TPN czasy pruskie: Różnice pomiędzy wersjami

Z MediWiki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
(UWAGA! Usunięcie treści (strona pozostała pusta)!)
Znacznik: Usunięcie całej zawartości strony
 
(Nie pokazano 10 pośrednich wersji utworzonych przez tego samego użytkownika)
Linia 1: Linia 1:
[https://polona.pl/item/towarzystwo-warszawskie-przyjaciol-nauk-1800-1832-monografia-historyczna-osnuta-na,NDIzMDYw/5/#info:metadata źródło POLONA]
 
  
{| cellspacing="2"
 
|width=100|
 
 
|width=900|
 
TOWARZYSTWO WARSZAWSKIE PRZYJACIÓŁ NAUK 18OO—1832.
 
 
MONOGRAFIA HISTORYCZNA OSNUTA NA ŹRÓDŁACH ARCHIWALNYCH PRZEZ
 
 
'''Aleksandra Kraushaza'''
 
 
MECENASA,
 
CZŁONKA B. TOWARZYSTWA HISTORYCZNO–LITERACKIEGO W PARYŻU'
 
TOWARZYSTWA POZNAŃSKIEGO PRZYJACIÓŁ NAUK, KOMISYI
 
HIST0RY'CZNEJ AKADEMII UMIEJĘTNOŚCI W KRAKOWIE
 
 
KSIĘGA I.
 
 
CZASY PRUSKIE 1800—1807.
 
 
KRAKÓW, WARSZAWA 1900
 
 
W PIECSETLETNIĄ ROCZNICĘ
 
ODNOWIENIA WSZECHNICY KRAKOWSKIEJ
 
1400—1900.
 
 
W STULETNIĄ ROCZNICĘ
 
UTWORZENIA B. TOW. WARSZAWSKIEGO PRZYJACIÓŁ NAUK
 
1800—1832.
 
|}
 
{| cellspacing="3"
 
|width=200|
 
 
|width=700|
 
 
''Dozwolenie zawiązania się Towarzystwa Przyjaciół
 
Nauk w Warszawie mogło zadziwię nie jednego;
 
gdyż trudno było pogodzić z dążnością Ogólną
 
zagładzenia śladów narodowości, powstanie
 
Towarzystwa narodowego, które, ocalenie i dalsze
 
kształcenie języka, tudzież zachowanie dziejów
 
narodowych, za główny cel usiłowań swoich obrało.''
 
'''Fryderyk hr. Skarbek.'''
 
|width=100|
 
|}
 
 
==PRZEDMOWA==
 
 
Należało się już od dawna wspomnienie obszerniejsze b. Towarzystwu
 
warszawskiemu przyjaciół nauk, którego działalność, rozpoczęta przed
 
stu laty, w roku 1800, a zamknięta ostatecznie w roku 1832, podlegając
 
w ciągu owego trzydziestolecia stopniowym zmianom ku lepszemu,
 
wytworzyła instytucyę pamiętną w dziejach umysłowości swojskiej,
 
wysoce dodatniego wpływu na kulturalny rozwój społeczeństwa
 
rodzimego.
 
    Ślady owej działalności, utrwalone w zbiorze Roczników
 
Towarzystwa (1802 — 1830), uwydatnione są w szeregu rozpraw,
 
wygłoszonych na posiedzeniach publicznych Towarzystwa, oraz w
 
sprawozdaniach, składanych członkom naukowego grona przez jego
 
prezydujących: Albertrandego (1800—1808), Staszica (1807—1826) i
 
Niemcewicza, (1826—1832).
 
      Są one obrazem rezultatów zewnętrznych prac Towarzystwa,
 
przeważnie poświęconych literaturze i historyi ojczystej, oraz
 
umiejętnościom ścisłym i stosowanym; lecz nii' wyjaśniają
 
najcharakterystyczniejszej, bodaj że najważniejszej, strony
 
wewnętrznego życia grona mężów przodowniczych w narodzie,
 
którzy, rozpocząwszy działalność za rządów pruskich, w
 
najtrudniejszych warunkach politycznego bytu kraju, stopniowo
 
zyskiwali dla
 
instytucyi swej, zrazu jedynie tolerowanej, coraz silniejszy
 
grunt i zdobyli wreszcie dla niej prawo do bytu, mocą
 
uroczystych sankcyj monarszych. O pojedynczych momen-
 
tach rozwoju Towarzystwa, zachowały się odorwane i po-
 
bieżne wzmianki w Pamiętnikach Skarbka (Poznań,
 
1878), we Wspomnieniach P. Sal. Dmochowskiego
 
1858) i Kajetana Koźmiana (1865), we Wspomnieniach Wielisława
 
(Skrodzkiego) drukowanych w Bluszczu (1878).
 
Skarbek nawet poświęcił w r. 1860 zarysowi początków
 
Towarzystwa oddzielną rozprawkę, widocznie z pamięci
 
skreśloną, gdyż zamieścił w niej szczegóły niedokładne,
 
z faktami źródłowemi niezgodne.
 
    Ostatniemi czasy, profesor Uniwersytetu Warszaw-
 
skiego, D. W. Cwietajew, opracowując w szeregu mono-
 
grafii koleje b. gmachu Towarzystwa przyjaciół nauk na
 
Krakowskiem Przedmieściu, cofnął się do początków bytu
 
samego Towarzystwa i ogłosił w tym przedmiocie roz-
 
prawę w Uniwers. Izwiestiach za rok 1899. Zesz. VII i IX,
 
a następnie skróconą jej osnowę w odcinkach Dniewnika
 
Warszawskiego Nr .1 i 52 z r, 1900.
 
    Podaje w niej autor ogólny zarys rozwoju Towarzy-
 
stwa, ze szczególnem uwzględnieniem epoki, w której ono
 
z pierwotnej swej siedziby »na Kanoniach przeniosło się
 
było do miejscowości po dawnym kościele 00. Dominika-
 
nów Obserwantów, które to szczegóły, oparte na aktach
 
urzędowych, pożyteczny dla historyi tej instytucyi stano-
 
wią przyczynek.
 
    Pozostała wszakże dotąd dostatecznie nierozjaśnioną
 
organizacya wewnętrzna Towarzystwa, obraz zajęć i dyskus-
 
kusyj uczonego grona, na posiedzeniach peryodycznych,
 
jakie w ciągu trzydziestoletniego okresu swego bytowania
 
odbywało, a na których zajmowało się wyłącznie sprawą
 
oświaty ogólnej kraju i wzbogacaniem rozmaitych gałęzi
 
literatury i umiejętności ścisłych pracami, nie rzadko epo-
 
kowemu jak np. wydawnictwem Słownika języka polskiego,
 
książek elementarnych, historyą krajową, śpiewami histo-
 
 
rycznemi, ustaleniem pisowni, budownictwem wiejskiem,
 
zakładaniem bibliotek, zbieraniem po dawnych archiwach
 
klasztornych materyałów historycznych, ogłaszaniem kon-
 
kursowych nagród na tematy historyczne, literackie i eko-
 
nomiczne. Bogate źródła do wyjaśnienia tej właśnie strony
 
wewnętrznej działalności Towarzystwa, które, mimo swej
 
skromnej nazwy, było pierwszą w kraju akademią umie-
 
jętności - leżały dotąd nietknięte w aktach tegoż Towa-
 
rzystwa. Dzięki upoważnieniu J. O. Generał Gubernatora
 
Warszawskiego, Księcia Imeretyńskiego, archiwum, obejmu-
 
jące powołane źródła, stało się dla piszącego te słowa do-
 
stępnem. Pozostałość duchowa po b. Towarzystwie przyja-
 
ciół nauk składa się przeważnie z szeregu porządnie i sy-
 
stematycznie prowadzonych protokółów sessyj wydziałowych
 
i centralnych z całego okresu jego istnienia, z raportów,
 
składanych przez tak zwane jego działy literackie i nau-
 
kowe, z projektów podnoszonych przez członków, z ko-
 
respondencyi prowadzonej z członkami miejscowymi, za-
 
miejscowymi i Towarzystwami naukowemi zagranicznemi,
 
ze zbioru tematów konkursowych, wreszcie z materyałów
 
historycznych, bądź źródłowych, bądź też już opracowa-
 
nych, między któremi np. mieści się rozprawa o języku
 
polskim, o planie historyi krajowej, o dawnych napisach
 
i pomnikach, wreszcie dziennik zajęć działu filozoficznego
 
i matematyczno-przyrodniczego.
 
    Z pomiędzy wymienionych tu pobieżnie materyałów
 
najciekawszemi są protokóły posiedzeń Towarzystwa, pro-
 
wadzone kolejno przez tłómacza Iliady Dmochowskiego,
 
przez zasłużonego myśliciela Józefa Kalasantego Szaniaw-
 
skiego, a następnie przez Ludwika Osińskiego, słynnego
 
mówcę, poetę i profesora Uniwersytetu Alexandryjskiego
 
i wreszcie najdłużej przez ks. Edwarda Czarneckiego, którzy
 
jako sekretarze uczonego grona, utrwalili jego zajęcia,
 
i prace w szeregu notat cennych, powtarzających, nie
 
rzadko, ipsissimis uerbis, wnioski i przemowy takich między
 
innemi mężów, jak: Albertrandi, Czacki, Staszic, Niem-
 
cewicz, Woronicz, Tarnowski, Stanisław i Ignacy Potoccy.
 
Już ta okoliczność, z uwagi na osobistości redaktorów pro-
 
tokółów i na autentyczność ich notat, podnosi owe dorywcze
 
sprawozdania do godności dokumentów historycznych.—
 
Uwydatniają się żywo na tle owych suchych notat cha-
 
rakterystyczne cechy ludzi dawno już zmarłych, a mimo
 
to żyjących do dziś dnia w literaturze i w tradycyi spo-
 
łeczeństwa, jako pierwszy zastęp pracowników na polu
 
twórczości rodzimej i pracy organicznej około zachowania
 
skarbów umysłowych przeszłości, bez których żadne oświe-
 
cone i kulturalne społeczeństwo, a tem więcej — społe-
 
czeństwo bytu samodzielnego pozbawione, istnieć i rozwi-
 
jać się, dla dobra całej ludzkości, nie może.
 
    Postacie trzech prezesów Towarzystwa: Albertran-
 
dego, Staszica i Niemcewicza występują tu w całej okrasie
 
charakterów energicznych, świadomych celu swoich zadań.
 
Albertrandi, wzór pracowitości, erudycyi i zapału do
 
nauki, jest duszą zawiązku Towarzystwa. Jego ręki są
 
pierwsze zaproszenia do uczestnictwa w pracach grona,
 
wystosowane do najwybitniejszych uczonych, myślicieli
 
i poetów porozbiorowej Polski. On imieniem Towarzystwa
 
przemawia do społeczeństwa, on pokonywa pierwsze prze-
 
szkody, stawiane przez miejscową administracyę pruską
 
utworzeniu instytucyi polskiej, on zagrzewa kolegów do
 
pracy, do energii i sam daje do niej impuls pracowito-
 
ścią niezmordowaną. Jest przytem układnym, zręcznym
 
politykiem i dworakiem, władającym świetnie językami
 
i jednąjącym sobie podejrzliwych ministrów pruskich:
 
Vossa, Hoya, Goldbecka, Beymego, oraz miejscowych
 
przedstawicieli władzy: Meyera i Kohlera powagą swego
 
biskupiego stanowiska i lojalnością – nieco przesadną –
 
swoich dążeń i aspiracyj.
 
    Przeciwstawieniem jego jest Staszic, mąż nieugiętej
 
woli, surowy i bezwzględny w postępowaniu, pełen ambi-
 
cyi i godności w stosunkach z rządem pruskim , stojący
 
czujnie na straży ustawy, karcący nieczynność swoich
 
kolegów admonieyami, a nawet wyłączaniem ich z grona
 
Towarzystwa... On jeden nie bawi się w układne słówka,
 
nie lubi krasomówców, i sam unika frazesów. Jest mężem
 
czynu i pierwszy kładzie podwaliny siedziby stałej Towa-
 
rzystwa. W przekonaniu, że Towarzystwo nie jest miej-
 
scem dla rozrywek, lecz pracownia dla ludzi nauki, jest
 
sprężystym i stanowczym w stosunkach z kolegami. Z jego
 
polecenia nieobecność członków na posiedzeniach zaznacza
 
się; w protokółach. Zaznaczają się i usprawiedliwienia się
 
absenteistów, nierzadko w asystencyi świadectw lekarskich
 
o powodach niebytności... On stale przypomina Towarzy-
 
stwu konieczność pozyskania »diploma« królewskiego w celu
 
uprawnienia jego bytu; on porucza delegowanym »Comites«
 
baczne pilnowanie tej sprawy. Dzięki wreszcie jego nie-
 
strudzonym zabiegom, cel pożądany, choć pierwiastkowo
 
nie w całej rozciągłości, zostaje osiągniętym i, Towarzy-
 
stwo zrazu tolerowane, otrzymuje nazwę »królewskiego«.
 
Wewnętrzny rozład między członkami poskramia Staszic
 
podaniem się do dymisyi (Maj r. 1817). Odstępuje od tego
 
zamiaru dopiero po uzyskaniu od kolegów przyrzeczenia,
 
że nadal dziać się będzie po jego myśli.
 
    Trzeci prezes, Niemcewicz, poeta, mówca, historyk,
 
jest niezmordowanym twórcą projektów ogólniejszych. On
 
urzeczywistnia myśl wzniesienia Kopernikowi pomnika, on
 
pragnie nadać instytucyi cechy istotnej Akademii litera-
 
tury, umiejętności ścisłych i sztuk pięknych, on, jeszcze
 
jako członek czynny za prezydencyi Staszica, najgorliwiej
 
krząta się około myśli napisania zbiorowemi silami historyi
 
ojczystej, dawszy do niej hasło w popularnych Śpiewach
 
historycznych.
 
    Zasadniczym warunkiem zapoczątkowania i bytu To-
 
warzystwa było zawsze trzymanie się zdała od polityki
 
i kwestyj religijnych. Warunek ów, ustawa określony, na-
 
dal uczonemu gronu wybitne piękno konserwatyzmu, któ-
 
rego się też Towarzystwo przyjaciół nauk do ostatnich
 
prawie czasów swego istnienia niezmiennie trzymało, a które
 
 
odbiło się przeważnie w jego literackich upodobaniach, da-
 
lekich od hołdowania ideałom budzącego się romantyzmu.
 
W imię tego właśnie kierunku zachowawczego, Lelewel,
 
już w epoce rozgłośnej swej działalności badawczo–kryty-
 
cznej, jedynie jako śmiały nowator, przepada na pierwszych
 
wyborach... nazwisko zaś Mickiewicza dopiero nawoływa-
 
nia pisemek brukowych po r. 1830 wprowadzają na listę
 
członków Towarzystwa.
 
    Klasyczna powaga zajęć uczonego grona nie zmienia
 
się wśród burzliwych scen dziejowych, jakie się rozegry-
 
wały na bruku warszawskim, w epoce pierwszego trzy-
 
dziestolecia bieżącego wieku, że wspomnieć tu tylko: wkro-
 
czenie Francuzów w roku 1806, Austryaków w roku 1809,
 
odwrót szczątków wielkiej armii z pod Moskwy w r. 1812,
 
przywrócenie Królestwa w roku 1815 i najświetniejszy roz-
 
wój polityczno-społeczny owego państewka, w epoce do roku
 
1830. Ważniejsze przewroty dziejowe, wciągu całego trzy-
 
dziestolecia bytu Towarzystwa, zaznaczają się w księdze
 
protokółów jego posiedzeń zaledwie gdzieniegdzie napoty-
 
kanej niezapisanemi jej kartami, lub też nieliczną frek-
 
wencyą członków. Przeważnie, protokóły te są obrazem
 
akademickiej pogody umysłów członków, zajętych wyłą-
 
cznie sprawami nauki i literatury. Dla bacznego wszakże
 
obserwatora, widoczną jest różnica atmosfer; zajęć Towa-
 
rzystwa w jego początkach i ku końcowi. Wraz z ustale-
 
niem się rządów krajowych po roku 1806, a tem więcej
 
po roku I815,sprawy literacko-naukowe pochłaniają w wyż-
 
szej, niż przedtem, mierze uwagę i troskliwość uczestników
 
grona i plon ich z owej epoki jest obfitszym. Natomiast
 
w pierwszem sześcioleciu główną troską Towarzystwa jest
 
akcya ratunkowa przeciw obmyślonej przezornie i zręcznie
 
przez rząd pruski maskowanej metodzie wynarodowienia,
 
którą w tak zwanych Prusach południowych przeprowa-
 
dzać się starano. Każdy krok Towarzystwa w owej epoce,
 
podjęty pod skromną formą wydawnictwa książki elemen-
 
tarnej z dziedziny matematyki, czy też gramatyki, albo
 
 
str 7
 
PRZEDMOWA.
 
 
rozprawki przyrodniczej, — ma na celu przeciwdziałanie
 
szerzącej się niemczyznie. Ogłaszanie konkursów w przed-
 
mocie higieny, lub budownictwa domów wiejskich, tragedyi
 
wierszem z dziejów narodowych, zmierza do budzenia umy-
 
słów z odrętwienia, ku nadaniu ich zajęciom kierunku
 
swojskiego. Posiedzenia publiczne, gromadzące publiczność
 
płci obojej i młodzież, są polem do wygłaszania prawideł
 
moralności i obowiązków obywatelskich, okazyą do nawo-
 
ływania umysłów, zaprzątniętych pogonią za rozrywkami,
 
do pracy dla dobra ogółu.
 
    Pomyślne dla narodowości polskiej zmiany, jakie za-
 
szły z chwilą wstąpienia na tron cesarza Aleksandra I,
 
w dawnych dzielnicach polskich, pod berłem rossyjskiem
 
zostających, znajdują odbicie swe i wyraz w gorliwszem
 
zajmowaniu sic Towarzystwa słowiańszczyzną i sprawami
 
pobratymców i w szczerem uczuciu życzliwości dla reform,
 
w Imperyum rossyjskiem zapoczątkowanych. Sympatye te
 
wzrastają w mian; gromadzenia się faktów, które stwier-
 
dziły przychylność młodego cesarza dla Polski i w miarę
 
potężniejącego wpływu germanizacyi w stosunkach we-
 
wnętrznych zarządu Prus południowych.
 
    W celu bliższego rozejrzenia się w najważniejszej
 
tego zarządu gałęzi — w szkolnictwie za czasów pruskich —
 
z uwagi, iż ku niemu zwracała się przeważane troskliwość
 
Towarzystwa, szukającego środków przeciwdziałania pod-
 
jętej przez rząd pruski akcyi, należało sięgnąć do niewy-
 
zyskanych dotąd w tej sprawie źródeł, znajdujących się
 
w archiwum tajnem berlińskiem. Nie znalazł piszący te
 
słowa przeszkód w uzyskaniu wstępu do tych właśnie źró-
 
deł, uzupełniających w niepośledniej mierze pracę, na której
 
Łukaszewicz zakończył swą Historyę szkół w Koronie i na
 
Litwie (Poznań, 1851). Epokę od roku 1796 do 1806, obej-
 
mującą prace rządu pruskiego w dziedzinie szkolnictwa
 
krajowego, udało się wyjaśnić dokładniej na podstawie cen-
 
nych raportów władz miejscowych pruskich, reskryptów
 
do nich przesyłanych i wizytacyi szkól podjętej w latach
 
Str 8
 
PRZEDMOWA.
 
 
1802 i 1803 przez Goedekego i Maierotta, delegatów mini-
 
steryalnych pruskich.
 
    Na tle dziejów ówczesnych szkolnictwa pruskiego,
 
zmienionego znacznie, wbrew woli ministeryum, pod wpły-
 
wem reform podjętych w tej dziedzinie w cesarstwie ro-
 
syjskiem, w jego dawnych dzielnicach polskich, działalność
 
Towarzystwa warszawskiego przyjaciół nauk staje się
 
w pierwszych  latach jego istnienia zrozumiałszą a histo-
 
rya tej instytucyi dla czytelnika donioślejszą.
 
 
* * *
 
   
 
     
 
    Już po wykończeniu niniejszej książki, po skreśleniu
 
słów wstępnych do niej, poświęconych ogólnej charakte-
 
rystyce dziejów Towarzystwa, z natury rzeczy, na trzy
 
części się rozpadających, z których niniejsza: od roku
 
1800 do 1806,, obejmuje czasy pruskie, następna, od
 
roku 1806 do 1815, obejmować ma czasy księztwa
 
warszawskiego, ostatnia zaś, od roku 1815, aż do
 
zamknięcia instytucyi, poświęconą będzie czasom kró-
 
lestwa kongresowego, odczytałem w najnowszej
 
pracy profesora Stanisława Tarnowskiego: Historya litera-
 
tury polskiej, wydanej w dniu pamiętnego jubileuszu 500-
 
lecia technicy Jagiellońskiej, znakomicie skreślony ustęp
 
o Towarzystwie warszawskiem przyjaciół
 
nauk.
 
    Mniemam, że z korzyścią dla skromnej monografii
 
niniejszej i dla czytelników będzie – wyłączenie do przy-
 
toczonych uwag wstępnych, tego właśnie świetnego ustępu,
 
w którym, wnuk Jana Amora Tarnowskiego, jednego z gorli-
 
wszych i zasłużeńszych członków Towarzystwa warszaw-
 
skiego przyjaciół nauk, z właściwą sobie znajomością przed-
 
miotu, samodzielnością poglądów i czarem krasomówczego
 
stylu, charakteryzuje działalność  uczonego grona, »któ-
 
 
 
Str 9
 
PRZEDMOWA.
 
 
rego – mówiąc własnemi Jego słowy — trzydziestoletnie
 
życie i działanie nie musiało być zupełnie marnem i pró-
 
żneni, które owszem musiało być istotnem ogniskiem
 
ruchu umysłowego i naokoło siebie wpływ niemały
 
wywierać, kiedy nadało swoje nazwisko epoce, kiedy mó-
 
wimy i zawsze mowie będziemy: Literatura Towa-
 
rzystwa Przyjaciół Nauk, smak Towarzystwa
 
Przyjaciół Nauk. pojęcia, prace Towarzy-
 
stwa Przyjaciół Nauk...«
 
    »Chcieć mówić — pisze prof. Tarnowski — że w Towarzystwie
 
owem nie było nic ciężkiego, nic pedantycznego, że wszystko zasłu-
 
guje na bezwzględne uwielbienie, lub że ono przy całej swojej pracy
 
postawiło naukę i oświatę n nas na takim stopniu, jak ona stała we
 
Francyi, w Niemczech. lub w Anglii, byłoby przesadą. Najuczeńsi
 
z członków Towarzystwa nie dochodzą miary wielkich uczonych za-
 
granicznych, niema między nimi ani Schleglów, ani Humboldtów,
 
ani Saya, ani Ricarda, ani Fichtego, ani Schellinga, ani Hegla, ani
 
Guizota, ani Villemaina, ani Sismondiego; uczoność ich nie jest euro-
 
pejska, nie podnosi oświaty i nauki w świecie, ale podnosi ją tylko
 
w Polsce, jest wyłącznie polską. Nie można się temu dziwić, niema
 
nawet co o tem mówić, trzeba pogodzić się z faktem, że od początku
 
naszego istnienia aż do dnia dzisiejszego nie staliśmy nigdy na czele
 
europejskiej cywilizacyi, a po utracie bytu politycznego, mniej niż
 
kiedykolwiek. Nie powinniśmy nawet, brać tego do serca i wyrzucać
 
sobie, bo nie nasza wina, że główny prąd historyi dotąd przez nasz
 
kraj nie płynął; ani my, ani nikt innj nie zdołałby go gwałtem
 
zwrocie w to koryto. Zatem, każda epoka naszych dziejów może być
 
spokojna w sumieniu i powiedzieć, że zrobiła swoje, jeżeli nie tro-
 
szcząc się o przodowanie cywilizacyi europejskiej, umiała utrzymać
 
i podnieść cywilizacyę wewnętrzną w Polsce. Wiek, na który pa-
 
trzymy z taką chlubą i z taką zazdrością, do którego zwracamy się
 
zawsze z tęsknotą, jak do najpiękniejszej chwili naszego życia, wiek
 
XVI nie zrobił nic więcej, a przecież któżby śmiał o nim powiedzieć,
 
że  zrobił za mało? Epoka Stanisława Augusta także nie zrobiła
 
więcej, ale zrobiła, co była powinna; a tak samo i epoka Towarzy-
 
stwa Przyjaciół Nauk. Nie wydała gwiazd pierwszego rzędu, przy-
 
świecających całemu światu, ale wydała takie, które w Polsce świe-
 
ciły jasno i oświecały ją dobrze. Towarzystwo założyło pierwsze
 
i niewzruszone podstawy znajomości prawa polskiego i jego historyi;
 
ono pierwsze przedsięwzięło badania nad językiem i dokonało dzieła
 
tak, że nikomu długo nie przychodziło do głowy, iżby je trzeba po-
 
Str 10
 
PRZEDMOWA
 
 
prawiać, lub zastąpić nowemi; ono postawiło pierwsze kroki w hi-
 
storyi literatury polskiej, w krytyce literackiej, pomimo wszystkiego
 
postąpiło znacznie, stworzyło ją prawie i utorowało drogę przed wła-
 
snymi nieprzyjaciółmi, dało im w rękę broń znacznie wydoskonaloną.
 
Jemuśmy winni pierwsze i bodaj czy nie najskuteczniejsze badania
 
słowiańskich początków Polski, jemu prace przygotowawcze do zna-
 
jomości własnego kraju pod względem geograficznym, geologicznym,
 
klimatycznym, handlowym, statystycznym. Ono pierwsze wreszcie
 
oprawia, nie na wielka skale może, ale pierwszy raz od trzech wie-
 
ków  w sposób rozumny i godny przedmiotu, grecką naukę nauk
 
(Szaniawski. Śniadecki, Goluchowski). A kiedy tak pracuje na polu
 
nauk i pamięta o umysłowych potrzebach narodu i kiedy za te jego
 
prace należy mu się uszanowanie i wdzięczność, to niemniej należy
 
mu się za to. że myślało o garbarniach i hutach żelaznych, o soli
 
i cynku, o płodozmianie i chorobach bydła, o wiejskich chatach,
 
o szkołach dla głuchoniemych, o kasach oszczędności, o obyczajach
 
i oświacie ludu, o zdrowiu, wygodzie, dostatku ludności we wszyst-
 
kich jej warstwach; że nauki i oświaty nie zamykało w najwyższych
 
sferach abstrakcyjnej mądrości, nie monopolizowało jej na korzyść
 
niektórych uprzywilejowanych mędrców, ale wznosząc ją jak mogło
 
najwyżej w nauce, zniżało zarazem do ziemi, łączyło ze wszystkiemi
 
stosunkami życia, kazało w praktyce służyć na pożytek powszechny
 
i wieloraki narodu«.
 
      »Jestto zwykłą cechą i zwykła historyą uczonych Towarzystw
 
i Akademij, że z wiedza i zamiarem, lub tylko naturalną koleją rze-
 
czy, z postępem czasu zamykają się coraz szczelniej w sferach naj-
 
wyższej mądrości i nauki, w obrębie uczonych i mędrców, na tych
 
kościach obwarowują się i ani niższemu światu nie pozwalają
 
do siebie przystępu, ani też same do niego nic zstępują. A w naturze
 
ich bywa jeszcze i to, że dochodzą do słusznego niezawodnie, ale
 
wielkiego przekonania o swojej wartości, do przesadzonego niekiedy
 
uczucia swojej powagi i godności, a poziomy świat, nie mogąc za-
 
przeczyć ich naukowej wyższości i zasługi, mści się za nie jak może,
 
przedrwiwując owo przeświadczenie o sobie i ową powagę, oskarża
 
o wyłączność, pedantyzm, o wzajemne dla siebie uwielbienie, wreszcie
 
pewien zastój, pewną jak żeby zatęchłość, która się wyradza w tych
 
wodach zwykle stojących, rzadko kiedy strumieniem nowym odży-
 
wianych. Powiedzieć, że Towarzystwo Przyjaciół Nauk nie miało
 
zgoła tej ostatniej własności, czy słabości, tego nie można. Czuło ono
 
swoją powagę i nosiło ją bardzo wysoko w poważnem zachowaniu
 
się i postawie na naprzykład Stanisława Potockiego, albo Koźmiana,
 
albo Osińskiego, widać ton cokolwiek wyniosły, sztywny, lekko
 
 
 
Str 11
 
PRZEDMOWA
 
 
gardliwy, który tak niecierpliwił młodszych, prostych i śmiertelnych,
 
nie będących obywatelami tego umysłowego 0limpu«.
 
      »Ale jeżeli ślady tej zwykłej słabości Towarzystw uczonych
 
dają się dostrzegać i w naszeni, to ich wady większe i szkodliwsze,
 
owego oddzielenia się od świata i życia i zamknięcia w sobie, niema
 
w niem wcale, owszem jest ciągły i żywy rzeczywisty związek po-
 
między narodem a Towarzystwem, które się podjęło kierownictwa
 
jego oświaty. Nie ma tego stosunku życia, nie ma tej potrzeby na-
 
rodu, o którejby Towarzystwo nie było myślało, w których nie by-
 
łoby się starało przyjść z pomocą i to jest jego właściwą cechą, jego
 
wielką zasługą i tajemnica jego prawdziwej i niepospolitej żywotności.
 
Wszystko, co robi, wszystko, co przedsiębierze, wszystko to poczyna
 
ono w jednej i tej samej myśli, która wiąże, i spaja w całość wszyst-
 
kie jego działania, w myśli służenia krajowi, przyniesienia mu prak-
 
tycznego, jak być może najprędszego, pożytku. Ten wysoki zmysł
 
organizacyjny i praktyczny, który się wyrobił u nas w latach po-
 
między pierwszym a drugim rozbiorem, który odznaczał prace Wiel-
 
kiego Sejmu i współczesna literaturę, ten sam umysł organizacyjny, zmysł
 
ładu, rządności, ciągłości i wszechstronności pracy, panował
 
w Księstwie Warszawskiem i w Królestwie kongresowem, wydał
 
ogromne wysilenia pierwszego i wyborną administracyę, wyborne
 
sądownictwo, doskonały stan wychowania i najlepszy podówczas
 
w Europie stan skarbu drugiego. Ten sam zmysł, tem sam duch
 
ożywiał i Towarzystwo Przyjaciół Nauk, we wszystkich jego dzia-
 
łaniach, nawet w tych, którym ducha patryotycznego i obywatel-
 
skiego zbyt długo zwykliśmy byli zaprzeczać«.
 
   
 
      Przyswoiłem sobie, ponad przyzwoitość może, nie bez
 
rzetelnej wszakże przyjemności, ów przydłuższy ustęp
 
z Historyi literatury polskiej (t. IV. 30 i nast.) prof. Tarnow-
 
skiego, aby mieć miarowskaz tego punktu widzenia, z ja-
 
kiego działalność naukową i obywatelską Towarzystwa
 
przyjaciół nauk rozpatrywaćby należało. Przeświadczenie
 
o konieczności i słuszności takiego, a nie innego, punktu
 
widzenia, nie może być niestety dowodem, iż autor pracy
 
niniejszej zadanie takie pomyślnie rozwiązał...
 
      »Szczegółowo historyą Towarzystwa — nadmienia w- końcu
 
przytoczonego powyżej ustępu prof. Tarnowski - któraby zgłębiła
 
wszystkie jego prace, osądziła wartość dzieł pod jego opieką wyda-
 
wanych, a przynajmniej rozpraw ogłoszonych w jego Rocznikach,
 
i wykazała, w jakim stanie ono każdą naukę z osobna w Polsce za-
 
str. 12
 
PRZEDMOWA.
 
stało, a w jakim ją po latach trzydziestu zostawiło, byłaby pracą
 
i potrzebną i zajmująca. Własny pożytek dzisiejszych dopomina się
 
o nią. niemniej jak sprawiedliwość względem dawniejszych« (str. 39).
 
 
      Taki ideał przyświecał wprawdzie autorowi przy pod-
 
jęciu niniejszego zadania, lecz wykonanie jego wobec ogromu
 
odnalezionego materyału źródłowego, okazało się niestety
 
przytrudnem i siły jego przerastającem... Ograniczył się
 
więc z konieczności do skromniejszej roli, nie historyka,
 
lecz kronikarza dziejów Towarzystwa, w tern przeświad-
 
czeniu, że odtworzenie całkowitej działalności instytucyi,
 
według osnowy protokółów jego posiedzeń, stanowić będzie
 
z czasem nader pożyteczny materyał dla przyszłych hi-
 
storyków umysłowości polskiej z początków bieżącego
 
stulecia.
 
Nie bez pewnej, dziś tak modnej, nastrojowej do-
 
niosłości będzie szereg widoków, przedstawiających War-
 
szawę, jaką była za czasów pruskich, bezpośrednio prawie
 
po wypadkach, które ją charakteru stolicy dawnej Rzplitej
 
pozbawiły. Widoki te, noszące jeszcze gdzieniegdzie ślady
 
niedawno przebytej katastrofy, stanowią część ongi bogatej
 
kolekcyi, sporządzonej około roku 1800 przez nieznanego
 
artystę malarza, z polecenia landgrafa Hlessen-Darmsztadz-
 
kiego, Ludwika X, późniejszego wielkiego księcia Ludwika I
 
(+ 1830). Są one dziś własnością znanego miłośnika rzeczy
 
krajowych, p. Mathiasa Bersohna.
 
Nie zachodzi oczywiście bezpośredni związek między
 
zewnętrzną, dekoracyjną stroną Warszawy pruskiej, a przed-
 
miotem niniejszej monografii. Badawcze wszakże oko roz-
 
ważnego czytelnika nie bez poważniejszej refleksji rozpa-
 
trywać będzie widoki owej ogładzonej, z cudzoziemska
 
przystrojonej Warszawy, wśród której zrodziła się akcya
 
ratunkowa, podjęta przez Towarzystwo przyjaciół nauk.
 
Tak mało już dziś pozostało śladów po dawnej stolicy
 
Rzpltej z przed stu laty i tak szybko pod wpływem no-
 
wych warunków jej bytu i nieustannego rozwoju nikną te
 
nawet, które stanowiły dotąd rodzima, charakterystyczną
 
 
str.13
 
PRZEDMOWA,
 
jej cechę, że wybaczyć można rozmiłowanemu w owych
 
pamiątkach po dawnych czasach szperaczowi, jeśli z każ-
 
dej korzysta sposobności, by zachować dla przyszłych po-
 
koleń choćby obrazkowe ich resztki...
 
Pragnął on również przekazać następcom rysy wszyst-
 
kich ludzi tamtoczesnej opoki, którzy w działalności To-
 
warzystwa przyjaciół nauk mieli tak owocny udział. Ży-
 
czenie to, dzięki uprzejmości J. O. Włodzimierza ks. Czet-
 
wertyńskiego, posiadacza jednego z najbogatszych zbiorów
 
rycin i pamiątek swojskich, Zygmunta Wolskiego, oraz
 
innych uczynnych kollekcyonistów, w większej części speł-
 
nionem zostało. Nie dało się wszakże, z uwagi na warunki
 
typograficzne, dopełnić warunku rozmieszczenia owych
 
wizerunków członków Towarzystwa w miejscach, gdzie
 
o nich mowa. Zastrzeżenie to czyni autor, licząc na pobła-
 
żliwość łaskawych, a wyrozumiałych czytelników.
 
==CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ PIERWSZY.==
 
 
Spuścizna po komisyi edukacyjnej. Opinia o niej v. Klewitza.
 
Pochwała królewska z r. 1794.
 
Kierownicy oświaty w Prusach południowych. Minister Woellner.
 
Otto hrabia Voss. Projek-
 
towane „naprawy". Von Hoym. Hommagium pruskie. Rozdawnictwo starostw.
 
Afferzyści.
 
Protest Zerboniego. Ślady spisku urzędniczego. Minister Goldbeck.
 
Pamflet v. Helda. Nowe
 
rządy v. Vossa. Korpus "towarcysów". Systemat Pestalozzego. Pożyczki.
 
Uktady bajońskie.
 
                Ministrowie v. Schrötter, v. Massów i Karol v. Beyme.
 
    W najsmutniejszej dziejów krajowych epoce, między
 
rokiem 1773, jako zaczątkiem bytu rozczłonkowanej
 
Rzpltej, a rokiem 1794, zamykającym okres jej podziałów
 
i zagłady państwowej, rozwijała się i promieniowała, prze-
 
możnym a dodatnim wpływom na umysłowość społeczeń-
 
stwa, instytucya, którą, jako najcenniejszą spuściznę po
 
przeszłości otrzymała, i z której posiewu długie jeszcze
 
lata korzystać miała Polska pogrobowa.
 
      Komisya edukacyjna, organizacyą swą wzorową i sy-
 
stematem szkolnym, skierowanym ku rozwojowi nietylko
 
umysłu, lecz i pierwiastków etycznych i humanitarnych
 
w miodem pokoleniu, była pierwszem w świecie ucywili-
 
zowanym ministeryum oświaty. Dala ona swym przykła-
 
dem państwom europejskim impuls do utworzenia władz
 
specyalnych, poświęconych wyłącznie ważnym sprawom
 
edukacyi młodzieży w duchu narodowym.
 
 
 
 
Wilhelm Antoni von Klewitz,
 
król.-pruski rzecz, tajny minister stanu.
 
(Staloryt Siega).
 
 
Z nietajonem zadowole-
 
niem przytaczano dotychczas,
 
wydany w roku 1805 w Ber-
 
linie, memoryał, ongi prezy-
 
dującego radcy w departamen-
 
cie Prus południowych, von
 
Klewitza, w którym, urządze-
 
nia szkolne Polski porozbio-
 
rowej, z lat 1783 i 1790, naz-
 
wano wprost »przedziwnemi».
 
    Opinia taka, dla umysło-
 
wości polskiej tyle zaszczytna,
 
nabiera tem większej wagi, ile
 
że stwierdzenie jej  znajdu-
 
jemy we wcześniejszym od pomienionego memoryału re-
 
skrypcie króla pruskiego, Fryderyka Wilhelma II, z dnia
 
14 lutego 1794 roku, do kamery poznańskiej przesłanego,
 
w którym, dziękując ówczesnemu radcy wojenno-ekonomi-
 
cznemu, von Strachwitzowi, za gruntowne o szkolnictwie
 
polskiem sprawozdanie i za jego »patryotyczną w dobrej
 
sprawie gorliwość«, król pruski bez ogródek wypowiada
 
zdanie, że urządzenia szkolne polskie, przez dawną komi-
 
syę edukacyjną opracowane, »są istotnie tak wzorowemi,
 
iż z pewnemi jedynie zmianami, zasługują na utrzymanie
 
i nadal«. („Diese Verfassung und die Grundsätze des Schul-
 
reglements... sind in der That so musterhaft, dass sie mit Mo-
 
difcationen hinzuhalten zu werden verdienen...)1).
 
      Tego rodzaju pochlebna opinia ośrodkach pomoc-
 
niczych dla rozwoju oświaty, w przyłączonych do monar-
 
chii pruskiej dawnych prowincyi polskich, nie oznaczała,
 
naturalnie, gotowości do popierania celu, ku króremu za-
 
rządzenia komisyi edukacyjnej zmierzały: do pielęgnowania
 
w duszach i umysłach podbitego narodu miłości do du-
 
chowej po ojcach spuścizny: języka, literatury i dziejów
 
swojskich.
 
    Wytrącony z rąk dawnych kierowników edukacyi
 
 
str 19
 
DZIAŁACZE  PRUSCY.
 
 
 
Jan Krzysztof Woellner,
 
król. - pruski, rzeczyw. tajny minister
 
stanu i sprawiedliwości.
 
 
narodowej oręż, służyć miał w rę-
 
kach nowego rządu jako narzę-
 
dzie podatne do szerzenia kul-
 
tury obcej, — do celów germa-
 
nizacyi; a jakkolwiek osnuty
 
w tym duchu system, wykony-
 
wany przez szereg lat z nieubła-
 
ganą konsekwencyą, żadnym nie
 
miał podlegać zboczeniom, to je-
 
dnak wytrawna polityka pruska
 
umiała wszelkim pomocniczym,
 
ku głównemu celowi zmierzają-
 
cym, zarządzeniom, nadać pozór
 
tyle humanitarny i etyczny, że
 
złudzone owym blichtrem umy-
 
sły, szczerych nawet patryotów
 
polskich, nie odmawiały jej zrazu współdziałania.
 
    Epokę, która nas zajmować będzie, wypełniają rządy
 
dwóch Fryderyków Wilhelmów pruskich: II-go i III-go.
 
Pierwszy z nich, przysporzył swej monarchii odpadłe od
 
Rzpltej, skutkiem drugiego rozbioru, rozlegle dzielnice pol-
 
skie; ostatni zaś, od roku 1798, objął to dziedzictwo po ojcu
 
i utracił je w części, po katastrofie 1806 roku. Współpra-
 
cownikami obu owych Fryderyków w dziele wynarodo-
 
wienia społeczności polskiej, byli, względnie, jedni i ciż
 
sami mężowie stanu, kierowani wspólną ideą — wynatu-
 
rzenia ducha polskiego, jego umysłowości i języka, drogą
 
edukacyi młodzieży, według norm, niby to postępowych,
 
w gruncie rzeczy wszakże osnutych na ciasnych formuł-
 
kach klerykalizmu protestanckiego.
 
    Obyczajowe zboczenia i niemoralność Fryderyka Wil-
 
helma II, stały się dźwignią do wyniesienia całej gruppy
 
etycznie nagannych osobników na szczebel kierownictwa
 
losami i umysłowością przyłączonych do monarchii, pod na-
 
zwą Prus południowych i południowo-wschodnich, prowin-
 
cyj polskich.
 
 
2*
 
str 20
 
CZĘŚĆ 1. rozdział pierwszy,
 
 
Otto Karol Fryd. von Voss,
 
minister pruski.
 
 
Jan Krzysztof Woell-
 
ner, były kaznodzieja prote-
 
stancki "un pauvre rotwrier"
 
„ein betrügerischer und intriguan-
 
ter Pfaffe", jak go w przystę-
 
pie cynicznej szczerości tytu-
 
łował Fryderyk Wielki, za-
 
wdzięczał swoje późniejsze
 
wyniesienie na dygnitarstwo
 
Oberfinanzratha i Premier-
 
ministra pruskiego (1786 r.)
 
bogatemu i zdradą osiągnię-
 
temu ożenkowi z niedoświad-
 
czoną hrabianką ItzenplitZ,
 
przedewszystkiem zaś — mis-
 
tycznym praktykom z królem, na tajnych schadzkach
 
w gronie sekty Rosenkreutzerów.
 
    Podjąwszy się do wspólki z drugim, tejże wartości
 
moralnej, działaczem, Ottonem Fryderykiem hrabią Vo-
 
ssem, — dopuszczonym do łaski królewskiej dzięki jedynie
 
oddaniu na pastwę lubieżności Fryderyka Wilhelma, ro-
 
dzonej siostry,2) zorganizowania nowo zdobytych dzielnic
 
polskich w duchu reakcyjnym, przekazał w roku 1714,
 
po ustąpieniu ze stanowiska ministra, to zadanie, swemu
 
następcy. «Materyału do naprawy — pisał Voss o swoim
 
zarządzie w roku 1796 — starczy na lat dziesiątki». Na-
 
prawa miała być prowadzoną nie środkami przymusu,
 
lecz łagodnością, wciąganiem inteligencyi polskiej, przez
 
stan szlachecki reprezentowanej, w sferę interesów pań-
 
stwowych, drogą kaptowania jej względów tytułami i na-
 
dawaniem jej gruntów kameralnych, na dostępnych wa-
 
runkach wieczysto-dzierżawnego posiadania3).
 
    Usypiając łagodnością swego systematu samowiedzę
 
narodową społeczeństwa polskiego, do tego stopnia, że, wbrew
 
rozkazom z góry, zabronił uroczystego obchodu na zie-
 
miach polskich rzadkich zwycięztw Prusaków, w pierw-
 
 
str 21
 
VON HOYM.
 
 
Karol Jerzy G. H von Hoym,
 
tajny min. stanu wojny i naczelny
 
minister ślązki (1739-1807).
 
 
szych walkach z Francyą rewo-
 
lucyjną, rozwijał natomiast hr.
 
Voss niestrudzoną działalność
 
w sprawach: niedopuszczenia du-
 
chowieństwa katolickiego do
 
udziału w Wychowaniu młodzie-
 
ży, w zachęcaniu tejże młodzieży
 
do kształcenia się w uniwersyte-
 
cie Frankfurckim (nad Odrą),
 
w projektach utworzenia w To-
 
runiu wszechnicy protestanckiej,
 
w ograniczania praw klasztorów,
 
w zarządzie funduszem szkolnym
 
pojezuickim, przedewszystkiem
 
zaś, zwracał uwagę na to, by
 
Prusy Południowe ekonomicznie
 
nie rozwijały się ze szkodą «macierzy» (Mutterstaat) t. j.
 
właściwej monarchii pruskiej4).
 
    Wybuch  powstania  koścłuszkowskiego w roku 1794
 
wstrzymaj na ćzas krótki działalność hr. Voasa. Następcą
 
jego czasowym stał się minister ślązki Karol Jerzy Henryk
 
v. Hoym, który też stał u steru zarządu Prusami Połu-
 
dniowemi przez lat trzy, do czasu ponownego powołania
 
Vossa na ów urząd odpowiedzialny.
 
    Karol Jerzy Henryk von Hoym (1739—1807) wynie-
 
siony w roku 1786 przez Fryderyka Wilhelma II do graf-
 
skiej godności, objął w roku 1793 zarząd kamerami: po-
 
znańską i piotrkowską. W roku 1795, po objęciu naczel-
 
nictwa w zarządzie Prusami Południowemi przyjmował
 
imieniem swego monarchy homagium od Warszawy, na
 
miasto pruskie zmienionej, i od przyłączonego kraju, przy-
 
czem miało miejsce głośne swego czasu zdarzenie — iż go
 
jedna z deputacyj «krolewską mością» nazwała5).
 
Upamiętnił von Hoym swoje rządy rozdawnictwem
 
starostw, zewsząd nadbiegłym spekulantom i afferzystom,
 
za bajecznie niską cenę, bogacąc tym sposobem całe rze-str 22
 
CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ PIERWSZY.
 
 
Henryk Juliusz, von Goldbeck.
 
  minister pruski.
 
 
sze nikczemnych kreatur, ze
 
szkodą skarbu narodowego. Po-
 
mocnikiem jego w tych mane-
 
wrach był nadleśny von Trie-
 
benfeld, który też sam na tej
 
spekulacyi grube zarobił pienią-
 
dze Wywołało to swego czasu
 
głośny protest ze strony wojsko-
 
wego Zerboniego z Piotrkowa,
 
za co, z rozkazu króla, nastąpiło
 
jego aresztowanie, a gdy przy
 
rewizyi papierów Zerboniego na-
 
trafiono na ślad stowarzyszenia,
 
mającego na celu poprawę sto-
 
sunków wewnętrznych państwa pruskiego, zaraportował
 
o tem v. Hoym królowi, skutkiem czego, wspólnicy Zer-
 
boniego: brat tegoż, kupiec wrocławski, dowódzca v. Leip-
 
ziger i kupiec Salice Contessa z Hirszberga, na karę for-
 
teczną skazani zostali. Po wstąpieniu na tron Fryderyka
 
Willi. III (1798 r.) uwolniono spiskowców, przyczem i mi-
 
nister Goldbeck, nieprzyjaźnie względem v. Hoyma uspo-
 
sobiony, przeciw któremu Hans v. Held wystąpił z gło-
 
śnym swego czasu pamfletem: "Die wahren Jacobiner im
 
preussischem Staate", złożonym został z urzędu. Niedługo
 
wszakże trwała gospodarka v. Hoyma w Prusiech Połu-
 
dniowych, gdyż już w roku 1798 zmuszonym był ustąpić
 
z zarządu i hr. v. Voss ponownie do władzy powołanym
 
został. Przywrócono tedy znowu dawny systemat łago-
 
dności i oględności w postępowaniu z ludnością polską.
 
    Zjednanie sobie względów szlachty stało się jedynym
 
celem przywróconego do władzy ministra. W takim postę-
 
pując duchu, powściągnął v. Voss zachcianki reformato-
 
rów do usamowolnienia włościan polskich6). Natomiast,
 
folgując rycerskiemu animuszowi szlachty polskiej, wyje-
 
dnał od króla zezwolenie, na utworzenie dla niej korpusu
 
lekkiej jazdy <<towarzyszów>>. (Towarcys)7). Zobaczymy na-
 
 
str 23
 
VON  VOSS.
 
 
Eberhard Juliusz Wilm. von Massow,
 
rzeczyw.min. stantu pruski.
 
 
stępnie bliżej owoce działalności
 
v. Vossa w zakresie szkolnictwa
 
polskiego, dla którego, przy po-
 
mocy księdza Jeziorowskiego, wy-
 
jednał zezwolenie na wprowadze-
 
nie do nauczania młodzieży sy-
 
stematu pedagoga Pestalozzi'ego.
 
Najbardziej wszakże wpływo-
 
wym i dla interesów monarchii pruskiej korzystnym, lecz ety-
 
cznie dla narodowości polskiej szkodliwym, był chytrze obmy-
 
ślony plan v. Yossa — rozpoży-
 
czenia szlachcie polskiej, na przy-
 
stępnych warunkach, olbrzymich kapitałów państwowych
 
i legatowych różnych stowarzyszeń, z hypotecznem ich
 
zabezpieczeniem. Pożyczki owe, wzmógłszy w narodzie
 
dążność do trwonienia ich na błyskotliwy przepych za-
 
baw, przeszły w roku 1810 drogą sprzedaży, z mocy kon-
 
wencyi bajońskiej, jako zdobycz wojenna, na rzecz króla
 
saskiego, księcia  warszawskiego.
 
    Niemniej względnym okazał się hr. Voss dla naro-
 
dowości polskiej, stawiając przeszkody ommigracyi do Prus
 
południowych kolonistów niemieckich, wbrew wyraźnej
 
w  tym duchu  woli ministra  v. Schrottera.
 
    Trwała ta gospodarka Vossa w Polsce aż do kata-
 
strofy pod Jeną. Zabrawszy wszystkie akta spraw Prus
 
Południowych, oraz wszelkie fundusze państwowe, opuścił
 
v. Voss sferę swej zgubnej działalności, by już do niej nie
 
powrócić.
 
    Pozostawił jedynie po sobie nieprzychylną miedzy po-
 
litykami pruskimi pamięć, gdyż jego to systematowi przy-
 
pisywano ułatwienie Napoleonowi drogi do opanowania
 
rychłego dawnych prowincyi polskich8).
 
    Biegunowo przeciwnym polityce łagodności z zarzą-
 
dzie Prusami Południowemi był współczesny Vossowistr 24
 
CZĘŚĆ l. ROZDZIAŁ PIERWSZY.
 
 
C. F. Beyme,
 
wielki kanclerz pruski.
 
 
wzmiankowany wyżej minitter
 
Fryderyk Leopold von Sehrötter
 
(ur. 1743). Ów przyjaciel oso-
 
bisty Kanta i zwolennik jego filo-
 
zofii, od roku 1791 prezydent
 
Prus Wschodnich i Zachodnich,
 
a od roku zaś 1795 i tak zwa-
 
nych Nowo Wschodnich, do któ-
 
rych okrąg Białostocki należał,
 
zwracał główne swe usiłowanie
 
ku ekonomicznemu podniesieniu
 
zdobytych krajów i ku niwecze-
 
niu wszelkiej narodowej samo-
 
wiedzy w ludności polskiej, przez
 
zdwojoną w sprawie jej zgermanizowania rychłego gorli-
 
wość. Wysyłał kosztem rządu kandydatów do posad wpły-
 
wowych w Polsce, za granicę, do Anglii i lokował ich
 
następnie w rozmaitych władzach centralnych, z instruk-
 
cyą bezwzględnego stosowania systematu exterminacyjnego
 
do ludności polskiej. I tego działacza bitwa pod Jeną wy-
 
trąciła z siodła, wśród najgorętszego rozmachu antipolskiej
 
działalności9).
 
    Dwaj jeszcze pruscy mężowie stanu pracowali je-
 
dnomyślnie w duchu łagodnego systematu germanizacyi
 
Prus południowych. Jednym z nich był powinowaty von
 
Vossa — Juliusz Eberhard Ernest v. Massow (ur. 1750),
 
który w ministeryum sprawiedliwości zarządzał depar-
 
tamentem Prus Południowych i Południowo-wschodnich,
 
a także wydziałem spraw duchowieństwa katolickiego
 
i protestanckiego w tychże prowincyach, osobistość giętka
 
i gotowa do wszelkich ustępstw na korzyść- silniejszego,
 
do tego stopnia, że z chwilą wkroczenia Napoleona do
 
Prus pospieszyła wspólnie z ministrem Goldbeckiem ze
 
złożeniem przysięgi homagialnej na wierność francuskiemu
 
zdobywcy.
 
Drugim wreszcie, tejże samej kategoryi działaczem,
 
 
str 25
 
VON BEYME
 
 
był minister Karol Fryderyk v. Beyme (ur. 1765 + 1833)
 
były asesor Kammergerichtu, zestosunkowany wspólnością
 
modnego humanitarnego kierunku najprzód z królewiczem,
 
a następnie z królem Fryderykiem Wilhelmem III, i z tego
 
względu nieprzychylnie przez historyografów pruskich
 
oceniany10*).
 
 
*) Podane w niniejszym rozdziale, oraz następnych, wizerunki
 
pruskich mężów stanu, zawdzięczam uprzejmości prof. dra Jakóba Caro.
 
str 26
 
ROZDZIAŁ II.
 
 
Fundusz pojezuicki. Projekta Goldbecka. Protest Hoyma. Uniwersytet katolicki.
 
Program
 
edukacyl wyższej. Büsching i jego Magazyn. Wydzielenie części funduszu
 
edukacyjnego na
 
uniwersytety pruskie. Badania źródłowe nad powstaniem owego funduszu.
 
Szkoły prote-
 
stanckie. Obliczenia Hoyma. Konsystorz ewangielicki w Poznaniu. Opinia Woellnera.
 
Karye-
 
rowicz Regehly. Zasada «ausrotten« w odniesieniu do języka polskiego.
 
 
    Gdy po ostatecznym rozbiorze Rzpltej rząd pruski za-
 
jął się energicznie sprawą oświaty i wychowania
 
w zagarniętych prowincyach polskich, na pierwszy plan
 
wysuniętą została — kwestya użycia funduszów pojezuickich
 
na cele germanizacyi Minister Goldbeck, popierając projekt
 
kamery poznańskiej, zażądał od ministra Hoyma, by fun-
 
dusze te przeznaczył, jeśli nie w całości, to przynajmniej
 
w części, na korzyść protestantów, przedewszystkiem zaś —
 
luteranów prowincyi Prus Południowych.
 
    Minister Hoym, w odezwie z dnia 11 listopada 1796
 
roku do ministra Goldbecka wystosowanej, zaprotestował
 
przeciw takiej pretensyi, przytaczając w obronie funduszu
 
edukacyjnego, iż ten powstał wyłącznie ze sprzedaży ma-
 
jątków pojezuickich, na które się wyłącznie katolicy
 
składali.
 
    Podsunął przytem myśl utworzenia z owych fundu-
 
szów — uniwersytetu katolickiego w Prusiech Południo-
 
wych, by taką drogą dojść do zatamowania wędrówek
 
młodzieży polskiej do wszechnicy krakowskiej11).
 
Nie zgodził się z poglądem na źródło powstania fun-
 
 
str 27
 
ŚRODKI GERMANIZACYI.
 
 
duszu pojezuickiego minister Goldbeck. W odezwie z dnia
 
24 listopada 1796, do konsystorza poznańskiego wystoso-
 
wanej, polecił wyśledzić: czyli majątki jezuitów nie po-
 
wstały z konfiskat mienia dyssydentów i powołał w tej
 
mierze epizod sprawy toruńskiej z roku 1725 12).
 
    Oparł się również stanowczo propozycyi Hoyma, by
 
utworzyć nowy katolicki uniwersytet w Prusiech Połu-
 
dniowych. «Aby wytworzyć między ludnością miejscową,
 
a głównie wśród kleru katolickiego, kulturę, moral-
 
ność i patryotyzm, — pisał Goldbeck — aby wywo-
 
łać poprawę charakteru narodowego i oswoić nowych
 
poddanych z nowemi rządami, nowem prawodawstwem
 
i obyczajami, należy działać w duchu zmieszania obu na-
 
rodowości (es sei ausserst wichtig, eine Mischung zwischen bei-
 
derlei Nationen hervorzubringen) i wyprowadzenia mieszkań-
 
ców Prus Południowych ze stanu odrębności, w jakim
 
dotychczas pozostawali, a co było główną przeszkodą
 
w postępie ich kultury... Utworzenie uniwersytetu w Pru-
 
siech Południowych bynajmniej nie przyczyni się do uła-
 
twienia młodym duchownym poznania innych ludzi i in-
 
nych obyczajów, i do wykorzenienia z ich umysłów zasad
 
nietolerancyi i przesądów...
 
      «Można zapobiedz wędrówkom do wszechnicy krakow-
 
skiej — obostrzeniem dotychczasowych w tej sprawie prze-
 
pisów... Należałoby raczej istniejący już we Wrocławiu
 
uniwersytet uposażyć w nauczycieli, dobrze językiem pol-
 
skim władająch»13).
 
    Źródłem informacyj ministeryum pruskiego o stosun-
 
nach ekonomiczno-polityczno-społecznych przyłączonych
 
prowincyj polskich, było w owym czasie wyłącznie
 
dzieło Antoniego Fryderyka Buschinga: Magazin fur neue
 
Historie und Geographie (Hamburg, 1767—1793), w którem
 
autor, uważany w swoim czasie za ojca nowożytnej geo-
 
grafii, zebrał wiele ciekawych o Polsce szczegółów. —
 
Obliczenie funduszu pojezuickiego na trzydzieści milionów
 
złotych  polskich,  przez Buschinga  dopełnione, obudziłostr 28
 
CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ DRUGI.
 
 
pożądliwość władz pruskich. Już król Fryderyk Wilhelm II
 
rozkazał wydzielić z owego funduszu kapitał pięć tysięcy
 
talarów, na rzecz uniwersytetów pruskich: Królewca, Frank-
 
furtu nad Odrą i Halli.  Zamierzano szczodrobliwość tę
 
zwiększyć, ze szkodą nowych poddanych. Oparł się tym
 
razem tej imprezie graf V. Hoym i, w odezwie z d. 4 gru-
 
dnia 1796 r. do ministra Goldbecka wystosowanej, stanął
 
w obronie zasady, iż dowierzać cyfrom problematycznym
 
Buschinga nie należy i że względy w słuszności nie do-
 
zwalają na tak bezceremonialne szafowanie funduszem,
 
którego źródło i cele były zupełnie odmienne od domyśl-
 
nych 14).
 
    Nie godząc się z poglądem min. Goldbecka, jakoby
 
fundusz ów powstał z konfiskat mienia dyssydentów, pisze
 
dalej Hoym:  «Dyssydenci byli wprawdzie ograniczani
 
i wyłączani od urzędów, lecz bynajmniej nie prześlado-
 
wani i nie pozbawiani majątków (allein nicht eigentlich ver-
 
folghtfojgt und ihrer Guter beraubt), a jeśliby nawet przyjąć, że
 
niejakie dobra przeszły taką drogą do jezuitów, to, na
 
wypadek restytucyi, należałoby te dobra zwrócić potom-
 
kom poszkodowanych, a nie — zupełnie obcym instytucyom...
 
Fundusz ten poedukacyjny należy obrócić w zupełności
 
na reformę szkół katolickich, wiejskich i miejskich, co i tak
 
pociągnie za sobą nakłady znaczne.
 
    Nie tak łatwo odstąpił Goldbeck od swego projektu,
 
a choć go złagodził w części tem, iż domagał się przezna-
 
czenia choćby pewnej części funduszu edukacyjnego na
 
tworzenie szkól protestanckich, to jednak graf Hoym i na
 
to zgodzić się nie chciał, powołując się na świeżo wy-
 
daną przez króla instrukcyę w przedmiocie szkolnictwa
 
w Prusiech Południowych i wymówił się niemożnością tra-
 
ktowania w tej sprawie z ministeryum pruskiem15).
 
    W odezwie gr. Hoyma do Goldbecka, z dnia 12 marca
 
1797 r, znajdujemy bliżej nas obchodzące szczegóły o wy-
 
sokości i przeznaczeniu funduszu poedukacyjnego w Polsce
 
pruskiej.
 
 
str 29
 
FUNDUSZ EDUKACYJNY.
 
 
    Składał się on z rocznych intrat, w wysokości około
 
30 tysięcy talarów, z których, po potrąceniu 5 tysięcy
 
talarów na uniwersytety pruskie, pozostałość, w kwocie
 
15 tys. talarów, przeznaczoną była na utrzymanie szkół
 
w departamencie warszawskim, jako to: na kollegia i płace
 
nauczycielskie. «Reszta 10 tys. talarów musi być poświę-
 
coną na zakłady uniwersyteckie, z uwagi, że akademie
 
polskie w Wilnie i Krakowie pod obce panowanie przeszły,
 
a zależy na utworzeniu seminaryum katolickiego i szkół
 
miejskich przedewszystkiem. Mam nadzieję — kończy gr.
 
Hoym — iż, przez nowe oszacowanie sprzedanych mają-
 
tków i realizacyę wątpliwych pretensyj, fundusz ten może
 
będzie powiększony, czem się obecnie kamera południowo-
 
pruska gorliwie zajmuje, lecz taki zamiar będzie wówczas
 
dopiero urzeczywistniony, gdy papiery i dokumenta za-
 
brane przez generała rosyjskiego von Buxhoewdena, przy
 
ustąpieniu jego z Warszawy, odzyskanemi zostaną, o co
 
już ministeryum spraw wewnętrznych u dworu cesarsko-
 
rosyjskiego poczyniło należyte starania».
 
    Najgorliwszym orędownikiem zagarnięcia części fun-
 
duszu pojezuickiego na cele szkolnictwa protestanckiego
 
był konsystorz ewangielicki w Poznaniu, w którym zasia-
 
dali: generalny consenior Kaulfuss, kreissenior Hellwig
 
i reformowany generalny senior Cassius.
 
    Wedlug ich opinii, przesłanej 23 stycznia 1797 roku
 
królowi i opartej na wiadomościach zaczerpniętych z dzieła
 
Węgierskiego (Regenvolsciusa): Slavonia reformata (1679),
 
w czasie prześladowań dyssydentów, 1614—1617 roku, za-
 
brać miano protestantom dwa kościoły, jedną szkołę i szpi-
 
tal w Poznaniu. Z konstytucyi 1775 r. wynika, że fundusz
 
edukacyjny przeznaczonym był na cele szkolnictwa, bez
 
różnicy wyznań chrześcijańskich, tem samem, zastosowanie
 
tej zasady do obecnego stanu rzeczy, nie powinnoby na-
 
stręczać trudności16).
 
    Poparł tę opinię i minister Woellner, w raporcie do
 
króla z d. 8 kwietnia 1797, wzmocniwszy ją uwagą, żestr 30
 
CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ DRUGI.
 
 
utworzenie zasiłkowym funduszem seminaryów mieszanych,
 
po za granicami Prus Południowych, w którychby, na ró-
 
wni z językiem macierzystym, uprawiano i język niemie-
 
cki, skutecznie mogłoby wpłynąć na reformę i poprawę
 
ducha narodowego Polaków17).
 
    Pożadliwem okiem zwracały się w stronę Prus Po-
 
łudniowych aspiracye karyerowiczów, by na gruncie kul-
 
tury dawnej polskiej posiać ziarno germanizacyi. Zarzu-
 
cano ministerya prośbami w tym kierunku, obiecując
 
szybką zmianę upodobań do form zaśniedziałych, a prze-
 
dewszystkiem do języka rodzimego, na korzyść, kultury
 
wyższej i języka niemieckiego.
 
    W języku polskim upatrywano głównego wroga no-
 
wego rzeczy porządku, i już wówczas, w końcu XVIII
 
wieku, wysunięto na plan pierwszy hasło „ausrotten!",
 
której, w czasach naszych, pseudo filozof i propagator za-
 
sady «bezwiedności», Hartmann, nadal tak smutnie popu-
 
larny rozgłos.
 
    O «wytępieniu» przedewszystkiem języka polskiego
 
marzył taki np. Regehly, kaznodzieja protestancki, guwer-
 
ner syna Maryi z książąt Czartoryskich, księżny Ludwiki
 
Wirtemberskiej, autorki Malwiny, po jej rozłączeniu się
 
z mężem. On to, osiadłszy w bawarskiem mieście Beyreuth
 
i bywając często w Puławach, zarzucał ministra Woellnera
 
prośbami, o powierzenie mu w Prusiech Południowych po-
 
sady nauczyciela, by wpływem swoim i kazaniami módz
 
przyspieszyć urzeczywistnienie celu upragnionego.
 
    Wydał on w swym czasie broszurę pod tyt.: „Über
 
Schulverfassung des an Südpreussen grunzenden Theiles von
 
Oberschlesieu" i wykazał w niej, że źródłem wszelakiej
 
niedoli niemczyzny w dawnych prowincyach polskich „ist
 
und bleibt immer - zuerst die polnische Sprache. So sehr auch
 
form gearbeitet wird, sie, wo nicht auszurotten, doch mit der
 
deutschen zu rerbinden, so behaupte ich doch,... że stać się to
 
może faktem... dopiero po wygaśnięciu dwóch pokoleń.
 
    Przyspieszenie tak pożądanego rezultatu mogłoby na-
 
 
str 31
 
ASPIRACYE REGEHLY'EGO
 
 
stąpić przy pomocy środków proponowanych przez Rege-
 
hlyego a mianowicie, przez powierzenie mu upragnionej
 
posady, do której ciągnie go «pełne najlepszych in-
 
tencyj serce dobrego Prusaka»18). - Tylko taki
 
systemat mógłby utworzyć silny łańcuch, którymby można
 
opętać niespokojne i za klubami tęskniące państwo (den
 
unruhigen und nach Klubbs durstenden Staat...) i przywiązać
 
je do osoby nowego monarchy...».str 32
 
ROZDZIAŁ III.
 
 
Projekta spekulacyjne profesora Reitemeyera. Elementarze i gramatyki niemieckie. Minister
 
Meierotto. Frankfurt nad Odrą środowiskiem propagandy niemczyzny. Obrona szkolnictwa
 
polskiego. Instrukcya królewska z roku 1797. Kierunek praktyczny wychowania. Humaniora.
 
Zgon Fryderyka Wilhelma II. Rządy nowe jego następcy. Sprawa wychowania, podjęta przez
 
Fryderyka Wilhelma III Sprawozdanie Vossa o szkolnictwie polskiem. Rozkład funduszu edu-
 
kaoyjnego. Projekt nowego uniwersytetu i środki tamowania wyjazdów młodzieży do Krakowa.
 
 
Nietylko wszakże karyerowicze z gatunku Regehlych
 
^ pragnęli pola do propagatorskiej działalności w Polsce.
 
Mieli oni współzawodników w ludziach, którzy również,
 
z ideą polityczno-państwową — przeobrażenia społeczeństwa
 
polskiego na nowy organizm, — łączyli zachcianki czysto
 
kupieckiej natury. Do rzędu takich osobników należał np.
 
głośny swego czasu uczony i profesor uniwersytetu we
 
Frankfurcie nad Odrą, Jan Fryderyk Reitemeyer (ur. 1755),
 
autor dzieła „Geschichte der Preussischen Staaten" (1801), na-
 
wołującego Prusy do misyi kulturalnej w słowiańskim po-
 
łudniowo wschodzie Niemiec.
 
Charakteru dwuznacznego, obyczajów nagannych19)
 
uważał się prof. Reitemeyer za apostoła idei etycznych
 
i krzewiciela prawdziwej oświaty, którą chciał zaszczepić
 
w Polsce za pomocą książek elementarnych i gramatyk
 
niemieckich. Zestosunkowany przyjaźnią z dawnym peda-
 
gogiem, autorem dzieła „Sitten und Lebensart der Romer" oraz
 
studyów nad Cyceronem, Tacytem i Liwiuszem, po roku 1788
 
i kierownikiem pruskiego OberschulcoUegium, wreszcie jednym
 
 
str 33
 
 
WARSZAWA PRUSKA.
 
 
B. pałac Generała posła A.O. barona Igelstróma przy ulicy Miodowej.
 
Akwarela nieznanego artysty dworu Landgrafa Hessen Darmsztadzkiego Ludwika X
 
z r. 1800, (z kollekcyi M. Bersohna).
 
str 34
 
CZĘŚĆ 1. ROZDZIAŁ TRZECI.
 
 
Prof. Henryk Ludw. Meierotto,
 
wizytator szkól Prus Południowych.
 
 
z ministrów wszechwładnych ga-
 
binetu króla Fryderyka Wilhel-
 
ma II, Janem Henrykiem Meie-
 
rotto, zwrócił się prof. Reitemeyer
 
do tegoż, w marcu 1797, z prośbą,
 
o nadanie mu przywileju na do-
 
starczanie do Prus Południowych,
 
gramatyk niemieckich, ze słowni-
 
kiem wyrazowym, tak, aby przez
 
to uczynić miasto Frankfurt nad
 
Odrą niejako środowiskiem pro-
 
pagandy niemczyzny między no-
 
wymi poddanymi polskimi.
 
    Minister Meierotto jedynie
 
z tego względu nie zgodził się na ów projekt, iż żądany
 
przez Reitemeyera przywilej służył już od dawna innym
 
firmom niemieckim20).
 
    Wszystkie powyższe zakusy patryotów pruskich miały
 
na celu odjęcie dawnym kierownikom wychowania w Pol-
 
sce, OO. Jezuitom i Pijarom, możności oddziaływania na
 
młodzież. Lecz na tej drodze spotkały się z systematy-
 
cznym oporem ze strony Grafa Hoyma, który, pojednaw-
 
czej trzymając się polityki w postępowaniu z poddanymi
 
polskimi, nie życzył sobie budzenia między nimi fermentu
 
niezadowolenia, po uśmierzonem niedawno powstaniu.
 
    Broniąc zasad szkolnictwa polskiego, ugruntowanego
 
przez wzorową dawną komisyę edukacyjną, pisał graf
 
Hoym w dniu 11 maja 1797 roku do ministra Woellnera:
 
«Raczy JW. Pan być przekonanym, że będące ongi pod
 
sterem dawnej komisyi edukacyjnej szkoły w Warszawie,
 
Poznaniu, Rawie i Łęczycy, nie są tak znowu ziemi, jak
 
to sobie niektórzy wyobrażają, i że, przy baczniejszym
 
nadzorze i ulepszeniach, mogą one stać się jeszcze bardzo
 
pożytecznemi instytucyami>>21).
 
    W tymże czasie, w maju 1797 roku, wydana została
 
dla tak zwanej komisyi edukacyjnej w Prusiech Poludnio-
 
 
str35
 
ZGON  FRYDERYKA  WILHELMA II.
 
 
wych instrukcya królewska, kontrasygnowana przez Hoyma,
 
celem krzewienia tyle niezbędnego i zbawiennego wychowa-
 
nia młodzieży polskiej („zur Befórderung der so nothigen und
 
heilsamen Erziehung").
 
      Zasadą jej było utrzymanie, ile tylko będzie można,
 
urządzeń dawnej polskiej komisyi edukacyjnej22), przy je-
 
dnoczesnem użyciu środków, do możliwego rozprzestrze-
 
nienia znajomości niemczyzny.
 
      Przewodnią nicią nowego systematu szkolnictwa miał
 
być kierunek przeważnie praktyczny, usunięcie tak
 
zwanych humaniorów, wykładanych w szkołach uczonych
 
(Gelehreschulen), na plan drugi, natomiast: wszczepianie
 
wszystkim wychowanemu zasad obowiązków względem
 
rządu i państwa, i dopuszczenie pedagogów świeckich do
 
wykładu w szkołach dla trzech wyznań chrześcijańskich
 
(katolickiego, augsburgskiego i reformowanego), z zastrze-
 
żeniem jedynie na korzyść osób duchownych prawa do
 
nauczania religii.
 
    Zaledwie nowa instrukcya szkolna mogła wejść w ży-
 
cie, nastąpił w roku jej wydania (1797, w grudniu) zgon
 
jej orędownika, Króla Fryderyka Wilhelma II. Berło po
 
nim objął syn jego, Fryderyk Wilhelm III. Jakkolwiek
 
pierwsze kroki nowego monarchy ujawniały dążność do
 
zerwania z tradycyą zeszłego rządu, tyle szkodliwą dla
 
sprawy tolerancyi religijnej i wolniejszej myśli, przez znie-
 
sienie znienawidzonego edyktu religijnego Woellnera i re-
 
gulaminu cenzuralnego i jakkolwiek, zaraz po objęciu rzą-
 
dów, Fryderyk Wilhelm III zaznaczył, że uważa sprawię
 
wychowania za przedmiot największej swej troskliwości,
 
to jednak systemat germanizacyi prowincyj polskich miał
 
być utrzymanym bezwzględnie i nadal, i wzmocnionym
 
wykładem Avszystkich przedmiotów szkolnych wyłącznie
 
w języku niemieckim23).
 
Graf v. Hoym, w raporcie z dnia 1 stycznia (1798 r.
 
przypomniał nowemu monarsze, że plan utrzymania zasad
 
dawnej komisyi edukacyjnej w Prusiech Południowych był
 
 
3*str 36
 
CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ TRZECI.
 
 
Jego wyłącznie dziełem, i że instrukcya szkolna, przez
 
zmarłego króla wydana, do tych zasad przeważnie się sto-
 
sowała"). Przedstawiając zatem królowi konieczność za-
 
mianowania kierowników owej komisyi, w osobach: dyrek-
 
tora kamery i radcy wojennego Helwinga, oraz radców
 
Ditiusa i rischera i dwóch dawnych profesorów b. szkoły
 
kadetów (welche das Zutrauen der Nation haben) 25) obiecuje
 
v. Hovm, że i nadal starać się będzie — o uszlachetnianie
 
ryle zaniedbanego narodu (auf die Veredlung der so sehr ver-
 
nachlässigten Nation zu wirken").
 
      W drugim roku panowania Fryderyka Wilhelma III
 
minister v. Voss zlożyl monarsze sprawozdanie ogólne o sta-
 
nie umysłowym i moralnym Prus Południowych, oraz dane
 
statystyczne w sprawie ich szkolnictwa. Jest to dokument
 
wagi pierwszorzędnej, zasługujący na baczną uwagę. Ba-
 
dany przez pryzmat pruski, organizm społeczny cząstki
 
najważniejszej dawnej Rzpltej, dodatnio się nie przedsta-
 
wiał. Zdaniem statysty pruskiego, Polacy ciągle jeszcze
 
podlegali niekorzystnym wpływom dawnej swej konsty-
 
tucyi. Szlachta była jakoby pozbawioną wszelakiego wy-
 
kształcenia, ze względu, iż korzystała z przywilejów uro-
 
dzenia, bogactw i wyłączności praw. Wyższe duchowień-
 
stwo niedomagało temiż samemi brakami, niższe—było cie-
 
mne i utrzymywało się ciemnotą ludu. Mieszczanin pod-
 
legał uciskowi szlachty; włościanie uginali sie pod brze-
 
mieniem pańszczyzny. Chłop polski — zdaniem Vossa —
 
odznaczał się łagodnością charakteru i zyskał wiele, wsku-
 
tek nowego rzeczy porządku.
 
    Straciły jedynie dużo szlachta i duchowieństwo, gdyż
 
nie jest to dla człowieczej natury łatwem — przeboleć rychło
 
doznaną stratę. (Es ist der menschlichen Natur so leicht nicht
 
einen Verlust zu verschmerzen). Dla poprawy narodu musi
 
więc państwo (die Polizei) szukać lekarstwa w przyszłych
 
pokoleniach i w ich wychowaniu.
 
    Najsilniejszym ku temu środkiem jest szkolnictwo
 
(Das kräftigste Mittel der Polizei besteht im Schulwesen).
 
 
str 37
 
SZKOLNICTWO  POLSKIE.
 
 
      Tu przytacza minister v. Voss dane statystyczne o sta-
 
nie szkół w Prusiech-Południowych.
 
      W 234 miastach znajdowało sic 223 szkól, po wsiach
 
zaś, w Liczbie 9166 miejscowości, było ich 489.
 
Ogółem, w 9400 miejscowościach było szkół 712, czyli,
 
że na 13 miejscowości wypadała jedna szkoła.
 
    Szkół tak zwanych «uczonych» było 12. Cztery aka-
 
demickie, zostające pod bezpośrednim kierunkiem rządu,
 
czyli dawne kollegia jezuickie: w Poznaniu, Kaliszu, War-
 
szawie i w Łęczycy. Siedm szkól pijarskich: w Rydzynie
 
(Reussen), Radziejowie, Piotrkowie, Wieluniu, Warszawie,
 
Łowiczu, Górze, jedna szkoła krzyżacka w Rawie (kreutz-
 
herren Orden).
 
      Fundusz edukacyjny, utworzony z dawnego, i z po-
 
datków od duchowieństwa pobieranych, wynosił 41096 ta-
 
larów, 5 groszy i 7 3/5 fenigów, wraz z procentem zaś,
 
około 60 tysięcy talarów. Zabezpieczony był na dobrach
 
Sierakowie, darowanych przez królowię Maryę francuską(?)
 
jezuitom, a następnie włączonych do funduszu edukacyj-
 
nego. Procenta wypłacano dotychczas księżniczkom bur-
 
bońskim: Adelajdzie i Wiktoryi, które już zmarły.
 
      W przyszłości fundusz edukacyjny wynosić miał je-
 
dynie 44096 talarów, 5 srebr. 7 3/5 fen. i z przeznaczeniem
 
go na utrzymanie szkół akademickich, pijarskich i niektó-
 
rych ślązkich.
 
    Jako wytyczny program przyszłego systematu edu-
 
kacyjnego stawia Voss: skierowanie młodzieży wyższych
 
klas do uniwersytetów niemieckich, w Królewcu i we Frank-
 
furcie nad Odrą27).
 
      Nie uważał przeto za właściwe utworzenia nowego
 
uniwersytetu, jak również zalecania młodzieży, by się uda-
 
wała do Wrocławia, gdyż fakultety tameczne: teologiczny
 
i filozoficzny, dopięcia pożądanego celu nie ułatwiają. Na-
 
tomiast, należałoby uniwersytet Frankfurcki obsadzić przez
 
profesorów teologii, katolików, by zachęcić kler do korzy-
 
stania z tamecznych wykładów.str 38
 
CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ TRZECI.
 
 
    Król, W reskrypcie z dnia 28 maja 1800 Vossowi
 
przesłanym, nie zgodził się na pogląd ministra w sprawie
 
obsadzenia niektórych katedr frankfurckich przez profeso-
 
rów katolików (wegen den nachtheiligen Eindruck auf die Pro-
 
testanten) i uznał, że dla teologów uniwersytet wrocławski
 
jest pożądańszy. Da się ten cel osięgnąć — ponowieniem
 
zakazu wędrówek młodzieży do Krakowa.
 
 
str 39
 
ROZDZIAŁ IV.
 
 
Wizytacye ministeryalne szkół w Prusach Południowych. Meierotto i Gedicke.
 
Ogólne ich
 
uwagi i wnioski. Asystencya Jerzego Samuela Bandtkiego. Nieznany szczegół
 
z jego życia.
 
Biografia Bandtkiego przez Helcia. Uwagi ogólne Bandtkiego nad sprawozdaniem
 
wizytatorów.
 
Zdziczenie kultury. Przestrogi uczonego i obywatela.
 
 
  Początkowe lata: 1801 i 1802 wieku XIX zaznaczyły
 
się dla umysłowości społeczeństwa polskiego Prus
 
Południowych szeregiem wizytacyj, podjętych przez zwierz-
 
chników szkolnictwa pruskiego, w ziemiach do Prus przy-
 
łączonych.
 
Oprócz ministra Meierotta, zjechał również do kraju
 
współpracownik jego, głośny w dziejach szkolnictwa pru-
 
skiego, dawny rektor ginmazyum w Friedriehswerder,
 
członek zwierzchniego konsystorza i Oberschulcollegium,
 
Fryderyk Gedicke (ur. 1754).
 
    Pozostawione przez owych wizytatorów sprawozdania
 
z objazdu Prus Południowych stanowią dokładny obraz
 
szkolnictwa ówczesnego i, w ogóle, stanu oświaty w tej czę-
 
ści dawnej Rzplitej. Nie doczekali się oni obaj rezultatów
 
podjętych starań.
 
Męczące wędrówki po kraju, pozbawionym jeszcze
 
podówczas dobrze urządzonych traktów i gospód, mroźna
 
pora roku, dla objazdów wybrana, nabawiły i jednego i dru-
 
giego choroby obłożnej, z której się nie podźwignęli. Meier-
 
otto zmarł w końcu 1801, Gedicke w początkach 1803 r.
 
na przypadłości gorączki tyfoidalnej28).str 40
 
CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ CZWARTY.
 
 
Dr Fryderyk Gedicke,
 
wizvtator szkół Prus Południowych
 
 
    Zaznacza Meierotto w swo-
 
ich uwagach niezadowolenie pro-
 
testantów, z powodu zbyt małej
 
pieczołowitości króla protestan-
 
ckiego około ich umysłowości.
 
Ubolewa wraz z nimi nad sła-
 
bym udziałem funduszu eduka-
 
cyjnego w sprawach ich wycho-
 
wania 29).
 
    Obaj sprawozdawcy przy-
 
szli w rezultacie swoich spostrze-
 
rzeń do jednobrzmiących wnio-
 
sków: 1) iż stan szkół w Polsce
 
był w każdym razie pomyślniej-
 
szym, aniżeli sobie początkowo wyobrażali. 2) Kamery
 
pruskie z wielką pieczołowitością krzątały się około sprawy
 
szkolnictwa. 3) Młodzież polska odznaczała się zdolnościami,
 
zapałem do nauki, zwłaszcza w dziedzinie matematyki i ję-
 
zyków obcych. 4) Zauważonym był brak środków do nau-
 
czania, domów szkolnych należycie urządzonych, książek
 
i nauczycieli. 5) Odczuwał się dotkliwy brak seminaryów
 
nauczycielskich. 6) Należałoby się odwołać do pomocy pe-
 
dagogicznej narodowych Polaków (Nationalpolen), ze sta-
 
rych prowincyi polskich. 7) W szkołach wiejskich i miej-
 
skich odczuwać się dawała słaba ich frekwencya,
 
niedostateczność zapłaty za pracę nauczycieli, wykład
 
oparty na pamięciowem recytowaniu. 8) Napotykały się
 
trudności w jednoczeniu w szkołach dzieci różnowyzna-
 
niowych. 9) Z pomiędzy szkół uczonych, parafialna szkoła
 
w Rydzynie była lepiej urządzoną, aniżeli wszystkie aka-
 
demickie, razem wzięte. Po niej dopiero idą: Warszawa,
 
Poznań, Łowicz. Z akademickich zasługują na wyróżnie-
 
nie: Kalisz, Poznań, Warszawa26).
 
    Zanim przytoczymy dalszy szereg uwag ogólnych
 
wizytatorów, mających dla historyka owych czasów zna-
 
czenie dokumentu wagi niepodrzędnej, nadmienić w tem
 
 
 
str 41
 
JERZY SAMUEL BANDTKIE.
 
 
miejscu należy, iż wizytacye szkół warszawskich odby-
 
wały się w asystencyi tłómacza przysięgłego, ówczesnego
 
nauczyciela we Wrocławiu, męża w literaturze naukowej
 
polskiej zasłużonego, Jerzego Samuela Bandtkiego. Prze-
 
konamy się następnie, o ile ten udział odbił się dodatnio
 
w memoryale przez Bandtkiego rządowi pruskiemu przed-
 
stawionym.
 
 
 
Jerzy Samuel Bandtkie,
 
pedagog-historyk (1768—1835).
 
 
    Jeżeli poszukiwania archiwalne już same w sobie
 
stanowią dla badacza źródło zadowolnienia wewnętrznego
 
i nagrodę za podjęte mozoły, to uczucie to potęguje się,
 
ilekroć w owych poszukiwaniach natrafiamy na fakta
 
natury donioślejszej, odsłaniające nam szczegóły dotąd
 
nieznane, a rzucające światło na daną postać, lub dane
 
wypadki, dotąd w ukryciu zostające.
 
    Znaliśmy Bandtkiego jako uczonego historyka litera-
 
tury i dziejów narodowych, lecz nie wiedzieliśmy, jakie
 
w owej skromnej postaci przyszłego reformatora biblioteki
 
jagiellońskiej bilo serce współczujące niedoli narodu, jaka
 
w niem tkwiła siła przekonania o konieczności ocaleniastr 42
 
CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ CZWARTY.
 
 
zasobów duchowych przekazanych przez przodków, dla
 
dobra skazanych na polityczną zagładę potomków.
 
    Ten, dotąd nikomu nieznany, epizod z życia Jerzego
 
Samuela Bandtkiego, ujawniony przypadkowo w dokumen-
 
tach archiwum tajnego berlińskiego, zasługuje na podnie-
 
nie i wyróżnienie.
 
      W tomie II Kwartalnika naukowego kra-
 
kowskiego z roku 1835 zamieścił był Helcel gruntowne
 
studyum o Jerzym Samuelu Bandtkiem, «w stosunku do
 
społeczności i literatury polskiej».  Oparł się
 
w niej zasłużony badacz nietylko na gruntownej ocenie
 
prac historycznych uczonego, lecz i na jego autobiogra-
 
ficznej notatce, dosłownie w końcu rozprawy przytoczonej
 
(str. 364). W notatce tej Bandtkie wspomina mimochodem,
 
iż, jako substytut i nauczyciel języka polskiego przy gim-
 
nazyum św. Elżbiety we Wrocławiu, został mianowany
 
w roku 1799 tłomaczem przysięgłym przy urzędzie muni-
 
cypalnym wrocławskim, a nieco później i przy kamerze
 
królewskiej we Wrocławiu; poczem wymienia dalsze swoje
 
urzędy, pozyskane w latach 1803 i 1804. Lecz o powołaniu
 
swem w charakterze tlomacza do wizytacyj szkól war-
 
szawskich, i o memoryale, który był owej missyi następ-
 
stwem, nie wzmiankuje... Nie wiedział też o nich i Helcel.
 
    Charakteryzując życie i dzieła Bandtkiego, kreśli
 
biograf w podniosłych słowach zasługi owego męża:
 
«W świecie zewnętrznych stosunków społeczeństwa swego
 
gościem był z innego świata, prorokiem wstecznym
 
(tak nazwał Schlegel badaczy dziejów przeszłości), ale
 
z swej oderwanej afery zwracał oczy ku rodzimym rze-
 
czom i w jednej dobie więcej swą myślą zlał dobra na
 
kraj ojczysty, niż nie jeden syn ziemi przez cale swe
 
życie».
 
    Szanując wolę zmarłego, który «wszelkie panegiryki
 
od siebie ze wstrętem odkazywał», nie skreślił Helcel po-
 
chwały Bandtkiego i zostawił do tego .innym otwarte
 
i nietknięte pole». Będzie więc po temu sposobność w pracy,
 
 
str 43
 
WIZYTACYE PRUSKIE.
 
 
poświęconej epoce, gdy lepsze umysły, pragnąc wyrwać
 
społeczeństwo rodzime z martwoty, zaczęły szukać śro-
 
dków do podniesienia przedewszystkiem umysłowości pol-
 
skiej i do rozbudzenia zamiłowania rzeczy swojskich.
 
      Zaszczytniejsze w tych usiłowaniach stanowisko na-
 
leży się mężowi, który, w tej właśnie epoce, ośmielił się
 
podnieść glos przestrogi, nawet wobec tronu, nawołując
 
króla do szanowania języka i literatury narodu, przeciw
 
któremu właśnie zwracały się wszelkie usiłowania germa-
 
nizatorów, mające na celu wytępienie i zagładę tych sza-
 
cownych po przeszłości pamiątek26).
 
    Pod wieloma względami miały wizytacye szkolne
 
w Prusiech Południowych dodatnie na losy szkolnictwa
 
polskiego następstwa. Stosując się do rad i uwag Bandtkiego,
 
pierwszy I ledicke powziął zamiar zespolenia systematu edu-
 
kacyjnego ze społeczeństwem polskiem, drogą powołania
 
do nadzoru nad wychowaniem młodzieży wybitniejszych
 
w ówczesnej epoce mężów. Wtedy to właśnie powziętym
 
został projekt utworzenia tak zwanego eforatu szkol-
 
nego i wtedy również osnuto projekt utworzenia w War-
 
szawie wzorowego lyceum, z uwzględnieniem, obok niem-
 
czyzny, wykładów wiciu przedmiotów w — języku polskim.
 
    Obserwacye uczynione na miejscu przez wizytatorów
 
przekonały ich, że o zgermamzowaniu przyłączonych do
 
Prus prowincyj, na razie przynajmniej, marzyć nie po-
 
dobna było. Przekonanie to spotęgowało się w Gedickem,
 
w podróży powrotnej przez Śląsk, gdzie miał sposobność
 
sprawdzenia naocznego smutnych rezultatów zakus rzą-
 
dowych, podejmowanych przez Niemców w ciągu całych
 
stuleci, gwoli wytępieniu pierwiastków narodowych w lu-
 
dności miejscowej.
 
    «Sprawdził on naocznie — pisał Bandtkie już po
 
śmierci Gedickego, po przejrzeniu powierzonych sobie pa-
 
pierów zmarłego, w memoryale przesłanym do ministeryum
 
pruskiego — że zaniedbanie języka macierzystego prowa-
 
dzi raczej do zdziczenia, aniżeli do kultury (dass die Ver-
 
str 44
 
CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ CZWARTY.
 
 
nachlassigung der Muttersprache mehr zurVerwilderung, als
 
zur Cultur fuhre), gdyż przy bardziej sprzyjających wa-
 
runkach znalazł on ludność na Śląsku Górnym bardziej
 
oporna, nieokrzesaną i mniej kulturalną, aniżeli rodowi-
 
tych Polaków. Bez względu na to, że Śląsk górny już lat
 
trzysta pod niemieckiem pozostaje panowaniem, a lat sześć-
 
dziesiąt pod berłem pniakiem, znajomość języka niemie-
 
ckiego jest tani jeszcze małą, jeśli nie żadną, a język
 
rodowity (eigenc Muttersprache) uległ tam zepsuciu. Prze-
 
konał  się nadto sprawozdawca,  że Polacy  nigdy  nie
 
zasmakują w niemieckiej literaturze, jeżeli własnej pielę-
 
gnować nie będą mogli.  Spadną oni na szczebel swoich
 
braci na Śląsku. Natomiast, im więcej będą mogli Polacy
 
uprawiać literaturę własną, tem łacniej upodobają sobie
 
literaturę niemiecką, a przez nią — i jej język. O tem, że
 
Polak wogóle nadaje się do stania się z czasem najwier-
 
niejszym i najchętniejszym poddanym pruskim — było to,
 
po bliższem z Polakami obcowaniu, przeświadczeniem zmar-
 
łego. Zyskuje się wszystko, jeżeli się zdobywa serce Po-
 
laka (dass man Alles gewonnen hat, wenn man die Herzen der
 
Polen gewinnt). Uwierzył wreszcie w to, że Polak, z powodu
 
właściwości swego charakteru, nigdy się zgermanizować
 
nie da, natomiast, zachowując swą polskość, może się wy-
 
robić na najlepszego patryote pruskiego»...
 
 
str 45
 
ROZDZIAŁ V
 
 
Memoryał Jerzego Samuela Bandtkiego. Charakter Polaków. Jego właściwości.
 
Smutny przy-
 
kład  Śląska Górnego. Warunki  podniesienia kultury umysłowej w Polsce.
 
Język potoczny.
 
Skutki zaniedbania języka ojczystego. Konieczność założenia polskiego uniwersytetu
 
i akade-
 
demii umiejętności w Warszawie.
 
 
    Do powyższych uwag ogólnych nad sprawozdaniem
 
Gedickego dołączył Bandtkie i swoje uwagi własne,
 
w których, mając na względzie podwójny swój charakter:
 
poddanego monarchii pruskiej i charakter nauczyciela
 
rządowego szkoły wrocławskiej, musiał naturalnie ważyć
 
każdy wyraz, każdy zwrot stylowy, by nie narazić swego
 
stanowiska i nie obudzić w sferach rządowych podejrzli-
 
wości o nielojalność uczuć swoich względem nowego po-
 
rządku rzeczy. A jednak, pomimo takiej oględności w wy-
 
rażeniach, wypowiedział Bandtkie to, co tkwiło na dnie
 
duszy każdego rozważnego i myślącego obywatela-Polaka,
 
usiłującego pogodzić warunki polityczne kraju, z istotnemi
 
potrzebami duchowemi społeczeństwa rodzimego.
 
    «Czas był zbyt krótki — pisał między innemi autor
 
memoryału — aby złagodzić w należytej mierze przeci-
 
wieństwa i przesądy, istniejące między Niemcami i Pola-
 
kami, a spotęgowane przez wypadki niedawne. Niemcy
 
zbyt często i zbyt silnie okazują niechęć Polakom, budząc
 
w nich uczucie dumy i nienawiści, które nie rzadko
 
szkodliwiej oddziaływa na sprawę, niżby to na pierwszy
 
rzut oka zdawać się mogło. Gdyby natura obdarzyła Po-
 
str 46
 
CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ PIĄTY.
 
 
laków zaletami włościwemi Niemcom, przeciwieństwo to,
 
o jakiem mowa, łatwoby się usunąć dało. Dobroduszny
 
Polak stałby się dzielnym Niemcom i nie odczuwałby tak
 
silnie swej niedoli. Lecz niepodobna Polakowi zdobyć się
 
na spokój i zimną rozwagę, wytrwałość w przedsięwzię-
 
ciach, żelazną pilność i oszczędność Niemców, które tych
 
ostatnich do obecnego świetności doprowadziły stanu. Na-
 
tura, która macochą nie jest, obdarzyła natomiast Pola-
 
ków innemi cnotami, zastępującemi tamte w zupełności.
 
    «Owe cnoty, Polakom właściwie, są w stanie utrwalić
 
pewność, że pod silnem i spokojnem panowaniem, nietylko
 
że Polacy nic ustąpią swym współobywatelom Niemcom, lecz
 
że w walce o pierwszeństwo nie pozostaną za nimi. Owemi,
 
Polakom właściwemi, cnotami są: wytrwałość w doli i nie-
 
doli i stąd wypływająca swoboda myśli (Frohsinn), po-
 
przestawanie na małem (Genugsamkeit), sztuka znoszenia
 
bez szemrania wszystkich przeciwności losu, zapał i entu-
 
zyazm w podejmowanych pracach, łatwość oryentowania
 
się, fizyczna i umysłowa zręczność.
 
      «Cnoty owe uczynią z Polaków wszystko: dobrych
 
i wiernych poddanych, ludzi dzielnych, nie znających znie-
 
wieściałości i obawy przed niebezpieczeństwem, a nawet
 
najpilniejszych obywateli, jakkolwiek zamiłowanie do pracy
 
jest u nich sporadycznem.
 
      «Lecz nigdy Polak nie stanie się dobrym Niemcem
 
(Aber niemals kann aus den Polen eiu guter Deutscher werden).
 
Historya Śląska górnego jest w tej mierze najlepszym do-
 
wodem. Że jednak Polacy pod wieloma względami na niż-
 
szym pozostają szczeblu, jestto następstwem szeregu nie-
 
szczęśliwości, których winy im wyłącznie przypisywać nie
 
można.
 
    «Aby skojarzyć ściślej Polaków z monarchia pruską,
 
aby zjednać sobie ich serca, należy przy urządzaniu szkół
 
mieć na względzie następujące stosunki:
 
    1. Polacy powinni poznać literaturę niemiecką w ca-
 
 
 
str 47
 
MEMORYAŁ J. S. BANDTKIEGO.
 
 
łej jej rozciągłości, lecz nie zaniedbywać przytem i swojej
 
własnej.
 
    2. Urzędujący w Prusiech Południowych Niemcy, i ci,
 
którzy tu w przyszłości działać mają, winni się dokładniej
 
obeznać z piśmiennictwem polskiem.
 
    3. Skojarzenie obu literatur winno ku temu utoro-
 
wać drogę, by Niemiec — Polakiem, a Polak — Niemcem
 
nie gardzili.
 
    4. Księgarstwo polskie i niemieckie winno być we-
 
dług możności popieranem.
 
    5. Polskim patryotycznym pismom i dziennikom nie
 
powinna być stawianą w rozkrzewianiu się żadna prze-
 
szkoda.
 
    «Co do tego, że tylko ukształcony Polak mógłby w je-
 
dnakiej mierze pielęgnować literaturę polską i niemiecką,
 
Polak, mający czas i możności kształcenia się i zdobywa-
 
nia taką drogą urzędów i godności, samo się przez się ro-
 
zumie, gdyż prosty człowiek (der gemeine Mann), niema po
 
temu ani czasu, ani sposobności, będąc zmuszonym ciężką
 
pracą na chleb codzienny zarabiać. I prostak niemiecki
 
rzadko kiedy rozumie należycie swoją macierzystą mowę,
 
a jeśli nie odbył nauki szkolnej, zapomina częstokroć o pra-
 
widłach pisowni i o innych niezbędnych wiadomościach.
 
Wszędzie w Niemczech napotyka się gwara prowincyo-
 
nalna; jakimże tedy sposobem można żądać, by prostak
 
polski uczył się niemczyzny i polskiego jednocześnie?
 
      «Prostak polski musi być pozostawiony przy swoim
 
wyłącznie języku polskim, a Polak ukształcony powinien
 
pielęgnować i swój język ojczysty — obok niemieckiego.
 
      «Zaniedbywanie języka macierzystego jest źródłem
 
barbarzyństwa i zdziczenia (Die Vernachlassigung der Mut-
 
tersprache zieht Barbarei  und Verwiderung nach sich). Pogra-
 
niczne prowincye wielu państw, gdzie panuje mieszanina
 
języków, są po większej części mniej kulturalne, aniżeli
 
inne, np. Sabaudya, Lotaryngia i Górnoślązk. Jaką szkodę
 
wywołało tam zaniedbanie macierzystego języka? Powołuję
 

 
str 48
 
CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ PIĄTY.
 
 
się w tej mierze na pisemko kaznodziei anhalckiego, Jana
 
Samuela Richtera: "Oberchlesische Landman" (Korn, 1797).
 
Że stany ukształcone oddziaływują na szarą rzeszę — nikt
 
nie za przeczy.  W jednakiej więc mierze skojarzenie nie-
 
mieckiej literatury z polską między ukształconemi, mia-
 
łoby wpływ zbawienny na gmin. Żadna szkoła na świecie
 
nie jest zdolną nauczyć naród obcego temuż języka. Tego
 
uczy doświadczenie. Szkoły tedy niemieckie dla polskiego
 
chybiają swego celu najzupełniej, czego dowodem
 
jest Górnośląsk.
 
    «Aby jednak skojarzyć literaturę niemiecką z polską
 
rozkrzewić ja między ukształconemi warstwami narodu,
 
potrzebnem jest utworzenie ginmazyum, któreby, obok
 
szkół pijarakich, dawało młodzieży polskiej, wystawionej
 
na niebezpieczeństwo zdziczenia, możność kształcenia się
 
osiągania  zawodów obywatelskich. Nie podobna myśleć
 
0 kulturze narodu, bez środków właściwego nauczania;
 
jeśli Polacy mają być skazani na zejście do poziomu
 
Górnośląska, to i stulecia całe nie wystarczą dla ich pod-
 
niesienia.
 
      «Aby jednak ułatwić młodzieży polskiej, a zwłaszcza
 
wyższych stanów, możność zdobywania honorowych sta-
 
nowisk , byłoby w rzeczy samej do życzenia, utworzenie
 
w jakiemś mieście — uniwersytetu polskiego. Utwo-
 
rzenie uniwersytetu wyłącznie niemieckiego, miałoby sku-
 
tek taki. jak np. założenie przez Józefa II uniwersytetu
 
we Lwowie. Z uwagi jednak, że fundusze na taki cel mu-
 
siałyby być znaczne, znaczniejsze w Prusiech Południo-
 
wych, aniżeli w Niemczech, o urzeczywistnieniu rychłem
 
tego celu myśleć nie można, jakkolwiek już książę Albrecht.
 
pruski właściwie miał na celu założenie w Królewcu uni-
 
wersytetu polskiego. Zniesienie zaś uniwersytetu niemie-
 
ckiego i obrócenie jego mienia na uniwersytet polski, ró-
 
wnież z wielu względów byłoby trudnem.
 
«Lecz nawet bez wielkich nakładów możnaby wiele
 
dla  literatury  polskiej, przez założenie
 
 
 
str 49
 
AKADEMIA  UMIEJĘTNOŚCI.
 
 
w Warszawie Akademii Umiejętności. Gdyby
 
państwo zdobyło się na utworzenie takiej akademii, wzmo-
 
głaby się ambicya Polaków, w kierunku odznaczenia się
 
na polu nauki. Niejeden z nich znalazłby pole do zaszczy-
 
tnego i pożytecznego zajęcia, inny znów, z poczucia pa-
 
tryotyzmu, starałby się o utworzenie jakiejś pożytecznej fun-
 
dacyi, tak, że pomoc państwa okazałaby się w następstwie
 
zbyteczną, Napływ obcych z Galicyi i z Rosyi mógłby
 
bardzo korzystnie oddziałać na rozkwit Warszawy»30).
 
 
TOWARZYSTWO WARSZAWSKIE
 
4str 50
 
ROZDZIAŁ. VI.
 
 
Wymiana poglądów między ministrami v. Schrotterem i v. Vossem z powodu
 
memoryału Bandt-
 
kiego. Radykalizm Schroottera. Jedność językowa w państwie. Przykład Węgier
 
I Tyrolu, w ze-
 
stawieniu z Inflantami i Litwa pruska. Język zdobywców. Stan przejściowy.
 
Imperatyw kate-
 
goryczny. Przepowiednie wpływu języka rosyjskiego na polski. Język i literatura
 
polska w po-
 
jęciu ministra pruskiego. Zadanie germanizacyi. Odpowiedź v. Vossa.
 
Jego zastrzeżenia.
 
Względy polityczne.
 
  Memoryał Bandtkiego, złożony na ręce v. Vossa, prze-
 
słanym został 23 września 1803 r. do Berlina J. E.
 
ministrowi v. Schroetter, żarliwemu, jak wiemy, zwolenni-
 
kowi bezwarunkowego i bezzwłocznego zgermanizowania
 
Prus Południowych.
 
    Minister von Schroetter odczytał uwagi Bandtkiego
 
i wypowiedział o nich opinię w odezwie do Vossa, który,
 
ze swej strony, rezultaty owej dyskussyi zakomunikował
 
ministrowi naczelnemu v. Massowowi.
 
    Z owych wzajemnych wynurzeń można utworzyć
 
sobie dokładne wyobrażenie o prądach, jakie w sprawie
 
polskiej w sferach urzędowych polskich ścierały się w owym
 
czasie, gdy jeszcze nieprzewidywano tak rychłego od-
 
padnięcia Prus Południowych od monarchii i zabierano
 
się do gruntownego przeinaczenia na nową modłę orga-
 
nizmu polskiego.
 
    — «Niezaprzeczenie — pisał v. Schroetter do Vossa —
 
wiele uwag nauczyciela Bandtkiego jest trafnych i nada-
 
 
str 51
 
UWAGI MINISTRA V. SCHROETTERA.
 
 
jących się do spożytkowania przy urządzeniu szkolnictwa
 
w nowych prowincyach. Z tem wszystkiem, niepodobna mi
 
zataić przeświadczenia, że autor memoryału zbyt wielką,
 
utrzymaniu języka polskiego i polskiej literatury przypi-
 
suje wagę (gar zu vielen Werth auf die Erhaltung der poloni-
 
schn Litterutur und der poln. Sprache legt). Zdaje mi się, że
 
historya wszystkich krajów i narodów stwirdza ów pe-
 
wnik, że prowineya, w której ludność dwojakim między
 
sobą porozumiewa się językiem, nigdy do wysokiego sto-
 
pnia kultury i rozwoju umysłowego u ogólę podźwignąć
 
się  nie  zdoła, i że, taki kraj, w przeciwieństwie do tych.
 
w których jeden tylko język jest językiem miejscowym,
 
zawsze na niskim poziomie rozwoju pozostaje. Za daleko by
 
to nas zawiodło, gdybyśmy chcieli dotrzeć do źródła przy-
 
czyn tego zjawiska; lecz że to tak w rzeczywistości się
 
dzieje, o tom świadczą przykłady dawniejszych i now-
 
szych czasów, a między innymi: przykład Węgier i połu-
 
dniowego Tyrolu, w zestawieniu z innemi prowincyami
 
monarchii austryackiej; przykład Inflant, Kurlandyi, Litwy
 
pruskiej, Głórno-Ślązka, części Prus Zachodnich i Wscho-
 
dnich, w zestawieniu z Niemcami.
 
      «Nie trudnem byłoby również dowieść, że kultura
 
prowincyi przez obcy naród zdobytej, tem rychlej się
 
wznosi, im rychlej pierwsza przyswaja sobie język, zwy-
 
czaje i obyczaje zdobywców, tam zwłaszcza, gdy i bez tego
 
sama jeszcze na niższym szczeblu kultury pozostaje, ani-
 
żeli ów kraj. do którego wcieloną została. 0 tem, że język
 
niemiecki niezadługo wielkie w prowincyach dawnej Bel-
 
ski, do Prus i Austryi przy łączonych, uczyni postępy, wąt-
 
pić nie można. Warunki bytu tanecznego, odbywania po-
 
siedzeń publicznych, wydawanie rozporządzeń i praw
 
częścią wyłącznie w tym języku, lub też na równi z miej-
 
scowym, zamieszkiwanie kraju przez niemieckich urzędni-
 
ków wojskowych i cywilnych, odwiedzanie niemieckich
 
rezydcncyj i niemieckich dworów przez bogatą szlachtę,
 
konieczność odbywania nauk teologicznych, lekarskich
 
 
4*str 52
 
CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ SZÓSTY.
 
 
i prawniczych w uniwersytetach niemieckich, umieszczanie
 
ludzi z gminu w garnizonowych miastach niemieckich,
 
wszystko to musi się do przyczyniać do większej znajo-
 
mości języka niemieckiego. A gdy się wnioskowanie, z do-
 
świadczenia osiągniętego w Prusiech Zachodnich, przeniesie
 
na Prusy Południowe i Południowo Wschodnie, to przyjąć
 
można U pewne, że za lat 30 lub 40 nie znajdzie się
 
w tych prowincyach człowiek jako tako wykształcony, któ-
 
ryby niemieckim nie mógł władać językiem.
 
    «Ów stan przejściowy, w którym mieszkańcy Prus
 
Południowych i Nowowschodnich przez długie jeszcze lata, na
 
rozmaite kategorye będą musieli być dzieleni, nie wpływa
 
pomyślnie na rozwój owej kultury.  Jednakże,
 
gdy z natury rzeczy i z warunków, w jakich owe prowin-
 
cye do pruskiej i austryackiej pozostają monarchii — nie-
 
podobna zatamować dalszego krzewienia się w nich języka
 
niemieckiego, przeto wydaje mi się kwestyą zasadniczą
 
i, niejako systematem rządowym obu państw rozbiorowych,
 
nie wpływać specyalnemi środkami i urządzeniami na
 
kształcenie się języka polskiego i polskiej literatury. Pro-
 
wincye te muszą się stać niemieckiemi. Takim jest cel
 
rządu. (Diesc Provinzen müssen deutsch werden, dies ist das
 
Ziel der Regierung). Chcieć gwałtownemi środkami ów cel
 
urzeczywistnić, byłoby bezużytecznem i bezcelowem. Na-
 
popierać przywiązanie narodu do swego języka
 
macierzystego, znaczyłoby: utrwalać ów stan przejściowy
 
i tamować rozwój i.wej kultury.
 
