenośne, z polerowniejszych krain nauk lato rośle, u siebie rozkrzewić; kiedy z niemałem podziwianiem

Str 153 JĘZYK POLSKI.

czytała. Erancya Plutarcha, przełożonego od Amyota z grec kiego języka na ówczesny francuski, dziś z trudnością zrozumiany, gdy ledwie okazać mogła własnego wynalazku rozwlekłą Astreeę, tymże językiem, barwą jeszcze bar barzyństwa okrytym, pisaną: już naonczas, Polska wybornych pisarzów w rodowitym języku mieć poczynała, których, wieków następstwo nie tylko nie przyćmiło, ale owszem, coraz bardziej zaleciło, iż dziś żyjącym —•za wzór doskonały podani być mogą. .Jakoż, godną rzecz jest uwagi, że dzisiejszy Francuz, piszący językiem Ma rota, Baiffa, Seyssela, a nawet Amyota, podałby się w po śmiewisko, albo przynajmniej w podejrzenie, iż nie dla niniejszego pokolenia pracuje; Polak, w pismach swo ich jak najbliżej do Budnych, Górnickich, Kochanowskich i innych, za pierwszych Zy- gmuntów żyjących, autoró w, przystępujący, tem większej dostąpiłby chwały, im by się im w pisaniu stał podobniejszym. Szczęśliwe onych wieków zawiązki, które w rozłożyste i wspaniałe drzewo wybujały!».

    Przechodząc od słów do czynów, zakreśla Albertrandi 

szeroki program prac Towarzystwa, bądź na polu groma dzenia zabytków piśmienniczych ojczystych i ich rozpo wszechnienia, o ile do rzadkości należą, lub też na polu opracować samodzielnych rozmaitych tematów, z różnych dziedzin umiejętności: filozofii, prawoznawstwa, literatury i nauk przyrodniczych.

    Z żalem wspomina mówca, o rozproszeniu sic najcen

niejszych zbiorów piśmienniczych po bibliotekach obcych. Echo grabieży, popełnionej za najazdów szwedzkich na książnicach polskich i niedawne przedtem wywiezienie zbiorów Załuskiego z kraju, znajdują wyraz w następują- cym ustępie jego przemowy:

    «Rozproszone po rozległym kraju, pisarzów wiekopo

mnych, z jednych prawie zawsze drukarń krakowskich — Str 154 CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ PIĘTNASTY.

gniazda onego wszelkich umiejętności — wychodzące dzieła, czas wszystko pożerając; i ciągiem pasmem idące po sobie przygody krajową z niezmierną literatury polskiej szkodą wytępiły. Zbiory onych, z niewypowiedzianą pracą i trudnościami nagromadzoną któremi się zaszczycały najwyborniejsze krajowe księgarnie, przeszły do krajów, albo żadnej spólności języka z nami nie mających, a w Sztokol- mie, Upsału, Linkopingu, Tidven, Skoklosterze, próżną księ garni są ozdobą; albo do narodów, języka podobieństwem do nas zbliżonych; własnego ich bogactw literackich zbioru, ku ich korzyści, stały się przynmożeniem. Te dzielą, aby do ostatka pożarte nie były, ani szukane między zasmucają- cemi nas łupami, usilna troskliwość kwitnących dziś u nas nauk miłośników sprawują których pracowite starania od powetowanej szkody zachować nas potrafią»

     ...«Byli i z szczątkiem ledwie nie zaginęli wyborni 

polscy pisarze, jedni, teraz cale powszechności nieznajomi, drudzy, ledwie ze sławy i powieści, naszej wiadomości do chodzący, których długi poczet okazać ten tylko może, który publiczności pamiątki; objąć i zastąpić swoją jedną pamięcią potrafi. Tych wydrzeć zapomnieniu, użytkowi powszechnemu przywrócić, tych zasłużoną chwałą, po wszechniejszymi ich czyniąc, obdarzyć — samem tylko powtórzonem na światło publiczne wydaniem można».

     Wiadomo, że ów chwalebny zamiar Towarzystwa 

znalazł niebawem gorliwego orędownika w Tadeuszu Mo stowskim, który, w pałacu własnym przy ulicy Przejazd i Nowolipia założył wielką drukarnię i sprowadziwszy z za granicy najlepszych zecerów, oraz prześliczne czcionki z. Paryża i Lipska, rozpoczął na wielką skalę; wydawni ctwo: Wyboru celniejssych pisareów polskich i, od roku 1803 do 1805, wydal 27 tomów dzieł: Naruszewicza, Orzechow skiego, Górnickiego, Kognowickiego, Kochanowskiego, Szy- monowicza, Gawińskiego, Zimorowicza, Lipińskiego i in nych, po nader umiarkowanej cenie, jedynie w celu roz-

str 154 ZADANIA KONKURSOWE

powszechnienia języka i poprawy jego, zepsutego wielce naleciałościami cudzoziemczyzny.

     Drugi projekt Albertrandego wyraził się w szeregu 

tematów:

     Z nauk wyzwolonych: na czem polega wy

tworna doskonałość sztuki, w dawnych i nowszych cza- sach ?...

    Z wymowy: o wymowie polskiej, zwłaszcza w XVI 

wieku.

     Z historyi: o naukach najpilniej uprawianych w XVI 

wieku przez Polaków? Jakie są środki do ich wskrzesze nia w obecnym czasie?

     Z matematyki: Ile są winne nauki matematy

czne a zwłaszcza astronomia, — Kopernikowi?

     Z history i naturalnej: które rośliny i zwie

rzęta, krainę, przedtem pod imieniem Polski znaną., «za oj czyznę uznają, gruntując się względem tego na dowodach, mianowicie doświadczeniu?*

     Do odpowiedzi na powyższe pytania wezwani byli 

różni, do Towarzystwa należący członkowie, «szczególniej szym związkiem z pewnymi wydziałami, do których obra niem swojem, lub trybem życia należą, spojeni, których prace, w swoim czasie, na widok publiczny wystawić spo dziewamy się-.

     Zastęp członków Towarzystwa zwiększył się w roku 

1801 wyborem: ks. Stanisława Jundziłła, profesora bota niki w uniwersytecie wileńskim, ks. Kajetana Kamień skiego, rektora konwiktu oo. Pijarów, Marcina Molskiego, Ludwika Osińskiego, Alexandra Potockiego, ks. Adama Prażmowskiego, administratora biskupstwa warszawskiego, Jędrzeja Śniadeckiegą prof. Uniwersytetu wileńskiegą Jó zefa Kalasantego Szaniawskiego.

      Jednocześnie w  tymże roku śmierć pozbawiła Towa

rzystwo trzech członków wybrańszych: ks. Ignacego Kra sickiego, Józefa Szymanowskiego i ks. Jozefa Osińskiego. Stosując się de programu swego, poruczyło Towarzy- str 156 CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ PIĘTNASTY.

stwo Tadeuszowi Matuszewicowi obowiązek zaszczytnego wygłoszenia pochwały, przedewszystkiem pamięci Józefa Szymanowskiego. Z powodu czasowej nieobecności mówcy w kraju, obowiązek ten przyjął na siebie znakomity mówca, Stanisław hr. Potocki i na temże publicznem posiedzeniu z 9 maja 1801 wygłosił pochwalę Szymanowskiego61).

  Podniósł w niej mówca wysokie zalety umysłu i serca

zmarłego, wielką doniosłość dla języka i literatury prze- kładu świątyni Wenery w Knidos, który, zdaniem Potockiego, (usprawiedliwionem poniekąd i miejscem i cza- sem i samą naturą pochwały, właściwem zresztą wszyst- kich chwalcom, upatrującym zazwyczaj w przedmiocie czci wzór wszelakich doskonałości) «stanowi epokę w lite- raturze polskiej, jeśli dzieła nie z ich ogromu, lecz z do- skonałości i toku cenić należy. Śmiem bowiem powiedzieć, że co do doskonałości i wdzięku wiersza polskiego, nie ustępuje żadnemu; co do delikatnego i czułego toku, jest Jedynym w swym rodzaju. Niech mi kto w nim wiersz słaby, niech wyraz, nie mówię podły, lecz nieprzyzwoity, niech nadętość, niech twardość, niech brak smaku, niech niedbałość okaże, — przywary zbyt częste, każące twory najpiękniejszych dowcipów. Śmiało o to pytam, bowiem, że zawstydzonym nie będę! Czul Szymanowski, że nieśmier- telność jest doskonałości udziałem, wzgardził łatwą mier- nością, śmiał trudność zwyciężyć, śmiał sobie być suro- wym sędzią, śmiał ojczystej zawierzyć mowie, a bite rzu- cając manowce, śmiał, trudną, lecz niechybną, Iść ku chwale drogą».

  Lecz to, co poza obrębem pochwał literackich nadaje

i mowie Potockiego symptomatyczną, jak na ową epokę, doniosłość, jest znowu, jak w przemowie Albertrandego, poruszenie struny słowiańskości w wyliczaniu zalet języka rodzimego.

  «Z tylu języków — głosił mówca — pochodzących z słowiań-

skiego żródła, i tylu narodów, które niemi od Śródziemnego morza do Północnego, od Niemieckiej, do Azyatyckiej, mówią granicy: prze-

str 157 POCHWAŁA SZYMANOWSKIEGO.

szedł z dawna język polski, inne — polorem, jak naród inne narody — nauka. Mowa polska — słowiańskiego źródła najbliższa — zachowała w sobie ozdoby i wspaniałości najwięcej tej płynnej, tej brzmiącej pełności, która jest wdziękiem męzkiej wy- mowy. Wyrobił, wydoskonalił ja, dał jej tok łaciński, naród pol- ski, z dawna wolny, uczony, potężny. Nic się ona nie zmie- niła od trzech blisko wieków. Stanęła w swej porze, kiedy, miedzy innemi, sławny język francuzki, półtora wieku później kruszyć do- piero zaczai peta barbarzyńskiej i prawie dziś sobie niezrozumiałej przodków mowy. Wszak prócz słów niektórych, zaniedbaniem zatar- tych, język Górnickich, Kochanowskich, Skarbów, jest nietylko naszym językiem, lecz najczyściejszym jego wzorem. Przecież ta mowa. tak dawna, tak okazała, tak szlachetna, tak sto- sowna do geniuszu narodu, który ja wykształcił, nie miała do cza- sów Szymanowskiego wdzięku delikatnej czułości, która się w niej prawie niepodobną zdawała. Zwyciężył on szczęśliwie nieprzełamaną na pozór trudność. Język rycerski w uściech jego stal sie miłości i uczucia językiem. Co większa, nadając mu w tym rodzaju tok mowy, do tej go posunął doskonałości w «Świątyni Wenery», że się zdał iść za wydoskonalonym z dawna i właściwym mowie naszej tokiem. Umiał wyśledzić to, co wiekom ukrytem było. Obdarzył, zbo- gacił, dopełnił język ojczysty, otworzył nowe pole literaturze pol- skiej, a bystrym geniuszu lotem uniesiony, dosięgnął szczytu wy- nalazku swego. Ta jest, tak właściwa, tak osobna Szymanowskiego chwała, że nikt jej dzielić z nim nawet nie może!»

  Podniosłym, a rzewnym, jest ustęp mowy Stanisława

Potockiego, w którym roztacza przed oczyma obecnych obraz tamtoczesnej umysłowości polskiej, odtworzony w za- stępie mężów, stanowiących zaszczyt i ozdobę Towarzy- stwa przyjaciół nauk.

  Wyraził W nim mówca to przekonanie, jakie każdy

badawczy umysł, z głębszego wniknienia w epokę Stani- sławowską w sobie wytworzyć musi, że chwila upadku po- litycznego Rzplitej przypadła wówczas właśnie, gdy pole życia umysłowego narodu przyspieszonem, a ożywczem, zaczęło bić tętnem, w chwili obudzonego na wszystkich polach działalności ruchu, w kierunku reform postępowych politycznych, społecznych, ekonomicznych i literackich, co, niezaprzeczenie, potęguje w wysokim stopniu tragizm katastrofy dziejowej i podnosi zasługę grona uczonych,str 158 II. ROZDZIAŁ PIĘTNASTY.

które, po owej katastrofie, usiłowało zjednoczyć na nowo wszystkie szlachetniejsze umysły, w pracy około podźwi- gnienia — przynajmniej ducha narodu.

  «Mniemam, że dogodzę sławie ojczystej — głosił w krasomów-

czym zwrocie mówca —jeśli rzucę wzrok na czasy okropne, przypo- minając, jacy ja, wraz z Szymanowskim, zdobili mężowie, jak, wśród powszechnej ruiny, wznieśli gmach ozdobny odżywionych nauk w Polsce, najtrwalsza narodów pamiątkę. Ujrzy wdzięczny potomek w wybranem ich gronie, Ciebie, Czartoryski, Ciebie, bracie kochany, ujrzy Krasickich, Trembeckich, Naruszewiczów, Węgierskich, ujrzy Zamoyskiego, Chreptowicza, Bohomolca, Łoyka, Lachowskiego, Kar- pińskiego, Kniaźnina, Zabłockiego; ujrzy was, uczeni: Piramowiczu, Ossoliński, Janocki. Wyrwiezu. Poczobucie, Śniadecki, Pilichowski, Przybylski, Wiśniewski, Rogaliński, Kluku, Jundzille, Kopczyński. Nagurcsewski, Wago, Jodłowski, Skrzetuski. Zaborowski, Reptowski, Osiński, Jakubowski, Wybicki, Gawroński, Stasicu, Ostrowski, Siar- czyński. Linde: ciebie Albertrandi, którego Zgromadzenie nasze cie- szy się mądrem przewodnictwem. Ujrzy was: Niemcewiczu, Mierze, Dmochowski, Molski, Woroniczu, Dzierżkowski, Kropiński, Lipiński, Kochański. Osiński i Ciebie, ogromem tylu wiadomości, którycheś już część późnym poświecił wnukom, pamiętny u nich, Czacki! Nie masz rodzaju literatury, któryby nietkniętym zostawili ci zacni mę- żowie: nie masz obcego w niej bogactwa, któregoby nie starali się na- rodowym uczynić. Jam ich tylko imiona, współczesne Szymanowskiemu, wspomniał z wdzięcznością, pewny, że w poświęconem na to dziele, odda każdemu z nich Zgromadzenie nasze hołd, winny talentom, hołd, czasy nasze i nas zdobiący».

  Była to więc zapowiedź i bodziec do wydania histo-

ryi literatury polskiej czasów Stanisławowskich, która, niestety, urzeczywistnioną nie została, jakkolwiek ważne, a źródłowe, notatki do owej pracy zebrał mówca, w przy- pisach do pochwały Szymanowskiego. Nie straciły one do dziś dnia wagi źródłowej, ze względu na obfitość szczegó- łów o pracach uczonych polskich, które do naszych nie doszły czasów.

  Kończy mówca prześliczną swą przemowę, z której

przydłuższe ustępy rozmyślnie w tem miejscu przytoczy- liśmy, jako symbol odrodzonego pod wpływem wypadków ówczesnych i odświeżonego nadziejami lepszej przyszłości ducha, podlewać mowę tę, z wielu względów, uważamy za

str 159 MOWA ST. POTOCKIEGO.

arcydzieło krasomówstwa polskiego, utworzone w chwili, gdy język polski, z woli gabinetu pruskiego, miał zejść z pola i ustąpić miejsca językowi urzędowemu.

  «Kiedy widział Szymanowski skruszony srogą burza okręt —

kończy mówca — na którym był wraz z nami podróżnym, acz głę- bokim uderzony Salem, nie podda] się rozpaczy... Widząc was, gro- madzących szczątki narodowej sławy, które ochroniła rawałność, chciał być uczestnikiem tej chwalebnej pracy. Już prawie do grobu zstępując - zapisał imię swoje obok ustanowicielów uczonego towarzy- stwa tego. Nie umarł bez pociechy, gdyż to czyniąc, pewnie myślał, te u raz z wami, ręce jego pobożne — jak niegdyś Eneasza — unoszą z pożaru walącej się Troi bogów domowych. Czy liż wtedy do nas mówić nie zdawał się: Pomnijcie, że na łonie społeczeństwa, któ- tego żądam przy zgonie nawet być członkiem, polega ostatni narodu zaszczyt, ostatnia pamiątka, zaszczyt nauk. pamiątka i węzeł języka. Te, pieczy waszej, uczeni mężowie, umierający Szymanowski, nie próżnie powierzył»!str 160 ROZDZIAŁ XVI. Posiedzenie prywatne. Ks. Pijar Osiński o wzroście nauk fizycznych. Towarzystwo przyjaciół nauk w opinii nie przejednanych. Anonimowa broszura. Kajetan Hebdowskl. Krytyka mowy Albertrandego. Uszczypliwo docinki. Aluzye do nowego rzeczy porządku. Apologia Stanisława Augusta. Posiedzenia- tygodniowe Wydziałów Towarzystwa od- bywały się kolejno, bądź w mieszkaniu Sołtyków na ulicy Miodowej, lub też w pałacu Stanisława Potockiego, przy ulicy Krakowskie Przedmieście, dawniej marsz. Lu- bomirskich (dziś Józefa lir. Potockiego) częściej wszakże, po powrocie Ignacowstwa Potockich z emigracyjnej tuła- czki, posiedzenia te odbywały się w pałacu Tarnowskich. Gremialne natomiast zebrania półroczne, odbywały się w początkach istnienia Towarzystwa w sali kollegium oo. Pijarów przy ulicy Miodowej. Xa takich posiedzeniach, oprócz przemów programo- wych Prezesa Albertrandego, wygłaszano rozprawy z ró- żnych działów umiejętności: literatury, nauk przyrodni- czych i matematycznych. To też w dniu 9 maja 1801 po pochwale Szymanow- skiego, mającej ścisły związek z literaturą, usłyszeli człon- kowie obszerną rozprawę o wzroście nauk fizy-

str161

WARSZAWA PRUSKA. B. Koszary Gwardyi konnej. Akwarella nieznanego artysty dworu Landgrafa Hessen Darmsztadzkiego, Ludwika X z r. 1880 (z kollekcyi Mat. Bersohna).

11str 162 CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ SZESNASTY.

cznynych wygłoszoną przez uczonego pijara Józefa Her- mana Osińskiego.

  O ile nauki filologiczne i literatura wogóle, nawet po

znacznym czasu upływie, nie tracą w oczach badacza zna- mion dokumentów źródłowych; o tyle, nauki przyrodnicze, po tych olbrzymich zmianach, odkryciach i wynalazkach, jakie geniusz ludzki av XIX stuleciu wprowadził do ich osnowy, nie mogą naturalnie budzić w czytelniku dzisiej- szym szczególnego zainteresowania. Nie były to wpraw- dzie jeszcze pierwsze kroki niemowlęctwa nauk przyro- dniczych, które już wówczas między swymi orędowni- kami liczyły szanowne nazwiska: Pristleyów, Cavendi- schów, Schellich, Lavoisierów, Laplaców, Fourcroy'ów i tylu innych uczonych; nauk, których ogniskiem były akademie umiejętności: w Paryżu, Londynie i Berlinie. Właśnie pod- ówczas uczony Osiński wydal był fizykę w języku pol- skim dla szkół i owoce swoich spostrzeżeń nad ważnemi do nauki wprowadzonemi badaniami nad cieplikiem, przed- stawił uwadze uczonego grona. Dyssertacyę ks. Osińskiego i dziś jeszcze odczytać można z korzyścią i podziwiać badawczy i przenikliwy umysł jej autora, który, w owym powolnym, ale pewnym, rozwoju nauki na doświadczeniach opartej, dopatrywał się w zaraniu wieku, tego olbrzymiego rozkwitu, jaki nauki przyrodnicze, a zwłaszcza fizyka, w naszych przybrały czasach. Proroczo też kończy Osiń- ski swą dyssertacyę przekonaniem: iż już dotąd «dowcip ludzki wyśledzić i zgłębić potrafił najskrytsze przyrodze nia tajemnice, i że mu jeszcze obszerne zostaje pole do dalszego śledzenia natury i nowemi coraz wynalazkami rozszerzania sfery wiadomości naszych, w tej nauce, która już ryle korzyści rodzajowi ludzkiemu przyniosła».

  Był to niestety testament duchowy zacnego orędo-

wnika umiejętności, gdyż w tym jeszcze 1801 r. ks. Osiń- ski ułożył się do snu wiekuistego.

  Jak to pospolicie dzieje się na świecie, pierwsze usi-

łowania młodego Towarzystwa naukowego, oprócz sym-

str 163 PAMFLET HEBDOWSKlEGO.

patyj wybrańszych jednostek społeczeństwa, znalazły i nie- chętnych, którzy kamieniem z za węgla rzuconym pragnęli obniżyć i ośmieszyć aspiracye stowarzyszonych, a głównie ich urzędowego przedstawiciela, Albertrandego, do zabiera- nia głosu kierowniczego — nietylko w sprawach nauki.

  Wyrazem tej niechęci stalą się bezimienna, zręcznie,

niewinnym swym tytułem przed cenzurą pruską, zamasko- wana, a wysokiej doniosłości politycznej broszura, pod tyt: Do prześwietnego Towarzystwa przyjaciół nauk, wydana w War- szawie, nakładem Michała Melchina, oznaczona dani 30 lipca 1801 i kryptonymem „przyjaciel rozsądku".

  Dowiedziano się z czasem, że owym krytykiem był

znany za księstwa Warszawskiego, jenerał, Kajetan Heb- dowski, człowiek zdolności niepoślednich, patryota gorący i nieprzejednany przeciwnik nowego rzeczy porządku, który pod pozorem polemiki z Albortrandim, pragnął dać folgę uczuciu niechęci dla polityków, pragnących w sprawach nauki iść ręka w rękę z rządem pruskim61),

  Przewodnią myślą krytyka, w kłębku rozmyślnie po-

wikłanych i zawiłych argumentów rozprawy, było wyka- zanie, że zamiar Towarzystwa — ocalenia języka rodowitego i wzbogacenia nauk — nie może być urzeczywistnionym, wo- bec faktu, że «szkoły i oświecenie* są pod dozorem wła- dzy rządowej. Ironizując zamiar Albertrandego «utrzy- mania i rozkrzewiania nauki narodu, w obcą narodów bryłę przelanego» pyta krytyk, jakim sposobem można tego dokonać, «kiedy każda rzecz, prze- lana w obcą bryłę rzeczy, gubi byt, imię i własność swoją oddzielną. Możnaż naprzyklad utrzymać i pomnażać- kształl i dźwięk dzwonu, przelanego w bryłę armat?».

  Natrząsając się nad porównaniem, uczynionem przez

Albertrandego, między czasami dawnymi, gdy barbarzyńcy niszczyli biblioteki narodów podbitych, a czasami nowszemi, w których tego rodzaju wandalizm jest już niemożliwy, upatruje krytyk w tego rodzaju frazesie nielogiczność, bo, zdaniem jego «uczynione dawniej, niczem się nie różni odstr 164

CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ SZESNASTY

uczynionego teraz» i uznaje, że każdy naród zwycięski dąży i dążyć musi do zaprowadzania «jednostajności» między podbitemi pod swe panowanie ludami; w stwier- dzeniu czego powołuje się na dzieło ks. Para: i- storique et philosophique de la Religion, w którem autor, za- sadnie, zdaniem krytyka, pisze: „Aussitot qu'une Nation etoit subjuguée et asservie par une autre, le premier soin du peuple vainqueur etoit de dissiper et d'anéantir les archives et les an- naless du peuple vaincu; pour lui faire perdre, autant que la chose etoit possible, Vidée et le souvenir de ses anciens souve- rains, de ses anciennes lois, de ses anciennes coutumes, de son état précédant et pour le préparer a se ployer moins difficille- ment aux idées, aux usages, a la législation, a la Relgion du gouvernement nouvrau, sous lequel, il passoit et dans lequel il s'incorporoit".

  W ogóle, cała tendencya krytyki Hebdowskiego by-

łaby niezrozumiałą, gdyby nieuwzględnić głównego i je- dynego jej motywu, który, pomimo obsłonek zawilej frazeo- logii, prześwieca przez szczeliny oderwanych przyczepek do pojedynczych ustępów mowy Albertrandego.

  Tendencya ta była przeważnie polityczna i dążyła

do wykazania i obnażenia przed narodem opportunizmu księdza biskupa Zenopolitańskiego, który pragnął, oszczę- dzając drażliwości rządu pruskiego, przedstawić go w cha- rakterze szczerego orędownika narodowości polskiej, pod którego skrzydłami język i literatura będą się mogły ja- koby rozwijać, bez żądnych przeszkód.

  Hebdowski pisząc pod cenzurą pruską nie mógł

wprost zaprzeczyć takim nadziejom Albertrandego i dla- tego czepia się pojedynczych słów, a nawet półsłówek, by wykazać nielogiczność opportunistycznych wywodów mówcy.

  Rozciągając do absurdów wywody Albertrandego,

dopatruje się w nich Hebdowski zamiaru wykazania: «że odcięcie języka polepsza mowę, że zabór ksiąg, w których są zapisane doświadczenia i uwagi wieków, pomnaża wzrost

str 165 PAMFLET HEBDOWSKIEGO.

nauk i umiejętności, nakoniec, że rozcięcie ciała na trzy części wzmacnia fizycznie jego związek i byt przedłuża*.

  Podobnemi argumentami zwalcza krytyk pogląd Al-

bertrandego, iż «wolność nie jest potrzebną dla szerzenia się światła w narodzie», jak również opinię jego, że upa- dek umyslowości polskiej datuje się dopiero od polowy pa- nowania Zygmunta III i ciągnie aż do «epoki zgromadze- nia przyjaciół nauk».

  Tu dopiero, jak to mówią, wyłazi szydło z worka

zarzutów krytyka, tym razem nie pozbawione ciętości i go- dzące wprost w mówcę, «który, baczny więcej na pra- widła dworskie, niżeli na dług wdzięczności, z miejsca nauk winny, osądził dogodniej sobie przemilczeć osta- tnie panowanie, nową dla nauk polskich epokę zrzą- dzające, iżby uniknął potrzeby wspominać .Stanisława Au- gusta, króla, obwinionego o stratę kraju, tak jak sie obwi- nia zazwyczaj każdy sternik okrętu, do którego rozbicia przyłożyła się była wielu pierwszych majtków gnuśność, niesforność, albo osobistość».

  Cały ten ustęp, zaprawiony, zwróconą ad personam,

gryzącą ironią, szczerego wielbiciela epoki Stanisława Au- gusta, nie jest pozbawiony wartości dokumentu źródłowego i dlatego przytoczenie go w tein miejscu nie będzie zby- tecznem.

  «Możeż obecny świadek tego panowania — pyta He-

bdowski, czyniąc alluzyę do stanowiska, jakie Albertrandi przy boku Stanisława Augusta zajmował — którego skut- kom winien jest podobno zbogacenie pamięci swojej sta- rożytnością, honor sobie czyniącą, nie wiedzieć, co ten król uczynił? Mógłże wątpić, że oddając prawemu przy- jacielowi nauk i sztuk wyzwolonych sprawiedliwość, nie miałby po sobie głosu powszedniego i pióra pisarzów, któ- rzy, przez łączenie przymiotów moralnych z powołaniem, stają się dopiero rzeczywiście uczonymi? Pisarz Nowego Pamiętnika Warszawskiego słusznie do tego rzędu należący, w artykule «żyCia uczonych ludzi» sławiąc znakomi-str 166 CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ. SZESNASTY.

tego w literaturze polskiej męża, Ignacego Krasickiego, nie przepomniał, ani zamilczał o źródle jego chwały».

  Wspominając dalej o Monitorze, piśmie na wzór Spe-

ctatora angielskiego, a które przyczyniło się wiele do oświecenia narodu, podaje Hebdowski, iż wiele artykułów Monitora było przez króla pisanych, a w rzeczach powa- żniejszych i pióra mówcy (Albertrandego).

  «Oprócz tego pisma — czytamy dalej — zachęcił Stanisław

August wybrane przez siebie Towarzystwo uczonych, zgromadzające się co czwartek w jego zamku, do wielu innych, a mianowicie, do pisma tygodniowego, którego ułomki zebrane w jedna księgo,, znane się uczonym pod imieniem: Historya państw starożytnych, z dewizą: Pulchior evcariis.

  «Żadna karta dziejów panowania togo króla nie będzie bez

dowodu miłości jego dla dobra kraju i przychylności jego dla nauk. Nie on że to, bacząc, że bezpieczeństwo jest pierwszym względem, założył na wstępie swego rządu szkoły rycerskie w Warszawie i Wilnie, wysypując na ich ustanowienie dwa miliony blizko i prze- znaczając na fundusz cześć dochodów, z cid od Rzplitej sobie ofiaro- wanych; a kiedy zakreślona liczba kadetów nie dostarczała, liczbie ubogiej młodzieży do nauk się cisnącej, ani obszerności jego serca, nie utrzymywałże jej z swojej szkatuły nad komplet w korpusie i konwikcie?

  «Nie założyłże Ludwisarni i fabryki broni, dwóch przedmiotów,

które, nadając wątłej sile kraju postać, jakiej przedtem nie miały, jeżeli nie były dosyć zamożne, dla wielu niepokonanych przeszkód do przedłużenia jego zgonu, sprawiły go przynajmniej mężnym, a ostatnich kraju jego rycerzów nieśmiertelnymi?

  «Jego kosztem wygotowany był atlas Polski przez Pertheesa,

który w Paryżu, u sztycharza, naprzód podobno zapłaconego, uwięznął.

  «Jego kosztem sporządzonych było wiele, kart militarnych

pogranicznych, przez korpus indzynierów, pod dozorem swego puł- kownika, Karola Sierakowskiego, officyera ze wszech miar godnego.

  «Jego kosztem zgromadził sio drugi zbiór krajowych rękopi-

smów, z których Tadeusz Czacki, mąż głośny nauką i świadomością dziejów ojczystych i obcych, pisząc uczona Narodu swego historyą, wybiera jak pracowita pszczoła miód przyjemny i wosk poślubiony na ofiarę ołtarzowi zgasłej swojej ojczyzny.

  «Jego kosztem dawała się w akademii wileńskiej nauka po-

łożnicza.

  «Jego kosztem utrzymywała się; w Grodnie, ostatecznie w Wil-

nie, nauka i ogrody botaniczne.


str 167 APOLOGIA STANISŁAWA AUGUSTA.

  «Jego kosztem założona była pod bokiem jego akademia

kunsztów.

  «Jego kosztem wysyłana była młodzież do Grecyi, Rzymu,

Parysa i innych krajów, w celu architektury, rysunków, malarstwa, metalurgii etc.

  «Czyliż owoce tych nakładów zatarły sie już w pamięci i za-

pomnieni zostali: Kamzetzer, Bmnuglewies, Radecka i wielu Innych, których pomijam?

  «Nie widzimyż jeszcze oszczędzonej króla tego księgarni

i szczątków wielu kollekcyj w Warszawie?

  «Nie wpadaż w oczy obserwatorium astronomiczne, na zamku

jego założone i w instrumenta przez niego opatrzone, w którym, pu- stym, teraz sowy, że tak powiem, zastępują Poczobutów i Bystrzyckich?

  «Czyliż król ten pierwszych urzędów, dostojeństw duchownych

i świeckich, orderów i różnego gatunku nagród nie zamierzył dla uczonych?

  «Nie poświęciłże w Zamku swoim, w blizkości sali obrazów

królów, swoich poprzedników, pokoju dla obrazów uczonych Polaków, iżby te dwie świątynie przedstawiały następcom jego naukę: że chcąc mądrze panować, potrzeba mieć obok siebie radę i oświecenie?

  «Medale wybite i rozdane słynącym cnota, lub nauka, w swoim

i Obcych krajach, nie będąż tyle trwałym. Ile jest ich kruszec, dowo- dem, usiłowania tego prawdziwego filantropa, który się chciał stać powszechnie użytecznym i mocą nagrody i przykładu panować ob- szerniej, niż się władza jego rozciągała?

  «On wychowaniu młodzieży dał zasadę rozważniejszą, przez

ustanowienie komisyi edukacyjnej, złożonej z mężów cnotliwych i światłych, których programy zachęciły obcych uczonych do udzie- lenia tej komisyi rozsądnych uwag, z pomiędzy których: Le plan de reformation des etudes elemetaires, przez pana Borelly, członka akade- mii berlińskiej, przypisany temu królowi, otrzymał pierwszeństwo.

  «On akademii krakowskiej nadając Oraczewskiego za rektora

obszernie zamiarów swoich względem jej ulepszenia wiadomego, przy- łączył do jej dochodów wieś Łobzów, od swego Wielkorządztwa od- dzieloną.

  «On urządził sprawiedliwość i zagubił krwawe barbarzyńskie

zajazdy, przyznające temu własność, kto miał więcej dzikości i siły.

  «On wezwał Andrzeja Zamoyskiego wielk. niegdyś kanclerza,

sławnego cnotami i zasługami swoich przodków, sław niejszeg.. jeszcze wałsnem światłem, obywatelstwem i bezstronnością, do ułożenia księgi praw sądowych, których, posłowie jednego z następnych sej- mów, ulegając dawnym krajowym przesądom, okazali się nie być jeszcze godnemi.str 168 CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ SZESNASTY.

  «On ukrócił możnowładców, określił władze, dziedziców, polep-

szył los poddanych, niezapomniał i o ułatwieniu spławu rzek, któremu na przeprawie stanąły młyny szlacheckie ani o rolnictwie, w imieniu którego, sławny znajomością botaniki i historyi naturalnej generał major Rieulle. ofiarował mu. równie jak i Komisyi edukacyjnej roku 1776, pamiętny medal, wybity ex valore praemii, wzmiankowanemu dopiero botanikowi i historykowi naturalnemu od tejże Komisvi przv znanego

  «Stanisław August miłość i szacunek nauk wział dziedzictwem

po swoim ojcu, którego dzielność i obrót negocyatora w Stambule w krytycznych Karola XII okolicznościach, ściągnęły na siebie uwagę i pióro Voltaira. Był pierwszy, który Stanisława Poniatowskiego, ojca Stanisława Augusta, po ukończeniu nauk z zagranicy przybyłego, wcześnie ocenić umiał i do wojska oddał... Wziął jeszcze Stanisław August przychylnośći do nauk ze krwi swojej familii. Wujowie jego, książęta Czartoryscy, kanclerz w. lit. i wojewoda ruski, których dom był gościnnym dla muz obcych i krajowych schronieniem, wyłożyli znaczne sumy na wysyłanie i otrzymywanie kosztem swoim za gra- nice młodzieży szlacheckiej. Ich nakładom Naruszewicz i Poczobut winni to wszystko, czem byli i są słynnemi.

  «Nieprzysłużył że się wiele książę prymas Poniatowski edu-

kacyi narodowej swoim w Komisyi naczelnictwem; duchowieństwu urządzeniem dyecezyi płockiej, która się stała wzorem dla innych, i gospodarstwu krajowemu, sprowadzeniem z Anglii wielu nowego wynalazku narzędzi rolniczych?».

  Przebiegając w dalszym ciągu zasługi innych człon-

ków rodu Poniatowskich i oddając hołd niesłusznie oskar- żonemu «przez współczesność księciu Józefowi», który w r. 1792 i 1794 uczynił wszystko, «co mu wojenna jego umiejętność, miłość ojczyzny i miłość sławy doradziły i co po ludzku podobnym było», kończy krytyk wynurze- niem żalu, iż «liczna współczesność» obłąkana w śledze- niu sprawców swej niedoli «zamiast ich szukać w natu- rze rzeczy, która, Mocy nadała przymiot pokonywania Słabości, będącej jedyną przyczyną upadku tego kraju, uwzięła się zasmucać niewdzięcznością ludzi «godnyeb lep- szych czasów i lepszych sędziów».

  Raz jeszcze czyniąc zarzut osobisty Albertrandemu,

iż zapomniał zupełnie o źródle swojej wiedzy i wymowy, pisze Hebdowski:

str 169 APOSTROFA DO TOWARZYSTWA.

  Przywodzi się piszącemu poniewolnie na myśl żałosna powieść

o smutnej przygodzie drzewa, które, litując się niezgrabnej siekie- rze, udzieliło jej własnej gałęzi; a ta, niewdzięczna, stawszy się przez nabycie trzonka władniejszą. zamiast okrzesywać dzikie, wyrostki, pokusiła się gorszącym zamachem obalić swego ojca i dobroczyńcę».

  Kończy zaś apostrofą do Towarzystwa:
  «Darujcie mi, że gorliwy o waszą sławę wieśniak znad brzegu

Wisły, powiem wam prawdę tak śmiało, jak ją niegdy Senatorowi rzymskiemu powiedział wieśniak z nad brzegów Dunaju: «Strzeżcie sie wpajać nam przez waszych zastępców wspaczne wyobrażenie rze- czy! Niedozwólcie z pośród siebie odzywać się łzokratom, którzyby usiłowali na szkodę przykładu wielkie rzeczy czynić małemi, albo żadnemi; a małe, albo żadne — wielkiemi. Inaczej, niejeden pisarz poetrzegłszy skutek poróżniony z zamiarem, a namiętności w towa- rzystwie z naukami, pocznie się być winnym, niosąc obronę praw- dzie, zaostrzyć pióro i to wam przywłaszczyć, czem niegdy okrzy- knął Homer niezgodę: że miała głowo w niebie, a nogi na ziemi*.

  Dzięki jedynie przeładowaniu rozprawy przykładami

z dziejów starożytnych i, właściwej epoce, zawiłości stylo- wej, broszura Hebdowskiego, wydana «za pozwoleniem Zwierzchności» przepłynęła szczęśliwie skaliste porohy cen- zury pruskiej ówczesnej i mogła wypowiedzieć głośno na- rodowi przekonania pewnego stronnictwa nieprzejednanych, które, chroniąc się po zakątkach wiejskich, nie życzyło sobie bynajmniej paktować z rządem pruskim i przy jego, rzekomo, troskliwej o język polski i literaturę opiece, być laudatorem temporis äcti, z ujmą czasów niedawno minionych.

  Dzięki również stanowisku bezwzględnie patryoty-

cznemu, zajętemu przez Hebdowskiego w broszurze, nie mógł Albertrandi i Towarzystwo wdawać się w polemikę z jej autorem, gdyż odpowiedź musiałaby stać się obroną tego właśnie, czego bronił napastnik.

  Jakoż, w rzeczy samej, o broszurze Hebdowskiego

głucho w ówczesnych pismach miejscowych i tylko ubo- czna, a ostrożna, znajduje się o niej wzmianka w Nowym Pamiętniku (R. 1802, T. III, str. 220), z powodu artykułu Gazety Jenajskiej o stanie oświaty w Prusiech Południo- wych62).str 170 ROZDZIAŁ XVII.

Posiedzenie Październikowe 1801 r. Odpowiedź Albertrandego na krytykę anonima. Echa z Litwy. Akademia wileńska. Nowy Pamiętnik warszawski. Mowa X. Stroynowskiego. Ody na cześć Aleksandra I.

Rozpoczynając przerwane spoczynkiem, ustawą prze- pisanym, w dniu 18 października 1801 r. posiedzenia zwykłe Towarzystwa, X. Albertrandi z żalem wzmiankuje o »zaostrzonej, ubliżającej tegoż Towarzystwa zacności, krytyce« i nadmienia, że chętnie ustąpiłby prezydyalnej godności komu innemu, gdyby nie wola Towarzystwa, której się poddaje, »szczęśliwy, jeśli postrzały te, jednego mnie rażące, jak tarczą przejęte, od tego Zgromadzenia będą odwrócone«.

  Cała przemowa Albertrandego, na tem posiedzeniu

wygłoszona, jest uboczna odpowiedzią na owe pokątne pociski.

  »Nie masz wprawdzie nic zwyczajniejszego — głosił

między innemi Prezes — jak słyszeć żałosne skargi, na ciemnotę i niesprawiedliwość publiczności utyskujące, ale jeśli zazdrość obrzydła, jednych dręcząca, pociąga ich do przytłumienia chwały, na której zjednanie inni pracują; jeśli okropną drudzy okryci nocą, światła

str 171 OBRONA ALBERTRANDEGO.

okazałości nie znają; jeśli jedne owady na wierzch pełzną, aby rozjadłem swem żądłem razić kusiły się, drugie, w podziemnych lochach swoich co- raz się bardziej zagłębiają, aby światła nie oglą- dały, jestto szczególnych osób, nie zaś publi- czności wadą, publiczności mówię, przez się skłonnej do przyznawania sprawiedliwie zjednanej zalety«.

  Odpowiadając na zarzuty, dające się streścić w nad-

miernych wymaganiach krytyków, by »owoce obietnic i uroczystych przyrzeczeń« rychło się ukazały i urzeczy- wistniły, daje Albertrandi następującą Zoilom odprawę:

  »Przychylność ku naukom, nie jest nauka i jej zastąpić nie

motto. Znali to najpotężniejsi towarzystw naukowych protektorowie i fundatorowie, którzy rzadko bardzo członkami tych towarzystw mianować się pozwolili, które najbardziej potęgą swoja wspierali*. Zdaniem mówcy, przyjaciele nauk są owem złotem, które kamienie drogie otacza, ściśle spaja, od rozsypania zachowuje, do używania przysposabia, ale nie są samemi kamieniami, nieskończenie ceną swoją osadę przewyższającemi.

   »A jako Panteon jest Panteonem, to jest, jednym z najpoważ-

niejszych w świecie i najksztaltniejszych gmachów, któremu ozdoby strasburskiej lub kremońskiej wieży trudnoby okazałości przydały, tak, poważna w swojej wspaniałości nauk świątynia, postronnych owych, trafunkowych ozdób, nie potrzebuje. ...Światło czyste, światło wieczne honoru, którym, w sobie samem, zgromadzenie, szczerze się do nauk przykładające, jaśnieje, jest to przekonanie prawdziwe i zu- pełne, że swoją troskliwością i usilnem Staraniem ożywia nauki, że wre w nim chęć, nieprzerażenia oczu łudzącym blaskiem, ale oświe- cenia świata; ale rozpędzenia okropnej, któraby ludzi ogarnęła, ciem- noty; ale znalezienia we własnem łonie swojem źródła nieprzebra- nego rozsianych na wszelką stronę najżywszych promieni, bez ubli- żenia pierwotnej obfitości. Nie przynoszę ja do zgromadzenia tego (mówi każdy takowego towarzystwa rzeczywisty czło- nek) nie przynoszę ja imienia, którego brzmiące syllaby zadziwienie w niebacznych sprawują; nie stawam przeciągłych tytułów niezmier- nym szeregiem, który czasem tyle ma skutku, ile liczba ogromna pomnażająca cyfrę; nie przybywam na popis z przepychem skarbów, któremi szafuje ślepota, uwodzi się chciwość, niebaczność cenę na- znacza; ale stawam z pamięcią, która wiek z wiekiem kojarzy; która świata rozwaliny podpiera; która już dawno zeszłych popioły ożywia;str 172 CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ SIEDEMNASTY.

która na grobowiec cnotliwych wieńce niezwiędłe rzuca; która za- sługom, prawdziwą u potomności nagrodę zabezpiecza; która kaźń niezgluzowaną na zbrodnie, by też nie wiem jak szczęśliwe i współ- żyjących poklaskiem obdarzone, miota. Ale stawam z imaginacyą, czułość i życie bezżywotnym istnościom nadającą; przelatującą wszy- stkie niebios i bezdenności morskich nieokreślone przestwory, kru- sząca wszystkie wyniosłego Olimpu zapory, aby do języka bo- gów mdli ziemianie przywykali. Ale stawam z najgorętszą chęcią wydobywania prawdy z przepaścistej owej otchłani, w której, podług wyrazu Demokryta, zanurzona zostaje, aby ja ludzie poznali, jej się trzymali, w niej się zakochali. Słowem, stawam z najusilniej- szem pragnieniem, aby te wszystkie wiadomości, największego kresu doskonałości dostąpiły, które tylko ozdobie umysły, wydoskonalić serca, przestrzeń pożytecznych umiejętności rozszerzyć mogą. Te sa zamysły, te pragnienia, te spoczynku nieznające trudy, tego, który nie tak imię swoje w rejestr towarzystwa, jako raczej honor towa- rzystwa w sercu swojem zapisał. Nad tem dni i nocy przepędza, temu usilność wszelką poświęca; to jest zaprzątnienie, ten żywioł jego, tym tchnie, a krew w tyłach jego, za każdym obrotem, za każdem serca poruszeniem, to pragnienie wznawia. Wszystko to, ciągłej, pilnej, wytrwałej, nieustającej pracy jest skutkiem, wszystko to niewzru- szoną jest zasadą honoru właściwego ludzi uczonych, towarzystwa węzłem spojonych, niosących sobie sprawiedliwie, jeśli nie wszystkie, przynajmniej jedne z tych zalet przywłaszczyć; honoru, mówię, któ- rym w własnemm swojem przekonaniu, są słusznie zaleceni; każdy z nich głęboko w umyśle wpojoną ma owa piękną Sallustyusza naukę: nemo ignoviia immortalis factus est...«

  »Nigdy albowiem, nigdy zgromadzenie za cel sobie zamierza-

jące podźwignienie i wydoskonalenie nauk pożytecznych, choćby też najbardziej światłe i okazałe, nie zjedna sobie poważania publiczności, jeśli przez obumarła nieczynność, stanie się samych tylko, choć z inąd szacowanych, potretów galeryą, jeśli o niem sprawdzi się, co Seneka o Ptolomeuszach, królach Egiptu, księgarni alexandryjskiej fundato- rach, napisał: nom in studium, sed in spectacula comparaverant«.

  Kończy mówca, wyrażając nadzieję, że Towarzystwo

przyjętych na siebie dobrowolnych obowiązków dopełnić zechce i oczekiwania narodu nie zawiedzie. Świetną reto- rycznie i głębszą pod względem treści jest klamra, zamy- kająca ogniwa wywodów mówcy.

  »Piramidy i obeliski zachowały dawnych Egiptu mo-

narchów jakakolwiek pamiątkę. Przepyszne ostatki Perse-

str 173 AKADEMIA WILEŃSKA.

polu i Palmiry okazują zdumiałemu wędrownikowi możność i dostatki władających Persyą panów. Wskrzeszają potęgę i wspaniałość dawnych Rzymian, zadziwiające zabytki Ich świątyń, ich bram zwycięskich, ich amfiteatrów, ich wo- dospławów, ich ścieków podziemnych. Pamiątki po- przedników, ziomków naszych, pamiątki wie- ków wszystkich, w których słynęło imie, dziś, w czczym dźwięku ledwie pozostałe, pamiątki przynajmniej, które bez obrazy pokazać mo- żemy, te prawie wszystkie — w granicach nauk i umiejętności, w rzędzie literatury, którą, bądź to dziedzictwem, bądź rzeczywistem posiadaniem, naszą możemy nazwać, są zawarte. Te, aby jednak z innemi za- szczytami przepaść pochłonęła, nigdy zaiste nie dopuścimy, my, których tak potężnie obca literatura do siebie wabi, owszem, na żywej zawsze mieć pamięci będziemy, one przedziwną Dyonizego z Halikarnasu przestrogę: Non est generosorum hominum res, alienas quaerere et pati, sua, per ignaviam, amitti. Hist. lib. V.63)«.

Poprzedzona szeregiem doniosłych reform dla rozwoju spolecznego i umysłowego ludów, wchodzących w skład Imperyum rosyjskiego, koronacya cesarza Aleksandra I odbyta w dniu 24 września 1801 r., dala asumpt do wy- nurzenia życzliwych uczuć dla młodego monarchy, nietylko ze strony ludności całego rozległego państwa, lecz i ze strony tej dzielnicy, która, niedawno temu — organicznie z b. Rzplitą polską spojona cząstka — rozpoczęła byt nowj pod berłem władzców rosyjskich.

  W zatwierdzonej przez młodego monarchę akademii

wileńskiej, już niezadługo uniwersytetem zostać mającej, odbyła się w dniu koronacyi uroczystość pamiętna, zainau- gurowana przemową w języku polskim rektora X. Hiero- nima Stroynowskiego i uświetniona odami łacińskiemi, jakiestr 174 CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ SIEDEMASTY.

na cześć Aleksandra I napisali i wygłosili X. Golański, profesor literatury i X. Poczobut, słynny astronom.

  »Szczęśliwe początki panowania Aleksandra I — pi-

sał z okazyi owej uroczystości wychodzący w Warszawie pruskiej Nowy Pamiętnik Dmochowskiego — słodką napełniają nadzieją miliony ludzi ogromnego państwa, jego berłu poddanego. Wszystkie on dni prawie noweini oznacza dobrodziejstwy. Chce pewnemi prawami obdarzyć naród, bo zna, że ta władza jest najtrwalsza i najwspanialsza, która się na prawach opiera. Kocha nauki, za- chęca i nagradza uczonych, bo wie, że prawdziwe oświe- cenie kształci serca, podnosi umysły i chwałą zaszczy- cając naród, tem świetniejszym czyni blask korony«. Wynurzona przez redakcyę najpoważniejszego pod- ówczas w Warszawie, i w całej nawet Polsce, czasopisma literacko-naukowego opinia, była echem ogólnego przeko- nania o nadchodzącej ze Wschodu erze szczęśliwości, dla skołatanego tyloma przecierpianemi klęskami narodu. Dal tym uczuciom i przekonaniom wyraz X. Stroy- nowski w swej przemowie:

  »W całej wielkiego państwa rozległości, utwierdzono dla wszy-

-tkich: osoby, majątku, honoru i niewinności bezpieczeństwo; potwier- dzone łaskawie swobody i dobrodziejstwa, stanowi szlacheckiemu i miejskiemu nadane, zniesione tajne badania i sady, zapewniona jednostajna i publiczna dla wszystkich sprawiedliwość, straszna dla zbrodni, a pożądana cnocie i niewinności, wrócona handlu wolność, ożywiony przemysł; we wszystkich wyrokach, ustanowieniach i roz- kazach — duch sprawiedliwości, porządku, ludzkości i publicznego pożytku; są to liczne i wielkie dzieła, które już oznaczają cecha nie- śmiertelności panowania Najjaśniejszego Imperatora Alexandra l-go i spodziewać się każą: że prawda, sprawiedliwość i ludz- kość ugruntuje przyrodzone i odwieczne swe prawa, pod łaskawem i ojcówskiem berłem Jego«.

  Zwracając sie w końcu swej przemowy do tych na-

dziei, jakie narodowość polska może żywić w niepohamo- wanym rozwoju swoich umysłowych potrzeb, zakreśla mówca przyszłości jak najpomyślniejsze horoskopy:

str 175 MOWA X. STRYNOWSKIEGO.

  »Wielkie dzieło, od Najwyższej Opatrzności panowaniu swemu

zostawione, rozpoczyna szczęśliwie Najjaśniejszy Alexander I, chcąc dać narodowi rosyjskiemu stale i doskonale prawa, chce mu dać światło nauk, powszechne wychowanie, cnoty i obyczaje. Ta drogą, którą wskazuje geniusz Likurga, gdy rozliczne państwa ro- syjskiego prowincye, różnego początku, obyczajów, opinii, klimatu, języka i religii, w jedno ciało polityczne zostaną ścisłym węzłem połączone i przelane w jeden naród, jednym duchem tchnący, jednego Pana cnocie i mądrości podległy, jednem prawem nieodmiennem i sprawiedliwem rządzony, oświecony, cno- tliwy, rolnictwem i rękodzielnym przemysłem, handlem i żeglugą kwitnący, bogaty; męstwem i potęgą na ziemi i morzu bezpieczny, słowem, naród prawdziwie wielki i szczęśliwy, natenczas, ożywione wszystkie talenta, prace i cnoty, wydadzą wielkich i nadzwy- czajnych ludzi, mnóstwem i doskonałością dziel wszelkiego ga- tunku przed światem wsławionych; którzy otaczając świetny tron Alexandra I i łącząc ścisłym związkiem sławą swoją, z nieśmiertelna sławą panowania jego, przypomną Europie wieki Peryklesa, Augusta i Ludwika wielkiego«.

  »W tym tak wielkim widoku, Najjaśniejszy monarcha pozwala

chętnie poddanym swoim we wszystkich narodach szukać światła i doskonałości, sprowadzać wszelkie użyteczne i potrzebne książki; w tym chwalebnym celu wskrzesza, lub ożywia i utwierdza towa- rzystwa uczone, i wszelkie zakłady, które do rozkrzewiania nauk, lub do wychowania młodzieży są potrzebne; w tym duchu dobro- czynnych zamiarów, najłaskawiej raczył i tę Wileńską utwierdzić Akademię, która nieprzerwanym prac usilnych ciągiem, czysta o po- mnożenie światła nauk i dobre wychowanie młodzieży gorliwością, wiernem wszelkich obowiązków swoich wykonywaniem, nieśmiertelną najłaskawszego monarchy pamięć czcić i poświęcać nie przestanie!«

  Nie były to czcze pochlebstw narzuconych kadzidła,

owe ody, któremi księża Golański i Poczobut święcili sławę młodego monarchy i nadzieje ludów berłu jego podległych.

  Czyliż w tym dniu na rzymskich pieniach zbywać będzie?

Zawszeż wiszą posępne mgły? lub akwilony, W nierównym nawałnice miotając zapędzie Okoliczne Ponarskich gór szturmują strony? Czy zawsze tylko nucić czasy nieszczęśliwe? I w szkodnym losie nie dać odpoczynku myśli? Mniejszy od wiecznych zrządzeń, na co umysł tkliwe Próżno chęć i morduje i przyszłości kreśli?str 176 CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ SIEDEMNASTY.

Na lądzie i na morzu milszy czas nastanie, Skoro szturmy ustaną i wicher burzliwy. A po dżdżystej z gromami nocy, w swym rydwanie Jaśniejszym się nazajutrz zda Felbus życzliwy.

O! Jak wdzięczne od tronu łaskawe promienie Wspaniała Alexandra wszędzie ręka sieje! Inna juz rzeczy biorą postać i znaczenie, Juz się na złotych skrzydeł podnoszą nadzieje...


str 177 CZĘŚĆ TRZECIA.

TOWARSZYSTWO WARSZAWSKIEstr 179 ROZDZIAŁ XVIII.

Posiedzenie Grudniowe 1801 r. Na cześć zmarłego Krasickiego. Pochwała Dmochowskiego. Odczyty Albertrandego, Czackiego i Sapiehy.

Pragnąc uczcić uroczystym obchodem pamięć zmar- łego w tymże 180I r. księcia arcybiskupa gnieźnień- skiego, Ignacego Krasickiego, Towarzystwo przyjaciół nauk odbyło w dniu 12 grudnia tegoż roku posiedzenie publiczne »przy licznem obojej płci — jak o tem donosi Nowy Pa- miętnik z grudnia 1801 r. — zgromadzeniu. Miły był widok dla człowieka myślącego, ten zbiór dam najpierw- szych, ludzi dojrzałych, mających zasłużoną w publiczno- ści sławę i kwitnącej młodzieży. Zaiste, powiedział sobie, jeszcze gust nauk nie wygasł, jeszcze to, co najszlachetniej zajmuje dusze, co najmilej zaprząta umysł człowieka, w ca- łej swojej mocy zostaje, gdy pierwsze próby niedawno za- wiązanego Towarzystwa, tak żywo interesują i tak liczną zaszczycane są przytomnością«.

  Zapowiedziane odczyty X. Albertrandego: o Muzach,

Franciszka Dmochowskiego: Pochwała Krasickiego, Aleksandra ks. Sapiehy: o systemie metrycznym i Tadeusza Czackiego: o dziesięcinach, stanowiły wa- żna do tak licznego zgromadzenia publiczności przynętę.

12*str 180 CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ OŚMNASTY.

  «Nikną z oczu naszych — temi słowy, między innemi, zagaił

owo posiedzenie prezes — pochłonieni w powszechnej ludzkiego ro- dzaju toni, ci, na których szczęśliwym dowcipie, rozległej nauce, pra- co" ilości nieustającej, największe Towarzystwo nasze gruntowało nadzieje; a na publicznych posiedzeniach wzywać przezacnych słu- chaczów musimy do żałowania swej straty, do utyskiwania nad wla- naszą niedolą. Żałobną mogiłę wiekopomnego Józefa Szymanow- skiego w świątynię nieśmiertelności przemieniła cudotwórcza moc wspaniałej wymowy. Podoimy hołd dziś oddany będzie poważnej pa- miątce Ignacego Krasickiego, arcybiskupa gnieźnieńskiego, którego ostatnie prawie mdlejące wyrazy były: oświadczenie żywe ukonten- towania swego z utworzenia tego towarzystwa i chęci przyłożenia się do wszelkiej onego pomyślności. A bodajby klęski nasze na tej się Stracie zakończyły! Ale ani rozdrażniać tkliwej umysłom rany nie przystoi, ani w mojej jest mocy ukoić przejęte żalem serca. Sza- nując pogrobową nawet skromność tych wielkich ludzi, nie przywalę ozięble ich zwłok dumnym onym napisem, który Anglicy Newtonowi wyryli ale w skromniejszych wyrazach powiem: winszujmy sobie, niech pozostała publiczność sobie winszuje, że. takich mężów współ- czesna była. A jeśli ów aktor w starożytności, aby siebie, aby przy- tomnych rozrzewnił, urnę z popiołami jedynaka syna W rękach trzy- mając, łzy przyrodzone w kunsztowne przemienił; nie może Igna- cego Krasickiego pochwala nie być najskuteczniejsza w uściech tego, który nie urnę z zimnym popiołem, ale w rekach swoich ma złożony depozyt nieoszacowanych dzieł, tchnących jeszcze duchem tak wy- bornego dowcipu. Zbieg okoliczności, lub traf szczęśliwy, sprawił, iż pochwały męża, z rymotwórczych sztuk największa zaletę, najokazalszy zaszczyt mającego, ogłoszone być mają przez najwyborniejszych przekładaczów tych dwóch pisarzów, których wszystkie wieki ksią- żętami rymotwórców być uznali. Ta szczęśliwa okoliczność powodem mi jest, abym przezacnemu zgromadzeniu temu, nim Muz wycho- wań ca najmilszego pochwały, przez muz nieodstępnych przyjaciół usłyszą, Muzach powziętą, ze starożytnych źródeł podał wiadomość: jako ku pomocy być mogąca do zupełniejszego rozpoznania pamiątek starożytności, do objaśnienia mitologii i doskonalszego zrozumienia pisarzów dawnych, mianowicie wierszopisów«.


  Obszerna dyssertacya Albertrandego, oparta na przy-

kładach, z klasyków zaczerpniętych, nie wniosła wpraw- dzie do literatury ówczesnej epoki dorobku cennego, lecz jako wyraz upodobań umysłów, w archeologii mitologicznej rozmiłowanych, nosi na sobie cechę swego czasu i daje

str 181 POCHWAŁA KRASICKIEGO.

świadectwo bezużytecznej erudycyi, jaką naówczas ode- rwanym zupełnie od życia przedmiotom poświęcano.

  Wzorem krasomówstwa, uietylko owoczesnego, lecz

i na zawsze takiem pozostać mogącego w literaturze oj- czystej, była wspaniała mowa tłómacza Iliady, Franciszka Ksawerego Dmochowskiego, poświecona pamięci Ignacego Krasickiego. Nie można i sobie i innym odmówić rozkoszy przytoczenia ważniejszych z niej ustępów, z uwagi na nie- zwykle piękną jej formę i treść, odskakujące od szablonu, zazwyczaj w tego rodzaju pochwałach pośmiertnych sto- sowanego.

  «Jeżeli z rzeczy ludzkich — rozpoczął mówca—może co sobie

rościć prawa do nieśmiertelności, to zapewne geniusz. Inne zalety, bądź władzy, bądź bogactwa, bądź urodzenia, przemijająca maja trwałość. Każą niekiedy pozornym blaskiem mniej uważne oczy; ale zgon wraca je do nikczemności, z której się niesłusznie wydobyć usiłowały. Sama nawet cnota, najpierwsze i największe między ludźmi dobro, wkrótce nieznana gaśnie, jeśli pióro geniuszu nie wydrze jej zapomnieniu i nie zapisze w księgę nieśmiertelności. Sam tylko ge- niusz żyje z siebie: on jest i przedmiotem i sprawca swojej chwały, on sani tworzy dzieła godne wieków, a te same dzieła stają się dla niego niezatarta pamiątką».

  «Któż ze współczesnych nad Krasickiego może być pewniejszy

tego gatunku chwały? kto nad niego może sobie dłuższe obiecywać życie w pamięci potomności? Póki się utrzyma język polski, ta znakomita i najkształtniej ukrzesana gałęź sło- wiańskiego języka, póty jego imię wspomniane będzie, z tem uczuciem, jakie dzieła jego w każdym z czytających wzbudzają. Co mówię! Dzieła jego przyłożą się do utrzymania tego języka. Najod- leglejsi potomkowie chciwi, tych samych kosztować słodyczy, które w czytaniu Krasickiego ich pradziadowie czerpali, uczyć się będą ich mowy i prześlą ją swoim następcom».

  «Zaiste, mąż tak wysokich talentów wyższy jest nad wszystkie,

pochwały. Żyje on i żyć będzie z siebie; i ten wieniec, który sam swoją ręka uplótł, nie potrzebuje żadnej ozdoby z przydanych obca ręką kwiatów. Ale posłuszny być winienem rozkazom zgromadzenia, które uiszczając sie z swoich obowiązków, aby pamięci uczonych ludzi winny hołd w gronie jego odbierało, mnie do tej posługi, tak dla pochlebnej, wezwać raczyło. Należy się od tego zgromadzenia naj- żywsza wdzięczność zmarłemu książęciu, że imię swoje w rejestr jego najskwapliwiej zapisał, że w początkach zaraz największą gor-str 182 CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ 0ŚMNA8TY.

liwość względem jego ustanowienia, utwierdzenia i skutków okazał. Niestety! Jeśli niewcześnie dla siebie, za nadto prędko umarł dla Towarzystwa, którego i najcelniejszą był ozdobą i byłby najużyte- czniejszym członkiem. Dlatego, nie może być rzeczą obojętną dla światłej publiczności, posiedzenia nasze tak liczną przytomnością za- szczycającej, słyszeć rzecz o mężu, którego dzieła z takiem czyta ukontentowaniem, a ja, największy stad puchop, największa śmiałość biorę, że o Krasickim mówić będę«.

  »Żyjemy w tym wieku, kiedy opinia, do prawideł natury i ro-

zumu zwrócona, ceni ludzi podług osobistej ich wartości. Wyschło dziś źródło owych pysznych pochwał, tak obficie szalowanych, a z ta- kiem unudzeniem słuchanych. Nie pytają się teraz, jak długi szereg przodków liczyć może? ale jakim był i co uczynił? Szczęśliwa zaiste zmiana, która obaliwszy słabe podstawy, na jakich oparte dawniej dumne bałwany, przywłaszczały sobie prawo do czci świata, każe szukać rzetelnej chwały: w talentach, zasługach i cnocie. Taką sobie zapewnił Krasicki. Miał on wszystkie zaszczyty panującej dawniej opinii. Lecz tak je zaćmił osobistą swoją wartością, iż samo ich wspom- nienie zdawałoby się ujmą jego chwały. Dowcip jego, talenta, przy- mioty, stawia go w rzędzie najznakomitszych ludzi, jakiemi się ta ziemia w oczach Europy i potomności zaszczycać będzie«.