    «Nie wydaje mi się to niemożliwem, iż język polski,
 
po upływie kilku (einigen) generacyj, albo się w zupełności
 
zatraci. lub też, przez swą siostrzycę — język rosyjski —
 
będzie pochłonięty (entweder sich ganz verliert, oder von ihrer
 
Schwester, der rusischen Sprache, verschlungen sein wird).
 
Skutkiem podobnych wydarzeń, jak te, mocą których pań-
 
stwo Polskie upadło: wygasły języki hebrajski i łaciński,
 
a z żyjących - staro pruski, w zupełności, wendvjski i li-
 
tewski po większej części.
 
 
str 53
 
O JĘZYKU POLSKIM.
 
 
  «Takiż sam los czeka — o ile się polityczny stan
 
rzeczy nie zmieni — i język polski, a to tem pewniej, jeśli
 
się zważy na stan kultury narodu polskiego, w zestawie-
 
niu z niemieckim, lub rosyjskim, na wadliwy ustrój języka
 
polskiego (mangelhafte Ausbildung der polu. Sprache) niewielką
 
wartość dzieł literatury polskiej (den geringfugigen Werth
 
der  Werke der polnischen Litteratur).
 
    «Ów — według normalnego biegu rzeczy fakt oczeki-
 
wany — wstrzymać, wydaje mi się rzeczą niepożądana.
 
To zaś, by skutkiem zaniedbania języka macierzystego
 
naród ów mógł popaść w barbarzyństwo, jak to utrzy-
 
muje autor memoryalu, nie zdaje się być dopuszczaniem.
 
    «Przykład Górnoślązka, według mego zdania, nie jest
 
przekonywającym. Na slaby rozwój kultury wpłynęły tam
 
inne, odleglejsze warunki, przedewszystkiem wadliwość
 
kultury ziemi.
 
    «Jakkolwiek w ogólności nie umiałbym określić, jak
 
daleko może się. posunąć państwo, by znajomość- niemczy-
 
zny rozkrzewić między Ludnością rdzenną prowincyj pol-
 
skiech, to jednak, pomysł zakładania po miasteczkach pol-
 
skich i po wsiach, wyłącznie szkół polskich wydaje
 
mi sic niewłaściwym.
 
    «Przypuszczam, że, w rzeczy samej, konieczność zmusi,
 
poprzestać w wielu szkołach na nauczycielach władają-
 
cych tylko mowa polską. Jednakże ta, w wyjątkowych
 
jedynie wypadkach występująca konieczność, niepowinna
 
tworzyć reguły.
 
    «Syn rolnika i mieszczanina w małych miasteczkach,
 
który tylko: rachować, pisać i czytać, a niczego więcej
 
uczyć się nie powinien, znajdzie jeszcze dosyć czasu na
 
naukę języka niemieckiego. O ile dzieci polskie będą z nie-
 
mieckiemi pomieszane, język niemiecki z łatwością da się
 
im przyswoić. A choćby takie dziecko do 10 roku życia
 
wyniosło ze szkoły znajomość- kilku niemieckich wyrazów
 
i wyrażeń potocznego życia, to nie będzie to bez pożytku,str 54
 
CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ SZÓSTY.
 
 
by ułatwić niemieckiemu językowi w przyszłych pokole-
 
niach coraz szersze zastosowanie.
 
    «W szkołach mieszczańskich miast większych, wy-
 
kład, mego zdania, musi być w obu językach prowa-
 
dzonym. Jeśli to nie nastąpi, powstaną albo same polskie,
 
lub same niemieckie szkoły, które będą wyodrębniać mię-
 
dzy sobą rozmaite klasy narodu i pociągać za sobą na-
 
stępstwa niepożądane.
 
    «W tak zwanycb szkołach uczonych, zdaniem mo-
 
jem, winien być wykład w niższych jedynie klasach pro-
 
wadzonym po polsku, lecz jednocześnie, należałoby zważać
 
na to, by uczeń przyswajał sobie zwolna znajomość nie-
 
mieckiego języka w takim stopniu, by mógł w wyższych
 
klasach słuchać z korzyścią wykładu niemieckich nauczy-
 
cieli. W tym wypadku uważałbym za zbyteczne, by w kla-
 
sach  wyższych używano naprzemian obu języków. Do-
 
świadczenie uczy, że rdzennemu Polakowi niezmiernie jest
 
trudno przyswoić sobie gruntowną znajomość języka nie-
 
mieckiego w mowie i piśmie. Należy mu przeto nieodzo-
 
wnie daćmożność ciągłego stykania sic z mową niemiecką
 
i z jej pismem. Da się to, zdaniem mojem, osiągnąć: jedy-
 
nie drogą wykładów  naukowych w języku  niemieckim
 
przekładami starych autorów na język niemiecki. Na
 
ćwiczenia gramatyczne w języku polskim, dla tych, co
 
od kolebki uczą się tego języka, dostateczna byłoby prze-
 
znaczyć dwie godziny tygodniowo.
 
    «Dla tego jedynie rozszerzyłem się nad tym przed-
 
dmiotem ponieważ uważam go za jeden z najważniejszych
 
czynników w organizacyj nowych prowincyj i dla tego
 
byłoby  wielkiem dla  mnie zadosyćuczynieniem,  gdyby
 
JWPan jednakiego ze mną był w tej sprawie zdania.
 
  Berlin 81 października 1803.
 
v. Schrotter".
 
    Wiemy, że Voss w zarządzie swoim trzymał się zaw-
 
sze polityki pojednawczej, nie chcąc budzić między ludno-
 
scią polską szemrania i niezadowolenia. Wobec tak katego-
 
 
str 55
 
ŚRODKI ZARADCZE
 
 
ryoznie wyrażonej woli wszechwładnego ministra Sehroet-
 
tera, w kierunku bezwzględnej germanizacyi prowincyj
 
polskich, nie mógł oczywiście narazić swego stanowiska
 
i. w układnej odezwie z 27 listopada 1803, uznał zasadni-
 
czy pogląd swego zwierzchnika za usprawiedliwiony, pod
 
niejakiemi wszakże zastrzeżeniami:
 
    «Wynurzony przez Waszą Eixc z powodu memorya-
 
łów nauczyciela Bandtkiego, sentyment (Sentiment) — pisał —
 
w przedmiocie stopniowego wprowadzania języka niemiec-
 
kiego do niegdy prowincyj polskich, wyczerpuje ów przed-
 
miot w zupełności. Zgadzam się z nim całkowicie i wynu-
 
rzając Waszej EIXC podziękowanie, pozwalam sobie wszakże
 
uczynić tę uwagę:
 
    «Jak długo jeszcze, z powodu braku nauczycieli wła-
 
dających dobrze językami niemieckim i polskim, wykład
 
musi być przeważnie w języku polskim prowadzony, by-
 
łoby do życzenia: tych nauczycieli do wykładu dopuszczać,
 
a nie usuwać ich całkowicie. Im więcej urzędujący w Fre-
 
siech Południowych i Południowo- Wschodnich zaniedbywać
 
będą ów, tak w miejscowych warunkach potrzebny, język
 
krajowy, tern szkodliwiej mogłoby to oddziałać na sprawę
 
budzenia w tej mierze niezadowolenia w narodzie (einen
 
üblen Eindruck bei der Nation hervorzubingen" 31).
 
    Powyższa wymiana .zdań przedstawioną została do
 
opinii ministrowi v. Scheer, który, w odezwie z dnia 15
 
grudnia 1803 r. pogląd v. Vossa W zupełności zaakcep-
 
tował 32).
 
str 56
 
ROZDZIAŁ VII.
 
 
Wybór metody nauczania młodzieży polskiej. Pestalozzi i Olivier. Misya księdza Jeziorow-
 
skiego do Burgdorfu. Lienhard und Gertrud. Nauka języków. Opinia ks. Jeziorowskiego. Rela-
 
cya Vossa. Pestalozzi o zastosowaniu swej metody do ludności polskiej. Wątpliwości Fryde-
 
ryka Wilhelma III. Ponowny raport Vossa.
 
 
Jednoześnie z kwestyą językową opracowywaną w ga-
 
binecie pruskim, gwoli szczęśliwości nowych podda-
 
nych. podjął król Fryderyk Wilhelm III z własnej inicya-
 
tywy  sprawą metody nauczania młodzieży polskiej,
 
w tem przekonaniu, że zdemoralizowano, w jego pojęciu,
 
społeczeństwo polskie, tylko drogą odpowiedniej reformy
 
będzie mogło z czasem dostąpić do przeświadczenia—o wyż-
 
szości kultury niemieckiej nad własną, narodową, i prze-
 
robić się dobrowolnie na modłę nową.
 
    W tym celu, w lipcu 1803, wysianym został inspektor
 
seminaryów nauczycielskich w Prusieeh Południowych,
 
ksiądz Jeziorowski, do Burgdorfu, miasteczka szwajcar-
 
skiego, w kantonie berneńskim, gdzie, właśnie podówczas,
 
słynny filantrop i pedagog, Henryk Pestalozzi (1746—1827),
 
utworzywszy instytut wychowawczy, poświęcał się idei
 
reformy edukacyi młodzieży. Współcześnie z Pestalozzim
 
działał na polu pedagogii inny Szwajcar, Ludwik Henrvk
 
Ferdynand Olivier, rodem  z La Sarra w kantonie Vaud
 
(1759-1815), nauczyciel języka francuskiego w zakładzie
 
 
 
str 57
 
METODA PE8TALOZZI'EGO.
 
 
Jan henryk Pestalozzi,
 
pedagog filantrop (1746-1827).
 
 
Dessauskim, założonym przez Base-
 
dowa, pod nazwą Filantropia.
 
 
    Po obeznaniu się z metodą Pe-
 
stalozziego miał ks. Jeziorowski udać
 
się do Oliviera i o rezultatach swoich
 
obserwacyj złożyć sprawozdanie von
 
Vossowi, celem przedstawienia całego
 
operatu z uwagami ministra królowi.
 
    Wywiązał się von Voss z tego
 
zadania w d. .31 grudnia 1803, wynu-
 
rżeniem opinii o doniosłości obu metod
 
nauczania33).
 
    «Metoda Pestalozzego — pisał minister do króla —
 
obejmuje całokształt wychowania i nauczania elementar-
 
nego: natomiast metoda Oliviera ma przeważnie naukę
 
czytania na względzie. Pierwsza zatem jest rozleglejszą,
 
ostatnia jednak wypełnia braki poprzedniej.
 
«Pestalozzi wychowuje i naucza zgodnie z naturą,
 
prowadząc dziatwę do rozwoju umysłowego — drogą poglą-
 
dową i doświadczenia. Zwraca jej uwagę na otaczające ją
 
przedmioty, posługując sie przytem trzema czynnikami:
 
mową, formą i liczbą, określając przedmioty, udostępniając
 
pojęcie i kształcąc jednocześnie ducha. Język sam w sobie,
 
mówienie, wprawa i zręczność w wysłowieniu — są dla
 
niego środkiem i celem wykładu, z ozem łączy sie i samo
 
czytanie.
 
    «Stosunki formy i liczby, wszystkie miary i pojęcie
 
cyfr, zwłaszcza jedności, wielości i ułamków, ich zesta-
 
wienie i podział, uwydatnia on za pomocą kwadratu,
 
a dzielenie i stosunki dziesiętne występują tak wyraźnie,
 
że drogą poglądu sprawdzić się dają.
 
    «Połączone z tem ćwiczenia umożliwiają sprawność
 
aż do stopnia nieomylności, w rysowaniu, pisaniu i rachun-
 
kach. 1 nauka religii gruntuje się na doświadczeniu, pro-
 
wadząc od matki, przez uczucia miłości, wdzięczności
 
i ufności do — wiary w Boga.str 58
 
CZĘŚĆ I ROZDZIAŁ SIÓDMY.
 
 
   
 
    «Całemu wykładowi jako podkład służą trzy książki
 
elementarne:
 
    1. książka matkii. Służy ona do poznania przedmio-
 
tów i mowy.
 
    2 Abecadlnik poglądowy, lub nauka o stosunkach
 
miar. Uczy ona wymiarów przestrzeni i sztuki rysunków
 
oraz pisania.
 
    3. Nauka poglądowa o stosunkach liczb, jako środek
 
poznania liczb i rachunków. Połączone są z temi książ-
 
kami tablice rachunkowe, z jednościami i ułamkami.
 
    «Starałem się przedstawić Waszej król. Mości istotę
 
nauki Peatalozzego. Przechodzę obecnie do jej stosowania
 
w Burgdorfie.
 
    «Stan ojczyzny Pestalozzi'ego i zepsucie ludności znie-
 
woliły go do wydania słynnej książki ludowej: Lienhard
 
und Gertrud której,  mając  na  względzie  wadliwość
 
wychowania i nauczania ludu, sam wziął na siebie zada-
 
nie kształcenia młodzieży. Zakład jego w Burgdorfie istnieje
 
dopiero od lat kilku, lecz walcząc z przeszkodami natury
 
ekonomicznej, jeszcze ideałowi swemu nie odpowiada. Nauka
 
czytania odbywa się przy pomocy małych tabliczek z li-
 
terami. Ćwiczenia w czytaniu znalazł Jeziorowski niedo-
 
statecznemi.
 
      «Nauka poglądowa rozpoczyna się od znajomości ciała
 
ludzkiego i od niej dochodzi do poznania świata zewnę-
 
trznego.
 
    «Nauka Języków odbywa się praktycznie i teorety-
 
cznie, o tyle, że dzieci przy wykładzie muszą same mówić,
 
Teorya polega na regułach językowych.
 
    «Głównym przedmiotem jest nauka rysunków i ary-
 
tmetyki Pierwsza kształci oko i rękę dziecka, ułatwiając
 
mu. bez linii, cyrkla i innych przyrządów, możność odtwa-
 
rzania przedmiotów rzeczywistych. Nauka rysunków pro-
 
wadzona, jest w taki sposób, że ułatwia dzieciom możność
 
powiązania zawikłanych zadań. Oprócz nauki religii,
 
udzielanej przez księży, sam Pestalozzi odprawia ranne
 
 
str 59
 
METODA OLIVIERA.
 
 
i wieczorne nabożeństwa i uczy dzieci po ojcowsku mo-
 
ralności i dobrych obyczajów.
 
    «Udzielają tu również nauk geometryi, geografii, hi-
 
storyi naturalnej, ortografii i śpiewu.
 
    «Opinia ks. Jeziorowskiego o doniosłości metody wy-
 
chowawczej Pestalozzi'ego i o jej rezultatach streszcza się
 
w słowach:
 
    «Wychowańca Pestalozzi'ego celują: dobroć i szlache-
 
tność uczuć, śmiałość, odwaga, stanowczość, spostrzegaw-
 
czość, zmysł szybkiego oryentowania się, łatwość wysło-
 
wienia się w językach francuskim i niemieckim, uzdolnie-
 
nie do rysunków. Natomiast cechują go pewne braki
 
w czytaniu i w pisaniu».
 
    «Metoda Oliviera zwraca się przeważnie do wyrobie-
 
nia w dzieciach zdolności do wyraźnego wymawiania wy-
 
razów i krótkich zdań. Czuwa troskliwie nad poprawnością
 
ortografii, przez umiejętny rozbiór językowy. Posługuje się
 
owa metoda odpowiedniemi tabliczkami wyrazowemi.
 
    «Jakkolwiek zatem obie metody mają i dodatnie i uje-
 
mne strony, jednakże rezultat ich stosowania polega na
 
umiejętnym doborze przewodników, uczniów i zasobów7
 
wychowawczych, a te, nie wszędzie i nie zawsze, po za
 
obrębem instytutów ich twórców, odnaleść się dają.
 
    «Należałoby w każdym razie skorzystać z dodatnich
 
stron obu pomienionych metod, a zwłaszcza — z metody
 
Oliwieni, która, przez rozbiór językowy mowy na skła-
 
dowe jej, części ułatwiałaby Polakom możność przyswoje-
 
nia sobie języka niemieckiego»34).
 
Kończy Voss swój memoryal, następującą o osobie
 
księdza Jeziorowskiego uwagą:
 
      «O ileby Wasza król. Mość raczyła uwzględnić moje
 
propozycye, mniemam, że w księdzu Jeziorowskini moożnaby
 
znaleść najodpowiedniejszą dla ich urzeczywistnienia oso-
 
bistość. Ocenił on bezstronnie obie metody wychowawcze,
 
zgadza się ze mną w punktach zasadniczych, zna nasze
 
szkolnictwo, naród polski i jego język, jest pedagogiemstr 60
 
CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ SIÓDMY.
 
 
praktycznym i w czasie swej podróży zwiedził znaczniej-
 
sze zakłady naukowe i seminarya państw Waszej król.
 
Mości i Niemiec.
 
    «Z jego to już polecenia i pod jego nadzorem wyćwi-
 
czyło się dwóch seminarzystów polskiego pochodzenia
 
i z jego to porady wprowadzono w użycie tabliczki obraz-
 
kowe i wyrazowe, które dałyby się z korzyścią zastoso-
 
wać do szkółek wiejskich i miejskich.
 
      «Dałby się ksiądz Jeziorowski spożytkować jako dy-
 
rektor seminaryów nauczycieli wiejskich, mających sic
 
urządzić- w Prusiech Południowych, według planu przez
 
Waszą  kroi. Mość w d. 28 maja 1800 r. zatwierdzonego.
 
      «Zresztą, nic mogę zataić, że ks. Jeziorowski wszędzie
 
podczas swej podróży, zwłaszcza przez Pestalozzi'ego,
 
z wielkiem poszanowaniem był przyjmowany, budząc wszę-
 
dzie między cudzoziemcami uznanie dla ojcowskich rządów
 
i troskliwości o oświatę Waszej królewskiej Mości».
 
      Refleksye Vossa nie przekonały króla o doniosłości
 
proponowanej reformy i dlatego, w ponownym swoim me-
 
moryale, usiłował Voss bliżej uwydatnił- cele, jakie, przez
 
wprowadzenie do Prus Południowych ulepszonej metody
 
nauczania, miał na widoku.
 
    «Nie pragnąłem bynajmniej — pisał Voss — przez
 
metodę Pestalozzi'ego rozszerzyć zakres czytelnictwa mię-
 
dzy Indem prostym, lecz miałem na względzie wydosko-
 
nalenie w nim zdrowego rozsądku, zmysłów i rąk, dla
 
celów potocznego życia. Wybór przedmiotów nauczania
 
elementarnego w Prusiech Południowych określonym już
 
został w reskrypcie majowym Waszej król. Mości, z 1800
 
inku. Zmierzał on przeważnie do rozkrzewienia znajomo-
 
mości czytania i pisania w języku niemieckim i polskim,
 
do udostępnienia wykładów rachunkowości i... religii, w po-
 
łączeniu z obyczajnością (auf Rechnen und... Religion, ver-
 
bunden mit Sittichkeit).
 
    «Te tylko przedmioty pragnę wydoskonalić za po-
 
mocą  nowej metody nauczania.  Rozpoczynają się one
 
 
str 61
 
MRZONKI CZASÓW  NOWSZYCH.
 
 
wcześnie i ułatwiają możność zwracania dzieci rodzicom,
 
jako pomoc w pracy. Ułatwiają one dzieciom możność
 
zrozumienia tego, czego się uczy.- mają, a zrozumiawszy
 
to, pozwalają je utrwalać w pamięci Nie zajmują się one
 
rzeczami martwemi, lecz wyrabiają sprawność umysłu,
 
zmysłów i rąk, której klasy robocze i żołnierze potrzebują.
 
    «Taka jedynie metoda prowadzi do rezultatów pożą-
 
danych i chroni od mrzonek czasów nowszych (Schwinde-
 
leien der neueren Zeit).
 
      «Sam Pestalozzi wyraża się o zastosowaniu jej do
 
Prus Południowych, w słowach:
 
      «Jest ona wyśmienitą (vorgüglich) dla mniej kultural-
 
nych krain, nadając się do natury nieokrzesanych naro-
 
dów (roher Völker), jakoteż do skrzywionej połowicznej
 
kultury. Z upragnieniem wyczekuje chwili, gdy Jeziorow-
 
ski środkiem nauczania będzie mógł oddziaływać na zdrowy
 
rozsądek, pracę, uzdolnienie i naiwność, w wyjątkowych
 
stosunkach pozostającej ludności».
 
      «0 ile zatem metoda Pestalozzi'ego prowadzi do wy-
 
robienia samodzielności myśli, nie sądzę, by Wasza król.
 
Mość zastosowanie jej zatamować pragnęła.
 
      «Tylko nieokrzesany, a nie — rozsądny człowiek, jest
 
niezadowolony i szkodliwy dla państwa... Znam z pomię-
 
dzy poddanych Waszej król. Mości chłopów magdebur-
 
skich. Są oni oświeceni, gdyż są zamożni i prześcigają się
 
w oznakach przywiązania do Waszej król. Mości i do
 
państwa, gdyż są przeświadczeni, że tylko Waszej król.
 
Mości swój dobrobyt zawdzięczają.
 
    «Przytem, przez samo jedynie wyrobienie prostaka
 
w czytaniu, pisaniu i rachowaniu, nie wytwarza się je-
 
szcze zamiłowania do nauki i czytelnictwa. Tego się oba-
 
wiać nie należy. Zajmowanie się zmysłów, zwłaszcza
 
wzroku i rąk, przedmiotami zewnętrznemi i robotą zawo-
 
dową, nie prowadzi bynajmniej do takiego upodobania.
 
    «Przytem starałem się dotychczas w Prusiech Połu-
 
dniowych o dobór odpowiednich sił do nauczania konie-str 62
 
CZĘŚĆ I ROZDZIAŁ SIÓDMY.
 
 
cznych, któreby w zupełności zadaniu temu sprostać mo-
 
gły. Ułatwienie w tej mierze nastręczy — lepsze ich uposa-
 
żenie, aniżeli w innych starych prowineyach
 
      «Wreszcie, jakkolwiek w zgodności z wolą Waszej
 
Król Mości radbym przyczynić się; do rozkrzewienia nauki
 
Śpiewu kościelnego, biblii i katechizmu; jednakże w Pru-
 
sach Południowych niedałoby się to z łatwością przepro-
 
wadzić, z uwagi na różnice religijne, panujące między lu-
 
dnością i na język polski, który, najlepszym pod tym
 
względem intencyom kładzie pewne zapory.
 
      «Szkoła tameczna jednoczy katolików i protestantów,
 
a po części i żydów. Należy przeto naukę religii pozosta-
 
wić miejscowemu duchowieństwu, a rem samem i wybór
 
odpowiednich śpiewów musi być ograniczony. Kościółka
 
tolicki usuwa przed ludem świeckim biblię, nie posiadamy
 
prócz tego odpowiednich niemieckich śpiewników, których
 
i w polskim języku brak zupełny».
 
 
str63
 
ROZDZIAŁ VIII.
 
 
Sprawa wychowania klas uprzywilejowanych. Uniwersytety. Projekt Witowskiego. 0 założe
 
niu wszechnicy w Piotrkowie. Środki pomocnicze do tego celu. Fundusze biskupie. Podatek
 
obywatelski. Aspiracye projektodawcy. Odpowiedź królewska. Wzmaganie się niemczyzny
 
w szkolnictwie. Protest nauczycieli Polaków. Interwencya Vossa. Środki pojednawcze. Po
 
danie Francuza de la Fauerio. Oznaka lojalności.
 
Podczas gdy sfery urzędowe, przywiedzionemi powyżej
 
środkami, starały sie o uszczęśliwienie nowych pod
 
danych klas nieuprzywilejowanych i o udostępnienie im
 
możności zapoznania się z dobrodziejstwami kultury nie
 
mieckiej — sprawa oświaty klas wyższych, krzewić się
 
mogąca jedynie przy pomocy wszechnic i akademij umie
 
jętności, leżała odłogiem. Rząd pruski nie życzył sobie
 
utworzenia uniwersytetów w prowineyach polskich, z tej
 
zasady, że klasy zasobne z łatwością mogą korzystać z uni
 
wersytetów już istniejących w Niemczech, a zwłaszcza
 
z uniwersytetów protestanckich pruskich.
 
    Poruszona za panowania Fryderyka Wilhelma II
 
w tym duchu kwestya — pozosbila m statu quo. Podjął ją
 
w roku 1801 na nowo, nieznany skądinąd Polak, niejaki
 
Witowski, ówczesny członek referent Kammergerichtu ber
 
lińskiego. W podaniu przedstawionem królowi Fryderykowi
 
Wilhelmowi III starał się on uzasadnić możność utworzenia
 
uniwersytetu w obrębie Prus Południowych, w części, kosz-
 
str 64
 
CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ ÓSMY.
 
 
tem uszczuplenia pensyi wyższego duchowieństwa kato-
 
lickiego, w części zaś — nałożeniem podatku na Właści-
 
cieli ziemskich i miejskich realności tych prowincyj.
 
      Charakterystyczna ta turystyczna ta z wielu względów suplika,
 
w główniejszych ustępach brzmiała, w przekładzie z nie-
 
mieckiego, jak następuje:
 
      «Uznaną ogólnie prawdą jest: że kultura człowieka
 
w państwie i moralne jego udoskonalenie przyczyniają się
 
do szczęśliwości narodów. Z edyktu filantropijnego Waszej
 
królewskiej Mości, ogłoszonego po objęciu tronu, powzię-
 
liśmy, my poddani, przeświadczenie, że Wasza król. Mość
 
troszczy się zarówno o nasze materyalne dobro, jakoteż
 
i o nasze moralne wydoskonalenie przez naukę. Z pełną
 
wdzięczności. wiernopoddańczą pokorą, poczuwamy się do
 
obowiązku życzeń, by wielkoduszne zamiary Waszej król.
 
Mości uwieńczonemi zostały pożądanym skutkiem.
 
      «W starych prowincyach monarchii Waszej król.
 
Mości mogą się te zamiary urzeczywistnić z łatwością,
 
gdyż nie zbywa tam na uniwersytetach i na instytucyach,
 
V których młodzież znajduje środki do należytego kształ-
 
cenia się. Raczy przeto Wasza król. Mość zwrócić łaskawe
 
oko i na nas. mieszkańców nowo przyłączonych do mo-
 
narchii prowincyj i podać nam również możność korzy-
 
stania z ojcowskiej nowych rządów opieki.
 
      «Skutkiem podziału Polski nie posiadamy w naszej
 
prowincyj żadnego uniwersytetu, gdyż uniwersytety: Kra-
 
ków, Wilno i Zamość podpadły pod rządy sąsiednich mo-
 
narchów. Wszechnice zaś dawnych prowincyj pruskich
 
Bietylko że są zbyt odległe i uczęszczanie do nich tak jest
 
kosztowne, Że to wstrzymuje wielu żądnych nauki mło-
 
dzieńców od poświęcania się nauce wyższej. Pobyt nawet
 
na tych uniwersytetach młodzieży polskiej mniej jest ko-
 
rzystnym, z uwagi na język niemiecki, którym, mieszkańcy
 
Prus Południowych i Nowowschodnich dokładnie nie wła-
 
dają. Z tego względu, poważam się wynurzyć u podnóża
 
tronu Waszej król Mości życzenie, by Wasza król. Mość
 
 
str 65
 
 
WARSZAWA PRUSKA.
 
 
Kamera Prus Południowych, od strony ogrodu Krańskich.
 
Akwarella nieznanego artysty dworu Landgrafa hessen Darmasztadzkiego Ludwika X
 
z roku 1800
 
(z kollekcyi Mat. Bersohna).str 66
 
CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ ÓSMY.
 
 
raczyła przyzwolić na utworzenie w naszej prowincyi
 
Prus Południowych i Południowo Wschodnich uniwersy-
 
tetu o czterech fakultetach: filozoficznym, lekarskim, pra-
 
wniczym i teologicznym.
 
«Najodpowiedniejszem dla tego celu miejscem byłby
 
Piotrków: z uwagi:
 
    1. Że miasto to leży prawie w środku nowo przyłą-
 
czonych prowincyj.
 
    2. Że tu za czasów polskich istniał Trybunał, ostat-
 
niemi zaś czasy ustanowioną została kamera rządowa, a stąd
 
i miasto jest dobrze zabudowane i zaopatrzone w budowle
 
dogodne.
 
    3. Że, skutkiem założenia uniwersytetu, ułatwionym
 
byłby zbyt produktów okolicom sąsiednim, które, będąc
 
od portów odległe, nie mogą z korzyścią ich transporto-
 
wać  Wisłą.
 
    4. Że okolice Piotrkowa obfitują w lasy, mogłyby
 
dostarczać uniwersytetowi i mieszkańcom opału.
 
te w Piotrkowie znajdują się okazałe gmachy,
 
jedne, dawniejsze, jezuickie,  drugie pijarskie, a także,
 
gmach tak zwany starościński, któreby z łatwością na
 
uniwersytet obróconemi być mogły.
 
    «Z uwagi, że tego rodzaju instytucya wymaga stałych
 
funduszów, poważam się przeto i w tej mierze uczynić
 
Waszej krol. Mości propozycyę następującą:
 
    «W prowincyach Prus Południowych i Nowowscho-
 
dnich panującą jest religia katolicka i od dawnych cza-
 
sów istnieją tam biskupstwa: Gniezno, Płock, Włocławek,
 
Poznań i Warszawa.
 
«Z powodu niedawnego zgonu «hrabiego» (des Grafen)
 
kiego,  arcybiskupa  gnieźnieńskiego,  mogłoby
 
nastąpić jednoczenie tego ostatniego biskupstwa z poznań-
 
skiem, gdyż Gniezno oddalonem jest od Poznania tylko
 
o nul sześć i jeden biskup mógłby obiema owemi dyece-
 
zyami zarządzć, korzystać z godności arcybiskupa i ksią-
 
 
str 67
 
PROJEKTY v. WITKOWSKIEGO.
 
 
żęcia  i  pobierać  pensyę jednego tylko z pomienionych
 
biskupstw.
 
    «Aby wykazać Waszej królewskiej Mości, że jeden
 
tylko biskup mógłby w obu dyecezyach pełnić swe obo-
 
wiązki, przytaczani je tu, jak następuje:
 
  1. Wyświęcanie na kapłanów.
 
  2. Namaszczanie chryzmatem.
 
  3. Udzielanie zezwoleń na budowę nowych kościołów
 
i kaplic i poświęcanie ich.
 
  4. Wyświęcanie na przeorów i przeorysze i inne ka-
 
płańskie godności.
 
  5. Spełnianie sakramentów chrztu i konfirmowanie.
 
  6. Zarządzanie dyecezyami i polączonemi z tem ju-
 
risdykcyami...
 
  «Pięć pierwszych obowiązków nie często się spełniają,
 
co do szóstego, tem zgodniejszem jest z duchem kościoła,
 
by wielka gmina jednemu tylko zarządowi podlegała, ile
 
że przez to uniitas fidei łatwiej obserwowaną być może.
 
  «Gdyby mi kto zarzucił, że obszar dyecezyi zbyt
 
byłby wielkim, by jeden biskup mógł zarządzaniu nią po-
 
dołać, zapytałbym: w jaki to sposób arcybiskup von Po-
 
niatowski czynu obowiązkom swoim zadosyć, jeśli lata
 
całe spędzał we Florencyi i innych miastach włoskich?
 
Jak zarządzano archidyecezyą, jeśli zmarły niedawno
 
książę von Krasicki miesiące zimowe spędzał w Berlinie,
 
a letnie w Warszawie?
 
    «Jeżeli minister skarbu może cale prowincye orga-
 
nizować na nowo i niemi zarządzać, toć łatwiej byłoby
 
biskupowi zarządzać dwoma biskupstwami, gdyż zakres
 
jego działalności w każdym razie nie może być rozleglej-
 
szy, nad zakres działania ministra skarbu.
 
    «Przez zjednoczenie dwóch dyecezyj osiągnie się fun-
 
dusz potrzebny na fundacye nowego uniwersytetu i dlatego
 
też poważam się uczynić wniosek: by Wasza król. Mość
 
raczyła zjednoczyć dyecezyę gnieźnieńską i poznańską
 
w jedna całość, przeznaczyć pensyę arcybiskupią arcybi-
 
 
5*str 68
 
CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ ÓSMY.
 
 
skupowi obydwóch dyecezyj, pensyę zaś biskupstwa po-
 
znańskiego przeznaczyć jako fundusz dla nowego uni-
 
wersytetu.
 
    «Skutkiem takiego urządzenia, może, tu i ówdzie, je-
 
den albo drugi kapłan uczuć się pokrzywdzonymi zarzu-
 
cić mi, że występuję przeciw religii, którą przodkowie moi
 
wyznawali. Uważam się wszakże za zupełnie usprawiedli-
 
wionego, składając hołd prawdzie i przyczyniając się do
 
ogólnego dobra».
 
      W dalszym ciągu swego podania wskazuje projekto-
 
dawca jeszcze i na inne żródła dochodów, któreby nale-
 
żało obrocie na fundusz uniwersytetu, przez ograniczenie
 
liczby seminaryów teologicznych i zaoszczędzenie tym
 
sposobem pensyj, płaconych ich profesorom.
 
Wreszcie projektuje ustanowienie podatku na obywa-
 
teli ziemskich, po dwa talary rocznie, miejskich zaś po 16,
 
lub respective 8 srebrników.
 
      «Co do wewnętrznego urządzenia owego uniwersy-
 
kończy projektodawca — nieomieszkałoby główne
 
kollegium szkolne (Oberschullcollegium), zastosować do woli
 
naszej kroi Mości odpowiednich środków, by każdy prze-
 
dmiot mogł być w dwojakim wykładany języku: niemie-
 
ckim i polskim, przez co — niewładający dobrze jednym
 
językiem mogliby korzystać z wykładów prowadzonych
 
w drugim.
 
    «Przychyleniem sio do prośby niniejszej mogłaby
 
Wasza król. Mość ułatwić nam możność stania się poży-
 
tymi obywatelami i wiernymi poddanymi, o ileby je-
 
dnocześnie zapewnionem nam było równouprawnienie z in-
 
nymi obywatelami w pełnieniu obowiązków państwowych.
 
Tym tylko sposobem, przez poznanie biegu spraw, pozby-
 
libyśmy się uczucia żalu i niechęci do konstytucyi pań-
 
stwowej wywoływanego w nas dotychczas jedynie zupełną
 
obcością owej konstytucyi»35).
 
    W Odpowiedzi na podanie powyższe nie uczyniono
 
 
str 59
 
JĘZYK  WYKŁADOWY.
 
 
 
żadnej w przedmiocie projektu założenia nowego uniwer-
 
sytetu deklaracyi, a tylko zaznaczono na marginesie:
 
    «Iż Jego król. Mości było przyjemneni dowiedzieć
 
się, że proszący stara się wniknąć w ducha pruskiej kon-
 
stytucyi (Preussischer Verfassung) i, o ileby w takich uczu-
 
ciach wytrwał, to nie będzie mu odmówioną odpowiednia
 
posada w urzędowaniu (conveable Anstellung im Dienst).
 
W jednakiej mierze i jego współrodacy mogą mieć na-
 
dziejo, że nie będą traktowani inaczej, aniżeli dawniejsi
 
poddani (ältere Untertihanen) Jego król. Mości».
 
    Niezależnie wszakże od takich dobrych intencyj, pra-
 
ktyka wykazała, że w szkolnictwie Prus Południowych
 
coraz silniejszy czyniono nacisk na stosowanie niemie-
 
ckiego języka w wykładach nauk szkolnych.
 
    Wywołało to szemranie i protest, ze strony nietylko
 
uczniów, lecz i profesorów. Profesorowie: Kossakowski,
 
Krusiński, Szulecki i Sławiński, w skardze wniesionej do
 
ministra Vossa, użalali się, że zażądano od nich bezwa-
 
runkowego wykładu przedmiotów w języku niemieckim
 
w wyższych klasach szkoły tak zwanej akademickiej,
 
utworzonej, jak wiadomo, z dawnego kollegium jezuickiego.
 
    Voss, w odezwie do króla w początkach 1800 roku,
 
nic zaprzeczył, że w aspiracyach do rychlejszcgo krze-
 
wienia niemczyzny w okręgu kamery warszawskiej posu-
 
nięto się nieco za daleko (Etwas zu weit gegangen).
 
    «Kultura i rozkrzewienie języka niemieckiego — pi-
 
sał — stanowią wprawdzie z wielu względów warunek
 
istotny i ważny, zasługujący na szczególną gorliwość i pie-
 
czę. Niezaprzeczenie, kamera warszawska postawiła takie
 
żądanie, które do skargi dało assumpt, lecz kierowała się
 
ona w tej mierze przykładem, iż niektórzy nauczyciele
 
W krótkim czasie przyswoili sobie tak dalece znajomość
 
niemczyzny, iż mogli w tym języku z łatwością prowa-
 
dził- wykłady. Toż samo byłoby i przy zastosowaniu wię-
 
kszej energii ze strony skarżących się. Z tern wszystkiem,
 
nie omieszkałem od siebie uczynić kamerze uwagi, nad nie-str 70
 
CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ ÓSMY.
 
 
właściwością podobnego nacisku i zażądałem odwołania
 
jej rozporządzenia, co już nastąpiło. 0 tem zawiadomiono
 
profesorów i uspokojono ich zapewnieniem, że o ileby skąd-
 
inąd gorliwie swe obowiązki wypełniali, to warunek co do
 
języka niemieckiego nie będzie im tamował możności po-
 
zostania na stanowisku i nadal».
 
    Ujawniały się tymczasem ze strony przedsiębiorców
 
układów naukowych prywatnych dążności — dopomaga-
 
nia systematowi szkolnemu władz pruskich.
 
    Cudzoziemiec francuz, de la Faverie, mieszkający
 
w Warszawie, przy ulicy Podwale, pod nrem 124, wniósł
 
w tymże samym czasie podanie do króla, o pozwolenie mu
 
założenia pensyi prywatnej dla młodzi szlacheckiej, z pra-
 
wem ustanowienia odrębnej dla niej oznaki: «de porter
 
a ia boutonniere de l'habit la marque distinctive d'un
 
ruban blanc, anquel sera attachée une petite étoile, portant
 
au reliéf, d'un coté — l'effigie, et de l'autre — les armes
 
dela Majesté, et au bas — ces mots: «sic itur ad astra».
 
    «Cette décoration, propre a exciter l'émulation, sera
 
un lien de plus, qui les attachera au Throne, eux et leur
 
families. Le Roi doit etre cher a tous les sujets de l'Etat;
 
on ne saurbit trop tôt et avec tres de soin accoutumer
 
la jeunesse a le regarder comme un pere; mais l'ordre
 
de la Noblesse surtout, a raison de son existence politique
 
esl obligé de donner l'exemple de l'amour et du respect,
 
qui lui est du. Ce sont les sentiments, que toutes les écoles
 
doivent professer, ce sont ceux, que je me propose de gra-
 
ver dans le coeur de mes élevés»...
 
    Król chętnie zgodził się na utworzenie pomienionego
 
zakładu. lecz, odmówił przyzwolenia na order, jaki pan de
 
la Faverie chciał  wyjednać dla swoich  wychowańców
 
i napisał własnoręcznie na podaniu: "Das fur Eleven erbe-
 
tene Distinctionszeichen kann nicht accordirt werden".
 
 
str 71
 
ROZDZIAŁ IX.
 
 
Zmiana kierunku germanizatorskiego w Prusach Południowych. Echa reformy szkolnictwa
 
w Imperyum Rosyjskiem zaprowadzonej. Naśladownictwo liceum krzemienieckiego. Liceum
 
warszawskie. Siły nauczycielskie. Język wykładowy. Eforat. Zadowolenie ludności. Nauki
 
przyrodnicze. Tytuły profesorskie. Seminarya w Poznańskiem. Stan funduszu edukacyjnego.
 
Oświata i kultura niemiecka w końcu XVIII w. Żywioły postępowe. Wpływy Zachodnie. Epoka
 
Sturm I Orang. Rewolucya francuska.
 
 
Reskrypt królewski z 28 maja 1800 w sprawie orga-
 
nizacyi szkolnictwa w Prusiech Południowych miał
 
na względzie wychowanie niższych warstw ludności wiej-
 
skiej i miejskiej, utworzenie seminaryów nauczycielskich
 
i szkół przeznaczonych dla młodzieży obywatelskiej.
 
    Konieczność uwzględnienia żywiołu polskiego, a prze-
 
dewszystkiem przezorność polityczna rządu pruskiego,
 
który, w systemacie szkolnym rosyjskiego Imperyum, wy-
 
soce przychylnym, w początkach panowania Aleksandra I.
 
narodowości polskiej, widział groźbę na przyszłość, złago-
 
dziła germanizatorskie zamiary władz pruskich, pod tym
 
przynajmniej względem, że przypuszczono język polski
 
i profesorów polskich do jednakich z niemieckim językiem
 
i jego krzewicielami praw. Wyrazem tego kierunku poje-
 
dnawczego było uwzględnienie przedstawień Bandtkiego
 
i utworzenie w Warszawie, w końcu roku 1803, na wzór
 
gininazyum  krzemienieckiego — liceum sześcioklasowegostr 72
 
CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY.
 
 
a dawnym pałacu saskim i ustanowienie nad nim eforatu,
 
złożonego z wybitniejszych przedstawicieli społeczeństwa
 
miejscowego w osobach: Stanisława hr. Potockiego, Ale-
 
ksandra hr. Potockiego, Xdza administratora biskupstwa
 
warszawskiego, Prażmowskiego, Xdza prowineyała zgro-
 
madzeń pobośnych, Onufrego Kopczyńskiego i kaznodziei
 
gminy ewangiełicko-reformowanej, Diehla. Referentem efo-
 
ratu, i garażem dyrektorem liceum został Samuel Bogu-
 
I Linde, autor: Słownika języka polskiego.
 
  Z końcem 1803 r. rozpoczęto nauki przygotowawcze
 
Nowem Mieście, w szkole tak zwanej akademickiej
 
i w pałacu Saskim, tak, że Z chwila otwarcia zakładu
 
(który, jak wiadomo, przetrwał do 1831 roku), zapisało się
 
doń uczniów 290. Nauczycieli tego liceum wybrano: w po-
 
łowie z Polaków, w połowie z Niemców, a były to siły o tyle
 
wybitne, że gdy w lat kilkanaście później, z utworzeniem
 
królestwa, powstał w Warszawie uniwersytet, katedry tej
 
wszechnicy najważniejsze powierzono nauczycielom liceum.
 
    Jednocześnie przyzwolił król pruski na otwarcie w Po-
 
znaniu gimnazyum w dawnym pałacu biskupim. Juz je-
 
dnak w pączątkach 1805 r. v. Voss wniósł do króla przed-
 
stawienie zbudowania kosztem funduszów masy Sulkow-
 
nowego gmachu szkolnego, na gruntach klasztoru
 
zakonnic św. Katarzyny w Poznaniu.
 
    W raporcie z 6 kwietnia 1*05 doniósł v. Voss kró-
 
lowi ludność miejscowa z urządzenia liceum i z usta
 
nowienia eforatu bardzo jest zadowoloną i zaproponował
 
wzmocnienie wykładu nauk przyrodniczych, przez zamia-
 
aowanie ipecyalistów profesorami tej nauki86).
 
    Król chętnie przyjął tę wiadomość, lecz zauważył,
 
że nauczanie umiejętności przyrodniczych w liceum ex
 
professo nie zgadza sie z kierunkiem przeważnie filologi-
 
cznym  zakładu  i że należy  pozostawić uniwersytetom
 
wykład umiejętności ścisłych37).
 
Nie zgodził się również król na przyznanie wykla-
 
 
str 73
 
FUNDU8Z EDUKACYJNY.
 
 
dającym w liceum tytułu profesorów i zastrzegł, by owym
 
tytułem dalej nie szafowano38).
 
    Celem przygotowania odpowiednich sił nauczyciel-
 
skich, utworzono w Poznaniu seminaryum, a na wniosek
 
v. Vossa i drugie takież seminaryum, w zabudowaniach
 
poklasztornych w Łowiczu. Dyrektorem pierwszego został,
 
znany nam z missyi do Pestalozzi'ego, ksiądz Jeziorowski,
 
dyrektorem drugiego — ksiądz Burgund, współpracownik
 
zmarłego Oberkonsistorialratha v. Gedicke.
 
Stan funduszu edukacyjnego wynosił w owej epoce
 
61773 talarów 6 sr. 7 3/5 fenigów i składał się:
 
1. Z dochodów pojezuickich.. 13572 tal. 13 sr.
 
2. Z dochodów arcybiskupstwa
 
gnieźnieńskiego ...... 10000 « — « -    «
 
3. Z dzierżaw poklasztorn. grunt. 4703 « 20 « 4 4/6 «
 
4. Z czynszów gruntowych..   20 « 8 «   10 «
 
5. Z dzierżaw terminowych..   134 « — « -    «
 
6. Z kanonu  .........   10 « — « -    «
 
7. Z Erbpachtów......   285 « — « -    «
 
8. Z najmów lokali...... 3912 « 20 « -    «
 
9. Z procentów od kapitałów szk.  25468 « 21 « 9 3/5 «
 
10. Z kompetencyi i opłat szkolnych 3056 « 17 « -    «
 
11. Z dochodów nadzwyczajnych   609 « — « -    «
 
Ogółem .... 6l773 tal. 13 sr. 8 3/5 f-
 
Z powyższego funduszu wydatkowano:
 
1. Na utrzymanie akademickich
 
i pijarskieh szkól  . . . 26161 tal. 20 sr. 10 f.
 
2. Na zapomogę seminaryów nau-
 
czycielskich ......          3599 « — « — «
 
3. Na szkoły elementarne. . . 240 « — « — «
 
4. Na pensye emerytów ....    800 « 21 « 4 «
 
5. Na zasiłek uniwersytetów
 
w Halli i Frankfurcie  .    5000
 
          Do przeniesienia 35.801 tal. 11 sr. 14 f.
 
str 74
 
CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY.
 
 
Z przeniesienia 35.801 tal. 11 sr 14 f.
 
6. Na podatki.........   1839 « 23  « 11 «
 
7. Na procenta od passywów ...   477 « 14  « 2 «
 
8. Na reparacye domów szkoln.   1519 « 11  « 10 «
 
9. Na najem lokali szkolnych...   300 « --  « -- «
 
10. Na pokrycie niedoborów...   3784 « 18  « 1 1/5 «
 
11. Ni wydatki nieprzewidziane .   2536 « 3  « 9 2/5 «
 
Ogółem .... 53.360 tal. 18 sr.
 
          Pozostało remanentu 8412 tal. 12 sr. 7 3/5 f.
 
 
    Powyższe cytry budżetu wychowawczego prowincyi
 
południowo pruskiej stanowiły już jeden z ostatnich śla-
 
dów zarządzeń miejscowych władz pruskich, celem utoro-
 
ranił kulturze i oświacie niemieckiej drogi do unicestwie-
 
nia oświaty i kultury narodu, którego tradyćye i aspiracye
 
na zupełnie odmiennych polegały podstawach.
 
    Nie ulega wątpliwości, że w normalnych warunkach
 
bytu, wrażliwa i odczuwająca każdy prąd Zachodu urmy-
 
słowość polska, chętnieby przyswoiła sobie dobrowolnie to
 
wszystko, cokolwiek mało krytycznemu kierunkowi jej
 
upodobań duchowych przynieść mogły zdobycze wiedzy
 
i filozofii, jakie schyłek XVIII wieku ujawnił, w odradza-
 
jącj się powoli, pod wpływem przełomowych wypadków,
 
Europie owoczesnej. Właściwością nietylko jednostek, lecz
 
i organizmów zbiorowych społecznych, jest instynkt samo-
 
zachowawczy i oporność przeciw reformom, choćby najzba-
 
wienniejszym, lecz narzucanym przemocą. Umysłowość
 
polska, oparta na dogmatyzmie, nie poddawała się i pod-
 
dać się nie mogła racyonalistycznemu prądowi, który sze-
 
roka strugą, z Anglii i Francyi, a pośrednio i z Niemiec,
 
płynął ku Wschodowi, zagrażając podwalinom pojęć, wy-
 
snutych z tradycyj rodzimej i ożywionych sokami kultury
 
klasycznej rzymskiej.  Zwolna, pod wpływem przyjaźniej-
 
szych warunków bytu, prądy owe, wcielone w wybujały
 
kwiat romantyzmu, zaważyły dodatnio na umysłowości
 
rodzimej: lecz w pierwszej epoce, po katastrofie bytu po-
 
 
str 75
 
UMYSŁOWOŚĆ NIEMIECKA.
 
 
 
litycznego, umysłowość ta, w przeciwieństwie do Zachodu,
 
była musowo zasklepioną w dawnych formułkach i zaco-
 
faną być musiała wówczas, gdy germańska kultura, w peł-
 
nym rozkwicie odrodzenia swego, wszystkiemi porami sta-
 
rała się do niej przeniknąć.
 
    Już za czasów Fryderyka Wielkiego protestantyzm
 
północny stał się środowiskiem ruchu, znanego pod nazwą:
 
„Aufklarung", który rozszerzył się i na południe, w epoce
 
Józefińskich reform. Wyobrazicielem tego kierunku postę-
 
powego byl w Berlinie księgarz i pisarz Fryderyk Nikolai
 
[1723—1811), wydawca wpływowych: „ Literaturbriefe" i ogól-
 
nej biblioteki niemieckiej. Czasopisma: „Gółtinger gelehrte
 
Auzeiger" i jenaiska "Literaturzeitung" krzewiły zasady ske-
 
ptycznego krytycyzmu, przeciw zasklepiałemu pietyzmowi
 
Spaldingów, Abbtów, Sturzów i Zimmermanów. W dzie-
 
dzinie tolerancyi przekonań wyłaniały się zwolna zasady
 
racyonalizmu, przenikając do dziedziny nauk filozoficznych
 
i historycznych, reprezentowanych w Niemczech przez
 
Spittlera, Heerena i Eichhorna. Wyzwolenie duchowe się-
 
gnęło i nauk klasycznych, a matematyczno-analityczna
 
metoda podważyła dawny systemai wychowawczy, oparty
 
na formułkach zaśniedziałych teologizmu protestanckiego.
 
    Przełomowy kierunek szerzy] sic zwycięsko pod
 
wpływem Lessinga i Herdera, jako podstawa prawdziwego
 
humanizmu i swobody myśli ludzkiej. Kant swoja krytyką
 
czystego rozumu walczył przeciw ortodoksyi, gruntując
 
w nauce i w życiu fundament emancypacyi niemieckiego
 
ducha z pęt konserwatyzmu.
 
    Młode pokolenie, w burzliwych zapędach epoki: Sturm
 
und Drang, wybujałą fantazyą rozwijało skrzydła twórczo-
 
ści pod urokiem Szekspira, którego im udostępnił i piękno-
 
ści wykazał Wieland. Winkelmann otwierał Niemcom oczy
 
na piękności artyzmu helleńskiego, a nawoływania Rou-
 
sseau do zbliżenia się do natury odbiły się głośnem echem
 
i z tej strony Renu.
 
      Bodźcem ruchu umysłowego Niemiec były: Angliastr 76
 
CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY.
 
 
i Francya, skąd płynęły prądy filozofii zdrowego rozsądku
 
(common sense),głoszone przez Locków, Hume'ow i prze-
 
twarzane przez empiryzm francuski Condillaca, krzewione
 
następnie w krytyce polemicznej Voltaira i szkoły ency-
 
klopedystów.
 
    Drugim czynnikiem wybujałego rozwoju niemieckiego
 
ducha w końcu XVIII wieku była rewolucya francuska
 
i przewrót umysłowy Zachodu, jaki ją poprzedził. Rewo-
 
lucyjny tytanizm odbił się w szerokim wpływie geniuszów
 
poetyckich Goethego i Szyllera na massy. Umiejętności
 
wyzwolone doznały nowego impulsu w pracach przełomo-
 
wych: Wilhelma Humboldta, Fryderyka Augusta Wolffa,
 
Johannesa Mullera, Niebuhra i Schlossera. Nauki przyro-
 
dnicze i matematyczne odradzały się zwolna, ożywione
 
duchem kantyzmu. W matematyce tworzy! szkole Euler,
 
w fiyologii Blumenbach, w anatomii Soemering, w me-
 
dycynie Hufeland.
 
    Nietylko młodzi, lecz i starsze pokolenie podlegało
 
urokowi nowych zasad, płynących z Francyi.
 
    Stary Klopstock biadał w roku 1790, że to nie Niemcy,
 
lecz Francya dała pierwsze hasło do odrodzenia społecznego
 
ropy. Myśliciel Voss, który zbliska patrzył na cierpie-
 
nia swych rodaków, sprzedawanych jak stado bydła przez
 
książąt niemieckich dla zamorskich wypraw, otwarcie po-
 
chwalał działalność gilotyny paryskiej, a gdy w r. 1792
 
Prusy  i Austrya wstąpiły w zapasy z Rzplitą, wynurzał
 
głośno nadzieję, że rezultat musi wypaść na korzyść Fran-
 
cyi, choćby świat cały zaroił się Prusakami.  Okropności
 
rewolucyi francuskiej nie przestraszały umysłów Kanta,
 
Fichtego i Jerzego Forstera. Entuzyaści nadreńscy garnęli
 
się ochoczo pod skrzydła ojczyzny wolności, wołając przez
 
usta Górreaa: Es lebe die Frankenrepublik! i święcąc, jako
 
lystość narodową, upadek świętego cesarstwa rzym-
 
skiego...
 
 
str 77
 
CZĘŚĆ DRUGA.ROZDZIAŁ X.
 
 
Umysłowość polska na schyłku XVIII wieku. Wpływy zachodnie. Filozofia recentiorum. Ewo-
 
ucya pojęć. Sejm czteroletni. Konserwatyści i postępowcy. Panowanie Stanisława Augusta.
 
Zadania przyszłości.  Literatura i język. Pseudoklasycyzm francuski.  Kiełkowanie prądów
 
nowszych.
 
 
Wysoce kulturalna, zdolna i wrażliwa na wszystkie
 
prądy nauk nowszych, umysłowość polska, przecho-
 
dziła, W drugiej połowie, a zwłaszcza pod koniec, XVIII
 
wieku, też sanie fazy. jakie zaznaczyliśmy poprzednio, od-
 
nośnie do umysłowości niemieckiej.
 
      W gruntownych studyach Wl. Smoleńskiego pod tyk:
 
Przewrót umysłowy w Polsce, znajdujemy charakterystyczny
 
obraz powolnego krzewienia się zdobyczy filozofii zacho-
 
dniej, nietylko w gronie duchownych kierowników wycho-
 
wania młodzieży szlacheckiej, lecz i w kolach szerszych
 
społeczeństwa rodzimego.
 
      Przyczyniały się do takiej reformy wyobrażeń po-
 
dróże młodzieży polskiej na wszechnice zagraniczne i nauki
 
udzielane w kraju, przez sprowadzanych z zagranicy pe-
 
dagogów do domów magnackich. Nawoływał nawet swego
 
czasu zasłużony biskup Andrzej Załuski do wysyłania
 
za granicę młodzieży akademickiej: .otwartego umysłu,
 
ażeby im tam spadła ta fatalna łuszczka z oczu, która
 
str 80
 
CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ DZIESIĄTY.
 
 
nie dopuszcza discernere dobrych i prawdziwych w naukach
 
postępów».
 
    Zakon Pijarów, pod przewodem Konarskiego, otwar-
 
ta! przyswajanie sobie nowego w nauce zachodu
 
kierunku, wykazując nicość dociekań scholastycznych.
 
    Na publicznych  popisach  w  kollegium pijarskiem
 
to chwałę badań: Graveaand'a, Newtona, Bernouil-
 
lego, Wolffa i Dekarta i experymentowano za pomocą ma-
 
chin elektrycznych.
 
    Taka to inicyatywą, poparciem czasopism i książek,
 
i  Filozofia  wywalczyła sobie racyę bytu i wszystkie
 
szkoły «przyjęły neoteryzm, czyli naukę recentiorum».
 
    «Gruntowniej niż Leibnitza i Wolffa — pisze Smo-
 
leński — zaaklimatyzowały sic w ostatniej ćwierci wieku
 
poglądy Locka: jako nic masz żadnych idei wrodzonych,
 
że wyłącznem źródłem poznania są zmysły (nihil est in
 
intellectu, quod non prius fuerit in sensu). Teorya tubula rasa
 
ducha, Stała się punktem wyjścia dla prac pedagogicznych
 
i publicystycznych, podejmowanych w celach przekształ-
 
ceniu narodu»39).
 
      Analogia rozwoju umysłowości polskiej, w kierunku
 
powolnego wyzwalania się z pęt zaśniedziałego scholasty-
 
cyzmu, z rozwojem umysłowości niemieckiej, odrodzonej
 
pod wpływem filozofii Anglików i Niemców, znajduje
 
stwierdzenie w bujnym rozkwicie życia polityczno-społe-
 
cznego, ujawnionym w Polsce, w epoce, poprzedzającej na
 
krótko zadładę państwowego bytu Rzpltej.
 
    Czem dla Europy środkowej był przewrót polityczny
 
Fiancyi, w epoce wielkiej rewolucyi, tem dla Polski samej
 
były prace i reformy Sejmu Wielkiego. Ujawniło się nie-
 
przeparte dążenie do zerwania z konserwatyzmem poglą-
 
dów  w sferze stosunków społecznych, odrodziły się soki
 
żywotne narodu szlacheckiego, wytworzył się popęd do
 
zrównania się w pojęciach i obyczajach z narodami Za-
 
chodu, do udostępnienia wszystkim warstwom społecznym
 
reform politycznych, do wyjęcia sprawy publicznej z wy-
 
 
str 81
 
EPOKA STANISŁAWOWSKA.
 
 
łącznej opieki szlachty i rozszerzenia praw obywatelskich
 
na cały naród.
 
    Katastrofa podziałowa, wszystkim owym aspiracyom
 
do wszechstronnego postępu społeczeństwa polskiego, poło-
 
żyła tamę. Kierownictwo losami jego politycznymi prze-
 
szło W ręce rządów obcych, opartych na zasadzie absolu-
 
tyzmu. Pozostała jedynie nietkniętą sfera duchowa, naci-
 
skowi przemocy z trudnością się poddająca i, w tej sferze,
 
społeczeństwo polskie, zasilone sokami tradycyi i nadal
 
swobodnie rozwijać się mogło o tyle, o ileby z ostatniego
 
rozbicia politycznego pozostała w kraju dostateczna liczba
 
czynników, któreby sprawę umysłowości rodzimej zdolne
 
były skojarzyć ze sprawą oświaty i wychowania narodu.
 
    Pod tym względem panowanie Stanisława Augusta
 
zaznaczyło się dodatnio zastępem mężów wysokiego uzdol-
 
nienia, którzy, umiłowawszy piśmiennictwo rodzime, jego
 
język i przeszłość narodową, przeszli pod rządy nowe
 
i mogli zdwojonemi silami zabrać się do ratowania tego,
 
co owego ratunku nieodbicie wymagało.
 
    Nie chodziło tu już, w danych warunkach bytu kraju,
 
o współzawodnictwo z Zachodem, na polu przyswajania
 
sobie wszelkich zdobyczy naukowych w sferze filozofii,
 
do czego, jakeśmy widzieli, dążyło pokolenie zeszłe. Obe-
 
cnie, głównem zadaniem przodowników umysłowych stało
 
się i stać musiało — wytrwale krzątanie się około rato-
 
wania języka i literatury, praca nad zachowaniem wszel-
 
kich śladów piśmienniczych, przypominających czasy
 
udzielnego bytu Rzpltej. Tego rodzaju zadanie, z natury
 
swojej, drobiazgowe i zachowawcze, nie kojarzyło się z na-
 
turalną dążnością umysłu ludzkiego do ciągłego i nieustan-
 
nego rozwoju, do rozszerzania dorobku umysłowego, za po-
 
mocą wchłaniania nowych pierwiastków, choćby w takiej
 
ewolucyi zatrzeć się miały nieco, pierwotne, rodzime rysy
 
kultury, przejętej w spuściżnie od przodków.
 
    Piśmiennictwo czasów stanisławowskich, w pierwszej
 
polowie panowania owego króla, dosyć słabe i ilościowo
 
 
TOWARZYSTWO WARSZAWSKIE.
 
6str 82
 
CZĘŚĆ II. BOZDZIAL DZIESIĄTY.
 
 
nie pokaźne, tak, że zaledwie 30 książek nowych wyka-
 
zuje przybytku rocznego, w drugiej połowie wzmogło się
 
liczebnie. Pod względem swego nastroju było ono prze-
 
ważnie naśladowniczem; było echem i kopią francuskiej
 
literatury odrodzenia, było oschłem, konwencyo-
 
nalnem i nie swojskiem, lecz pod względem formy swej
 
i literackiego stylu wytwornem i okazałem.
 
      Pozostało ono takiem przez okres następujący, zawsze
 
zasilającem się obrazami mitologicznemi, formułkami kla-
 
sycznemi. Lecz pierwiastek swojskości zaczyna się tu prze-
 
bijać powoli. Wspólność plemienna narodów słowiańskich
 
podsuwa następcom Stanisławowskiej literatury dążność do
 
rozpatrzenia się w przeszłości, nietylko bliższej, lecz i od-
 
leglejszej, Słowian, do szukania pierwiastków twórczych
 
w fantazji ludowej, do pierwszych usiłowań na polu dziś
 
tak rozpowszechnionej folklorystyki. Zanim te usiłowania
 
wybująły w przepyszny kwiat romantyzmu, pogrobowcy
 
literatury stanisławowskiej przygotowywali grunt do tej
 
ewolucyi pojęć — większem zamiłowaniem swojskości w dzie-
 
łach twórczych i rzadszem stosowaniem formułek sztuki
 
rymotwórczej, wytworzonych przez pseudoklasycyzm fran-
 
cuski.
 
 
 
str 83
 
ROZDZIAŁ XI.
 
 
Siły badawcze i twórcze za czasów pruskich. Naruszewicz. Krasicki Trembecki. Karpiński.
 
Kniażnin. Woronicz. Niemcewicz. Adam Czartoryski. Czacki Feliński. Staszic. Kołłątaj. Dmo-
 
chowski. Albertrandi. Stanisław, Ignacy I Jan Potoccy Wybicki. Godebski. Molski. Kożmian.
 
Tomaszewski. Zabłocki. Kropiński. Chodkiewicz. Szymanowski. Dmuszewski. Przybylski. Osiń-
 
scy. Matuszewic. Waga. Kwiatkowski. Siarczyński. Świecki. Bentkowski. Ossoliński. Sza-
 
niawscy. Kopczyński. Linde. Strojnowski. Poczobut. Jundziłł Bracia Śniadeccy.
 
 
Rozpatrzmy się na chwilę w szeregach bojowników
 
umysłowości polskiej, którzy po katastrofie podzia-
 
łowej powstali w kraju, a przeważnie w tej jego dzielnicy,
 
która, z dawną stolicą Rzpltej, przeszła pod panowanie
 
pruskie.
 
    Niestety, już w pierwszym roku tego panowania, ubył
 
z owych szeregów najdzielniejszy na polu nauki i twór-
 
czości szermierz — Adam Naruszewicz. Uczynił on dla
 
historyi swego narodu to, co dla bistoryi rzymskiej zdzia-
 
łał Niebuhr, opracowawszy dzieje pewniejsze Polski na
 
podstawie źródeł, których przed nim żaden z dziejopisów
 
nie był dotknął. Jeżeli niepodobna Naruszewicza uważać
 
za najpierwszego z pomiędzy historyków^ polskich, to prze-
 
cie - mówiąc słowami Lelewela — «on pierwszy w naro-
 
dzie podwoje do przybytku historyi otworzył; on staroży-
 
tne jej stanowisko rozpoznał i odrazu w pracy swojej hi-
 
storyę narodowi i językowi polskiemu przyswoił. Jeżeli
 
 
6*str 84
 
CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ JEDENASTY.
 
 
dla niej nie ze wszystkiem górne opanował stanowisko,
 
język i styl do tych starożytnych doprowadził wyżyn».
 
    Ze względu właśnie na to zaloty, tak pożądane w epoce,
 
w której językowi narodowemu zagrażała zagłada, Tadeusz
 
Mostowski za pruskich czasów przygotował drugie dostę-
 
pne historyi Naruszewicza wydanie.
 
    Tejże wziętości i szerokiego na masy wpływu uży-
 
wa! mąż ejKikowy, nietylko w swoim wieku, ale po wszyst-
 
 
 
Ks. Adam Naruszewicz.
 
 
 
ki- czasy, dopóki słowo polskie żyć będzie — książę biskup
 
Ignacy Krasicki.
 
    Choć działalność jego twórcza miała się już, w chwili,
 
która nas zajmuje, ku schyłkowi i zamknęła się z rokiem
 
roapoczynającym stulecie XIX, jednakże pismami Krasi-
 
ckiego żyło i odżywiało się długo jeszcze — pokolenie po-
 
grobowców Rzpltej, znajdując w nich wielkie wzory nie-
 
tylko niezrównanej piękności języka literackiego, lecz i naukę
 
obywatelską karcąca wady i zdrożności społeczeństwa, te
 
wady, które się przeważnie do jego upadku przyczyniły.
 
 
 
str 85
 
KS. IGNACY KRASICKI.
 
 
Szczęśliwie się też stało, że w szeregach mężów obywa-
 
telskiego ducha, którzy się za czasów pruskich akcyi ra-
 
tunkowej języka i literatury podjęli, na czele stanął bi-
 
skup Krasicki i mógł, w pierwszych latach rządów obcych
 
w kraju, rzucić ziarno posiewu tych idei, które niebawem
 
własnością całego przodowniczego zastępu myślicieli pol-
 
skich stać się miały
 
      Dłużej od Krasickiego, bo do r. 1812, oddziaływał swemi
 
 
 
Ks. Ignacy Krasicki.
 
 
 
wzorowemi pod względem formy i bogactwa językowego,
 
tworami, Stanisław Trembecki, (ur. 1723 r.) i jeżeli na kim,
 
to właśnie na jego, w pierwiastkowej swej działalności tak
 
bezwzględnie kosmopolitycznej, wyzutej z pierwiastków
 
obywatelskich i rodzimych, działalności, daje się widzieć
 
przewrót dodatni, wywołany smutnym stanem upadku po-
 
litycznego narodu. Pisarz, poświęcający zrazu swe pióro
 
i myśli posługom poziomego waloru, dworak i pochlebca
 
magnatów, poczuwa się naraz do obowiązku  wysławia-str 86
 
CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ JEDENASTY.
 
 
Stanisław Trembecki.
 
 
nia kowala Maryańskiego, który,
 
w epoce ruchu kościuszkowskie-
 
go, ofiarował swej roboty własnej
 
wozy na potrzeby Rzpltej.
 
  Równej Trembeckiemu, pod
 
względem etycznym, miary, lecz
 
dodatnim wpływem na szerokie
 
masy pieśniamiswemi pobożnemi,
 
cechuje się działalność Franci-
 
szka Karpińskiego (u. 1741+l825).
 
Ów śpiewak Justyny, poeta serca,
 
przeniknął do ludu  nie przestał
 
do naszych czasów być tłóma-
 
czem jego uczuć pobożnych, w pie-
 
śniach rzewnych: „Kiedy ranne
 
wstają zorze" i "Wszystkie nasze dziecinnne sprawy". Jeśli na-
 
grodą pisarza może być rozgłos szeroki jego utworów w ko-
 
 
 
Franciszek Karpiński.
 
 
łach inteligentnych, jak np. Krasickiego między szlachtą,
 
to wyjątkowym i zasłużonym musi być pisarz, jeśli utwory
 
przyswaja sobie na wieki lud prosty, znajdując w nich
 
 
 
 
str 87
 
KNIAŹNIN, WORONICZ I NIEMCEWICZ.
 
 
Franciszek Dyonizy Kniaźnin.
 
 
 
echo własnych swoich uczuć i
 
nadziei. Takim właśnie koicie-
 
lem cierpień narodu, w pierw-
 
szych czasach jego upadku,
 
był Karpiński.
 
    Dodatnio, pod  każdym
 
względem, przedstawia się
 
w owej epoce działalności in-
 
nego pisarza Franciszka Dyo-
 
nizogo Kniaźnina (1750—1807).
 
Mąż zacny i prawy obywatel,
 
skromności wielkiej, pobożny,
 
szlachetny, moralny, osądziw-     
 
szy sam jako płonne swe Ero-
 
tyki, któremi, w pierwszych czasach swej pisarskiej dzia-
 
łalności, złożył dań modnemu kierunkowi upodobań twór-
 
 
 
Ks. Jan Paweł Woronicz.
 
 
 
czych pozostawił narodowi, W odach: „Matka obywatelka"
 
"Do wąsów" i „Na stuletni obchód zwycięztwa Jana III podstr 88
 
CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ JEDENASTY.
 
 
Wiedniem" niedościgły wzór piękności języka i uczuć oby-
 
watelskich, krzepiąc ducha narodu patryotycznemi, wznio-
 
słemi myślami, w najcięższych narodowego żywota wa-
 
runkach.
 
    Najstarszym poetą w świątyni pamiątek narodowych,
 
arcykapłanem i wieszczem natchnionym w owej epoce
 
był Jan Paweł Woronicz (1757—1829). «Wyższy od współ-
 
czesnych sobie poetów geniuszem, starożytną prostotą i cha-
 
 
 
Julian Ursyn Niemcewicz.
 
 
 
rakterem czysto narodowym, słowiańskim — Woronicz wy-
 
stepuje przy schyłku dawnej epoki jak prorok innych
 
czasów i innych ludzi. Nie był on naśladowcą i zwolen-
 
nikiem ówczesnej francuskiej szkoły klasyków, lecz na-
 
tchnienia swoje czerpał w źródle historycznych wspomnień^
 
w pobożnej wierze przodków i gorejącem uczuciu naro-
 
dowości, Prawdziwy wieszcz narodu, byl jego wyobrazi-
 
cielem, jego słowem.
 
    «Na wskroś przeniknięta tęsknotą dusza Woronicza —
 
pisze o nim Mecherzyński — rozlała się we łzach serde-
 
 
 
str 89
 
KS. ADAM CZARTORYSKI.
 
 
cznych. Podobny do syońskich proroków, jękiem ich na-
 
rodową przystrajał lutnią, z mogił przeszłości wywoływał
 
dziejową marę życia i krążył myślą po przestrzeniach
 
najświetniejszych pamiątek. Pod wielu względami śpiewak
 
Assarmota i Hymnu do Boga okazuje charakter wieszczów
 
biblijnych, w których, on jeden z postanisławowskich poe-
 
tów szukał natchnienia i wzoru».
 
 
 
Ks. Adam Czartoryski,
 
generał Ziem Podolskich.
 
 
 
    Pieśni Woronicza, nieogłaszane przez autora, krążyły
 
jedynie w odpisach, nie tracąc przez to swego wpływu;
 
lecz jako rzadkość, tern chciwiej przyswajało je sobie młod-
 
sze, w niedoli zrodzone, pokolenie.
 
    Żywa tradycyę przeszłości, opromienioną aureolą po-
 
święcenia i udziału w wiekopomnych pracach wielkiego
 
sejmu, przedstawiał Julian Ursyn Niemcewicz, który, po
 
latach tułaczki, wrócił w początkach wieku XIX do sto-
 
licy, i tu podjął na nowo pracę twórczą jako poeta, histo-str 90
 
CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ JEDENASTY.
 
 
ryk I jeden z pierwszych inicyatorów rozbudzonego ruchu
 
umysłowego W kraju.
 
    O działalności Niemcewicza wiele jeszcze będzie oka-
 
zi następnie nadmienić. Tu jedynie zaznaczyć należy, że
 
Obecność owego męża, w epoce, tyle dla przyszłości narodu
 
klęsk wróżącej, była opatrznościowem niejako zrządze-
 
niem, tworząc istotny sztandar, około którego zgrupować
 
 
 
Tadeusz Czacki.
 
 
 
się miało, mogło i musiało, to wszystko, cokolwiek za cały
 
naród myślało, czuło i przygotowywało środki ratunku.
 
    Arystokracyę nietylko rodową, lecz i umysłową w kraju
 
godnie reprezentował pan możny, Adam Kazimierz ks. Czar-
 
toryski (1734—1823), generał ziem podolskich, wielki zwo-
 
lennik nauk i sztuk pięknych.
 
      W jego puławskim Tusculum i w warszawskich pa-
 
laoadl zbierała się wyborowa klasa pisarzy i myślicieli.
 
Tam gościli: Karpiński, Kniaźnin, Ignacy i Stanisław bra-
 
 
str 91
 
KS. STANISŁAW STASZIC.
 
 
 
cia Potoccy, Czacki, Albertrandi, Piramowicz, Ossoliński,
 
Woronicz, pielęgnując- tradycye starodawne, a przede-
 
wszystkiem język narodowy. Pod wpływem takich zasad,
 
powstało dziełko pod tytułem: Myśli o pismach polskich, na-
 
wołujące do pielęgnowania czystości rodzinnej mowy; ztam-
 
tąd szła rada i zachęta do zajmowania się literaturą.
 
Wybitnie na chmurnem tle ówczesnych stosunków
 
zarysowuje się działalność naukowa Tadeusza Czackiego
 
 
 
Ks. Stanislaw Staszic.
 
 
 
(1765—1813). Otrzymawszy z daru Stanisława Augusta
 
w roku 1797 bogatą po Naruszewiczu spuściznę notat hi-
 
storycznych, zajął się Czacki opracowaniem żródeł praw
 
litewskich i polskich i pozostawił w swych dziełach nieprze-
 
brane bogactwo szczegółów do historyi, prawodawstwa
 
i etnografii narodu. Kapitalne dzieło Czackiego ukazuje
 
się w zaraniu wieku bieżącego, jako zapowiedź prac, które
 
niebawem ugruntować miały trwalszą dla badań zamierz-
 
chłych dziejów ojczystych podstawę.str 92
 
CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ JEDENA8TY.
 
 
Współpracownikiem Czackiego w pierwszych latach
 
jego działalności naukowej  był przyszły autor  Barbary
 
Radziwiłówny — Aloizy Feliński.
 
    Po odbyciu kampanii kościuszkowskiej powrócił do
 
zacisza swego wiejskiego w Ossowie i tam poświęcił się
 
gorliwie pracom literackim, które z czasem obudzić, miały
 
entuzyazm tłumów, w epoce odrodzenia sceny narodowej.
 
    W pobieżnym poglądzie zastępu mężów podniosłego
 
 
 
Ks, Hugo Kołłątaj.
 
 
 
ducha naszej epoki dłużej może zatrzymaćby się należało
 
przy dwóch spadkobiercach wielkiej epoki reform, którzy
 
przodowali spoteczeństwu przykładem cnót obywatelskich
 
i umysłową energią.
 
    Mężami tymi byli: Stanisław Staszic (1755—1826) i Hugo
 
Kołłątaj (1750—1812).
 
    Pierwszy, nieśmiertelny autor Przestróg, oddany du-
 
szą całą sprawie odrodzenia ojczyzny, przewędrował kraj,
 
by na miejscu poznać jego bogactwa i potrzeby, a nastę-
 
 
str 93
 
FKANCISZEK DMOCHOWSKI I IGNACY HR. POTOCKI.
 
 
pnie w zaciszu Hrubieszow-
 
skiem budował podwaliny
 
polepszenia bytu ludu, za-
 
nim potrzeba bliższego ze-
 
rknięcia się z wybitniejszy-
 
mi na polu nauki działa-
 
czami nie powołała go do
 
dawnej stolicy, by tu roz-
 
budzić życie umysłowe i
 
świecić przykładem ofiar-
 
ności dla celów oświaty
 
narodu.
 
    Drugi — niezmordo-
 
wany uczestnik prac Ko-
 
misyi edukacyjnej,
 
Towarzystwa ksiąg elementarnych, reformator
 
szkół, agitator, polemista, polityk, chociaż po upadku poli-
 
 
 
Franciszek Dmochowski
 
 
 
Ignacy hr. Potocki.
 
 
 
tycznego bytu kraju lata cale spędził w niewoli austrya-
 
ckiej, nie przestał mimo to i W celi więziennej pracowaćstr 94
 
CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ JEDENASTY.
 
 
nad odrodzeniem moralnem swego społeczeństwa. Odzy-
 
skanie wolności dodało mu, pomimo starganego zdrowia, no-
 
wego bodźca do współpracownictwa z Czackim na polu
 
reformy zakładów naukowych, w dawnych, do Rosyi przy-
 
łączonych, prowincyach polskich.
 
    Towarzysz jego prac, Franciszek Ksawery Dmochow-
 
ski (1762—1808), powołany przez Krasickiego do War-
 
 
 
 
Jan Albertrandi,
 
biskup zenopolitański, pierwszy Prezes Towarzystwa warszawskiego
 
przyjaciół nauk (1731—1808).
 
 
 
szawy, jako redaktor Gazety rządowej w roku 1794 i tłó-
 
macz klasyków starożytnych, był w epoce pruskiej jednym
 
z najznakomitszych literatów warszawskich i redaktorem
 
poważnego czasopisma literacko-naukowego.
 
    Jako badacz w dziedzinie historyi krajowej i archeo-
 
logii rzymskiej słynął w owym czasie biskup zenopolitań-
 
ski, Jan Aibertrandi (1751—1808), cudzoziemskiego pocho-
 
dzenia, lecz dusza całą ojczyźnie przybranej oddany kapłan.
 
Idąc za przykładem Naruszewicza, który z bogatych notat
 
Albertrandego, zebranych przez tegoż podczas naukowych
 
 
str 95
 
STANISŁAW KOSTKA HR. POTOCKI.
 
 
wycieczek do Wioch i Szwecyi, swoje Teki ułożył, uczy-
 
nił wiele dla spopularyzowania dziejów pierwszych Jagiel-
 
lonów i w dziedzinie literatury klasycznej i starożytności
 
stanowił powagę niezaprzeczoną.
 
    Zaznaczali się chlubnie umiłowaniem literatury i nauk
 
dwaj przedstawiciele arystokratycznego rodu Potockich
 
bracia: Stanisław (1752—1821) i Ignacy (1751—1809). Obaj,
 
dawni posłowie sejmowi i żołnierze, usunąwszy się za cza-
 
 
 
Stanisław Kostka hr. Potocki.
 
 
 
sów pruskich od udziału w życiu publicznem, pielęgno-
 
wali w zaciszu domowem tradycye wielkiego sejmu i gru-
 
powali około siebie wybitniejszo siły inteligencji, snując
 
plany obudzenia ruchu umysłowego w kraju.
 
Inny Potocki, Jan, (1761 —1815), znakomity historyk-
 
badacz i podróżnik, był już wówczas pionierem badań
 
nad starożytną słowiańszczyzną i licznemi pracami swemi
 
żródłowenii dał się poznać nietylko w kraju, lecz po za
 
jego granicami, zaliczany w poczet członków uczonych
 
towarzystw i akademij zagranicznych.str 96
 
CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ JEDENASTY,
 
 
Jan hr. Potocki
 
 
 
    Żywą tradycyę epoki da-
 
wniejszej, bo sięgającej czasów
 
Augusta II Saskiego, przedsta-
 
wiał dworzanin, żołnierz i za-
 
konnik, Jędrzej Kitowicz (1728
 
do 1804), opracowujący pod-
 
ówczas rozgłośne Pamiętniki,
 
w których stronę obyczajową
 
swoich czasów i ludzi odma-
 
lował z bystrością bacznego
 
znawcy i obserwatora.
 
Tradycyę świeższą, ru-
 
chów barskich sięgająca, przęd-
 
stawiał, choć zdała od kraju,
 
z którego go wypadki 1794 r.
 
usunęły, zasłużony Józef Wybicki (1747—1825), towarzysz
 
prac prawodawczych Jędrzeja Zamoyskiego, późniejszy czło-
 
 
 
Józef Wybicki.
 
 
 
nek Komisyj edukacyjnej, obywatel prawy i szlachetny, na-
 
wołujący pismami swen naród do upamiętania się i poprawy.
 
 
str 97
 
 
Pałac w Puławach w roku 1800.
 
Aquaforta K. A. Richtera (ze zebioru Wł. ks. Czetwertyńskiego).
 
str. 98
 
CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ JEDENASTY.
 
 
Marcin Molski.
 
 
  Niedawno przedtem prze-
 
brzmiałe echo legionów pol-
 
skich odświeżała w społeczeń-
 
stwie sympatyczna postać
 
żołnierza-poety Cypryana Go-
 
dębskiego (1765—1809), który,
 
zanim pióro na oręż zamienił
 
i okryty ranami powrócił pod
 
panowanie pruskie, zajmował
 
się w zaciszu wiejskiem nau-
 
kami, a przeważnie literaturą
 
starożytnego Rzymu.
 
    Znany poeta-żołnierz, Mar-
 
cin Molski (1751—1822), da-
 
wny konfederat barski, też same przebywszy na obczyźnie
 
koleje, uprawiał w samotności ulubione zajęcie literackie.
 
    Zdala od zgiełku publicznego życia, jako hreczkosiej
 
poeta i pamiętnikarz, pracował podówczas Kajetan Koźmian
 
(1771 -1856), jeden z ostatnich przedstawicieli klasycyzmu
 
francuskiego w poezyi rodzimej.
 
    Do tejże szkoły należał autor poematu Rolnictwo, roz-
 
głośny w epoce późniejszej, z po-
 
wodu walki z nowszym kierun-
 
kiem poezyi, Dyzma Bończa To-
 
maszewski (1749—1821), polityk,
 
wierszopis i bojownik ruchu bar-
 
skiego.
 
    Jako towarzysz niedoli Knia-
 
źnina, głośny ongi w epoce Stani-
 
sławowskiej dramaturg, Franci-
 
szek Zabłocki (1754—1821), usu-
 
nął się w owym czasie od świata.
 
Uważanym by! słusznie jako isto-
 
tny twórca komedyi polskiej i je-
 
den z najpłodniejszych po Kra-
 
sickim pisarzy.
 
 
Dyzma Bończa Tomaszewski.
 
 
 
str 99
 
FRANCISZEK ZABŁOCKI I LUDWIK KROPI.ŃsK I.
 
 
    Usunął się również w o-
 
wym czasie do zacisza wiej-
 
skiego żołnierz kościuszkow-
 
ski zpod Maciejowic, Lu-
 
dwik Kropiński (1767—1844),
 
używający swego czasu roz-
 
głośnej jako poeta sławy.
 
Przyjaciel od serca Tadeu-
 
sza Czackiego, żywo się zaj-
 
mował sprawą oświaty, jako
 
wizytator szkól w prowin-
 
cyacb zachodnich Cesarstwa,
 
Osiadłszy we wsi Woronczy-
 
nie, na Polesiu Wolyńskiem,
 
często przybywał do Puław,
 
gdzie, jako autor tragedyi
 
«Gustaw Waza» (1797), odbierał hołdy od grona litera-
 
tów, gromadzących się około generała ziem podolskich.
 
    Równego z Kropińskim, a zasłużonego w kraju roz-
 
 
 
Ludwik Kropiński.
 
 
7str 100
 
CZĘŚĆ II. ROZDZIAł JEDENASTY.
 
 
głosu używał żołnierz-poeta i uczony Aleksander Chodkie-
 
wicz (1776—1838), niestrudzony i zamiłowany w naukach
 
przyrodniczych badacz.
 
    Jako zdolny tłómacz, świetnie językiem polskim wła-
 
dający, słynął Józef Szymanowski (kasztelanie rawski)
 
(1748 - 1801). Jego przekład poematu Monteskiusza „Świą-
 
tynia Wenery w Knidos" uważano swego czasu za wzorowy,
 
a autora — za powagę w sprawach piękności i poprawno-
 
ści języka rodzimego.
 
 
 
Alexander hr. Chodkiewicz.
 
 
 
    Wpływowym niezmiernie czynnikiem w obudzeniu
 
zamiłowania do sceny narodowej miai się stać niezadługo
 
współpracownik Wojciecha Bogusławskiego, Ludwik Dmu-
 
szewski (1777—1847), za czasów pruskich rozpoczynający
 
dopiero swój zawód dramaturga i artysty młodzieniec.
 
Pierwsze jogo występy na scenie odbyły się w roku 1800.
 
Do grona puławskiego zaliczał się i Ignacy Tański,
 
ojciec Klementyny (1761—1805). Cieszył się uznaniem, jako
 
ongi gorliwy członek deputacyi indagacyjnej, dotyczącej
 
dyzunitów. Osiadłszy  na stale w Puławach, oddał się
 
 
str 101
 
JÓZEF SZYMANOWSKI  I  IGNACY TAŃSKI.
 
 
 
Józef Szymanowski.
 
 
wzupełności literaturze i był
 
duszą tamecznych zebrań towa-
 
rzyskich, układając zręczne ko-
 
medyjki dla sceny miejscowej.
 
    Do najruchliwszych w owej
 
epoce literatów i uczonych nale-
 
żał Jacek Idzi Przybylski il7.">7
 
do 1819). Rok rocznie od 177U r.
 
puszczał w świat dzieła przeró-
 
żnej treści: kalendarze, grama-
 
tyki i pisma polityczne. Był tło-
 
maczem  klasyków  -reckich  i
 
rzymskich, a jakkolwiek język
 
jego, upstrzony dziwactwami, nie
 
móże być do poprawnych zali-
 
czanym, w każdym razie, nie można odmówić Przybyl-
 
skiemu samodzielności  i dążeń do wzbogacenia języka
 
nowemi zwrotami i wyrażeniami.
 
    Znawstwem i serdecznem  umiłowaniem języka oj-
 
czystego i literatury słynęli w tejże epoce dwaj bracia
 
Osińscy. Starszy, X. Alojzy (1770-1842), późniejszy biblio-
 
graf, mówca i filolog polski, od roku 1791 profesor w szko-
 
łach pijarskich, gromadził skrzę-
 
tnie materyaly do słownika ję-
 
zyka polskiego i pisarzy polskich.
 
Młodszy, sławny następnie mów-
 
ca i profesor literatury, Ludwik,
 
(1775—1838), już w r. 1799 wy-
 
stąpił na widownię literacką ze
 
zbiorkiem poetyckich utworów,
 
a w r. 1801 wydał wzorowy prze-
 
kład francuskich tragedyj: Al-
 
zyra, Cyd i Horacyusze. Obaj za-
 
jąć  mieli  niebawem  wybitne
 
w ruchu umysłowym kraju sta-
 
nowiska.
 
 
 
Ignacy Tański
 
str 102
 
CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ JEDENASTY.
 
 
Jacek Idzi Przybylski.
 
 
 
Pracował jednocześnie
 
w zaciszu wiejskiem, po usu-
 
nięciu się czasowem z widowni
 
publicznej, jeden z najcelniej-
 
szych pracowników wielkiego
 
sejmu,  Tadeusz  Matuszewic
 
(1765—1819), syn Marcina, ka-
 
sztelana brzeskiego, później-
 
szy minister skarbu za czasów
 
księstwa, senator i kasztelan
 
królestwa. Przekładami poe-
 
matu Delilla o i maginacyi
 
i poezyj Horacego, współza-
 
wodniczy] z Józefem Szyma-
 
nowskim i jak on należał do
 
szkoły puławskiej poetów.
 
Do grona  mniej sławnych, lecz z pożytkiem dla
 
sprawy wychowania i znajomości dziejów ojczystych prą-
 
cych pisarzy, należeli w owej epoce: Teodor Waga
 
(1739—1801), autor popularnej Historyi książąt i królów pol-
 
skich i krótkiej geografii historycznej.
 
Kajetan Kwiatkowski _
 
(1770-1852), ongi szambelan
 
Stanisława Augusta, autor
 
rozprawy politycznej: Próbka
 
pióra bezstronnego obywatela nad
 
stanem teraźniejszym i przyszłym
 
Polski (1780 r.) i przekładów
 
z Gessnera (1789).
 
    Łukasz Gołębiowski (1773
 
do 1849), żołnierz kościuszkow-
 
ski, towarzysz prac Tadeusza
 
' 'zaekieiro i długoletni kustosz
 
jego biblioteki poryckiej, pó-
 
źniejszy zasłużony starożytnik
 
i historyk.
 
 
 
Ludwik Osiński.
 
 
str 103
 
TADEUSZ MATUSZEWIC.
 
 
Dwaj bracia Siarczyńscy, pierwszy, Antoni, prawnik
 
(1753—1820), sekretarz sejmowy w r. 1791, autor Dyary-
 
usza sejmowego; drugi, Franciszek (1758—1829), profesor hi-
 
storyi w collegium nobilium, kapłan, gorliwy w swej epoce
 
zbieracz pamiątek ojczystych, z których następnie złożyły
 
się trwalszej wartości jego prace źródłowe.
 
Wawrzyniec Surowiecki (1769—1827, znawca i ba-
 
dacz słowiańszczyzny starożytnej, późniejszy zasłużony
 
ekonomista.
 
 
Tadeusz Matuszewic.
 
 
Tomasz Święcki (1774—1837), asesor kola rycerskiego
 
w r. 1794, palestrant lubelski i sędzia za czasów pruskich,
 
późniejszy pierwszy geograf historyczny Polski, jaką
 
była przed rokiem 1648, autor cennych monografij
 
historycznych.
 
      Adam Czarnocki, znany pod nazwą Zoryana Dołęgi
 
Chodakowskiego (1784—1825) pierwiastkowo praktykant
 
sądowy, archiwista, późniejszy niestrudzony wędrowiec po
 
ziemiach słowiańskich.
 
    Jan Amor Tarnowski (ur. 1774 w Dzikowie + 1842),str 104
 
CZĘŚĆ II. ROZDZIAL JEDENASTY.
 
 
odebrawszy wychowanie pod okiem wuja swego, Tadeusza
 
Czackiego, w młodości już poważnemi był zajęty pracami
 
i skrzętnie zbierał rzadkie książki i rękopisy, jako mate-
 
ryał do przyszłych naukowych badań.
 
    Alexander książę Sapieha (1773—1812), w zamierzchłej
 
u przeszłości Słowiańszczyzny rozmiłowany, dla jej po-
 
znania odbywał w owym czasie podróże po Styryi, Dal-
 
macyi, Gorycyi, Karyntyi, Istryi, Kroacyi, Albanii, Czar-
 
 
 
Alexander ks. Sapieha.
 
 
nogórzu. Urodzony za granicą, wychowany kosmopolity-
 
cznie, rozbudził w sobie uczucie do spraw ojczystych, pod
 
wpływem otoczenia w domu księżny Jabłonowskiej w Ko-
 
cku, pani przywiązanej do kraju i nauki.
 
    Majewski, Walenty Skorochód (1764—1835} znawca
 
Słowiańszczyzny i uczony archiwista, uczeń Skrzetuskich,
 
żołnierz kościuszkowski, oddany za czasów pruskich źró-
 
dłowym badaniom dziejów starożytnych i prawa.
 
Kazimierz Chromiński (1759—1810), plenipotent biblio-
 
teki Załuskich, profesor historyi powszechnej w Wilnie,
 
zapalony miłośnik książek, mąż głębokiej wiedzy.
 
 
str 105
 
JÓZEF MAKSYMILIAN HR. OSSOLIŃSKI.
 
 
    Feliks Bentkowski (1781 — 1852), profesor języka pol-
 
skiego w Zullichau pod Frankfurtem nad Odrą, lektor ję-
 
zyka i literatury polskiej w uniwersytecie w Halli i li-
 
ceum warszawskiego, późniejszy autor pierwszej „Historyi
 
literatury polskiej, spisem dzieł drukowanych objaśnionej».
 
    Józef Maksymilian Ossoliński, hrabia na Tęczynie
 
(1748—1826), od roku 1766 czynny współpracownik „Zabaw
 
przyjemnych i pożytecznych" i „Monitora" przez ciąg lat dwu-
 
 
 
Józef Maksymilian hr. Ossoliński.
 
 
 
dziestu (do 1784) do współki z Naruszewiczem, Bohomol-
 
cem, Albertrandim i Adamem ks. Czartoryskim. Stanowił
 
ważny czynnik naukowego i literackiego życia owej epoki.
 
Michał Hieronim Juszyński (1760-1830), kapłan, pó-
 
źniejszy autor Dykcyonarza poetów polskich, w owej epoce,
 
hołdując modnemu kierunkowi, pisywał wiersze erotyczne,
 
polityczne, satyryczne i tworzył Skotopaski (sielanki),
 
wiersze ulotne, naśladowane z różnych autorów, zanim pod
 
wpływem wydarzeń krajowych przeszedł na pole badań
 
poważniejszych, które jego nazwisko w literaturze utrwaliły.str 106
 
CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ JEDENASTY.
 
 
Ksawery Szaniawski.
 
 
 
Skrzetuski Kajetan
 
(1743—1806), profesor histo-
 
ryi, nauki moralnej i prawa
 
w korpusie kadetów, poświę-
 
cał się w wolnych od obo-
 
wiązków nauczycielskich
 
chwilach badaniom nauko-
 
wym, których owocem były:
 
Prawidła początkowe nauki oby-
 
czajowej (1793), Historya poli-
 
tyczna dla szlachetnej młodzi
 
(1773), Historya polityczna kró-
 
lestwa francuskiego (1780), Hi-
 
storya powszechna  dla szkół
 
narodowych (1781), Spectaculum
 
politicum i inne rozprawy.
 
    Grzegorz Piramowicz (1735—1801), kapłan, znakomity
 
pedagog i mówca, były sekretarz komisyi edukacyjnej
 
i Towarzystwa ksiąg elementarnych, nieocenione dla sprawy
 
wychowania pokolenia ówczesnego położył zasługi. Jego
 
pióra była większa część zarządzeń pomienionych komisyj.
 
Z prac literackich Piramowi-
 
cza, wydanych w okresie cza-
 
ra między 1767 — 1801 rokiem,
 
cieszyły się uznaniem: Dyk-
 
cyonarz starożytności (1779), Fe-
 
dra, Augustowego wyzwoleńca
 
bajki wybrane (1767), Powinności
 
nauczyciela (1787),  Wymowa i
 
poezya  dla  szkół  narodowych
 
[1192),  Nauka  obyczajowa dla
 
ludu (pośm. 1802).
 
    Józef Kalasanty Szaniaw-
 
ski (1764—1843), żołnierz ko-
 
ściuszkowski, legionista, naj-
 
gorętszy  przedtem  stronnik
 
 
Józef Kalasanty Szaniawski.
 
 
str 107
 
KS. ONUFRY KOPCZYŃSKI.
 
 
reformy, później członek komitetu paryskiego przy Barssie,
 
po powrocie do kraju oddał się gorliwie nauce i pierwszy
 
zaczął obznajmiać społeczeństwo polskie z zasadami filozofii
 
Kanta i Szellinga. Jemu należy się zasługa w podjęciu prób
 
ustalenia terminologii filozoficznej w języku ojczystym.
 
Szaniawski Franciszek Ksawery (1768—1830), profe-
 
sor w Kielcach, późniejszy inicyator szkoły prawa hr.
 
Łubieńskiego.
 
 
Ks. Onufry Kopczyński.
 
 
 
    Onufry Kopczyński (1735—1817), pijar, początkowo
 
pracy nauczycielskiej po szkołach prowincyonalnych od-
 
dany, długie po Europie odbywał podróże, zanim powró-
 
ciwszy do kraju, stal się obok zajęć profesorskich w kon-
 
wikcie szlacheckim, pomocnikiem bibliotekarza Janockiego
 
u Załuskich i członkiem towarzystwa ksiąg elementarnych.
 
    Praca w bibliotece obudziła w nim serdeczne umiło-
 
wanie do badali nad budową języka rodzinnego. Ignacy
 
Potocki, kierownik oświaty krajowej powierzył mu zadanie
 
napisania gramatyki polskiej. W 1780 za gramatykę pol-
 
sko-łacińską był nagrodzony medalem de merentibus.str 108
 
CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ JEDENASTY.
 
 
 
Samuel Bogumił Linde.
 
 
 
 
    W 1784 wydał elemen-
 
tarz dla szkół parafialnych
 
narodowych, a w roku nastę-
 
pnym: Układ gramatyki dla szkół
 
narodowych. W 1792 r. napisał
 
po łacinie wiersz boha-
 
terski «do niedowiar-
 
ków, którzy, bojąc się
 
potęgi sąsiadów, trwo-
 
żyli się o losy ojczyjzny».
 
    Po roku 1794 więziony
 
w Nikolsburgu, wrócił po pię-
 
ciu latach do Warszawy pod
 
rządy pruskie i tu z zapałem
 
oddał się przerwanej nad ję-
 
zykiem narodowym pracy. Dusza gorąca, sprawom kra-
 
jowem oddana, był Kopczyński jednym z pionierów umy-
 
słowego odrodzenia narodu.
 
    Współrzędnym, a potężnego wpływu na losy i roz-
 
wój języka narodowego czynnikiem był Samuel Bogumił
 
de Linde, późniejszy niespoży-
 
tej sławy autor Słownika (1771
 
do 1847). Jakby w stwierdzeniu
 
pewnika o assymilacyjnej sile
 
polskości, przetwarzającej naj-
 
bardziej obce pierwiastki na
 
organicznie ze społeczeństwem
 
spojone ogniwa, Linde, pocho-
 
dzenia cudzoziemskiego, poto-
 
mek tych. którzy w 1707 roku
 
wzywali sąsiadów do akcyi prze-
 
eiw udzielności Rzplitej, przed-
 
stawia typ uczonego polskiego,
 
rzetelnej zasługi dla sprawy
 
literatury, bądź jako badacz
 
jej skarbów językowych, bądź
 
 
 
Hieronim Stronynowski,
 
biskup koadjutor łucki, rektor.
 
 
str 109
 
HIERONIM STROYNOWSKI.
 
 
Ks. prof. Stanisław Jundziłł.
 
 
 
jako długoletni kierownik wy-
 
chowania młodzieży polskiej,
 
w liceum pruskiem w War-
 
szawie. Stosunki z Ignacym
 
i Stanisławem Potockimi, Koł-
 
łątajem, Niemcewiczem, Wei-
 
sonhofem i Dmochowskim, za-
 
wiązane w r. 1793 w Lipsku,
 
gdzie Linde był lektorem ję-
 
zyka polskiego w tamecznym
 
uniwersytecie, wpłynęły na
 
obudzenie w nim zamiłowania
 
do badań nad etymologią języ-
 
ka ojczystego, a gdy za czasów
 
ruchu kościuszkowskiego wró-
 
cił do Warszawy, jedyną myślą jego wśród wrzawy wo-
 
jennej było zbieranie po bibliotekach źródeł do zamierzo-
 
nej już wówczas pracy nad Słownikiem, którą kontynuował
 
przy boku Józefa Ossolińskiego we Wiedniu, zanim w po-
 
czątkach wieku bieżącego powrócił na stały pobyt do
 
Warszawy. Dzieło Lindego, poczęte za rządów pruskich,
 
jest dowodem usiłowań owej epoki do stawiania tamy za-
 
grażającym polskości wpływom.
 
    Pożytecznym pracownikiem na polu kodyfikacyi praw
 
krajowych, uznanej w następstwie przez rządy pruskie
 
za źródłową, by] Antoni Trębicki (1704—1833), wydawca
 
zbioru: Prawo polityczne i cywilne Korony polskiej i Wieli;.
 
Ks. Lit. (1789—1791). Usunąwszy się po roku 1794 do za-
 
cisza wiejskiego pozostawił po sobie ciekawe owych cza-
 
sów pamiętniki, dotąd jeszcze drukiem nie ogłoszone.
 
Na polu teoryi prawa natury pracował z pożytkiem
 
późniejszy, po Poczobucie, rektor akademii wileńskiej, Hie-
 
ronim Strojnowski (1752—1815). Gruntowny znawca sztuk
 
pięknych i literatury, budził ruch umysłowy na Litwie.
 
Zostawszy członkiem komisyi edukacyjnej, pełnił te obo-
 
wiązki aż do ostatniego podziału Rzplitej, a następnie
 
str ll0
 
CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ JEDENASTY.
 
 
przygotowywał zasady zreformowania wszechnicy wileń-
 
skiej, która za jego rektoratu rozgłośnej w świecie nauko-
 
wym dostąpiła sławy. Jego nauka prawa przyrodzonego, po-
 
kitycznego i prawa narodów, wydana w Wilnie 1785, a na-
 
stępnie przedrukowana w Warszawie, była pierwszą w tej
 
dziedzinie w literaturze polskiej pracą i służyła mlodzieży
 
polskiej pod rządem pruskim jako kompedyum do prawo-
 
znawstwa.
 
 
Jan Śniadecki.
 
 
 
Obok wymienionych mężów szereguje się współcze-
 
śnie zastęp innych bojowników na polu budzenia umysło-
 
wego ruchu w kraju pracowników.
 
    Ignacy Stawiarski (1776-1835), tłomacz i sekretarz
 
kamery ekonomieczno-wojennej pruskiej, późniejszy pale-
 
strant i tłomacz ordynacyi sądowej pruskiej, oraz prawo-
 
dawstwa napoleońskiego; tlomaczył pieśni Gellerta (1800)
 
i przypadki Telemaka, zajmował się statystyką kraju i wy-
 
jaśnia] zasady zarządu państwowego w Prusiech Połu-
 
dniowych.
 
    Juliusz Kolberg (1776-1831), inżynier-geograf przy
 
 
str 111
 
BRACIA ŚNIADECCY.
 
 
topograficznym pomiarze tychże Prus, pochodzenia cudzo-
 
ziemskiego, późniejszy profesor uniwersytetu, układał pie-
 
śni i hymny dla loży wolnomularskiej i tlomaczył poetów
 
polskich na język niemiecki.
 
    Kazimierz Kontrym (1772—1836), żołnierz kościu-
 
szkowski, należał na Litwie przed 1806 r. do czynnych
 
współpracowników powszechnej gazety literackiej, pod redakcyą
 
 
 
Jędrzej Śniadecki.
 
 
 
prof. Groddka. W czasach późniejszych grupował około
 
siebie wszystkie wpływowe czynniki umysłowego życia
 
na Litwie.
 
  Marcin Odlanicki Poczobut (1728—1810), znakomity
 
astronom i twórca obserwatoryum wileńskiego, odkrywca
 
konstellacyi, której nadał nazwę «Ciołka Poniatowskich».
 
  Stanisław Jundziłł (1761—1847), zasłużony botanik,
 
opisaniem roślin litewskich według układu Linneusza położył
 
pierwsze podwaliny terminologii botanicznej w literaturze
 
polskiej.str 112
 
CZĘŚĆ II ROZDZIAŁ JEDENASTY.
 
 
  Ponad wszystkimi wszakże działaczami ówczesnej
 
epoki, którzy naukę polską zaszczytnie nietylko w kraju,
 
lecz i po za jego granicami reprezentowali, górują nazwi-
 
ska braci Śniadeckich: Jana (1756 — 1830 i Jędrzeja
 
(1768—1838).
 
  Pierwszy, już za Kołłątaja, profesor statystyki, hi-
 
drauliki i logiki w Krakowie, w długich podróżach wszedł
 
w bliższe stosunki z najznakomitszymi uczonymi epoki,
 
zanim, sprowadzony w roku 1781 do kraju, rozpoczął na
 
wszechnicy krakowskiej wykłady astronomii i matematyki
 
wyższej. Jego obserwacye astronomiczne drukowały przez
 
szereg lat <h1 1798 do 1805 roku Efemerydy wiedeńskie ba-
 
rona Zacha.
 
  Wśród zamieszek krajowych jeździł do Warszawy
 
i Grodna dla obrony praw akademii do funduszu eduka-
 
cyjnego i budził w potężnych przeciwnikach szacunek dla
 
obywatelskiej swej gorliwości. Jako pierwszorzędny pisarz
 
polski starał się w dziełach swoich, których poczet liczny
 
ogłosił w owej właśnie epoce, uwydatnić wszystkie pię-
 
kności języka rodzimego. W rozprawie o Koperniku
 
i u uwagach nad dzieleni Villersa, uwłaczającem narodowi,
 
ujawnił gorące uczucia patryoty, obywatela i uczonego.
 
  Brat jego, Jędrzej, chemik, lekarz i fizyolog również
 
serdeczne do języka rodzimego żywił umiłowanie. Zaszczy-
 
cony w r. 1798 w Pawii stopniem doktora medycyny i fi-
 
lozofii udał się do Edynburga, gdzie, jako mąż rozle-
 
głej nauki, miał sobie ofiarowaną posadę lekarza w słu-
 
żbie kompanii indyjskiej, której nie przyjął i, po pa-
 
roletnim pobycie w Londynie i Wiedniu, pośpieszył do
 
Wilna na katedrę Chemii i farmacyi. Ówczesne prace Ję-
 
drzeja: o niepodległości zdań i nauk na doświadczeniu opartych
 
i pierwsze w literaturze gruntowne dzieło o chemii, wy-
 
twornością swego języka pozostaną na zawsze wzorem.
 
Utrwaliła wreszcie niespożytą sławę Śniadeckiego za gra-
 
nicą: Teorya jestestw organicznych (1804).
 
  Dwie takie siły, jaką przedstawiali bracia Śniadeccy,
 
 
str 113
 
BRACIA ŚNIADECCY.
 
 
starczyły za legion, wobec czynników zagłady, jakiemi
 
warunki polityczne ówczesne zagrażały narodowości pol-
 
skiej. Pozostanie na zawsze we wspomnieniach potomności
 
działalność Śniadeckich, jako epokowa w rozwoju oświaty
 
narodowej, jako bodziec usiłowań umysłowego odrodzenia
 
społeczeństwa, po latach klęsk i politycznej niemocy.
 
TOWARZYSTWO WARSZAWSKIE.
 
 
8str 114
 
ROZDZIAŁ XII.
 
 
Ogniska akcyi ratunkowej. Koła towarzyskie. Francuzczyzna i świat stary.
 
Znaczenie Pu-
 
ław. Salony warszawskie. Dom Sołtyków. Zebrania towarzyskie. Pani Sołtykowa.
 
 
  Przwiedzione nazwiska wybitniejszych w Polsce po-
 
rozbiorowej mężów, wzniosłych poetyckich natchnień
 
i nauki, nie wyczerpują całkowitego zastępu ludzi, w któ-
 
rych sercach tliło się zarzewie gorącego przywiązania do
 
krają, jego pięknej tradycyi i do tych idealnych skarbów,
 
z których się składa organizm umysłowy narodu. Im gro-
 
źniejsze zewsząd nadciągały chmury, zaciemniając hory-
 
zont przyszłości wytraconego z normalnych warunków
 
życia i rozwoju społeczeństwa, tem naglejszą stawała się
 
potrzeba zjednoczenia sił umysłowych przedniejszych je-
 
dnostek, by zażegnać niebezpieczeństwo zatraty najgló-
 
wniejszych cech narodowości: języka, literatury i historyk
 
Hasło zjednoczenia usiłowań w tym kierunku mogło wyjść
 
tylko z grup możniejszych, względną niezależnością bytu
 
uposażonych. Grup wszakże takich w Polsce ówczesnej,
 
a zwłaszcza  w dawnej jej stolicy, było niewiele, gdyż
 
z wyjątkiem kilku domów arystokratycznych, pielęgnują-
 
cych w zaciszu rodzinnem tradycye polskości, większość
 
ich składała się z żywiołów hołdujących francuzczyźnie
 
 
str 115
 
TOWARZYSTWO WARSZAWSKIE.
 
 
Świątynia Sybilli w Puławach,
 
 
 
i rozrywkom światowym, szukających
 
w upojeniu zmysłów zapomnienia trosk
 
beznadziejnego jutra.
 
  Historya obyczajowa społeczeń-
 
stwa warszawskiego za czasów pru-
 
skich niejednokrotnie już stanowiła
 
przedmiot ponętnych dla satyry za-
 
rysów. Odtworzyły ją obrazowo pióra:
 
Skarbka, w Pamiętnikach Seglasa, Ko-
 
źmiana, we Wspomnieniach, Leona Rze-
 
wuskiego, w Wilczku i pięciu jego sy-
 
nach, Fałkowskiego, w Obrotach. Opi-
 
sało ją w kronikarskich, dotąd nale-
 
życie nie Zużytkowanych, notatkach,
 
pióro naocznego świadka — Magiera40).
 