  Po treściwem przedstawieniu żywota Krasickiego

i po szczegółowym rozbiorze dzieł jego pod względem bo- gactwa ich treści i formy językowej doskonałej, kończy mówca swoje wywody pięknem porównaniem:

  »Miała razem dwóch ludzi Polska, których dzieła lubiła czytać

i porównywać, a na których, jak na dwie celne literatury swojej Ozdoby, patrzyła: Naruszewicza i Krasickiego. Pierwszy wychowany w surowej szkole uczonego Zgromadzenia, drugi, wykształcony w po- lerownej szkole świata, wzięli odmienne na umysłach piętna, które na swoich pismach wycisnęli. Ztąd Naruszewicz poważny, a w samych żartach ciężki: ztąd Krasicki miły, zabawny, ujmujący. Obadwa ob- darzeni świetnemi od natury talentami; lecz Naruszewicz więcej sobie zadawał pracy: Krasicki więcej szedł za swoim dowcipem. Na- ruszewicz miał więcej głębokości. Więcej świetności - Krasicki. Tamten się zapuszczał w nieprzebrnione morze erudyi, ten biegał po uśmie- chających się imaginacyi przestrzeniach. Krasicki w pierwszej zaraz młodości nabrał dobrego smaku. Naruszewicz w początkowej edu- kacyi wyczerpął coś z szumnego stylu, który niedawno panował w Polsce i nigdy się zupełnie z tej wady otrząsnąć nie mógł. Dlatego Krasicki zawsze gładki, naturalny; Naruszewicz często szumny, a cza- sem nadęty. Naruszewicza niezmierna Z początku chwała wierszopiska,


str 183 ROZPRAWA Ks. SAPIEHY.

coraz w oczach ludzi gustownych zmniejszała się, a natomiast wzra- stała sława jego dzieł, pisanych proza. Krasicki, mimo pięknych i do- wcipnych dzieł, niewiązaną mowa wydanych, utrzymał celniejszy zaszczyt z poezyi. Obadwa ludzie rzadcy, wzajemnie siebie szanu- jący, byli ozdoba narodu i światłem nauk polskich. Lecz Narusze- wicz pójdzie do potomności jak tlómacz Tacyta i dziejopis. Krasicki jako — poeta. Naruszewicz będzie w reku uczonych, Krasicki — w reku wszystkich«.

  Z działu umiejętności ścisłych Alexander ks. Sapieha

odczytał obszerną rozprawę o stosunku nowych miar i wag francuskich z litewskiemi i pol- skiemi.

  Wykład jego jasny i popularny obudzi] ogólne zajęcie.

Przykładowo, dla wykazania zalet owego wykładu, przy taczamy tu wyjaśnienie systematu metrycznego francu- skiego słowami mówcy:

  «Znaleziono zgodnie prawdziwą odległość północnego bieguna

naszej ziemi od ekwatora. Tc odległość podzielono na dziesięć milio- nów części. Z tych jedną część dziesieciomilionową znalazłszy dogo- dna w swojej długości do miary w pospolitem używaniu ludzkich potrzeb, oznaczono te jedne decymalną część kresy między biegunem i ekwatorem za bazę, to jest, za elementarna jedność wszystkich miar i wszystkich wag i tę zachowaną cześć, na linii południowej nazwano metre. On wynosi na dawna miarę francuska trzy stopy i Misko ośmiu setnych części; na nasza mian; polaka, łokieć jeden i więcej jak szósta cześć onego«.

  »Ten metr kwadrując, użyto za elementarna jedność do miar

rozległości powierzchnich. Sto kwadratowych metrów nazwano arą, z którego składają się morgi, włóki i t. d.«

  »Ten metr zrobiono elementarna jednością nietylko miar roz-

ległości, ale i miar miąższości. Wzięto dziesiąta cześć tego metra i w takiej wysokości zrobiono w formie kubicznej naczynie, którego wielkość wynosi blizko naszą kwartę. Francuzi nazwali to litre i oznaczyli za pierwiastkową jedność wszystkich miar miąższości, czyli kwart, garców, korców i t. d.«

  »Tenże metro zrobili również elementarna jednością wszyst-

kich wag. Wzięto setną cześć metra i w takiej wysokości zrobiono kliniczne naczynie. To napełniono woda dystylowaną, tę wodę za- mrożono do stałego lodu i potem w machinie pneumatycznej, zupełnie od powietrza wypróżnionej, ważono. Taki ciężar wody nazwanostr 184 CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ OŚMNASTY.

gramme, i oznaczono odtąd, jako niczem nieskażoną elementarną jedność wszystkich wag«.

  Koniec posiedzenia wypełniła dyssertacya Czackiego

o dziesięcinach, która pomimo upływu stulecia od chwili jej ogłoszenia, nie straciła dotąd wartości jedynego źródłowego w tej kwestyi dokumentu.

  Z dotychczasowych posiedzeń Towarzystwa sesya

12 grudnia 1801r. należała do najrozgłośniejszych. Cały kraj z zapałem odczytał wydrukowaną pochwałę Krasic- kiego i zaliczył ją do arcydzieł krasomówstwa polskiego.

  Minister pruski Schulenburg — ten sam, który, przed

kilkoma laty przedtem, pierwszy obwieścił urzędownie za- miar poprzedniego króla pruskiego przyłączenia do monar- chii dzielnic Rzplitej z Toruniem i Gdańskiem, na satys- fakcyę klęsk poniesionych w r. 1792 w wojnie z Francyą — bawił właśnie w owym czasie w Warszawie i pospieszył do siedliska Towarzystwa, by wynurzyć jego prezesowi żywe zadowolenie z prac uczonego grona, a jednocześnie i chęć należenia do liczby jego członków.

  Ksiądz Albertrandy wystosował do niego w dniu 14

stycznia 1802 r. odezwę w języku francuskim tej osnowy:

  »Monseigneur! Il a plu a Votre, Excellence non seulement

d'accorder sa puissante protection a notre Société naissante, mais encore de permettre, qu'en illustrant de Son nom, elle puisse se flatter de profiter de ces lumieres. Il est bien juste, que, de son coté elle tache de se montrer digne de tout davantages et qu'elle rende autant qu'il est en elle, par des preuves non équivoques, un témoignage éclatant de sa reconnoissance. Elle ne croit pas pouvoir mieux rem- plir ce dévoir, qu'en mettant sous les yeux de Votre Exc. le produit de ses travaux precedens, par lesquels elle éspere prouver son utilité pour le présent et prendre de plus grands engagements pour l'avenir. L'eloge du Prince Archeveque de Gnesne, membre do notre société, a rendu notre derniere séance publique tres intéressante, mais jus- qu'ici il n'a été publiée qu'en polonois. La meme séance h présenté a l'assemblée les trois pieces suivantes que nous prenons la liberté de lui offrir. Les deux premieres, qui ont pour auteurs: le prince Sapieha et le comte C'zacki roulent sur des objets de la plus grande Importance. Le troisieme, lu en polonois, niais traduit en latin par I auteur, est un recueil de ce que les plus célebres écrivains ont pro-

str 185 CZACK1 O DZIESIĘCINACH.

duits sur un objet, qui ne sauroit etre indifférent a la littérature. L'auteur est celui, qui, plein de reconnoissance pour la protection, que V. E. daigne lui accorder et du soin qu'Elle veut bien prendre de avancement, a l'honneur île se dire, avec tous les sentiments du plus profond respect Monseigneur de. Votre Exc. etc.»64).

  Nie tyle — potrzeba zjednania sobie wyjątkowej opieki

władz pruskich nad miodem Towarzystwem, ile konieczność zapewnienia sobie względnej swobody w rozwoju jego dal- szym, dyktowała przezornym kierownikom słowa bezgra- nicznego zaufania do dobrych rzekomo intencyj tychże władz, względem zadań, jakie sobie Towarzystwo nakreśliło. Nie uchylił się, od tego politycznego programu i Czacki w rozprawie o dziesięcinach, w której, projektując ich za- mianę na osep zbożowy, uważał za konieczne uderzyć w nutę oportunizmu.

  »Upadla samorządność narodu — tak zakończył Czacki swą

przemowę — zostać powinna ufność w opiece rządowej. Nie mamy udziału w władzy narodowej, ale nikt nam nie zaprzecza prawa, mó- wić z otwartością o naszych potrzebach. Niech ta czuła zmiana nie wdraża w nas niedołężności. Nieśmy z rozsądkiem i uszano- waniem wyjaśnienie prawdy w wspanialej prostocie. Ona jest tern bóstwem, przed k torem mocarz i naród rzucać winien kadzidło. Ci, co nami rządzą, wyznają świetna powinność wymierzania nam sprawiedliwości. Wzywam jej dla stosunku potrzeb i praw większej części mieszkańców tej ziemi!«str 186 ROZDZIAŁ XIX.

Posiedzenie Majowe 1802 r. Program prac Towarzystwa. Potrzeba opracowania Instoryi krajowej. Mowa Albertrandego.

Następne, z kolei trzecie, publiczne posiedzenie Towa- rzystwa, odbyte 15 maja 1802 r., ważnem się stało z tego względu, że na niem, po raz pierwszy, z obłoków ogólnikowych projektów i najlepszych chęci, wysnuwać się zaczęło wyrazistsze oblicze tych robót piśmienniczych ogól- niejszego znaczenia, jakie członkowie Towarzystwa wyko- nać postanowili

  Oddawszy dań należną polityce chwili, w słowach:

»mamy tę już chlubę i pociechę, iż, uznana z jednej strony zamysłów naszych nieskażona przystojność zjednała nam zaufanie troskliwej o szczęśliwość tych krain zwierzchniczej władzy,« a z drugiej, zapowie- dziawszy przyrzeczony w nakładach na wydawnictwa Towarzystwa udział czynny »odłączonych losem, spojo- nych zamiarów wspólnością, przezacnych obywatelów od najodleglejszej ściany«, wyliczył prezes Albertrandi sze- reg książek, bądź już opracowanych, lub też w robocie będących, któremi niezadługo piśmiennictwo ojczyste wzbo- gaconem będzie. Już tego samego dnia »w wielkiej oblito-

str 187 PLANY OPRACOWANIA HISTORYI.

ści po całym kraju, bezpłatnie rozdaną być miała sianka obyczajowa dla ludu« zmarłego niedawno przedtem członka Towarzystwa X. Piramowicza; zapowiedziano nadto tablice wag i miar ks. Alexandra Sapiehy, rozprawę o Koperniku Jana Śniadeckiego, grama- tykę polską X. Kamieńskiego, słownik języka polskiego Lindego, pracy, »której już odebrane wzory każą się spodziewać, iż nie tylko slow staropolskich, ale i tych, których potrzeba później wprowadziła używanie, i tych, którym narodowość polską ostatnie przyznały wieki, wyrazów oraz językowi temu właściwych, najobfitszym słownik ten stanie się składem i nieprzebrane ojczystego jeżyka okaże dostatki«.

  Zapowiedziano część drugą Retoryki X. Piramo-

wicza, zaleconej ongi przez zacnej pamięci komisyę edu- kacyjną, logikę Józefa Kalasantego Szaniawskiego, ma- tematykę X. Zaborowskiego, architekturę braci Stanisława i Alexandra hr. Potockich, chemię ks, Ale- xandra Sapiehy, mineralogię Komarzewskiego, oraz inne działy nauk przyrodniczych w opracowaniu Szeydla, Jackiewicza i X. Jundziłła; nowe wydanie Iliady, w prze- kładzie Dmochowskiego.

  Lecz najważniejszy ustęp mowy Albertrandego po-

święconym był naglącej potrzebie opracowania history i ojczystej, która, skutkiem zgonu Naruszewicza, utra- ciła jedynego, jak dotąd, swego orędownika i przedsta- wiciela.

  Trudności tego zadania nie były obcemi Towarzy-

stwu. Z pomiędzy następców Naruszewicza, może tylko jeden Czacki zdawał się najgodniejszym do podjęcia lak olbrzymiego zadania. Do niego też, jak zobaczymy, zwraca się Albertrandi ze słowem nadziei, iż od lego brzemienia się nie uchyli. Wiadomo, jakie sprawa historyi pol- skiej znalazła w tonie Towarzystwa rozwiązanie. Wia- domo, że ono nie odpowiedziało ze wszystkiem oczekiwaniom Towarzystwa i wymaganiom nauki. Lecz wina takiegostr 188 CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DZIEWIĘTNASTY.

rezultatu dobrych zamiarów Towarzystwu obciążać nie powinna. Zamiar rozebrania przez członków pojedynczych panowań królów i epizodycznego traktowania różnych epok dziejów polskich — spotkał się z czasem z gryzącą ironia, Johana Bartoszewicza.

  »Sądziło Towarzystwo - pisał on - że przez to przy-

spieszy wielkie dzieło i zostawi narodowi historyę, przed którą znikną wszelkie ogromy erudycyi i talentu. To do- skonały rys epoki. Nikt historykiem nie bodzie z natchnie- nia, dlatego nikomu nie można poruczać pisania historyi. Towarzystwo przyjaciół nauk ani pojęcia nie miało o skarbach, jakie się kryły dla naszych dzie- jów w rękopismach; bez poznania tych źró- deł chciało mieć historyę. Wtenczas literaci tak łatwo przechodzili od przedmiotu do przedmiotu i ani się domyślali, że do historyi potrzebują specyalnych wia- domości, że muszą odbyć wprzódy jaką taką aplikacyę. Stąd belletrysta dzisiaj, jutro filozof, trzeciego dnia teore- tyk i poeta, czwartego, stawał się - historykiem. Wśród ta- kich pojęć o rzeczach, nic dziwnego, że się w istocie zaraz znalazło wielu historyków... Fakt to bardzo charaktery- styczny... Był to spisek, że się tak wyrażam, jedno- okich przeciw majestatowi historyi. Ludziom liczonym z Towarzystwa przyjaciół nauk nie zbywało na chęciach najlepszych, zbywało im tylko na potrzebnej nauce i pojęciu ogromu przedsięwzięcia, na które się dobrowolnie odważyli, sami nie wiedząc, co robią. Zdumiewa ta ich spokoj- ność«. 65)

  Widocznie nie odczytał Bartoszewicz przemowy X.

Aibertrandego, wypowiedzianej na posiedzeniu 15 maja 1802 r., jeśli tak krzywdzący czyni przedstawicielom To- warzystwa zarzut.

  I Albertrandi, ów mąż zasłużony, którego odpisami

archiwalnemi do dziejów polskich, nietylko Naruszewicz, lecz i cale następne żywiły się pokolenia dziejopisów, i ko-

str 189 TRUDNOŚCI ZADANIA.

ledzy jego, badacze, członkowie Towarzystwa, doskonale rozumieli obowiązki, jakie majestat historyi nakłada na pracowników tego działu umiejętności.

  Najwymowniejszym tego dowodem jest przemowa

Albertrandego, którą tu przytoczyć należy, gdyż stanowi najlepszy komentarz i obronę Towarzystwa w tej sprawie:

  »Ale podobno troskliwa publiczność o honor imienia, którem

się te krainy niedawnemi czasy zaszczycały, spyta się, czyli na- rodowa historya, jedna zaniedbana i śmiertelnym gła- zem przywaloną zostanie? Nie daj Boże, aby Towarzystwo nasze od siebie samego od rodne, tak daleko od zamiaru i przedsię- wzięcia swego odstąpiło! Owszem, za własny swój i rodowity obo- wiązek poczyta, wydrzeć niepamięci to imię, które na sercu każdego natura wy piętnowała, a podać najodleglejszej potomności wielkie wielkich przodków dzieła, ku sprawiedliwemu onych ocenieniu i zasłużonemu uwielbieniu. Ale kto będzie tak biegły w starożytności, tak sposobny, wieków od nas od- dalonych rozpędzić ciemności; tak zdolny, rozmaitych narodów w cza- sach dziczą zarosłych, opisać poniewierki? tak zdatny rozwiązać tru- dności z upłynionych czasów krętego zaplatania pochodzące? tak ćwiczony w niedościgłych przemianach praw, zwyczajów i rządów? tak znający namiętności, które największych dziel i przypadków sprężyna były? tak bogaty w rekopisma, w których się najtajniejsza część historyi zamyka? tak opatrzony dyplomatycznemi pismami, które najpotężniejszem są historyi utwierdzeniem? tak obfitujący w księgi pisarzów dawnych, których imiona nie tylko dla gminu, ale i dla uczonych osobliwszą są nowością? tak obdarzony pamięcią, która by to wszystko ogarniała, to wszystko w porę i podług potrzeby stawiła? Kto do tych wszystkich przymiotów miłości i wytrwałości pracy, gorliwości o pomnożenie nauk pożytecznych, przywiązanie do imienia, które od pierwiastków życia nosił, doświadczenie na długiem urzędowaniu i sprawowaniu najdelikatniejszych interesów nabyte, serce od gwałtownych passyj, myśl od ciemnych przesadów wolną przytacza; ten, początkową w kolebce zostającego narodu historyę, od Naruszewicza nietkniętą, ten, w nachylonym narodu tego wieku prze- rwaną, ten, w czerstwości, młodości opisaną, ale podobno gdzienie- gdzie poprawy lub objaśnienia potrzebującą historyę, do pożądanej doskonałości doprowadzi. Nie mówię, kto to wykona? ale widzę publiczność, odemnie do osoby w pobliżu będącej oczy zwracającą, a mnie pozostaje tylko powiedzieć: hic vir, hic est!«str 190 CZĘŚĆ III. ROZDZIAł DZIEWIĘTNASTY.

  Te zatem trudności udania, jakie w lat kilkadziesiąt

później Bartoszewicz wyliczył, dziwiąc się spokojowi su- mień członków Towarzystwa, jakoby ich zupełnie nieprze- widujacych, znajdujemy jasno wyniszczono w przemowie męża, tyle dla sprawy gromadzenia źródeł dziejowych za- służonego. In magnis voluisse sat est. Z podjętego zadania wywiązało się następnie Towarzystwo, wedle sił,... obrawszy tę drogę, którą i do dziś dnia nauka uważa za najodpo- wiedniejszą do zbudowania w przyszłości całokształtu dzie- jów ojczystych. Działy »pojedynczych panowań królów« z epoki Tow. przyj. nauk, zastępują dziś drobia- zgowe monografie, bez których, o całości dziejów i ma- rzyc nawet nie podobna.

  Koniec posiedzenia 15 maja 1802 r. wypełniła roz-

prawa Jana Śniadeckiego, nadesłana z Krakowa: O obser- wacyach astronomicznych, jak również Po- chwała zmarłego X. Grzegorza Piramowicza, wypowiedziana przez Stanisława Kostkę hr. Potockiego.

str 191 ROZDZIAŁ XX.

Przedmioty dyskussyj członków na posiedzeniach prywatnych. Poczucie potrzeby łączności z literaturami innych narodów. Uwagi Albertrandego nad oświatą rodzimą. Inne tematy narad.

To, co owej szczupłej garstce pracowników, skupionych około obywatelskiej myśli podniesienia poziomu umy- słowego społeczeństwa rodzimego w początkach wieku bie- żącego, nadaje cechę istotnych myślicieli, świadomych celu swego zadania, spoczywa nie tyle w różnorodności projek- tów, jakie, gwoli zaspokojeniu potrzeb najnaglejszych oświaty krajowej, planowała; ile przeważnie - w dążeniach do utrzy- mania społeczeństwa rodzimego na tem stanowisku, jakie mu, z racyi jego dotychczasowych, a niezaprzeczonych, zasług kulturalnych, W świecie cywilizowanym się na- leżały.

  Odczuwali to dobrze członkowie Towarzystwa przy-

jaciół nauk. że u gronie narodów europejskich, Polska, jakkolwiek politycznie z rzędu państw wykreślona, pod względem dorobku swego umysłowego, nie najniższe zaj- mowała stanowisko; że literatura czasów Stanisławowskich, jakkolwiek nie jaśniejąca wybitniejszemi talentami, mogła była wszelako wykazać się dorobkiem nie pośledniejszym, jeśli nic treścią, to bogatą i poprawną formą zewnętrzną str 192 CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY.

wobec literatur Zachodu, a, w każdym razie, obfitszym i wspanialszym nad wszystkie ówczesne pobratymcze pi- śmiennictwa Słowian.

  Z tem wszystkiem, ze skromnością, właściwą jedynie

umysłom wyższym, ciż sami członkowie uczonego grona odczuwali, iż wielu jeszcze warunków brakowało literatu- rze rodzimej, by zapewnić jej możność dalszego rozwoju; W pierwszym zaś rzędzie, odczuwali w niej brak twórczości samodzielnej, oryginalnej, i nadmiar, jeśli nie wyłączną ce- chę naśladownictwa treści i formy — zapożyczonych z Za- chodu.

  Na konieczność zatem podniesienia twórczości rodzi-

mej w duchu samodzielnym zwróciło uwagę w dyskusyach swoich Towarzystwo przyjaciół nauk; a uwagi w tym przed- miocie, przez Prezesa Albertrandego uczynione, są tak do- niosłej wagi i tak charakterystyczne, że zasługują na pod- niesienie i wyróżnienie, właśnie w dobie bieżącej, w której, dzięki twórczym talentom, czysto rodzimym, literatura ta doszła nietylko do niebywałego rozkwitu między swymi, ale nawet dostąpiła zaszczytu, iż cały świat ucywilizowany szczerze się nią począł interesować.

  Dyskusye w sprawie warunków podniesienia piśmien-

nictwa polskiego i wzbogacenia jego języka, prowadzone zaraz w pierwszych początkach bytowania Towarzystwa, nie były dotychczas znanemi. Słabe jedynie jej odgłosy mie- szczą się w przemówieniach prezesa Albertrandego na po- siedzeniach publicznych, lecz nie dają one przybliżonego nawet wyobrażenia o głębokości i trafności uwag czcigo- dnego przedstawiciela inteligencyi swojskiej ówczesnej, o świeżości jego poglądów w sprawie tak ważnej, nie po- zbawionej bezpośredniego znaczenia i w czasach dzisiej- szych, Przytoczyć je należy w tem miejscu in extenso, we- dług notat w aktach Towarzystwa odnalezionych.

  Wykazując konieczność usiłowań w celu rozszerzenia

terytoryalnego wpływu twórczości rodzimej i spopulary- zowania dorobku umysłowego polskiego wśród ludów Eu-


str 193

Akwarela nieznanego artysty dworu Landgrafa Hessen darmasztadzkiego

Ludwika X z r. 1800, (z kollekcyi MatBersohna).

13str 194 CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY.

ropy, w te słowa, przemówił Albertrandi do członków To- warzystwa na jednej z sesyj prywatnych, odbytych na schyłku roku 1802:

  »W pierwszych wiekach zwolna wzrastającej filozofii, ci, co

w wiadomościach do tego rzędu należących, nieco nad gminem pro- stym unosili się; napuszeni wysokiem o swej umiejętności rozumie- niem, szumny tytuł sophów, albo mędrców, sobie przywłaszczali. Pierwszy Pythagoras, zmierzywszy okiem przestrzeń tak rozlepia nauk, w skład prawdziwej mądrości wchodzących i bacząc, jak wiele, nawet najwięcej umiejętności posiadającym, do przyznania sobie chwały mądrych nie dostaje, przestał na skromnej nazwie filozofa, to jest mądrości miłośnika. Ten wielkiego męża przykład mie- liśmy na myśli, kiedyśmy tworząc to nasze. Towarzystwo, znane je mieć chcieliśmy światu pod skroninem imieniem — przyjaciół nauk. Ale, jak skromną jest ta nazwa w wyrażeniu, tak rozległa jest w przedstawieniu, tak ważną i uciążliwa w powinności. Przyja- cielami być przedsięwzięliśmy nauk, nie w tem rozumieniu, jak wielu się przyjaciółmi, albo, iż słowa obcego użyję, amatorami rymo- twórstwa, sztuki, malarstwa, lub muzyki, mianuje; choć nigdy, ani wierszy nie składali, ani pędzla w ręce nie wzięli, ani dźwięku in- strumentu, samego przez się, nie doświadczyli. Nasze przedsięwzięcie jest: być przyjaciółmi nauk czynnymi, aby, za staraniem naszem, dawne ich zabytki zachowane były i nowe.mi dostatkami zbogaconc, aby wzrost, który w obcych krajach ustawicznie biorą, skutkiem był nietylko cudzego przemysłu, ale i naszej gorliwości, aby i tu zarodziły się szczęśliwie krzewiny, godne przesadzenia do naj- bujniejszych niw zagranicznych.

  »Zmierzając do tak chwalebnego kresu, liczne trudności drogę

zagradzają, które, nie inaczej, jak tylko usilną i niezwątloną pracą mogą być uprzątnione. Trzeba najprzód zwyciężyć trudność, która z samego języka pochodzi. Nie znali takowej zawady ani Grecy, ani Rzymianie i, dla tego, po upadku nawet ich państwa, aby naro- dowa ich chwała, jednako z władzą, potokiem zarwaną nie była, przestać na pracach poprzedników swoich mogli, chociaż rozpościera- jąca się coraz bardziej noc barbarzyństwa onychże samych ogarnęła«.

  »Pozbawiony jest tego zaszczytu nasz język rodowity; a lubo

odwołując się do pierwiastkowego języka słowiańskiego, panowanie onego, od Kamczatki, do morza Adryatyckiego rozciągamy, jednak te, rozsypane miedzy dzikiemi narodami szczepu słowiańskiego osa- dy, nie wicie do upowszechnienia języka słowiańskiego są pomocne, zwłaszcza przy tak wielkiej dyalektów różnicy, przy tak uporczy- wem do własnego kształtu mowy przywiązaniu, przy tak zwanych.

str 195 MOWA X. ALBERTRANDEGO.

sporach o przewyższającej w różnych dyalektach gładkości mowy, przy odmiennym zupełnie, albo po części w Illiryi, w Bulgaryi, u Chrobatów, u Serbów, u Rosyan, u Czechów, u Polaków, składzie samegoż abecadła, gdzie prostota, łatwość, wygoda, uprzedzonym zdaniom, nawyknieniu, ślepemu starożytności poszanowaniu — ustą- pić muszą. Przydać jeszcze do tego trzeba, że żaden ze słowiańskich dyalektów, w układ wychowania, dziś w Europie kwitnącego za gra- nicą narodu, takowych dyalektów używającego, nie wchodzi, kiedv, od lat więcej stu, jakikolwiek polor mający Skandynawowie, Rosya- nie, Brytańczykowie, Polacy i ościenne Niemcy, język francuski, później trochę angielski, nieodbicie warunkom przystojności ćwiczeń w pierwiastkach wieku poczytali, skąd poszło, że uczone nawet To- warzystwa, nie. dla swego tylko kraju, ale dla ludzkiego rodzaju pracując, zniewolone zostały, pisma swoje i mądre wynalazki ogła- szać albo francuskim językiem, jak: akademia królewska w Berlinie i w tych czasach petersburska, albo onym powszechnym językiem łacińskim, jak niegdyś taż sama petersburska i lipska, która to osta- tnia, rodowitego swego języka dopiero naonczas używać poczęła, kiedy dzieła najwybitniejsze, w niemieckim języku wydane, kiedy stan nauk na stopień wysokiej doskonałości wyniesiony, ciekawość języka niemieckiego w obcych narodach wzbudziły.

  »Nie zostaje nam tedy, dla uwiecznienia narodu naszego w pa-

mięci cudzoziemców (gdyż w naszej wiekować nigdy nie prze- stanie), jak tylko — większą, niż w rzeczy samej ma, wzię- tość językowi naszemu obmyśleć; a kiedy inne wsławienia sie sposoby jemu są odjęte, albo przynajmniej uszczuplone, nie zo- staje, mówię, jak tylko: liczne mi, pierwszorzędnemi, dzie- łami i przyłożyć się do pomnożenia dostatku literatury, abyśmy, tym sposobem, w narodach obcych chęć wzbudzili nabywa- nia dostatecznej wiadomości naszego języka, a tem samem rozprze- strzenili sławę nauki narodowej.

  »Naśladownicze dzieła słabą są ponętą dla podejmowa-

nia tak wielkiej pracy, jaką jest nabycie języka, od innych, dziś uży- wanych, tak bardzo się różniącego, a ledwieby jaki, słowiańskiego rodu, literat odważył się tak wielkim nakładem tak małą pozyskać korzyść.

  »Rzekłem: oraz licznemi, bo jeśli z dzieł naszych, przez

trzy, lub cztery wieki, ledwie się kilka znalazło, co sobie honor prze- łożenia ich na inny język zjednały; jedna lub druga księgi do wia- domości obcych dochodząca, nie zdoła wysokiego u nich wzbudzić zdania o naszej literaturze.

  »Naszej więc pracy zamiarem być powinno: nadać językowi

naszemu ona sławę, one u obcych zalety, aby przez nas posu-

13*str 196 CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY.

nietym został aż do stopnia onego, na którym inne sła- wniejsze europejskie języki już stanęły.

  »Ale choćbyśmy nawet przestali na samem oświeceniu

współziomków naszych, nie uniknęlibyśmy trudności, słusznie nas zatrważać mogącej, która się znajduje — w rozmnożeniu ksiąg pra- wdziwie pożytecznych, nawet istotnie potrzebnych, jako źródła jedy- nego wszelkiego wyboru, mocniej zalecających imię narodowe i wytrwa- łość onemu zapewnić, w następnych pokoleniach mogących.

  »Okazują wprawdzie z niejaką dumą przeciągłe rejestra pisarzy

rodaków naszych przez te kilka wieków, gdy obfitsze światło nauki u nas zajaśniało, na publiczne światło wydanych, ale z tej liczby, aż do zaczęcia wieku siedmnastego, wyłączyć trzeba więcej jak trzy czwarte części pisarzy, których, na on czas panujące o religię spory potrzebnemi czyniły: wyłączyć i tych trzeba, którzy z powołania, z gorliwości, z obowiązku urzędu swego, te materye objaśnić przed- sięwzięli, które ustawami Towarzystwa od zamiarów naszych są od- dalone; wyłączyć i tych, których, z wzorami pilne porównanie, niedo- kładność okazuje; którzy zatem, i z poprzednimi, za — nauczycieli tylko języka i świadków używania onego w świecie powinni być poczytani. Wyłączyć jeszcze, albo raczej wymazać, z rejestru tego trzeba niele- dwie że wszystkich pisarzy XVII wieku, w którym smak prze- wrotny najcelniejsze dowcipy zaraził; którą to w brakowaniu pisa- rzów surowość do połowy prawie ubiegłego wieku rozciągnąć należy. Od tego czasu szczęśliwsza zaiste i narodowemu honorowi co do nauk pomyślniejsza zaczęła się epoka. Ale jeśli w świetnym szyku poczet godnych sławy swojej pisarzów stawa, nie mogę za tym okazałym glejtem nie widzieć chałastry (!) niezmiernej i motłochu nikczemnego zmarzłych i mrożących rymotwórców, nudzących, lub gorszących, romansowych bajknpisarzów, sprośnych dramatystów, podłych tlóma- czów, jednych, co pomiotła obcych narodów za skarby udać chcieli, drogich, co rozumną wymowę, zdania wspaniale, nauki najdokładniej- sze, wyroki polityków i filozofów najpoważniejszych — w ferezye po- dłości, nikczemności i nierozsądku oblekli. Cala więc księgarnia naro- dowa, z polskich pisarzów złożona, do skromniejszej bardzo liczby przywiedzioną zostanie...

  Cóż dopiero, kiedy zechcemy wziąść na uwagę nowe w litera-

turze odkryte potrzeby, świeże wynalazki przekształcenia nauk, skłon- ności wieku! Jak wiele miejsc w tejże księgarni próżnych upatrzymy, jak obszerne dla nas otworzy się pole pisania, jak ogromny zwali się na nas ciężar pracy!

  »A że o skłonności wieku dopiero wspomniałem, nie mogę

milczeniem pokryć, iż się przyjaciele nauk tak gorliwymi o wzrost ich pokazać powinni, iżby żadnej nie cierpieli zawady, ubliżającej

str 197 MOWA KS. ALBERTRANDEGO.

ich najzupełniejszej dojrzałości. Taką zaś, a to bardzo ważną, prze- szkodą, jest porywcza wziętość, którą zwyczajnie moda nazywają i niebaczny zapęd umysłów do jednego nauk gatunku, któremu, albo powodzenie osobliwe, albo przychylność osób, z wytworności gustu zaletę mających, albo płochych dowcipów tajna zmowa, szacunek nadała.

  »W biegu życia mojego, takowej popędliwej wziętości, czyli

niesfornej mody, wiele przykładów widziałem. Kiedy Jezuici w zaciszu domowem wady stylu poprawiać usiłowali, a Konarski publicznie je hańbił i potępiał, wszyscy chcieli być krasomówcami. Kiedy zorze zdrowszej filozofii przez chmury perypatetyzmu przebijały sic, a Wi- śniewski w Warszawie, Żebrowski w Wilnie, poczynali niektóre oka- zywać doświadczenia fizyczne — wszyscy garnęli się do filozofii. Kiedy z Niemiec do Polski przeniesiony Wolfius zasłużonych pochwal wieńcem ozdobiony pokąsał się —wszyscy rzucili się do matematyki. Kiedy sława gwiazdowidzów londyńskich, paryskich i innych zagra- nicznych, postępkami w tej nauce, wybornemi naszych rodaków pra- cami stwierdzona, po Europie rozeszła się — wszystkie ku niebu oczy obrócone zostały, a jeśli liczbą innym się nie zrównali, sprawił to wstręt trudów do tej nauki przywiązanych, sprawił narzędzi po- trzebnych niedostatek.

 »Kiedy Krasickiego, Naruszewicza, Szymanowskiego, Trembec-

kiego, Kniaźnina i kilku innych na łonie nieśmiertelności złożone wiersze zjednały sobie sprawiedliwego tych rzeczy szacunkarza po- chwały i łaskawe względy — wysypała się na polskie niwy jak sza- rańcza, zgraja rymotwórców, czyli rymopotwórców, których gło- sek jednobrzmiących parzyste zaprzęgi wlokły zbiory niezmierne bąblów, lazaret rozumu, czcze gładkości, czułości, sensu, wyrazy. Słowem, przeżyłem błyszczące się na przemian i zwykle widziadła: encyklopedystów dumę, ekonomistów rachuby, rolników i gospodarzy wynalazki, polityków szperania, sapały dramatystów, gallomanów zagorzałych wschodzące, przyćmione, i ledwie nic zgasłe, nauki i kun- szty, zaprzątnienia, bawidła, gruntowną i porywcza plochość. »Nie dlatego to mówię, iżby wziętości, albo modzie, która skłonności ludzi jest dowodem, pozwolić czego nie należy. Ale powsze- chnem, Towarzystwo, rządzącem się prawem, nie podlegającem usta- wom przemijającej ludzkiej namiętności, — upatrować, utrzymać i wspie- rać wszelką usilność powinno, co powszechna wyciąga potrzeba, co do wydoskonalenia Towarzystwa ludzkiego najbardziej dopomaga, co do uszczęśliwienia współziomków ojczyzny świata całego najbar- dziej i niezawodnie służy.

  »Osobom tak światłym próżna rzecz jest zalecać nauki. Lu-

dziom tem powietrzem oddychającym, daremną jest rzeczą przypo-str 198 CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY.

minać ojczyzny miłość, a zatem zachęcać ich do pracy, byłoby — którykolwiek z wspomnionych przymiotów podawać w wątpliwość.

  »Wszakże, gdyby nawet zdawało się niektórym, co rzeczą jest

niepodobna, w jednymże grobie zagrześć ojczyznę i swoje do niej przywiązanie, dlatego, iż ją z liczby żyjących wyłączają, naśladował- bym onych to starodawnych Egipcyan, w biesiadach swoich i schadz- kach wyschła przodków zwłoki okazujących i chwalących ich dzieła, wysokie zasługi, hojne dobrodziejstwa, przejętem wdzięcznością ser- cem, z głębokiem uszanowaniem opowiadających; a dobytą z pod zimnego głazu tę wspólną matkę stawiłbym przed ich obliczem, aby przeniknieni widoku okropnością, wstydem zalani, nie już z ust moich, ale od niej samej te pełne żalu narzekania, te najżywsze, ale oraz najsprawiedliwsze, strofowania słyszeli:

  »I dlatego ja was na łonie mojem wychowałam i dlategoż ja

was najokazalszej dobroczynności mojej dowodami obdarzyłam, naj- wybitniejszej czci i bonom upominkami ozdobiłam, wasze imiona w księdze wiekopomności niezgluzowanych charakterów zapisałam dziedzicami zjednanej mi przez waszych przodków chwały mianowa- łam, w szczere wasze oklaski, w nieszczęśliwe doli użalenie, innych narodów zjednałam, abyście do okropności losów moich hańbę wiecznej niepamięci przyłączyli, abyście mię na jeden stos z dzikiemi narodami wrzuciwszy, święte popioły moje wiatrom w rozsypkę oddali? Syny niewdzięczne, syny dalekie od wielkomyślnej chwały wielkich przod- ków, zdrowie swoje i życie na szanc dla mnie niosących! Jeśli ten pozostały środek wydobycia z tej okropnej, która mnie ogarnęła, nocy, będzie mi odjęty; jeśli przez wsparcie nauk narodowych, przy- łożenie usilnej do tego pracy, nie będzie mi już wolno wznieść się jakożkolwiek w rzędzie żyjących — niewdzięczność wasza i nieużytość nietylko wieczystej nie uniknie każni, ale nawet onej tak podłej nie zakosztuje słodyczy, która na obmierzłej zasadzacie gnuśności.

  »Ci, którzy do opatrzności rządu staranność o utrzymanie po-

loru w tych krainach przywiązują, zastąpią was, obmyślą, nauczy- cielów naznacza wzory, przepiszą nauki, ale ci nauczyciele, te wzory, te nauki narodowemi nie będą, a przeciwnym, niżeli lud niegdyś Izraela, sposobem, w ziemi waszej, obcą wam pieśń nucić przykażą. Chełpliwie nawet obijać się o uszy wasze będą głosy przychodniów, niezasłużoną chwałę sobie przywłaszczających, iż was z dzikości, z barbarzyństwa, grubej rzeczy najpotrzebniejszych niewiadomości, wyprowadzili. A ja, wzgardzona, spotwarzona, shańbiona, co losu tylko byłam nieszczęsną ofiarą, stanę się dotkliwszą tysiąc razy przy- godą, celem szyderstwa

Quid miseram laceras, jam parce sepultae

str 199 TEMATY DO ROZPRAW.

  »Święta Ojczyzno! Zawsze przytomna myśli, zawsze żyjąca

w sercu!

  »Jeżeli władza Ona, najwyższemi rzeczy pod słońcem kierująca,

chciała, abyśmy Cię przeżyli, nie, staniemy się pastwą nieodzownej śmiertelności, dzielić się z tobą życiem naszem będziemy, albo raczej u nas i przez nas — życie do ostatniej przeciągniesz potomności.

  »Zaręczają to tobie przyjaciele nauk, którzy dotąd usilnością

pracy, to imię utrzymać starali się, zaręczają zacne osoby one, po- wagą swoją, zamiary nasze wspierające, zaręcza Rząd, przyrzekający wsparcie i obronę zamysłom naszym, zaręcza ten nowy, przybrany do Zgromadzenia towarzysz, a zaręcza ochotą, stałością usilnej pracy, łożonej na dźwignięcie, rozszerzenie, wydoskonalenie nauk, tych zwłaszcza, które wiek twój w pierwszej czerstwości zdobiły, zaręcza mówię, wiek wytrwałości, dla której, na Twojej mogile, czytać po- tomności będzie:

  Hic jacet Polonia — sed non omnis.
  Znajdujemy w aktach Towarzystwa luźne kartki,

z wyszczególnieniem tematów, jakimi się członkowie na prywatnych posiedzeniach zajmowali. Prawdopodobnie, dy- skusya nad niemi nie została utrwaloną w piśmiennych opracowaniach.

  To jednak, co znajdujemy na luźnych owych kart-

kach, daje przybliżoną miarę szerokości pomysłów ich projektodawców i powagi zadania, przez grono uczone podjętego. Nie będą one obojętnemi i dla wyjaśnienia ho- ryzontu naukowego epoki, która nas tu zajmuje. Oto ich wyliczenie:

  I.
  Podzieliwszy czas upłyniony np. od śmierci Kazimierza W. do

pierwszych lat wieku XVII t. j. do śmierci sławnego Zamoyskiego Jana, na epoki, albo rozdziałów kilka, podług tego, jak znaczna mię- dzy niemi różność się okaże, w każdej epoce opisać: jakie w ówcze- snych Polakach bvłv patryotyzmu dowody, na czem się gruntowały i z jakiego źródła pochodziły; a jeśli w odmiennych czasach, odmienne były, przełożyć, jaka tej odmiany była przyczyna i jakie skutk,: mianowicie, znając wzgląd na wpływ onych do rządu i pomyślności krajowe?str 200 CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY. II.

  Przyjąwszy, zasady lub sprężystość rządów, jakie Montesquieu

w księdze swojej de l'Esprit des lois naznacza, pokazać, jak wiele z nich każda wpływu miała do rządu krain polskich, oraz jakie onych, albo w wszystkich razem, albo kilku, spojenie, w różnych czasach, aż do końca panowania Jana 111, pokazało się?

III.

  Dla rozległości kraju, przedtym Polskiego, wyznaczywszy pun-

któw pięć, np: Kaniów, Nitawę, Kraków, Gdańsk i środkujący mię- dzy niemi punkt — Brześć litewski, pokazać ich Perieków, Anteków, i Antipody, lub, supponując ziemie, gdzie tylko morze jest, porówna- nie z wyznaczonych punktów w fizycznym składzie uczynić, oka- zując, co mają podobnego, lub odmiennego, a w przypadku chybio- nej, która dla samego położenia być powinna, równości, okazać tego przyczynę, gruntując sic na pewnych powieściach najsławniej- szych wędrowników.

IV.

  Imiona męskie i białogłowskie, które w starożytnej his torvi

czytamy, skąd pochodziły? czyli miały początek z oboegu jeżyka, czyli też przemian z zagranicznych były? jak Pełka z Fulcona, lub przetłumaczone jak Dobrogost z Bonawentury, czyli nie były nie- które z samego upodobania złożone, jak Goworek, Gniewomin, Zbig- niew, Niemiera etc. albo z wymysłu utworzone?

V.

  Dawni Polacy czy mieli prawdziwe przezwiska? skąd je brali?

czy były dziedzicznemi, kiedy się stały pospolitnemi. Iżali się od Wandalów przyjęły, albo pozostały był zwyczaj przezwisk, rodzeń- stwo znaczących, dotąd w Hiszpanii trwający? w przezwiskach np. Vasquez, Cortez, Perez, Suarez, Gullierez i tym podobne. Czy zwy- czaj w Litwie i na Kusi takowych przezwisk, przez Ruś od Greków był przyjęty, czyli z inąd wprowadzony. Na ostatek, czyli nazw miej- scowych dać można powszechną przyczynę? Jakie one czasem od osób pochodząc, wzajemnie potem osobom przezwiska dawały?

VI.

  Jak był stan edukacyi młodzi polskiej co do nauk, co do oby-

czajów, co do ćwiczenia rycerskiego, lub szlachcie, przyzwoitego,

str 201 TEMATY do ROZPRAW.

w różnych czasach, t. j. 1. przed założeniem Akademii krakowskiej. 2. od założenia Akademii krakowskiej do wprowadzenia Jezuitów, 3. od wprowadzenia Jezuitów aż do objęcia szkół przez Pijarów. 4. od założenia szkół Pijarskich do czasu Konarskiego, około 1780.

VII.

  Czy zdanie Buffona o stopniowem ostudzeniu kuli ziemskiej,

znajduje jakie wsparcie w stanie teraźniejszych krain, przedtem pol- skich, porównanym ze stanem dawniejszym, jak z powieści, dziejo- pisów, lub innych pisarzów, okazać się może? Czyż li raczej prze- ciwne temu zdanie, nie znajduje dostatecznej z tychże źródeł obrony?

VIII.

  Powietrze morowe, o którem z dziejów naszych czytamy,acz

się bardzo często niegdy szerzyło w krajach polskich, z niezmierną klęską obywateli, czy zawsze przychodnia chorobą było? czy nie. by- wało czasem choroba krajowo rodną? A jeśli tak, jakim przypisane powinno być przyczynom, czy od żywiołów, czy od przypadków, czy od sposobu życia obywateli pochodziło? Dlaczego w dopiero przepę- dzonym wieku, rzadko t. j. raz tylko, w wielkiej po kraju rozległości i długim czasu przeciągu panowało, dwa razy zaś, w szczupłych granicach i krótkim czasie, tej klęski doznano?

IX.

  Ponieważ doświadczenie pokazuje, iż niektóre rośliny, własne

krainom, albo daleko cieplejszym, od krain, Polskę przedtem składa- jących, albo daleko zimniejszym, w tych stronach doskonale sie ukra- jowały, z niemałym mieszkańcom pożytkiem — przełożyć, jakie są zioła, warzywa, porosty, korzenie, drzewa i rozmaite gatunki ro- śliny, bądź dawniej znanego, bądź później odkrytego, świata, któreby, przechodząc z cieplejszego, lub zimniejszego kraju, tu sie ukrajować dały, okazując oraz, na czem sie takowa nadzieja gruntuje i jakich ostrożności użyć należy i jakich stąd pożytków spodziewać się trzeba?

X.

  Imiona miesięcy w języku polskim, czy w Polszczę początek

wzięły, czyli z obcego jakiego kraju tu przeniesione zostały? Czy w nadaniu tych nazwisk miano ten sam zamiar, który sobie założyli wynalazcy nowego kalendarza francuskiego, a przed nimi jeszcze Linnaeus in Amoenitates Academicis. Miesiące Marzec i Maj, czylistr 202 CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY.

te nazwy mają z łacińskiego i jakim sposobem weszły do kalenda- rza Polskiego? czyli raczej nie zagubione przez nie zostały inne, wła- Ściwe polskie, tych miesięcy imiona?

XI.

  Jakie odmiany w Polsce sprawiło otworzenie drogi do Indyj

wschodnich i odkrycie Ameryki?

str 203 ROZDZIAŁ XXI.

Cesarz Alexander I w Wilnie i w Grodnie. Uroczystości. Wiersz Karpińskiego. Wizyta kró- lewsko-pruskiej pary w Warszawie. Zmiana polityki. Horoskopy na przyszłość. Deputacya Członków Towarzystwa do króla. Memoryał. List opiekuńczy króla pruskiego z Poznania. Towarzystwo przyjaciół nauk zyskuje sankcyę urzędową. Czacki i Molski w Toruniu i Frauen- burgu. Szczątki po Koperniku.

Nie przewidywało Towarzystwo, że w kilka tygodni po majowem posiedzeniu 1802 nastąpi w losach jego zmiana znacząca, która mu pozwoli rozwój działalności dalszej na trwalszych oprzeć podstawach. Jak przedtem, tak i tym razem, na tyle korzystną zmianę wpłynęły ho- roskopy pomyślne dla narodowości polskiej, w prowincyach do Cesarstwa Rosyjskiego przyłączonych. Dnia 18 czerwca 1802 r. wracając z Kłajpedy, gdzie miało miejsce spotka- nie się z królewsko pruską parą, zawitał młody Cesarz Alexander I do stolicy Litwy. Po raz pierwszy mieli spo- sobność obywatele Litwini powitać na swej ziemi monar- chę, którego rządy zapowiadały nietylko dla nich erę po- myślnie jszą i zmiany ku lepszemu.

  Entuzyazm ludności wyraził się całym szeregiem owa-

cyj nie narzuconych, do tego stopnia, że, jak to miejscowi korespondenci donieśli do Warszawy,66) obywatele wileńscy, spotkawszy monarchę o ćwierć mili od miasta, «wyprzęgli konie i sami go ciągnęli aż do mieszkania».str 204 CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIERWSZY.

Wilno przybrało się na festyn w świetną illumina- cyę. Obywatele miejscowi złożyli tysiąc dukatów na bal, który się odbył dnia 19 czerwca w ratuszu. Gospodarzami byli: Brzostowski, starosta miński, Tyzenhaus, starosta po- solski, Józef Mostowski i Pociej, oboźny litewski.

  Dla miejscowej ludności przygotowano festyn oddzielny

Wilno w początkach wieku bieżącego z ryciny Andriollego (Ojca).

na placach miejskich, gdzie go uraczono mięsiwem, trun- kami i postawiono «maszt, dla włażenia nań po nagrodę*. Po czterodniowym pobycie w Wilnie, wypełnionym przyjęciami rozmaitych deputacyj, do których Alexan- der I łaskawemi zwracał się słowami, nastąpił wyjazd cesarski do Grodna. I tutaj miało miejsce przyjęcie ży- czliwe dostojnego gościa przez młódź szlachecką, która go

str 205 WIZYTA KRÓLEWSKA W WARSZAWIE.

Król Fryderyk Wilhelm III


przed miastem konno powitała. I tu ludność wyprzęgła konie od powozu i pociągnęła go sama do pałacu generał-gu- bernatora. Nastąpiły odwie- dżiny zakładów dobroczyn- nych, oraz akademii, udzie cesarz czas dłuższy rozma- wiał z astronomem Poczobu- tem.

  Na upamiętnienie pobytu

Alexandra I w Grodnie wy- posażono, sumptem obywatel- skich składek, dwanaście pa- nien, a poeta Franciszek Kar- piński taki na cześć cesarza napisał wiersz:

  «Kiedyś się do nas przybliżał Panie,
  Radość przed Tobą pierwsza przybiegła,
  Wstąpiła w każde Grodna mieszkanie
  I mieszkających serca, zaległa.
    Widzisz ją w twarzach, ale to mało,
    Jakże jej wiele w duszy zostało!
  «Wiele tu twego razem przybyło:
  Ludzkość, łagodność i to cnót grono,
  Które Ci w drodze towarzyszyło,
  I co nam witać jest dozwolono:
    Ciebie i gości takowych z Nieba
    Trudno to ludziom przyjąć, jak trzeba.
  Skoro nam litość Twa zaświeciła,
  Ujęła serca obywateli;
  Twego przykładu tak dzielna siła:
  Że się majętny z ubogim dzieli.
    Wiek opóźniony będzie Cię chwalił.
    Któryś te święte czucia zapalił.
  Rzucajmy wszędzie kwiaty ścieżkami,
  Któremi Ojciec Narodów idzie,
  Te kwiaty zwiędną... bo są kwiatami,
  Na wdzięczność naszą — los ten nie przyjdzie.str 206

CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIERWSZY.

    Monarcho! Samo Twoje wejrzenie
    Zamienia W szczęście — osierocenie!
  Nie było to zatem dziełem przypadku, jeśli tegoż sa-

mego dnia, kiedy Alexandra I najpierwszy poeta polski tak gorącym witał dytyrambem w Grodnie; na bruku warszawskim — pojawiła się królewska para pruska: Fry- deryk Wilhelm III i żona jego, piękna Luiza, w otoczeniu braci i królewskich: Henryka i Wilhelma.

  Ostatni pobyt owej pary W Warszawie odbył się we

trzy lata po ostatecznym rozbiorze Rzplitej, (w czerwcu 1798 r.) lecz nosił na sobie cechę przeważnie urzędową i wojskowa i zaznaczy! się szeregiem parad regimentów Lattorffa, Ruitsa, Thilego i Plotza, oraz balem, wydanym na cześć gości przez nr. Hoyma.

  Tym razem wizyta miała pozór nierównie serdeczniej-

szy, gdyż, niezależnie od rewij wojskowych i odznaczeń dowódzców regimentów, królestwo pruscy weszli w bliższe zetkniecie z żywiołem miejscowym, uprzejmie i dłużej roz- mawiali z biskupami Szembekiom i Rybińskim, a nawet na balu, jaki gubernator V. Kohler wydał na cześć mo- narszej pary, królowa Luiza, bez względu na stan powa- żny, w jakim się podówczas znajdowała była, puściła się w pierwszą parę poloneza z księciem Józefem Poniatow- skim: zwiedziła pracownię Baecia rei lego, była w teatrze, gdzie na cześć jej śpiewaczka opery włoskiej, panna De- licati, wyśpiewała «hymn, stosowny do okoliczności». Na- stępnie królewska para przyjęła zaproszenie do pałacu pod Blachą, gdzie ks. Józef podejmował ją wspaniałym balem 67).

  Zamierzyło skorzystać z łaskawego usposobienia króla

pruskiego dla ludności polskiej Towarzystwo przyjaciół nauk i wyjednać dla siebie «królewska protekcyę». W tym celu, delegacya Towarzystwa, uprosiwszy swego prezesa, ks. Albertrandego, doskonale językiem piśmiennym fran- cuskim władającego, o zredagowanie stosownego memo- ryału, posunęła się nawet niewłaściwie ai do pochlebstwa

str 207 RESKRYPT KRÓLEWSKI.

Królowa Ludwika Pruska.

gdyż uznała za właściwe przypo- mnieć Fryderykowi Wilhelmowi, iż w żyłach jego płynie «krew Pia- stów i Jagiellonów», i że z tego względu powinien żywić sympatyę dla języka i literatury polskiej68).

  Oto osnowa owego, dotąd nie-

znanego, dokumentu:

  «Sire! La société littéraire de Var-

sovie se présente aux pieds du throne de Votre Majesté, avec cette assurance, que lui inspire une fidélité inviolable pour 8a Sacrée personne, un respect religieux pour des loix et la conviction parfaite d'un dévouement entier pour le maintien de tontes les sciences et les connoissan- ces utiles en generai et en particulier pour celle, qu'une longue suite de générations lui a transmises, comme la plus riche portion d'un précieux héritage.

  «Si la conservation et la perfection d'une langue, qui est celle

de la plus grande parthie des sujets de Votre Majesté, si le désir de la cultiver nous est cher, c'est que NOM sommes persuades, que le sang des Piastes et de Jagiellona, qui coule dans les veines de Votre Majesté', ne peut que l'intéresser en sa faveur. «Peut il etre un titre plus juste de reclamer la protection de Votre Majesté pour un établissement, qxie des princes adorés par la postérité la plus reculée, ces augustes ancetres de Votre Majesté auraient honoré de l'approbation la plus éclatante!

  «L'objet meme de nos travaux nous rassure, en nous comblant

d'une nouvelle espérance. Ce n'est paś seulement notre langue, que nous cherchons de mettre a l'abri des vicissitudes du sort, mais en- core nous desirons avec la meme ardeur de concourir au maintien des sciences, d'en étendre la sphere, d'en hâter les progrés, sous les auspices d'un gouvernement aussi bienfaisant, que celui, sous lequel nous avons le bonheur de vivre.

  «Comme cette société touche presque a l'époque de son établis-

sement, elle ne saurait encore étaler de grandes choses de ses tra- vaux; cependant elle ose présenter quelques foibles productions des premiers instants de son existence. Si Votre Majesté daigne les hono- rer de la bienveillance et de la haute protection, nous en tirerons l'augure le plus propice pour l'avenir et ce sera un motif bien pres- str 208 CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIERWSZY.

sant pour les membres de cette association, de fournir la carriere, dans laquelle ils se trouvent engagés, conformément an plan deja arreté. Honorés de l'approbation de Votre Majesté, nous redoublerons de zele, pour répondre a l'attente du gouvernement, dont l'appui sera le plus but garant de notre utilité, comme Sa confiance sera l'unique objet de notre ambition. C'est la grace que demandent, avec le plus vif empressement, le plus profond respect et la plus parfaite soumission,

  «Sire, Les tres humbles et tres obissants serviteurs et tres

fideles sujets. Les membres de la Société littéraire de Varsovie et au nom d'iceux — Jean Baptiste Albertrandy, Eveque de Zenop. Président de la ditte Société.

  Varsovie, Ce 25 Juin., 1802 69).
  Odpowiedź królewska na podanie powyższe nie zaraz

nastąpiła.

  W dniu przedstawienia się deputacyi na Zamku, kró-

lewska para opuściła Warszawę i udała się do Niebo- rowa, do XX. Radziwiłłów, na krótką gościnę, poczem ru- szyła w dalszą drogę, przez Kalisz do Poznania, gdzie sta- nęła 28 czerwca 1802, powitana przed swą rezydencyą przez biskupów: Raczyńskiego, Miaskowskiego, Rydzyn* skiego i Mathy.

  Stamtąd to, za pośrednictwem ministra von Vossa,

otrzymało Towarzystwo reskrypt królewski, przychylający się do prośby o protekcyę, następującej osnowy:

  «Król Jegomość pruski bardzo mile przyjął dyssertacye i mowy,

które Towarzystwo przyjaciół nauk w Warszawie złożyło mu przez swego prezesa Albertrandego, biskupa Zenopolitańskiego, pod datą 25 przeszłego miesiąca. Daje więc poznać wspomnianemu Towarzy- stwu swoje zupełne potwierdzenie, a bodąc przeświadczony, iź nie ustanie w chęci zasługiwania się na jego protekcyą, z ukonten- towaniem zapewnia je o niej, i prosi Boga, aby je miał w swojej świętej i godnej opiece».

  W Poznaniu, 1 lipca 1802 r. Fryderyk Wilhelm".
  Z odezwy, jaką Towarzystwo po otrzymaniu owego

reskryptu w pismach miejscowych do ogółu wystosowało 70), okazuje się, że podczas posłuchania u króla wynurzyła deputacya i życzenie, by pozwolonem było Czackiemu ko-

str 209 LIST CZACKIEGO I MOLSKIEGO.

rzystać ze źródeł archiwalnych w Królewcu, a mianowicie z archiwum sekretnego mistrzów krzyżackich, do zamie- rzonych dziejów pierwotnych narodu polskiego. Wspo- mniano również o naglącej potrzebie wyjednania zwrotu części archiwum polskiego, w Szwecyi podówczas prze. chowywanego. Wreszcie zwrócono uwagę króla na prace komisyi edukacyjnej, które, przy zamierzonej reformie szkol- nictwa, mogłyby być spożytkowanemi.

  Jednocześnie zatem z reskryptem króla nadeszło po-

zwolenie dla Czackiego do udania się do Królewca z misyą naukową i zapewnienie, że w drodze dyplomatycznej wy- jednanem zostanie od Szwecyi pożądane archiwum polskie i że ono będzie przesłane do Warszawy.

  «Nie omieszkało też Zgromadzenie — czytamy w odezwie pu-

blicznej Towarzystwa do ziomków — mówić z otwartością o poży- tkach, które plan komisyi edukacyjnej w Polsce dla kraju przynosił. Czytając urzędownie czynione pochwały w reskryptach komuniko- wanych umieszczone, czuje prawdziwe ukontentowanie, że ta sza- nowna magistratura, mimo zmianę rządu, odbiera od najwyższej Władzy sprawiedliwość, na jaką zasłużyła. Inne czynione przełożenia, gdy przyjdą do skutku, przekonają się mocniej jeszcze Ziomkowie, że Zgromadzenie, pod oświeconą opieką Rządu pracuje, aby środki utrzymania języka i nauk uczynić powszechniejszemi».

  Jak bardzo na sercu Towarzystwu leżała sprawa

opracowania najrychlejszego dziejów narodowych, dowo- dem tego jest, że już w kilka tygodni po otrzymanem ze- zwoleniu królewskiem Tadeusz Czacki i Marcin Molski wybrali się w drogę do Królewca i ztamtąd, po zwie- dzeniu pamiątek po Koperniku w Toruniu, Frauenburgu i Alleinszteinie przesiali uczonemu autorowi dyssertacyi o wielkim astronomie, Janowi Śniadeckiemu, list, opisujący wrażenia, jakie na nich sprawił widok grobowca Koper- nika i pośmiertnych po nim szczątków, które w ich obe- cności, po zdjęciu zwierzchniej płyty, z grobowca dobyto.

  «Znaleźliśmy — pisali wówczas — tylko nadgniłych kości ka-

wałki. Złożyła ich część u siebie kapituła, a pięć cząstek nam dając, wvdala razem i uroczyste na nie, przez podpisy pierwszych prałatów

TOWARZYSTWO WARSZAWSKIE.

14str 210 CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIERWSZY.

świadectwa. My dwaj mamy dane te pamiątki. Posyłamy do świątyni w Puławach jednę cząstkę, a dwie odwozimy Zgromadzeniu. Zape- wne jednę z tych cząstek mieć będziesz zacny mężu. Mówiąc o czło- wieku wszystkich wieków, o twórcy geniuszów, którzy idąc wska- zaną od niego drogą, stali się jeszcze wielkimi, masz prawo mieć tę pamiatkę, na którą z rozrzewniającem wspomnieniem Polak patrzyć winien».

str 211 ROZDZIAŁ XXII.

Reskrypt królewski daje nowy Impuls pracom Towarzystwa. Zaprowadzenie dziennika posie- dzeń. Nowo wybory członków. Minister Dzierżawin członkiem honorowym. Przemowa biskupa Kossakowskiego. Rękopisy Krasickiego przesłano do kamery warszawskie) do użytku Towa- rzystwa. Posłodzenie publiczne listopadowe 1802 r. Zapał obudzony przez rozprawę Śniade- ckiego o Koperniku. List Czackigo. Rozprawa Szaniawskiego o systematach filozoficznych Projekty książek elementarnych. Terminologia naukowa. Zapowiedz słownika języka polskiego

  Lindego. Uwagi nad etymologią polską. Prace Członków.

Reskrypt z dnia 1 lipca 1802 r. zapewniający Towa- rzystwu protekcyę królewską - jakkolwiek czynił byt prekaryjny uczonego grona trwalszym i zabezpieczo- nym od możliwych sekatur władz miejscowych - nie sta- nowił wszakże opoki, na której toż grono mogło budować widoki szerszego swego rozwoju. Zobaczymy następnie, iż w sprawie wystawienia oddzielnego dla Towarzystwa gmachu brak dyplomu monarszego, nadającego zazwyczaj pewne prawa i przywileje korporacyi uczonych, stał się źródłem trudności, ze strony kamery miejscowej czynionych zabiegom o nabycie odpowiedniego gruntu pod gmach. Czuł dobrze przenikliwy mąż stanu Staszic chwiej- ność owej królewskiej protokcyi, która, jako czysto osobista, żadnych obowiązków względem Towarzystwa na ewentual- nych następców przelaćby nie mogła i dlatego nie ustawał w staraniach o pozyskanie upragnionego dyplomu. Zanimstr 212 CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY DRUGI.

jednak coś w tym kierunku osiągnąć można było, Towa- rzystwo, jak dotąd, tak i nadal, odbywało swe prywatne posiedzenia w salonie Sołtyków i jedynie publiczne posie- dzenia święciło uroczyście w gmachu Kollegium Pijar- skiego.

  Wprowadziło wszakże ważna do swoich czynności

innowacyę, a mianowicie, postanowiło prowadzić systema- tyczny dziennik wszystkich posiedzeń prywatnych i powie-

Adam Jerzy książę Czartoryski, minister spraw zagranicznych Państwa Rosyjskiego w roku 1802. (Z wizerunku dzieła N. K. Szildera, Alexander I. T. II. 42).


rzyło godność sekretarza członkowi swemu, Józefowi Kalas Szaniawskiemu. Od tej właśnie chwili dziennik posiedzeń rozpoczęty z dniem 4 listopada 1802 r. staje się bardzo pożądanem i jedynem źródłem do zapoznania się z trybem i przedmiotami zajęć uczonego grona, świadectwem, wysoce charakterystycznem i doniosłem, gorliwości i rzutkości To- warzystwa, które niezadługo już miało stać się kierownicza w sferze umysłowości narodu instytucyą, ogniskiem, do

str 213 DZIENNIK POSIEDZEŃ.

Ks. Jozef Jakubowski.


którego ze wszech stron dawnej Rzpltej zbiegały się usiłowania, mające na celu podniesienie po- ziomu umysłowego narodu, pie- lęgnowanie jego języka, litera- tury, umiejętności ścisłych i wy zwolonych.

  Na posiedzeniu z listopada

1808 r. zebrało się członków trzynastu, którzy też, z małemi wyjątkami, stale na wszystkich uczestniczyli naradach. Byli nimi: Prezes Albertrandi, Cza- cki, Staszic, Prażmowski, Rep- towski, Woronicz, Dmochowski, Kamiński, Wyleżyński, Molski, Osiński, Gagatkiewicz, Sza- niawski.

  Lista owa wykazuje, że z wyjątkiem sześciu człon-

ków świeckich, większość należała do stanu duchownego.