  Piszący te słowa, w szkicu Bourboni na Wygnaniu,
 
starał się raz już uwydatnić, na tle życia Warszawy pru-
 
skiej, ścierające się podówczas prądy kosmopolityzmu,
 
z umiłowaniem tradycyi rodzimej, zogniskowanej w kilku
 
wybrańszych kolach arystokratycznych; ów cichy, lecz
 
symptomatyczny antagonizm między kolami światowców
 
otoczenia Henryki de Vauban pod Blachą, a gronem po-
 
grobowców Rzplitej, skupionem około kilku wybrańszycli
 
matron towarzystwa staropolskiego w Warszawie, gdzie
 
pielęgnowano wyłącznie tradycye przeszłości i wspomnie-
 
nia ciężkich chwil porozbiorowego żywota.
 
  Każde przeciwieństwo barw mimowoli przyczynia
 
się do uwydatnienia jaskrawości różnic, częstokroć ze
 
szkodą rzeczywistości. To przeciwieństwo upodobań roz-
 
maitych kół towarzyskich dawnej stolicy za czasów pru-
 
skich nie było w rzeczywistości tyle jaskrawem, ile się
 
na pozór wydaje. Rozmach tężyzny, uwydatniony w zna-
 
nych wybrykach pewnego kola młodzieży i otoczenia
 
księcia Józefa w Jabłonnie i pod Blachą, był zjawiskiem
 
przejściowem i nie zaważył wiele na losach narodu. Ba-
 
wiono się, prawda, zbyt hucznie i zbyt głośno, w lat kilka
 
 
8*str 116
 
CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ DWUNASTY.
 
 
po ostatnim rozbiorze kraju, ale jednocześnie zastanawiano
 
się poważnie nad położeniem kraju w ogniskach pozamej-
 
skich, a gdy chwila przełomowa nadeszła — umiano owo
 
życie rozkoszy i rozrywek zamienić na ciężkie warunki
 
obozowych niebezpieczeństw i trudów.
 
  W tej to właśnie osławionej epoce, z Puław, siedliska
 
dawnych przywódzców stronnictwa reformy, rozchodziły
 
się po kraju promienie wpływu Czartoryskich na obyczaje
 
i umysłowości społeczeństwa; stamtąd rozlegały się odgłosy
 
psalmów, modlitw i pieśni religijnych, dostrajane do uczuć
 
ogółu lutniami Karpińskich, Kniaźninów i Woroniczów,
 
Wszystko, cokolwiek w ówczesnej Polsce należało do sfer
 
wybrańszych, ulegało wpływowi szkoły puławskiej, owemu
 
ognisku, gdzie tliły się niewygasłe; płomienie miłości do
 
tradycyi, do nauk, do ogłady i kultury towarzyskiej.
 
  «Trzy tu składały się pierwiastki — pisze o znacze-
 
niu ówczesnem Puław zasłużony ich monografista lir.
 
Dębicki (T. I. 213) — światowość, patryotyzm i zamiłowa-
 
nie nauk. Wychodzili stąd ludzie pióra, oręża i ludzie sa-
 
lonu. Kultura puławska ma swoją w narodzie epokę, roz-
 
szerza bowiem po kraju owe odrębne typy grzeczności
 
i galanteryi rycerskiej: a choć w Formach zagranicznych,
 
wstrzymuje prąd kosmopolityczny, najżywszem uczuciem
 
narodowem i rozszerzającem się stąd zamiłowaniem i znaw
 
stwem dzieł sztuki i literatury, uprawą talentów towarzy-
 
skich, upodobaniem rzeczy i zabytków ojczystych. Ma-
 
wiano długo: on bywał w Puławach, on sie wychował
 
w Puławach, a słowa te znaczyły, że żył z najznakomit-
 
szymi ludźmi swego czasu, że uczestniczył w najszlachet-
 
niejszych tendencyach owego ogniska, że wyniósł stamtąd
 
zapas wspomnień, które go na cale życie wyróżniały
 
i wskazywały kierunek».
 
  W innem znowu miejscu:
 
  «Społeczne, literackie znaczenie Puław, z rozbiciem
 
społeczeństwa wzbija się i potęguje. Gdy Warszawa i Kra-
 
ków przechodzą z rak do rąk obcych rządów, potrzeba
 
 
str 117
 
ZNACZENIE PUŁAW.
 
 
była takiego ogniska na uboczu, na wsi polskiej, w zamku
 
polskiego pana. Właściwa epoka puławska rozpoczyna się
 
dopiero po zniszczeniach 1794 r. Tu znajdują punkt zborny
 
ci, którzy przeszłości nie zapomnieli, a przyszłości się nie
 
wyrzekli.
 
  «...Bawiono się w Puławach, gdy minęły pierwsze lata
 
po strasznej katastrofie, bo się bawiono wszędzie, bo to
 
było właściwością i ducha epoki i znamieniem tego poko-
 
 
 
Stanisław Sołtyk,
 
inicyator Tow. Warsz. Pryjaciół Nauk.
 
 
 
lenia, które miało dziwną elastyczność i dzielność zarazem;
 
w chwilach walki wydawało bohaterów, w jej przerwach
 
hulało nad miarę; lecz co Puławy wyróżnia od ogólnego
 
poziomu, co każdą nawet zabawę właściwem i osobnem
 
naznacza piętnem: że wszystko miało myśl i tendencyę
 
głębszą, narodową, że nie opuszczano tu nigdy w niczem
 
wyższej dążności z oka i zajmowano się umysłowo, gdy
 
dokoła słychać było tylko szczęk oręży» (str. 404)...
 
  Istniały takie kola towarzyskie i w Warszawie. Tustr 118
 
CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ DWUNASTY.
 
 
rozmawiano wyłącznie o rzeczach polskich i po polsku,
 
tu utrzymywano i obyczaje staropolskie. Nazywano takie
 
domy — dawnym światem. Należały do nich domy: kaszte-
 
lanowej Połanieckiej, w kamienicy missyonarskiej przy ko-
 
ściele Św. Krzyża, starego expodkanelerzego litewskiego
 
Joachima Chreptowicza przy ulicy Długiej (nr 543A), dom
 
Tomasza Ostrowskiego, Mareinowstwa Badenich, Tadeusza
 
Czackiego w pałacu Czapskich, Ignacego Krasickiego,
 
w kamienicy Wasilewskiego, starościny Wielopolskiej na
 
rogu Orlej i Elektoralnej, wreszcie dom Sołtyków — przy
 
ulicy Miodowej, pod filarami.
 
  Stanisław Sołtyk, expodstoli koronny, pochodził ze
 
starodawnej rodziny, która oddawna piastowała wysokie
 
w Rzplitej dygnitarstwa. Biskup Kajetan Sołtyk był jego
 
stryjem. Tradycya rodu, sprawom kraju gorliwie oddanego,
 
zaszczepiła w sercu Stanisława, posła krakowskiego, uczu-
 
cie gorącego patryotyzmu, którego dowody dal w epoce
 
wielkiego sejmu i podczas ruchu kościuszkowskiego, po-
 
święcając majątek swój na cele obrony kraju i zagrzewa-
 
jąc całe otoczenie swoje przykładem cnót obywatelskich.
 
  Żona jego, Anna Sapieżanka, córka Aleksandra, wiel-
 
kiego kanclerza litewskiego, była najprzód za Teodorem
 
Potockim, wojewodą chełmskim, z którym się rozłączyła
 
i poszła za Sołtyka. Podróżujący po Polsce w r. 1793 In-
 
flantczyk Schultz, niezbyt sympatycznie dla możnowladz-
 
ców ówczesnych polskich usposobiony, oddaje zasłużone
 
domowi Sołtyka pochwały.
 
  «Mało patryotów — pisze on — tak namiętnie, tak
 
gwałtownie służyło stronnictwu reformy. Planom jego zło-
 
żył Sołtyk na ofiarę większą część majątku, wyczerpał
 
się na ofiary, które składał ojczyźnie i całemu domowi
 
swemu, od żony począwszy do ostatniego sługi, zaszczepił
 
ów sapał i ogień gwałtowny. Żona jego służyła sprawie
 
całym swym urokiem i wymową, patryotom jednając
 
przyjaciół i przyjaciółki, a gdy potrzeba nadeszła, oddała
 
ojczyźnie najmilsze i najkosztowniejsze swe precyoza; słu-
 
 
str 119
 
DOM SOŁTYKÓW.
 
 
Anna z Sapiehów
 
Stanisławowa Sołtykowa.
 
 
 
dzy Sołtyka złożyli się między
 
sobą, ażeby utworzyć fundusz
 
na utrzymanie kilku żołnierzy
 
zbrojnych. Co miał w zbrojo-
 
wniach oręża, co było po zauł-
 
kach dział, do ostatniej sztuki,
 
oddał na wojnę. Wystawił pe-
 
wną liczbę żołnierzy, których
 
nietylko odział i uzbroił, ale
 
kosztem  swym utrzymywał.
 
W jego domu pierwsze szar-
 
pie  przygotowywać zaczęto.
 
Był to mężczyzna około lat
 
pięćdziesiąt  liczący,  bardzo
 
miłej powierzchowności, pełen
 
wiedzy i talentów»41).
 
  Po upadku powstania czas pewien przebywał Sołtyk
 
w Lipsku, Dreźnie i w Paryżu, w kole tamecznych emi-
 
grantów polskich, a powróciwszy do Warszawy, pod pano-
 
wanie pruskie, stworzył tu ognisko umysłowego i ekono-
 
micznego ruchu, w celu podniesienia materyalnego bytu
 
kraju. Popierał gorliwie teatr polski, starając się przeciw-
 
działać prądom francuzczyzny, które z salonów pani de
 
Vauban, z pod Blachy, ogarniając kosmopolityczne koła
 
arystokracyi, znajdowały ujście w teatrach amatorskich
 
i piknikach, naśladujących obyczaje nadsekwańskie. Stał
 
się Sołtyk inicyatorem wielkiej kompanii handlowo-zbożo-
 
wej, wespół z Czackim i Drzewieckim, której ogniskiem
 
miała być Warszawa, aportem — niedawno założona Odessa.
 
  Nie siląc się na parafrazowanie wspomnień o zacnym
 
domu Sołtyków, z którego niebawem wyjść miało pierwsze
 
donośne hasło zjednoczenia umysłów szlachetnych, gwoli
 
ratowania zagrożonego germanizacyą społeczeństwa, za-
 
pożyczamy z «Obrazów» Falkowskiego barwny ustęp, po-
 
święcony ówczesnym zebraniom towarzyskim, na ulicy
 
Miodowej u Sołtyków.
 
Str 120
 
CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ  DWUNASTY.
 
 
    Zgodnym on jest w wielu szczegółach z zarysem,
 
skreślonym przez Leona Rzewuskiego, w monografii:
 
„Wincenty  Wilczek i pięciu jego synów"42).
 
      «Pani Sołtykowa — pisze Falkowski — różniła się
 
jak dzieli od nocy od siostry swojej, Sewerynowej Poto
 
ckiej. Była uczciwą żona, gorącą Polką i matką dla ubo-
 
gich. Wspaniała jej postać, majestatyczne ruchy i ton ary-
 
stokratyczny, przejmowały pewną nieśmiałością tych, co
 
do niej po raz pierwszy zbliżali, ale wkrótce te lody
 
pękały i uprzejma jej gościnność, serce doskonale, dar oży
 
wiania towarzystwa i urozmaicania zabaw, czy w swoim
 
domu, czy w drugich, pociągały wszystkich ku niej.
 
      «Obiady u państwa Sołtyków miały charakter czysto
 
polski. Pan ex-podstoli lubił  gromadzić koło swego stołu,
 
podobnie jak książę jenerał ziem podolskich,  jak ex-pod-
 
kanclerzy litewski, jak marszałek Małachowski, jak książę
 
arcybiskup gnieźnieński, uczonych, literatów, poetów, a we
 
sołość jego, uczucie równości szlacheckiej, fetorem był prze-
 
jęty, a w dodatku — upodobanie, jakie miał w językowych
 
szermierkach, dawały u niego większą swobodę rozmowom,
 
żareikom i sporom. Tam ojciec polskich demokratów, Sta-
 
szie adwokatowal sprawę  chłopów i rozwijał zasady re-
 
wolucyi Francuskiej, które by] Bobie przyswoił, bez obawy,
 
żeby go za drzwi wypchnięto, jak mu się to zdarzyło
 
u Małachowskiego marszałka, lubo dawnego przyjaciela.
 
      «Tam. Ludwik Osiński, nauczyciel wówczas syna ex-
 
Podstolego - młodego Romana i Franciszek Dmochowski, ex-
 
pijar, którego Kupidon od świętych ołtarzy odciągnął, sy
 
pali żarciki wierszem i prozą, na sfrancuziałą koteryę
 
Blachy, na Betomanów i Sfinksów. Tam się toczyły żywe
 
spory historyczne, między powolnym, zawsze roztargnio
 
nym, Tadeuszem Czackim, a małym, ułomnym, ruchliwym
 
Albertrandim i spory gramatykalne między wszystkimi,
 
a grubym i pedanckim Kopczyńskim, który przerywał roz
 
mowy, strofując jednego po drugim, z kolei, za usterki prze
 
ciw wymyślonym przez niego prawidłom języka polskiego.
 
 
Str 121
 
SALON SOŁTYKÓW.
 
 
    «Nie rzadko zjawiał się w tem zgromadzeniu Ignacy
 
Krasicki, który wszystkich godził jednem słówkiem żar-
 
tobliwem. Wieczorami były u państwa Sołtyków więcej
 
światowe zabawy, których duszą była pani Sołtykowa. Na
 
świetnych balach, które od czasu do czasu dawali, zbierał
 
się w komplecie cały wielki świat warszawski; bywali
 
na nich zwykle i emigranci francuzcy».
 
str 122
 
ROZDZIAŁ XIII.
 
 
Sołtyk inlcyatorem Towarzystwa przyjaciół nauk. Warunek zasadniczy. Wynurzenia Alber-
 
trandego. I Listopada I800 r. Pierwsi uczestnicy. Wybór Prezydującego. Zaproszenia. Człon
 
kowie czynni i honorowi. Dygnitarze niemieccy. Pierwsza ustawa Towarzystwa.
 
Dyyskusye nad sprawami literackiemi i naukowemi, pro-
 
wadzono na zebraniach u Sołtyków, z natury rze
 
czy, doprowadzić musiały do wniosku, że, w warunkach,
 
w jakich podówczas bytowała oświata krajowa, pozba
 
wiona kierowniczych, ożywionych zamiłowaniem do swojs-
 
kości, wskazówek: tradycye polskie, zawarte w języku ro
 
dzimym, Literaturze i historyi, zwolna zatracać się będą.
 
Szkoły średnie, pod nadzorem miejcowych kamer pruskich
 
zostające, zwracały przeważnie uwagę na język urzędowy;
 
wykształcenie wyższe, od uniwersytetów zależne, miało
 
ogniska swoje za kordonem; związek z akademiami: wi-
 
leńską i jagiellońską, jeśli nie w zupełności zerwany, to
 
przynajmniej bardzo był rozluźniony i obwarowany prze
 
szkodami, czyniącemi dostęp do nich utrudnionym. W ta
 
kich warunkach oświaty krajowej, jedynie inicyatywa sfer
 
ileżnych miejscowego społeczeństwa mogła się zdobyć
 
na podjęcie akcyi ratunkowej, pod formą zgromadzenia
 
obywatelskiego ludzi nauki i pióra, by utworzyć w sercu
 
Rzplitej, w jej dawnej stolicy, ognisko światła i promie-
 
 
Str 123
 
ZAWIĄZANIE  TOWARZYSTWA.
 
 
niami jego oświetlać i ogrzewać zaciemniony horyzont
 
umysłowości swojskiej.
 
    Tę inicyatywę wziął na siebie czynny i przedsiębior
 
czy Stanisław Sołtyk i pierwszy rzucił myśl utworzenia
 
Towarzystwa przyjaciół nauk , złożonego z mę
 
żów, którzy w epoce Stanisławowskiej dali się poznać spo
 
łeczeństwu, bądź na polu działalności twórczej, lub też
 
z prac w dziedzinie nauk wyzwolonych, lub wreszcie
 
z zamiłowania do piśmiennictwa ojczystego.
 
    Wprowadzenie w czyn tak niezwykłego projektu,
 
w warunkach ówczesnych, gdy zaprowadzona edyktem
 
z 12 lipca 1794 cenzura nad drukami miejscowemi unie
 
możliwiała tego rodzaju agitatorską działalność, nastrę
 
czało z góry już przeszkody poważne, przed któremi
 
wszakże nie cofnął się Sołtyk.
 
    Pragnąc zjednać dla swego projektu sfery rządzące
 
pruskie, a przynajmniej uspokoić ich podejrzliwość i obawy,
 
co do tego, że projektowane towarzystwo mogłoby mieć
 
ukryte polityczne na widoku cele, Sołtyk i towarzysze
 
jego, uznali za warunek zasadniczy swej działalności —
 
unikanie wszelkich alluzyj do obecnego położenia polity
 
cznego kraju, jak również wszelkich dyskusyj nad spra
 
wami religii.
 
    Warunek ten, w rzeczy samej, bacznie był obserwo
 
wanym przez cały czas panowania rządów pruskich. Do j
 
ak wysokiego stopnia zaś uważano go za nieodzowny,
 
o tem świadczą wynurzenia Alhertrandego, wypowiedziane
 
po upływie lat czterech od zawiązania się Towarzystwa
 
w przemowie publicznej, dotąd nigdzie nie drukowanej,
 
w autografie odnalezionej, w której biskup zenopolitański,
 
opowiadając pierwsze kroki zgromadzenia, lojalność swoją
 
i swoich kolegów najwyraźniej podkreśla.
 
    «Było niektórych, porywczo o rzeczach sadzących,
 
o przedsięwzięciu naszem mniemanie, iż niezdolni polity
 
czną egzystencyą upadłej ojczyzny naszej podźwignąć,
 
chcieliśmy przynajmniej, pod pozorem nauk, niejakie jej
 
Str 124
 
CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ TRZYNASTY.
 
 
Stanisław Grabowski
 
 
zapewnić jestestwo. Niebaczne
 
to, iż nierzec, płoche zdanie,
 
samemi pierwiastkowemi na
 
wet i nieodzownie uchwalo-
 
nemi, zwątlić, jak osłabić,
 
ustawami, tem łatwiej można
 
było, iż się z tem zawsze gło
 
śno oświadczaliśmy, iż od za
 
miarów towarzystwa naszego
 
odsunięte to wszystko być po
 
winno, co związek ma z poli
 
tyką i dlatego, tak w publi
 
cznych posiedzeniach naszych,
 
jako i prywatnych, pilnie się
 
wystrzegaliśmy gminnej onej
 
chwały, wyniknąć mogącej z narzekania nad losem, który-
 
nielosem, lecz zarządzeniem jest najwyższej istoty, wszystko
 
kierującej władzy onaa stanowiącym, a jeśli gdzie, to w tej
 
mierze, rozumieliśmy, iż się trzymać owego prawidła najpo
 
ważniejszego, od Horacyusza przełożonego, powinniśmy, bene
 
ferre tristam Disce fortunam.
 
      «Jakoż, nie przystało na mężów tak poważnych, tak
 
oświeconych, naśladować on naród żydowski, na zwali
 
skach swej ojczyzny opłakujący przygody własnego kraju,
 
ale raczej onych to mądrych Greków: Polibiusza, Panetiu-
 
sza, Archie. Straboria, Dyonizych obydwóch: Sycylijczyka
 
i Halikarnassa i tak wielu, którzy, pozbawieni dawnej oj
 
czyzny, wszystkiemi się sposobami do wsparcia i przyo
 
zdobienia nowej od siebie zyskanej przyłożyli: pamiętni
 
na to, co później Manilius, w księdze I. astronomon wy
 
raził: Fortuna per orbem servitium imperiumąue tulit.
 
    «Daleko więc wyższe i zacniejsze były zamiary tych,
 
którzy pierwsze około utworzenia tego Towarzystwa po
 
dejmowali starania. Chcieli oni uwiecznić chwałę z nauk,
 
następstwem wieków od dawnych czasów do siebie docho-
 
dzącą; chcieli zachować krzewy one szczęśliwe, przodków
 
 
Str  125
 
WYNURZENIA ALBERTRANDEGO.
 
 
swoich potem zlane i w okazałe
 
drzewa rozrośnione; chcieli za
 
chować zaszczyty one nienaru
 
szoną któremi Polska, i dawniej
 
i w szczególności zacząwszy od
 
panowania Zygmunta I, przez
 
lat 100, do śmierci Zamoyskiego
 
i Skargi, zajaśniała; chcieli one
 
owoce, odrodzonych na drugiej
 
połowie przeszłego wieku nauk, dochowane, podać następnym
 
wiekom i zachować pamięć cza
 
su, kiedy szczęśliwą w sposobie
 
myślenia rewolucyą najprzedniej
 
sze ubiegały się dowcipy, aby nakierował- na drogę przy
 
zwoitą zabłąkane, wydoskonalić wprowadzone, wprowadzić
 
nieznajome nauki; chcieli zabezpieczyć- nadal poszanowania,
 
honory, nagrody, od mądrego króla w ciągu panowania
 
swego umiejętnościom nadane i nieśmiertelne usiłowania
 
onejto przezacnej magistratury narodowej utrzymać, której
 
mądre przepisy, czuła baczność, niespracowana troskliwość,
 
dokazały tego, iż nauki i umiejętności — poszanowania,
 
honorów i nadgrody godnemi się stały: chcieli naostatek,
 
rządowi, światła między poddanemi sobie narodami niebo-
 
jącemu się, pomnożyć, swoją, też pomoc ofiarować, nowe
 
wynalazki, nauk pomnożenia i w gatunkach wszelkich wy
 
doskonalenia, dostępnemi i tym czyniąc, którzyby, albo
 
przez przywyknienie, albo przez skłonność, albo przez wy
 
bór innego do ich nabycia narzędzia nie mieli, oprócz ję
 
zyka ojczystego.
 
    «W tych zamysłach, tak chwalebnych, tak dalekich
 
od wszelkich zamiarów, niniejszym okolicznościom sprze
 
ciwiać sie mogących, przy schyłku roku 1800, zgroma
 
dzone dnia 1 listopada osoby, pod przewodnictwem zna
 
nego z przywiązania swego do nauk i w nich gruntownie
 
ćwiczonego męża, JW. Stan. Sołtyka, którego chlubno nam
 
Str 126
 
CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ TRZYNASTY.
 
 
jest uważać za najpierwszego założyciela i ojca
 
towarzystwa, postanowiły i uchwaliły w jedno spoić
 
towarzystwo, spólnością wspomnianych zamiarów skoja
 
rzone. Ułożony więc był na on czas, dosyć określony, bo
 
z 30 tylko złożony rejestr osób, które się w przeszłych
 
czasach, albo wydanemi dziełami, albo wytrwałą około
 
nauk pracowitością, albo niezawodnego gustu-wytworno-
 
chwalebnie zaleciły. W tym zaś wyborze celniejsze
 
 
Tadeusz hr. Mostowski.
 
 
miejsce wyznaczono ledwie nie wszystkim, tak dobrze za
 
służonym, za przeszłej, dozór nad publiczną, edukacyą ma
 
jącej, magistratury, pozostałym osobom. Stało się to z naj
 
ściślejszą rozwaga i pilnym wyborem, a jeśli jak w ludz
 
kich dziełach bywa, wkradła się jakaś w tym omyłka, tedy
 
ta jedyna była, iż Prezydujący, nie z zasług i zdolności,
 
ale z abecadła i metryki był obwołany»43).
 
    Uczyniono wybór z pomiędzy ludzi, nietylko pod pa
 
nowaniem pruskiem, lecz i w innych polskich dzielnicach
 
 
str 127
 
 
PIERWSI  CZŁONKOWIE.
 
 
żyjących, jako symbol nierozerwalności duchowej miesz
 
kańców dawnej Rzpltej i widomy znak, że Towarzystwo
 
przyjaciół nauk nie będzie miejscową, warszawską, insty-
 
tucyą, lecz pragnie stać się środowiskiem umysłowego życia
 
całego społeczeństwa polskiego.
 
    Do pierwszych członków czynnych Towarzystwa za
 
liczono: Ks. Jana Albertrandego, biskupa zenopolitanskiego,
 
Joachima Chreptowicza, Tadeusza Czackiego, ks. Adama
 
 
Joachim Litawor Chreptowicz,
 
 
Czartoryskiego, generała -leitenanta wojsk austryackich,
 
Franciszka Dmochowskiego, Stanisława Grabowskiego, Lu
 
dwika Gutakowskiego,45) Franciszka Karpińskiego, Stani
 
sława Kłokockiego,46) Generała Jana Komarzewskiego,47)
 
Ludwika Kropińskiego, Samuela Bogumiła Linde, Tadeusza
 
Matuszewicza,48) Tadeusza Mostowskiego,49) Józefa Osso
 
lińskiego, Marcina Poczobuta astronoma, Ignacego Poto
 
ckiego, Stanisława Kostkę Potockiego, Księcia Alexandra
 
Sapiehę, Franciszka Scheidta, prof. chemii i historyi nat.
 
Str 128
 
CZĘŚĆ II. BOZDZIAŁ TRZYNASTY.
 
 
w akademii krakowskiej, Józefa Sierakowskiego,50) Jana
 
Śniadeckiego, prof. w akademii krakowskiej, Walentego
 
Sobolewskiego,51) Stanisława Sołtyka, ks. Stanisława Sta
 
szica, Stanisława Trembeckiego, Tomasza Twardochlebo-
 
wicza, Krzysztofa Wiesiołowskiego,52) ks. Jana Woronicza,
 
kanonika warszawskiego, Jana Niepomucena Wyleżyń-
 
skiego,53) ogółem osób trzydzieści między któremi, jak wi
 
dzimy, nie było wielu, rozgłośnego już wówczas nazwiska
 
i zasług, uczonych i pisarzy. Tych dopiero przy następ
 
nych ballotowaniach do udziału w pracach towarzystwa dopuszczono.
 
    Nieznane są względy, jakie kierowały wyborcami,
 
przy układzie pierwszej, a więc najważniejszej, listy pierw
 
szych członków. Można jedynie w rodzaju domniemania
 
przypuścić, że Towarzystwo pragnęło z góry już zakreślić
 
numerum clausum wybrańców inteligencyi, na wzór aka
 
demii Francuskiej, którą zresztą i pod innym względem
 
zawsze naśladować pragnęła W każdym razie, ów pierw
 
szy wybór stal się symptomatycznym, z powodu pozosta-
 
wienia na ubocza takich osobistości jak np. Jędrzeja Śnia
 
deckiego i Hugona Kołłątaja, Juliana Ursyna Niemcewi
 
cza, Alexandra Chodkiewicza, Onufrego Kopczyńskiego,
 
Grzegorza Piramowicza, Marcina Molskiego, ks. Ignacego
 
Krasickiego i wielu innych zasłużonych, a natomiast wy
 
sunięcia na plan pierwszy — łudzi skromnego podówczas
 
nazwiska, w rodzaju Tomasza Twardochlebowicza, Jana
 
Nepomucena Wyleźyńskiego, Stanisława Kłokockiego, któ
 
rzy nigdy do Panteonu wielkości narodowych, a tern mniej
 
w czasach porozbiorowych, nie należeli.
 
    Natomiast, wybór w charakterze członków hono-
 
rowych, dygnitarzy obcych, przeważnie niemieckiej na
 
rodowości nasuwa domniemanie, iż wyborcy, kierując się
 
zasadą, tak zwanego w dzisiejszych czasach «oportuni-
 
zmu», pragnęli uspokoić drażliwość rządów państw roz
 
biorowych i ujawnić- swoją lojalność w stosunkach Towa-
 
 
 
str 129
 
WARSZAWA PRUSKA.
 
b. Brama Nowomiejska, od ulicy Gołębiej.
 
Akwarella nieznanego artysty dworu Landgrafa Hessen-Darmasztadzkiego
 
Ludwika X z r. 1800 (z kollekcyi mat. Bersohna).
 
 
 
 
Str 130
 
CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ TRZYNASTY.
 
 
rzystwa przyjaciół nauk następujący członkowie: Graf
 
,v. Schulenburg, jenerał kawaleryi, tajny stanu i wojenny
 
minister; v. Vosą, aktualny stanu i wojenny minister, szef
 
departamentu finansów Prus Południowych; v. Kohler je-
 
nerał leitnant kawaleryi, komenderujący generał w Pru-
 
sach Południowych, gubernator warszawski; v. Klewitz,
 
aktualny tajny wyższy konsyliarz finansów, dyrektor je-
 
neralny departamentu Prus Południowych Beyme; tajny
 
konsyliarz  gabinetowy v. Meyer, prezydent kamery wo
 
jenno ekonomicznej kaliskiej; de Engel cenzor; Jekel, ce-
 
sarsko-królewski nadworny agent.
 
    Zachowały się W aktach Towarzystwa minuty za
 
proszeń nieobecnych przy zawiązaniu się jego członków,
 
wszystkie ręką Albertrandego skreślone. Podajemy je tu
 
taj, częścią w tekście zupełnym, częścią zaś w skróceniu,
 
jako dokumenty charakterystyczne, właściwe i epoce i ukła
 
dnemu, nieco zawiłemu, stylowi, czcigodnego ich redaktora.
 
Do Joachima Chreptowicza:
 
    «Pół wieku upłynęło, przez który przeciąg czasu
 
wszystkie nauki i umiejętności wzrost swój, światło i ugrun
 
towanie Jaśnie Wiel. P. i Dobr. przypisują. Ich nawet sza
 
cunek, skłonność do nich, uznana potrzeba i pożyteczność
 
i to, co gustem dobrym nazywają, J. W. Pana Dóbr. przy
 
kładnej troskliwości, radom i starannościom, przypisać się
 
koniecznie winno. Świadkami tego — współcześni, i ci, co
 
szczególniej z tego korzystali, za pośrednictwem komisyi
 
edukacyjnej, której J. W. P. był i ustanowicielem i ozdobą.
 
Niechże się godzi Towarzystwu, za cel mającemu uwiecz
 
nienie tych korzyści, doznać przychylnej pomocy tego, od
 
którego też korzyści początek wzięły i którego z niemi
 
chwała wiekowi będzie».
 
      Do Adama ks. Czartoryskiego:
 
      «Doświadczenie czasów przepędzonych wymiarem
 
jest nadziei naszych w przyszłości. Tyle prac chwalebnych
 
 
Str 131
 
ZAPROSZENIA CZŁONKÓW.
 
 
i najpożyteczniejszych, od pierwszej młodości przez J. O.
 
Xcia i Pana podjętych, dla zaszczytu i oświecenia krainy,
 
na której łonie Jego życie szanowne przepędzone było,
 
rękojmią są na następne czasy, iż wspólną z nami pracą
 
przyłożyć się raczysz do zachowania w całości dawnych
 
tejże krainy, od powszechnego upadku pozostałych, zaszczy
 
tów. Znamy i wielbiemy W. X. Mości zaprzątnienia, ale
 
i pracując możesz to uczynić, co bohater starodawny czy
 
nił umierając: dulces remimsci Argos. Wiek podeszły, słabość
 
zdrowia, zwątlenie sił — skutek pracowitości, wymówić W.
 
X. Mości nie mogą, pamiętnego na przysłowie, którego
 
Św. Jeronim w sporze swoim z św. Augustynem użył: Bos
 
lassus, fortius figit pedem”.
 
Do L. Gutakowskiego:
 
    «Wielkim dla nas zaszczytem byłoby odebrać w przed
 
sięwzięciu naszem i zamiarach dowód aprobacyi J. W. Pana.
 
Byłoby to przychylności ku nam Jego, a może i słuszności
 
wymierzającej każdemu winną nagrodę, dowodem. Ale my
 
na tem nie przestajemy. Najwyborniejszemi jego przymio
 
tami i uczestnictwem pracy pomnożyć chwałę naszą i uwiecznić pragniemy.
 
    Odpuści nam potomność to chluby pragnienie, dla
 
korzyści, którą stąd odniesie».
 
Do Michała  Hube:
 
«Il y a trente ans, que Vous n'avez, Monsieur, discon-
 
tinue d'eclairer, d'instruire, d’illustrer ces contrees, aux-
 
quelles vous accordez ce doux nom de la Patrie, par des
 
ouyrages solides et lumineux et par des travaux suivis
 
et soutenus. L’honneur meme posthume de la Pologne et
 
la gloire, qu'elle a autre fois acąuise et a laquelle Vous
 
avez ajoute plus d'un fleuron, ne sauront Vous etre indif-
 
ferents, et nous comptons a juste titre sur Yotre żele, dans
 
rintention ou nous sommes — d'empecher qu'elle ne tombe
 
dans l'oubli, etc.».
 
 
9*
 
Str 132
 
CZĘŚĆ  II.  ROZDZIAŁ  TRZYNASTY.
 
 
      Do kasztelana Mostowskiego:
 
   
 
    «Wszystkie przymioty serca J. W. Pana i Dobr. za
 
pewniają nas. iż przedsięwzięcie nasze zjedna sobie Jego
 
approbacyę, przez wzgląd na pobudki, które nami kierują.
 
Nieoszacowane przymioty umysłu Jego, każą nam się spo
 
dziewać tym mocniejszego w zamiarach naszych wspar
 
cia, im górująca Jego w każdym rodzaju nauk doskonałość
 
skuteczniej wesprzeć i potężniej zastąpić potrafi to. czem
 
chęci i pracowitej innych ochocie schodzić może».
 
Do hr. Ossolińskiego:
 
   
 
    «Piękną zorzę jaśniejącego teraz dnia lat temu trzy
 
dzieści widziałem, nie bez przeczuwania tej świetności,
 
która wszystkich oczy na się ściąga. Spodziewałem się
 
już na on czas, zacny hrabio, że przyjdzie ten czas, kiedy
 
wszyscy kochający literaturę i nauki, szukać będą sposo
 
bności korzystania z wybornych przymiotów górującego
 
dowcipu. Tłómaczem że jestem żądania Towarzystwa na
 
szego, co do osoby, którą do wspólności prac zapraszam,
 
bynajmniej nie zadziwia; ale zadziwia mię, iż takowe zle
 
cenie mnie się darzy, którego wiek, a bardziej jeszcze mdłę
 
przedtym, teraz zemdlone jeszcze, przymioty, powinniby
 
od tego usunąć».
 
Do Poczobuta:
 
 
    «Sparcyan w życiu Hadryana świadczy: iż on, Cesa
 
rzem Rzymskiego państwa, najwyższym rządcą będąc,
 
nie wzbraniał się jednak być dyktatorem, budowniczym i du-
 
umyircm po miasteczkach łacińskich, Demarchem w Nea
 
polu, Archontem w Atenach. Raczysz J W. Pan w tej mie
 
rze być jego naśladownikiem, a kiedy jego imieniem i pra
 
cami górujące w Europie uczone towarzystwa zaszczycają
 
się przychylnie, przyjmiesz hołd ten, winny wysokiej jego
 
i powszechą chwalą uwieńczonej nauce. Wszakże wy, za
 
wołani astronomowie, nie tak się do jaśniejących na na
 
szym półsferzu gwiazd przywiązujecie, abyście za niego-
 
                                                               
 
Str 133
 
ZAPROSZENIA CZŁONKÓW
 
dne baczności swojej te poczytali, które, od wejrzenia wa
 
szego nawet odsunione, na innym półsferzu jaśnieją»...
 
Do Ignacego Potockiego:
 
 
    «Rozległość, uznana powszechnie, gruntowności nauk
 
J. W. Pana, zaszczytu z żadnego towarzystwa, jakkolwiek
 
nauką sławnego, nie potrzebuje; ale towarzystwo, przywią
 
zanie do nauk i miłość ich szczególniejszą wyznające,
 
przedsięwzięcia swego najpewniejszy dowód daje, kiedy
 
przywłaszczyć sobie zaszczyt i pomoc tak wielkiej nauki
 
pragnie, etc.».
 
Do Jana Śniadeckiego:
 
   
 
    «Wszystkie WPana prace i przymioty dały zawsze
 
i dają mu wstęp do Towarzystwa każdego, pomnożenie
 
pożytecznych nauk za cel mającego. Równy był honor
 
dla syna Emiliusza Pawia, iż przeniesiony był w familię
 
Scypionów, i dla Scypionów, potomków onego bohatera —
 
swojemi przez przysposobienie czyniących etc.».
 
Do księcia Sapiehy:
 
   
 
    «Od zaszczyconych wysoką rodowitością osób, wszel
 
kie towarzystwa, pospolicie upoważnienia, wsparcia i chluby
 
szukają. My, W. X. Mość do naszego grona zapraszając,
 
gruntowniejsze jeszcze do tego, podchlebniejsze nadzieje
 
i żądze przyłączamy. Wyborne J. O. X. przymioty i roz
 
legła przy najznakomitszej gruntowności nauka, każą nam
 
się spodziewać — nietylko zachęcenia prac naszych, ale
 
i pomnożenia największych pożytków, w naszem przedsię
 
wzięciu zamierzonych, przez któreby wspólna Ojczyzna
 
jeszcze miała rodzaj życia znaczniejszego, niż ten, który
 
historya daje».
 
Do Stan. Trembeckiego:
 
 
      „Et absens dulces remimscitur Argos; że to serce, ten
 
    umysł, jest JW. Pana i Dobr., bynajmniej nie wątpiemy;
 
Str 134
 
CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ TRZYNASTY.
 
 
zatem i my do, Niego, Horacego do Augusta wyrazami, od
 
zywamy się: Lucem redde tuae dux honor patriae. Przodko
 
wałeś w zachęcaniu innych, w ugruntowaniu wybornego
 
gustu, w podejmowaniu prac chwalebnych, w wypolerowa
 
niu ojczystego języka, w gromadzeniu niezmiernych wia
 
domości, pierwiastkowe narodu wieki oświecić mogących.
 
Tych obdarzeniem, aby JW. Pan i Dobr. towarzystwo na-
 
sze, wiek swój, i krainę, której słodkie ojczyzny imię na
 
dawałeś, obdarzyć raczy!, jak najusilniej dopraszamy się,
 
mając niezawodną nadzieję, iż pracami Jego, początki na
 
rodu, niemniej ukryte, jak Nilu przedtem źródła, na jaw
 
wyprowadzić, a tym samym, piękne dzieło, acz dotąd opus
 
ocephalum, Naruszewicza, wydoskonalić raczysz».
 
Do Wal. Sobolewskiego:
 
     
 
      Wzywać JW. Pana i Dobr. do współki z nami
 
w pracy, jest, zmowę mieć z własną jego skłonnością, po
 
ciągającą Go do wszelkiego rodzaju prac, któremi nauki
 
wyborne ugruntowane, rozkrzewione i wydoskonalone być
 
mogą. Dopieroć kiedy te prace za cel mają: uwiecznienie
 
sławy i dochowanie do następnych wieków imienia narodu,
 
którego J. W. Pan, i cała jego, wstecz od dawnych wieków,
 
familia ozdobą była! Pewni jesteśmy, iż nie będziesz się
 
wzbraniał wnijść w poczet tych, którym, jeśli zamysłom
 
i gorliwości skutek odpowiedni będzie, może potomność
 
Horacyusza przypisze pochwały etc.
 
   
 
    Nie zachowały się inne, w duchu jak przytoczone,
 
zaproszenia, imieniem Towarzystwa do pierwszych jego
 
członków wystosowane. Wszystkie nakreślił własnoręcznie
 
Albertrandi, w każdem umiał zręcznie umieścić jakiś
 
kompliment, lub nawiązać wspomnienie zasług adresata,
 
z nieodzowną koniecznością obudzenia życia umysłowego
 
w społeczeństwie. Od pierwszej chwili staje się Albertrandi
 
duszą Towarzystwa, najczynniejszym jego pracownikiem.
 
Jego erudycya, poliglotyzm, układnośc dworaka, obytego
 
 
 
Str 135
 
ZAPROSZENIA CZŁONKÓW.
 
 
ze wszelkiemi formułkami ceremoniału, wyszły na dobre
 
Towarzystwu, w samym jego zawiązku, gdyż w epoce
 
pruskiej tylko on jeden mógł się zręcznie przystosować do
 
polityki chwili i wzbudzić względne zaufanie w kolach,
 
gdzie panowały niechęć i podejrzliwość.
 
      W innym już, lecz nie mniej zręcznym, duchu, prze
 
mawia Albertrandi w zaproszeniach wystosowanych do
 
ministrów: Vossa, Klewitza i Beymego, już po ukonstytuo
 
waniu się naukowego grona. Oto próbka jednego z nich:
 
      «Notre Societe litteraire de Varsovie, desirant se pro-
 
curer tous les avantages, qui peuvent en assurer d'existence
 
et augmenter I’utilite, d'ailleurs penetree de reconnaissance
 
pour I'interet, que Vous avez bien voulu prendre pour la
 
solidite de son etablissement, a pris la resolution: de Vous
 
inscrire sur la liste de ceux, qui partagent avec elle ses
 
travaux et qui l'illustrent de leur nom. Vos lumiercs, Mon-
 
sieur, encore plus que Votre credit, I'ont determinee a cette
 
demarche. Un gout decide pour tout ce qui peut contri-
 
hućr a I'accroissement des connaissances utiles,un zele
 
infatigahle pour procurer le bien etre de ces contrees et
 
les arantages, dont la republique litteraire est susceptible,
 
tant de qualites eminentes, qui sont Votre apanage, nous
 
persuadent, que les interets de cette Societe ne Vous seront
 
pas indifferens et, qu'aggrege au nombre des ses membres,
 
ils Vous deviendront personnels. Cest en me conformant
 
a la volonte de cette Societe, que j'ai l'honneur d'en expo-
 
ser les sentiments, etant conjointement avec elle, et en mon
 
particulier, avec la plus profonde estime et la plus haute
 
cunsideration etc.»50*).
 
    W Ustawie pierwotnej, którą w anneksach podajemy
 
w całości, na czele postawiono zasadę: iż Towarzystwo
 
warszawskie przyjaciół nauk, jako cel główny i istotny,
 
obiera: «przykładanie się do rozszerzenia nauk i umie
 
jętności w polskim języku.
 
    Jakkolwiek trudno odnaleźć zasadniczą różnicę mię
 
dzy nauką, a umiejętnością; wybór owych określeń
 
Str 136
 
CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ TBZYNASTY.
 
 
(zapożyczonych z terminologii francuskiej: seiences et lettres)
 
dowodzi również ostrożności redaktorów ustawy. Pragnęli
 
oni, prawdopodobnie, ominięciem wyrazu literatura,
 
uniknąć podejrzeń o chęci oddziaływania na szersze masy,
 
upatrujące zazwyczaj w literaturze — środek rozrywki,
 
w nauce zaś — dziedzinę dla zwykłych umysłów nie
 
ma i niedostępną.
 
    W następnych wszakże artykułach znalazł się wy
 
raz literatura, ale jako dział podrzędny, gdyż na pierw-
 
szem miejscu postawiono: dział matematyczny, na dru-
 
giem dział filozoficzny, na ostatnim dopiero: dział histo-
 
ryi, literatury, języków, szczególniej słowiań
 
skich, i sztuk wyzwolonych.
 
    «W każdym dziale — brzmi art. 4 — te sobie szcze
 
gólniej prace i zatrudnienia przepisuje:
 
      a) Starać się zbogacić język potrzebnemi dziełami
 
w naukach i umiejętnościach.
 
    b) Dzieła, które przez postępek światła stały się
 
niedokładnemi, przelać i wydoskonalić.
 
    c) Wydawać rozprawy (dyssertacye) w przedmiotach
 
uczonych i pożytecznych.
 
    d) Pracować nad przekładami autorów wzorowych
 
(klasycznych) i do podobnej pracy współrodaków za
 
chęcać.
 
    e) Dzieła, które od członków w imieniu Towarzy
 
stwa mają być wydawane, przed wydrukowaniem roz
 
ważać.
 
    f) Przedrukować ważniejsze w języku ojczy-
 
stym dzieła, osobliwie autorów dawnych, z przydaniem
 
potrzebnych uwag i ułatwienia tańszego ich nabycia.
 
    g) Dla zachęcenia żyjących — pamięć zmarłych człon
 
ków potomności podawać, wystawując ich cnoty i zasługi
 
w naukach».
 
    O warunkach etycznych i naukowych krajowców,
 
mogących należeć do Towarzystwa, nic nie powiedziano;
 
natomiast, odnośnie do cudzoziemców ustanowiono zasadę:
 
 
 
Str 137
 
GLÓWNIEJSZE WARUNKI USTAWY.
 
 
(od której wszakże już przy pierwszym wyborze odstą
 
Piono), iż wybieranymi będą ci tylko cudzoziemcy, którzy,
 
albo przez naukę, albo przez gorliwość o rozsze
 
rzenie światła, zasługują na szczególniejszy szacunek
 
Towarzystwa.
 
    Ustanowiono nadto inny, ważny i doniosły w skut
 
kach warunek, iż do Towarzystwa, pod nazwą dopuszczo
 
nych wybieraną będzie młodzież, obowiązana znajdo
 
wać się na wszystkich posiedzeniach Towarzystwa (prócz
 
wyborowych t.j. podczas ballotowania) i pracować
 
nad przedmiotem swego uzdolnienia, pod kierunkiem pre-
 
zydującego.
 
str 139
 
ROZDZIAŁ XIV.
 
 
Zebranie dnia 16 listopada 1800. Mowa dziękczynna Albertrandego.
 
Pierwsze zebranie publi
 
czne w gmachu oo. Pijarów 23 listopada 1800. Mowa Inauguracyjna prezydującego.
 
 
Jakkolwiek zawiązane Towarzystwo przyjaciół nauk
 
nie zyskało sankcyi najwyższej, jednakże władze
 
nie sprzeciwiły się przygotowaniom do uroczystej jego
 
inauguracji, która ale w dniu 16 listopada 1800 r. odbyła
 
w domu ks. Jana Albertrandego, pod Nr. 85 na Kano
 
niach54). Zebrało się tegoż dnia, dla szczupłości miejsca,
 
jedynie czternastu członków, między  nimi zaś byli tacy,
 
którzy z pierwszego ballotowania nie byli wyszli i nastę-
 
pnie dopiero do grona członków zaproszeni zostali jak np.
 
Michał Walicki,55) ks. Reptowski, 56) ks. Zaborowski57).
 
    Z wybranych poprzednio, zgromadzili się: Albertrandi,
 
Czacki, Dmochowski, Grabowski, Klokocki, Matuszewic,
 
ks.Osiński, Potocki Stanisław, Sołtyk, Wiesiołowski i Wyle-
 
żyński.
 
    Na tem posiedzeniu obrano pierwszym prezesem To
 
warzystwa księdza Albertrandego, biskupa zenopolitan-
 
ekiego, «ile się zdaje – pisze Skarbek — dla tego, że prze
 
wyższał wszystkich innych głęboka erudycyą i uchodził
 
za mędrca i uczonego z powołania, w ówczesnem znacze
 
niu tego wyrazu. Bo takie znaczenie przywiązywano wtedy
 
 
str 140                                                             
 
MOWA  ALBERTRANDEGO
 
 
Dom Albertrandego na Kanoniach
 
 
głównie do głębokiej znajomo
 
ść, przeszłości, do wyłącznego poświęcania się naukom i ję
 
zykom starożytnym i bada
 
niom tego, co było, z. polihistorem
 
i takim erudytom, iż równego
 
jemu stawić u nas nie mo
 
żna»59).
 
      «Był to prawdziwy mul
 
pracowitości – pisze o nim we
 
Wspomnieniach, po
 
dówczas już starzec zgrzv-
 
biały. Chudy, mizerny, zmar
 
szczkami okryty, tak był niskiego wzrostu, że mało co dwu
 
nastoletniego chłopczyka przewyższał».
 
    Widocznie, do zaszczytu, jaki go na tem zebraniu
 
spotkał, był już poprzednio Aibertrandi przygotowany,
 
gdyż w aktach Towarzystwa znajduje sie autograf z teks
 
tem mowy jego dziękczynnej:
 
    «Nigdy on sławny króla Pyrrusa do Rzymian poseł — Cyneas
 
tak na umyśle zmieszany, tak na sercu nie mógł być strwożony,
 
gdy wpośród prześwietnego senatorów rzymskich grona stawał, jak
 
ja, gdy dziś pierwszy raz w tym tak zacnym zgromadzeniu JW. WP.
 
Dobr. nie już prosty świadek [ spektator ich dostojeństwa, ale ucze
 
stnik niezgodny ich godności, miejsce mnie łaskawie nadane. obejmuję.
 
A jeśli prawdziwej religii światłe nie pozwala to czynić porównanie,
 
które ów Greczyn, między nieśmiertelnych Bogów niedościgłą chwałą
 
i rady Rzymskiej powagą, umysłu czynił, jednak i zmysłów przeko-
 
nanie każe  mi  tu  upatrować zbiór nieżów, których osobista zacność,
 
najwy borniejsze przymioty, najprzedniejsze zasługł, nieskazitelne przy
 
wiązania do Kościoła, do ojczyzny, do cnoty, do religii, dowody, któ
 
rych pracowite, wierne, najpożyteczniejsze krajowi i Rzpltej współ
 
obywatelom wyrządzone usługi, których na ostatek szacowne zasług
 
poznaki sprawiedliwie nad ludzi wszystkich wynoszą. I tegoż to ja
 
zgromadzenia cząstka tej obwały uczestnikiem dzisiaj mam zostawać,
 
ja, któremu los, ani na wzór ubogiej onej w ewangelii kobiety, dwa
 
do tego niezmiernego skarbu pieniążki przydać nie pozwoliły? Zai-
 
Str 140
 
CZĘŚĆ II ROZDZIAŁ CZTERNASTY.
 
ste, jeśli kogo swym dobrodziejstwa  ciężarem przywaliły, tedy mię
 
najbardziej ta potkała przygoda, który, kiedy rozważam, z jakiego
 
wyboru, z jakiej przychylności, ten stopień otrzymałem, kiedy oraz
 
rozmyślam, jak  wypłacić się przychylnością, jak uiścić zaletami od
 
wdzięczyć za wybór, powinienem, nie widzę, abym kiedy najmniej-
 
szą długu tego cząstkę wypłacie potrafił. Inni, do tego Prześw. Zgro
 
madzenia u stępujący . przynosili wielkie zasługi, osobliwsze przymioty,
 
cudzej przychylności i szczodrobliwości dowody gotowe, których tu
 
potwierdzenia szukali. Honor zaś, który mnie potyka, i w początkach
 
swoich i w dopełnieniu zupełnie jest dziełem JW. WW. P. Dobr.
 
a dziełem, do którego się żadne zasługi moje nie przyłożyły, tak da-
 
 
 
Gmach oo. Pijarów przy ul. Miodowej,
 
Pierwsze siedlisko Towarzystwa Przyjaciół nauk do roku 1807.
 
 
lece, że o tym tak mnie nadanym dobrodziejstwie wyznać mi z Waler.
 
Maximem należy: magsa a Guam  proficisceretur, quam ad ąuem per-
 
veniretI procisum. Duszy czułej, swoje znającej obowiązki, rzecz jest
 
nieznośna, tak się w idzieć dobrodziejstwami obdarzoną, iż dla ich
 
wielkości, w niesposobności zostawać musi okazania kiedykolwiek
 
swojej wdzięczności. Zechcecie więc JW. P. D. przestać na tej gorli
 
wej chęci ofiarowania im jakichkolwiek usług moich, chęci, której,
 
jeśli skutek zrównać się nie potrafi, potrafi jednak trwałość, której,
 
sam co i życia mego, będzie wymiar58).
 
    W dniu 23 listopada 1800 r. odbyło się pierwsze
 
publiczne zgromadzenie w gmachu księży Pija
 
rów, na którem Albertrandi wygłosił mowę inauguracyjną.
 
 
Str 141
 
MOWA ALBERTRANDEGO.
 
 
Oto główniejsze tej pamiętnej mowy ustępy:
 
«Najprzyjemniejszy ten i całe okazały widok—rozpoczął mówca—
 
tak wielu zacnych i wyborem przymiotów zaszczyconych osób, tu zgro
 
madzonych, chwalebną chęcią natchnionych — przyłożenia wszelkiego
 
starania, przemysłu i pracy; użycia wszelkich najskuteczniejszych, po
 
zwól onyeh środków, na wsparcie pożytecznych nauk, na utrzyma
 
nie w zupełnej żywości światła, którem te krainy, w długim
 
czasów przeciągu, szczególnie zaś w wiekach najpole-
 
równiejszych, zajaśniały: na pomnożenie nawet nietylko świe
 
tnej postawy z nauk ozdoby nadanej, ale i rzeczywistych, z nich wy
 
nikających pożytków; widok ten, mówię, nie może każdego z przy
 
tomnych najżywsza nie obdarzać radością: którzy, w jakakolwiek
 
stronę oczy obrócą, imię i chwałę narodu swego, w celniej-
 
szej części swojej odrodzoną, oglądają.
 
    «Powiększa tę radość i niezmiernie pomnaża ta myśl, że za
 
miar tego Zgromadzenia główniejszy jest: utrzymanie i pomno
 
żenie nauk, pamiątek, języka, zaszczytów ludzi tego
 
przedtem narodu, którego lubo Imię w rzędzie narodów
 
przekreślone widzimy, jednak niezglózowanem pięt
 
nem na sercach naszych wyryte, w wiekuistej zostawać
 
będzie pamięci; tem żywszej, iż samo jego z widzialni przestron
 
nej samorządzców świata, na której przez długie wieki tak okazale
 
stawił sie, usunienie, skuteczniej ożywiać będzie jego wspomnienie:
 
jak od pogrzebu Junii podług Tacyta, oddalone Brutusa i Kassiusa
 
obrazy, samem oddaleniem przytomniejszemi się stawały.
 
    «Wszakże, aby ta myśl i pamięć, tak żywa, lubo skromno
 
ści prawidłami określona, tak przyzwoita, lubo w ścisłych
 
granicach zawarta, tak od wszelkiej nagany daleka, bo wędzidłem
 
praw i roztropności wstrzymana: radości, której z oglądania
 
tak świetnego Zgromadzenia, z przeczuwania pożytków, z niego wy
 
niknąć mogących, doznawać powinniśmy, poniekąd nie ubliżyła, wielce
 
się i najsprawiedliwiej obawiam.
 
    «Im się albowiem bardziej takowe uwagi i słodkich pamiątek
 
obrazy na myśli snują, tem łatwiej, ściśle z niemi spojone, zgasłej
 
autokracyi wskrzeszają wspomnienie, a ranę, upłynionych wieków
 
powłoką jeszcze niozarosła, drażniąc, trwogi niejakiej, te przynajmniej
 
umysły nabawiają, które, wzrostu i zachowania wybornych nauk na
 
dzieję, nierozdzielnym związkiem — z posiadaniem onego narodowego
 
zaszczytu łączą.
 
    «Ponure trwogi, nie zasępiajcie dnia tego i chwalebnych za
 
miarów świetności, wasza okropnością! Utrata autokracy i, jak-
 
kolwiek w obcych zamiarowi naszemu widokach, jest
 
dotkliwa; jednak w związku z wsparciem i rozkrzewie-
 
Str 142
 
CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ CZTERNASTY.
 
 
niem nauk, wpływu zamysłom naszym szkodliwego
 
mieć nie może: ponieważ utrata autokracyi, albo samo-
 
władztwa, nie jest przeszkodą do utrzymania i rozkrze
 
wienia nauk narodu, w obcą narodów bry łę przelanego...
 
...Zaprzeczałbym całej starożytności i najpewniejszym dziejo-
 
pisów powieściom, gdybym zaraz przy samym wstępie nie przyznał,
 
iż. się niekiedy zjawiły narody, tak w dzikości swojej nieugłaskane,
 
tak w zawziętości niepowściągnione, tak w uprzedzonych zdaniach
 
swoich zacięte, iż nietylko zdobytych i pod jarzmo swoje
 
poddanych krajów prawa, rządy, imię, wytępić usiło-
 
wały:ale nawet większą przeciw naukom, niż przeciw
 
ludziom wywierając zawziętość, ciemnością, której
 
same okryte były grubą oponą, ogarnąć usiłowały tych,
 
co, zmiennej fortouny losem, pierwotnego stanu i udziel
 
nych zaszczytów byli pozbawieni. Kto albowiem nie wie,
 
jaką na część wielką Europy noc rozpostarły grube owe chmury
 
Hunnów. Alanów, Awarów,  Herulów, Turcilingów? Kto nie widzi,
 
jak zapęziałemi (bezpłodnemi?) stały się i nikczemnemi, wspaniałe
 
one i bystre Greków dowcipy, pod Ottomanów dziką nauk prawie
 
wszelkich nienawiścią? Kto nie słyszał, corozjadła zagorzałość Omara,
 
lub Leona Isauryka nieskrowita (nieumiarkowana) zawziętość, nauki
 
w ohydzie mająca sprawiła? z których, pierwszy, daleki od poloru
 
Kalifów, następców swoich, księgarnią w Alezandryi, Serapeon na
 
zwana, łaźnie tegoż miasta ogrzać kazał; drugi. Carogrodzkich Ce-
 
sarzów, poprzedników swoich, skarb najszacowniejszy, z trzystu ty-
 
sięcy ksiąg złożony, z dozorcami jego i nauczycielami, oddał na
 
strawę barbarzyńskim płomieniom. Komu nie są wiadome okropne
 
skutki wypadłej z Azyatyckich .jaskiń szarańczy onej tatarskiej, która
 
w XIII wieku, w tylu krajach ze szczątkiem wszystkie nauk lato-
 
rośle pożarła?
 
      Wszakże, dalekimi od tego jesteśmy, aby nas tym sposo
 
bem nienawistnych losów, zawziętość dotknęła. Mo-
 
cars twa, które tych krain mieszkańców, te, przedtem
 
udzielną. ziemię, z pierwiastkową swoją dziedziną spo-
 
iły, te, mówię, mocarstwa, cenią nauki, kochają umie-
 
jętności, rozciągają do nich dzielną opiekę swoją, po
 
święcają na ich utrzymanie i wydoskonalenie cześć
 
nie mała dochodów swoich, swojej troskliwości; z nich,
 
stawy, okazałości. iż nie rzekę, potęgi, równie, lub wię-
 
cej, jak z  innych władzy swojej stałych podpór i n i e-
 
wzruszonych filarów,-, szukają. Skąd pewną mamy nadzieję
 
i niezawodne upewnienie, iż do dżwignienia i wydoskonalenia nauk
 
wszelkich, tych nawet, które do zasad rządu nie ściągając
 
 
 
str 143
 
MOWA ALBERTRANDEGO.
 
 
się i w układ sprężyn panowania nie wdając się, na-
 
szemi przedtem i krajorodnemi i były, niemniej - pomocy,
 
względnej protokcyi i przychylnego przyłożenia się, wszełkiem opieki
 
nadaniem doznamy, jak wsławione w starożytności narody, obrotów
 
podsłonecznych trwałą niestałością., pod rząd zaszczyconych światłem k
 
krajówładców poddane.
 
    «Przebieżmv albowiem narodów dzieje, rozpatrzmy się w sta
 
rożytności pamiątkach, najokazalsze i równie najliczniejsze znajdziemy
 
rzędzie tej prawdy, na niezawodnych przykładach gruntujące się
 
zasady że utrata autokracyi w podobnych naszym oko-
 
licznościach, nie była przeszkodą do obmyślenia nau-
 
kom wzrostu i stanu pomyślniejszego».
 
      (Tu przechodzi mówca pobieżnie zasługi Chaldejczyków około
 
atronomii i innych nauk ścisłych .pomimo że przeżyli upadła pod
 
Sardanapalem własną swoją monarchię aasyryjską, wspomina imiona
 
Danelów, Nehemiaszów, Ezdraszów, którzy mądrością swoją na dwo-
 
rze persktch monarchów .upadłe rodaków swoich zaszczyty dźwignęli»
 
i mądrość te właśnie nabyli «wśród najokropniejsze niewoli w prze-
 
śladowaniu i szyderstwach nieubłaganych zwycięzców swoich opodal
 
od miłej oiczyzny, w nieutulonym płaczu, nad rzekami Babilonu»,
 
wspomina Solona, Pitagorasa, Platona, których podróże naukowe do
 
Egiptu przypadają właśnie na epokę «kiedy po zdobydu Tyru, Egipt
 
Stał się łupem Nabuchodonozora»
 
Wszyscy ci wielcy uczeni, zdaniem mówcy, Egipt za źródło
 
najprzedniejszych nauk poczytywali «choć Egipt, samorządztwa po-
 
zbawiony, postronnym narodom podlegał». Greccy również, choć się
 
dostała pod władzę Rzymu nie ze swojej świetności duchowej nie
 
utraciła, a nieśmiertelni jej zdobywcy «nieśmiertelnej nauce zwycię-
 
żonych hołdy najszanowniejsze oddawali».
 
«Nie jestże to bowiem – głosił dalej mó1)ca – tryumf nauk,
 
Przewyższający tryumfy dzieł bohaterskich, widzieć Emiliusza Pawła
 
po trzydniowem, z największym przepychem do kapitolińskich świą-
 
tyń ciągnieniu, z nieprzebranych podbitego królestwa skarbów, jednę
 
tylko Perseusza księgarnię, to jest skład greckich umiejętności, na
 
swój dział zachowującego? Widzieć syna jego, w familię Scypionów
 
przeniesionego, burzyciela Kartaginy i Numancyi z Ksenofontem
 
w ręku, pośród Polibiusza i Panecyusza, w obozie na placu bitwy,
 
w Rzymie, w osobności życia wiejskiego, jawnie okazującego, iż
 
Grekom zwycięztwa swoje przypisywał i od Greków –
 
ze zwycięztw chwały, się spodziewał?
 
      ...Więcej .jeszcze powiem. Widzę owych świata panów Rzymian,
 
nie tylko polor i światło, ale nawet gruntowną naukę i nadzwyczajną
 
Str 144
 
CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ CZTERNASTY.
 
 
już doskonałość w umiejętnościach i dziełach tak dowcipu, jako i pra
 
cowitej pilności mających, onych to Cyceronów, Pomponiuszów, Ka-
 
tonów, Brutusów, Oktawianów, Wirgiliuszów, Horacyuszów, Owidyu-
 
szów, złożywszy wyniosłą panujących nadętość, do Aten, Rodu,
 
Smirny, Efezu, Aleksandry, kwapiących się aby za przewodnictwem
 
ludzi, panowaniu swemu podległych, polor większy dowcipom, nau
 
kom i umiejętności, większą grnntowność i rozległość, dziełom swoim
 
doskonałość obmyślili».
 
      (Wykazawszy na licznych przykładach, z dziejów narodów śre
 
dniowiecznych zaczerpniętych, doniosłe znaczenie umiejętności, jako
 
balsamu kojącego złą dolę, podnosi mówca w natchnionym ustępie
 
uczucie solidarności, łączącej na drodze poszukiwania prawdy wszyst
 
kie narody świata w jedno nierodzielne ogniwo).
 
    «A jeśli tak obfite są — mówił — w najpomyślniejsze skutki, tak
 
kwitnące nauki, gdy światło do ciemności, lub ciemność do światła
 
przystępuje; cóż dopiero mówić, kiedy światło jedno, przybywającem
 
innem światłem pomnaża się? Nic to nie znaczy, że pochodnię
 
i n a  trzyma olbrzym ogromny, cały żelazem okryty,
 
drugi zaś, we w zroście upośledzony, słaby, a może i spę
 
tany; jeśli równe są pochodnie, jeśli równo rozpalone, jedna, nie mniej
 
niż druga, na wszystkie strony najżywsze światło roznieca.
 
  «Jakoż, wszyscy, z prawdziwą i wytrwałą gorliwością do zacho
 
wania i pomnożenia nauk pożytecznych przykładający się, wszyscy
 
ubiegający się do prawdziwej i gruntownej umiejętności, członkami
 
się jednego narodu, po całym świecie rozlegającego się; mało powie
 
działem, członkami są jednej familii, różne siedliska mającej, najści-
 
ślejszym związkiem skojarzonej, jeden cel,. jeden zamiar, jedne pra
 
gnienia, jedna dzielnicę i nierozdzielną własność mającej. Czarny,
 
śniady, biały, oliwkowy, miedziasty — wszyscy jednej postaci są
 
i fizyognomii, jedność familii i pobratyństwo okazującej. Wszyscy są
 
bracia w szukaniu prawdy, w rozmnożeniu światła, jasność, nie zaś
 
pożary sprawującego, nierozdzielnie złączeni...
 
      «Przedziały jeograficzne, polityczne, moralne, narody jedne od
 
drugich rozłączające, do tych, co się naukami zaprzątają, póki z tego
 
szeregu nie występują, całe nie należą. Alpy, Pirenee, Tatry, Taurus
 
i Kaukaz, przed niemi osiadają; osychają bezdenne Oceany, klimatów
 
i zon roślinność ustaje; niknie przestworność odległości, pogranicznemi
 
stają się antypody; niknie i przeciągłość wieków, a starożytność naj
 
odleglejsza staje sie spółczesną. Choć języki są odmienne, choć oby-
 
różne, choć skłonności przeciwne, choć — jedni z poważnej chlubią
 
się stanteczności, choć drudzy — z Proteuszem, co do odmian na wyścigi
 
idący, świat na swój wizerunek przerobić pragną; choć inni —wskrze-
 
szone u siebie i dawnością obdarzone nauki, biorą za grunt przy-
 
 
str 145
 
MOWA ALBERTRANDEGO.
 
 
właszczonego sobie do nich prawodawstwa; choć ci za niezmiernie
 
bogatych siebie maja, że w żużlach dawne wykopanych i przelanych
 
kruszców ryja; choć tamci, wszystkich narodów wynalazki, swojemi,
 
przysposobieniem, lub wydoskonaleniem, czynią: chociaż niektórzy,
 
chameleony prawdziwe, wszystkich wady, wszystkich przymioty je
 
dnoczą: wszyscy jednak, jedno ciało, w rozterkach zgodne, w rozpro
 
szeniu spojone, w różności widoków, zamiarów, jednostajność zacho
 
wujące, składają; któremu, w tym składzie, rząd polityczny rze
 
czą jest obca, od troskliwości onego odsuniona. czci tylko
 
i podległości wyciągającą, tak dalece, iż w to ciało wcho
 
dzący żądać mogą, abj filozofia na tronie, osiadła, ale nigdy
 
nie pragną, abj filozofowie rządem kierowali, uczony każdy,
 
do swej stad wynikającej zna się powinności, poprzedzajacem nawet
 
prawa, rozumu, przekonaniem»...
 
    (Wykazując dalej przykładowo, faktami, z dziejów różnych na
 
rodów, przeważnie klasycznych, zaczerpniętemu iż «autokracya,
 
lub wolność polityczna, owszem, i osobista swoboda,
 
mało się; do stanu nauk i umiejętności przyczynia», koń
 
czy Albertrandi swoja przemowę, następującym pełnym zapału i siły
 
przekonania ustępem:
 
    «Wyłączając siebie, jako z wielu miar do wykonania takiego
 
przedsięwzięcia mniej zdatnego, a zapatrując sie na to zacne Zgro
 
madzenie, daleki jestem od tego, abym za zuchwałość'-, lub płochą
 
nadzieje, poczytał to nasze przeświadczenie, iż, natężoną tako
 
wych przyjaciół nauk pracą i usilnem staraniem, może
 
być przywrócony złoty on wiek literatury Polskiej,
 
którym sie wsławiły czasy dwóch dawnych Zygmun
 
tów, aż do pierwszych piętnastu lat panowania Trze
 
ciego; że na umysłach, to prześwietne Towarzystwo
 
składających, dawnych onych Polaków w naukach wie
 
cznotrwała w naukach sława, tenże skutek -prawi, co
 
z wy ciężkie znaki Milcyadesa, Alexandra posągi, na
 
umysłach Temistoklesa i Cezara niegdyś sprawiły.
 
Niech w tej mierze serca i ochoty nie ujmuje zapatrywanie się na
 
wspaniałą okazałość tamtego czasu, niech się nikt zwojować
 
nie daje własnej troskliwości i trwodze, rozważając
 
stan. o który nas zmienność losów przyprawiła Nie
 
pozwalajmy, aby się nam z rąk wyśliznął ten jedynie
 
pozwolony sposób utrzymania zaszczytów własnych
 
starodawnej sławy. Jeśli co u nas może przykład tak
 
wielu w historyi żyjących narodów, podobną, jak my,
 
powodzią za rwany cli, zachowajmy, jak one, chwałę na
 
bytą zgruntownej, wytwornej i rozległej nauki, żadną
 
 
TOWARZYSTWO WARSZAWSKIE.
 
10
 
Str 146
 
CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ CZTERNASTY.
 
 
przeciwnością nie upośledzonej. W burzy nieugłaskanego
 
oceanu, wszystkie ogromniejsze ciężary z okrętu wyrzucone
 
morzu dać pochłonąć — potrzebę jest, choć przykre, jednak przepisem,
 
roztropności, większej unikającej szkody, nakazaną: lecz perłę, lub
 
drogi klejnot, który przy sobie mieć zawsze możemy, który nas nie
 
obciąża, który zachowując, mówić z onym w starożytności mędrcem
 
godzi się: «wszystko, co mego jest, z sobą noszę», ten, mówię, klej-
 
not, z. resztą, w otchłań morską rzucać, byłoby — rozmyślnie i wiel-
 
ozdoby i nie małej w tem powszechnem topieliskn pozbawić się
 
pomocy. Nie zmieniło się i drga jeszcze w piersiach wa
 
szych, ojczyźnie najpierwej żyjące, a nigdy
 
nie umierające: a to serce nie pozwoli, aby w zupełną
 
niepamięć iść miała ta ojczyzna, aby jej pamiątki za
 
gładzone były, aby jej imię hańbą okryte zostało. Każdy
 
z was, jak Cycero od grobu Archimedesa, od jej mogiły chwasty
 
i głogi i śmieci, które na nią pokątni pisarze, co nas nigdy nie
 
znali, rzucają, uprzątać będzie usiłował. Być uczonymi, być nauk mi
 
łośnikami, zagrzewać umysły chęcią nabycia tego rodzaju sławy,
 
okazać narodu sprawiedliwie pozyskaną z umiejętności chwałę – ta
 
jest prawdziwa na tych oszczerców zarzuty, na ich zuchwałe po
 
twarze, odpowiedź !
 
    «Rady udzielne, zjazdy publiczne, zgromadzenia
 
polityczne, sądownictwa najwyższe, cywilne zabiegi,
 
prawodawstwa zatrudnienia — są wam odjęte. Abyście
 
przez nie zaszczytem i pomocą dawnej ojczyźnie wa
 
szej, dawnym obyczajem być mogli —ani myśleć nawet
 
nie należy. Waleczność, odwaga, krwawe boje, rycerskie mozoły,
 
mogą stać się dobrowolną, przez was czyniona ofarą, ale ta przed
 
ołtarzem honoru padnie, nie przed tym, któryście ojczyźnie dawnej
 
wystawili. Czynna jednak serc żywość trwa, trwają namiętności na-
 
łogiem zadawnione, a pastwy potrzebujące; jedna ich, a niewinna
 
strawa – w naukach i umiejętnościach zostaje. Te są wieków przecią-
 
glością niezwiędłe kwiaty, któremi obsypany przez was być może
 
poważny ojczyzny grobowiec; te, staraniem waszem podżwignione,
 
wsparte, wydoskonalone, gdy miłość wasza ku pierwotnej ojczyźnie
 
okażą, sławę jej wskrzeszoną, nieśmiertelności poświecą. Jedne nauki
 
przysposobić was mogą do tych nawet prac, do których podejmowa
 
nia dla nowej ojczyzny wzywa  zwierzchność nawet krajowa, przed
 
którą, tym jednym sposobem, wrodzoną wasza i od przodków zacią-
 
gnioną zdatność do wszystkich najchwalebniejszych i najtrudniej
 
szych czynów okazać możecie. Jedne są nauki, które jeszcze wytrwa-
 
łość miłości waszej ku dawnej ojczyźnie usprawiedliwić mogą, przed
 
tymi nawet, którzy, jak bajecznego bożka onego z wnętrzności matki
 
 
Str 147
 
MOWA  ALBERTRANDEGO.
 
 
wyprutego, was, na łonie swojem piastując, dwóch matek, umorzonej
 
i żyjącej, dziatkami nazywają. Widząc oni, iż żądza chwały, nie pło
 
chej, ale gruntownej, bo na pożytecznych naukach zasadzonej, oży
 
wia umysły wasze, uwielbiać was będą, plemię zacnych, staroda
 
wnych Polaków, miedzy swojemi już ziomkami policzone, żadnemi
 
nigdy fortuny ciosami nie upodlone. Godzien zaiste był ten naród,
 
powiedzą jedni, ścisłych onych, nieraz ponawianych, związków, nas
 
z nimi krępujących. Nie wstyd nam, ani hańba, rzekną drudzy, iż
 
wzrost i część wielka potęgi naszej, temu narodowi przypisać powin
 
niśmy. Wart był ten naród, wyznają inni, tej tak zawziętej niena-
 
wiści, od nas jemu do ostatniego tchnienia okazanej - jeśli prawdzi
 
się Francuzów przysłowie: iż wielka nienawiść, wielkiego szacunku
 
jest dowodem».
 
   
 
10*
 
Str 148
 
ROZDZIAł xv.
 
 
Posiedzenie majowe 180l roku. Ważne wypadki w Imperyum Rosyjskiem. Wstapienie na tron
 
cesarza Aleksandra I. Obudzone nadzieje. Pierwsze reformy. Stosunek Cesarza z Czartory-
 
skimi. Echa z Zachodu. Wrzenie umysłów między młodzieżą. Obawy rządu pruskiego. Folgi
 
germanizacyjne. Apostrofa Albertrandego do młodzieży. Sympatye «pobratyństwa». Słowian-
 
skiego. Pierwsze tematy konkursowe. Nowe wybory Członków.
 
 
Prace przygotowawycze nad wewnętrzną organizacyą
 
Towarzystwa sprawiły, że dopiero w dniu 9 maja
 
1801 roku odbyło się w sali gmachu oo. Pijarów drugie
 
z kolei posiedzenie jego publiczne 60). W ciągu minio-
 
nego półrocza zaszły wypadki historyczne, wielkiej dla
 
przyszłościi kraju doniosłości, których, niewyraźnem, przy-
 
tłiunionem echem była właśnie ta przemowa, poświęcona
 
wyłącznie przyszłym pracom nad językiem ojczystym.
 
      Nocną porą, z 23 i 24 marca 1801 roku, w tragi-
 
czuny sposób, zakończyło się czteroletnie panowanie Cesa-
 
rza Pawia I. Na tron rosyjski wstąpił młody, marzyciel-
 
skiego uspsobienia, pełen najszlachetniejszych dla swej
 
Ojczyzny i dla ogólnej sprawy ludzkości aspiracyj, Alexan-
 
der I, towarzysz i przyjaciel serdeczny braci: Adama i Kon-
 
stantego książąt Czartoryskich, którzy, jako zakładnicy za-
 
warowanej przez Katarzynę II lojalności rodziny Czarto-
 
ryskich, bawili od lat kilku na dworze cesarskim i tam
 
 
149
 
CESARZ ALEXANDER I.
 
 
należeli do najwybrańszych kół stolicy, otaczani nowsze-
 
chną sympatyą. O stosunku księcia Adama do następcy
 
tronu, o wynurzeniach poufnych tegoż ostatniego, owia-
 
nych szczerem współczuciem nad niedolą Polski, wiedziano
 
od dawna w kraju i budowano na takich aspiracyach ce-
 
sarzewicza do naprawienia win przeszłości najśmielsze
 
nadzieje.
 
      Już pierwsze zarządzenia młodego monarchy, jego
 
 
Cesarz Alexander I, w r. 1801.
 
 
 
dobroć, tkliwość i marzycjelstwo, usprawiedliwniały owe
 
widoki nadziejami, jeśli nie przywrócenia bytu politycznego
 
dawnego państwa polskiego, to przynajmniej rozluźnienia
 
pęt, które tamowały rozwój narodowości w dziedzinie du-
 
chowych jego skarbów, jego oświaty narodowej, języka,
 
literatury i prawodawstwa rodzimego. Wiadomo, w jak
 
szerokiej mierze nadzieje te niebawem urzeczywistnionemi
 
zostały. Wiadomo, że świetny rozwój szkolnictwa narodo-
 
wego, powierzony przez młodego monarchę pieczy księcia
 
Str 150
 
CZĘŚĆ II ROZDZIAŁ PIĘTNASTY.
 
 
Czartoryskiego, a pośrednio i Czackiemu, znalazł dla sie-
 
bie ognisko w zreformowanej wszechnicy wileńskiej, w gi-
 
mnazyum krzemienieckiem, w pięknym rozkwicie szkół
 
Bazylianów w Humaniu i Winnicy. «Gdyby w Wilnie świa
 
tło nie było zajaśniało — pisał w lat parę później Kołłątaj
 
do Śniadeckiego — możeby zgasło zupełnie dla Polaków
 
i ich mowy».
 
  Tlaki przewrót W polityce rządu rosyjskiego wzglę-
 
dem narodowości polskiej, ujawniony w szeregu wysoce
 
humanitarnych zarządzeń, podjętych już w pierwszych
 
miesiącach panowania Alexandra I, nie mógł pozostać bez
 
wpływu i na losy Prus Południowych. Wykazały fakta,
 
o których, zpowodu pierwszych odwiedzin młodego mo-
 
narchy w Wilnie i Grodnie, w roku 1802, bliżej będzie
 
mowa, że dwór pruski, z niepokojem śledził za pierwszemi
 
objawami owego przychylnego ze strony Rosyi dla pro-
 
wincyj polskich usposobienia, i że, dopiero w miarę; potę
 
gowania się owych sympatyj, uznał za właściwe pofolgo-
 
nieco w swych zapędach germanizacyjnych, nakre
 
śleniem władzom miejscowym systematu rządów łago
 
dniejszego, uwzględniającego w szerszej, niż w pięcioleciu
 
poprzedzającem rok 1800, mierze, właściwości narodowe
 
prowineyj polsko-pruskich.
 
    Pierwsza widomą oznaką owego zwrotu było dozwo
 
lenie Towarzystwu przyjaciół nauk, zanim jeszcze królew
 
ska, co do uprawnienia jego bytu nastąpiła sankcya,
 
na publiczne odbywanie posiedzeń i na dopuszczenie
 
do asystowania owym posiedzeniom młodzieży polskiej sta
 
nów uprzywilejowanych, do owego czasu pozbawionej
 
wszelkich środków wyższej narodowej oświaty.
 
    Z ostrożnych słów przemowy prezesa Albertrandego
 
snują się przestrogi, właśnie pod adresem tej młodzieży
 
skierowane. Są one niejako dalekiem echem rozbudzonych
 
w jej sercach uczuć gorętszych, pod wpływem wieści,
 
o pochodzie legionów nadreńskich i naddunajskich, o wa
 
żnych wypadkach, które geniusz pierwszego konsula dla
 
 
Str 151
 
MOWA    DO  .MŁODZIEŻY.
 
 
Europy przygotowywał, a któremi, zkądinąd czcza i po
 
zbawiona treści, prasa warszawska, szpalty swe zapełniała.
 
Nie do gramatyki i filozofii zwracały się podówczas umy-
 
sły młodzieży, lecz w śmiałych rojeniach o niedalekim już
 
kresie niedoli, zapowiadanym i rozbrzmiewającym nad Nie
 
mnem, szukała ujścia dla patryotycznego fermentu, tłu
 
mionego jedynie bezmyślnym szalem zabaw, których śro
 
dowiskiem było otoczenie pani de Yauban pod Blachą.
 
    Do owej młodzieży zwraca ks. Albertrandy apostrofę:
 
«Widzimy tu — głosił mówca — liczną młodzież, nastę
 
pnych wieków nadzieję, której znaczna część wysoką za
 
szczycona jest rodowitością , którą, żywość wieku, sposo-
 
biąca do prac najchwalebniejszych, i przymioty wyborne
 
zdobią; w której sercu wre chęć chwały i żądza okaza
 
nia sic w światłej, wszystkich na się oczy pociągającej,
 
postaci... Ta tedy, tak zacna młodzież, w bezczynności, nie
 
najbardziej od gnuśnego niedbalstwa dalekiej, najpiękniej
 
szą życia porę przepędza, lata do pracy najzdatniejsze
 
tyra, wylewając się cala na urojeniu zwodniczych
 
nadziei, na układaniu łudzących zamysłów,
 
na zbieraniu udanych przez płochość, przyjętych
 
przez lekkowierność pogłosek, na bystrych prze
 
mianach radości w smutek, smutku w radość; na godze
 
niu obcych przypadków — ze swemi przygo
 
dami i żądzami»...
 
    Już samo poruszenie takiej kwestyi, w kole, przezna-
 
czonem wyłącznie dla pielęgnowania «nauk i umiejętności»
 
jest symptomatyczną oznaką zmian zaszłych w atmosfe
 
rze bytu politycznego społeczeństwa i stanowi ciekawy
 
dla historyka-psychologa przedmiot do rozwagi.
 
    Niemniej charakterystyczną jest apoteoza języka pol
 
skiego, wygłoszona przez ks. Albertrandego, w tej właśnie
 
epoce, gdy, jak to z przytoczeń tajnych reskryptów ber
 
lińskich widzieliśmy, minister Woellner nie taił się ze
 
swemi przekonaniami o «niższości» owego języka i o konie
 
czności wyrugowania go na korzyść- języka  państwowego,
 
Str 152
 
CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ PIĘTNASTY.
 
 
niemieckiego. Przedziera się nadto ze słów Albertrandego
 
znaczące echo pokrewieństwa języka polskiego ze słowiań
 
skimi, jako  symptomat kiełkujących w umysłach myśli
 
cieli idei – o solidarności szczepowej Słowian, tak wstrętnej
 
Niemcom i tak groźnej dla ich pangermańskich zachcianek.
 
    «Godne zaiste jest ludzi naukę kochających zaprzą-
 
tnienie — głosił mówca — zachować od zniszczenia język,
 
który, przez się, przez źródłowe wyrazy swoje,  przez
 
inne, z nim pobratyństwo mające języki, od
 
Nowej Zemli, do Weneckiego kraju, od Raguzy — do granic
 
Chińskich rozciąga się; język, mający zaletę, żadnemu
 
prawie z żyjących języków niesłużącą, to jest,
 
iż od trzechset i więcej lat wypolerowany
 
i wydoskonalony, stałością niewzruszoną w używa
 
niu był obdarzony; iż, kiedy inne języki, słabym i niedo
 
łężnym krokiem, na powodniczych, iż tak rzekę, paskach
 
postępowały; on, dorosły, mężny, wzrost zupełny i siłę
 
dojrzałego wieku posiadał; a kiedy część większa Euro
 
pejskich  narodów,  własnych pisarzów, do wieków onych
 
należących, ledwie zrozumieć może, a mowę swoją tera
 
źniejszą, nie inaczej, jak oddaleniem się od sposobu mówie
 
nia naddziadów swoich wydoskonalić usiłuje; jedni tylko
 
tych krain mieszkańcy ipisarze polerowniejsi,
 
tem w pisaniu stają się wyborniejszymi, im
 
bliżej do dzieł onych starodawnych, pozostałych
 
wzorów swoich nieśmiertelnych, przystępują».
 
    Piękną i głęboką, a słuszną, myśl swoją, rozwija
 
X. Albertrandy przykładowo, w ustępie dalszym przemowy,
 
nie pozbawionym cech aktualności:
 
      «Kiedy sąsiedzkie i inne, od nas opodal leżące, Europy
 
narody (wyjąwszy Włochów i Hiszpanów), przez mgłę na
 
ukazującą się zdaleka zorzę nauk, zwłaszcza własnym ję
 
zykiem swoim wyłożonych, Doglądały, i kiedy Franciszek I,
 
współwieczny naszego Zygmunta I, z największą usilnością
 
starał się: przenośne, z polerowniejszych krain nauk lato
 
rośle, u siebie rozkrzewić; kiedy z niemałem podziwianiem
 
 
Str 153
 
JĘZYK POLSKI.
 
 
czytała. Erancya Plutarcha, przełożonego od Amyota z grec
 
kiego języka na ówczesny francuski, dziś z trudnością
 
zrozumiany, gdy ledwie okazać mogła własnego wynalazku
 
rozwlekłą Astreeę, tymże językiem, barwą jeszcze bar
 
barzyństwa okrytym, pisaną: już naonczas, Polska
 
wybornych pisarzów w rodowitym języku
 
mieć poczynała, których, wieków następstwo
 
nie tylko nie przyćmiło, ale owszem, coraz
 
bardziej zaleciło, iż dziś żyjącym —•za wzór
 
doskonały podani być mogą. .Jakoż, godną rzecz
 
jest uwagi, że dzisiejszy Francuz, piszący językiem Ma
 
rota, Baiffa, Seyssela, a nawet Amyota, podałby się w po
 
śmiewisko, albo przynajmniej w podejrzenie, iż nie dla
 
niniejszego pokolenia pracuje; Polak, w pismach swo
 
ich jak najbliżej do Budnych, Górnickich,
 
Kochanowskich i innych, za pierwszych Zy-
 
gmuntów żyjących, autoró w, przystępujący,
 
tem większej dostąpiłby chwały, im by się im
 
w pisaniu stał podobniejszym. Szczęśliwe onych
 
wieków zawiązki, które w rozłożyste i wspaniałe drzewo wybujały!».
 
    Przechodząc od słów do czynów, zakreśla Albertrandi
 
szeroki program prac Towarzystwa, bądź na polu groma
 
dzenia zabytków piśmienniczych ojczystych i ich rozpo
 
wszechnienia, o ile do rzadkości należą, lub też na polu
 
opracować samodzielnych rozmaitych tematów, z różnych
 
dziedzin umiejętności: filozofii, prawoznawstwa, literatury
 
i nauk przyrodniczych.
 
    Z żalem wspomina mówca, o rozproszeniu sic najcen
 
niejszych zbiorów piśmienniczych po bibliotekach obcych.
 
Echo grabieży, popełnionej za najazdów szwedzkich na
 
książnicach polskich i niedawne przedtem wywiezienie
 
zbiorów Załuskiego z kraju, znajdują wyraz w następują-
 
cym ustępie jego przemowy:
 
    «Rozproszone po rozległym kraju, pisarzów wiekopo
 
mnych, z jednych prawie zawsze drukarń krakowskich —
 
Str 154
 
CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ PIĘTNASTY.
 
 
gniazda onego wszelkich umiejętności — wychodzące dzieła,
 
czas wszystko pożerając; i ciągiem pasmem idące
 
po sobie przygody krajową z niezmierną literatury
 
polskiej szkodą wytępiły. Zbiory onych, z niewypowiedzianą
 
pracą i trudnościami nagromadzoną któremi się zaszczycały
 
najwyborniejsze krajowe księgarnie, przeszły do krajów, albo
 
żadnej spólności języka z nami nie mających, a w Sztokol-
 
mie, Upsału, Linkopingu, Tidven, Skoklosterze, próżną księ
 
garni są ozdobą; albo do narodów, języka podobieństwem
 
do nas zbliżonych; własnego ich bogactw literackich zbioru,
 
ku ich korzyści, stały się przynmożeniem. Te dzielą, aby do
 
ostatka pożarte nie były,  ani szukane między zasmucają-
 
cemi nas łupami, usilna troskliwość kwitnących dziś u nas
 
nauk miłośników sprawują których pracowite starania od
 
powetowanej szkody zachować nas potrafią»
 
      ...«Byli i z szczątkiem ledwie nie zaginęli wyborni
 
polscy pisarze, jedni, teraz cale powszechności nieznajomi,
 
drudzy, ledwie ze sławy i powieści, naszej wiadomości do
 
chodzący, których długi poczet okazać ten tylko może,
 
który publiczności pamiątki; objąć i zastąpić swoją jedną
 
pamięcią potrafi. Tych wydrzeć zapomnieniu, użytkowi
 
powszechnemu przywrócić, tych zasłużoną chwałą, po
 
wszechniejszymi ich czyniąc, obdarzyć — samem tylko
 
powtórzonem na światło publiczne wydaniem można».
 
      Wiadomo, że ów chwalebny zamiar Towarzystwa
 
znalazł niebawem gorliwego orędownika w Tadeuszu Mo
 
stowskim, który, w pałacu własnym przy ulicy Przejazd
 
i Nowolipia założył wielką drukarnię i sprowadziwszy
 
z za granicy najlepszych zecerów, oraz prześliczne czcionki
 
z. Paryża i Lipska, rozpoczął na wielką skalę; wydawni
 
ctwo: Wyboru celniejssych pisareów polskich i, od roku 1803
 
do 1805, wydal 27 tomów dzieł: Naruszewicza, Orzechow
 
skiego, Górnickiego, Kognowickiego, Kochanowskiego, Szy-
 
monowicza, Gawińskiego, Zimorowicza, Lipińskiego i in
 
nych, po nader umiarkowanej cenie, jedynie w celu roz-
 
 
str 154
 
ZADANIA  KONKURSOWE
 
 
powszechnienia języka i poprawy jego, zepsutego wielce
 
naleciałościami cudzoziemczyzny.
 
      Drugi projekt Albertrandego wyraził się w szeregu
 
tematów:
 
      Z nauk wyzwolonych: na czem polega wy
 
tworna doskonałość sztuki, w dawnych i nowszych cza-
 
sach ?...
 
    Z wymowy: o wymowie polskiej, zwłaszcza w XVI
 
wieku.
 
      Z historyi: o naukach najpilniej uprawianych w XVI
 
wieku przez Polaków? Jakie są środki do ich wskrzesze
 
nia w obecnym czasie?
 
      Z matematyki: Ile są winne nauki matematy
 
czne a zwłaszcza astronomia, — Kopernikowi?
 
      Z history i naturalnej: które rośliny i zwie
 
rzęta, krainę, przedtem pod imieniem Polski znaną., «za oj
 
czyznę uznają, gruntując się względem tego na dowodach,
 
mianowicie doświadczeniu?*
 
      Do odpowiedzi na powyższe pytania wezwani byli
 
różni, do Towarzystwa należący członkowie, «szczególniej
 
szym związkiem z pewnymi wydziałami, do których obra
 
niem swojem, lub trybem życia należą, spojeni, których
 
prace, w swoim czasie, na widok publiczny wystawić spo
 
dziewamy się-.
 
      Zastęp członków Towarzystwa zwiększył się w roku
 
1801 wyborem: ks. Stanisława Jundziłła, profesora bota
 
niki w uniwersytecie wileńskim, ks. Kajetana Kamień
 
skiego, rektora konwiktu oo. Pijarów, Marcina Molskiego,
 
Ludwika Osińskiego, Alexandra Potockiego, ks. Adama
 
Prażmowskiego, administratora biskupstwa warszawskiego,
 
Jędrzeja Śniadeckiegą prof. Uniwersytetu wileńskiegą Jó
 
zefa Kalasantego Szaniawskiego.
 
      Jednocześnie w  tymże roku śmierć pozbawiła Towa
 
rzystwo trzech członków wybrańszych: ks. Ignacego Kra
 
sickiego, Józefa Szymanowskiego  i ks. Jozefa Osińskiego.
 
Stosując się de programu swego, poruczyło Towarzy-
 
str 156
 
CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ PIĘTNASTY.
 
 
stwo Tadeuszowi Matuszewicowi obowiązek zaszczytnego
 
wygłoszenia pochwały, przedewszystkiem pamięci Józefa
 
Szymanowskiego. Z powodu czasowej nieobecności mówcy
 
w kraju, obowiązek ten przyjął na siebie znakomity mówca,
 
Stanisław hr. Potocki i na temże publicznem posiedzeniu
 
z 9 maja 1801 wygłosił pochwalę Szymanowskiego61).
 
  Podniósł w niej mówca wysokie zalety umysłu i serca
 
zmarłego, wielką doniosłość dla języka i literatury prze-
 
kładu świątyni Wenery w Knidos, który, zdaniem
 
Potockiego, (usprawiedliwionem poniekąd i miejscem i cza-
 
sem i samą naturą pochwały, właściwem zresztą wszyst-
 
kich chwalcom, upatrującym zazwyczaj w przedmiocie
 
czci wzór wszelakich doskonałości) «stanowi epokę w lite-
 
raturze polskiej, jeśli dzieła nie z ich ogromu, lecz z do-
 
skonałości i toku cenić należy. Śmiem bowiem powiedzieć,
 
że co do doskonałości i wdzięku wiersza polskiego, nie
 
ustępuje żadnemu; co do delikatnego i czułego toku, jest
 
Jedynym w swym rodzaju. Niech mi kto w nim wiersz
 
słaby, niech wyraz, nie mówię podły, lecz nieprzyzwoity,
 
niech nadętość, niech twardość, niech brak smaku, niech
 
niedbałość okaże, — przywary zbyt częste, każące twory
 
najpiękniejszych dowcipów. Śmiało o to pytam, bowiem, że
 
zawstydzonym nie będę! Czul Szymanowski, że nieśmier-
 
telność jest doskonałości udziałem, wzgardził łatwą mier-
 
nością, śmiał trudność zwyciężyć, śmiał sobie być suro-
 
wym sędzią, śmiał ojczystej zawierzyć mowie, a bite rzu-
 
cając manowce, śmiał, trudną, lecz niechybną, Iść ku chwale
 
drogą».
 
  Lecz to, co poza obrębem pochwał literackich nadaje
 
i mowie Potockiego symptomatyczną, jak na ową epokę,
 
doniosłość, jest znowu, jak w przemowie Albertrandego,
 
poruszenie struny słowiańskości w wyliczaniu zalet języka
 
rodzimego.
 
  «Z tylu języków — głosił mówca — pochodzących z słowiań-
 
skiego żródła, i tylu narodów, które niemi od Śródziemnego morza
 
do Północnego, od Niemieckiej, do Azyatyckiej, mówią granicy: prze-
 
 
str 157
 
POCHWAŁA SZYMANOWSKIEGO.
 
 
szedł z dawna język polski, inne — polorem, jak naród
 
inne narody — nauka. Mowa polska — słowiańskiego źródła
 
najbliższa — zachowała w sobie ozdoby i wspaniałości najwięcej tej
 
płynnej, tej brzmiącej pełności, która jest wdziękiem męzkiej wy-
 
mowy. Wyrobił, wydoskonalił ja, dał jej tok łaciński, naród pol-
 
ski, z dawna wolny, uczony, potężny. Nic się ona nie zmie-
 
niła od trzech blisko wieków. Stanęła w swej porze, kiedy, miedzy
 
innemi, sławny język francuzki, półtora wieku później kruszyć do-
 
piero zaczai peta barbarzyńskiej i prawie dziś sobie niezrozumiałej
 
przodków mowy. Wszak prócz słów niektórych, zaniedbaniem zatar-
 
tych, język Górnickich, Kochanowskich, Skarbów, jest nietylko
 
naszym językiem, lecz najczyściejszym jego wzorem.
 
Przecież ta mowa. tak dawna, tak okazała, tak szlachetna, tak sto-
 
sowna do geniuszu narodu, który ja wykształcił, nie miała do cza-
 
sów Szymanowskiego wdzięku delikatnej czułości, która się w niej
 
prawie niepodobną zdawała. Zwyciężył on szczęśliwie nieprzełamaną
 
na pozór trudność. Język rycerski w uściech jego stal sie miłości
 
i  uczucia językiem.  Co większa, nadając mu w tym rodzaju tok
 
mowy, do tej go posunął doskonałości w «Świątyni Wenery», że
 
się zdał iść za wydoskonalonym z dawna i właściwym mowie naszej
 
tokiem. Umiał wyśledzić to, co wiekom ukrytem było. Obdarzył, zbo-
 
gacił, dopełnił język ojczysty, otworzył nowe pole literaturze pol-
 
skiej, a bystrym geniuszu lotem uniesiony, dosięgnął szczytu wy-
 
nalazku swego.  Ta jest, tak właściwa, tak osobna Szymanowskiego
 
chwała, że nikt jej dzielić z nim nawet nie może!»
 
  Podniosłym, a rzewnym, jest ustęp mowy Stanisława
 
Potockiego, w którym roztacza przed oczyma obecnych
 
obraz tamtoczesnej umysłowości polskiej, odtworzony w za-
 
stępie mężów, stanowiących zaszczyt i ozdobę Towarzy-
 
stwa przyjaciół nauk.
 
  Wyraził W nim mówca to przekonanie, jakie każdy
 
badawczy umysł, z głębszego wniknienia w epokę Stani-
 
sławowską w sobie wytworzyć musi, że chwila upadku po-
 
litycznego Rzplitej przypadła wówczas właśnie, gdy pole
 
życia umysłowego narodu przyspieszonem, a ożywczem,
 
zaczęło bić tętnem, w chwili obudzonego na wszystkich
 
polach działalności ruchu, w kierunku reform postępowych
 
politycznych, społecznych, ekonomicznych i literackich,
 
co, niezaprzeczenie, potęguje w wysokim stopniu tragizm
 
katastrofy dziejowej i podnosi zasługę grona uczonych,str 158
 
II. ROZDZIAŁ PIĘTNASTY.
 
 
które, po owej katastrofie, usiłowało zjednoczyć na nowo
 
wszystkie szlachetniejsze umysły, w pracy około podźwi-
 
gnienia — przynajmniej ducha narodu.
 
  «Mniemam, że dogodzę sławie ojczystej — głosił w krasomów-
 
czym zwrocie mówca —jeśli rzucę wzrok na czasy okropne, przypo-
 
minając, jacy ja, wraz z Szymanowskim, zdobili mężowie, jak, wśród
 
powszechnej ruiny, wznieśli gmach ozdobny odżywionych nauk
 
w Polsce, najtrwalsza narodów pamiątkę. Ujrzy wdzięczny potomek
 
w wybranem ich gronie, Ciebie, Czartoryski, Ciebie, bracie kochany,
 
ujrzy Krasickich, Trembeckich, Naruszewiczów, Węgierskich, ujrzy
 
Zamoyskiego, Chreptowicza, Bohomolca, Łoyka, Lachowskiego, Kar-
 
pińskiego, Kniaźnina, Zabłockiego; ujrzy was, uczeni: Piramowiczu,
 
Ossoliński, Janocki. Wyrwiezu.  Poczobucie, Śniadecki, Pilichowski,
 
Przybylski, Wiśniewski, Rogaliński, Kluku, Jundzille, Kopczyński.
 
Nagurcsewski, Wago, Jodłowski, Skrzetuski. Zaborowski, Reptowski,
 
Osiński, Jakubowski, Wybicki, Gawroński, Stasicu, Ostrowski, Siar-
 
czyński. Linde: ciebie Albertrandi, którego Zgromadzenie nasze cie-
 
szy się mądrem przewodnictwem. Ujrzy was: Niemcewiczu, Mierze,
 
Dmochowski, Molski, Woroniczu, Dzierżkowski, Kropiński, Lipiński,
 
Kochański. Osiński i Ciebie, ogromem tylu wiadomości, którycheś
 
już część późnym poświecił wnukom, pamiętny u nich, Czacki! Nie
 
masz rodzaju literatury, któryby nietkniętym zostawili ci zacni mę-
 
żowie: nie masz obcego w niej bogactwa, któregoby nie starali się na-
 
rodowym uczynić. Jam ich tylko imiona, współczesne Szymanowskiemu,
 
wspomniał z wdzięcznością, pewny, że w poświęconem na to dziele,
 
odda każdemu z nich Zgromadzenie nasze hołd, winny talentom, hołd,
 
czasy nasze i nas zdobiący».
 
  Była to więc zapowiedź i bodziec do wydania histo-
 
ryi literatury polskiej czasów Stanisławowskich, która,
 
niestety, urzeczywistnioną nie została, jakkolwiek ważne,
 
a źródłowe, notatki do owej pracy zebrał mówca, w przy-
 
pisach do pochwały Szymanowskiego. Nie straciły one do
 
dziś dnia wagi źródłowej, ze względu na obfitość szczegó-
 
łów o pracach uczonych polskich, które do naszych nie
 
doszły czasów.
 
  Kończy mówca prześliczną swą przemowę, z której
 
przydłuższe ustępy rozmyślnie w tem miejscu przytoczy-
 
liśmy, jako symbol odrodzonego pod wpływem wypadków
 
ówczesnych i odświeżonego nadziejami lepszej przyszłości
 
ducha, podlewać mowę tę, z wielu względów, uważamy za
 
 
str 159
 
MOWA ST. POTOCKIEGO.
 
 
arcydzieło krasomówstwa polskiego, utworzone w chwili,
 
gdy język polski, z woli gabinetu pruskiego, miał zejść
 
z pola i ustąpić miejsca językowi urzędowemu.
 
  «Kiedy widział Szymanowski skruszony srogą burza okręt —
 
kończy mówca — na którym był wraz z nami podróżnym, acz głę-
 
bokim uderzony Salem, nie podda] się rozpaczy... Widząc was, gro-
 
madzących  szczątki  narodowej sławy,  które ochroniła rawałność,
 
chciał być uczestnikiem tej chwalebnej pracy. Już prawie do grobu
 
zstępując - zapisał imię swoje obok ustanowicielów uczonego towarzy-
 
stwa tego. Nie umarł bez pociechy, gdyż to czyniąc, pewnie myślał,
 
te u raz z wami, ręce jego pobożne — jak niegdyś Eneasza — unoszą
 
z pożaru walącej się Troi bogów domowych. Czy liż wtedy do
 
nas mówić nie zdawał się: Pomnijcie, że na łonie społeczeństwa, któ-
 
tego żądam przy  zgonie nawet być członkiem, polega ostatni
 
narodu  zaszczyt,  ostatnia  pamiątka,  zaszczyt nauk.
 
pamiątka i węzeł języka. Te, pieczy waszej, uczeni mężowie,
 
umierający Szymanowski, nie próżnie powierzył»!str 160
 
ROZDZIAŁ XVI.
 
Posiedzenie prywatne. Ks. Pijar Osiński o wzroście nauk fizycznych. Towarzystwo przyjaciół
 
nauk w opinii nie przejednanych. Anonimowa broszura. Kajetan Hebdowskl. Krytyka mowy
 
Albertrandego. Uszczypliwo docinki. Aluzye do nowego rzeczy porządku. Apologia Stanisława
 
Augusta.
 
Posiedzenia- tygodniowe Wydziałów Towarzystwa od-
 
bywały się kolejno, bądź w mieszkaniu Sołtyków
 
na ulicy Miodowej, lub też w pałacu Stanisława Potockiego,
 
przy ulicy Krakowskie Przedmieście, dawniej marsz. Lu-
 
bomirskich (dziś Józefa lir. Potockiego) częściej wszakże,
 
po powrocie Ignacowstwa Potockich z emigracyjnej tuła-
 
czki, posiedzenia te odbywały się w pałacu Tarnowskich.
 
Gremialne natomiast zebrania półroczne, odbywały się
 
w początkach istnienia Towarzystwa w sali kollegium
 
oo. Pijarów przy ulicy Miodowej.
 
Xa takich posiedzeniach, oprócz przemów programo-
 
wych Prezesa Albertrandego, wygłaszano rozprawy z ró-
 
żnych działów umiejętności: literatury, nauk przyrodni-
 
czych i matematycznych.
 
To też w dniu 9 maja 1801 po pochwale Szymanow-
 
skiego, mającej ścisły związek z literaturą, usłyszeli człon-
 
kowie obszerną rozprawę o wzroście nauk fizy-
 
 
str161
 
 
WARSZAWA PRUSKA.
 
B. Koszary Gwardyi konnej.
 
Akwarella nieznanego artysty dworu Landgrafa Hessen Darmsztadzkiego,
 
Ludwika X z r. 1880 (z kollekcyi Mat. Bersohna).
 
 
11str 162
 
CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ SZESNASTY.
 
 
cznynych wygłoszoną przez uczonego pijara Józefa Her-
 
mana Osińskiego.
 
  O ile nauki filologiczne i literatura wogóle, nawet po
 
znacznym czasu upływie, nie tracą w oczach badacza zna-
 
mion dokumentów źródłowych; o tyle, nauki przyrodnicze,
 
po tych olbrzymich zmianach, odkryciach i wynalazkach,
 
jakie geniusz ludzki av XIX stuleciu wprowadził do ich
 
osnowy, nie mogą naturalnie budzić w czytelniku dzisiej-
 
szym szczególnego zainteresowania. Nie były to wpraw-
 
dzie jeszcze pierwsze kroki niemowlęctwa nauk przyro-
 
dniczych, które już wówczas między swymi orędowni-
 
kami  liczyły  szanowne nazwiska: Pristleyów, Cavendi-
 
schów, Schellich, Lavoisierów, Laplaców, Fourcroy'ów i tylu
 
innych uczonych; nauk, których ogniskiem były akademie
 
umiejętności: w Paryżu, Londynie i Berlinie. Właśnie pod-
 
ówczas uczony Osiński wydal był fizykę w języku pol-
 
skim dla szkół i owoce swoich spostrzeżeń nad ważnemi
 
do nauki wprowadzonemi badaniami nad cieplikiem, przed-
 
stawił uwadze uczonego grona. Dyssertacyę ks. Osińskiego
 
i dziś jeszcze odczytać można z korzyścią i podziwiać
 
badawczy i przenikliwy umysł jej autora, który, w owym
 
powolnym, ale pewnym, rozwoju nauki na doświadczeniach
 
opartej, dopatrywał się w zaraniu wieku, tego olbrzymiego
 
rozkwitu, jaki nauki przyrodnicze, a zwłaszcza fizyka,
 
w naszych przybrały czasach. Proroczo też kończy Osiń-
 
ski swą dyssertacyę przekonaniem: iż już dotąd «dowcip
 
ludzki wyśledzić i zgłębić potrafił najskrytsze przyrodze
 
nia tajemnice, i że mu jeszcze obszerne zostaje pole do
 
dalszego śledzenia natury i nowemi coraz wynalazkami
 
rozszerzania sfery wiadomości naszych, w tej nauce, która
 
już ryle korzyści rodzajowi ludzkiemu przyniosła».
 
  Był to niestety testament duchowy zacnego orędo-
 
wnika umiejętności, gdyż w tym jeszcze 1801 r. ks. Osiń-
 
ski ułożył się do snu wiekuistego.
 
  Jak to pospolicie dzieje się na świecie, pierwsze usi-
 
łowania młodego Towarzystwa naukowego, oprócz sym-
 
 
str 163
 
PAMFLET HEBDOWSKlEGO.
 
 
patyj wybrańszych jednostek społeczeństwa, znalazły i nie-
 
chętnych, którzy kamieniem z za węgla rzuconym pragnęli
 
obniżyć i ośmieszyć aspiracye stowarzyszonych, a głównie
 
ich urzędowego przedstawiciela, Albertrandego, do zabiera-
 
nia głosu kierowniczego — nietylko w sprawach nauki.
 
  Wyrazem tej niechęci stalą się bezimienna, zręcznie,
 
niewinnym swym tytułem przed cenzurą pruską, zamasko-
 
wana, a wysokiej doniosłości politycznej broszura, pod tyt:
 
Do prześwietnego Towarzystwa przyjaciół nauk, wydana w War-
 
szawie, nakładem Michała Melchina, oznaczona dani 30
 
lipca 1801 i kryptonymem „przyjaciel rozsądku".
 
  Dowiedziano się z czasem, że owym krytykiem był
 
znany za księstwa Warszawskiego, jenerał, Kajetan Heb-
 
dowski, człowiek zdolności niepoślednich, patryota gorący
 
i nieprzejednany przeciwnik nowego rzeczy porządku, który
 
pod pozorem polemiki z Albortrandim, pragnął dać folgę
 
uczuciu niechęci dla polityków, pragnących w sprawach
 
nauki iść ręka w rękę z rządem pruskim61),
 
  Przewodnią myślą krytyka, w kłębku rozmyślnie po-
 
wikłanych i zawiłych argumentów rozprawy, było wyka-
 
zanie, że zamiar Towarzystwa — ocalenia języka rodowitego
 
i wzbogacenia nauk — nie może być urzeczywistnionym, wo-
 
bec faktu, że «szkoły i oświecenie* są pod dozorem wła-
 
dzy rządowej. Ironizując zamiar Albertrandego «utrzy-
 
mania i rozkrzewiania nauki narodu, w obcą
 
narodów bryłę przelanego» pyta krytyk, jakim
 
sposobem można tego dokonać, «kiedy każda rzecz, prze-
 
lana w obcą bryłę rzeczy, gubi byt, imię i własność swoją
 
oddzielną. Możnaż naprzyklad utrzymać i pomnażać- kształl
 
i dźwięk dzwonu, przelanego w bryłę armat?».
 
  Natrząsając się nad porównaniem, uczynionem przez
 
Albertrandego, między czasami dawnymi, gdy barbarzyńcy
 
niszczyli biblioteki narodów podbitych, a czasami nowszemi,
 
w których tego rodzaju wandalizm jest już niemożliwy,
 
upatruje krytyk w tego rodzaju frazesie nielogiczność, bo,
 
zdaniem jego «uczynione dawniej, niczem się nie różni odstr 164
 
 
==CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ SZESNASTY==
 
 
uczynionego teraz» i uznaje, że każdy naród zwycięski
 
dąży i dążyć musi do zaprowadzania «jednostajności»
 
między podbitemi pod swe panowanie ludami; w stwier-
 
dzeniu czego powołuje się na dzieło ks. Para: i-
 
storique et philosophique de la Religion, w którem autor, za-
 
sadnie, zdaniem krytyka, pisze: „Aussitot qu'une Nation etoit
 
subjuguée et asservie par une autre, le premier soin du peuple
 
vainqueur etoit de dissiper et d'anéantir les archives et les an-
 
naless du peuple vaincu; pour lui faire perdre, autant que la
 
chose etoit possible, Vidée et le souvenir de ses anciens souve-
 
rains, de ses anciennes lois, de ses anciennes coutumes, de son
 
état précédant et pour le préparer a se ployer moins difficille-
 
ment aux idées, aux usages, a la législation, a la Relgion du
 
gouvernement nouvrau, sous lequel, il passoit et dans lequel il
 
s'incorporoit".
 
  W ogóle, cała tendencya krytyki Hebdowskiego by-
 
łaby niezrozumiałą, gdyby nieuwzględnić głównego i je-
 
dynego jej motywu, który, pomimo obsłonek zawilej frazeo-
 
logii, prześwieca przez szczeliny oderwanych przyczepek
 
do pojedynczych ustępów mowy Albertrandego.
 
  Tendencya ta była przeważnie polityczna i dążyła
 
do wykazania i obnażenia przed narodem opportunizmu
 
księdza biskupa Zenopolitańskiego, który pragnął, oszczę-
 
dzając drażliwości rządu pruskiego, przedstawić go w cha-
 
rakterze szczerego orędownika narodowości polskiej, pod
 
którego skrzydłami język i literatura będą się mogły ja-
 
koby rozwijać, bez żądnych przeszkód.
 
  Hebdowski pisząc pod cenzurą pruską nie mógł
 
wprost zaprzeczyć takim nadziejom Albertrandego i dla-
 
tego czepia się pojedynczych słów, a nawet półsłówek,
 
by wykazać nielogiczność opportunistycznych wywodów
 
mówcy.
 
  Rozciągając do absurdów wywody Albertrandego,
 
dopatruje się w nich Hebdowski zamiaru wykazania: «że
 
odcięcie języka polepsza mowę, że zabór ksiąg, w których
 
są zapisane doświadczenia i uwagi wieków, pomnaża wzrost
 
 
str 165
 
PAMFLET HEBDOWSKIEGO.
 
 
nauk i umiejętności, nakoniec, że rozcięcie ciała na trzy
 
części wzmacnia fizycznie jego związek i byt przedłuża*.
 
  Podobnemi argumentami zwalcza krytyk pogląd Al-
 
bertrandego, iż «wolność nie jest potrzebną dla szerzenia
 
się światła w narodzie», jak również opinię jego, że upa-
 
dek umyslowości polskiej datuje się dopiero od polowy pa-
 
nowania Zygmunta III i ciągnie aż do «epoki zgromadze-
 
nia przyjaciół nauk».
 
  Tu dopiero, jak to mówią, wyłazi szydło z worka
 
zarzutów krytyka, tym razem nie pozbawione ciętości i go-
 
dzące wprost w mówcę, «który, baczny więcej na pra-
 
widła dworskie, niżeli na dług wdzięczności, z miejsca
 
nauk winny, osądził dogodniej sobie przemilczeć osta-
 
tnie panowanie, nową dla nauk polskich epokę zrzą-
 
dzające, iżby uniknął potrzeby wspominać .Stanisława Au-
 
gusta, króla, obwinionego o stratę kraju, tak jak sie obwi-
 
nia zazwyczaj każdy sternik okrętu, do którego rozbicia
 
przyłożyła się była wielu pierwszych majtków
 
gnuśność, niesforność, albo osobistość».
 
  Cały ten ustęp, zaprawiony, zwróconą ad personam,
 
gryzącą ironią, szczerego wielbiciela epoki Stanisława Au-
 
gusta, nie jest pozbawiony wartości dokumentu źródłowego
 
i dlatego przytoczenie go w tein miejscu nie będzie zby-
 
tecznem.
 
  «Możeż obecny świadek tego panowania — pyta He-
 
bdowski, czyniąc alluzyę do stanowiska, jakie Albertrandi
 
przy boku Stanisława Augusta zajmował — którego skut-
 
kom winien jest podobno zbogacenie pamięci swojej sta-
 
rożytnością, honor sobie czyniącą, nie wiedzieć, co ten
 
król uczynił? Mógłże wątpić, że oddając prawemu przy-
 
jacielowi nauk i sztuk wyzwolonych sprawiedliwość, nie
 
miałby po sobie głosu powszedniego i pióra pisarzów, któ-
 
rzy, przez łączenie przymiotów moralnych z powołaniem,
 
stają się dopiero rzeczywiście uczonymi? Pisarz Nowego
 
Pamiętnika Warszawskiego słusznie do tego rzędu należący,
 
w artykule «żyCia uczonych ludzi» sławiąc znakomi-str 166
 
CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ. SZESNASTY.
 
 
tego w literaturze polskiej męża, Ignacego Krasickiego,
 
nie przepomniał, ani zamilczał o źródle jego chwały».
 
  Wspominając dalej o Monitorze, piśmie na wzór Spe-
 
ctatora angielskiego, a które przyczyniło się wiele do
 
oświecenia narodu, podaje Hebdowski, iż wiele artykułów
 
Monitora było przez króla pisanych, a w rzeczach powa-
 
żniejszych i pióra mówcy (Albertrandego).
 
  «Oprócz tego pisma — czytamy dalej — zachęcił Stanisław
 
August wybrane przez siebie Towarzystwo uczonych, zgromadzające
 
się co czwartek w jego zamku, do wielu innych, a mianowicie, do
 
pisma tygodniowego, którego ułomki zebrane w jedna księgo,, znane
 
się uczonym pod imieniem: Historya państw starożytnych, z dewizą:
 
Pulchior evcariis.
 
  «Żadna karta dziejów panowania togo króla nie będzie bez
 
dowodu miłości jego dla dobra kraju i przychylności jego dla nauk.
 
Nie on że to, bacząc, że bezpieczeństwo jest pierwszym względem,
 
założył na wstępie swego rządu szkoły rycerskie w Warszawie
 
i Wilnie, wysypując na ich ustanowienie dwa miliony blizko i prze-
 
znaczając na fundusz cześć dochodów, z cid od Rzplitej sobie ofiaro-
 
wanych; a kiedy zakreślona liczba kadetów nie dostarczała, liczbie
 
ubogiej młodzieży do nauk się cisnącej, ani obszerności jego serca,
 
nie utrzymywałże jej z swojej szkatuły nad komplet w korpusie
 
i konwikcie?
 
  «Nie założyłże Ludwisarni i fabryki broni, dwóch przedmiotów,
 
które, nadając wątłej sile kraju postać, jakiej przedtem nie miały,
 
jeżeli nie były dosyć zamożne, dla wielu niepokonanych przeszkód
 
do przedłużenia jego zgonu, sprawiły go przynajmniej mężnym,
 
a ostatnich kraju jego rycerzów nieśmiertelnymi?
 
  «Jego kosztem wygotowany był atlas Polski przez Pertheesa,
 
który w Paryżu, u sztycharza, naprzód podobno zapłaconego, uwięznął.
 
  «Jego kosztem sporządzonych było wiele, kart militarnych
 
pogranicznych, przez korpus indzynierów, pod dozorem swego puł-
 
kownika, Karola Sierakowskiego, officyera ze wszech miar godnego.
 
  «Jego kosztem zgromadził sio drugi zbiór krajowych rękopi-
 
smów, z których Tadeusz Czacki, mąż głośny nauką i świadomością
 
dziejów  ojczystych i obcych, pisząc uczona Narodu swego historyą,
 
wybiera jak pracowita pszczoła miód przyjemny i wosk poślubiony
 
na ofiarę ołtarzowi zgasłej swojej ojczyzny.
 
  «Jego kosztem dawała się w akademii wileńskiej nauka po-
 
łożnicza.
 
  «Jego kosztem utrzymywała się; w Grodnie, ostatecznie w Wil-
 
nie, nauka i ogrody botaniczne.
 
 
 
str 167
 
APOLOGIA STANISŁAWA AUGUSTA.
 
 
  «Jego kosztem założona była pod bokiem jego akademia
 
kunsztów.
 
  «Jego kosztem wysyłana była młodzież do Grecyi, Rzymu,
 
Parysa i innych krajów, w celu architektury, rysunków, malarstwa,
 
metalurgii etc.
 
  «Czyliż owoce tych nakładów zatarły sie już w pamięci i za-
 
pomnieni zostali: Kamzetzer, Bmnuglewies, Radecka i wielu Innych,
 
których pomijam?
 
  «Nie widzimyż jeszcze oszczędzonej króla tego księgarni
 
i szczątków wielu kollekcyj w Warszawie?
 
  «Nie wpadaż w oczy obserwatorium astronomiczne, na zamku
 
jego założone i w instrumenta przez niego opatrzone, w którym, pu-
 
stym, teraz sowy, że tak powiem, zastępują Poczobutów i Bystrzyckich?
 
  «Czyliż król ten pierwszych urzędów, dostojeństw duchownych
 
i świeckich, orderów i różnego gatunku nagród nie zamierzył dla
 
uczonych?
 
  «Nie poświęciłże w Zamku swoim, w blizkości sali obrazów
 
królów, swoich poprzedników, pokoju dla obrazów uczonych Polaków,
 
iżby te dwie świątynie przedstawiały następcom jego naukę: że chcąc
 
mądrze panować, potrzeba mieć obok siebie radę i oświecenie?
 
  «Medale wybite i rozdane słynącym cnota, lub nauka, w swoim
 
i Obcych krajach, nie będąż tyle trwałym. Ile jest ich kruszec, dowo-
 
dem, usiłowania tego prawdziwego filantropa, który się chciał stać
 
powszechnie użytecznym i mocą nagrody i przykładu panować ob-
 
szerniej, niż się władza jego rozciągała?
 
  «On wychowaniu młodzieży dał zasadę rozważniejszą, przez
 
ustanowienie komisyi edukacyjnej, złożonej z mężów cnotliwych
 
i światłych, których programy zachęciły obcych uczonych do udzie-
 
lenia tej komisyi rozsądnych uwag, z pomiędzy których: Le plan de
 
reformation des etudes elemetaires, przez pana Borelly, członka akade-
 
mii berlińskiej, przypisany temu królowi, otrzymał pierwszeństwo.
 
  «On akademii krakowskiej nadając Oraczewskiego za rektora
 
obszernie zamiarów swoich względem jej ulepszenia wiadomego, przy-
 
łączył do jej dochodów wieś Łobzów, od swego Wielkorządztwa od-
 
dzieloną.
 
  «On urządził sprawiedliwość i zagubił krwawe barbarzyńskie
 
zajazdy, przyznające temu własność, kto miał więcej dzikości i siły.
 
  «On wezwał Andrzeja Zamoyskiego wielk. niegdyś kanclerza,
 
sławnego cnotami i zasługami swoich przodków, sław niejszeg.. jeszcze
 
wałsnem światłem, obywatelstwem i bezstronnością, do ułożenia
 
księgi praw sądowych, których, posłowie jednego z następnych sej-
 
mów, ulegając dawnym krajowym przesądom, okazali się nie być
 
jeszcze godnemi.str 168
 
CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ SZESNASTY.
 
 
  «On ukrócił możnowładców, określił władze, dziedziców, polep-
 
szył los poddanych, niezapomniał i o ułatwieniu spławu rzek, któremu
 
na przeprawie stanąły młyny szlacheckie ani o rolnictwie, w imieniu
 
którego, sławny znajomością botaniki i historyi naturalnej generał
 
major Rieulle. ofiarował mu. równie jak i Komisyi edukacyjnej roku
 
1776, pamiętny medal, wybity ex valore praemii, wzmiankowanemu
 
dopiero botanikowi i historykowi naturalnemu od tejże Komisvi przv
 
znanego
 
  «Stanisław August miłość i szacunek nauk wział dziedzictwem
 
po swoim ojcu, którego dzielność i obrót negocyatora w Stambule
 
w krytycznych Karola XII okolicznościach, ściągnęły na siebie uwagę
 
i pióro Voltaira. Był pierwszy, który Stanisława Poniatowskiego, ojca
 
Stanisława Augusta, po ukończeniu nauk z zagranicy przybyłego,
 
wcześnie ocenić umiał i do wojska oddał... Wziął jeszcze Stanisław
 
August przychylnośći do nauk ze krwi swojej familii. Wujowie jego,
 
książęta Czartoryscy, kanclerz w. lit. i wojewoda ruski, których dom
 
był gościnnym dla muz obcych i krajowych schronieniem, wyłożyli
 
znaczne sumy na wysyłanie i otrzymywanie kosztem swoim za gra-
 
nice młodzieży szlacheckiej. Ich nakładom Naruszewicz i Poczobut
 
winni to wszystko, czem byli i są słynnemi.
 
  «Nieprzysłużył że się wiele książę prymas Poniatowski edu-
 
kacyi narodowej swoim w Komisyi naczelnictwem; duchowieństwu
 
urządzeniem dyecezyi płockiej, która się stała wzorem dla innych,
 
i gospodarstwu krajowemu, sprowadzeniem z Anglii wielu nowego
 
wynalazku narzędzi rolniczych?».
 
  Przebiegając w dalszym ciągu zasługi innych człon-
 
ków rodu Poniatowskich i oddając hołd niesłusznie oskar-
 
żonemu «przez współczesność księciu Józefowi», który
 
w r. 1792 i 1794 uczynił wszystko, «co mu wojenna jego
 
umiejętność, miłość ojczyzny i miłość sławy doradziły
 
i co po ludzku podobnym było», kończy krytyk wynurze-
 
niem żalu, iż «liczna współczesność» obłąkana w śledze-
 
niu sprawców swej niedoli «zamiast ich szukać w natu-
 
rze rzeczy, która, Mocy nadała przymiot pokonywania
 
Słabości, będącej jedyną przyczyną upadku tego kraju,
 
uwzięła się zasmucać niewdzięcznością ludzi «godnyeb lep-
 
szych czasów i lepszych sędziów».
 
  Raz jeszcze czyniąc zarzut osobisty Albertrandemu,
 
iż zapomniał zupełnie o źródle swojej wiedzy i wymowy,
 
pisze Hebdowski:
 
 
str 169
 
APOSTROFA DO TOWARZYSTWA.
 
 
  Przywodzi się piszącemu poniewolnie na myśl żałosna powieść
 
o smutnej przygodzie drzewa, które, litując się niezgrabnej siekie-
 
rze, udzieliło jej własnej gałęzi; a ta, niewdzięczna, stawszy się przez
 
nabycie trzonka władniejszą. zamiast okrzesywać dzikie, wyrostki,
 
pokusiła się gorszącym zamachem obalić swego ojca i dobroczyńcę».
 
  Kończy zaś apostrofą do Towarzystwa:
 
  «Darujcie mi, że gorliwy o waszą sławę wieśniak znad brzegu
 
Wisły, powiem wam prawdę tak śmiało, jak ją niegdy Senatorowi
 
rzymskiemu powiedział wieśniak z nad brzegów Dunaju: «Strzeżcie
 
sie wpajać nam przez waszych zastępców wspaczne wyobrażenie rze-
 
czy! Niedozwólcie z pośród siebie odzywać się łzokratom, którzyby
 
usiłowali na szkodę przykładu wielkie rzeczy czynić małemi, albo
 
żadnemi; a małe, albo żadne — wielkiemi. Inaczej, niejeden pisarz
 
poetrzegłszy skutek poróżniony z zamiarem, a namiętności w towa-
 
rzystwie z naukami, pocznie się być winnym, niosąc obronę praw-
 
dzie, zaostrzyć pióro i to wam przywłaszczyć, czem niegdy okrzy-
 
knął Homer niezgodę: że miała głowo w niebie, a nogi na ziemi*.
 
  Dzięki jedynie przeładowaniu rozprawy przykładami
 
z dziejów starożytnych i, właściwej epoce, zawiłości stylo-
 
wej, broszura Hebdowskiego, wydana «za pozwoleniem
 
Zwierzchności» przepłynęła szczęśliwie skaliste porohy cen-
 
zury pruskiej ówczesnej i mogła wypowiedzieć głośno na-
 
rodowi przekonania pewnego stronnictwa nieprzejednanych,
 
które, chroniąc się po zakątkach wiejskich, nie życzyło
 
sobie bynajmniej paktować z rządem pruskim i przy jego,
 
rzekomo, troskliwej o język polski i literaturę opiece, być
 
laudatorem temporis äcti, z ujmą czasów niedawno minionych.
 
  Dzięki również stanowisku bezwzględnie patryoty-
 
cznemu, zajętemu przez Hebdowskiego w broszurze, nie
 
mógł Albertrandi i Towarzystwo wdawać się w polemikę
 
z jej autorem, gdyż odpowiedź musiałaby stać się obroną
 
tego właśnie, czego bronił napastnik.
 
  Jakoż, w rzeczy samej, o broszurze Hebdowskiego
 
głucho w ówczesnych pismach miejscowych i tylko ubo-
 
czna, a ostrożna, znajduje się o niej wzmianka w Nowym
 
Pamiętniku (R. 1802, T. III, str. 220), z powodu artykułu
 
Gazety Jenajskiej o stanie oświaty w Prusiech Południo-
 
wych62).str 170
 
ROZDZIAŁ XVII.
 
 
Posiedzenie Październikowe 1801 r. Odpowiedź Albertrandego na krytykę anonima. Echa
 
z Litwy. Akademia wileńska. Nowy Pamiętnik warszawski. Mowa X. Stroynowskiego. Ody
 
na cześć Aleksandra I.
 
 
Rozpoczynając przerwane spoczynkiem, ustawą prze-
 
pisanym, w dniu 18 października 1801 r. posiedzenia
 
zwykłe Towarzystwa, X. Albertrandi z żalem wzmiankuje
 
o »zaostrzonej, ubliżającej tegoż Towarzystwa zacności,
 
krytyce« i nadmienia, że chętnie ustąpiłby prezydyalnej
 
godności komu innemu, gdyby nie wola Towarzystwa,
 
której się poddaje, »szczęśliwy, jeśli postrzały te, jednego
 
mnie rażące, jak tarczą przejęte, od tego Zgromadzenia
 
będą odwrócone«.
 
  Cała przemowa Albertrandego, na tem posiedzeniu
 
wygłoszona, jest uboczna odpowiedzią na owe pokątne
 
pociski.
 
  »Nie masz wprawdzie nic zwyczajniejszego — głosił
 
między innemi Prezes — jak słyszeć żałosne skargi, na
 
ciemnotę i niesprawiedliwość publiczności utyskujące,
 
ale jeśli zazdrość obrzydła, jednych dręcząca,
 
pociąga ich do przytłumienia chwały, na której zjednanie
 
inni pracują; jeśli okropną drudzy okryci nocą, światła
 
 
str 171
 
OBRONA ALBERTRANDEGO.
 
 
okazałości nie znają; jeśli jedne owady na wierzch
 
pełzną, aby rozjadłem swem żądłem razić
 
kusiły się, drugie, w podziemnych lochach swoich co-
 
raz się bardziej zagłębiają, aby światła nie oglą-
 
dały, jestto szczególnych osób, nie zaś publi-
 
czności wadą, publiczności mówię, przez się skłonnej
 
do przyznawania sprawiedliwie zjednanej zalety«.
 
  Odpowiadając na zarzuty, dające się streścić w nad-
 
miernych wymaganiach krytyków, by »owoce obietnic
 
i uroczystych przyrzeczeń« rychło się ukazały i urzeczy-
 
wistniły, daje Albertrandi  następującą Zoilom odprawę:
 
 
 
  »Przychylność ku naukom, nie jest nauka i jej zastąpić nie
 
motto. Znali to najpotężniejsi towarzystw naukowych protektorowie
 
i fundatorowie, którzy rzadko bardzo członkami tych towarzystw
 
mianować się pozwolili, które najbardziej potęgą swoja wspierali*.
 
Zdaniem mówcy, przyjaciele nauk są owem złotem, które kamienie
 
drogie otacza, ściśle spaja, od rozsypania zachowuje, do używania
 
przysposabia, ale nie są samemi kamieniami, nieskończenie
 
ceną swoją osadę przewyższającemi.
 
    »A jako Panteon jest Panteonem, to jest, jednym z najpoważ-
 
niejszych w świecie i najksztaltniejszych gmachów, któremu ozdoby
 
strasburskiej lub kremońskiej wieży trudnoby okazałości przydały,
 
tak, poważna w swojej wspaniałości nauk świątynia, postronnych
 
owych, trafunkowych ozdób, nie potrzebuje. ...Światło czyste, światło
 
wieczne honoru, którym, w sobie samem, zgromadzenie, szczerze się
 
do nauk przykładające, jaśnieje, jest to przekonanie prawdziwe i zu-
 
pełne, że swoją troskliwością i usilnem Staraniem ożywia nauki, że
 
wre w nim chęć, nieprzerażenia oczu łudzącym blaskiem, ale oświe-
 
cenia świata; ale rozpędzenia okropnej, któraby ludzi ogarnęła, ciem-
 
noty; ale znalezienia we własnem łonie swojem źródła nieprzebra-
 
nego rozsianych na wszelką stronę najżywszych promieni, bez ubli-
 
żenia pierwotnej obfitości. Nie przynoszę ja do zgromadzenia tego
 
(mówi każdy takowego towarzystwa rzeczywisty czło-
 
nek) nie przynoszę ja imienia, którego brzmiące syllaby zadziwienie
 
w niebacznych sprawują; nie stawam przeciągłych tytułów niezmier-
 
nym szeregiem, który czasem tyle ma skutku, ile liczba ogromna
 
pomnażająca cyfrę; nie przybywam na popis z przepychem skarbów,
 
któremi szafuje ślepota, uwodzi się chciwość, niebaczność cenę na-
 
znacza; ale stawam z pamięcią, która wiek z wiekiem kojarzy; która
 
świata rozwaliny podpiera; która już dawno zeszłych popioły ożywia;str 172
 
CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ SIEDEMNASTY.
 
 
która na grobowiec cnotliwych wieńce niezwiędłe rzuca; która za-
 
sługom, prawdziwą u potomności nagrodę zabezpiecza;  która kaźń
 
niezgluzowaną na zbrodnie, by też nie wiem jak szczęśliwe i współ-
 
żyjących poklaskiem obdarzone, miota. Ale stawam z imaginacyą,
 
czułość i życie bezżywotnym istnościom nadającą; przelatującą wszy-
 
stkie niebios i bezdenności morskich nieokreślone przestwory, kru-
 
sząca wszystkie wyniosłego Olimpu zapory, aby do języka bo-
 
gów mdli ziemianie przywykali. Ale stawam z najgorętszą
 
chęcią wydobywania prawdy z przepaścistej owej otchłani, w której,
 
podług wyrazu Demokryta, zanurzona zostaje, aby ja ludzie poznali,
 
jej się trzymali, w niej się zakochali. Słowem, stawam z najusilniej-
 
szem pragnieniem, aby te wszystkie wiadomości, największego kresu
 
doskonałości dostąpiły, które tylko ozdobie umysły, wydoskonalić
 
serca, przestrzeń pożytecznych umiejętności rozszerzyć mogą. Te sa
 
zamysły, te pragnienia, te spoczynku nieznające trudy, tego, który
 
nie tak imię swoje w rejestr towarzystwa, jako raczej honor towa-
 
rzystwa w sercu swojem zapisał. Nad tem dni i nocy przepędza, temu
 
usilność wszelką poświęca; to jest zaprzątnienie, ten żywioł jego, tym
 
tchnie, a krew w tyłach jego, za każdym obrotem, za każdem serca
 
poruszeniem, to pragnienie wznawia. Wszystko to, ciągłej, pilnej,
 
wytrwałej, nieustającej pracy jest skutkiem, wszystko to niewzru-
 
szoną jest zasadą honoru właściwego ludzi uczonych, towarzystwa
 
węzłem spojonych, niosących sobie sprawiedliwie, jeśli nie wszystkie,
 
przynajmniej jedne z tych zalet przywłaszczyć; honoru, mówię, któ-
 
rym w własnemm swojem przekonaniu, są słusznie zaleceni; każdy
 
z nich głęboko w umyśle wpojoną ma owa piękną Sallustyusza naukę:
 
nemo ignoviia immortalis factus est...«
 
  »Nigdy albowiem, nigdy zgromadzenie za cel sobie zamierza-
 
jące podźwignienie i wydoskonalenie nauk pożytecznych, choćby też
 
najbardziej światłe i okazałe, nie zjedna sobie poważania publiczności,
 
jeśli przez obumarła nieczynność, stanie się samych tylko, choć z inąd
 
szacowanych, potretów galeryą, jeśli o niem sprawdzi się, co Seneka
 
o Ptolomeuszach, królach Egiptu, księgarni alexandryjskiej fundato-
 
rach, napisał: nom in studium, sed in spectacula comparaverant«.
 
 
  Kończy mówca, wyrażając nadzieję, że Towarzystwo
 
przyjętych na siebie dobrowolnych obowiązków dopełnić
 
zechce i oczekiwania narodu nie zawiedzie. Świetną reto-
 
rycznie i głębszą pod względem treści jest klamra, zamy-
 
kająca ogniwa wywodów mówcy.
 
  »Piramidy i obeliski zachowały dawnych Egiptu mo-
 
narchów jakakolwiek pamiątkę. Przepyszne ostatki Perse-
 
 
str 173
 
AKADEMIA  WILEŃSKA.
 
 
polu i Palmiry okazują zdumiałemu wędrownikowi możność
 
i dostatki władających Persyą panów. Wskrzeszają potęgę
 
i wspaniałość dawnych Rzymian, zadziwiające zabytki Ich
 
świątyń, ich bram zwycięskich, ich amfiteatrów, ich wo-
 
dospławów, ich ścieków podziemnych. Pamiątki po-
 
przedników, ziomków naszych, pamiątki wie-
 
ków wszystkich, w których słynęło imie, dziś,
 
w czczym dźwięku ledwie pozostałe, pamiątki
 
przynajmniej, które bez obrazy pokazać mo-
 
żemy, te prawie wszystkie — w granicach
 
nauk i umiejętności, w rzędzie literatury, którą, bądź
 
to dziedzictwem, bądź rzeczywistem posiadaniem, naszą
 
możemy nazwać, są zawarte. Te, aby jednak z innemi za-
 
szczytami przepaść pochłonęła, nigdy zaiste nie dopuścimy,
 
my, których tak potężnie obca literatura do siebie wabi,
 
owszem, na żywej zawsze mieć pamięci będziemy, one
 
przedziwną Dyonizego z Halikarnasu przestrogę: Non est
 
generosorum hominum res, alienas quaerere et pati, sua, per
 
ignaviam, amitti. Hist. lib. V.63)«.
 
 
Poprzedzona szeregiem doniosłych reform dla rozwoju
 
spolecznego i umysłowego ludów, wchodzących w skład
 
Imperyum rosyjskiego, koronacya cesarza Aleksandra I
 
odbyta w dniu 24 września 1801 r., dala asumpt do wy-
 
nurzenia życzliwych uczuć dla młodego monarchy, nietylko
 
ze strony ludności całego rozległego państwa, lecz i ze
 
strony tej dzielnicy, która, niedawno temu — organicznie
 
z b. Rzplitą polską spojona cząstka — rozpoczęła byt nowj
 
pod berłem władzców rosyjskich.
 
  W zatwierdzonej przez młodego monarchę akademii
 
wileńskiej, już niezadługo uniwersytetem zostać mającej,
 
odbyła się w dniu koronacyi uroczystość pamiętna, zainau-
 
gurowana przemową w języku polskim rektora X. Hiero-
 
nima Stroynowskiego i uświetniona odami łacińskiemi, jakiestr 174
 
CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ SIEDEMASTY.
 
 
na cześć Aleksandra I napisali i wygłosili X. Golański,
 
profesor literatury i X. Poczobut, słynny astronom.
 
  »Szczęśliwe początki panowania Aleksandra I — pi-
 
sał z okazyi owej uroczystości wychodzący w Warszawie
 
pruskiej Nowy Pamiętnik Dmochowskiego — słodką
 
napełniają nadzieją miliony ludzi ogromnego państwa, jego
 
berłu poddanego. Wszystkie on dni prawie noweini oznacza
 
dobrodziejstwy. Chce pewnemi prawami obdarzyć naród,
 
bo zna, że ta władza jest najtrwalsza i najwspanialsza,
 
która się na prawach opiera. Kocha nauki, za-
 
chęca i nagradza uczonych, bo wie, że prawdziwe oświe-
 
cenie kształci serca, podnosi umysły i chwałą zaszczy-
 
cając naród, tem świetniejszym czyni blask korony«.
 
Wynurzona przez redakcyę najpoważniejszego pod-
 
ówczas w Warszawie, i w całej nawet Polsce, czasopisma
 
literacko-naukowego opinia, była echem ogólnego przeko-
 
nania o nadchodzącej ze Wschodu erze szczęśliwości,
 
dla skołatanego tyloma przecierpianemi klęskami narodu.
 
Dal tym uczuciom i przekonaniom wyraz X. Stroy-
 
nowski w swej przemowie:
 
 
  »W całej wielkiego państwa rozległości, utwierdzono dla wszy-
 
-tkich: osoby, majątku, honoru i niewinności bezpieczeństwo; potwier-
 
dzone łaskawie swobody i dobrodziejstwa, stanowi szlacheckiemu
 
i miejskiemu nadane, zniesione tajne badania i sady, zapewniona
 
jednostajna i publiczna dla wszystkich sprawiedliwość, straszna dla
 
zbrodni, a pożądana cnocie i niewinności, wrócona handlu wolność,
 
ożywiony przemysł; we wszystkich wyrokach, ustanowieniach i roz-
 
kazach — duch sprawiedliwości, porządku, ludzkości i publicznego
 
pożytku; są to liczne i wielkie dzieła, które już oznaczają cecha nie-
 
śmiertelności panowania Najjaśniejszego Imperatora Alexandra l-go
 
i spodziewać się każą: że prawda, sprawiedliwość i ludz-
 
kość ugruntuje przyrodzone i odwieczne swe prawa,
 
pod łaskawem i ojcówskiem berłem Jego«.
 
 
  Zwracając sie w końcu swej przemowy do tych na-
 
dziei, jakie narodowość polska może żywić w niepohamo-
 
wanym rozwoju swoich umysłowych potrzeb, zakreśla
 
mówca przyszłości jak najpomyślniejsze horoskopy:
 
 
str 175
 
MOWA X. STRYNOWSKIEGO.
 
 
  »Wielkie dzieło, od Najwyższej Opatrzności panowaniu swemu
 
zostawione, rozpoczyna szczęśliwie Najjaśniejszy Alexander I, chcąc
 
dać narodowi rosyjskiemu stale i doskonale prawa, chce mu dać
 
światło nauk, powszechne wychowanie, cnoty i obyczaje.  Ta drogą,
 
którą wskazuje geniusz Likurga, gdy rozliczne państwa ro-
 
syjskiego prowincye, różnego początku, obyczajów,
 
opinii, klimatu, języka i religii, w jedno ciało polityczne
 
zostaną ścisłym węzłem połączone i przelane w jeden naród, jednym
 
duchem tchnący, jednego Pana cnocie i mądrości podległy, jednem
 
prawem nieodmiennem i sprawiedliwem rządzony, oświecony, cno-
 
tliwy, rolnictwem i rękodzielnym przemysłem, handlem i żeglugą
 
kwitnący, bogaty; męstwem i potęgą na ziemi i morzu bezpieczny,
 
słowem, naród prawdziwie wielki i szczęśliwy, natenczas, ożywione
 
wszystkie talenta, prace i cnoty, wydadzą wielkich i nadzwy-
 
czajnych ludzi, mnóstwem i doskonałością dziel wszelkiego ga-
 
tunku przed światem wsławionych; którzy otaczając świetny tron
 
Alexandra I i łącząc ścisłym związkiem sławą swoją, z nieśmiertelna
 
sławą panowania jego, przypomną Europie wieki Peryklesa, Augusta
 
i Ludwika wielkiego«.
 
  »W tym tak wielkim widoku, Najjaśniejszy monarcha pozwala
 
chętnie poddanym swoim we wszystkich narodach szukać światła
 
i doskonałości, sprowadzać wszelkie użyteczne i potrzebne książki;
 
w tym chwalebnym celu wskrzesza, lub ożywia i utwierdza towa-
 
rzystwa uczone, i wszelkie zakłady, które do rozkrzewiania nauk,
 
lub do wychowania młodzieży są potrzebne; w tym duchu dobro-
 
czynnych zamiarów, najłaskawiej raczył i tę Wileńską utwierdzić
 
Akademię, która nieprzerwanym prac usilnych ciągiem, czysta o po-
 
mnożenie światła nauk i dobre wychowanie młodzieży gorliwością,
 
wiernem wszelkich obowiązków swoich wykonywaniem, nieśmiertelną
 
najłaskawszego monarchy pamięć czcić i poświęcać nie przestanie!«
 
 
  Nie były to czcze pochlebstw narzuconych kadzidła,
 
owe ody, któremi księża Golański i Poczobut święcili sławę
 
młodego monarchy i nadzieje ludów berłu jego podległych.
 
 
 
  Czyliż w tym dniu na rzymskich pieniach zbywać będzie?
 
Zawszeż wiszą posępne mgły? lub akwilony,
 
W nierównym nawałnice miotając zapędzie
 
Okoliczne Ponarskich gór szturmują strony?
 
Czy zawsze tylko nucić czasy nieszczęśliwe?
 
I w szkodnym losie nie dać odpoczynku myśli?
 
Mniejszy od wiecznych zrządzeń, na co umysł tkliwe
 
Próżno chęć i morduje i przyszłości kreśli?str 176
 
CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ SIEDEMNASTY.
 
 
Na lądzie i na morzu milszy czas nastanie,
 
Skoro szturmy ustaną i wicher burzliwy.
 
A po dżdżystej z gromami nocy, w swym rydwanie
 
Jaśniejszym się nazajutrz zda Felbus życzliwy.
 
 
O! Jak wdzięczne od tronu łaskawe promienie
 
Wspaniała Alexandra wszędzie ręka sieje!
 
Inna juz rzeczy biorą postać i znaczenie,
 
Juz się na złotych skrzydeł podnoszą nadzieje...
 
 
 
str 177
 
CZĘŚĆ TRZECIA.
 
 
TOWARSZYSTWO WARSZAWSKIEstr 179
 
ROZDZIAŁ XVIII.
 
 
Posiedzenie Grudniowe 1801 r. Na cześć zmarłego Krasickiego. Pochwała Dmochowskiego.
 
Odczyty Albertrandego, Czackiego i Sapiehy.
 
 
Pragnąc uczcić uroczystym obchodem pamięć zmar-
 
łego w tymże 180I r. księcia arcybiskupa gnieźnień-
 
skiego, Ignacego Krasickiego, Towarzystwo przyjaciół nauk
 
odbyło w dniu 12 grudnia tegoż roku posiedzenie publiczne
 
»przy licznem obojej płci — jak o tem donosi Nowy Pa-
 
miętnik z grudnia 1801 r. — zgromadzeniu. Miły był
 
widok dla człowieka myślącego, ten zbiór dam najpierw-
 
szych, ludzi dojrzałych, mających zasłużoną w publiczno-
 
ści sławę i kwitnącej młodzieży. Zaiste, powiedział sobie,
 
jeszcze gust nauk nie wygasł, jeszcze to, co najszlachetniej
 
zajmuje dusze, co najmilej zaprząta umysł człowieka, w ca-
 
łej swojej mocy zostaje, gdy pierwsze próby niedawno za-
 
wiązanego Towarzystwa, tak żywo interesują i tak liczną
 
zaszczycane są przytomnością«.
 
  Zapowiedziane odczyty X. Albertrandego: o Muzach,
 
Franciszka Dmochowskiego: Pochwała Krasickiego,
 
Aleksandra ks. Sapiehy: o systemie metrycznym
 
i Tadeusza Czackiego: o dziesięcinach, stanowiły wa-
 
żna do tak licznego zgromadzenia publiczności przynętę.
 
 
12*str 180
 
CZĘŚĆ  III. ROZDZIAŁ OŚMNASTY.
 
 
  «Nikną z oczu naszych — temi słowy, między innemi, zagaił
 
owo posiedzenie prezes — pochłonieni w powszechnej ludzkiego ro-
 
dzaju toni, ci, na których szczęśliwym dowcipie, rozległej nauce, pra-
 
co" ilości  nieustającej, największe Towarzystwo nasze gruntowało
 
nadzieje; a na publicznych posiedzeniach wzywać przezacnych słu-
 
chaczów musimy do żałowania swej straty, do utyskiwania nad wla-
 
naszą niedolą. Żałobną mogiłę wiekopomnego Józefa Szymanow-
 
skiego w świątynię nieśmiertelności przemieniła cudotwórcza moc
 
wspaniałej wymowy. Podoimy hołd dziś oddany będzie poważnej pa-
 
miątce Ignacego Krasickiego, arcybiskupa gnieźnieńskiego, którego
 
ostatnie prawie mdlejące wyrazy były: oświadczenie żywe ukonten-
 
towania swego z utworzenia tego towarzystwa i chęci przyłożenia
 
się do wszelkiej onego pomyślności. A bodajby klęski nasze na tej
 
się Stracie zakończyły!  Ale ani rozdrażniać tkliwej umysłom rany
 
nie przystoi, ani w mojej jest mocy ukoić przejęte żalem serca. Sza-
 
nując pogrobową nawet skromność tych wielkich ludzi, nie przywalę
 
ozięble ich zwłok dumnym onym napisem, który Anglicy Newtonowi
 
wyryli ale w skromniejszych wyrazach powiem:  winszujmy sobie,
 
niech pozostała publiczność sobie winszuje, że. takich mężów współ-
 
czesna była. A jeśli ów aktor w starożytności, aby siebie, aby przy-
 
tomnych rozrzewnił, urnę z popiołami jedynaka syna W rękach trzy-
 
mając, łzy przyrodzone w kunsztowne przemienił; nie może Igna-
 
cego Krasickiego pochwala nie być najskuteczniejsza w uściech tego,
 
który nie urnę z zimnym popiołem, ale w rekach swoich ma złożony
 
depozyt nieoszacowanych dzieł, tchnących jeszcze duchem tak wy-
 
bornego dowcipu. Zbieg okoliczności, lub traf szczęśliwy, sprawił, iż
 
pochwały męża, z rymotwórczych sztuk największa zaletę, najokazalszy
 
zaszczyt mającego, ogłoszone być mają przez najwyborniejszych
 
przekładaczów tych dwóch pisarzów, których wszystkie wieki ksią-
 
żętami rymotwórców być uznali. Ta szczęśliwa okoliczność powodem
 
mi jest, abym przezacnemu zgromadzeniu temu, nim Muz wycho-
 
wań ca najmilszego pochwały, przez muz nieodstępnych przyjaciół
 
usłyszą, Muzach powziętą, ze starożytnych źródeł podał wiadomość:
 
jako ku pomocy być mogąca do zupełniejszego rozpoznania pamiątek
 
starożytności, do objaśnienia mitologii i doskonalszego zrozumienia
 
pisarzów dawnych, mianowicie wierszopisów«.
 
 
 
  Obszerna dyssertacya Albertrandego, oparta na przy-
 
kładach, z klasyków zaczerpniętych, nie wniosła wpraw-
 
dzie do literatury ówczesnej epoki dorobku cennego, lecz
 
jako wyraz upodobań umysłów, w archeologii mitologicznej
 
rozmiłowanych, nosi na sobie cechę swego czasu i daje
 
 
str 181
 
POCHWAŁA KRASICKIEGO.
 
 
świadectwo bezużytecznej erudycyi, jaką naówczas ode-
 
rwanym zupełnie od życia przedmiotom poświęcano.
 
  Wzorem krasomówstwa, uietylko owoczesnego, lecz
 
i na zawsze takiem pozostać mogącego w literaturze oj-
 
czystej, była wspaniała mowa tłómacza Iliady, Franciszka
 
Ksawerego Dmochowskiego, poświecona pamięci Ignacego
 
Krasickiego. Nie można i sobie i innym odmówić rozkoszy
 
przytoczenia ważniejszych z niej ustępów, z uwagi na nie-
 
zwykle piękną jej formę i treść, odskakujące od szablonu,
 
zazwyczaj w tego rodzaju pochwałach pośmiertnych sto-
 
sowanego.
 
  «Jeżeli z rzeczy ludzkich — rozpoczął mówca—może co sobie
 
rościć prawa do nieśmiertelności, to zapewne geniusz. Inne zalety,
 
bądź władzy, bądź bogactwa, bądź urodzenia, przemijająca maja
 
trwałość. Każą niekiedy pozornym blaskiem mniej uważne oczy; ale
 
zgon wraca je do nikczemności, z której się niesłusznie wydobyć
 
usiłowały. Sama nawet cnota, najpierwsze i największe między ludźmi
 
dobro, wkrótce nieznana gaśnie, jeśli pióro geniuszu nie wydrze jej
 
zapomnieniu i nie zapisze w księgę nieśmiertelności. Sam tylko ge-
 
niusz żyje z siebie: on jest i przedmiotem i sprawca swojej chwały,
 
on sani tworzy dzieła godne wieków, a te same dzieła stają się dla
 
niego niezatarta pamiątką».
 
  «Któż ze współczesnych nad Krasickiego może być pewniejszy
 
tego gatunku chwały? kto nad niego może sobie dłuższe obiecywać
 
życie w pamięci potomności? Póki się utrzyma język polski,
 
ta znakomita i najkształtniej ukrzesana gałęź sło-
 
wiańskiego języka, póty jego imię wspomniane będzie, z tem
 
uczuciem, jakie dzieła jego w każdym z czytających wzbudzają. Co
 
mówię! Dzieła jego przyłożą się do utrzymania tego języka. Najod-
 
leglejsi potomkowie chciwi, tych samych kosztować słodyczy, które
 
w czytaniu Krasickiego ich pradziadowie czerpali, uczyć się będą
 
ich mowy i prześlą ją swoim następcom».
 
  «Zaiste, mąż tak wysokich talentów wyższy jest nad wszystkie,
 
pochwały. Żyje on i żyć będzie z siebie; i ten wieniec, który sam
 
swoją ręka uplótł, nie potrzebuje żadnej ozdoby z przydanych obca
 
ręką kwiatów. Ale posłuszny być winienem rozkazom zgromadzenia,
 
które uiszczając sie z swoich obowiązków, aby pamięci uczonych ludzi
 
winny hołd w gronie jego odbierało, mnie do tej posługi, tak dla
 
pochlebnej, wezwać raczyło. Należy się od tego zgromadzenia naj-
 
żywsza wdzięczność zmarłemu książęciu, że imię swoje w rejestr
 
jego najskwapliwiej zapisał, że w początkach zaraz największą gor-str 182
 
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ 0ŚMNA8TY.
 
 
liwość względem jego ustanowienia, utwierdzenia i skutków okazał.
 
Niestety! Jeśli niewcześnie dla siebie, za nadto prędko umarł dla
 
Towarzystwa, którego i najcelniejszą był ozdobą i byłby najużyte-
 
czniejszym członkiem. Dlatego, nie może być rzeczą obojętną dla
 
światłej publiczności, posiedzenia nasze tak liczną przytomnością za-
 
szczycającej, słyszeć rzecz o mężu, którego dzieła z takiem czyta
 
ukontentowaniem, a ja, największy stad puchop, największa śmiałość
 
biorę, że o Krasickim mówić będę«.
 
  »Żyjemy w tym wieku, kiedy opinia, do prawideł natury i ro-
 
zumu zwrócona, ceni ludzi podług osobistej ich wartości. Wyschło
 
dziś źródło owych pysznych pochwał, tak obficie szalowanych, a z ta-
 
kiem unudzeniem słuchanych. Nie pytają się teraz, jak długi szereg
 
przodków liczyć może? ale jakim był i co uczynił? Szczęśliwa zaiste
 
zmiana, która obaliwszy słabe podstawy, na jakich oparte dawniej
 
dumne bałwany, przywłaszczały sobie prawo do czci świata, każe
 
szukać rzetelnej chwały: w talentach, zasługach i cnocie. Taką sobie
 
zapewnił Krasicki. Miał on wszystkie zaszczyty panującej dawniej
 
opinii. Lecz tak je zaćmił osobistą swoją wartością, iż samo ich wspom-
 
nienie zdawałoby się ujmą jego chwały. Dowcip jego, talenta, przy-
 
mioty, stawia go w rzędzie najznakomitszych ludzi, jakiemi się ta
 
ziemia w oczach Europy i potomności zaszczycać będzie«.
 
 
  Po treściwem przedstawieniu żywota Krasickiego
 
i po szczegółowym rozbiorze dzieł jego pod względem bo-
 
gactwa ich treści i formy językowej doskonałej, kończy
 
mówca swoje wywody pięknem porównaniem:
 
 
  »Miała razem dwóch ludzi Polska, których dzieła lubiła czytać
 
i porównywać, a na których, jak na dwie celne literatury swojej
 
Ozdoby, patrzyła: Naruszewicza i Krasickiego. Pierwszy wychowany
 
w surowej szkole uczonego Zgromadzenia, drugi, wykształcony w po-
 
lerownej szkole świata, wzięli odmienne na umysłach piętna, które
 
na swoich pismach wycisnęli. Ztąd Naruszewicz poważny, a w samych
 
żartach ciężki: ztąd Krasicki miły, zabawny, ujmujący. Obadwa ob-
 
darzeni świetnemi od natury talentami; lecz Naruszewicz więcej
 
sobie zadawał pracy: Krasicki więcej szedł za swoim dowcipem. Na-
 
ruszewicz miał więcej głębokości. Więcej świetności - Krasicki. Tamten
 
się zapuszczał w nieprzebrnione morze erudyi, ten biegał po uśmie-
 
chających się imaginacyi przestrzeniach. Krasicki w pierwszej zaraz
 
młodości nabrał dobrego smaku. Naruszewicz w początkowej edu-
 
kacyi wyczerpął coś z szumnego stylu, który niedawno panował
 
w Polsce i nigdy się zupełnie z tej wady otrząsnąć nie mógł. Dlatego
 
Krasicki zawsze gładki, naturalny; Naruszewicz często szumny, a cza-
 
sem nadęty. Naruszewicza niezmierna Z początku chwała wierszopiska,
 
 
 
str 183
 
ROZPRAWA Ks. SAPIEHY.
 
 
coraz w oczach ludzi gustownych zmniejszała się, a natomiast wzra-
 
stała sława jego dzieł, pisanych proza. Krasicki, mimo pięknych i do-
 
wcipnych dzieł, niewiązaną mowa wydanych, utrzymał celniejszy
 
zaszczyt z poezyi. Obadwa ludzie rzadcy, wzajemnie siebie szanu-
 
jący, byli ozdoba narodu i światłem nauk polskich. Lecz Narusze-
 
wicz pójdzie do potomności jak tlómacz Tacyta i dziejopis. Krasicki
 
jako — poeta. Naruszewicz będzie w reku uczonych, Krasicki —
 
w reku wszystkich«.
 
 
  Z działu umiejętności ścisłych Alexander ks. Sapieha
 
odczytał obszerną rozprawę o stosunku nowych
 
miar i wag francuskich z litewskiemi i pol-
 
skiemi.
 
  Wykład jego jasny i popularny obudzi] ogólne zajęcie.
 
Przykładowo, dla wykazania zalet owego wykładu, przy
 
taczamy tu wyjaśnienie systematu metrycznego francu-
 
skiego słowami mówcy:
 
 
  «Znaleziono zgodnie prawdziwą odległość północnego bieguna
 
naszej ziemi od ekwatora. Tc odległość podzielono na dziesięć milio-
 
nów części. Z tych jedną część dziesieciomilionową znalazłszy dogo-
 
dna w swojej długości do miary w pospolitem używaniu ludzkich
 
potrzeb, oznaczono te jedne decymalną część kresy między biegunem
 
i ekwatorem za bazę, to jest, za elementarna jedność wszystkich
 
miar i wszystkich wag i tę zachowaną cześć, na linii południowej
 
nazwano metre. On wynosi na dawna miarę francuska trzy stopy
 
i Misko ośmiu setnych części; na nasza mian; polaka, łokieć jeden
 
i więcej jak szósta cześć onego«.
 
  »Ten metr kwadrując, użyto za elementarna jedność do miar
 
rozległości powierzchnich. Sto kwadratowych metrów nazwano arą,
 
z którego składają się morgi, włóki i t. d.«
 
  »Ten metr zrobiono elementarna jednością nietylko miar roz-
 
ległości, ale i miar miąższości. Wzięto dziesiąta cześć tego metra
 
i w takiej wysokości zrobiono w formie kubicznej naczynie, którego
 
wielkość wynosi blizko naszą kwartę. Francuzi nazwali to litre
 
i oznaczyli za pierwiastkową jedność wszystkich miar miąższości,
 
czyli kwart, garców, korców i t. d.«
 
  »Tenże metro zrobili również elementarna jednością wszyst-
 
kich wag. Wzięto setną cześć metra i w takiej wysokości zrobiono
 
kliniczne naczynie. To napełniono woda dystylowaną, tę wodę za-
 
mrożono do stałego lodu i potem w machinie pneumatycznej, zupełnie
 
od powietrza wypróżnionej, ważono. Taki ciężar wody nazwanostr 184
 
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ OŚMNASTY.
 
 
gramme, i oznaczono odtąd, jako niczem nieskażoną elementarną
 
jedność wszystkich wag«.
 
  Koniec posiedzenia wypełniła dyssertacya Czackiego
 
o dziesięcinach, która pomimo upływu stulecia od
 
chwili jej ogłoszenia, nie straciła dotąd wartości jedynego
 
źródłowego w tej kwestyi dokumentu.
 
  Z dotychczasowych posiedzeń Towarzystwa sesya
 
12 grudnia 1801r. należała do najrozgłośniejszych. Cały
 
kraj z zapałem odczytał wydrukowaną pochwałę Krasic-
 
kiego i zaliczył ją do arcydzieł krasomówstwa polskiego.
 
  Minister pruski Schulenburg — ten sam, który, przed
 
kilkoma laty przedtem, pierwszy obwieścił urzędownie za-
 
miar poprzedniego króla pruskiego przyłączenia do monar-
 
chii dzielnic Rzplitej z Toruniem i Gdańskiem, na satys-
 
fakcyę klęsk poniesionych w r. 1792 w wojnie z Francyą —
 
bawił właśnie w owym czasie w Warszawie i pospieszył
 
do siedliska Towarzystwa, by wynurzyć jego prezesowi
 
żywe zadowolenie z prac uczonego grona, a jednocześnie
 
i chęć należenia do liczby jego członków.
 
  Ksiądz Albertrandy wystosował do niego w dniu 14
 
stycznia 1802 r. odezwę w języku francuskim tej osnowy:
 
  »Monseigneur! Il a plu a Votre, Excellence non seulement
 
d'accorder sa puissante protection a notre Société naissante, mais
 
encore de permettre, qu'en illustrant de Son nom, elle puisse se flatter
 
de profiter de ces lumieres. Il est bien juste, que, de son coté elle
 
tache de se montrer digne de tout davantages et qu'elle rende autant
 
qu'il est en elle, par des preuves non équivoques, un témoignage
 
éclatant de sa reconnoissance. Elle ne croit pas pouvoir mieux rem-
 
plir ce dévoir, qu'en mettant sous les yeux de Votre Exc. le produit
 
de ses travaux precedens, par lesquels elle éspere prouver son utilité
 
pour le présent et prendre de plus grands engagements pour l'avenir.
 
L'eloge du Prince Archeveque de Gnesne, membre do notre société,
 
a rendu notre derniere séance publique tres intéressante, mais jus-
 
qu'ici il n'a été publiée qu'en polonois. La meme séance h présenté
 
a l'assemblée les trois pieces suivantes que nous prenons la liberté
 
de lui offrir. Les deux premieres, qui ont pour auteurs: le prince
 
Sapieha et le comte C'zacki roulent sur des objets de la plus grande
 
Importance. Le troisieme, lu en polonois, niais traduit en latin par
 
I auteur, est un recueil de ce que les plus célebres écrivains ont pro-
 
 
str 185
 
CZACK1 O DZIESIĘCINACH.
 
 
duits sur un objet, qui ne sauroit etre indifférent a la littérature.
 
L'auteur est celui, qui, plein de reconnoissance pour la protection, que
 
V. E. daigne lui accorder et du soin qu'Elle veut bien prendre de
 
avancement, a l'honneur île se dire, avec tous les sentiments du
 
plus profond respect Monseigneur de. Votre Exc. etc.»64).
 
 
  Nie tyle — potrzeba zjednania sobie wyjątkowej opieki
 
władz pruskich nad miodem Towarzystwem, ile konieczność
 
zapewnienia sobie względnej swobody w rozwoju jego dal-
 
szym, dyktowała przezornym kierownikom słowa bezgra-
 
nicznego zaufania do dobrych rzekomo intencyj tychże
 
władz, względem zadań, jakie sobie Towarzystwo nakreśliło.
 
Nie uchylił się, od tego politycznego programu i Czacki
 
w rozprawie o dziesięcinach, w której, projektując ich za-
 
mianę na osep zbożowy, uważał za konieczne uderzyć
 
w nutę oportunizmu.
 
  »Upadla samorządność narodu — tak zakończył Czacki swą
 
przemowę — zostać powinna ufność w opiece rządowej. Nie mamy
 
udziału w władzy narodowej, ale nikt nam nie zaprzecza prawa, mó-
 
wić z otwartością o naszych potrzebach. Niech ta czuła zmiana nie
 
wdraża w nas niedołężności. Nieśmy z rozsądkiem i uszano-
 
waniem wyjaśnienie prawdy w wspanialej prostocie. Ona jest
 
tern bóstwem, przed k torem mocarz i naród rzucać winien kadzidło.
 
Ci, co nami rządzą, wyznają świetna powinność wymierzania nam
 
sprawiedliwości. Wzywam jej dla stosunku potrzeb i praw większej
 
części mieszkańców tej ziemi!«str 186
 
ROZDZIAŁ XIX.
 
 
Posiedzenie Majowe 1802 r. Program prac Towarzystwa. Potrzeba opracowania Instoryi
 
krajowej. Mowa Albertrandego.
 
 
Następne, z kolei trzecie, publiczne posiedzenie Towa-
 
rzystwa, odbyte 15 maja 1802 r., ważnem się stało
 
z tego względu, że na niem, po raz pierwszy, z obłoków
 
ogólnikowych projektów i najlepszych chęci, wysnuwać się
 
zaczęło wyrazistsze oblicze tych robót piśmienniczych ogól-
 
niejszego znaczenia, jakie członkowie Towarzystwa wyko-
 
nać postanowili
 
  Oddawszy dań należną polityce chwili, w słowach:
 
»mamy tę już chlubę i pociechę, iż, uznana z jednej strony
 
zamysłów naszych nieskażona przystojność zjednała nam
 
zaufanie troskliwej o szczęśliwość tych krain
 
zwierzchniczej władzy,« a z drugiej, zapowie-
 
dziawszy przyrzeczony w nakładach na wydawnictwa
 
Towarzystwa udział czynny »odłączonych losem, spojo-
 
nych zamiarów wspólnością, przezacnych obywatelów od
 
najodleglejszej ściany«, wyliczył prezes Albertrandi sze-
 
reg książek, bądź już opracowanych, lub też w robocie
 
będących, któremi niezadługo piśmiennictwo ojczyste wzbo-
 
gaconem będzie. Już tego samego dnia »w wielkiej oblito-
 
 
str 187
 
PLANY OPRACOWANIA HISTORYI.
 
 
ści po całym kraju, bezpłatnie rozdaną być miała sianka
 
obyczajowa dla ludu« zmarłego niedawno przedtem
 
członka Towarzystwa X. Piramowicza; zapowiedziano
 
nadto tablice wag i miar ks. Alexandra Sapiehy,
 
rozprawę o Koperniku Jana Śniadeckiego, grama-
 
tykę polską X. Kamieńskiego, słownik języka
 
polskiego Lindego, pracy, »której już odebrane wzory
 
każą się spodziewać, iż nie tylko slow staropolskich, ale
 
i tych, których potrzeba później wprowadziła używanie,
 
i tych, którym narodowość polską ostatnie przyznały wieki,
 
wyrazów oraz językowi temu właściwych, najobfitszym
 
słownik ten stanie się składem i nieprzebrane ojczystego
 
jeżyka okaże dostatki«.
 
  Zapowiedziano część drugą Retoryki X. Piramo-
 
wicza, zaleconej ongi przez zacnej pamięci komisyę edu-
 
kacyjną, logikę Józefa Kalasantego Szaniawskiego, ma-
 
tematykę X. Zaborowskiego, architekturę braci
 
Stanisława i Alexandra hr. Potockich, chemię ks, Ale-
 
xandra Sapiehy, mineralogię Komarzewskiego, oraz
 
inne działy nauk przyrodniczych w opracowaniu Szeydla,
 
Jackiewicza i X. Jundziłła; nowe wydanie Iliady, w prze-
 
kładzie Dmochowskiego.
 
  Lecz najważniejszy ustęp mowy Albertrandego po-
 
święconym był naglącej potrzebie opracowania history i
 
ojczystej, która, skutkiem zgonu Naruszewicza, utra-
 
ciła jedynego, jak dotąd, swego orędownika i przedsta-
 
wiciela.
 
  Trudności tego zadania nie były obcemi Towarzy-
 
stwu. Z pomiędzy następców Naruszewicza, może tylko
 
jeden Czacki zdawał się najgodniejszym do podjęcia lak
 
olbrzymiego zadania. Do niego też, jak zobaczymy, zwraca
 
się Albertrandi ze słowem nadziei, iż od lego brzemienia
 
się nie uchyli. Wiadomo, jakie sprawa historyi pol-
 
skiej znalazła w tonie Towarzystwa rozwiązanie. Wia-
 
domo, że ono nie odpowiedziało ze wszystkiem oczekiwaniom
 
Towarzystwa i wymaganiom nauki. Lecz wina takiegostr 188
 
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DZIEWIĘTNASTY.
 
 
rezultatu dobrych zamiarów Towarzystwu obciążać nie
 
powinna. Zamiar rozebrania przez członków pojedynczych
 
panowań królów i epizodycznego traktowania różnych epok
 
dziejów polskich — spotkał się z czasem z gryzącą ironia,
 
Johana Bartoszewicza.
 
  »Sądziło Towarzystwo - pisał on - że przez to przy-
 
spieszy wielkie dzieło i zostawi narodowi historyę, przed
 
którą znikną wszelkie ogromy erudycyi i talentu. To do-
 
skonały rys epoki. Nikt historykiem nie bodzie z natchnie-
 
nia, dlatego nikomu nie można poruczać pisania historyi.
 
Towarzystwo przyjaciół nauk ani pojęcia nie miało
 
o skarbach, jakie się kryły dla naszych dzie-
 
jów w rękopismach; bez poznania tych źró-
 
deł chciało mieć historyę. Wtenczas literaci tak
 
łatwo przechodzili od przedmiotu do przedmiotu i ani się
 
domyślali, że do historyi potrzebują specyalnych wia-
 
domości, że muszą odbyć wprzódy jaką taką  aplikacyę.
 
Stąd belletrysta dzisiaj, jutro filozof, trzeciego dnia teore-
 
tyk i poeta, czwartego, stawał się - historykiem. Wśród ta-
 
kich pojęć o rzeczach, nic dziwnego, że się w istocie zaraz
 
znalazło wielu historyków...  Fakt to bardzo charaktery-
 
styczny... Był to spisek, że się tak wyrażam, jedno-
 
okich przeciw majestatowi historyi. Ludziom
 
liczonym z Towarzystwa przyjaciół nauk nie zbywało na
 
chęciach najlepszych, zbywało im tylko na potrzebnej
 
nauce i pojęciu ogromu przedsięwzięcia, na
 
które się dobrowolnie odważyli, sami nie
 
wiedząc, co robią. Zdumiewa ta ich spokoj-
 
ność«. 65)
 
  Widocznie nie odczytał Bartoszewicz przemowy X.
 
Aibertrandego, wypowiedzianej na posiedzeniu 15 maja
 
1802 r., jeśli tak krzywdzący czyni przedstawicielom To-
 
warzystwa zarzut.
 
  I Albertrandi, ów mąż zasłużony, którego odpisami
 
archiwalnemi do dziejów polskich, nietylko Naruszewicz,
 
lecz i cale następne żywiły się pokolenia dziejopisów, i ko-
 
 
str 189
 
TRUDNOŚCI ZADANIA.
 
 
ledzy jego, badacze, członkowie Towarzystwa, doskonale
 
rozumieli obowiązki, jakie majestat historyi nakłada na
 
pracowników tego działu umiejętności.
 
  Najwymowniejszym tego dowodem jest przemowa
 
Albertrandego, którą tu przytoczyć należy, gdyż stanowi
 
najlepszy komentarz i obronę Towarzystwa w tej sprawie:
 
 
 
  »Ale podobno troskliwa publiczność o honor imienia, którem
 
się te krainy niedawnemi czasy zaszczycały, spyta się, czyli na-
 
rodowa historya, jedna zaniedbana i śmiertelnym gła-
 
zem przywaloną zostanie? Nie daj Boże, aby Towarzystwo
 
nasze od siebie samego od rodne, tak daleko od zamiaru i przedsię-
 
wzięcia swego odstąpiło! Owszem, za własny swój i rodowity obo-
 
wiązek poczyta, wydrzeć niepamięci to imię, które na sercu każdego
 
natura wy piętnowała, a podać najodleglejszej potomności
 
wielkie wielkich przodków dzieła, ku sprawiedliwemu
 
onych ocenieniu i zasłużonemu uwielbieniu. Ale kto
 
będzie tak biegły w starożytności, tak sposobny, wieków od nas od-
 
dalonych rozpędzić ciemności; tak zdolny, rozmaitych narodów w cza-
 
sach dziczą zarosłych, opisać poniewierki? tak zdatny rozwiązać tru-
 
dności z upłynionych czasów krętego zaplatania  pochodzące? tak
 
ćwiczony w niedościgłych przemianach praw, zwyczajów i rządów?
 
tak znający namiętności, które największych dziel i przypadków
 
sprężyna były? tak bogaty w rekopisma, w których się najtajniejsza
 
część historyi zamyka? tak opatrzony dyplomatycznemi pismami,
 
które najpotężniejszem  są historyi  utwierdzeniem?  tak obfitujący
 
w  księgi pisarzów dawnych, których imiona nie tylko dla gminu,
 
ale i dla uczonych osobliwszą są nowością? tak obdarzony pamięcią,
 
która by to wszystko ogarniała, to wszystko w porę i podług potrzeby
 
stawiła? Kto do tych wszystkich przymiotów miłości i wytrwałości
 
pracy, gorliwości o pomnożenie nauk pożytecznych, przywiązanie do
 
imienia, które od pierwiastków życia nosił, doświadczenie na długiem
 
urzędowaniu i sprawowaniu najdelikatniejszych interesów nabyte,
 
serce od gwałtownych passyj, myśl od ciemnych przesadów wolną
 
przytacza; ten, początkową w kolebce zostającego narodu historyę, od
 
Naruszewicza nietkniętą, ten, w nachylonym narodu tego wieku prze-
 
rwaną, ten, w czerstwości, młodości opisaną, ale podobno gdzienie-
 
gdzie poprawy lub objaśnienia potrzebującą historyę, do pożądanej
 
doskonałości doprowadzi. Nie mówię, kto to wykona? ale widzę
 
publiczność, odemnie do osoby w  pobliżu będącej oczy zwracającą,
 
a mnie pozostaje tylko powiedzieć: hic vir, hic est!«str 190
 
CZĘŚĆ III. ROZDZIAł DZIEWIĘTNASTY.
 
 
  Te zatem trudności udania, jakie w lat kilkadziesiąt
 
później Bartoszewicz wyliczył, dziwiąc się spokojowi su-
 
mień członków Towarzystwa, jakoby ich zupełnie nieprze-
 
widujacych, znajdujemy jasno wyniszczono w przemowie
 
męża, tyle dla sprawy gromadzenia źródeł dziejowych za-
 
służonego. In magnis voluisse sat est.  Z podjętego zadania
 
wywiązało się następnie Towarzystwo, wedle sił,... obrawszy
 
tę drogę, którą i do dziś dnia nauka uważa za najodpo-
 
wiedniejszą do zbudowania w przyszłości całokształtu dzie-
 
jów ojczystych. Działy »pojedynczych panowań
 
królów« z epoki Tow. przyj. nauk, zastępują dziś drobia-
 
zgowe monografie, bez których, o całości dziejów i ma-
 
rzyc nawet nie podobna.
 
  Koniec posiedzenia 15 maja 1802 r. wypełniła roz-
 
prawa Jana Śniadeckiego, nadesłana z Krakowa: O obser-
 
wacyach astronomicznych, jak również Po-
 
chwała zmarłego X. Grzegorza Piramowicza,
 
wypowiedziana przez Stanisława Kostkę hr. Potockiego.
 
 
str 191
 
ROZDZIAŁ XX.
 
 
Przedmioty dyskussyj członków na posiedzeniach prywatnych. Poczucie potrzeby łączności
 
z literaturami innych narodów. Uwagi Albertrandego nad oświatą rodzimą. Inne tematy narad.
 
 
To, co owej szczupłej garstce pracowników, skupionych
 
około obywatelskiej myśli podniesienia poziomu umy-
 
słowego społeczeństwa rodzimego w początkach wieku bie-
 
żącego, nadaje cechę istotnych myślicieli, świadomych celu
 
swego zadania, spoczywa nie tyle w różnorodności projek-
 
tów, jakie, gwoli zaspokojeniu potrzeb najnaglejszych oświaty
 
krajowej, planowała; ile przeważnie - w dążeniach do utrzy-
 
mania społeczeństwa rodzimego na tem stanowisku, jakie
 
mu, z racyi jego dotychczasowych, a niezaprzeczonych,
 
zasług kulturalnych, W świecie cywilizowanym się na-
 
leżały.
 
  Odczuwali to dobrze członkowie Towarzystwa przy-
 
jaciół nauk. że u gronie narodów europejskich, Polska,
 
jakkolwiek politycznie z rzędu państw wykreślona, pod
 
względem dorobku swego umysłowego, nie najniższe zaj-
 
mowała stanowisko; że literatura czasów Stanisławowskich,
 
jakkolwiek nie jaśniejąca wybitniejszemi talentami, mogła
 
była wszelako wykazać się dorobkiem nie pośledniejszym,
 
jeśli nic treścią, to bogatą i poprawną formą zewnętrzną
 
str 192
 
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY.
 
 
wobec literatur Zachodu, a, w każdym razie, obfitszym
 
i wspanialszym nad wszystkie ówczesne pobratymcze pi-
 
śmiennictwa Słowian.
 
  Z tem wszystkiem, ze skromnością, właściwą jedynie
 
umysłom wyższym, ciż sami członkowie uczonego grona
 
odczuwali, iż wielu jeszcze warunków brakowało literatu-
 
rze rodzimej, by zapewnić jej możność dalszego rozwoju;
 
W pierwszym zaś rzędzie, odczuwali w niej brak twórczości
 
samodzielnej, oryginalnej, i nadmiar, jeśli nie wyłączną ce-
 
chę naśladownictwa treści i formy — zapożyczonych z Za-
 
chodu.
 
  Na konieczność zatem podniesienia twórczości rodzi-
 
mej w duchu samodzielnym zwróciło uwagę w dyskusyach
 
swoich Towarzystwo przyjaciół nauk; a uwagi w tym przed-
 
miocie, przez Prezesa Albertrandego uczynione, są tak do-
 
niosłej wagi i tak charakterystyczne, że zasługują na pod-
 
niesienie i wyróżnienie, właśnie w dobie bieżącej, w której,
 
dzięki twórczym talentom, czysto rodzimym, literatura ta
 
doszła nietylko do niebywałego rozkwitu między swymi, ale
 
nawet dostąpiła zaszczytu, iż cały świat ucywilizowany
 
szczerze się nią począł interesować.
 
  Dyskusye w sprawie warunków podniesienia piśmien-
 
nictwa polskiego i wzbogacenia jego języka, prowadzone
 
zaraz w pierwszych początkach bytowania Towarzystwa,
 
nie były dotychczas znanemi. Słabe jedynie jej odgłosy mie-
 
szczą się w przemówieniach prezesa Albertrandego na po-
 
siedzeniach publicznych, lecz nie dają one przybliżonego
 
nawet wyobrażenia o głębokości i trafności uwag czcigo-
 
dnego przedstawiciela inteligencyi swojskiej ówczesnej,
 
o świeżości jego poglądów w sprawie tak ważnej, nie po-
 
zbawionej bezpośredniego znaczenia i w czasach dzisiej-
 
szych, Przytoczyć je należy w tem miejscu in extenso, we-
 
dług notat w aktach Towarzystwa odnalezionych.
 
  Wykazując konieczność usiłowań w celu rozszerzenia
 
terytoryalnego wpływu twórczości rodzimej i spopulary-
 
zowania dorobku umysłowego polskiego wśród ludów Eu-
 
 
 
str 193
 
 
Akwarela nieznanego artysty dworu Landgrafa Hessen darmasztadzkiego
 
Ludwika X z r. 1800, (z kollekcyi MatBersohna).
 
 
13str 194
 
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY.
 
 
ropy, w te słowa, przemówił Albertrandi do członków To-
 
warzystwa na jednej z sesyj prywatnych, odbytych na
 
schyłku roku 1802:
 
 
  »W pierwszych wiekach zwolna wzrastającej filozofii, ci, co
 
w wiadomościach do tego rzędu należących, nieco nad gminem pro-
 
stym unosili się; napuszeni wysokiem o swej umiejętności rozumie-
 
niem, szumny tytuł sophów, albo mędrców, sobie przywłaszczali.
 
Pierwszy Pythagoras, zmierzywszy okiem przestrzeń  tak  rozlepia
 
nauk, w skład prawdziwej mądrości wchodzących i bacząc, jak wiele,
 
nawet najwięcej umiejętności posiadającym, do przyznania sobie
 
chwały mądrych nie dostaje, przestał na skromnej nazwie filozofa,
 
to jest mądrości miłośnika. Ten wielkiego męża przykład mie-
 
liśmy na myśli, kiedyśmy tworząc to nasze. Towarzystwo, znane je
 
mieć chcieliśmy światu pod skroninem imieniem — przyjaciół
 
nauk. Ale, jak skromną jest ta nazwa w wyrażeniu, tak rozległa
 
jest w przedstawieniu, tak ważną i uciążliwa w powinności. Przyja-
 
cielami być przedsięwzięliśmy nauk, nie w tem rozumieniu, jak
 
wielu się przyjaciółmi, albo, iż słowa obcego użyję, amatorami rymo-
 
twórstwa, sztuki, malarstwa, lub muzyki, mianuje;  choć nigdy, ani
 
wierszy nie składali, ani pędzla w ręce nie wzięli, ani dźwięku in-
 
strumentu, samego przez się, nie doświadczyli. Nasze przedsięwzięcie
 
jest: być przyjaciółmi nauk czynnymi, aby, za staraniem naszem,
 
dawne ich zabytki zachowane były i nowe.mi dostatkami zbogaconc,
 
aby wzrost, który w obcych krajach ustawicznie biorą, skutkiem był
 
nietylko cudzego przemysłu, ale i naszej gorliwości, aby i tu
 
zarodziły się szczęśliwie krzewiny, godne przesadzenia do naj-
 
bujniejszych niw zagranicznych.
 
  »Zmierzając do tak chwalebnego kresu, liczne trudności drogę
 
zagradzają, które, nie inaczej, jak tylko usilną i niezwątloną pracą
 
mogą być uprzątnione. Trzeba najprzód zwyciężyć trudność, która
 
z samego języka pochodzi. Nie znali takowej zawady ani Grecy,
 
ani Rzymianie i, dla tego, po upadku nawet ich państwa, aby naro-
 
dowa ich chwała, jednako z władzą, potokiem zarwaną nie była,
 
przestać na pracach poprzedników swoich mogli, chociaż rozpościera-
 
jąca się coraz bardziej noc barbarzyństwa onychże samych ogarnęła«.
 
  »Pozbawiony jest tego zaszczytu nasz język rodowity; a lubo
 
odwołując się do pierwiastkowego języka słowiańskiego, panowanie
 
onego, od Kamczatki, do morza Adryatyckiego rozciągamy, jednak
 
te, rozsypane miedzy dzikiemi narodami szczepu słowiańskiego osa-
 
dy, nie wicie do upowszechnienia języka słowiańskiego są pomocne,
 
zwłaszcza przy tak wielkiej dyalektów różnicy, przy tak uporczy-
 
wem do własnego kształtu mowy przywiązaniu, przy tak zwanych.
 
 
str 195
 
MOWA  X. ALBERTRANDEGO.
 
 
sporach o przewyższającej w różnych dyalektach gładkości mowy,
 
przy  odmiennym zupełnie, albo po części w Illiryi, w Bulgaryi,
 
u Chrobatów, u Serbów, u Rosyan, u Czechów, u Polaków, składzie
 
samegoż abecadła, gdzie prostota, łatwość, wygoda, uprzedzonym
 
zdaniom, nawyknieniu, ślepemu starożytności poszanowaniu — ustą-
 
pić muszą. Przydać jeszcze do tego trzeba, że żaden ze słowiańskich
 
dyalektów, w układ wychowania, dziś w Europie kwitnącego za gra-
 
nicą narodu, takowych dyalektów używającego, nie wchodzi, kiedv,
 
od lat więcej stu, jakikolwiek polor mający Skandynawowie, Rosya-
 
nie, Brytańczykowie, Polacy i ościenne Niemcy, język francuski,
 
później trochę angielski, nieodbicie warunkom przystojności ćwiczeń
 
w pierwiastkach wieku poczytali, skąd poszło, że uczone nawet To-
 
warzystwa, nie. dla swego tylko kraju, ale dla ludzkiego rodzaju
 
pracując, zniewolone zostały, pisma swoje i mądre wynalazki ogła-
 
szać albo francuskim językiem, jak: akademia królewska w Berlinie
 
i w tych czasach petersburska, albo onym powszechnym językiem
 
łacińskim, jak niegdyś taż sama petersburska i lipska, która to osta-
 
tnia, rodowitego swego języka dopiero naonczas używać poczęła,
 
kiedy dzieła najwybitniejsze, w niemieckim języku wydane, kiedy
 
stan nauk na stopień wysokiej doskonałości wyniesiony, ciekawość
 
języka niemieckiego w obcych narodach wzbudziły.
 
  »Nie zostaje nam tedy, dla uwiecznienia narodu naszego w pa-
 
mięci cudzoziemców (gdyż w naszej wiekować nigdy nie prze-
 
stanie), jak tylko — większą, niż w rzeczy samej ma, wzię-
 
tość językowi naszemu obmyśleć; a kiedy inne wsławienia
 
sie sposoby jemu są odjęte, albo przynajmniej uszczuplone, nie zo-
 
staje, mówię, jak tylko: liczne mi, pierwszorzędnemi, dzie-
 
łami i przyłożyć się do pomnożenia dostatku literatury,
 
abyśmy, tym sposobem, w narodach obcych chęć wzbudzili nabywa-
 
nia dostatecznej wiadomości naszego języka, a tem samem rozprze-
 
strzenili sławę nauki narodowej.
 
  »Naśladownicze dzieła słabą są ponętą dla podejmowa-
 
nia tak wielkiej pracy, jaką jest nabycie języka, od innych, dziś uży-
 
wanych, tak bardzo się różniącego, a ledwieby jaki, słowiańskiego
 
rodu, literat odważył się tak wielkim nakładem tak małą pozyskać
 
korzyść.
 
  »Rzekłem: oraz licznemi, bo jeśli z dzieł naszych, przez
 
trzy, lub cztery wieki, ledwie się kilka znalazło, co sobie honor prze-
 
łożenia ich na inny język zjednały; jedna lub druga księgi do wia-
 
domości obcych dochodząca, nie zdoła wysokiego u nich wzbudzić
 
zdania o naszej literaturze.
 
  »Naszej więc pracy zamiarem być powinno: nadać językowi
 
naszemu ona sławę, one u obcych zalety, aby przez nas posu-
 
 
13*str 196
 
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY.
 
 
nietym został aż do stopnia onego, na którym inne sła-
 
wniejsze europejskie języki już stanęły.
 
  »Ale choćbyśmy nawet przestali na samem oświeceniu
 
współziomków naszych, nie uniknęlibyśmy trudności, słusznie
 
nas zatrważać mogącej, która się znajduje — w rozmnożeniu ksiąg pra-
 
wdziwie pożytecznych, nawet istotnie potrzebnych, jako źródła jedy-
 
nego wszelkiego wyboru, mocniej zalecających imię narodowe i wytrwa-
 
łość onemu zapewnić, w następnych pokoleniach mogących.
 
  »Okazują wprawdzie z niejaką dumą przeciągłe rejestra pisarzy
 
rodaków naszych przez te kilka wieków, gdy obfitsze światło nauki
 
u nas zajaśniało, na publiczne światło wydanych, ale z tej liczby,
 
aż do zaczęcia wieku siedmnastego, wyłączyć trzeba więcej jak trzy
 
czwarte części pisarzy, których, na on czas panujące o religię spory
 
potrzebnemi czyniły: wyłączyć i tych trzeba, którzy z powołania,
 
z gorliwości, z obowiązku urzędu swego, te materye objaśnić przed-
 
sięwzięli, które ustawami Towarzystwa od zamiarów naszych są od-
 
dalone; wyłączyć i tych, których, z wzorami pilne porównanie, niedo-
 
kładność okazuje; którzy zatem, i z poprzednimi, za — nauczycieli tylko
 
języka i świadków używania onego w świecie powinni być poczytani.
 
Wyłączyć jeszcze, albo raczej wymazać, z rejestru tego trzeba niele-
 
dwie że wszystkich pisarzy XVII wieku, w którym smak prze-
 
wrotny najcelniejsze dowcipy zaraził; którą to w brakowaniu pisa-
 
rzów surowość do połowy prawie ubiegłego wieku rozciągnąć należy.
 
Od tego czasu szczęśliwsza zaiste i narodowemu honorowi co do nauk
 
pomyślniejsza zaczęła się epoka. Ale jeśli w świetnym szyku poczet
 
godnych sławy swojej pisarzów stawa, nie mogę za tym okazałym
 
glejtem nie widzieć chałastry (!) niezmiernej i motłochu nikczemnego
 
zmarzłych i mrożących rymotwórców, nudzących, lub gorszących,
 
romansowych bajknpisarzów, sprośnych dramatystów, podłych tlóma-
 
czów, jednych, co pomiotła obcych narodów za skarby udać chcieli,
 
drogich, co rozumną wymowę, zdania wspaniale, nauki najdokładniej-
 
sze, wyroki polityków i filozofów najpoważniejszych — w ferezye po-
 
dłości, nikczemności i nierozsądku oblekli. Cala więc księgarnia naro-
 
dowa, z polskich pisarzów złożona, do skromniejszej bardzo liczby
 
przywiedzioną zostanie...
 
  Cóż dopiero, kiedy zechcemy wziąść na uwagę nowe w litera-
 
turze odkryte potrzeby, świeże wynalazki przekształcenia nauk, skłon-
 
ności wieku! Jak wiele miejsc w tejże księgarni próżnych upatrzymy,
 
jak obszerne dla nas otworzy się pole pisania, jak ogromny zwali
 
się na nas ciężar pracy!
 
  »A że o skłonności wieku dopiero wspomniałem, nie mogę
 
milczeniem pokryć, iż się przyjaciele nauk tak gorliwymi o wzrost
 
ich pokazać powinni, iżby żadnej nie cierpieli zawady, ubliżającej
 
 
str 197
 
MOWA KS. ALBERTRANDEGO.
 
 
ich najzupełniejszej dojrzałości. Taką zaś, a to bardzo ważną, prze-
 
szkodą, jest porywcza wziętość, którą zwyczajnie moda nazywają
 
i niebaczny zapęd umysłów do jednego nauk gatunku, któremu, albo
 
powodzenie osobliwe, albo przychylność osób, z wytworności gustu
 
zaletę mających, albo płochych dowcipów tajna zmowa, szacunek
 
nadała.
 
  »W biegu życia mojego, takowej popędliwej wziętości, czyli
 
niesfornej mody, wiele przykładów widziałem. Kiedy Jezuici w zaciszu
 
domowem wady stylu poprawiać usiłowali, a Konarski publicznie je
 
hańbił i potępiał, wszyscy chcieli być krasomówcami.  Kiedy zorze
 
zdrowszej filozofii przez chmury perypatetyzmu przebijały sic, a Wi-
 
śniewski w Warszawie, Żebrowski w Wilnie, poczynali niektóre oka-
 
zywać doświadczenia fizyczne — wszyscy garnęli się do filozofii.
 
Kiedy z Niemiec do Polski przeniesiony Wolfius zasłużonych pochwal
 
wieńcem ozdobiony pokąsał się —wszyscy rzucili się do matematyki.
 
Kiedy sława gwiazdowidzów londyńskich, paryskich i innych zagra-
 
nicznych, postępkami w tej nauce, wybornemi naszych rodaków pra-
 
cami stwierdzona, po Europie rozeszła się — wszystkie ku niebu
 
oczy obrócone zostały, a jeśli liczbą innym się nie zrównali, sprawił
 
to wstręt trudów do tej nauki przywiązanych, sprawił narzędzi po-
 
trzebnych niedostatek.
 
  »Kiedy Krasickiego, Naruszewicza, Szymanowskiego, Trembec-
 
kiego, Kniaźnina i kilku innych na łonie nieśmiertelności złożone
 
wiersze zjednały sobie sprawiedliwego tych rzeczy szacunkarza po-
 
chwały i łaskawe względy — wysypała się na polskie niwy jak sza-
 
rańcza, zgraja rymotwórców, czyli rymopotwórców, których gło-
 
sek jednobrzmiących parzyste zaprzęgi wlokły zbiory niezmierne
 
bąblów, lazaret rozumu, czcze gładkości, czułości, sensu, wyrazy.
 
Słowem, przeżyłem błyszczące się na przemian i zwykle widziadła:
 
encyklopedystów dumę, ekonomistów rachuby, rolników i gospodarzy
 
wynalazki, polityków szperania, sapały dramatystów, gallomanów
 
zagorzałych wschodzące, przyćmione, i ledwie nic zgasłe, nauki i kun-
 
szty, zaprzątnienia, bawidła, gruntowną i porywcza plochość.
 
»Nie dlatego to mówię, iżby wziętości, albo modzie, która
 
skłonności ludzi jest dowodem, pozwolić czego nie należy. Ale powsze-
 
chnem, Towarzystwo, rządzącem się prawem, nie podlegającem usta-
 
wom przemijającej ludzkiej namiętności, — upatrować, utrzymać i wspie-
 
rać wszelką usilność powinno, co powszechna wyciąga potrzeba, co
 
do wydoskonalenia Towarzystwa ludzkiego najbardziej dopomaga,
 
co do uszczęśliwienia współziomków ojczyzny świata całego najbar-
 
dziej i niezawodnie służy.
 
  »Osobom tak światłym próżna rzecz jest zalecać nauki. Lu-
 
dziom tem powietrzem oddychającym, daremną jest rzeczą przypo-str 198
 
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY.
 
 
minać ojczyzny miłość, a zatem zachęcać ich do pracy, byłoby —
 
którykolwiek z wspomnionych przymiotów podawać w wątpliwość.
 
  »Wszakże, gdyby nawet zdawało się niektórym, co rzeczą jest
 
niepodobna, w jednymże grobie zagrześć ojczyznę i swoje do niej
 
przywiązanie, dlatego, iż ją z liczby żyjących wyłączają, naśladował-
 
bym onych to starodawnych Egipcyan, w biesiadach swoich i schadz-
 
kach wyschła przodków zwłoki okazujących i chwalących ich dzieła,
 
wysokie zasługi, hojne dobrodziejstwa, przejętem wdzięcznością ser-
 
cem, z głębokiem uszanowaniem opowiadających; a dobytą z pod
 
zimnego głazu tę wspólną matkę stawiłbym przed ich obliczem, aby
 
przeniknieni widoku okropnością, wstydem zalani, nie już z ust
 
moich, ale od niej samej te pełne żalu narzekania, te najżywsze, ale
 
oraz najsprawiedliwsze, strofowania słyszeli:
 
  »I dlatego ja was na łonie mojem wychowałam i dlategoż ja
 
was najokazalszej dobroczynności mojej dowodami obdarzyłam, naj-
 
wybitniejszej czci i bonom upominkami ozdobiłam, wasze imiona
 
w księdze wiekopomności niezgluzowanych charakterów zapisałam
 
dziedzicami zjednanej mi przez waszych przodków chwały mianowa-
 
łam, w szczere wasze oklaski, w nieszczęśliwe doli użalenie, innych
 
narodów zjednałam, abyście do okropności losów moich hańbę wiecznej
 
niepamięci przyłączyli, abyście mię na jeden stos z dzikiemi narodami
 
wrzuciwszy, święte popioły moje wiatrom w rozsypkę oddali? Syny
 
niewdzięczne, syny dalekie od wielkomyślnej chwały wielkich przod-
 
ków, zdrowie swoje i życie na szanc dla mnie niosących! Jeśli ten
 
pozostały środek wydobycia z tej okropnej, która mnie ogarnęła,
 
nocy, będzie mi odjęty; jeśli przez wsparcie nauk narodowych, przy-
 
łożenie usilnej do tego pracy, nie będzie mi już wolno wznieść się
 
jakożkolwiek w rzędzie żyjących — niewdzięczność wasza i nieużytość
 
nietylko wieczystej nie uniknie każni, ale nawet onej tak podłej nie
 
zakosztuje słodyczy, która na obmierzłej zasadzacie gnuśności.
 
  »Ci, którzy do opatrzności rządu staranność o utrzymanie po-
 
loru w tych krainach przywiązują, zastąpią was, obmyślą, nauczy-
 
cielów naznacza wzory, przepiszą nauki, ale ci nauczyciele, te wzory,
 
te nauki narodowemi nie będą, a przeciwnym, niżeli lud niegdyś
 
Izraela, sposobem, w ziemi waszej, obcą wam pieśń nucić przykażą.
 
Chełpliwie nawet obijać się o uszy wasze będą głosy przychodniów,
 
niezasłużoną chwałę sobie przywłaszczających, iż was z dzikości,
 
z barbarzyństwa, grubej rzeczy najpotrzebniejszych niewiadomości,
 
wyprowadzili. A ja, wzgardzona, spotwarzona, shańbiona, co losu
 
tylko byłam nieszczęsną ofiarą, stanę się dotkliwszą tysiąc razy przy-
 
godą, celem szyderstwa
 
 
Quid miseram laceras, jam parce sepultae
 
 
str 199
 
TEMATY DO  ROZPRAW.
 
 
  »Święta Ojczyzno! Zawsze przytomna myśli, zawsze żyjąca
 
w sercu!
 
  »Jeżeli władza Ona, najwyższemi rzeczy pod słońcem kierująca,
 
chciała, abyśmy Cię przeżyli, nie, staniemy się pastwą nieodzownej
 
śmiertelności, dzielić się z tobą życiem naszem będziemy, albo raczej
 
u nas i przez nas — życie do ostatniej przeciągniesz potomności.
 
  »Zaręczają to tobie przyjaciele nauk, którzy dotąd usilnością
 
pracy, to imię utrzymać starali się, zaręczają zacne osoby one, po-
 
wagą swoją, zamiary nasze wspierające, zaręcza Rząd, przyrzekający
 
wsparcie i obronę zamysłom naszym, zaręcza ten nowy, przybrany
 
do Zgromadzenia towarzysz, a zaręcza ochotą, stałością usilnej pracy,
 
łożonej na dźwignięcie, rozszerzenie, wydoskonalenie nauk, tych
 
zwłaszcza, które wiek twój w pierwszej czerstwości zdobiły, zaręcza
 
mówię, wiek wytrwałości, dla której, na Twojej mogile, czytać po-
 
tomności będzie:
 
  Hic jacet Polonia — sed non omnis.
 
 
  Znajdujemy w aktach Towarzystwa luźne kartki,
 
z wyszczególnieniem tematów, jakimi się członkowie na
 
prywatnych posiedzeniach zajmowali. Prawdopodobnie, dy-
 
skusya nad niemi nie została utrwaloną w piśmiennych
 
opracowaniach.
 
  To jednak, co znajdujemy na luźnych owych kart-
 
kach, daje przybliżoną miarę szerokości pomysłów ich
 
projektodawców i powagi zadania, przez grono uczone
 
podjętego. Nie będą one obojętnemi i dla wyjaśnienia ho-
 
ryzontu naukowego epoki, która nas tu zajmuje. Oto ich
 
wyliczenie:
 
  I.
 
 
  Podzieliwszy czas upłyniony np. od śmierci Kazimierza W. do
 
pierwszych lat wieku XVII t. j. do śmierci sławnego Zamoyskiego
 
Jana, na epoki, albo rozdziałów kilka, podług tego, jak znaczna mię-
 
dzy niemi różność się okaże, w każdej epoce opisać: jakie w ówcze-
 
snych Polakach bvłv patryotyzmu dowody, na czem się gruntowały
 
i z jakiego źródła pochodziły; a jeśli w odmiennych czasach, odmienne
 
były, przełożyć, jaka tej odmiany była przyczyna i jakie skutk,:
 
mianowicie, znając wzgląd na wpływ onych do rządu i pomyślności
 
krajowe?str 200
 
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY.
 
II.
 
  Przyjąwszy, zasady lub sprężystość rządów, jakie Montesquieu
 
w księdze swojej de l'Esprit des lois naznacza, pokazać, jak wiele
 
z nich każda wpływu miała do rządu krain polskich, oraz jakie
 
onych, albo w wszystkich razem, albo kilku, spojenie, w różnych
 
czasach, aż do końca panowania Jana 111, pokazało się?
 
 
III.
 
 
  Dla rozległości kraju, przedtym Polskiego, wyznaczywszy pun-
 
któw pięć, np: Kaniów, Nitawę, Kraków, Gdańsk i środkujący mię-
 
dzy niemi punkt — Brześć litewski, pokazać ich Perieków, Anteków,
 
i Antipody, lub, supponując ziemie, gdzie tylko morze jest, porówna-
 
nie z wyznaczonych punktów w fizycznym składzie uczynić, oka-
 
zując, co mają podobnego, lub odmiennego, a w przypadku chybio-
 
nej, która dla samego położenia być powinna, równości, okazać
 
tego przyczynę, gruntując sic na pewnych powieściach najsławniej-
 
szych wędrowników.
 
 
IV.
 
 
  Imiona męskie i białogłowskie, które w starożytnej his torvi
 
czytamy, skąd pochodziły? czyli miały początek z oboegu jeżyka,
 
czyli też przemian z zagranicznych były? jak Pełka z Fulcona, lub
 
przetłumaczone jak Dobrogost z Bonawentury, czyli nie były nie-
 
które z samego upodobania złożone, jak Goworek, Gniewomin, Zbig-
 
niew, Niemiera etc. albo z wymysłu utworzone?
 
 
V.
 
 
  Dawni Polacy czy mieli prawdziwe przezwiska? skąd je brali?
 
czy były dziedzicznemi, kiedy się stały pospolitnemi. Iżali się od
 
Wandalów przyjęły, albo pozostały był zwyczaj przezwisk, rodzeń-
 
stwo znaczących, dotąd w Hiszpanii trwający? w przezwiskach np.
 
Vasquez, Cortez, Perez, Suarez, Gullierez i tym podobne. Czy zwy-
 
czaj w Litwie i na Kusi takowych przezwisk, przez Ruś od Greków
 
był przyjęty, czyli z inąd wprowadzony. Na ostatek, czyli nazw miej-
 
scowych dać można powszechną przyczynę? Jakie one czasem od
 
osób pochodząc, wzajemnie potem osobom przezwiska dawały?
 
 
VI.
 
 
  Jak był stan edukacyi młodzi polskiej co do nauk, co do oby-
 
czajów, co do ćwiczenia rycerskiego, lub  szlachcie, przyzwoitego,
 
 
str 201
 
TEMATY do ROZPRAW.
 
 
w różnych czasach, t. j. 1. przed założeniem Akademii krakowskiej.
 
2. od założenia Akademii krakowskiej do wprowadzenia Jezuitów,
 
3. od wprowadzenia Jezuitów aż do objęcia szkół przez Pijarów.
 
4. od założenia szkół Pijarskich do czasu Konarskiego, około 1780.
 
 
VII.
 
 
  Czy zdanie Buffona o stopniowem ostudzeniu kuli ziemskiej,
 
znajduje jakie wsparcie w stanie teraźniejszych krain, przedtem pol-
 
skich, porównanym ze stanem dawniejszym, jak z powieści, dziejo-
 
pisów, lub innych pisarzów, okazać się może? Czyż li raczej prze-
 
ciwne temu zdanie, nie znajduje dostatecznej z tychże źródeł obrony?
 
 
VIII.
 
 
  Powietrze morowe, o którem z dziejów naszych czytamy,acz
 
się bardzo często niegdy szerzyło w krajach polskich, z niezmierną
 
klęską obywateli, czy zawsze przychodnia chorobą było? czy nie. by-
 
wało czasem choroba krajowo rodną? A jeśli tak, jakim przypisane
 
powinno być przyczynom, czy od żywiołów, czy od przypadków, czy
 
od sposobu życia obywateli pochodziło? Dlaczego w dopiero przepę-
 
dzonym wieku, rzadko t. j. raz tylko, w wielkiej po kraju rozległości
 
i długim czasu przeciągu panowało, dwa razy zaś, w szczupłych
 
granicach i krótkim czasie, tej klęski doznano?
 
 
IX.
 
 
  Ponieważ doświadczenie pokazuje, iż niektóre rośliny, własne
 
krainom, albo daleko cieplejszym, od krain, Polskę przedtem składa-
 
jących, albo daleko zimniejszym, w tych stronach doskonale sie ukra-
 
jowały, z niemałym mieszkańcom pożytkiem — przełożyć, jakie są
 
zioła, warzywa, porosty, korzenie, drzewa i rozmaite gatunki ro-
 
śliny, bądź dawniej znanego, bądź później odkrytego, świata, któreby,
 
przechodząc z cieplejszego, lub zimniejszego kraju, tu sie ukrajować
 
dały, okazując oraz, na czem sie takowa nadzieja gruntuje i jakich
 
ostrożności użyć należy i jakich stąd pożytków spodziewać się trzeba?
 
 
X.
 
 
  Imiona miesięcy w języku polskim, czy w Polszczę początek
 
wzięły, czyli z obcego jakiego kraju tu przeniesione zostały? Czy
 
w nadaniu tych nazwisk miano ten sam zamiar, który sobie założyli
 
wynalazcy nowego kalendarza francuskiego, a przed nimi jeszcze
 
Linnaeus in Amoenitates Academicis. Miesiące Marzec i Maj, czylistr 202
 
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY.
 
 
te nazwy mają z łacińskiego i jakim sposobem weszły do kalenda-
 
rza Polskiego? czyli raczej nie zagubione przez nie zostały inne, wła-
 
Ściwe polskie, tych miesięcy imiona?
 
 
XI.
 
 
  Jakie odmiany w Polsce sprawiło otworzenie drogi do Indyj
 
wschodnich i odkrycie Ameryki?
 
 
str 203
 
ROZDZIAŁ XXI.
 
 
Cesarz Alexander I w Wilnie i w Grodnie. Uroczystości. Wiersz Karpińskiego. Wizyta kró-
 
lewsko-pruskiej pary w Warszawie. Zmiana polityki. Horoskopy na przyszłość. Deputacya
 
Członków Towarzystwa do króla. Memoryał. List opiekuńczy króla pruskiego z Poznania.
 
Towarzystwo przyjaciół nauk zyskuje sankcyę urzędową. Czacki i Molski w Toruniu i Frauen-
 
burgu. Szczątki po Koperniku.
 
 
Nie przewidywało Towarzystwo, że w kilka tygodni
 
po majowem posiedzeniu 1802 nastąpi w losach jego
 
zmiana znacząca, która mu pozwoli rozwój działalności
 
dalszej na trwalszych oprzeć podstawach. Jak przedtem,
 
tak i tym razem, na tyle korzystną zmianę wpłynęły ho-
 
roskopy pomyślne dla narodowości polskiej, w prowincyach
 
do Cesarstwa Rosyjskiego przyłączonych. Dnia 18 czerwca
 
1802 r. wracając z Kłajpedy, gdzie miało miejsce spotka-
 
nie się z królewsko pruską parą, zawitał młody Cesarz
 
Alexander I do stolicy Litwy. Po raz pierwszy mieli spo-
 
sobność obywatele Litwini powitać na swej ziemi monar-
 
chę, którego rządy zapowiadały nietylko dla nich erę po-
 
myślnie jszą i zmiany ku lepszemu.
 
  Entuzyazm ludności wyraził się całym szeregiem owa-
 
cyj nie narzuconych, do tego stopnia, że, jak to miejscowi
 
korespondenci donieśli do Warszawy,66) obywatele wileńscy,
 
spotkawszy monarchę o ćwierć mili od miasta, «wyprzęgli
 
konie i sami go ciągnęli aż do mieszkania».str 204
 
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIERWSZY.
 
 
Wilno przybrało się na festyn w świetną illumina-
 
cyę. Obywatele miejscowi złożyli tysiąc dukatów na bal,
 
który się odbył dnia 19 czerwca w ratuszu. Gospodarzami
 
byli: Brzostowski, starosta miński, Tyzenhaus, starosta po-
 
solski, Józef Mostowski i Pociej, oboźny litewski.
 
  Dla miejscowej ludności przygotowano festyn oddzielny
 
 
Wilno w początkach wieku bieżącego
 
z ryciny Andriollego (Ojca).
 
 
na placach miejskich, gdzie go uraczono mięsiwem, trun-
 
kami i postawiono «maszt, dla włażenia nań po nagrodę*.
 
Po czterodniowym pobycie w Wilnie, wypełnionym
 
przyjęciami rozmaitych deputacyj, do których Alexan-
 
der I łaskawemi zwracał się słowami, nastąpił wyjazd
 
cesarski do Grodna. I tutaj miało miejsce przyjęcie ży-
 
czliwe dostojnego gościa przez młódź szlachecką, która go
 
 
str 205
 
WIZYTA  KRÓLEWSKA  W  WARSZAWIE.
 
 
Król Fryderyk Wilhelm III
 
 
 
przed miastem konno powitała.
 
I tu ludność wyprzęgła konie
 
od powozu i pociągnęła go
 
sama do pałacu generał-gu-
 
bernatora. Nastąpiły odwie-   
 
dżiny zakładów dobroczyn-   
 
nych,  oraz  akademii,  udzie 
 
cesarz czas dłuższy rozma- 
 
wiał z astronomem Poczobu- 
 
tem.
 
  Na upamiętnienie pobytu
 
Alexandra I w Grodnie wy-
 
posażono, sumptem obywatel-
 
skich składek, dwanaście pa-
 
nien, a poeta Franciszek Kar-
 
piński taki na cześć cesarza napisał wiersz:
 
  «Kiedyś się do nas przybliżał Panie,
 
  Radość przed Tobą pierwsza przybiegła,
 
  Wstąpiła w każde Grodna mieszkanie
 
  I mieszkających serca, zaległa.
 
    Widzisz ją w twarzach, ale to mało,
 
    Jakże jej wiele w duszy zostało!
 
 
  «Wiele tu twego razem przybyło:
 
  Ludzkość, łagodność i to cnót grono,
 
  Które Ci w drodze towarzyszyło,
 
  I co nam witać jest dozwolono:
 
    Ciebie i gości takowych z Nieba
 
    Trudno to ludziom przyjąć, jak trzeba.
 
 
  Skoro nam litość Twa zaświeciła,
 
  Ujęła serca obywateli;
 
  Twego przykładu tak dzielna siła:
 
  Że się majętny z ubogim dzieli.
 
    Wiek opóźniony będzie Cię chwalił.
 
    Któryś te święte czucia zapalił.
 
 
  Rzucajmy wszędzie kwiaty ścieżkami,
 
  Któremi Ojciec Narodów idzie,
 
  Te kwiaty zwiędną... bo są kwiatami,
 
  Na wdzięczność naszą — los ten nie przyjdzie.str 206
 
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIERWSZY.
 
 
    Monarcho! Samo Twoje wejrzenie
 
    Zamienia W szczęście — osierocenie!
 
 
  Nie było to zatem dziełem przypadku, jeśli tegoż sa-
 
mego dnia, kiedy Alexandra I najpierwszy poeta polski
 
tak gorącym witał dytyrambem w Grodnie; na bruku
 
warszawskim — pojawiła się królewska para pruska: Fry-
 
deryk Wilhelm III i żona jego, piękna Luiza, w otoczeniu
 
braci i królewskich: Henryka i Wilhelma.
 
  Ostatni pobyt owej pary W Warszawie odbył się we
 
trzy lata po ostatecznym rozbiorze Rzplitej, (w czerwcu
 
1798 r.) lecz nosił na sobie cechę przeważnie urzędową
 
i wojskowa i zaznaczy! się szeregiem parad regimentów
 
Lattorffa, Ruitsa, Thilego i Plotza, oraz balem, wydanym
 
na cześć gości przez nr. Hoyma.
 
  Tym razem wizyta miała pozór nierównie serdeczniej-
 
szy, gdyż, niezależnie od rewij wojskowych i odznaczeń
 
dowódzców regimentów, królestwo pruscy weszli w bliższe
 
zetkniecie z żywiołem miejscowym, uprzejmie i dłużej roz-
 
mawiali z biskupami Szembekiom i Rybińskim, a nawet
 
na balu, jaki gubernator V. Kohler wydał na cześć mo-
 
narszej pary, królowa Luiza, bez względu na stan powa-
 
żny, w jakim się podówczas znajdowała była, puściła się
 
w pierwszą parę poloneza z księciem Józefem Poniatow-
 
skim: zwiedziła pracownię Baecia rei lego, była w teatrze,
 
gdzie na cześć jej śpiewaczka opery włoskiej, panna De-
 
licati, wyśpiewała «hymn, stosowny do okoliczności». Na-
 
stępnie królewska para przyjęła  zaproszenie do pałacu
 
pod Blachą, gdzie ks. Józef podejmował ją wspaniałym
 
balem 67).
 
  Zamierzyło skorzystać z łaskawego usposobienia króla
 
pruskiego dla ludności polskiej Towarzystwo przyjaciół
 
nauk i wyjednać dla siebie «królewska protekcyę». W tym
 
celu, delegacya Towarzystwa, uprosiwszy swego prezesa,
 
ks. Albertrandego, doskonale językiem piśmiennym fran-
 
cuskim władającego, o zredagowanie stosownego memo-
 
ryału, posunęła się nawet niewłaściwie ai do pochlebstwa
 
 
str 207
 
RESKRYPT KRÓLEWSKI.
 
 
Królowa Ludwika Pruska.
 
 
gdyż uznała za właściwe przypo-
 
mnieć Fryderykowi Wilhelmowi, iż
 
w żyłach jego płynie «krew Pia-
 
stów i Jagiellonów», i że z tego
 
względu powinien żywić sympatyę
 
dla języka i literatury polskiej68).
 
  Oto osnowa owego, dotąd nie-
 
znanego, dokumentu:
 
  «Sire! La société littéraire de Var-
 
sovie se présente aux pieds du throne de
 
Votre Majesté, avec cette assurance, que
 
lui inspire une fidélité inviolable pour
 
8a Sacrée personne, un respect religieux
 
pour des loix et la conviction parfaite
 
d'un dévouement entier pour le maintien
 
de tontes les sciences et les connoissan-
 
ces utiles en generai et en particulier pour celle, qu'une longue
 
suite de générations lui a transmises, comme la plus riche portion
 
d'un précieux héritage.
 
  «Si la conservation et la perfection d'une langue, qui est celle
 
de la plus grande parthie des sujets de Votre Majesté, si le désir de
 
la cultiver nous est cher, c'est que NOM sommes persuades, que le sang
 
des Piastes et de Jagiellona, qui coule dans les veines de Votre Majesté',
 
ne peut que l'intéresser en sa faveur.
 
«Peut il etre un titre plus juste de reclamer la protection de
 
Votre Majesté pour un établissement, qxie des princes adorés par
 
la postérité la plus reculée, ces augustes ancetres de Votre Majesté
 
auraient honoré de l'approbation la plus éclatante!
 
  «L'objet meme de nos travaux nous rassure, en nous comblant
 
d'une nouvelle espérance. Ce n'est paś seulement notre langue, que
 
nous cherchons de mettre a l'abri des vicissitudes du sort, mais en-
 
core nous desirons avec la meme ardeur de concourir au maintien
 
des sciences, d'en étendre la sphere, d'en hâter les progrés, sous les
 
auspices d'un gouvernement aussi bienfaisant, que celui, sous lequel
 
nous avons le bonheur de vivre.
 
  «Comme cette société touche presque a l'époque de son établis-
 
sement, elle ne saurait encore étaler de grandes choses de ses tra-
 
vaux; cependant elle ose présenter quelques foibles productions des
 
premiers instants de son existence. Si Votre Majesté daigne les hono-
 
rer de la bienveillance et de la haute protection, nous en tirerons
 
l'augure le plus propice pour l'avenir et ce sera un motif bien pres-
 
str 208
 
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIERWSZY.
 
 
sant pour les membres de cette association, de fournir la carriere,
 
dans laquelle ils se trouvent engagés, conformément an plan deja
 
arreté. Honorés de l'approbation de Votre Majesté, nous redoublerons
 
de zele, pour répondre a l'attente du gouvernement, dont l'appui
 
sera le plus but garant de notre utilité, comme Sa confiance sera
 
l'unique objet de notre ambition. C'est la grace que demandent, avec
 
le plus vif empressement, le plus profond respect et la plus parfaite
 
soumission,
 
  «Sire, Les tres humbles et tres obissants serviteurs et tres
 
fideles sujets. Les membres de la Société littéraire de Varsovie et au
 
nom d'iceux — Jean Baptiste Albertrandy, Eveque de Zenop.
 
Président de la ditte Société.
 
  Varsovie, Ce 25 Juin., 1802 69).
 
 
  Odpowiedź królewska na podanie powyższe nie zaraz
 
nastąpiła.
 
  W dniu przedstawienia się deputacyi na Zamku, kró-
 
lewska para opuściła Warszawę i udała się do Niebo-
 
rowa, do XX. Radziwiłłów, na krótką gościnę, poczem ru-
 
szyła w dalszą drogę, przez Kalisz do Poznania, gdzie sta-
 
nęła 28 czerwca 1802, powitana przed swą rezydencyą
 
przez biskupów: Raczyńskiego, Miaskowskiego, Rydzyn*
 
skiego i Mathy.
 
  Stamtąd to, za pośrednictwem ministra von Vossa,
 
otrzymało Towarzystwo reskrypt królewski, przychylający
 
się do prośby o protekcyę, następującej osnowy:
 
  «Król Jegomość pruski bardzo mile przyjął dyssertacye i mowy,
 
które Towarzystwo przyjaciół nauk w Warszawie złożyło mu przez
 
swego prezesa Albertrandego, biskupa Zenopolitańskiego, pod datą
 
25 przeszłego miesiąca. Daje więc poznać wspomnianemu Towarzy-
 
stwu swoje zupełne potwierdzenie, a bodąc przeświadczony, iź nie
 
ustanie w chęci zasługiwania się na jego protekcyą, z ukonten-
 
towaniem zapewnia je o niej, i prosi Boga, aby je miał w swojej
 
świętej i godnej opiece».
 