  Pierwszym przedmiotem obrad był wybór członków

nowych, z pomiędzy kandydatów W liczbie szesnastu przez Czackiego i Staszica zaproponowanych. Nazwiska ich wy- pisane na kartkach, przez Prezydującego z urny wyciągano i odbywano co do każdego kreskowanie tajemne. Z tego balotowania wyszli: Adam Jerzy ks. Czartoryski, ksiądz Jakubowski, ksiądz Kopczyński, Kortiun, ks. biskup Kossa- kowski, Krusiński, Niemcewicz, Jan Tarnowski, (we Francyi podówczas przebywający), Potulicki, Ludwik Plater, Dr. Wa- silewski. — Każdy z nich zaliczonym został do jednego z czte- rech wydziałów, na jakie, według ustawy, dzieliło się Towa- rzystwo. Prócz tego nastąpił wybór członków honoro- wych, w osobach: sławnego poety rosyjskiego i ministra sprawiedliwości Gabryela Dzierżą wina, autora Ody do słońca, oraz sławnego czeskiego historyka i filologa Józefa Dobrowsky'ego.

  Na posiedzeniu prywatnem następnom z dnia 14 listo-

str 214 CZEŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY DRUGI.

Gabryel Dzierżawin, poeta rosyjski, minister sprawie- dliwości za Alexandra I., Czło- nek honorowy Towarz. warszaw, przyj. nauk.

pada 1802 r. Prezydujący zwró- cił się przedewszystkiem do nowo wybranych członków z przemo- wą, w której »dowiódłszy, że same tylko postępy umysłowe uwie- czniają najtrwalej sławę ludów, wezwał ich do uczestnictwa w pra- cach Towarzystwa, do których obowiązuje każdego rodaka wier- na dla zginionej Ojczyzny czu- łość«.

  Ksiądz biskup Kossakowski

odpowiadając w swojem i swoich nowoobranych kolegów imieniu »zaręczył za gorliwość swych chęci, oraz nadmienił, że Szkoła Główna litewska, pomnożona nie- dawno dodatkiem nauk i sztuk przyjemnych, nie przestaje rozszerzać światła, za pomocą tych samych ksiąg elementarnych, które niegdyś od bywszej komisyi edukacyjnej odebrała«.

  Poczem ks. Albertrandi odczytał list ministra v. Voss

z dnia 30 października, zawiadamiający, że kamera war- szawska ma przesiane sobie rękopisma zmarłego arcybi- skupa Ignacego Krasickiego, z zaleceniem udzielenia ich Towarzystwu, do czasowego użycia.

  Czacki złożył przygotowaną przez siebie instrukcyę

dla członka Krusińskiego, wezwanego »do czynienia obser- wacyj w okolicy Rawy, gdzie na górze ma się znajdować okręg z kamieni wielkich, noszący piętno odległej staro- żytności«, jakoteż do zbadania » skamieniałości, które w tejże okolicy podobno znajdują się«.

  Następnie zastanawiano się nad potrzebą poruczenia

członkowi Komarzewskiemu obowiązku napisania dzieła elementarnego o mineralogii.

  »Ta względem dzieła elementarnego okoliczność —

str 215 POSIEDZENIE LISTOPADOWE 1802 R.

Ludwik hr. Plater.


nadmienia protokół — dała Stanisławowi hr. Potockiemu powód do żądania, aby Towa- rzystwo wyznaczyło komisyę, trudnić się mającą przyspo- sabianiem materyałów do ozna- czenia terminologii polskiej w naukach i umieję- tnościach«.

  Rozprawę w tym przed-

miocie odłożono do następnego posiedzenia prywatnego i za- jęto się programem następnego publicznego posiedzenia Towarzystwa, które się odbyć miało dnia 16 listopada 1802, a na którem miała być odczytana źródłowa rozprawa Jana Śniadeckiego "O Koperniku" jako odpowiedź na konkursowy temat, ogłoszony przez Towa- rzystwo, jak również rozprawa I. K. Szaniawskiego „O syste- mach moralnych w starożytności".

  Zagajając to pamiętne posiedzenie, prezes Albertrandi

z radością zaznaczył, iż Towarzystwo staje przed światłą Publicznością z wielorakim zbiorem dziel, albo już doko- nanych, lub też rozpoczętych i że sprawiedliwie może się mianować »uczestnikiem chwały, na którą zacni dzieł onych pisarze zasłużyli«. »Tak jako jeden Kopernik układ pra- wdziwy nieba odrysował, tak Śniadecki jeden wynalazł sposób wychwalenia godnie Kopernika«.

  Zapowiedział nadto prezes urzeczywistnienie rychłe

projektu »obmyślenia ksiąg, któreby rozmaitych nauk nie- tylko treść i zasady, ale też wykłady, objaśnienia dokła- dne zawierając, mogły ksiąg pierwiastkowych zwięzłość z skromną obfitością ksiąg, obszerniej też nauki wykłada- jących, połączyć«.

  Do rzędu takich należy — logika »umiejętność narodo-

wym językiem dotąd jeszcze bez obcego przewodnika nie wyłożona«, którą podjął się opracować Szaniawski i której str 216 CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY DRUGI.

wstęp na obecnem posiedzeniu, jako obraz »znaczniejszych stematów moralnych w starożytności«, odczyta. Zapowiedział dalej prezes rozpoczęcie druku „Słownika języka polskiego" przez kolegę Lindego, »dzieła ogromno- ścią swoją — nie jednego pisarza, ale wielu współpraco- wników, przez długi lat przeciąg, zwątlić siły mogące«. »Zawarte w nim będą — objaśnił dalej — nietylko proste znaczenia słów, jak dotąd czyniono, ale i ród tychże słów i pokrewieństwo z inszemi słowiańskiemi i powinowactwo z obcemi językami«. Jako wstęp do swej pracy nadesłał Linde Towarzystwu: „ Uwagi nad etymologią, szczególnie polską, uczynione".

  Zapowiedział nadto prezes przekład Józefa hr. Osso-

lińskiego "listów Pliniusza młodszego", oraz badania tegoż nad początkiem słowiańskich narodów, »ich wędrówkach, przenosinach, osadach, poniewierkach i roz- maitych w starożytności zdarzeniach, przez które, w sie- dliskach, obyczajach, prawach i rządzie, rozmaitym odmia- nom podległemi zostały«.

  Wreszcie  zawiadomił, że ofiarowano Towarzystwu

dzieło "O składzie ziemiopłodów" przez autora, który się »zasłoną skromności okrył«, oraz przekład dzieła Cycerona " de semectute", podjęty przez Jana hr. Tarnowskiego«.

  Rozprawa Śniadeckiego O Koperniku, odczytana przez

Czackiego, obudziła w słuchaczach zapał nie do opisania. Dowiódł w niej uczony, iż Kopernik nie był naśladowcą Starożytnych filozofów, lecz istotnym swego systematu twórcą, że najtrudniejsze trygonometryi kulistej zagadnie- nia rozwiazał, że jego własne, a głębokie, poglądy nad po- rządkiem i podziałem ciał niebieskich, nad silą ich biegu, i nad ruchem osi ziemskiej, w kilka potem wieków obser- wacyami i matematycznym rachunkiem stwierdzone, stały się podwaliną najważniejszych odkryć astronomicznych.

  Kończy Śniadecki swą wiekopomną rozprawę gorąco

odczutym zwrotem:

  »Liczymy w dziejach polskich, te, lubo przemijające,

str 217 ROZPRAWA ŚNIADECKIEGO O KOPERNIKU.

jednak zawsze chlubne epoki rządu opatrznego. Kazimierz Wielki i Zygmunt I. zawsze będą odbierać błogosławień- stwa Polaków. Ostatni nawet zgon bytu politycznego Polski nie przestanie być sławnym w dziejach narodów, pierw- szym przykładem w ustawie i dziełach komisy! edukacyj- nej. Jej usiłowaniem zaszczepione w Polakach szlachetne do nauk i ich wzrostu przywiązanie, dało początek naszemu Towarzystwu i tej gorliwości, z którą się stara czcić i uwielbiać wynalazki i prace swych uczonych rodaków. Ostały dla nas pożytki wielkich przykładów cnoty publi- cznej i męztwa z dziejów domowych, ale owoce dowcipu i rozumu, które się zrodziły na ziemi polskiej, zapalać nas powinny do utrzymania tego dziedzictwa chwały narodo- wej, przez nasze niewinne prace około wzrostu nauk i umie- jętności. Skazani na pokute za błędy i przewinienia Ojców naszych, szukajmy pociechy w spokojnem, ale najgodniej- szem człowieka zatrudnieniu: to jest, w rozwadze prawdy i natury, w przyjemnościach i rozkoszach dowcipu*.

  Czacki w liście do Śniadeckiego opisuje zapal, jaki

obudziła rozprawa o Koperniku. »Kobiety i mężczyźni, uczeni i uczyć się chcący, rzewną czcią dla Kopernika i dla cielne są przejęci. Jednomyślnie mówią, że nic ró- wnego w takiej materyi i z taką wymową nie napisano*. W innem miejscu: »Abym Ci dal krótki obraz ukontento- wania, które twe dzieło zrodziło, dość powiedzieć, że dziś o godzinie 10 jest mi oddane, a do godziny 9 wieczór, o której piszę, jedenaście razy jest przeczytane. Dumny jestem z twojej przyjażni«.

  Posiedzenie publiczne, na którem czytano tę rozprawę,

»było całe w uniesieniu, a ledwo połowa przytomnych znajdować się na niem mogła, dla niezmiernego ścisku*.

  Równe zajęcie obudziła rozprawa Szaniawskiego

o systematach moralnych w starożytności, powtarzająca w końcowym wywodzie niezmienną, a tyle potrzebną w ówczesnych okolicznościach zwrotkę, o konie- czności krzepienia ducha narodu — nauką.str 218 CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY DRUGI.

  »Wypycha nas los ze sfery zatrudnień politycznych.

Naturalny popęd umysłów przenosi nas w nowy okręg działań, otwiera się przed nami inny rodzaj chwały. Od kierunku, jaki temu nadamy popędowi, zależeć będzie jedynie, abyśmy korzystali ze zmiany. Niegdyś trwoga wzajemna odgraniczała waleczne Sarmatowi Germa- nóww narody; w naszej jest mocy dokazać, by sama tylko różnica języków ostrzegała przechodnia, Że to są dwa


Józef Dobrowski filolog czeski, Członek honorowy TOW. przyj. nauk.

oddzielne ludy, ścisłem pobratymstwem pa- nowania filozofii spojone«.

  Nie zapominajmy, że zasadę taką głosił niedawny

legionista, członek komitetu emigracyjnego w Paryżu... by ocenić doniosłość przestrogi, zwróconej do narodu, by w nauce poważnej szukał osłody w dniach swej niedoli.

  Rozprawa Szaniawskiego, wygłoszona jasnym i przy-

stępnym językiem, dalekim od napuszystości, ówczesnej epoce właściwej, przedstawiła słuchaczom zarys filozofii Greków, poczynając od Sokratesa, twórcy filozofii prakty- cznej, Platona, Arystotelesa, Epikura, kończąc na szkole

str 219 ROZPRAWA SZANIAWSKIEGO.

Stoików. Miało to być wstępem do zapowiedzianego dal- szego ciągu rozprawy o systemacie Chrystianizmu i stanowiło podkład do oparcia przyszłych badań na za- sadach filozofii niemieckiej, której orędownicy — zdaniem mówcy — »w zaciszu pokoju, z najszczerszą gorliwością, jęli się rozwiązania najważniejszych dla rodu ludzkiego zagadnień«.str 220 ROZDZIAŁ XXIII.

Intelligenzblatt Jenajski o literaturze polskiej. Relacya o nim w Nowym pamiętniku. Sympatyczne artykuły Pamiętnika o Cesarzu Alexandrze I. Ukaz o reformie szkolnictwa w Imperyum Rossyjskiem i Jego echa w prasie polskiej. Dwaj stypendyści Cesarscy pozo- stawieni wyborowi Czackiego, a przez niego przekazani Towarzystwu. Fundusze Towarzy- stwa. Starania Staszica o pozyskanie dyplomu królewskiego. Wybór Niemcewicza na członka i jego podziękowanie. Tytut »zacny kollego«! Projekta medalu konkursowego. Dmochowski- Kopczynski. Matematyk Gorzkowski. Projekt życiorysu Haweliusza. Dyskusye na posiedze- niach Towarzystwa Osiński. Elsner i jego dar. Potrzeba wyborów ściślejszych. Określenie zasług literackich. Tematy konkursowe. Dzieje literatury polskiej. Dykcyonarz sławnych Po- laków. Paszkwile cudzoziemców.

Od Chwili, gdy rząd pruski — obojętna zresztą, z jakich pobudek: szczerych, czy pozornych — przy- jął pod swoją opiekę prywatne zgromadzenie uczonych i literatów polskich, pozwoliwszy mu jawnie rozwijać dzia- łalność w duchu swojsko-narodowym, i inteligencya nie- miecka zaczęła baczniejszą zwracać uwagę na umysłwość, niższego kulturalnie — w Jej przekonaniu — narodu. Jedno z poważniejszych czasopism ówczesnych, Jenaj- ska Intelligenzblatt der allemeinen Literaturzeitung, poświę- ciło w drugiej polowie 1802 r. sympatyczny dla litera- tury polskiej i jej ówczesnych przedstawicieli artykuł, po- święcony również i życzliwej wzmiance o Towarzystwie warszwskiem przyjaciół nauk.

str 221 GAZETA JENAJSKA.

Wspomniawszy o pisarzach polskich wszystkich trzech dzielnic dawnej Rzplitej i podniósłszy z uznaniem zasługi Czackiego, zaznacza gazeta Jenajska, że uczony ten, do współki z Albertrandim, Sol tykiem, Potockim i Dmochow- skim, utworzył »literackie zgromadzenie, celem utrzymania starodawnych zabytków języka, dziejów i literatury pol- skiej. Zgromadzenie to Rząd pod swoją przyjął opiekę, nie pozwoliwszy mu jednak dotąd przybrać powagi i kształtu akademii«.

  Artykuł wspomniany, przetłómaczony wiernie na język

polski, przez autora podznaczonego inicyalaini A. K. P. i opatrzony ciekawemi przypiskami, wydrukowanym zo- stał w Tomie VII Nowego Pamiętnika Warszawskiego (str. 207—222), przyczem tłómacz i sprawozdawca krytycznie rozbierając wydzielone ówczesnym członkom Towarzystwa pochwały, zaznaczył, »że gdyby przyszło w długiej litanii w tejże pochwale umieszczonej roztrząsać tytuły uwielbio- nych tam literatów, podobnoby wielu tego roztrząśnienia wytrzymać nie mogło, zwłaszcza, że ci są najwięcej chwa- leni, którzy nic jeszcze nie napisali, ale coś tam dopiero kiedyś napisać mają«.

  Jakkolwiekbądź, tego rodzaju wzmianki o ruchu umy-

słowym ówczesnej Polski nie były pozbawione symptoma- tycznego znaczenia, dowodzą bowiem, że zaczęto baczniej zwracać uwagę na tych, którym dotąd odmawiano nie tylko prawa do udziału w ogólnej pracy kulturalnej i umy- słowej Europy, lecz wogóle — do zabierania głosu w spra- wach nauki i literatury.

  Ze wszystkich czasopism ówczesnych jedynie Nowy

Pamiętnik, jako zostający pod redakcyą Dmochowskiego, członka Towarzystwa, baczniejszą zwracał na rozwój owego Towarzystwa uwagę i, z niego to, oprócz wzmia- nek o interesowaniu sie ogółu publicznemi posiedzeniami Towarzystwa, czerpiemy wiadomości znaczące o ogólnym nastroju sympatyj ówczesnej Polski pruskiej do nowej ery, zainaugurowanej wstąpieniem na tron Alexandra I. rstr 222 CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY TRZECI.

i o usposobieniu wysoce życzliwem Polaków dla osoby młodego monarchy.

  Niepodobna odmówić takiej właśnie doniosłości arty-

kułowi, umieszczonemu w Nowym Pamiętniku, w początkach roku 1803. W liście anonima do Redaktora Pa- miętnika warszaw, o dobroci Alexandra I. Imperatora czytamy:

  »Nie znikome to kadzidło, które przed tronem palą

pochlebcy chciwi obłowu; nie poklask możnych, lub zaku- pione przy dworze królów pióro przedajne, prześlą imię monarchy du potomności; ale glos powszechny narodów, głos ludu, który mu podlega, przechodzący na- wet do ust niewinnych. Następująca powieść ściąga się do tej prawdy. Karolina, siódmy rok kończąca, w którym wiadomość z historyi, lub z pism publicznych, dać jeszcze nie może wyobrażenia o panujących, z samego może po- wtarzania między sobą rodziców, powzięła o Alexan- drze, Monarsze rosyjskim, wyobrażenie, które odpowiada sercu i przymiotom jego. Słysząc raz imię Alexandra wielkiego wyrzeczone od matki: — »Czy ten to (rzecze) jest Alexander, który jest dobrym królem? Nie (odpowiada matka), czyniąc jej w krótkości różnicę: skądże wiesz (rzecze dalej), że to jest dobry monar- cha? Słyszałam (odpowie dziecię), że go chwalą ci nawet, którym on nie rozkazuje. Ta odpowiedź dziecinna dala pochop matce, iż z uczuciem, jakie spra- wuje w sercu matki roztropna powieść dziecięcia, rzecze do przytomnych: »Jakże prawdziwie godzien imienia dobrego monarchy ten, którego do- broć przeszła do ust dziecinnych!« Gdyby to słyszał, iż w ustroniu niepodległem jego pa- nowaniu, dziecię Polaka, mającego jeszcze łzy w oczach z utraty swej ojczyzny, mia- nuje Alexandra przymioty nazwiskiem króla dobrego, milszaby mu podobno był a ta dziecinna pochwała, niż wszelkie dowci-

str 223 STYPENDYŚCI CESARSCY.

pne pienia, albo podaczne dworzan jego oklaski72).

  Tego rodzaju pochwały, osobistym przymiotom Ale-

xandra I. publicznie, w Warszawie, pod cenzurą pruską składane, nabierały tem większej wagi, w miarę, jak się mnożyły objawy życzliwości monarchy rosyjskiego dla oświaty prowincyj polskich, berłu jego podległych. Pamię- tny Ukaz o reformie szkolnictwa, a przedewszystkiem o powierzeniu kuratorstwa szkół na Litwie Adamowi Czar- toryskiemu, ogłoszony w początkach roku 1803, spotęgo- wał uczucie życzliwości Polaków dla tych zbawiennych zarządzeń. W łonie Towarzystwa przyj, nauk — jak to zobaczymy później — odbiło się owo uczucie szeregiem faktów, wykazujących coraz trwalsze nawiązywanie się nici wzajemnych sympatyj między osobą monarchy rosyj- skiego, a przywodzcami ruchu umysłowego w Polsce pru- skiej. Między innemi, zanotować należy fakt, iż gdy Cesarz Alexander wyraził Czackiemu życzenie, wysiania wła- snym kosztem dwóch zdolnych młodzieńców Polaków za granicę, dla kształcenia się w zawodzie leśników; Czacki, na posiedzeniu majowem 1803 r. przelał na Towarzystwo przyj, nauk udzielone sobie w tej mierze upoważnienie, a Towarzystwo, »z wdzięcznością przyjąwszy tę ofiarę« porozumiało się z rektorem kolegium pijarskiego, co do wyboru jednego z owych młodzieńców i zaleciło opiece cesarskiej niejakiego Antoniego Młochowskiego 79).

  Ostatniego miesiąca 1802 r. odbyły się jeszcze dwa

posiedzenia prywatne Towarzystwa. Na posiedzeniu 1802 r. zastanawiano się nad potrzebą zapewnienia Towarzystwu niezbędnych dla jego istnienia funduszów. Składki członków nie wystarczały dla ich za- spokojenia. Były one tak szczupłe, że sekretarzowi Sza- niawskiemu wyznaczono zaledwie 12 dukatów miesięcznie za czynności dosyć kłopotliwe. Ksiądz Reptowski, pełniący urząd skarbnika, zrzekł się wszelkiego za tę czynnośćstr 224 CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY TRZECI.

wynagrodzenia. Poszedł za jego przykładem i Szaniawski, lecz Towarzystwo rej ofiary nie przyjęło.

  Staszic, człowiek przewidujący, nie zadowalnial się

zapewnieniem protekcyi królewskiej nad Towarzystwem, lecz żądał wyraźniejszego dowodu uprawnienia bytu Towarzystwa. Wniósł zatem projekt, starania się o pozy- skanie "diploma" Jego królewskiej Mości, »któreby definitive byt Towarzystwa zapewniło«. Wyznaczono tedy do przed- sięwzięcia należytych w tej mierze kroków: Stanisława Potockiego, Czackiego, Soltyka i Staszica« w nadziei, »że zręczna ich gorliwość nie spuści z uwagi głównych instytucyi zamiarów«. Poczem Sta- nisław Potocki przedstawił projekt uzupełnienia ustaw To- warzystwa, dodaniem do obowiązku uwieczniania zasług literackich zmarłych członków Towarzystwa i »obo- wiązku — przedstawiania ich cnót obywatelskich«. Mocyę tą Towarzystwo jednomyślnie przyjęło i na oryginale Ustawy Prezes Albertrandi własnoręcznie ów dodatek uczynił, z Upoważnieniem »by każdy członek, w swoim egzemplarzu, słowa te dołożył«.

  Odczytano następnie list Dra Bergonzoniego, z oświa-

dczeniem gotowości przetłumaczenia rozprawy Śniadeckiego »O Koperniku« na język wioski, jakoteż list Niemce- wicza, który dziękując za powołanie go do grona człon- ków, zapewnił »gorliwą chęć przykładania się do prac Towarzystwa, ile możność pozwoli«.

  Z wydrukowanej oddzielnie rozprawy o Koperniku,

postanowiono 30 egzemplarzy przesłać autorowi, 20 egz. do Warmii i pięć do Torunia.

  Następnie członek Drzewiecki przedstawił przekład

dzieła Buchana »Lekarz domowy« dokonany przez Kłos- sowicza i zalecił przekład ów wydrukować kosztem To- warzystwa »dla użytku powszechnego«.

  Czacki przedstawił wypracowany przez gen. Wiel-

horskiego zbiór wyrazów technicznych »do sztuki wojen- nej należących« i zalecił opinię o tej pracy kilku kole-

str 225

WARSZAWA PRUSKA. Glorietta w ogrodzie Saskim (dziś wodotrysk). Akwarella nieznanego artysty dworu Landgraffa Hessen- Darmasztadzkiego

Ludwika X z r. 1800 (z kollekcyi Mat. Bersohna).

str 226 CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY TRZECI.

gom, przyczem zaproponował, by odtąd, w listach do ko- legów Towarzystwa, pomijać wszelkie tytuły i zwracać się do nich jedynie ze słowami: »Zacny Kolego!« Na- stępnie przedstawił słownik litewski Mielckego i grama- tykę tegoż języka Osternagera, podnosząc ważność badań w tym przedmiocie. Na jego wniosek uproszonym został biskup wileński Kossakowski, by zainteresował owym przed- miotem Szkołę główną wileńską. Wreszcie przedstawił ko- nieczność opracowania nauki języka greckiego »w języku narodowym« i powierzenia tego zadania Jmci panu »Grud- kowi«, Rozprawy w tym przedmiocie zawieszono, »aż do zebrania wszystkich gramatyk greckich, które w naszym mamy języku«.

  Dwa  jeszcze przedmioty  wypełniły  posiedzenie 2.

grudnia 1802.

  Prezes Albertrandi podał projekt napisów i ozdób na

medal, który przeznaczono dla autorów uwieńczyć się ma- jących przez Towarzystwo pism konkursowych. Dla wy- rażenia opinii w tym przedmiocie wyznaczono Ks. gen. ziem pod. Adama Czartoryskiego, oraz Stanisława i Igna- cego Potockich.

  Wreszcie członek przybrany Drzewiecki zawiadomił

Towarzystwo, o założonych niedawno księgarniach i dru- karniach »w Krasnorossyi«.

  Na posiedzeniu następnem, z dnia 16 grudnia 1802,

po załatwieniu spraw bieżących, do których należało czy- tanie listów członków: Drów Wasilewskiego i Twardochle- bowicza, wymawiających się od poruczonych sobie obo- wiązków, z powodu nawału innych zajęć »bądż stanowczo, lub też pod warunkiem, że przedmiot zadany do opraco- wania zmienionym zostanie na inny, odczytano list Dra Dziarkowskiego, z powodu ogłoszonej przezeń rozprawy: »o szczepieniu ospy krowiej«. Prezydujący oświad- czył, że odpisze Dziarkowskiemu, »z wyrażeniem szacunku, na jaki zasługują usiłowania, podjęte w czcigodnym z

str 227 POPRAWA DAWNYCH TŁUMACZEŃ.

miarze zapobieżenia jednej z najgroźniejszych dla ludzko- ści klęsk«.

  Ks. Dmochowski podał imieniem ks. Kopczyńskiego

opracowaną przez tegoż rozprawą pod tyt: .Pierw- sze doświadczenie poprawy dawnych tłóma- czów przez wydział języków rodu słowiań- skiego, uczynione na tłómaczeniu historyi Florusa, przez Talikowskiego«. Do przejrzenia i zaopiniowania o tej pracy wyznaczeni zestali X. Woro- nicz i Wyleżyński.

  Następnie Stanisław Potocki odczytał dopełniony przez

siebie przekład sławnej mowy J. J. Rousseau, uwieńczonej przez akademię Diżońską, stanowiącej odpowiedź na temat: »czyli przywrócenie nauk i sztuk przyłóżyło się do poprawy, lub zepsucia, obyczajów«.

  »Słuchanem to było - zaznacza dziennik — z ukon-

tentowaniem, jako odpowiednie do ustawy, zalecającej po- mnażać tłómaczenia wzorowych pisarzów. Tłómacz oświad- czył, iż niektóre pisma Tacyta i Maohiavella wziął sobie za przedmiot podobnych doświadczeń«.

  Czacki złożył Towarzystwu mapę hydrograficzną Pol-

ski, »z znacznym czasu, zabiegów i kosztów nakładem wykonaną«. Ofiarował ją swym kolegom, »aby zaś publi- czność mogła korzystać z tej pracy, obiecuje zastąpić po- czątkowy na sztych jej nakład. Przyrzeka dodać ku me- moire raisonné, do objaśnienia tej pracy, którą uważać należy jako pierwszy rzut do zupełnej wodnej karty kra- jów polskich«. Towarzystwo zapisało »czułą ofiarującemu wdzięczność za dar ów znakomity . Do wynurzenia opinii o tej pracy wyznaczyło Kortuma i Jacka Krusińkiego. Józef Szaniawski przedstawił przedstawił projekt do »ustanowienia i udoskonalenia terminologii polskiej w naukach i umiejętnościach«. Jako rzeczoznawcy w tej materyi wyznaczeni: Prezydujący, Dmochowski i Staszic.

  Wreszcie członek Krusiński podał projekt do założę-

15*str 228 CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY TRZECI.

nia biblioteki Towarzystwa i na początek ofiarował dla tej fundacyi 120 książek. — Projekt ów zalecono człon- kom »do namysłu«.

  Pobieżny przegląd zajęć Towarzystwa dokonanych

w ubiegłym 1802 roku — drugim, bytowania uczonego grona— wykazuje, że zajęcia owe, początkowo dorywcze, bez okre- ślonego planu podejmowane, zaczęły stopniowo systematy- zować i nabierać cechy bardziej praktycznej, do potrzeb najnaglejszych ludności stosowanej. Dowodem tego jest — interesowanie sic Towarzystwa książkami lekarskiemi, po- święconemi zadaniom higieny praktycznej. Kwestye oder- wane i zabawki umysłowe odsuwało Towarzystwo na plan drugi.

  Kiedy z początkiem roku 1803 przyszła znowu na

stół kwestya kwadratury koła, która, zajmował się matematyk Gorzkowski, Towarzystwo zaleciło sekretarzowi odpisać autorowi »iż, idąc za przykładem innych aka- demij, nie może przyjmować do roztrząsania pism, za- przątających się zadaniem, które, w samych nawet wyra- zach, zamyka już oczywistą niemożliwość rozwiązania swego«.

  Delegowani na poprzedniem posiedzeniu Krusiński i Kor-

tum, celom zaopiniowania o mapie hydrograficznej Cza- ckiego, oświadczyli: iż uważają tę pracę za dzieło potrzebne dla znajomości handlu wewnętrznego i ze- wnętrznego Polski.

  Posiedzenie 16 stycznia 1803 zagaił Prezydujący do-

niesieniem o stracie, jaką poniosło Towarzystwo i nauka, przez zgon ks. Zaborowskiego.

  W sprawie ustanowienia i udoskonalenia

terminologii naukowej przedstawił Albertrandi tru- dności w wykonaniu projektu Szaniawskiego. Na wniosek Staszica, aby uchwalono »zgromadzać ściągające się do umie- jętnościówdzieła,tłómaczone na którykolwiek z dya- lektów słowiańskiej mowy, lub oryginalne, w któ- rym z tych dyalektów pisane, tudzież gramatyki,

str 229 O ROZPRAWIE Ks. KOPCZYŃSKIEGO.

słowniki i dykcyonarze«. Członek Wyleżyński podjął się napisać w tej kwestyi do Lindego, członek zaś Denisko, do Czackiego, »celem zasiągnienia uwiadomień, do przedsięwzięcia tego zbioru stosownych«.

  Na posiedzeniu 3 lutego 1803 r. Prezydujący znowu

doniósł z żalem o zgonie Wolskiego, »męża znanego z ob- szernej znajomości dziejów ostatniego panowania i drogie do niego posiadającego materyały«.

  Wyleżyński odczytał opinię o pracy Kopczyńskiego:

»pierwsze doświadczenie poprawy dawnych tłómaczów etc.« Oddawszy należne pochwały wskaza- nym poprawom, oraz »znanej w autorze znajomości oby- dwóch języków, dokładności i dosadności wyrażeń«, nad- mienił sprawozdawca, »że rodzaj pracy roztrząsanej nie należy do wydziału języków rodu słowiańskiego, ale raczej do wydziału wymowy wierszopistwa i sztuk przyjemnych«. Rozebrał następnie kwestyę: czy wolno jest stare pismo poprawiać?« i wynurzył opinię przeczącą. »Jeden tylko — mówił — jest sposób poprawiania dawniej wykonanych tlómaezeń, a to przez przydawanie objaśnia- jących i popełnione zdrożenia prostujących przypisków«, do których pewne podał prawidła. Oświadczy! się nadto przeciw »wprowadzonyiu przez Ks. Kopczyńskiego orto- graficznym i gramatykalnyiu wznowieniom«, wezwawszy go, aby »zamiast mniej potrzebnych poprawek, sam raczej całkowite pisarzów wzorowych dawał tłómaczenia, a tym sposobem, nietylko do zbogacenia języka, ale i do chwały Towarzystwa się przyłoży«. Zapowiedział wreszcie referent że pracuje sam nad przekładem wszystkich komedyj Te- reneyusza.

  Prezydujący zakomunikował odpowiedź członka Kro-

pińskiego, iż ten wykonał polecone sobie obserwacye nad skamieniałościami w okolicach Rawy.

  Następnie mówił Albertrandi o potrzebie napisania

dzieła elementarnego z zakresu »niższej matematyki«, przy- czem wezwał Feliksa Potockiego, aby z dobranymi innymistr 230 CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY TRZECI.

członkami, w tej umiejętności biegłymi, rozpatrzył dojrzale: czyli egzystujące w języku polskim dzieła elementarne matematyczne odpowiadają i wystarczają potrzebie naro- dowej , rozszerzenia tak ważnej umiejętności?«. Doniósł w końcu, że IMć Pan Czech pracuje w Krakowie nad przekładem geometryi Euklidesa.

  Maliszewski zdał sprawę z podanego przez matema-

tyka Gorzkówskiego algebraicznego twierdzenia i uznał to twierdzenie »jako użyteczne i objaśniające formułę, którą w geometryi elementarnej stosować można. Przyczem nad- mienił, »że w dwóch księgach Euklidesa można wiele ta- kich znaleźć wypadków, które, algebraicznie użyte, wiele podobnych na geometryę elementarną rzuciłyby świateł«.

  Na posiedzeniu 16 marca 1803 r. Towarzystwo uchwa-

liło napisać do Śniadeckiego list, z wezwaniem, »aby ten CO tak wymownie, jaśnie i umiejętnie, pokazał uczonemu światu wiekopomne względem astronomii zasłużonego ro- daka naszego Kopernika, zechciał w chwilach wolnych pracować nad pokazaniem: ile nauka wspomniana winna jest drugiemu rodakowi, sławnemu Heweliuszowi z Gdańska«.

  Zaleciło dalej Towarzystwo podziękować »J. W. Se-

streńcewiczowi de Bohusz«, metropolicie i Mohilowskiemu arcybiskupowi, który przysłał Towarzystwu dzieło swe, po francusku napisane: Histoire de la Tauride.

  Dmochowski złożył sprawozdanie z tłómaczenia na

język polski dwóch pierwszych ksiąg Elegij Proper- cyusza, dokonanego przez zmarłego kanonika warmiń- skiego Kalnassi. Przyznał, że znajdują się w tym prze- kładzie »miejsca bardzo szczęśliwie wydane, oraz, że tok wiersza jest gładki i łatwy«, ale też wskazał, »że są miej- sca ciemne i słabe, gdzie tłómacz niezupełnie objął myśl poety, albo jej też wydać nie chciał«.

  Ks. Woronicz oświadczył, że Nagurczewski »obcią-

żony wiekiem« nie może przyjąć w Towarzystwie miejsca i z tego powodu Towarzystwo postanowiło, tak jego, jako

str 231 LIST ŚNIADECKIEGO.

i JMć Pana Hubego, zamieścić na liście przybranych członków.

  Odczytano w końcu listy: z Torunia, z podziękowa-

niem za przysłaną rozprawę o Koperniku, z Petersburga od księcia Adama Czartoryskiego z podziękowaniem za wybór, jakoteż list Alexandra Potockiego z Petersburga, z oświadczeniem, iż pracuje nad przekładem dzida Picteta, Genewczyka: Traite des assolemens, ou l'art d' etablir les ro- tations des recoltes".

  Wreszcie Potulicki podał Towarzystwu plan dzieła

elementarnego o historyi naturalnej.

  Na posiedzeniu 2 kwietnia 1803 r. Prezydujący od-

czytał list Jana Śniadeckiego, który ofiarował Towarzystwu opracowane przez siebie dzieło: »Opisanie fizyko-ma- tematyczne ziemi«. Przysyła na teraz rejestr mate- ryj w tem dziele objętych, oraz figury do objaśnienia tekstu. Rękopis dzieła samego wkrótce nadesłać przyrzekł, lecz zażądał, by tymczasowo Towarzystwo przyjęło środki do wysztychowania tablic. Oświadczył nadto, »że resztę prac swoich umysłowych poświęcić chce na stopniowe tego dzieła udoskonalenie, a to przez przydawanie objaśnień, oraz przez rozszerzanie go wynalazkami, jakie w tej części czynione być mogą«.

  Towarzystwo uchwaliło podziękować autorowi za pracę

»której użyteczność i dokładność, zasłużona jego wziętość podchlebnem uprzedza wyobrażeniem«.

  Następnie zdał Staszic sprawę z przekładu komedyi

Terencyusza Andria. Oddawszy sprawiedliwość »użyte- cznej pracy tłómacza, wytknął niektóre miejsca, wymaga- jące poprawy«. Do zastanowienia się nad spolszczeniem pe- wnych wyrazów przez Staszica wskazanych, wyznaczono z wydziału nauk przyjemnych: Stan. Potockiego, Niemcewicza i Staszica, z wydziału zaś języków słowiańskich: Kopczyńskiego i Dmochowskiego.

  Czacki przedstawił pozostałe w rękopisie fragmenty

pracy zmarłego Trotza, składające się z pewnej liczbystr 232 CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY TRZECI.

»spolszczonych wyrazów«. Wyznaczono do opinii oddzielne „Comite", celem przesiania jego uwag Lindemu, i z prośbą, aby dla łatwiejszego »ukończenia i udokładnienia swego Słownika języka polskiego, do Warszawy przybyć raczył«.

  Następnie Osiński, W imieniu Elsnera »dyrektora or-

kiestry przy teatrze polskim« ofiarował Towarzystwu egzemplarz »pierwszego oddziału sztychowanych muzyk i śpiewów polskich«. Towarzystwo zaleciło swej »kassie« by zaprenumerowała jeden egzemplarz tego wydawnictwa. Postanowiono odbyć publiczne posiedzenie 5 maja 1803 r. i uchwalono, rozprawy, jakie na tem posiedzeniu czytane będą, poddać uprzedniemu ocenieniu oddzielnych „Comites".

  W końcu zastanawiano się nad rozmaitemi zadaniami

konkursowemu, przyczem Prezes zawiadomił, że przyjęto już wzór medalu, jaki Towarzystwo udzielać będzie na- grodzonemu na konkursie.

  Posiedzenie 16 kwietnia 1803 wypełniły w znacznej

części uwagi Staszica nad potrzebą stosowania ściślejszych warunków do wyboru członków. Radził, by Towarzystwo nie kwapiło się z wyborem osób nie odpowiadających wa- runkowi zasług literackich. Wskazał potrzebę wy- raźniejszego »na przyszłość oznaczenia, co się przez wyrazy »zasługi literackie« rozumieć ma? By tym sposobem wszelkie usunąć nieporozumienie, podał do rozwagi Towa- rzystwa wniosek, by na wyborach obecnych, tylko trzy miejsca obsadzić, a dwa uznać za wakujące.

  Skutkiem ściślejszego wyboru, powołano na członków:

Andrzeja Horodyskiego, Czecha, profesora krakowskiego i Jana Bystrzyckiego, pijara. Do członków przybra- nych: Seweryna Potockiego, senatora rosyjskiego i kura- tora akademii.

  Ludwik Plater świeżo, z Petersburga przybyły, oświad-

czył imieniem ministra Dzierżawina, »iż tenże przyjmuje ofiarowane sobie w Towarzystwie miejsce członka przy-

str 233 TEMATY KONKURSOWE.

branego«, skutkiem czego postanowiono wystosować imie- niem Towarzystwa stosowną do nowego członka odezwę. Następnie Staszic zdał sprawę z tematów do nagrody, »projective« podanych. Weszedł w »umiejętny rozbiór wszystkich, wskazał, które z nich, bądź dla mniej wyra- źnej użyteczności, bądź dla innych względów, z zamia- rami Towarzystwa wiążących się, albo usunąć, albo do dalszego czasu odłożyć, a które przyjąć należy. Z po- między tematów, przez Comite zaleconych, wybrano po dłuższej dyskusyi dwa: »O polskim Czerwcu" i „o saletrze ukraińskiej". Ogłosić postanowiono konkurs przez gazety krajowe i zagraniczne, w trzech językach: polskim, fran- cuskim i niemieckim. Uchwalono również ogłosić nagrodę, w medalu wartości stu dukatów holenderskich, dla autora najlepszej tragedyi wierszem, w języku polskim, »do któ- rej materya z dziejów polskich czerpaną być ma*. Na- grodę taką wyznaczył »bezimienny rodak, za której pewność Ks. Sapieha i Wyleżyński dali zalecenie*.

  Następnie Czacki odczytał projekt listu do Ossoliń-

skiego, z prośbą, o zasiągnięcie wiadomości »względem Oktawiana Volcnera, budowniczego, rodem z Krakowa« i do Platera, o informacyę co do bursztynu w jego dobrach.

  Wreszcie Albertrandi odczytał odezwę Uniwersytetu

wileńskiego, z przyłączeniem »nowego Imperatorskiego urzą- dzenia instrukcyi publicznej, w prowincyach rosyjskiemu panowaniu podległych«.

  Na posiedzeniu nadzwyczajnem, zwołanem na dzień

26 kwietnia 1803 r. zastanawiano się nad wyrazami ręko- pisu zmarłego Trotza. Ks. Kopczyński podzielił opinię Sta- szica, co do wyrazów literackich, co zaś do technicznych i metalurgicznych, Ks. Sapieha oświadczył, że ponieważ wyrazy te wymagają sprawdzenia, dlatego oświadczył, iż nie zadługo przedsięweźmie podróż górniczą po kraju, a wtedy sprawę te bliżej zbada. Tymczasem odroczono przesianie pracy Trotza Lindemu.

  Czacki, imieniem »bezimiennego rodaka«, wniósł pro-str 234

CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY TRZECI.

jekt dołączenia do tematów konkursowych i zadania o mo- rowem powietrzu«, zaręczywszy za sumę wyrówny- wającą wartości medalu, i tę w papierach, lub w gotowiźnie złożyć przyrzekł. Towarzystwo z wdzięcznością tę ofiarę przyjęło.

  Nadto Ks. Sapieha złożył sprawozdanie o rozprawie

Kortuma: »o kombinacyach światła« i wezwał go do dalszych doświadczeń, »któreby wyraziściej jeszcze ukazały pewność twierdzenia autora, iż światło jest rze- czywiście istotą, po całym powietrzokręgu rozproszoną«.

  Czacki ofiarował Towarzystwu kopię łacińskiego rę-

kopisu Marcina Galla, »pierwszego z pomiędzy najpierw- szych dziejopisów polskich« i zalecił potrzebę wydruko- wania tego dzieła w języku polskim i łacińskim« jako »ważnego dla wyjaśnienia ojczystych dziejów i obchodzą- cego ciekawość zagranicznych czytelników«. Do przekładu rękopismu zalecił Kopczyńskiego, sam zaś, wspólnie z Al- bertrandim, obiecał opracować uwagi objaśniające. Dzieło to wydrukowanem zostanie kosztem Towarzystwa, bądź w obu tekstach, lub też w jednym polskim.

  Odczytano wreszcie list biskupa Kossakowskiego o po-

trzebie konkursu na dzieje literatury polskiej i z doniesieniem, że Uniwersytet wileński pracuje nad wy- jaśnieniem języka litewskiego.

  Na ostatniej, przed publicznem posiedzeniem Towa-

rzystwa, sesyi prywatnej z dnia 2 maja 1803, oprócz kwe- styj, dotyczących rozpraw, jakie na temże publicznem czytanemi być miały, Julian Ursyn Niemcewicz zdał sprawę z części rozprawy Stanisława Potockiego »0 sztuce u dawnych«. »Pismo to — zdaniem referenta i jego kolegów — w materyi dotąd ojczystem piórem nietkniętej, znaleziono w wyszukiwaniu historycznem — pracowitem, w sądzeniu trafnem, w stylu — płynnem i łatwem«.

  Prezydujący złożył rozprawę Szaniawskiego o ułam-

kach dziesiętnych do oceny, nadto rękopis Ossoliń- skiego »O przodkach najdawniejszych Słowian«

str 235 ŻYCIORYSY SŁAWNYCH POLAKÓW.

z zapowiedzią, że noty objaśniające później nadesłane zo- staną, nadto przekład wioski Bergonzoniego, rozprawy o Koperniku.

  Feliks Potocki odczytał referat o dziełach elementar-

nych matematycznych i zastanowił się nad pytaniem: »czy przestając na sposobie analitycznym, można się obejść bez syntetycznego?

  Z uwagi, że wydawcy dykcyonarza francuskiego

Jan Amor hr. Tarnowski (ze starego drzeworytu).


zwrócili się do Towarzystwa z prośbą o dostarczenie »ży- ciorysów sławnych Polaków« poruczono Czackiemu obo- wiązek przygotowania listy tychże zasłużonych rodaków.

  W końcu posiedzenia owego Czacki zawiadomił, iż bę-

dąc upoważnionym przez rząd rosyjski do przedstawienia dwóch młodzieńców Polaków, którzyby, dla kształcenia się za granicą w leśnictwie i ekonomii wysłani byli kosztem Imperatora — misyę tę, co do wyboru owego młodzieńca przelewa na Towarzystwo, »co, z wdzięcznością« przyję- tem zostało.str 236 CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY TRZECI.

  Wreszcie Czacki zawiadomił imieniem kolegi Tar-

nowskiego, »iż tenże dostrzegł w tłómaczeniu francuskiem geigrafii powszechnej Anglika Gutthrie wiele bardzo fał- szywych, i czerniących nawet twierdzeń, w rzeczach na- szego kraju tyczącego się«. Członek Maliszewskiego przyjął na siebie obowiązek obmyślenia, za powrotem swoim do Paryża, »środków przyzwoitych do sprostowania owych błędów«

str 237 ROZDZIAŁ XXIV.

Posiedzenie publiczne majowe 1803 r. Zagajenie Albertrandego. Pochwała Zaborowskiego. Krusiński o dostrzeżeniach meteorologicznych. Stan. Potocki o sztuce u dawnych. Woronicz o pleśniach narodowych. Szaniawski o systemie chrystyanizmu. Tematy konkursowe. Czacki w sprawie dyplomu królewskiego. Projekty rozpraw z nauk przyrodzonych i matematycznych. Comités. Śniadecki w Warszawie. Jego protest przeciw wadliwościom przekładu rozprawy o Koperniku Odezwa Uniwersytetu wileńskiego. Roczniki Towarzystwa. Wiadomości z Wied- nia o pracach Ossolińskiego. Prace przygotowawcze do słownika Lindego. Rady w przedmio- cie prenumeraty tego dzieła. Kandydaci na członków. Prawa członków przybranych. Chod- kiewicz. Gliszczyński. Dzieduszycki. Projekt założenia Ateneum.

Piąta sesya publiczna Towarzystwa, odbyta w dniu 5 maja 1803 r. »liczniejszych jeszcze niż poprzedza- jące — donosi Noivy Pamiętnik — ściągnęła słuchaczów. Trwała przeszło pięć godzin. Prócz zagajenia prezydują- cego, siedmiu członków Towarzystwa czytało w różnych materyach dysertacye«73 A).

  Skreśliwszy w zagajeniu zarys prac dotychczasowych,

zakończył Albertrandi mowę swoją następującym zwrotem krasomówczym:

  »Alexander Wielki, uznojony podjętą pracą w upor-

czywej przeciw Pyrrusowi, indyjskiemu królowi, bitwie, za- wołał: O Ateńczykowie! Jak wiele prac podejmuję, abym sobie wasze zjednał pochwały! My przeciwnie, szczerze wyznajemy, żeśmy nie wiele dotąd dla Ciebie, Ojczyzno, dla uwiecznienia twych zaszczytów, wykonali. Ale jeśli str 238 CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY CZWARTY.

święte gorliwości zapały, jeśli wytrwałość pracy, jeśli współobywatelów losem rozdzielonych, miłością spojonych, zalecenia, nie mogą być skutku pozbawione; te szczupłe prace nasze, ważniejszych daleko, i korzystniejszych w przy- szłości, godłem są szezęśliwem. Światłej zaś publiczności chcąc przychylny naszemu przedsięwzięciu i usilności wy- jednać wyrok, z Kwintilianem wyznajemy: „Si necesse sit in alterutram errare partem, omnia legentibus placere, quam multa displicere malumus". (Jeśli w sądzeniu o naszych pra- cach trudno uniknąć omyłki, wolimy, ażeby raczej wszystko się podobało one rozważającym, niż, żeby wiele z tych rzeczy z niechęcią odrzucili).

  Wstąpiwszy na mównicę, Piotr Maliszewski, wygłosił

najprzód pochwalę Ignacego Zaborowskiego, Pijara, zmarłego członka Towarzystwa, określi! stan nauk matematycznych w Polsce i owoce prac, w tym kierunku przez byłą komisyę edukacyjną zasiane, poczem złożył hołd pamięci zmarłego, jako członka Zakonu, »z którego— zdaniem mówcy — najwięcej użytecznych Rządowi kra- jowemu wyszło dzieł, którego wszystkie duchowe węzły bardziej jeszcze zdawały się przywiązywać do ojczyzny, które nigdy się w interesa światowe nie mieszało, tylko aby pokój ogłaszać, zalecać porządek i światło rozszerzać«. Poczem Jacek Krusiński odczytał rozprawę o do- strzeżeniach meteorologicznych, Karol Kor- tum »o niektórych łączeniach się światła, zdol- ności dostrzeganej w różnych ciałach, przy- trzymania go przez niejaki czas na swojej powierzchni« w której to rozprawie proroczo rozwi- nął te zasady, które, w kilkadziesiąt lat później, posłużyły za podstawę do wynalazku Daguerr'a.

  Po nim Stanislaw Potocki skreślił obrazowym

stylem historyę sztuki udawnych, ks. Woronicz zaś w natchnionej rozprawie o pieśniach narodowych, wezwał żyjące pokolenie, do pielęgnowania i zbierania za- bytków twórczości narodowej, tego skarbu, który »w ustach

str 239 MOWA KS. WORONICZA.

niewygubnych pokoleń nie boi się pożaru i oręża«. Było to zapowiedzią utworzenia „Pieśnioksięgu narodowego", »aby nietylko język, ale i sławę narodową niepożytem narzę- dziem na rozwalinach świata wyżłobić«.

  »Wy, młodzieńcy — zakończył Woronicz piękną swoją

rozprawę — kwitnące gałązki tych domów, które nas wspo- minkiem swej sławy rozrzewniają; gdzież lepiej czasu, talentów i nakładu Rodziców waszych użyjecie, jak w roz- wadze i uczeniu się cnoty, ducha i obyczajów Ojców wa- szych? Niestety! Jeszczeście w kolebkach płakali, kiedy powszechna matka nasza, smutne w posagu sieroctwo wam przekazywała. Gdzie się więc o niej dowiecie? Gdzie się w jej twarzy rozmiłujecie? Oto, odczytujcie codzień naj- pierwsze zagajenie związku naszego, w którem, szanowny nasz prezes i kolega, uczenie i gruntownie dowiódł wam dziejami świata całego, że odmiana rządu i składu politycznego bynajmniej narodów nie uma- rza. A nie chodząc daleko po dowód tej prawdy, rzućcie okiem na ten starożytny naród Germanów, od którego nas niegdy wzajemny szacunek Elbą odgraniczał, a którego teraz przyrodkiem jesteśmy. Czemże on dotąd jestestwo swoje utrzymuje, acz na tyle oddzielnych sta- nów i rządów pod różnymi Panami rozdrobniony i podzie- lony? Skądże przecież jest jednym narodem, znaczą- cym i poważanym w Europie? Gzem rozplenia swą istność i sławę? — Językiem i obyczajami dawnych Germanów. A to oboje, czem ożywia i codziennie ukrze- pia? Nauką, światłem, miłością rodu swojego, wspólną braterską pomocą.

  »Więc, kiedy pod opieką takiego Rządu wolno nam

jego własnemi prawidłami postępować i tchnie- niem ojczystem oddychać, usiłujcie zacni mło- dzieńcy i duchy Ojców waszych pocieszać i szlachetnej opiece rządowej wywięzywać się, że cnotą, męztwem i ro- zumem przodków waszych hartując się, na podporę i ozdobę sprawiedliwego Rządu wzrastacie, nie zaś na cie-str 240 CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY CZWARTY.

Dr. Walenty Gagatkiewicz.

mnych i ponurych nie- wólników«.

  Po rozprawie Szaniaw-

skiego o systemie chry- styanizmu, usłyszało To- warzystwo sympatyczny głos Niemcewicza, który odczytał dumę o kniaziu Michale Glińskim, z zapałem przez obecnych przyjętą.

  Na posiedzeniu nad-

zwyczajnem prywatnem To- warzystwa, które się w dni pięć po publicznem odbyło, Jacek Krusiński, imieniem delegacyi, podał projekt o czynieniu obserwacyj me- teorologicznych po całym kraju, do czego Cza- cki przydał uwagi, projekt ów rozszerzające, a nadto uczy- nił wniosek, poprawienia błędów, jakie się wkradły do cyfr rozprawy X. Sapiehy o miarach i wagach.

  Następnie prezydujący odczytał prospekt w języku

francuskim o tematach konkursowych, z wnioskiem ogło- szenia go w dziennikach zagranicznych. Tematami były: »O saletrze« o »polskim Czerwcu, jego historyi natural- nej i różnicy od amerykańskiej kokcynelli i własnościach leczniczych«, »O powietrzu morowem w Polsce«, wreszcie temat tragedyi wierszem z dziejów polskich za- czerpniętej. Wyznaczono termin ostateczny dla nadesłania owych tematów na dzień 4 września 1804 r. i określono bliżej warunki konkursu. Poczem Czacki podniósł ważną sprawę dyplomu królewskiego dla Towarzystwa, wynu- rzywszy nadzieje rychłego skutku obiecanego. Z powodu wyjazdu Niemcewicza do Ameryki, Czacki imieniem tegoż »oświadczył pożegnanie oraz gorliwą jego chęć posuwania zamiarów naszych, ile razy w przedmiotach miejscowej usługi wymagających, wezwanym do niej zostanie«. Po

str 241 PROJEKT DZIEŁA POTULICKIEGO.

takowem oświadczeniu, nadmienił o zleceniach, jakieby dać należało Niemcewiczowi, oraz Maliszewskiemu, odjeżdżają- cemu do Paryża.

  Ze spraw bieżących, Krusiński zdał sprawę o poda-

nym przez Potulickiego projekcie dzielą elementarnego o historyi naturalnej, Feliks Potocki odczytał pierw- szą część pracy: o dziełach matematycznych ele- mentarnych, Tadeusz Czacki przedstawił referat ks. Kop-

Dr. Michał Bergonzoni.

czyńskiego o rozprawie Lindego o etymologii; zalecił wreszcie przystąpienie do roboty tablic sztychowanych do dzieła Śniadeckiego: opisanie fizyczno-matematy- czne ziemi.

  Z uwagi na zbliżające się ferye letnie uchwalono,

by pozostać mający w Warszawie członkowie składali tak zwane (z francuska) Comite, z władzą stanowienia w spra- wach Towarzystwa decyzyj, zwłoki nie cierpiących. Na następnem posiedzeniu prywatnem nadzwyczajnem z d. 12 lipca 1803 r. naradzano się nad środkami przyspie-

TOWARZYSTWO WARSZAWSKIE. 16str 242 CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY CZWARTY.

Biskup Gaspar Cieciszewski.

szenia druku dzieła Śniadeckiego »honor rodakom przynoszącego« i zapowiedziano bliski przyjazd autora do Warszawy.

  Śniadecki w rzeczy samej

bawił w Warszawie w począt- kach września i pozostawił na wyjezdnem list do Albertrandego, odczytany na posiedzeniu nad- zwyczajnem 14 września, w któ- rym astronom wynurzył żal, »iż przekład francuski jego rozpra- wy o Koperniku, wykonany przez Tęgoborskiego, jest niewier- nym co do najistotniejszych pun- któw, upstrzony szkodliwemi i wcale niewłaściwemi ozdo- bami, prostotę myśli i rzeczy psującemi, a tem samem pokrzywdzającemi autora w oczach zagranicznych astro- nomów«. Nadsyłając jednocześnie rękopis przekładu po- prawniejszego, prosił Śniadecki, »aby Towarzystwo ów przekład jak najprędzej wydrukowało, zaradzając uprze- dzeniom, które zagraniczni, z niedokładnego francuskiego tłomaczenia pracy, powziąć mogliby o samem dziele. Ta- kowe bowiem uprzedzenia byłyby ubliżającemu równie dla autora, jak i dla Towarzystwa, które tej rozprawie uroczy- stą dało aprobacyę«.

  Towarzystwo na wniosek Dmochowskiego propozycyę

Śniadeckiego przyjęło. Następnie prezydujący złożył Odezwę Uniwersytetu wileńskiego, pod dniem 25 lipca 1803 r. do Towarzystwa wystosowaną, przy której zakomunikowało kopię »nadanego sobie od Imperatora Wszechrosyi dyplomu, niemniej ustawi; powszechnej instrukcyi publicznej w Jego krajach zapro- wadzonej, oraz wiadomość o nowych i wakujących kate- drach profesorskich«. — »Uniwersytet — nadmienił Albertrandi — wzywa

str 243 NAWOŁYWANIA AlBERTRANDEGO.

nas do uczestnictwa przyjemnych uczuć, jakie w sercu każdego przyjaciela ludzkości obudzać powinien widok urządzeń, dążących ku wielkiemu zamiarowi—rozszerzenia światła w tak rozleglej potężnego mocarstwa przestrzeni*.

  Jednocześnie, spełniając życzenie Czackiego co do

wyboru kandydatów do wyjazdu za granicę kosztem Impe- ratora, celem kształcenia się w leśnictwie i ekonomii, wy- brało Towarzystwo na zalecenie XX. Pijarów młodzieńca Antoniego Młochowskiego; wybór zaś drugiego przelał Cza- cki na Jacka Krusińskiego.

  Poczem prezydujący złożył przysłane z Paryża przez

gen. Komarzewskiego pismo o Grafometrze podzie- mnym, w trzech językach: francuskim, niemieckim i an- gielskim; doniósł nadto, że Śniadecki ofiarowane przez siebie egzemplarze dzieła: teorya rachunku algebrai- cznego przeznacza dla XX. Pijarów.

  W końcu Staszic doniósł, że »okoliczności tyczące

się wyrabianego dla Towarzystwa diploma« będą przedsta- wione na przyszłem zwyczajnem posiedzeniu.

  Posiedzenie to odbyło się po feryach letnich, 16 pa-

ździernika 1803 r. Zagaił je Albertrandi mową, zachęcającą kolegów »do dalszego ciągu prac, do jakich powolywa nas i szlachetny cel stowarzyszenia naszego i święty obowiązek zapobieżenia, by narodowa sława, uczonemi pracami przod- ków nabyta, w jednymże wraz z politycznym bytem Oj- czyzny nie zaległa grobie*. Przyczem wynurzył życzenie, by to zagajenie udzielonem zostało »kolegom, wyłączającym się przez ciągle niebywanie na posiedzeniach, od uczestni- ctwa prac wspólnych«.

  »Jeżeli kiedy słaby glos mój — mówił między innemi

prezes - i niezdolna wymowa, przezacnych kolegów do podejmowania prac usilnych na zachowanie pamiątki imie- nia polskiego, dźwignięcia narodowych nauk was zachę- cała — tedy dziś widzę się do przedsięwzięcia tego samego z podwójną usilnością przynaglonym.

  »Zniknął zmiennych okoliczności koleją czas on świe-

16*str 244 CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY CZWARTY.

tny kiedy zgromadzeni tu, Z dalekich nawet prowincyj towarzysze nasi, i radą swoją i pracami, na licznych po- siedzeniach naszych, nas wspierali. Jednym, zaspokojone, które ich tu trzymały, troskliwości, do siedlisk swoich drogę otworzyły, drugich, pomyślniejsze szczęścia nadzieje, albo też chwalebne nabycia nowych świateł żądze, w dalekie od nas zapędziły krainy.

  »Pozostała tu, co do liczby, czwarta niespełna część,

wchodzi do Towarzystwa, a szczuplejsza jeszcze, jeśli wy- łączeni będą ci, których wiek, których zdrowie, których nieuchronne zaprzątnienia, od naszych obrad i schadzek odrywać zwykły.

  »Na waszej tedy pilności, przezacni koledzy, na pra-

cowitości nieustannej, polega honor Towarzystwa w swojej zupełności i tego Oddziału, który, z ustanowienia onego, tu, w głównem siedlisku jego, ruchem tej machiny kiero- wać powinien. Ubliżyłoby to honorowi Towarzystwa i Na- rodu, którego cień przedstawia, gdyby, ściągnąwszy na się wejrzenie całej uczonej publiczności, napełniwszy pogłoska swej ustawy publiczne pisma, ogłosiwszy się przed rządem, monarchami, przed Europą — powietrze, którem zrazu tchnęło to Zgromadzenie — miało tchnienie mu na tern miejscu ostatnie przyspieszyć, albo, przynajmniej trzech lat niedorosłą młodość - w zgrzybiałą przemienić starość.

  »Nie chciejmy więc, przezacni koledzy, być powodem

oszczerstwa imienia polskiego do utrzymywania, iż u nas— wszelkie h zamysłów prędkim jest towarzy- szem nudna tęsknota, że, podług onego żartu Hora- cego, u nas amphora coepta est...

  »Przeto, najusilniej upraszam Szanownych Kolegów,

aby przepisanych ustawą posiedzeń w czasie wyznaczonym nie opuszczali i dwóch tych dni, albo raczej, kilku godzin ofiarą, wywiązać się usiłowali tej Ojczyźnie, przez wydo- skonalenie literatury narodowej i przyspieszenie wzrostu ojczystych nauk!«

  Na posiedzeniu zwyczajnem z listopada 1808 r. pod-

str 245 FUNDUSZE NA SŁOWNIK LINDEGO.

niesiono sprawę nieuczęszczających na posiedzenia Towa- rzystwa kolegów. Tymi absenteistami byli: Grabowski, Molski, Mostowski, Gagatkiewicz i Klokocki, Zapowiedziano im następstwa ustawą przepisane, »a co do kolegów: Za- charyaszewieza, Kuszla, Przybylskiego i Siarczyńskiego, zgromadzenie, uważając częścią obojętny sposób, w jakim oni przyjęli doniesienie o swym Wyborze i oddalenie ich od miejsca posiedzeń Towarzystwa, postanowiło przenieść ich z rzędu czynnych w poczet członków — przybranych«.

Ks. Franciszek Siarczyński.

  Biskup Kossakowski, świeżo z Wiednia przybyły, do-

niósł o uczonych pracach Ossolińskiego, zajętego życiem Zygmunta I. i notami rozprawy o Słowianach, złożył nadto dar ofiarowany Towarzystwu przez hr. Szechenyi'ego, t. j. katalog dzieł węgierskich, w trzech tomach, oraz ofiarę Ossolińskiego, który wszelkie duplikaty dziel swego zbioru przeznaczył dla biblioteki Towarzystwa. Doniósł wreszcie o dalszych pracach przygotowawczych do wielkiego Sło- wnika języka polskiego Lindego, którego wydanie »opóźnia trud zebrania potrzebnych Funduszów«.

  Zebrani rozdzielili między siebie »udzialy starań, do

załatwienia tej trudności« i zaakceptowali projekt Sołtyka,str 246 CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY CZWARTY.

który radził, »by autor dzieło tak ważne przypisać zechciał Najjaśniejszemu Imperatorowi Wszechrosyi, którego wspa- niała opieka dosięga wszelkich przedsięwzięć, stosownych do wzrostu i udoskonalenia języków słowiańskich«.

  Biskup Kossakowski podjął się napisać do autora z za-

chętą, by przyjął te radę.

  Powzięty poprzednio zamiar odesłania królowi pru-

skiemu oprawionych Roczników Towarzystwa odłożonym

Feliks hr. Łubieński.

został do czasu późniejszego, »gdyż to może być zręczną porą przypomnienia prośby, o łaskawe udzielenie dyplomu«. Wreszcie wyznaczono członków do zdania sprawy o pismach, jakie na przyszłem posiedzeniu publicznem Towarzystwa, wyznaczonem na 5 grudnia 1803 r, czyta- nemu będą.

  Na posiedzeniu nadzwyczajnem z dnia 5 listopada

zajmowano się przedstawieniem kandydatów w liczbie 10 na członków czynnych i 7 przybranych. Ballotowanie od- byto w dniu 16 listopada i wybrano jedynie członków czterech czynnych: Feliksa Potockiego, Bartłomieja


str 247 PROJEKT USTANOWIENIA ATENEUM.

Szuleckiego, Dra Bergonzoniego i Dziarkowskiego. Na przy- branych zaś powołano: Cieciszewskiego biskupa łuckiego, Jana Potockiego, Feliksa Łubieńskiego, Józefa Kossakow- skiego, Antoniego Gliszczyńskiego, Narwoysza prof. mate- matyki w akad. wileńskiej i Konstantego Tymienieckiego.