  W Poznaniu, 1 lipca 1802 r. Fryderyk Wilhelm".
 
 
  Z odezwy, jaką Towarzystwo po otrzymaniu owego
 
reskryptu w pismach miejscowych do ogółu wystosowało 70),
 
okazuje się, że podczas posłuchania u króla wynurzyła
 
deputacya i życzenie, by pozwolonem było Czackiemu ko-
 
 
str 209
 
LIST CZACKIEGO I MOLSKIEGO.
 
 
rzystać ze źródeł archiwalnych w Królewcu, a mianowicie
 
z archiwum sekretnego mistrzów krzyżackich, do zamie-
 
rzonych dziejów pierwotnych narodu polskiego. Wspo-
 
mniano również o naglącej potrzebie wyjednania zwrotu
 
części archiwum polskiego, w Szwecyi podówczas prze.
 
chowywanego. Wreszcie zwrócono uwagę króla na prace
 
komisyi edukacyjnej, które, przy zamierzonej reformie szkol-
 
nictwa, mogłyby być spożytkowanemi.
 
  Jednocześnie zatem z reskryptem króla nadeszło po-
 
zwolenie dla Czackiego do udania się do Królewca z misyą
 
naukową i zapewnienie, że w drodze dyplomatycznej wy-
 
jednanem zostanie od Szwecyi pożądane archiwum polskie
 
i że ono będzie przesłane do Warszawy.
 
  «Nie omieszkało też Zgromadzenie — czytamy w odezwie pu-
 
blicznej Towarzystwa do ziomków — mówić z otwartością o poży-
 
tkach, które plan komisyi edukacyjnej w Polsce dla kraju przynosił.
 
Czytając urzędownie czynione pochwały w reskryptach komuniko-
 
wanych umieszczone, czuje prawdziwe ukontentowanie, że ta sza-
 
nowna magistratura, mimo zmianę rządu, odbiera od najwyższej
 
Władzy sprawiedliwość, na jaką zasłużyła. Inne czynione przełożenia,
 
gdy przyjdą do skutku, przekonają się mocniej jeszcze Ziomkowie,
 
że Zgromadzenie, pod oświeconą opieką Rządu pracuje, aby środki
 
utrzymania języka i nauk uczynić powszechniejszemi».
 
  Jak bardzo na sercu Towarzystwu leżała sprawa
 
opracowania najrychlejszego dziejów narodowych, dowo-
 
dem tego jest, że już w kilka tygodni po otrzymanem ze-
 
zwoleniu królewskiem Tadeusz Czacki i Marcin Molski
 
wybrali się w drogę do Królewca i ztamtąd, po zwie-
 
dzeniu pamiątek po Koperniku w Toruniu, Frauenburgu
 
i Alleinszteinie przesiali uczonemu autorowi dyssertacyi
 
o wielkim astronomie, Janowi Śniadeckiemu, list, opisujący
 
wrażenia, jakie na nich sprawił widok grobowca Koper-
 
nika i pośmiertnych po nim szczątków, które w ich obe-
 
cności, po zdjęciu zwierzchniej płyty, z grobowca dobyto.
 
  «Znaleźliśmy — pisali wówczas — tylko nadgniłych kości ka-
 
wałki. Złożyła ich część u siebie kapituła, a pięć cząstek nam dając,
 
wvdala razem i uroczyste na nie, przez podpisy pierwszych prałatów
 
 
TOWARZYSTWO WARSZAWSKIE.
 
 
14str 210
 
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIERWSZY.
 
 
świadectwa. My dwaj mamy dane te pamiątki. Posyłamy do świątyni
 
w Puławach jednę cząstkę, a dwie odwozimy  Zgromadzeniu. Zape-
 
wne jednę z tych cząstek mieć będziesz zacny mężu. Mówiąc o czło-
 
wieku wszystkich wieków, o twórcy geniuszów, którzy idąc wska-
 
zaną od niego drogą, stali się jeszcze wielkimi, masz prawo mieć tę
 
pamiatkę, na którą z rozrzewniającem wspomnieniem Polak patrzyć
 
winien».
 
 
str 211
 
ROZDZIAŁ XXII.
 
 
Reskrypt królewski daje nowy Impuls pracom Towarzystwa. Zaprowadzenie dziennika posie-
 
dzeń. Nowo wybory członków. Minister Dzierżawin członkiem honorowym. Przemowa biskupa
 
Kossakowskiego. Rękopisy Krasickiego przesłano do kamery warszawskie) do użytku Towa-
 
rzystwa. Posłodzenie publiczne listopadowe 1802 r. Zapał obudzony przez rozprawę Śniade-
 
ckiego o Koperniku. List Czackigo. Rozprawa Szaniawskiego o systematach filozoficznych
 
Projekty książek elementarnych. Terminologia naukowa. Zapowiedz słownika języka polskiego
 
  Lindego. Uwagi nad etymologią polską. Prace Członków.
 
 
Reskrypt  z dnia 1 lipca 1802 r. zapewniający Towa-
 
rzystwu protekcyę królewską - jakkolwiek czynił
 
byt prekaryjny uczonego grona trwalszym i zabezpieczo-
 
nym od możliwych sekatur władz miejscowych - nie sta-
 
nowił wszakże opoki, na której toż grono mogło budować
 
widoki szerszego swego rozwoju. Zobaczymy następnie,
 
iż w sprawie wystawienia oddzielnego dla Towarzystwa
 
gmachu brak dyplomu monarszego, nadającego
 
zazwyczaj pewne prawa i przywileje korporacyi uczonych,
 
stał się źródłem trudności, ze strony kamery miejscowej
 
czynionych zabiegom o nabycie odpowiedniego gruntu pod
 
gmach. Czuł dobrze przenikliwy mąż stanu Staszic chwiej-
 
ność owej królewskiej protokcyi, która, jako czysto osobista,
 
żadnych obowiązków względem Towarzystwa na ewentual-
 
nych następców przelaćby nie mogła i dlatego nie ustawał
 
w staraniach o pozyskanie upragnionego dyplomu. Zanimstr 212
 
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY DRUGI.
 
 
jednak coś w tym kierunku osiągnąć można było, Towa-
 
rzystwo, jak dotąd, tak i nadal, odbywało swe prywatne
 
posiedzenia w salonie Sołtyków i jedynie publiczne posie-
 
dzenia święciło uroczyście w gmachu Kollegium Pijar-
 
skiego.
 
  Wprowadziło wszakże ważna do swoich czynności
 
innowacyę, a mianowicie, postanowiło prowadzić systema-
 
tyczny dziennik wszystkich posiedzeń prywatnych i powie-
 
 
Adam Jerzy książę Czartoryski,
 
minister spraw zagranicznych Państwa Rosyjskiego w roku 1802.
 
(Z wizerunku dzieła N. K. Szildera, Alexander I. T. II. 42).
 
 
 
rzyło godność sekretarza członkowi swemu, Józefowi Kalas
 
Szaniawskiemu. Od tej właśnie chwili dziennik posiedzeń
 
rozpoczęty z dniem 4 listopada 1802 r. staje się bardzo
 
pożądanem i jedynem źródłem do zapoznania się z trybem
 
i przedmiotami zajęć uczonego grona, świadectwem, wysoce
 
charakterystycznem i doniosłem, gorliwości i rzutkości To-
 
warzystwa, które niezadługo już miało stać się kierownicza
 
w sferze umysłowości narodu instytucyą, ogniskiem, do
 
 
str 213
 
DZIENNIK POSIEDZEŃ.
 
 
Ks. Jozef Jakubowski.
 
 
 
którego ze wszech stron dawnej
 
Rzpltej zbiegały się usiłowania,
 
mające na celu podniesienie po-
 
ziomu umysłowego narodu, pie-
 
lęgnowanie jego języka, litera-
 
tury, umiejętności ścisłych i wy
 
zwolonych.
 
  Na posiedzeniu z listopada
 
1808 r. zebrało się członków
 
trzynastu, którzy też, z małemi
 
wyjątkami, stale na wszystkich
 
uczestniczyli naradach. Byli
 
nimi: Prezes Albertrandi, Cza-
 
cki, Staszic, Prażmowski, Rep-
 
towski, Woronicz, Dmochowski,
 
Kamiński, Wyleżyński, Molski, Osiński, Gagatkiewicz, Sza-
 
niawski.
 
  Lista owa wykazuje, że z wyjątkiem sześciu człon-
 
ków świeckich, większość należała do stanu duchownego.
 
  Pierwszym przedmiotem obrad był wybór członków
 
nowych, z pomiędzy kandydatów W liczbie szesnastu przez
 
Czackiego i Staszica zaproponowanych. Nazwiska ich wy-
 
pisane na kartkach, przez Prezydującego z urny wyciągano
 
i odbywano co do każdego kreskowanie tajemne. Z tego
 
balotowania wyszli: Adam Jerzy ks. Czartoryski, ksiądz
 
Jakubowski, ksiądz Kopczyński, Kortiun, ks. biskup Kossa-
 
kowski, Krusiński, Niemcewicz, Jan Tarnowski, (we Francyi
 
podówczas przebywający), Potulicki, Ludwik Plater, Dr. Wa-
 
silewski. — Każdy z nich zaliczonym został do jednego z czte-
 
rech wydziałów, na jakie, według ustawy, dzieliło się Towa-
 
rzystwo. Prócz tego nastąpił wybór członków honoro-
 
wych, w osobach: sławnego poety rosyjskiego i ministra
 
sprawiedliwości Gabryela Dzierżą wina, autora Ody do
 
słońca, oraz sławnego czeskiego historyka i filologa
 
Józefa Dobrowsky'ego.
 
  Na posiedzeniu prywatnem następnom z dnia 14 listo-
 
str 214
 
CZEŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY DRUGI.
 
 
Gabryel Dzierżawin,
 
poeta rosyjski, minister sprawie-
 
dliwości za Alexandra I., Czło-
 
nek honorowy Towarz. warszaw,
 
przyj. nauk.
 
 
pada 1802 r. Prezydujący zwró-
 
cił się przedewszystkiem do nowo
 
wybranych członków z przemo-
 
wą, w której »dowiódłszy, że same
 
tylko postępy umysłowe uwie-
 
czniają najtrwalej sławę ludów,
 
wezwał ich do uczestnictwa w pra-
 
cach Towarzystwa, do których
 
obowiązuje każdego rodaka wier-
 
na dla zginionej Ojczyzny czu-
 
łość«.
 
  Ksiądz biskup Kossakowski
 
odpowiadając w swojem i swoich
 
nowoobranych kolegów imieniu
 
»zaręczył za gorliwość swych
 
chęci, oraz nadmienił, że Szkoła
 
Główna litewska, pomnożona nie-
 
dawno dodatkiem nauk i sztuk
 
przyjemnych, nie przestaje rozszerzać światła, za pomocą
 
tych samych ksiąg elementarnych, które niegdyś od bywszej
 
komisyi edukacyjnej odebrała«.
 
  Poczem ks. Albertrandi odczytał list ministra v. Voss
 
z dnia 30 października, zawiadamiający, że kamera war-
 
szawska ma przesiane sobie rękopisma zmarłego arcybi-
 
skupa Ignacego Krasickiego, z zaleceniem udzielenia ich
 
Towarzystwu, do czasowego użycia.
 
  Czacki złożył przygotowaną przez siebie instrukcyę
 
dla członka Krusińskiego, wezwanego »do czynienia obser-
 
wacyj w okolicy Rawy, gdzie na górze ma się znajdować
 
okręg z kamieni wielkich, noszący piętno odległej staro-
 
żytności«, jakoteż do zbadania » skamieniałości, które w tejże
 
okolicy podobno znajdują się«.
 
  Następnie zastanawiano się nad potrzebą poruczenia
 
członkowi Komarzewskiemu obowiązku napisania dzieła
 
elementarnego o mineralogii.
 
  »Ta względem dzieła elementarnego okoliczność —
 
 
str 215
 
POSIEDZENIE LISTOPADOWE  1802 R.
 
 
Ludwik hr. Plater.
 
 
 
nadmienia protokół — dała
 
Stanisławowi hr. Potockiemu
 
powód do żądania, aby Towa-
 
rzystwo wyznaczyło komisyę,
 
trudnić się mającą przyspo-
 
sabianiem materyałów do ozna-
 
czenia terminologii polskiej
 
w naukach i umieję-
 
tnościach«.
 
  Rozprawę w tym przed-
 
miocie odłożono do następnego
 
posiedzenia prywatnego i za-
 
jęto się programem następnego
 
publicznego posiedzenia Towarzystwa, które się odbyć miało
 
dnia 16 listopada 1802, a na którem miała być odczytana
 
źródłowa rozprawa Jana Śniadeckiego "O Koperniku" jako
 
odpowiedź na konkursowy temat, ogłoszony przez Towa-
 
rzystwo, jak również rozprawa I. K. Szaniawskiego „O syste-
 
mach moralnych w starożytności".
 
  Zagajając to pamiętne posiedzenie, prezes Albertrandi
 
z radością zaznaczył, iż Towarzystwo staje przed światłą
 
Publicznością z wielorakim zbiorem dziel, albo już doko-
 
nanych, lub też rozpoczętych i że sprawiedliwie może się
 
mianować »uczestnikiem chwały, na którą zacni dzieł onych
 
pisarze zasłużyli«. »Tak jako jeden Kopernik układ pra-
 
wdziwy nieba odrysował, tak Śniadecki jeden wynalazł
 
sposób wychwalenia godnie Kopernika«.
 
  Zapowiedział nadto prezes urzeczywistnienie rychłe
 
projektu »obmyślenia ksiąg, któreby rozmaitych nauk nie-
 
tylko treść i zasady, ale też wykłady, objaśnienia dokła-
 
dne zawierając, mogły ksiąg pierwiastkowych zwięzłość
 
z skromną obfitością ksiąg, obszerniej też nauki wykłada-
 
jących, połączyć«.
 
  Do rzędu takich należy — logika »umiejętność narodo-
 
wym językiem dotąd jeszcze bez obcego przewodnika nie
 
wyłożona«, którą podjął się opracować Szaniawski i której
 
str 216
 
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY DRUGI.
 
 
wstęp na obecnem posiedzeniu, jako obraz »znaczniejszych
 
stematów moralnych w starożytności«, odczyta.
 
Zapowiedział dalej prezes rozpoczęcie druku „Słownika
 
języka polskiego" przez kolegę Lindego, »dzieła ogromno-
 
ścią swoją — nie jednego pisarza, ale wielu współpraco-
 
wników, przez długi lat przeciąg, zwątlić siły mogące«.
 
»Zawarte w nim będą — objaśnił dalej — nietylko proste
 
znaczenia słów, jak dotąd czyniono, ale i ród tychże słów
 
i pokrewieństwo z inszemi słowiańskiemi i powinowactwo
 
z obcemi językami«. Jako wstęp do swej pracy nadesłał
 
Linde Towarzystwu: „ Uwagi nad etymologią, szczególnie polską,
 
uczynione".
 
  Zapowiedział nadto prezes przekład Józefa hr. Osso-
 
lińskiego "listów Pliniusza młodszego", oraz badania tegoż
 
nad początkiem słowiańskich narodów, »ich
 
wędrówkach, przenosinach, osadach, poniewierkach i roz-
 
maitych w starożytności zdarzeniach, przez które, w sie-
 
dliskach, obyczajach, prawach i rządzie, rozmaitym odmia-
 
nom podległemi zostały«.
 
  Wreszcie  zawiadomił, że ofiarowano Towarzystwu
 
dzieło "O składzie ziemiopłodów" przez autora, który się
 
»zasłoną skromności okrył«, oraz przekład dzieła Cycerona
 
" de semectute", podjęty przez Jana hr. Tarnowskiego«.
 
  Rozprawa Śniadeckiego O Koperniku, odczytana przez
 
Czackiego, obudziła w słuchaczach zapał nie do opisania.
 
Dowiódł w niej uczony, iż Kopernik nie był naśladowcą
 
Starożytnych filozofów, lecz istotnym swego systematu
 
twórcą, że najtrudniejsze trygonometryi kulistej zagadnie-
 
nia rozwiazał, że jego własne, a głębokie, poglądy nad po-
 
rządkiem i podziałem ciał niebieskich, nad silą ich biegu,
 
i nad ruchem osi ziemskiej, w kilka potem wieków obser-
 
wacyami i matematycznym rachunkiem stwierdzone, stały
 
się podwaliną najważniejszych odkryć astronomicznych.
 
  Kończy Śniadecki swą wiekopomną rozprawę gorąco
 
odczutym zwrotem:
 
  »Liczymy w dziejach polskich, te, lubo przemijające,
 
 
str 217
 
ROZPRAWA ŚNIADECKIEGO O KOPERNIKU.
 
 
jednak zawsze chlubne epoki rządu opatrznego. Kazimierz
 
Wielki i Zygmunt I. zawsze będą odbierać błogosławień-
 
stwa Polaków. Ostatni nawet zgon bytu politycznego Polski
 
nie przestanie być sławnym w dziejach narodów, pierw-
 
szym przykładem w ustawie i dziełach komisy! edukacyj-
 
nej. Jej usiłowaniem zaszczepione w Polakach szlachetne
 
do nauk i ich wzrostu przywiązanie, dało początek naszemu
 
Towarzystwu i tej gorliwości, z którą się stara czcić
 
i uwielbiać wynalazki i prace swych uczonych rodaków.
 
Ostały dla nas pożytki wielkich przykładów cnoty publi-
 
cznej i męztwa z dziejów domowych, ale owoce dowcipu
 
i rozumu, które się zrodziły na ziemi polskiej, zapalać nas
 
powinny do utrzymania tego dziedzictwa chwały narodo-
 
wej, przez nasze niewinne prace około wzrostu nauk i umie-
 
jętności. Skazani na pokute za błędy i przewinienia Ojców
 
naszych, szukajmy pociechy w spokojnem, ale najgodniej-
 
szem człowieka zatrudnieniu: to jest, w rozwadze prawdy
 
i natury, w przyjemnościach i rozkoszach dowcipu*.
 
  Czacki w liście do Śniadeckiego opisuje zapal, jaki
 
obudziła rozprawa o Koperniku. »Kobiety i mężczyźni,
 
uczeni i uczyć się chcący, rzewną czcią dla Kopernika
 
i dla cielne są przejęci. Jednomyślnie mówią, że nic ró-
 
wnego w takiej materyi i z taką wymową nie napisano*.
 
W innem miejscu: »Abym Ci dal krótki obraz ukontento-
 
wania, które twe dzieło zrodziło, dość powiedzieć, że dziś
 
o godzinie 10 jest mi oddane, a do godziny 9 wieczór,
 
o której piszę, jedenaście razy jest przeczytane. Dumny
 
jestem z twojej przyjażni«.
 
  Posiedzenie publiczne, na którem czytano tę rozprawę,
 
»było całe w uniesieniu, a ledwo połowa przytomnych
 
znajdować się na niem mogła, dla niezmiernego ścisku*.
 
  Równe zajęcie obudziła rozprawa Szaniawskiego
 
o systematach moralnych w starożytności,
 
powtarzająca w końcowym wywodzie niezmienną, a tyle
 
potrzebną w ówczesnych okolicznościach zwrotkę, o konie-
 
czności krzepienia ducha narodu — nauką.str 218
 
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY DRUGI.
 
 
  »Wypycha nas los ze sfery zatrudnień politycznych.
 
Naturalny popęd umysłów przenosi nas w nowy okręg
 
działań, otwiera się przed nami inny rodzaj chwały. Od
 
kierunku, jaki temu nadamy popędowi, zależeć będzie
 
jedynie, abyśmy korzystali ze zmiany. Niegdyś trwoga
 
wzajemna odgraniczała waleczne Sarmatowi Germa-
 
nóww narody; w naszej jest mocy dokazać, by sama tylko
 
różnica języków ostrzegała przechodnia, Że to są dwa
 
 
 
Józef Dobrowski
 
filolog czeski, Członek honorowy TOW. przyj. nauk.
 
 
oddzielne ludy, ścisłem pobratymstwem pa-
 
nowania filozofii  spojone«.
 
  Nie zapominajmy, że zasadę taką głosił niedawny
 
legionista, członek komitetu emigracyjnego w Paryżu... by
 
ocenić doniosłość przestrogi, zwróconej do narodu, by
 
w nauce poważnej szukał osłody w dniach swej niedoli.
 
  Rozprawa Szaniawskiego, wygłoszona jasnym i przy-
 
stępnym językiem, dalekim od napuszystości, ówczesnej
 
epoce właściwej, przedstawiła słuchaczom zarys filozofii
 
Greków, poczynając od Sokratesa, twórcy filozofii prakty-
 
cznej, Platona, Arystotelesa, Epikura, kończąc na szkole
 
 
str 219
 
ROZPRAWA SZANIAWSKIEGO.
 
 
Stoików. Miało to być wstępem do zapowiedzianego dal-
 
szego ciągu rozprawy o systemacie Chrystianizmu
 
i stanowiło podkład do oparcia przyszłych badań na za-
 
sadach filozofii niemieckiej, której orędownicy — zdaniem
 
mówcy — »w zaciszu pokoju, z najszczerszą gorliwością,
 
jęli się rozwiązania najważniejszych dla rodu ludzkiego
 
zagadnień«.str 220
 
ROZDZIAŁ XXIII.
 
 
Intelligenzblatt Jenajski o literaturze polskiej. Relacya o nim w Nowym pamiętniku.
 
Sympatyczne artykuły Pamiętnika o Cesarzu Alexandrze I. Ukaz o reformie szkolnictwa
 
w Imperyum Rossyjskiem i Jego echa w prasie polskiej. Dwaj stypendyści Cesarscy pozo-
 
stawieni wyborowi Czackiego, a przez niego przekazani Towarzystwu. Fundusze Towarzy-
 
stwa. Starania Staszica o pozyskanie dyplomu królewskiego. Wybór Niemcewicza na członka
 
i jego podziękowanie. Tytut »zacny kollego«! Projekta medalu konkursowego. Dmochowski-
 
Kopczynski. Matematyk Gorzkowski. Projekt życiorysu Haweliusza. Dyskusye na posiedze-
 
niach Towarzystwa Osiński. Elsner i jego dar. Potrzeba wyborów ściślejszych. Określenie
 
zasług literackich. Tematy konkursowe. Dzieje literatury polskiej. Dykcyonarz sławnych Po-
 
laków. Paszkwile cudzoziemców.
 
 
Od Chwili, gdy rząd pruski — obojętna zresztą,
 
z jakich pobudek: szczerych, czy pozornych — przy-
 
jął pod swoją opiekę prywatne zgromadzenie uczonych
 
i literatów polskich, pozwoliwszy mu jawnie rozwijać dzia-
 
łalność w duchu swojsko-narodowym, i inteligencya nie-
 
miecka zaczęła baczniejszą zwracać uwagę na umysłwość,
 
niższego kulturalnie — w Jej przekonaniu — narodu.
 
Jedno z poważniejszych czasopism ówczesnych, Jenaj-
 
ska Intelligenzblatt der allemeinen Literaturzeitung, poświę-
 
ciło w drugiej polowie 1802 r. sympatyczny dla litera-
 
tury polskiej i jej ówczesnych przedstawicieli artykuł, po-
 
święcony również i życzliwej wzmiance o Towarzystwie
 
warszwskiem przyjaciół nauk.
 
 
str 221
 
GAZETA JENAJSKA.
 
 
Wspomniawszy o pisarzach polskich wszystkich trzech
 
dzielnic dawnej Rzplitej i podniósłszy z uznaniem zasługi
 
Czackiego, zaznacza gazeta Jenajska, że uczony ten, do
 
współki z Albertrandim, Sol tykiem, Potockim i Dmochow-
 
skim, utworzył »literackie zgromadzenie, celem utrzymania
 
starodawnych zabytków języka, dziejów i literatury pol-
 
skiej. Zgromadzenie to Rząd pod swoją przyjął opiekę,
 
nie pozwoliwszy mu jednak dotąd przybrać
 
powagi i kształtu akademii«.
 
  Artykuł wspomniany, przetłómaczony wiernie na język
 
polski, przez autora podznaczonego inicyalaini A. K. P.
 
i opatrzony ciekawemi przypiskami, wydrukowanym zo-
 
stał w Tomie VII Nowego Pamiętnika Warszawskiego (str.
 
207—222), przyczem tłómacz i sprawozdawca krytycznie
 
rozbierając wydzielone ówczesnym członkom Towarzystwa
 
pochwały, zaznaczył, »że gdyby przyszło w długiej litanii
 
w tejże pochwale umieszczonej roztrząsać tytuły uwielbio-
 
nych tam literatów, podobnoby wielu tego roztrząśnienia
 
wytrzymać nie mogło, zwłaszcza, że ci są najwięcej chwa-
 
leni, którzy nic jeszcze nie napisali, ale coś tam dopiero
 
kiedyś napisać mają«.
 
  Jakkolwiekbądź, tego rodzaju wzmianki o ruchu umy-
 
słowym ówczesnej Polski nie były pozbawione symptoma-
 
tycznego znaczenia, dowodzą bowiem, że zaczęto baczniej
 
zwracać uwagę na tych, którym dotąd odmawiano nie
 
tylko prawa do udziału w ogólnej pracy kulturalnej i umy-
 
słowej Europy, lecz wogóle — do zabierania głosu w spra-
 
wach nauki i literatury.
 
  Ze wszystkich czasopism ówczesnych jedynie Nowy
 
Pamiętnik, jako zostający pod redakcyą Dmochowskiego,
 
członka Towarzystwa, baczniejszą zwracał na rozwój
 
owego Towarzystwa uwagę i, z niego to, oprócz wzmia-
 
nek o interesowaniu sie ogółu publicznemi posiedzeniami
 
Towarzystwa, czerpiemy wiadomości znaczące o ogólnym
 
nastroju sympatyj ówczesnej Polski pruskiej do nowej
 
ery, zainaugurowanej wstąpieniem na tron Alexandra I.
 
rstr 222
 
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY TRZECI.
 
 
i o usposobieniu wysoce życzliwem Polaków dla osoby
 
młodego monarchy.
 
  Niepodobna odmówić takiej właśnie doniosłości arty-
 
kułowi, umieszczonemu w Nowym Pamiętniku, w początkach
 
roku 1803. W liście anonima do Redaktora Pa-
 
miętnika warszaw, o dobroci Alexandra I.
 
Imperatora czytamy:
 
  »Nie znikome to kadzidło, które przed tronem palą
 
pochlebcy chciwi obłowu; nie poklask możnych, lub zaku-
 
pione przy dworze królów pióro przedajne, prześlą imię
 
monarchy du potomności; ale glos powszechny narodów,
 
głos ludu, który mu podlega, przechodzący na-
 
wet do ust niewinnych. Następująca powieść ściąga się
 
do tej prawdy. Karolina, siódmy rok kończąca, w którym
 
wiadomość z historyi, lub z pism publicznych, dać jeszcze
 
nie może wyobrażenia o panujących, z samego może po-
 
wtarzania między sobą rodziców, powzięła o Alexan-
 
drze, Monarsze rosyjskim, wyobrażenie, które odpowiada
 
sercu i przymiotom jego. Słysząc raz imię Alexandra
 
wielkiego wyrzeczone od matki: — »Czy ten to (rzecze)
 
jest Alexander, który jest dobrym królem?
 
Nie (odpowiada matka), czyniąc jej w krótkości różnicę:
 
skądże wiesz (rzecze dalej), że to jest dobry monar-
 
cha? Słyszałam (odpowie dziecię), że go chwalą ci
 
nawet, którym on nie rozkazuje. Ta odpowiedź
 
dziecinna dala pochop matce, iż z uczuciem, jakie spra-
 
wuje w sercu matki roztropna powieść dziecięcia, rzecze
 
do przytomnych: »Jakże prawdziwie godzien
 
imienia dobrego monarchy ten, którego do-
 
broć przeszła do ust dziecinnych!« Gdyby to
 
słyszał, iż w ustroniu niepodległem jego pa-
 
nowaniu, dziecię Polaka, mającego jeszcze
 
łzy w oczach z utraty swej ojczyzny, mia-
 
nuje Alexandra przymioty nazwiskiem
 
króla dobrego, milszaby mu podobno był a
 
ta dziecinna pochwała, niż wszelkie dowci-
 
 
str 223
 
STYPENDYŚCI CESARSCY.
 
 
pne pienia, albo podaczne dworzan jego
 
oklaski72).
 
  Tego rodzaju pochwały, osobistym przymiotom Ale-
 
xandra I. publicznie, w Warszawie, pod cenzurą pruską
 
składane, nabierały tem większej wagi, w miarę, jak się
 
mnożyły objawy życzliwości monarchy rosyjskiego dla
 
oświaty prowincyj polskich, berłu jego podległych. Pamię-
 
tny Ukaz o reformie szkolnictwa, a przedewszystkiem
 
o powierzeniu kuratorstwa szkół na Litwie Adamowi Czar-
 
toryskiemu, ogłoszony w początkach roku 1803, spotęgo-
 
wał uczucie życzliwości Polaków dla tych zbawiennych
 
zarządzeń. W łonie Towarzystwa przyj, nauk — jak to
 
zobaczymy później — odbiło się owo uczucie szeregiem
 
faktów, wykazujących coraz trwalsze nawiązywanie się
 
nici wzajemnych sympatyj między osobą monarchy rosyj-
 
skiego, a przywodzcami ruchu umysłowego w Polsce pru-
 
skiej. Między innemi, zanotować należy fakt, iż gdy Cesarz
 
Alexander wyraził Czackiemu życzenie, wysiania wła-
 
snym kosztem dwóch zdolnych młodzieńców Polaków za
 
granicę, dla kształcenia się w zawodzie leśników; Czacki,
 
na posiedzeniu majowem 1803 r. przelał na Towarzystwo
 
przyj, nauk udzielone sobie w tej mierze upoważnienie,
 
a Towarzystwo, »z wdzięcznością przyjąwszy tę ofiarę«
 
porozumiało się z rektorem kolegium pijarskiego, co do
 
wyboru jednego z owych młodzieńców i zaleciło opiece
 
cesarskiej niejakiego Antoniego Młochowskiego 79).
 
  Ostatniego miesiąca 1802 r. odbyły się jeszcze dwa
 
posiedzenia prywatne Towarzystwa.
 
Na posiedzeniu 1802 r. zastanawiano się nad potrzebą
 
zapewnienia Towarzystwu niezbędnych dla jego istnienia
 
funduszów. Składki członków nie wystarczały dla ich za-
 
spokojenia. Były one tak szczupłe, że sekretarzowi Sza-
 
niawskiemu wyznaczono zaledwie 12 dukatów miesięcznie
 
za czynności dosyć kłopotliwe. Ksiądz Reptowski, pełniący
 
urząd skarbnika, zrzekł się wszelkiego za tę czynnośćstr 224
 
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY TRZECI.
 
 
wynagrodzenia. Poszedł za jego przykładem i Szaniawski,
 
lecz Towarzystwo rej ofiary nie przyjęło.
 
  Staszic, człowiek przewidujący, nie zadowalnial się
 
zapewnieniem protekcyi królewskiej nad Towarzystwem,
 
lecz żądał wyraźniejszego dowodu uprawnienia bytu
 
Towarzystwa. Wniósł zatem projekt, starania się o pozy-
 
skanie "diploma" Jego królewskiej Mości, »któreby definitive
 
byt Towarzystwa zapewniło«. Wyznaczono tedy do przed-
 
sięwzięcia należytych w tej mierze kroków: Stanisława
 
Potockiego, Czackiego, Soltyka i Staszica« w nadziei, »że
 
zręczna ich gorliwość nie spuści z uwagi
 
głównych instytucyi zamiarów«. Poczem Sta-
 
nisław Potocki przedstawił projekt uzupełnienia ustaw To-
 
warzystwa, dodaniem do obowiązku uwieczniania zasług
 
literackich zmarłych członków Towarzystwa i »obo-
 
wiązku — przedstawiania ich cnót obywatelskich«. Mocyę
 
tą Towarzystwo jednomyślnie przyjęło i na oryginale
 
Ustawy Prezes Albertrandi własnoręcznie ów dodatek
 
uczynił, z Upoważnieniem »by każdy członek, w swoim
 
egzemplarzu, słowa te dołożył«.
 
  Odczytano następnie list Dra Bergonzoniego, z oświa-
 
dczeniem gotowości przetłumaczenia rozprawy Śniadeckiego
 
»O Koperniku« na język wioski, jakoteż list Niemce-
 
wicza, który dziękując za powołanie go do grona człon-
 
ków, zapewnił »gorliwą chęć przykładania się do prac
 
Towarzystwa, ile możność pozwoli«.
 
  Z wydrukowanej oddzielnie rozprawy o Koperniku,
 
postanowiono 30 egzemplarzy przesłać autorowi, 20 egz.
 
do Warmii i pięć do Torunia.
 
  Następnie członek Drzewiecki przedstawił przekład
 
dzieła Buchana »Lekarz domowy« dokonany przez Kłos-
 
sowicza i zalecił przekład ów wydrukować kosztem To-
 
warzystwa »dla użytku powszechnego«.
 
  Czacki przedstawił wypracowany przez gen. Wiel-
 
horskiego zbiór wyrazów technicznych »do sztuki wojen-
 
nej należących« i zalecił opinię o tej pracy kilku kole-
 
 
str 225
 
 
WARSZAWA PRUSKA.
 
Glorietta w ogrodzie Saskim (dziś wodotrysk).
 
Akwarella nieznanego artysty dworu Landgraffa Hessen- Darmasztadzkiego
 
Ludwika X z r. 1800 (z kollekcyi Mat. Bersohna).
 
str 226
 
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY TRZECI.
 
 
gom, przyczem zaproponował, by odtąd, w listach do ko-
 
legów Towarzystwa, pomijać wszelkie tytuły i zwracać
 
się do nich jedynie ze słowami: »Zacny Kolego!« Na-
 
stępnie przedstawił słownik litewski Mielckego i grama-
 
tykę tegoż języka Osternagera, podnosząc ważność badań
 
w tym przedmiocie. Na jego wniosek uproszonym został
 
biskup wileński Kossakowski, by zainteresował owym przed-
 
miotem Szkołę główną wileńską. Wreszcie przedstawił ko-
 
nieczność opracowania nauki języka greckiego »w języku
 
narodowym« i powierzenia tego zadania Jmci panu »Grud-
 
kowi«, Rozprawy w tym przedmiocie zawieszono, »aż do
 
zebrania wszystkich gramatyk greckich, które w naszym
 
mamy języku«.
 
  Dwa  jeszcze przedmioty  wypełniły  posiedzenie 2.
 
grudnia 1802.
 
  Prezes Albertrandi podał projekt napisów i ozdób na
 
medal, który przeznaczono dla autorów uwieńczyć się ma-
 
jących przez Towarzystwo pism konkursowych. Dla wy-
 
rażenia opinii w tym przedmiocie wyznaczono Ks. gen.
 
ziem pod. Adama Czartoryskiego, oraz Stanisława i Igna-
 
cego Potockich.
 
  Wreszcie członek przybrany Drzewiecki zawiadomił
 
Towarzystwo, o założonych niedawno księgarniach i dru-
 
karniach »w Krasnorossyi«.
 
  Na posiedzeniu następnem, z dnia 16 grudnia 1802,
 
po załatwieniu spraw bieżących, do których należało czy-
 
tanie listów członków: Drów Wasilewskiego i Twardochle-
 
bowicza, wymawiających się od poruczonych sobie obo-
 
wiązków, z powodu nawału innych zajęć »bądż stanowczo,
 
lub też pod warunkiem, że przedmiot zadany do opraco-
 
wania zmienionym zostanie na inny, odczytano list Dra
 
Dziarkowskiego, z powodu ogłoszonej przezeń rozprawy:
 
»o szczepieniu ospy krowiej«. Prezydujący oświad-
 
czył, że odpisze Dziarkowskiemu, »z wyrażeniem szacunku,
 
na jaki zasługują usiłowania, podjęte w czcigodnym z
 
 
str 227
 
POPRAWA DAWNYCH TŁUMACZEŃ.
 
 
miarze zapobieżenia jednej z najgroźniejszych dla ludzko-
 
ści klęsk«.
 
  Ks. Dmochowski podał imieniem ks. Kopczyńskiego
 
opracowaną przez tegoż rozprawą pod tyt: .Pierw-
 
sze doświadczenie poprawy dawnych tłóma-
 
czów przez wydział języków rodu słowiań-
 
skiego, uczynione na tłómaczeniu historyi
 
Florusa, przez Talikowskiego«. Do przejrzenia
 
i zaopiniowania o tej pracy wyznaczeni zestali X. Woro-
 
nicz i Wyleżyński.
 
  Następnie Stanisław Potocki odczytał dopełniony przez
 
siebie przekład sławnej mowy J. J. Rousseau, uwieńczonej
 
przez akademię Diżońską, stanowiącej odpowiedź na temat:
 
»czyli przywrócenie nauk i sztuk przyłóżyło
 
się do poprawy, lub zepsucia, obyczajów«.
 
  »Słuchanem to było - zaznacza dziennik — z ukon-
 
tentowaniem, jako odpowiednie do ustawy, zalecającej po-
 
mnażać tłómaczenia wzorowych pisarzów. Tłómacz oświad-
 
czył, iż niektóre pisma Tacyta i Maohiavella wziął sobie
 
za przedmiot podobnych doświadczeń«.
 
  Czacki złożył Towarzystwu mapę hydrograficzną Pol-
 
ski, »z znacznym czasu, zabiegów i kosztów nakładem
 
wykonaną«. Ofiarował ją swym kolegom, »aby zaś publi-
 
czność mogła korzystać z tej pracy, obiecuje zastąpić po-
 
czątkowy na sztych jej nakład. Przyrzeka dodać ku me-
 
moire raisonné, do objaśnienia tej pracy, którą uważać
 
należy jako pierwszy rzut do zupełnej wodnej karty kra-
 
jów polskich«. Towarzystwo zapisało »czułą ofiarującemu
 
wdzięczność za dar ów znakomity . Do wynurzenia opinii
 
o tej  pracy wyznaczyło Kortuma i Jacka Krusińkiego.
 
Józef Szaniawski przedstawił przedstawił projekt do
 
»ustanowienia i udoskonalenia terminologii
 
polskiej w naukach i umiejętnościach«. Jako
 
rzeczoznawcy w tej materyi wyznaczeni: Prezydujący,
 
Dmochowski i Staszic.
 
  Wreszcie członek Krusiński podał projekt do założę-
 
 
15*str 228
 
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ  DWUDZIESTY TRZECI.
 
 
nia biblioteki Towarzystwa i na początek ofiarował dla
 
tej fundacyi 120 książek. — Projekt ów zalecono człon-
 
kom »do namysłu«.
 
  Pobieżny przegląd zajęć Towarzystwa dokonanych
 
w ubiegłym 1802 roku — drugim, bytowania uczonego grona—
 
wykazuje, że zajęcia owe, początkowo dorywcze, bez okre-
 
ślonego planu podejmowane, zaczęły stopniowo systematy-
 
zować i nabierać cechy bardziej praktycznej, do potrzeb
 
najnaglejszych ludności stosowanej. Dowodem tego jest —
 
interesowanie sic Towarzystwa książkami lekarskiemi, po-
 
święconemi zadaniom higieny praktycznej. Kwestye oder-
 
wane i zabawki umysłowe odsuwało Towarzystwo na plan
 
drugi.
 
  Kiedy z początkiem roku 1803 przyszła znowu na
 
stół kwestya kwadratury koła, która, zajmował się
 
matematyk Gorzkowski, Towarzystwo zaleciło sekretarzowi
 
odpisać autorowi »iż, idąc za przykładem innych aka-
 
demij, nie może przyjmować do roztrząsania pism, za-
 
przątających się zadaniem, które, w samych nawet wyra-
 
zach, zamyka już oczywistą niemożliwość rozwiązania
 
swego«.
 
  Delegowani na poprzedniem posiedzeniu Krusiński i Kor-
 
tum, celom zaopiniowania o mapie hydrograficznej Cza-
 
ckiego, oświadczyli: iż uważają tę pracę za dzieło potrzebne
 
dla znajomości handlu wewnętrznego i ze-
 
wnętrznego Polski.
 
  Posiedzenie 16 stycznia 1803 zagaił Prezydujący do-
 
niesieniem o stracie, jaką poniosło Towarzystwo i nauka,
 
przez zgon ks. Zaborowskiego.
 
  W sprawie ustanowienia i udoskonalenia
 
terminologii naukowej przedstawił Albertrandi tru-
 
dności w wykonaniu projektu Szaniawskiego. Na wniosek
 
Staszica, aby uchwalono »zgromadzać ściągające się do umie-
 
jętnościówdzieła,tłómaczone na którykolwiek z dya-
 
lektów słowiańskiej mowy, lub oryginalne, w któ-
 
rym z tych dyalektów pisane, tudzież gramatyki,
 
 
str 229
 
O ROZPRAWIE Ks. KOPCZYŃSKIEGO.
 
 
słowniki i dykcyonarze«. Członek Wyleżyński podjął się
 
napisać w tej kwestyi do Lindego, członek zaś Denisko, do
 
Czackiego, »celem zasiągnienia uwiadomień, do
 
przedsięwzięcia tego zbioru stosownych«.
 
  Na posiedzeniu 3 lutego 1803 r. Prezydujący znowu
 
doniósł z żalem o zgonie Wolskiego, »męża znanego z ob-
 
szernej znajomości dziejów ostatniego panowania i drogie
 
do niego posiadającego materyały«.
 
  Wyleżyński odczytał opinię o pracy Kopczyńskiego:
 
»pierwsze doświadczenie poprawy dawnych
 
tłómaczów etc.« Oddawszy należne pochwały wskaza-
 
nym poprawom, oraz »znanej w autorze znajomości oby-
 
dwóch języków, dokładności i dosadności wyrażeń«, nad-
 
mienił sprawozdawca, »że rodzaj pracy roztrząsanej nie
 
należy do wydziału języków rodu słowiańskiego, ale raczej
 
do wydziału wymowy wierszopistwa i sztuk przyjemnych«.
 
Rozebrał następnie kwestyę: czy wolno jest stare
 
pismo poprawiać?« i wynurzył opinię przeczącą.
 
»Jeden tylko — mówił — jest sposób poprawiania dawniej
 
wykonanych tlómaezeń, a to przez przydawanie objaśnia-
 
jących i popełnione zdrożenia prostujących przypisków«,
 
do których pewne podał prawidła. Oświadczy! się nadto
 
przeciw »wprowadzonyiu przez Ks. Kopczyńskiego orto-
 
graficznym i gramatykalnyiu wznowieniom«, wezwawszy
 
go, aby »zamiast mniej potrzebnych poprawek, sam raczej
 
całkowite pisarzów wzorowych dawał tłómaczenia, a tym
 
sposobem, nietylko do zbogacenia języka, ale i do chwały
 
Towarzystwa się przyłoży«. Zapowiedział wreszcie referent
 
że pracuje sam nad przekładem wszystkich komedyj Te-
 
reneyusza.
 
  Prezydujący zakomunikował odpowiedź członka Kro-
 
pińskiego, iż ten wykonał polecone sobie obserwacye nad
 
skamieniałościami w okolicach Rawy.
 
  Następnie mówił Albertrandi o potrzebie napisania
 
dzieła elementarnego z zakresu »niższej matematyki«, przy-
 
czem wezwał Feliksa Potockiego, aby z dobranymi innymistr 230
 
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY TRZECI.
 
 
członkami, w tej umiejętności biegłymi, rozpatrzył dojrzale:
 
czyli egzystujące w języku polskim dzieła elementarne
 
matematyczne odpowiadają i wystarczają potrzebie naro-
 
dowej , rozszerzenia tak ważnej umiejętności?«. Doniósł
 
w końcu, że IMć Pan Czech pracuje w Krakowie nad
 
przekładem geometryi Euklidesa.
 
  Maliszewski zdał sprawę z podanego przez matema-
 
tyka Gorzkówskiego algebraicznego twierdzenia i uznał to
 
twierdzenie »jako użyteczne i objaśniające formułę, którą
 
w geometryi elementarnej stosować można. Przyczem nad-
 
mienił, »że w dwóch księgach Euklidesa można wiele ta-
 
kich znaleźć wypadków, które, algebraicznie użyte, wiele
 
podobnych na geometryę elementarną rzuciłyby świateł«.
 
  Na posiedzeniu 16 marca 1803 r. Towarzystwo uchwa-
 
liło napisać do Śniadeckiego list, z wezwaniem, »aby ten
 
CO tak wymownie, jaśnie i umiejętnie, pokazał uczonemu
 
światu wiekopomne względem astronomii zasłużonego ro-
 
daka naszego Kopernika, zechciał w chwilach wolnych
 
pracować nad pokazaniem: ile nauka wspomniana winna
 
jest drugiemu rodakowi, sławnemu Heweliuszowi z Gdańska«.
 
  Zaleciło dalej Towarzystwo podziękować »J. W. Se-
 
streńcewiczowi de Bohusz«, metropolicie i Mohilowskiemu
 
arcybiskupowi, który przysłał Towarzystwu dzieło swe, po
 
francusku napisane: Histoire de la Tauride.
 
  Dmochowski złożył sprawozdanie z tłómaczenia na
 
język polski dwóch pierwszych ksiąg Elegij Proper-
 
cyusza, dokonanego przez zmarłego kanonika warmiń-
 
skiego Kalnassi. Przyznał, że znajdują się w tym prze-
 
kładzie »miejsca bardzo szczęśliwie wydane, oraz, że tok
 
wiersza jest gładki i łatwy«, ale też wskazał, »że są miej-
 
sca ciemne i słabe, gdzie tłómacz niezupełnie objął myśl
 
poety, albo jej też wydać nie chciał«.
 
  Ks. Woronicz oświadczył, że Nagurczewski »obcią-
 
żony wiekiem« nie może przyjąć w Towarzystwie miejsca
 
i z tego powodu Towarzystwo postanowiło, tak jego, jako
 
 
str 231
 
LIST ŚNIADECKIEGO.
 
 
i JMć Pana Hubego, zamieścić na liście przybranych
 
członków.
 
  Odczytano w końcu listy: z Torunia, z podziękowa-
 
niem za przysłaną rozprawę o Koperniku, z Petersburga
 
od księcia Adama Czartoryskiego z podziękowaniem za
 
wybór, jakoteż list Alexandra Potockiego z Petersburga,
 
z oświadczeniem, iż pracuje nad przekładem dzida Picteta,
 
Genewczyka: Traite des assolemens, ou l'art d' etablir les ro-
 
tations des recoltes".
 
  Wreszcie Potulicki podał Towarzystwu plan dzieła
 
elementarnego o historyi naturalnej.
 
  Na posiedzeniu 2 kwietnia 1803 r. Prezydujący od-
 
czytał list Jana Śniadeckiego, który ofiarował Towarzystwu
 
opracowane przez siebie dzieło: »Opisanie fizyko-ma-
 
tematyczne ziemi«. Przysyła na teraz rejestr mate-
 
ryj w tem dziele objętych, oraz figury do objaśnienia tekstu.
 
Rękopis dzieła samego wkrótce nadesłać przyrzekł, lecz
 
zażądał, by tymczasowo Towarzystwo przyjęło środki do
 
wysztychowania tablic. Oświadczył nadto, »że resztę prac
 
swoich umysłowych poświęcić chce na stopniowe tego
 
dzieła udoskonalenie, a to przez przydawanie objaśnień,
 
oraz przez rozszerzanie go wynalazkami, jakie w tej części
 
czynione być mogą«.
 
  Towarzystwo uchwaliło podziękować autorowi za pracę
 
»której użyteczność i dokładność, zasłużona jego wziętość
 
podchlebnem uprzedza wyobrażeniem«.
 
  Następnie zdał Staszic sprawę z przekładu komedyi
 
Terencyusza Andria. Oddawszy sprawiedliwość »użyte-
 
cznej pracy tłómacza, wytknął niektóre miejsca, wymaga-
 
jące poprawy«. Do zastanowienia się nad spolszczeniem pe-
 
wnych wyrazów przez Staszica wskazanych, wyznaczono
 
z wydziału nauk przyjemnych: Stan. Potockiego,
 
Niemcewicza i Staszica, z wydziału zaś języków
 
słowiańskich: Kopczyńskiego i Dmochowskiego.
 
  Czacki przedstawił pozostałe w rękopisie fragmenty
 
pracy zmarłego Trotza, składające się z pewnej liczbystr 232
 
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY TRZECI.
 
 
»spolszczonych wyrazów«. Wyznaczono do opinii oddzielne
 
„Comite", celem przesiania jego uwag Lindemu, i z prośbą,
 
aby dla łatwiejszego »ukończenia i udokładnienia swego
 
Słownika języka polskiego, do Warszawy przybyć
 
raczył«.
 
  Następnie Osiński, W imieniu Elsnera »dyrektora or-
 
kiestry przy teatrze polskim« ofiarował Towarzystwu
 
egzemplarz »pierwszego oddziału sztychowanych muzyk
 
i śpiewów polskich«. Towarzystwo zaleciło swej »kassie«
 
by zaprenumerowała jeden egzemplarz tego wydawnictwa.
 
Postanowiono odbyć publiczne posiedzenie 5 maja 1803 r.
 
i uchwalono, rozprawy, jakie na tem posiedzeniu czytane
 
będą, poddać uprzedniemu ocenieniu oddzielnych „Comites".
 
  W końcu zastanawiano się nad rozmaitemi zadaniami
 
konkursowemu, przyczem Prezes zawiadomił, że przyjęto
 
już wzór medalu, jaki Towarzystwo udzielać będzie na-
 
grodzonemu na konkursie.
 
  Posiedzenie 16 kwietnia 1803 wypełniły w znacznej
 
części uwagi Staszica nad potrzebą stosowania ściślejszych
 
warunków do wyboru członków. Radził, by Towarzystwo
 
nie kwapiło się z wyborem osób nie odpowiadających wa-
 
runkowi zasług literackich. Wskazał potrzebę wy-
 
raźniejszego »na przyszłość oznaczenia, co się przez wyrazy
 
»zasługi literackie« rozumieć ma? By tym sposobem
 
wszelkie usunąć nieporozumienie, podał do rozwagi Towa-
 
rzystwa wniosek, by na wyborach obecnych, tylko trzy
 
miejsca obsadzić, a dwa uznać za wakujące.
 
  Skutkiem ściślejszego wyboru, powołano na członków:
 
Andrzeja Horodyskiego, Czecha, profesora krakowskiego
 
i Jana Bystrzyckiego, pijara. Do członków przybra-
 
nych: Seweryna Potockiego, senatora rosyjskiego i kura-
 
tora akademii.
 
  Ludwik Plater świeżo, z Petersburga przybyły, oświad-
 
czył imieniem ministra Dzierżawina, »iż tenże przyjmuje
 
ofiarowane sobie w Towarzystwie miejsce członka przy-
 
 
str 233
 
TEMATY  KONKURSOWE.
 
 
branego«, skutkiem czego postanowiono wystosować imie-
 
niem Towarzystwa stosowną do nowego członka odezwę.
 
Następnie Staszic zdał sprawę z tematów do nagrody,
 
»projective« podanych. Weszedł w »umiejętny rozbiór
 
wszystkich, wskazał, które z nich, bądź dla mniej wyra-
 
źnej użyteczności, bądź dla innych względów, z zamia-
 
rami Towarzystwa wiążących się, albo usunąć, albo do
 
dalszego czasu odłożyć, a które przyjąć należy. Z po-
 
między tematów, przez Comite zaleconych, wybrano po
 
dłuższej dyskusyi dwa: »O polskim Czerwcu" i „o saletrze
 
ukraińskiej". Ogłosić postanowiono konkurs przez gazety
 
krajowe i zagraniczne, w trzech językach: polskim, fran-
 
cuskim i niemieckim. Uchwalono również ogłosić nagrodę,
 
w medalu wartości stu dukatów holenderskich, dla autora
 
najlepszej tragedyi wierszem, w języku polskim, »do któ-
 
rej materya z dziejów polskich czerpaną być ma*. Na-
 
grodę taką wyznaczył »bezimienny rodak, za której pewność
 
Ks. Sapieha i Wyleżyński dali zalecenie*.
 
  Następnie Czacki odczytał projekt listu do Ossoliń-
 
skiego, z prośbą, o zasiągnięcie wiadomości »względem
 
Oktawiana Volcnera, budowniczego, rodem z Krakowa«
 
i do Platera, o informacyę co do bursztynu w jego dobrach.
 
  Wreszcie Albertrandi odczytał odezwę Uniwersytetu
 
wileńskiego, z przyłączeniem »nowego Imperatorskiego urzą-
 
dzenia instrukcyi publicznej, w prowincyach rosyjskiemu
 
panowaniu podległych«.
 
  Na posiedzeniu nadzwyczajnem, zwołanem na dzień
 
26 kwietnia 1803 r. zastanawiano się nad wyrazami ręko-
 
pisu zmarłego Trotza. Ks. Kopczyński podzielił opinię Sta-
 
szica, co do wyrazów literackich, co zaś do technicznych
 
i metalurgicznych, Ks. Sapieha oświadczył, że ponieważ
 
wyrazy te wymagają sprawdzenia, dlatego oświadczył,
 
iż nie zadługo przedsięweźmie podróż górniczą po kraju,
 
a wtedy sprawę te bliżej zbada. Tymczasem odroczono
 
przesianie pracy Trotza Lindemu.
 
  Czacki, imieniem »bezimiennego rodaka«, wniósł pro-str 234
 
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY TRZECI.
 
 
jekt dołączenia do tematów konkursowych i zadania o mo-
 
rowem powietrzu«, zaręczywszy za sumę wyrówny-
 
wającą wartości medalu, i tę w papierach, lub w gotowiźnie
 
złożyć przyrzekł. Towarzystwo z wdzięcznością tę ofiarę
 
przyjęło.
 
  Nadto Ks. Sapieha złożył sprawozdanie o rozprawie
 
Kortuma: »o kombinacyach światła« i wezwał go
 
do dalszych doświadczeń, »któreby wyraziściej jeszcze
 
ukazały pewność twierdzenia autora, iż światło jest rze-
 
czywiście istotą, po całym powietrzokręgu rozproszoną«.
 
  Czacki ofiarował Towarzystwu kopię łacińskiego rę-
 
kopisu Marcina Galla, »pierwszego z pomiędzy najpierw-
 
szych dziejopisów polskich« i zalecił potrzebę wydruko-
 
wania tego dzieła w języku polskim i łacińskim« jako
 
»ważnego dla wyjaśnienia ojczystych dziejów i obchodzą-
 
cego ciekawość zagranicznych czytelników«. Do przekładu
 
rękopismu zalecił Kopczyńskiego, sam zaś, wspólnie z Al-
 
bertrandim, obiecał opracować uwagi objaśniające. Dzieło
 
to wydrukowanem zostanie kosztem Towarzystwa, bądź
 
w obu tekstach, lub też w jednym polskim.
 
  Odczytano wreszcie list biskupa Kossakowskiego o po-
 
trzebie konkursu na dzieje literatury polskiej
 
i z doniesieniem, że Uniwersytet wileński pracuje nad wy-
 
jaśnieniem języka litewskiego.
 
  Na ostatniej, przed publicznem posiedzeniem Towa-
 
rzystwa, sesyi prywatnej z dnia 2 maja 1803, oprócz kwe-
 
styj, dotyczących rozpraw, jakie na temże publicznem
 
czytanemi być miały, Julian Ursyn Niemcewicz zdał
 
sprawę z części rozprawy Stanisława Potockiego »0 sztuce
 
u dawnych«. »Pismo to — zdaniem referenta i jego
 
kolegów — w materyi dotąd ojczystem piórem nietkniętej,
 
znaleziono w wyszukiwaniu historycznem — pracowitem,
 
w sądzeniu trafnem, w stylu — płynnem i łatwem«.
 
  Prezydujący złożył rozprawę Szaniawskiego o ułam-
 
kach dziesiętnych do oceny, nadto rękopis Ossoliń-
 
skiego »O przodkach najdawniejszych Słowian«
 
 
str 235
 
ŻYCIORYSY SŁAWNYCH POLAKÓW.
 
 
z zapowiedzią, że noty objaśniające później nadesłane zo-
 
staną, nadto przekład wioski Bergonzoniego, rozprawy
 
o Koperniku.
 
  Feliks Potocki odczytał referat o dziełach elementar-
 
nych matematycznych i zastanowił się nad pytaniem: »czy
 
przestając na sposobie analitycznym, można się obejść bez
 
syntetycznego?
 
  Z uwagi, że wydawcy dykcyonarza francuskiego
 
 
Jan Amor hr. Tarnowski
 
(ze starego drzeworytu).
 
 
 
zwrócili się do Towarzystwa z prośbą o dostarczenie »ży-
 
ciorysów sławnych Polaków« poruczono Czackiemu obo-
 
wiązek przygotowania listy tychże zasłużonych rodaków.
 
  W końcu posiedzenia owego Czacki zawiadomił, iż bę-
 
dąc upoważnionym przez rząd rosyjski do przedstawienia
 
dwóch młodzieńców Polaków, którzyby, dla kształcenia się
 
za granicą w leśnictwie i ekonomii wysłani byli kosztem
 
Imperatora — misyę tę, co do wyboru owego młodzieńca
 
przelewa na Towarzystwo, »co, z wdzięcznością« przyję-
 
tem zostało.str 236
 
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY TRZECI.
 
 
  Wreszcie Czacki zawiadomił imieniem kolegi Tar-
 
nowskiego, »iż tenże dostrzegł w tłómaczeniu francuskiem
 
geigrafii powszechnej Anglika Gutthrie wiele bardzo fał-
 
szywych, i czerniących nawet twierdzeń, w rzeczach na-
 
szego kraju tyczącego się«. Członek Maliszewskiego przyjął
 
na siebie obowiązek obmyślenia, za powrotem swoim do
 
Paryża, »środków przyzwoitych do sprostowania owych
 
błędów«
 
 
str 237
 
ROZDZIAŁ XXIV.
 
 
Posiedzenie publiczne majowe 1803 r. Zagajenie Albertrandego. Pochwała Zaborowskiego.
 
Krusiński o dostrzeżeniach meteorologicznych. Stan. Potocki o sztuce u dawnych. Woronicz
 
o pleśniach narodowych. Szaniawski o systemie chrystyanizmu. Tematy konkursowe. Czacki
 
w sprawie dyplomu królewskiego. Projekty rozpraw z nauk przyrodzonych i matematycznych.
 
Comités. Śniadecki w Warszawie. Jego protest przeciw wadliwościom przekładu rozprawy
 
o Koperniku Odezwa Uniwersytetu wileńskiego. Roczniki Towarzystwa. Wiadomości z Wied-
 
nia o pracach Ossolińskiego. Prace przygotowawcze do słownika Lindego. Rady w przedmio-
 
cie prenumeraty tego dzieła. Kandydaci na członków. Prawa członków przybranych. Chod-
 
kiewicz. Gliszczyński. Dzieduszycki. Projekt założenia Ateneum.
 
 
Piąta sesya publiczna Towarzystwa, odbyta w dniu
 
5 maja 1803 r. »liczniejszych jeszcze niż poprzedza-
 
jące — donosi Noivy Pamiętnik — ściągnęła słuchaczów.
 
Trwała przeszło pięć godzin. Prócz zagajenia prezydują-
 
cego, siedmiu członków Towarzystwa czytało w różnych
 
materyach dysertacye«73 A).
 
  Skreśliwszy w zagajeniu zarys prac dotychczasowych,
 
zakończył Albertrandi mowę swoją następującym zwrotem
 
krasomówczym:
 
  »Alexander Wielki, uznojony podjętą pracą w upor-
 
czywej przeciw Pyrrusowi, indyjskiemu królowi, bitwie, za-
 
wołał: O Ateńczykowie! Jak wiele prac podejmuję, abym
 
sobie wasze zjednał pochwały! My przeciwnie, szczerze
 
wyznajemy, żeśmy nie wiele dotąd dla Ciebie, Ojczyzno,
 
dla uwiecznienia twych zaszczytów, wykonali. Ale jeśli
 
str 238
 
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY CZWARTY.
 
 
święte gorliwości zapały, jeśli wytrwałość pracy, jeśli
 
współobywatelów losem rozdzielonych, miłością spojonych,
 
zalecenia, nie mogą być skutku pozbawione; te szczupłe
 
prace nasze, ważniejszych daleko, i korzystniejszych w przy-
 
szłości, godłem są szezęśliwem. Światłej zaś publiczności
 
chcąc przychylny naszemu przedsięwzięciu i usilności wy-
 
jednać wyrok, z Kwintilianem wyznajemy: „Si necesse sit
 
in alterutram errare partem, omnia legentibus placere, quam
 
multa displicere malumus". (Jeśli w sądzeniu o naszych pra-
 
cach trudno uniknąć omyłki, wolimy, ażeby raczej wszystko
 
się podobało one rozważającym, niż, żeby wiele z tych
 
rzeczy z niechęcią odrzucili).
 
  Wstąpiwszy na mównicę, Piotr Maliszewski, wygłosił
 
najprzód pochwalę Ignacego Zaborowskiego,
 
Pijara, zmarłego członka Towarzystwa, określi! stan nauk
 
matematycznych w Polsce i owoce prac, w tym kierunku
 
przez byłą komisyę edukacyjną zasiane, poczem złożył
 
hołd pamięci zmarłego, jako członka Zakonu, »z którego—
 
zdaniem mówcy — najwięcej użytecznych Rządowi kra-
 
jowemu wyszło dzieł, którego wszystkie duchowe węzły
 
bardziej jeszcze zdawały się przywiązywać do ojczyzny,
 
które nigdy się w interesa światowe nie mieszało, tylko
 
aby pokój ogłaszać, zalecać porządek i światło rozszerzać«.
 
Poczem Jacek Krusiński odczytał rozprawę o do-
 
strzeżeniach meteorologicznych, Karol Kor-
 
tum »o niektórych łączeniach się światła, zdol-
 
ności dostrzeganej w różnych ciałach, przy-
 
trzymania go przez niejaki czas na swojej
 
powierzchni« w której to rozprawie proroczo rozwi-
 
nął te zasady, które, w kilkadziesiąt lat później, posłużyły
 
za podstawę do wynalazku Daguerr'a.
 
  Po nim Stanislaw Potocki skreślił obrazowym
 
stylem historyę sztuki udawnych, ks. Woronicz zaś
 
w natchnionej rozprawie o pieśniach narodowych,
 
wezwał żyjące pokolenie, do pielęgnowania i zbierania za-
 
bytków twórczości narodowej, tego skarbu, który »w ustach
 
 
str 239
 
MOWA KS. WORONICZA.
 
 
niewygubnych pokoleń nie boi się pożaru i oręża«. Było
 
to zapowiedzią utworzenia „Pieśnioksięgu narodowego", »aby
 
nietylko język, ale i sławę narodową niepożytem narzę-
 
dziem na rozwalinach świata wyżłobić«.
 
  »Wy, młodzieńcy — zakończył Woronicz piękną swoją
 
rozprawę — kwitnące gałązki tych domów, które nas wspo-
 
minkiem swej sławy rozrzewniają; gdzież lepiej czasu,
 
talentów i nakładu Rodziców waszych użyjecie, jak w roz-
 
wadze i uczeniu się cnoty, ducha i obyczajów Ojców wa-
 
szych? Niestety! Jeszczeście w kolebkach płakali, kiedy
 
powszechna matka nasza, smutne w posagu sieroctwo wam
 
przekazywała. Gdzie się więc o niej dowiecie? Gdzie się
 
w jej twarzy rozmiłujecie? Oto, odczytujcie codzień naj-
 
pierwsze zagajenie związku naszego, w którem, szanowny
 
nasz prezes i kolega, uczenie i gruntownie dowiódł wam
 
dziejami świata całego, że odmiana rządu i składu
 
politycznego bynajmniej narodów nie uma-
 
rza. A nie chodząc daleko po dowód tej prawdy, rzućcie
 
okiem na ten starożytny naród Germanów, od którego nas
 
niegdy wzajemny szacunek Elbą odgraniczał, a którego
 
teraz przyrodkiem jesteśmy. Czemże on dotąd
 
jestestwo swoje utrzymuje, acz na tyle oddzielnych sta-
 
nów i rządów pod różnymi Panami rozdrobniony i podzie-
 
lony? Skądże przecież jest jednym narodem, znaczą-
 
cym i poważanym w Europie? Gzem rozplenia swą istność
 
i sławę? — Językiem i obyczajami dawnych
 
Germanów. A to oboje, czem ożywia i codziennie ukrze-
 
pia? Nauką, światłem, miłością rodu swojego,
 
wspólną braterską pomocą.
 
  »Więc, kiedy pod opieką takiego Rządu wolno nam
 
jego własnemi prawidłami postępować i tchnie-
 
niem ojczystem oddychać, usiłujcie zacni mło-
 
dzieńcy i duchy Ojców waszych pocieszać i szlachetnej
 
opiece rządowej wywięzywać się, że cnotą, męztwem i ro-
 
zumem przodków waszych hartując się, na podporę i ozdobę
 
sprawiedliwego Rządu wzrastacie, nie  zaś na cie-str 240
 
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY CZWARTY.
 
 
Dr. Walenty Gagatkiewicz.
 
 
mnych i ponurych nie-
 
wólników«.
 
  Po rozprawie Szaniaw-
 
skiego o systemie chry-
 
styanizmu, usłyszało To-
 
warzystwo sympatyczny głos
 
Niemcewicza, który odczytał
 
dumę o kniaziu Michale
 
Glińskim, z zapałem przez
 
obecnych przyjętą.
 
  Na posiedzeniu nad-
 
zwyczajnem prywatnem To-
 
warzystwa, które się w dni
 
pięć po publicznem odbyło,
 
Jacek Krusiński, imieniem
 
delegacyi, podał projekt o czynieniu obserwacyj me-
 
teorologicznych po całym kraju, do czego Cza-
 
cki przydał uwagi, projekt ów rozszerzające, a nadto uczy-
 
nił wniosek, poprawienia błędów, jakie się wkradły do cyfr
 
rozprawy X. Sapiehy o miarach i wagach.
 
  Następnie prezydujący odczytał prospekt w języku
 
francuskim o tematach konkursowych, z wnioskiem ogło-
 
szenia go w dziennikach zagranicznych. Tematami były:
 
»O saletrze« o »polskim Czerwcu, jego historyi natural-
 
nej i różnicy od amerykańskiej kokcynelli i własnościach
 
leczniczych«, »O powietrzu morowem w Polsce«,
 
wreszcie temat tragedyi wierszem z dziejów polskich za-
 
czerpniętej. Wyznaczono termin ostateczny dla nadesłania
 
owych tematów na dzień 4 września 1804 r. i określono
 
bliżej warunki konkursu. Poczem Czacki podniósł ważną
 
sprawę dyplomu królewskiego dla Towarzystwa, wynu-
 
rzywszy nadzieje rychłego skutku obiecanego. Z powodu
 
wyjazdu Niemcewicza do Ameryki, Czacki imieniem tegoż
 
»oświadczył pożegnanie oraz gorliwą jego chęć posuwania
 
zamiarów naszych, ile razy w przedmiotach miejscowej
 
usługi wymagających, wezwanym do niej zostanie«. Po
 
 
str 241
 
PROJEKT DZIEŁA POTULICKIEGO.
 
 
takowem oświadczeniu, nadmienił o zleceniach, jakieby dać
 
należało Niemcewiczowi, oraz Maliszewskiemu, odjeżdżają-
 
cemu do Paryża.
 
  Ze spraw bieżących, Krusiński zdał sprawę o poda-
 
nym przez Potulickiego projekcie dzielą elementarnego
 
o historyi naturalnej, Feliks Potocki odczytał pierw-
 
szą część pracy: o dziełach matematycznych ele-
 
mentarnych, Tadeusz Czacki przedstawił referat ks. Kop-
 
 
Dr. Michał Bergonzoni.
 
 
czyńskiego o rozprawie Lindego o etymologii; zalecił
 
wreszcie przystąpienie do roboty tablic sztychowanych do
 
dzieła Śniadeckiego: opisanie fizyczno-matematy-
 
czne ziemi.
 
  Z uwagi na zbliżające się ferye letnie uchwalono,
 
by pozostać mający w Warszawie członkowie składali tak
 
zwane (z francuska) Comite, z władzą stanowienia w spra-
 
wach Towarzystwa decyzyj, zwłoki nie cierpiących.
 
Na następnem posiedzeniu prywatnem nadzwyczajnem
 
z d. 12 lipca 1803 r. naradzano się nad środkami przyspie-
 
 
TOWARZYSTWO WARSZAWSKIE.
 
16str 242
 
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY CZWARTY.
 
 
Biskup Gaspar Cieciszewski.
 
 
szenia druku dzieła Śniadeckiego
 
»honor rodakom przynoszącego«
 
i zapowiedziano bliski przyjazd
 
autora do Warszawy.
 
  Śniadecki w rzeczy samej
 
bawił w Warszawie w począt-
 
kach września i pozostawił na
 
wyjezdnem list do Albertrandego,
 
odczytany na posiedzeniu nad-
 
zwyczajnem 14 września, w któ-
 
rym astronom wynurzył żal, »iż
 
przekład francuski jego rozpra-
 
wy o Koperniku, wykonany
 
przez Tęgoborskiego, jest niewier-
 
nym co do najistotniejszych pun-
 
któw, upstrzony szkodliwemi i wcale niewłaściwemi ozdo-
 
bami, prostotę myśli i rzeczy psującemi, a tem samem
 
pokrzywdzającemi autora w oczach zagranicznych astro-
 
nomów«. Nadsyłając jednocześnie rękopis przekładu po-
 
prawniejszego, prosił Śniadecki, »aby Towarzystwo ów
 
przekład jak najprędzej wydrukowało, zaradzając uprze-
 
dzeniom, które zagraniczni, z niedokładnego francuskiego
 
tłomaczenia pracy, powziąć mogliby o samem dziele. Ta-
 
kowe bowiem uprzedzenia byłyby ubliżającemu równie dla
 
autora, jak i dla Towarzystwa, które tej rozprawie uroczy-
 
stą dało aprobacyę«.
 
  Towarzystwo na wniosek Dmochowskiego propozycyę
 
Śniadeckiego przyjęło.
 
Następnie prezydujący złożył Odezwę Uniwersytetu
 
wileńskiego, pod dniem 25 lipca 1803 r. do Towarzystwa
 
wystosowaną, przy której zakomunikowało kopię »nadanego
 
sobie od Imperatora Wszechrosyi dyplomu, niemniej ustawi;
 
powszechnej instrukcyi publicznej w Jego krajach zapro-
 
wadzonej, oraz wiadomość o nowych i wakujących kate-
 
drach profesorskich«.
 
— »Uniwersytet — nadmienił Albertrandi — wzywa
 
 
str 243
 
NAWOŁYWANIA AlBERTRANDEGO.
 
 
nas do uczestnictwa przyjemnych uczuć, jakie w sercu
 
każdego przyjaciela ludzkości obudzać powinien widok
 
urządzeń, dążących ku wielkiemu zamiarowi—rozszerzenia
 
światła w tak rozleglej potężnego mocarstwa przestrzeni*.
 
  Jednocześnie, spełniając życzenie Czackiego co do
 
wyboru kandydatów do wyjazdu za granicę kosztem Impe-
 
ratora, celem kształcenia się w leśnictwie i ekonomii, wy-
 
brało Towarzystwo na zalecenie XX. Pijarów młodzieńca
 
Antoniego Młochowskiego; wybór zaś drugiego przelał Cza-
 
cki na Jacka Krusińskiego.
 
  Poczem prezydujący złożył przysłane z Paryża przez
 
gen. Komarzewskiego pismo o Grafometrze podzie-
 
mnym, w trzech językach: francuskim, niemieckim i an-
 
gielskim; doniósł nadto, że Śniadecki ofiarowane przez siebie
 
egzemplarze dzieła: teorya rachunku algebrai-
 
cznego przeznacza dla XX. Pijarów.
 
  W końcu Staszic doniósł, że »okoliczności tyczące
 
się wyrabianego dla Towarzystwa diploma« będą przedsta-
 
wione na przyszłem zwyczajnem posiedzeniu.
 
  Posiedzenie to odbyło się po feryach letnich, 16 pa-
 
ździernika 1803 r. Zagaił je Albertrandi mową, zachęcającą
 
kolegów »do dalszego ciągu prac, do jakich powolywa nas
 
i szlachetny cel stowarzyszenia naszego i święty obowiązek
 
zapobieżenia, by narodowa sława, uczonemi pracami przod-
 
ków nabyta, w jednymże wraz z politycznym bytem Oj-
 
czyzny nie zaległa grobie*. Przyczem wynurzył życzenie,
 
by to zagajenie udzielonem zostało »kolegom, wyłączającym
 
się przez ciągle niebywanie na posiedzeniach, od uczestni-
 
ctwa prac wspólnych«.
 
  »Jeżeli kiedy słaby glos mój — mówił między innemi
 
prezes - i niezdolna wymowa, przezacnych kolegów do
 
podejmowania prac usilnych na zachowanie pamiątki imie-
 
nia polskiego, dźwignięcia narodowych nauk was zachę-
 
cała — tedy dziś widzę się do przedsięwzięcia tego samego
 
z podwójną usilnością przynaglonym.
 
  »Zniknął zmiennych okoliczności koleją czas on świe-
 
 
16*str 244
 
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY CZWARTY.
 
 
tny kiedy zgromadzeni tu, Z dalekich nawet prowincyj
 
towarzysze nasi, i radą swoją i pracami, na licznych po-
 
siedzeniach naszych, nas wspierali. Jednym, zaspokojone,
 
które ich tu trzymały, troskliwości, do siedlisk swoich drogę
 
otworzyły, drugich, pomyślniejsze szczęścia nadzieje, albo
 
też chwalebne nabycia nowych świateł żądze, w dalekie
 
od nas zapędziły krainy.
 
  »Pozostała tu, co do liczby, czwarta niespełna część,
 
wchodzi do Towarzystwa, a szczuplejsza jeszcze, jeśli wy-
 
łączeni będą ci, których wiek, których zdrowie, których
 
nieuchronne zaprzątnienia, od naszych obrad i schadzek
 
odrywać zwykły.
 
  »Na waszej tedy pilności, przezacni koledzy, na pra-
 
cowitości nieustannej, polega honor Towarzystwa w swojej
 
zupełności i tego Oddziału, który, z ustanowienia onego,
 
tu, w głównem siedlisku jego, ruchem tej machiny kiero-
 
wać powinien. Ubliżyłoby to honorowi Towarzystwa i Na-
 
rodu, którego cień przedstawia, gdyby, ściągnąwszy na się
 
wejrzenie całej uczonej publiczności, napełniwszy pogłoska
 
swej ustawy publiczne pisma, ogłosiwszy się przed rządem,
 
monarchami, przed Europą — powietrze, którem zrazu
 
tchnęło to Zgromadzenie — miało tchnienie mu na tern
 
miejscu ostatnie przyspieszyć, albo, przynajmniej trzech
 
lat niedorosłą młodość - w zgrzybiałą przemienić starość.
 
  »Nie chciejmy więc, przezacni koledzy, być powodem
 
oszczerstwa imienia polskiego do utrzymywania, iż u nas—
 
wszelkie h zamysłów prędkim jest towarzy-
 
szem nudna tęsknota, że, podług onego żartu Hora-
 
cego, u nas amphora coepta est...
 
  »Przeto, najusilniej upraszam Szanownych Kolegów,
 
aby przepisanych ustawą posiedzeń w czasie wyznaczonym
 
nie opuszczali i dwóch tych dni, albo raczej, kilku godzin
 
ofiarą, wywiązać się usiłowali tej Ojczyźnie, przez wydo-
 
skonalenie literatury narodowej i przyspieszenie wzrostu
 
ojczystych nauk!«
 
  Na posiedzeniu zwyczajnem z listopada 1808 r. pod-
 
 
str 245
 
FUNDUSZE NA SŁOWNIK LINDEGO.
 
 
niesiono sprawę nieuczęszczających na posiedzenia Towa-
 
rzystwa kolegów. Tymi absenteistami byli: Grabowski,
 
Molski, Mostowski, Gagatkiewicz i Klokocki, Zapowiedziano
 
im następstwa ustawą przepisane, »a co do kolegów: Za-
 
charyaszewieza, Kuszla, Przybylskiego i Siarczyńskiego,
 
zgromadzenie, uważając częścią obojętny sposób, w jakim
 
oni przyjęli doniesienie o swym Wyborze i oddalenie ich
 
od miejsca posiedzeń Towarzystwa, postanowiło przenieść ich
 
z rzędu czynnych w poczet członków — przybranych«.
 
 
Ks. Franciszek Siarczyński.
 
 
  Biskup Kossakowski, świeżo z Wiednia przybyły, do-
 
niósł o uczonych pracach Ossolińskiego, zajętego życiem
 
Zygmunta I. i notami rozprawy o Słowianach, złożył nadto
 
dar ofiarowany Towarzystwu przez hr. Szechenyi'ego, t. j.
 
katalog dzieł węgierskich, w trzech tomach, oraz ofiarę
 
Ossolińskiego, który wszelkie duplikaty dziel swego zbioru
 
przeznaczył dla biblioteki Towarzystwa. Doniósł wreszcie
 
o dalszych pracach przygotowawczych do wielkiego Sło-
 
wnika języka polskiego Lindego, którego wydanie »opóźnia
 
trud zebrania potrzebnych Funduszów«.
 
  Zebrani rozdzielili między siebie »udzialy starań, do
 
załatwienia tej trudności« i zaakceptowali projekt Sołtyka,str 246
 
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY CZWARTY.
 
 
który radził, »by autor dzieło tak ważne przypisać zechciał
 
Najjaśniejszemu Imperatorowi Wszechrosyi, którego wspa-
 
niała opieka dosięga wszelkich przedsięwzięć, stosownych
 
do wzrostu i udoskonalenia języków słowiańskich«.
 
  Biskup Kossakowski podjął się napisać do autora z za-
 
chętą, by przyjął te radę.
 
  Powzięty poprzednio zamiar odesłania królowi pru-
 
skiemu oprawionych  Roczników Towarzystwa odłożonym
 
 
Feliks hr. Łubieński.
 
 
został do czasu późniejszego, »gdyż to może być zręczną
 
porą przypomnienia prośby, o łaskawe udzielenie dyplomu«.
 
Wreszcie wyznaczono członków do zdania sprawy
 
o pismach, jakie na przyszłem posiedzeniu publicznem
 
Towarzystwa, wyznaczonem na 5 grudnia 1803 r, czyta-
 
nemu będą.
 
  Na posiedzeniu nadzwyczajnem z dnia 5 listopada
 
zajmowano się przedstawieniem kandydatów w liczbie 10
 
na członków czynnych i 7 przybranych. Ballotowanie od-
 
byto w dniu 16 listopada i wybrano jedynie członków
 
czterech czynnych: Feliksa Potockiego, Bartłomieja
 
 
 
str 247
 
PROJEKT USTANOWIENIA ATENEUM.
 
 
Szuleckiego, Dra Bergonzoniego i Dziarkowskiego. Na przy-
 
branych zaś powołano: Cieciszewskiego biskupa łuckiego,
 
Jana Potockiego, Feliksa Łubieńskiego, Józefa Kossakow-
 
skiego, Antoniego Gliszczyńskiego, Narwoysza prof. mate-
 
matyki w akad. wileńskiej i Konstantego Tymienieckiego.
 
  Uchwalono, że członkowie przybrani będą mieli
 
wszelkie prawa czynnych, w przekonaniu, »że każdy,
 
w uczuciach właściwych rodakowi, ojczystą sławę i rze-
 
telne dobro społeczne kochającemu, znajdzie naglące po-
 
wody dzielenia przyjętych obowiązków z tymi, z którymi
 
go wspólne równają prerogatywy«.
 
  Na posiedzeniu zwyczajnem z dnia 2 grudnia biskup
 
wileński Kossakowski imieniem Czackiego zalecił jako kan-
 
dydata na członka przybranego Aleksandra hr. Chodkie-
 
wicza, zaś Antoni Gliszczyński — Dzieduszyckiego, pisarza
 
W. Ks. Lit., na członków zaś honorowych: EngestrOma,
 
ex-posla szwedzkiego i Castroma.
 
  Członek Wiesiołowski zalecił rozwadze Towarzystwa
 
pracę Albertrandego: 0 starożytnych rzymskich zabytkach ze
 
zbioru Stanisława Augusta. »Pismo to — mówił — jest czę-
 
ścią nowego wcale i w języku naszym nieznanego jeszcze
 
dzieła; zamyka uwagi nowe i godne zastanowienia, odpo-
 
wiada w zupełności znanej autora biegłości w roztrząsaniu
 
trudności numizmatycznych i może sic przyczynie do roz-
 
krzewienia między rodakami ducha użytecznych w tej
 
materyi badań«.
 
  Horodyski zdał sprawę o rzeczy Szaniawskiego, obej-
 
mującej zarys dziejów filozofii, od czasu upadku jej u Gre-
 
ków i Rzymian, aż do epoki odrodzenia nauk.
 
  Ks. Kopczyński mówił o tłomaczeniu Dmochowskiego
 
listu Horacyusza do Florusa i »oddał winną spra-
 
wiedliwość tej pracy, »w której wszystko odpowiada sławie
 
tłómacza, nabytej już przez szczęśliwe tlómaczenia wzo-
 
rowych rymopisów«.
 
  Prezydujący zdał sprawę o rozprawie biskupa Kossa-
 
kowskiego „O języku czeskim" i uznał tę pracę »jako wyko-str 248
 
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY CZWARTY.
 
 
naną pod przewodem serca, głęboko przeniknionego inte-
 
resem sławy ojczystej, a tem samem zdolną przyjemne
 
na słuchaczach sprawić wrażenie«.
 
  Gliszczyński wniósł projekt »rozszerzenia zamiarów
 
Towarzystwa, przez założenie Ateneum, lub Liceum
 
na wzór zagranicznych tego rodzaju instytucyj, niemniej
 
obmyślenia środków pomnożenia poprawnych edycyj pisa-
 
rzów wzorowych i obniżenia ich ceny«. W końcu przed-
 
stawił konieczność ustanowienia pewnych i trwałych do-
 
chodów Towarzystwa, przez subskrypcye dobrowolne.
 
  Posiedzenie zakończyło się przypomnieniem przez pre-
 
zydującego sprawy wyrabianego dyplomu i potrzebą prze-
 
słania instrukcyi do Berlina Alexandrowi Potockiemu.
 
  Poparł ów wniosek Staszic i nadmienił, że sprawa
 
ta wymaga baczniejszej rozwagi.
 
 
str 249
 
ROZDZIAŁ XXV.
 
 
Posiedzenie publiczne Grudniowe 1803 r. Ukończenie Słownika Lindego.  Albertrandi o tej
 
pomnikowej pracy. Zapowiedź prac braci Śniadeckich.  Kossakowski o literaturze czeskiej.
 
Sympatye słowiańskie. Sprawa dyplomu. Wiadomości z Berlina. Zawiązek Biblioteki. Dar
 
Alexandra ks. Sapiehy. Kłopoty ustalenia siedziby Towarzystwa.
 
 
W dniu 5 grudnia 1803 r. odbyło się szóste z kolei
 
posiedzenie publiczne Towarzystwa. Zwracając się
 
do licznie zgromadzonego grona słuchaczy, złożonych, jak
 
to orzekł w zagajeniu swem X. Albertrandi, »ze szczątka
 
szanownego narodu, u którego, ojczystej chwały miłość
 
przytłumioną nie została; ze światłych ludzi, umiejących
 
poważać prace i usiłowania, do tak szlachetnego dążące
 
celu; z gorliwych obywatelów, zachęcających do podejmo-
 
wania pracy, której celem jest rozmnożenie światła; ze
 
współziomków, tchnących z nami jednem powietrzem, mó-
 
wiących jednym językiem, ożywionych jednąż chęcią«
 
z radością zapowiedział mówca ukończenie Słownika języka
 
polskiego Lindego, składającego się z ośmiu ogromnych to-
 
mów. »Dzieło to — mówił Albertrandi — język ojczysty,
 
od pierwszych, iż tak rzekę, atomów, z których się składa,
 
wyprowadzając, cały w powszechności ogarnia, od pałaców,
 
świątyń i gmachów, najpoważniejszych niegdyś prawodaw-
 
stwa i sadownictwa siedlisk, aż do rynku, roli i lepianek,str 250
 
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIĄTY.
 
 
gdzie w prostocie swojej język ten, niemniej, a częstokroć
 
bardziej, jest ojczystym. Autor, z kształtu i, że tak rzekę,
 
powierzchownej postawy tego języka, zapewnia pobratym-
 
stwo z innemi, od jednegoż szczepu słowiańskiego pocho-
 
dzącymi językami i cola go aż do równiny Sennar. Dzieło
 
więc takowe zabezpieczyć może na wieki egzysteneye ję-
 
zyka polskiego i dla tego, niewątpliwie, - zdaniem mówcy_
 
»publiczność, ujęta żądzą utrzymania całości i chwały tego
 
zabytku narodu« poprzeć usiłowań i pracy autora nie
 
omieszka.
 
  Z kolei zapowiedział Prezes nowe wydanie Geo-
 
grafii matematyczno-fizycznej Jana Śniadec-
 
kiego, który jednocześnie pracuje nad ułożeniem zbioru
 
pieśni starodawnych ojczystych, oraz dwóch dziel Ina ta
 
jego, Jędrzeja: Teorya jestestw organicznych
 
i teorya zimna atmosferycznego, oraz wielu prac
 
pomniejszych innych autorów, bądź oryginalnych, bądź
 
tlómaczonych. Zakończył swą mowę Prezes zwrotem na
 
cześć wybierającego się podówczas do Ameryki Niemce-
 
wicza, który obiecał »kosztownemi rymotwórczego swego
 
pióra obesłać nas podarunkami, pióra onego, polnego wdzię-
 
ków, wspaniałości, mocy, powagi, żywości i dowcipu«.
 
  Z kolei wstąpił na mównicę biskup Kossakowski
 
i odczytał piękną rozprawę o literaturze czeskiej
 
i związku języków słowiańskich. Miała ona, jak
 
na owe czasy, wysoce symptomatyczny charakter, jako
 
podnosząca, w wymownych i faktami popartych wyrazach,
 
nić solidarności, która winna łączyć naród polski, z in-
 
nemi narodami słowiańskimi, a przedewszystkiem - z na-
 
rodem czeskim, »który ma główną nauk, sztuk i umiejętno-
 
ści szkołę, gdzie trzy tysiące uczniów doskonali się w roz-
 
maitych umiejętnościach, gdzie księgarnie publiczne dla
 
licznego czytelnika codziennie są otwarte, naród, którego
 
wielu nauczycielów słynie dziś w stolicy państw a u-
 
stryackich, który ma dokładnie i rozsądnie napisami
 
kronikę, który umie cenić moc i piękność Iliady i w wła-
 
 
str 251
 
O LITERATURZE CZESKIEJ.
 
 
snym języku czyta Homera, którego rękodzieła w dosko-
 
nałości angielskim wyrównywają. Naród taki, który w dzie-
 
jach swoich od naszych przodków swój szczep i początek
 
wyprowadza z chlubą - głosił dalej z zapałem mówca —
 
którego większa część dziejów z naszeini jest wspólna, nad
 
którym przez czas niejaki panowali nasi ojcowie, któremu
 
największy dar niebios, zaprowadzenie do nas Chrześcijań-
 
stwa, a z niem pierwsze nauk światło winniśmy, naród,
 
którego pasterze w Polsce i Prusiech pierwsi wiarę chrze-
 
ścijańską opowiadali, od którego, przeniesione na nasz język,
 
pierwsze mamy śpiewy, majestat prawdziwego Boga wiel-
 
biące, którego mowa pobratymska ledwie w czem od na-
 
szej jest różna, naród ten, oświeceni mężowie, na szczegól-
 
niejszą uwagę waszą zasługuje!«
 
  Misternem i politycznem było zakończenie mowy bi-
 
skupa Kossakowskiego. Zestawiając fakta odradzania się
 
nauk we wszystkich krajach słowiańskich, oddal hołd ce-
 
sarzowi Alexandrowi I, »Monarsze najpotężniejszych na
 
północy narodów słowiańskich, gruntującym powszechną
 
ich szczęśliwość na oświeceniu, na którego skinienie — da-
 
wne odradzają się, i większej nabywają świetności, nowe
 
powstają Akademie słowiańskie« a jednocześnie
 
napomkną! i 0 »Panująeym Słowianom nad Wisłą
 
i Odrą, który, Towarzystwo, pracujące około wydoskona-
 
lenia języka narodowego.... pod najwyższą swoją opiekę
 
przyjął łaskawie...«
 
  Tego rodzaju stopniowanie w pochwałach nie musiało
 
być, obecnym na posiedzeniu delegatom rządowym pru-
 
skim, przyjemnem.
 
  Wypełniły resztę posiedzenia publicznego rozprawy:
 
Kortuma o konduktorach, Szaniawskiego rzut oka
 
na dzieje filozofii, X. Poczobuta o dawności Zo-
 
dyaku w Egipcie i przekłady z Horacego, odczytane
 
przez F. Dmochowskiego.
 
  Na następnem posiedzeniu nadzwyczajnem Towarzy-
 
stwa, odbytem dnia 11 grudnia 1803 r. głównie zajmowanostr 252
 
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIĄTY.
 
 
Ks. Marcin Odlanicki Poczobut.
 
 
się sprawą oczekiwanego dy-
 
plomu królewskiego, podno-
 
szona nieustannie przez Sta-
 
szica. — Niepokoił obecnych
 
brak wiadomości stanowczych
 
z Berlina, gdzie Alexander Po-
 
tocki bawił, szturmując bez-
 
owocnie do ministrów pru-
 
kich.
 
  Posiedzenie d. 16 grudnia
 
1803 zaznaczyło się ważnym
 
Taktem ofiarowania na zawią-
 
zek przyszłej biblioteki Towa-
 
rzystwa pięknej kolckcyi rzad-
 
kich dzieł, w ilości czterech
 
tysięcy tomów. Ofiarodawcą był Alexander ks. Sapieha.
 
Dar uczynionym został pod warunkiem, że w razie roz-
 
wiązania Towarzystwa, książki zwrócone będą rodzinie
 
darującego.
 
  Towarzystwo z wdzięcznością przyjęło »ów dowód
 
znakomitej dla interesu nauki szczodroty, której skutki
 
najodleglejszych sięgać będą pokoleń, a tern samem, dla
 
wspaniałomyślnego dawcy uwiecznią prawa wdzięczności
 
i rozrzewniającej pamiątki, w każdem dla sprawy ludzko-
 
ści oddychającem sercu«.
 
  Wtedy dopiero po raz pierwszy odczutą została ko-
 
nieczność obmyślenia stałej dla Towarzystwa i jego przy-
 
szłych zbiorów siedziby, jak dotąd, czasowej. Lecz przed-
 
miot tak ważny, który dopiero później, dzięki ofiarności
 
Staszica, znalazł urzeczywistnienie, zmuszonem było To-
 
warzystwo odłożyć, do czasu pozyskania upragnionego kró-
 
lewskiego dyplomu. Nie tylko sprawa stałego locum dla
 
Towarzystwa, lecz i zabezpieczenie jego materyalnego bytu,
 
zaprzątały rozważne umysły członków; postanowiono za-
 
tem oczekiwać powrotu Sołtyka do Warszawy, by i tę
 
trudność, jak bądź, załatwić.
 
 
str 253
 
PROJEKTA STAŁEJ SIEDZIBY.
 
 
  Członkowie: Potulicki i Gliszczyński podnieśli kwestyę
 
zwracania baczniejszej niż dotychczas uwagi na »prace
 
bezpośredniego pożytku dla społeczeństwa, przez które, To-
 
warzystwo mogłoby sobie zasłużyć na względy i poparcie
 
ze strony Rządu«. Do rzędu takich prac należałoby obmy-
 
ślenie środków usunięcia »najstraszniejszych dla gospodar-
 
stwa wiejskiego ciosów«, które, w postaci gąsiennic, ni-
 
szczą »najrozległejsze bory z nadspodziewaną szybkością*,
 
jakoteż szarańczy, » ściągającej na siebie baczność na-
 
turalistów«.
 
  Zakończono rok 1803 przeglądem prac dotąd doko-
 
nanych, jak również poruszonych w ciągu tegoż roku, lecz
 
niezałatwionych, spraw literackich i naukowych.str 254
 
ROZDZIAŁ XXVI.
 
 
List Aleksandra Potockiego. Dyplomatyczne wybiegi pruskie. Rozczarowanie. Konkurs Kossa-
 
kowskiego. Zapowiedź pieśnioksiągu Woronicza. Rękopis Wielhorskiego. List Jędrzeja Śnia-
 
deckiego o teoryi jestestw organicznych. Reforma ustawy Towarzystwa. Linde na posiedze-
 
niu lutowem 1804. Jego krytyka stylu ustaw. Projekta Potockiego. Organizacya wewnętrzna.
 
O płodozmianie. Projekta Lindego co do miejsca posiedzeń Towarzystwa. Biblioteka Zału-
 
skich. Pałac Saski.
 
 
Początek roku 1804 przyniósł wreszcie jaką tuką w spra-
 
wie dyplomu królewskiego wiadomość. Nadszedł
 
z Berlina list od Potockiego, donoszący o odpowiedzi kon-
 
syliarza tajnego de Klevitza, udzielonej delegatowi w tej
 
sprawie. Minister zasłoniwszy się formułkami, nie uznał
 
Potockiego za dostatecznie wylegitymowanego do starań
 
i poradzi], po wyjednaniu od Towarzystwa pełnomocnictwa
 
wyraźnego, podać Najjaśniejszemu królowi notę.
 
  Spostrzegło się Towarzystwo, że tego rodzaju wymi-
 
jająca odpowiedz jest tylko pozorem do odmowy i »wy-
 
miarkowało z niej, że względem treści żądań zaszło nie-
 
jakie nieporozumienie« skutkiem czego, postanowiło odpisać
 
Potockiemu, iż »nieupatruje pory do odstąpienia od pra-
 
wideł ostrożności, w instrukcyi mu udzielonej przed-
 
stawionych«. »Tymczasem, comite trudnić się będzie upa-
 
trywaniem środków, mogących pewniej zbliżyć skutek, tak
 
ważnej dla losu Towarzystwa negocyacyi«.
 
 
str 255
 
POSIEDZENIE STYCZNIOWE  1804.
 
 
  Michał wyszkowski.
 
 
  Wdalszym przebiegu rozpraw,
 
odczytano list biskupa Kossakow-
 
skiego, który uznawszy, że ofia-
 
rowana przez siebie kwota stu
 
dukatów dla autora dziejów
 
literatury polskiej jest
 
niepotrzebną, bo dziełem tem »za-
 
trudnia się mąż, dla którego,
 
oprócz wdzięczności i sławy, nie
 
można o żadnej innej myśleć na-
 
grodzie; zażądał, by kwota ofia-
 
rowana obróconą była na składkę
 
na rozpoczęcie druku Słowni-
 
ka języka polskiego Lin-
 
dego.
 
  Ostatnie posiedzenie styczniowe 1804 zaznaczyło się
 
oświadczeniem Ks. Woronicza, iż obmyślił plan utworze-
 
nia Pieśnioksięgu narodowego, którego część obie-
 
cał przedstawić na posiedzeniu kwietniowem.
 
  Jednocześnie uchwalono, by posiedzenia zwyczajne
 
odbywać odtąd w porze popołudniowej, w godzinach od
 
5 do 8.
 
  Na posiedzeniu 3 lutego Feliks Potocki złożył rękopis
 
generała Wielhorskiego o fortylikacy i polowej, z za-
 
leceniem tej pracy, »jako obejmującej wiele wyrazów te-
 
chnicznych, do sztuki wojennej się odnoszących, a tem
 
samem mogących się przydać do wzbogacenia języka pol-
 
skiego«.
 
  Zajmowano się w dalszym ciągu trudnościami, jakie
 
sprawa medalu konkursowego nastręcza, skutkiem braku
 
odpowiednich artystów i dlatego Stanisław Potocki radził
 
powierzyć tę robotę jakiemu sławnemu artyście wiedeń-
 
skiemu i zlecić wybór jego Lindemu.
 
  Sprawę posiedzeń zwyczajnych Towarzystwa upo-
 
rządkowano w ten sposób, że odbywać się one miały na
 
str 256
 
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ. DWUDZIESTY SZÓSTY.
 
 
przyszłość dwa razy na miesiąc po 1. i po 15 w dni nie-
 
dzielne, o porannych godzinach.
 
  Odczytano następnie ciekawy list Jędrzeja Śniadec-
 
kiego z Wilna, który nie zgodzi! się na wydanie swej
 
Teoryi jestestw organicznych, pod opieką To-
 
warzystwa przyjaciół nauk »bo to dzieło, jako zamyka
 
jące nową wcale i autorowi właściwą teoryę lekarskie
 
nauki, mogłoby otworzyć pole do uporczywych i gwałto-
 
 
Dr. Leopold Lafontaine
 
b. lekarz nadworny Stan. Anglista.
 
 
 
wnych sporów, na które nieprzyzwoitą byłoby rzeczą na-
 
rażać Towarzystwo«.
 
  Wreszcie Szulecki zdawszy sprawę z przekładu Bro-
 
niea, dziejów francuskich Pawła Emiliusza
 
Weroneńczyka, naganił wybór dzieła, »które, napi-
 
sane zbyt zawiłym stylem, nosi cechę jawnej diu Włochów
 
stronności i nie może się przydać do prawdziwego oświe-
 
cenia rodaków naszych«.
 
  Sprawa ustalenia redakćyi Ustawy Towarzystwa
 
żywo w owym czasie zajmowała członków i w tym celu
 
 
str 257
 
WARSZAWA PRUSKA
 
Krakowskie Przedmieście i kościół OO. Missyonarzy
 
Akwarella nieznanego artysty dworu Landgrafa Hessen Darmasztadzkiego
 
Ludwika X. z r. 1800 (z kollekcyi Mat. Bersohna).
 
 
17str 258
 
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY SZÓSTY.
 
 
wyznaczono oddzielne Comité do gorliwego zajęcia się prze-
 
jrzeniem wszystkich, przy zawiązaniu Towarzystwa przy-
 
jętych, zasad jego działalności. To też, gdy w lutym 1804 r.
 
Linde przybył do Warszawy, dla dopilnowania druku
 
swego Słownika i w jego obecności odbyło się posiedzenie
 
zwyczajne w d. 16 lutego; po rozdaniu członkom odezwy
 
z ogłoszeniem prenumeraty na to dzieło, przystąpił do
 
przedstawienia uwag nad reformą Ustaw Towarzystwa.
 
Rozpoczął od »nagany stylu « w jakim zredagowała dele-
 
gacya raport w tym przedmiocie i powstał przeciw »in-
 
nowacyom zagrażającym czystości języka i przeciw
 
obszerności raportu« radząc, by »w ustawach wykazane
 
były dwa jedyne środki osiągnięcia celu Towarzystwa, t. j.
 
praca i pieniądze«. Zapewnił »o chęciach Rządu,
 
przyjaznych utrzymaniu polskiego języka«, mówił o »po-
 
trzebie dawania pierwszeństwa pracom użytecznym,
 
przed pracami przyjemnemi«. Zalecił wreszcie wy-
 
bór generał majora Chlebowskiego i radcy kamery Fiszera
 
do grona członków Towarzystwa, jako ludzi życzliwych
 
pracom tegoż, wpływowych, i mogących wiele dobrego dla
 
rozwoju zgromadzenia uczynić.
 
  Uwagi te przyjęto życzliwie, poczem Feliks Potocki
 
przedstawił projekt rozkładu prac Towarzystwa na klasy
 
i odczytaj rys przedwstępnych prac klasy I-ej, radząc,
 
»by skład tej klasy zatrudniał się przedwstępnym syste-
 
matem i na rozumie wspartym rozgałęziowaniem
 
umiejętności i nauk pod tę klasę podpadających, tudzież
 
wykładem dziejów każdej z nich, nareszcie opisem stanu,
 
w jakim się która u nas znajdują zapasów, jakie co do
 
niej posiadamy i niedostatków, którym zaradzić potrzeba«.
 
Do przygotowania takowych prac wezwał:
 
  Co do umiejętności matematycznych i fizyko mate-
 
matycznych: Bystrzyckiego i Szuleckiego.
 
  Co do chemii — Potulickiego.
 
  Co do historyi naturalnej i mineralogii — Staszica
 
  Co do botaniki i nauki lekarskiej — Dziarkowskiego.
 
 
str 259
 
O PŁODOZMIANIE.
 
 
  Wniósł, aby Towarzystwo obmyśliło tymczasowie
 
»miejsce jakowe« na posiedzenia klasy pierwszej;
 
aby wyrobiło pozwolenie na pożyczanie książek z »biblio-
 
teki pokrólewskiej XX. Pijarów«, wreszcie, aby spisało ka-
 
talog tych książek.
 
  Po nim, członek Horodyskipodał projekt przetłómacze-
 
nia na język polski Ustaw powszechnych cywil-
 
nych państw pruskich, w taki sposób, by klasa nauk
 
moralnych zajęła się obmyśleniem sposobu urzeczywi-
 
stnienia tego ważnego dla kraju zamiaru.
 
  W końcu Albertrandi odczytał listy łacińskie, prze-
 
znaczone dla Józefa Voltiggi, z podziękowaniem za egzem-
 
plarz słownika języka illyryjskiego; dla hr.
 
Schechenyi, za katalog dzieł węgierskich i dla
 
uczonego Dobrowskiego, profesora w Pradze Czeskiej.
 
  Wreszcie, z uwagi »nietylko na potrzebę nadania po-
 
siedzeniom postawy prawdziwie literackiej i ożywienia ich
 
przez światłe rozprawy, ale razem i na potrzebę rozsze-
 
rzania między rodakami historycznych wiadomości o po-
 
stępku nauk i umiejętności« odczytał prezes część swego
 
przekładu dzieła autora włoskiego Andresa »o począ-
 
tku, postępku i stanie niniejszej literatury«,
 
obiecując dalszy ciąg tej pracy na następnych posiedze-
 
niach, w nadziei, »że przykład ten, czytywania rozmaitych
 
wyjątków, naśladowany przez innych kolegów, zbliży bar-
 
dziej przyszłe posiedzenie do właściwego zamiaru — wza-
 
jemnego światła zamiany«.
 
  Na posiedzeniu następnem z d. 18 marca 1804 usły-
 
szeli członkowie dalszy ciąg pracy Andresa, poczem Potu-
 
licki zdał sprawę z dzieła Dra Schlegela, wraz z przedmową
 
do przekładu dzieła »o płodozmianach, czyli nauce
 
ustanowienia porządku ziemiopłodów«.
 
  Wreszcie Albertrandi zapowiedział dłuższą nieobe-
 
cność w kraju dotychczasowego sekretarza Towarzystwa
 
J. K. Szaniawskiego i potrzebę wyboru innego w jego
 
miejsce.
 
 
17*
 
str 260
 
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY SZÓSTY.
 
Na posiedzeniu 8 kwietniu 1804 przyjęto jednomyśl-
 
nie na członków: Antoniego Gliszczyńskiego i Radce ka-
 
mery Fischera, na godność sekretarza Towarzystwa powo-
 
łano Ludwika Osińskiego — z płacą dziesięciu dukatów
 
miesięcznie.
 
  Z uwagi na spodziewany przyjazd króla pruskiego
 
do Warszawy, uchwalono wręczyć mu Ustawy Towa-
 
rzystwa.
 
 
Jerzy Christian Arnold
 
b. lekarz Stan. Augusta.
 
 
  Posiedzenie 15 kwietnia 1804 zaznaczyło się protestem
 
Staszica przeciw nielegalnym wyborom dopełnionym na
 
sesyi upłynionej.
 
  — »Nie chce przez to — mówił surowy przestrzegacz
 
legalności — uwłaczać zasługom obranych członków, ale
 
ostrzegam, jakie z takiego zaniedbania raz przyjętych
 
ustaw wyniknąć mogą skutki«.
 
W zastosowaniu się do tej przestrogi Prezes Alber-
 
trandi przyrzekł odtąd pilnować baczniej formalności wy-
 
 
str 261
 
BIBLIOTEKA ZAŁUSKICH.
 
 
boru i uprosił sekretarza o zdanie sprawy co do propono-
 
wanych nowych kandydatów: Chlebowskiego, Lafontaina
 
Arnolda, Wyszkowskiego i Znoska«.
 
  Linde zakomunikował zebranym ważną wiadomość:
 
»że miejsce na posiedzenia prywatne Towarzystwa i na
 
jego bibliotekę może być obrane albo w Bibliotece da-
 
wnej Załuskich, lub w Saskim pałac u. Czeka
 
tylko na odpowiedź Rządu«.
 
  Towarzystwo »mile przyjęło ten nowy dowód gorli-
 
wości kolegi Lindego o wspólne dobro« i uprosiło Stani-
 
sława Potockiego i Gutakowskiego, aby jak najdogodniejsze
 
obrali siedlisko.
 
  Na posiedzeniu zwyczajnem z 20 kwietnia, prezydo-
 
wal Staszic w zastępstwie Albertrandego i pod jego kie-
 
runkiem odbyto kreskowanie na członków przybranych,
 
których zamianowano, w osobach: Lafontaina, Arnolda,
 
Jana Znoska profesora uniwersytetu wileńskiego i Michała
 
Wyszkowskiego.
 
  Z uwagi na spodziewany przyjazd króla pruskiego
 
do Warszawy, postanowiono odbyć publiczne nadzwyczajne
 
posiedzenie, na którem, po zagajeniu Prezydującego, mieli
 
czytać rozprawy: Linde w języku niemieckim, Stanisław
 
Potocki zaś — w języku francuskim.
 
Poczem zajmowano się projektem urządzenia wy-
 
działów Towarzystwa.str 262
 
ROZDZIAŁ XXVII.
 
 
Prasa warszawska w roku 1804, wobec przewrotu dziejowego we Francyi. Cesarstwo Na-
 
poleońskie. Indyferentyzm Towarzystwa. Wiadomości z Krzemieńca. Rozprawa o bursztynie.
 
Staszic o rozprawie Potockiego o rolnictwie. Artysta berliński Loos. Utwory Bykowskiego.
 
Zastrzeżenie Staszica. L nde otrzymuje zapomogę na Słownik od Alexandra I. List króla
 
pruskiego do Lindego. Wiersz Felińskiego na czesc Czackiego. Posiedzenie Majowe 1804 r.
 
Prace nad reformą ustawy. List Wincentego hr. Krasińskiego. Jego projekt Dykcyonarza
 
historycznego. Oszczerstwa pisarzy francuskich o Polsce. List hr. Bathyanlego o historyi
 
Warszawy.  Generał Chlebowski w sprawie dyplomu. Nowe wybory członków w r. 1804.
 
 
W trakcie tego, gdy w spokojnej stolicy Prus południo-
 
wych uczeni polscy zajmowali się kwestyami ode-
 
rwanemu, a społeczeństwo miejscowe, pod łaskawym na po-
 
zór, a groźnym w swoich celach, rządem pruskim, oswajało
 
się zwolna z nowym rzeczy porządkiem; podczas gdy prasa
 
warszawska, reprezentowana przez najstarszy organ, Ga-
 
zetę warszawską, podawała szczupłe wiadomości z gazet za-
 
granicznych, o wypadkach przygotowujących się we Fran-
 
cyi, które niezadługo odbić sie miały na losach Polski
 
i wprowadzić je na nowe zupełnie tory; podczas gdy w ar-
 
tykułach oryginalnych znajdowano wyłącznie wiadomości
 
o sztukach przedstawianych w teatrze, o balach na cele
 
dobroczynne, o łaskawości króla pruskiego, który — jak to
 
pisał podówczas Antoni Trębicki w Nrze 42 Gazety war-
 
szawskiej — »pragnie naśladować Fryderyka W. dziada
 
 
str 263
 
ROZPRAWA O BURSZTYNIE.
 
 
swego i używa dochodów publicznych na obronę, wspar-
 
cie, zagospodarowanie i ozdobę państw swoich«, jak rów-
 
nież o odwadze prof. Bourqueta, który gondolą balonu
 
»puszczał się nieszkodliwie w obłoki...« We Francyi ogło-
 
szonem zostało cesarstwo, Napoleon z dożywotniego kon-
 
sula został cesarzem dziedzicznym i gotował wojska swoje
 
do pochodu przeciw Austryi i Rosyi, do pochodu, który
 
miał się zakończyć Austerlitzkim pogromem.
 
  Wierne swemu programowi, Towarzystwo przyjaciół
 
nauk, wiadomości wszelkie polityczne zostawiało na ubo-
 
czu, nic zajmowało się zupełnie wypadkami europejskimi
 
i w dalszym ciągu uprawiało w ciszy i skupieniu zajęcia
 
naukowe.
 
  Dziennik jego posiedzeń majowych 1804 r., — z epoki
 
tej właśnie, która, brzemienna dziejowemi wypadkami, zmie-
 
nić miała niezadługo postać- świata, wciągnąć w orbitę wo-
 
jenną wszystkie europejskie państwa i wtrącić, oporne
 
dotąd koalicyjnym intrygom przeciw Francyi, państwo
 
pruskie, w wir wojenny, doprowadzić je wreszcie do osta-
 
tecznego upadku i rozprzężenia i sprowadzić na bruk war-
 
szawski zastępy wojsk rosyjskich, dążące na pomoc Au-
 
stryi — dziennik ów, nie zawiera w sobie ani jednej no-
 
tatki, stojącej w związku z owemi dziejowemi katakli-
 
zmami...
 
  Na posiedzeniu zwyczajnem 6 maja 1804 r. zastępca
 
prezesa, Staszic, przedstawił członkom nadesłane przez
 
Czackiego » urządzenie gimnazyum wołyńskie-
 
go«, którego obecni z wielkiem wysłuchali zajęciem.
 
  Posiedzenie 19 maja 1804 r. rozpoczęło się od zdania
 
sprawy Bystrzyckiego o rozprawie Potulickiego »obur-
 
sztynie, jego osobliwszych własnościach, spo-
 
sobie dobywania z ziemi i rozkładzie jego
 
chemicznym«. Zażądał referent od autora uzupełnienia
 
tej pracy, wykazaniem: »jaka jest własność soli lotnej,
 
oleju, tudzież cieczy kwaskowej, dobywającej się z bur-str 264
 
CZEŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY SIÓDMY.
 
 
sztynu? Czy nie jest w miejscowościach, gdzie bursztyn
 
się znajduje, woda słona, lub kamienie słone? Czy są jakie
 
znaki, z których można sądzić o znajdowaniu się w ja-
 
kiem miejscu bursztynu? Czyli bursztyn zawsze jest po-
 
wleczony ziemia, lub inną istotą szczególną? Czyli kopalny
 
bursztyn niczem się nie różni od zbieranego nad brzegiem
 
morza? Czyli kolor jego żółty nie odmienia się w biały,
 
przez działanie promieni światła?«
 
 
Alexander hr. Potocki.
 
 
  Staszic przedstawił sprawozdanie z rozprawy Ale-
 
xandra Potockiego o rolnictwie. Rozebrawszy treść
 
dyssertacyi, oddal sprawiedliwość »pracy, biegłości i wy-
 
mowie autora, z jakiemi przedstawił wzrost rolnictwa, od
 
pierwszych jego początków, zbijając zarzuty cudzoziem-
 
ców, o mniemanem niewolnictwie włościan polskich«. Przed-
 
stawił następnie »trzy gatunki ludzi, w kraju naszym tru-
 
dniących się rolnictwem: włościan, dzierżawców i właści-
 
cieli, kładąc za przyczynę niepostępowania rolnictwa u wło-
 
ścian, ich nieoświecenie, u dzierżawców — zwyczaj trzech-
 
letni ich kontraktów, czas zbyt krótki do robienia nakła-
 
 
str 265
 
ARTYSTA BERLIŃSKI LOOS.
 
 
dów, z których korzyści daleko później się zwracają«. Wy-
 
nurzył »uwielbienie ustaw, tyczących się szkoły rolniczej,
 
przepisanej w Uniwersytecie wileńskim i zachęcił naostatku
 
młodzież, do zatrudniania się tak ważnym przedmiotem«.
 
  W końcu zaopiniował referent, iż dzieło to, tak ze
 
wszech miar ważne, zasługuje na publiczne odczytanie.
 
Poczem Fr. Dmochowski zdał sprawę z pisma bisk.
 
Kossakowskiego, na cześć zmarłego X. Pilchowskiego, nadto
 
z pochwały Sołtyka, napisanej na cześć zmarłego X. Her-
 
mana Osińskiego, wreszcie z wiersza Ludwika Osińskiego
 
o dobroczynności.
 
  Linde przedstawił odpowiedź artysty berlińskiego,
 
P. Loos, w której tenże przysłał wzór medalu i jego cenę,
 
przyczem ostrzegł, »że gdyby Towarzystwo chciało wziąć
 
stempel do siebie, mógłby być zepsuty, przez niedoskona-
 
łość wybijającego«. Model z małą zmianą przyjęto.
 
  Wreszcie Prezes przedstawił list p. Bykowskiego, po-
 
rucznika wojsk rosyjskich, z nadesłaną tragedyą tegoż:
 
Belizaryusz i dwiema komedyami wierszem. Postano-
 
wiono podziękować autorowi, lecz powtórzyć to, co już raz
 
do niego pisano: »że Towarzystwo, dla słusznych przyczyn,
 
wymawia się od rozstrząsania dziel tego rodzaju«. Zako-
 
munikowano również list p. Żychlińskiego, członka Towa-
 
rzystwa ekonomicznego w Międzychodzie, dystrykcie Mię-
 
dzyrzeckim, w którym tenże żądał, »aby oba Towarzystwa
 
mogły sobie wzajemnie udzielać pism, tyczących się rol-
 
nictwa«.
 
  Na to odezwał się Staszic: »Zamiary tego Towarzy-
 
stwa są chwalebne, ale gdy tylko w jednej ekonomii do
 
naszego celu zmierza, więc wydział nie widzi, aby te dwa
 
Towarzystwa mogły mieć inszy między sobą związek, jak
 
tylko — wzajemne udzielanie sobie pism, tyczących jedynie
 
rolnictwa«.
 
  Już w owej epoce promienie działalności młodego To-
 
warzystwa zaczęły przenikać do odleglejszych krain i na
 
dawać pracom jego członków znamię trwalsze.
 
str 266
 
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY SIÓDMY.
 
 
  Pomnikowe dzieło, przygotowane do druku przez Lin-
 
dego, znalazło uznanie nie tylko w społeczeństwie, lecz
 
w sferach najwyższych.
 
  W zastosowaniu się do rady kolegów, przesiał Linde
 
prospekt swego dzida cesarzowi Alexandrowi I i otrzymał
 
od tego monarchy 500 dukatów na jego druk.
 
  Wobec tego nie mógł i Fryderyk Wilhelm pominąć
 
sposobności do okazania swoich względów autorowi.
 
  W dniu 13 maja 1804 r. przesłał król Lindenau list
 
następującej osnowy:
 
  »Wielce uczony, kochany i wierny! Przedsięwzięcie
 
wydania od was Słownika polskiego, podług planu pod d.
 
30 z. m. mnie przełożonego, uważam za zaszczyt tak pe-
 
łen zasługi, że z swojej strony chętnie przyłożyć się chce
 
do jego wsparcia. Zatem, jeszcze pod dzisiejszą datą zleci-
 
łem  ministrom  stanu  v. Voss,  wielkiemu kanclerzowi de
 
Goldbeck, baronowi de Schroetter i de Massów, aby kra-
 
jowe kolegia Prus wschodnich, zachodnich, południowych
 
i nowo wschodnich wyższe szkoły, które dzieła tego z po-
 
żytkiem używać mogą, tudzież tajny najwyższy Trybunał,
 
na to dzieło prenumerowały. Z czego pomiarkować może-
 
cie, jak pochwalam w tej pracy uczoną pilność waszą.
 
Wasz łaskawy Król. Fryderyk Wilhelm. Z Potsdamu 16
 
maja 1804«.
 
  Zwracały się serca współziomków wobec takich do-
 
wodów uznania dla członków uczonego grona i do tych,
 
którzy pierwsi starań do utrwalenia bytu Towarzystwa
 
przyłożyli i promienie jego działalności do najdalszych
 
krańców dawnej Rzplitej rozszerzali.
 
  Alojzy Feliński wyśpiewał na cześć Czackiego wspa-
 
niały dytyramb, w którym, mówiąc o zasługach tego męża,
 
między innemi pisał:
 
 
  »Żal po stracie ojczyzny pragnąc w nas ukoić,
 
  Tyś chciał miłością światła dawnych ziomków spoić.
 
  I oddając hold cnocie, zasłudze, naukom,
 
  Sławę i język ojców późnym przesłać wnukom.
 
 
str 267
 
ROCZNIKI TOWARZYSTWA.
 
 
  Wydarłszy cieniom nocy pism krajowych szczątki,
 
  Tyś drogie dziejów Polski zachował pamiątki,
 
  Sam zyskałeś z uczonych prac szacunek trwały
 
  I szlachetnieś do cudzej przyłożył sie chwały.
 
  Znanych ze światła ziomków tyś zebrał w Warszawie
 
  I mających żyć sobie — powróciłeś sławie.
 
  Tyś ich wyszukał, zagrzał, ośmielił, skojarzył,
 
  W możnycheś wmówił hojność, potrzebnych obdarzył.
 
  Tobie winno uczonych grono towarzyszy
 
  Że czyta Śniadeckiego, Potockiego słyszy.
 
  Rodactwa i przyjaźni związani łańcuchem,
 
  Wszyscy cel macie jeden, -  jednym tchniecie duchem«.
 
 
  Wspominając o tych dowodach uznania dla prac To-
 
warzystwa Prezes Albertrandi, na posiedzeniu publicznem
 
z dnia 24 maja 1804 r., n XX. Pijarów odbytem, zapowie-
 
dział szereg dzieł, przygotowanych przez członków; wspom-
 
niał o Słowniku Lindego, o Teoryi jestestw or-
 
ganicznych Jędrzeja Śniadeckiego i o błogich owocach
 
dotychczasowej działalności uczonego grona.
 
  Pamięci X. Pijara Osińskiego i Prof. Pilchowskiego
 
poświęcone były mowy Sołtyka i biskupa Kossakowskiego.
 
Poezem odczytano rozprawy o rolnictwie Alex. Potoc-
 
kiego i Prawidła etymologii Lindego; posiedzenie
 
zakończyła poezya — wiersz o Dobroczyności, Osiń-
 
skiego.
 
  Na posiedzeniu zwyczajnemi d. 30 maja 1804 r. zło-
 
żono przygotowany przez Comité projekt reform ustawy;
 
naradzano się nad treścią przyszłych tomów Rocznika
 
Towarzystwa, zalecono członkom: Potockiemu, Sołty-
 
kowi i Kortumowi staranie, o urządzenie kasy Towarzy-
 
stwa, Lindemu zaś i Staszicowi, obowiązek wyboru sie-
 
dziby dla posiedzeń zgromadzenia. Uchwalono nadto, że
 
»Prezydujący mocen będzie dawać świadectwa członkom,
 
wyjeżdżającym w celu odprawiania podróży literackich*
 
i że w czasie przerwy letniej, członkowie: Albertrandi,
 
Prażmowski, Staszic, Linde, Dmochowski i Osiński, skła-
 
dać będą komitet do spraw Towarzystwa. (Po raz pier-str 268
 
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY SIÓDMY
 
 
wszy zmienionym tu został, niewątpliwie z porady Lindego,
 
francuski termin comité, na bardziej umiejscowiony — »ko-
 
mitet«, który też odtąd w sprawozdaniach Towarzystwa
 
występuje stale).
 
  Na następnych posiedzeniach czerwcowych zajmo-
 
wano się przeważnie sprawą reformy ustaw, terminów
 
posiedzeń i organizacyą wydziałów. Ustawę zobowiązał
 
się Linde przełożyć na język niemiecki i zaproponował
 
 
Wincenty hr. Krasiński.
 
 
ułożenie listu do króla pruskiego, przy załączeniu opra-
 
wnych tomów Roczników, wręczyć się mających monarsze
 
za bytnością tegoż w Warszawie.
 
  Na posiedzeniu 19 lipca 1804 r. odczytano list Win-
 
centego hr. Krasińskiego, wystosowany do Towarzystwa
 
z Wrocławia, pod datą 19 czerwca, w którym tenże de-
 
klarował sic złożyć sto dukatów, na medal dla autora naj-
 
lepszego »dykcyonarza historyczno-geograficznego wszyst-
 
kich miast i wsiów polskich, z opisem dawnych założycieli,
 
późniejszych właścicieli, oraz z wyszczególnieniem miejsc
 
 
str 269
 
OSZCZERSTWA PISARZÓW FRANCUSKICH.
 
 
sławnych znakomitemi zdarzeniami w dziejach ojczystych«.
 
Towarzystwo postanowiło wynurzyć ofiarodawcy podzię-
 
kowanie, oraz »wystawić, iż rzecz tak obszerna, mogłaby
 
raczej powierzoną zostać kilku, wspólnie pracującym oso-
 
bom, niż być podaną do ubiegania się o nadgrodę«.
 
  Po dwumiesięcznej przerwie, w d. 25 września 1804
 
r. odbyło się poferyjne posiedzenie, na którem sekretarz
 
zawiadomił, iż dotąd nadesłano tylko jedne rozprawę kon-
 
kursową o morowem powietrzu, skutkiem czego, nie
 
mogąc przystąpić do jej osądzenia, postanowiono pozosta-
 
wić ją zapieczętowaną »do roku« i ponowić ogłoszenie
 
o konkursie.
 
  Odczytano następnie list niejakiego p. Józefa Węgier-
 
skiego z Warszawy, donoszący Towarzystwu, iż pewien
 
Francuz, pragnąc odpowiedzieć na potwarcze pisma o Pol-
 
sce, panów Mehee i Villars, żąda, aby mu nadesłano ob-
 
jaśnienie na następujące pytania:
 
  »Jakie było rolnictwo w Polsce w XV i XVII wieku?
 
Jaki był handel w tym czasie, z jakich krajów i miast
 
i jaka produkcya? Jakich produktów wtenczas było naj-
 
więcej w Polsce? Jacy autorowie pisali o ekonomii i któ-
 
rzy w nich celowali? Jaka mogła być cena zboża?«
 
  Żądał korespondent, by Towarzystwo odpowiedzi owTe
 
opracowało, na co prof. Szulecki oświadczył, iż dzieło Czac-
 
kiego (»O litewskich i polskich prawach«) mogłoby dostar-
 
czyć należytego do odpowiedzi materyału.
 
  Następnie odczytano list grafa Bathyaniego z Budy,
 
pisany 1 maja do Towarzystwa, żądający od tegoż obja-
 
śnień w przedmiocie » założenia i wzrostu War-
 
szawy, znaczniejszych zdarzeń, znakomi-
 
tych budowli, gmachów publicznych, ręko-
 
dzieł i handlu«.
 
  Wreszcie odczytano list Lacha Szyrmy, w którym
 
tenże ofiarował Towarzystwu rękopis swego przekładu
 
książki: »Erast, przyjaciel młodości«.
 
  Na posiedzeniu d. 7 października 1804 jenerał Chle-str270
 
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY SIÓDMY.
 
Karol Diehl
 
superintendent zboru ewang. reformow.
 
 
bowski, podjął się starań o
 
jednanie od króla dyplomu
 
dla Towarzystwa i w tym
 
celu deklarował imieniem
 
tegoż napisać list do króla,
 
do ministra Vossa, do Kle-
 
vitza i Beyma. Ofiarował
 
się także dołożyć i starań
 
»względem miejsca na bi-
 
bliotekę Towarzystwa« i
 
prosił o egzemplarz ustaw,
 
celem przedstawienia go
 
Kohlerowi, gubernatorowi
 
Warszawy.
 
  Odczytano następnie list
 
hr. Ossolińskiego z Wiednia,
 
donoszący o ukończeniu roz-
 
prawy o Słowiaianach, lecz nadmieniający jednocześnie,
 
»że prześle ją na ręce Prezydującego nie wprzód, aż
 
otrzyma w Rządzie cenzurę, której trudność
 
może być przyczyną znacznego opóźnienia«.
 
  Na posiedzeniu 21 października 1804 r. wyznaczono
 
członków do zdania sprawy o pismach, przeznaczonych
 
na posiedzenie publiczne, poczem jen. Chlebowski przed-
 
stawił kopie Listów, napisanych imieniem Towarzystwa
 
w sprawie dyplomu, za co mu szczerze podziękowano.
 
  Na wniosek Lindego uchwalono egzemplarze Ro-
 
cznika przesłać redaktorom gazety literackiej w Get-
 
tyndze, Halli i Jenie, poczem prezydujący ostrzegł człon-
 
ków niebywających aa posiedzeniach, o następstwach ich
 
absenteizmu, szczególniej zaś zalecił Osińskiemu, by oso-
 
biście w tej mierze rozmówił się z opornym Molskim...
 
  Na kandydatów honorowych przedstawiono: Te-
 
teckiego, Bathyaniego, Scheheny'ego.
 
  Na czynnych, z pomiędzy przybranych: jen. Chle- ,
 
bowskiego, Lafontaina i Arnolda. Na przybranych:
 
 
str 271
 
HISTORYA POLSKA ALBERTRANDEGO.
 
 
Wawrzyniec Engestrom
 
b. poseł szwedzki,
 
Członek Tow. przyjaciół nauk.
 
 
Diehla, Filipeckiego, X. Bohu-
 
sza, PotkańskiegO, hr. Krasiń-
 
skiego, Kuszla, Łęskiego, Sie-
 
rakowskiego, jen. Adama Rze-
 
wuskiego i Al. Chodkiewicza.
 
  Wszyscy oni przeszli na
 
posiedzeniu w y bo ro w e m
 
w d. 4 listopada 1804 r.
 
  W dniu 11 listopada na po-
 
siedzeniu zwyczajnem złożył
 
sekretarz list prof. Czecha
 
z Krakowa, donoszący, »że
 
papiery na ręce jego powie-
 
rzone od koll. Józefa Kossa-
 
kowskiego, dla obawy ścisłej
 
rewizyi na komorze cesarskiej,
 
przymuszony został na przewozie zatopić«.
 
  Jakiego to rodzaju »powierzone« a kompromitujące
 
papiery były? nie wiadomo. Prawdopodobnie była to roz-
 
prawa o literaturze czeskiej, w tak gorący, jak wiemy,
 
sposób, podnosząca zasadę solidarności słowiańskiej i po-
 
mijająca milczeniem zasługi rządu ówczesnego austriac-
 
kiego, około krzewienia oświaty narodowej.
 
  Fr. Dmochowski zdał sprawę z dzieła Albertrandego,
 
przeznaczonego na odczytanie podczas posiedzenia publi-
 
cznego, a obejmującego: Historyę Polski, objaśnioną
 
medalami z czasów Zygmunta Starego, Zygmunta
 
Augusta, Stefana Batorego i Henryka Walezego.
 
  »W sposobie wykonania dzieła — opiniował referent —
 
chwalić należy sprawiedliwie głęboką naukę, wyborną kry-
 
tykę, styl poważny — wszystko, przymioty, które uwielbia
 
Towarzystwo w swoim naczelniku, a zdanie jego potwier-
 
dza publiczność«.
 
  Sekretarz Osiński złożył raport o rozprawie jenerała
 
Chlebowskiego: »o dobroczynnym wpływie nauk
 
na sztukę wojskową«.str 272
 
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY SIÓDMY.
 
 
  »Autor — sądził Osiński — daje w swej pracy wy-
 
sokie wyobrażenie o wojownikach; okazuje, że nie dosyć
 
jest na mocy ciała zręczności i nieustraszonej odwagi,
 
ale potrzeba nadto głębokiego wielu umiejętności poznania
 
i serca cnotliwego; tamte, aby czynnościami jego kiero-
 
wały, to, aby mu nadawało krew zimną wśród niebezpie-
 
czeństw i obojętność na śmierć. Postać, pod którą wysta-
 
wia tegoczesne wojny, dowodzi, ile wszystkich
 
stanów obywateli wr spoiny interes w i ą L e do
 
pomyślności wojska...«
 
  X. Woronicz zdał sprawę z rozprawy Kopczyńskiego:
 
o duchu języka polskiego.
 
  »Uwagi te — mówił kapłan - poeta — przedstawiają
 
owoc wieloletnich prac autora i godne są być obecnemi
 
zawsze przed oczyma tych wszystkich, którzy jakiegokol-
 
wiek języka gramatyki pisać będą. Ponieważ wstęp ten
 
jest tylko przygotowaniem do dzieła, przez tyle wieków
 
w narodzie naszym czekanego, t. j. do gramatyki praw-
 
dziwej i dokładnej języka naszego, wnoszę przeto, by zgro-
 
madzenie na ten ważny przedmiot nieobojętną uwagę zwró-
 
ciło i aby z grona swrego kilka osób, inną pracą nie zaję-
 
tych, do przygotowania pierwszego rysu tego dzieła we-
 
zwało i do wspólnej pracy z X. Kopczyńskim, dawnym
 
autorem tego przedsięwzięcia, zobowiązało«.
 
  Wreszcie Dmochowski zalecił do publicznego odczy-
 
nia przekład kłótni Ajaxa z Ulisesem, z przemian
 
Owidyusza, przez Osińskiego dokonany.
 
  Według powyższego programu odbyło się posiedzenie
 
publiczne w dniu 16 listopada 1804 r.
 
 
str 273
 
 
CZĘŚĆ CZWARTAstr 275
 
ROZDZIAŁ XXVIII.
 
 
List króla pruskiego do Albertrandego. Uprawnienie bytu Towarzystwa. Generał Chlebowski
 
Patenta dla członków. Działy Towarzystwa: matematyczny, filozoficzny i literacki. Absentei-
 
ści. Rygory przeciw nim. Prof. Kaulfuss o duchu jeżyka polskiego. Ponowny wybór Alber-
 
trandego. List Al. Chodkiewicza. Prenumerata pism. Stan funduszów Towarzystwa. Temat
 
konkursowy anonyma o reformie Lutra. Zapowiedz przyjazdu Czackiego do Warszawy.
 
Przygotowania do wyborów. Opinie o nowych kandydatach. Przyjazd Czackiego do Warszawy.
 
Jego nowe prace. Wybory. Dykcyonarz historyczny projektu hr. Krasińskiego.
 
 
Posiedzenie zwyczajne z dnia 2 grudnia 1804 r. za-
 
kończyło się doniosłym w następstwa dla bytu
 
Towarzystwa taktem. Nadszedł wreszcie od dawna już
 
oczekiwany, z takim trudem wyjednywany, list króla Fry-
 
deryka Wilhelma III do Prezesa Albertandego, w .sprawie
 
urzędowej sankcyi bytu Towarzystwa. Wprawdzie nie za-
 
dowolnił mi, i zadowolnić nie mógł, aspiracyi uczonego
 
grona, pragnącego usłyszeć nie zręczne, a omijające zasa-
 
dniczy cel jego starań, frazesy; w każdym jednak razie,
 
był to pierwszy poważniejszy krok naprzód uczyniony,
 
gdyż, oprócz zapewnionej już poprzednio opieki królew-
 
sko-pruskiej nad pracami Towarzystwa, stanowił widomy
 
siad, wobec władz miejscowych, że Towarzystwo, przyjaciół
 
nauk stanowi uprawnioną, choć nie dyplomowaną
 
przez Rząd, instytucyę, i że ona, jako taka, swobodniej na
 
przyszłość będzie się mogła rozwijać.
 
 
18*str 276
 
CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY ÓSMY.
 
 
  Dokument ów, w języku polskim, niezdarnie,
 
jak wszystkie z owej epoki pochodzące pisma urzędowe,
 
zredagowany, brzmiał jak następuje:
 
  »Wielebny, uprzejmie miły, wierny! Wyczytawszy
 
z prawdziwem ukontentowaniem z listu Waszego z dnia
 
22 przeszłego miesiąca, jak czynnie założone w Warsza-
 
wie, pod przewodem Waszym, Towarzystwo przyja-
 
ciół nauk stara się przykładać do przyzwoitego onych
 
poloru, nie mogę nie oświadczyć Wam i Instytutowi sa-
 
memu, względem tych chwalebnych usiłowań, zupełnego
 
upodobania mego. Takowe powszechne użytki Towarzystwa,
 
które, środki trwałości swojej — w sobie samem za-
 
wiera, nie zdają mi się jednak potrzebować
 
żądanego osobnego patentu, tern bardziej, iż
 
przeciwko przyjętym przezeń ustawom n i c doz w a ż e-
 
11 i a nie znajduję. Jestem Waszym łaskawym królem«.
 
  „W Potsdamie, 5 listopada 1804. Fryderyk Wilhelm".
 
  Wysłuchało z uszanowaniem grono członków osnowy
 
pomienionej odezwy i postanowiło uprosić Generała Chle-
 
bowskiego, którego wpływom i staraniom ów względnie
 
pomyślny zawdzięczało rezultat, aby przyniósł na nastę-
 
pne posiedzenie projekt odpowiedzi dziękczynnej dla króla,
 
w języku niemieckim skreślony, wraz z projektami listu
 
do Departamentu, za którego pośrednictwem list miał być
 
królowi przesłany. Jednocześnie postanowiono kopię listu
 
królewskiego przesłać Gubernatorowi warszawskiemu, v.
 
Kohlerowi i Prezesowi kamery warszawskiej, z Ustawami
 
Towarzystwa.
 
  Uchwalono nadto, iżby Ustawy te wydrukować w ję-
 
zykach: polskim i niemieckim, z przydaniem listy imien-
 
nej członków, w porządku alfabetycznym.
 
Wreszcie postanowiono ułożyć patenta dla członków,
 
wydrukowane w języku polskim i łacińskim, z podpisem
 
prezydującego i sekretarza, oraz pieczęcią Towarzystwa,
 
zrobioną na wzór medalu, z napisem: »Towarzystwo
 
przyjaciół nauk«.
 
 
str 277
 
UKONSTYTUOWANIE SIĘ DZIAŁÓW.
 
 
Od chwili otrzymania listu królewskiego, Towarzystwo
 
uczuło potrzebę zdwojenia energii swoich prac i rozdziału
 
ich między sekcye.
 
  Zaprojektowano na posiedzeniu z 16 grudnia 1804
 
zorganizowanie owych działów na trzy odrębne grupy:
 
nuuk matematycznych, filozoficznych i lite-
 
rackich. Każdy dział, pod przewodnictwem swego pre-
 
zydującego, miał się odtąd zbierać peryodycznie na sesyach
 
prywatnych i rezultaty swoich prac przedstawiać na se-
 
syach centralnych.
 
  Dział matematyczny miał się zbierać w mieszkaniu
 
gen. Chlebowskiego, filozoficzny u Bergonzoniego, a lite-
 
racki u Albertrandego.
 
  Po takiem ukonstytuowaniu się działów, Aleksander
 
Potocki wniósł, by wykreślić z listy członków honorowych
 
te osoby, które żadnej na nominacyę swoją nie dały odpo-
 
wiedzi. Do nich należeli: minister Dzierżawili i historyk
 
Karanizin. Sekretarz Osiński oświadczył, że pisał już w tym
 
przedmiocie do Czackiego, i że, w razie nieotrzymania od-
 
powiedzi zadawalniającej, nastąpi opuszczenie nazwisk
 
owych honorowych członków, w wykazie do druku zapro-
 
jektowanym.
 
  Z innych przedmiotów na tej sesyi poruszonych wy-
 
mienić należy list Dra Kaulfussa, nauczyciela gimnazyum
 
poznańskiego, w którym tenże oświadczył, iż pragnąc spro-
 
stować opaczne zdania cudzoziemców o języku i literaturze
 
polskiej, napisał książkę w języku niemieckim, o d u c h u
 
języka polskiego, i że to dzieło ofiaruje Towa-
 
rzystwu.
 
  Z początkiem roku 1805 upłynęła czteroletnia ka-
 
dencya urzędowania Prezesa Albertrandego. Na sesyi z d.
 
20 stycznia, odczytał on wyczerpujące sprawozdanie z prze-
 
biegu dotychczasowych działań Towarzystwa, poczynając
 
od 16 listopada 1800 roku i w końcu prosił: o przystąpie-
 
nie do kreskowania na urząd Prezydującego na następne
 
czterolecie.str 278
 
CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY ÓSMY.
 
 
  Zgromadzeni członkowie wynurzywszy podziękowanie
 
Prezesowi za jego trudy, przystąpili do przedstawienia
 
kandydatów do godności prezydującego, w osobach: Stani-
 
sława Potockiego, biskupa Albertrandego i .Stanisława Sta-
 
szica. Członkowie: Kopczyński, Soltyk i Stan. Potocki wy-
 
mów iii się od »kandydacyi« i, po dopełnionem kreskowaniu,
 
znaczna większością biskup Albertrandy ponownie w tej
 
godności utrzymanym został.
 
  Przystąpiono następnie do porządku dziennego i od-
 
czytano list Aleksandra hr. Chodkiewicza z podziękowa-
 
niem za wybór do grona członków i z zapowiedzią nade-
 
słania rozprawy o Ciepłomierzu powietrznym
 
i przekładu dzieła Barruela: Physique réduite en tableaux
 
raisonnes; nadto list Dra med. Ryszkowskiego z Krakowa,
 
z załączeniem Kalendarza astronomiczno-astro-
 
logicznego na rok 1805, z tablicami obserwacyj mete-
 
reologicznych, według stopni termometru, barometru i ane-
 
nometru i biegu ośmiu planet na tenże rok.
 
  Członkowie działu matematycznego złożyli oświadcze-
 
nie, iż z powodu małej liczby członków, pragną połączyć
 
się z działem filozoficznym, «tembardziej, że przed-
 
mioty prac jego mogą być pogodzone z pracami tego
 
ostatniego działu«.
 
  Wniosek ów przyjęto, z zastrzeżeniem, że, o ile liczba
 
członków działu matematycznego z czasem się powiększy,
 
bodzie można powrócić do pierwotnego rozdziału.
 
  Na posiedzeniu zwyczajnem z d. 3 lutego 1805 r.
 
Sekretarz zdał sprawę z posiedzenia prywatnego połączo-
 
nych działów 1 i 2, oraz z prac działu 3. Ten ostatni
 
wynurzył życzenie posiadania pism peryodycznych. Nie-
 
które z nich ofiarowali członkowie. Dmochowski przedstawił
 
potrzebę zaprenumerowania: Décade philosophique i Biblio-
 
theque britannique, Sołtyk zaś: Les archives littéraires i Les
 
annales des arts et de métiers. Prócz tego zaproponowano
 
prenumeratę: Sławenki, Allgemeine Jennaische Literatur-Zei-
 
tung, Nouvel esprit des journaux.
 
 
str 279
 
STAN FUNDUSZÓW TOWARZYSTWA.
 
 
  Dział filozoficzny zastrzegł również dla siebie pisma
 
potrzebne, które wyszczególnić miał następnie. Pisma miały
 
być komunikowane sobie wzajemnie po ich przeczytaniu,
 
z warunkiem, że jeśli coś godnego uwagi w nich się znaj-
 
dzie, to o tern sprawozdawca składać będzie raport na
 
posiedzeniu centralnem.
 
  Delegowani do sprawozdania ze stanu funduszów To-
 
warzystwa: St. Potocki, Sołtyk i Dmochowski przedstawili:
 
że pozostałość z roku 1803 czyniła 2453 złotych pols. 24
 
gr. Przybyło do końca roku 1803 — 2459 zł. Razem było
 
funduszu 4912 złp. 24 gr. Wydatki w r. 1803 uczyniły
 
2661 zł. 4 gr.
 
  Zostało na rok 1804 ..... złp. 2251 gr. 20
 
  Przychód w roku 1804  . . . _»_5578 »
 
              Razem było . . zip. 7829 gr. 16
 
    Wydano w roku 1804 . . . . » 4743 » —
 
  Pozostało na rok 1805 .... złp. 3086 gr. 16
 
 
  Odczytano wreszcie projekt nadzoru nad dochodami
 
i wydatkami, z nadmienieniem, iż większe wydatki czy-
 
nione będą z upoważnienia Towarzystwa, pomniejsze —
 
z asygnacyj Prezydującego.
 
    Na posiedzeniu zwyczajnem z d. 3 marca 1805 r.
 
doniósł Prezes, iż pewna osoba »tająca swe imię» ofiaro-
 
wała dukatów 60 na medal za napisanie najlepszej roz-
 
prawy na temat: »Jaki wpływ miała reformacya Lutra
 
do stanu politycznego w Polszczę i postępku oświecenia
 
narodowego?« Do ułożenia programu owego konkursu
 
wyznaczeni: Prażmowski i Szuleeki.
 
Gutakowski złożył pismo jeometry Nowickiego z pro-
 
spektem dzieła: Jeometrya praktyczna uwie-
 
czniona. Łęski zdał sprawę z pisma Potulickiego »O uży-
 
tkach z machiny taranu hydraulicznego«
 
  W końcu uchwalono »by imiona członków Towa-
 
rzystwa drukowane były bez przydawania dawnych ty-
 
tułów...«str 280
 
CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY ÓSMY.
 
 
  Posiedzenie 28 kwietnia 1804 rozpoczęło się od za-
 
powiedzi rychłego przyjazdu do Warszawy Czackiego.
 
Zgromadzenie wiadomość tę z wielkiem przyjęło ukonten-
 
towaniem »iż kolega Czacki podać ma pod zdanie jego pisma
 
swoje, opracowane w rozmaitych przedmiotach, aby między
 
niemi uczyniono wybór, dla czytania na posiedzeniu pu-
 
blicznem«.
 
  Wincenty Krasiński w zabranym glosie wyraził »czułe
 
podziękowanie Towarzystwu za swój wybór na członka«.
 
Mowę jego polecono złożyć w sekretaryacie.
 
  Z przedmiotów literackich i naukowych poruszono
 
sprawę przekładu Danta: Boskiej komedyi przez
 
Wigurę. Albertrandi oświadczył wnioskodawcy Wiesiołow-
 
skiemu »iż mówił z tłómaczem w tej mierze i przekonał
 
się, że praca jego nie dosyć ma w sobie pożytku, aby
 
wzbogacić mogła literaturę polską, na czem też tlómacz
 
poprzestał«.
 
  Krusiński zdał sprawę z pracy Kortuma «o kamie-
 
niach z powietrzokręgu spadających« i obja-
 
śnił, że rozbiór chemiczny kamieni, przed kilkunastoma
 
laty spadłych z wysokości na Ukrainie, był autorowi przed-
 
miotem do napisania tej rozprawy«.
 
  Przystąpiono z kolei do wyrażenia opinii o nowych
 
kandydatach na członków Towarzystwa, na jednem z po-
 
przednich posiedzeń zaprojektowanych.
 
  Prezydujący, w swojem i kolegów imieniu, przemówił za
 
Lafontainem, Łęskim i Arnoldem »których zasługi w świe-
 
cie uczonym znajome są całemu Towarzystwie i wniósł
 
o przeniesienie ich z klasy przybranych do czynnych.
 
Bergonzoni podał do takiegoż awansu Wincentego lir.
 
Krasińskiego »lecz ten sam zażądał, by wnioskodawca
 
cofnął na teraz swoje wniesienie*.
 
  Wiesiołowski przytoczył zasługi Szeflera »jako bie-
 
głego naturalisty i posiadacza zbioru pism o ziemiopłodach
 
polskich i stosownego do tego gabinetu«. Wniósł o powo-
 
łanie go jako członka przybranego.
 
 
str 281
 
WYBORY NOWYCH CZŁONKÓW.
 
 
Kopczyński przemówił za Ks. Dąbrowskim, nauczy-
 
cielem u XX. Pijarów, »który tłomaczył na polskie pisma
 
członków towarzystwa», oraz Kwiatkowskiego Kajetana
 
»gorliwego literatury polskiej miłośnika, posiadającego bi-
 
bliotekę i dającego przystęp do niej członkom«.
 
  Prezydujący podał na członka przybranego Zbierz-
 
chowskiego »jako biegłego  prawnika,  który mógłby się
 
 
Antoni Magier.
 
metereolog.
 
 
wiele przyłożyć do przy wiedzenia do skutku trudnej pracy
 
przełożenia praw cywilnych pruskich na język polski«.
 
  Krasiński i Bergonzoni podali na członka przybra-
 
nego Antoniego Magiera, »czyniącego w Warszawie od lat
 
wielu dostrzeżenia metereologiczne i posiadającego gabinet
 
stosowny do tego przedmiotu i bawiącego się fizyczną me-
 
chaniką«.
 
  Szaniawski i Dmochowski podali na członka przy-
 
branego Lipińskiego, »tlomacza wielu pism lekkich i ma-
 
jącego zamiar przetłómaczyć Eklogi Wirgiliusza«.str 282
 
CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY ÓSMY.
 
 
  Osiński podał na takiegoż członka Cypryana Godeb-
 
skiego, »autora pisma Zabawy przyjemne i poży-
 
teczne, które w ciągu swoich podróży ułożył i które
 
z czasem wydać postanowił«.
 
  Szaniawski polecił na członka przybranego Józefa
 
Wybickiego, »znanego w dziejach literatury przez wiele
 
pism w rodzaju dramatycznym, tudzież przez świeżo wy-
 
dane dzieło »Moje godziny szczęśliwe«; na członka
 
zaś czynnego, lub przybranego, Kosseckiego, »pracują-
 
cego pod okiem Towarzystwa, tłómacza dzieła: Histo-
 
ry a wylądowań przedsięwziętych do Anglii,
 
Szkocyii Irlandyi«.
 
  Poczem BergOnzoni zdał sprawę z czynności działu
 
filozoficznego, w skład którego wchodzili, oprócz niego:
 
General Chlebowski, Lafontaine, Łęski, Arnold, Wiesiołow-
 
ski. Bystrzycki, Krusiński, Kinzol i Szulecki
 
  Wreszcie zebrani przyjęli projekt napisania do kolegi
 
Scheidta »w materyi botaniki i mineralogii, aby w podró-
 
żach swych, kosztem rządu rosyjskiego, do gubernij: Wo-
 
łyńskiej, Podolskiej i Kijowskiej przedsiębranych, udzielał
 
Towarzystwu dostrzeżeń i uwag względem litologii
 
tego kraju«.
 
  Na następnem posiedzeniu z d. 5 maja 1805 zebrani
 
z radością powitali przybyłego do Warszawy Czackiego.
 
Przywiózł on całą tekę swoich, niedawno wykończonych,
 
rozpraw: »O Żydach, Ormianach, Dyzunitach,
 
Tatarach, Cyganach, O eksceptach mazowie-
 
ckich i zostawił Towarzystwu wybór jednej z nich, do
 
odczytania na posiedzeniu publicznem. Zebrani zalecili
 
w tym celu rozprawę o Tatarach.
 
  Na uczynione zapytanie co do członków honorowych:
 
Dzierżawina i Karamzina, którzy na wybór swój nie dali
 
odpowiedzi, stanął Czacki w obronie Dzierżawina, oświad-
 
czywszy, iż zasłużony ów poeta i mąż stanu »w najgrze-
 
czniejszych wyrazach przyjął swój wybór, że zatem za
 
członka Towarzystwa naszego uważać go należy«. Co do
 
 
str 283
 
DYKCYONARZ W. HR. KRASIŃSKIEGO.
 
 
Karamzina, ten nic nie odpisał, przeto mianowanie go na
 
członka winno być przemilczane«.
 
  Nastąpiło sekretne kreskowanie co do kandydatów
 
nowych, skutkiem czego, powołano do grona członków ho-
 
norowych: Emanuela Julia i Karola Fryderyka von Bayer.
 
Na czynnych: Lafontaina i Łęskiego, profesóla Liceum;
 
na przybranych: Kaulfusa, Scheflera, Kosseckiego i Wybi-
 
ckiego.
 
  W roztrząśnieniu projektu Krasińskiego co do dy-
 
kcyonarza geograficzno - historycznego, wy-
 
znaczono deputacye do udzielenia opinii w tej sprawie
 
i naradzano się, czyby nie podać porozumieniu się z auto-
 
rem — wiadomości do gazet o tem wydawnictwie. Przyjęto
 
również poprawkę Czackiego, który się sprzeciwił pun-
 
ktowi »tyczącemu się zmian posessorów w dobrach ziem-
 
skich«.
 
  Wreszcie uchwalono przesłać dotychczasowe Ro-
 
czniki: królowi pruskiemu, ks. Augustowi Ferdynandowi
 
i ministrowi de Voss oraz trzy egzemplarze — gimnazyum
 
wołyńskiemu.str 284
 
ROZDZIAŁ XXIX.
 
 
Ofiarność ks. Staszica. Domy na Kanoniach. Kapituła warszawska. Trudności prawne zastrze-
 
żenia Landrechtu pruskiego. Kamera pruska. Odezwa Albertrandego do hr. v. Vossa. Odpo-
 
wiedź Kamery. Memoryał kapituły warszawskiej podany królowi. Rozpoczęcie odbudowy ruin
 
na Kanonii dla gmachu Towarzystwa przyjaciół nauk.
 
 
  Nastąpiła dłuższa przerwa u  pracach Towarzystwa.
 
Nie przeszła ona wszakże bez śladu, gdyż upamię-
 
tniła się doniosłym faktem ofiarności Stanisława .Staszica,
 
który, jak dotąd widzieliśmy, surowy i nieubłagany prze-
 
strzegacz prawności w działaniach wewnętrznego zarządu
 
sprawami uczonego grona, nie ustawał w zabiegach około
 
zapewnienia Towarzystwu stałej siedziby. Jak dotąd, posie-
 
dzenia jego miały charakter tymczasowy i zależny od
 
dobrej woli XX. Pijarów, którzy jodynie na sesye publiczne
 
użyczali Towarzystwu swej sali bibliotecznej, w gmachu
 
przy ulicy Miodowej. Posiedzenia tak zwanych działów
 
odbywały się w mieszkaniach  prywatnych:  u Soltyka,
 
Stan. Potockiego, Bergonzoniego, gen. Chlebowskiego.  Tak
 
zwane centralne, korzystały z gościnności księdza biskupa
 
Albertrandego. W miarę jak Towarzystwo zyskiwało pozór
 
grona, przez rząd pruski uprawnionego, a zwłaszcza po
 
ostatnim reskrypcie królewskim, koniecznem było zape-
 
wnienie sobie, i wobec społeczeństwa, jakiejś widoczniejszej
 
 
str 285
 
NA KANONIACH.
 
 
odrębności, jakiegoś gmachu stałego, któryby przybrał na-
 
zwę gmachu Towarzystwa przyjaciół nauk,
 
i jego posiadaczom nadał charakter jednostki prawnej.
 
W tym celu zwrócił Staszic uwagę aa cichy zaką-
 
tek, znany pod nazwą »na Kanoniach«, mieszczący się
 
na tyłach kościoła farnego, swojem oddaleniem od wrzawy
 
miejskiej i urokiem domów starych, ważkich, przypomina-
 
 
Na Kanoniach
 
(z ryciny Alex. Gierymskiego).
 
 
jących żywo odlegle czasy, na siedlisko uczonego grona
 
nadzwyczaj się nadający.
 
  Nie dalej jak w początkach roku 1801, trzy domy
 
na Kanoniach, własność kapituły warszawskiej stanowiące,
 
stały się pastwą płomieni.
 
  Na odbudowę owych ruin kapituła funduszów nie
 
posiadała, chętnie przeto przyjęła propozycyę Staszica, by
 
na wystawienie gmachu dla Towarzystwa przyjaciół nauk
 
ową kupę gruzów mu sprzedać, jeśli nie na własność zu-
 
pełną, to przynajmniej w charakterze wieczystego emfi-str 286
 
CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY DZIEWIĄTY.
 
 
teuty gruntu, pod budowę przeznaczonego. Nastręczały się
 
wszakże w tej mierze wątpliwości prawne, czyli władze
 
rządowe zgodzą się na tego rodzaju alienacyę? Według
 
paragrafów 219 i 220 Oddziału IV, Części II, Tytułu XI
 
Ogólnego prawa dla państw pruskich, w kraju
 
podówczas obowiązującego, nieruchomości i prawa, wła-
 
snością Kościoła będące, nie mogły być zbywanemi, bez
 
wyraźnego zezwolenia rządu. Dla domów i posiadłości
 
ziemskich dostatecznem było zezwolenie departamentu du-
 
chownego, co zaś się tyczy gruntów pojedynczych, wystar-
 
czało zezwolenie bezpośrednich zwierzchników duchownych.
 
  Na tej zasadzie, ks. Staszic wniósł podanie do miej-
 
scowej kapituły, o odstąpienie mu spalonych nieruchomości
 
nr 85,86 i 87. Kapituła, nie chcąc się narazić na odpowie-
 
dzialność, odesłała Staszica do Kamery pruskiej i wtedy
 
dopiero okazało się, o ile, pomimo pozornych dowodów
 
życzliwości dla Towarzystwa, członkowie kamery nie ży-
 
czyli sobie jego rozkwitu, jako widomego przedstawiciela
 
kierunku, wprost przeciwnego ogólnej polityce państwowej
 
ówczesnej, do zgermanizowania społeczeństwa miejscowego.
 
  Zaczęło się od szykan, początkowo niewyraźnych, od
 
zarzutów, że mimo wszelkich dekłaraeyj królewskich, To-
 
warzystwo nie jest jednostka uprawnioną, a kapituła nie ma
 
prawa rozporządzać majątkiem, nie będącym jej własno-
 
ścią dziedziczną, zdolną do przechodzenia na następców.
 
Staszic, choć nie prawnik zawodowy, lepiej pojmował za-
 
kres kompetencyi kapituły, aniżeli kamera pruska i dlatego
 
nie mogąc przeprzeć jej uporu, zwrócił się w połowie roku
 
1804 do ministra v. Vossa, z przedstawieniem, które biskup
 
Albertrandi, jako prezes Towarzystwa, w języku francu-
 
skim ułożył i podpisał.
 
  Oto w przekładzie osnowa owego, dla historyi insty-
 
tucyi doniosłego, podania: 74)
 
  Gdy Wasza Ekscelencya raczyła zapewnić Towa-
 
rzystwo nasze, o swej nad niem opiece, a nawet zezwolić
 
mu, na zaszczycenie się jej nazwiskiem, obudziło to w niem
 
 
str 287
 
MEMORYAŁ TOWARZYSTWA.
 
 
żywe zaufanie i ośmieliło do zwracania się do Waszej
 
Ekscelencyi we wszystkich sprawach, wymagających Jej
 
poparcia, światła, a w kłopotliwych okolicznościach, nawet
 
Jej pomocy. Przenikniony tą prawdą, ośmielam się przed-
 
stawić W. Eksc. trudności, powodujące nasze Towarzystwo
 
do korzystania z łaskawie nam przyrzeczonej protekcyi.
 
  »Oczywistem jest, że stowarzyszenie literackie nie
 
może się obejść bez siedziby stałej dla swoich zebrań i dla
 
umieszczenia w niej swoich zbiorów, które dla jego zajęć
 
 
Gmach Towarzystwa.
 
 
są potrzebnemi. Mieszkania oddawane w najem i zależne
 
od kaprysu właścicieli, nie nadają się do takiego celu. To
 
mając na względzie, jeden z członków naszego Towarzy-
 
stwa, mąż środków majątkowych dostatnich, zwrócił uwagę
 
na trzy kamienice kapitulne, sąsiadujące z Zamkiem kró-
 
lewskim, które, zniszczone pożarciu od lat kilku, przedsta-
 
wiają kupę gruzów, nie mogących być odbudowanemi
 
przez kapitułę, z powodu braku funduszów.
 
  »Postanowiwszy odbudować owe domy własnym sum-str 288
 
CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY DZIEWIĄTY.
 
 
ptem, na rzecz Towarzystwa, któremu z nich chce uczynić
 
darowiznę, zawiązał z kapituła rokowania, w przedmiocie
 
ustąpienia mu owych posiadłości, pod tytułem emfiteuzy
 
wieczystej, na warunkach czynszowej corocznej opłaty.
 
Kapituła przedstawiła Kamerze królewskiej owe punktacye
 
do zatwierdzenia, z uwagi, że, jak kapitule przedstawiono,
 
rzecz ta żadnych trudności nie nastręczy, a nawet zezwo-
 
liła tymczasowemu nabywcy na skorzystanie z dogodnej
 
pory roku i na przystąpienie do budowy, zanim nie nadej-
 
dzie odpowiedź od kamery. Robota już dość jest zaawan-
 
sowana i pochłonęła znaczne fundusze, w nadziei, że z nad-
 
chodzącym sierpniem będzie już gotową. .Mamy dostateczne
 
pobudki do podejrzeń, iż kamera królewska wstrzymuje
 
się z udzieleniem pozwolenia, z pobudek, które, koniec
 
końcem, doprowadzą do odmowy stanowczej.
 
  »Dano między innemi do zrozumienia, że nabywca
 
być może nie podoła kosztom budowy, lecz kapituła oświad-
 
czyła wyraźnie, że hr. Stanisław Potocki i Małachowski
 
poręczają za majątkową jego odpowiedzialność, co zresztą
 
jest widocznem z dotychczasowych jego nakładów.
 
  »Inna trudność, zarzucana przez kamerę, polega jakoby
 
na tem, że gmach odbudowany, mający należeć do towa-
 
rzystwa literackiego, stałby się, wbrew intencyom rządu,
 
bezdziedzicznym (mainmorte), lecz ponieważ rząd pozosta-
 
wia dotąd kapitule własność jej domów, zdaje się, że zarzut
 
taki jest bezzasadnym, gdyż grunt pozostanie i nadal wła-
 
snością kapituły, a superficies nie podpada pod kategoryę
 
mainmort. Możność alienacyi nie mogłaby mu być odjętą
 
na wypadek, gdyby zwiększenie się zbiorów Towarzystwa
 
wymagało z czasem sprzedaży gmachu, w celu nabycia
 
innego, obszerniejszego. Jedna jeszcze okoliczność wstrzy-
 
muje decyzyę kamery, a mianowicie, że z jej rozporządze-
 
nia, ruiny owe wystawione zostały na licytacyę i nabywcą
 
ich stał się niejaki Diex; z uwagi wszakże na brak kon-
 
kurentów, cena podana przez Diexa była tak małą, że
 
kapituła, korzystając z prawnego przepisu, zażądała od
 
 
str 289
 
Kościół w Puławach w początkach wieku bieżącego.
 
Aquaforta K. A. Richtera ( ze zbioru Włodzimierza ks. Czetwertyńskiego)
 
 
19str 290
 
CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY DZIEWIĄTY.
 
 
kamery unieważniania przetargu. To zostało osiągniętem,
 
gdyż kamera przekonała się, iż Diex, odsiadujący obecnie
 
na ratuszu areszt za długi, nie byłby w stanie, nawet tej
 
małej ceny, jaką podał, zapłacić«.
 
  Wstręty czynione przez kamerę, tak przekonywują-
 
cemi argumentami zwalczane, zredukowały się ostatecznie
 
do zarzutu, iż nabycie ruin ma nastąpić na rzecz Towa-
 
rzystwa, a nie pod jego osobistem imieniem. Towarzystwo,
 
według pojęć kamery, nie przedstawiało prawnej jednostki,
 
do której możnaby, w razie niezapłacenia szacunku, zwró-
 
cić się z pretensyą. Wobec takich nowych trudności kapituła
 
ponownie oświadczyła kamerze, że nowonabywcą będzie
 
osobiście Staszic, wobec czego otrzymała odezwę zawiłą,
 
w ówczesnym stylu urzędowym zredagowaną, następującej,
 
według minuty jej przekładu, osnowy:
 
  »Lubośmy z waszego przełożenia pod d. 23 stycznia
 
r. b. wyrozumieli, iż to ksiądz jest Stanisław Staszic, który
 
nabycie przedsięwziął placu trzech spalonych kuryj pod
 
liczbą 85, 86 i 87 dla tutejszego uczonego Towarzystwa
 
przyjaciół nauk, ofiarując za nie 800 talarów i roczny
 
kanon tal. 10, mające być wypłacone tutejszej katedralnej
 
kapitule, któreby place czynszowem dziedzicznem prawem
 
objęło, jednak z wielu miar nad tein się zastanowiliśmy
 
i z potwierdzeniem naszem wstrzymaliśmy. Pozwoliwszy
 
nawet na to, że w tę umowę wchodzący, i towarzystwo,
 
mają i sposobność i chęć, kosztowną one budowę do skutku
 
przyprowadzić, względem czego jednak żadne dotąd zabez-
 
pieczenie nie jest pokazane, a tern bardziej wątpliwości
 
podpada, że Staszic nie chce nawet zaraz w gotowiźnie
 
wypłacić umówioną za to kupno sumę, nie może też wspo-
 
ninione towarzystwo domy one nabyć, gdyż nie składa
 
Zgromadzenia od Stanu (Staat!) uznanego, przeto
 
nie jest upoważnione do zawarcia cywilnej umowy. Ale
 
jeśli Staszic zechce własnem swojem imieniem tę zawrzeć
 
umowę, nie odmówimy mu potwierdzenia na-
 
 
str 291
 
MEMORYAŁ KAPITUŁY.
 
 
szego, pod warunkiem, aby v. Staszic nieodwłocznie 800
 
talarów wypłacił i budowę w przeciągu lat dwóch przy-
 
zwoicie i należycie wykonał, pod karą w przypadku nie-
 
wykonania tego, iż one 800 talarów na pożytek kapituły
 
przepadną, a v. Staszic od wszelkiego prawa swego od-
 
padnie«15).
 
  Wobec tak postawionej kwestyi, trudności z łatwością
 
mogły być usunięte.
 
  Odwołanie się do ministra Vossa i przedstawienie
 
uczynione przez tegoż królowi, w duchu przychylnym dla
 
tej sprawy, doprowadziło do pożądanego skutku, gdyż znaj-
 
dujemy minutę przekładu polskiego podania samej kapituły
 
do króla, z objaśnieniem, iż nowonabywcą stanie się sam
 
Staszic, bez wpływu Towarzystwa, ;t nawet bez wzmianki
 
o tem, iż dla owego Towarzystwa posiadłości kapituł}
 
nabywa.
 
  »Najjaśniejszy królu! — pisała kapituła. — Wszelka
 
trudność względem przedaży zgorzałych kapitulnych kuryj
 
znika. Ks. Staszic nabywa je swojem imieniem, płaci nie-
 
odwłocznie umówioną sumę, która, na prośbę naszą, u niego,
 
jako na pewnej lokacyi, pozostała; budowę nietylko przed-
 
sięwziął, ale z takim pośpiechem prowadzi, iż przy końcu
 
tego lata będzie gotową. Przeto najpokorniej Waszą król.
 
Mość prosimy, abyś się raczył do tej, ze strony naszej na
 
rzecz J. ks. Staszica przedaży, na swoje własne imię, bez
 
wdawania Towarzystwa przyjaciół nauk, kapitule naszej
 
obcego, przychylić. Do tegoż J. ks. Staszica będzie, oddziel-
 
nie od nas, należało: otrzymać od W. K. M. pozwolenie
 
obrócenia podług własnych zamysłów tej kosztownej i z po-
 
śpiechem wzrost biorącej budowy. Tem większą mamy
 
nadzieję pozyskania tej łaski, iż prawa Waszej Król. Mości
 
zdają sic w tym przypadku mniej określona nadawać
 
wolność, jak w samej rzeczy nadaje ją prawo, w § 220
 
Cz. II. Tyt. XI. Sek. IV«.
 
  Tym sposobem, pierwszy poważniejszy krok, do tak
 
od dawna upragnionego celu wiodący, zrobionym został
 
 
19*str 292
 
CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY DZIEWIĄTY.
 
 
i w roku 1804 rozpoczęła się na Kanonii budowa własnych
 
gmachów Towarzystwa, jego sal posiedzeń publicznych
 
i prywatnych, jego zbiorów bibliotecznych i archiwów,
 
jako zawiązek późniejszego wspaniałego gmachu, wznie-
 
sionego w innem już miejscu i w bardziej pomyślnych,
 
nad dotychczasowe, warunkach.
 
 
str 293
 
ROZDZIAŁ XXX.
 
 
Przedświt ledszych czasów. Alexander I w Puławach. Echa z Ameryki. Nadzieje powitania
 
Cesarza w Warszawie. Książę Józef. Horyzont zaciemnia się. Alians Rosyi z Prusami. Spo-
 
tkanie Poczdamskie. Przemarsz wojsk rosyjskich przez Warszawę. Wezwanie delegatów To-
 
warzystwa do Krzemieńca na otwarcie gimnazyum. Rywalizacya pruska. Przybyole Klevitza
 
i Vossa do Warszawy. Liceum warszawskie Festyny Śmierć Prezesa Kamery v. Meyera
 
Kwestya pochwał członków honorowych Vogel i Elsner Ofiarność Winc. hr. Krasińskiego.
 
Relacye z Krzemienieckich uroczystości.  Listy królewskie.  Nowi kandydaci.  List rektora
 
Stroynowskiego z Wilna.
 
 
W przerwie,która nastąpiła w zajęciach Towarzystwa,
 
między majem a październikiem 1805 roku, zaszedł
 
wypadek niespodziewany.
 
  Na ziemi polskiej, w dzielnicy do Austryi przyłączo-
 
nej, w Puławach, nocą, z dnia 29 na 30 września, zjawił
 
się w charakterze przyjaciela ministra spraw  zagrani-
 
cznych Imperyum Rosyjskiego, księcia Adama Czartory-
 
skiego, członka Towarzystwa warszawskiego przyjaciół
 
nauk, Cesarz Alexander, by tu, w gronie zaufanych, spę-
 
dzić dni kilkanaście i przekonać nietylko rodzinę Czarto-
 
ryskich, lecz i całe społeczeństwo miejscowe, o serdecznych
 
uczuciach życzliwości dla Polaków i Polski.
 
Fakt tyle nieoczekiwany zmienił odrazu usposobienie
 
społeczeństwa, jak dotąd neutralnie w obec rządu pru-str 294
 
CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY.
 
 
skiego się zachowującego i ożywił je nadziejami, niezawo-
 
dnego tym razem, zwrotu szczęśliwego w losach narodu.
 
  W Warszawie zaczęto czynić przygotowania do uro-
 
czystego przyjęcia Cesarza Alexandra. Książę Józef, jak
 
dotąd niechętny Rosyi, polecił przystroić Willanów na
 
przyjęcie wysokiego gościa. Miasto wrzało gorączkową
 
niecierpliwością ujrzenia monarchy rosyjskiego i »ca2a
 
Polska na dane hasło gotową była powstać przeciw Pru-
 
som i pomnożyć szeregi armii Cesarza Alexandra«.
 
  »Wielbić trzeba zrządzenie Opatrzności — pisał Niem-
 
cewicz z Ameryki, na wiadomość o wizycie w Puławach —
 
że wnuk tej, która Puławy z ziemią zrównać, a Polsce
 
cios śmiertelny zadać postanowiła, przybywa teraz w dom
 
W. Ks. Mości, ten przybytek cnót i pamiątek narodowych,
 
jako gość, przyjaciel, wybawca..«
 
  Prędko wszakże nastąpiło rozczarowanie. Polityka
 
rosyjska zdołała nakłonić Prusy do koalicyi przeciw Na-
 
poleonowi i Cesarz Alexander, zamiast z armią swoją wy-
 
stąpić przeciw Fryderykowi Wilhelmowi, pospieszył z Puław,
 
przez Nieborów i Poznań do Poczdamu, gdzie wznowił
 
stosunek życzliwy z królem i nakłonił go do wspólnego
 
przeciw Francyi działania. Nie przyszło wszakże ono na
 
razie do skutku, gdyż Prusy, pod wpływem życzliwie dla
 
Napoleona usposobionego ministra Hangwitza, cofnęły sic
 
od akcyi i dopiero później do niej przystąpiły. W każdym
 
jednak razie, zwrot w sympatyacb cesarza Alexandra
 
w stronę Prus i oziębienie uczuć dla ministra - Polaka,
 
wpłynęły na zreflektowanie się nietylko jego, lecz i całego
 
społeczeństwa polskiego. Niebawem ujrzało ono przecią-
 
gające przez Warszawę niezliczone pułki rosyjskie, nie
 
w zamiarach Prusom nieprzyjaznych, lecz w chara-
 
kterze wojsk przyjacielskich, którym, dla skrócenia drogi
 
do Austryi, przemarszu przez Prusy Południowe i jej sto-
 
licę dozwolono.
 
  Pochowano z żalem do pochwy ostrzone już do po-
 
 
str 295
 
LICEUM WARSZAWSKIE.
 
 
Ks. Kajetan Kamieński,
 
pedagog i filolog.
 
 
wstania przeciw Prusakom
 
pałasze i zaniechano na
 
teraz akcyi powstańczej.
 
  Towarzystwo przyjaciół
 
nauk z rozpoczęciem sesyi
 
jesiennych przystąpiło do
 
swoich zajęć w dniu 20
 
września 1806 odczytaniem
 
listu Czackiego, zawiada-
 
miającego, iż w dniu 1 pa-
 
ździernika 1806 r. odbędzie
 
się uroczyste otwarcie gi-
 
mnazyum Krzemieckiego
 
i dlatego pożądanem by-
 
łoby wydelegowanie dwóch
 
członków Towarzystwa, »ktorzybv jego imieniem na tej
 
uroczystości przytomnymi byli«. Na to zaproszenie Towa-
 
rzystwo odpowiedziało, iż Alexander Chodkiewicz misyi
 
tej się podejmie, »drugiego zaś delegata raczy samCzacki
 
wybrać«.
 
  W obce utworzenia w dzielnicy polsko-rosyjskiej
 
ogniska oświaty narodowej w Krzemieńcu i rząd pruski
 
starał się nadać liceum warszawskiemu wszelkie pozory
 
instytucyi narodów opolskiej. W czerwcu tegoż roku mini-
 
strowie v. Voss i v. Klewitz przybyli do Warszawy, aby
 
uświetnić swoją obecnością instytucyę, która, pod pieczo-
 
łowitym nadzorem kilku członków Towarzystwa przyja-
 
ciół nauk, składających tak zwany Eforat, istotnie na-
 
brała wszelkich cech zakładu naukowego polskiego.
 
opis przyjęcia zgotowanego ministrom pruskim w li-
 
ceum warszawskiem i wiersze polskie, na cześć v. Kle-
 
witza przez uczniów wygłoszone77) stanowią charaktery-
 
styczne owej epoki znamię.
 
  Oto wyjątek z owych wierszy:
 
 
  Jako po twardej zimie i smutnej jesieni,
 
  Gdy w odwrocie swvm słońce wsteczny bieg przyspieszastr 296
 
CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY.
 
 
  Cała natura wtenczas się zieleni,
 
  A za hołd Bóstwu, które na nowo ją wskrzesza.
 
  W takiej dziś jest postaci Nadwiślańska niwa,
 
  Którą obdarzasz Panie miłym odwiedzeniem,
 
  Z Twojej to ręki na nia rosa niebios spływa,
 
  Tyś ją zżyźnił ożywnym twych starań promieniem.
 
 
  Oprócz tego, na cześć »znakomitych gości do stolicy
 
przybyłych« »Antrepryza« Bogusławskiego dogadzając ży-
 
czeniu ministra von Voss« dała wyjątkowo świetne przed-
 
stawienie, na którem odegrano wielką operę: Palmira,
 
królowa perska« »przy illuminowaniu całego teatru«78).
 
  Oportunizm polityczny nakazał również Towarzystwu
 
na posiedzeniu 6 października 1805 r. podnieść wysokie
 
zasługi zmarłego w owym czasie prezesa rejencyi pru-
 
skiej, Meyera, członka honorowego Towarzystwa. Alber-
 
trandi przy tej okazyi uczynił zapytanie: »czy członki
 
honorowe na posiedzenia publicznem mają być chwalone?*
 
Zdania sie podzieliły i nie przyszło do postanowienia zgo-
 
dnego w tej mierze. Natomiast Ks. Staszic wywołał na
 
stół inna kwestyę: potrzeby »wprowadzania na posiedze-
 
nia Towarzystwa nowo obranych członków, z większą, niż
 
dotąd, uroczystością«. Dla rozpatrzenia tej kwestyj wy-
 
delegowano komitet oddzielny.
 
  Nie nastąpiła co do obu owych wniosków uchwała
 
na następnem posiedzeniu z d. 20 października. Natomiast
 
zaszły inne znaczące postanowienia. Składając ofiarę do-
 
browolną na prenumeratę pism, Wincenty hr. Krasiński
 
zawiadomił zebranych, iż »JP. Vogel, czyli Ptaszek, nau-
 
czyciel rysunków w liceum, prosi o pozwolenie dedyko-
 
wania Towarzystwu dzieła swego, »w którem postanowił
 
przedstawić w obrazach znakomite pamiątki i zabytki sta-
 
rożytności narodu polskiego«. Z tego powodu, wniosko-
 
dawca Krasiński oświadczył, »iż byłoby zgodnie z poży-
 
tkiem i ustawami Towarzystwa, gdyby ono liczyło między
 
swymi członkami — artystów, nauką i talentem zaleconych«.
 
Towarzystwo wniosek ów przyjęło i zaleciło na kandyda-
 
 
str 297
 
VOGEL I ELSNER.
 
 
 
tów: Vogła, czyli Ptaszka, oraz Elsnera, dyrektora muzy-
 
cznego miejscowego teatru.
 
  Natomiast, mając na względzie nieczynność i długie
 
milczenie niektórych członków, postanowiono uznać za
 
»nie należących do Towarzystwa«: Stanisława Grabowskiego,
 
Marcina Molskiego i Sierakowskiego.
 
  Obfitem w treści było następne posiedzenie z d. 3 li-
 
stopada 1805 r. Przyszła ponownie na stół sprawa »chwa-
 
 
Józef Elsner.
 
 
lenia zmarłych członków honorowych« i uroczystszego
 
wprowadzania członków nowych.
 
  Dmochowski w przemowie swej uczynił uwagę, »iż
 
pochwały osobistości zmarłych mają zawsze pewne nie-
 
przyzwoitości«... Radził przeto, by w przypadku śmierci
 
którego z członków, mającego prawo do pochwały, wysta-
 
wiać krótki obraz jego życia i zasług w świecie uczo-
 
nym, nie wdając się bynajmniej w pochwały osoby, jak
 
to bywało w zgromadzeniach akademicznychstr 298
 
CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY.
 
 
Józef Lipiński.
 
 
Towarzystwo większością gło-
 
sów uznało za potrzebne »prze-
 
lanie jeszcze raz myśli, w tym
 
przedmiocie wyrażonych« i po-
 
ruczyło to Dmochowskiemu i Sza-
 
niawskiemu.
 
  Krusiński imieniem Win-
 
centego hr. Krasińskiego doniósł,
 
»iż tenże ofiaruje do czytania
 
członkom Towarzystwa swoją
 
bibliotekę, tudzież miejsce na
 
skład książek, w domu tym, gdzie
 
sam mieszka«.
 
Z przyjęciem tej ofiary po-
 
strzymano się, aż do przyja-
 
zdu ofiarodawcy do Warszawy, »by myśl jego lepiej wy-
 
rozumieć«.
 
  Następnie sekretarz Osiński, prosił o instrukeyą »jak
 
sobie ma postąpić z osobami, które, przestawszy być człon-
 
kami Towarzystwa, zwrócić swoich patentów do archiwum
 
nie chcą ?«
 
  Postanowiono, aby sekretarz »czynil przeciw nim są-
 
downie, w imieniu i ze zlecenia Towarzystwa«.
 
  Albertrandi odczytał listy z Krzemieńca, od kolegów:
 
Kropińskiego, Chodkiewicza i Czackiego«, donoszące o szcze-
 
gółach otwarcia gimnazyum wołyńskiego. Czacki za wybór
 
deputatów podziękował i nadesłał przytem mowę Chodkie-
 
wicza, wypowiedzianą na tej uroczystości79).
 
  Posiedzenie zakończyło się nieco burzliwie. Ks. Staszic
 
zawiadomił, że zaginęły listy królewskie do Towarzystwa
 
pisane i domagał się »najmocniejszego w tej mierze poszu-
 
kiwania, aby, po odnalezieniu tych listów, zachować je in
 
origine w archiwum Towarzystwa«.
 
  Widocznie, zbierający ciekawsze autografy członkowie
 
uznali za właściwe włączyć je do swoich zbiorów, nie
 
 
str 299
 
POCHWAŁY ZMARŁYCH CZŁONKÓW
 
 
przeczuwając, że pilnujący surowo, jak zawsze, legalności
 
ks. Staszic, płazem takiego niedbalstwa nie puści.
 
Autografy te z czasem znaleziono i do archiwum
 
złożono.
 
  Wreszcie podano nowych kandydatów, którzy, na po-
 
siedzeniu wyborowem z d. 17 listopada 1805 wyszli z urny,
 
w osobach członków czynnych: Ks. Czajkowskiego kano-
 
nika łowickiego, Kajetana Kwiatkowskiego, Dra Kinzla,
 
Arnolda i Kosseckiego.
 
  Członkami przybranymi zostali: Ks. Dąbrowski, Gór-
 
ski, Stoikiewicz, Klewański z Tuluzy, Becu, ojczym Sło-
 
wackiego, (który nadesłał poprzednio Towarzystwu roz-
 
prawę o szczepieniu ospy krowicy i przyrzekł
 
nadesłać topograficzny opis Wilna), Cypryan Godebski,
 
Lipiński, Gorczyczewski, Elsner i Vogel.
 
  Następnie odczytano list Ks. Stroynowskiego, rektora
 
uniw. wileńskiego, donoszący, iż Ks. Karenga napisał odę
 
w języku łacińskim na cześć Towarzystwa.
 
  W załatwieniu kwestyi pochwały zmarłych członków
 
przybranych i honorowych, uchwalono, że Prezydujący,
 
lub sekretarz, w zagajeniu publicznem »umieści przyzwoitą
 
wzmiankę o przymiotach zmarłego, oraz o zasługach jego
 
względem nauk i Towarzystwa«, co zaś do zmarłych człon-
 
ków czynnych, następcy ich w tej godności winni będą
 
podać potomności zasługi i przymioty swych poprzedników*.
 
  W celu uroczystego wprowadzania członków czyn-
 
nych nowoobranych przeznacza się co rok jedno posie-
 
dzenie publiczne, na którem Prezydujący wymieni jedynie
 
nazwisko nowoobranego kolegi, »nie wchodząc w żadne jego
 
pochwały«, poczem nowoobrany przedstawi zasługi i przy-
 
mioty swego poprzednika, obok czego wolno mu będzie
 
»rozciągnąć się w materyi nauk i umiejętności, do wy-
 
działu jego należących«.str 300
 
ROZDZIAŁ XXXI.
 
 
Echa wojenne. Auslerlitzki pogrom. Napoleon w stolicy Austryi. Oportunizm Towarzystwa.
 
Hymn Woronicza usunięty z programu publicznego posiedzenia. Powrót cesarza Alexandra
 
do Rosyi. Pamiątka dla Putaw. Posiedzenie Grudniowe 1805 r. Zapowiedź prac nad historya
 
I geografią Polski. Odczyt Staszica o Ziomiorodztwie i jego zakończenie.
 
 
Tymezasem na teatrze wojny europejskiej rozegrywały
 
się bitwy stanowcze, które niebawem dalekonośnem
 
echem o mury Warszawy odbić się miały. Napoleon na
 
czele korpusów: Bernadotta, Marmonta, Davousta, Lannesa,
 
Soulta i Neya, z armią dwukroćstutysięczną, zasiloną puł-
 
kami Badeńezyków, Wirtemberezyków, i lessów, Nassau-
 
ezyków i Bawarów, pospieszy] ku Wiedniowi i, zmusiwszy
 
Macka do kapitulacyi, wkroczył do stolicy Austryj 19 li-
 
stopada 1806 r., gdzie rozpisał kontrybucyę 100 milionów
 
franków na kraje rakuzkie i wyznaczył swoich guberna-
 
torów do zarządu monarchią.
 
  2 grudnia, po doszczętnem rozbiciu armij: rosyjskiej
 
i austryackiej w bitwie pod Austerlitz, wydal pamiętną
 
proklamacyę: Soldats! Je suis content de Vous! i zawiązał
 
z Franciszkiem II przedwstępne rokowania pokojowe, pod
 
warunkiem bezzwłocznego odwrotu armii rosyjskiej do swej
 
ojczyzny i rozwiązania koalicyi.
 
Wiadomość o pogromie wojsk sprzymierzonych doszła
 
 
str 301
 
HYMN  WORONICZA.
 
 
do Warszawy za pośrednictwem gazet berlińskich i z nich
 
to miejscowe pisemka podały z tajoną radością niektóre
 
szczegóły o bohaterskich czynach Napoleona, budząc po-
 
wszechny zapal w ludności i złudne nadzieje możliwych
 
odmian politycznych.
 
  Członkowie Towarzystwa przyjaciół nauk, zawsze,
 
jak dotąd, wierni swej zasadzie — niemieszania się do po-
 
lityki i działania w duchu uśmierzającym namiętności tłu-
 
mów, zebrawszy się na naradę w dniu 8 grudnia 1805 r.
 
postanowili na najbłiższem posiedzeniu publicznem, wy-
 
znaczonem na 13 grudnia 1805 r., uniknąć wszelkich ze
 
strony rządu pruskiego podejrzeń i usunąć wszelkie alu-
 
zye do wypadków bieżących; natomiast, zaznaczyć swoja
 
lojalność wygłoszeniem pochwały pogrobowej na cześć
 
zmarłego członka swego, przedstawiciela miejscowego rządu
 
pruskiego, v. Meyera. Oględność swa posunęli członkowie
 
do tego stopnia, iż uprosili bisk. Woronicza, by, »ulegając
 
okolicznościom teraźniejszym i stosunkom«, wstrzymać się
 
raczył od wygłoszenia na posiedzeniu publicznem natchnio-
 
nego hymnu »do Boga«, skreślonego w duchu nie licu-
 
jącym z widokami rządu pruskiego, odnośnie do narodo-
 
wości polskiej. Wiersz ks. Woronicza zastąpię miał —prze-
 
kład klasycznych utworów greckich...
 
  Nie bez słusznej racy i uważali członkowie, iż na-
 
tchniony hymn Woronicza, nie odpowiadał »okolicznościom
 
teraźniejszym«.
 
  Podniósłszy w nim laski szczególne, okazane przez
 
Opatrzność ojcom, i wielkość minioną narodu, w łzawych
 
strofach jeremiaszowych opłakuje poeta winy przodków,
 
i pokutę za grzechy, cierpianą przez potomków. Rozbrzmie-
 
wają w tym przecudnym wierszu echa upadku pogrobow-
 
ców, którzy za górami i morzami kości swe składają na
 
ofiarę cudzym bogom, »na murzyńskich piaskach« i w »bez-
 
drożach skwarnych spiekot« »krokodylom«, opowiadając
 
swoje smutne dzieje i wpatrując się »z tajnem przeczuciem«
 
»w gwiazdę nowych światów«...str 302
 
CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ TRZYDZIE8TY PIERWSZY.
 
 
  »Cóż się wzdy podziało z póżnem ich plemieniem?
 
  Tyś twarz odwrócił, a my... w proch sie rozsypali...
 
  Szczątki nasze wiatr rozniósł z pyleni i z imieniem
 
  Morza niemi igrają po zaświatnej fali,
 
      Ciskając z gniewem na murzyńskie piaski
 
      Ciała zakrzepłe piętnem Twej niełaski.
 
 
  Drudzy przeżyć nie mogąc zgonu wspólnej matki,
 
  Spostrzegłszy jakaś gwiazdę nowych świata cudów
 
  I z nią tajnem przeczuciem łącząc tchu ostatki,
 
  W bezdrożach skwarnych spiekot, włóczęgi i trudów,
 
      Lądy i morza obieżawszy sława
 
      Łzy krokodylom wmawiają swą sprawą...
 
 
  Gościńce sławy naszej chwastami zarosły,
 
  Rozwalinom Syonu pokrzywy panują —
 
  Po wieżach głos pogrobny puszczyki rozniosły,
 
  A smętne cienia Ojców po kątach się snują,
 
      Wskazując zwłoków swych ułomki świetne,
 
      Powyrzucane na śmiecia wymietne!
 
 
  Sami siebie nie znamy, a gdzie stąpim krokiem,
 
  Poziewa trup ojczyzny posoką spluskany.
 
  Wszystko drażni, rozdziera nieznanym widokiem
 
      I sen nawet spoczynku broniąc niczblagany
 
      Szarpie szydersko i serca i czucie
 
      Marzeniem wzrosłem i znikłem w minucie.
 
 
  Odkupując chleb, wodę i sól z gruntów własnych,
 
  Po naszych sie ulicach rozmówić nie możem,
 
  Wkrótce — miasto żurmanów i bławatów jasnych,
 
  Kusy kubrak z patlaku na grzbiet chudy włożeni.
 
      A miasto świetnych przepasek i wieńców
 
      Zgrzebny powrózek z łyczków i rzemieńców...
 
 
  Łzy nasze są świadkami błędu i poprawy
 
  A Ty patrzeć nie możesz na łez ludzkich zdroje,
 
  Ni się wyprzesz Twych dzieci, Iłodzicu łaskawy,
 
  Cóż Ci zostaje? Wyrzec dawne słowa Twoje:
 
      »Kości sprućhniałe! Powstańcie z mogiły
 
      »Przywdziejcie ducha i ciało i siły!«
 
 
  W przeczuciu wieszczem chciał Woronicz wygłosić
 
tę przyszłość, którą niezadługo już miał zgotować naro-
 
 
str 303
 
DAR CESARZA ALEXANDRA I.
 
 
dowi zwyciężony pod Austerlitzem, Alexander I... Tegoż
 
samego dnia, gdy odbywało się publiczne posiedzenie To-
 
warzystwa w Warszawie, stanął cesarz ponownie w po-
 
wrocie do swej ojczyzny w Lublinie i stamtąd, przez Mię-
 
dzyrzec i Brześć litewski, podążył do Petersburga.
 
  Wróciwszy do swej stolicy, raz jeszcze zapragnął
 
zaświadczyć przed światem życzliwość dla Polaków i przy-
 
jaźń dla rodziny swego ministra spraw zagranicznych,
 
gdyż nadesłał dla ozdobienia świątyni Sybilli w Puła-
 
wach płytę szklaną, na dowód: (słowa historyka rosyj-
 
skiego Szildera) »iż, bez względu na zmienność losów, po-
 
został w swej przyjaźni niezmiennym i pragnie umieścić
 
w świątyni wspomnień narodowych polskich dar swój na
 
miejscu takiem, na któremby jaśniał wysoko, promieniem
 
nadziei«80).
 
  W lojalnych słowach zagaił prezydujący Albertrandi
 
posiedzenie publiczne Towarzystwa w sali XX. Pijarów,
 
dnia 13 grudnia 1805 r., w kilka dni po pogromie Auster-
 
litzkim (2 grudnia) odbyte.
 
  Mowa jego, nie drukowana w rocznikach, widocznie,
 
również z uwagi »na okoliczności terażniejsze« lecz zacho-
 
wana w całości w autografie między aktami Towarzystwa,
 
obfitą była w szczegóły, obchodzące nietylko język polski
 
i literaturę, lecz i dzieje krajowe, któremi nieco tro-
 
skliwiej, niż dotychczas, zajmować się poczęto. Jest ona
 
ważną i ze względu na echa doniosłych przewrotów w uniy-
 
słowości europejskiej ówczesnej, jakie w niej rozbrzmie-
 
wają, prawda, w wyrazach oględnych, niemniej wszakże
 
świadczących o związku duchowym członków Towarzy-
 
stwa z prądami ówczesnymi Zachodu.
 
  Nie będzie bez korzyści dla nauki przytoczenie w wię-
 
kszych ustępach najważniejszych owej mowy szczegółów:
 
»Ktokolwiek pilnie rozważyć zechce — mówił prezydujący —
 
zamiary, które w swojem ustanowieniu nasze Towarzystwo miało
 
sobie wskazane, których się dotąd nieodstępnie trzyma, nie tak sie
 
dziwować będzie temu, iż w dosiegnieniu ich z powolnością postę-str 304
 
CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY PIERWSZY.
 
 
puje; jako raczej wielbić jego niewzruszoną stałość w chwalebnem
 
przedsięwzięciu.
 
  »Niemałej to trudności — dzieło ożywić i w pierwotnej rzeżwości
 
utrzymać jeżyk, któremu przygody szczęścia prawie martwym być
 
kazały.
 
  »Niepospolita jest odwaga tych, z jaką się zdobywają ci, co
 
przestrzeń nauk i publicznego oświecenia rozszerzyć
 
przedsiębiorą w czasie, w którym nauki podlegają rewolu-
 
cyi, która ich zasady, ich prawidła, ich wnioski i prze-
 
pisy zupełnie odmieniła, częścią, za odkryciem prawd, dotąd
 
utajonych, częścią, za przekonaniem o nieuchronnej potrzebie ich
 
reformy, częścią nakoniec, dla szeroce rozlegającego się gustu,
 
różnego od wieków poprzednich, którego chwyta się chciwie gmin.
 
któremu, i ci nawet, co go nie chwała, ulegać musza.
 
  »Jak bystre mieć oko muszą, co objąć rozległość niezmierzona
 
onych pragną, które, w nie tak bardzo od nas odsunionych ciągach,
 
za niejaki zbytek poczytywane były, dziś są — cząstką składową pole-
 
rowanych narodów, oświeconej publiczności, nieodbitym przepisem
 
przystojnego, w pomiernych nawet klasach, wychowania.
 
  »Cóż dopiero, kiedy te nauki, podane, objaśnione, wyłożone być
 
maja językiem, któremu oszczędność wieków przeszłych, dogodnych
 
wyrazów nie nadała, częścią, przez obawę ubliżenia czystości ojczy-
 
stego języka, częścią, iż słowa i wyrazy utworzone, tylko naukom
 
obmyślone być mogą, nie zaś tym, których wyobrażenie nawet w my-
 
śli nie postało. Gdyż rzeczy poznanie — zawsze poprzedzać musi na-
 
danie im nazw dogodnych. A że nie jest to rodzaj niejaki zuchwal-
 
stwa, podjąć się pokazać, że w wiekach, w których, Włochy tylko,
 
wyjąwszy i może Hiszpanię, w reszcie Europy mglista nauk zorza
 
pokazała się, myśmy już mieli świetną i godną szacunku literaturę,
 
a pokazać to, nie próżnem wyliczeniem imion mało znanych pisarzów,
 
ale stawieniem przed oczy publiczności ich dziel, i wydobywaniem,
 
że tak rzekę, z grobu, przezacnych autorów, których pamięć ogro-
 
mem wieków przywaloną została, a dzieła w innej dobie nieśmier-
 
telne, ledwie nie były wszystko pożerającego czasu zawziętością
 
pozbawione...
 
  »Historya, bądź ona uważana będzie jako skład wierny
 
ludzkich czynności, bądź jako mistrzyni roztropności, dająca sprawom
 
ludzkim przyzwoity kierunek, zawsze Towarzystwa naszego nie-
 
uchronnem się zdawała zaprzątnieniem. Dopieroż historya naro-
 
dowa! która, lubo z pracowitej usilności wybornych pisarzów wiele
 
światła nabrała, jednak, iż nie wszyscy rozłożystych obrazów ogro-
 
mność objąć mogą, zdało się i w ściślejszych granicach rysy wiel-
 
kich, wiernie w przyzwoitych wymiarach zachowujących ogarnąć.
 
 
str 305
 
ZAPOWIEDŹ GEOGRAFII I HISTORYI POLSKI.
 
 
a tym, ku wygodzie i znających ją i nieznających, ułożonym sposo-
 
bem, za namową i zachęceniem Towarzystwa wydać, na nowo przed-
 
sięwzięte nietylko jako powieść, w najpewniejszch źródłach czerpana,
 
ale też poważnemi, pozostalemi pamiątkami, zaświadczona.
 
  »Jedno z najpowabniejszych, a oraz najpożyteczniejszych dzieł:
 
Geografia kraju, w którym mieszkamy, a przez nią i hi-
 
storya, objaśnić ją mogąca, przedsięwzięte jest świeżo od Franciszka
 
Czajkowskiego, kanonika łowickiego, którego zamiar, układ i wyko-
 
nania sposób, według jego własnych słów opisze:
 
  »Pocznę od opisania całej ziemi, jakie nam podał za swych
 
czasów Herodot, a zatym i tej części Europy, do której opisania mój
 
teraźniejszy zamiar rozciągać się będzie. Potem, przez następne ba-
 
dania i na nie odpowiedź, dowiadywać się będziemy: Jak dawno za-
 
ludniona została? W jaki sposób od dawnych Greków poznana? Jakie
 
narody ją ciągle posiadały? Jakie im obce przyległe były, albo się
 
w między nich wmieszały? Jakie zwyczaje, jakie prawa, jakie związki
 
miedzy sobą i między obcemi miały? Jaka zdatność i sposób wojo-
 
wania? Jaka religia? Jakie zwyczaje, życie i mieszkanie? słowem,
 
wszystko, co do poznania naszej ziemi i naszego narodu przydatnem
 
być powinno«.
 
  »Do tego rysu przyłączona będzie pilnie wykonana mapka
 
geograficzna krajów, dawną Polskę składających«.
 
Po wyliczeniu prac członków Towarzystwa, dawniej
 
już zapowiedzianych i w części wykonanych, jak n. p.
 
Chodkiewicza: (o ciepłomierzu), Kinzla: (o sztuce leczenia),
 
Krysińskiego: (o garbarstwie), układu dalszych tomów Ro-
 
czników i czytania zaprenumerowanych dzienników,
 
»naprowadzić nas mogących na ślad doskonałości, do któ-
 
rej nauki wszystkie, po różnych Europy krajach, postę-
 
pują« — zakończył Albertrandi mowę swoją wspomnieniem
 
o zmarłym Meyerze, w następujących charakterystycznych
 
słowach:
 
 
  »Straciliśmy honorowego, długowiecznej pamięci godnego, męża,
 
członka Towarzystwa, Meyera, prezesa regencyi tutejszej, wieloza-
 
cnemi tytułami i szacownemi dowodami, przez zasługi sobie zjednane,
 
zaszczyconego.
 
  »Zostawiam innym wielbić jego wyborną naukę, miłość spra-
 
wiedliwości, w doścignieniu zawiłości niewypowiedzianą łatwość,
 
przystępność, cierpliwość w przekładaniu, nieodstępną stałość w od-
 
dawaniu sprawiedliwości, pracowitość. Wszystko to zaświadczy dłu-
 
 
20
 
TOWARZYSTWO WARSZAWSKIE.str 306
 
CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY PIERWSZY.
 
 
gowieczna potomność. Ale, w stosunku do Towarzystwa, winienem
 
mu to chwałę przyznać, iż on cel naszego Zgromadzenia
 
poznał, on zamiary jego pochwalił, on, jeśli jakie wąt-
 
pliwości, lub podejrzenia, chmurki powstawały, je roz-
 
pędzał, od kłopotliwej surowości cenzury uwolnił,
 
uroczystem świadectwem niewinności, jak pożyte-
 
czności, zamysłów naszych, a zaświadczenie, to nowym upo-
 
ważnienia sposobem potwierdził, nie tylko i chęcią, ale i wdziecznemi
 
wyrazami pozwolił, by rejestr honorowych członków naszych imie-
 
niem jego był zaszczycony. Te są wdzięczności, te żalu naszego
 
oznaki, które szanownym jego popiołom hołd powinny jego ku nam
 
przychylności, oddajemy«.
 
Po zagajeniu prezesa nastąpiła rozprawa Staszica:
 
o ziemiorodztwie gór dawnej Sarmacy i, a pó-
 
źniej Polski, zakończona gorącem wezwaniem do mło-
 
dzieży, »narodu jedynej nadziei«.
 
»Był może ten czas — mówił wielki patryota — gdzie życzyć
 
należało, aby ziemia nasza znana nie była. Lecz dzisiaj jest
 
czas, abyśmy wszyscy nad tein pracowali, wszyscy sic starali, jakby
 
ja wysławię we wszystkich jej stosunkach z niemi. Jest ona dzie-
 
dzictwem Waszych Ojców. Jest więc jedna z tych charakteryzujących
 
waszych cech. Jakie cechy świecie zachować, jest w waszej powin-
 
ności i jest w waszej mocy.
 
  »Jeżeli wam już nie wolno z innemi ludy chodzić w zawody
 
o narodową sławę bohaterstwa, to wolno wam, — owszem, wyzywają
 
was Europejskie Narody w zawód, o sławę wszystkich innych rodza-
 
jów. Idźcież w te, szlachetne zabiegi i z cudzoziemcami i z wspól-
 
zobywatelonemi ludy; a nieustępując na waszej ziemi nikomu
 
pierwszeństwa, w cnotach, w pracach, naukach; połóżcie na tem
 
wszystkiem, cokolwiek ziemia waszych ojców, w najwyższych gó-
 
rach, w najgłębszych wewnętrza za kopach i w morzach i W powie-
 
trzu, ciekawego, użytecznego, zawiera; połóżcie, mówię, na wszyst-
 
kiem: pracy, dowcipu, wynalazku, umiejętności, pierwszo Imię Polaka!
 
  »Również wy, wielcy tejże ziemi właściciele! Zamiast rOZ-
 
praszań się po obcych stolicach, jrromadźcie sio w na-
 
rodowo miasta. Tani działajcie na to najtęższa sprężynę władz
 
ludów: umysł narodowy! Tam domy wasze niechaj się staną
 
świątynią, narodowych obyczajów! Niechaj w nich ta Młodzież, pod
 
waszem okiem, pod waszym  sadem, wyknie szanować prace, nauki
 
i cnotę. A wy, waszemi dochody uświetniajcie przodków pamięć
 
i dzieła; pomnażajcie w waszej krainie: sztuki, umiejętności, ręko-
 
dzieła, rzemiosła, handel, rolnictwo. Tak z zamiarami przychyl-
 
 
str 307
 
MOWA STASZICA.
 
 
nych wam, mądrych rządów, będąc zgodnymi, zostaniecie oraz
 
i waszemu Narodowi wierni.
 
  »Paść może i Naród wielki; zniszczeć nie może
 
tylko — nikczemny!«
 
  Rozprawę Staszica, będącą pierwszą próbą zbadania
 
Karpat i Beskidów, bogatą w szczegóły i obrazy malo-
 
wnicze, i dziś jeszcze z prawdziwą korzyścią i rozkoszą
 
odczytać może wielbiciel przyrody swojskiej.
 
Gazeta warszawska zdając w Nrze 100 z 13 grudnia
 
1805 r. sprawę z odbytego posiedzenia publicznego, nad-
 
mieniła, że się ono odbyło »w przytomności licznego zgro-
 
madzenia płci obojej«.str 308
 
ROZDZIAŁ XXXII.
 
 
Reforma w wygłaszaniu mów publicznych. Lokacye funduszów. Projekt Lipińskiego o krytyce
 
literackiej. Dyskusye nad tym projektem. Tematy konkursowe. Nowi kandydaci. Uwieńczenie
 
rozprawy Lerneta o zarazie morowej. Nowe reformy w sądzeniu rozpraw konkursowych.
 
 
Widocznie, musiały przy wygłoszeniu ostatnich ustę-
 
pów mowy Staszica zajść jakieś burzliwe oznaki
 
zadowolenia ze strony publiczności, łaknącej zazwyczaj
 
tego rodzaju patryotyczno-krasomówczych zwrotów, jeśli
 
na pierwszem posiedzeniu zwyczajnem z dnia 5 stycznia
 
1806 r. członek Feliks Potocki uczynił wniosek, »by, dla
 
zapobieżenia nieprzyzwoitościom w czytaniach aa
 
sesyach publicznych« każda rozprawa ulegała uprzedniej
 
kontroli członków, na sesyach centralnych. Wniosek ten
 
przyjętym został, z obostrzeniom, iż odtąd, po wprowadze-
 
niu odpowiednich zmian w tekście rozpraw, będą one pod-
 
pisywane przez prezydującego i sekretarza.
 
  Następnym przedmiotem zajęć zebranych było obmy-
 
ślenie bezpiecznego sposobu zachowania listów królewskich
 
do Towarzystwa adresowanych, które się szczęśliwie odna-
 
lazły.
 
  Na posiedzeniu 9 lutego 1806 r. zażądali członkowie,
 
by rozprawa Staszica O ziemiorodztwie wydrukowaną została
 
oddzielnie od Roczników. Sekretarz Osiński oświadczył, iż
 
 
str 309
 
PROJEKT KRYTYKI DZIEŁ POLSKICH.
 
 
Michał Walicki
 
 
ułożył się już w tej mierze
 
z prefektem drukarni XX. Pi-
 
jarów, Bielskim. Drukowanych
 
będzie 800 egzemplarzy, które,
 
według woli autora, sprzeda-
 
wać się będą »na zysk Zgro-
 
madzenia, po obrachunku ko-
 
sztów«.
 
  Ze spraw bieżących, pod-
 
niesiono potrzebę ulokowania
 
sumy 4000 złotych polskich,
 
stanowiących remanent do-
 
chodów Towarzystwa, a nadto
 
oblatowania W aktach kamery
 
listów królewskich. Urodzo-
 
nemu Konopce, ugodzonemu do czynności »obwieszczania
 
członków o posiedzeniach« wyznaczono płacy miesięcznej
 
24 zł. pol.
 
  Ważniejszym był przedmiot poruszony przez Józefa
 
Lipińskiego. Odczytał on wypracowany przez siebie »pro-
 
jekt krytyki dziel, wychodzących w języku polskim«. Do
 
rozpatrzenia tej kwestyi przedwstępnie wyznaczono deputa-
 
cyę w osobach: J. K. Szaniawskiego, Potockiego, Woronicza
 
i Krysińskiego.
 
  Gdy na następnem posiedzeniu z d. 2 marca sprawa
 
ta pod obrady przyszła, Stanisław Potocki gorąco poparł
 
wnioskodawcę, »wyliczając użytki, jakie, z bezstronnej,
 
a dalekiej od wszelkiej obrazy, krytyki wyniknąć mogą«.
 
Sądził wiec, »że dla przygotowania do tego publiczności,
 
należałoby najprzód umieścić w pismach publicznych roz-
 
prawę doskonalą o krytyce, i zacząć od sądzenia dziel
 
dawnych pisarzy«. Dodał nakoniec, »iż o to najpilniej
 
starać się trzeba, aby Towarzystwo jak najmniej w tym
 
zamiarze wystawiać na spory t pisarzami«.
 
  Prezydujący  i  wielu członków uznali, że  »zamysł
 
kolegi Lipińskiego jest bardzo potrzebny i użyteczny.str 310
 
CZEŚĆ IV. ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY DRUGI.
 
 
Jan Pomian Kruszyński.
 
 
Zachęcić należy i kolegę i ka-
 
żdego z członków, aby się tą
 
pracą zaprzątnęli, pod warun-
 
kiem jednakże, aby w imieniu
 
Towarzystwa takie dzieła nie
 
wychodziły i aby w żaden spo-
 
sób odpowiedzialność na niego
 
nie spadała«.
 
  Inni członkowie wyliczyli
 
»nieprzyzwoitości stąd wyniknąć
 
mogące* i przywiedli ustawy,
 
w których Zgromadzenie »za-
 
broniło sobie wszelkiego sądu co
 
do ksiąg, drukiem już ogłoszo-
 
nych«.
 
  Wobec tej różności zdań, nic stanowczego Towarzy-
 
stwo w tej kwestyi nie uchwaliło, lecz przydało do depu-
 
tacyi już wyznaczonej: Stanisława Potockiego i Klokockiego.
 
  Wreszcie zawiadomiono o nadesłaniu prac konkur-
 
sowych, tragedyj: Troidea i Wanda, jakoteż rozpraw: o mo-
 
rze i o Czerwca polskim.
 
  Na posiedzeniu 13 kwietnia odczytano uwagi depu-
 
tacyi nad wnioskiem Lipińskiego o krytyce. Większość
 
oświadczyła się przeciw projektowi, wykazując »nieprzy-
 
zwoitości, jakie wyniknąćby musiały z recenzyj i krytyk,
 
wykonywanych lub upoważnionych od Zgromadzenia,a prze-
 
ciwnych zupełnie jego ustawom«, przyczem Kłokocki imie-
 
niem Lipińskiego oświadczył, iż tenże cofa swój wniosek
 
zupełnie.
 
  Wyznaczono następnie deputacyę do oceny nadesłanej
 
rozprawy „O wpływie reformy Lutra etc." w osobach: Sta-
 
szica, Prażmowskiego, Bohusza, Szaniawskiego, Klokockiego,
 
Wiesiołowskiego i Kortuma. Deputacya miała się zbierać
 
przez dni trzy w godzinach popołudniowych.
 
  Po przedstawieniu nowej listy kandydatów, prezydu-
 
jący odczytał list P. Chretien Daniel Erhard, z Lipska
 
 
str 311
 
NOWI CZŁONKOWIE.
 
 
nadesłany, w którym tenże, nadsyłając Zgromadzeniu „Ga-
 
zetę uczoną lipską" ze stycznia i lutego 1806 r., upraszał
 
o przysyłanie wzajemne prac uczonych Towarzystwa, przy-
 
czem zalecił i wiersz swój, napisany na cześć Imperatora
 
Wszechrosyi
 
  Złożono wreszcie w sekretaryacie opinie (merita)
 
o kandydatach: Amilkarze Kosińskim, .lanie Łuszczewskim,
 
Macieju Sobolewskim, Wawrzyńcu d'Engestromie i Naxie,
 
hidrauliku b. króla polskiego i Rzplitej.
 
 
Bacciarelli.
 
 
Na posiedzeniu 4 maja 1806 r. Osiński przedstawił
 
kandydata na członka przybranego — Jerzego Samuela
 
Bandtkiego, rektora szkoły we Wrocławiu, członka Tow.
 
naukowego w wyższej Luzacyi.
 
  Z powodu przeniesienia niektórych członków z rzędu
 
czynnych do przybranych, Staszic 81) powstał żywo prze-
 
ciw »nieprzyzwoitościom stad wyniknąć mogącym« i na
 
jego wniosek, degradacya taka w przyszłości usuniętą
 
być miała.str 312
 
CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY DRUGI.
 
 
  Odczytano list Alexandra Sapiehy, donoszący o ukoń-
 
czeniu »uczonych podróży we Włoszech« i o przyjeździe
 
autora do kraju. Odczytanie publiczne tej pracy odłożono
 
do sesyi jesiennej, nadto odczytano bezimiennego »Uwagi
 
nad językiem polskim«. Tenże sam autor już raz w tym
 
zamiarze przysłał pismo Zgromadzeniu i dlatego uchwalono
 
zawiadomić go w gazetach, »iż pismo jego z wdzięcznością
 
od Towarzystwa odebranem zostało«.
 
 
Zygmunt Vogel.
 
 
  Na wyborach odbytych d. 11 maja 1800 r. przyjęci
 
w poczet członków czynnych: ks. Antoni Dąbrowski, pro-
 
fesor wyższej matematyki w szkołach pijarskieh.
 
  Do przybranych: Fiszer, Łuszczewski, Amilkar Ko-
 
siński, Jerzy S. Bandtkie, Dr. Lernet, Nnx hydraulik.
 
  Do honorowych: Wawrzyniec hr. d'Engestrom, Daniel
 
Erhard.
 
  Przyjęto wniosek Kortuma, by członkowie przy wstę-
 
powaniu do Towarzystwa zawsze pewną ofiarę składali.
 
  W końcu Stan. Potocki oświadczył gotowość przyję-
 
cia do lokacyi funduszów zbywających Towarzystwa.
 
 
str 313
 
ROZPRAWA LERNETA UWIEŃCZONA.
 
 
Seweryn hr. Potocki.
 
 
  Na posiedzeniu nadzwy-
 
czajnem 10 maja, Feliks Po-
 
tocki odczytał przygotowaną
 
mowę pochwalną na cześć
 
zmarłego członka Michała Po-
 
tulickiego. Uznano ją za nudną
 
publicznego odczytania.
 
  Poczem prezydujacy zło-
 
żył raport o rozprawie Stani-
 
sława Potockiego „O medalach,
 
mianowicie ojczystych, we wzglę-
 
dzie ich użyteczności i sztuki".
 
»Pismo to — zaopiniował re-
 
ferent — pełne gruntowności
 
i ciekawych wiadomości, do
 
których autor przydał domysły sprawiedliwe i odkrycia
 
nowe, na mocnych dowodach wsparte, tyle tylko przyda
 
zapewnionej autora od dawna chwale, że chęć wzbudzi
 
najżywszą w publiczności częstszego jego słuchania«.
 
  Odczytał następnie Staszic drugą część swej rozprawy
 
o górach polskich, przeznaczonej na posiedzenie pu-
 
bliczne. »Dzieło to arcyważne, a w gruntowności podobne
 
pierwszej rozprawie, z powszechną aprobacyą przyjętem
 
zostało«.
 
  Na posiedzeniu dnia 1 czerwca 1800 r. ogłosić miano
 
rezultat konkursu.
 
  Sekretarz Osiński złożył raport działu matematyczno-
 
filozoficznego w tym przedmiocie i oświadczył, że »po przy-
 
zwoitym i ściąłem roztrząśnieniu, rozprawa o morowej
 
zarazie uznaną została za godną uwieńczenia«.
 
  Na wniosek dra Bergonzoniego przystąpiono do obrad
 
nad tym przedmiotem, poczem, gdy Zgromadzenie podzieliło
 
raport deputacyi, otwarto kopertę z napisem: Dam visum,
 
est mortale malmu i okazało się, że autorem uwieńczonej
 
rozprawy jest P. Lernet, med. dr., członek uniwersytetu
 
wileńskiego, mieszkający w Dubnie, ten sam, który nastr 314
 
CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY DRUGI.
 
 
ostatniem wyborowem posiedzeniu między przybranych
 
członków Towarzystwa zaliczonym został.
 
  Dano zlecenie sekretarzowi, by zawiadomił laureata
 
o losie jego rozprawy i »razem zażądał od niego, iż,
 
jeżeliby w czasie dwuletnim nowe jakie w tej mierze odkry-
 
cie uczynił, wiadomość o tern przesiał Zgromadzeniu«.
 
  Uwieńczona rozprawa, napisana w języku łacińskim,
 
przetłómaczoną być miała przez Kinzla i Filipeckiego na
 
polski język i wydrukowaną w Rocznikach.
 
  Staszic wystąpił z wnioskiem, by Towarzystwo usta-
 
nowiło na przyszłość stale formy sądzenia rozpraw kon-
 
kursowych, mianowicie: czy mają je sądzić działy, czy
 
też ogół Zgromadzenia?
 
 
str 315
 
ROZDZIAŁ XXXIII.
 
 
Napoleon u szczytu potęgi. Upadek cesarstwa rzymskiego. Rheinbund. Wojna z Prusami. Pro-
 
klamacya pruska. Zmiana polityki w Prusiech południowych. Rokowania z kamera. Plenipo-
 
tenci Towarzystwa. Uczczenie ofiarności Staszica. Jego oświadczenie. Sala przyszłych po-
 
siedzeń. Walhalla. Pogrom pruski pod Auerstadtem I Jena. Cesarz Alexander spieszy na pomoc
 
aliantowi. Kwietyzm Towarzystwa. Jego prace. Odezwa ks. Kopczyńskiego. Nadspodziewane
 
plakaty pruskie w Warszawie. Franouzi w Polsce. Publlcandum królewskie. Pod Pułtuskiem.
 
Pożegnanie Kohlera z Warszawianami. Ranni Kozacy przeprawieni na Pragę. Ostatni akt
 
rządu pruskiego, zatwierdzający układ z Kapitułą. Wiadomość z Berlina. Cesarz Napoleon
 
i deputacya polska. W Poznaniu. Książe Murat w Warszawie. Delegaci Towarzystwa. Zapo-
 
wiedź Staszica, iz posiedzenia Towarzystwa odbywać się nadal będą we własnym gmachu
 
na Kanoniach.
 
 
Tymczasem wypadki dziejowe na Zachodzie zapowia-
 
dały rychłą państwu pruskiemu katastrofę.
 
  Napoleon, u szczytu potęgi po pogromie Austerlitzkim
 
stojący, stał się protektorem »Rheinbundu« i dawne tysiącle-
 
tnie Cesarstwo niemieckie zniósł jednem pociągnięciem pióra.
 
  Cesarz Franciszek II złożył koronę świętego państwa
 
rzymskiego i przybrał godność Cesarza austryackiego, jako
 
Franciszek I. Napoleon zaś, zaroiwszy Niemcy południowe
 
swemi zastępami, upokarzał Prusy naruszaniem ich tery-
 
toryów (Anspach-Beyreuth^ zabieraniem ich fortec i miast,
 
(Wezel, Essen i Verden) i zmusił je w końcu do wypowie-
 
dzenia wojny.
 
  »Losy ludów — głosił Fryderyk Wilhelm w manife-
 
ście Erfurckim z dnia 9 października 1806 r. — są wpra-
 
wdzie w ręku Boga, lecz Bóg zwykł udzielać stale zwy-
 
cięstwo i nieprzerwane powodzenie tylko dobrej sprawie.str 316
 
CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY TRZECI.
 
 
Ta jest za nami; przekonanie o niej jest z nami; za nami
 
jest głos współczesnych, a pomyślny rezultat uwieńczy
 
nasze przedsięwzięcie!«
 
  Jakby w przeczuciu wiszącej w atmosferze katastrofy,
 
miejscowa regencya pruska zaczęła świadczyć ludności
 
polskiej niebywale dotąd względy, a pragnąc przedewszyst-
 
kiem zjednać sobie inteligencyę polską, zgrupowaną około
 
instytucyi Towarzystwa przyj, nauk, Najjaśniejsza Kamera
 
warszawska w dniu 29 lipca 1806 r. zwróciła się do pre-
 
zesa Albertrandego z uprzejmem wezwaniem, o zamiano-
 
wanie plenipotentów do »traktowania i zastępowania Towa-
 
rzystwa w interesach cywilnych«.
 
  Stało się zatem, dzięki polityce ogólno-europejskiej, że
 
Towarzystwo, któremu dotąd skąpiono tytułu ^uprawnionego
 
ciała«, okazało się nagle kompetentnem do mianowania dla
 
Biebie przedstawicieli prawnych i do traktowania, przede*
 
wszystkiem w przedmiocie nabycia stałej dla siebie siedziby.
 
  Na posiedzeniu nadzwyczajnem z dnia 10 sierpnia
 
1806 r. zastosowano się do życzenia kamery i delegowano
 
Krzysztofa Wilhelma Chlebowskiego, generał majora i szefa
 
regimentu infanteryi, Karola Kortuma i Andrzeja Horody-
 
skiego, członków czynnych, do działań w imieniu i na rzecz
 
Towarzystwa.
 
  Od laureata rozprawy o morze, dra Lerneta, nade-
 
szło podziękowanie za wybór, z oświadczeniem, że uwień-
 
czony oczekiwać będzie cierpliwie ukończenia medalu
 
przez artystę, prosi wszakże, by w gazetach umieszczono
 
opis owego medalu. Nadto prosił Lornet, by mu pozwolono
 
dedykować uwieńczoną rozprawę Czackiemu.
 
  Towarzystwo zleciło odpowiedzieć laureatowi, że do-
 
niesienie o konkursie nastąpi na posiedzeniu publicznem
 
i dopiero wtedy będzie można ogłosić w gazetach rezultat;
 
dedykowanie zaś uwieńczonej rozprawy nie może być
 
umieszczonem na czele dzieła, które w imieniu Towarzy-
 
stwa ma być drukowanem.
 
  W dniu 5 października 1806 r. prezes Albertrandi
 
 
str 317
 
NOWA SALA POSIEDZEŃ.
 
 
po raz pierwszy urzędownie zawiadomił Zgromadzenie
 
o wspanialej ofierze Staszica i że »nalezaloby pomyśleć
 
o sposobie, w jakimby Zgromadzenie zostawić mogło trwała
 
pamiątkę wdzięczności swojej dla znakomitego kolegi«.
 
  Wniosek ten przyjętym został i wyznaczono w tym
 
celu delegatów, Stanisława i Alexandra Potockich, Win-
 
centego Krasińskiego, Bohusza, Sapiehę, Vogla i Szuleckiego.
 