  Uchwalono, że członkowie przybrani będą mieli

wszelkie prawa czynnych, w przekonaniu, »że każdy, w uczuciach właściwych rodakowi, ojczystą sławę i rze- telne dobro społeczne kochającemu, znajdzie naglące po- wody dzielenia przyjętych obowiązków z tymi, z którymi go wspólne równają prerogatywy«.

  Na posiedzeniu zwyczajnem z dnia 2 grudnia biskup

wileński Kossakowski imieniem Czackiego zalecił jako kan- dydata na członka przybranego Aleksandra hr. Chodkie- wicza, zaś Antoni Gliszczyński — Dzieduszyckiego, pisarza W. Ks. Lit., na członków zaś honorowych: EngestrOma, ex-posla szwedzkiego i Castroma.

  Członek Wiesiołowski zalecił rozwadze Towarzystwa

pracę Albertrandego: 0 starożytnych rzymskich zabytkach ze zbioru Stanisława Augusta. »Pismo to — mówił — jest czę- ścią nowego wcale i w języku naszym nieznanego jeszcze dzieła; zamyka uwagi nowe i godne zastanowienia, odpo- wiada w zupełności znanej autora biegłości w roztrząsaniu trudności numizmatycznych i może sic przyczynie do roz- krzewienia między rodakami ducha użytecznych w tej materyi badań«.

  Horodyski zdał sprawę o rzeczy Szaniawskiego, obej-

mującej zarys dziejów filozofii, od czasu upadku jej u Gre- ków i Rzymian, aż do epoki odrodzenia nauk.

  Ks. Kopczyński mówił o tłomaczeniu Dmochowskiego

listu Horacyusza do Florusa i »oddał winną spra- wiedliwość tej pracy, »w której wszystko odpowiada sławie tłómacza, nabytej już przez szczęśliwe tlómaczenia wzo- rowych rymopisów«.

  Prezydujący zdał sprawę o rozprawie biskupa Kossa-

kowskiego „O języku czeskim" i uznał tę pracę »jako wyko-str 248 CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY CZWARTY.

naną pod przewodem serca, głęboko przeniknionego inte- resem sławy ojczystej, a tem samem zdolną przyjemne na słuchaczach sprawić wrażenie«.

  Gliszczyński wniósł projekt »rozszerzenia zamiarów

Towarzystwa, przez założenie Ateneum, lub Liceum na wzór zagranicznych tego rodzaju instytucyj, niemniej obmyślenia środków pomnożenia poprawnych edycyj pisa- rzów wzorowych i obniżenia ich ceny«. W końcu przed- stawił konieczność ustanowienia pewnych i trwałych do- chodów Towarzystwa, przez subskrypcye dobrowolne.

  Posiedzenie zakończyło się przypomnieniem przez pre-

zydującego sprawy wyrabianego dyplomu i potrzebą prze- słania instrukcyi do Berlina Alexandrowi Potockiemu.

  Poparł ów wniosek Staszic i nadmienił, że sprawa

ta wymaga baczniejszej rozwagi.

str 249 ROZDZIAŁ XXV.

Posiedzenie publiczne Grudniowe 1803 r. Ukończenie Słownika Lindego. Albertrandi o tej pomnikowej pracy. Zapowiedź prac braci Śniadeckich. Kossakowski o literaturze czeskiej. Sympatye słowiańskie. Sprawa dyplomu. Wiadomości z Berlina. Zawiązek Biblioteki. Dar Alexandra ks. Sapiehy. Kłopoty ustalenia siedziby Towarzystwa.

W dniu 5 grudnia 1803 r. odbyło się szóste z kolei posiedzenie publiczne Towarzystwa. Zwracając się do licznie zgromadzonego grona słuchaczy, złożonych, jak to orzekł w zagajeniu swem X. Albertrandi, »ze szczątka szanownego narodu, u którego, ojczystej chwały miłość przytłumioną nie została; ze światłych ludzi, umiejących poważać prace i usiłowania, do tak szlachetnego dążące celu; z gorliwych obywatelów, zachęcających do podejmo- wania pracy, której celem jest rozmnożenie światła; ze współziomków, tchnących z nami jednem powietrzem, mó- wiących jednym językiem, ożywionych jednąż chęcią« z radością zapowiedział mówca ukończenie Słownika języka polskiego Lindego, składającego się z ośmiu ogromnych to- mów. »Dzieło to — mówił Albertrandi — język ojczysty, od pierwszych, iż tak rzekę, atomów, z których się składa, wyprowadzając, cały w powszechności ogarnia, od pałaców, świątyń i gmachów, najpoważniejszych niegdyś prawodaw- stwa i sadownictwa siedlisk, aż do rynku, roli i lepianek,str 250 CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIĄTY.

gdzie w prostocie swojej język ten, niemniej, a częstokroć bardziej, jest ojczystym. Autor, z kształtu i, że tak rzekę, powierzchownej postawy tego języka, zapewnia pobratym- stwo z innemi, od jednegoż szczepu słowiańskiego pocho- dzącymi językami i cola go aż do równiny Sennar. Dzieło więc takowe zabezpieczyć może na wieki egzysteneye ję- zyka polskiego i dla tego, niewątpliwie, - zdaniem mówcy_ »publiczność, ujęta żądzą utrzymania całości i chwały tego zabytku narodu« poprzeć usiłowań i pracy autora nie omieszka.

  Z kolei zapowiedział Prezes nowe wydanie Geo-

grafii matematyczno-fizycznej Jana Śniadec- kiego, który jednocześnie pracuje nad ułożeniem zbioru pieśni starodawnych ojczystych, oraz dwóch dziel Ina ta jego, Jędrzeja: Teorya jestestw organicznych i teorya zimna atmosferycznego, oraz wielu prac pomniejszych innych autorów, bądź oryginalnych, bądź tlómaczonych. Zakończył swą mowę Prezes zwrotem na cześć wybierającego się podówczas do Ameryki Niemce- wicza, który obiecał »kosztownemi rymotwórczego swego pióra obesłać nas podarunkami, pióra onego, polnego wdzię- ków, wspaniałości, mocy, powagi, żywości i dowcipu«.

  Z kolei wstąpił na mównicę biskup Kossakowski

i odczytał piękną rozprawę o literaturze czeskiej i związku języków słowiańskich. Miała ona, jak na owe czasy, wysoce symptomatyczny charakter, jako podnosząca, w wymownych i faktami popartych wyrazach, nić solidarności, która winna łączyć naród polski, z in- nemi narodami słowiańskimi, a przedewszystkiem - z na- rodem czeskim, »który ma główną nauk, sztuk i umiejętno- ści szkołę, gdzie trzy tysiące uczniów doskonali się w roz- maitych umiejętnościach, gdzie księgarnie publiczne dla licznego czytelnika codziennie są otwarte, naród, którego wielu nauczycielów słynie dziś w stolicy państw a u- stryackich, który ma dokładnie i rozsądnie napisami kronikę, który umie cenić moc i piękność Iliady i w wła-

str 251 O LITERATURZE CZESKIEJ.

snym języku czyta Homera, którego rękodzieła w dosko- nałości angielskim wyrównywają. Naród taki, który w dzie- jach swoich od naszych przodków swój szczep i początek wyprowadza z chlubą - głosił dalej z zapałem mówca — którego większa część dziejów z naszeini jest wspólna, nad którym przez czas niejaki panowali nasi ojcowie, któremu największy dar niebios, zaprowadzenie do nas Chrześcijań- stwa, a z niem pierwsze nauk światło winniśmy, naród, którego pasterze w Polsce i Prusiech pierwsi wiarę chrze- ścijańską opowiadali, od którego, przeniesione na nasz język, pierwsze mamy śpiewy, majestat prawdziwego Boga wiel- biące, którego mowa pobratymska ledwie w czem od na- szej jest różna, naród ten, oświeceni mężowie, na szczegól- niejszą uwagę waszą zasługuje!«

  Misternem i politycznem było zakończenie mowy bi-

skupa Kossakowskiego. Zestawiając fakta odradzania się nauk we wszystkich krajach słowiańskich, oddal hołd ce- sarzowi Alexandrowi I, »Monarsze najpotężniejszych na północy narodów słowiańskich, gruntującym powszechną ich szczęśliwość na oświeceniu, na którego skinienie — da- wne odradzają się, i większej nabywają świetności, nowe powstają Akademie słowiańskie« a jednocześnie napomkną! i 0 »Panująeym Słowianom nad Wisłą i Odrą, który, Towarzystwo, pracujące około wydoskona- lenia języka narodowego.... pod najwyższą swoją opiekę przyjął łaskawie...«

  Tego rodzaju stopniowanie w pochwałach nie musiało

być, obecnym na posiedzeniu delegatom rządowym pru- skim, przyjemnem.

  Wypełniły resztę posiedzenia publicznego rozprawy:

Kortuma o konduktorach, Szaniawskiego rzut oka na dzieje filozofii, X. Poczobuta o dawności Zo- dyaku w Egipcie i przekłady z Horacego, odczytane przez F. Dmochowskiego.

  Na następnem posiedzeniu nadzwyczajnem Towarzy-

stwa, odbytem dnia 11 grudnia 1803 r. głównie zajmowanostr 252 CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIĄTY.

Ks. Marcin Odlanicki Poczobut.

się sprawą oczekiwanego dy- plomu królewskiego, podno- szona nieustannie przez Sta- szica. — Niepokoił obecnych brak wiadomości stanowczych z Berlina, gdzie Alexander Po- tocki bawił, szturmując bez- owocnie do ministrów pru- kich.

  Posiedzenie d. 16 grudnia

1803 zaznaczyło się ważnym Taktem ofiarowania na zawią- zek przyszłej biblioteki Towa- rzystwa pięknej kolckcyi rzad- kich dzieł, w ilości czterech tysięcy tomów. Ofiarodawcą był Alexander ks. Sapieha. Dar uczynionym został pod warunkiem, że w razie roz- wiązania Towarzystwa, książki zwrócone będą rodzinie darującego.

  Towarzystwo z wdzięcznością przyjęło »ów dowód

znakomitej dla interesu nauki szczodroty, której skutki najodleglejszych sięgać będą pokoleń, a tern samem, dla wspaniałomyślnego dawcy uwiecznią prawa wdzięczności i rozrzewniającej pamiątki, w każdem dla sprawy ludzko- ści oddychającem sercu«.

  Wtedy dopiero po raz pierwszy odczutą została ko-

nieczność obmyślenia stałej dla Towarzystwa i jego przy- szłych zbiorów siedziby, jak dotąd, czasowej. Lecz przed- miot tak ważny, który dopiero później, dzięki ofiarności Staszica, znalazł urzeczywistnienie, zmuszonem było To- warzystwo odłożyć, do czasu pozyskania upragnionego kró- lewskiego dyplomu. Nie tylko sprawa stałego locum dla Towarzystwa, lecz i zabezpieczenie jego materyalnego bytu, zaprzątały rozważne umysły członków; postanowiono za- tem oczekiwać powrotu Sołtyka do Warszawy, by i tę trudność, jak bądź, załatwić.

str 253 PROJEKTA STAŁEJ SIEDZIBY.

  Członkowie: Potulicki i Gliszczyński podnieśli kwestyę

zwracania baczniejszej niż dotychczas uwagi na »prace bezpośredniego pożytku dla społeczeństwa, przez które, To- warzystwo mogłoby sobie zasłużyć na względy i poparcie ze strony Rządu«. Do rzędu takich prac należałoby obmy- ślenie środków usunięcia »najstraszniejszych dla gospodar- stwa wiejskiego ciosów«, które, w postaci gąsiennic, ni- szczą »najrozległejsze bory z nadspodziewaną szybkością*, jakoteż szarańczy, » ściągającej na siebie baczność na- turalistów«.

  Zakończono rok 1803 przeglądem prac dotąd doko-

nanych, jak również poruszonych w ciągu tegoż roku, lecz niezałatwionych, spraw literackich i naukowych.str 254 ROZDZIAŁ XXVI.

List Aleksandra Potockiego. Dyplomatyczne wybiegi pruskie. Rozczarowanie. Konkurs Kossa- kowskiego. Zapowiedź pieśnioksiągu Woronicza. Rękopis Wielhorskiego. List Jędrzeja Śnia- deckiego o teoryi jestestw organicznych. Reforma ustawy Towarzystwa. Linde na posiedze- niu lutowem 1804. Jego krytyka stylu ustaw. Projekta Potockiego. Organizacya wewnętrzna. O płodozmianie. Projekta Lindego co do miejsca posiedzeń Towarzystwa. Biblioteka Zału- skich. Pałac Saski.

Początek roku 1804 przyniósł wreszcie jaką tuką w spra- wie dyplomu królewskiego wiadomość. Nadszedł z Berlina list od Potockiego, donoszący o odpowiedzi kon- syliarza tajnego de Klevitza, udzielonej delegatowi w tej sprawie. Minister zasłoniwszy się formułkami, nie uznał Potockiego za dostatecznie wylegitymowanego do starań i poradzi], po wyjednaniu od Towarzystwa pełnomocnictwa wyraźnego, podać Najjaśniejszemu królowi notę.

  Spostrzegło się Towarzystwo, że tego rodzaju wymi-

jająca odpowiedz jest tylko pozorem do odmowy i »wy- miarkowało z niej, że względem treści żądań zaszło nie- jakie nieporozumienie« skutkiem czego, postanowiło odpisać Potockiemu, iż »nieupatruje pory do odstąpienia od pra- wideł ostrożności, w instrukcyi mu udzielonej przed- stawionych«. »Tymczasem, comite trudnić się będzie upa- trywaniem środków, mogących pewniej zbliżyć skutek, tak ważnej dla losu Towarzystwa negocyacyi«.

str 255 POSIEDZENIE STYCZNIOWE 1804.

  Michał wyszkowski.
  Wdalszym przebiegu rozpraw,

odczytano list biskupa Kossakow- skiego, który uznawszy, że ofia- rowana przez siebie kwota stu dukatów dla autora dziejów literatury polskiej jest niepotrzebną, bo dziełem tem »za- trudnia się mąż, dla którego, oprócz wdzięczności i sławy, nie można o żadnej innej myśleć na- grodzie; zażądał, by kwota ofia- rowana obróconą była na składkę na rozpoczęcie druku Słowni- ka języka polskiego Lin- dego.

  Ostatnie posiedzenie styczniowe 1804 zaznaczyło się

oświadczeniem Ks. Woronicza, iż obmyślił plan utworze- nia Pieśnioksięgu narodowego, którego część obie- cał przedstawić na posiedzeniu kwietniowem.

  Jednocześnie uchwalono, by posiedzenia zwyczajne

odbywać odtąd w porze popołudniowej, w godzinach od 5 do 8.

  Na posiedzeniu 3 lutego Feliks Potocki złożył rękopis

generała Wielhorskiego o fortylikacy i polowej, z za- leceniem tej pracy, »jako obejmującej wiele wyrazów te- chnicznych, do sztuki wojennej się odnoszących, a tem samem mogących się przydać do wzbogacenia języka pol- skiego«.

  Zajmowano się w dalszym ciągu trudnościami, jakie

sprawa medalu konkursowego nastręcza, skutkiem braku odpowiednich artystów i dlatego Stanisław Potocki radził powierzyć tę robotę jakiemu sławnemu artyście wiedeń- skiemu i zlecić wybór jego Lindemu.

  Sprawę posiedzeń zwyczajnych Towarzystwa upo-

rządkowano w ten sposób, że odbywać się one miały na str 256 CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ. DWUDZIESTY SZÓSTY.

przyszłość dwa razy na miesiąc po 1. i po 15 w dni nie- dzielne, o porannych godzinach.

  Odczytano następnie ciekawy list Jędrzeja Śniadec-

kiego z Wilna, który nie zgodzi! się na wydanie swej Teoryi jestestw organicznych, pod opieką To- warzystwa przyjaciół nauk »bo to dzieło, jako zamyka jące nową wcale i autorowi właściwą teoryę lekarskie nauki, mogłoby otworzyć pole do uporczywych i gwałto-

Dr. Leopold Lafontaine b. lekarz nadworny Stan. Anglista.


wnych sporów, na które nieprzyzwoitą byłoby rzeczą na- rażać Towarzystwo«.

  Wreszcie Szulecki zdawszy sprawę z przekładu Bro-

niea, dziejów francuskich Pawła Emiliusza Weroneńczyka, naganił wybór dzieła, »które, napi- sane zbyt zawiłym stylem, nosi cechę jawnej diu Włochów stronności i nie może się przydać do prawdziwego oświe- cenia rodaków naszych«.

  Sprawa ustalenia redakćyi Ustawy Towarzystwa

żywo w owym czasie zajmowała członków i w tym celu

str 257 WARSZAWA PRUSKA Krakowskie Przedmieście i kościół OO. Missyonarzy Akwarella nieznanego artysty dworu Landgrafa Hessen Darmasztadzkiego Ludwika X. z r. 1800 (z kollekcyi Mat. Bersohna).

17str 258 CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY SZÓSTY.

wyznaczono oddzielne Comité do gorliwego zajęcia się prze- jrzeniem wszystkich, przy zawiązaniu Towarzystwa przy- jętych, zasad jego działalności. To też, gdy w lutym 1804 r. Linde przybył do Warszawy, dla dopilnowania druku swego Słownika i w jego obecności odbyło się posiedzenie zwyczajne w d. 16 lutego; po rozdaniu członkom odezwy z ogłoszeniem prenumeraty na to dzieło, przystąpił do przedstawienia uwag nad reformą Ustaw Towarzystwa. Rozpoczął od »nagany stylu « w jakim zredagowała dele- gacya raport w tym przedmiocie i powstał przeciw »in- nowacyom zagrażającym czystości języka i przeciw obszerności raportu« radząc, by »w ustawach wykazane były dwa jedyne środki osiągnięcia celu Towarzystwa, t. j. praca i pieniądze«. Zapewnił »o chęciach Rządu, przyjaznych utrzymaniu polskiego języka«, mówił o »po- trzebie dawania pierwszeństwa pracom użytecznym, przed pracami przyjemnemi«. Zalecił wreszcie wy- bór generał majora Chlebowskiego i radcy kamery Fiszera do grona członków Towarzystwa, jako ludzi życzliwych pracom tegoż, wpływowych, i mogących wiele dobrego dla rozwoju zgromadzenia uczynić.

  Uwagi te przyjęto życzliwie, poczem Feliks Potocki 

przedstawił projekt rozkładu prac Towarzystwa na klasy i odczytaj rys przedwstępnych prac klasy I-ej, radząc, »by skład tej klasy zatrudniał się przedwstępnym syste- matem i na rozumie wspartym rozgałęziowaniem umiejętności i nauk pod tę klasę podpadających, tudzież wykładem dziejów każdej z nich, nareszcie opisem stanu, w jakim się która u nas znajdują zapasów, jakie co do niej posiadamy i niedostatków, którym zaradzić potrzeba«. Do przygotowania takowych prac wezwał:

  Co do umiejętności matematycznych i fizyko mate-

matycznych: Bystrzyckiego i Szuleckiego.

  Co do chemii — Potulickiego.
  Co do historyi naturalnej i mineralogii — Staszica 
  Co do botaniki i nauki lekarskiej — Dziarkowskiego.

str 259 O PŁODOZMIANIE.

  Wniósł, aby Towarzystwo obmyśliło tymczasowie 

»miejsce jakowe« na posiedzenia klasy pierwszej; aby wyrobiło pozwolenie na pożyczanie książek z »biblio- teki pokrólewskiej XX. Pijarów«, wreszcie, aby spisało ka- talog tych książek.

  Po nim, członek Horodyskipodał projekt przetłómacze-

nia na język polski Ustaw powszechnych cywil- nych państw pruskich, w taki sposób, by klasa nauk moralnych zajęła się obmyśleniem sposobu urzeczywi- stnienia tego ważnego dla kraju zamiaru.

  W końcu Albertrandi odczytał listy łacińskie, prze-

znaczone dla Józefa Voltiggi, z podziękowaniem za egzem- plarz słownika języka illyryjskiego; dla hr. Schechenyi, za katalog dzieł węgierskich i dla uczonego Dobrowskiego, profesora w Pradze Czeskiej.

  Wreszcie, z uwagi »nietylko na potrzebę nadania po-

siedzeniom postawy prawdziwie literackiej i ożywienia ich przez światłe rozprawy, ale razem i na potrzebę rozsze- rzania między rodakami historycznych wiadomości o po- stępku nauk i umiejętności« odczytał prezes część swego przekładu dzieła autora włoskiego Andresa »o począ- tku, postępku i stanie niniejszej literatury«, obiecując dalszy ciąg tej pracy na następnych posiedze- niach, w nadziei, »że przykład ten, czytywania rozmaitych wyjątków, naśladowany przez innych kolegów, zbliży bar- dziej przyszłe posiedzenie do właściwego zamiaru — wza- jemnego światła zamiany«.

  Na posiedzeniu następnem z d. 18 marca 1804 usły-

szeli członkowie dalszy ciąg pracy Andresa, poczem Potu- licki zdał sprawę z dzieła Dra Schlegela, wraz z przedmową do przekładu dzieła »o płodozmianach, czyli nauce ustanowienia porządku ziemiopłodów«.

  Wreszcie Albertrandi zapowiedział dłuższą nieobe-

cność w kraju dotychczasowego sekretarza Towarzystwa J. K. Szaniawskiego i potrzebę wyboru innego w jego miejsce.

17* str 260 CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY SZÓSTY. Na posiedzeniu 8 kwietniu 1804 przyjęto jednomyśl- nie na członków: Antoniego Gliszczyńskiego i Radce ka- mery Fischera, na godność sekretarza Towarzystwa powo- łano Ludwika Osińskiego — z płacą dziesięciu dukatów miesięcznie.

  Z uwagi na spodziewany przyjazd króla pruskiego

do Warszawy, uchwalono wręczyć mu Ustawy Towa- rzystwa.

Jerzy Christian Arnold b. lekarz Stan. Augusta.

  Posiedzenie 15 kwietnia 1804 zaznaczyło się protestem

Staszica przeciw nielegalnym wyborom dopełnionym na sesyi upłynionej.

  — »Nie chce przez to — mówił surowy przestrzegacz

legalności — uwłaczać zasługom obranych członków, ale ostrzegam, jakie z takiego zaniedbania raz przyjętych ustaw wyniknąć mogą skutki«. W zastosowaniu się do tej przestrogi Prezes Alber- trandi przyrzekł odtąd pilnować baczniej formalności wy-

str 261 BIBLIOTEKA ZAŁUSKICH.

boru i uprosił sekretarza o zdanie sprawy co do propono- wanych nowych kandydatów: Chlebowskiego, Lafontaina Arnolda, Wyszkowskiego i Znoska«.

  Linde zakomunikował zebranym ważną wiadomość:

»że miejsce na posiedzenia prywatne Towarzystwa i na jego bibliotekę może być obrane albo w Bibliotece da- wnej Załuskich, lub w Saskim pałac u. Czeka tylko na odpowiedź Rządu«.

  Towarzystwo »mile przyjęło ten nowy dowód gorli-

wości kolegi Lindego o wspólne dobro« i uprosiło Stani- sława Potockiego i Gutakowskiego, aby jak najdogodniejsze obrali siedlisko.

  Na posiedzeniu zwyczajnem z 20 kwietnia, prezydo-

wal Staszic w zastępstwie Albertrandego i pod jego kie- runkiem odbyto kreskowanie na członków przybranych, których zamianowano, w osobach: Lafontaina, Arnolda, Jana Znoska profesora uniwersytetu wileńskiego i Michała Wyszkowskiego.

  Z uwagi na spodziewany przyjazd króla pruskiego

do Warszawy, postanowiono odbyć publiczne nadzwyczajne posiedzenie, na którem, po zagajeniu Prezydującego, mieli czytać rozprawy: Linde w języku niemieckim, Stanisław Potocki zaś — w języku francuskim. Poczem zajmowano się projektem urządzenia wy- działów Towarzystwa.str 262 ROZDZIAŁ XXVII.

Prasa warszawska w roku 1804, wobec przewrotu dziejowego we Francyi. Cesarstwo Na- poleońskie. Indyferentyzm Towarzystwa. Wiadomości z Krzemieńca. Rozprawa o bursztynie. Staszic o rozprawie Potockiego o rolnictwie. Artysta berliński Loos. Utwory Bykowskiego. Zastrzeżenie Staszica. L nde otrzymuje zapomogę na Słownik od Alexandra I. List króla pruskiego do Lindego. Wiersz Felińskiego na czesc Czackiego. Posiedzenie Majowe 1804 r. Prace nad reformą ustawy. List Wincentego hr. Krasińskiego. Jego projekt Dykcyonarza historycznego. Oszczerstwa pisarzy francuskich o Polsce. List hr. Bathyanlego o historyi Warszawy. Generał Chlebowski w sprawie dyplomu. Nowe wybory członków w r. 1804.

W trakcie tego, gdy w spokojnej stolicy Prus południo- wych uczeni polscy zajmowali się kwestyami ode- rwanemu, a społeczeństwo miejscowe, pod łaskawym na po- zór, a groźnym w swoich celach, rządem pruskim, oswajało się zwolna z nowym rzeczy porządkiem; podczas gdy prasa warszawska, reprezentowana przez najstarszy organ, Ga- zetę warszawską, podawała szczupłe wiadomości z gazet za- granicznych, o wypadkach przygotowujących się we Fran- cyi, które niezadługo odbić sie miały na losach Polski i wprowadzić je na nowe zupełnie tory; podczas gdy w ar- tykułach oryginalnych znajdowano wyłącznie wiadomości o sztukach przedstawianych w teatrze, o balach na cele dobroczynne, o łaskawości króla pruskiego, który — jak to pisał podówczas Antoni Trębicki w Nrze 42 Gazety war- szawskiej — »pragnie naśladować Fryderyka W. dziada

str 263 ROZPRAWA O BURSZTYNIE.

swego i używa dochodów publicznych na obronę, wspar- cie, zagospodarowanie i ozdobę państw swoich«, jak rów- nież o odwadze prof. Bourqueta, który gondolą balonu »puszczał się nieszkodliwie w obłoki...« We Francyi ogło- szonem zostało cesarstwo, Napoleon z dożywotniego kon- sula został cesarzem dziedzicznym i gotował wojska swoje do pochodu przeciw Austryi i Rosyi, do pochodu, który miał się zakończyć Austerlitzkim pogromem.

  Wierne swemu programowi, Towarzystwo przyjaciół

nauk, wiadomości wszelkie polityczne zostawiało na ubo- czu, nic zajmowało się zupełnie wypadkami europejskimi i w dalszym ciągu uprawiało w ciszy i skupieniu zajęcia naukowe.

  Dziennik jego posiedzeń majowych 1804 r., — z epoki

tej właśnie, która, brzemienna dziejowemi wypadkami, zmie- nić miała niezadługo postać- świata, wciągnąć w orbitę wo- jenną wszystkie europejskie państwa i wtrącić, oporne dotąd koalicyjnym intrygom przeciw Francyi, państwo pruskie, w wir wojenny, doprowadzić je wreszcie do osta- tecznego upadku i rozprzężenia i sprowadzić na bruk war- szawski zastępy wojsk rosyjskich, dążące na pomoc Au- stryi — dziennik ów, nie zawiera w sobie ani jednej no- tatki, stojącej w związku z owemi dziejowemi katakli- zmami...

  Na posiedzeniu zwyczajnem 6 maja 1804 r. zastępca

prezesa, Staszic, przedstawił członkom nadesłane przez Czackiego » urządzenie gimnazyum wołyńskie- go«, którego obecni z wielkiem wysłuchali zajęciem.

  Posiedzenie 19 maja 1804 r. rozpoczęło się od zdania

sprawy Bystrzyckiego o rozprawie Potulickiego »obur- sztynie, jego osobliwszych własnościach, spo- sobie dobywania z ziemi i rozkładzie jego chemicznym«. Zażądał referent od autora uzupełnienia tej pracy, wykazaniem: »jaka jest własność soli lotnej, oleju, tudzież cieczy kwaskowej, dobywającej się z bur-str 264 CZEŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY SIÓDMY.

sztynu? Czy nie jest w miejscowościach, gdzie bursztyn się znajduje, woda słona, lub kamienie słone? Czy są jakie znaki, z których można sądzić o znajdowaniu się w ja- kiem miejscu bursztynu? Czyli bursztyn zawsze jest po- wleczony ziemia, lub inną istotą szczególną? Czyli kopalny bursztyn niczem się nie różni od zbieranego nad brzegiem morza? Czyli kolor jego żółty nie odmienia się w biały, przez działanie promieni światła?«

Alexander hr. Potocki.

  Staszic przedstawił sprawozdanie z rozprawy Ale-

xandra Potockiego o rolnictwie. Rozebrawszy treść dyssertacyi, oddal sprawiedliwość »pracy, biegłości i wy- mowie autora, z jakiemi przedstawił wzrost rolnictwa, od pierwszych jego początków, zbijając zarzuty cudzoziem- ców, o mniemanem niewolnictwie włościan polskich«. Przed- stawił następnie »trzy gatunki ludzi, w kraju naszym tru- dniących się rolnictwem: włościan, dzierżawców i właści- cieli, kładąc za przyczynę niepostępowania rolnictwa u wło- ścian, ich nieoświecenie, u dzierżawców — zwyczaj trzech- letni ich kontraktów, czas zbyt krótki do robienia nakła-

str 265 ARTYSTA BERLIŃSKI LOOS.

dów, z których korzyści daleko później się zwracają«. Wy- nurzył »uwielbienie ustaw, tyczących się szkoły rolniczej, przepisanej w Uniwersytecie wileńskim i zachęcił naostatku młodzież, do zatrudniania się tak ważnym przedmiotem«.

  W końcu zaopiniował referent, iż dzieło to, tak ze

wszech miar ważne, zasługuje na publiczne odczytanie. Poczem Fr. Dmochowski zdał sprawę z pisma bisk. Kossakowskiego, na cześć zmarłego X. Pilchowskiego, nadto z pochwały Sołtyka, napisanej na cześć zmarłego X. Her- mana Osińskiego, wreszcie z wiersza Ludwika Osińskiego o dobroczynności.

  Linde przedstawił odpowiedź artysty berlińskiego,

P. Loos, w której tenże przysłał wzór medalu i jego cenę, przyczem ostrzegł, »że gdyby Towarzystwo chciało wziąć stempel do siebie, mógłby być zepsuty, przez niedoskona- łość wybijającego«. Model z małą zmianą przyjęto.

  Wreszcie Prezes przedstawił list p. Bykowskiego, po-

rucznika wojsk rosyjskich, z nadesłaną tragedyą tegoż: Belizaryusz i dwiema komedyami wierszem. Postano- wiono podziękować autorowi, lecz powtórzyć to, co już raz do niego pisano: »że Towarzystwo, dla słusznych przyczyn, wymawia się od rozstrząsania dziel tego rodzaju«. Zako- munikowano również list p. Żychlińskiego, członka Towa- rzystwa ekonomicznego w Międzychodzie, dystrykcie Mię- dzyrzeckim, w którym tenże żądał, »aby oba Towarzystwa mogły sobie wzajemnie udzielać pism, tyczących się rol- nictwa«.

  Na to odezwał się Staszic: »Zamiary tego Towarzy-

stwa są chwalebne, ale gdy tylko w jednej ekonomii do naszego celu zmierza, więc wydział nie widzi, aby te dwa Towarzystwa mogły mieć inszy między sobą związek, jak tylko — wzajemne udzielanie sobie pism, tyczących jedynie rolnictwa«.

  Już w owej epoce promienie działalności młodego To-

warzystwa zaczęły przenikać do odleglejszych krain i na dawać pracom jego członków znamię trwalsze. str 266 CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY SIÓDMY.

  Pomnikowe dzieło, przygotowane do druku przez Lin-

dego, znalazło uznanie nie tylko w społeczeństwie, lecz w sferach najwyższych.

  W zastosowaniu się do rady kolegów, przesiał Linde

prospekt swego dzida cesarzowi Alexandrowi I i otrzymał od tego monarchy 500 dukatów na jego druk.

  Wobec tego nie mógł i Fryderyk Wilhelm pominąć

sposobności do okazania swoich względów autorowi.

  W dniu 13 maja 1804 r. przesłał król Lindenau list

następującej osnowy:

  »Wielce uczony, kochany i wierny! Przedsięwzięcie

wydania od was Słownika polskiego, podług planu pod d. 30 z. m. mnie przełożonego, uważam za zaszczyt tak pe- łen zasługi, że z swojej strony chętnie przyłożyć się chce do jego wsparcia. Zatem, jeszcze pod dzisiejszą datą zleci- łem ministrom stanu v. Voss, wielkiemu kanclerzowi de Goldbeck, baronowi de Schroetter i de Massów, aby kra- jowe kolegia Prus wschodnich, zachodnich, południowych i nowo wschodnich wyższe szkoły, które dzieła tego z po- żytkiem używać mogą, tudzież tajny najwyższy Trybunał, na to dzieło prenumerowały. Z czego pomiarkować może- cie, jak pochwalam w tej pracy uczoną pilność waszą. Wasz łaskawy Król. Fryderyk Wilhelm. Z Potsdamu 16 maja 1804«.

  Zwracały się serca współziomków wobec takich do-

wodów uznania dla członków uczonego grona i do tych, którzy pierwsi starań do utrwalenia bytu Towarzystwa przyłożyli i promienie jego działalności do najdalszych krańców dawnej Rzplitej rozszerzali.

  Alojzy Feliński wyśpiewał na cześć Czackiego wspa-

niały dytyramb, w którym, mówiąc o zasługach tego męża, między innemi pisał:

  »Żal po stracie ojczyzny pragnąc w nas ukoić,
  Tyś chciał miłością światła dawnych ziomków spoić.
  I oddając hold cnocie, zasłudze, naukom,
  Sławę i język ojców późnym przesłać wnukom.

str 267 ROCZNIKI TOWARZYSTWA.

  Wydarłszy cieniom nocy pism krajowych szczątki,
  Tyś drogie dziejów Polski zachował pamiątki,
  Sam zyskałeś z uczonych prac szacunek trwały
  I szlachetnieś do cudzej przyłożył sie chwały.
  Znanych ze światła ziomków tyś zebrał w Warszawie
  I mających żyć sobie — powróciłeś sławie.
  Tyś ich wyszukał, zagrzał, ośmielił, skojarzył,
  W możnycheś wmówił hojność, potrzebnych obdarzył.
  Tobie winno uczonych grono towarzyszy
  Że czyta Śniadeckiego, Potockiego słyszy.
  Rodactwa i przyjaźni związani łańcuchem,
  Wszyscy cel macie jeden, -  jednym tchniecie duchem«.
  Wspominając o tych dowodach uznania dla prac To-

warzystwa Prezes Albertrandi, na posiedzeniu publicznem z dnia 24 maja 1804 r., n XX. Pijarów odbytem, zapowie- dział szereg dzieł, przygotowanych przez członków; wspom- niał o Słowniku Lindego, o Teoryi jestestw or- ganicznych Jędrzeja Śniadeckiego i o błogich owocach dotychczasowej działalności uczonego grona.

  Pamięci X. Pijara Osińskiego i Prof. Pilchowskiego

poświęcone były mowy Sołtyka i biskupa Kossakowskiego. Poezem odczytano rozprawy o rolnictwie Alex. Potoc- kiego i Prawidła etymologii Lindego; posiedzenie zakończyła poezya — wiersz o Dobroczyności, Osiń- skiego.

  Na posiedzeniu zwyczajnemi d. 30 maja 1804 r. zło-

żono przygotowany przez Comité projekt reform ustawy; naradzano się nad treścią przyszłych tomów Rocznika Towarzystwa, zalecono członkom: Potockiemu, Sołty- kowi i Kortumowi staranie, o urządzenie kasy Towarzy- stwa, Lindemu zaś i Staszicowi, obowiązek wyboru sie- dziby dla posiedzeń zgromadzenia. Uchwalono nadto, że »Prezydujący mocen będzie dawać świadectwa członkom, wyjeżdżającym w celu odprawiania podróży literackich* i że w czasie przerwy letniej, członkowie: Albertrandi, Prażmowski, Staszic, Linde, Dmochowski i Osiński, skła- dać będą komitet do spraw Towarzystwa. (Po raz pier-str 268 CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY SIÓDMY

wszy zmienionym tu został, niewątpliwie z porady Lindego, francuski termin comité, na bardziej umiejscowiony — »ko- mitet«, który też odtąd w sprawozdaniach Towarzystwa występuje stale).

  Na następnych posiedzeniach czerwcowych zajmo-

wano się przeważnie sprawą reformy ustaw, terminów posiedzeń i organizacyą wydziałów. Ustawę zobowiązał się Linde przełożyć na język niemiecki i zaproponował

Wincenty hr. Krasiński.

ułożenie listu do króla pruskiego, przy załączeniu opra- wnych tomów Roczników, wręczyć się mających monarsze za bytnością tegoż w Warszawie.

  Na posiedzeniu 19 lipca 1804 r. odczytano list Win-

centego hr. Krasińskiego, wystosowany do Towarzystwa z Wrocławia, pod datą 19 czerwca, w którym tenże de- klarował sic złożyć sto dukatów, na medal dla autora naj- lepszego »dykcyonarza historyczno-geograficznego wszyst- kich miast i wsiów polskich, z opisem dawnych założycieli, późniejszych właścicieli, oraz z wyszczególnieniem miejsc

str 269 OSZCZERSTWA PISARZÓW FRANCUSKICH.

sławnych znakomitemi zdarzeniami w dziejach ojczystych«. Towarzystwo postanowiło wynurzyć ofiarodawcy podzię- kowanie, oraz »wystawić, iż rzecz tak obszerna, mogłaby raczej powierzoną zostać kilku, wspólnie pracującym oso- bom, niż być podaną do ubiegania się o nadgrodę«.

  Po dwumiesięcznej przerwie, w d. 25 września 1804

r. odbyło się poferyjne posiedzenie, na którem sekretarz zawiadomił, iż dotąd nadesłano tylko jedne rozprawę kon- kursową o morowem powietrzu, skutkiem czego, nie mogąc przystąpić do jej osądzenia, postanowiono pozosta- wić ją zapieczętowaną »do roku« i ponowić ogłoszenie o konkursie.

  Odczytano następnie list niejakiego p. Józefa Węgier-

skiego z Warszawy, donoszący Towarzystwu, iż pewien Francuz, pragnąc odpowiedzieć na potwarcze pisma o Pol- sce, panów Mehee i Villars, żąda, aby mu nadesłano ob- jaśnienie na następujące pytania:

  »Jakie było rolnictwo w Polsce w XV i XVII wieku?

Jaki był handel w tym czasie, z jakich krajów i miast i jaka produkcya? Jakich produktów wtenczas było naj- więcej w Polsce? Jacy autorowie pisali o ekonomii i któ- rzy w nich celowali? Jaka mogła być cena zboża?«

  Żądał korespondent, by Towarzystwo odpowiedzi owTe

opracowało, na co prof. Szulecki oświadczył, iż dzieło Czac- kiego (»O litewskich i polskich prawach«) mogłoby dostar- czyć należytego do odpowiedzi materyału.

  Następnie odczytano list grafa Bathyaniego z Budy,

pisany 1 maja do Towarzystwa, żądający od tegoż obja- śnień w przedmiocie » założenia i wzrostu War- szawy, znaczniejszych zdarzeń, znakomi- tych budowli, gmachów publicznych, ręko- dzieł i handlu«.

  Wreszcie odczytano list Lacha Szyrmy, w którym

tenże ofiarował Towarzystwu rękopis swego przekładu książki: »Erast, przyjaciel młodości«.

  Na posiedzeniu d. 7 października 1804 jenerał Chle-str270

CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY SIÓDMY. Karol Diehl superintendent zboru ewang. reformow.

bowski, podjął się starań o jednanie od króla dyplomu dla Towarzystwa i w tym celu deklarował imieniem tegoż napisać list do króla, do ministra Vossa, do Kle- vitza i Beyma. Ofiarował się także dołożyć i starań »względem miejsca na bi- bliotekę Towarzystwa« i prosił o egzemplarz ustaw, celem przedstawienia go Kohlerowi, gubernatorowi Warszawy.

  Odczytano następnie list

hr. Ossolińskiego z Wiednia, donoszący o ukończeniu roz- prawy o Słowiaianach, lecz nadmieniający jednocześnie, »że prześle ją na ręce Prezydującego nie wprzód, aż otrzyma w Rządzie cenzurę, której trudność może być przyczyną znacznego opóźnienia«.

  Na posiedzeniu 21 października 1804 r. wyznaczono

członków do zdania sprawy o pismach, przeznaczonych na posiedzenie publiczne, poczem jen. Chlebowski przed- stawił kopie Listów, napisanych imieniem Towarzystwa w sprawie dyplomu, za co mu szczerze podziękowano.

  Na wniosek Lindego uchwalono egzemplarze Ro-

cznika przesłać redaktorom gazety literackiej w Get- tyndze, Halli i Jenie, poczem prezydujący ostrzegł człon- ków niebywających aa posiedzeniach, o następstwach ich absenteizmu, szczególniej zaś zalecił Osińskiemu, by oso- biście w tej mierze rozmówił się z opornym Molskim...

  Na kandydatów honorowych przedstawiono: Te-

teckiego, Bathyaniego, Scheheny'ego.

  Na czynnych, z pomiędzy przybranych: jen. Chle- ,

bowskiego, Lafontaina i Arnolda. Na przybranych:

str 271 HISTORYA POLSKA ALBERTRANDEGO.

Wawrzyniec Engestrom b. poseł szwedzki, Członek Tow. przyjaciół nauk.

Diehla, Filipeckiego, X. Bohu- sza, PotkańskiegO, hr. Krasiń- skiego, Kuszla, Łęskiego, Sie- rakowskiego, jen. Adama Rze- wuskiego i Al. Chodkiewicza.

  Wszyscy oni przeszli na

posiedzeniu w y bo ro w e m w d. 4 listopada 1804 r.

  W dniu 11 listopada na po-

siedzeniu zwyczajnem złożył sekretarz list prof. Czecha z Krakowa, donoszący, »że papiery na ręce jego powie- rzone od koll. Józefa Kossa- kowskiego, dla obawy ścisłej rewizyi na komorze cesarskiej, przymuszony został na przewozie zatopić«.

  Jakiego to rodzaju »powierzone« a kompromitujące

papiery były? nie wiadomo. Prawdopodobnie była to roz- prawa o literaturze czeskiej, w tak gorący, jak wiemy, sposób, podnosząca zasadę solidarności słowiańskiej i po- mijająca milczeniem zasługi rządu ówczesnego austriac- kiego, około krzewienia oświaty narodowej.

  Fr. Dmochowski zdał sprawę z dzieła Albertrandego,

przeznaczonego na odczytanie podczas posiedzenia publi- cznego, a obejmującego: Historyę Polski, objaśnioną medalami z czasów Zygmunta Starego, Zygmunta Augusta, Stefana Batorego i Henryka Walezego.

  »W sposobie wykonania dzieła — opiniował referent —

chwalić należy sprawiedliwie głęboką naukę, wyborną kry- tykę, styl poważny — wszystko, przymioty, które uwielbia Towarzystwo w swoim naczelniku, a zdanie jego potwier- dza publiczność«.

  Sekretarz Osiński złożył raport o rozprawie jenerała

Chlebowskiego: »o dobroczynnym wpływie nauk na sztukę wojskową«.str 272 CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY SIÓDMY.

  »Autor — sądził Osiński — daje w swej pracy wy-

sokie wyobrażenie o wojownikach; okazuje, że nie dosyć jest na mocy ciała zręczności i nieustraszonej odwagi, ale potrzeba nadto głębokiego wielu umiejętności poznania i serca cnotliwego; tamte, aby czynnościami jego kiero- wały, to, aby mu nadawało krew zimną wśród niebezpie- czeństw i obojętność na śmierć. Postać, pod którą wysta- wia tegoczesne wojny, dowodzi, ile wszystkich stanów obywateli wr spoiny interes w i ą L e do pomyślności wojska...«

  X. Woronicz zdał sprawę z rozprawy Kopczyńskiego:

o duchu języka polskiego.

  »Uwagi te — mówił kapłan - poeta — przedstawiają

owoc wieloletnich prac autora i godne są być obecnemi zawsze przed oczyma tych wszystkich, którzy jakiegokol- wiek języka gramatyki pisać będą. Ponieważ wstęp ten jest tylko przygotowaniem do dzieła, przez tyle wieków w narodzie naszym czekanego, t. j. do gramatyki praw- dziwej i dokładnej języka naszego, wnoszę przeto, by zgro- madzenie na ten ważny przedmiot nieobojętną uwagę zwró- ciło i aby z grona swrego kilka osób, inną pracą nie zaję- tych, do przygotowania pierwszego rysu tego dzieła we- zwało i do wspólnej pracy z X. Kopczyńskim, dawnym autorem tego przedsięwzięcia, zobowiązało«.

  Wreszcie Dmochowski zalecił do publicznego odczy-

nia przekład kłótni Ajaxa z Ulisesem, z przemian Owidyusza, przez Osińskiego dokonany.

  Według powyższego programu odbyło się posiedzenie

publiczne w dniu 16 listopada 1804 r.

str 273

CZĘŚĆ CZWARTAstr 275 ROZDZIAŁ XXVIII.

List króla pruskiego do Albertrandego. Uprawnienie bytu Towarzystwa. Generał Chlebowski Patenta dla członków. Działy Towarzystwa: matematyczny, filozoficzny i literacki. Absentei- ści. Rygory przeciw nim. Prof. Kaulfuss o duchu jeżyka polskiego. Ponowny wybór Alber- trandego. List Al. Chodkiewicza. Prenumerata pism. Stan funduszów Towarzystwa. Temat konkursowy anonyma o reformie Lutra. Zapowiedz przyjazdu Czackiego do Warszawy. Przygotowania do wyborów. Opinie o nowych kandydatach. Przyjazd Czackiego do Warszawy. Jego nowe prace. Wybory. Dykcyonarz historyczny projektu hr. Krasińskiego.

Posiedzenie zwyczajne z dnia 2 grudnia 1804 r. za- kończyło się doniosłym w następstwa dla bytu Towarzystwa taktem. Nadszedł wreszcie od dawna już oczekiwany, z takim trudem wyjednywany, list króla Fry- deryka Wilhelma III do Prezesa Albertandego, w .sprawie urzędowej sankcyi bytu Towarzystwa. Wprawdzie nie za- dowolnił mi, i zadowolnić nie mógł, aspiracyi uczonego grona, pragnącego usłyszeć nie zręczne, a omijające zasa- dniczy cel jego starań, frazesy; w każdym jednak razie, był to pierwszy poważniejszy krok naprzód uczyniony, gdyż, oprócz zapewnionej już poprzednio opieki królew- sko-pruskiej nad pracami Towarzystwa, stanowił widomy siad, wobec władz miejscowych, że Towarzystwo, przyjaciół nauk stanowi uprawnioną, choć nie dyplomowaną przez Rząd, instytucyę, i że ona, jako taka, swobodniej na przyszłość będzie się mogła rozwijać.

18*str 276 CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY ÓSMY.

  Dokument ów, w języku polskim, niezdarnie,

jak wszystkie z owej epoki pochodzące pisma urzędowe, zredagowany, brzmiał jak następuje:

  »Wielebny, uprzejmie miły, wierny! Wyczytawszy

z prawdziwem ukontentowaniem z listu Waszego z dnia 22 przeszłego miesiąca, jak czynnie założone w Warsza- wie, pod przewodem Waszym, Towarzystwo przyja- ciół nauk stara się przykładać do przyzwoitego onych poloru, nie mogę nie oświadczyć Wam i Instytutowi sa- memu, względem tych chwalebnych usiłowań, zupełnego upodobania mego. Takowe powszechne użytki Towarzystwa, które, środki trwałości swojej — w sobie samem za- wiera, nie zdają mi się jednak potrzebować żądanego osobnego patentu, tern bardziej, iż przeciwko przyjętym przezeń ustawom n i c doz w a ż e- 11 i a nie znajduję. Jestem Waszym łaskawym królem«.

  „W Potsdamie, 5 listopada 1804. Fryderyk Wilhelm".
  Wysłuchało z uszanowaniem grono członków osnowy

pomienionej odezwy i postanowiło uprosić Generała Chle- bowskiego, którego wpływom i staraniom ów względnie pomyślny zawdzięczało rezultat, aby przyniósł na nastę- pne posiedzenie projekt odpowiedzi dziękczynnej dla króla, w języku niemieckim skreślony, wraz z projektami listu do Departamentu, za którego pośrednictwem list miał być królowi przesłany. Jednocześnie postanowiono kopię listu królewskiego przesłać Gubernatorowi warszawskiemu, v. Kohlerowi i Prezesowi kamery warszawskiej, z Ustawami Towarzystwa.

  Uchwalono nadto, iżby Ustawy te wydrukować w ję-

zykach: polskim i niemieckim, z przydaniem listy imien- nej członków, w porządku alfabetycznym. Wreszcie postanowiono ułożyć patenta dla członków, wydrukowane w języku polskim i łacińskim, z podpisem prezydującego i sekretarza, oraz pieczęcią Towarzystwa, zrobioną na wzór medalu, z napisem: »Towarzystwo przyjaciół nauk«.

str 277 UKONSTYTUOWANIE SIĘ DZIAŁÓW.

Od chwili otrzymania listu królewskiego, Towarzystwo uczuło potrzebę zdwojenia energii swoich prac i rozdziału ich między sekcye.

  Zaprojektowano na posiedzeniu z 16 grudnia 1804

zorganizowanie owych działów na trzy odrębne grupy: nuuk matematycznych, filozoficznych i lite- rackich. Każdy dział, pod przewodnictwem swego pre- zydującego, miał się odtąd zbierać peryodycznie na sesyach prywatnych i rezultaty swoich prac przedstawiać na se- syach centralnych.

  Dział matematyczny miał się zbierać w mieszkaniu

gen. Chlebowskiego, filozoficzny u Bergonzoniego, a lite- racki u Albertrandego.

  Po takiem ukonstytuowaniu się działów, Aleksander

Potocki wniósł, by wykreślić z listy członków honorowych te osoby, które żadnej na nominacyę swoją nie dały odpo- wiedzi. Do nich należeli: minister Dzierżawili i historyk Karanizin. Sekretarz Osiński oświadczył, że pisał już w tym przedmiocie do Czackiego, i że, w razie nieotrzymania od- powiedzi zadawalniającej, nastąpi opuszczenie nazwisk owych honorowych członków, w wykazie do druku zapro- jektowanym.

  Z innych przedmiotów na tej sesyi poruszonych wy-

mienić należy list Dra Kaulfussa, nauczyciela gimnazyum poznańskiego, w którym tenże oświadczył, iż pragnąc spro- stować opaczne zdania cudzoziemców o języku i literaturze polskiej, napisał książkę w języku niemieckim, o d u c h u języka polskiego, i że to dzieło ofiaruje Towa- rzystwu.

  Z początkiem roku 1805 upłynęła czteroletnia ka-

dencya urzędowania Prezesa Albertrandego. Na sesyi z d. 20 stycznia, odczytał on wyczerpujące sprawozdanie z prze- biegu dotychczasowych działań Towarzystwa, poczynając od 16 listopada 1800 roku i w końcu prosił: o przystąpie- nie do kreskowania na urząd Prezydującego na następne czterolecie.str 278 CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY ÓSMY.

  Zgromadzeni członkowie wynurzywszy podziękowanie

Prezesowi za jego trudy, przystąpili do przedstawienia kandydatów do godności prezydującego, w osobach: Stani- sława Potockiego, biskupa Albertrandego i .Stanisława Sta- szica. Członkowie: Kopczyński, Soltyk i Stan. Potocki wy- mów iii się od »kandydacyi« i, po dopełnionem kreskowaniu, znaczna większością biskup Albertrandy ponownie w tej godności utrzymanym został.

  Przystąpiono następnie do porządku dziennego i od-

czytano list Aleksandra hr. Chodkiewicza z podziękowa- niem za wybór do grona członków i z zapowiedzią nade- słania rozprawy o Ciepłomierzu powietrznym i przekładu dzieła Barruela: Physique réduite en tableaux raisonnes; nadto list Dra med. Ryszkowskiego z Krakowa, z załączeniem Kalendarza astronomiczno-astro- logicznego na rok 1805, z tablicami obserwacyj mete- reologicznych, według stopni termometru, barometru i ane- nometru i biegu ośmiu planet na tenże rok.

  Członkowie działu matematycznego złożyli oświadcze-

nie, iż z powodu małej liczby członków, pragną połączyć się z działem filozoficznym, «tembardziej, że przed- mioty prac jego mogą być pogodzone z pracami tego ostatniego działu«.

  Wniosek ów przyjęto, z zastrzeżeniem, że, o ile liczba

członków działu matematycznego z czasem się powiększy, bodzie można powrócić do pierwotnego rozdziału.

  Na posiedzeniu zwyczajnem z d. 3 lutego 1805 r.

Sekretarz zdał sprawę z posiedzenia prywatnego połączo- nych działów 1 i 2, oraz z prac działu 3. Ten ostatni wynurzył życzenie posiadania pism peryodycznych. Nie- które z nich ofiarowali członkowie. Dmochowski przedstawił potrzebę zaprenumerowania: Décade philosophique i Biblio- theque britannique, Sołtyk zaś: Les archives littéraires i Les annales des arts et de métiers. Prócz tego zaproponowano prenumeratę: Sławenki, Allgemeine Jennaische Literatur-Zei- tung, Nouvel esprit des journaux.

str 279 STAN FUNDUSZÓW TOWARZYSTWA.

  Dział filozoficzny zastrzegł również dla siebie pisma

potrzebne, które wyszczególnić miał następnie. Pisma miały być komunikowane sobie wzajemnie po ich przeczytaniu, z warunkiem, że jeśli coś godnego uwagi w nich się znaj- dzie, to o tern sprawozdawca składać będzie raport na posiedzeniu centralnem.

  Delegowani do sprawozdania ze stanu funduszów To-

warzystwa: St. Potocki, Sołtyk i Dmochowski przedstawili: że pozostałość z roku 1803 czyniła 2453 złotych pols. 24 gr. Przybyło do końca roku 1803 — 2459 zł. Razem było funduszu 4912 złp. 24 gr. Wydatki w r. 1803 uczyniły 2661 zł. 4 gr.

  Zostało na rok 1804 ..... złp. 2251 gr. 20
  Przychód w roku 1804  . . . _»_5578 »
             Razem było . . zip. 7829 gr. 16
    Wydano w roku 1804 . . . . » 4743 » —
 Pozostało na rok 1805 .... złp. 3086 gr. 16
  Odczytano wreszcie projekt nadzoru nad dochodami

i wydatkami, z nadmienieniem, iż większe wydatki czy- nione będą z upoważnienia Towarzystwa, pomniejsze — z asygnacyj Prezydującego.

   Na posiedzeniu zwyczajnem z d. 3 marca 1805 r.

doniósł Prezes, iż pewna osoba »tająca swe imię» ofiaro- wała dukatów 60 na medal za napisanie najlepszej roz- prawy na temat: »Jaki wpływ miała reformacya Lutra do stanu politycznego w Polszczę i postępku oświecenia narodowego?« Do ułożenia programu owego konkursu wyznaczeni: Prażmowski i Szuleeki. Gutakowski złożył pismo jeometry Nowickiego z pro- spektem dzieła: Jeometrya praktyczna uwie- czniona. Łęski zdał sprawę z pisma Potulickiego »O uży- tkach z machiny taranu hydraulicznego«

  W końcu uchwalono »by imiona członków Towa-

rzystwa drukowane były bez przydawania dawnych ty- tułów...«str 280 CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY ÓSMY.

  Posiedzenie 28 kwietnia 1804 rozpoczęło się od za-

powiedzi rychłego przyjazdu do Warszawy Czackiego. Zgromadzenie wiadomość tę z wielkiem przyjęło ukonten- towaniem »iż kolega Czacki podać ma pod zdanie jego pisma swoje, opracowane w rozmaitych przedmiotach, aby między niemi uczyniono wybór, dla czytania na posiedzeniu pu- blicznem«.

  Wincenty Krasiński w zabranym glosie wyraził »czułe

podziękowanie Towarzystwu za swój wybór na członka«. Mowę jego polecono złożyć w sekretaryacie.

  Z przedmiotów literackich i naukowych poruszono

sprawę przekładu Danta: Boskiej komedyi przez Wigurę. Albertrandi oświadczył wnioskodawcy Wiesiołow- skiemu »iż mówił z tłómaczem w tej mierze i przekonał się, że praca jego nie dosyć ma w sobie pożytku, aby wzbogacić mogła literaturę polską, na czem też tlómacz poprzestał«.

  Krusiński zdał sprawę z pracy Kortuma «o kamie-

niach z powietrzokręgu spadających« i obja- śnił, że rozbiór chemiczny kamieni, przed kilkunastoma laty spadłych z wysokości na Ukrainie, był autorowi przed- miotem do napisania tej rozprawy«.

  Przystąpiono z kolei do wyrażenia opinii o nowych

kandydatach na członków Towarzystwa, na jednem z po- przednich posiedzeń zaprojektowanych.

  Prezydujący, w swojem i kolegów imieniu, przemówił za

Lafontainem, Łęskim i Arnoldem »których zasługi w świe- cie uczonym znajome są całemu Towarzystwie i wniósł o przeniesienie ich z klasy przybranych do czynnych. Bergonzoni podał do takiegoż awansu Wincentego lir. Krasińskiego »lecz ten sam zażądał, by wnioskodawca cofnął na teraz swoje wniesienie*.

  Wiesiołowski przytoczył zasługi Szeflera »jako bie-

głego naturalisty i posiadacza zbioru pism o ziemiopłodach polskich i stosownego do tego gabinetu«. Wniósł o powo- łanie go jako członka przybranego.

str 281 WYBORY NOWYCH CZŁONKÓW.

Kopczyński przemówił za Ks. Dąbrowskim, nauczy- cielem u XX. Pijarów, »który tłomaczył na polskie pisma członków towarzystwa», oraz Kwiatkowskiego Kajetana »gorliwego literatury polskiej miłośnika, posiadającego bi- bliotekę i dającego przystęp do niej członkom«.

  Prezydujący podał na członka przybranego Zbierz-

chowskiego »jako biegłego prawnika, który mógłby się

Antoni Magier. metereolog.

wiele przyłożyć do przy wiedzenia do skutku trudnej pracy przełożenia praw cywilnych pruskich na język polski«.

  Krasiński i Bergonzoni podali na członka przybra-

nego Antoniego Magiera, »czyniącego w Warszawie od lat wielu dostrzeżenia metereologiczne i posiadającego gabinet stosowny do tego przedmiotu i bawiącego się fizyczną me- chaniką«.

  Szaniawski i Dmochowski podali na członka przy-

branego Lipińskiego, »tlomacza wielu pism lekkich i ma- jącego zamiar przetłómaczyć Eklogi Wirgiliusza«.str 282 CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY ÓSMY.

  Osiński podał na takiegoż członka Cypryana Godeb-

skiego, »autora pisma Zabawy przyjemne i poży- teczne, które w ciągu swoich podróży ułożył i które z czasem wydać postanowił«.

  Szaniawski polecił na członka przybranego Józefa

Wybickiego, »znanego w dziejach literatury przez wiele pism w rodzaju dramatycznym, tudzież przez świeżo wy- dane dzieło »Moje godziny szczęśliwe«; na członka zaś czynnego, lub przybranego, Kosseckiego, »pracują- cego pod okiem Towarzystwa, tłómacza dzieła: Histo- ry a wylądowań przedsięwziętych do Anglii, Szkocyii Irlandyi«.

  Poczem BergOnzoni zdał sprawę z czynności działu

filozoficznego, w skład którego wchodzili, oprócz niego: General Chlebowski, Lafontaine, Łęski, Arnold, Wiesiołow- ski. Bystrzycki, Krusiński, Kinzol i Szulecki

  Wreszcie zebrani przyjęli projekt napisania do kolegi

Scheidta »w materyi botaniki i mineralogii, aby w podró- żach swych, kosztem rządu rosyjskiego, do gubernij: Wo- łyńskiej, Podolskiej i Kijowskiej przedsiębranych, udzielał Towarzystwu dostrzeżeń i uwag względem litologii tego kraju«.

  Na następnem posiedzeniu z d. 5 maja 1805 zebrani

z radością powitali przybyłego do Warszawy Czackiego. Przywiózł on całą tekę swoich, niedawno wykończonych, rozpraw: »O Żydach, Ormianach, Dyzunitach, Tatarach, Cyganach, O eksceptach mazowie- ckich i zostawił Towarzystwu wybór jednej z nich, do odczytania na posiedzeniu publicznem. Zebrani zalecili w tym celu rozprawę o Tatarach.

  Na uczynione zapytanie co do członków honorowych:

Dzierżawina i Karamzina, którzy na wybór swój nie dali odpowiedzi, stanął Czacki w obronie Dzierżawina, oświad- czywszy, iż zasłużony ów poeta i mąż stanu »w najgrze- czniejszych wyrazach przyjął swój wybór, że zatem za członka Towarzystwa naszego uważać go należy«. Co do

str 283 DYKCYONARZ W. HR. KRASIŃSKIEGO.

Karamzina, ten nic nie odpisał, przeto mianowanie go na członka winno być przemilczane«.

  Nastąpiło sekretne kreskowanie co do kandydatów

nowych, skutkiem czego, powołano do grona członków ho- norowych: Emanuela Julia i Karola Fryderyka von Bayer. Na czynnych: Lafontaina i Łęskiego, profesóla Liceum; na przybranych: Kaulfusa, Scheflera, Kosseckiego i Wybi- ckiego.

  W roztrząśnieniu projektu Krasińskiego co do dy-

kcyonarza geograficzno - historycznego, wy- znaczono deputacye do udzielenia opinii w tej sprawie i naradzano się, czyby nie podać porozumieniu się z auto- rem — wiadomości do gazet o tem wydawnictwie. Przyjęto również poprawkę Czackiego, który się sprzeciwił pun- ktowi »tyczącemu się zmian posessorów w dobrach ziem- skich«.

  Wreszcie uchwalono przesłać dotychczasowe Ro-

czniki: królowi pruskiemu, ks. Augustowi Ferdynandowi i ministrowi de Voss oraz trzy egzemplarze — gimnazyum wołyńskiemu.str 284 ROZDZIAŁ XXIX.

Ofiarność ks. Staszica. Domy na Kanoniach. Kapituła warszawska. Trudności prawne zastrze- żenia Landrechtu pruskiego. Kamera pruska. Odezwa Albertrandego do hr. v. Vossa. Odpo- wiedź Kamery. Memoryał kapituły warszawskiej podany królowi. Rozpoczęcie odbudowy ruin na Kanonii dla gmachu Towarzystwa przyjaciół nauk.

  Nastąpiła dłuższa przerwa u  pracach Towarzystwa.

Nie przeszła ona wszakże bez śladu, gdyż upamię- tniła się doniosłym faktem ofiarności Stanisława .Staszica, który, jak dotąd widzieliśmy, surowy i nieubłagany prze- strzegacz prawności w działaniach wewnętrznego zarządu sprawami uczonego grona, nie ustawał w zabiegach około zapewnienia Towarzystwu stałej siedziby. Jak dotąd, posie- dzenia jego miały charakter tymczasowy i zależny od dobrej woli XX. Pijarów, którzy jodynie na sesye publiczne użyczali Towarzystwu swej sali bibliotecznej, w gmachu przy ulicy Miodowej. Posiedzenia tak zwanych działów odbywały się w mieszkaniach prywatnych: u Soltyka, Stan. Potockiego, Bergonzoniego, gen. Chlebowskiego. Tak zwane centralne, korzystały z gościnności księdza biskupa Albertrandego. W miarę jak Towarzystwo zyskiwało pozór grona, przez rząd pruski uprawnionego, a zwłaszcza po ostatnim reskrypcie królewskim, koniecznem było zape- wnienie sobie, i wobec społeczeństwa, jakiejś widoczniejszej

str 285 NA KANONIACH.

odrębności, jakiegoś gmachu stałego, któryby przybrał na- zwę gmachu Towarzystwa przyjaciół nauk, i jego posiadaczom nadał charakter jednostki prawnej. W tym celu zwrócił Staszic uwagę aa cichy zaką- tek, znany pod nazwą »na Kanoniach«, mieszczący się na tyłach kościoła farnego, swojem oddaleniem od wrzawy miejskiej i urokiem domów starych, ważkich, przypomina-

Na Kanoniach (z ryciny Alex. Gierymskiego).

jących żywo odlegle czasy, na siedlisko uczonego grona nadzwyczaj się nadający.

  Nie dalej jak w początkach roku 1801, trzy domy

na Kanoniach, własność kapituły warszawskiej stanowiące, stały się pastwą płomieni.

  Na odbudowę owych ruin kapituła funduszów nie

posiadała, chętnie przeto przyjęła propozycyę Staszica, by na wystawienie gmachu dla Towarzystwa przyjaciół nauk ową kupę gruzów mu sprzedać, jeśli nie na własność zu- pełną, to przynajmniej w charakterze wieczystego emfi-str 286 CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY DZIEWIĄTY.

teuty gruntu, pod budowę przeznaczonego. Nastręczały się wszakże w tej mierze wątpliwości prawne, czyli władze rządowe zgodzą się na tego rodzaju alienacyę? Według paragrafów 219 i 220 Oddziału IV, Części II, Tytułu XI Ogólnego prawa dla państw pruskich, w kraju podówczas obowiązującego, nieruchomości i prawa, wła- snością Kościoła będące, nie mogły być zbywanemi, bez wyraźnego zezwolenia rządu. Dla domów i posiadłości ziemskich dostatecznem było zezwolenie departamentu du- chownego, co zaś się tyczy gruntów pojedynczych, wystar- czało zezwolenie bezpośrednich zwierzchników duchownych.

  Na tej zasadzie, ks. Staszic wniósł podanie do miej-

scowej kapituły, o odstąpienie mu spalonych nieruchomości nr 85,86 i 87. Kapituła, nie chcąc się narazić na odpowie- dzialność, odesłała Staszica do Kamery pruskiej i wtedy dopiero okazało się, o ile, pomimo pozornych dowodów życzliwości dla Towarzystwa, członkowie kamery nie ży- czyli sobie jego rozkwitu, jako widomego przedstawiciela kierunku, wprost przeciwnego ogólnej polityce państwowej ówczesnej, do zgermanizowania społeczeństwa miejscowego.

  Zaczęło się od szykan, początkowo niewyraźnych, od

zarzutów, że mimo wszelkich dekłaraeyj królewskich, To- warzystwo nie jest jednostka uprawnioną, a kapituła nie ma prawa rozporządzać majątkiem, nie będącym jej własno- ścią dziedziczną, zdolną do przechodzenia na następców. Staszic, choć nie prawnik zawodowy, lepiej pojmował za- kres kompetencyi kapituły, aniżeli kamera pruska i dlatego nie mogąc przeprzeć jej uporu, zwrócił się w połowie roku 1804 do ministra v. Vossa, z przedstawieniem, które biskup Albertrandi, jako prezes Towarzystwa, w języku francu- skim ułożył i podpisał.

  Oto w przekładzie osnowa owego, dla historyi insty-

tucyi doniosłego, podania: 74)

  Gdy Wasza Ekscelencya raczyła zapewnić Towa-

rzystwo nasze, o swej nad niem opiece, a nawet zezwolić mu, na zaszczycenie się jej nazwiskiem, obudziło to w niem

str 287 MEMORYAŁ TOWARZYSTWA.

żywe zaufanie i ośmieliło do zwracania się do Waszej Ekscelencyi we wszystkich sprawach, wymagających Jej poparcia, światła, a w kłopotliwych okolicznościach, nawet Jej pomocy. Przenikniony tą prawdą, ośmielam się przed- stawić W. Eksc. trudności, powodujące nasze Towarzystwo do korzystania z łaskawie nam przyrzeczonej protekcyi.

  »Oczywistem jest, że stowarzyszenie literackie nie

może się obejść bez siedziby stałej dla swoich zebrań i dla umieszczenia w niej swoich zbiorów, które dla jego zajęć

Gmach Towarzystwa.

są potrzebnemi. Mieszkania oddawane w najem i zależne od kaprysu właścicieli, nie nadają się do takiego celu. To mając na względzie, jeden z członków naszego Towarzy- stwa, mąż środków majątkowych dostatnich, zwrócił uwagę na trzy kamienice kapitulne, sąsiadujące z Zamkiem kró- lewskim, które, zniszczone pożarciu od lat kilku, przedsta- wiają kupę gruzów, nie mogących być odbudowanemi przez kapitułę, z powodu braku funduszów.

  »Postanowiwszy odbudować owe domy własnym sum-str 288

CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY DZIEWIĄTY.

ptem, na rzecz Towarzystwa, któremu z nich chce uczynić darowiznę, zawiązał z kapituła rokowania, w przedmiocie ustąpienia mu owych posiadłości, pod tytułem emfiteuzy wieczystej, na warunkach czynszowej corocznej opłaty. Kapituła przedstawiła Kamerze królewskiej owe punktacye do zatwierdzenia, z uwagi, że, jak kapitule przedstawiono, rzecz ta żadnych trudności nie nastręczy, a nawet zezwo- liła tymczasowemu nabywcy na skorzystanie z dogodnej pory roku i na przystąpienie do budowy, zanim nie nadej- dzie odpowiedź od kamery. Robota już dość jest zaawan- sowana i pochłonęła znaczne fundusze, w nadziei, że z nad- chodzącym sierpniem będzie już gotową. .Mamy dostateczne pobudki do podejrzeń, iż kamera królewska wstrzymuje się z udzieleniem pozwolenia, z pobudek, które, koniec końcem, doprowadzą do odmowy stanowczej.

  »Dano między innemi do zrozumienia, że nabywca

być może nie podoła kosztom budowy, lecz kapituła oświad- czyła wyraźnie, że hr. Stanisław Potocki i Małachowski poręczają za majątkową jego odpowiedzialność, co zresztą jest widocznem z dotychczasowych jego nakładów.

  »Inna trudność, zarzucana przez kamerę, polega jakoby

na tem, że gmach odbudowany, mający należeć do towa- rzystwa literackiego, stałby się, wbrew intencyom rządu, bezdziedzicznym (mainmorte), lecz ponieważ rząd pozosta- wia dotąd kapitule własność jej domów, zdaje się, że zarzut taki jest bezzasadnym, gdyż grunt pozostanie i nadal wła- snością kapituły, a superficies nie podpada pod kategoryę mainmort. Możność alienacyi nie mogłaby mu być odjętą na wypadek, gdyby zwiększenie się zbiorów Towarzystwa wymagało z czasem sprzedaży gmachu, w celu nabycia innego, obszerniejszego. Jedna jeszcze okoliczność wstrzy- muje decyzyę kamery, a mianowicie, że z jej rozporządze- nia, ruiny owe wystawione zostały na licytacyę i nabywcą ich stał się niejaki Diex; z uwagi wszakże na brak kon- kurentów, cena podana przez Diexa była tak małą, że kapituła, korzystając z prawnego przepisu, zażądała od

str 289 Kościół w Puławach w początkach wieku bieżącego. Aquaforta K. A. Richtera ( ze zbioru Włodzimierza ks. Czetwertyńskiego)

19str 290 CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY DZIEWIĄTY.

kamery unieważniania przetargu. To zostało osiągniętem, gdyż kamera przekonała się, iż Diex, odsiadujący obecnie na ratuszu areszt za długi, nie byłby w stanie, nawet tej małej ceny, jaką podał, zapłacić«.

  Wstręty czynione przez kamerę, tak przekonywują-

cemi argumentami zwalczane, zredukowały się ostatecznie do zarzutu, iż nabycie ruin ma nastąpić na rzecz Towa- rzystwa, a nie pod jego osobistem imieniem. Towarzystwo, według pojęć kamery, nie przedstawiało prawnej jednostki, do której możnaby, w razie niezapłacenia szacunku, zwró- cić się z pretensyą. Wobec takich nowych trudności kapituła ponownie oświadczyła kamerze, że nowonabywcą będzie osobiście Staszic, wobec czego otrzymała odezwę zawiłą, w ówczesnym stylu urzędowym zredagowaną, następującej, według minuty jej przekładu, osnowy:

  »Lubośmy z waszego przełożenia pod d. 23 stycznia

r. b. wyrozumieli, iż to ksiądz jest Stanisław Staszic, który nabycie przedsięwziął placu trzech spalonych kuryj pod liczbą 85, 86 i 87 dla tutejszego uczonego Towarzystwa przyjaciół nauk, ofiarując za nie 800 talarów i roczny kanon tal. 10, mające być wypłacone tutejszej katedralnej kapitule, któreby place czynszowem dziedzicznem prawem objęło, jednak z wielu miar nad tein się zastanowiliśmy i z potwierdzeniem naszem wstrzymaliśmy. Pozwoliwszy nawet na to, że w tę umowę wchodzący, i towarzystwo, mają i sposobność i chęć, kosztowną one budowę do skutku przyprowadzić, względem czego jednak żadne dotąd zabez- pieczenie nie jest pokazane, a tern bardziej wątpliwości podpada, że Staszic nie chce nawet zaraz w gotowiźnie wypłacić umówioną za to kupno sumę, nie może też wspo- ninione towarzystwo domy one nabyć, gdyż nie składa Zgromadzenia od Stanu (Staat!) uznanego, przeto nie jest upoważnione do zawarcia cywilnej umowy. Ale jeśli Staszic zechce własnem swojem imieniem tę zawrzeć umowę, nie odmówimy mu potwierdzenia na-

str 291 MEMORYAŁ KAPITUŁY.

szego, pod warunkiem, aby v. Staszic nieodwłocznie 800 talarów wypłacił i budowę w przeciągu lat dwóch przy- zwoicie i należycie wykonał, pod karą w przypadku nie- wykonania tego, iż one 800 talarów na pożytek kapituły przepadną, a v. Staszic od wszelkiego prawa swego od- padnie«15).

  Wobec tak postawionej kwestyi, trudności z łatwością

mogły być usunięte.

  Odwołanie się do ministra Vossa i przedstawienie

uczynione przez tegoż królowi, w duchu przychylnym dla tej sprawy, doprowadziło do pożądanego skutku, gdyż znaj- dujemy minutę przekładu polskiego podania samej kapituły do króla, z objaśnieniem, iż nowonabywcą stanie się sam Staszic, bez wpływu Towarzystwa, ;t nawet bez wzmianki o tem, iż dla owego Towarzystwa posiadłości kapituł} nabywa.

  »Najjaśniejszy królu! — pisała kapituła. — Wszelka

trudność względem przedaży zgorzałych kapitulnych kuryj znika. Ks. Staszic nabywa je swojem imieniem, płaci nie- odwłocznie umówioną sumę, która, na prośbę naszą, u niego, jako na pewnej lokacyi, pozostała; budowę nietylko przed- sięwziął, ale z takim pośpiechem prowadzi, iż przy końcu tego lata będzie gotową. Przeto najpokorniej Waszą król. Mość prosimy, abyś się raczył do tej, ze strony naszej na rzecz J. ks. Staszica przedaży, na swoje własne imię, bez wdawania Towarzystwa przyjaciół nauk, kapitule naszej obcego, przychylić. Do tegoż J. ks. Staszica będzie, oddziel- nie od nas, należało: otrzymać od W. K. M. pozwolenie obrócenia podług własnych zamysłów tej kosztownej i z po- śpiechem wzrost biorącej budowy. Tem większą mamy nadzieję pozyskania tej łaski, iż prawa Waszej Król. Mości zdają sic w tym przypadku mniej określona nadawać wolność, jak w samej rzeczy nadaje ją prawo, w § 220 Cz. II. Tyt. XI. Sek. IV«.

  Tym sposobem, pierwszy poważniejszy krok, do tak

od dawna upragnionego celu wiodący, zrobionym został

19*str 292 CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY DZIEWIĄTY.

i w roku 1804 rozpoczęła się na Kanonii budowa własnych gmachów Towarzystwa, jego sal posiedzeń publicznych i prywatnych, jego zbiorów bibliotecznych i archiwów, jako zawiązek późniejszego wspaniałego gmachu, wznie- sionego w innem już miejscu i w bardziej pomyślnych, nad dotychczasowe, warunkach.

str 293 ROZDZIAŁ XXX.

Przedświt ledszych czasów. Alexander I w Puławach. Echa z Ameryki. Nadzieje powitania Cesarza w Warszawie. Książę Józef. Horyzont zaciemnia się. Alians Rosyi z Prusami. Spo- tkanie Poczdamskie. Przemarsz wojsk rosyjskich przez Warszawę. Wezwanie delegatów To- warzystwa do Krzemieńca na otwarcie gimnazyum. Rywalizacya pruska. Przybyole Klevitza i Vossa do Warszawy. Liceum warszawskie Festyny Śmierć Prezesa Kamery v. Meyera Kwestya pochwał członków honorowych Vogel i Elsner Ofiarność Winc. hr. Krasińskiego. Relacye z Krzemienieckich uroczystości. Listy królewskie. Nowi kandydaci. List rektora Stroynowskiego z Wilna.

W przerwie,która nastąpiła w zajęciach Towarzystwa, między majem a październikiem 1805 roku, zaszedł wypadek niespodziewany.

  Na ziemi polskiej, w dzielnicy do Austryi przyłączo-

nej, w Puławach, nocą, z dnia 29 na 30 września, zjawił się w charakterze przyjaciela ministra spraw zagrani- cznych Imperyum Rosyjskiego, księcia Adama Czartory- skiego, członka Towarzystwa warszawskiego przyjaciół nauk, Cesarz Alexander, by tu, w gronie zaufanych, spę- dzić dni kilkanaście i przekonać nietylko rodzinę Czarto- ryskich, lecz i całe społeczeństwo miejscowe, o serdecznych uczuciach życzliwości dla Polaków i Polski. Fakt tyle nieoczekiwany zmienił odrazu usposobienie społeczeństwa, jak dotąd neutralnie w obec rządu pru-str 294 CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY.

skiego się zachowującego i ożywił je nadziejami, niezawo- dnego tym razem, zwrotu szczęśliwego w losach narodu.

  W Warszawie zaczęto czynić przygotowania do uro-

czystego przyjęcia Cesarza Alexandra. Książę Józef, jak dotąd niechętny Rosyi, polecił przystroić Willanów na przyjęcie wysokiego gościa. Miasto wrzało gorączkową niecierpliwością ujrzenia monarchy rosyjskiego i »ca2a Polska na dane hasło gotową była powstać przeciw Pru- som i pomnożyć szeregi armii Cesarza Alexandra«.

  »Wielbić trzeba zrządzenie Opatrzności — pisał Niem-

cewicz z Ameryki, na wiadomość o wizycie w Puławach — że wnuk tej, która Puławy z ziemią zrównać, a Polsce cios śmiertelny zadać postanowiła, przybywa teraz w dom W. Ks. Mości, ten przybytek cnót i pamiątek narodowych, jako gość, przyjaciel, wybawca..«

  Prędko wszakże nastąpiło rozczarowanie. Polityka

rosyjska zdołała nakłonić Prusy do koalicyi przeciw Na- poleonowi i Cesarz Alexander, zamiast z armią swoją wy- stąpić przeciw Fryderykowi Wilhelmowi, pospieszył z Puław, przez Nieborów i Poznań do Poczdamu, gdzie wznowił stosunek życzliwy z królem i nakłonił go do wspólnego przeciw Francyi działania. Nie przyszło wszakże ono na razie do skutku, gdyż Prusy, pod wpływem życzliwie dla Napoleona usposobionego ministra Hangwitza, cofnęły sic od akcyi i dopiero później do niej przystąpiły. W każdym jednak razie, zwrot w sympatyacb cesarza Alexandra w stronę Prus i oziębienie uczuć dla ministra - Polaka, wpłynęły na zreflektowanie się nietylko jego, lecz i całego społeczeństwa polskiego. Niebawem ujrzało ono przecią- gające przez Warszawę niezliczone pułki rosyjskie, nie w zamiarach Prusom nieprzyjaznych, lecz w chara- kterze wojsk przyjacielskich, którym, dla skrócenia drogi do Austryi, przemarszu przez Prusy Południowe i jej sto- licę dozwolono.

  Pochowano z żalem do pochwy ostrzone już do po-

str 295 LICEUM WARSZAWSKIE.

Ks. Kajetan Kamieński, pedagog i filolog.

wstania przeciw Prusakom pałasze i zaniechano na teraz akcyi powstańczej.

  Towarzystwo przyjaciół

nauk z rozpoczęciem sesyi jesiennych przystąpiło do swoich zajęć w dniu 20 września 1806 odczytaniem listu Czackiego, zawiada- miającego, iż w dniu 1 pa- ździernika 1806 r. odbędzie się uroczyste otwarcie gi- mnazyum Krzemieckiego i dlatego pożądanem by- łoby wydelegowanie dwóch członków Towarzystwa, »ktorzybv jego imieniem na tej uroczystości przytomnymi byli«. Na to zaproszenie Towa- rzystwo odpowiedziało, iż Alexander Chodkiewicz misyi tej się podejmie, »drugiego zaś delegata raczy samCzacki wybrać«.

  W obce utworzenia w dzielnicy polsko-rosyjskiej

ogniska oświaty narodowej w Krzemieńcu i rząd pruski starał się nadać liceum warszawskiemu wszelkie pozory instytucyi narodów opolskiej. W czerwcu tegoż roku mini- strowie v. Voss i v. Klewitz przybyli do Warszawy, aby uświetnić swoją obecnością instytucyę, która, pod pieczo- łowitym nadzorem kilku członków Towarzystwa przyja- ciół nauk, składających tak zwany Eforat, istotnie na- brała wszelkich cech zakładu naukowego polskiego. opis przyjęcia zgotowanego ministrom pruskim w li- ceum warszawskiem i wiersze polskie, na cześć v. Kle- witza przez uczniów wygłoszone77) stanowią charaktery- styczne owej epoki znamię.

  Oto wyjątek z owych wierszy:
  Jako po twardej zimie i smutnej jesieni,
  Gdy w odwrocie swvm słońce wsteczny bieg przyspieszastr 296

CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY.

  Cała natura wtenczas się zieleni,
  A za hołd Bóstwu, które na nowo ją wskrzesza.
  W takiej dziś jest postaci Nadwiślańska niwa,
  Którą obdarzasz Panie miłym odwiedzeniem,
  Z Twojej to ręki na nia rosa niebios spływa,
  Tyś ją zżyźnił ożywnym twych starań promieniem.
  Oprócz tego, na cześć »znakomitych gości do stolicy

przybyłych« »Antrepryza« Bogusławskiego dogadzając ży- czeniu ministra von Voss« dała wyjątkowo świetne przed- stawienie, na którem odegrano wielką operę: Palmira, królowa perska« »przy illuminowaniu całego teatru«78).

  Oportunizm polityczny nakazał również Towarzystwu

na posiedzeniu 6 października 1805 r. podnieść wysokie zasługi zmarłego w owym czasie prezesa rejencyi pru- skiej, Meyera, członka honorowego Towarzystwa. Alber- trandi przy tej okazyi uczynił zapytanie: »czy członki honorowe na posiedzenia publicznem mają być chwalone?* Zdania sie podzieliły i nie przyszło do postanowienia zgo- dnego w tej mierze. Natomiast Ks. Staszic wywołał na stół inna kwestyę: potrzeby »wprowadzania na posiedze- nia Towarzystwa nowo obranych członków, z większą, niż dotąd, uroczystością«. Dla rozpatrzenia tej kwestyj wy- delegowano komitet oddzielny.

  Nie nastąpiła co do obu owych wniosków uchwała

na następnem posiedzeniu z d. 20 października. Natomiast zaszły inne znaczące postanowienia. Składając ofiarę do- browolną na prenumeratę pism, Wincenty hr. Krasiński zawiadomił zebranych, iż »JP. Vogel, czyli Ptaszek, nau- czyciel rysunków w liceum, prosi o pozwolenie dedyko- wania Towarzystwu dzieła swego, »w którem postanowił przedstawić w obrazach znakomite pamiątki i zabytki sta- rożytności narodu polskiego«. Z tego powodu, wniosko- dawca Krasiński oświadczył, »iż byłoby zgodnie z poży- tkiem i ustawami Towarzystwa, gdyby ono liczyło między swymi członkami — artystów, nauką i talentem zaleconych«. Towarzystwo wniosek ów przyjęło i zaleciło na kandyda-

str 297 VOGEL I ELSNER.


tów: Vogła, czyli Ptaszka, oraz Elsnera, dyrektora muzy- cznego miejscowego teatru.

  Natomiast, mając na względzie nieczynność i długie

milczenie niektórych członków, postanowiono uznać za »nie należących do Towarzystwa«: Stanisława Grabowskiego, Marcina Molskiego i Sierakowskiego.

  Obfitem w treści było następne posiedzenie z d. 3 li-

stopada 1805 r. Przyszła ponownie na stół sprawa »chwa-

Józef Elsner.

lenia zmarłych członków honorowych« i uroczystszego wprowadzania członków nowych.

  Dmochowski w przemowie swej uczynił uwagę, »iż

pochwały osobistości zmarłych mają zawsze pewne nie- przyzwoitości«... Radził przeto, by w przypadku śmierci którego z członków, mającego prawo do pochwały, wysta- wiać krótki obraz jego życia i zasług w świecie uczo- nym, nie wdając się bynajmniej w pochwały osoby, jak to bywało w zgromadzeniach akademicznychstr 298 CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY.

Józef Lipiński.

Towarzystwo większością gło- sów uznało za potrzebne »prze- lanie jeszcze raz myśli, w tym przedmiocie wyrażonych« i po- ruczyło to Dmochowskiemu i Sza- niawskiemu.

  Krusiński imieniem Win-

centego hr. Krasińskiego doniósł, »iż tenże ofiaruje do czytania członkom Towarzystwa swoją bibliotekę, tudzież miejsce na skład książek, w domu tym, gdzie sam mieszka«.

Z przyjęciem tej ofiary po-

strzymano się, aż do przyja- zdu ofiarodawcy do Warszawy, »by myśl jego lepiej wy- rozumieć«.

  Następnie sekretarz Osiński, prosił o instrukeyą »jak

sobie ma postąpić z osobami, które, przestawszy być człon- kami Towarzystwa, zwrócić swoich patentów do archiwum nie chcą ?«

  Postanowiono, aby sekretarz »czynil przeciw nim są-

downie, w imieniu i ze zlecenia Towarzystwa«.

  Albertrandi odczytał listy z Krzemieńca, od kolegów:

Kropińskiego, Chodkiewicza i Czackiego«, donoszące o szcze- gółach otwarcia gimnazyum wołyńskiego. Czacki za wybór deputatów podziękował i nadesłał przytem mowę Chodkie- wicza, wypowiedzianą na tej uroczystości79).

  Posiedzenie zakończyło się nieco burzliwie. Ks. Staszic

zawiadomił, że zaginęły listy królewskie do Towarzystwa pisane i domagał się »najmocniejszego w tej mierze poszu- kiwania, aby, po odnalezieniu tych listów, zachować je in origine w archiwum Towarzystwa«.

  Widocznie, zbierający ciekawsze autografy członkowie

uznali za właściwe włączyć je do swoich zbiorów, nie

str 299 POCHWAŁY ZMARŁYCH CZŁONKÓW

przeczuwając, że pilnujący surowo, jak zawsze, legalności ks. Staszic, płazem takiego niedbalstwa nie puści. Autografy te z czasem znaleziono i do archiwum złożono.

  Wreszcie podano nowych kandydatów, którzy, na po-

siedzeniu wyborowem z d. 17 listopada 1805 wyszli z urny, w osobach członków czynnych: Ks. Czajkowskiego kano- nika łowickiego, Kajetana Kwiatkowskiego, Dra Kinzla, Arnolda i Kosseckiego.

  Członkami przybranymi zostali: Ks. Dąbrowski, Gór-

ski, Stoikiewicz, Klewański z Tuluzy, Becu, ojczym Sło- wackiego, (który nadesłał poprzednio Towarzystwu roz- prawę o szczepieniu ospy krowicy i przyrzekł nadesłać topograficzny opis Wilna), Cypryan Godebski, Lipiński, Gorczyczewski, Elsner i Vogel.

  Następnie odczytano list Ks. Stroynowskiego, rektora

uniw. wileńskiego, donoszący, iż Ks. Karenga napisał odę w języku łacińskim na cześć Towarzystwa.

  W załatwieniu kwestyi pochwały zmarłych członków

przybranych i honorowych, uchwalono, że Prezydujący, lub sekretarz, w zagajeniu publicznem »umieści przyzwoitą wzmiankę o przymiotach zmarłego, oraz o zasługach jego względem nauk i Towarzystwa«, co zaś do zmarłych człon- ków czynnych, następcy ich w tej godności winni będą podać potomności zasługi i przymioty swych poprzedników*.

  W celu uroczystego wprowadzania członków czyn-

nych nowoobranych przeznacza się co rok jedno posie- dzenie publiczne, na którem Prezydujący wymieni jedynie nazwisko nowoobranego kolegi, »nie wchodząc w żadne jego pochwały«, poczem nowoobrany przedstawi zasługi i przy- mioty swego poprzednika, obok czego wolno mu będzie »rozciągnąć się w materyi nauk i umiejętności, do wy- działu jego należących«.str 300 ROZDZIAŁ XXXI.

Echa wojenne. Auslerlitzki pogrom. Napoleon w stolicy Austryi. Oportunizm Towarzystwa. Hymn Woronicza usunięty z programu publicznego posiedzenia. Powrót cesarza Alexandra do Rosyi. Pamiątka dla Putaw. Posiedzenie Grudniowe 1805 r. Zapowiedź prac nad historya I geografią Polski. Odczyt Staszica o Ziomiorodztwie i jego zakończenie.

Tymezasem na teatrze wojny europejskiej rozegrywały się bitwy stanowcze, które niebawem dalekonośnem echem o mury Warszawy odbić się miały. Napoleon na czele korpusów: Bernadotta, Marmonta, Davousta, Lannesa, Soulta i Neya, z armią dwukroćstutysięczną, zasiloną puł- kami Badeńezyków, Wirtemberezyków, i lessów, Nassau- ezyków i Bawarów, pospieszy] ku Wiedniowi i, zmusiwszy Macka do kapitulacyi, wkroczył do stolicy Austryj 19 li- stopada 1806 r., gdzie rozpisał kontrybucyę 100 milionów franków na kraje rakuzkie i wyznaczył swoich guberna- torów do zarządu monarchią.

  2 grudnia, po doszczętnem rozbiciu armij: rosyjskiej

i austryackiej w bitwie pod Austerlitz, wydal pamiętną proklamacyę: Soldats! Je suis content de Vous! i zawiązał z Franciszkiem II przedwstępne rokowania pokojowe, pod warunkiem bezzwłocznego odwrotu armii rosyjskiej do swej ojczyzny i rozwiązania koalicyi. Wiadomość o pogromie wojsk sprzymierzonych doszła

str 301 HYMN WORONICZA.

do Warszawy za pośrednictwem gazet berlińskich i z nich to miejscowe pisemka podały z tajoną radością niektóre szczegóły o bohaterskich czynach Napoleona, budząc po- wszechny zapal w ludności i złudne nadzieje możliwych odmian politycznych.

  Członkowie Towarzystwa przyjaciół nauk, zawsze,

jak dotąd, wierni swej zasadzie — niemieszania się do po- lityki i działania w duchu uśmierzającym namiętności tłu- mów, zebrawszy się na naradę w dniu 8 grudnia 1805 r. postanowili na najbłiższem posiedzeniu publicznem, wy- znaczonem na 13 grudnia 1805 r., uniknąć wszelkich ze strony rządu pruskiego podejrzeń i usunąć wszelkie alu- zye do wypadków bieżących; natomiast, zaznaczyć swoja lojalność wygłoszeniem pochwały pogrobowej na cześć zmarłego członka swego, przedstawiciela miejscowego rządu pruskiego, v. Meyera. Oględność swa posunęli członkowie do tego stopnia, iż uprosili bisk. Woronicza, by, »ulegając okolicznościom teraźniejszym i stosunkom«, wstrzymać się raczył od wygłoszenia na posiedzeniu publicznem natchnio- nego hymnu »do Boga«, skreślonego w duchu nie licu- jącym z widokami rządu pruskiego, odnośnie do narodo- wości polskiej. Wiersz ks. Woronicza zastąpię miał —prze- kład klasycznych utworów greckich...

  Nie bez słusznej racy i uważali członkowie, iż na-

tchniony hymn Woronicza, nie odpowiadał »okolicznościom teraźniejszym«.

  Podniósłszy w nim laski szczególne, okazane przez

Opatrzność ojcom, i wielkość minioną narodu, w łzawych strofach jeremiaszowych opłakuje poeta winy przodków, i pokutę za grzechy, cierpianą przez potomków. Rozbrzmie- wają w tym przecudnym wierszu echa upadku pogrobow- ców, którzy za górami i morzami kości swe składają na ofiarę cudzym bogom, »na murzyńskich piaskach« i w »bez- drożach skwarnych spiekot« »krokodylom«, opowiadając swoje smutne dzieje i wpatrując się »z tajnem przeczuciem« »w gwiazdę nowych światów«...str 302 CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ TRZYDZIE8TY PIERWSZY.

  »Cóż się wzdy podziało z póżnem ich plemieniem?
  Tyś twarz odwrócił, a my... w proch sie rozsypali...
  Szczątki nasze wiatr rozniósł z pyleni i z imieniem
  Morza niemi igrają po zaświatnej fali,
     Ciskając z gniewem na murzyńskie piaski
     Ciała zakrzepłe piętnem Twej niełaski.
  Drudzy przeżyć nie mogąc zgonu wspólnej matki,
  Spostrzegłszy jakaś gwiazdę nowych świata cudów
  I z nią tajnem przeczuciem łącząc tchu ostatki,
  W bezdrożach skwarnych spiekot, włóczęgi i trudów,
      Lądy i morza obieżawszy sława
      Łzy krokodylom wmawiają swą sprawą...
  Gościńce sławy naszej chwastami zarosły,
  Rozwalinom Syonu pokrzywy panują —
  Po wieżach głos pogrobny puszczyki rozniosły,
  A smętne cienia Ojców po kątach się snują,
     Wskazując zwłoków swych ułomki świetne,
     Powyrzucane na śmiecia wymietne!
  Sami siebie nie znamy, a gdzie stąpim krokiem,
  Poziewa trup ojczyzny posoką spluskany.
  Wszystko drażni, rozdziera nieznanym widokiem
     I sen nawet spoczynku broniąc niczblagany
     Szarpie szydersko i serca i czucie
     Marzeniem wzrosłem i znikłem w minucie.

  Odkupując chleb, wodę i sól z gruntów własnych,
  Po naszych sie ulicach rozmówić nie możem,
  Wkrótce — miasto żurmanów i bławatów jasnych,
  Kusy kubrak z patlaku na grzbiet chudy włożeni.
     A miasto świetnych przepasek i wieńców
     Zgrzebny powrózek z łyczków i rzemieńców...
  Łzy nasze są świadkami błędu i poprawy
  A Ty patrzeć nie możesz na łez ludzkich zdroje,
  Ni się wyprzesz Twych dzieci, Iłodzicu łaskawy,
  Cóż Ci zostaje? Wyrzec dawne słowa Twoje:
     »Kości sprućhniałe! Powstańcie z mogiły
     »Przywdziejcie ducha i ciało i siły!«
  W przeczuciu wieszczem chciał Woronicz wygłosić

tę przyszłość, którą niezadługo już miał zgotować naro-

str 303 DAR CESARZA ALEXANDRA I.

dowi zwyciężony pod Austerlitzem, Alexander I... Tegoż samego dnia, gdy odbywało się publiczne posiedzenie To- warzystwa w Warszawie, stanął cesarz ponownie w po- wrocie do swej ojczyzny w Lublinie i stamtąd, przez Mię- dzyrzec i Brześć litewski, podążył do Petersburga.

  Wróciwszy do swej stolicy, raz jeszcze zapragnął

zaświadczyć przed światem życzliwość dla Polaków i przy- jaźń dla rodziny swego ministra spraw zagranicznych, gdyż nadesłał dla ozdobienia świątyni Sybilli w Puła- wach płytę szklaną, na dowód: (słowa historyka rosyj- skiego Szildera) »iż, bez względu na zmienność losów, po- został w swej przyjaźni niezmiennym i pragnie umieścić w świątyni wspomnień narodowych polskich dar swój na miejscu takiem, na któremby jaśniał wysoko, promieniem nadziei«80).

  W lojalnych słowach zagaił prezydujący Albertrandi

posiedzenie publiczne Towarzystwa w sali XX. Pijarów, dnia 13 grudnia 1805 r., w kilka dni po pogromie Auster- litzkim (2 grudnia) odbyte.

  Mowa jego, nie drukowana w rocznikach, widocznie,

również z uwagi »na okoliczności terażniejsze« lecz zacho- wana w całości w autografie między aktami Towarzystwa, obfitą była w szczegóły, obchodzące nietylko język polski i literaturę, lecz i dzieje krajowe, któremi nieco tro- skliwiej, niż dotychczas, zajmować się poczęto. Jest ona ważną i ze względu na echa doniosłych przewrotów w uniy- słowości europejskiej ówczesnej, jakie w niej rozbrzmie- wają, prawda, w wyrazach oględnych, niemniej wszakże świadczących o związku duchowym członków Towarzy- stwa z prądami ówczesnymi Zachodu.

  Nie będzie bez korzyści dla nauki przytoczenie w wię-

kszych ustępach najważniejszych owej mowy szczegółów: »Ktokolwiek pilnie rozważyć zechce — mówił prezydujący — zamiary, które w swojem ustanowieniu nasze Towarzystwo miało sobie wskazane, których się dotąd nieodstępnie trzyma, nie tak sie dziwować będzie temu, iż w dosiegnieniu ich z powolnością postę-str 304 CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY PIERWSZY.

puje; jako raczej wielbić jego niewzruszoną stałość w chwalebnem przedsięwzięciu.

  »Niemałej to trudności — dzieło ożywić i w pierwotnej rzeżwości

utrzymać jeżyk, któremu przygody szczęścia prawie martwym być kazały.

  »Niepospolita jest odwaga tych, z jaką się zdobywają ci, co

przestrzeń nauk i publicznego oświecenia rozszerzyć przedsiębiorą w czasie, w którym nauki podlegają rewolu- cyi, która ich zasady, ich prawidła, ich wnioski i prze- pisy zupełnie odmieniła, częścią, za odkryciem prawd, dotąd utajonych, częścią, za przekonaniem o nieuchronnej potrzebie ich reformy, częścią nakoniec, dla szeroce rozlegającego się gustu, różnego od wieków poprzednich, którego chwyta się chciwie gmin. któremu, i ci nawet, co go nie chwała, ulegać musza.

  »Jak bystre mieć oko muszą, co objąć rozległość niezmierzona

onych pragną, które, w nie tak bardzo od nas odsunionych ciągach, za niejaki zbytek poczytywane były, dziś są — cząstką składową pole- rowanych narodów, oświeconej publiczności, nieodbitym przepisem przystojnego, w pomiernych nawet klasach, wychowania.

  »Cóż dopiero, kiedy te nauki, podane, objaśnione, wyłożone być

maja językiem, któremu oszczędność wieków przeszłych, dogodnych wyrazów nie nadała, częścią, przez obawę ubliżenia czystości ojczy- stego języka, częścią, iż słowa i wyrazy utworzone, tylko naukom obmyślone być mogą, nie zaś tym, których wyobrażenie nawet w my- śli nie postało. Gdyż rzeczy poznanie — zawsze poprzedzać musi na- danie im nazw dogodnych. A że nie jest to rodzaj niejaki zuchwal- stwa, podjąć się pokazać, że w wiekach, w których, Włochy tylko, wyjąwszy i może Hiszpanię, w reszcie Europy mglista nauk zorza pokazała się, myśmy już mieli świetną i godną szacunku literaturę, a pokazać to, nie próżnem wyliczeniem imion mało znanych pisarzów, ale stawieniem przed oczy publiczności ich dziel, i wydobywaniem, że tak rzekę, z grobu, przezacnych autorów, których pamięć ogro- mem wieków przywaloną została, a dzieła w innej dobie nieśmier- telne, ledwie nie były wszystko pożerającego czasu zawziętością pozbawione...

  »Historya, bądź ona uważana będzie jako skład wierny

ludzkich czynności, bądź jako mistrzyni roztropności, dająca sprawom ludzkim przyzwoity kierunek, zawsze Towarzystwa naszego nie- uchronnem się zdawała zaprzątnieniem. Dopieroż historya naro- dowa! która, lubo z pracowitej usilności wybornych pisarzów wiele światła nabrała, jednak, iż nie wszyscy rozłożystych obrazów ogro- mność objąć mogą, zdało się i w ściślejszych granicach rysy wiel- kich, wiernie w przyzwoitych wymiarach zachowujących ogarnąć.

str 305 ZAPOWIEDŹ GEOGRAFII I HISTORYI POLSKI.

a tym, ku wygodzie i znających ją i nieznających, ułożonym sposo- bem, za namową i zachęceniem Towarzystwa wydać, na nowo przed- sięwzięte nietylko jako powieść, w najpewniejszch źródłach czerpana, ale też poważnemi, pozostalemi pamiątkami, zaświadczona.

  »Jedno z najpowabniejszych, a oraz najpożyteczniejszych dzieł:

Geografia kraju, w którym mieszkamy, a przez nią i hi- storya, objaśnić ją mogąca, przedsięwzięte jest świeżo od Franciszka Czajkowskiego, kanonika łowickiego, którego zamiar, układ i wyko- nania sposób, według jego własnych słów opisze:

  »Pocznę od opisania całej ziemi, jakie nam podał za swych

czasów Herodot, a zatym i tej części Europy, do której opisania mój teraźniejszy zamiar rozciągać się będzie. Potem, przez następne ba- dania i na nie odpowiedź, dowiadywać się będziemy: Jak dawno za- ludniona została? W jaki sposób od dawnych Greków poznana? Jakie narody ją ciągle posiadały? Jakie im obce przyległe były, albo się w między nich wmieszały? Jakie zwyczaje, jakie prawa, jakie związki miedzy sobą i między obcemi miały? Jaka zdatność i sposób wojo- wania? Jaka religia? Jakie zwyczaje, życie i mieszkanie? słowem, wszystko, co do poznania naszej ziemi i naszego narodu przydatnem być powinno«.

  »Do tego rysu przyłączona będzie pilnie wykonana mapka

geograficzna krajów, dawną Polskę składających«. Po wyliczeniu prac członków Towarzystwa, dawniej już zapowiedzianych i w części wykonanych, jak n. p. Chodkiewicza: (o ciepłomierzu), Kinzla: (o sztuce leczenia), Krysińskiego: (o garbarstwie), układu dalszych tomów Ro- czników i czytania zaprenumerowanych dzienników, »naprowadzić nas mogących na ślad doskonałości, do któ- rej nauki wszystkie, po różnych Europy krajach, postę- pują« — zakończył Albertrandi mowę swoją wspomnieniem o zmarłym Meyerze, w następujących charakterystycznych słowach:

  »Straciliśmy honorowego, długowiecznej pamięci godnego, męża,

członka Towarzystwa, Meyera, prezesa regencyi tutejszej, wieloza- cnemi tytułami i szacownemi dowodami, przez zasługi sobie zjednane, zaszczyconego.

  »Zostawiam innym wielbić jego wyborną naukę, miłość spra-

wiedliwości, w doścignieniu zawiłości niewypowiedzianą łatwość, przystępność, cierpliwość w przekładaniu, nieodstępną stałość w od- dawaniu sprawiedliwości, pracowitość. Wszystko to zaświadczy dłu-

20 TOWARZYSTWO WARSZAWSKIE.str 306 CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY PIERWSZY.

gowieczna potomność. Ale, w stosunku do Towarzystwa, winienem mu to chwałę przyznać, iż on cel naszego Zgromadzenia poznał, on zamiary jego pochwalił, on, jeśli jakie wąt- pliwości, lub podejrzenia, chmurki powstawały, je roz- pędzał, od kłopotliwej surowości cenzury uwolnił, uroczystem świadectwem niewinności, jak pożyte- czności, zamysłów naszych, a zaświadczenie, to nowym upo- ważnienia sposobem potwierdził, nie tylko i chęcią, ale i wdziecznemi wyrazami pozwolił, by rejestr honorowych członków naszych imie- niem jego był zaszczycony. Te są wdzięczności, te żalu naszego oznaki, które szanownym jego popiołom hołd powinny jego ku nam przychylności, oddajemy«. Po zagajeniu prezesa nastąpiła rozprawa Staszica: o ziemiorodztwie gór dawnej Sarmacy i, a pó- źniej Polski, zakończona gorącem wezwaniem do mło- dzieży, »narodu jedynej nadziei«. »Był może ten czas — mówił wielki patryota — gdzie życzyć należało, aby ziemia nasza znana nie była. Lecz dzisiaj jest czas, abyśmy wszyscy nad tein pracowali, wszyscy sic starali, jakby ja wysławię we wszystkich jej stosunkach z niemi. Jest ona dzie- dzictwem Waszych Ojców. Jest więc jedna z tych charakteryzujących waszych cech. Jakie cechy świecie zachować, jest w waszej powin- ności i jest w waszej mocy.

  »Jeżeli wam już nie wolno z innemi ludy chodzić w zawody

o narodową sławę bohaterstwa, to wolno wam, — owszem, wyzywają was Europejskie Narody w zawód, o sławę wszystkich innych rodza- jów. Idźcież w te, szlachetne zabiegi i z cudzoziemcami i z wspól- zobywatelonemi ludy; a nieustępując na waszej ziemi nikomu pierwszeństwa, w cnotach, w pracach, naukach; połóżcie na tem wszystkiem, cokolwiek ziemia waszych ojców, w najwyższych gó- rach, w najgłębszych wewnętrza za kopach i w morzach i W powie- trzu, ciekawego, użytecznego, zawiera; połóżcie, mówię, na wszyst- kiem: pracy, dowcipu, wynalazku, umiejętności, pierwszo Imię Polaka!

  »Również wy, wielcy tejże ziemi właściciele! Zamiast rOZ-

praszań się po obcych stolicach, jrromadźcie sio w na- rodowo miasta. Tani działajcie na to najtęższa sprężynę władz ludów: umysł narodowy! Tam domy wasze niechaj się staną świątynią, narodowych obyczajów! Niechaj w nich ta Młodzież, pod waszem okiem, pod waszym sadem, wyknie szanować prace, nauki i cnotę. A wy, waszemi dochody uświetniajcie przodków pamięć i dzieła; pomnażajcie w waszej krainie: sztuki, umiejętności, ręko- dzieła, rzemiosła, handel, rolnictwo. Tak z zamiarami przychyl-

str 307 MOWA STASZICA.

nych wam, mądrych rządów, będąc zgodnymi, zostaniecie oraz i waszemu Narodowi wierni.

  »Paść może i Naród wielki; zniszczeć nie może

tylko — nikczemny!«

  Rozprawę Staszica, będącą pierwszą próbą zbadania

Karpat i Beskidów, bogatą w szczegóły i obrazy malo- wnicze, i dziś jeszcze z prawdziwą korzyścią i rozkoszą odczytać może wielbiciel przyrody swojskiej. Gazeta warszawska zdając w Nrze 100 z 13 grudnia 1805 r. sprawę z odbytego posiedzenia publicznego, nad- mieniła, że się ono odbyło »w przytomności licznego zgro- madzenia płci obojej«.str 308 ROZDZIAŁ XXXII.

Reforma w wygłaszaniu mów publicznych. Lokacye funduszów. Projekt Lipińskiego o krytyce literackiej. Dyskusye nad tym projektem. Tematy konkursowe. Nowi kandydaci. Uwieńczenie rozprawy Lerneta o zarazie morowej. Nowe reformy w sądzeniu rozpraw konkursowych.

Widocznie, musiały przy wygłoszeniu ostatnich ustę- pów mowy Staszica zajść jakieś burzliwe oznaki zadowolenia ze strony publiczności, łaknącej zazwyczaj tego rodzaju patryotyczno-krasomówczych zwrotów, jeśli na pierwszem posiedzeniu zwyczajnem z dnia 5 stycznia 1806 r. członek Feliks Potocki uczynił wniosek, »by, dla zapobieżenia nieprzyzwoitościom w czytaniach aa sesyach publicznych« każda rozprawa ulegała uprzedniej kontroli członków, na sesyach centralnych. Wniosek ten przyjętym został, z obostrzeniom, iż odtąd, po wprowadze- niu odpowiednich zmian w tekście rozpraw, będą one pod- pisywane przez prezydującego i sekretarza.

  Następnym przedmiotem zajęć zebranych było obmy-

ślenie bezpiecznego sposobu zachowania listów królewskich do Towarzystwa adresowanych, które się szczęśliwie odna- lazły.

  Na posiedzeniu 9 lutego 1806 r. zażądali członkowie,

by rozprawa Staszica O ziemiorodztwie wydrukowaną została oddzielnie od Roczników. Sekretarz Osiński oświadczył, iż

str 309 PROJEKT KRYTYKI DZIEŁ POLSKICH.

Michał Walicki

ułożył się już w tej mierze z prefektem drukarni XX. Pi- jarów, Bielskim. Drukowanych będzie 800 egzemplarzy, które, według woli autora, sprzeda- wać się będą »na zysk Zgro- madzenia, po obrachunku ko- sztów«.

  Ze spraw bieżących, pod-

niesiono potrzebę ulokowania sumy 4000 złotych polskich, stanowiących remanent do- chodów Towarzystwa, a nadto oblatowania W aktach kamery listów królewskich. Urodzo- nemu Konopce, ugodzonemu do czynności »obwieszczania członków o posiedzeniach« wyznaczono płacy miesięcznej 24 zł. pol.

  Ważniejszym był przedmiot poruszony przez Józefa

Lipińskiego. Odczytał on wypracowany przez siebie »pro- jekt krytyki dziel, wychodzących w języku polskim«. Do rozpatrzenia tej kwestyi przedwstępnie wyznaczono deputa- cyę w osobach: J. K. Szaniawskiego, Potockiego, Woronicza i Krysińskiego.

  Gdy na następnem posiedzeniu z d. 2 marca sprawa

ta pod obrady przyszła, Stanisław Potocki gorąco poparł wnioskodawcę, »wyliczając użytki, jakie, z bezstronnej, a dalekiej od wszelkiej obrazy, krytyki wyniknąć mogą«. Sądził wiec, »że dla przygotowania do tego publiczności, należałoby najprzód umieścić w pismach publicznych roz- prawę doskonalą o krytyce, i zacząć od sądzenia dziel dawnych pisarzy«. Dodał nakoniec, »iż o to najpilniej starać się trzeba, aby Towarzystwo jak najmniej w tym zamiarze wystawiać na spory t pisarzami«.

  Prezydujący  i  wielu członków uznali, że  »zamysł

kolegi Lipińskiego jest bardzo potrzebny i użyteczny.str 310 CZEŚĆ IV. ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY DRUGI.

Jan Pomian Kruszyński.

Zachęcić należy i kolegę i ka- żdego z członków, aby się tą pracą zaprzątnęli, pod warun- kiem jednakże, aby w imieniu Towarzystwa takie dzieła nie wychodziły i aby w żaden spo- sób odpowiedzialność na niego nie spadała«.

  Inni członkowie wyliczyli

»nieprzyzwoitości stąd wyniknąć mogące* i przywiedli ustawy, w których Zgromadzenie »za- broniło sobie wszelkiego sądu co do ksiąg, drukiem już ogłoszo- nych«.

  Wobec tej różności zdań, nic stanowczego Towarzy-

stwo w tej kwestyi nie uchwaliło, lecz przydało do depu- tacyi już wyznaczonej: Stanisława Potockiego i Klokockiego.

  Wreszcie zawiadomiono o nadesłaniu prac konkur-

sowych, tragedyj: Troidea i Wanda, jakoteż rozpraw: o mo- rze i o Czerwca polskim.

  Na posiedzeniu 13 kwietnia odczytano uwagi depu-

tacyi nad wnioskiem Lipińskiego o krytyce. Większość oświadczyła się przeciw projektowi, wykazując »nieprzy- zwoitości, jakie wyniknąćby musiały z recenzyj i krytyk, wykonywanych lub upoważnionych od Zgromadzenia,a prze- ciwnych zupełnie jego ustawom«, przyczem Kłokocki imie- niem Lipińskiego oświadczył, iż tenże cofa swój wniosek zupełnie.

  Wyznaczono następnie deputacyę do oceny nadesłanej

rozprawy „O wpływie reformy Lutra etc." w osobach: Sta- szica, Prażmowskiego, Bohusza, Szaniawskiego, Klokockiego, Wiesiołowskiego i Kortuma. Deputacya miała się zbierać przez dni trzy w godzinach popołudniowych.

  Po przedstawieniu nowej listy kandydatów, prezydu-

jący odczytał list P. Chretien Daniel Erhard, z Lipska

str 311 NOWI CZŁONKOWIE.

nadesłany, w którym tenże, nadsyłając Zgromadzeniu „Ga- zetę uczoną lipską" ze stycznia i lutego 1806 r., upraszał o przysyłanie wzajemne prac uczonych Towarzystwa, przy- czem zalecił i wiersz swój, napisany na cześć Imperatora Wszechrosyi

  Złożono wreszcie w sekretaryacie opinie (merita)

o kandydatach: Amilkarze Kosińskim, .lanie Łuszczewskim, Macieju Sobolewskim, Wawrzyńcu d'Engestromie i Naxie, hidrauliku b. króla polskiego i Rzplitej.

Bacciarelli.

Na posiedzeniu 4 maja 1806 r. Osiński przedstawił kandydata na członka przybranego — Jerzego Samuela Bandtkiego, rektora szkoły we Wrocławiu, członka Tow. naukowego w wyższej Luzacyi.

  Z powodu przeniesienia niektórych członków z rzędu

czynnych do przybranych, Staszic 81) powstał żywo prze- ciw »nieprzyzwoitościom stad wyniknąć mogącym« i na jego wniosek, degradacya taka w przyszłości usuniętą być miała.str 312 CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY DRUGI.

  Odczytano list Alexandra Sapiehy, donoszący o ukoń-

czeniu »uczonych podróży we Włoszech« i o przyjeździe autora do kraju. Odczytanie publiczne tej pracy odłożono do sesyi jesiennej, nadto odczytano bezimiennego »Uwagi nad językiem polskim«. Tenże sam autor już raz w tym zamiarze przysłał pismo Zgromadzeniu i dlatego uchwalono zawiadomić go w gazetach, »iż pismo jego z wdzięcznością od Towarzystwa odebranem zostało«.

Zygmunt Vogel.

  Na wyborach odbytych d. 11 maja 1800 r. przyjęci

w poczet członków czynnych: ks. Antoni Dąbrowski, pro- fesor wyższej matematyki w szkołach pijarskieh.

  Do przybranych: Fiszer, Łuszczewski, Amilkar Ko-

siński, Jerzy S. Bandtkie, Dr. Lernet, Nnx hydraulik.

  Do honorowych: Wawrzyniec hr. d'Engestrom, Daniel

Erhard.

  Przyjęto wniosek Kortuma, by członkowie przy wstę-

powaniu do Towarzystwa zawsze pewną ofiarę składali.

  W końcu Stan. Potocki oświadczył gotowość przyję-

cia do lokacyi funduszów zbywających Towarzystwa.

str 313 ROZPRAWA LERNETA UWIEŃCZONA.

Seweryn hr. Potocki.

  Na posiedzeniu nadzwy-

czajnem 10 maja, Feliks Po- tocki odczytał przygotowaną mowę pochwalną na cześć zmarłego członka Michała Po- tulickiego. Uznano ją za nudną publicznego odczytania.

  Poczem prezydujacy zło-

żył raport o rozprawie Stani- sława Potockiego „O medalach, mianowicie ojczystych, we wzglę- dzie ich użyteczności i sztuki". »Pismo to — zaopiniował re- ferent — pełne gruntowności i ciekawych wiadomości, do których autor przydał domysły sprawiedliwe i odkrycia nowe, na mocnych dowodach wsparte, tyle tylko przyda zapewnionej autora od dawna chwale, że chęć wzbudzi najżywszą w publiczności częstszego jego słuchania«.

  Odczytał następnie Staszic drugą część swej rozprawy

o górach polskich, przeznaczonej na posiedzenie pu- bliczne. »Dzieło to arcyważne, a w gruntowności podobne pierwszej rozprawie, z powszechną aprobacyą przyjętem zostało«.

  Na posiedzeniu dnia 1 czerwca 1800 r. ogłosić miano

rezultat konkursu.

  Sekretarz Osiński złożył raport działu matematyczno-

filozoficznego w tym przedmiocie i oświadczył, że »po przy- zwoitym i ściąłem roztrząśnieniu, rozprawa o morowej zarazie uznaną została za godną uwieńczenia«.

  Na wniosek dra Bergonzoniego przystąpiono do obrad

nad tym przedmiotem, poczem, gdy Zgromadzenie podzieliło raport deputacyi, otwarto kopertę z napisem: Dam visum, est mortale malmu i okazało się, że autorem uwieńczonej rozprawy jest P. Lernet, med. dr., członek uniwersytetu wileńskiego, mieszkający w Dubnie, ten sam, który nastr 314 CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY DRUGI.

ostatniem wyborowem posiedzeniu między przybranych członków Towarzystwa zaliczonym został.

  Dano zlecenie sekretarzowi, by zawiadomił laureata

o losie jego rozprawy i »razem zażądał od niego, iż, jeżeliby w czasie dwuletnim nowe jakie w tej mierze odkry- cie uczynił, wiadomość o tern przesiał Zgromadzeniu«.

  Uwieńczona rozprawa, napisana w języku łacińskim,

przetłómaczoną być miała przez Kinzla i Filipeckiego na polski język i wydrukowaną w Rocznikach.

  Staszic wystąpił z wnioskiem, by Towarzystwo usta-

nowiło na przyszłość stale formy sądzenia rozpraw kon- kursowych, mianowicie: czy mają je sądzić działy, czy też ogół Zgromadzenia?

str 315 ROZDZIAŁ XXXIII.

Napoleon u szczytu potęgi. Upadek cesarstwa rzymskiego. Rheinbund. Wojna z Prusami. Pro- klamacya pruska. Zmiana polityki w Prusiech południowych. Rokowania z kamera. Plenipo- tenci Towarzystwa. Uczczenie ofiarności Staszica. Jego oświadczenie. Sala przyszłych po- siedzeń. Walhalla. Pogrom pruski pod Auerstadtem I Jena. Cesarz Alexander spieszy na pomoc aliantowi. Kwietyzm Towarzystwa. Jego prace. Odezwa ks. Kopczyńskiego. Nadspodziewane plakaty pruskie w Warszawie. Franouzi w Polsce. Publlcandum królewskie. Pod Pułtuskiem. Pożegnanie Kohlera z Warszawianami. Ranni Kozacy przeprawieni na Pragę. Ostatni akt rządu pruskiego, zatwierdzający układ z Kapitułą. Wiadomość z Berlina. Cesarz Napoleon i deputacya polska. W Poznaniu. Książe Murat w Warszawie. Delegaci Towarzystwa. Zapo- wiedź Staszica, iz posiedzenia Towarzystwa odbywać się nadal będą we własnym gmachu na Kanoniach.

Tymczasem wypadki dziejowe na Zachodzie zapowia- dały rychłą państwu pruskiemu katastrofę.

  Napoleon, u szczytu potęgi po pogromie Austerlitzkim

stojący, stał się protektorem »Rheinbundu« i dawne tysiącle- tnie Cesarstwo niemieckie zniósł jednem pociągnięciem pióra.

  Cesarz Franciszek II złożył koronę świętego państwa

rzymskiego i przybrał godność Cesarza austryackiego, jako Franciszek I. Napoleon zaś, zaroiwszy Niemcy południowe swemi zastępami, upokarzał Prusy naruszaniem ich tery- toryów (Anspach-Beyreuth^ zabieraniem ich fortec i miast, (Wezel, Essen i Verden) i zmusił je w końcu do wypowie- dzenia wojny.

  »Losy ludów — głosił Fryderyk Wilhelm w manife-

ście Erfurckim z dnia 9 października 1806 r. — są wpra- wdzie w ręku Boga, lecz Bóg zwykł udzielać stale zwy- cięstwo i nieprzerwane powodzenie tylko dobrej sprawie.str 316 CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY TRZECI.

Ta jest za nami; przekonanie o niej jest z nami; za nami jest głos współczesnych, a pomyślny rezultat uwieńczy nasze przedsięwzięcie!«

  Jakby w przeczuciu wiszącej w atmosferze katastrofy,

miejscowa regencya pruska zaczęła świadczyć ludności polskiej niebywale dotąd względy, a pragnąc przedewszyst- kiem zjednać sobie inteligencyę polską, zgrupowaną około instytucyi Towarzystwa przyj, nauk, Najjaśniejsza Kamera warszawska w dniu 29 lipca 1806 r. zwróciła się do pre- zesa Albertrandego z uprzejmem wezwaniem, o zamiano- wanie plenipotentów do »traktowania i zastępowania Towa- rzystwa w interesach cywilnych«.

  Stało się zatem, dzięki polityce ogólno-europejskiej, że

Towarzystwo, któremu dotąd skąpiono tytułu ^uprawnionego ciała«, okazało się nagle kompetentnem do mianowania dla Biebie przedstawicieli prawnych i do traktowania, przede* wszystkiem w przedmiocie nabycia stałej dla siebie siedziby.

  Na posiedzeniu nadzwyczajnem z dnia 10 sierpnia

1806 r. zastosowano się do życzenia kamery i delegowano Krzysztofa Wilhelma Chlebowskiego, generał majora i szefa regimentu infanteryi, Karola Kortuma i Andrzeja Horody- skiego, członków czynnych, do działań w imieniu i na rzecz Towarzystwa.

  Od laureata rozprawy o morze, dra Lerneta, nade-

szło podziękowanie za wybór, z oświadczeniem, że uwień- czony oczekiwać będzie cierpliwie ukończenia medalu przez artystę, prosi wszakże, by w gazetach umieszczono opis owego medalu. Nadto prosił Lornet, by mu pozwolono dedykować uwieńczoną rozprawę Czackiemu.

  Towarzystwo zleciło odpowiedzieć laureatowi, że do-

niesienie o konkursie nastąpi na posiedzeniu publicznem i dopiero wtedy będzie można ogłosić w gazetach rezultat; dedykowanie zaś uwieńczonej rozprawy nie może być umieszczonem na czele dzieła, które w imieniu Towarzy- stwa ma być drukowanem.

  W dniu 5 października 1806 r. prezes Albertrandi

str 317 NOWA SALA POSIEDZEŃ.

po raz pierwszy urzędownie zawiadomił Zgromadzenie o wspanialej ofierze Staszica i że »nalezaloby pomyśleć o sposobie, w jakimby Zgromadzenie zostawić mogło trwała pamiątkę wdzięczności swojej dla znakomitego kolegi«.

  Wniosek ten przyjętym został i wyznaczono w tym

celu delegatów, Stanisława i Alexandra Potockich, Win- centego Krasińskiego, Bohusza, Sapiehę, Vogla i Szuleckiego. Staszic, który później przybył na zebranie, oświadczył: »iż chcąc ozdobić salę, mającą odtąd służyć na posiedzenia publiczne, w domu dla Towarzystwa przeznaczonym, przed- sięwziął umieścić w niej czternaście posągów sławnych z nauk Polaków, dwadzieścia kilka popiersiów i kilka ba- reliefów, mających wyobrażać uczonych obcych narodów«. Przy tej nowej ofierze zażądał Staszic, »aby Zgromadze- nie, albo przyjęło imiona podanych przez niego mężów, lub też na to miejsce innych podalo«.

  Przejęte wdzięcznością Zgromadzenie zostawiło w tej

mierze wolę i wybór — ofiarodawcy.

  W tydzień po tej ważnej sesyi, miejscowe pisma war-

szawskie umieściły na czele lakoniczną wiadomość, iż »woj- sko królewskie dnia 14 października przegrało pod Auerstadl batalię. Szczegóły tego wypadku nie są jeszcze wiadome, to tylko wiemy, że Naj. Pan i bracia jego żyją i nie są ranieni«.

  Szczegółów tych o nieszczęśliwej bitwie pod Auer-

stedt i Jena, w której, zabitych i ranionych było 30 tysięcy żołnierzy, 150 armat i 20 tysięcy jeńców dostało się w ręce Francuzów, a która państwo pruskie rozbiła na szczęty, przez czas długi nie miano w Warszawie, z powodu »nie- odbierania gazet i pism zagranicznych z Hamburga, Ber- lina, Francyi, Anglii i większej części Niemiec«. Wiedziano tylko, że cesarz Alexander pospieszył na pomoc sąsiadowi i d. 25 października był w Poznaniu, co zapowiadało nie- dalekie już ponowne wkroczenie do Warszawy wojsk jego pomocniczych.

  Zanim najbliższe wypadki sprowadziły zmianę w owychstr 318

CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY TRZECI.

przewidywaniach Towarzystwo spokojnie odbywało dalej swoje sesye prywatne i zwyczajne. W dniu 2 listopada Bergonzoni podał na kandydata na członka honorowego P. Aliberta, lekarza paryskiego, prezesa Towarzystwa emu- lacyjnego medycznego w Paryżu, autora wielu pism lekar- skich, a zebrani, na wniosek prezydującego, postanowili odbyć glosowanie nad ta kandydatura już na oajbliŻSZem posiedzeniu. Jednocześnie prezes podał n;t członka przy- branego — Xawerego .Szaniawskiego, autora rozprawy „O ułamkach dziesiętnych".

  Spokój pozorny członków Towarzystwa był do tego

stopnia niezmącony, że nie przeczuwając rychłego już upadku rządów pruskich nad Wisłą, wyznaczono dzień 16 grudnia 1806 r. na posiedzenie publiczne, czytano raport o dziełku geometry Nowickiego, dotyczącem »wynalazku geometrycznego«, który, jak wykazał sprawozdawca Łęski. »był własnym P. Ma rosa, inżyniera francuskiego i »zasa- dza! się na działaniach mechanicznych, nie wolnych od uchybień«, słuchano wniosku ks. Staszica o potrzebie zle- cenia p. Kosseckiemu, bawiącemu w Paryżu, by się »zatru- dniał historya, ostatnich czasów polskich«., słuchano odezwy ks. Kopczyńskiego »do rodaków, w zamiarze przedsięwziętej od siebie gramatyki narodowej« gdy nagle dnia 11 listo- pada 1806 r. po ulicach miasta ukazały się plakaty, z pod- pisem gubernatora v. Kohlera i dyrektora policyi v. Tilly, z obwieszczeniem:

  »Ponieważ tutejsi dobrzy obywatele, przez sprzeczne

wieści o nieegzystującym jeszcze zbliżeniu się nieprzyja- ciela, w niespokojność są wprawieni, tedy sądzimy za rzecz potrzebną, tutejszą upewnić Publiczność, iż nietylko sta- ramy się we wszystkim względzie o utrzymanie dla nich spokojności i bezpieczeństwa, lecz że nawet w tym przy- padku, gdyby tutejszy garnizon miał wyjść, a miasto nie- przyjacielowi miało być oddane, spokojność i bezpieczeń- stwo obywateli zachowane będzie«.