Staszic, który później przybył na zebranie, oświadczył:
 
»iż chcąc ozdobić salę, mającą odtąd służyć na posiedzenia
 
publiczne, w domu dla Towarzystwa przeznaczonym, przed-
 
sięwziął umieścić w niej czternaście posągów sławnych
 
z nauk Polaków, dwadzieścia kilka popiersiów i kilka ba-
 
reliefów, mających wyobrażać uczonych obcych narodów«.
 
Przy tej nowej ofierze zażądał Staszic, »aby Zgromadze-
 
nie, albo przyjęło imiona podanych przez niego mężów, lub
 
też na to miejsce innych podalo«.
 
  Przejęte wdzięcznością Zgromadzenie zostawiło w tej
 
mierze wolę i wybór — ofiarodawcy.
 
  W tydzień po tej ważnej sesyi, miejscowe pisma war-
 
szawskie umieściły na czele lakoniczną wiadomość, iż »woj-
 
sko królewskie dnia 14 października przegrało pod Auerstadl
 
batalię. Szczegóły tego wypadku nie są jeszcze wiadome,
 
to tylko wiemy, że Naj. Pan i bracia jego żyją i nie są
 
ranieni«.
 
  Szczegółów tych o nieszczęśliwej bitwie pod Auer-
 
stedt i Jena, w której, zabitych i ranionych było 30 tysięcy
 
żołnierzy, 150 armat i 20 tysięcy jeńców dostało się w ręce
 
Francuzów, a która państwo pruskie rozbiła na szczęty,
 
przez czas długi nie miano w Warszawie, z powodu »nie-
 
odbierania gazet i pism zagranicznych z Hamburga, Ber-
 
lina, Francyi, Anglii i większej części Niemiec«. Wiedziano
 
tylko, że cesarz Alexander pospieszył na pomoc sąsiadowi
 
i d. 25 października był w Poznaniu, co zapowiadało nie-
 
dalekie już ponowne wkroczenie do Warszawy wojsk jego
 
pomocniczych.
 
  Zanim najbliższe wypadki sprowadziły zmianę w owychstr 318
 
CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY TRZECI.
 
 
przewidywaniach Towarzystwo spokojnie odbywało dalej
 
swoje sesye prywatne i zwyczajne. W dniu 2 listopada
 
Bergonzoni podał na kandydata na członka honorowego
 
P. Aliberta, lekarza paryskiego, prezesa Towarzystwa emu-
 
lacyjnego medycznego w Paryżu, autora wielu pism lekar-
 
skich, a zebrani, na wniosek prezydującego, postanowili
 
odbyć glosowanie nad ta kandydatura już na oajbliŻSZem
 
posiedzeniu. Jednocześnie prezes podał n;t członka przy-
 
branego — Xawerego .Szaniawskiego, autora rozprawy
 
„O ułamkach dziesiętnych".
 
  Spokój pozorny członków Towarzystwa był do tego
 
stopnia niezmącony, że nie przeczuwając rychłego już
 
upadku rządów pruskich nad Wisłą, wyznaczono dzień
 
16 grudnia 1806 r. na posiedzenie publiczne, czytano raport
 
o dziełku geometry Nowickiego, dotyczącem »wynalazku
 
geometrycznego«, który, jak wykazał sprawozdawca Łęski.
 
»był własnym P. Ma rosa, inżyniera francuskiego i »zasa-
 
dza! się na działaniach mechanicznych, nie wolnych od
 
uchybień«, słuchano wniosku ks. Staszica o potrzebie zle-
 
cenia p. Kosseckiemu, bawiącemu w Paryżu, by się »zatru-
 
dniał historya, ostatnich czasów polskich«., słuchano odezwy
 
ks. Kopczyńskiego »do rodaków, w zamiarze przedsięwziętej
 
od siebie gramatyki narodowej« gdy nagle dnia 11 listo-
 
pada 1806 r. po ulicach miasta ukazały się plakaty, z pod-
 
pisem gubernatora v. Kohlera i dyrektora policyi v. Tilly,
 
z obwieszczeniem:
 
  »Ponieważ tutejsi dobrzy obywatele, przez sprzeczne
 
wieści o nieegzystującym jeszcze zbliżeniu się nieprzyja-
 
ciela, w niespokojność są wprawieni, tedy sądzimy za rzecz
 
potrzebną, tutejszą upewnić Publiczność, iż nietylko sta-
 
ramy się we wszystkim względzie o utrzymanie dla nich
 
spokojności i bezpieczeństwa, lecz że nawet w tym przy-
 
padku, gdyby tutejszy garnizon miał wyjść, a miasto nie-
 
przyjacielowi miało być oddane, spokojność i bezpieczeń-
 
stwo obywateli zachowane będzie«.
 
  Jednocześnie z tą odezwą przeniknęły do gazet miej-
 
 
str 319
 
PUBLICANDUM KRÓLEWSKIE.
 
 
scowych wiadomości szczegółowsze o katastrofie pod Jena,
 
o bohaterstwie Napoleona, który »z szybkością błyskawicy
 
swoje gwardye do ognia prowadził«, o niebezpieczeństwie
 
króla »być pojmanym, aż go regiment gwardyi wziął w śro-
 
dek i przerżnął się z nim przez francuską linię«, o zgonie
 
na polu bitwy generałów pruskich Schmettaua i Ruchela,
 
z których, ostatni »był naprzód w bok ranny, ale powró-
 
ciwszy nazad  do  bitwy, ugodziła go  kula
 
 
Joachim ks. Murat
 
w r. 1806.
 
 
w miejsce, na którem miał order«, o wziętych
 
w niewolę 14 generałach i księcia Uranii Fulda, »z którym
 
bardzo wspaniale obszedł się książę Bergski Murat«.
 
  Dalsze wiadomości stwierdziły »bytność wojsk rosyj-
 
skich na Pradze i marszu ich ku granicom polsko-pruskim
 
na pomoc królowi jegomości przeciw Francuzom«.
 
  Ukazało się niebawem na rogach ulic Warszawy
 
publicandum królewskie, datowane d. 18 listopada 1806 r.
 
z Osterode, pod dziwacznym nagłówkiem: »Przeciw obu-
 
rzycielów i sprzyjaznych do insurekcyjnychstr 320
 
CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY TRZECI.
 
 
poruszeń w Prusach południowych«, dowodzące,
 
iż tłóniacz nie zastosował się do życzenia królewskiego,
 
by władze krajowe prenumerowały «Słownik języka pol-
 
skiego« Lindego, oczywiście, w celu przyswojenia sobie
 
ducha i form gramatycznych tego języka...
 
  Dowiedziano się też, żo król pruski znajdował się
 
o 7 mil od Warszawy, w Pułtusku, w kwaterze naczelnego
 
wodza rosyjskiego  Benningsena,  lecz jednocześnie dnia
 
 
Jerzy Ludwik Egidy v. Köhler,
 
gubernator warszawski za czasów pruskich, (ze stalorytu współczesnego).
 
 
26 listopada 1806 roku odczytano odezwę nadspodziewaną
 
gubernatora Köhlera, iż »udając się z rozkazu królewskiego
 
do Królewca, z uczuciem żalu rozłącza się z miastem,
 
którego obywatele wszelkiego stanu dawali mu dowody
 
przyjaźni i zaufania, za co składu publicznie najżywsze
 
podziękowanie, wyrażając, iż dobrego powodzenia obywateli
 
tutejszych i wtedy nawet, gdyby w przyszłości nie miał
 
szczęścia znajdować się w ich gronie, najszczerszym ucze-
 
stnikiem być nie przestanie«.
 
 
str 321
 
OSTATNI  AKT RZĄDU PRUSKIEGO.
 
 
  Poczciwy i rycerski charakter narodu ujawnił się
 
i tym razem. Opuszczającego Warszawę przedstawiciela
 
rządu pruskiego pożegnało przychylne wspomnienie wydru-
 
kowane w Nrze 95 Gazety Warszaicskiej z 28-go listopada
 
1806 r. »Pełne dobroci i łagodności postępowanie tego urzę-
 
dnika — brzmiał ów pierwszy wolny od cenzury pruskiej
 
artykuł — zjednało mu tu powszechną miłość i szacunek.
 
Wyjechał tegoż dnia po południu okryty błogosła-
 
wieństwem i dobrem życzeniom mieszkań-
 
ców, których będąc razem rządzcą i przyjacielem, dowiódł,
 
że przy poczciwem sprawowaniu obowiązków urzędu, pierw-
 
sze z drugim pogodzić można i, przy zmianie nawet oko-
 
liczności, trwałą znaleźć wdzięczność i poważanie«.
 
  Ostatnim znamiennym czynem zdruzgotanego pod
 
Jeną rządu Prus południowych było — zatwierdzenie za-
 
wartego ostatecznie przez Staszica w dniu 24 listopada
 
1806 r. kontraktu nabycia od kapituły warszawskiej domów
 
Nr. 85, 86 i 87, na Kanonii sytuowanych, na siedzibę To-
 
warzystwa warszawskiego przyjaciół nauk, za sumę 4800
 
ówczesnych złotych polskich. Kontrakt pomieniony »wzglę-
 
dem domów i ruderów, pod Nrami 85, 86 i 87 stojących,
 
sporządzony przed Imć panem Voigtem, deputowanym
 
Magistratu sprawiedliwości, obejmował warunek, spisany
 
w języku ówczesnym urzędowym: „dass, wenn die Gesell-
 
schaft aufhört, die Grundstücke — an den Fürsten Alexander
 
Sapieha, oder an die älteste seiner Kinder, oder die nächste von
 
seinen Successoren, wenn keine Kinder vorhanden, mit der Maas-
 
gäbe zufallen sollen, dass sie, aus diesem Grundstücke ein Kran-
 
kenhospital anliegen, oder die Revenuen aus dem Grundstücke
 
m diesem Behuf verwenden".
 
  Przewidując na wypadek swej śmierci i braku sukce-
 
sorów, iż nabycie domów kapitulnych mogłoby wyrodzić
 
wątpliwości co do natury uczynionej darowizny, odnośnie
 
do skarbu, jako ewentualnego dziedzica spadku wakującego,
 
wskazał nabywca rodzinę Sapiehów, jako substytutów swej
 
darowizny. Późniejsze zmiany stosunków prawnych i poli-
 
 
TOWARZYSTWO WARSZAWSKIE.
 
21str 322
 
CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY TRZECI.
 
 
tycznych w kraju, warunkowi pomienionemu odjęły pier-
 
wiastkową doniosłość.
 
 
  Zanim nadeszły wiadomości o zbliżaniu się wojsk
 
francuskich do Warszawy, nadszedł z Berlina od Ksawe-
 
rego Działyńskiego list z daty 19 listopada 1806 r. donosząc)
 
o deputacyi obywateli poznańskich do Berlina i o audyen-
 
cyi udzielonej jej na zamku królewskim przez Napoleona,
 
który, otoczony grenadyerami gwardyi cesarskiej, trzyma-
 
jącymi 340 chorągwi na Prusakach zdobytych:
 
  — » Nigdy Francya nie uznała podziału Polski! —
 
przemówił do deputatów. - Nigdy nie było jej interesem,
 
ażeby ten podział nastąpił. Niezgody to wasze zrządziły
 
upadek tego sławnego w dziejach narodu. Niech przeszłość
 
służy wam za naukę do zjednoczenia się waszego! Niech
 
magnaci i majętniejsza szlachta staną na czele! Niech
 
reszta szlachty, duchowieństwo, mieszczanie połączą się!
 
A gdy ujrzę 30 do 40 tysięcy ludzi pod bronią, ogłoszę
 
w Warszawie niepodległość waszą; skoro zaś ją ogłoszę,
 
niewzruszoną będzie! Oddalony od Państwa mego, nie mogę
 
dać przelewać samej tylko krwi moich żołnierzy. Trzeba,
 
by Polacy połączyli się, dla walczenia obok wojsk moich.
 
Ogromne mocarstwo, które zawsze okazywało sio najwię-
 
kszym wrogiem waszego kraju—zniszczone jakby cudem
 
zostało... Wkrótce wojska moje wkroczą do Warszawy!«...
 
  Dnia 23 listopada 1806 r. po wydaniu proklamacyi
 
do wojsk swoich, w której z dumą zdobywcy obwieścił:
 
»Jedno z najwspanialszych w Europie wojennych mocarstw,
 
które śmiało niedawno haniebną proponować nam kapitu-
 
lacyę — nie istnieje... Zdobyliśmy 60 tysięcy niewolnika,
 
65 chorągwi, 600 armat, trzy fortece i 20-tu generałów,
 
a wszystkie prowincye monarchii pruskiej aż do Odry są
 
w naszej mocy«... — stanął Napoleon w Poznaniu. »Była
 
to - jak entuzyastycznie opisuje świadek tego wydarze-
 
nia — najsławniejsza epoka w dziejach narodu
 
 
str 323
 
AUDYENCYA U NAPOLEONA.
 
 
polskiego. Wielki, niezwyciężony Napoleon, stanął na
 
naszej ziemi, aby nam znowu istnieć kazał, gdy już
 
być przestaliśmy. Dzień ten wielki, dzień, od którego lata
 
egzystencyi naszej rachować będziemy, dzień ten najwię-
 
kszej radości, te tylko dla obywateli poznańskich tkliwego
 
smutku zawiązał cierpienia, iż zszedł za prędko, a pomrok
 
zachodu nie dozwolił dzieciom widzieć ojca, oglądać oblicze
 
zbawcy swego«.
 
  Od godziny 5 zrana do wieczora płynęły fale ludu
 
na drogę »Ojca Ojczyzny«. Senat, stan rycerski, magistra-
 
tury wszelkie cywilne, miasto cale, wszelkiej płci i wieku
 
ludzie, na hasło Napoleona Wielkiego zbiegły się o pól
 
mili od miasta na przyjęcie go, w przygotowanych na to
 
Arkadach. Było ich cztery, pierwszy z napisem: Zwycięzcy
 
Marengo, drugi: Zwycięzcy Austerlitz, trzeci: Zwycięzcy Jena,
 
czwarty: Zbawcy Polski82).
 
  Awangarda wojsk francuskich wkroczyła do War-
 
szawy o 6-ej wieczorem dnia 27 listopada.
 
  W wilię tego dnia przewieziono przez miasto rannych
 
żołnierzy pruskich i rosyjskich. O 1-ej po północy wojska
 
sprzymierzone cofnęły się w cichości przez most na Pragę,
 
a przeszedłszy, zapaliły z obu stron most łyżwowy. Od-,
 
działy kozaków spóźniwszy się, stanęły nad Wisłą. »Dano
 
przyzwoite opatrzenie ranionym i krypa, przewieziono
 
wszystkich na Pragę«.
 
  Pierwszym z hufców francuskich był szwadron strzel-
 
ców konnych z regimentu 13, pod dowództwem szefa swego
 
Guillauma. Ukazał się on od strony Woli i podążył na
 
Krakowskie Przedmieście, gdzie stanął przed głównym
 
odwachem. »Za pokazaniem się tego wojska wszystkie
 
okna domów główniejszych ulic oświetlone zostały, a tłum
 
ludu, otaczający go, wyrażał radość, przez powtarzane
 
okrzyki i życzliwe, pełne gościnności, przyjęcie«.
 
  Nazajutrz, 28 listopada, o 4-ej po południu, wjechał
 
do Warszawy W. Książę Berg i Kliwii, Joachim Murat,
 
z orszakiem kilku tysięcy jazdy, generałów i adjutantów,
 
 
21*str 324
 
CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY TRZECI.
 
 
a na jego spotkanie wyruszył ks. Józef Poniatowski, ko-
 
mendant milicyi warszawskiej, ze znaczną liczbą obywateli.
 
Cechy z chorągwiami, starsi żydowscy, z baldachimem
 
i rodałami, nieprzejrzany tłum ludu, z »kokardami białemi
 
jak lilie« — wszystko to powitało zwycięzców oklaskami
 
i okrzykami.
 
 
  Wejście Francuzów do Warszawy 2S listopada 1806 r.
 
z miedziorytu współczesnego, (ze zbioru J. Wiel. Protojereja A. P. Malcewa
 
w Berlinie ,
 
 
  Zwołano posiedzenie nadzwyczajne Towarzystwa przy-
 
jaciół nauk na dzień 1 grudnia i prezes Albertrandi wniósł,
 
by Zgromadzenie wyznaczyło od siebie deputacyę dla po-
 
witania, księcia Berg i Kliwii, który stanął w pałacu Ra-
 
czyńskich przy ulicy Długiej. Wybrano w tym celu pre-
 
zesa, Staszica, Bergonzoniego, Stanisława Potockiego i dra
 
Lafontaina.
 
  Imieniem Staszica oświadczył nadto prezes, iż »domy
 
na Kanoniach są już własnością Zgromadzenia« i że będzie
 
 
str 325
 
DAR STASZICA.
 
 
już można odbyć następne posiedzenie w sali gmachu na
 
to przeznaczonego, o czem publiczność zawiadomić należy.
 
  — »Czyn ten wspaniały, godny tak zacnego obywa-
 
tela i gorliwego nauk miłośnika — zakończył Albertrandi —
 
zapisanym zostać winien w księdze Zgromadzenia, na wie-
 
czystą żyjących i potomnych pamiątkę«.
 
  Postanowili zebrani, aby przyszłe posiedzenie publiczne
 
Towarzystwa przyjaciół nauk odbyło się już we własnym
 
tegoż gmachu, na Kanoniach. Na tem posiedzeniu odczytać
 
mieli swe pisma: Albertrandi, Stanisław Potocki, ks. Sapieha
 
i Staszic, a nadto Ludwik Osiński wiersz okolicznościowy,
 
prozą ułożony, — w języku francuskim...
 
 
KONIEC KSIĘGI PIERWSZEJ.str 327
 
PRZYPISKI
 
 
  1) Arch. Tajne berlińskie. 1 Abth. nr 1089. Acta generalia des
 
Königl. Ober Schul Collegii über die Verf. und Verbess. des Schul-
 
wesens in der Prov. Südpreussen str. 127.
 
  2) Wenn et nicht verhinderte, dass sein eigener Schwiegerva-
 
ter, der Graf von Finkenstein, die anglückliche Hofdame beredete,
 
dem Könige nachzugeben, weil sie dadurch selbst dem Glücke des
 
Landes opfere, so verräth das zum mindesten — Schiräche"... Petersdorff
 
w Allg. deutsche Biographie t. 40, str. 352.
 
  3) «Er (Voss), sagte sich, dass die, der Verstellungskunst so kun-
 
digen, Polen, nie für echte Kinder ihres neuen Vaterlandes geachtet
 
werden konnten, solange nicht ihr eigenes Interesse sie an das Band
 
mit demselben fesselte...
 
  ...Um den armen, nicht angesessenen und massigen Adel zu
 
festem Wohnsitz und Fleiss zu bringen, machte Voss im Mai 1794
 
den beifällig aufgenommenen Vorschlag, unter Verwendung der
 
städtischen (kämmerei) Güter, ihm kleine Besitzungen auf Erbpacht
 
und Erbzins zu verleihen» loco cit.
 
  4) «Südpreussen — pisał Voss — war und ist noch auf lange
 
Zeit eine menschen und gewerbleere, verwüstete Provinz. Ein Zu-
 
wachs dieser Art schwilcht durchaus anfänglich den Mutterstaat.
 
  5) Dabei geschah es, dass eine Deputation in Polen ihn mit
 
«Eu. Majestat» anredete (Allg. deutsche Biogr. XIII. 219).
 
  O owem homagium pruskiem podaje nam naoczny świadek,
 
Antoni Magier, następujące charakterystyczne szczegóły:
 
  «Król pruski, pozyskawszy część kraju polskiego, przez demar-
 
kacyą dworów sąsiednich sobie wyznaczoną, dał jej nazwisko Prus
 
Południowych i wkrótce zesłał z Berlina ministra Hoyma, dla
 
odebrania homagium, czyli hołdu, od mieszkańców tejże prowincyi.str 328
 
PRZYPISKI.
 
 
Ten obchód odbył się w Warszawie dnia 6 lipca 1796 r, W Zamku
 
królewskim, W izbie dawniej senatorskiej, gdzie tenże minister, wstą-
 
piwszy na przygotowane dla siebie stopnie, odczytał tuż obwieszcze-
 
nie królewskie. Ale, snadź, jako tajny minister, nie zwykły, nic ja-
 
wnie ogłaszać światu, tak skromnie i cicho rzecz swą odczytał, iż
 
zaledwie zdawał się na ten czas usta otwierać. Wodziński, landdy-
 
rektor ziemiański cyrkułu warszawskiego, obok tychże stopni stojący,
 
następnie toż samo pismo w narodowym języku, głosem donośnym
 
powtórzył. Poczem wykonano przysięgę powszechną, a takowe hoł-
 
downicze zeznania przez kilka dni podawane były na piśmie w sa-
 
lach pałacu Krasińskich, od właścicieli ziemiańskich i delegowanych
 
z ziem i powiatów, którzy, w wyznaczonym później dniu, zaproszeni
 
zostali na pokoje otwarte w zaniku, oraz na wielki obiad homagialny
 
do jednej sali zamkowej i każdemu z zaproszonych na talerzu, pod
 
serweta, podłożono tego obchodu pamiątkę w medalu sporym sre-
 
brnym, z twarzą króla pruskiego, Wilhelma II, a z drugiej strony
 
z orłem lecącym zapisem: „Vobis quoque Pater". Na wieczerzę zaś
 
w oświeconym nieco ogrodzie Krasińskim, gdzie podobnymże sposo-
 
bem zaproszonym gościom medale rozdane zostały». Estetyka miasta
 
Warszawy (rękop.).
 
  6) «Ich werde gewiss all meine Dichten und Trachten darauf
 
lenken - pisał von Voss do króla — höehstdero Willensmeinung in
 
Absicht dieser geringen Volksklasse zu erreichen und zu verhindern,
 
dass sie nicht unmenschlich behandelt werde. Dagegen aber dürfte
 
es mehr schaden, als nützen, wenn diese Menschen auf ein Mal in
 
eine Verfassung gesetzt werden sollten, welche mit ihrer bisherigen
 
in einen gänzlichen Contrast stellt». W sprawozdaniu swojem z za-
 
rządu krajem polskim pisał następnie Voss do króla: «So sehr auch
 
Erleichterung des ganz unterdrückten Bauernstandes nothwendig
 
war, so erforderte, solche dennoch, bei dem Einfluss des Adels, der
 
nur immer auf Gelegenheit wartet, seine Unzufriedenheit zu äussern, die
 
grösste Behutsamkeit», v. Petersdorff loc. cit.
 
  7) «Dadurch erhielt die unstiltte Masse dieses Adels -Beschäftigung".
 
  8) «Es war überhaupt eine allgemeine Tradition, dass Vossens
 
ungeschickte Verwaltung den schnellen Anfall Südpreussens an Na-
 
poleon verschuldet hittte. So Gneisenau und Boyen» loc. cit.
 
  9) «Es wurden (in Neuostpreussen) vielverheissende Keime einer
 
höheren Cultur gelegt, die, durch die zehn Jahre später erfolgte Los-
 
trennung, zerstört worden sind» (G. Krause: loco cit. XXXII, 579).
 
  10) «Bis zu der Zeit, da schwere Leiden, universellere Verh;l 1-
 
tniaae und in grossen Eormen sich bewegende, Menschen, den Preus-
 
senkönig zu höheren Gesichtspunkten emporrissen, schwamm er
 
(v. Beyme) in einer Fluth von gutinüthigen Kleinigkeiten, anmuthi-
 
 
str 329
 
PRZYPISKI.
 
 
gen Einzelhandlungen, rührender Bescheidenheit, menschlich schönen
 
Absichten — kurz, so zu sagen, in der Sphilre der Anekdotentuyend
 
und dieser, auch von der Königin Louise getheilten. einer Frau so
 
wohl anstehenden, Richtung», Caro: loc. cit. II. 601.
 
  11) Ärch. tajne berlińskie R. 76. I. Abth. nr 1089, fol. 26.
 
  12) «Wenn man sich an die bekannte Auftretung in Thorn aus
 
dem Jahre 1724 errinert, so wird es nicht unwarscheinlich, dass bei
 
einer näheren Nachforschung mehrere Fülle dieser Art aufzuspüren
 
sein mögten» loc. cit.
 
  13) «Sollte es nun unter diesen Umstünden nicht thunlich und
 
rathsam sein — statt der Fundirung einer neuen Universitüt, die in
 
Breslau schon vorhandene blos zu erweitern and allenfalls mit einigen
 
neuen, der polnischen Sprache mächtigen, Lehrern zu versehen/
 
  14) «Er ist bei weitem nicht so beträchtlich (seil, fundusz poje-
 
zuicki) als Eu. Exc. nach der Aufgabe von Büschin^ zu glauben
 
scheinen. Es ist bekannt, wie unzuverlüssig alle solche gedruckte
 
Nachrichten statistischer Schriftsteller sind, und gesetzt, welches doch
 
wohl gewiss nicht war, dass die Grundstücke der Jesuiten 30 Mill.
 
poln. Gulden Werth gewesen, so waren darunter alle in Littauen, der
 
Ukraine und Podolien befindliche Collegia begriffen, wo aber die reich-
 
sten Klöster und Stiftungen dieses Ordens sich befanden und die jetzo
 
unter russisches Hoheit stehen. So auch mit Veraüsserung der Güter
 
und Verwaltung der Fonds zu den ehemaligen polnischen Zeiten ge-
 
wissenslos zugegangen, so viel kann ich nicht indessen Eu. Ex. ganz
 
ergeh, versichern, dass dieser Educatinsfond für Südpreussen, wenn
 
er völlig reguliert ist, kaum 25000 Keichsthaler jährlich betragen
 
wird». Arch. tajne beri. loco cit. fol. 30.
 
  15) Hoyni do Goldbecka 2 stycznia 1797, loc cit.
 
  16) «Da nach veränderter Landesregierung das von der Natio-
 
nal Commission dirigirtc Schulwesen getheilt und in Ansetzung des
 
catliolischen Schule der Caniinern, in Ansetzung der protestanti-
 
schen aber den Consistorii von Eu. Kön. Majestüt anvertraut werden,
 
so scheint uns nach Lage der Sache von selbst zu folgen, dass auch
 
die Fonds verhültnissmüssig getheilt werden müssen».
 
  17) «Benutzung des polnischen Genies und Charakters ausser-
 
halb der Grunzen von Südpreussen und zu gleich aiisschaunliche
 
Darstellung der Vorzüge der deutsch-preussisehen Verfassung das
 
kürzeste Mittel zur Verbesserung des Nationalismus sein könnte».
 
  18) W botnbastycznych wyrazach zwraca się Regelvi w menio-
 
ryale swoim z dnia 28 marca 1797 r. do ministra Woellnera:
 
  «...Dafür kaum mein Herz bürgen, welches sein Thatkraft zu
 
zeigen wünscht und das im kleinsten Punkt zu werden sucht, was
 
Eu. Exc. für die ganze Staaten eines grossen Monarchen mit so rast-str 330
 
PRZYPISKI.
 
 
losem Eifer sind: Aufrechthalter der Religion, Veredler der Unter-
 
thanen und durch das Beispiel, welches anderen Staaten gegeben
 
wird, beglückender Vater des ganzen Menschengeschlechtes!»
 
  W odpowiedzi na tę tyryadę, minister Woellner czerwonym
 
ołówkiem na marginesie napisał: „dumnie Complimente!" i odrzucił
 
propozycyę Regehlyego, z zasady jedynie: że nie jest ona „de tern pure,
 
noch auch von meinem Ressort».
 
  19)«Ein Mann von ausgezeichneten Anlagen und bester Schu-
 
lung, dessen umfassende Thätigkeit durch eigene Verschuldung in
 
Charakter und Lebensführung fast fruchtlos bleiben sollte, so, dass
 
sein Name heute schon fast verschollen, seine persöhnliche Geschichte
 
in theilweise nicht mehr aufklarbares Dunkel verfallen ist» (Lands-
 
berg w All. deutsche Biogr. XXVIII. 154).
 
  20) «Die Ideen des Supplicanten — pisał Meierotto — dass eine
 
Stadt wie Frankfurt wohl als der rechte Ort zum Absatz für Süd-
 
preussen angegeben werden könne, sind freilich sehr natürlich, wenn
 
nur nicht andere Buchhandlungen, die schon hingst in Possesion
 
ehnlichen Absätzen, selbst durch eine Art von Privilegien, gesetzt
 
worden sind» (Arch. Inj. bevl. loc. cit., str. 62).
 
  21) «Übrigens, können Eu. Exc. überzeigt sein, dass die unter
 
der polnischen Educations Commisions gestandenen Schulen zu War-
 
schau. Bosen, Kawa und Lenczic, nicht so ganz schlecht sind, als man
 
vielleicht glaubt und dass sie durch Aufsicht und Neubesserungen sehr
 
nützliehe Institute werden können». Arch. tajn. berl. loc. cit. 66.
 
  22) § 11. Um alle. Verwirrungen zu vermeiden, die Einrichtungen
 
der ehemaligen Eduk. Comm. nicht ohne Notwendigkeit abzuändern».
 
  23) «Die Materie des Unterrichts muss sorgfällig bestimmt wer-
 
den, und dass für die neuen Provinzen — der Unterricht in der deut-
 
schen Sprache hinzukommen muss». Król do Massowa 3 lipca 1798
 
str. lbs. Arch. berl.
 
  24) «Ich trug bei der hochseeligen königl. Majestat auf Erri-
 
chtung einer einzelnen Education Commision zu Warschau für ganz
 
Südpreussen, nach Art der ehemaligen polnischen, allunterthatigst an
 
und Allerhöchst Dies, geruhten solche zu genehmigen und die In-
 
struction für dieselbe zu vollziehen, welche Eu. Maj. ich unterth. in
 
Abschrift überreiche». Acta des Königs Fried. Wilh. III die Schulen
 
Südpr. betr. (1797-180(5). Arch. taj. berl. Rep. 89, 34. F.
 
  25) Nazwisk ich raport nie wymienia.
 
  26) Oto charakterystyczniejsze, według sprawozdania Gedickego,
 
szczegóły wizytacyi szkół polskich. W czerwcu 1802 r. rozpoczęły
 
się owe wizytacye od odwiedzin Konwiktu pijarskiego przy ulicy
 
Miodowej. W pierwszych dwóch klasach, zostających pod kierunkiem
 
o. pijara Paszkowskiego, było trzynastu uczniów. Egzaminowano z re-
 
 
str 331
 
PRZYPISKI.
 
 
gut gramatycznych pamięciowych, z przekładu Kornelusa Neposa
 
(o Arystydesie). Zdolności pedagogiczne Paszkowskiego okazały się
 
dosyć miernemi, natomiast młodzież wykazała wiele zdolności i chęci
 
do nauki A). Egzaminował Paszkowski z historyi Starego Testamentu
 
i z początkowych reguł arytmetycznych B).
 
  W kasie trzeciej nauczał ks. Baranowski. Opinia o nim i uczniach
 
wypadła niezadowalająco C). Towarzysz jego, ks. Górski, demonstro-
 
wał teoremę Pitagoresa, z początku dość chwiejnie, lecz następnie
 
ośmielił się i egzamin wypadł dosyć pomyślnie D).
 
  Rektor konwiktu, ks. Kopczyński, autor gramatyki polskiej,
 
w braku docentów, naliczał sam łaciny. Rozbierali przed nim ucznio-
 
wie ustęp z Pauzaniasza i inne urywki z Neposa E).
 
  Maitr Thiband uczył francuskiego, nauczyciel Schwenda — nie-
 
mieckiego. Thibaud egzaminował dzieci z dyktanda i z mitologii.
 
Wizytatorowie przemówili do młodzieży po francusku, co młodzież
 
dobrze zrozumiała.
 
  Schwenda pytał po niemiecku z historyi naturalnej F).
 
  W klasie czwartej prof. Górski egzaminował z początków al-
 
gebry, lecz postępy uczniów okazały się niedostatecznemi. Lepiej po-
 
szło z egzaminem z geografii fizycznej.
 
  Prof. Pijar Bystrzycki, egzaminował z historyi greckiej, zaś
 
metr niemieckiego języka, König, z tegoż języka i zasłużył sobie na
 
pochwała wizytatorów G) jak również i metr francuski Potier.
 
  W klasie piątej nauczał prof. Dmochowski, tłómacz Iliady. Py-
 
tał po łacinie de stylu armato et simplici, de figuris. Kazał tłumaczyć
 
ustęp z Pliniusza i mowę kapitolińską Quintiusa, deklamować odę
 
z Horacego"). Wyrecytowano ją bez żadnych historycznych objaśnień 1).
 
  Obejrzano wreszcie gabinet fizyczny, który znaleziono w stanie
 
zadowalniającym.
 
  A) «Die Schüler zeigten nicht nur viel Lernbegierde, sondern
 
auch dass sie recht gute, ihrem Alter angemessene, Fortschritte im
 
Latein gemacht haben».
 
  B) Seine Fragen waren von den in deutschen trivial, oder
 
Dorfschulen, ganz gewöhnlichem Schlage.
 
  C) Lehrer und Schiller mittelmassig.
 
  D) Er zeigte, viel Schüchternheit, aber in der Folge gewann er
 
mehr Herz und Commisarius hatte keine Ursache mit ihm unzufrie-
 
den zu sein.
 
  E) Man fand, dass es dem K. an guter Lehrmetode nicht fehlt.
 
  F) Man fand, dass die Kinder im Deutschen nicht zurückge-
 
blieben sind.
 
  G) König ist in seinem Fache ein geschickter .Mann.
 
  H) Ohngeachtet der sichtbar guten und nicht zu verachtenden
 
Kentnisse des Dmochowski, war sein Vortrag nichts weniger als la-
 
  I) Ohne welche man doch den Horaz nicht verstehen kann.332
 
PRZYPISKI.
 
 
Fruderyk Graf v. Schulenburg
 
Kehnert.
 
 
 
  Z Collegium nobilium udali się
 
wizytatorowie do tak zwanej szkoły
 
akademickiej, by wysłuchać wykładu
 
języka niemieckiego prof. Thyma. Za-
 
dano uczniom kilka tematów, które
 
oni dobrze przetłómaczyli. Tłómacz
 
podał pare ustępów do przetłómacze-
 
nia z polskiego na niemiecki, lecz prze-
 
konano się, że wymowa uczniów była
 
wadliwa (Die Ausprache war mangelhaft)
 
  Jednocześnie zwiedzono i szkole
 
wojskowa, która w tymże gmachu zo-
 
stawała pod nadzorem regimentarza
 
v. Ruits'a. Było tam 36 dzieci. Nau-
 
cza! je bakalarz Gelhaar, ze Szczecina,
 
z zawodu swego krawiec (eigentlich,
 
seines Handwerks - ein Schneider).
 
  Feldprediger Grothe wydał mu
 
świadectwo pilności. W klasie II-giej
 
nauczano dopiero początków czytania. Drugi nauczyciel, Tenwer,
 
zbankrutowany kupiec (ein verunglückter Kaufmann), słuchał dzia-
 
twę z pamięciowych zadań. Składała się ona wyłącznie z dzieci nie-
 
mieckiego pochodzenia. Dzieci żołnierskich pochodzenia polskiego
 
w szkole tej nie było K). Z klasą druga połączona była i szkoła prze-
 
mysłowa (Industrieschule, aber Warschau ist garnicht der Ort dazu).
 
  Odwiedzili następnie wizytatorowie i sam gmach dawniej jezui-
 
ckiej, obecnie akademickiej, szkoły.
 
  W gmachu frontowym były cztery przestronne izby, z ławkami
 
i stołami. Na drągiem piętrze po lewej stronie dwie klasy, po pra-
 
wej duża sala do uroczystych przyjęć. Na trzeciem piętrze mieściła
 
się szkoła żołnierska. W zabudowaniach tylnych, piwnice zajęte były
 
na piwiarnię i gospodę L).
 
  Na drugiem i trzeciem piętrze były mieszkania profesorów.
 
Każdy zajmował dwa pokoje i kuchnię. Tylko prof. Krusiński miał
 
jeden pokój, ponieważ abbé Bessa, emeryt, korzysta z drugiego.
 
  Czwarte piętro wynajmowano na prywatne mieszkania, lub też
 
stało opróżnione.
 
  Akademicka szkoła na Starem Mieście składała się z pięciu
 
 
  K) cDa die Pohlem selten ein Handwerk verstehen, so heirathen
 
się nicht leicht in der Stadt, sonach giebt es hier selbst gar keine
 
polnische Soldatenkinder».
 
  L) Die Unschiklichkeit, dass in einer Selmie eine Bierschank
 
befindlich ist, ist aufgefallen.
 
 
str 333
 
PRZYPISKI.
 
 
klas, lecz zajmowała jedynie trzy pokoje. Rektor ks. Sławiński wy-
 
kładał łacinę i rachunki. W innych klasach ks. Szulecki uczył religii,
 
moralności, historyi i łaciny. Egzaminowano z historyi wojen puni-
 
ckich. Szkoła ta nie zasłużyła sobie na pochwalę wizytatorów M). Prot.
 
Krusiński słuchał z najnowszych wynalazków w dziedzinie chemii,
 
prof. Kosakowski z ułamków dziesiętnych, prof.Thieme z niemieckiego.
 
  Raz jeszcze zwiedzili wizytatorowie inna szkolę pijarów. W naj-
 
niższej klasie uczono abecadła, w oddziale drugim łaciny i polskiego,
 
według gramatyki Kopczyńskiego, Nauczycielem byI tu Witkowski.
 
Uczniów było 120.
 
  Pijar Dobrowolski uczył łaciny. Zwiedzający polecili przetłuma-
 
czyć z niemieckiego na ten język zdanie: Wir lutlnn jelzl gułe Gesetze.
 
W klasie następnej nauczał pijar Niemczycki. Wykład jeżyka
 
niemieckiego był wadliwym. Prowadzili go Biedrzycki i Bielawski").
 
Prof. Gajewski, Dąbrowski i Baranowski wykładali geometryę, alge-
 
brę, fizykę i łacinę, objaśniając swój wykład językiem polskim. Ucznio-
 
wie wykazali bardzo słabe postępy O).
 
  W klasie szóstej prefekt konwiktu, Sawicki, egzaminował z hi-
 
storyi Brandeburgii według własnego, z dzieła Asehenholtza zaczer-
 
pniętego, konspektu, nie zjednawszy sobie uznania egzaminatorów1'!
 
Profesor Baranowski słuchał z łaciny de oratore, de figuris
 
i z deklamacyi ody: integer vitae.
 
  Gajewski wykładał logikę Condillaka, Dąbrowski astronomię,
 
niemiecki i francuski języki. Innymi nauczycielami byli: abbé Gruer,
 
Nieświezki i maitre Krysiński.
 
  Obejrzano przy tern bibliotekę, składającą się z sześciu tysięcy
 
tomów.
 
  Następnie, udano się do szkoły Benonów, czyli do kanoników
 
regularnych, którą zarządzał pater Langański, ucząc czytania, pisa-
 
nia, geografii i historyi naturalnej R).
 
 
  M) Die grössten Schüler waren beinahe die Unwissendsten.
 
Nicht besser ging es im Latein.
 
  N) Beide Pohlen und der deutsche Sprache freilich nicht so wie
 
ein geborener Deutsche kundig.
 
  O) Uber den Satz: poetae «non fiunt sed nascuntur» wussten sie
 
keine Auskunft zu geben.
 
  P) Der Unterricht war recht unzäckmässig und die Schule in
 
der älteren Geschichte schwächlich bewandert. Bei Gelegenheit Frie-
 
drichs des Grossen kam Coinmissarius auf die Gesch. Frankreichs.
 
Die Schüler wussten genau Einiges, aber sie zeigten auch wiederum
 
durch manche sehr unipassende Antworten, dass in der Gesch, sie
 
der neueren Zeit nicht sonderlich bewandert sind.
 
  R) Wenn die Kinder genug deutsch gelernt haben, so werden
 
sie zur deutschen Classe versetzt.str 334
 
PRZYPISKI.
 
 
  W pierwszej klnie było 60, w drugiej 140 dzieci. Benoni za-
 
łożyli i przytułek sierot i szkolę dla dziewcząt, z dwiema polskiemi
 
klasami i jedną niemiecką. Użalał sie ojciec Hofbauer, który spro-
 
wadził w roku 1788 do Warszawy clericos Sanctissimi Redemptoris,
 
iż dzieci nieregularnie szkole odwiedzają. Wizytatorowie wyrazili
 
życzenie, by pilność była większa, gdyż to sprawi radość JegO Kró-
 
lewskiej Mości.
 
  Następnie przełożony pater Hübl wprowadził wizytatorów do
 
refektarza, gdzie, ojciec Vennulet egzaminował kleryków z lilozotii
 
i łaciny, pater zaś Posserat z polskiego 8).
 
  Odwiedzili wizy tatorowie i szkolę reformowana, prowadzona
 
przez pastora miejscowego, Pieliła. Szkołę tę, założoną jednocześnie
 
z fundacyą kościoła, zniesiono, lecz pastor Dunkert z Królewca przy-
 
wrócił ją i dodał do niej szkołę dla dziewcząt, w której uczono ję-
 
zyków: niemieckiego, polskiego, geografii i historyi.
 
  Udano się następnie do seminaryum św. Jana, gdzie ofieyal
 
Prażmowski i prof. Wieliczko wykładali właśnie de eucharistia, a prot.
 
Oirso de Monotholetis tłómaczył Virgilego.
 
  Seminaryum xx. Misyonarzy utrzymywało piękną bibliotekę,
 
gdzie znaleziono Słownik Baylego i dzieła Woltera.
 
Uczniowie recytowali dogmat de trinitate i przedstawiali kry-
 
tykę nauk Ariusza, Sabelliana i Photiniana.
 
  Odwiedzili wizytatorowie prywatne szkoły: Nenehy, utrzymy-
 
wanej funduszem br. Platera, oraz ex pijara Wolskiego, zaszli do kla-
 
sztoru S. Kazimierza, do domów sierót i do Szpitala Dzieciątka Jezus,
 
którego urządzenie zjednało sobie wielkie z ich strony pochwały.
 
Smutny stan szkól na prowincyi podali wizytatorowie na przy-
 
kładach szkół w Nadarzynie i Mszczonowie.
 
  W pierwszej nauczał stuletni starzec Kosiński czytania i pisa-
 
nia, pobierając od dzieci po złotówce na miesiąc. Oprócz tego rodzice
 
przysyłali mu codziennie trochę strawy (welcher aber oft sehr dürftig ist).
 
  W Nadarzynie dzieci było tak wiele, że większość ich stała
 
w sieni lub na ulicy. Oprowadzali tam wizytatorów radca wojskowy
 
Krom, burmistrz i dowódzca miejscowego szwadronu huzarów T). Nau-
 
czyciel Müller, Inflantczyk, uczył dziatwę religii katolickiej, jeżyka
 
polskiego i niemieckiego.
 
 
  8) Uberhaupt bemerckt Connnisarius, dass die Benonen sehr
 
schwärnierischer Grundsätze beschuldigt werden und dass der Gottes-
 
dienst in dieser Weise nie aufhört, sondern von früh Morgen bis in
 
die Nacht dauert, was zu mancherlei Unordnungen und Missbraüchen
 
Gelegenheit giebt.
 
  T) Die Judenkinder etwa 30 an der Zahl standen vor dem
 
Schulhause auf der Gasse, weil sie keinen Platz hatten.
 
 
str 335
 
PRZYPISKI.
 
 
  27) «Von welchen schon jetzt sind und Neuostpreusslsche Jüng-
 
linge aufgeklärter und toleranter zurückkehren».
 
  28) Pozostawione przez nich papiery — pisal Voss do Massowa
 
15 lipca 1803 — stellen in der That ein vollständiger Tableau von
 
dem Zustande des Südpieuss. Schulwesens vor, so, dass die historische.
 
Resultate ihrer Reisen glücklich gerettet wurden».
 
  29) «Sie (die Protestanten) sagen, dass ein protestantischer Kö-
 
nig müsste mehr die Protestanten begünstigen. Die Dissidenten hat-
 
ten gegen die Zeit der Auflösung der Republ. Polen, so grosse Hof-
 
fnungen gefasst, die ihnen fehlgeschlagen waren, sie waren lange
 
genug gedrückt, um nun endlich zur Herrschaft zu gelangen. Auch
 
die Erwartung einer grossen Hülfe von den Jesuitenfond thut bei
 
den Protestanten unglaublichen Schaden. Dass hatte nur doch der
 
König — das könnte der protestantische König doch, so wie es die
 
Edukations Commision beschlossen hatte, sicher auch den Protestan-
 
ten zur Theilnehmung etwas zufliessen lassen».
 
  30) Arch, tajne berlińskie. Acta generalia R. 76 I Abth. X 1809
 
str. 246 i nast.
 
  3l) Arch. taj. berl.
 
  32) «Mit dem Beifügen, dass ich des von K. Kxe. in dem Ant-
 
wortschreiben v. 27 N. geäusserter Meinung vollkommen beitrete».
 
  33) «Ich fühle mich verpflichtet, jetzt, nach Jeziorowski's Rück-
 
kehr, Huer. Kön. Maj. das Resultat seiner Reise, und meine Nachden-
 
ken über diese Angelegenheit, allerunterth. vorzulegen».
 
  34) Die Oliviersche Auflösung der Sprache in ihre Bestandteile
 
wird namentlich dem Pohlen die Erlernung der deutschen Sprache
 
umso mehr erleichtern, als es bei der polnischen an die Unvollkom-
 
menheiten des deutschen Alphabets gar nicht gewöhnt ist, indem
 
diese so viid Laute, als Buchstaben, und umgekehrt, hat und mit der
 
Aussprache die Rechtschreibung sich ändert».
 
  35) «Wir verlieren durch die Bekanntwerdung des Geschäfts-
 
ganges die Missmuth und Verdruss, welche wir mit der Regierungs-
 
verfassung haben und welche daraus entstehet, weil diese Verfassung
 
jetzt gaenzlich für uns fremde ist».
 
  36) «Das neue Lyceum in Warschau findet ausserordentlichen
 
Beifall und wird daher sehr stark besucht. Um eine nützliche Zwi-
 
schenbehörde zwischen dem Lyceo und der Kammer zu haben, auch
 
um Eingeborenen für jene neue Anstalt zu gewinnen, ist derselben
 
ein Ephorat, bestehend aus den gebildesten und angesehendstan eh
 
maligen Polen, auch Deutschen, vorgesetzt worden».
 
  37) «Die classische Literatur muss auf gelehrter Schule die
 
Hauptsache bleiben und der vielumfassende Untericht in den Wis-
 
senschaften — den Universitäten vorbehalten werden».str 336
 
PBZYPISKI.
 
 
  38) «Seine Maj. wollen mit Verleihung dieses Titels nicht mehr
 
so freigiebig sein».
 
  39) Smoleński: loco. cit. str. 72.
 
  40) Estetyka m. Warszawy (ręk.).
 
  41)«g Reise eines Liffländers. Berlin T. IV, 184 (1795).
 
  42) Bonawentura z Kochanowa. T. I, 100 (Poznań 1869),
 
  43) Arch. Gen. Gub. Warsz. Akta do hist. T. P. Nauk, nr 59.
 
  We wspomnieniach Fryd. lir. Skarbka, który podał bliższe
 
Szczegóły zawiązania się Tow. Przyj. Nauk i drukował je parokro-
 
tnie W różnych pismach, zachodzą co do daty owego przedwstępnego
 
zebrania u Soltyka niedokładności.
 
  We wspomnieniu o Warsz. Tow. Przyj. Nauk, drukowanem
 
w Roczniku Tow. naukow. krakowskiego w roku 1800, a następnie w od-
 
dzielnej odbitce, podana, jest data 16 listopada 1800 r. W Pamiętnikach
 
zaś tegoż autora, wydanych w r. 1878 w Poznaniu (str. 108), data
 
owa podaną, jest jako 1 listopad 1800. Dembowski Leon we Wspo-
 
mnieniach (T. I. 226)również pisze błędnie, że pierwsze posiedzenie
 
Tow. odbyło sio w maju 1801 r. Skarbek pisał widocznie z pamięci,
 
nie mając przed sobą Roczników Towarzystwa. Twierdzi bowiem, że
 
drugie posiedzenie Towarzystwa odbyło się po dwuletniej przerwie.
 
dopiero w 1802 r.». Tymczasem Roczniki podają treść posiedzenia,
 
odbytego w r. 1800 dnia 23 listopada, a następnie dalsze posiedzenia
 
odbyte w r. 1801 dnia 9 maja, 18 października i 12 grudnia.
 
  44) Stanisław Grabowski, syn Stanisława Augusta ze związku
 
morganatycznego z generałową Elżbietą z Szydłowskich Grabowska,
 
wdową, zawartego w r. 1785. Był najmłodszym z trzech braci, z któ-
 
rych starszy, Kazimierz, bawił się literaturą, średni, Michał, służył
 
w wojsku. Stanisław zasobem encyklopedycznych wiadomości błyszczał
 
w salonach i odznaczał się niezwykłą pamięcią. Był następnie sekre-
 
tarzem rady ministrów.
 
  45) Ludwik Gutakowski b. ezłonek kom. edukacyjnej (1738 do
 
1811), po upadku Rzpltej usunął się na wieś i oddał się poprawie
 
bytu włościan swoich. Wystąpił znowu w r. 1806 na widownię pu-
 
bliczną, objąwszy po Małachowskim pierwsze w senacie krzesło.
 
  46) Stanisław Kłokocki, przyjaciel Matuszewica. «Co napisał —
 
niewiadomo, tylko często przekłady swoje, czytywał. Drukiem jednak
 
z tego nic nie wyszło. Towarzyski, przyjemny, niezbędnym się; stał
 
w Puławach, gdzie go bardzo lubiono». Dembowski Wspomnienia I, 96.
 
  47) Jan Komarzewski, generał, znany ze sprawy Dogrumowej
 
(† 1810 r.). Po upadku kraju oddawał się nauce mineralogii i bogate
 
zbierał w tej dziedzinie kollekcye. Życiorys jego w Znakom, mężach
 
polskich Bartoszewicza T. II.
 
  48) Tadeusz Matuszewicz, syn Marcina, sekret .konfed. radomskiej.
 
 
str 337
 
PRZYPISKI
 
 
Tłómaczył Delill'a de l'imagination, ody Horacego i Tomasza a Kem-
 
pis O Naśladowaniu Chrystusa. Wymowny i ukształcony. Działal-
 
ność polityczną rozpoczął w r. 1810.
 
  49) Franciszek Scheidt, profeaor akademii krakowskiej (1759 do
 
1807), gdzie założył ogród botaniczny. Napisał dzieło o elektryczności,
 
badał miny olkuskie, wielce przez młodzież czczony pedagog. Był
 
przez czas jakiś nauczycielem w Krzemieńcu.
 
  Tadeusz hr. Mostowski (1766—1842) mąż wielkich zasług oby-
 
telskich, b. redaktor Gazety naród, i obcej. Członek wielkiego sejmu.
 
Po 1794 bawił we Francy i, gdzie oprócz polityki uprawiał naukę
 
ekonomii. W następnym okresie wiele dla literatury zdziałał, wy-
 
dawszy pisarzy wyborowych. Po r, 1915 minister prezyd. w komu.
 
spraw. wewn. Pisał wiele po francusku. Wydal w tym języku życio-
 
rys Czackiego.
 
  50) Sierakowski hr. Józef, uczony starożytnik (1765—1831) zwie-
 
dzał kraje w celach naukowych. W r. 1796 delegowany na Litwę
 
i do Kurlandyi. Zapalony miłośnik książek i historyi sztuki.
 
  51) Walenty Sobolewski, starosta warszawski po Brühlu, od r
 
1785. Poseł na sejm czteroletni (+ 1831). Żona jego — Grabowska
 
z domu. Za księstwa warsz. senator kasztelan.
 
  52) Krzysztof Wiesiołowski archeolog polski (1743—1826). Po-
 
dróżował dużo po Europie, zajmując się starożytnościami i numizma-
 
tyką grecką i rzymska.
 
  53) Jan Nep. Wyleżyński (+ 1829) b. wizytator generalny szkół
 
na Wołyniu, Podolu i Ukrainie. Z druku wydał mowę przy otwarciu
 
gimnazyum krzemienieckiego w r. 1805.
 
  54) «Udały się osoby zawiązujące, Towarzystwo do rządu z prośba,
 
aby im wolno było, pod jego opieka, nad naukami pracować, prze-
 
świadczone, iż tak użyteczny zamiar bodzie, od niego względnie przy-
 
jetw Jakoż nie zawiodły się w swojem oczekiwaniu. Otrzymały wy-
 
raźne i zupełne zezwolenie» (Nowy Pam. Warxz. 1801 r. T. II. 187).
 
  55) Michał Walicki (174(i—1828) głośny swego czasu z losu i for-
 
tuny filantrop, przyjaciel Krz. Niesiołowskiego, podstoli koronny,
 
bywalec, na dworze Ludwika XVI. Zbogaciwszy się szczęśliwą grą
 
w karty, wrócił do Warszawy, gdzie kupił dom nr 542 przy ulicy
 
Długiej i tam urządził muzeum starożytności. Uniwersytetowi wileń-
 
ikiemu darował zbiór konch i minerałów i bogate poczynił dla bie-
 
dnych zapisy.
 
  56) Ks. Reptowski, współpracownik Józefa Szymanowskiego
 
przy układzie praw na sejmie czteroletnim. W Osiecku założył ko-
 
ściół i szpital własnym sumptem. Człowiek świątobliwy, wielkiej
 
ofiarności i cnót obywatelskich.
 
TOWARZYSTWO WARSZAWSKIE
 
 
22str 338
 
PRZYPISKI.
 
 
  57) Zaborowski Ignacy (1754—1803), pijar, profesor geometry i
 
i historyi naturalnej. W 1777 był w Wiedniu, gdzie zawiązał stosunki
 
literackie i naukowe. Sprawował w kraju różne urzędy obywatelskie.
 
Był prefektem szkolnym, rektorem kollegiom Konarskiego, konsulto-
 
rem prowincyi, wreszcie prowincyałem. Wydał Geometryę W 1786 r.
 
i logaryimy dla szkół (1787). Roczniki T. IV, str. 12.
 
  58) Autograf Albeitr. w Aktach Gen. Guber.
 
  59) Wspomnienie o Tow. Przyj. Nauk str. 4.
 
  60) Roczniki Tow. Przyj. Nauk I, 74—104.
 
  61) «Trudno wyrazić — czwtamy w Nowym Pam. Warsz. z roku
 
1801 T. II, 340 — jak chciwa była publiczność słyszeć głos męża.
 
którego imię od wymowy oddzielonem być nie może. Autor Panegi-
 
riku Mokromowskiego, dzieła jednego z najlepszych, jakie mamy w tym
 
rodzaju, i mówca, który z taką chwalą po tyle razy na obradach na-
 
rodowych był słyszany, który, często nawet nieprzygotowany, naj-
 
słynniejszą wymową najważniejsze kwestye rozbierał, godził różniące
 
się zdania, wzruszał, przekonywał, zadziwiał; nie mógł nie wzbudzić
 
najżywszego oczekiwania w umysłach pamiętnych niedalekich cza-
 
sów, kiedy wymowa z taką okazałością w ławach narodowych pano-
 
wała. Ciężko było mówcy w tem nowem dziele wyższym się nad
 
siebie okazać; kto wygórował tak wysoko, temu już tylko chwała
 
utrzymania się zostaje. W nowej okoliczności — nowego użył gatunku
 
wymowy. Przystosował rzecz do osoby chwalonej, do miejsca, do
 
okoliczności. Odrzucił zwyczajną panegirykom okazałość stylu, bo tu
 
jej materya nie pozwalała. Wziął ton słodki, łagodzący, tkliwy, jak
 
była dusza tego, którego grobowiec kwiatami uwieńczał».
 
  *) Wydał w r. 1809 Instrukcyą dla komendantów placu.
 
  62) «Czytałem krytykę na pierwszą mowę Albertrandego, kry-
 
tykę ciężką i z większa pretensyą niż dowcipem napisaną, a cel
 
piszącego aż nadto jaśnie wykazującą».
 
  63) Tom IV, str. 218.
 
  64) Akta mater. do hist. Tow. (Arch. Jen. Gub.). Nr 57 opisu,
 
  65) Hist. liter. pols. II, 127.
 
  66) Dodatek do Gaz. Warszawskiej z r. 1802. Nr 51.
 
  67) Szczegóły pobytu królewskiej pary w Warszawie podaje
 
w nrze 52 z czerwca 1802 r. Gazeta Warszawska. Oprócz tego, trady-
 
cya przechowała wspomnienie spotkania się królowej Luizy z księżna
 
Angouleme w parka łazienkowskim, które, jako temat do wdzięcznego
 
obrazka rodzajowo historycznego, rejestrujemy tutaj dla pamięci
 
artystów.
 
  «Królowa pruska pragnęła widzieć panią d'Angouléme. Ceremo-
 
niał i względy polityczne stawiały temu życzeniu przeszkody, zwła-
 
szcza, że Prusy, lękając się Napoleona i dbając o dobre z Francyą
 
 
str 339
 
PRZYPISKI.
 
 
stosunki, niechętnie udzieliły chwilowej gościnności rodzinie wydzie-
 
dziczonej. Królowej nie wypadało więc odwiedzić króla pretendenta
 
i jego siostry(?), ci zaś, na wygnaniu przestrzegali niezmiernie form
 
i zamknęli się w dumnem osamotnieniu. Za pośrednictwem pani Za-
 
moyskiej urządzono przypadkowe spotkanie w parku łazienkowskim.
 
Królowa Ludwika, przecudnej, jak wiadomo, była urody i wielkiego
 
uroku w obejściu i postawie. Miała na sobie białą suknie z ogonem,
 
na głowie wieniec róż i welon biały, spuszczony z tylu głowy. Pani
 
d'Angouléme, z wyrazem smutku i wielkiej godności, ubrana była
 
czarno. Królowa przy powitaniu zalała sie Izami, wyrażając współ-
 
czucie dla nieszczęść rodziny francuskiej; pani d'Angouleme przez
 
cały czas rozmowy zachowała chłód i powagę» (Dębicki: Puławy
 
T. II, 20).
 
  68) Pokrewieństwo rzekome datuje sie chyba od Joachima II,
 
(doktora brandeburskiego (1555—1571), który wyjednał od Zygmunta
 
Augusta zapewnienie, że w razie wygaśnięcia linii książąt pruskich,
 
jemu, lub jego potomkom, inwestytura na księstwo udzieloną będzie.
 
  69) (Arch. Warsz. Gen. Gub.) Akta Tow. Przyj. Nauk nr 59.
 
  70) Nr 57. Dod. do Gaz. Warszawskiej z 1802.
 
  71) Dziennik posiedzeń Tow. Nr 59 akt Tow. w Arch. Gen. Gub.
 
  72) Nowy Pam. T. IX, str. 67.
 
  73) Dziennik pos. Tow. z 2 maja 1803.
 
  73A) 1803 r. z maja. T. II, str. 245.
 
  74) Arch. Gen. Guber. Akta do hirtoryi T. P. N. (autograf).
 
  75) Ibid.
 
  76) Dębicki: Puławy, z listu Ad. Czartor. do cesarza. T. II, str. 70.
 
  77) Gaz. Warsz. Nr 47 z 1805 r.
 
  78) Ibid.
 
  79) Mowę tę posiada w rękopisie Bibl. Jagiellońska (nr 3023
 
katalogu rękop. Wisłockiego).
 
  80)N. K. Szilder: Tom II, 146.
 
  81) Pisownia nazwiska owego męża, dotąd jako «Stasic» noto-
 
wana, od tej chwili stale zamienia się na «Staszic».
 
  82) Dod. trzeci do Gaz. Warsz. nr 96.
 
  83) Archiwum hypot. warsz. Zbiór dokum. do ksiąg nr 85, 86 i 87.
 
str 341
 
ANNEXA.
 
I.
 
USTAWA PIERWOTNA
 
TOWARZYSTWA WARSZAWSKIEGO PRZYJACIÓŁ NAUK.
 
 
§ I. Cel Towarzystwa i prace, które sobie zamierza.
 
 
  1. Towarzystwo Warszawskie Przyjaciół Nauk, sta-
 
nowi sobie za cel istotny: przykładać się do rozszerzenia
 
nauk i umiejętności w polskim języku.
 
  2. Zabrania sobie Towarzystwo materyj ściągających
 
się do religii krajowej i rządów teraźniejszych.
 
  3. Dla porządnego odbywania prac zamierzonych,
 
dzieli się Towarzystwo na trzy działy: 1. Dział Matema-
 
tyczny. 2. Dział Filozoficzny. 3. Dział Historyi, Literatury,
 
języków szczególniej słowiańskich i Sztuk wyzwolonych.
 
  4. W każdym dziale te sobie szczególniej prace i za-
 
trudnienia przepisuje:
 
      a) Starać się zbogacić język potrzebnemi dzie-
 
  łami w naukach i umiejętnościach.
 
      b) Dzieła, które przez postępek światła stały się
 
  niedokładnemi, przelać i wydoskonalić.
 
      c) Wydawać rozprawy (dyssertacye) w przed-
 
  miotach uczonych i pożytecznych.str 342
 
ANNEXA.
 
 
      d) Pracować nad przekładami autorów wzoro-
 
  wych (klasycznych), i do podobnej pracy współroda-
 
  ków zachęcać.
 
      e) Dzieła, które od członków w imieniu Towa-
 
  rzystwa mają być wydawane, przed wydrukowaniem
 
  rozważać.
 
      f) Przedrukować ważniejsze w języku ojczy-
 
  stym dzieła, osobliwie autorów dawnych, z przyda-
 
  niem potrzebnych uwag i ułatwienia tańszego ich
 
  nabycia.
 
      g) Dla zachęcenia żyjących, pamięć zmarłych
 
  członków potomności podawać, wystawując ich cnoty
 
  i zasługi w naukach.
 
      5. Na podejmowanie potrzebnych kosztów Towarzy-
 
  stwa, członki czynić będą corocznie składkę. Ofiara ta
 
  i ilość jej zostawuje sie dobrej woli każdego.
 
 
  § II. Skład Towarzystwa, obowiązki jego członków.
 
 
  6. Towarzystwo Przyjaciół nauk składa się z człon-
 
ków czynnych, przybranych, honorowych i dopuszczonych.
 
  7. Sześćdziesiąt członków czynnych liczy Towarzy-
 
stwo, każdy z nich w dziale nauk sobie właściwym pra-
 
cować będzie.
 
  8. Każdy członek czynny, obowiązany jest, w rze-
 
czy należącej do jego działu, wypracować przynajmniej
 
jedne rozprawę w przeciągu lat sześciu, i oddać pod sąd
 
Towarzystwa.
 
  9. Członki czynne, nie mieszkające w miejscu posie-
 
dzeń, powinny uwiadomiać Zgromadzenie o wszystkich
 
przedmiotach, tyczących się nauk i umiejętności, które, lub
 
same za godne uwagi uznają, lub względem nich zapy-
 
tane będą.
 
  10. Przytomnych członków w Warszawie obowiązkiem
 
jest znajdować się na posiedzeniach, tak ogólnych, jak dzia-
 
łowych.
 
 
str 343
 
ANNEXA.
 
 
  11. Niebywający na nich ciągle przez trzy miesiące,
 
za odstępnych miejsca swego uznani będą, jeżeli Preze-
 
sowi przyczyn nie przełożą.
 
  12. Osoby siedemdziesiątletnie od wyżej wyrażonych
 
obowiązków są uwolnione.
 
  13. Będą także wybierane z obywatelów krajowych
 
członki, mające tytuł Przybranych, i które, razem z czyn-
 
nemi, tak na prywatnych, jak na publicznych posiedze-
 
niach (prócz wyborowych) zasiadać, zdania swoje otwierać
 
i stanowić mogą.
 
  14. Obowiązek włożony na członki czynne w punkcie
 
9-tym, istotnie należy do członków przybranych. Wezwani
 
do zdania sprawy o jakiem dziele, od pracy tej wymawiać
 
sie nie mogą.
 
  15. Cudzoziemcy mogą być obierani na członki ho-
 
norowe; względem których zachowają się następujące
 
prawidła.
 
      a) Wybieranemi będą, którzy, albo przez naukę,
 
  albo przez gorliwość o rozszerzenie światła, zasłu-
 
  gują na szczególniejszy szacunek Towarzystwa.
 
      b) Będzie miany wzgląd na pisarzów, którzy
 
  już nad wydoskonaleniem lub okrzesaniem jakiej ga-
 
  łęzi języka słowiańskiego pracowali, lub są znanemi
 
  przez jakie dokładne dzieło, do rzeczy polskich sto-
 
  sowne.
 
  16. Oprócz tych osób będzie wybierana młodzież, pod
 
imieniem dopuszczonych, którzy powinni:
 
      a) Znajdować się na wszystkich posiedzeniach
 
  Towarzystwa, (prócz wyborowych), jako też i na po-
 
  siedzeniach działów.
 
      b) Wezwani do Wydziału, do którego są zdatni,
 
  pracować w nim są obowiązani, jako też, mając po-
 
  wierzona pracę od Prezydującego, wymawiać się od
 
  niej nie mogą.str 344
 
ANNEXA.
 
 
§ III. Prywatne i publiczne posiedzenia, porządek w obra-
 
dowaniu, posiedzenia działów.
 
 
  17. Skład każdego posiedzenia, oprócz wyborowych,
 
ma być przynajmniej z osób ośmiu, łącząc w to Prezy-
 
dującego.
 
  18. Posiedzenia zwyczajne będą raz w miesiąc, to jest
 
w niedziele pierwszą każdego miesiąca. O odmianie tego
 
dnia, gdyby była potrzeba, Prezes na poprzedzającem po-
 
siedzeniu uwiadomi. Godzina dziesiąta zrana oznacza się
 
do zaczęcia posiedzenia.
 
  19. Nadzwyczajnych posiedzeń składanie zależy od
 
Prezesa.
 
  20. Każde prywatne posiedzenie iść będzie tym po-
 
rządkiem:
 
      a) Zacznie się od czytania dziennika posiedze-
 
  nia poprzedzającego i imiona przytomnych zapisane
 
  będą.
 
      b) Ułatwione zostaną ogólne Towarzystwa sprawy
 
  i działowe.
 
      c) Nastąpią prywatne przełożenia osób.
 
      d) Nakoniec rozprawy literackie lub tłumacze-
 
  nia od członków przyniesione.
 
  21. We wszystkich rzeczach, prócz wyłączonych w od-
 
dzielnych punktach, głośne zdania stanowią.
 
  22. W każdej jednak sprawie, na żądanie któregokol-
 
wiek z członków, iść powinno tajemne kreskowanie, bez
 
poprzedzającego nawet głośnego.
 
  23. Skoro zachodzić będzie potrzeba kreskowania się,
 
kreskowanie takowe naprzód będzie dla ustanowienia sa-
 
mej zasady, a powtórne, dla oznaczenia bądź jej opisów,
 
bądź środków, któremi ją do skutku przyprowadzić należy.
 
  24. Posiedzenia publiczne oznacza Towarzystwo i o dniu
 
ich wprzód na niedziel cztery uwiadamia przez publiczne
 
pisma. Bez ważnych przyczyn, posiedzenia publiczne od-
 
kładanemi być nie mogą.
 
 
str 345
 
ANNEXA.
 
 
  25. Przed ogłoszeniem posiedzenia publicznego, ułoży
 
się na prywatnem:
 
      a) Co, i jakim porządkiem, czytane będzie.
 
      b) Czyli i jakie mają być podane zagadnienia.
 
      c) Czyli i jakie gotowe dzieła mają być donie-
 
  sione publiczności.
 
  26. Każdy Dział, lub Wydział, mieć będzie swoje po-
 
siedzenia oddzielne, dwa razy w miesiąc, to jest dnia 12 i 24.
 
  Na tych posiedzeniach:
 
      a) Rozdzieli prace między swoje członki, i ten
 
  układ na posiedzeniu ogólnem do potwierdzenia poda.
 
      b) Roztrząsać będzie prace i pisma swoich człon-
 
  ków, równie dzieła, które Prezydujący pod jego zda-
 
  nie podda, i o tem Zgromadzeniu sprawę przyniesie.
 
      c) Zasięgać wiadomości, jaki postępek, nauki do
 
  niego należące, czynią w obcych narodach, donosić
 
  Zgromadzeniu o wyszłych w każdym rodzaju dzie-
 
  łach; dlatego w pisma peryodyczne będzie opatrzony,
 
  tudzież utrzymywać ma listowne związki krajowe
 
  i zagraniczne.
 
 
§ IV. Urzędnicy Towarzystwa i ich obowiązki.
 
 
  27. Zgromadzenie ma: Prezesa, Sekretarza, Kasyera
 
i Bibliotekarza.
 
  28. Prezesa urząd trwa lat cztery. Prawa jego i obo-
 
wiązki są te:
 
      a) Prezydować i mieć pierwszeństwo w zagaje-
 
  niu rzeczy.
 
      b) Rozwagę jakiejkolwiek materyi raz tylko do
 
  pierwszego posiedzenia odłożyć, dla dokładniejszego
 
  roztrząśnienia.
 
      c) W imieniu Towarzystwa pisywać, odpowia-
 
dać, zapytywać się, posiedzenia zwoływać.
 
    d) Zdawać sprawę przy końcu czteroletniegostr 346
 
ANNEXA.
 
 
urzędowania i z prac Towarzystwa w tym przeciągu
 
czasu dokonanych.
 
  e) W każdym dziale ma moc prezydować.
 
  f) Służy mu pierwszeństwo w przedstawianiu
 
kandydatów.
 
  g) Rozwiązuje równość zdań we wszystkiem.
 
  h) Mianuje tymczasowych zastępców na urzędy,
 
aż do pierwszego obrania.
 
  i) We wszystkich rzeczach, nie wymagających
 
roztrząśnienia przez właściwy dział, we wszystkich
 
potocznych wydarzeniach, tyczących się ogółu To-
 
warzystwa, wyznacza osoby do zdania sprawy.
 
 
29. Sekretarza obowiązki są następujące:
 
  a) Dzielić prace prezydującego.
 
  b) Trzymać dzienniki obrad Towarzystwa.
 
  c) Mieć skład papierów pod swoim dozorem.
 
  d) Corocznie, na prywatnem posiedzeniu, wysta-
 
wić obraz prac i usiłowali Towarzystwa zeszłoro-
 
cznych.
 
  e) Urzędowanie jego jest dożywotnem; ustaje
 
przecież w przypadkach w § II objętych.
 
 
30. Obowiązki Kasyera są te:
 
  a) Jako dwojakie są wydatki z kasy Towarzy-
 
stwa, jedne zwyczajne, drugie nieprzewidziane; tak
 
na pierwsze nie potrzebuje kasyer żadnych zleceń
 
na piśmie, drugich — czynić nie może, bez wyraźnego
 
zlecenia Towarzystwa.
 
  b) Pocztowe i inne drobne wydatki sam kasyer
 
zaspokaja.
 
  c) Z dzieł drukowanych nakładem Towarzystwa,
 
przychód należy do kasy. Pisarzowi, którego dzieło
 
drukuje się, pewną umówioną liczbę egzemplarzy
 
Towarzystwo udzieli.
 
  d) Stan wychodu i wydatku roztrząsanym bę-
 
dzie corocznie, przez wydział, umyślnie do tego przez
 
 
str 347
 
ANNEXA.
 
 
  prezydującego wyznaczony, który sprawę o tem zda
 
  Zgromadzeniu.
 
  31. Bibliotekarza powinnością jest, zarządzać biblio-
 
teką Towarzystwa, mieć dozór nad składem narzędzi fizy-
 
cznych, wzorów machin, i nad gabinetem historyi natu-
 
ralnej.
 
 
§ V. Porządek postępowania w wyborze członków
 
i urzędników.
 
 
  32. Nie będzie wolno wybierać członków jak dwa
 
razy na rok, to jest: w listopadzie i kwietniu. Następujące
 
zachowane będą przy obieraniu warunki:
 
      a) Kiedy liczba członków nie jest dopełniona,
 
  Prezes o potrzebie wyboru uwiadomi i kandydata,
 
  lub kandydatów poda.
 
      Inne członki również podadzą, i to zapisane bę-
 
dzie w dzienniku.
 
      b) Każdy z nieprzytomnych członków ma prawo,
 
  przez list do Towarzystwa, podać kandydatów w każ-
 
  dym czasie, nie czekając nawet wyborów; powinien
 
  jednak wyrazić zasługi literackie tej osoby, którą
 
  poleca.
 
      e) Przy wyborach doniesiono będzie, kto i z ja-
 
  kich przyczyn kandydata przedstawił.
 
  33. Zalety potrzebne w podanym kandydacie na miej-
 
sce członka czynnego:
 
      a) Jeżeli wydal jakie poważne dzieło w umie-
 
  jętnościach, albo w naukach przyjemnych, w języku
 
  polskim, bądź oryginalne, bądź z obcego języka tłó-
 
  maczone.
 
      b) leżeli się wsławił jakim pożytecznym wyna-
 
  lazkiem.
 
      c) Jeżeli jest publicznym nauczycielem w szko-
 
  łach krajowych, lub członkiem jakiego Towarzystwa
 
uczonego.str 348
 
ANEXA.
 
 
  34. Próżne miejsce w Zgromadzeniu uważa się:
 
      a) Przez śmierć.
 
      b) Przez wyraźne zrzeczenie się.
 
      e) Przez niedopełnianie obowiązków pod liczbą
 
  8. 9. 10. wyrażonych.
 
      d) Jeżeli członek bądź przytomny, bądź nie-
 
przytomny, mając polecone rozważenie dziel lub roz-
 
praw, trzy razy swego obowiązku nie dopełnił.
 
  35. Na posiedzeniu poprzedzającem wybory, kandy-
 
daci będą ogłaszani; na samem zaś posiedzeniu wyboro-
 
wem kandydaci nie mogą być podawani.
 
  36. Nie może być mniej osób wybierających, jak dwa-
 
naście. Jeżeli się nie zbierze ta oznaczona liczba, na ówczas
 
prezydujący do następnego posiedzenia wybór odłoży.
 
  Gdyby zaś na to drugie posiedzenie nie zebrało się
 
osób dwanaście, prezydujący drugi raz odłoży wybór do
 
następującego posiedzenia i o tem uwiadomi członki naj-
 
bliżej Warszawy mieszkające, aby przybyły pomnożyć
 
liczbę wybierających. Jeżeliby i po takowem wezwaniu,
 
posiedzenie trzecie nie miało jeszcze oznaczonej ilości człon-
 
ków, naówczas przytomni, w mniejszej nawet liczbie, przy-
 
stąpić mogą do wyboru.
 
  37. Każde przynajmniej trzecie miejsce, wakujące
 
w Towarzystwie, osadzone być ma osobą w Warszawie
 
mieszkająca, aby w tem miejscu każdy dział potrzebną
 
miał liczbę pracowników. Przeto każdy dział, w przyzwoi-
 
tym czasie, przed wyborami, uwiadomi prezydującego o tej
 
potrzebie, aby wybierający mieli wzgląd na dopełnienie
 
działów, którym niedostaje liczby pracujących.
 
  38. Gdy się zbierze oznaczona liczba, wybór tym spo-
 
sobem nastąpi:
 
      a) Sekretarz przeczyta złożone w kancelaryi
 
  pisma o literackich zasługach kandydatów; równie
 
  od nieprzytomnych przesłane polecenia przeczytane
 
  będą.
 
 
str 349
 
ANNEXA.
 
 
      b) Gdy jest kilku kandydatów, w jakim porządku
 
  imiona ich losem wyciągnione będą, w takim porządku
 
  kreskowanie nastąpi.
 
      c) Prezydujący da każdemu z członków dwie
 
  gałki, jednę białą, drugą czarną. Biała będzie stano-
 
  wić przyjęcie, a w drugiem naczyniu złożone zostaną
 
  czarne gałki.
 
      d) Trzy czwarte części składu przytomnego sta-
 
  nowią przyjęcie: a jeżeli do jednego miejsca jest dwóch,
 
  lub więcej kandydatów, ten, który ma więcej kresek
 
  nad trzy czwarte części, wybranym zostaje.
 
  39. Przybrane i honorowe członki, tym samym spo-
 
sobem będą obierane.
 
  40. Dopuszczeni na każdem posiedzeniu zapisani być
 
mogą. Jeżeliby który z członków względem ich przyjęcia
 
czynił trudności, prosta większość zdań niegłośnych, o przy-
 
jęciu, lub usunięciu stanowi.
 
  41. Urzędnicy będą obierani na półrocznem wyboro-
 
wem zasiadaniu.
 
  42. Prezes nie może być wybierany, tylko z rzędu
 
członków czynnych, mieszkających w Warszawie, chyba,
 
żeby kandydat obowiązał się mieszkać tam przez porę po-
 
siedzeń zimowych, a to na cały przeciąg urzędowania
 
swego Jeżeliby zaś w letniej porze chciał się oddalić, po-
 
winien uprosić sobie zastępcę i o tem uwiadomić Zgroma-
 
dzenie, na zwyczajnem posiedzeniu.
 
  43. Kończący urzędowanie Prezes, może być potwier-
 
dzony na następujące 4 lata, przez nowy wybór, podług
 
niżej oznaczonego sposobu dopełniony:
 
      a) Na posiedzeniu poprzedzającem posiedzenie, do
 
  wyboru prezydującego przeznaczone, każdy z człon-
 
  ków przyniesie imię na swoich kandydatów, mają-
 
  cych potrzebne własności do kandydacyi na prezy-
 
  dencya.
 
      b) Każdy dział na tem samem posiedzeniu wy-str 350
 
ANNEXA.
 
 
  bierze z grona swego po jednym członku. Ci wybrani
 
  składać będą wydział, mający zdać sprawę o liczbie,
 
  imionach kandydatów podanych i czyli sic w nich
 
  własności ustawami przepisane znajdują.
 
      c) Z pomiędzy wszystkich do wyboru podanych,
 
  trzech tylko, co najwięcej przez kreskowanie zyskają
 
  głosów, utrzymanemi zostaną za kandydatów.
 
      d) Jeżeliby w takowem głosowaniu, mającem
 
  za zamiar zmniejszenie liczby kandydatów do trzech,
 
  zachodziła równość kresek, wtenczas nastąpi drugie
 
  kreskowanie, między osobami równość kresek ma-
 
  jącemi.
 
      e) Żaden z podanych do kandydacyi nie może
 
  kreskować, kiedy na niego ida glosy.
 
      f) Na utrzymanych trzech kandydatów nastę-
 
  puje dopiero rozstrzygające kreskowanie. Każdy czło-
 
  nek dostanie trzy gaiki, między któremi, dwie czarne,
 
  jednę białą. Wystawione będą trzy wazony, na każ-
 
  dym z nich napisane imię jednego ze trzech kandy-
 
  datów. Glosujący włoży gałkę białą do wazonu, no-
 
  szącego imię kandydata, którego życzy sobie widzieć
 
  wezwanym do prezydencyi i dwie czarne gaiki do
 
  innych wazonów w loży.
 
      g) Między temi trzema kandydatami prosta wię-
 
  kszość głosów stanowi wybór.
 
      h) W przypadku równości kresek, starszy wie-
 
  kiem ma pierwszeństwo.
 
  44. Też same obrzędy i warunki służyć mają i do
 
wyboru na dożywotni urząd sekretarza Towarzystwa.
 
  45. Inni urzędnicy prostą większością kresek niegło-
 
śnych wybieranemi będą, koniecznie jednak z pomiędzy
 
czynnych, albo przybranych członków.
 
  46. Żaden urzędnik nie może złożyć urzędu swego,
 
przed wyjściem zamierzonego czasu, bez ważnej przy-
 
czyny, o której sądzi ToAvarzystwo, trzema czwartemi czę-
 
ściami zdań niegłośnych.
 
 
str 351
 
ANNEXA.
 
 
  47. Póty urzędnik nie jest wolny od odpowiedzial-
 
ności, póki, albo papierów, albo pieniędzy powierzonych
 
mu za wolą Towarzystwa, w ręce następcy nie odda.
 
  48. Gdyby który urzędnik umarł, prezydująey do
 
pierwszego wyborowego posiedzenia tymczasowego zastępcę
 
wyznaczy.
 
  49) Gdyby prezydująey umarł, lub nie będąc przy-
 
tomnym, nie wyznaczył zastępcy, w takim przypadku, do
 
przybycia jego, lub nowego wyboru, pierwszeństwo mieć
 
będzie starszy wiekiem.
 
 
§ VI. Sposób postępowania w sądzeniu pism Członków
 
Towarzystwa, tudzież ubiegających się o nagrodę, pod
 
zdanie Towarzystwa poddanych.
 
 
  50. Trojakie są pisma, które przychodzą do rozwagi:
 
1-sze. Które Towarzystwo swoim porucza członkom. 2-gie.
 
Które po wydanem na publiczność zagadnieniu odbierze.
 
3-cie. Które z własnej chęci stowarzyszeni przynoszą do
 
rozwagi.
 
  Te pisma oddają się prosto do działów. Chociaż zaś
 
roztrząsanie pism drugiego rodzaju należy istotnie do wła-
 
ściwego działu, jednakże Prezes może oprócz tego przy-
 
bierać do takowego roztrząsania pewną liczbę osób z In-
 
nych działów, skoro ważność rzeczy, lub inna jaka okoli-
 
czność, wymagać tego będzie.
 
  51. W rozważaniu dziel Towarzystwa podanych, te
 
będą prawidła:
 
      a) Pisarz dzieła nie należy do rozwagi jego, lecz
 
  zapytany, na wszystkie trudności odpowie.
 
      b) Cokolwiek pod imieniem Towarzystwa wy-
 
  chodzi, to jego poprawie podlega. Wyda ono wyrok,
 
  o rzeczy, o jej wykładzie i dowodach użytych, oraz
 
  o błędach, ubliżających bądź czystości języka, bądź
 
  prawidłom gramatyki. Co do sposobu wystawiania
 
  myśli, rady tylko pisarzowi udzieli. Wątpliwość każdastr 352
 
ANNEXA.
 
 
  względem umieszczenia rozprawy w Roczniku, lub
 
  względem ogłoszenia dzieła, dwiema trzeciemi czę-
 
  ściami głosów ma być rozstrzyganą.
 
      c) Tak wychodzące dzieło będzie miało napis
 
  na pierwszej karcie, że po rozwadze Towarzystwa
 
  wychodzi.
 
      d) Wolno jest podającemu dzieło członkowi nie
 
  przyjąć uwag Towarzystwa, lecz naówczas świade-
 
  ctwo dopełnionej rozwagi umieszczonem nie będzie.
 
      e) Nie jest wolno w nieprzysposobionem do To-
 
  warzystwa dziele wspominać o czynionej rozwadze,
 
  gdyż Towarzystwo za trwale postanawia prawidło,
 
  nie wchodzić w żadne spory z pisarzami.
 
      f) Same niedrukowane pisma mogą przechodzić
 
  przez rozwagę Towarzystwa.
 
  52. Wydział w rozwadze powierzonego mu pisma
 
stanowi:
 
      a) Czy podane pismo ściąga się do rzeczy, którą
 
  Towarzystwo liczy między przedmioty swoich zatru-
 
  dnień: jeżeli nie, to dalsza rozwaga ustaje.
 
      b) Skoro uznanem jest miejsce rozwagi, ta na-
 
stąpi podług wyższego prawidła.
 
  53. Do rozwiązania zagadnień, przez Towarzystwo
 
podanych, równie obcy jak i członki Towarzystwa są we-
 
zwanemi. Każdy piszący umieści swa ręką na wierzchu
 
wiersz jakowy i nazwisko swe zapieczętuje. Dział, wraz
 
z osobami dodanemi, przynosi zdanie sprawy, po czem
 
Towarzystwo rozważa i stanowi:
 
      a) Której rozprawie nagroda ma być przy-
 
  znaną.
 
      b) Gdyby wszystkie rozprawy nie ułatwiały za-
 
  gadnienia, w takim przypadku powtórnie toż zaga-
 
  dnienie ogłosić zleci.
 
      c) Gdyby na zagadnienie jedna tylko rozprawa
 
  przesianą była, natenczas zapieczętowana do roku
 
 
str 353
 
ANNEXA.
 
 
  zostanie, a zagadnienie powtórnie jeszcze na rok ogło-
 
  szone będzie.
 
      d) Gdyby zaś i po roku więcej rozpraw nade-
 
  słanych nie było, wtenczas pierwsza ma być sama
 
  sądzoną.
 
      e) Nagroda będzie przyznana temu, co najdo-
 
  stateczniej zagadnienie rozwiązał i wykładowi myśli
 
  swoich najlepszy dal porządek i postać najozdo-
 
  bniejszą.
 
      f) Członki mogą mieć przyznane pierwszeństwo,
 
  ale otrzymać wyznaczonej nagrody nie mogą.
 
      g) Rozprawa zasługująca na drugie miejsce, wy-
 
  drukowaną zostanie.
 
      h) Po takowem rozpoznaniu, odpieczętują się
 
  kartki, należące do pism uwieńczonych: inne zaś
 
  kartki, bez odpieczętowania, spalone zostaną.
 
  54. Zostawuje sobie Towarzystwo władze przejrzenia
 
tych ustaw co cztery lata i poprawienia niedogodności,
 
gdyby się jakowe w doświadczeniu okazały.
 
 
  Układ niniejszy, na którego wierne i gorliwe dopeł-
 
nienie, każdy z członków Towarzystwa, swe słowo i cześć
 
w uroczystą złożył rękojmią, czytany być powinien co
 
rok na pierwszem posiedzeniu, po upłynionym czasie le-
 
tniej prac przerwy.
 
Ludwik Osiński,
 
Sekretarz.
 
 
Jan Albertrandi,
 
biskup zenopolitański,
 
_ Prezydujący.
 
 
II.
 
 
Odezwa Towarzystwa Przyjaciół Nauk z roku 1802
 
do Samuela Bogumiła Lindego,
 
w sprawie Słownika języka polskiego.
 
 
  List WPana i przyłączony rękopis kilku artykułów
 
z układanego Dykcyonarza Zgromadzenie Przyjaciół Nauk
 
 
TOWARZYSTWO WARSZAWSKIE.
 
23str 354
 
ANNEXA.
 
 
z ukontentowaniem czytało, Utrzymać język wtenczas,
 
kiedy w dwóch częściach dawnej Polski przestaje być ję-
 
zykiem spraw publicznych, nie można inaczej, jak — na-
 
daniem mu pewnych prawideł, służących ku wydoskona-
 
leniu i odosobnieniu go od innych dyalektów słowiańskich.
 
WPan ma tę niepospolitą zasługę, że, łącząc wieki, w ka-
 
żdym artykule stawiasz dzieje języka w swojej kolebce,
 
wzroście i wydoskonaleniu. Ukazujesz, jak gmin tlómaczy
 
swoje zdania o przygodach mu obecnych; zawstydzasz
 
półmędrka, który, niezgrabnie łącząc wyrazy, narzeka na
 
ubóstwo języka, tam, gdzie z dawnego podania, lub pobra-
 
tymstwa, znajdujesz dostatek, obfitość. Uczonego nakoniec
 
milą nabawiasz pociechą, że, w wspanialej prostocie, w wy-
 
razach mocnych i dosadnych, znajdzie wszystko, czego do
 
szlachetnego wyrażenia myśli potrzeba. Lecz kiedy celowi
 
dzieła, pracy i Autorowi oddaje Zgromadzenie cześć nale-
 
żytą, rozumie obowiązkiem swoim i oświadczyć Mu zdanie
 
względem tego, coby Jego przeświadczeniu, do wydoskona-
 
lenia tak szanownego dzieła, służyć mogło.
 
  1. W rejestrze autorów znajduje Zgromadzenie nie-
 
których pisarzów opuszczonych, a w umieszczonych kilku
 
nowych, których imię wzbudza niedowierzanie: czyli Ich
 
świadectwo może mieć jaką powagę? Poruczyło zatem
 
Zgromadzenie W Panu Tadeuszowi Czackiemu, aby, gdy
 
cieszyć się będzie pochlebnym dla siebie JW. hr. Ossoliń-
 
skiego i WPana przybyciem, udzielił WPanu dziel, ręko-
 
pisów i uwag nad niektórymi, tak dawniejszymi, jak pó-
 
źniejszymi, autorami.
 
  2. Przysłane artykuły uważa Zgromadzenie jako zbiór
 
wybornych materyałów, lecz oddaje WPana uwadze, że
 
kiedy język nasz przez zwykle szedł każdemu dyalektowi
 
doskonalenia się stopnie, nieużywane teraz wyrazy służą
 
do zrozumienia dawnych pism, lub do historyi gramatycznej
 
języka, lecz nie mogą mieć miejsca w obecnej mowie. Tak,
 
szanujemy Reja z Nagłowic, lecz jego wyrazów: w Bodze
 
nie przyjmuje dzisiejsza mowa. Zdawałoby się więc, aby
 
 
str 355
 
ANNEXA.
 
 
nieużywaną dzisiaj składnią, przez jaką cechę oznaczyć.
 
Wyrazy, jakoteż składnia per licentiam wprowadzona, po-
 
winna być wiadoma, aby się jej wystrzegać. Lecz jeżeli
 
taka licentia nie będzie wytknięta, czytający, równie Jago-
 
dzińskiego, jak Naruszewicza, Potockiego w Aryenidzie, jak
 
Krasickiego,używać będzie Sama więc nauka prowadzićby
 
mogła do skażenia czystości mowy. Makaronizmy prawni-
 
cze, techniczne, o których dość wiele JP. Czacki w swojem
 
dziele wspomina, powinnyby bydź równie umieszczone ze
 
znakiem, a osobny znak powinien bydź na makaronizmach,
 
które, zepsuty od wpół siedmnastego do wpół ośnmastego
 
wieku, gust wprowadził. Gminne mówienia i przysłowia po-
 
winny mieć miejsce. Są one, jak mówią, mądrością ludu,
 
są po części pamiątką zgasłych zwyczajów, ale równie
 
równie ostrzedz należy, że to są gminne wyrazy. Zatem,
 
na takie oddziały powinny bydź znaki, których tlómacze-
 
nie na pierwszej zapewne znajdziemy karcie tak ważnego
 
i uczonego dzieła.
 
  3. Życzymy sobie Słownika polskiego. Umieszczenie
 
słów z pobratyńskich dyalektów jest potrzebne. Umieszcze-
 
nie zaś z obcych języków — wtenczas powinno mieć miej-
 
sce, kiedy od obcego języka jaki wyraz jest pożyczony.
 
Chcemy mieć oryginalne dzieło Lindzie (tak), ale nie
 
pragniemy mieć Kalepina.
 
  4. Kiedy mówimy o pobratyńskich językach, czujemy,
 
że. niektóre nam spólne narody, o rzeczach, im bliższych,
 
mogły mieć lepsze wyobrażenia. Illiryjski i rosyjski inno-
 
stroniec, zna różnicę od cudzoziemca: pierwsze
 
słowo oznacza np. Żmudzina — dla Warszawianina, dru-
 
gie — obcego ziemi. Takie słowa można uobywatelić, jak
 
niegdyś Pszczonka (tak), kanclerz Babińskiej Rzplitej,
 
sprawiedliwie twierdził. Zgromadzenie bierze na siebie —
 
uczynić wybór takich wyrazów i przysłać je WPanu.
 
  5. Etymologia słowa i określenie jego zaczynać po-
 
winno artykuł, a do niektórych wyrazów można przytoczyć
 
świadectwo historyi, tak, że dyaboł powinien się w tym
 
 
29*str 356
 
ANNEXA.
 
 
sposobie wymawiać, świadczy Hęlmold in Chronica Slavo-
 
rum. Derivativa bar — od boję się, Se y m — od jąć
 
się, będą wyłuszczone na wstępie słownika i tani tako-
 
wego pochodzenia wskażesz WPan prawidła.
 
  6. Synonima zapewne znajdą miejsce w WPana ol-
 
brzymiem i uczonem dziele.
 
  7. Jednym trybem każdy artykuł układać, t. j. po
 
opisie znaczenia właściwego i etymologicznego dać przy-
 
kłady: 1) na toż znaczenie właściwe 2) przykłady na zna-
 
czenie właściwe, rozszerzone przymiotnikami 3) słowami
 
4) przyimkami, czyli prepozycyami, zachowując w przy-
 
imkach porządek alfabetyczny, a podzielając na różne wła-
 
ściwe znaczenia modyfikacye. 5) Znaczenie przenośne, ma-
 
jące cokolwiek związku ze znaczeniem wlaściwein. 6) Zna-
 
czenie wcale odmienne i z pierwotnem żadnego nie mające
 
związku. To ostatnie znaczenie powinno wcale oddzielny
 
artykuł składać. 7) Adagja i przysłowia. 8) Wyrazy zdro-
 
bniale, zgrubiałe, pogardę oznaczające. 9) Derivativa. 10) Sy-
 
nonima, albo wyrazy blizkoznaczące. Dla lepszego wyja-
 
śnienia swej myśli przesyła Zgrom, rozbiór artykułu oka.
 
  8. Nie wątpimy, że WPan w przedmowie dasz Histo-
 
ryą początku naszego języka, jego różnic celniejszyeb
 
z pobratyńskiemi dyalektami, zgłębisz, czy mieli nasi przo-
 
dkowie charaktery słowiańskie? Ten filozoficzny rozbiór
 
spodziewamy się, iż stanie obok dzieła de Brosse: Mécanisme
 
des langues.
 
  9. Dzieło takie nie jest dziełem jednego człowieka.
 
To skromne i prawdziwe Akademii Francuskiej wyznanie,
 
jest wyznaniem WPana, kiedy nam pozwalasz nad swoją
 
pracą czynić uwagi. My chcemy pomagać WPanu, my
 
jego sławę rozszerzyć, a dzieło rozpowszechnić pragniemy.
 
Przysposobione przez nas, zachowa Twórcy imię i wznie-
 
cać dla Niego będzie wdzięczność narodu. Ofiarujemy Ci
 
pomoc i pracę naszą; wskaż nam środki do usłużenia.
 
Przybądź zacny Mężu do nas. Otoczony ludźmi, którzy
 
Cię. współbratem i znakomitą osobą naszego Zgromadzenia
 
 
str 357
 
ANNEXA.
 
 
nazywamy, będziesz miał gotowe źródło uwag, które Ci
 
posłużą do wygładzenia tak ważnej księgi.
 
  Co do innych szczegółów listu WPana, Zgrom, ma
 
honor Mu donieść: 1) Wybrało na swego członka J. X. Do-
 
browskiego i list z organizacyą załączając, 15 artykuł na
 
ręce WPana przesyła. 2) Wybór innych osób zestawiło do
 
czasu, gdy większa liczba jego członków w Warszawie
 
znajdować się będzie. 3) Poruczyło Zgrom. X. Dmochow-
 
skiemu, aby WPanu przesiał krótki opis naszego Towarzy-
 
stwa de Jeneńskiej gazety.
 
  Z ukontentowaniem prawdziwem ceni Zgromadzenie
 
WPana gorliwość, wyraża swój szacunek i pragnie dla
 
pożytku kraju, a jego sławy, mieć dzieło najlepiej zrobione,
 
i, ile być może, najprędzej ukończone.
 
 
III.
 
 
  Myśli Michała Potulickiego z roku 1802,
 
w sprawie ułożenia dzieła elementarnego hist. naturalnej.
 
Przezacne Towarzystwo!
 
 
  Znam aż nadto, że nie dla żadnych zasług, nie z oka-
 
zanej żadnej wiadomości rzeczy, łaskawy wasz wybór,
 
Przezacni Towarzysze, do Wydziału Historyi natu-
 
ralnej mnie wyznaczył. Lecz gdy się umieszczonym
 
w gronie tak światłych osób widzę, powinnością moją być
 
sądzę, starać się, przez pracę, ile mi słabe moje wiadomo-
 
ści pozwolą, odpowiadać zamiarowi Waszemu, a tym spo-
 
sobem, wywdzięczyć się Wam, za łaskawe o zdolności mo-
 
jej Wasze mniemanie.
 
  Gdy już kilkakrotnie powtórzoną Zgromadzenia na-
 
szego słyszę wolę, aby do każdej nauki były elementarne
 
porobione dzieła, co też sam, do dalszego rozkrzewiania
 
nauk w Narodzie naszym, potrzebnym być sądzę i ośmie-str 358
 
ANNEXA.
 
 
lam się podać przezacnemu Towarzystwu projekt począ-
 
tkowogo, czyli elementarnego  dzieła, do nauki
 
historyi naturalnej, który, gdyby za dogodny osą-
 
dzonym nie był, oczekiwać będę od przezacnego Towarzy-
 
stwa planu, podług którego, temu zamiarowi mógłbym po-
 
żądaniej zadosyćuczynić.
 
  We wszystkich prawie umiejętnościach w krajach
 
tych, gdzie nauki kwitną, ludzie najświatlejsi starali sic
 
nietylko o zebranie i wyłuszczenie tychże jak najdokła-
 
dniejsze, ale oraz i o skrócenie ich i przystosowanie do
 
pojęcia początkowo uczących się.
 
  Prawda wszelako, że każdy z piszących w elemen-
 
tarnem dziele krótkość opisu bral za najdogodniejszą i oba-
 
wiał się, aby długość jego nauki nie sprawiła przykrości
 
uczniowi, najpowszechniej zaś, wrodzoną, znaczniejszą zdol-
 
nością objęcia rzeczy, obdarzeni, w zapędzie uwag swoich,
 
wypadających z zastanowienia się pilniejszego nad przed-
 
miotami, usiłowali jednak przez rozumowanie — o isto-
 
cie rzeczy przeświadczać, a tym sposobem, dzieł swoich
 
składy przedłużyli, i to, co miało być elementarnem, z pod
 
ich pióra wyszło dziełem niemal dokończonem, a przeto, dla
 
początkowo uczących się do objęcia i zrozumienia za tru-
 
dnem i prawie niepodobnem.
 
  Tym podobne dzieła mamy i my w języku naszym,
 
które, będąc tylko do myśli wykładanych autorów stosowne,
 
nie zupełnie zamiarowi książek elementarnych odpowiadają.
 
Piszący książkę elementarną powinien się postawić
 
w stanic widzącego rzecz raz pierwszy i starać się, aby
 
nic więcej najprzód, jak pierwszy rys samej tylko jej istoty
 
zrobić: potem dopiero wziąść powinien przed się szczegóły,
 
ale nie w innym widoku, jak tylko, aby i tych w ogólno-
 
ści dal poznanie, w takim porządku, w którymby, przez
 
wnioski z różnych Dostrzeżeń i uwag wypadające, rzeczy
 
zbyt rozwlekle nie przedstawił, a przeto, nauki swej, za-
 
miast łatwego objaśnienia rzeczy, nie zaćmił.
 
 
str 359
 
ANNEXA.
 
 
  Wszakże, chcąc objaśnić komu rzecz jaką, trzebi
 
mu ją najprzód okazać tak, jak ona pod zmysły podpada.
 
Pierwsze więc przedmiotu pod widok wystawienie,
 
będzie — początkowem tej rzeczy poznaniem, początkowe
 
zaś rzeczy poznanie — elementarnem nazwane być po-
 
winno, a dalsze, uważającego tę rzecz, spostrzeżenia złożą
 
mniej lub więcej obszerny poczet szczegółów, stanowiących
 
rzeczy tej ogól całkowity.
 
  W ułożeniu dzieła początkowego historyi naturalnej
 
nie byłoby więc moim zamiarem rozumowanie nad wnio-
 
skami autorów dzieła takowe wydających, owszem, starał-
 
bym się, ile możności, moje z takowych oczyścić, zacho-
 
wując wnioskowanie osobom z powołania zaprzątnionym
 
wykładem książek elementarnych i udzielaniem zdań, od
 
siebie za najgruntowniejsze uznanych.
 
  Wielka przestrzeli natury obejmuje zbiór rzeczy tak
 
obszerny, że wyliczanie jej główniejszych podziałów i umie-
 
szczonych w niej ogromniejszych szczegółów okazanie, oraz
 
związku, w którym względem siebie zostają, już jest dosyć
 
wielką, nauką, aby książkę elementarną wypełniła, a dość
 
obszerną, na utrzymanie wzbudzonej w początkującym
 
uczącym się ciekawości.
 
  Stosownie tedy do tego zdania, w ułożeniu książki,
 
historyą naturalną elementarnie opisującej, zdaje mi się
 
być potrzebą, cały ogól widocznego jestestwa podzielić na
 
Niebo i na Ziemię.
 
  Przez Niebo oznacza sie owa nieograniczona prze-
 
strzeń, napełniona płynem przeźroczystym, w którym osa-
 
dzone są ciała, przez swoje światło jedne — w dzień, drugie
 
w nocy widoczne, tych rozgatunkowanie, względne poło-
 
żenie, bieg i obrót w tej niezmiernej przestrzeni, dosyć
 
uwiadomią, uczyć się poczynającego, o tej, którą nad sobą
 
widzi, cudownej pokrywie, a jeżeli ta wiadomość zaostrzy
 
ciekawość jego, obszerniejszego w astronomicznej nauce
 
czerpać nie zaniedba światła.
 
  Ziemię, której uczący się jest mieszkańcem, jej po-str 360
 
ANNEXA.
 
 
wierzchnię, na której zawsze patrzy kształt, tegoż odmien-
 
ności, już górzystość, już płaszczyzny formujące, wnętrzny
 
nakoniec ziemi układ — na widok jego wystawić najprzód
 
w ogólnym obrazie należy.
 
  Z tym go poznawszy, uwagę jego zastanowić wypada
 
nad częściami, ową powierzchnią, jako też i wnątrz ziemi
 
składującemi, przez okazanie mu istotnych ich odmienności,
 
tak co do koloru, jakoteż co do ich masy. Ta odmienność
 
bowiem oczywista jest co do wzroku, przez różnicę farb,
 
przezroczystość, lub nieprzeźroczystość. Co zaś do dotyka-
 
nia — przez twardość-, miękkość, kruchość, mniejsza lub
 
większa ciągłość, ciężkość i lekkość.
 
  Wodę, której istoty odmienność wzrok sam okazuje,
 
czyli ona uważana będzie w znacznych zbiorach stojąca,
 
kiedy niekiedy tylko od wiatrów wzruszona, morzami lub
 
jeziorami nazwana, czyli podróżnym kształtem: w źródłach,
 
strumieniach i rzekach, w ustawicznym ruchu będąca, tu
 
w rozpar niewidzialny, tam w chmurę czarną, ówdzie
 
w deszcz, grad, lub śnik (tak), a w innym razie w lód
 
twardy przekształcona, jako wyobrażenie jedną tylko istotę
 
Okazujące, wystawić potrzeba; nie zapominając jednak, jejże
 
różnych na powierzchni ziemi odbywanych działań, w uści-
 
łaniu różnych warsztwów (taki ziemnych, jako też
 
w przenoszeniu ich z jednego miejsca na drugie widocznych,
 
oiezapominając oraz jej wpływu, do ukształcenia roślin
 
istotnie potrzebnego.
 
  Dalej, zbliżałaby się uwaga do płodów ziemi orga-
 
nicznych bez czułości i przeszłoby się wszystkie ich
 
rodzaje, okazawszy niejakie podobieństwo z stworzeniami,
 
prócz organizacji, czułością obdarzonemi, a które na tem
 
miejscu na familie podzielone, w ogólności poznać nie za-
 
niedbałoby się.
 
  Nakoniec, zdawałoby mi sic być istotną potrzebą, oka-
 
zać uczącemu się jego własną wartność (tak), a prze-
 
szedłszy w nim cały okrąg ziemi i uważywszy odmienno-
 
ści, którym ród jego podpada, radbym go przekonał o wiel-
 
 
str 361
 
ANNEXA.
 
 
kiej i istotnej jego względem innych, do niego poniekąd
 
podobnych, zwierząt, różnicy, gdyż nietylko jak one ruszać
 
się i działać zdoła, nietylko potrzebom swoim dogadza, lecz
 
ma moc rozeznania tych potrzeb swoich, ma nietylko moc
 
i sposobność użytkowania z tych wszystkich rzeczy, któ-
 
remi jest otoczony, lecz jest władnym rządzenia wszyst-
 
kiemi innemi zwierzęty.
 
  Poznawszy już to wszystko, uczący się początkowo
 
historyi naturalnej zastanowić się powinien koniecznie nad
 
tem, że on sam, i te wszystkie otaczające go, tak przy-
 
świecającą jakoteż rozsypujące się i przesypujące stwo-
 
rzenia, nie będąc zawsze trwale same z siebie, stać się nie
 
mogły, lecz że musi być jakowaś Istność pierwiastkowa,
 
początkiem i końcem całego jestestwa będąca, która to
 
wszystko odnawia i wszystko w porządku raz na zawsze
 
ustanowionym stale utrzymuje.
 
  Tę! uznawszy nad siebie doskonalszą i trwalszą, nie-
 
skończenie uwielbi zapewne, a przekonany, że cała natura
 
i dla jego uszczęśliwienia stworzyła, z wdzięcznością na
 
rozpoznawaniu dziel Jej przestanie, niewdzierając się w te
 
tajemnice, które w składzie Natury chciała mieć przed
 
nim ukryte.
 
  Taki, dla początkowo uczyć się mającego Historyi
 
naturalnej, rys zrobiwszy, gdy przez związek rzeczy, już
 
w swoim porządku na widok wystawionych, cały ogół
 
naukowy dla człowieka pojętny obejmę i w małym dziele
 
zamknę, rozumiałbym, iż żądaniu przezacnego Towarzy-
 
stwa dogodzę, względem przedstawienia elementarnej książki
 
historyi naturalnej, a przez takowe, w ciekawym uczniu
 
dosyć żądzy wzbudzę, aby go do nabycia wiadomości fi-
 
zycznych i chimicznych od nauki historyi naturalnej nie-
 
oddzielnych, niezawodnie pociągnęło.
 
    Ten tedy projekt podaję pod zdanie przezacnego
 
Zgromadzenia, dopraszając się, abyście go, uczeni mężowie,
 
roztrząsnęli i mnie wasze uwagi w tej materyi podać
 
raczyli.str 362
 
ANNEXA.
 
 
  Historyi naturalnej znacząca znajomość wszystkich
 
przedmiotów znajdujących się w niezmiernej przestrzeni
 
całego Jestestwa jest umiejętnością tak obszerną, że tylu
 
upłynionych wieków czas nie wystarczył na ukończenie
 
jej: lecz jako za naszych czasów, nowe i przed nami nie-
 
znajome odkrywają się prawdy, tak i potomkowie nasi po-
 
czynią w niej swego czasu nowe wynalazki, które nam
 
nieznajomemi zostają; historya bowiem naturalna jest ró-
 
wnie niezmiernej obszerności umiejętnością, jak jej, dla
 
poznania ludzkiego, prawie nieograniczony przedmiot.
 
  Doświadczenie przekonywa w samej rzeczy cieka-
 
wych, że, najpomyślniej utalentowanych kilku nawet osób
 
życie nie wystarcza na ukończenie jednego tylko oddziału
 
tejże historyi i że, najgorliwsi badacze jej, po kilkuletniej
 
pracy, nie wydali na świat — jak tylko zarysy początkowe
 
i to tylko części oddzielnych umiejętności. Wyznać zatem
 
skromność każe, że dzieła dotychczas wydane pod tyt:
 
Historyi naturalnej nie zawierają w sobie ukończonej już
 
całkowitej umiejętności tej, lecz raczej zbiór tylko wiado-
 
mości naszych w historyi naturalnej, pod nasze czasy za
 
najpowszechniej przyjęte uznanych.
 
  O tych prawdach przekonany, nie myślę wystawić
 
na widok uczonej publiczności całego zbioru wiadomości,
 
od wszystkich pisarzów historyi naturalnej zgromadzonych.
 
Moje elementarne dzieło byłoby wyjątkiem najistotniej-
 
szych tylko prawd, z tejże umiejętności zebranym, stosownie
 
do objęcia początkowo uczących się i ułożonym w nastę-
 
pującym porządku:
 
 
Co to jest historya naturalna? Jej znajomości
 
potrzeba i użyteczność.
 
 
Jej przedmioty:
 
O Niebie, t. j. o płynie niezmiernym, obejmującym
 
wszystkie ciała światłe, wystawione nam przed oczy.
 
o słońcu i otaczającym go zbiorze planet.
 
 
str 363
 
ANNEXA.
 