  Jednocześnie z tą odezwą przeniknęły do gazet miej-

str 319 PUBLICANDUM KRÓLEWSKIE.

scowych wiadomości szczegółowsze o katastrofie pod Jena, o bohaterstwie Napoleona, który »z szybkością błyskawicy swoje gwardye do ognia prowadził«, o niebezpieczeństwie króla »być pojmanym, aż go regiment gwardyi wziął w śro- dek i przerżnął się z nim przez francuską linię«, o zgonie na polu bitwy generałów pruskich Schmettaua i Ruchela, z których, ostatni »był naprzód w bok ranny, ale powró- ciwszy nazad do bitwy, ugodziła go kula

Joachim ks. Murat w r. 1806.

w miejsce, na którem miał order«, o wziętych w niewolę 14 generałach i księcia Uranii Fulda, »z którym bardzo wspaniale obszedł się książę Bergski Murat«.

  Dalsze wiadomości stwierdziły »bytność wojsk rosyj-

skich na Pradze i marszu ich ku granicom polsko-pruskim na pomoc królowi jegomości przeciw Francuzom«.

  Ukazało się niebawem na rogach ulic Warszawy

publicandum królewskie, datowane d. 18 listopada 1806 r. z Osterode, pod dziwacznym nagłówkiem: »Przeciw obu- rzycielów i sprzyjaznych do insurekcyjnychstr 320 CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY TRZECI.

poruszeń w Prusach południowych«, dowodzące, iż tłóniacz nie zastosował się do życzenia królewskiego, by władze krajowe prenumerowały «Słownik języka pol- skiego« Lindego, oczywiście, w celu przyswojenia sobie ducha i form gramatycznych tego języka...

  Dowiedziano się też, żo król pruski znajdował się

o 7 mil od Warszawy, w Pułtusku, w kwaterze naczelnego wodza rosyjskiego Benningsena, lecz jednocześnie dnia

Jerzy Ludwik Egidy v. Köhler, gubernator warszawski za czasów pruskich, (ze stalorytu współczesnego).

26 listopada 1806 roku odczytano odezwę nadspodziewaną gubernatora Köhlera, iż »udając się z rozkazu królewskiego do Królewca, z uczuciem żalu rozłącza się z miastem, którego obywatele wszelkiego stanu dawali mu dowody przyjaźni i zaufania, za co składu publicznie najżywsze podziękowanie, wyrażając, iż dobrego powodzenia obywateli tutejszych i wtedy nawet, gdyby w przyszłości nie miał szczęścia znajdować się w ich gronie, najszczerszym ucze- stnikiem być nie przestanie«.

str 321 OSTATNI AKT RZĄDU PRUSKIEGO.

  Poczciwy i rycerski charakter narodu ujawnił się

i tym razem. Opuszczającego Warszawę przedstawiciela rządu pruskiego pożegnało przychylne wspomnienie wydru- kowane w Nrze 95 Gazety Warszaicskiej z 28-go listopada 1806 r. »Pełne dobroci i łagodności postępowanie tego urzę- dnika — brzmiał ów pierwszy wolny od cenzury pruskiej artykuł — zjednało mu tu powszechną miłość i szacunek. Wyjechał tegoż dnia po południu okryty błogosła- wieństwem i dobrem życzeniom mieszkań- ców, których będąc razem rządzcą i przyjacielem, dowiódł, że przy poczciwem sprawowaniu obowiązków urzędu, pierw- sze z drugim pogodzić można i, przy zmianie nawet oko- liczności, trwałą znaleźć wdzięczność i poważanie«.

  Ostatnim znamiennym czynem zdruzgotanego pod

Jeną rządu Prus południowych było — zatwierdzenie za- wartego ostatecznie przez Staszica w dniu 24 listopada 1806 r. kontraktu nabycia od kapituły warszawskiej domów Nr. 85, 86 i 87, na Kanonii sytuowanych, na siedzibę To- warzystwa warszawskiego przyjaciół nauk, za sumę 4800 ówczesnych złotych polskich. Kontrakt pomieniony »wzglę- dem domów i ruderów, pod Nrami 85, 86 i 87 stojących, sporządzony przed Imć panem Voigtem, deputowanym Magistratu sprawiedliwości, obejmował warunek, spisany w języku ówczesnym urzędowym: „dass, wenn die Gesell- schaft aufhört, die Grundstücke — an den Fürsten Alexander Sapieha, oder an die älteste seiner Kinder, oder die nächste von seinen Successoren, wenn keine Kinder vorhanden, mit der Maas- gäbe zufallen sollen, dass sie, aus diesem Grundstücke ein Kran- kenhospital anliegen, oder die Revenuen aus dem Grundstücke m diesem Behuf verwenden".

  Przewidując na wypadek swej śmierci i braku sukce-

sorów, iż nabycie domów kapitulnych mogłoby wyrodzić wątpliwości co do natury uczynionej darowizny, odnośnie do skarbu, jako ewentualnego dziedzica spadku wakującego, wskazał nabywca rodzinę Sapiehów, jako substytutów swej darowizny. Późniejsze zmiany stosunków prawnych i poli-

TOWARZYSTWO WARSZAWSKIE. 21str 322 CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY TRZECI.

tycznych w kraju, warunkowi pomienionemu odjęły pier- wiastkową doniosłość.

  Zanim nadeszły wiadomości o zbliżaniu się wojsk

francuskich do Warszawy, nadszedł z Berlina od Ksawe- rego Działyńskiego list z daty 19 listopada 1806 r. donosząc) o deputacyi obywateli poznańskich do Berlina i o audyen- cyi udzielonej jej na zamku królewskim przez Napoleona, który, otoczony grenadyerami gwardyi cesarskiej, trzyma- jącymi 340 chorągwi na Prusakach zdobytych:

  — » Nigdy Francya nie uznała podziału Polski! —

przemówił do deputatów. - Nigdy nie było jej interesem, ażeby ten podział nastąpił. Niezgody to wasze zrządziły upadek tego sławnego w dziejach narodu. Niech przeszłość służy wam za naukę do zjednoczenia się waszego! Niech magnaci i majętniejsza szlachta staną na czele! Niech reszta szlachty, duchowieństwo, mieszczanie połączą się! A gdy ujrzę 30 do 40 tysięcy ludzi pod bronią, ogłoszę w Warszawie niepodległość waszą; skoro zaś ją ogłoszę, niewzruszoną będzie! Oddalony od Państwa mego, nie mogę dać przelewać samej tylko krwi moich żołnierzy. Trzeba, by Polacy połączyli się, dla walczenia obok wojsk moich. Ogromne mocarstwo, które zawsze okazywało sio najwię- kszym wrogiem waszego kraju—zniszczone jakby cudem zostało... Wkrótce wojska moje wkroczą do Warszawy!«...

  Dnia 23 listopada 1806 r. po wydaniu proklamacyi

do wojsk swoich, w której z dumą zdobywcy obwieścił: »Jedno z najwspanialszych w Europie wojennych mocarstw, które śmiało niedawno haniebną proponować nam kapitu- lacyę — nie istnieje... Zdobyliśmy 60 tysięcy niewolnika, 65 chorągwi, 600 armat, trzy fortece i 20-tu generałów, a wszystkie prowincye monarchii pruskiej aż do Odry są w naszej mocy«... — stanął Napoleon w Poznaniu. »Była to - jak entuzyastycznie opisuje świadek tego wydarze- nia — najsławniejsza epoka w dziejach narodu

str 323 AUDYENCYA U NAPOLEONA.

polskiego. Wielki, niezwyciężony Napoleon, stanął na naszej ziemi, aby nam znowu istnieć kazał, gdy już być przestaliśmy. Dzień ten wielki, dzień, od którego lata egzystencyi naszej rachować będziemy, dzień ten najwię- kszej radości, te tylko dla obywateli poznańskich tkliwego smutku zawiązał cierpienia, iż zszedł za prędko, a pomrok zachodu nie dozwolił dzieciom widzieć ojca, oglądać oblicze zbawcy swego«.

  Od godziny 5 zrana do wieczora płynęły fale ludu

na drogę »Ojca Ojczyzny«. Senat, stan rycerski, magistra- tury wszelkie cywilne, miasto cale, wszelkiej płci i wieku ludzie, na hasło Napoleona Wielkiego zbiegły się o pól mili od miasta na przyjęcie go, w przygotowanych na to Arkadach. Było ich cztery, pierwszy z napisem: Zwycięzcy Marengo, drugi: Zwycięzcy Austerlitz, trzeci: Zwycięzcy Jena, czwarty: Zbawcy Polski82).

  Awangarda wojsk francuskich wkroczyła do War-

szawy o 6-ej wieczorem dnia 27 listopada.

  W wilię tego dnia przewieziono przez miasto rannych

żołnierzy pruskich i rosyjskich. O 1-ej po północy wojska sprzymierzone cofnęły się w cichości przez most na Pragę, a przeszedłszy, zapaliły z obu stron most łyżwowy. Od-, działy kozaków spóźniwszy się, stanęły nad Wisłą. »Dano przyzwoite opatrzenie ranionym i krypa, przewieziono wszystkich na Pragę«.

  Pierwszym z hufców francuskich był szwadron strzel-

ców konnych z regimentu 13, pod dowództwem szefa swego Guillauma. Ukazał się on od strony Woli i podążył na Krakowskie Przedmieście, gdzie stanął przed głównym odwachem. »Za pokazaniem się tego wojska wszystkie okna domów główniejszych ulic oświetlone zostały, a tłum ludu, otaczający go, wyrażał radość, przez powtarzane okrzyki i życzliwe, pełne gościnności, przyjęcie«.

  Nazajutrz, 28 listopada, o 4-ej po południu, wjechał

do Warszawy W. Książę Berg i Kliwii, Joachim Murat, z orszakiem kilku tysięcy jazdy, generałów i adjutantów,

21*str 324 CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY TRZECI.

a na jego spotkanie wyruszył ks. Józef Poniatowski, ko- mendant milicyi warszawskiej, ze znaczną liczbą obywateli. Cechy z chorągwiami, starsi żydowscy, z baldachimem i rodałami, nieprzejrzany tłum ludu, z »kokardami białemi jak lilie« — wszystko to powitało zwycięzców oklaskami i okrzykami.

  Wejście Francuzów do Warszawy 2S listopada 1806 r.

z miedziorytu współczesnego, (ze zbioru J. Wiel. Protojereja A. P. Malcewa w Berlinie ,

  Zwołano posiedzenie nadzwyczajne Towarzystwa przy-

jaciół nauk na dzień 1 grudnia i prezes Albertrandi wniósł, by Zgromadzenie wyznaczyło od siebie deputacyę dla po- witania, księcia Berg i Kliwii, który stanął w pałacu Ra- czyńskich przy ulicy Długiej. Wybrano w tym celu pre- zesa, Staszica, Bergonzoniego, Stanisława Potockiego i dra Lafontaina.

  Imieniem Staszica oświadczył nadto prezes, iż »domy

na Kanoniach są już własnością Zgromadzenia« i że będzie

str 325 DAR STASZICA.

już można odbyć następne posiedzenie w sali gmachu na to przeznaczonego, o czem publiczność zawiadomić należy.

  — »Czyn ten wspaniały, godny tak zacnego obywa-

tela i gorliwego nauk miłośnika — zakończył Albertrandi — zapisanym zostać winien w księdze Zgromadzenia, na wie- czystą żyjących i potomnych pamiątkę«.

  Postanowili zebrani, aby przyszłe posiedzenie publiczne

Towarzystwa przyjaciół nauk odbyło się już we własnym tegoż gmachu, na Kanoniach. Na tem posiedzeniu odczytać mieli swe pisma: Albertrandi, Stanisław Potocki, ks. Sapieha i Staszic, a nadto Ludwik Osiński wiersz okolicznościowy, prozą ułożony, — w języku francuskim...

KONIEC KSIĘGI PIERWSZEJ.str 327 PRZYPISKI

  1) Arch. Tajne berlińskie. 1 Abth. nr 1089. Acta generalia des

Königl. Ober Schul Collegii über die Verf. und Verbess. des Schul- wesens in der Prov. Südpreussen str. 127.

  2) Wenn et nicht verhinderte, dass sein eigener Schwiegerva-

ter, der Graf von Finkenstein, die anglückliche Hofdame beredete, dem Könige nachzugeben, weil sie dadurch selbst dem Glücke des Landes opfere, so verräth das zum mindesten — Schiräche"... Petersdorff w Allg. deutsche Biographie t. 40, str. 352.

  3) «Er (Voss), sagte sich, dass die, der Verstellungskunst so kun-

digen, Polen, nie für echte Kinder ihres neuen Vaterlandes geachtet werden konnten, solange nicht ihr eigenes Interesse sie an das Band mit demselben fesselte...

  ...Um den armen, nicht angesessenen und massigen Adel zu

festem Wohnsitz und Fleiss zu bringen, machte Voss im Mai 1794 den beifällig aufgenommenen Vorschlag, unter Verwendung der städtischen (kämmerei) Güter, ihm kleine Besitzungen auf Erbpacht und Erbzins zu verleihen» loco cit.

  4) «Südpreussen — pisał Voss — war und ist noch auf lange

Zeit eine menschen und gewerbleere, verwüstete Provinz. Ein Zu- wachs dieser Art schwilcht durchaus anfänglich den Mutterstaat.

  5) Dabei geschah es, dass eine Deputation in Polen ihn mit

«Eu. Majestat» anredete (Allg. deutsche Biogr. XIII. 219).

  O owem homagium pruskiem podaje nam naoczny świadek,

Antoni Magier, następujące charakterystyczne szczegóły:

  «Król pruski, pozyskawszy część kraju polskiego, przez demar-

kacyą dworów sąsiednich sobie wyznaczoną, dał jej nazwisko Prus Południowych i wkrótce zesłał z Berlina ministra Hoyma, dla odebrania homagium, czyli hołdu, od mieszkańców tejże prowincyi.str 328 PRZYPISKI.

Ten obchód odbył się w Warszawie dnia 6 lipca 1796 r, W Zamku królewskim, W izbie dawniej senatorskiej, gdzie tenże minister, wstą- piwszy na przygotowane dla siebie stopnie, odczytał tuż obwieszcze- nie królewskie. Ale, snadź, jako tajny minister, nie zwykły, nic ja- wnie ogłaszać światu, tak skromnie i cicho rzecz swą odczytał, iż zaledwie zdawał się na ten czas usta otwierać. Wodziński, landdy- rektor ziemiański cyrkułu warszawskiego, obok tychże stopni stojący, następnie toż samo pismo w narodowym języku, głosem donośnym powtórzył. Poczem wykonano przysięgę powszechną, a takowe hoł- downicze zeznania przez kilka dni podawane były na piśmie w sa- lach pałacu Krasińskich, od właścicieli ziemiańskich i delegowanych z ziem i powiatów, którzy, w wyznaczonym później dniu, zaproszeni zostali na pokoje otwarte w zaniku, oraz na wielki obiad homagialny do jednej sali zamkowej i każdemu z zaproszonych na talerzu, pod serweta, podłożono tego obchodu pamiątkę w medalu sporym sre- brnym, z twarzą króla pruskiego, Wilhelma II, a z drugiej strony z orłem lecącym zapisem: „Vobis quoque Pater". Na wieczerzę zaś w oświeconym nieco ogrodzie Krasińskim, gdzie podobnymże sposo- bem zaproszonym gościom medale rozdane zostały». Estetyka miasta Warszawy (rękop.).

  6) «Ich werde gewiss all meine Dichten und Trachten darauf

lenken - pisał von Voss do króla — höehstdero Willensmeinung in Absicht dieser geringen Volksklasse zu erreichen und zu verhindern, dass sie nicht unmenschlich behandelt werde. Dagegen aber dürfte es mehr schaden, als nützen, wenn diese Menschen auf ein Mal in eine Verfassung gesetzt werden sollten, welche mit ihrer bisherigen in einen gänzlichen Contrast stellt». W sprawozdaniu swojem z za- rządu krajem polskim pisał następnie Voss do króla: «So sehr auch Erleichterung des ganz unterdrückten Bauernstandes nothwendig war, so erforderte, solche dennoch, bei dem Einfluss des Adels, der nur immer auf Gelegenheit wartet, seine Unzufriedenheit zu äussern, die grösste Behutsamkeit», v. Petersdorff loc. cit.

  7) «Dadurch erhielt die unstiltte Masse dieses Adels -Beschäftigung".
  8) «Es war überhaupt eine allgemeine Tradition, dass Vossens

ungeschickte Verwaltung den schnellen Anfall Südpreussens an Na- poleon verschuldet hittte. So Gneisenau und Boyen» loc. cit.

  9) «Es wurden (in Neuostpreussen) vielverheissende Keime einer

höheren Cultur gelegt, die, durch die zehn Jahre später erfolgte Los- trennung, zerstört worden sind» (G. Krause: loco cit. XXXII, 579).

  10) «Bis zu der Zeit, da schwere Leiden, universellere Verh;l 1-

tniaae und in grossen Eormen sich bewegende, Menschen, den Preus- senkönig zu höheren Gesichtspunkten emporrissen, schwamm er (v. Beyme) in einer Fluth von gutinüthigen Kleinigkeiten, anmuthi-

str 329 PRZYPISKI.

gen Einzelhandlungen, rührender Bescheidenheit, menschlich schönen Absichten — kurz, so zu sagen, in der Sphilre der Anekdotentuyend und dieser, auch von der Königin Louise getheilten. einer Frau so wohl anstehenden, Richtung», Caro: loc. cit. II. 601.

  11) Ärch. tajne berlińskie R. 76. I. Abth. nr 1089, fol. 26.
  12) «Wenn man sich an die bekannte Auftretung in Thorn aus

dem Jahre 1724 errinert, so wird es nicht unwarscheinlich, dass bei einer näheren Nachforschung mehrere Fülle dieser Art aufzuspüren sein mögten» loc. cit.

  13) «Sollte es nun unter diesen Umstünden nicht thunlich und

rathsam sein — statt der Fundirung einer neuen Universitüt, die in Breslau schon vorhandene blos zu erweitern and allenfalls mit einigen neuen, der polnischen Sprache mächtigen, Lehrern zu versehen/

  14) «Er ist bei weitem nicht so beträchtlich (seil, fundusz poje-

zuicki) als Eu. Exc. nach der Aufgabe von Büschin^ zu glauben scheinen. Es ist bekannt, wie unzuverlüssig alle solche gedruckte Nachrichten statistischer Schriftsteller sind, und gesetzt, welches doch wohl gewiss nicht war, dass die Grundstücke der Jesuiten 30 Mill. poln. Gulden Werth gewesen, so waren darunter alle in Littauen, der Ukraine und Podolien befindliche Collegia begriffen, wo aber die reich- sten Klöster und Stiftungen dieses Ordens sich befanden und die jetzo unter russisches Hoheit stehen. So auch mit Veraüsserung der Güter und Verwaltung der Fonds zu den ehemaligen polnischen Zeiten ge- wissenslos zugegangen, so viel kann ich nicht indessen Eu. Ex. ganz ergeh, versichern, dass dieser Educatinsfond für Südpreussen, wenn er völlig reguliert ist, kaum 25000 Keichsthaler jährlich betragen wird». Arch. tajne beri. loco cit. fol. 30.

  15) Hoyni do Goldbecka 2 stycznia 1797, loc cit.
  16) «Da nach veränderter Landesregierung das von der Natio-

nal Commission dirigirtc Schulwesen getheilt und in Ansetzung des catliolischen Schule der Caniinern, in Ansetzung der protestanti- schen aber den Consistorii von Eu. Kön. Majestüt anvertraut werden, so scheint uns nach Lage der Sache von selbst zu folgen, dass auch die Fonds verhültnissmüssig getheilt werden müssen».

  17) «Benutzung des polnischen Genies und Charakters ausser-

halb der Grunzen von Südpreussen und zu gleich aiisschaunliche Darstellung der Vorzüge der deutsch-preussisehen Verfassung das kürzeste Mittel zur Verbesserung des Nationalismus sein könnte».

  18) W botnbastycznych wyrazach zwraca się Regelvi w menio-

ryale swoim z dnia 28 marca 1797 r. do ministra Woellnera:

  «...Dafür kaum mein Herz bürgen, welches sein Thatkraft zu

zeigen wünscht und das im kleinsten Punkt zu werden sucht, was Eu. Exc. für die ganze Staaten eines grossen Monarchen mit so rast-str 330 PRZYPISKI.

losem Eifer sind: Aufrechthalter der Religion, Veredler der Unter- thanen und durch das Beispiel, welches anderen Staaten gegeben wird, beglückender Vater des ganzen Menschengeschlechtes!»

  W odpowiedzi na tę tyryadę, minister Woellner czerwonym

ołówkiem na marginesie napisał: „dumnie Complimente!" i odrzucił propozycyę Regehlyego, z zasady jedynie: że nie jest ona „de tern pure, noch auch von meinem Ressort».

  19)«Ein Mann von ausgezeichneten Anlagen und bester Schu-

lung, dessen umfassende Thätigkeit durch eigene Verschuldung in Charakter und Lebensführung fast fruchtlos bleiben sollte, so, dass sein Name heute schon fast verschollen, seine persöhnliche Geschichte in theilweise nicht mehr aufklarbares Dunkel verfallen ist» (Lands- berg w All. deutsche Biogr. XXVIII. 154).

  20) «Die Ideen des Supplicanten — pisał Meierotto — dass eine

Stadt wie Frankfurt wohl als der rechte Ort zum Absatz für Süd- preussen angegeben werden könne, sind freilich sehr natürlich, wenn nur nicht andere Buchhandlungen, die schon hingst in Possesion ehnlichen Absätzen, selbst durch eine Art von Privilegien, gesetzt worden sind» (Arch. Inj. bevl. loc. cit., str. 62).

  21) «Übrigens, können Eu. Exc. überzeigt sein, dass die unter

der polnischen Educations Commisions gestandenen Schulen zu War- schau. Bosen, Kawa und Lenczic, nicht so ganz schlecht sind, als man vielleicht glaubt und dass sie durch Aufsicht und Neubesserungen sehr nützliehe Institute werden können». Arch. tajn. berl. loc. cit. 66.

  22) § 11. Um alle. Verwirrungen zu vermeiden, die Einrichtungen

der ehemaligen Eduk. Comm. nicht ohne Notwendigkeit abzuändern».

  23) «Die Materie des Unterrichts muss sorgfällig bestimmt wer-

den, und dass für die neuen Provinzen — der Unterricht in der deut- schen Sprache hinzukommen muss». Król do Massowa 3 lipca 1798 str. lbs. Arch. berl.

  24) «Ich trug bei der hochseeligen königl. Majestat auf Erri-

chtung einer einzelnen Education Commision zu Warschau für ganz Südpreussen, nach Art der ehemaligen polnischen, allunterthatigst an und Allerhöchst Dies, geruhten solche zu genehmigen und die In- struction für dieselbe zu vollziehen, welche Eu. Maj. ich unterth. in Abschrift überreiche». Acta des Königs Fried. Wilh. III die Schulen Südpr. betr. (1797-180(5). Arch. taj. berl. Rep. 89, 34. F.

  25) Nazwisk ich raport nie wymienia.
  26) Oto charakterystyczniejsze, według sprawozdania Gedickego,

szczegóły wizytacyi szkół polskich. W czerwcu 1802 r. rozpoczęły się owe wizytacye od odwiedzin Konwiktu pijarskiego przy ulicy Miodowej. W pierwszych dwóch klasach, zostających pod kierunkiem o. pijara Paszkowskiego, było trzynastu uczniów. Egzaminowano z re-

str 331 PRZYPISKI.

gut gramatycznych pamięciowych, z przekładu Kornelusa Neposa (o Arystydesie). Zdolności pedagogiczne Paszkowskiego okazały się dosyć miernemi, natomiast młodzież wykazała wiele zdolności i chęci do nauki A). Egzaminował Paszkowski z historyi Starego Testamentu i z początkowych reguł arytmetycznych B).

  W kasie trzeciej nauczał ks. Baranowski. Opinia o nim i uczniach

wypadła niezadowalająco C). Towarzysz jego, ks. Górski, demonstro- wał teoremę Pitagoresa, z początku dość chwiejnie, lecz następnie ośmielił się i egzamin wypadł dosyć pomyślnie D).

  Rektor konwiktu, ks. Kopczyński, autor gramatyki polskiej,

w braku docentów, naliczał sam łaciny. Rozbierali przed nim ucznio- wie ustęp z Pauzaniasza i inne urywki z Neposa E).

  Maitr Thiband uczył francuskiego, nauczyciel Schwenda — nie-

mieckiego. Thibaud egzaminował dzieci z dyktanda i z mitologii. Wizytatorowie przemówili do młodzieży po francusku, co młodzież dobrze zrozumiała.

  Schwenda pytał po niemiecku z historyi naturalnej F).
  W klasie czwartej prof. Górski egzaminował z początków al-

gebry, lecz postępy uczniów okazały się niedostatecznemi. Lepiej po- szło z egzaminem z geografii fizycznej.

  Prof. Pijar Bystrzycki, egzaminował z historyi greckiej, zaś

metr niemieckiego języka, König, z tegoż języka i zasłużył sobie na pochwała wizytatorów G) jak również i metr francuski Potier.

  W klasie piątej nauczał prof. Dmochowski, tłómacz Iliady. Py-

tał po łacinie de stylu armato et simplici, de figuris. Kazał tłumaczyć ustęp z Pliniusza i mowę kapitolińską Quintiusa, deklamować odę z Horacego"). Wyrecytowano ją bez żadnych historycznych objaśnień 1).

  Obejrzano wreszcie gabinet fizyczny, który znaleziono w stanie

zadowalniającym.

  A) «Die Schüler zeigten nicht nur viel Lernbegierde, sondern

auch dass sie recht gute, ihrem Alter angemessene, Fortschritte im Latein gemacht haben».

  B) Seine Fragen waren von den in deutschen trivial, oder

Dorfschulen, ganz gewöhnlichem Schlage.

  C) Lehrer und Schiller mittelmassig.
  D) Er zeigte, viel Schüchternheit, aber in der Folge gewann er

mehr Herz und Commisarius hatte keine Ursache mit ihm unzufrie- den zu sein.

  E) Man fand, dass es dem K. an guter Lehrmetode nicht fehlt.
  F) Man fand, dass die Kinder im Deutschen nicht zurückge-

blieben sind.

  G) König ist in seinem Fache ein geschickter .Mann.
  H) Ohngeachtet der sichtbar guten und nicht zu verachtenden

Kentnisse des Dmochowski, war sein Vortrag nichts weniger als la-

  I) Ohne welche man doch den Horaz nicht verstehen kann.332

PRZYPISKI.

Fruderyk Graf v. Schulenburg Kehnert.

  Z Collegium nobilium udali się

wizytatorowie do tak zwanej szkoły akademickiej, by wysłuchać wykładu języka niemieckiego prof. Thyma. Za- dano uczniom kilka tematów, które oni dobrze przetłómaczyli. Tłómacz podał pare ustępów do przetłómacze- nia z polskiego na niemiecki, lecz prze- konano się, że wymowa uczniów była wadliwa (Die Ausprache war mangelhaft)

  Jednocześnie zwiedzono i szkole

wojskowa, która w tymże gmachu zo- stawała pod nadzorem regimentarza v. Ruits'a. Było tam 36 dzieci. Nau- cza! je bakalarz Gelhaar, ze Szczecina, z zawodu swego krawiec (eigentlich, seines Handwerks - ein Schneider).

  Feldprediger Grothe wydał mu

świadectwo pilności. W klasie II-giej nauczano dopiero początków czytania. Drugi nauczyciel, Tenwer, zbankrutowany kupiec (ein verunglückter Kaufmann), słuchał dzia- twę z pamięciowych zadań. Składała się ona wyłącznie z dzieci nie- mieckiego pochodzenia. Dzieci żołnierskich pochodzenia polskiego w szkole tej nie było K). Z klasą druga połączona była i szkoła prze- mysłowa (Industrieschule, aber Warschau ist garnicht der Ort dazu).

  Odwiedzili następnie wizytatorowie i sam gmach dawniej jezui-

ckiej, obecnie akademickiej, szkoły.

  W gmachu frontowym były cztery przestronne izby, z ławkami

i stołami. Na drągiem piętrze po lewej stronie dwie klasy, po pra- wej duża sala do uroczystych przyjęć. Na trzeciem piętrze mieściła się szkoła żołnierska. W zabudowaniach tylnych, piwnice zajęte były na piwiarnię i gospodę L).

  Na drugiem i trzeciem piętrze były mieszkania profesorów.

Każdy zajmował dwa pokoje i kuchnię. Tylko prof. Krusiński miał jeden pokój, ponieważ abbé Bessa, emeryt, korzysta z drugiego.

  Czwarte piętro wynajmowano na prywatne mieszkania, lub też

stało opróżnione.

  Akademicka szkoła na Starem Mieście składała się z pięciu
  K) cDa die Pohlem selten ein Handwerk verstehen, so heirathen

się nicht leicht in der Stadt, sonach giebt es hier selbst gar keine polnische Soldatenkinder».

  L) Die Unschiklichkeit, dass in einer Selmie eine Bierschank

befindlich ist, ist aufgefallen.

str 333 PRZYPISKI.

klas, lecz zajmowała jedynie trzy pokoje. Rektor ks. Sławiński wy- kładał łacinę i rachunki. W innych klasach ks. Szulecki uczył religii, moralności, historyi i łaciny. Egzaminowano z historyi wojen puni- ckich. Szkoła ta nie zasłużyła sobie na pochwalę wizytatorów M). Prot. Krusiński słuchał z najnowszych wynalazków w dziedzinie chemii, prof. Kosakowski z ułamków dziesiętnych, prof.Thieme z niemieckiego.

  Raz jeszcze zwiedzili wizytatorowie inna szkolę pijarów. W naj-

niższej klasie uczono abecadła, w oddziale drugim łaciny i polskiego, według gramatyki Kopczyńskiego, Nauczycielem byI tu Witkowski. Uczniów było 120.

  Pijar Dobrowolski uczył łaciny. Zwiedzający polecili przetłuma-

czyć z niemieckiego na ten język zdanie: Wir lutlnn jelzl gułe Gesetze. W klasie następnej nauczał pijar Niemczycki. Wykład jeżyka niemieckiego był wadliwym. Prowadzili go Biedrzycki i Bielawski"). Prof. Gajewski, Dąbrowski i Baranowski wykładali geometryę, alge- brę, fizykę i łacinę, objaśniając swój wykład językiem polskim. Ucznio- wie wykazali bardzo słabe postępy O).

  W klasie szóstej prefekt konwiktu, Sawicki, egzaminował z hi-

storyi Brandeburgii według własnego, z dzieła Asehenholtza zaczer- pniętego, konspektu, nie zjednawszy sobie uznania egzaminatorów1'! Profesor Baranowski słuchał z łaciny de oratore, de figuris i z deklamacyi ody: integer vitae.

  Gajewski wykładał logikę Condillaka, Dąbrowski astronomię,

niemiecki i francuski języki. Innymi nauczycielami byli: abbé Gruer, Nieświezki i maitre Krysiński.

  Obejrzano przy tern bibliotekę, składającą się z sześciu tysięcy

tomów.

  Następnie, udano się do szkoły Benonów, czyli do kanoników

regularnych, którą zarządzał pater Langański, ucząc czytania, pisa- nia, geografii i historyi naturalnej R).

  M) Die grössten Schüler waren beinahe die Unwissendsten.

Nicht besser ging es im Latein.

  N) Beide Pohlen und der deutsche Sprache freilich nicht so wie

ein geborener Deutsche kundig.

  O) Uber den Satz: poetae «non fiunt sed nascuntur» wussten sie

keine Auskunft zu geben.

  P) Der Unterricht war recht unzäckmässig und die Schule in

der älteren Geschichte schwächlich bewandert. Bei Gelegenheit Frie- drichs des Grossen kam Coinmissarius auf die Gesch. Frankreichs. Die Schüler wussten genau Einiges, aber sie zeigten auch wiederum durch manche sehr unipassende Antworten, dass in der Gesch, sie der neueren Zeit nicht sonderlich bewandert sind.

  R) Wenn die Kinder genug deutsch gelernt haben, so werden

sie zur deutschen Classe versetzt.str 334 PRZYPISKI.

  W pierwszej klnie było 60, w drugiej 140 dzieci. Benoni za-

łożyli i przytułek sierot i szkolę dla dziewcząt, z dwiema polskiemi klasami i jedną niemiecką. Użalał sie ojciec Hofbauer, który spro- wadził w roku 1788 do Warszawy clericos Sanctissimi Redemptoris, iż dzieci nieregularnie szkole odwiedzają. Wizytatorowie wyrazili życzenie, by pilność była większa, gdyż to sprawi radość JegO Kró- lewskiej Mości.

  Następnie przełożony pater Hübl wprowadził wizytatorów do

refektarza, gdzie, ojciec Vennulet egzaminował kleryków z lilozotii i łaciny, pater zaś Posserat z polskiego 8).

  Odwiedzili wizy tatorowie i szkolę reformowana, prowadzona

przez pastora miejscowego, Pieliła. Szkołę tę, założoną jednocześnie z fundacyą kościoła, zniesiono, lecz pastor Dunkert z Królewca przy- wrócił ją i dodał do niej szkołę dla dziewcząt, w której uczono ję- zyków: niemieckiego, polskiego, geografii i historyi.

  Udano się następnie do seminaryum św. Jana, gdzie ofieyal

Prażmowski i prof. Wieliczko wykładali właśnie de eucharistia, a prot. Oirso de Monotholetis tłómaczył Virgilego.

  Seminaryum xx. Misyonarzy utrzymywało piękną bibliotekę,

gdzie znaleziono Słownik Baylego i dzieła Woltera. Uczniowie recytowali dogmat de trinitate i przedstawiali kry- tykę nauk Ariusza, Sabelliana i Photiniana.

  Odwiedzili wizytatorowie prywatne szkoły: Nenehy, utrzymy-

wanej funduszem br. Platera, oraz ex pijara Wolskiego, zaszli do kla- sztoru S. Kazimierza, do domów sierót i do Szpitala Dzieciątka Jezus, którego urządzenie zjednało sobie wielkie z ich strony pochwały. Smutny stan szkól na prowincyi podali wizytatorowie na przy- kładach szkół w Nadarzynie i Mszczonowie.

  W pierwszej nauczał stuletni starzec Kosiński czytania i pisa-

nia, pobierając od dzieci po złotówce na miesiąc. Oprócz tego rodzice przysyłali mu codziennie trochę strawy (welcher aber oft sehr dürftig ist).

  W Nadarzynie dzieci było tak wiele, że większość ich stała

w sieni lub na ulicy. Oprowadzali tam wizytatorów radca wojskowy Krom, burmistrz i dowódzca miejscowego szwadronu huzarów T). Nau- czyciel Müller, Inflantczyk, uczył dziatwę religii katolickiej, jeżyka polskiego i niemieckiego.

  8) Uberhaupt bemerckt Connnisarius, dass die Benonen sehr

schwärnierischer Grundsätze beschuldigt werden und dass der Gottes- dienst in dieser Weise nie aufhört, sondern von früh Morgen bis in die Nacht dauert, was zu mancherlei Unordnungen und Missbraüchen Gelegenheit giebt.

  T) Die Judenkinder etwa 30 an der Zahl standen vor dem

Schulhause auf der Gasse, weil sie keinen Platz hatten.

str 335 PRZYPISKI.

  27) «Von welchen schon jetzt sind und Neuostpreusslsche Jüng-

linge aufgeklärter und toleranter zurückkehren».

  28) Pozostawione przez nich papiery — pisal Voss do Massowa

15 lipca 1803 — stellen in der That ein vollständiger Tableau von dem Zustande des Südpieuss. Schulwesens vor, so, dass die historische. Resultate ihrer Reisen glücklich gerettet wurden».

  29) «Sie (die Protestanten) sagen, dass ein protestantischer Kö-

nig müsste mehr die Protestanten begünstigen. Die Dissidenten hat- ten gegen die Zeit der Auflösung der Republ. Polen, so grosse Hof- fnungen gefasst, die ihnen fehlgeschlagen waren, sie waren lange genug gedrückt, um nun endlich zur Herrschaft zu gelangen. Auch die Erwartung einer grossen Hülfe von den Jesuitenfond thut bei den Protestanten unglaublichen Schaden. Dass hatte nur doch der König — das könnte der protestantische König doch, so wie es die Edukations Commision beschlossen hatte, sicher auch den Protestan- ten zur Theilnehmung etwas zufliessen lassen».

  30) Arch, tajne berlińskie. Acta generalia R. 76 I Abth. X 1809

str. 246 i nast.

  3l) Arch. taj. berl.
  32) «Mit dem Beifügen, dass ich des von K. Kxe. in dem Ant-

wortschreiben v. 27 N. geäusserter Meinung vollkommen beitrete».

  33) «Ich fühle mich verpflichtet, jetzt, nach Jeziorowski's Rück-

kehr, Huer. Kön. Maj. das Resultat seiner Reise, und meine Nachden- ken über diese Angelegenheit, allerunterth. vorzulegen».

  34) Die Oliviersche Auflösung der Sprache in ihre Bestandteile

wird namentlich dem Pohlen die Erlernung der deutschen Sprache umso mehr erleichtern, als es bei der polnischen an die Unvollkom- menheiten des deutschen Alphabets gar nicht gewöhnt ist, indem diese so viid Laute, als Buchstaben, und umgekehrt, hat und mit der Aussprache die Rechtschreibung sich ändert».

  35) «Wir verlieren durch die Bekanntwerdung des Geschäfts-

ganges die Missmuth und Verdruss, welche wir mit der Regierungs- verfassung haben und welche daraus entstehet, weil diese Verfassung jetzt gaenzlich für uns fremde ist».

  36) «Das neue Lyceum in Warschau findet ausserordentlichen

Beifall und wird daher sehr stark besucht. Um eine nützliche Zwi- schenbehörde zwischen dem Lyceo und der Kammer zu haben, auch um Eingeborenen für jene neue Anstalt zu gewinnen, ist derselben ein Ephorat, bestehend aus den gebildesten und angesehendstan eh maligen Polen, auch Deutschen, vorgesetzt worden».

  37) «Die classische Literatur muss auf gelehrter Schule die

Hauptsache bleiben und der vielumfassende Untericht in den Wis- senschaften — den Universitäten vorbehalten werden».str 336 PBZYPISKI.

  38) «Seine Maj. wollen mit Verleihung dieses Titels nicht mehr

so freigiebig sein».

  39) Smoleński: loco. cit. str. 72.
  40) Estetyka m. Warszawy (ręk.).
  41)«g Reise eines Liffländers. Berlin T. IV, 184 (1795).
  42) Bonawentura z Kochanowa. T. I, 100 (Poznań 1869),
  43) Arch. Gen. Gub. Warsz. Akta do hist. T. P. Nauk, nr 59.
  We wspomnieniach Fryd. lir. Skarbka, który podał bliższe

Szczegóły zawiązania się Tow. Przyj. Nauk i drukował je parokro- tnie W różnych pismach, zachodzą co do daty owego przedwstępnego zebrania u Soltyka niedokładności.

  We wspomnieniu o Warsz. Tow. Przyj. Nauk, drukowanem

w Roczniku Tow. naukow. krakowskiego w roku 1800, a następnie w od- dzielnej odbitce, podana, jest data 16 listopada 1800 r. W Pamiętnikach zaś tegoż autora, wydanych w r. 1878 w Poznaniu (str. 108), data owa podaną, jest jako 1 listopad 1800. Dembowski Leon we Wspo- mnieniach (T. I. 226)również pisze błędnie, że pierwsze posiedzenie Tow. odbyło sio w maju 1801 r. Skarbek pisał widocznie z pamięci, nie mając przed sobą Roczników Towarzystwa. Twierdzi bowiem, że drugie posiedzenie Towarzystwa odbyło się po dwuletniej przerwie. dopiero w 1802 r.». Tymczasem Roczniki podają treść posiedzenia, odbytego w r. 1800 dnia 23 listopada, a następnie dalsze posiedzenia odbyte w r. 1801 dnia 9 maja, 18 października i 12 grudnia.

  44) Stanisław Grabowski, syn Stanisława Augusta ze związku

morganatycznego z generałową Elżbietą z Szydłowskich Grabowska, wdową, zawartego w r. 1785. Był najmłodszym z trzech braci, z któ- rych starszy, Kazimierz, bawił się literaturą, średni, Michał, służył w wojsku. Stanisław zasobem encyklopedycznych wiadomości błyszczał w salonach i odznaczał się niezwykłą pamięcią. Był następnie sekre- tarzem rady ministrów.

  45) Ludwik Gutakowski b. ezłonek kom. edukacyjnej (1738 do

1811), po upadku Rzpltej usunął się na wieś i oddał się poprawie bytu włościan swoich. Wystąpił znowu w r. 1806 na widownię pu- bliczną, objąwszy po Małachowskim pierwsze w senacie krzesło.

  46) Stanisław Kłokocki, przyjaciel Matuszewica. «Co napisał —

niewiadomo, tylko często przekłady swoje, czytywał. Drukiem jednak z tego nic nie wyszło. Towarzyski, przyjemny, niezbędnym się; stał w Puławach, gdzie go bardzo lubiono». Dembowski Wspomnienia I, 96.

  47) Jan Komarzewski, generał, znany ze sprawy Dogrumowej

(† 1810 r.). Po upadku kraju oddawał się nauce mineralogii i bogate zbierał w tej dziedzinie kollekcye. Życiorys jego w Znakom, mężach polskich Bartoszewicza T. II.

  48) Tadeusz Matuszewicz, syn Marcina, sekret .konfed. radomskiej.

str 337 PRZYPISKI

Tłómaczył Delill'a de l'imagination, ody Horacego i Tomasza a Kem- pis O Naśladowaniu Chrystusa. Wymowny i ukształcony. Działal- ność polityczną rozpoczął w r. 1810.

  49) Franciszek Scheidt, profeaor akademii krakowskiej (1759 do

1807), gdzie założył ogród botaniczny. Napisał dzieło o elektryczności, badał miny olkuskie, wielce przez młodzież czczony pedagog. Był przez czas jakiś nauczycielem w Krzemieńcu.

  Tadeusz hr. Mostowski (1766—1842) mąż wielkich zasług oby-

telskich, b. redaktor Gazety naród, i obcej. Członek wielkiego sejmu. Po 1794 bawił we Francy i, gdzie oprócz polityki uprawiał naukę ekonomii. W następnym okresie wiele dla literatury zdziałał, wy- dawszy pisarzy wyborowych. Po r, 1915 minister prezyd. w komu. spraw. wewn. Pisał wiele po francusku. Wydal w tym języku życio- rys Czackiego.

  50) Sierakowski hr. Józef, uczony starożytnik (1765—1831) zwie-

dzał kraje w celach naukowych. W r. 1796 delegowany na Litwę i do Kurlandyi. Zapalony miłośnik książek i historyi sztuki.

  51) Walenty Sobolewski, starosta warszawski po Brühlu, od r

1785. Poseł na sejm czteroletni (+ 1831). Żona jego — Grabowska z domu. Za księstwa warsz. senator kasztelan.

  52) Krzysztof Wiesiołowski archeolog polski (1743—1826). Po-

dróżował dużo po Europie, zajmując się starożytnościami i numizma- tyką grecką i rzymska.

  53) Jan Nep. Wyleżyński (+ 1829) b. wizytator generalny szkół

na Wołyniu, Podolu i Ukrainie. Z druku wydał mowę przy otwarciu gimnazyum krzemienieckiego w r. 1805.

  54) «Udały się osoby zawiązujące, Towarzystwo do rządu z prośba,

aby im wolno było, pod jego opieka, nad naukami pracować, prze- świadczone, iż tak użyteczny zamiar bodzie, od niego względnie przy- jetw Jakoż nie zawiodły się w swojem oczekiwaniu. Otrzymały wy- raźne i zupełne zezwolenie» (Nowy Pam. Warxz. 1801 r. T. II. 187).

  55) Michał Walicki (174(i—1828) głośny swego czasu z losu i for-

tuny filantrop, przyjaciel Krz. Niesiołowskiego, podstoli koronny, bywalec, na dworze Ludwika XVI. Zbogaciwszy się szczęśliwą grą w karty, wrócił do Warszawy, gdzie kupił dom nr 542 przy ulicy Długiej i tam urządził muzeum starożytności. Uniwersytetowi wileń- ikiemu darował zbiór konch i minerałów i bogate poczynił dla bie- dnych zapisy.

  56) Ks. Reptowski, współpracownik Józefa Szymanowskiego

przy układzie praw na sejmie czteroletnim. W Osiecku założył ko- ściół i szpital własnym sumptem. Człowiek świątobliwy, wielkiej ofiarności i cnót obywatelskich. TOWARZYSTWO WARSZAWSKIE

22str 338 PRZYPISKI.

  57) Zaborowski Ignacy (1754—1803), pijar, profesor geometry i

i historyi naturalnej. W 1777 był w Wiedniu, gdzie zawiązał stosunki literackie i naukowe. Sprawował w kraju różne urzędy obywatelskie. Był prefektem szkolnym, rektorem kollegiom Konarskiego, konsulto- rem prowincyi, wreszcie prowincyałem. Wydał Geometryę W 1786 r. i logaryimy dla szkół (1787). Roczniki T. IV, str. 12.

  58) Autograf Albeitr. w Aktach Gen. Guber.
  59) Wspomnienie o Tow. Przyj. Nauk str. 4.
  60) Roczniki Tow. Przyj. Nauk I, 74—104.
  61) «Trudno wyrazić — czwtamy w Nowym Pam. Warsz. z roku

1801 T. II, 340 — jak chciwa była publiczność słyszeć głos męża. którego imię od wymowy oddzielonem być nie może. Autor Panegi- riku Mokromowskiego, dzieła jednego z najlepszych, jakie mamy w tym rodzaju, i mówca, który z taką chwalą po tyle razy na obradach na- rodowych był słyszany, który, często nawet nieprzygotowany, naj- słynniejszą wymową najważniejsze kwestye rozbierał, godził różniące się zdania, wzruszał, przekonywał, zadziwiał; nie mógł nie wzbudzić najżywszego oczekiwania w umysłach pamiętnych niedalekich cza- sów, kiedy wymowa z taką okazałością w ławach narodowych pano- wała. Ciężko było mówcy w tem nowem dziele wyższym się nad siebie okazać; kto wygórował tak wysoko, temu już tylko chwała utrzymania się zostaje. W nowej okoliczności — nowego użył gatunku wymowy. Przystosował rzecz do osoby chwalonej, do miejsca, do okoliczności. Odrzucił zwyczajną panegirykom okazałość stylu, bo tu jej materya nie pozwalała. Wziął ton słodki, łagodzący, tkliwy, jak była dusza tego, którego grobowiec kwiatami uwieńczał».

  *) Wydał w r. 1809 Instrukcyą dla komendantów placu.
  62) «Czytałem krytykę na pierwszą mowę Albertrandego, kry-

tykę ciężką i z większa pretensyą niż dowcipem napisaną, a cel piszącego aż nadto jaśnie wykazującą».

  63) Tom IV, str. 218.
  64) Akta mater. do hist. Tow. (Arch. Jen. Gub.). Nr 57 opisu,
  65) Hist. liter. pols. II, 127.
  66) Dodatek do Gaz. Warszawskiej z r. 1802. Nr 51.
  67) Szczegóły pobytu królewskiej pary w Warszawie podaje

w nrze 52 z czerwca 1802 r. Gazeta Warszawska. Oprócz tego, trady- cya przechowała wspomnienie spotkania się królowej Luizy z księżna Angouleme w parka łazienkowskim, które, jako temat do wdzięcznego obrazka rodzajowo historycznego, rejestrujemy tutaj dla pamięci artystów.

  «Królowa pruska pragnęła widzieć panią d'Angouléme. Ceremo-

niał i względy polityczne stawiały temu życzeniu przeszkody, zwła- szcza, że Prusy, lękając się Napoleona i dbając o dobre z Francyą

str 339 PRZYPISKI.

stosunki, niechętnie udzieliły chwilowej gościnności rodzinie wydzie- dziczonej. Królowej nie wypadało więc odwiedzić króla pretendenta i jego siostry(?), ci zaś, na wygnaniu przestrzegali niezmiernie form i zamknęli się w dumnem osamotnieniu. Za pośrednictwem pani Za- moyskiej urządzono przypadkowe spotkanie w parku łazienkowskim. Królowa Ludwika, przecudnej, jak wiadomo, była urody i wielkiego uroku w obejściu i postawie. Miała na sobie białą suknie z ogonem, na głowie wieniec róż i welon biały, spuszczony z tylu głowy. Pani d'Angouléme, z wyrazem smutku i wielkiej godności, ubrana była czarno. Królowa przy powitaniu zalała sie Izami, wyrażając współ- czucie dla nieszczęść rodziny francuskiej; pani d'Angouleme przez cały czas rozmowy zachowała chłód i powagę» (Dębicki: Puławy T. II, 20).

  68) Pokrewieństwo rzekome datuje sie chyba od Joachima II,

(doktora brandeburskiego (1555—1571), który wyjednał od Zygmunta Augusta zapewnienie, że w razie wygaśnięcia linii książąt pruskich, jemu, lub jego potomkom, inwestytura na księstwo udzieloną będzie.

  69) (Arch. Warsz. Gen. Gub.) Akta Tow. Przyj. Nauk nr 59.
  70) Nr 57. Dod. do Gaz. Warszawskiej z 1802.
  71) Dziennik posiedzeń Tow. Nr 59 akt Tow. w Arch. Gen. Gub.
  72) Nowy Pam. T. IX, str. 67.
  73) Dziennik pos. Tow. z 2 maja 1803.
  73A) 1803 r. z maja. T. II, str. 245.
  74) Arch. Gen. Guber. Akta do hirtoryi T. P. N. (autograf).
  75) Ibid.
  76) Dębicki: Puławy, z listu Ad. Czartor. do cesarza. T. II, str. 70.
  77) Gaz. Warsz. Nr 47 z 1805 r.
  78) Ibid.
  79) Mowę tę posiada w rękopisie Bibl. Jagiellońska (nr 3023

katalogu rękop. Wisłockiego).

  80)N. K. Szilder: Tom II, 146.
  81) Pisownia nazwiska owego męża, dotąd jako «Stasic» noto-

wana, od tej chwili stale zamienia się na «Staszic».

  82) Dod. trzeci do Gaz. Warsz. nr 96.
  83) Archiwum hypot. warsz. Zbiór dokum. do ksiąg nr 85, 86 i 87.

str 341 ANNEXA. I. USTAWA PIERWOTNA TOWARZYSTWA WARSZAWSKIEGO PRZYJACIÓŁ NAUK.

§ I. Cel Towarzystwa i prace, które sobie zamierza.

  1. Towarzystwo Warszawskie Przyjaciół Nauk, sta-

nowi sobie za cel istotny: przykładać się do rozszerzenia nauk i umiejętności w polskim języku.

  2. Zabrania sobie Towarzystwo materyj ściągających

się do religii krajowej i rządów teraźniejszych.

  3. Dla porządnego odbywania prac zamierzonych,

dzieli się Towarzystwo na trzy działy: 1. Dział Matema- tyczny. 2. Dział Filozoficzny. 3. Dział Historyi, Literatury, języków szczególniej słowiańskich i Sztuk wyzwolonych.

  4. W każdym dziale te sobie szczególniej prace i za-

trudnienia przepisuje:

     a) Starać się zbogacić język potrzebnemi dzie-
  łami w naukach i umiejętnościach.
     b) Dzieła, które przez postępek światła stały się
  niedokładnemi, przelać i wydoskonalić.
     c) Wydawać rozprawy (dyssertacye) w przed-
  miotach uczonych i pożytecznych.str 342

ANNEXA.

     d) Pracować nad przekładami autorów wzoro-
  wych (klasycznych), i do podobnej pracy współroda-
  ków zachęcać.
     e) Dzieła, które od członków w imieniu Towa-
  rzystwa mają być wydawane, przed wydrukowaniem
  rozważać.
     f) Przedrukować ważniejsze w języku ojczy-
  stym dzieła, osobliwie autorów dawnych, z przyda-
  niem potrzebnych uwag i ułatwienia tańszego ich
  nabycia.
     g) Dla zachęcenia żyjących, pamięć zmarłych
  członków potomności podawać, wystawując ich cnoty
  i zasługi w naukach.
     5. Na podejmowanie potrzebnych kosztów Towarzy-
  stwa, członki czynić będą corocznie składkę. Ofiara ta
  i ilość jej zostawuje sie dobrej woli każdego.
  § II. Skład Towarzystwa, obowiązki jego członków.
  6. Towarzystwo Przyjaciół nauk składa się z człon-

ków czynnych, przybranych, honorowych i dopuszczonych.

  7. Sześćdziesiąt członków czynnych liczy Towarzy-

stwo, każdy z nich w dziale nauk sobie właściwym pra- cować będzie.

  8. Każdy członek czynny, obowiązany jest, w rze-

czy należącej do jego działu, wypracować przynajmniej jedne rozprawę w przeciągu lat sześciu, i oddać pod sąd Towarzystwa.

  9. Członki czynne, nie mieszkające w miejscu posie-

dzeń, powinny uwiadomiać Zgromadzenie o wszystkich przedmiotach, tyczących się nauk i umiejętności, które, lub same za godne uwagi uznają, lub względem nich zapy- tane będą.

  10. Przytomnych członków w Warszawie obowiązkiem

jest znajdować się na posiedzeniach, tak ogólnych, jak dzia- łowych.

str 343 ANNEXA.

  11. Niebywający na nich ciągle przez trzy miesiące,

za odstępnych miejsca swego uznani będą, jeżeli Preze- sowi przyczyn nie przełożą.

  12. Osoby siedemdziesiątletnie od wyżej wyrażonych

obowiązków są uwolnione.

  13. Będą także wybierane z obywatelów krajowych

członki, mające tytuł Przybranych, i które, razem z czyn- nemi, tak na prywatnych, jak na publicznych posiedze- niach (prócz wyborowych) zasiadać, zdania swoje otwierać i stanowić mogą.

  14. Obowiązek włożony na członki czynne w punkcie

9-tym, istotnie należy do członków przybranych. Wezwani do zdania sprawy o jakiem dziele, od pracy tej wymawiać sie nie mogą.

  15. Cudzoziemcy mogą być obierani na członki ho-

norowe; względem których zachowają się następujące prawidła.

     a) Wybieranemi będą, którzy, albo przez naukę,
  albo przez gorliwość o rozszerzenie światła, zasłu-
  gują na szczególniejszy szacunek Towarzystwa.
     b) Będzie miany wzgląd na pisarzów, którzy
  już nad wydoskonaleniem lub okrzesaniem jakiej ga-
  łęzi języka słowiańskiego pracowali, lub są znanemi 
  przez jakie dokładne dzieło, do rzeczy polskich sto-
  sowne.
  16. Oprócz tych osób będzie wybierana młodzież, pod

imieniem dopuszczonych, którzy powinni:

     a) Znajdować się na wszystkich posiedzeniach
  Towarzystwa, (prócz wyborowych), jako też i na po-
  siedzeniach działów.
     b) Wezwani do Wydziału, do którego są zdatni,
  pracować w nim są obowiązani, jako też, mając po-
  wierzona pracę od Prezydującego, wymawiać się od
  niej nie mogą.str 344

ANNEXA.

§ III. Prywatne i publiczne posiedzenia, porządek w obra- dowaniu, posiedzenia działów.

  17. Skład każdego posiedzenia, oprócz wyborowych,

ma być przynajmniej z osób ośmiu, łącząc w to Prezy- dującego.

  18. Posiedzenia zwyczajne będą raz w miesiąc, to jest

w niedziele pierwszą każdego miesiąca. O odmianie tego dnia, gdyby była potrzeba, Prezes na poprzedzającem po- siedzeniu uwiadomi. Godzina dziesiąta zrana oznacza się do zaczęcia posiedzenia.

  19. Nadzwyczajnych posiedzeń składanie zależy od

Prezesa.

  20. Każde prywatne posiedzenie iść będzie tym po-

rządkiem:

     a) Zacznie się od czytania dziennika posiedze-
  nia poprzedzającego i imiona przytomnych zapisane
  będą.
     b) Ułatwione zostaną ogólne Towarzystwa sprawy
  i działowe.
     c) Nastąpią prywatne przełożenia osób.
     d) Nakoniec rozprawy literackie lub tłumacze-
  nia od członków przyniesione.
  21. We wszystkich rzeczach, prócz wyłączonych w od-

dzielnych punktach, głośne zdania stanowią.

  22. W każdej jednak sprawie, na żądanie któregokol-

wiek z członków, iść powinno tajemne kreskowanie, bez poprzedzającego nawet głośnego.

  23. Skoro zachodzić będzie potrzeba kreskowania się,

kreskowanie takowe naprzód będzie dla ustanowienia sa- mej zasady, a powtórne, dla oznaczenia bądź jej opisów, bądź środków, któremi ją do skutku przyprowadzić należy.

  24. Posiedzenia publiczne oznacza Towarzystwo i o dniu

ich wprzód na niedziel cztery uwiadamia przez publiczne pisma. Bez ważnych przyczyn, posiedzenia publiczne od- kładanemi być nie mogą.

str 345 ANNEXA.

  25. Przed ogłoszeniem posiedzenia publicznego, ułoży

się na prywatnem:

     a) Co, i jakim porządkiem, czytane będzie.
     b) Czyli i jakie mają być podane zagadnienia.
     c) Czyli i jakie gotowe dzieła mają być donie-
  sione publiczności.
  26. Każdy Dział, lub Wydział, mieć będzie swoje po-

siedzenia oddzielne, dwa razy w miesiąc, to jest dnia 12 i 24.

  Na tych posiedzeniach:
     a) Rozdzieli prace między swoje członki, i ten
  układ na posiedzeniu ogólnem do potwierdzenia poda.
     b) Roztrząsać będzie prace i pisma swoich człon-
  ków, równie dzieła, które Prezydujący pod jego zda-
  nie podda, i o tem Zgromadzeniu sprawę przyniesie.
     c) Zasięgać wiadomości, jaki postępek, nauki do
  niego należące, czynią w obcych narodach, donosić
  Zgromadzeniu o wyszłych w każdym rodzaju dzie-
  łach; dlatego w pisma peryodyczne będzie opatrzony,
  tudzież utrzymywać ma listowne związki krajowe
  i zagraniczne.

§ IV. Urzędnicy Towarzystwa i ich obowiązki.

  27. Zgromadzenie ma: Prezesa, Sekretarza, Kasyera

i Bibliotekarza.

  28. Prezesa urząd trwa lat cztery. Prawa jego i obo-

wiązki są te:

     a) Prezydować i mieć pierwszeństwo w zagaje-
  niu rzeczy.
     b) Rozwagę jakiejkolwiek materyi raz tylko do
  pierwszego posiedzenia odłożyć, dla dokładniejszego
  roztrząśnienia.
     c) W imieniu Towarzystwa pisywać, odpowia-

dać, zapytywać się, posiedzenia zwoływać.

    d) Zdawać sprawę przy końcu czteroletniegostr 346

ANNEXA.

urzędowania i z prac Towarzystwa w tym przeciągu czasu dokonanych.

  e) W każdym dziale ma moc prezydować.
  f) Służy mu pierwszeństwo w przedstawianiu

kandydatów.

  g) Rozwiązuje równość zdań we wszystkiem.
  h) Mianuje tymczasowych zastępców na urzędy,

aż do pierwszego obrania.

  i) We wszystkich rzeczach, nie wymagających

roztrząśnienia przez właściwy dział, we wszystkich potocznych wydarzeniach, tyczących się ogółu To- warzystwa, wyznacza osoby do zdania sprawy.

29. Sekretarza obowiązki są następujące:

  a) Dzielić prace prezydującego.
  b) Trzymać dzienniki obrad Towarzystwa.
  c) Mieć skład papierów pod swoim dozorem.
  d) Corocznie, na prywatnem posiedzeniu, wysta-

wić obraz prac i usiłowali Towarzystwa zeszłoro- cznych.

  e) Urzędowanie jego jest dożywotnem; ustaje

przecież w przypadkach w § II objętych.

30. Obowiązki Kasyera są te:

  a) Jako dwojakie są wydatki z kasy Towarzy-

stwa, jedne zwyczajne, drugie nieprzewidziane; tak na pierwsze nie potrzebuje kasyer żadnych zleceń na piśmie, drugich — czynić nie może, bez wyraźnego zlecenia Towarzystwa.

  b) Pocztowe i inne drobne wydatki sam kasyer

zaspokaja.

  c) Z dzieł drukowanych nakładem Towarzystwa,

przychód należy do kasy. Pisarzowi, którego dzieło drukuje się, pewną umówioną liczbę egzemplarzy Towarzystwo udzieli.

  d) Stan wychodu i wydatku roztrząsanym bę-

dzie corocznie, przez wydział, umyślnie do tego przez

str 347 ANNEXA.

  prezydującego wyznaczony, który sprawę o tem zda
  Zgromadzeniu.
  31. Bibliotekarza powinnością jest, zarządzać biblio-

teką Towarzystwa, mieć dozór nad składem narzędzi fizy- cznych, wzorów machin, i nad gabinetem historyi natu- ralnej.

§ V. Porządek postępowania w wyborze członków i urzędników.

  32. Nie będzie wolno wybierać członków jak dwa

razy na rok, to jest: w listopadzie i kwietniu. Następujące zachowane będą przy obieraniu warunki:

     a) Kiedy liczba członków nie jest dopełniona,
  Prezes o potrzebie wyboru uwiadomi i kandydata,
  lub kandydatów poda.
     Inne członki również podadzą, i to zapisane bę-

dzie w dzienniku.

     b) Każdy z nieprzytomnych członków ma prawo,
  przez list do Towarzystwa, podać kandydatów w każ-
  dym czasie, nie czekając nawet wyborów; powinien
  jednak wyrazić zasługi literackie tej osoby, którą
  poleca.
     e) Przy wyborach doniesiono będzie, kto i z ja-
  kich przyczyn kandydata przedstawił.
  33. Zalety potrzebne w podanym kandydacie na miej-

sce członka czynnego:

     a) Jeżeli wydal jakie poważne dzieło w umie-
  jętnościach, albo w naukach przyjemnych, w języku
  polskim, bądź oryginalne, bądź z obcego języka tłó-
  maczone.
     b) leżeli się wsławił jakim pożytecznym wyna-
  lazkiem.
     c) Jeżeli jest publicznym nauczycielem w szko-
  łach krajowych, lub członkiem jakiego Towarzystwa

uczonego.str 348 ANEXA.

  34. Próżne miejsce w Zgromadzeniu uważa się:
     a) Przez śmierć.
     b) Przez wyraźne zrzeczenie się.
     e) Przez niedopełnianie obowiązków pod liczbą
  8. 9. 10. wyrażonych.
     d) Jeżeli członek bądź przytomny, bądź nie-

przytomny, mając polecone rozważenie dziel lub roz- praw, trzy razy swego obowiązku nie dopełnił.

  35. Na posiedzeniu poprzedzającem wybory, kandy-

daci będą ogłaszani; na samem zaś posiedzeniu wyboro- wem kandydaci nie mogą być podawani.

  36. Nie może być mniej osób wybierających, jak dwa-

naście. Jeżeli się nie zbierze ta oznaczona liczba, na ówczas prezydujący do następnego posiedzenia wybór odłoży.

  Gdyby zaś na to drugie posiedzenie nie zebrało się

osób dwanaście, prezydujący drugi raz odłoży wybór do następującego posiedzenia i o tem uwiadomi członki naj- bliżej Warszawy mieszkające, aby przybyły pomnożyć liczbę wybierających. Jeżeliby i po takowem wezwaniu, posiedzenie trzecie nie miało jeszcze oznaczonej ilości człon- ków, naówczas przytomni, w mniejszej nawet liczbie, przy- stąpić mogą do wyboru.

  37. Każde przynajmniej trzecie miejsce, wakujące

w Towarzystwie, osadzone być ma osobą w Warszawie mieszkająca, aby w tem miejscu każdy dział potrzebną miał liczbę pracowników. Przeto każdy dział, w przyzwoi- tym czasie, przed wyborami, uwiadomi prezydującego o tej potrzebie, aby wybierający mieli wzgląd na dopełnienie działów, którym niedostaje liczby pracujących.

  38. Gdy się zbierze oznaczona liczba, wybór tym spo-

sobem nastąpi:

     a) Sekretarz przeczyta złożone w kancelaryi
  pisma o literackich zasługach kandydatów; równie
  od nieprzytomnych przesłane polecenia przeczytane
  będą.

str 349 ANNEXA.

     b) Gdy jest kilku kandydatów, w jakim porządku
  imiona ich losem wyciągnione będą, w takim porządku
  kreskowanie nastąpi.
     c) Prezydujący da każdemu z członków dwie
  gałki, jednę białą, drugą czarną. Biała będzie stano-
  wić przyjęcie, a w drugiem naczyniu złożone zostaną
  czarne gałki.
     d) Trzy czwarte części składu przytomnego sta-
  nowią przyjęcie: a jeżeli do jednego miejsca jest dwóch,
  lub więcej kandydatów, ten, który ma więcej kresek
  nad trzy czwarte części, wybranym zostaje.
  39. Przybrane i honorowe członki, tym samym spo-

sobem będą obierane.

  40. Dopuszczeni na każdem posiedzeniu zapisani być

mogą. Jeżeliby który z członków względem ich przyjęcia czynił trudności, prosta większość zdań niegłośnych, o przy- jęciu, lub usunięciu stanowi.

  41. Urzędnicy będą obierani na półrocznem wyboro-

wem zasiadaniu.

  42. Prezes nie może być wybierany, tylko z rzędu

członków czynnych, mieszkających w Warszawie, chyba, żeby kandydat obowiązał się mieszkać tam przez porę po- siedzeń zimowych, a to na cały przeciąg urzędowania swego Jeżeliby zaś w letniej porze chciał się oddalić, po- winien uprosić sobie zastępcę i o tem uwiadomić Zgroma- dzenie, na zwyczajnem posiedzeniu.

  43. Kończący urzędowanie Prezes, może być potwier-

dzony na następujące 4 lata, przez nowy wybór, podług niżej oznaczonego sposobu dopełniony:

      a) Na posiedzeniu poprzedzającem posiedzenie, do
  wyboru prezydującego przeznaczone, każdy z człon-
  ków przyniesie imię na swoich kandydatów, mają-
  cych potrzebne własności do kandydacyi na prezy-
  dencya.
     b) Każdy dział na tem samem posiedzeniu wy-str 350

ANNEXA.

  bierze z grona swego po jednym członku. Ci wybrani
  składać będą wydział, mający zdać sprawę o liczbie,
  imionach kandydatów podanych i czyli sic w nich
  własności ustawami przepisane znajdują.
     c) Z pomiędzy wszystkich do wyboru podanych,
  trzech tylko, co najwięcej przez kreskowanie zyskają
  głosów, utrzymanemi zostaną za kandydatów.
     d) Jeżeliby w takowem głosowaniu, mającem
  za zamiar zmniejszenie liczby kandydatów do trzech,
  zachodziła równość kresek, wtenczas nastąpi drugie
  kreskowanie, między osobami równość kresek ma-
  jącemi.
     e) Żaden z podanych do kandydacyi nie może
  kreskować, kiedy na niego ida glosy.
     f) Na utrzymanych trzech kandydatów nastę-
  puje dopiero rozstrzygające kreskowanie. Każdy czło-
  nek dostanie trzy gaiki, między któremi, dwie czarne,
  jednę białą. Wystawione będą trzy wazony, na każ-
  dym z nich napisane imię jednego ze trzech kandy-
  datów. Glosujący włoży gałkę białą do wazonu, no-
  szącego imię kandydata, którego życzy sobie widzieć
  wezwanym do prezydencyi i dwie czarne gaiki do
  innych wazonów w loży.
     g) Między temi trzema kandydatami prosta wię-
  kszość głosów stanowi wybór.
     h) W przypadku równości kresek, starszy wie-
  kiem ma pierwszeństwo.
  44. Też same obrzędy i warunki służyć mają i do

wyboru na dożywotni urząd sekretarza Towarzystwa.

  45. Inni urzędnicy prostą większością kresek niegło-

śnych wybieranemi będą, koniecznie jednak z pomiędzy czynnych, albo przybranych członków.

  46. Żaden urzędnik nie może złożyć urzędu swego,

przed wyjściem zamierzonego czasu, bez ważnej przy- czyny, o której sądzi ToAvarzystwo, trzema czwartemi czę- ściami zdań niegłośnych.

str 351 ANNEXA.

  47. Póty urzędnik nie jest wolny od odpowiedzial-

ności, póki, albo papierów, albo pieniędzy powierzonych mu za wolą Towarzystwa, w ręce następcy nie odda.

  48. Gdyby który urzędnik umarł, prezydująey do

pierwszego wyborowego posiedzenia tymczasowego zastępcę wyznaczy.

  49) Gdyby prezydująey umarł, lub nie będąc przy-

tomnym, nie wyznaczył zastępcy, w takim przypadku, do przybycia jego, lub nowego wyboru, pierwszeństwo mieć będzie starszy wiekiem.

§ VI. Sposób postępowania w sądzeniu pism Członków Towarzystwa, tudzież ubiegających się o nagrodę, pod zdanie Towarzystwa poddanych.

  50. Trojakie są pisma, które przychodzą do rozwagi:

1-sze. Które Towarzystwo swoim porucza członkom. 2-gie. Które po wydanem na publiczność zagadnieniu odbierze. 3-cie. Które z własnej chęci stowarzyszeni przynoszą do rozwagi.

  Te pisma oddają się prosto do działów. Chociaż zaś

roztrząsanie pism drugiego rodzaju należy istotnie do wła- ściwego działu, jednakże Prezes może oprócz tego przy- bierać do takowego roztrząsania pewną liczbę osób z In- nych działów, skoro ważność rzeczy, lub inna jaka okoli- czność, wymagać tego będzie.

  51. W rozważaniu dziel Towarzystwa podanych, te

będą prawidła:

     a) Pisarz dzieła nie należy do rozwagi jego, lecz
  zapytany, na wszystkie trudności odpowie.
     b) Cokolwiek pod imieniem Towarzystwa wy-
  chodzi, to jego poprawie podlega. Wyda ono wyrok,
  o rzeczy, o jej wykładzie i dowodach użytych, oraz
  o błędach, ubliżających bądź czystości języka, bądź
  prawidłom gramatyki. Co do sposobu wystawiania
  myśli, rady tylko pisarzowi udzieli. Wątpliwość każdastr 352

ANNEXA.

  względem umieszczenia rozprawy w Roczniku, lub
  względem ogłoszenia dzieła, dwiema trzeciemi czę-
  ściami głosów ma być rozstrzyganą.
     c) Tak wychodzące dzieło będzie miało napis
  na pierwszej karcie, że po rozwadze Towarzystwa
  wychodzi.
     d) Wolno jest podającemu dzieło członkowi nie
  przyjąć uwag Towarzystwa, lecz naówczas świade-
  ctwo dopełnionej rozwagi umieszczonem nie będzie.
     e) Nie jest wolno w nieprzysposobionem do To-
  warzystwa dziele wspominać o czynionej rozwadze,
  gdyż Towarzystwo za trwale postanawia prawidło,
  nie wchodzić w żadne spory z pisarzami.
     f) Same niedrukowane pisma mogą przechodzić
  przez rozwagę Towarzystwa.
  52. Wydział w rozwadze powierzonego mu pisma

stanowi:

     a) Czy podane pismo ściąga się do rzeczy, którą
  Towarzystwo liczy między przedmioty swoich zatru-
  dnień: jeżeli nie, to dalsza rozwaga ustaje.
     b) Skoro uznanem jest miejsce rozwagi, ta na-

stąpi podług wyższego prawidła.

  53. Do rozwiązania zagadnień, przez Towarzystwo

podanych, równie obcy jak i członki Towarzystwa są we- zwanemi. Każdy piszący umieści swa ręką na wierzchu wiersz jakowy i nazwisko swe zapieczętuje. Dział, wraz z osobami dodanemi, przynosi zdanie sprawy, po czem Towarzystwo rozważa i stanowi:

     a) Której rozprawie nagroda ma być przy-
  znaną.
     b) Gdyby wszystkie rozprawy nie ułatwiały za-
  gadnienia, w takim przypadku powtórnie toż zaga-
  dnienie ogłosić zleci.
     c) Gdyby na zagadnienie jedna tylko rozprawa
  przesianą była, natenczas zapieczętowana do roku

str 353 ANNEXA.

  zostanie, a zagadnienie powtórnie jeszcze na rok ogło-
  szone będzie.
     d) Gdyby zaś i po roku więcej rozpraw nade-
  słanych nie było, wtenczas pierwsza ma być sama
  sądzoną.
     e) Nagroda będzie przyznana temu, co najdo-
  stateczniej zagadnienie rozwiązał i wykładowi myśli
  swoich najlepszy dal porządek i postać najozdo-
  bniejszą.
     f) Członki mogą mieć przyznane pierwszeństwo,
  ale otrzymać wyznaczonej nagrody nie mogą.
     g) Rozprawa zasługująca na drugie miejsce, wy-
  drukowaną zostanie.
     h) Po takowem rozpoznaniu, odpieczętują się
  kartki, należące do pism uwieńczonych: inne zaś
  kartki, bez odpieczętowania, spalone zostaną.
  54. Zostawuje sobie Towarzystwo władze przejrzenia

tych ustaw co cztery lata i poprawienia niedogodności, gdyby się jakowe w doświadczeniu okazały.

  Układ niniejszy, na którego wierne i gorliwe dopeł-

nienie, każdy z członków Towarzystwa, swe słowo i cześć w uroczystą złożył rękojmią, czytany być powinien co rok na pierwszem posiedzeniu, po upłynionym czasie le- tniej prac przerwy. Ludwik Osiński, Sekretarz.

Jan Albertrandi, biskup zenopolitański, _ Prezydujący.

II.

Odezwa Towarzystwa Przyjaciół Nauk z roku 1802 do Samuela Bogumiła Lindego, w sprawie Słownika języka polskiego.

  List WPana i przyłączony rękopis kilku artykułów

z układanego Dykcyonarza Zgromadzenie Przyjaciół Nauk

TOWARZYSTWO WARSZAWSKIE. 23str 354 ANNEXA.

z ukontentowaniem czytało, Utrzymać język wtenczas, kiedy w dwóch częściach dawnej Polski przestaje być ję- zykiem spraw publicznych, nie można inaczej, jak — na- daniem mu pewnych prawideł, służących ku wydoskona- leniu i odosobnieniu go od innych dyalektów słowiańskich. WPan ma tę niepospolitą zasługę, że, łącząc wieki, w ka- żdym artykule stawiasz dzieje języka w swojej kolebce, wzroście i wydoskonaleniu. Ukazujesz, jak gmin tlómaczy swoje zdania o przygodach mu obecnych; zawstydzasz półmędrka, który, niezgrabnie łącząc wyrazy, narzeka na ubóstwo języka, tam, gdzie z dawnego podania, lub pobra- tymstwa, znajdujesz dostatek, obfitość. Uczonego nakoniec milą nabawiasz pociechą, że, w wspanialej prostocie, w wy- razach mocnych i dosadnych, znajdzie wszystko, czego do szlachetnego wyrażenia myśli potrzeba. Lecz kiedy celowi dzieła, pracy i Autorowi oddaje Zgromadzenie cześć nale- żytą, rozumie obowiązkiem swoim i oświadczyć Mu zdanie względem tego, coby Jego przeświadczeniu, do wydoskona- lenia tak szanownego dzieła, służyć mogło.

  1. W rejestrze autorów znajduje Zgromadzenie nie-

których pisarzów opuszczonych, a w umieszczonych kilku nowych, których imię wzbudza niedowierzanie: czyli Ich świadectwo może mieć jaką powagę? Poruczyło zatem Zgromadzenie W Panu Tadeuszowi Czackiemu, aby, gdy cieszyć się będzie pochlebnym dla siebie JW. hr. Ossoliń- skiego i WPana przybyciem, udzielił WPanu dziel, ręko- pisów i uwag nad niektórymi, tak dawniejszymi, jak pó- źniejszymi, autorami.

  2. Przysłane artykuły uważa Zgromadzenie jako zbiór

wybornych materyałów, lecz oddaje WPana uwadze, że kiedy język nasz przez zwykle szedł każdemu dyalektowi doskonalenia się stopnie, nieużywane teraz wyrazy służą do zrozumienia dawnych pism, lub do historyi gramatycznej języka, lecz nie mogą mieć miejsca w obecnej mowie. Tak, szanujemy Reja z Nagłowic, lecz jego wyrazów: w Bodze nie przyjmuje dzisiejsza mowa. Zdawałoby się więc, aby

str 355 ANNEXA.

nieużywaną dzisiaj składnią, przez jaką cechę oznaczyć. Wyrazy, jakoteż składnia per licentiam wprowadzona, po- winna być wiadoma, aby się jej wystrzegać. Lecz jeżeli taka licentia nie będzie wytknięta, czytający, równie Jago- dzińskiego, jak Naruszewicza, Potockiego w Aryenidzie, jak Krasickiego,używać będzie Sama więc nauka prowadzićby mogła do skażenia czystości mowy. Makaronizmy prawni- cze, techniczne, o których dość wiele JP. Czacki w swojem dziele wspomina, powinnyby bydź równie umieszczone ze znakiem, a osobny znak powinien bydź na makaronizmach, które, zepsuty od wpół siedmnastego do wpół ośnmastego wieku, gust wprowadził. Gminne mówienia i przysłowia po- winny mieć miejsce. Są one, jak mówią, mądrością ludu, są po części pamiątką zgasłych zwyczajów, ale równie równie ostrzedz należy, że to są gminne wyrazy. Zatem, na takie oddziały powinny bydź znaki, których tlómacze- nie na pierwszej zapewne znajdziemy karcie tak ważnego i uczonego dzieła.

  3. Życzymy sobie Słownika polskiego. Umieszczenie

słów z pobratyńskich dyalektów jest potrzebne. Umieszcze- nie zaś z obcych języków — wtenczas powinno mieć miej- sce, kiedy od obcego języka jaki wyraz jest pożyczony. Chcemy mieć oryginalne dzieło Lindzie (tak), ale nie pragniemy mieć Kalepina.

  4. Kiedy mówimy o pobratyńskich językach, czujemy,

że. niektóre nam spólne narody, o rzeczach, im bliższych, mogły mieć lepsze wyobrażenia. Illiryjski i rosyjski inno- stroniec, zna różnicę od cudzoziemca: pierwsze słowo oznacza np. Żmudzina — dla Warszawianina, dru- gie — obcego ziemi. Takie słowa można uobywatelić, jak niegdyś Pszczonka (tak), kanclerz Babińskiej Rzplitej, sprawiedliwie twierdził. Zgromadzenie bierze na siebie — uczynić wybór takich wyrazów i przysłać je WPanu.

  5. Etymologia słowa i określenie jego zaczynać po-

winno artykuł, a do niektórych wyrazów można przytoczyć świadectwo historyi, tak, że dyaboł powinien się w tym

29*str 356 ANNEXA.

sposobie wymawiać, świadczy Hęlmold in Chronica Slavo- rum. Derivativa bar — od boję się, Se y m — od jąć się, będą wyłuszczone na wstępie słownika i tani tako- wego pochodzenia wskażesz WPan prawidła.

  6. Synonima zapewne znajdą miejsce w WPana ol-

brzymiem i uczonem dziele.

  7. Jednym trybem każdy artykuł układać, t. j. po

opisie znaczenia właściwego i etymologicznego dać przy- kłady: 1) na toż znaczenie właściwe 2) przykłady na zna- czenie właściwe, rozszerzone przymiotnikami 3) słowami 4) przyimkami, czyli prepozycyami, zachowując w przy- imkach porządek alfabetyczny, a podzielając na różne wła- ściwe znaczenia modyfikacye. 5) Znaczenie przenośne, ma- jące cokolwiek związku ze znaczeniem wlaściwein. 6) Zna- czenie wcale odmienne i z pierwotnem żadnego nie mające związku. To ostatnie znaczenie powinno wcale oddzielny artykuł składać. 7) Adagja i przysłowia. 8) Wyrazy zdro- bniale, zgrubiałe, pogardę oznaczające. 9) Derivativa. 10) Sy- nonima, albo wyrazy blizkoznaczące. Dla lepszego wyja- śnienia swej myśli przesyła Zgrom, rozbiór artykułu oka.

  8. Nie wątpimy, że WPan w przedmowie dasz Histo-

ryą początku naszego języka, jego różnic celniejszyeb z pobratyńskiemi dyalektami, zgłębisz, czy mieli nasi przo- dkowie charaktery słowiańskie? Ten filozoficzny rozbiór spodziewamy się, iż stanie obok dzieła de Brosse: Mécanisme des langues.

  9. Dzieło takie nie jest dziełem jednego człowieka.

To skromne i prawdziwe Akademii Francuskiej wyznanie, jest wyznaniem WPana, kiedy nam pozwalasz nad swoją pracą czynić uwagi. My chcemy pomagać WPanu, my jego sławę rozszerzyć, a dzieło rozpowszechnić pragniemy. Przysposobione przez nas, zachowa Twórcy imię i wznie- cać dla Niego będzie wdzięczność narodu. Ofiarujemy Ci pomoc i pracę naszą; wskaż nam środki do usłużenia. Przybądź zacny Mężu do nas. Otoczony ludźmi, którzy Cię. współbratem i znakomitą osobą naszego Zgromadzenia

str 357 ANNEXA.

nazywamy, będziesz miał gotowe źródło uwag, które Ci posłużą do wygładzenia tak ważnej księgi.

  Co do innych szczegółów listu WPana, Zgrom, ma

honor Mu donieść: 1) Wybrało na swego członka J. X. Do- browskiego i list z organizacyą załączając, 15 artykuł na ręce WPana przesyła. 2) Wybór innych osób zestawiło do czasu, gdy większa liczba jego członków w Warszawie znajdować się będzie. 3) Poruczyło Zgrom. X. Dmochow- skiemu, aby WPanu przesiał krótki opis naszego Towarzy- stwa de Jeneńskiej gazety.

  Z ukontentowaniem prawdziwem ceni Zgromadzenie

WPana gorliwość, wyraża swój szacunek i pragnie dla pożytku kraju, a jego sławy, mieć dzieło najlepiej zrobione, i, ile być może, najprędzej ukończone.

III.

  Myśli Michała Potulickiego z roku 1802,

w sprawie ułożenia dzieła elementarnego hist. naturalnej. Przezacne Towarzystwo!

  Znam aż nadto, że nie dla żadnych zasług, nie z oka-

zanej żadnej wiadomości rzeczy, łaskawy wasz wybór, Przezacni Towarzysze, do Wydziału Historyi natu- ralnej mnie wyznaczył. Lecz gdy się umieszczonym w gronie tak światłych osób widzę, powinnością moją być sądzę, starać się, przez pracę, ile mi słabe moje wiadomo- ści pozwolą, odpowiadać zamiarowi Waszemu, a tym spo- sobem, wywdzięczyć się Wam, za łaskawe o zdolności mo- jej Wasze mniemanie.

  Gdy już kilkakrotnie powtórzoną Zgromadzenia na-

szego słyszę wolę, aby do każdej nauki były elementarne porobione dzieła, co też sam, do dalszego rozkrzewiania nauk w Narodzie naszym, potrzebnym być sądzę i ośmie-str 358 ANNEXA.

lam się podać przezacnemu Towarzystwu projekt począ- tkowogo, czyli elementarnego dzieła, do nauki historyi naturalnej, który, gdyby za dogodny osą- dzonym nie był, oczekiwać będę od przezacnego Towarzy- stwa planu, podług którego, temu zamiarowi mógłbym po- żądaniej zadosyćuczynić.

  We wszystkich prawie umiejętnościach w krajach

tych, gdzie nauki kwitną, ludzie najświatlejsi starali sic nietylko o zebranie i wyłuszczenie tychże jak najdokła- dniejsze, ale oraz i o skrócenie ich i przystosowanie do pojęcia początkowo uczących się.

  Prawda wszelako, że każdy z piszących w elemen-

tarnem dziele krótkość opisu bral za najdogodniejszą i oba- wiał się, aby długość jego nauki nie sprawiła przykrości uczniowi, najpowszechniej zaś, wrodzoną, znaczniejszą zdol- nością objęcia rzeczy, obdarzeni, w zapędzie uwag swoich, wypadających z zastanowienia się pilniejszego nad przed- miotami, usiłowali jednak przez rozumowanie — o isto- cie rzeczy przeświadczać, a tym sposobem, dzieł swoich składy przedłużyli, i to, co miało być elementarnem, z pod ich pióra wyszło dziełem niemal dokończonem, a przeto, dla początkowo uczących się do objęcia i zrozumienia za tru- dnem i prawie niepodobnem.

  Tym podobne dzieła mamy i my w języku naszym,

które, będąc tylko do myśli wykładanych autorów stosowne, nie zupełnie zamiarowi książek elementarnych odpowiadają. Piszący książkę elementarną powinien się postawić w stanic widzącego rzecz raz pierwszy i starać się, aby nic więcej najprzód, jak pierwszy rys samej tylko jej istoty zrobić: potem dopiero wziąść powinien przed się szczegóły, ale nie w innym widoku, jak tylko, aby i tych w ogólno- ści dal poznanie, w takim porządku, w którymby, przez wnioski z różnych Dostrzeżeń i uwag wypadające, rzeczy zbyt rozwlekle nie przedstawił, a przeto, nauki swej, za- miast łatwego objaśnienia rzeczy, nie zaćmił.

str 359 ANNEXA.

  Wszakże, chcąc objaśnić komu rzecz jaką, trzebi

mu ją najprzód okazać tak, jak ona pod zmysły podpada. Pierwsze więc przedmiotu pod widok wystawienie, będzie — początkowem tej rzeczy poznaniem, początkowe zaś rzeczy poznanie — elementarnem nazwane być po- winno, a dalsze, uważającego tę rzecz, spostrzeżenia złożą mniej lub więcej obszerny poczet szczegółów, stanowiących rzeczy tej ogól całkowity.

  W ułożeniu dzieła początkowego historyi naturalnej

nie byłoby więc moim zamiarem rozumowanie nad wnio- skami autorów dzieła takowe wydających, owszem, starał- bym się, ile możności, moje z takowych oczyścić, zacho- wując wnioskowanie osobom z powołania zaprzątnionym wykładem książek elementarnych i udzielaniem zdań, od siebie za najgruntowniejsze uznanych.

  Wielka przestrzeli natury obejmuje zbiór rzeczy tak

obszerny, że wyliczanie jej główniejszych podziałów i umie- szczonych w niej ogromniejszych szczegółów okazanie, oraz związku, w którym względem siebie zostają, już jest dosyć wielką, nauką, aby książkę elementarną wypełniła, a dość obszerną, na utrzymanie wzbudzonej w początkującym uczącym się ciekawości.

  Stosownie tedy do tego zdania, w ułożeniu książki,

historyą naturalną elementarnie opisującej, zdaje mi się być potrzebą, cały ogól widocznego jestestwa podzielić na Niebo i na Ziemię.

  Przez Niebo oznacza sie owa nieograniczona prze-

strzeń, napełniona płynem przeźroczystym, w którym osa- dzone są ciała, przez swoje światło jedne — w dzień, drugie w nocy widoczne, tych rozgatunkowanie, względne poło- żenie, bieg i obrót w tej niezmiernej przestrzeni, dosyć uwiadomią, uczyć się poczynającego, o tej, którą nad sobą widzi, cudownej pokrywie, a jeżeli ta wiadomość zaostrzy ciekawość jego, obszerniejszego w astronomicznej nauce czerpać nie zaniedba światła.

  Ziemię, której uczący się jest mieszkańcem, jej po-str 360

ANNEXA.

wierzchnię, na której zawsze patrzy kształt, tegoż odmien- ności, już górzystość, już płaszczyzny formujące, wnętrzny nakoniec ziemi układ — na widok jego wystawić najprzód w ogólnym obrazie należy.

  Z tym go poznawszy, uwagę jego zastanowić wypada

nad częściami, ową powierzchnią, jako też i wnątrz ziemi składującemi, przez okazanie mu istotnych ich odmienności, tak co do koloru, jakoteż co do ich masy. Ta odmienność bowiem oczywista jest co do wzroku, przez różnicę farb, przezroczystość, lub nieprzeźroczystość. Co zaś do dotyka- nia — przez twardość-, miękkość, kruchość, mniejsza lub większa ciągłość, ciężkość i lekkość.

  Wodę, której istoty odmienność wzrok sam okazuje,

czyli ona uważana będzie w znacznych zbiorach stojąca, kiedy niekiedy tylko od wiatrów wzruszona, morzami lub jeziorami nazwana, czyli podróżnym kształtem: w źródłach, strumieniach i rzekach, w ustawicznym ruchu będąca, tu w rozpar niewidzialny, tam w chmurę czarną, ówdzie w deszcz, grad, lub śnik (tak), a w innym razie w lód twardy przekształcona, jako wyobrażenie jedną tylko istotę Okazujące, wystawić potrzeba; nie zapominając jednak, jejże różnych na powierzchni ziemi odbywanych działań, w uści- łaniu różnych warsztwów (taki ziemnych, jako też w przenoszeniu ich z jednego miejsca na drugie widocznych, oiezapominając oraz jej wpływu, do ukształcenia roślin istotnie potrzebnego.

  Dalej, zbliżałaby się uwaga do płodów ziemi orga-

nicznych bez czułości i przeszłoby się wszystkie ich rodzaje, okazawszy niejakie podobieństwo z stworzeniami, prócz organizacji, czułością obdarzonemi, a które na tem miejscu na familie podzielone, w ogólności poznać nie za- niedbałoby się.

  Nakoniec, zdawałoby mi sic być istotną potrzebą, oka-

zać uczącemu się jego własną wartność (tak), a prze- szedłszy w nim cały okrąg ziemi i uważywszy odmienno- ści, którym ród jego podpada, radbym go przekonał o wiel-

str 361 ANNEXA.

kiej i istotnej jego względem innych, do niego poniekąd podobnych, zwierząt, różnicy, gdyż nietylko jak one ruszać się i działać zdoła, nietylko potrzebom swoim dogadza, lecz ma moc rozeznania tych potrzeb swoich, ma nietylko moc i sposobność użytkowania z tych wszystkich rzeczy, któ- remi jest otoczony, lecz jest władnym rządzenia wszyst- kiemi innemi zwierzęty.

  Poznawszy już to wszystko, uczący się początkowo

historyi naturalnej zastanowić się powinien koniecznie nad tem, że on sam, i te wszystkie otaczające go, tak przy- świecającą jakoteż rozsypujące się i przesypujące stwo- rzenia, nie będąc zawsze trwale same z siebie, stać się nie mogły, lecz że musi być jakowaś Istność pierwiastkowa, początkiem i końcem całego jestestwa będąca, która to wszystko odnawia i wszystko w porządku raz na zawsze ustanowionym stale utrzymuje.

  Tę! uznawszy nad siebie doskonalszą i trwalszą, nie-

skończenie uwielbi zapewne, a przekonany, że cała natura i dla jego uszczęśliwienia stworzyła, z wdzięcznością na rozpoznawaniu dziel Jej przestanie, niewdzierając się w te tajemnice, które w składzie Natury chciała mieć przed nim ukryte.

  Taki, dla początkowo uczyć się mającego Historyi

naturalnej, rys zrobiwszy, gdy przez związek rzeczy, już w swoim porządku na widok wystawionych, cały ogół naukowy dla człowieka pojętny obejmę i w małym dziele zamknę, rozumiałbym, iż żądaniu przezacnego Towarzy- stwa dogodzę, względem przedstawienia elementarnej książki historyi naturalnej, a przez takowe, w ciekawym uczniu dosyć żądzy wzbudzę, aby go do nabycia wiadomości fi- zycznych i chimicznych od nauki historyi naturalnej nie- oddzielnych, niezawodnie pociągnęło.

   Ten tedy projekt podaję pod zdanie przezacnego

Zgromadzenia, dopraszając się, abyście go, uczeni mężowie, roztrząsnęli i mnie wasze uwagi w tej materyi podać raczyli.str 362 ANNEXA.

  Historyi naturalnej znacząca znajomość wszystkich

przedmiotów znajdujących się w niezmiernej przestrzeni całego Jestestwa jest umiejętnością tak obszerną, że tylu upłynionych wieków czas nie wystarczył na ukończenie jej: lecz jako za naszych czasów, nowe i przed nami nie- znajome odkrywają się prawdy, tak i potomkowie nasi po- czynią w niej swego czasu nowe wynalazki, które nam nieznajomemi zostają; historya bowiem naturalna jest ró- wnie niezmiernej obszerności umiejętnością, jak jej, dla poznania ludzkiego, prawie nieograniczony przedmiot.

  Doświadczenie przekonywa w samej rzeczy cieka-

wych, że, najpomyślniej utalentowanych kilku nawet osób życie nie wystarcza na ukończenie jednego tylko oddziału tejże historyi i że, najgorliwsi badacze jej, po kilkuletniej pracy, nie wydali na świat — jak tylko zarysy początkowe i to tylko części oddzielnych umiejętności. Wyznać zatem skromność każe, że dzieła dotychczas wydane pod tyt: Historyi naturalnej nie zawierają w sobie ukończonej już całkowitej umiejętności tej, lecz raczej zbiór tylko wiado- mości naszych w historyi naturalnej, pod nasze czasy za najpowszechniej przyjęte uznanych.

  O tych prawdach przekonany, nie myślę wystawić

na widok uczonej publiczności całego zbioru wiadomości, od wszystkich pisarzów historyi naturalnej zgromadzonych. Moje elementarne dzieło byłoby wyjątkiem najistotniej- szych tylko prawd, z tejże umiejętności zebranym, stosownie do objęcia początkowo uczących się i ułożonym w nastę- pującym porządku:

Co to jest historya naturalna? Jej znajomości potrzeba i użyteczność.

Jej przedmioty: O Niebie, t. j. o płynie niezmiernym, obejmującym wszystkie ciała światłe, wystawione nam przed oczy. o słońcu i otaczającym go zbiorze planet.

str 363 ANNEXA.

  O dniu i nocy.
  O czterech porach roku, zaćmieniach etc.
  O księżycu i Jego odmianach.
  O ziemi i jej postaci całkowitej.
  O części jej ciecznej, czyli o morza.
  O przybywaniu i ubywaniu morza.
  O biegu i wirach wód morskich.
  O jeziorach, rzekach i ich czynności.
  O źródłach.
  O płodach wód morskich.
  O płodach wód słodkich.
  O oparczyskach, (?) trzęsawicach, bagnach.
  O kępach i wyspach.
  O części ziemi stałej, czyli o lądzie.
  O górzystości.
  O wulkanach i trzęsieniu ziemi.
  O płodach górzystości, czyli o rzeczach kopalnych i całym

ich dotąd odkrytym zbiorze.

  O płaszczyznach, czyli części najobszerniejszej lądu, służą-

cej na wydawanie płodów roślinnych.

  0 płodach organicznych bez czułości.
  Trawy.
  Zioła.
  Warzywa.
  Krzewy.
  Drzewa.
  Polipy.
  O płodach ziemi organicznych, czułością obdarzonych.
  Owady: Pojedyńczo,
         Podwójno,
         Podwójno krótko,       skrzydlate.
         Podwójno długo,
         Giętko łuskowate,
         Twardo łuskowate,
  Ptaki: Drapieżne,
         Gadatliwe,str 364

ANNEXA.

     Śpiewającą
     Nabłotne,
     Wodno,
     Domowe.
  Robactwo: Pchły, wszy, mole, pająki, stonogi, glisty
           i czołgające się zwierzęta,
  Dwójżywiolne zwierzęta:
     Żółw,
     Wydra,
     Bóbr.
  Czworonogie zwierzęta:
     Całokopytne,
     Raciczne,
     Ogromnej postaci.
     Drapieżne,
     Szkodzące,
     Latające,
     Kolczyste etc.
  O narodzie ludzkim:
     Azyatach,
     Afrykaninach,
     Amerykaninach,
     Europejczykach.
  O Stwórcy i Rządzcy całej Natury,
  Tak rozporządzone dzieło nie bodzie katalogiem na-

zwisk płodów natury, lecz raczej — przystosowanym do pojęcia początkowo uczących się historyi naturalnej dosyć obszernym opisem wszystkich główniejszych jej przedmio- tów, zawiadomieniem o istotniejszych okolicznościach każ- demu rodzajowi towarzyszących, z opuszczeniem szcze- gółów mniej znaczących i samych tylko własności gatun- kowych, tyczących się.

str 365 ANNEXA.

IV.

Myśli ks. Albertrandego z roku 1805, o sposobach wydoskonalenia i zbogacenia ojczystego języka. (Z autografu).

  Pobudki do obmyślenia sposobu wydoskonalenia i zbo-

gacenia ojczystego języka wielka mają z umiejętności, z gorliwości i usilnego rzeczy wyłuszczania, powagę, tem jeszcze pomnożoną, iż takowe pobudki, zawsze, od pierw- szego założenia swego, przytomne Towarzystwu naszemu były.

  Już dawno słyszano na schadzkach naszych, tak pu-

blicznych, jako i prywatnych, że zaprzestać postępku — jest cofać się nazad, a słyszano to pod wyobrażeniem kamienia w górę rzuconego, który, od punktu, gdzie wyżej wznosić się przestaje, poczyna, z przynmożeniem coraz większym pędu, na dół upadać, a przestroga: nil actum reputant, si quid sitperesse agendum, dała się nie w tych naprawdę sło- wach słyszeć, ale w wyjętym z praw Justiniana wyroku Lege XI Codicis: nihil actum crcdimus, dum aliquid addendum superest. Nie mniej wyraźne całego Towarzystwa zdanie zawsze było, iż: z utrzymaniem języka - jego wydo- skonalenie i zbogacenie spojone być powinno. Do- wodem tego są mowy i pisma, usilnie takowe wydoskona- lenie zalecające; dowodem jest, przy układzie książek po- trzebnych, pisać się mających, jednomyślnie uchwalona ustawa, aby przy pierwszym Towarzystwu okazaniu tych dziel, przyłączony był do nich słownik mniej zwyczajnych, lub nowo użytych słów; dowodem jest długi rejestr słów z Illiryckiego języka wybranych, zdatnych aby im pol- ska narodowość była nadana, przez niektórych Członków tego Towarzystwa podany, z zaleceniem, aby, podobnym sposobem, języki pobratyńskie do poboru pociągnione były.str 366 ANNEXA.

Nie możemy zatem nie przyjmować z wdzięcznością, nie wielbić z jednostajną zgodą, że, co raz przyjętą od nas bę- dzie zasadą, za nasze dzieło, za niewzruszone zdanie nasze poczytamy.

  Ale, po uwielbieniu tak pięknych pobudek, zostaje się

zapytanie, bez którego rozwiązalna, ani do wniosków, ani do obrania środków, ku uskutecznieniu tychże wniosków służących, przystąpić nie możemy. A to pytanie jest: czyli księgi pożyteczne stosować się do słownika mają, czy słownik — do ksiąg pożytecznych? To jest, co w przyzwoitym porządku poprzedzać musi: czy ułożenie słownika przed księgami, do oświe- cenia na rodu służącemi? czy księgi takowe, przed wydoskonaleniem słownika? Albo, co na jedno przypada: kiedy zadane Towarzystwu rozwiązanie, iż słów zacnego pisarza użyję, jest: rozszerzać między rodakami użyteczne wiadomości, nauki i umiejętności, przy- czyniać się do udoskonalenia każdej części umysłowego poznania, to znaczy, sprawować udoskonalenie naszego ję- zyka i żali nie wypada raczej: co przyczyną, lub środkiem pisarz nazywa, przemienić w skutek? a co skutkiem być mieni — uznać za przyczynę?

  Nam się zaiste zdaje, iż rzut oka na naszą dawną

i późniejszą literaturę dokładnie to zapytanie rozwiązuje. Nie Harpocratio Lexiconem swoim ukształtował dziesięciu krasomówców Grecyi, ale krasomówcy greccy Harpokra- tionowi nadali, z czogoby słownik swój ułożył. Nie z Phri- nicha uczyli się Ateńczykowie wytwornej onej mowy, którą się pomiędzy innych Greków zaszczycali, nie z Moerisa Atticisty poloru nabrawszy, ona z gminu niewiasta obco- rodność Theophrasta wyśmiała, ale od Ateńczyków Moeris wyuczony, polor ich języka dał światu poznać. Dzieła Pla- tona wielą wiekami poprzedziły słownik Timesa Solisty. Niezliczonemi pisarzami słynęła od dawnego czasu Grecya, nim Julius Pollux dzieło swe pisać przedsięwziął. Chlubił się Rzym z pisarzy w każdym rodzaju najsławniejszych

str 367 ANNEXA.

między którymi dosyć jest wspomnieć: Plauta, Terencyusza, Lukrecyusza, Cicerona, Cezara i Sallustyusza, nim swoje Varro o języku łacińskim napisał księgi, w których jednak wiele niedokładności późniejsi pisarze, jak z Festusa wi- dzieć można, pokazali. Jak wiele pierwszego szeregu pisa- rzów wioska literatura liczyła, nim do ułożenia słownika, delia Onuca nazwanego, przyszło? We Francyi — nie sło- wnik Akademii utworzył wiek Ludwika XIV, ale pisarze tego wieku i powodem i wzorem do utworzenia słowników byli. Pierwszy był Kant i Kanta księgi, a dopiero do sło- wników niemieckich weszły, lub wnijdą użyte od niego i wymyślone wyrazy. Wstrzymuję się od innych obcych przykładów, kiedy własne nasze domowe pokazuje doświad- czenie: jak wiele język nasz z krajowych pisa- rzów korzystał! Spytajmy się tylko zacni koledzy na- szego Linda, jak wiele wyrazów dobitnych, szezeropolskich, weszło do Słownika jego, wyjętych z pisarzów, którzy się przez te ostatnie 50 lat wsławili, to jest, od tej pory, jak makaroniczny styl i nastrzępienie pism łaciną, lub franeuz- skich wyrazów błyskotkami, został wyszydzony? Sam zacny pisarz stwierdza to zdanie, wyznając, iż częstokroć naj- głębsze myśli i postrzeżenia wielkich geniuszów, kryją się nieraz w dziełach ich beż żadnego użytku, poki kto nie znajdzie wyrazu, mogącego zbliżyć one do objęcia czyta- jących. Co samo rzeczom i pismom przed języka wyrazami oczewiście pierwszeństwo przysądza, gdy w rzeczach i pi- smach powód do obmyślenia wyrazów upatruje.

  Przydamy tu jeszcze, iż język może był bardzo wy-

polerowany, bardzo nawet w jednym widoku obfity, a je- dnak bardzo niedoskonały. W polskim języku jest nie- zmierna obfitość słów pieskliwych, zdrobniałych, nadętych, działania odmiany okazujących, niezmierna nawet — do bo- taniki należących, a przytem wielki niedostatek słów, do nauk wyższych, do kunsztów, do wykładu starożytności służących. Te — że utworzyć należy, niemasz żadnej wątpli- wości, ale czy z ksiąg — do słownika mają być przenie-str 368 ANNEXA.

sione, czy z słownika do księgi? To jest zagadnienie, od którego rozwiązanie najwięcej zawisło.

  Mała trudność tu, względem rzeczy, nie podlegających

odmianom, pochodzącym z nowego odkrycia, ale inaczej sądzić należy o naukach, wielkim zmianom, a szperaniom głębszym z wynalazków nowych wynikłym, podlegających. Przenieśmy się myślą wstecz od tej epochy na lat 60. Dajmy, że Towarzystwo naszemu podobne, przedsięwzięło na on czas dzieło tego rodzaju, do którego nas teraz za- chęcają; i z wielką pracą jestestwa porfirowego drzewa, wzajemne stosowności, tajne przymioty, obrzydliwość czczo- sci, słowem, perypatetyckie baśnie, marzenia Deskarta, Bekkera, Walentyna, Paracelsa, Agrippy i tym podobnych pisarzów wymyślne nauki zgromadziwszy, w polską postać oblekli. Czybyśmy dziś, po tylu poprawach, po rylu wy- nalazkach, po odkrytych tak licznych prawdach, pracę tych dawnych przodków naszych wyszydzili? Wszakże, co na 60 lat przed tym czasem stać się mogło, to potkać nas może w lat 60 po czasie teraźniejszym, a nowe światła, nowa praca, nowy rzeczy widok, stawić nas na tym sto- pniu, na którymbyśmy tamtych stawili. Starajmy się więc język nasz wydoskonalić i zbogacić, ale tą drogą sta- rajmy się, którą wieków i narodów dawnych i nowych doświadczenie wskazuje, to jest: przez księgi — do pomnożenia słownika przystępujmy. Komu z nas tajno jest, jaka względem języków przemoc jest używania, któremu, przepisy słowników ustawy gramaty- czne, wyroki najpoważniejszych Akademij, ustępować mu- szą. Używanie zaś przez Słowniki, to jest dzieła do porady tylko służące, nie zaś ciągiem czytane, wprowa- dzone być nie może, kiedy tymczasem, księgi pożytecznych ciekawości pastwa, lub zaprzątnięte źródło nauki, do tego używania nieznacznie wiodą i czytelnika prawie niechcący pociągają.

  Doskonałość języków zawsze obok doskonałości nauk

chodzi, z tą rośnie, z tą się wzmaga, z tą do najwspanial-

str 369 ANNEXA.

szego kresu przychodzi. Ta doskonałość dwojako uważaną być może, raz, jako wynikająca z gładkości i mnóstwa wyrazów jednęż rzecz znaczących, a tę równać możemy: albo z ochędożnym, ale jednym zawsze, mniej, lub więcej przydatnich ozdób mającym odcieniem, albo z mnóstwem drobnej monety, jeden pieniądz złoty zamienić mogącym. Druga doskonałość jest zasadzona na obfitości słów, wystarczająca wszystkich ludzkich wiadomości wyrazić przedmioty. Ta — podobna jest do obfitości na każdą okoli- czność przyzwoitego odzienia, zawsze przystojnego, do mnó- stwa złotych pieniędzy, zamienić się każdego czasu na drobniejszą monetę mogących.

  Obydwóch tych doskonałości rodzajów źródłem są

nie słowniki, ale w narodach na pól dzikich pieśni i powieści, z ust do ust, z pokolenia do pokole- nia, podaniem przechodzące, a w narodach wypo- lerowanych — księgi, przez swoją przyjemność, lub też po- żyteczność, w ręce czytelników wciskające się: tamtej, bo słowniki — użycia onych przyzwoitego niedostatecznie uczą, i tej, bo słów matką iest potrzeba, a potrzeba pierwej księgi onej zabiegająca niż słowniki, skład tylko wymysłów potrzeby zawierające zrodziła, bo ludzkich zna- jomości postępek zwyczajny jest: przez rzeczy — do wyrazów rzeczy udawać się.

  Przezornie zatem i zgodnie z gruntownym swoim

sposobem myślenia postąpiło nasze Towarzystwo, gdy je- den doskonałości rodzaj — przepisom Gramatyki i prawi- dłom zwyczajnym, nawykłych do kształtnego sposobu pi- sania uszom zostawiło, o drugi zaś rodzaj doskonałości troskliwe, postanowiło, aby do każdego dzieła, z przepisu, lub porady jego wychodzić mającego, przyłączany był słownik stosowny do rzeczy, w dziele owym przed- sięwziętej, zawierający wyrazy od pisarza użyte, na nowo dla niedostatku wprowadzone, a powszechnem używaniem jeszcze nie stwierdzone.

  Tak, z pism i dzieł cząstkowe słowniki wynikną,

T0WARZYSTWO WARSZAWSKIE. 24str 370 ANNEXA.

a z słowników cząstkowych ogromniejsze i powszechniej- szo będą utworzone, a tak pisarze ksiąg, ani czasu trawić, ani żywości pisania przytępiać — szukaniem w słowniku wyrazów sobie przepisanych, nie będą. Aby zaś z tej To- warzystwa ustawy pożytek mógł być odniesiony — mało do przydania upatrujemy.

  Ustawy nasze każą dzieła przychodzące pod sąd To-

warzystwa prosto do swojego odsyłać wydziału. Do tego będzie należeć rozważenie, jeśli słowa na nowo użyte wy- rażają z przyzwoitą jasnością rzecz, której w myśli swojej pojęcie, lub wyobrażenie miał pisarz?

  Od tego wydziału idzie słownik do gramatyków, to

jest, tych, którzy polskiego języka biegłość szczególniejszą mają, aby oni osądzili, jeśli w etymologii, w składzie, w złą- czeniu, w zakończeniu, nie znajdzie się co przeciwnego ge- niuszowi języka polskiego, a zatym poprawy potrzebującego?

  Może jeszcze iść ten słownik do wydziału języków

rodu słowiańskiego, aby do niego należący rozważyli, czyby w językach słowiańskiego rodu obcych krain nie znajdował się wyraz, dokładnie, rzeczy, o której wykład chodzi, służący, a do naszego języka przenieść się mogący? Tak poprawiony słownik idzie jeszcze pod rozwagę Towarzystwa zgroma- dzonego.

  To wszystko wykonawszy, nie zostaje — jak tylko

sankcyą — iż tak rzekę — czyli upoważnienie obmyślać słowom nowo użytym i w używanie je pospolite wprowa- dzić, do czego najprostszy sposób jest: takowe cząstki sło- wnika przesyłać do Akademij i szkół główniejszych kraju. Z jednostajności, lub większości zdań, wymknęłoby i przy- jęcie słów i obowiązek rozkrzewienia Ożycia ich stałby się własny tychże Akademij, w tym, nie już Towarzystwa dzieło, ale swoje własne, upatrujących. Przenikniony gorli- wością o pomnożenie chwały narodowej umysł zacnych kolegów wskazał mi sposoby do osiągnięcia zamiaru zbo- gacenia ojczystego języka przydatnego, a jak nam się

str 371 ANNEXA.

zdaje, bardzo z chęci szacowne, ale w skutku mało te za- mysły wspierające.

  A naprzód  zaleca utworzenie składu szczególnego

osób, tą się pracą zaprzątających. Iż pominiemy trudności, z okoliczności mieszkania, zaprzątnienia osobistego i t. p. zgromadzeniu się takowych osób przeciwnych, — takowe utworzenie za niepodobne do wykonania, a przynajmniej cale daremne, poczytamy. Skład takowy, aby w pracach swych był użyteczny, musiałby z osób być złożony, ency- klopedyczną naukę posiadających. Każda w nim powinnaby mieć niepospolitą biegłość w matematyce, w fizyce, w me- tafizyce, w chemii, w lekarskiej sztuce, słowem, we wszyst- kich naukach, od naszego Towarzystwa objętych, co, kiedy być nie może, przy roztrząsaniu słów chemicznych — po- ziewałby matematyk, wierszopis, krasomówca, geograf, eko- nomik, prawnik; przy rozwiązaniu krasomówczego lub ry- motwórczego słowa — i chimik, matematyk i lekarz snemby umorzeni zostali. Słowem, znudziłaby takowa robota wszyst- kich, albo, przy zupełnej bezczynności większej części w ta- kowy skład wchodzących, zwaliłby się cały ciężar na po- jedyncze osoby, szczególniej w nauce, pod rozstrzygnienie podpadającej ćwiczone; a to coś jest innego, jak od każdego wydziału szukać oświecenia względem słownika, naukom poszczególnym służącego, co nasze już obwarowały ustawy. Przydamy tu jeszcze, iż oczekiwanie słownika tego, ledwie w przeciągu pokolenia ułożonym być mogącego, wszystkich, i co się już podjęli i co na potym podjąć się mogą, pisa- rzów, chwalebne wstrzyma zapędy.

  Ale skład ten, umyślnie ustanowiony, nie będzie wy-

najdywał słowa z powziętej poprzednio przez się wiadomości rzeczy, ale — słowa, z ksiąg, od obcych pisarzów wyda- nych, zebrawszy one, w polską postać przemieni. Przezorna myśl, ale nieprzezwyciężonym trudnościom podlegająca.

  Więc potrzeba będzie, aby wchodzący w ten skład

mieli dokładną znajomość języków łacińskich, francuskich, niemieckich, angielskich, iż innych nie wspomniemy, gdyż

24*str 372 ANNEXA.

w tych językach pisarze są najwyborniejsi, przez których do wysokiego doskonałości stopnia przyszły w tym wieku nauki. Tego się spodziewać nawet samo doświadczenie za- kazuje. Przytym, zwyczajna w języku biegłość małoby po- żytku przyniosła, ponieważ wiadomości rzeczy przez się nie nadaje, a tak, dla większej części osób, w takowym składzie umieszczonych, jedne nauki — dla jednych, dru- gie — dla drugich będąc tajemnicą, pracy ich nie mogłyby stać się przedmiotem, ale tych tylko, którzy się tą nauką szczególnie zaprzątną, a to, bez nowego składu, w własnym wydziale, jak chcą ustawy nasze, może być wy koi innem.

  Drugi sposób, nie tak ukształcenia, jako raczej rozpo-

wszechnienia terminologii, od zacnego kolegi podany, przez wydawanie dziennika, do tego dzieła stosownego i wprowadzenie korespondencyi z publicznością, zdaje nam się nie dosięgać zamiaru. Zdanie nasze gruntuje się na oschłości takowego dziennika, w którego czytaniu, ani praca wdzięku, ani ciekawość powabu nie znajduje. O powodze- niu takowego Dziennika łatwo z losu innych dzienni- ków, pamiętników i t. p. czasowych pism, wróżyć można, zwłaszcza, iżby połowa rodzaju ludzkiego odczytania onego odsunioną była, a z drugiej połowy — ledwie tysiączny słów rozbiorem, ważeniem, osądzeniem, zaprzątnąćby się przedsięwziął. Bez zuchwalstwa spodziewać się nie można, aby takowego dziennika 200 egzemplarzy wydać miano. Z tych, w otchłań wiecznej niepamięci najmniej 180 wpa- dnie. Dajmy, że z pozostałych 20, większa część będzie powodem do otworzenia korespondencyi. I cóż się z tako- wej wspólności porozumienia nawiąże? Listy, któremi za- rzuceni będziemy, przełożą nam zdania osób pojedynczych, prywatnych, nie więcej od nas powagi, nie więcej wpływu na opinię publiczną mających. Te zdania bezwątpliwie różne od siebie, a częstokroć przeciwne będą. Weźmiemyż je pod kredę, czyli też na szalę? Któż nas do tego upo- ważnił, a publiczność będzież tak powolną, aby głowę spokojnie pod nasze wyroki skłoniła? Tymczasem, my, znu-

str 373 ANNEXA.

dzeni czczą korespondencyą, roztargani pracą objaśnień, odpowiedzi, replik, wprawieni w potrzebę sporów i między sobą i z obcemi, czas tyrać będziemy, któregobyśmy da- leko lepiej, stosownie do zamiarów naszych i obietnic pu- bliczności danych, użyć potrafili.

  Nie większa jest skuteczność trzeciego, w tem piśmie

wspomnianego, sposobu, wydoskonalenia języka naszego przez wysłanie jednej, lub kilku osób, do pobratyńskich narodów, używaniem słowiańskiego, lub wyrostek słowiań- skiego, języka zaleconych. Nie wspominamy, iż są rządy, którym takowy krok byłby podejrzliwy, a może i sprawiedliwie byłyby onemu przeciwne. I dokądżeto tych naszych pełnomocników wyprawiemy? Do Wagryi, Ditmar- syi, Meklemburga, Pomorskiej ziemi, Luzacyi, Śląska, Czech, Morawy, Windischmarku, Karnioli, Sklawonii, Kroacyi, Dal- macyi, Raguzy i t. p. do miejsc, w których, język rodowity, pierwiastkowo słowiański, od współmieszkańców, lub sąsia- dów: Niemców, Turków, Greków,Włochów, wielce jest ska- żony. Za tym nasz posłaniec, strawiwszy czas długi, może lat kilka, na rozpoznanie rodowitego języka krainy, będzie się jeszcze musiał uczyć zagranicznych sąsiedzkich, aby nam Tureckiego, lub Węgierskiego, i tym podobnych języ- ków, wyrazów za słowiańskie nie podał, tak, jak się naszym niektórym krajowym pisarzom przytrafiło, którzy, za sta- ropolskiemi upędzając się słowami, z niemieckiego po pol- sku przebrane podsunęli, jako to: foldrować, zamiast instygować. Takby się w podobnym zamiarze do Polski przyjeżdżającemu Czechowi przytrafić mogło, mniemając, iż tureckie słowa: kary, imbryk, filiżanka ze sło- wiańskiego źródła wytrysnęły.

  Takowa więc podróż i bardzo kosztowna i przecią-

glejsza od Odyssei nie więcej nam przyniosłaby poży- tku, jak kiedy pomiernym kosztem sprowadzimy różnych słowiańskich narodów słowniki, gramatyki i dzieła wybrane, jedne oryginalne, drugie tłómaczone potoczną mową i wier- szem pisane, zwłaszcza że i rozesłańcy nasi na tym prze-str 374 ANNEXA.

staćby musieli, gdyż pamięć ich, jakkolwiek szczęśliwa, ogarnąć wszystkiego nie może i roztropność nie pozwala na los zdarzeń tak kosztowne zbiory puszczać. Wielką po- moc do tego znajdziemy: już w księgach kościelnych, w kra- jach naszych, od Ruskiego duchowieństwa użytych, już w dostatku wszelkiego rodzaju ksiąg, z którego się sąsie- dzcy Rosyanie chlubią:

  Nasze zatym zdanie jest:
  Usilnie starać się, nie tylko o utrzymanie, ale też

o wydoskonalenie i wzbogacenie języka na- szego, gdyż to nieustanną jest Towarzystwa naszego po- winnością, ściśle z jestestwem jego spojoną. To za grunt założywszy:

  1. Zestawić rzeczy w ustanowionym raz porządku,

przez odsyłanie dzieł przychodzących do przyzwoitego wy- działu, jednego, — jeśli proste są; składanego, — gdy do ró- żnych nauk należą.

  2. Utrzymać w całości włożony na przysyłających

pisma obowiązek — przyłączania do nich słownika, który, w wydziale, spoinie z pisarzem, co do znaczenia, co do składu, osobno od gramatyków rozstrząśniony będzie.

  3. Słowniki, tak przyjęte, Towarzystwu zgromadzo-

nemu przekładać, aby ponowionym rozstrząśnieniem wy- doskonalone i utwierdzone zostały.

  4. Słowa dotąd nieużywane, na nowo wprowadzić się

mające, od Towarzystwa do Akademii, lub głównych szkól krajowych będą przesyłane, dla zasiągnienia ich zdania, a następnie rozkrzewienia ich użycia.

  5. Można też tymczasem wybranym z wydziałów, lub

uproszonym osobom, każdej, podług nauki, do której naj- bardziej się przykłada, polecić: wybranie słów technicznych już użytych w rozmaitych księgach, albo z prywatnej Ochoty, albo z przepisu Komisyi edukacyjnej wydanych: Fizyki Rogalińskiego, Fizyki, Geometryi, Algebry etc. dla szkól niegdyś narodowych, Fizyki chymicznej Ks. Osiń- skiego, Logiki Kondillaka, tłómaczonej przez Jana Znoskę

str 375 ANNEXA.

i tym podobne, które, wybrane z przyłączonym znacze- niem w obcych językach, rozstrząśnione w właściwych wydziałach, przejrzane od gramatyków, do rozwagi wy- działu języków słowiańskich odesłane, Towarzystwu oka- zane, a jeśliby odmianie jakiej podpadały, do dalszego roz- trząśnienia Akademiom, lub szkołom główniejszym, prze- siane będą,

  6. Z ksiąg, słowników, gramatyk słowiańskich, illiry-

ckich, kroackich, dalmackich, raguzańskich, czeskich, ro- syjskich, wybrane być mogą słowa godne przysposobienia i te przedłożone Towarzystwu, które o nich stanowić będzie.

  7. Może być komu polecone wybranie z wielkiego

Wokabularza francuskiego, lub z Encyklopedyi, słów zwy- czajnego używania, prawego wyrazu polskiego nie mają- cych, z przydaniem wykładu i wynalezionego prawo-pol- skiego znaczenia, poddając to dzieło pod sąd Towarzystwa. 8. Domyśleć się łatwo można, iż rzeczą jest istotnie potrzebną, sprowadzić jak najlepsze słowniki języków od słowiańskiego pochodzących, a dziś w używaniu będących, także księgi, w tychże językach, w rozmaitych materyach, tak oryginalne, jako i tlómaczone, mianowicie z autorów powszechnie znajomych.

V.

Myśli ks. Staszica z r.1805, o książkach najpożyteczniejszych. (Z autografu).

  Głos mój szczególnie zwracam do zacnych kolegów

Wydziału pięknych nauk. Ich wzywam, aby liczniej zbierać się raczyli na swoje oznaczone posiedzenia. Wy- dział I i II już posiedzenia swoje uporządkowane zatru- dnił. Już zbiera niektóre prace. Przeciwnie, Wydział pię-str 376 ANNEXA.

knych nauk nietylko nic jeszcze nie rozpoczął, ale nawet rzadko się w liczbie potrzebnej gromadzi.

  Przecież on to w swoich pracach mógłby stać się

najużyteczniejszym, a z swoich prac oglądać najprędsze w Narodzie postępy. Celem naszego Zgromadzenia jest za- chowanie i doskonalenie języka, zachowanie narodowej sławy, narodowych dziel i cnót naszych przodków pa- mięci.

  Do tego celu więcej od Wydziału II i III przyczynić

się może Wydział literatury. Niechaj tylko nie za- pomina: że tamte dwa wydziały w swoich pracach mają pomoc z prac zagranicznych; bo w umiejętnościach i obce narody pracują wspołem dla światła wszystkich ludów. Tej pomocy niema Wydział literatury. On tylko z swoich prac własnych może współziemianom wydawać użytki.

  Tamte dwa wydziały, trzymając postęp umiejętności

swego narodu w równej mierze z innemi europejskimi na- rody, mogą tylko oświecać, mogą do dalszego światła i zna- czenia go prowadzić. Wydział zaś literatury nietylko potrafi Narodowi w następnym oświecaniu go, z tamtemi wydziały czynić równe przysługi, ale nadto, on tylko je- den ma tę moc, on tylko jeden obejmuje te nauki, które dawają ludom nieśmiertelność, które narodu język mogą zachować, uświetnić, uwiecznić go mogą; przeszłe jego istnienie połączyć jeszcze z jego następnem jestestwem. On może naszych przodków nauki, światło, jednoczyć z przyszłych wieków naukami i światłem.

  To dopełni, kiedy się pilnie zajmie i zechce nieodstę-

pnie szukać i obmyślać sposoby do wykonania nastę- pnych myśli, do wygotować Narodowi dziel kilku. Język nasz tak piękny, tak zwięzły, posiadający ra- zem, czego niema z współczesnych żaden, i wielką har- monią, krótką, a silną moc wyrazów, język ten, z euro- pejskich języków, w swoim duchu, w swoim składzie, zbliża się najwięcej do doskonałych języków starożytnych:

str 377 ANNEXA.

łacińskiego, greckiego. Dosyć już wydoskonalony, aby po- siadał dokładną elementarną gramatykę. Tej dotąd nie mamy, chociaż posiadamy bardzo stosowną już gra- matykę filozoficzną.

  Jest to od cudzoziemców wyrzutem dla nas zbyt ko-

rzącym, aby go niewypadało starać się uczynić płonnym. To jest pierwsze dzieło, które, jakby wygotować? raczy się Zgromadzenie, a szczególniej Wydział literatury, za- trudnić.

  Słyszałem, że dawniej, tak potrzebną pracą przyrze-

kli się zająć uczeni: J. X. Kamieński i J. X. Kopczyński. Zechce przeto Wydział dochodzić, czyli dzieło to jest w ro- bocie i czyli będzie dokończone pewnie. Zechce usilnie u tych pracowitych kolegów dopraszać się, aby raczyli bez zawodu w tem zaspokoić troskliwość Zgromadzenia. Jeżeliby zaś dla innych prac i zatrudnień ci koledzy wymawiali się od tej pracy, Wydział starać się będzie, czyli z tutejszych Zgromadzeń osób nie podejmie się kto inny? lub zgłosi się do członków w innych krajach mie- szkających. Ja sądziłbym, że dzieło takie doskonałe, wy- szłoby z rąk szacownego y w językach biegłego kolegi naszego Kaulfussa. I przeto, gdy tu nie mieliśmy pewności o tej pracy, radziłbym, aby Wydział obmyślił sposoby, jakby do tej pracy skłonić tego zacnego kolegę? Ktokol- wiek zaś pracy tej podjąć się raczy, zobowiąże go Wy* dział, aby tę gramatykę swoją Wydziałowi, przed druko- waniem jej, pod uwagę poddał.

  Drugie dzieło, koniecznie potrzebne, a o braku któ-

rego ogólnie daje się słyszeć wszystkich dobrych ojców wyrzekanie, jest zbiór doskonałej historyi narodo- wej. W tym gatunku mamy tylko jedno dziełko księdza Wagi. Lecz to jest zbyt krótkie, oschle. Pisane, kiedy je- szcze Narodu jestestwo trwało.

  Więc mogło być wówczas dostateczne, ale po usta-

niu bytu tegoż Narodu, musi koniecznie być niedokładne. Bo pisarz dziejów narodu trwającego i pisarz dziejów na-str 378 ANNEXA.

rodu już upadłego,są na niezmiernie różnych od siebie punktach, z których im ten Naród uważać wypada. Ta- kich dwóch pisarzów nagarniać powinny wcale różne czu- cia, różne uwagi, różny duch.

  Dziś pisany zbiór dziejów naszego rodu, trzeba, aby

w takim Składzie, z taką sztuką, z taką wymową, w tym celu był robiony, żeby się stał narzędziem, któreby, roz- wijające sic pierwsze władze umysłowe w polskich dzie- jach, umiały zachwycać; wcześnie na nich piętnować to czucie, tę pamięć, jakich oni ojców synami? Aby każdy miody, czytaniem dziel swych ojców, nabierał dla nich i dla siebie szacunku, czul zaszczyt w Polaka imieniu. Inaczej, schybiony cel, dzieło niepotrzebne, osobliwie, gdyby to czytanie dziejów, zamiast ożywienia, miało paraliżyć młodego serce, miało tchnąć w nie zimną obojętność, albo też wcale swych przodków wzgardę. Dla osiągnienia więc w czytających podobnego skutku, trzeba, aby piszący na- sze dzieje, pisał je w podobnym duchu.

  Trzecie dzieło nam jest potrzebne, a o którym już

lat kilka myśl moją Zgromadzeniu przekładam, kilkakro- tnie powtarzam i coraz więcej pragnę, aby mogła być uiszczoną, im więcej czuję, że są w niej wielkie, a z ce- lem naszym zgodne, dla narodu użytki. To jest: aby, prze- biegłszy całą historyą narodową, zebrać główniejsze czyny obywatelskie, bohaterskie, lub nadzwyczajne cnoty, bądź publiczne, bądź nawet partykularne. Te, w liczbie, jaka ze zbioru wypadnie, ułożyć porządkiem, a każdego czynu treść opisawszy, podać publiczności, z wezwaniem narodo- wych wierszopisów, aby każdy wybrał jeden, lub więcej z tych czynów i opisał go wierszem, na wzór pism za- cnego kolegi Woronicza, lub nąkształt dumy Żółkiew- skiego. Takie śpiewy napisane, powinny być przesiane Zgromadzeniu. Które zostaną przyjęte, pójdą w poczet drukować się mających. Które jeszcze Zgromadzenie uzna za niedokładne, tych doskonalszego opisu będzie gazetą wzywać krajowych wierszopisów.

str 379 ANNEXA.