 
  O dniu i nocy.
 
  O czterech porach roku, zaćmieniach etc.
 
  O księżycu i Jego odmianach.
 
  O ziemi i jej postaci całkowitej.
 
  O części jej ciecznej, czyli o morza.
 
  O przybywaniu i ubywaniu morza.
 
  O biegu i wirach wód morskich.
 
  O jeziorach, rzekach i ich czynności.
 
  O źródłach.
 
  O płodach wód morskich.
 
  O płodach wód słodkich.
 
  O oparczyskach, (?) trzęsawicach, bagnach.
 
  O kępach i wyspach.
 
  O części ziemi stałej, czyli o lądzie.
 
  O górzystości.
 
  O wulkanach i trzęsieniu ziemi.
 
  O płodach górzystości, czyli o rzeczach kopalnych i całym
 
ich dotąd odkrytym zbiorze.
 
  O płaszczyznach, czyli części najobszerniejszej lądu, służą-
 
cej na wydawanie płodów roślinnych.
 
  0 płodach organicznych bez czułości.
 
  Trawy.
 
  Zioła.
 
  Warzywa.
 
  Krzewy.
 
  Drzewa.
 
  Polipy.
 
  O płodach ziemi organicznych, czułością obdarzonych.
 
  Owady: Pojedyńczo,
 
          Podwójno,
 
          Podwójno krótko,      skrzydlate.
 
          Podwójno długo,
 
          Giętko łuskowate,
 
          Twardo łuskowate,
 
  Ptaki: Drapieżne,
 
          Gadatliwe,str 364
 
ANNEXA.
 
 
      Śpiewającą
 
      Nabłotne,
 
      Wodno,
 
      Domowe.
 
  Robactwo: Pchły, wszy, mole, pająki, stonogi, glisty
 
            i czołgające się zwierzęta,
 
  Dwójżywiolne zwierzęta:
 
      Żółw,
 
      Wydra,
 
      Bóbr.
 
  Czworonogie zwierzęta:
 
      Całokopytne,
 
      Raciczne,
 
      Ogromnej postaci.
 
      Drapieżne,
 
      Szkodzące,
 
      Latające,
 
      Kolczyste etc.
 
  O narodzie ludzkim:
 
      Azyatach,
 
      Afrykaninach,
 
      Amerykaninach,
 
      Europejczykach.
 
  O Stwórcy i Rządzcy całej Natury,
 
  Tak rozporządzone dzieło nie bodzie katalogiem na-
 
zwisk płodów natury, lecz raczej — przystosowanym do
 
pojęcia początkowo uczących się historyi naturalnej dosyć
 
obszernym opisem wszystkich główniejszych jej przedmio-
 
tów, zawiadomieniem o istotniejszych okolicznościach każ-
 
demu rodzajowi towarzyszących, z opuszczeniem szcze-
 
gółów mniej znaczących i samych tylko własności gatun-
 
kowych, tyczących się.
 
 
str 365
 
ANNEXA.
 
 
IV.
 
 
Myśli ks. Albertrandego z roku 1805,
 
o sposobach wydoskonalenia i zbogacenia ojczystego
 
języka.
 
(Z autografu).
 
 
  Pobudki do obmyślenia sposobu wydoskonalenia i zbo-
 
gacenia ojczystego języka wielka mają z umiejętności,
 
z gorliwości i usilnego rzeczy wyłuszczania, powagę, tem
 
jeszcze pomnożoną, iż takowe pobudki, zawsze, od pierw-
 
szego założenia swego, przytomne Towarzystwu naszemu
 
były.
 
  Już dawno słyszano na schadzkach naszych, tak pu-
 
blicznych, jako i prywatnych, że zaprzestać postępku — jest
 
cofać się nazad, a słyszano to pod wyobrażeniem kamienia
 
w górę rzuconego, który, od punktu, gdzie wyżej wznosić
 
się przestaje, poczyna, z przynmożeniem coraz większym
 
pędu, na dół upadać, a przestroga: nil actum reputant, si
 
quid sitperesse agendum, dała się nie w tych naprawdę sło-
 
wach słyszeć, ale w wyjętym z praw Justiniana wyroku
 
Lege XI Codicis: nihil actum crcdimus, dum aliquid addendum
 
superest. Nie mniej wyraźne całego Towarzystwa zdanie
 
zawsze było, iż: z utrzymaniem języka - jego wydo-
 
skonalenie i zbogacenie spojone być powinno. Do-
 
wodem tego są mowy i pisma, usilnie takowe wydoskona-
 
lenie zalecające; dowodem jest, przy układzie książek po-
 
trzebnych, pisać się mających, jednomyślnie uchwalona
 
ustawa, aby przy pierwszym Towarzystwu okazaniu tych
 
dziel, przyłączony był do nich słownik mniej zwyczajnych,
 
lub nowo użytych słów; dowodem jest długi rejestr słów
 
z Illiryckiego języka wybranych, zdatnych aby im pol-
 
ska narodowość była nadana, przez niektórych Członków
 
tego Towarzystwa podany, z zaleceniem, aby, podobnym
 
sposobem, języki pobratyńskie do poboru pociągnione były.str 366
 
ANNEXA.
 
 
Nie możemy zatem nie przyjmować z wdzięcznością, nie
 
wielbić z jednostajną zgodą, że, co raz przyjętą od nas bę-
 
dzie zasadą, za nasze dzieło, za niewzruszone zdanie nasze
 
poczytamy.
 
  Ale, po uwielbieniu tak pięknych pobudek, zostaje się
 
zapytanie, bez którego rozwiązalna, ani do wniosków, ani
 
do obrania środków, ku uskutecznieniu tychże wniosków
 
służących, przystąpić nie możemy. A to pytanie jest: czyli
 
księgi pożyteczne stosować się do słownika
 
mają, czy słownik — do ksiąg pożytecznych? To
 
jest, co w przyzwoitym porządku poprzedzać musi: czy
 
ułożenie słownika przed księgami, do oświe-
 
cenia na rodu służącemi? czy księgi takowe,
 
przed wydoskonaleniem słownika? Albo, co na
 
jedno przypada: kiedy zadane Towarzystwu rozwiązanie,
 
iż słów zacnego pisarza użyję, jest: rozszerzać między
 
rodakami użyteczne wiadomości, nauki i umiejętności, przy-
 
czyniać się do udoskonalenia każdej części umysłowego
 
poznania, to znaczy, sprawować udoskonalenie naszego ję-
 
zyka i żali nie wypada raczej: co przyczyną, lub środkiem
 
pisarz nazywa, przemienić w skutek? a co skutkiem być
 
mieni — uznać za przyczynę?
 
  Nam się zaiste zdaje, iż rzut oka na naszą dawną
 
i późniejszą literaturę dokładnie to zapytanie rozwiązuje.
 
Nie Harpocratio Lexiconem swoim ukształtował dziesięciu
 
krasomówców Grecyi, ale krasomówcy greccy Harpokra-
 
tionowi nadali, z czogoby słownik swój ułożył. Nie z Phri-
 
nicha uczyli się Ateńczykowie wytwornej onej mowy, którą
 
się pomiędzy innych Greków zaszczycali, nie z Moerisa
 
Atticisty poloru nabrawszy, ona z gminu niewiasta obco-
 
rodność Theophrasta wyśmiała, ale od Ateńczyków Moeris
 
wyuczony, polor ich języka dał światu poznać. Dzieła Pla-
 
tona wielą wiekami poprzedziły słownik Timesa Solisty.
 
Niezliczonemi pisarzami słynęła od dawnego czasu Grecya,
 
nim Julius Pollux dzieło swe pisać przedsięwziął. Chlubił
 
się Rzym z pisarzy w każdym rodzaju najsławniejszych
 
 
str 367
 
ANNEXA.
 
 
między którymi dosyć jest wspomnieć: Plauta, Terencyusza,
 
Lukrecyusza, Cicerona, Cezara i Sallustyusza, nim swoje
 
Varro o języku łacińskim napisał księgi, w których jednak
 
wiele niedokładności późniejsi pisarze, jak z Festusa wi-
 
dzieć można, pokazali. Jak wiele pierwszego szeregu pisa-
 
rzów wioska literatura liczyła, nim do ułożenia słownika,
 
delia Onuca nazwanego, przyszło? We Francyi — nie sło-
 
wnik Akademii utworzył wiek Ludwika XIV, ale pisarze
 
tego wieku i powodem i wzorem do utworzenia słowników
 
byli. Pierwszy był Kant i Kanta księgi, a dopiero do sło-
 
wników niemieckich weszły, lub wnijdą użyte od niego
 
i wymyślone wyrazy. Wstrzymuję się od innych obcych
 
przykładów, kiedy własne nasze domowe pokazuje doświad-
 
czenie: jak wiele język nasz z krajowych pisa-
 
rzów korzystał! Spytajmy się tylko zacni koledzy na-
 
szego Linda, jak wiele wyrazów dobitnych, szezeropolskich,
 
weszło do Słownika jego, wyjętych z pisarzów, którzy się
 
przez te ostatnie 50 lat wsławili, to jest, od tej pory, jak
 
makaroniczny styl i nastrzępienie pism łaciną, lub franeuz-
 
skich wyrazów błyskotkami, został wyszydzony? Sam zacny
 
pisarz stwierdza to zdanie, wyznając, iż częstokroć naj-
 
głębsze myśli i postrzeżenia wielkich geniuszów, kryją się
 
nieraz w dziełach ich beż żadnego użytku, poki kto nie
 
znajdzie wyrazu, mogącego zbliżyć one do objęcia czyta-
 
jących. Co samo rzeczom i pismom przed języka wyrazami
 
oczewiście pierwszeństwo przysądza, gdy w rzeczach i pi-
 
smach powód do obmyślenia wyrazów upatruje.
 
  Przydamy tu jeszcze, iż język może był bardzo wy-
 
polerowany, bardzo nawet w jednym widoku obfity, a je-
 
dnak bardzo niedoskonały. W polskim języku jest nie-
 
zmierna obfitość słów pieskliwych, zdrobniałych, nadętych,
 
działania odmiany okazujących, niezmierna nawet — do bo-
 
taniki należących, a przytem wielki niedostatek słów, do
 
nauk wyższych, do kunsztów, do wykładu starożytności
 
służących. Te — że utworzyć należy, niemasz żadnej wątpli-
 
wości, ale czy z ksiąg — do słownika mają być przenie-str 368
 
ANNEXA.
 
 
sione, czy z słownika do księgi? To jest zagadnienie, od
 
którego rozwiązanie najwięcej zawisło.
 
  Mała trudność tu, względem rzeczy, nie podlegających
 
odmianom, pochodzącym z nowego odkrycia, ale inaczej
 
sądzić należy o naukach, wielkim zmianom, a szperaniom
 
głębszym z wynalazków nowych wynikłym, podlegających.
 
Przenieśmy się myślą wstecz od tej epochy na lat 60.
 
Dajmy, że Towarzystwo naszemu podobne, przedsięwzięło
 
na on czas dzieło tego rodzaju, do którego nas teraz za-
 
chęcają; i z wielką pracą jestestwa porfirowego drzewa,
 
wzajemne stosowności, tajne przymioty, obrzydliwość czczo-
 
sci, słowem, perypatetyckie baśnie, marzenia Deskarta,
 
Bekkera, Walentyna, Paracelsa, Agrippy i tym podobnych
 
pisarzów wymyślne nauki zgromadziwszy, w polską postać
 
oblekli. Czybyśmy dziś, po tylu poprawach, po rylu wy-
 
nalazkach, po odkrytych tak licznych prawdach, pracę
 
tych dawnych przodków naszych wyszydzili? Wszakże, co
 
na 60 lat przed tym czasem stać się mogło, to potkać nas
 
może w lat 60 po czasie teraźniejszym, a nowe światła,
 
nowa praca, nowy rzeczy widok, stawić nas na tym sto-
 
pniu, na którymbyśmy tamtych stawili. Starajmy się więc
 
język nasz wydoskonalić i zbogacić, ale tą drogą sta-
 
rajmy się, którą wieków i narodów dawnych i nowych
 
doświadczenie  wskazuje,  to jest:  przez księgi — do
 
pomnożenia słownika przystępujmy. Komu
 
z nas tajno jest, jaka  względem języków przemoc jest
 
używania, któremu, przepisy słowników ustawy gramaty-
 
czne, wyroki najpoważniejszych Akademij, ustępować mu-
 
szą. Używanie zaś przez Słowniki, to jest dzieła do
 
porady tylko służące, nie zaś ciągiem czytane, wprowa-
 
dzone być nie może, kiedy tymczasem, księgi pożytecznych
 
ciekawości pastwa, lub zaprzątnięte źródło nauki, do tego
 
używania nieznacznie wiodą i czytelnika prawie niechcący
 
pociągają.
 
  Doskonałość języków zawsze obok doskonałości nauk
 
chodzi, z tą rośnie, z tą się wzmaga, z tą do najwspanial-
 
 
str 369
 
ANNEXA.
 
 
szego kresu przychodzi. Ta doskonałość dwojako uważaną
 
być może, raz, jako wynikająca z gładkości i mnóstwa
 
wyrazów jednęż rzecz znaczących, a tę równać możemy:
 
albo z ochędożnym, ale jednym zawsze, mniej, lub więcej
 
przydatnich ozdób mającym odcieniem, albo z mnóstwem
 
drobnej monety, jeden pieniądz złoty zamienić mogącym.
 
Druga doskonałość jest zasadzona na obfitości słów,
 
wystarczająca wszystkich ludzkich wiadomości wyrazić
 
przedmioty. Ta — podobna jest do obfitości na każdą okoli-
 
czność przyzwoitego odzienia, zawsze przystojnego, do mnó-
 
stwa złotych pieniędzy, zamienić się każdego czasu na
 
drobniejszą monetę mogących.
 
  Obydwóch tych doskonałości rodzajów źródłem są
 
nie słowniki, ale w narodach na pól dzikich pieśni
 
i powieści, z ust do ust, z pokolenia do pokole-
 
nia, podaniem przechodzące, a w narodach wypo-
 
lerowanych — księgi, przez swoją przyjemność, lub też po-
 
żyteczność, w ręce czytelników wciskające się: tamtej, bo
 
słowniki — użycia onych przyzwoitego niedostatecznie
 
uczą, i tej, bo słów matką iest potrzeba, a potrzeba
 
pierwej księgi onej zabiegająca niż słowniki, skład tylko
 
wymysłów potrzeby zawierające zrodziła, bo ludzkich zna-
 
jomości postępek zwyczajny jest: przez rzeczy — do
 
wyrazów rzeczy udawać się.
 
  Przezornie zatem i zgodnie z gruntownym swoim
 
sposobem myślenia postąpiło nasze Towarzystwo, gdy je-
 
den doskonałości rodzaj — przepisom Gramatyki i prawi-
 
dłom zwyczajnym, nawykłych do kształtnego sposobu pi-
 
sania uszom zostawiło, o drugi zaś rodzaj doskonałości
 
troskliwe, postanowiło, aby do każdego dzieła, z przepisu,
 
lub porady jego wychodzić mającego, przyłączany był
 
słownik stosowny do rzeczy, w dziele owym przed-
 
sięwziętej, zawierający wyrazy od pisarza użyte, na nowo
 
dla niedostatku wprowadzone, a powszechnem używaniem
 
jeszcze nie stwierdzone.
 
  Tak, z pism i dzieł cząstkowe słowniki wynikną,
 
T0WARZYSTWO WARSZAWSKIE.
 
24str 370
 
ANNEXA.
 
 
a z słowników cząstkowych ogromniejsze i powszechniej-
 
szo będą utworzone, a tak pisarze ksiąg, ani czasu trawić,
 
ani żywości pisania przytępiać — szukaniem w słowniku
 
wyrazów sobie przepisanych, nie będą. Aby zaś z tej To-
 
warzystwa ustawy pożytek mógł być odniesiony — mało
 
do przydania upatrujemy.
 
  Ustawy nasze każą dzieła przychodzące pod sąd To-
 
warzystwa prosto do swojego odsyłać wydziału. Do tego
 
będzie należeć rozważenie, jeśli słowa na nowo użyte wy-
 
rażają z przyzwoitą jasnością rzecz, której w myśli swojej
 
pojęcie, lub wyobrażenie miał pisarz?
 
  Od tego wydziału idzie słownik do gramatyków, to
 
jest, tych, którzy polskiego języka biegłość szczególniejszą
 
mają, aby oni osądzili, jeśli w etymologii, w składzie, w złą-
 
czeniu, w zakończeniu, nie znajdzie się co przeciwnego ge-
 
niuszowi języka polskiego, a zatym poprawy potrzebującego?
 
  Może jeszcze iść ten słownik do wydziału języków
 
rodu słowiańskiego, aby do niego należący rozważyli, czyby
 
w językach słowiańskiego rodu obcych krain
 
nie znajdował się wyraz, dokładnie, rzeczy,
 
o której wykład chodzi, służący, a do naszego
 
języka przenieść się mogący? Tak poprawiony
 
słownik idzie jeszcze pod rozwagę Towarzystwa zgroma-
 
dzonego.
 
  To wszystko wykonawszy, nie zostaje — jak tylko
 
sankcyą — iż tak rzekę — czyli upoważnienie obmyślać
 
słowom nowo użytym i w używanie je pospolite wprowa-
 
dzić, do czego najprostszy sposób jest: takowe cząstki sło-
 
wnika przesyłać do Akademij i szkół główniejszych kraju.
 
Z jednostajności, lub większości zdań, wymknęłoby i przy-
 
jęcie słów i obowiązek rozkrzewienia Ożycia ich stałby się
 
własny tychże Akademij, w tym, nie już Towarzystwa
 
dzieło, ale swoje własne, upatrujących. Przenikniony gorli-
 
wością o pomnożenie chwały narodowej umysł zacnych
 
kolegów wskazał mi sposoby do osiągnięcia zamiaru zbo-
 
gacenia ojczystego języka przydatnego, a jak nam się
 
 
str 371
 
ANNEXA.
 
 
zdaje, bardzo z chęci szacowne, ale w skutku mało te za-
 
mysły wspierające.
 
  A naprzód  zaleca utworzenie składu szczególnego
 
osób, tą się pracą zaprzątających. Iż pominiemy trudności,
 
z okoliczności mieszkania, zaprzątnienia osobistego i t. p.
 
zgromadzeniu się takowych osób przeciwnych, — takowe
 
utworzenie za niepodobne do wykonania, a przynajmniej
 
cale daremne, poczytamy. Skład takowy, aby w pracach
 
swych był użyteczny, musiałby z osób być złożony, ency-
 
klopedyczną naukę posiadających. Każda w nim powinnaby
 
mieć niepospolitą biegłość w matematyce, w fizyce, w me-
 
tafizyce, w chemii, w lekarskiej sztuce, słowem, we wszyst-
 
kich naukach, od naszego Towarzystwa objętych, co, kiedy
 
być nie może, przy roztrząsaniu słów chemicznych — po-
 
ziewałby matematyk, wierszopis, krasomówca, geograf, eko-
 
nomik, prawnik; przy rozwiązaniu krasomówczego lub ry-
 
motwórczego słowa — i chimik, matematyk i lekarz snemby
 
umorzeni zostali. Słowem, znudziłaby takowa robota wszyst-
 
kich, albo, przy zupełnej bezczynności większej części w ta-
 
kowy skład wchodzących, zwaliłby się cały ciężar na po-
 
jedyncze osoby, szczególniej w nauce, pod rozstrzygnienie
 
podpadającej ćwiczone; a to coś jest innego, jak od każdego
 
wydziału szukać oświecenia względem słownika, naukom
 
poszczególnym służącego, co nasze już obwarowały ustawy.
 
Przydamy tu jeszcze, iż oczekiwanie słownika tego, ledwie
 
w przeciągu pokolenia ułożonym być mogącego, wszystkich,
 
i co się już podjęli i co na potym podjąć się mogą, pisa-
 
rzów, chwalebne wstrzyma zapędy.
 
  Ale skład ten, umyślnie ustanowiony, nie będzie wy-
 
najdywał słowa z powziętej poprzednio przez się wiadomości
 
rzeczy, ale — słowa, z ksiąg, od obcych pisarzów wyda-
 
nych, zebrawszy one, w polską postać przemieni. Przezorna
 
myśl, ale nieprzezwyciężonym trudnościom podlegająca.
 
  Więc potrzeba będzie, aby wchodzący w ten skład
 
mieli dokładną znajomość języków łacińskich, francuskich,
 
niemieckich, angielskich, iż innych nie wspomniemy, gdyż
 
 
24*str 372
 
ANNEXA.
 
 
w tych językach pisarze są najwyborniejsi, przez których
 
do wysokiego doskonałości stopnia przyszły w tym wieku
 
nauki. Tego się spodziewać nawet samo doświadczenie za-
 
kazuje. Przytym, zwyczajna w języku biegłość małoby po-
 
żytku przyniosła, ponieważ wiadomości rzeczy przez się
 
nie nadaje, a tak, dla większej części osób, w takowym
 
składzie umieszczonych, jedne nauki — dla jednych, dru-
 
gie — dla drugich będąc tajemnicą, pracy ich nie mogłyby
 
stać się przedmiotem, ale tych tylko, którzy się tą nauką
 
szczególnie zaprzątną, a to, bez nowego składu, w własnym
 
wydziale, jak chcą ustawy nasze, może być wy koi innem.
 
  Drugi sposób, nie tak ukształcenia, jako raczej rozpo-
 
wszechnienia terminologii, od zacnego kolegi podany,
 
przez wydawanie dziennika, do tego dzieła stosownego
 
i wprowadzenie korespondencyi z publicznością, zdaje nam
 
się nie dosięgać zamiaru. Zdanie nasze gruntuje się na
 
oschłości takowego dziennika, w którego czytaniu, ani praca
 
wdzięku, ani ciekawość powabu nie znajduje. O powodze-
 
niu takowego Dziennika łatwo z losu innych dzienni-
 
ków, pamiętników i t. p. czasowych pism, wróżyć można,
 
zwłaszcza, iżby połowa rodzaju ludzkiego odczytania onego
 
odsunioną była, a z drugiej połowy — ledwie tysiączny
 
słów rozbiorem, ważeniem, osądzeniem, zaprzątnąćby się
 
przedsięwziął. Bez zuchwalstwa spodziewać się nie można,
 
aby takowego dziennika 200 egzemplarzy wydać miano.
 
Z tych, w otchłań wiecznej niepamięci najmniej 180 wpa-
 
dnie. Dajmy, że z pozostałych 20, większa część będzie
 
powodem do otworzenia korespondencyi. I cóż się z tako-
 
wej wspólności porozumienia nawiąże? Listy, któremi za-
 
rzuceni będziemy, przełożą nam zdania osób pojedynczych,
 
prywatnych, nie więcej od nas powagi, nie więcej wpływu
 
na opinię publiczną mających.  Te zdania bezwątpliwie
 
różne od siebie, a częstokroć przeciwne będą. Weźmiemyż
 
je pod kredę, czyli też na szalę? Któż nas do tego upo-
 
ważnił, a publiczność będzież tak powolną, aby głowę
 
spokojnie pod nasze wyroki skłoniła? Tymczasem, my, znu-
 
 
str 373
 
ANNEXA.
 
 
dzeni czczą korespondencyą, roztargani pracą objaśnień,
 
odpowiedzi, replik, wprawieni w potrzebę sporów i między
 
sobą i z obcemi, czas tyrać będziemy, któregobyśmy da-
 
leko lepiej, stosownie do zamiarów naszych i obietnic pu-
 
bliczności danych, użyć potrafili.
 
  Nie większa jest skuteczność trzeciego, w tem piśmie
 
wspomnianego, sposobu, wydoskonalenia  języka naszego
 
przez wysłanie jednej, lub kilku osób, do pobratyńskich
 
narodów, używaniem słowiańskiego, lub wyrostek słowiań-
 
skiego, języka zaleconych. Nie wspominamy, iż są rządy,
 
którym takowy krok byłby podejrzliwy, a może
 
i sprawiedliwie byłyby onemu przeciwne. I dokądżeto tych
 
naszych pełnomocników wyprawiemy? Do Wagryi, Ditmar-
 
syi, Meklemburga, Pomorskiej ziemi, Luzacyi, Śląska, Czech,
 
Morawy, Windischmarku, Karnioli, Sklawonii, Kroacyi, Dal-
 
macyi, Raguzy i t. p. do miejsc, w których, język rodowity,
 
pierwiastkowo słowiański, od współmieszkańców, lub sąsia-
 
dów: Niemców, Turków, Greków,Włochów, wielce jest ska-
 
żony. Za tym nasz posłaniec, strawiwszy czas długi, może
 
lat kilka, na rozpoznanie rodowitego języka krainy, będzie
 
się jeszcze musiał uczyć zagranicznych sąsiedzkich, aby
 
nam Tureckiego, lub Węgierskiego, i tym podobnych języ-
 
ków, wyrazów za słowiańskie nie podał, tak, jak się naszym
 
niektórym krajowym pisarzom przytrafiło, którzy, za sta-
 
ropolskiemi upędzając się słowami, z niemieckiego po pol-
 
sku przebrane podsunęli, jako to: foldrować, zamiast
 
instygować. Takby się w podobnym zamiarze do Polski
 
przyjeżdżającemu Czechowi przytrafić mogło, mniemając,
 
iż tureckie słowa: kary, imbryk, filiżanka ze sło-
 
wiańskiego źródła wytrysnęły.
 
  Takowa więc podróż i bardzo kosztowna i przecią-
 
glejsza od Odyssei nie więcej nam przyniosłaby poży-
 
tku, jak kiedy pomiernym kosztem sprowadzimy różnych
 
słowiańskich narodów słowniki, gramatyki i dzieła wybrane,
 
jedne oryginalne, drugie tłómaczone potoczną mową i wier-
 
szem pisane, zwłaszcza że i rozesłańcy nasi na tym prze-str 374
 
ANNEXA.
 
 
staćby musieli, gdyż pamięć ich, jakkolwiek szczęśliwa,
 
ogarnąć wszystkiego nie może i roztropność nie pozwala
 
na los zdarzeń tak kosztowne zbiory puszczać. Wielką po-
 
moc do tego znajdziemy: już w księgach kościelnych, w kra-
 
jach naszych, od Ruskiego duchowieństwa użytych, już
 
w dostatku wszelkiego rodzaju ksiąg, z którego się sąsie-
 
dzcy Rosyanie chlubią:
 
  Nasze zatym zdanie jest:
 
  Usilnie starać się, nie tylko o utrzymanie, ale też
 
o wydoskonalenie i wzbogacenie języka na-
 
szego, gdyż to nieustanną jest Towarzystwa naszego po-
 
winnością, ściśle z jestestwem jego spojoną. To za grunt
 
założywszy:
 
  1. Zestawić rzeczy w ustanowionym raz porządku,
 
przez odsyłanie dzieł przychodzących do przyzwoitego wy-
 
działu, jednego, — jeśli proste są; składanego, — gdy do ró-
 
żnych nauk należą.
 
  2. Utrzymać w całości włożony na przysyłających
 
pisma obowiązek — przyłączania do nich słownika, który,
 
w wydziale, spoinie z pisarzem, co do znaczenia, co do
 
składu, osobno od gramatyków rozstrząśniony będzie.
 
  3. Słowniki, tak przyjęte, Towarzystwu zgromadzo-
 
nemu przekładać, aby ponowionym rozstrząśnieniem wy-
 
doskonalone i utwierdzone zostały.
 
  4. Słowa dotąd nieużywane, na nowo wprowadzić się
 
mające, od Towarzystwa do Akademii, lub głównych szkól
 
krajowych będą przesyłane, dla zasiągnienia ich zdania,
 
a następnie rozkrzewienia ich użycia.
 
  5. Można też tymczasem wybranym z wydziałów, lub
 
uproszonym osobom, każdej, podług nauki, do której naj-
 
bardziej się przykłada, polecić: wybranie słów technicznych
 
już użytych w rozmaitych księgach, albo z prywatnej
 
Ochoty, albo z przepisu Komisyi edukacyjnej wydanych:
 
Fizyki Rogalińskiego, Fizyki, Geometryi, Algebry etc. dla
 
szkól niegdyś narodowych, Fizyki chymicznej Ks. Osiń-
 
skiego, Logiki Kondillaka, tłómaczonej przez Jana Znoskę
 
 
str 375
 
ANNEXA.
 
 
i tym podobne, które, wybrane z przyłączonym znacze-
 
niem w obcych językach, rozstrząśnione w właściwych
 
wydziałach, przejrzane od gramatyków, do rozwagi wy-
 
działu języków słowiańskich odesłane, Towarzystwu oka-
 
zane, a jeśliby odmianie jakiej podpadały, do dalszego roz-
 
trząśnienia Akademiom, lub szkołom główniejszym, prze-
 
siane będą,
 
  6. Z ksiąg, słowników, gramatyk słowiańskich, illiry-
 
ckich, kroackich, dalmackich, raguzańskich, czeskich, ro-
 
syjskich, wybrane być mogą słowa godne przysposobienia
 
i te przedłożone Towarzystwu, które o nich stanowić będzie.
 
  7. Może być komu polecone wybranie z wielkiego
 
Wokabularza francuskiego, lub z Encyklopedyi, słów zwy-
 
czajnego używania, prawego wyrazu polskiego nie mają-
 
cych, z przydaniem wykładu i wynalezionego prawo-pol-
 
skiego znaczenia, poddając to dzieło pod sąd Towarzystwa.
 
8. Domyśleć się łatwo można, iż rzeczą jest istotnie
 
potrzebną, sprowadzić jak najlepsze słowniki języków od
 
słowiańskiego pochodzących, a dziś w używaniu będących,
 
także księgi, w tychże językach, w rozmaitych materyach,
 
tak oryginalne, jako i tlómaczone, mianowicie z autorów
 
powszechnie znajomych.
 
 
V.
 
 
Myśli ks. Staszica z r.1805, o książkach najpożyteczniejszych.
 
(Z autografu).
 
 
  Głos mój szczególnie zwracam do zacnych kolegów
 
Wydziału pięknych nauk. Ich wzywam, aby liczniej
 
zbierać się raczyli na swoje oznaczone posiedzenia. Wy-
 
dział I i II już posiedzenia swoje uporządkowane zatru-
 
dnił. Już zbiera niektóre prace. Przeciwnie, Wydział pię-str 376
 
ANNEXA.
 
 
knych nauk nietylko nic jeszcze nie rozpoczął, ale
 
nawet rzadko się w liczbie potrzebnej gromadzi.
 
  Przecież on to w swoich pracach mógłby stać się
 
najużyteczniejszym, a z swoich prac oglądać najprędsze
 
w Narodzie postępy. Celem naszego Zgromadzenia jest za-
 
chowanie i doskonalenie języka, zachowanie narodowej
 
sławy, narodowych dziel i cnót naszych przodków pa-
 
mięci.
 
  Do tego celu więcej od Wydziału II i III przyczynić
 
się może Wydział literatury. Niechaj tylko nie za-
 
pomina: że tamte dwa wydziały w swoich pracach mają
 
pomoc z prac zagranicznych; bo w umiejętnościach i obce
 
narody pracują wspołem dla światła wszystkich ludów. Tej
 
pomocy niema Wydział literatury. On tylko z swoich
 
prac własnych może współziemianom wydawać
 
użytki.
 
  Tamte dwa wydziały, trzymając postęp umiejętności
 
swego narodu w równej mierze z innemi europejskimi na-
 
rody, mogą tylko oświecać, mogą do dalszego światła i zna-
 
czenia go prowadzić. Wydział zaś literatury nietylko
 
potrafi Narodowi w następnym oświecaniu go, z tamtemi
 
wydziały czynić równe przysługi, ale nadto, on tylko je-
 
den ma tę moc, on tylko jeden obejmuje te nauki, które
 
dawają ludom nieśmiertelność, które narodu język mogą
 
zachować, uświetnić, uwiecznić go mogą; przeszłe jego
 
istnienie połączyć jeszcze z jego następnem jestestwem.
 
On może naszych przodków nauki, światło, jednoczyć
 
z przyszłych wieków naukami i światłem.
 
  To dopełni, kiedy się pilnie zajmie i zechce nieodstę-
 
pnie szukać i obmyślać sposoby do wykonania nastę-
 
pnych myśli, do wygotować Narodowi dziel kilku.
 
Język nasz tak piękny, tak zwięzły, posiadający ra-
 
zem, czego niema z współczesnych żaden, i wielką har-
 
monią, krótką, a silną moc wyrazów, język ten, z euro-
 
pejskich języków, w swoim duchu, w swoim składzie,
 
zbliża się najwięcej do doskonałych języków starożytnych:
 
 
str 377
 
ANNEXA.
 
 
łacińskiego, greckiego. Dosyć już wydoskonalony, aby po-
 
siadał dokładną elementarną gramatykę. Tej dotąd
 
nie mamy, chociaż posiadamy bardzo stosowną już gra-
 
matykę filozoficzną.
 
  Jest to od cudzoziemców wyrzutem dla nas zbyt ko-
 
rzącym, aby go niewypadało starać się uczynić płonnym.
 
To jest pierwsze dzieło, które, jakby wygotować? raczy
 
się Zgromadzenie, a szczególniej Wydział literatury, za-
 
trudnić.
 
  Słyszałem, że dawniej, tak potrzebną pracą przyrze-
 
kli się zająć uczeni: J. X. Kamieński i J. X. Kopczyński.
 
Zechce przeto Wydział dochodzić, czyli dzieło to jest w ro-
 
bocie i czyli będzie dokończone pewnie. Zechce usilnie
 
u tych pracowitych kolegów dopraszać się, aby raczyli
 
bez zawodu w tem zaspokoić troskliwość Zgromadzenia.
 
Jeżeliby zaś dla innych prac i zatrudnień ci koledzy
 
wymawiali się od tej pracy, Wydział starać się będzie,
 
czyli z tutejszych Zgromadzeń osób nie podejmie się kto
 
inny? lub zgłosi się do członków w innych krajach mie-
 
szkających. Ja sądziłbym, że dzieło takie doskonałe, wy-
 
szłoby z rąk szacownego y w językach biegłego kolegi
 
naszego Kaulfussa. I przeto, gdy tu nie mieliśmy pewności
 
o tej pracy, radziłbym, aby Wydział obmyślił sposoby,
 
jakby do tej pracy skłonić tego zacnego kolegę? Ktokol-
 
wiek zaś pracy tej podjąć się raczy, zobowiąże go Wy*
 
dział, aby tę gramatykę swoją Wydziałowi, przed druko-
 
waniem jej, pod uwagę poddał.
 
  Drugie dzieło, koniecznie potrzebne, a o braku któ-
 
rego ogólnie daje się słyszeć wszystkich dobrych ojców
 
wyrzekanie, jest zbiór doskonałej historyi narodo-
 
wej. W tym gatunku mamy tylko jedno dziełko księdza
 
Wagi. Lecz to jest zbyt krótkie, oschle. Pisane, kiedy je-
 
szcze Narodu jestestwo trwało.
 
  Więc mogło być wówczas dostateczne, ale po usta-
 
niu bytu tegoż Narodu, musi koniecznie być niedokładne.
 
Bo pisarz dziejów narodu trwającego i pisarz dziejów na-str 378
 
ANNEXA.
 
 
rodu już upadłego,są na niezmiernie różnych od siebie
 
punktach, z których im ten Naród uważać wypada. Ta-
 
kich dwóch pisarzów nagarniać powinny wcale różne czu-
 
cia, różne uwagi, różny duch.
 
  Dziś pisany zbiór dziejów naszego rodu, trzeba, aby
 
w takim Składzie, z taką sztuką, z taką wymową, w tym
 
celu był robiony, żeby się stał narzędziem, któreby, roz-
 
wijające sic pierwsze władze umysłowe w polskich dzie-
 
jach, umiały zachwycać; wcześnie na nich piętnować to
 
czucie, tę pamięć, jakich oni ojców synami? Aby każdy
 
miody, czytaniem dziel swych ojców, nabierał dla nich
 
i dla siebie szacunku, czul zaszczyt w Polaka imieniu.
 
Inaczej, schybiony cel, dzieło niepotrzebne, osobliwie, gdyby
 
to czytanie dziejów, zamiast ożywienia, miało paraliżyć
 
młodego serce, miało tchnąć w nie zimną obojętność, albo
 
też wcale swych przodków wzgardę. Dla osiągnienia więc
 
w czytających podobnego skutku, trzeba, aby piszący na-
 
sze dzieje, pisał je w podobnym duchu.
 
  Trzecie dzieło nam jest potrzebne, a o którym już
 
lat kilka myśl moją Zgromadzeniu przekładam, kilkakro-
 
tnie powtarzam i coraz więcej pragnę, aby mogła być
 
uiszczoną, im więcej czuję, że są w niej wielkie, a z ce-
 
lem naszym zgodne, dla narodu użytki. To jest: aby, prze-
 
biegłszy całą historyą narodową, zebrać główniejsze czyny
 
obywatelskie, bohaterskie, lub nadzwyczajne cnoty, bądź
 
publiczne, bądź nawet partykularne. Te, w liczbie, jaka
 
ze zbioru wypadnie, ułożyć porządkiem, a każdego czynu
 
treść opisawszy, podać publiczności, z wezwaniem narodo-
 
wych wierszopisów, aby każdy wybrał jeden, lub więcej
 
z tych czynów i opisał go wierszem, na wzór pism za-
 
cnego kolegi Woronicza, lub nąkształt dumy Żółkiew-
 
skiego. Takie śpiewy napisane, powinny być przesiane
 
Zgromadzeniu. Które zostaną przyjęte, pójdą w poczet
 
drukować się mających. Które jeszcze Zgromadzenie uzna
 
za niedokładne, tych doskonalszego opisu będzie gazetą
 
wzywać krajowych wierszopisów.
 
 
str 379
 
ANNEXA.
 
 
  Gdy tak już całe główniejsze dzieje będziemy mieli
 
w śpiewach, należy do nich przy każdej pieśni dołączyć
 
muzykę i kopersztych. Tym sposobem, przedstawi-
 
libyśmy narodowe dzieła z całym ochwyceniem umysłów
 
nawet ojcom i matkom obojętnych.
 
  Ułożenie w tym sposobie, krótkie, bo może w 50 albo
 
w 100 śpiewach, dzieł narodowych, tem bardziej radzę, tem
 
usilniej wzywam Wydział do zajęcia się tą myślą, jakiby
 
wynalazł sposób do jej uiszczenia, im więcej, uważając
 
nasz nieszczęsny naród, widzę w jego upadku, że ta
 
płeć, która we wszystkich innych narodach
 
najwięcej czuje, zapala do cnót obywatel-
 
skich, która we wszystkich upadłych naro-
 
dach najdłużej zachowywała umysł naro-
 
dowy, że te matki, które najpierwej karmić
 
i kształcić będą ciało i duszę młodych dzieci,
 
tych ostatnich szczątków nadziei rodu na-
 
szego; — te, u nas, najmniej narodowego umy-
 
słu mają. Obojętne, myśleć nie umiejące, idą
 
gn uśnie zawlasnem samolubstwem, zawisłe
 
zupełnie, nie od rozwagi, ale całkiem — od zmy-
 
słów. Trzeba nam więc szukać sposobów,
 
jakby je ująć przez własną ich słabość, jakby
 
własnych ich zmysłów ochwycaniem napro-
 
wadzać je do tego, aby gadając, czytając,
 
śpiewając, grając, okazywały nieustannie
 
swoim dzieciom ich przodków  dzieje, aby
 
w swych zabawach nawet, były zawsze pol-
 
skich dzieci matkami, nie macochy.
 
  To jest trzecie dzieło, koło którego zatrudniać się
 
radzę Wydziałowi. Do muzyki i kopersztychów zrobienia
 
łatwiej, potem podam sposoby. Teraz tylko wzywam, aby
 
raczył wezwać, lub z obcych, lub z siebie, pewne osoby,
 
któreby wyborem takich główniejszych dzieł historyi za-
 
trudniły się i wydziałowi podały.
 
  Czwarte dziełko, również do ułożenia łatwe, a bar-str 380
 
ANNEXA.
 
 
dzo użyteczne jest następujące: Mamy już w literaturze
 
polskiej w każdym rodzaju i gatunku pisma i wiersze,
 
mamy liczne śpiewy, sielanki, eglogi, elegie, mamy epi-
 
gramata, satyry, bajki; mamy romanse, komedye i swoje
 
i tłumaczone, mamy tragedye, mamy poemata, bądź na-
 
rodowe, bądź obce, zgoła, nieznani rodzaju literatury, w któ-
 
rymbyśmy już nie mieli albo własnych plonów, albo ob-
 
eych tłumaczeń. Radzę przeto, aby się wydział chciał za-
 
trudnić wyszukaniem takich osób, któreby się zajęły uło-
 
żeniem, w dwóch lub trzech tomikach, dzieł
 
literatury polskiej.
 
  Wzorem służyć może Laharpe. Niech w tem dziele
 
każdego gatunku literatury znajduje się krótki opis i za-
 
raz w tym rodzaju przytoczony, umiejętnie robiony, wy-
 
bór z naszych pisarzów. Do pierwszego już znaj-
 
dzie piszący gotową materyą w Laharpe i w L'abbé Bateux.
 
Do robienia zaś wyboru z naszych pisarzów — trzeba
 
mu tylko czytania i dobrego gustu.
 
  Dzieło to, nietylko rozszerzyłoby w narodzie jaśniej-
 
sze wyobrażenie różnych gatunków literatury, ale nadto,
 
dałoby gust przywiązania do języka; ukazałoby jego pię-
 
kność, przyjemność, harmonią, moc; upowszechniłoby wię-
 
cej obeznanie się z wyborniejszemi pisarzami literatury
 
polskiej, wystawiałoby z nich te rzadsze, doskonalsze ich
 
płody, które dziś, w wielkiem mnóstwie, bez braku giną
 
i z czasem mogą zupełnie pójść w zapomnienie.
 
  Bezwątpienia, dzieło takie byłoby w Narodzie bardzo
 
przyjemne, niosłoby pisarzowi honor i użytek. Ja zaś, je-
 
dynie z jego pożytku, w celu naszym upatruję wielkie
 
skutki, w zachęceniu rodaków do swej literatury
 
i do swego języka.
 
  Nakoniec podaję i polecam uwadze Wydziału zbiór
 
i opis medalów na rodowych. To dzieło już mamy
 
dokończone i zapewne doskonale, bo je odbierzemy z ręki
 
najbieglejszego z współczesnych, Szanownego Prezesa. Przy-
 
 
str 381
 
 
ANNEXA.
 
 
łączam tylko jedne myśl: aby starać się, żeby  przynaj-
 
mniej znaczniejsze z tych medalów były sztychowane.
 
  Wzory ich znajdują się częścią u panów Potockich,
 
częścią u ks. Stanisława Poniatowskiego. Piątna medalów
 
polskich, będących w gabinecie Wiedeńskim, znajdują się
 
w Puławach.
 
  Reszta, którejby jeszcze brakło, mogłaby się znaleźć
 
w zbiorze medalów w Paryżu. Z nich dostać znamiona —
 
łatwą bym miał drogę, przez uczonego Denon.
 
  Niech więc Wydział uprosi Prezesa, aby raczył po-
 
dać liczbę tych medalów, któreby warte były sztychowa-
 
nia. Z takich podanych piątna, które znajdować się będą
 
w Puławach, lub u ks. Stan. Poniatowskiego, lub w domu
 
panów Potockich, podejmuje się dostawić Szanowny kolega
 
Stanisław Potocki. Nawet do poniesienia kosztu wyszty-
 
chowań tych medalów raczył się oświadczyć.
 
  Z tych więc wszystkich powodów wzywam współ-
 
kolegów Wydziału tego, aby raczyli niezawodnie liczniej
 
zbierać się na następne posiedzenia, aby raczyli zatrudnić
 
się obmyślaniem sposobów, jakby te wspomnione dzieła
 
narodowi wygotować.
 
Staszic.
 
 
VI.
 
 
Plan Wincentego hr. Krasińskiego z roku 1805
 
w przedmiocie ułożenia Dykcyonarza geogr.-historycznego.
 
(Z autografu).
 
 
  «Każde miasto, i wieś prawie, winny być opisane rzę
 
dem alfabetycznym, tym sposobem:
 
  Początek nazwiska.
 
  Imiona właścicieli.
 
  Godniejsze rzeczy do widzenia.
 
  Godniejsze czyny tam zdziałane.str 382
 
ANNEXA.
 
 
  Przypadki.
 
  Bitwy.
 
  Przebywanie wielkich ludzi.
 
  Nadgrobki.
 
  Słowem, co tylko może Polaka interesować we wła-
 
snym kraju.
 
  «Podając ten plan, ośmielam się ofiarować sto duka-
 
tów pensyi działaczowi. Od momentu, gdy pierwszy tom
 
poszedłby pod sąd Zgromadzenia, godnym nagrody sądzo-
 
nym będzie. Później, autor winien będzie pracę swą w pół
 
roku przesłać Towarzystwu, by te mogło być pewnym, iż
 
na wzór innych nie będzie zaczętym, by skończonym nie
 
było, by po pięknym prospekcie, to dzieło, prawie przed
 
urodzeniem, jeśli to być może, nie zniszczało».
 
Krasiński.
 
 
VII.
 
 
Organizacja Działu filozoficzno-matematycznego
 
według uchwały z 3 stycznia 1805.
 
 
I.
 
 
Cel i podział prac Działu.
 
 
  1. Celem wzmiankowanych Działów jest pracować
 
nad rozszerzeniem Nauk w języku ojczystym, nad oświe-
 
caniem współrodaków, nad ułatwianiem im środków do
 
nabycia tychże. Aby zaś praca takowa porządnie odby-
 
wać się mogła i wzmiankowanemu celowi zadosyć się,
 
stało, Dział niniejszy rozkłada się na trzy Poddziały, to
 
jest: Pierwszy, nauk fizycznych, drugi, nauk mate-
 
matycznych, trzeci — filozofii.
 
  2. Każdy z tych poddziałów mieć będzie swoje części,
 
czyli gałęzie, to zaś dla tego, iżby Członki, niekoniecznie
 
nad ogółem Nauki, lecz nad jedną w szczególności jej
 
cząstką, którą sobie wybiorą, pożytecznie pracować mogły.
 
 
str 383
 
ANNEXA.
 
 
 
  3. Co się tycze rozkładu Poddziałów:
 
      a) Poddział nauk fizycznych. Rozmaite
 
  kształty, pod któremi ciała, ich skutki i fenomena
 
  w Przyrodzeniu, wystawują się oczom naszym, dały
 
  początek różnym gatunkom i odnogom wiadomościów:
 
  te, w miarę postępu światła, rozmnażały się i nakształt
 
  bujnego drzewa w nowe rozrastały się galerie. Ogół
 
  takowych wiadomości daje nam trzy celniejsze, a to
 
  wielkie podziały, pod imieniem fizyki, chemii i histo-
 
  ryi naturalnej.
 
 
 
  Pierwszy dzieli się na fizykę    ciał stałych,
 
                                    ciał płynnych
 
                                        i ciekłych,
 
                                    nieba.
 
 
  Chimia podziela się na chimię    ciał kopalnych,
 
                                    ciał zwierzęcych,
 
                                    ciał roślinnych.
 
                           
 
Historya naturalna dzieli się na    roślinopismo,
 
                                    kopalniopismo,
 
                                    zwierzętopismo.
 
 
  Do podziału nauk fizycznych należy: nauka le-
 
karska, ze wszystkiemi swemi częściami, tudzież:
 
  Meteorologia,
 
  Kosmografia.
 
  b) Podział nauk matematycznych i fi-
 
zyczno-matematycznych obejmuje następu-
 
jące umiejętności:
 
  Arytmetykę,
 
  Algebrę,
 
  Geometryę elementarną,
 
  Wyższą matematykę,
 
  Mechaniczne, optyczne i astronomiczne umie-
 
jętności,
 
  Sztuki fizyczno-matematyczne.
 
  c) Do podziału filozofii należeć będą: fi-str 384
 
ANNEXA.
 
 
  lozofia spekulacyjna, filozofia moralna, edukacya, pra-
 
  wodawstwo i ekonomia polityczna.
 
  4. Każdy z członków przytomnych i nieprzytomnych
 
wezwany jest od Działu swego do obrania sobie którego-
 
kolwiek v. przedmiotów wymienionych i przyniesienia po
 
pewnym przeciągu czasu owocu prac swoich pod rozwagę
 
Działu, stosownie do § 1, p. 4 i § 11, p. 8 i 9.
 
 
§ II.
 
 
  Posiedzenia Działu i porządek w obradowaniu.
 
 
  1. Posiedzenia Działu zwyczajne będą dwa razy na
 
miesiąc, to jest dnia 12 i 24 każdego miesiąca, o godzinie
 
3 i 1/2 popołudniu, w miejscu, które Dział za najdogodniej-
 
sze uzna.
 
  2. Każde posiedzenie odbywać się będzie trybem wska-
 
zanym (w punktach 20, 21, 22 i 23 § III Ustaw Ogólnych)
 
z tą różnicą (punkt 20, lit. a), że przytomne na posiedze-
 
niach Członki imiona własną ręką zapisywać będą w Dzien-
 
niku, umyślnie na to przez sekret. Działu sporządzonym.
 
  3. Przed ogłoszeniem publicznego posiedzenia na dzia-
 
łowem, członki, które wygotują materye, aby były publi-
 
cznie czytanemi, one pierwej na miesiąc do Działu przy-
 
niosą i chęć swoją w tej mierze oświadczą.
 
  4. Również na kilka tygodni przed posiedzeniem pu-
 
blicznem, Członki ułożą, lub przyniosą na posiedzenie Działu,
 
zagadnienia, jakie do nadgrody przeznaczone być mają
 
(stos. do art. 25, lit. b, § III Ustaw).
 
  5. Na posiedzeniach zwyczajnych Dział rozstrząsać
 
będzie:
 
      a) Prace i pisma swych Członków, tudzież dzieła,
 
  które pod sąd jego przyniesione będą.
 
      b) Stosownie do § III punktu 26, lit. c, aby Dział
 
  był w stanie zasięgać wiadomości, jaki postępek czy-
 
  nią należące do niego nauki, tak w kraju, jako i za
 
  granicą, jakie w każdym rodzaju wychodzą najlep-
 
 
str 385
 
ANNEXA.
 
 
  sze dzieła, obmyśli na swych posiedzeniach sposoby
 
  opatrzenia się w też dzieła i pisma peryodyczne.
 
      c) Każdy Podział wybierze z grona swego je-
 
  dnę lub dwie osoby za korespondentów, do utrzymy-
 
  wania listownych związków z krajowemi i zagrani-
 
  cznemi.
 
      General Chlebowski obowiązuje się utrzymywać
 
korespondencye w Państwie Niemieckiem.
 
 
§ III.
 
 
Urzędnicy Działu i ich obowiązki
 
 
  1. Dział mieć będzie Prezesa i Sekretarza.
 
  2. Urząd Prezesa trwać będzie przez rok.
 
  3. Wybór Prezesa następować będzie kolejno z każ-
 
dego Poddziału.
 
  4. W przypadku słabości lub niebytności Prezesa,
 
urząd i obowiązki jego zastąpi najstarszy wiekiem.
 
  5. Obowiązki Prezesa Działu będą następujące:
 
      a) Prezydować i mieć pierwszeństwo w zaga-
 
  jeniu rzeczy.
 
      b) Rozwagę przychodzących materyj raz tylko
 
  do pierwszego posiedzenia odłożyć, dla dokładniej-
 
  szego roztrząśnienia.
 
      c) Odłożyć lub przyspieszyć posiedzenia zwy-
 
  czajne, zwołać nadzwyczajne.
 
      d) Zdać Towarzystwu sprawę przy końcu swego
 
  urzędowania z prac w ciągu roku dokonanych, lub
 
  przedsięwziętych tylko w jego Dziale.
 
      e) Przyjęte prace przez Członków swego Działu
 
  na ogólnem posiedzeniu Towarzystwa przedstawić
 
      f) O wygotowanych dziełach przez Członków
 
  działu swego Zgromadzeniu donosie.
 
      g) Równość kresek w przypadku rozwiązywać.
 
      h) We wszystkich rzeczach, wymagających dzia-
 
  łowego rozstrzaśnienia, we wszystkich potocznych wy-
 
 
25
 
TOWARZYSTWO WARSZAWSKIE.str 386
 
ANNEXA.
 
 
  darzeniach, tyczących się Działu, wyznaczać osoby
 
  do zdania sprawy.
 
  5. Obowiązki Sekretarza Działu w niczem się różnić
 
nie będą od obowiązków Sekretarza Towarzystwa (w § IV,
 
p. 29 zawartych).
 
  6. Wprzód, nim Biblioteka Towarzystwa założoną i bi-
 
bliotekarz ustanowionym będzie, książki Działowe pod bez-
 
pośrednim dozorem Prezesa zostawiać będą.
 
 
§ IV.
 
 
Rozwaga pism do Działu odesłanych.
 
 
  1. Dział w rozwadze powierzonego mu pisma postę-
 
pować będzie według opisu wyrażonego w § VI, punkt 51,
 
lit a, b, f i 52 pod lit. a i b.
 
  2. Dział daje swoje zdanie względem rozpraw, dla
 
których Towarzystwo nagrodę przyrzekło.
 
  3. Tudzież względem pism, któreby kosztem Towa-
 
rzystwa być drukowanemi były warte.
 
Organizacyę niniejszą pod sąd Działu oddają wyzna-
 
czeni do jej napisania:
 
  H. Krusiński.
 
  B. Szulecki.
 
 
  Działo się d. 12 lutego 1805. Na posiedzeniu Działów
 
fizycznego i matematycznego.
 
 
  Organizacya ta potwierdzoną została na sesyi d. 17
 
marca 1805 r.
 
 
Ludwik Osiński, sekretarz.
 
str 387
 
ANNEXA.
 
 
VIII.
 
 
29 lipca 1805 H. Stroynowski, rektor Uniw. Wileńskiego
 
do X. Bisk. Albertrandego.
 
 
  Jaśnie Wny Mości Dobrodzieju!
 
 
  Akademie i Towarzystwa uczonych ludzi, chwalebnym
 
zwyczajem, przez zadania publiczne do nagrody podawane,
 
nietylko skutecznie przykładają się do wydoskonalenia
 
umiejętności, lecz wezwaniem swojem, szlachetną pobudka,
 
częstokroć podają zdolnościom rzadkim sposobność do spró-
 
bowania ich sil i do oddania publicznemu użytkowi, co
 
szczególna praca, uwaga i postrzeżenia, każdego nauczyły.
 
Tym sposobem, często niepospolite talentu z zacisza głębo-
 
kiego do spólnej pracy dla powszechnego oświecenia wydo-
 
byte, wiekopomną pamiątkę w Rzplitej literackiej zostawiły.
 
  Imperatorski Uniw. Wileński temi uwagami powodo-
 
wany na publicznem posiedzeniu d. 28 czerwca 1805 r. zada-
 
nia do nagrody ogłosił, które, przesyłając Prezesowi Towarzy-
 
stwa Przyjaciół Nauk Warsz. składa ich dwa egzempla-
 
rze, w francuskim i polskim języku, w ręce JW. W. M. P.
 
Dobr. jako Prezydenta tego uczonego Towarzystwa. Co
 
w imieniu Uniwersytetu dopełniając, mam honor osobisty
 
mój szacunek dla osoby JW. WP. D. wyrazić i zostawać.
 
  Jaśnie W. W. M. Pana Dobr. Najniższym sługą.
 
H. Stroynowski, rektor Uniw. Wil.
 
  Dnia 29 lipca v. s. 1805.
 
Wilno.
 
 
IX.
 
 
S. Żychliński do Prezesa Towarzystwa Przyjaciół Nauk.
 
 
  Jaśnie Wielm. Mości Dobrodzieju!
 
 
  Mam honor JWP. Dobr. mojemu ofiarować tomik Ro-
 
czników Towarzystwa ekonomicznego, którego jestem cen-
 
 
25*str 388
 
ANNEXA.
 
 
zorem, z ufną prośbą, iżbyś mi raczył, względem czystości
 
i dosadności tłómaczenia polskiego, swoje zdanie szczerze
 
wyrazić.
 
  Na posiedzeniu naszem w Poznaniu, jednomyślne było
 
życzenie, dla dobra powszechnego, złączyć się i korespon-
 
dować z Towarzystwem Przyjaciół Nauk, mającem na
 
czele tak uczonego i wspaniale myślącego Prezesa. Pod-
 
chlebną sobie przeto czynię nadzieję, iż prośbę moją tem
 
chętniej uzupełnić zechcesz.
 
  Z prawdziwym upoważeniem, J. W. P. Dobrodzieja
 
najniższy sługa
 
S. Żychliński.
 
  z Charcie pod Sierakowem, 8 Augusta 1806.
 
 
X.
 
 
Tytuł dzieła Zygmunta Vogla.
 
1806.
 
 
ZBIOR WIDOKOW
 
 
  sławniejszych pamiątek narodowych
 
jako to:
 
zwalisk zamków, świątyń, nadgrobków, starożytnych bu-
 
dowli i miejsc pamiętnych w Polsce,
 
przez
 
Zygmunta Vogel,
 
Professora rysunku w Liceum J. K. Mci Warszawskiem,
 
Członka Zgromadzenia Przyjaciół Nauk.
 
Z natury rysowany,
 
a przez Jana Frey sztychowany.
 
Warszawskiemu Towarzystwu Przyjaciół Nauk
 
przypisany
 
 
w Warszawie 1806.
 
w Drukarni N. 646. przy Nowolipiu.
 
 
str 389
 
ANNEXA.
 
 
  Przedmowa:
 
 
  Wy! których zamiarem czyny i pamiątki Naddzia-
 
dów dochować potomności, którzy swoim duchem chcecie
 
ożywić Nauki i Sztuki; raczcie w tym względzie przyjąć
 
słabej pracy pierwiastki. Celem moim było stać się Współ-
 
Rodakom użytecznym, a tem samem, godnym poświęcenia
 
Dzieła mego tak Świetnemu i użytecznemu Zgromadzeniu.
 
Niech Imię Wasze, zdobiąc pierwszą Jego kartę, będzie
 
dla Niego nietylko podchlebną w oczach Potomności za-
 
letą, lecz w Waszych — cechą niezgasłego mego ku Wam
 
poszanowania.
 
Z. Vogel.
 
 
XI.
 
 
  List Winc. hr. Krasińskiego
 
do Towarzystwa Warszawskiego Przyjaciół Nauk.
 
 
  Prześwietne Towarzystwo!
 
 
  «Gdy ze zwalisk ojczyzny naszej, nad przywiązanie
 
do niej, nic nam się nie zostało, gdy pamięć jej sławy,
 
szczęścia i bytu, ledwie w sercach naszych ma miejsce,
 
mam sobie za powinność, Szanowni Współobywatele, pod-
 
dać Waszej gorliwości godny sposób uświetnienia dzieł
 
naddziadów naszych, wyrwania ich z niepamięci i drugi
 
raz nadania im bytu.
 
  Tym końcem ośmielam się złożyć na wasze ręce (war-
 
tość) medalu ważącego sto czerw. zł. dla tego, który naj-
 
lepiej napisze Dykcyonarz geogr -histor. wszystkich miast i wsiów
 
polskich, z opisaniem dawnych założycielów, późniejszych
 
właścicielów i teraźniejszych, godniejszych budów, znamie-
 
nitych miejsc, zdarzeń i wypadków, Polaków mieszkańców
 
sławniejszych, słowem, co tylko tych miejsc się tyczeć
 
może, z dodatkiem skróconych życiów slawniejszych mę-
 
żów, ojczystymi wawrzyny zaszczyconych.str 390
 
ANNEXA.
 
 
  Mamy xiąg wiele, które byłyby w stanie przedsta-
 
wienia potomności większych dzieł potomków Piasta, lab
 
Jagiełły, pola Grunwaldu lub Wrocławia. Lecz wiele miejsc
 
równie sławnych grubą ciemnoty zasłoną są przykryte.
 
Wieleż to czynów godnych Ludzi ginie, niedbałością mniej
 
godnych prawnuków zatraconych!
 
  Odkryjmy drogi słane bohatyrów czynami, okażmy
 
poświęcone miejsca krwią czystą przodków naszych, jak
 
granice działmi zdobyte, bronią zmuszone, a niegdyś cnotą
 
ustalone.
 
  Miejsca trupem nieprzyjaciół zasiane, a sławą naszą
 
napełnione, ścieżki, którędy posłanniki korony nam swe
 
u nóg składały, słowem, przedstawmy zdumiałym obywa-
 
telom naszym: razem Odry i Elby slupy, Prussy hołdu-
 
jące. Daruj Prześwietne Towarzystwo, iż może nadto sic
 
uniosłem Przywiązania to do własnej chwały przyczyna.
 
Ojców naszych ziemia jest mi ziemią świętą. Ich pamięć
 
podnosi mą duszę, nadzieja cieszy, iż kiedyś godniejsze
 
nas wnuki może szczęśliwszemi będą.
 
 
  Wrocław 19 czerwca 1804.              Krasiński.
 
 
  Gdy z za granicy wrócę, biorę na siebie, zebrać
 
wszystkie dawniejsze czyny, z datą każdego miesiąca,
 
na wzór wyszłych Ephemerides Politiques.
 
 
XII.
 
 
List księcia ministra Adama Czartoryskiego,
 
do Prezesa Towarzystwa Warszawskiego Przyjaciół Nauk.
 
25 lutego 1806 r., z Puław.
 
 
  Jaśnie Wielmożny Mości Dobrodzieju!
 
 
  Znajoma jest JW. Panu odpowiedź de Mr Villers na
 
zadane przez Instytut Narodowy Paryski zapytanie: jaki
 
 
str 391
 
ANNEXA.
 
 
wpływ miała do oświecenia i do nauk Refor-
 
macya, zaczęta w Europie przez Marcina Lu-
 
tra. Wiadomo Mu, jak wielo okazał niewiadomości Co do
 
rzeczy samej, gdy o skutkach jej w Polsce mówi, oraz,
 
z jaką nieprzystojnością wspomina Naród nasz. Światły,
 
gorliwy, wymowny współziomek Śniadecki odparł na go-
 
rącym razie ten impet, ze zwykłą swą trafnością, lecz
 
w niedostatku (jak sam mówi) znajdując się materyałów,
 
nie zdołał pismo swoje uczynić tyle i obfitym i dowodnym,
 
ile byłoby wyszło, bezwątpienia, gdyby liczniejsze był miał
 
pod ręką pomoce. Przystałoby jednak, zdaje mi się, zbić
 
z gruntu i dokładnie les assertions fausses et hasardées du
 
S. Villiers, sans enyayer cependant au comhut direct avec iuy.
 
Il nie semble meme, que ce serait une maniere de s'humilier
 
que- d'avoir l'air de supposer, que cette question n'a jamais été
 
traitée. Więc przyszło mi na myśl proponować, a raczej
 
obligować JWW. Pana (le demandant surtout de n'etre pas
 
nommé), abyś proponował i Towarzystwu naszemu: de pro-
 
poser un prix, auquel les Nationaux coneourremint eu luny ne po-
 
lonaise, les etranyers — en lanyue latine et française, a qui ferait
 
le meilleur écrit, l'écrit le mieux fourni de preuves en réponse
 
a la question:
 
  «Jaki był wpływ Reformacyi, (to jest zmiany Nauki
 
i karności kościelnej) przez Marcina Lutra wprowadzonej
 
do stanu politycznego w Polszczę i do postępku w niej
 
oświecenia narodowego?»
 
  Le prix serait de soixate ducats, które ja najchętniej
 
założę, (lecz o to najusilniej proszę, que je ne sois point nomme
 
dans la séance), que la proposition vienne de cotre part et que
 
tout se passe au nom de la Société. Gdyby to przyjętym było.
 
wtedy niktby lepiej od W Pana nie potrafił urządzić les for-
 
mes usitées ogłoszenia propozycyi, inserowania obwieszczenia
 
jej do Gazet literackich Jeneyskich, Francuskich et Ter-
 
min do odpowiedzi należałoby roczny naznaczyć, fes mé-
 
moires przysłać należy do sekretarza Twa od daty obwie-
 
szczenia.  Koszta korespondencyi i ogłoszenia  na  siebiestr 392
 
ANNEXA.
 
 
równie biorę. W oczekiwaniu łaskawej JW. Pana odpo-
 
wiedzi, mam honor z najszczególniejszym pisać się powa-
 
żaniem, JW. Pana Dobrodzieja najniższy sługa
 
A. X. Czartoryski.
 
 
XIII.
 
 
List Czackiego do Towarzystwa Przyjaciół Nauk.
 
31 stycznia 1802. Brusiłów.
 
 
  Prześwietne Zgromadzenie!
 
 
  Interesa i powinności urzędu oddaliły mnie od War-
 
szawy. Duch jednak Wasz, zacni mężowie, zawsze mnie
 
ożywia. Przejęty byłem radością, kiedy cala gubernia ki-
 
jowska z rozrzewnieniem oddawała hołd Waszej pracy,
 
a uczyniwszy składkę do stu tysięcy rubli, na wychowanie
 
publiczne, utrzymanie języka narodowego, dawanie nauk
 
w tymże samym języku, za jedyny warunek ofiary swojej
 
przepisała. Ten święty ogień równie wiele szczególnych
 
osób zajmuje. JMć Xiądz opat Fizykiewicz cały swój ma-
 
jątek zapisał na szkoły, pod tą kondycyą, aby nauki, po-
 
dług sposobu jak wy zacni mężowie przepiszecie, były
 
dawane. Przyłączam jego odezwę, którą, dla zachęcenia,
 
może każe Zgromadzenie w gazetach wydrukować.
 
  Oczekuje cały naród owocu Waszych trudów, a dla
 
mnie najmilej, że mogę być wspólnikiem Waszej sławy.
 
  Raczcie przyjąć zacni mężowie winne Wam uszano-
 
wanie, z którym na zawsze zostanę.
 
Tadeusz Gzacki,
 
Członek Zgrom. Przyjaciół Nauk.
 
 
str 393
 
ANNEXA.
 
 
XIV.
 
 
List Tadeusza Czackiego do Tow. Warsz. Przyj. Nauk.
 
 
  Prześwietne Towarzystwo!
 
 
  Otworzyłem Gymnazyum Wołyńskie w dniu 1/13 Octo-
 
bra. Oddałem świadectwo tej prawdzie, że po zgonie Ojczy-
 
zny Zgromadzenie nasze pierwsze przemówiło za potrzebą
 
zachowania mowy naddziadów i rozszerzenia umiejętności.
 
Te wielkie prawdy, które wspólny nasz Prezes w zaczy-
 
nającej posiedzenia mowie wyrzekł, ożywiły nasza gorli-
 
wość. Postawiliśmy świetna budowę dla Nauk. Zachowamy
 
też najmilsze pobratymstwa związki z Prześwietnem To-
 
warzystwem. Takie jest nasze życzenie, uroczyście wyra-
 
żone w mowie, którą mam honor przyłączyć. Podchlebiam
 
sobie, że z ukontentowaniem odbierać będzie Prześwietne
 
Zgromadzenie wiadomość o naszych uczonych pracach.
 
Poszlę niebawnie Programma i mowy, które teraz aą
 
w drukarni. Posyłać będę uwiadomienia, które mogą za-
 
służyć na uwagę uczonych mężów.
 
  Proszę  przyjąć  upewnienie o winneni poważeniu,
 
z którem mam honor zostawać
 
  Prześwietnego Towarzystwa najniższym sługa
 
Czacki,
 
N. 421.
 
Wizytator i Członek Zgrom. Warsz. Przyj. Nauk.
 
Poryck 1/13 Oct. 1805.
 
 
XV.
 
 
  Relacya delegatów Tow. Przyjaciół Nauk
 
o uroczystości otwarcia Gimnazyum Wołyńskiego.
 
 
  Do Prześwietnego
 
 
  Towarzystwa Warszawskiego Przyjaciół Nauk.
 
 
  Umocowani od Prześw. Towarzystwa byliśmy na uro-
 
czystości otwarcia Wołyńskiego Gimnazyum. Religijna, ob-str 394
 
ANNEXA.
 
 
rządkowa okazałość, zbiór liczny obywatelów, powszechna
 
radość, były cechą tego święta. Z woli Monarchy swego,
 
nasz kolega, Tadeusz Czacki, otwierał tę celniejszą w tych
 
stronach szkołę; a kiedy liczył świetne dla nauk i języka
 
ojczystego epoki, mówił z czułością o obowiązkach, jakie
 
kraj winien Prześwietnemu Towarzystwu i ponawiał upe-
 
wnienie tego braterstwa, które nauki zawierają, mimo od-
 
ległość i różność formy rządów i krajów. Oddal cześć tym
 
prawdom, które Szanowny nasz Prezes w otwierającej po-
 
siedzenia nasze mowie wyraził.  Przyłączona mowa na-
 
szego kolegi Chodkiewicza dopełniła obowiązek imieniem
 
naszego Towarzystwa, oddania części sprawcom rozsze-
 
rzania światła.
 
  Odnosi się Rząd Edukacyjny w tych Guberniach do
 
Prześw. Towarzystwa dla wznowienia miłego z naszem
 
Zgromadzeniem związku. Naszą jest powinnością donieść,
 
że uczeni jednego słowiańskiego rodu, wspólne mają obo-
 
wiązki wydoskonalenia wspólnej mowy, że przedzieleni
 
granicą bracia, co do nauk, jedne jeszcze składają ojczy-
 
znę. Przyjmij Szanowny Prezesie, przyjmijcie godni kole-
 
dzy uszanowanie, które Wam niżej podpisani, swoim, i skła-
 
dających otworzone wczoraj Wołyńskie Gynmazyum imie-
 
niem, odnoszą.
 
Ludwik Kropiński,
 
Alexander Chodkiewicz.
 
W Krzemieńcu.
 
2. Octobr. n. s. 1805.
 
 
XVI.
 
 
Mowa JW. Alexandra hr. Chodkiewicza
 
 
imieniem Zgromadzenia Warszawskiego Przyjaciół Nauk wygłoszona
 
13 października l805 przy otwarciu Wołyńskiego Gininazyum.
 
 
  «W dniu tym, który następnym pokoleniom — światło
 
i szczęście, największemu z Panujących — sławę godną
 
 
str 395
 
ANNEXA.
 
 
Imienia Alexandra, a troskliwości obywatelskiej — słuszną
 
wdzięczność zapowiada, miłą dla mnie jest powinnością
 
poświęcić te słów kilka, jeżeli nie dla wyrażenia wdzię-
 
czności, to przynajmniej uczucia.
 
  Po wszystkie wieki dzień takowy bywał dla uczonego
 
świata dniem powszechnej radości, po wszystkie czasy
 
Towarzystwa krajowe i obce, ciesząc się z niego, głosiły
 
sławę dobrych monarchów, z wdzięcznością wspominając
 
o tych, którzy, już to staraniem, już to własnym mają-
 
tkiem, przyczynili się do dobra oświecenia. Podobnem uczu-
 
ciem zajęte Towarzystwo Warszawskie Przyjaciół Nauk
 
włożyło na mnie drogi obowiązek, abym, jako Członek
 
i obywatel tej ziemi, złożył hołd wdzięczności najlepszemu
 
z Monarchów, przekonał potem obywatelów, JW. kuratora
 
i JW. Czackiego kolegów naszych, o tem głębokiem usza-
 
nowaniu, które czuje Towarzystwo nasze. Szczęśliwy na-
 
der jestem z takowego wyboru. Ta albowiem cześć głęboka
 
dla cnót Najjaśniejszego Imperatora, wspólna sercu wszyst-
 
kich Polaków, najgłębiej jest w mojem wyryta. Bo jakież
 
to jest szczęście po utracie swojej Ojczyzny widzieć, że
 
wtedy, kiedy niezwalczona Prawica Opatrzności wymazała
 
nas z rzędu mocarstw, potężna znowu ręka Alexandra
 
wpisuje nasz Naród w lik oświeconych Narodów!
 
  «Przezacni Obywatele! Wiecie zapewne, jak wiele dla
 
Was czuje Towarzystwo nasze. Chęć oświecenia — Jego za-
 
miarem. Z dzieł waszych bierzcie miarę szacunku naszego.
 
Cieszcie się wielkie dusze, żeście, trafnie do woli Alexan-
 
dra, wznieśli budowę Nauk i pamiątkę niezatartą chwały
 
Waszej.
 
  «Zacny Kolego! Ty, któryś nieustraszonym umysłem
 
wytrwał niejedne przesądów i zazdrości pociski i, spokojny
 
własnem przekonaniem, olbrzymią mocą wznosił tę Nauk
 
Świątynię, przyjm wyrazy wdzięczności od Towarzystwa
 
Naszego, przyjm je, jako nagrodę ukończonego dzieła. Mło-
 
dzież, która staraniem Twojem oświeconą zostanie, Imię
 
Twoje i prace niech do nieśmiertelności przesyła, a wielestr 396
 
ANNEXA.
 
 
razy ziemia nasza szczycić się będzie dobrym synem i do-
 
lnym Praw i Tronu obrońcą, tyle razy niech Naród, py-
 
szny z ich mienia, przypomni sobie Ciebie, któryś ich utwo-
 
rzył. Wy zaś nakoniec, uczeni Mężowie, wezwani dla roz-
 
szerzenia światła narodowego, pomnąc, że Nauki mają
 
wspólną ojczyznę, udzielajcie Towarzystwu naszemu swo-
 
ich dostrzeżeń, ażebyśmy tem godniej naszemu odpowie-
 
dzieli celowi, abyśmy za wspólnem staraniem moi;-li znowu
 
widzieć Koperników, Hewelich, Tomickich, Górnickich, Ko-
 
chanowskich i innych, którem i niegdyś Ziemia Ojców na-
 
szych świetniała!»
 
 
(Akta po Towarzystwie Warsz. Przyjaciół Nauk).
 
 
str 397
 
SPIS RZECZY.
 
 
Przedmowa  ................................................Str. 1
 
 
CZĘŚĆ PIERWSZA.
 
 
Rozdział I. Spuścizna po Komisyi edukacyjnej. Opinia o niej
 
  v. Klewitza. Pochwala królewska z r. 1794. Kierownicy
 
  oświaty w Prusach południowych. Minister Woellner.
 
  Otto hrabia Voss. Projektowane «naprawy». Von Hoym.
 
  Hommagium pruskie. Rozdawnictwo starostw. Afferzy-
 
  ści. Protest Zerboniego. Ślady spisku urzędniczego. Mi-
 
  nister Goldbeck. Pamflet v. Hclda. Nowe rządy v. Vossa.
 
  Korpus «towarcysów». System Pestalozzego. Pożyczki.
 
  Układy bajońskie. Ministrowie v. Schrötter, v. Massów
 
  i Karol v. Beyme........................................ Str 17
 
Rozdział II. Fundusz pojezuicki. Projekta Goldbecka. Protest
 
  Hoyma. Uniwersytet katolicki. Program edukacji wyż-
 
  szej. Büsching i jego Magazyn. Wydzielenie części fun-
 
  duszu edukacyjnego na uniwersytety pruskie. Badania
 
  źródłowe nad powstaniem owego funduszu. Szkoły pro-
 
  testanckie. Obliczenia Hoyma. Konsystorz ewangielicki
 
  w Poznaniu. Opinia Woellnera. Karyerowicz Regehly.
 
  Zasada «ausrotten» w odniesieniu do języka polskiego..... Str 26
 
Rozdział III. Projekta spekulacyjne profesora Reytemeyera. Ele-
 
  mentarze i gramatyki niemieckie. Minister Meierotto.
 
  Frankfurt nad Odrą środowiskiem propagandy niemczy-
 
  zny. Obrona szkolnictwa polskiego, Instrukcya królew-
 
  ska z roku 1797. Kierunek praktyczny wychowania. Hu-str 398
 
SPIS RZECZY.
 
 
  maniora. Zgon Fryderyka Wilhelma II. Rządy nowe jego            Str
 
  następcy. Sprawa wychowania, podjęta prze/ Fryderyka
 
  Wilhelma III. Sprawozdanie Vossa o szkolnictwie pol-
 
  skiem. Rozkład funduszu edukacyjnego. Projekt nowego
 
  uniwersytetu i Środki tamowania wyjazdów młodzieży
 
  do Krakowa.....................                                  32
 
Rozdział IV. Wizytacye ministoryalae szkół w Prusach Połu-
 
  dniowych. Maierotto i Goedicke. Ogólne ich uwagi i wnio-
 
  ski. Asysteneya Jerzego Samuela Bandtkiego. Nieznany
 
  szczegół z jego życia. Biografia Bandtkiego przez Sel-
 
  cia. Uwagi ogólne Bandtkiego nad sprawozdaniem wi-
 
  zytatorów. Zdziczenie kultury. Przestrogi uczonego i oby-
 
  watela ........................                                  39
 
Rozdział V. Memoryał Jerzego Samuela BandtkiegO. Charakter
 
  Polaków. Jego właściwości. Smutny przykład Sląska gór-
 
  nego. Warunki podniesienia kultury umysłowej w Pol-
 
  sce. Język potoczny. Skutki zaniedbania języka ojczy-
 
  stego. Konieczność założenia polskiego uniwersytetu i aka-
 
  demii umiejętności w Warszawie...........                        45
 
Rozdział VI. Wymiana poglądów miedzy ministrami v. Schröt-
 
  terem i v. Vossem z powodu memoryału Bandtkiego.
 
  Radykalizm Schroettera. Jedność językowa w państwie.
 
  Przykład Węgier i Tyrolu, w zestawieniu z Inflantami
 
  i Litwa piuska. Język zdobywców. Stan przejściowy.
 
  Imperatyw kategoryczny. Przepowiednie wpływu języka
 
  rosyjskiego na polski. Język i literatura polska w poję-
 
  ciu ministra pruskiego. Zadanie germanizacyi. Odpowiedź
 
  v. Vossa. Jego zastrzeżenia. Względy polityczne ....            50
 
Rozdział VII. Wybór metody nauczania młodzieży polskiej. Pe-
 
  stalozzi i Olivier. Misya księdza Jeziorowskiego do Hurg-
 
  dorfu. Lienhard und Gertrud. Nauka języków. Opinia
 
  ks. Jeziorowskiego. Relacya Vossa. Pestalozzi o zastoso-
 
  waniu swej metody do ludności polskiej. Wątpliwości
 
  Fryderyka Wilhelma III. Ponowny raport Vossa ....                56
 
Rozdział VIII. Sprawa wychowania klas uprzywilejowanych.
 
  Uniwersytety. Projekt Witowskiego. O założeniu wsze-
 
  chnicy w Piotrkowie. Środki pomocnicze do tego celu.
 
  Fundusze biskupie. Podatek obywatelski. Aspiracye pro-
 
  jektodawcy. Odpowiedź królewska. Wzmaganie sie niem-
 
  czyzny w szkolnictwie. Protest nauczycieli Polaków. In-
 
  teiwencya Vossa. Środki pojednawcze. Podanie Francuza
 
  de la Favorie. Oznaka lojalności............                    68
 
 
str 399
 
SPIS RZECZY.
 
 
                                                                  Str.
 
Rozdział IX. Zmiana kierunku germanizatorkiego W Prusach
 
  Południowych. Echa reformy szkolnictwa w Imperyum
 
  Rosyjskiem zaprowadzonej. Naśladownictwo liceum krze-
 
  mienieckiego. Liceum warszawskie. Siły nauczycielskie.
 
  Język wykładowy. Fforat. Zadowolenie ludności. Nauki
 
  przyrodnicze. Tytuły profesorskie Seminarya w Poznani-
 
  kiem. Stan funduszu edukacyjnego. Oświata i kultura
 
  niemiecka w końcu XVIII wieku. Żywioły postępowe.
 
  Wpływy Zachodnie. Epoka Sturm i Drang. Kewolucya
 
  francuska.....................                                  71
 
 
CZĘŚĆ DRUGA.
 
 
Rozdział X. Umysłowość polska na schyłku XVIII w. Wpływy
 
  zachodnie. Filozofia recentiorum. Ewolucya pojęć. Sejm
 
  czteroletni. Konserwatyści i postępowcy. Panowanie Sta-
 
  nisława Augusta. Zadania przyszłości. Literatura i język.
 
  Pseudoklasycyzm francuski. Kiełkowanie prądów now-
 
  szych  ........................                                  79
 
Rozdział XI. Siły badawcze i twórcze za czasów pruskich. Na-
 
  ruszewicz. Krasicki. Trembecki. Karpiński. Kniaźnin.
 
  Woronicz. Niemcewicz. Adam Czartoryski. Czacki. Feliń-
 
  ski. Staszic. Kołłątaj. Dmochowski. Albertrandy. Stani-
 
  sław, Ignacy i Jan Potoccy. Wybicki. Godebski. Molski.
 
  Koźmian. Tomaszewski. Zabłocki. Kropiński. Chodkie-
 
  wicz. Szymanowski. Dmuszewski. Przybylski. Osińscy.
 
  Matuszewic. Waga. Kwiatkowski. Siarczyński. Świecki.
 
  Bentkowski. Ossoliński. Szaniawscy. Kopczyński. Linde.
 
  Strojnowski. Poczobut. Bracia Śniadeccy........                  88
 
Rozdział XII. Ogniska akcyi ratunkowej. Koła towarzyskie.
 
  Francuszczyzna i świat stary. Znaczenie Puław. Salony
 
  warszawskie. Dom Sołtyków. Zebrania towarzyskie. Pani
 
  Sołtykowa......................                                  114
 
Rozdział XIII. Bałtyk inicyatorem Towarzystwa przyjaciół
 
  nauk. Warunek zasadniczy. Wynurzenia Albertrandego.
 
  1 listopada 1800 r. Pierwsi uczestnicy. Wybór Prezydu-
 
  jącego. Zaproszenia. Członkowie czynni i honorowi. Dy-
 
  gnitarze niemieccy. Pierwsza ustawa Towarzystwa...              122
 
Rozdział XIV. Zebranie dnia 16 listopada 1800. Mowa dzięk-
 
  czynna Albertrandego. Pierwsze zebranie publiczne
 
  w gmachu oo. Pijarów 23 listopada 1800. Mowa inaugu-
 
  racyjna prezydujacego................                            138str 400
 
SPIS RZECZY.
 
 
                                                                  Str.
 
Rozdział XV. Posiedzenie majowe 1801 roku. Ważne wypadki
 
  w Imperyum Rosyjskiem. Wstąpienie na tron cesarza
 
  Alexandra I. Obudzone nadzieje. Pierwsze reformy. Sto-
 
  sunek Cesarza z Czartoryskimi. Echa z Zachodu. Wrze-
 
  nie umysłów między młodzieżą. Obawy rządu pruskiego.
 
  Folgi germanizacyjne. Apostrofa Albertrandego do mło-
 
  dzieży. Sympatye «pobratyństwa» słowiańskiego. Pierw-
 
  sze tematy konkursowe. Nowe wybory Członków ...                148
 
Rozdział XVI. Posiedzenie prywatne. Ks. Pijar Osiński o wzro-
 
  ście nauk fizycznych. Towarzystwo przyjaciół nauk
 
  w opinii nieprzejednanych. Anonimowa broszura. Kajetan
 
  Hebdowski. Krytyka mowy Albertrandego. Uszczypliwe
 
  docinki. Aluzye do nowego rzeczy porządku. Apologia
 
  Stanisława Augusta  .................                          160
 
Rozdział XVII. Posiedzenie październikowe 1801 r. Odpowiedź
 
  AlbertrandegO na krytyko anonima. Echa z Litwy. Aka-
 
  demia wileńska. Nowy Pamiętnik warszawski. Mowa
 
  ks. Stroynowskiego. Ody na cześć Aleksandra I.....              170
 
 
CZĘŚĆ TRZECIA.
 
 
Rozdział XVIII Posiedzenie grudniowe 1801 r. Na cześć zmar-
 
  łego Krasickiego. Pochwała, Dmochowskiego. Odczyty
 
  Albertrandego, Czackiego i Sapiehy ........                    179
 
Rozdział XIX. Posiedzenie majowe 1802 r. Program prac To-
 
  warzystwa. Potrzeba opracowania historyi krajowej.
 
  Mowa Albertrandego.................                            186
 
Rozdział XX. Przedmioty dyskussyj członków na posiedzeniach
 
  prywatnych. Poczucie potrzeby łączności z literaturami
 
  innych narodów. Uwagi Albertrandego nad oświata ro-
 
  dzimą. Inne tematy narad..............                          191
 
Rozdział XXI. Cesarz Alexander I w Wilnie i w Grodnie. üro-
 
  czystości. Wiersz Karpińskiego. Wizyta królewsko-pru-
 
  skiej pary w Warszawie. Zmiana polityki. Horoskopy na
 
  przyszłość. Deputacya Członków Towarzystwa do króla.
 
  Memoryał. List opiekuńczy króla pruskiego z Poznania.
 
  Towarzystwo przyjaciół nauk zyskuje sankeye urzędowa.
 
  Czacki i Mokki w Toruniu i Frauenburgu. Szczątki po
 
  Koperniku.....................                                  203
 
Rozdział XXII. Reskrypt królewski daje nowy impuls pracom
 
  Towarzystwa. Zaprowadzenie dziennika posiedzeń. Nowe
 
  wybory członków. Minister Dzierżawin członkiem hono-
 
 
str 401
 
SPIS RZECZY.
 
                                                                  Str.
 
 
  rowym. Przemowa biskupa Kossakowskiemu. Rękopisy
 
  Krasickiego przestane do kamery warszawskiej do uży-
 
  tku Towarzystwa. Posiedzenie publiczne listopadowe
 
  1802 r. Zapal obudzony przez rozprawę Śniadeckiego
 
  o Koperniku. List Czackiego. Rozprawa Śniadeckiego
 
  o systematach filozoficznych. Projekty książek elemen-
 
  tarnych. Terminologia naukowa. Zapowiedź słownika ję-
 
  zyka polskiego Lindego. Uwagi nad etymologią polską.
 
  Prace Członków  ...................                            211
 
Rozdział XXIII. Intelligenzblatt Jenajski o literaturze polskiej.
 
  Relacya o nim w Nowym pamiętniku. Sympatyczne ar-
 
  tykuły Pamiętnika o Cesarzu Aleksandrze I. Ukaz o re-
 
  formie szkolnictwa w Imperyum Rosyjskiem i jego echa
 
  w prasie polskiej. Dwaj stypendyści cesarscy pozostawieni
 
  wyborowi Czackiego, a przez niego przekazani Towarzy-
 
  stwu. Fundusze Towarzystwa. Starania Staszica o pozy-
 
  skanie dyplomu królewskiego. Wybór Niemcewicza na
 
  członka i jego podziękowanie. Tytuł «zacny kolego»!
 
  Projekta medalu konkursowego. Dmochowski. Kopczyń-
 
  ski. Matematyk Gorzkowski. Projekt życiorysu Heweliu-
 
  sza. Dyskusye na posiedzeniach Towarzystwa. Osiński.
 
  Elsner i jego dar. Potrzeba wyborów ściślejszych. Okre-
 
  ślenie zasług literackich. Tematy konkursowe. Dzieje li-
 
  teratury polskiej. Dykcyonarz sławnych Polaków. Pa-
 
  szkwile cudzoziemców. Jan Amor hr. Tarnowski ....                220
 
Rozdział XXIV. Posiedzenie publiczne majowe 1803 r. Zagajenie
 
  Albertrandego. Pochwała Zaborowskiego. Krusiński o do-
 
  strzeżeniach meteorologicznych. Stan. Potocki o sztuce
 
  o dawnych. Woronicz o pieśniach narodowych. Szaniaw-
 
  ski o systemie chrystyanizmu. Tematy konkursowe. Cza-
 
  cki w sprawie dyplomu królewskiego. Projekty rozpraw
 
  z nauk przyrodzonych i matematycznych. Comités. Śnia-
 
  decki w Warszawie. Jego protest przeciw wadliwościom
 
  przekładu rozprawy o Koperniku. Odezwa uniwersytetu
 
  wileńskiego. Roczniki Towarzystwa. Wiadomości z Wie-
 
  dnia o pracach Ossolińskiego. Prace przygotowawcze do
 
  słownika Lindego. Rady w przedmiocie prenumeraty
 
  tego dzieła. Kandydaci na członków. Prawa członków
 
  przybranych. Chodkiewicz. Gliszczyński. Dzieduszycki.
 
  Projekt założenia Ateneum ......                                237
 
Rozdział XXV. Posiedzenie publiczne grudniowe 1803 r. Ukoń-
 
  czenie słownika Lindego. Albertrandi o tej pomnikowej
 
 
26
 
TOWARZYSTWO WARSZAWSKIEstr 402
 
SPIS RZECZY.
 
 
                                                                Str.
 
  pracy. Zapowiedź prac braci Śniadeckich. Kossakowski
 
  o literaturze czeskiej. Sympatye słowiańskie. Sprawa dy-
 
  plomu. Wiadomości z Berlina. Zawiązek Biblioteki. Dar
 
  Aleksandra ks. Sapiehy. Kłopoty ustalenia siedziby To-
 
  warzystwa ......................                              249
 
Rozdział XXVI List Aleksandra Potockiego. Dyplomatyczne
 
  wybiegi pruskie. Rozczarowanie. Konkurs Kossakow-
 
  skiego. Zapowiedź pieśnioksiagu Woronicza. Rękopis
 
  Wielhorskiego. List Jędrzeja Śniadeckiego o teoryi je-
 
  stw organicznych. Reforma ustawy Towarzystwa. Linde
 
  na posiedzeniu lutowem 1804. Jego krytyka stylu ustaw.
 
  Projekta Potockiego. Organizacya wewnętrzna. O płodo-
 
  zmianie. Projekta Lindego co do miejsca posiedzeń To-
 
  warzystwa. Biblioteka Załuskich. Pałac Saski.....            254
 
Rozdział XXVII. Prasa warszawska w roku 1804, wobec prze-
 
  wrotu dziejowego we Francyi. Cesarstwo Napoleońskie.
 
  Indyferentyzm Towarzystwa. Wiadomości z Krzemieńca.
 
  Rozprawa o bursztynie. Staszic o rozprawie Potockiego
 
  o rolnictwie. Artysta berliński Loos. Utwory Bykowskiego.
 
  Zastrzeżenie Staszica. Linde otrzymuje zapomogę na sło-
 
  wnik od Aleksandra I. List króla pruskiego do Lindego.
 
  Wiersz Felińskiego na cześć Czackiego. Posiedzenie ma-
 
  jowe 1804. r. Prace nad reforma ustawy. List Wincen-
 
  tego hr. Krasińskiego. Jego projekt Dykcyonarza histo-
 
  rycznego. Oszczerstwa pisarzy francuskich o Polsce. List
 
  hr. Bathyaniego o historyi Warszawy. Generał Chle-
 
  bowski w sprawie dyplomu. Nowe wybory członków
 
  w roku 1804 ...................................              262
 
 
CZĘŚĆ CZWARTA.
 
 
Rozdział XXVIII. List króla pruskiego do Albertrandego. Upra-
 
  wnienie bytu Towarzystwa. Generał Chlebowski. Patenta
 
  dla członków. Działy Towarzystwa: matematyczny, filo-
 
  zoficzny i literacki. Absenteiści. Rygory przeciw nim.
 
  Prof. Kaulfuss o duchu jeżyka polskiego. Ponowny wy-
 
  bór Albertrandego. List Al. Chodkiewicza. Prenumerata
 
  pism. Stan funduszów Towarzystwa. Temat konkursowy
 
  anonyma o reformie Lutra. Zapowiedź przyjazdu Czac-
 
  kiego do Warszawy. Przygotowania do wyborów. Opinie
 
  o nowych kandydatach. Przyjazd Czackiego do War-
 
  szawy. Jego nowe prace. Wybory. Dykcyonarz history-
 
  czny projektu hr. Krasińskiego............                    275
 
 
Str 403
 
SPIS RZECZY.
 
 
                                                                Str.
 
Rozdział XXIX. Ofiarność ks. Staszica. Domy na Kanoniach.
 
  Kapitała warszawska. Trudności prawne. Zastrzeżenia
 
  Landrechtu pruskiego. Kamera pruska. Odezwa Alber-
 
  trandego do hr. v. Vossa. Odpowiedź Kamery. Memoryał
 
  kapituły warszawskiej, podany królowi. Rozpoczęcie od-
 
  budowy ruin na Kanonii dla gmachu Towarzystwa przy-
 
  jaciół nauk.....................                              284
 
Rozdział XXX Przedświt lepszych czasów. Alexander I w Pu-
 
  ławach. Echa z Ameryki. Nadzieje powitania Cesarza
 
  w Warszawie. Książe Józef. Horyzont zaciemnia sie.
 
  Alians Rosyi z Prusami. Spotkanie Poczdamskie. Prze-
 
  marsz wojsk rosyjskich przez Warszawę. Wezwanie de-
 
  legatów Towarzystwa do Krzemieńca na otwarcie gimna-
 
  zyum. Rywalizacya pruska. Przybycie Klevitza i Vossa
 
  do Warszawy. Liceum warszawskie. Festyny. Śmierć
 
  Prezesa Kamery v. Meyera. Kwestya pochwał członków
 
  honorowych. Vogel i Elsner. Ofiarność Winc. hr. Kra-
 
  sińskiego. Relacye z Krzemienieckich uroczystości. Listy
 
  królewskie. Nowi kandydaci. List rektora Stroynowskiego
 
  z Wilna......................                                293
 
Rozdział XXXI. Echa wojenne. Austerlitzki pogrom. Napoleon
 
  w stolicy Austryi. Oportunizm Towarzystwa. Hymn Wo-
 
  ronicza usunięty z programu publicznego posiedzenia.
 
  Powrót cesarza Alexandra do Rosyi. Pamiątka dla Pu-
 
  ław. Posiedzenie grudniowe 1805 r. Zapowiedź prac nad
 
  historyą i geografią Polski. Odczyt Staszica o Ziemio-
 
  rodztwie i jego zakończenie..............                    300
 
Rozdział XXXII. Reforma w wygłaszaniu mów publicznych.
 
  Lokacje funduszów. Projekt Lipińskiego o krytyce lite-
 
  rackiej. Dyskusye nad tym projektem. Tematy konkur-
 
  sowe. Nowi kandydaci. Uwieńczenie rozprawy Lorneta
 
  o zarazie morowej. Nowe reformy w sądzeniu rozpraw
 
  konkursowych...........                                      308
 
Rozdział XXXIII. Napoleon u szczytu potęgi. Upadek cesar-
 
  stwa rzymskiego. Rheinbund. Wojna z Prusami. Prokla-
 
  macya pruska. Zmiana polityki w Prusiech południo-
 
  wych. Rokowania z kamerą. Plenipotenci Towarzystwa.
 
  Uczczenie ofiarności Staszica. Jego oświadczenie. Sala
 
  przyszłych posiedzeń. Walhalla. Pogrom pruski pod
 
  Auerstädtem i Jena. Cesarz Alexander spieszy na po-
 
  moc aliantowi. Kwietyzm Towarzystwa. Jego prace.
 
  Odezwa ks. Kopczyńskiego. Nadspodziewane plakaty pru-str 404
 
SPIS RZECZY.
 
 
                                                                Str.
 
  skie w Warszawie. Francuzi w Polsce. Publicandum kró-
 
  lewskie. Pod Pułtuskiem. Pożegnanie Kohlera z War-
 
  szawianami. Ranni Kozacy przeprawieni na Pragę. Osta-
 
  tni akt rządu pruskiego, zatwierdzający układ z Kapituła.
 
  Wiadomość z Berlina. Cesarz Napoleon i deputacya pol-
 
  ska. W Poznaniu. Książe Murat w Warszawie. Delegaci
 
  Towarzystwa. Zapowiedź Staszica, iż posiedzenia Towa-
 
  rzystwa odbywać się nadal będą w gmachu własnym
 
  na Kanoniach....................                              315
 
Przypiski    .........................                          327
 
Annexa. I. Ustawa pierwotna Towarzystwa Warszawskiego Przy-
 
  jaciół nauk.....................                              341
 
      II. Odezwa Towarzystwa Przyjaciół Nauk z r. 1802
 
  do Samaela Bogumiła Lindego, w sprawie Słownika ję-
 
  zyka polskiego....................                            353
 
      III. Myśli Michała Potulickiego z roku 1802, w spra-
 
  wie ułożenia dzieła elementarnego hist. naturalnej ....      357
 
      IV. Myśli ks. Albertrandego z roku 1805, o sposobach
 
  wydoskonalenia i zbogacenia ojczystego języka  ....          365
 
      V. Myśli ks. Staszica z r. 1805 o książkach najpoży-
 
  teczniejszych .....................                          375
 
      VI. Plan Wincentego nr. Krasińskiego w przedmio-
 
  cie dykcyonarza geograf.-dziejopisarskiego.......            381
 
    VII. Organizacya Działu filozoficzno-matematycznego
 
  Według uchwały z 3 stycznia 1805  .........                  382
 
    VIII. 29 lipca 1805 H. Stroynowski, rektor Uniw. Wi-
 
  leńskiego do X Bisk. Albertrandego.........                  387
 
  IX. S. Zychliński do Prezesa Towarzystwa Przyj. Nauk          387
 
    X. Tytuł dzieła Zygmunta Vogla z roku 1806 .....            388
 
  XI. List Winc. hr. Krasińskiego do Towarzystwra War-
 
  szawskiego Przyjaciół Nauk..............                      389
 
  XII. List księcia ministra Adama Czartoryskiego do
 
  Prezesa Towarzystwa Warszawskiego Przyjaciół Nauk .....      390
 
XIII. List Czackiego do Tow. Przyjaciół Nauk ....              392
 
  XIV. List Tadeusza Czackiego do Tow. Warsz. Przy-
 
  jaciół Nauk  ....................                            393
 
  XV. Relacya delegatów Tow. Przyj. Nauk o uroczy-
 
  stości otwarcia Gimnazyum Wołyńskiego.......                  393
 
  XVI. Mowa JW. Alexandra hr. Chodkiewicza ....                  394
 
 
str 405
 
RYCINY.
 
 
1. Przy tytule: Gmachy oo. Pijarów, pierwsza siedziba Towarz-
 
    stwa Przyj Nauk w 1800.                                Str.
 
2. Wilhelm Antoni v. Klevitz ...............................18
 
3. Jan Krzysztof Woellner  ................................19
 
4. Otto Karol Fryderyk v. Vos:..............................20
 
5. Karol Jerzy G. H. v. Hoym................................21
 
6. Henryk Juliusz v. Goldbeck...............................22
 
7. Eberhard Juliusz v. Massów...............................23
 
8. C. F. Beyme..............................................24
 
9. Pałac generała A. O. Igelströma..........................33
 
10. Henryk Ludwik Maierotto..................................34
 
11. Fryderyk Goedicke  . . .................................40
 
12. Jerzy Samuel Bandtkie . .................................41
 
13. Jan Henryk Pestalozzi . .................................57
 
14. Kamera Prus Południowych.................................65
 
15. Ks. Adam Naruszewicz . ..................................84
 
16. Ks. Ignacy Krasicki . . .................................85
 
17. Stanisław Trembecki . . .................................86
 
18. Franciszek Karpiński . .  ...............................87
 
19. Dyonizy Kniaźnin ........................................87
 
20. Ks. Woronicz.............................................87
 
21. Julian Ursyn Niemcewicz..................................88
 
22. Książę Adam Czartoryski. gen. z. p. .....................89
 
23. Tadeusz Czacki...........................................90
 
24. Ks. Stanisław Staszic  . ...............................91
 
25. Ks. Hugo Kołłątaj .......................................92
 
26. Franciszek Dmochowski....................................93
 
 
str 406
 
RYCINY.
 
 
                                                          Str.
 
27. Ignacy hr. Potocki......................................93
 
28. Ks. Jan Albertrandi.....................................94
 
29. Stanisław hr. Potocki...................................95
 
30. Jan hr. Potocki................................... .....96
 
31. Józef Wybicki...........................................96
 
32. Pałac w Puławach.................................. .....97
 
33. Marcin Molski...........................................98
 
34. Dyzma Bończa Tomaszewski................................98
 
35. Franciszek Zabłocki.....................................99
 
36. Ludwik Kropiński................................. ......99
 
37. Alexander hr. Chodkiewicz..............................100
 
38. Józef Szymanowski..................................... 101
 
39. Ignacy Tański......................................... 101
 
40. Jacek Idzi Przybylski..................................102
 
41. Ludwik Osiński.........................................102
 
42. Tadeusz Matuszewic.....................................103
 
43. Alexander ks. Sapieha..................................104
 
44. Józef Max. hr. Ossoliński..............................105
 
45. Józef Kalasanty Szaniawski.............................106
 
46. Xawery Szaniawski..................................... 106
 
47. Ks. Onufry Kopczyński................................. 107
 
48. Samuel Bogumił Linde...................................108
 
49. Ks. Hieronim Stroynowski...............................108
 
50. Ks. Stanisław Jundziłł.................................109
 
51. Jan Sniadecki......................................... 110
 
52. Jędrzej Sniadecki......................................111
 
53. Świątynia Sybilli w Puławach...........................115
 
54. Stanisław Sołtyk . ....................................117
 
55. Anna z Sapiehów Sołtykowa..............................119
 
56. Stanisław Grabowski....................................124
 
57. Ludwik hr. Gutakowski..................................125
 
58. Tadeusz hr. Mostowski..................................126
 
59. Joachim Litawor Chreptowicz......... ..................127
 
60. Brama Nowomiejska................... ..................129
 
61. Dom Albertrandego, na Kanoniach .... ..................139
 
62. Gmach oo. Pijarów na ul. Miodowej..................... 140
 
63. Cesarz Alexander I w r. 1801...........................161
 
64. Koszary Gwardyi koronnej.............................. 161
 
65. Teatr na wyspie w Łazienkach......................... .193
 
66. Wilno w początkach wieku bież..........................204
 
67. Król Fryderyk Wilhelm III............................. 205
 
68. Królowa Luiza Pruska.................................. 207
 
69. Adam Jerzy ks. Czartoryski............................ 212
 
 
str 407
 
RYCINY.
 
 
                                                          Str.
 
70. Ks. Józef Jakubowski...................................213
 
71. Gabryel Dzierżawili....................................214
 
72. Ludwik hr. Plater......................................215
 
73. Józef Dobrowski........................................218
 
74. Gloriette w ogrodzie Saskim............................225
 
75. Jan Amor hr. Tarnowski.................................235
 
76. Dr Walenty Gagatkiewicz................................240
 
77. Dr Michał Bergonzoni...................................241
 
78. Biskup Caspar Cieci szewski............................242
 
79. Ks. Franciszek Siarczyński......... .................  245
 
80. Felix hr. Łubieński....................................246
 
81. Ks. Marcin Odlanicki Poczobut..........................252
 
82. Michał Wyszkowski......................................255
 
83. Dr Leopold Lafontaine..................................256
 
84. Kościół XX. Misyonarzy.................................257
 
85. Dr Jerzy Christian Arnold..............................260
 
86. Alexander hr. Potocki    ..............................264
 
87. Wincenty hr. Krasiński.................................268
 
88. Pastor Karol Diehl.....................................270
 
89. Wawrzyniec hr. Engeström...............................271
 
90. Antoni Magier, metereolog..............................281
 
91. Na Kanoniach  ........................................285
 
92. Nowy Gmach Towarzystwa.................................287
 
93. Kościół w Puławach w początkach wieku bież.............289
 
94. Ks. Kajetan Kamieński..................................295
 
95. Józef Elsner...........................................297
 
96. Józef Lipiński.........................................298
 
97. Michał Walicki.........................................309
 
98. Jan Pomian Kruszyński..................................310
 
99. Bacciarelli............................................311
 
100. Zygmunt Vogel.........................................312
 
101. Seweryn hr. Potocki...................................313
 
102. Joachim ks. Murat w r. 1806...........................319
 
103. Jerzy Ludwik Egidz v. Köhler......................... 320
 
104. Wejście Francuzów do Warszawy 28 listopada 1806 r. .. 324
 
105. Fryderyk Graf v. Schulenburg Kehnert..................332str 408
 
Omyłki dostrzeżone.
 
 
Str. 5, wiersz 3 od dołu zamiast: piękno,  ma być: piętno
 
» 35,    »    12 od góry    »    Gelehreschulen  »  Gelehrteschulen
 
»106, zamiast podpisu: Ksawery              ma być: Józef Kalasanty
 
» 106,  »    »        Józef Kalasanty      ma być: Xawery
 
» 161, w podpisie ryciny: Gwardyi konnej    ma być: Gwardyi koronnej
 
»163, wiersz  4 od góry zamiast litery: W, ma być: małe w
 
» 270,  «    2      »    »jednanie            » wyjednanie
 
» 241, portret Bergonzoniego z ostatnich lat życia tego męża, po-
 
      dam w następnym tomie, według oryginału Warszawskiego
 
      Towarzystwa Dobroczynności.
 
» 275, wiersz  5 tekstu zamiast: Albetandego ma być: Albertrandego
 
» 294,  »    12 od dołu    »      Hangwitza    » Haugwitza
 
» 329,  »    22      »    »      russisches    » russischer
 
» 329,  »    14      »    » des                » rfer
 
» 329,  »    8      »    » zu gleich          » zugleich
 
» 329,  »    3      »    » kaum                » kann
 
» 329,  »    3      »    » sei                » sewte
 
» 330,  »    20 od góry    » überzeigt          » überzeugt
 
» 330,  »    17 od dołu    » sorgfältig          » sorgfältig
 
 
W annexach: (Nr XI.) List Winc. hr. Krasińskiego z r. 1804. winien
 
  poprzedzać Plan Jego, (Nr -VI.) w sprawie dykcyonarza histo-
 
  ryczno-geogralicznego skreślony.str 410
 
TEGOŻ AUTORA:
 
 
Barbara Brezianka.
 
Bourboni na wygnaniu w Mitawie i Warszawie.
 
Czary na dworze Batorego.
 
Drobiazgi historyczne (Serya I).
 
Drobiazgi historyczno (Serya II).
 
Dzieje Krzysztofa Arciszewskiego (Tom I i II).
 
Historya żydów w Polsce (Tom I i II).
 
Olbracht Łaski, wojewoda Sieradzki (Tom 1 i II).
 
Odwieczny spór o granice Olkusza.
 
Pamiętniki kawalera de Beaujou (przekl.).
 
Palestra staropolska.
 
Samozwaniec Jan Faustyn Luba.
 
Siedmiolecie Szkoły Głównej.
 
Sprawa Zygmunta Unraga (Tom I i II).
 
Syn pułkownika Berka.
 
Uwagi nad historya prawa (Rozprawa konkursowa).
 
Wędrówki Tomasza Wolskiego.
 
Zatarg Łukasza Konopki z miastem Toruniem.
 
Nowe epizody z życia Paska.
 
Tragikomedya kurlandzka (1726).
 
Widzenie IMci Kacpra Bojanowskiogo.
 
Lament Hrehorogo Oscika (1583).
 
Z pamiętnika chorążyca Owruckiego.
 
Pamiętnik Wróblewskiego.
 
Sejmiki polskie w Kazaniu (1056).
 
Konfederaci barscy (1755).
 
Stefan Batory w sprawie Niderlandów.
 
Edykt Stefana Batorego.
 
Łazarz Carnot jako wygnaniec w Warszawie.
 
Historya o Janie księciu Finlandzkim (Bibl. pis. pols.).
 
Relacya rezydenta polskiego.
 
Frank i Frankiści polscy (Tom I i II).
 
Kartki historyczne i literackie.
 
Z dziejów Warszawy.
 
Z kartek pamiętnika rękopiśmiennego (1824—1826).
 
Z Pamiętnika Romana.
 
Ze wspomnień osobistych o Adolfie Pawińskim.
 
Klejnoty skarbca koronnego.
 
Ofiara terroryzmu (ks. Lubomirska, 1788).
 
Bonneau (1793).
 
Książe, Repnin i Polska (Tom I i II).
 
Memoryał paryski o Polsce (1574 r.).
 
Nieznane listy Kościuszki w sprawie legionów (1793).
 
Dawni- Pałace Warszawskie.
 
Zabytki Warszawskie.
 
Albert Sarmata.
 
Katastrofa Kargowska (1793).
 
Miączyński i Dumouriez (1769—1793).�
 

Aktualna wersja na dzień 09:08, 21 wrz 2022