  Gdy tak już całe główniejsze dzieje będziemy mieli

w śpiewach, należy do nich przy każdej pieśni dołączyć muzykę i kopersztych. Tym sposobem, przedstawi- libyśmy narodowe dzieła z całym ochwyceniem umysłów nawet ojcom i matkom obojętnych.

  Ułożenie w tym sposobie, krótkie, bo może w 50 albo

w 100 śpiewach, dzieł narodowych, tem bardziej radzę, tem usilniej wzywam Wydział do zajęcia się tą myślą, jakiby wynalazł sposób do jej uiszczenia, im więcej, uważając nasz nieszczęsny naród, widzę w jego upadku, że ta płeć, która we wszystkich innych narodach najwięcej czuje, zapala do cnót obywatel- skich, która we wszystkich upadłych naro- dach najdłużej zachowywała umysł naro- dowy, że te matki, które najpierwej karmić i kształcić będą ciało i duszę młodych dzieci, tych ostatnich szczątków nadziei rodu na- szego; — te, u nas, najmniej narodowego umy- słu mają. Obojętne, myśleć nie umiejące, idą gn uśnie zawlasnem samolubstwem, zawisłe zupełnie, nie od rozwagi, ale całkiem — od zmy- słów. Trzeba nam więc szukać sposobów, jakby je ująć przez własną ich słabość, jakby własnych ich zmysłów ochwycaniem napro- wadzać je do tego, aby gadając, czytając, śpiewając, grając, okazywały nieustannie swoim dzieciom ich przodków dzieje, aby w swych zabawach nawet, były zawsze pol- skich dzieci matkami, nie macochy.

  To jest trzecie dzieło, koło którego zatrudniać się

radzę Wydziałowi. Do muzyki i kopersztychów zrobienia łatwiej, potem podam sposoby. Teraz tylko wzywam, aby raczył wezwać, lub z obcych, lub z siebie, pewne osoby, któreby wyborem takich główniejszych dzieł historyi za- trudniły się i wydziałowi podały.

  Czwarte dziełko, również do ułożenia łatwe, a bar-str 380

ANNEXA.

dzo użyteczne jest następujące: Mamy już w literaturze polskiej w każdym rodzaju i gatunku pisma i wiersze, mamy liczne śpiewy, sielanki, eglogi, elegie, mamy epi- gramata, satyry, bajki; mamy romanse, komedye i swoje i tłumaczone, mamy tragedye, mamy poemata, bądź na- rodowe, bądź obce, zgoła, nieznani rodzaju literatury, w któ- rymbyśmy już nie mieli albo własnych plonów, albo ob- eych tłumaczeń. Radzę przeto, aby się wydział chciał za- trudnić wyszukaniem takich osób, któreby się zajęły uło- żeniem, w dwóch lub trzech tomikach, dzieł literatury polskiej.

  Wzorem służyć może Laharpe. Niech w tem dziele

każdego gatunku literatury znajduje się krótki opis i za- raz w tym rodzaju przytoczony, umiejętnie robiony, wy- bór z naszych pisarzów. Do pierwszego już znaj- dzie piszący gotową materyą w Laharpe i w L'abbé Bateux. Do robienia zaś wyboru z naszych pisarzów — trzeba mu tylko czytania i dobrego gustu.

  Dzieło to, nietylko rozszerzyłoby w narodzie jaśniej-

sze wyobrażenie różnych gatunków literatury, ale nadto, dałoby gust przywiązania do języka; ukazałoby jego pię- kność, przyjemność, harmonią, moc; upowszechniłoby wię- cej obeznanie się z wyborniejszemi pisarzami literatury polskiej, wystawiałoby z nich te rzadsze, doskonalsze ich płody, które dziś, w wielkiem mnóstwie, bez braku giną i z czasem mogą zupełnie pójść w zapomnienie.

  Bezwątpienia, dzieło takie byłoby w Narodzie bardzo

przyjemne, niosłoby pisarzowi honor i użytek. Ja zaś, je- dynie z jego pożytku, w celu naszym upatruję wielkie skutki, w zachęceniu rodaków do swej literatury i do swego języka.

  Nakoniec podaję i polecam uwadze Wydziału zbiór

i opis medalów na rodowych. To dzieło już mamy dokończone i zapewne doskonale, bo je odbierzemy z ręki najbieglejszego z współczesnych, Szanownego Prezesa. Przy-

str 381

ANNEXA.

łączam tylko jedne myśl: aby starać się, żeby przynaj- mniej znaczniejsze z tych medalów były sztychowane.

  Wzory ich znajdują się częścią u panów Potockich,

częścią u ks. Stanisława Poniatowskiego. Piątna medalów polskich, będących w gabinecie Wiedeńskim, znajdują się w Puławach.

  Reszta, którejby jeszcze brakło, mogłaby się znaleźć

w zbiorze medalów w Paryżu. Z nich dostać znamiona — łatwą bym miał drogę, przez uczonego Denon.

  Niech więc Wydział uprosi Prezesa, aby raczył po-

dać liczbę tych medalów, któreby warte były sztychowa- nia. Z takich podanych piątna, które znajdować się będą w Puławach, lub u ks. Stan. Poniatowskiego, lub w domu panów Potockich, podejmuje się dostawić Szanowny kolega Stanisław Potocki. Nawet do poniesienia kosztu wyszty- chowań tych medalów raczył się oświadczyć.

  Z tych więc wszystkich powodów wzywam współ-

kolegów Wydziału tego, aby raczyli niezawodnie liczniej zbierać się na następne posiedzenia, aby raczyli zatrudnić się obmyślaniem sposobów, jakby te wspomnione dzieła narodowi wygotować. Staszic.

VI.

Plan Wincentego hr. Krasińskiego z roku 1805 w przedmiocie ułożenia Dykcyonarza geogr.-historycznego. (Z autografu).

  «Każde miasto, i wieś prawie, winny być opisane rzę

dem alfabetycznym, tym sposobem:

  Początek nazwiska.
  Imiona właścicieli.
  Godniejsze rzeczy do widzenia.
  Godniejsze czyny tam zdziałane.str 382

ANNEXA.

  Przypadki.
  Bitwy.
  Przebywanie wielkich ludzi.
  Nadgrobki.
  Słowem, co tylko może Polaka interesować we wła-

snym kraju.

  «Podając ten plan, ośmielam się ofiarować sto duka-

tów pensyi działaczowi. Od momentu, gdy pierwszy tom poszedłby pod sąd Zgromadzenia, godnym nagrody sądzo- nym będzie. Później, autor winien będzie pracę swą w pół roku przesłać Towarzystwu, by te mogło być pewnym, iż na wzór innych nie będzie zaczętym, by skończonym nie było, by po pięknym prospekcie, to dzieło, prawie przed urodzeniem, jeśli to być może, nie zniszczało». Krasiński.

VII.

Organizacja Działu filozoficzno-matematycznego według uchwały z 3 stycznia 1805.

I.

Cel i podział prac Działu.

  1. Celem wzmiankowanych Działów jest pracować

nad rozszerzeniem Nauk w języku ojczystym, nad oświe- caniem współrodaków, nad ułatwianiem im środków do nabycia tychże. Aby zaś praca takowa porządnie odby- wać się mogła i wzmiankowanemu celowi zadosyć się, stało, Dział niniejszy rozkłada się na trzy Poddziały, to jest: Pierwszy, nauk fizycznych, drugi, nauk mate- matycznych, trzeci — filozofii.

  2. Każdy z tych poddziałów mieć będzie swoje części,

czyli gałęzie, to zaś dla tego, iżby Członki, niekoniecznie nad ogółem Nauki, lecz nad jedną w szczególności jej cząstką, którą sobie wybiorą, pożytecznie pracować mogły.

str 383 ANNEXA.


  3. Co się tycze rozkładu Poddziałów:
     a) Poddział nauk fizycznych. Rozmaite
  kształty, pod któremi ciała, ich skutki i fenomena
  w Przyrodzeniu, wystawują się oczom naszym, dały
  początek różnym gatunkom i odnogom wiadomościów:
  te, w miarę postępu światła, rozmnażały się i nakształt
  bujnego drzewa w nowe rozrastały się galerie. Ogół
  takowych wiadomości daje nam trzy celniejsze, a to
  wielkie podziały, pod imieniem fizyki, chemii i histo-
  ryi naturalnej.
  
  Pierwszy dzieli się na fizykę     ciał stałych,
                                    ciał płynnych
                                       i ciekłych,
                                    nieba.
  Chimia podziela się na chimię     ciał kopalnych,
                                    ciał zwierzęcych,
                                    ciał roślinnych.
                           

Historya naturalna dzieli się na roślinopismo,

                                    kopalniopismo,
                                    zwierzętopismo.
  Do podziału nauk fizycznych należy: nauka le-

karska, ze wszystkiemi swemi częściami, tudzież:

  Meteorologia,
  Kosmografia.
  b) Podział nauk matematycznych i fi-

zyczno-matematycznych obejmuje następu- jące umiejętności:

  Arytmetykę,
  Algebrę,
  Geometryę elementarną,
  Wyższą matematykę,
  Mechaniczne, optyczne i astronomiczne umie-

jętności,

  Sztuki fizyczno-matematyczne.
  c) Do podziału filozofii należeć będą: fi-str 384

ANNEXA.

  lozofia spekulacyjna, filozofia moralna, edukacya, pra-
  wodawstwo i ekonomia polityczna.
  4. Każdy z członków przytomnych i nieprzytomnych

wezwany jest od Działu swego do obrania sobie którego- kolwiek v. przedmiotów wymienionych i przyniesienia po pewnym przeciągu czasu owocu prac swoich pod rozwagę Działu, stosownie do § 1, p. 4 i § 11, p. 8 i 9.

§ II.

  Posiedzenia Działu i porządek w obradowaniu.
  1. Posiedzenia Działu zwyczajne będą dwa razy na

miesiąc, to jest dnia 12 i 24 każdego miesiąca, o godzinie 3 i 1/2 popołudniu, w miejscu, które Dział za najdogodniej- sze uzna.

  2. Każde posiedzenie odbywać się będzie trybem wska-

zanym (w punktach 20, 21, 22 i 23 § III Ustaw Ogólnych) z tą różnicą (punkt 20, lit. a), że przytomne na posiedze- niach Członki imiona własną ręką zapisywać będą w Dzien- niku, umyślnie na to przez sekret. Działu sporządzonym.

  3. Przed ogłoszeniem publicznego posiedzenia na dzia-

łowem, członki, które wygotują materye, aby były publi- cznie czytanemi, one pierwej na miesiąc do Działu przy- niosą i chęć swoją w tej mierze oświadczą.

  4. Również na kilka tygodni przed posiedzeniem pu-

blicznem, Członki ułożą, lub przyniosą na posiedzenie Działu, zagadnienia, jakie do nadgrody przeznaczone być mają (stos. do art. 25, lit. b, § III Ustaw).

  5. Na posiedzeniach zwyczajnych Dział rozstrząsać

będzie:

     a) Prace i pisma swych Członków, tudzież dzieła,
  które pod sąd jego przyniesione będą.
     b) Stosownie do § III punktu 26, lit. c, aby Dział
  był w stanie zasięgać wiadomości, jaki postępek czy-
  nią należące do niego nauki, tak w kraju, jako i za
  granicą, jakie w każdym rodzaju wychodzą najlep-

str 385 ANNEXA.

  sze dzieła, obmyśli na swych posiedzeniach sposoby
  opatrzenia się w też dzieła i pisma peryodyczne.
     c) Każdy Podział wybierze z grona swego je-
  dnę lub dwie osoby za korespondentów, do utrzymy-
  wania listownych związków z krajowemi i zagrani-
  cznemi.
     General Chlebowski obowiązuje się utrzymywać

korespondencye w Państwie Niemieckiem.

§ III.

Urzędnicy Działu i ich obowiązki

  1. Dział mieć będzie Prezesa i Sekretarza.
  2. Urząd Prezesa trwać będzie przez rok.
  3. Wybór Prezesa następować będzie kolejno z każ-

dego Poddziału.

  4. W przypadku słabości lub niebytności Prezesa,

urząd i obowiązki jego zastąpi najstarszy wiekiem.

  5. Obowiązki Prezesa Działu będą następujące:
     a) Prezydować i mieć pierwszeństwo w zaga-
  jeniu rzeczy.
     b) Rozwagę przychodzących materyj raz tylko
  do pierwszego posiedzenia odłożyć, dla dokładniej-
  szego roztrząśnienia.
     c) Odłożyć lub przyspieszyć posiedzenia zwy-
  czajne, zwołać nadzwyczajne.
     d) Zdać Towarzystwu sprawę przy końcu swego
  urzędowania z prac w ciągu roku dokonanych, lub
  przedsięwziętych tylko w jego Dziale.
     e) Przyjęte prace przez Członków swego Działu
  na ogólnem posiedzeniu Towarzystwa przedstawić
     f) O wygotowanych dziełach przez Członków
  działu swego Zgromadzeniu donosie.
     g) Równość kresek w przypadku rozwiązywać.
     h) We wszystkich rzeczach, wymagających dzia-
  łowego rozstrzaśnienia, we wszystkich potocznych wy-

25 TOWARZYSTWO WARSZAWSKIE.str 386 ANNEXA.

  darzeniach, tyczących się Działu, wyznaczać osoby
  do zdania sprawy.
  5. Obowiązki Sekretarza Działu w niczem się różnić

nie będą od obowiązków Sekretarza Towarzystwa (w § IV, p. 29 zawartych).

  6. Wprzód, nim Biblioteka Towarzystwa założoną i bi-

bliotekarz ustanowionym będzie, książki Działowe pod bez- pośrednim dozorem Prezesa zostawiać będą.

§ IV.

Rozwaga pism do Działu odesłanych.

  1. Dział w rozwadze powierzonego mu pisma postę-

pować będzie według opisu wyrażonego w § VI, punkt 51, lit a, b, f i 52 pod lit. a i b.

  2. Dział daje swoje zdanie względem rozpraw, dla

których Towarzystwo nagrodę przyrzekło.

  3. Tudzież względem pism, któreby kosztem Towa-

rzystwa być drukowanemi były warte. Organizacyę niniejszą pod sąd Działu oddają wyzna- czeni do jej napisania:

  H. Krusiński.
  B. Szulecki.
  Działo się d. 12 lutego 1805. Na posiedzeniu Działów

fizycznego i matematycznego.

  Organizacya ta potwierdzoną została na sesyi d. 17

marca 1805 r.

Ludwik Osiński, sekretarz. str 387 ANNEXA.

VIII.

29 lipca 1805 H. Stroynowski, rektor Uniw. Wileńskiego do X. Bisk. Albertrandego.

  Jaśnie Wny Mości Dobrodzieju!
  Akademie i Towarzystwa uczonych ludzi, chwalebnym

zwyczajem, przez zadania publiczne do nagrody podawane, nietylko skutecznie przykładają się do wydoskonalenia umiejętności, lecz wezwaniem swojem, szlachetną pobudka, częstokroć podają zdolnościom rzadkim sposobność do spró- bowania ich sil i do oddania publicznemu użytkowi, co szczególna praca, uwaga i postrzeżenia, każdego nauczyły. Tym sposobem, często niepospolite talentu z zacisza głębo- kiego do spólnej pracy dla powszechnego oświecenia wydo- byte, wiekopomną pamiątkę w Rzplitej literackiej zostawiły.

  Imperatorski Uniw. Wileński temi uwagami powodo-

wany na publicznem posiedzeniu d. 28 czerwca 1805 r. zada- nia do nagrody ogłosił, które, przesyłając Prezesowi Towarzy- stwa Przyjaciół Nauk Warsz. składa ich dwa egzempla- rze, w francuskim i polskim języku, w ręce JW. W. M. P. Dobr. jako Prezydenta tego uczonego Towarzystwa. Co w imieniu Uniwersytetu dopełniając, mam honor osobisty mój szacunek dla osoby JW. WP. D. wyrazić i zostawać.

  Jaśnie W. W. M. Pana Dobr. Najniższym sługą.

H. Stroynowski, rektor Uniw. Wil.

  Dnia 29 lipca v. s. 1805.

Wilno.

IX.

S. Żychliński do Prezesa Towarzystwa Przyjaciół Nauk.

  Jaśnie Wielm. Mości Dobrodzieju!
  Mam honor JWP. Dobr. mojemu ofiarować tomik Ro-

czników Towarzystwa ekonomicznego, którego jestem cen-

25*str 388 ANNEXA.

zorem, z ufną prośbą, iżbyś mi raczył, względem czystości i dosadności tłómaczenia polskiego, swoje zdanie szczerze wyrazić.

  Na posiedzeniu naszem w Poznaniu, jednomyślne było

życzenie, dla dobra powszechnego, złączyć się i korespon- dować z Towarzystwem Przyjaciół Nauk, mającem na czele tak uczonego i wspaniale myślącego Prezesa. Pod- chlebną sobie przeto czynię nadzieję, iż prośbę moją tem chętniej uzupełnić zechcesz.

  Z prawdziwym upoważeniem, J. W. P. Dobrodzieja

najniższy sługa S. Żychliński.

  z Charcie pod Sierakowem, 8 Augusta 1806.

X.

Tytuł dzieła Zygmunta Vogla. 1806.

ZBIOR WIDOKOW

  sławniejszych pamiątek narodowych

jako to: zwalisk zamków, świątyń, nadgrobków, starożytnych bu- dowli i miejsc pamiętnych w Polsce, przez Zygmunta Vogel, Professora rysunku w Liceum J. K. Mci Warszawskiem, Członka Zgromadzenia Przyjaciół Nauk. Z natury rysowany, a przez Jana Frey sztychowany. Warszawskiemu Towarzystwu Przyjaciół Nauk przypisany

w Warszawie 1806. w Drukarni N. 646. przy Nowolipiu.

str 389 ANNEXA.

  Przedmowa:
  Wy! których zamiarem czyny i pamiątki Naddzia-

dów dochować potomności, którzy swoim duchem chcecie ożywić Nauki i Sztuki; raczcie w tym względzie przyjąć słabej pracy pierwiastki. Celem moim było stać się Współ- Rodakom użytecznym, a tem samem, godnym poświęcenia Dzieła mego tak Świetnemu i użytecznemu Zgromadzeniu. Niech Imię Wasze, zdobiąc pierwszą Jego kartę, będzie dla Niego nietylko podchlebną w oczach Potomności za- letą, lecz w Waszych — cechą niezgasłego mego ku Wam poszanowania. Z. Vogel.

XI.

  List Winc. hr. Krasińskiego

do Towarzystwa Warszawskiego Przyjaciół Nauk.

  Prześwietne Towarzystwo!

  «Gdy ze zwalisk ojczyzny naszej, nad przywiązanie

do niej, nic nam się nie zostało, gdy pamięć jej sławy, szczęścia i bytu, ledwie w sercach naszych ma miejsce, mam sobie za powinność, Szanowni Współobywatele, pod- dać Waszej gorliwości godny sposób uświetnienia dzieł naddziadów naszych, wyrwania ich z niepamięci i drugi raz nadania im bytu.

  Tym końcem ośmielam się złożyć na wasze ręce (war-

tość) medalu ważącego sto czerw. zł. dla tego, który naj- lepiej napisze Dykcyonarz geogr -histor. wszystkich miast i wsiów polskich, z opisaniem dawnych założycielów, późniejszych właścicielów i teraźniejszych, godniejszych budów, znamie- nitych miejsc, zdarzeń i wypadków, Polaków mieszkańców sławniejszych, słowem, co tylko tych miejsc się tyczeć może, z dodatkiem skróconych życiów slawniejszych mę- żów, ojczystymi wawrzyny zaszczyconych.str 390 ANNEXA.

  Mamy xiąg wiele, które byłyby w stanie przedsta-

wienia potomności większych dzieł potomków Piasta, lab Jagiełły, pola Grunwaldu lub Wrocławia. Lecz wiele miejsc równie sławnych grubą ciemnoty zasłoną są przykryte. Wieleż to czynów godnych Ludzi ginie, niedbałością mniej godnych prawnuków zatraconych!

  Odkryjmy drogi słane bohatyrów czynami, okażmy

poświęcone miejsca krwią czystą przodków naszych, jak granice działmi zdobyte, bronią zmuszone, a niegdyś cnotą ustalone.

  Miejsca trupem nieprzyjaciół zasiane, a sławą naszą

napełnione, ścieżki, którędy posłanniki korony nam swe u nóg składały, słowem, przedstawmy zdumiałym obywa- telom naszym: razem Odry i Elby slupy, Prussy hołdu- jące. Daruj Prześwietne Towarzystwo, iż może nadto sic uniosłem Przywiązania to do własnej chwały przyczyna. Ojców naszych ziemia jest mi ziemią świętą. Ich pamięć podnosi mą duszę, nadzieja cieszy, iż kiedyś godniejsze nas wnuki może szczęśliwszemi będą.

  Wrocław 19 czerwca 1804.              Krasiński.
  Gdy z za granicy wrócę, biorę na siebie, zebrać

wszystkie dawniejsze czyny, z datą każdego miesiąca, na wzór wyszłych Ephemerides Politiques.

XII.

List księcia ministra Adama Czartoryskiego, do Prezesa Towarzystwa Warszawskiego Przyjaciół Nauk. 25 lutego 1806 r., z Puław.

  Jaśnie Wielmożny Mości Dobrodzieju!
  Znajoma jest JW. Panu odpowiedź de Mr Villers na

zadane przez Instytut Narodowy Paryski zapytanie: jaki

str 391 ANNEXA.

wpływ miała do oświecenia i do nauk Refor- macya, zaczęta w Europie przez Marcina Lu- tra. Wiadomo Mu, jak wielo okazał niewiadomości Co do rzeczy samej, gdy o skutkach jej w Polsce mówi, oraz, z jaką nieprzystojnością wspomina Naród nasz. Światły, gorliwy, wymowny współziomek Śniadecki odparł na go- rącym razie ten impet, ze zwykłą swą trafnością, lecz w niedostatku (jak sam mówi) znajdując się materyałów, nie zdołał pismo swoje uczynić tyle i obfitym i dowodnym, ile byłoby wyszło, bezwątpienia, gdyby liczniejsze był miał pod ręką pomoce. Przystałoby jednak, zdaje mi się, zbić z gruntu i dokładnie les assertions fausses et hasardées du S. Villiers, sans enyayer cependant au comhut direct avec iuy. Il nie semble meme, que ce serait une maniere de s'humilier que- d'avoir l'air de supposer, que cette question n'a jamais été traitée. Więc przyszło mi na myśl proponować, a raczej obligować JWW. Pana (le demandant surtout de n'etre pas nommé), abyś proponował i Towarzystwu naszemu: de pro- poser un prix, auquel les Nationaux coneourremint eu luny ne po- lonaise, les etranyers — en lanyue latine et française, a qui ferait le meilleur écrit, l'écrit le mieux fourni de preuves en réponse a la question:

  «Jaki był wpływ Reformacyi, (to jest zmiany Nauki

i karności kościelnej) przez Marcina Lutra wprowadzonej do stanu politycznego w Polszczę i do postępku w niej oświecenia narodowego?»

  Le prix serait de soixate ducats, które ja najchętniej

założę, (lecz o to najusilniej proszę, que je ne sois point nomme dans la séance), que la proposition vienne de cotre part et que tout se passe au nom de la Société. Gdyby to przyjętym było. wtedy niktby lepiej od W Pana nie potrafił urządzić les for- mes usitées ogłoszenia propozycyi, inserowania obwieszczenia jej do Gazet literackich Jeneyskich, Francuskich et Ter- min do odpowiedzi należałoby roczny naznaczyć, fes mé- moires przysłać należy do sekretarza Twa od daty obwie- szczenia. Koszta korespondencyi i ogłoszenia na siebiestr 392 ANNEXA.

równie biorę. W oczekiwaniu łaskawej JW. Pana odpo- wiedzi, mam honor z najszczególniejszym pisać się powa- żaniem, JW. Pana Dobrodzieja najniższy sługa A. X. Czartoryski.

XIII.

List Czackiego do Towarzystwa Przyjaciół Nauk. 31 stycznia 1802. Brusiłów.

  Prześwietne Zgromadzenie!
  Interesa i powinności urzędu oddaliły mnie od War-

szawy. Duch jednak Wasz, zacni mężowie, zawsze mnie ożywia. Przejęty byłem radością, kiedy cala gubernia ki- jowska z rozrzewnieniem oddawała hołd Waszej pracy, a uczyniwszy składkę do stu tysięcy rubli, na wychowanie publiczne, utrzymanie języka narodowego, dawanie nauk w tymże samym języku, za jedyny warunek ofiary swojej przepisała. Ten święty ogień równie wiele szczególnych osób zajmuje. JMć Xiądz opat Fizykiewicz cały swój ma- jątek zapisał na szkoły, pod tą kondycyą, aby nauki, po- dług sposobu jak wy zacni mężowie przepiszecie, były dawane. Przyłączam jego odezwę, którą, dla zachęcenia, może każe Zgromadzenie w gazetach wydrukować.

  Oczekuje cały naród owocu Waszych trudów, a dla

mnie najmilej, że mogę być wspólnikiem Waszej sławy.

  Raczcie przyjąć zacni mężowie winne Wam uszano-

wanie, z którym na zawsze zostanę. Tadeusz Gzacki, Członek Zgrom. Przyjaciół Nauk.

str 393 ANNEXA.

XIV.

List Tadeusza Czackiego do Tow. Warsz. Przyj. Nauk.

  Prześwietne Towarzystwo!
  Otworzyłem Gymnazyum Wołyńskie w dniu 1/13 Octo-

bra. Oddałem świadectwo tej prawdzie, że po zgonie Ojczy- zny Zgromadzenie nasze pierwsze przemówiło za potrzebą zachowania mowy naddziadów i rozszerzenia umiejętności. Te wielkie prawdy, które wspólny nasz Prezes w zaczy- nającej posiedzenia mowie wyrzekł, ożywiły nasza gorli- wość. Postawiliśmy świetna budowę dla Nauk. Zachowamy też najmilsze pobratymstwa związki z Prześwietnem To- warzystwem. Takie jest nasze życzenie, uroczyście wyra- żone w mowie, którą mam honor przyłączyć. Podchlebiam sobie, że z ukontentowaniem odbierać będzie Prześwietne Zgromadzenie wiadomość o naszych uczonych pracach. Poszlę niebawnie Programma i mowy, które teraz aą w drukarni. Posyłać będę uwiadomienia, które mogą za- służyć na uwagę uczonych mężów.

  Proszę  przyjąć  upewnienie o winneni poważeniu,

z którem mam honor zostawać

  Prześwietnego Towarzystwa najniższym sługa

Czacki, N. 421. Wizytator i Członek Zgrom. Warsz. Przyj. Nauk. Poryck 1/13 Oct. 1805.

XV.

  Relacya delegatów Tow. Przyjaciół Nauk

o uroczystości otwarcia Gimnazyum Wołyńskiego.

  Do Prześwietnego
  Towarzystwa Warszawskiego Przyjaciół Nauk.
  Umocowani od Prześw. Towarzystwa byliśmy na uro-

czystości otwarcia Wołyńskiego Gimnazyum. Religijna, ob-str 394 ANNEXA.

rządkowa okazałość, zbiór liczny obywatelów, powszechna radość, były cechą tego święta. Z woli Monarchy swego, nasz kolega, Tadeusz Czacki, otwierał tę celniejszą w tych stronach szkołę; a kiedy liczył świetne dla nauk i języka ojczystego epoki, mówił z czułością o obowiązkach, jakie kraj winien Prześwietnemu Towarzystwu i ponawiał upe- wnienie tego braterstwa, które nauki zawierają, mimo od- ległość i różność formy rządów i krajów. Oddal cześć tym prawdom, które Szanowny nasz Prezes w otwierającej po- siedzenia nasze mowie wyraził. Przyłączona mowa na- szego kolegi Chodkiewicza dopełniła obowiązek imieniem naszego Towarzystwa, oddania części sprawcom rozsze- rzania światła.

  Odnosi się Rząd Edukacyjny w tych Guberniach do

Prześw. Towarzystwa dla wznowienia miłego z naszem Zgromadzeniem związku. Naszą jest powinnością donieść, że uczeni jednego słowiańskiego rodu, wspólne mają obo- wiązki wydoskonalenia wspólnej mowy, że przedzieleni granicą bracia, co do nauk, jedne jeszcze składają ojczy- znę. Przyjmij Szanowny Prezesie, przyjmijcie godni kole- dzy uszanowanie, które Wam niżej podpisani, swoim, i skła- dających otworzone wczoraj Wołyńskie Gynmazyum imie- niem, odnoszą. Ludwik Kropiński, Alexander Chodkiewicz. W Krzemieńcu. 2. Octobr. n. s. 1805.

XVI.

Mowa JW. Alexandra hr. Chodkiewicza

imieniem Zgromadzenia Warszawskiego Przyjaciół Nauk wygłoszona 13 października l805 przy otwarciu Wołyńskiego Gininazyum.

  «W dniu tym, który następnym pokoleniom — światło

i szczęście, największemu z Panujących — sławę godną

str 395 ANNEXA.

Imienia Alexandra, a troskliwości obywatelskiej — słuszną wdzięczność zapowiada, miłą dla mnie jest powinnością poświęcić te słów kilka, jeżeli nie dla wyrażenia wdzię- czności, to przynajmniej uczucia.

  Po wszystkie wieki dzień takowy bywał dla uczonego

świata dniem powszechnej radości, po wszystkie czasy Towarzystwa krajowe i obce, ciesząc się z niego, głosiły sławę dobrych monarchów, z wdzięcznością wspominając o tych, którzy, już to staraniem, już to własnym mają- tkiem, przyczynili się do dobra oświecenia. Podobnem uczu- ciem zajęte Towarzystwo Warszawskie Przyjaciół Nauk włożyło na mnie drogi obowiązek, abym, jako Członek i obywatel tej ziemi, złożył hołd wdzięczności najlepszemu z Monarchów, przekonał potem obywatelów, JW. kuratora i JW. Czackiego kolegów naszych, o tem głębokiem usza- nowaniu, które czuje Towarzystwo nasze. Szczęśliwy na- der jestem z takowego wyboru. Ta albowiem cześć głęboka dla cnót Najjaśniejszego Imperatora, wspólna sercu wszyst- kich Polaków, najgłębiej jest w mojem wyryta. Bo jakież to jest szczęście po utracie swojej Ojczyzny widzieć, że wtedy, kiedy niezwalczona Prawica Opatrzności wymazała nas z rzędu mocarstw, potężna znowu ręka Alexandra wpisuje nasz Naród w lik oświeconych Narodów!

  «Przezacni Obywatele! Wiecie zapewne, jak wiele dla

Was czuje Towarzystwo nasze. Chęć oświecenia — Jego za- miarem. Z dzieł waszych bierzcie miarę szacunku naszego. Cieszcie się wielkie dusze, żeście, trafnie do woli Alexan- dra, wznieśli budowę Nauk i pamiątkę niezatartą chwały Waszej.

  «Zacny Kolego! Ty, któryś nieustraszonym umysłem

wytrwał niejedne przesądów i zazdrości pociski i, spokojny własnem przekonaniem, olbrzymią mocą wznosił tę Nauk Świątynię, przyjm wyrazy wdzięczności od Towarzystwa Naszego, przyjm je, jako nagrodę ukończonego dzieła. Mło- dzież, która staraniem Twojem oświeconą zostanie, Imię Twoje i prace niech do nieśmiertelności przesyła, a wielestr 396 ANNEXA.

razy ziemia nasza szczycić się będzie dobrym synem i do- lnym Praw i Tronu obrońcą, tyle razy niech Naród, py- szny z ich mienia, przypomni sobie Ciebie, któryś ich utwo- rzył. Wy zaś nakoniec, uczeni Mężowie, wezwani dla roz- szerzenia światła narodowego, pomnąc, że Nauki mają wspólną ojczyznę, udzielajcie Towarzystwu naszemu swo- ich dostrzeżeń, ażebyśmy tem godniej naszemu odpowie- dzieli celowi, abyśmy za wspólnem staraniem moi;-li znowu widzieć Koperników, Hewelich, Tomickich, Górnickich, Ko- chanowskich i innych, którem i niegdyś Ziemia Ojców na- szych świetniała!»

(Akta po Towarzystwie Warsz. Przyjaciół Nauk).

str 397 SPIS RZECZY.

Przedmowa ................................................Str. 1

CZĘŚĆ PIERWSZA.

Rozdział I. Spuścizna po Komisyi edukacyjnej. Opinia o niej

  v. Klewitza. Pochwala królewska z r. 1794. Kierownicy
  oświaty w Prusach południowych. Minister Woellner.
  Otto hrabia Voss. Projektowane «naprawy». Von Hoym.
  Hommagium pruskie. Rozdawnictwo starostw. Afferzy-
  ści. Protest Zerboniego. Ślady spisku urzędniczego. Mi-
  nister Goldbeck. Pamflet v. Hclda. Nowe rządy v. Vossa.
  Korpus «towarcysów». System Pestalozzego. Pożyczki.
  Układy bajońskie. Ministrowie v. Schrötter, v. Massów
  i Karol v. Beyme........................................ Str 17

Rozdział II. Fundusz pojezuicki. Projekta Goldbecka. Protest

  Hoyma. Uniwersytet katolicki. Program edukacji wyż-
  szej. Büsching i jego Magazyn. Wydzielenie części fun-
  duszu edukacyjnego na uniwersytety pruskie. Badania
  źródłowe nad powstaniem owego funduszu. Szkoły pro-
  testanckie. Obliczenia Hoyma. Konsystorz ewangielicki
  w Poznaniu. Opinia Woellnera. Karyerowicz Regehly.
  Zasada «ausrotten» w odniesieniu do języka polskiego..... Str 26

Rozdział III. Projekta spekulacyjne profesora Reytemeyera. Ele-

  mentarze i gramatyki niemieckie. Minister Meierotto.
  Frankfurt nad Odrą środowiskiem propagandy niemczy-
  zny. Obrona szkolnictwa polskiego, Instrukcya królew-
  ska z roku 1797. Kierunek praktyczny wychowania. Hu-str 398

SPIS RZECZY.

  maniora. Zgon Fryderyka Wilhelma II. Rządy nowe jego            Str
  następcy. Sprawa wychowania, podjęta prze/ Fryderyka
  Wilhelma III. Sprawozdanie Vossa o szkolnictwie pol-
  skiem. Rozkład funduszu edukacyjnego. Projekt nowego
  uniwersytetu i Środki tamowania wyjazdów młodzieży
  do Krakowa.....................                                  32

Rozdział IV. Wizytacye ministoryalae szkół w Prusach Połu-

  dniowych. Maierotto i Goedicke. Ogólne ich uwagi i wnio-
  ski. Asysteneya Jerzego Samuela Bandtkiego. Nieznany
  szczegół z jego życia. Biografia Bandtkiego przez Sel-
  cia. Uwagi ogólne Bandtkiego nad sprawozdaniem wi-
  zytatorów. Zdziczenie kultury. Przestrogi uczonego i oby-
  watela ........................                                  39

Rozdział V. Memoryał Jerzego Samuela BandtkiegO. Charakter

  Polaków. Jego właściwości. Smutny przykład Sląska gór-
  nego. Warunki podniesienia kultury umysłowej w Pol-
  sce. Język potoczny. Skutki zaniedbania języka ojczy-
  stego. Konieczność założenia polskiego uniwersytetu i aka-
  demii umiejętności w Warszawie...........                        45

Rozdział VI. Wymiana poglądów miedzy ministrami v. Schröt-

  terem i v. Vossem z powodu memoryału Bandtkiego.
  Radykalizm Schroettera. Jedność językowa w państwie.
  Przykład Węgier i Tyrolu, w zestawieniu z Inflantami
  i Litwa piuska. Język zdobywców. Stan przejściowy.
  Imperatyw kategoryczny. Przepowiednie wpływu języka
  rosyjskiego na polski. Język i literatura polska w poję-
  ciu ministra pruskiego. Zadanie germanizacyi. Odpowiedź
  v. Vossa. Jego zastrzeżenia. Względy polityczne ....             50

Rozdział VII. Wybór metody nauczania młodzieży polskiej. Pe-

  stalozzi i Olivier. Misya księdza Jeziorowskiego do Hurg-
  dorfu. Lienhard und Gertrud. Nauka języków. Opinia
  ks. Jeziorowskiego. Relacya Vossa. Pestalozzi o zastoso-
  waniu swej metody do ludności polskiej. Wątpliwości
  Fryderyka Wilhelma III. Ponowny raport Vossa ....                56

Rozdział VIII. Sprawa wychowania klas uprzywilejowanych.

  Uniwersytety. Projekt Witowskiego. O założeniu wsze-
  chnicy w Piotrkowie. Środki pomocnicze do tego celu.
  Fundusze biskupie. Podatek obywatelski. Aspiracye pro-
  jektodawcy. Odpowiedź królewska. Wzmaganie sie niem-
  czyzny w szkolnictwie. Protest nauczycieli Polaków. In-
  teiwencya Vossa. Środki pojednawcze. Podanie Francuza
  de la Favorie. Oznaka lojalności............                     68

str 399 SPIS RZECZY.

                                                                  Str.

Rozdział IX. Zmiana kierunku germanizatorkiego W Prusach

  Południowych. Echa reformy szkolnictwa w Imperyum
  Rosyjskiem zaprowadzonej. Naśladownictwo liceum krze-
  mienieckiego. Liceum warszawskie. Siły nauczycielskie.
  Język wykładowy. Fforat. Zadowolenie ludności. Nauki
  przyrodnicze. Tytuły profesorskie Seminarya w Poznani-
  kiem. Stan funduszu edukacyjnego. Oświata i kultura
  niemiecka w końcu XVIII wieku. Żywioły postępowe.
  Wpływy Zachodnie. Epoka Sturm i Drang. Kewolucya
  francuska.....................                                   71

CZĘŚĆ DRUGA.

Rozdział X. Umysłowość polska na schyłku XVIII w. Wpływy

  zachodnie. Filozofia recentiorum. Ewolucya pojęć. Sejm
  czteroletni. Konserwatyści i postępowcy. Panowanie Sta-
  nisława Augusta. Zadania przyszłości. Literatura i język.
  Pseudoklasycyzm francuski. Kiełkowanie prądów now-
  szych   ........................                                  79

Rozdział XI. Siły badawcze i twórcze za czasów pruskich. Na-

  ruszewicz. Krasicki. Trembecki. Karpiński. Kniaźnin.
  Woronicz. Niemcewicz. Adam Czartoryski. Czacki. Feliń-
  ski. Staszic. Kołłątaj. Dmochowski. Albertrandy. Stani-
  sław, Ignacy i Jan Potoccy. Wybicki. Godebski. Molski.
  Koźmian. Tomaszewski. Zabłocki. Kropiński. Chodkie-
  wicz. Szymanowski. Dmuszewski. Przybylski. Osińscy.
  Matuszewic. Waga. Kwiatkowski. Siarczyński. Świecki.
  Bentkowski. Ossoliński. Szaniawscy. Kopczyński. Linde.
  Strojnowski. Poczobut. Bracia Śniadeccy........                   88

Rozdział XII. Ogniska akcyi ratunkowej. Koła towarzyskie.

  Francuszczyzna i świat stary. Znaczenie Puław. Salony
  warszawskie. Dom Sołtyków. Zebrania towarzyskie. Pani
  Sołtykowa......................                                  114

Rozdział XIII. Bałtyk inicyatorem Towarzystwa przyjaciół

  nauk. Warunek zasadniczy. Wynurzenia Albertrandego.
  1 listopada 1800 r. Pierwsi uczestnicy. Wybór Prezydu-
  jącego. Zaproszenia. Członkowie czynni i honorowi. Dy-
  gnitarze niemieccy. Pierwsza ustawa Towarzystwa...               122

Rozdział XIV. Zebranie dnia 16 listopada 1800. Mowa dzięk-

  czynna Albertrandego. Pierwsze zebranie publiczne
  w gmachu oo. Pijarów 23 listopada 1800. Mowa inaugu-
  racyjna prezydujacego................                            138str 400

SPIS RZECZY.

                                                                  Str.

Rozdział XV. Posiedzenie majowe 1801 roku. Ważne wypadki

  w Imperyum Rosyjskiem. Wstąpienie na tron cesarza
  Alexandra I. Obudzone nadzieje. Pierwsze reformy. Sto-
  sunek Cesarza z Czartoryskimi. Echa z Zachodu. Wrze-
  nie umysłów między młodzieżą. Obawy rządu pruskiego.
  Folgi germanizacyjne. Apostrofa Albertrandego do mło-
  dzieży. Sympatye «pobratyństwa» słowiańskiego. Pierw-
  sze tematy konkursowe. Nowe wybory Członków ...                 148

Rozdział XVI. Posiedzenie prywatne. Ks. Pijar Osiński o wzro-

  ście nauk fizycznych. Towarzystwo przyjaciół nauk
  w opinii nieprzejednanych. Anonimowa broszura. Kajetan
  Hebdowski. Krytyka mowy Albertrandego. Uszczypliwe
  docinki. Aluzye do nowego rzeczy porządku. Apologia
  Stanisława Augusta   .................                          160

Rozdział XVII. Posiedzenie październikowe 1801 r. Odpowiedź

  AlbertrandegO na krytyko anonima. Echa z Litwy. Aka-
  demia wileńska. Nowy Pamiętnik warszawski. Mowa
  ks. Stroynowskiego. Ody na cześć Aleksandra I.....              170

CZĘŚĆ TRZECIA.

Rozdział XVIII Posiedzenie grudniowe 1801 r. Na cześć zmar-

  łego Krasickiego. Pochwała, Dmochowskiego. Odczyty
  Albertrandego, Czackiego i Sapiehy ........                     179

Rozdział XIX. Posiedzenie majowe 1802 r. Program prac To-

  warzystwa. Potrzeba opracowania historyi krajowej.
  Mowa Albertrandego.................                             186

Rozdział XX. Przedmioty dyskussyj członków na posiedzeniach

  prywatnych. Poczucie potrzeby łączności z literaturami
  innych narodów. Uwagi Albertrandego nad oświata ro-
  dzimą. Inne tematy narad..............                          191

Rozdział XXI. Cesarz Alexander I w Wilnie i w Grodnie. üro-

  czystości. Wiersz Karpińskiego. Wizyta królewsko-pru-
  skiej pary w Warszawie. Zmiana polityki. Horoskopy na
  przyszłość. Deputacya Członków Towarzystwa do króla.
  Memoryał. List opiekuńczy króla pruskiego z Poznania.
  Towarzystwo przyjaciół nauk zyskuje sankeye urzędowa.
  Czacki i Mokki w Toruniu i Frauenburgu. Szczątki po
  Koperniku.....................                                  203

Rozdział XXII. Reskrypt królewski daje nowy impuls pracom

  Towarzystwa. Zaprowadzenie dziennika posiedzeń. Nowe
  wybory członków. Minister Dzierżawin członkiem hono-

str 401 SPIS RZECZY.

                                                                  Str.
  rowym. Przemowa biskupa Kossakowskiemu. Rękopisy
  Krasickiego przestane do kamery warszawskiej do uży-
  tku Towarzystwa. Posiedzenie publiczne listopadowe
  1802 r. Zapal obudzony przez rozprawę Śniadeckiego
  o Koperniku. List Czackiego. Rozprawa Śniadeckiego
  o systematach filozoficznych. Projekty książek elemen-
  tarnych. Terminologia naukowa. Zapowiedź słownika ję-
  zyka polskiego Lindego. Uwagi nad etymologią polską.
  Prace Członków   ...................                             211

Rozdział XXIII. Intelligenzblatt Jenajski o literaturze polskiej.

  Relacya o nim w Nowym pamiętniku. Sympatyczne ar-
  tykuły Pamiętnika o Cesarzu Aleksandrze I. Ukaz o re-
  formie szkolnictwa w Imperyum Rosyjskiem i jego echa
  w prasie polskiej. Dwaj stypendyści cesarscy pozostawieni
  wyborowi Czackiego, a przez niego przekazani Towarzy-
  stwu. Fundusze Towarzystwa. Starania Staszica o pozy-
  skanie dyplomu królewskiego. Wybór Niemcewicza na
  członka i jego podziękowanie. Tytuł «zacny kolego»!
  Projekta medalu konkursowego. Dmochowski. Kopczyń-
  ski. Matematyk Gorzkowski. Projekt życiorysu Heweliu-
  sza. Dyskusye na posiedzeniach Towarzystwa. Osiński.
  Elsner i jego dar. Potrzeba wyborów ściślejszych. Okre-
  ślenie zasług literackich. Tematy konkursowe. Dzieje li-
  teratury polskiej. Dykcyonarz sławnych Polaków. Pa-
  szkwile cudzoziemców. Jan Amor hr. Tarnowski ....                220

Rozdział XXIV. Posiedzenie publiczne majowe 1803 r. Zagajenie

  Albertrandego. Pochwała Zaborowskiego. Krusiński o do-
  strzeżeniach meteorologicznych. Stan. Potocki o sztuce
  o dawnych. Woronicz o pieśniach narodowych. Szaniaw-
  ski o systemie chrystyanizmu. Tematy konkursowe. Cza-
  cki w sprawie dyplomu królewskiego. Projekty rozpraw
  z nauk przyrodzonych i matematycznych. Comités. Śnia-
  decki w Warszawie. Jego protest przeciw wadliwościom
  przekładu rozprawy o Koperniku. Odezwa uniwersytetu
  wileńskiego. Roczniki Towarzystwa. Wiadomości z Wie-
  dnia o pracach Ossolińskiego. Prace przygotowawcze do
  słownika Lindego. Rady w przedmiocie prenumeraty
  tego dzieła. Kandydaci na członków. Prawa członków
  przybranych. Chodkiewicz. Gliszczyński. Dzieduszycki.
  Projekt założenia Ateneum ......                                 237

Rozdział XXV. Posiedzenie publiczne grudniowe 1803 r. Ukoń-

  czenie słownika Lindego. Albertrandi o tej pomnikowej

26 TOWARZYSTWO WARSZAWSKIEstr 402 SPIS RZECZY.

                                                                Str.
  pracy. Zapowiedź prac braci Śniadeckich. Kossakowski
  o literaturze czeskiej. Sympatye słowiańskie. Sprawa dy-
  plomu. Wiadomości z Berlina. Zawiązek Biblioteki. Dar
  Aleksandra ks. Sapiehy. Kłopoty ustalenia siedziby To-
  warzystwa ......................                              249

Rozdział XXVI List Aleksandra Potockiego. Dyplomatyczne

  wybiegi pruskie. Rozczarowanie. Konkurs Kossakow-
  skiego. Zapowiedź pieśnioksiagu Woronicza. Rękopis
  Wielhorskiego. List Jędrzeja Śniadeckiego o teoryi je-
  stw organicznych. Reforma ustawy Towarzystwa. Linde
  na posiedzeniu lutowem 1804. Jego krytyka stylu ustaw.
  Projekta Potockiego. Organizacya wewnętrzna. O płodo-
  zmianie. Projekta Lindego co do miejsca posiedzeń To-
  warzystwa. Biblioteka Załuskich. Pałac Saski.....             254

Rozdział XXVII. Prasa warszawska w roku 1804, wobec prze-

  wrotu dziejowego we Francyi. Cesarstwo Napoleońskie.
  Indyferentyzm Towarzystwa. Wiadomości z Krzemieńca.
  Rozprawa o bursztynie. Staszic o rozprawie Potockiego
  o rolnictwie. Artysta berliński Loos. Utwory Bykowskiego.
  Zastrzeżenie Staszica. Linde otrzymuje zapomogę na sło-
  wnik od Aleksandra I. List króla pruskiego do Lindego.
  Wiersz Felińskiego na cześć Czackiego. Posiedzenie ma-
  jowe 1804. r. Prace nad reforma ustawy. List Wincen-
  tego hr. Krasińskiego. Jego projekt Dykcyonarza histo-
  rycznego. Oszczerstwa pisarzy francuskich o Polsce. List
  hr. Bathyaniego o historyi Warszawy. Generał Chle-
  bowski w sprawie dyplomu. Nowe wybory członków
  w roku 1804 ...................................               262

CZĘŚĆ CZWARTA.

Rozdział XXVIII. List króla pruskiego do Albertrandego. Upra-

  wnienie bytu Towarzystwa. Generał Chlebowski. Patenta
  dla członków. Działy Towarzystwa: matematyczny, filo-
  zoficzny i literacki. Absenteiści. Rygory przeciw nim.
  Prof. Kaulfuss o duchu jeżyka polskiego. Ponowny wy-
  bór Albertrandego. List Al. Chodkiewicza. Prenumerata
  pism. Stan funduszów Towarzystwa. Temat konkursowy
  anonyma o reformie Lutra. Zapowiedź przyjazdu Czac-
  kiego do Warszawy. Przygotowania do wyborów. Opinie
  o nowych kandydatach. Przyjazd Czackiego do War-
  szawy. Jego nowe prace. Wybory. Dykcyonarz history-
  czny projektu hr. Krasińskiego............                    275

Str 403 SPIS RZECZY.

                                                                Str.

Rozdział XXIX. Ofiarność ks. Staszica. Domy na Kanoniach.

  Kapitała warszawska. Trudności prawne. Zastrzeżenia
  Landrechtu pruskiego. Kamera pruska. Odezwa Alber-
  trandego do hr. v. Vossa. Odpowiedź Kamery. Memoryał
  kapituły warszawskiej, podany królowi. Rozpoczęcie od-
  budowy ruin na Kanonii dla gmachu Towarzystwa przy-
  jaciół nauk.....................                              284

Rozdział XXX Przedświt lepszych czasów. Alexander I w Pu-

  ławach. Echa z Ameryki. Nadzieje powitania Cesarza
  w Warszawie. Książe Józef. Horyzont zaciemnia sie.
  Alians Rosyi z Prusami. Spotkanie Poczdamskie. Prze-
  marsz wojsk rosyjskich przez Warszawę. Wezwanie de-
  legatów Towarzystwa do Krzemieńca na otwarcie gimna-
  zyum. Rywalizacya pruska. Przybycie Klevitza i Vossa
  do Warszawy. Liceum warszawskie. Festyny. Śmierć
  Prezesa Kamery v. Meyera. Kwestya pochwał członków
  honorowych. Vogel i Elsner. Ofiarność Winc. hr. Kra-
  sińskiego. Relacye z Krzemienieckich uroczystości. Listy
  królewskie. Nowi kandydaci. List rektora Stroynowskiego
  z Wilna......................                                 293

Rozdział XXXI. Echa wojenne. Austerlitzki pogrom. Napoleon

  w stolicy Austryi. Oportunizm Towarzystwa. Hymn Wo-
  ronicza usunięty z programu publicznego posiedzenia.
  Powrót cesarza Alexandra do Rosyi. Pamiątka dla Pu-
  ław. Posiedzenie grudniowe 1805 r. Zapowiedź prac nad
  historyą i geografią Polski. Odczyt Staszica o Ziemio-
  rodztwie i jego zakończenie..............                     300

Rozdział XXXII. Reforma w wygłaszaniu mów publicznych.

  Lokacje funduszów. Projekt Lipińskiego o krytyce lite-
  rackiej. Dyskusye nad tym projektem. Tematy konkur-
  sowe. Nowi kandydaci. Uwieńczenie rozprawy Lorneta
  o zarazie morowej. Nowe reformy w sądzeniu rozpraw
  konkursowych...........                                       308

Rozdział XXXIII. Napoleon u szczytu potęgi. Upadek cesar-

  stwa rzymskiego. Rheinbund. Wojna z Prusami. Prokla-
  macya pruska. Zmiana polityki w Prusiech południo-
  wych. Rokowania z kamerą. Plenipotenci Towarzystwa.
  Uczczenie ofiarności Staszica. Jego oświadczenie. Sala
  przyszłych posiedzeń. Walhalla. Pogrom pruski pod
  Auerstädtem i Jena. Cesarz Alexander spieszy na po-
  moc aliantowi. Kwietyzm Towarzystwa. Jego prace.
  Odezwa ks. Kopczyńskiego. Nadspodziewane plakaty pru-str 404

SPIS RZECZY.

                                                               Str.
  skie w Warszawie. Francuzi w Polsce. Publicandum kró-
  lewskie. Pod Pułtuskiem. Pożegnanie Kohlera z War-
  szawianami. Ranni Kozacy przeprawieni na Pragę. Osta-
  tni akt rządu pruskiego, zatwierdzający układ z Kapituła.
  Wiadomość z Berlina. Cesarz Napoleon i deputacya pol-
  ska. W Poznaniu. Książe Murat w Warszawie. Delegaci
  Towarzystwa. Zapowiedź Staszica, iż posiedzenia Towa-
  rzystwa odbywać się nadal będą w gmachu własnym
  na Kanoniach....................                              315

Przypiski ......................... 327 Annexa. I. Ustawa pierwotna Towarzystwa Warszawskiego Przy-

  jaciół nauk.....................                              341
      II. Odezwa Towarzystwa Przyjaciół Nauk z r. 1802
  do Samaela Bogumiła Lindego, w sprawie Słownika ję-
  zyka polskiego....................                            353
     III. Myśli Michała Potulickiego z roku 1802, w spra-
  wie ułożenia dzieła elementarnego hist. naturalnej ....       357
     IV. Myśli ks. Albertrandego z roku 1805, o sposobach
  wydoskonalenia i zbogacenia ojczystego języka   ....          365
      V. Myśli ks. Staszica z r. 1805 o książkach najpoży-
  teczniejszych .....................                           375
     VI. Plan Wincentego nr. Krasińskiego w przedmio-
  cie dykcyonarza geograf.-dziejopisarskiego.......             381
    VII. Organizacya Działu filozoficzno-matematycznego
  Według uchwały z 3 stycznia 1805   .........                  382
   VIII. 29 lipca 1805 H. Stroynowski, rektor Uniw. Wi-
  leńskiego do X Bisk. Albertrandego.........                   387
  IX. S. Zychliński do Prezesa Towarzystwa Przyj. Nauk          387
   X. Tytuł dzieła Zygmunta Vogla z roku 1806 .....             388
  XI. List Winc. hr. Krasińskiego do Towarzystwra War-
  szawskiego Przyjaciół Nauk..............                      389
 XII. List księcia ministra Adama Czartoryskiego do
  Prezesa Towarzystwa Warszawskiego Przyjaciół Nauk .....       390
XIII. List Czackiego do Tow. Przyjaciół Nauk ....               392
 XIV. List Tadeusza Czackiego do Tow. Warsz. Przy-
  jaciół Nauk   ....................                            393
  XV. Relacya delegatów Tow. Przyj. Nauk o uroczy-
  stości otwarcia Gimnazyum Wołyńskiego.......                  393
 XVI. Mowa JW. Alexandra hr. Chodkiewicza ....                  394

str 405 RYCINY.

1. Przy tytule: Gmachy oo. Pijarów, pierwsza siedziba Towarz-
   stwa Przyj Nauk w 1800.                                 Str.
2. Wilhelm Antoni v. Klevitz ...............................18
3. Jan Krzysztof Woellner   ................................19
4. Otto Karol Fryderyk v. Vos:..............................20
5. Karol Jerzy G. H. v. Hoym................................21
6. Henryk Juliusz v. Goldbeck...............................22
7. Eberhard Juliusz v. Massów...............................23
8. C. F. Beyme..............................................24
9. Pałac generała A. O. Igelströma..........................33

10. Henryk Ludwik Maierotto..................................34 11. Fryderyk Goedicke . . .................................40 12. Jerzy Samuel Bandtkie . .................................41 13. Jan Henryk Pestalozzi . .................................57 14. Kamera Prus Południowych.................................65 15. Ks. Adam Naruszewicz . ..................................84 16. Ks. Ignacy Krasicki . . .................................85 17. Stanisław Trembecki . . .................................86 18. Franciszek Karpiński . . ...............................87 19. Dyonizy Kniaźnin ........................................87 20. Ks. Woronicz.............................................87 21. Julian Ursyn Niemcewicz..................................88 22. Książę Adam Czartoryski. gen. z. p. .....................89 23. Tadeusz Czacki...........................................90 24. Ks. Stanisław Staszic . ...............................91 25. Ks. Hugo Kołłątaj .......................................92 26. Franciszek Dmochowski....................................93

str 406 RYCINY.

                                                          Str.

27. Ignacy hr. Potocki......................................93 28. Ks. Jan Albertrandi.....................................94 29. Stanisław hr. Potocki...................................95 30. Jan hr. Potocki................................... .....96 31. Józef Wybicki...........................................96 32. Pałac w Puławach.................................. .....97 33. Marcin Molski...........................................98 34. Dyzma Bończa Tomaszewski................................98 35. Franciszek Zabłocki.....................................99 36. Ludwik Kropiński................................. ......99 37. Alexander hr. Chodkiewicz..............................100 38. Józef Szymanowski..................................... 101 39. Ignacy Tański......................................... 101 40. Jacek Idzi Przybylski..................................102 41. Ludwik Osiński.........................................102 42. Tadeusz Matuszewic.....................................103 43. Alexander ks. Sapieha..................................104 44. Józef Max. hr. Ossoliński..............................105 45. Józef Kalasanty Szaniawski.............................106 46. Xawery Szaniawski..................................... 106 47. Ks. Onufry Kopczyński................................. 107 48. Samuel Bogumił Linde...................................108 49. Ks. Hieronim Stroynowski...............................108 50. Ks. Stanisław Jundziłł.................................109 51. Jan Sniadecki......................................... 110 52. Jędrzej Sniadecki......................................111 53. Świątynia Sybilli w Puławach...........................115 54. Stanisław Sołtyk . ....................................117 55. Anna z Sapiehów Sołtykowa..............................119 56. Stanisław Grabowski....................................124 57. Ludwik hr. Gutakowski..................................125 58. Tadeusz hr. Mostowski..................................126 59. Joachim Litawor Chreptowicz......... ..................127 60. Brama Nowomiejska................... ..................129 61. Dom Albertrandego, na Kanoniach .... ..................139 62. Gmach oo. Pijarów na ul. Miodowej..................... 140 63. Cesarz Alexander I w r. 1801...........................161 64. Koszary Gwardyi koronnej.............................. 161 65. Teatr na wyspie w Łazienkach......................... .193 66. Wilno w początkach wieku bież..........................204 67. Król Fryderyk Wilhelm III............................. 205 68. Królowa Luiza Pruska.................................. 207 69. Adam Jerzy ks. Czartoryski............................ 212

str 407 RYCINY.

                                                          Str.

70. Ks. Józef Jakubowski...................................213 71. Gabryel Dzierżawili....................................214 72. Ludwik hr. Plater......................................215 73. Józef Dobrowski........................................218 74. Gloriette w ogrodzie Saskim............................225 75. Jan Amor hr. Tarnowski.................................235 76. Dr Walenty Gagatkiewicz................................240 77. Dr Michał Bergonzoni...................................241 78. Biskup Caspar Cieci szewski............................242 79. Ks. Franciszek Siarczyński......... ................. 245 80. Felix hr. Łubieński....................................246 81. Ks. Marcin Odlanicki Poczobut..........................252 82. Michał Wyszkowski......................................255 83. Dr Leopold Lafontaine..................................256 84. Kościół XX. Misyonarzy.................................257 85. Dr Jerzy Christian Arnold..............................260 86. Alexander hr. Potocki ..............................264 87. Wincenty hr. Krasiński.................................268 88. Pastor Karol Diehl.....................................270 89. Wawrzyniec hr. Engeström...............................271 90. Antoni Magier, metereolog..............................281 91. Na Kanoniach ........................................285 92. Nowy Gmach Towarzystwa.................................287 93. Kościół w Puławach w początkach wieku bież.............289 94. Ks. Kajetan Kamieński..................................295 95. Józef Elsner...........................................297 96. Józef Lipiński.........................................298 97. Michał Walicki.........................................309 98. Jan Pomian Kruszyński..................................310 99. Bacciarelli............................................311 100. Zygmunt Vogel.........................................312 101. Seweryn hr. Potocki...................................313 102. Joachim ks. Murat w r. 1806...........................319 103. Jerzy Ludwik Egidz v. Köhler......................... 320 104. Wejście Francuzów do Warszawy 28 listopada 1806 r. .. 324 105. Fryderyk Graf v. Schulenburg Kehnert..................332str 408 Omyłki dostrzeżone.

Str. 5, wiersz 3 od dołu zamiast: piękno, ma być: piętno » 35, » 12 od góry » Gelehreschulen » Gelehrteschulen »106, zamiast podpisu: Ksawery ma być: Józef Kalasanty » 106, » » Józef Kalasanty ma być: Xawery » 161, w podpisie ryciny: Gwardyi konnej ma być: Gwardyi koronnej »163, wiersz 4 od góry zamiast litery: W, ma być: małe w » 270, «  2 » »jednanie » wyjednanie » 241, portret Bergonzoniego z ostatnich lat życia tego męża, po-

      dam w następnym tomie, według oryginału Warszawskiego
      Towarzystwa Dobroczynności.

» 275, wiersz 5 tekstu zamiast: Albetandego ma być: Albertrandego » 294, » 12 od dołu » Hangwitza » Haugwitza » 329, » 22 » » russisches » russischer » 329, » 14 » » des » rfer » 329, » 8 » » zu gleich » zugleich » 329, » 3 » » kaum » kann » 329, » 3 » » sei » sewte » 330, » 20 od góry » überzeigt » überzeugt » 330, » 17 od dołu » sorgfältig » sorgfältig

W annexach: (Nr XI.) List Winc. hr. Krasińskiego z r. 1804. winien

  poprzedzać Plan Jego, (Nr -VI.) w sprawie dykcyonarza histo-
  ryczno-geogralicznego skreślony.str 410

TEGOŻ AUTORA:

Barbara Brezianka. Bourboni na wygnaniu w Mitawie i Warszawie. Czary na dworze Batorego. Drobiazgi historyczne (Serya I). Drobiazgi historyczno (Serya II). Dzieje Krzysztofa Arciszewskiego (Tom I i II). Historya żydów w Polsce (Tom I i II). Olbracht Łaski, wojewoda Sieradzki (Tom 1 i II). Odwieczny spór o granice Olkusza. Pamiętniki kawalera de Beaujou (przekl.). Palestra staropolska. Samozwaniec Jan Faustyn Luba. Siedmiolecie Szkoły Głównej. Sprawa Zygmunta Unraga (Tom I i II). Syn pułkownika Berka. Uwagi nad historya prawa (Rozprawa konkursowa). Wędrówki Tomasza Wolskiego. Zatarg Łukasza Konopki z miastem Toruniem. Nowe epizody z życia Paska. Tragikomedya kurlandzka (1726). Widzenie IMci Kacpra Bojanowskiogo. Lament Hrehorogo Oscika (1583). Z pamiętnika chorążyca Owruckiego. Pamiętnik Wróblewskiego. Sejmiki polskie w Kazaniu (1056). Konfederaci barscy (1755). Stefan Batory w sprawie Niderlandów. Edykt Stefana Batorego. Łazarz Carnot jako wygnaniec w Warszawie. Historya o Janie księciu Finlandzkim (Bibl. pis. pols.). Relacya rezydenta polskiego. Frank i Frankiści polscy (Tom I i II). Kartki historyczne i literackie. Z dziejów Warszawy. Z kartek pamiętnika rękopiśmiennego (1824—1826). Z Pamiętnika Romana. Ze wspomnień osobistych o Adolfie Pawińskim. Klejnoty skarbca koronnego. Ofiara terroryzmu (ks. Lubomirska, 1788). Bonneau (1793). Książe, Repnin i Polska (Tom I i II). Memoryał paryski o Polsce (1574 r.). Nieznane listy Kościuszki w sprawie legionów (1793). Dawni- Pałace Warszawskie. Zabytki Warszawskie. Albert Sarmata. Katastrofa Kargowska (1793). Miączyński i Dumouriez (1769—1793).