TPN czasy pruskie: Różnice pomiędzy wersjami

Z MediWiki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
(UWAGA! Usunięcie treści (strona pozostała pusta)!)
Znacznik: Usunięcie całej zawartości strony
 
(Nie pokazano 8 pośrednich wersji utworzonych przez tego samego użytkownika)
Linia 1: Linia 1:
[https://polona.pl/item/towarzystwo-warszawskie-przyjaciol-nauk-1800-1832-monografia-historyczna-osnuta-na,NDIzMDYw/5/#info:metadata źródło POLONA]
 
  
{| cellspacing="2"
 
|width=100|
 
 
|width=900|
 
TOWARZYSTWO WARSZAWSKIE PRZYJACIÓŁ NAUK 18OO—1832.
 
 
MONOGRAFIA HISTORYCZNA OSNUTA NA ŹRÓDŁACH ARCHIWALNYCH PRZEZ
 
 
'''Aleksandra Kraushaza'''
 
 
MECENASA,
 
CZŁONKA B. TOWARZYSTWA HISTORYCZNO–LITERACKIEGO W PARYŻU'
 
TOWARZYSTWA POZNAŃSKIEGO PRZYJACIÓŁ NAUK, KOMISYI
 
HIST0RY'CZNEJ AKADEMII UMIEJĘTNOŚCI W KRAKOWIE
 
 
W PIECSETLETNIĄ ROCZNICĘ
 
ODNOWIENIA WSZECHNICY KRAKOWSKIEJ
 
1400—1900.
 
 
W STULETNIĄ ROCZNICĘ
 
UTWORZENIA B. TOW. WARSZAWSKIEGO PRZYJACIÓŁ NAUK
 
1800—1832.
 
|}
 
{| cellspacing="3"
 
|width=200|
 
 
|width=700|
 
KSIĘGA I.
 
 
'''CZASY PRUSKIE 1800—1807.'''
 
 
KRAKÓW, WARSZAWA 1900
 
 
''Dozwolenie zawiązania się Towarzystwa Przyjaciół
 
Nauk w Warszawie mogło zadziwić nie jednego;
 
gdyż trudno było pogodzić z dążnością ogólną
 
zagładzenia śladów narodowości, powstanie
 
Towarzystwa narodowego, które, ocalenie i dalsze
 
kształcenie języka, tudzież zachowanie dziejów
 
narodowych, za główny cel usiłowań swoich obrało.''
 
'''Fryderyk hr. Skarbek.'''
 
|width=100|
 
|}
 
 
==PRZEDMOWA==
 
 
Należało się już od dawna wspomnienie obszerniejsze b. Towarzystwu
 
warszawskiemu przyjaciół nauk, którego działalność, rozpoczęta przed
 
stu laty, w roku 1800, a zamknięta ostatecznie w roku 1832, podlegając
 
w ciągu owego trzydziestolecia stopniowym zmianom ku lepszemu,
 
wytworzyła instytucyę pamiętną w dziejach umysłowości swojskiej,
 
wysoce dodatniego wpływu na kulturalny rozwój społeczeństwa
 
rodzimego.
 
 
Ślady owej działalności, utrwalone w zbiorze Roczników
 
Towarzystwa (1802 — 1830), uwydatnione są w szeregu rozpraw,
 
wygłoszonych na posiedzeniach publicznych Towarzystwa, oraz w
 
sprawozdaniach, składanych członkom naukowego grona przez jego
 
prezydujących: Albertrandego (1800—1808), Staszica (1807—1826) i
 
Niemcewicza (1826—1832).
 
 
Są one obrazem rezultatów zewnętrznych prac Towarzystwa,
 
przeważnie poświęconych literaturze i historyi ojczystej, oraz
 
umiejętnościom ścisłym i stosowanym; lecz nie wyjaśniają
 
najcharakterystyczniejszej, bodaj że najważniejszej, strony
 
wewnętrznego życia grona mężów przodowniczych w narodzie,
 
którzy, rozpocząwszy działalność za rządów pruskich, w
 
najtrudniejszych warunkach politycznego bytu kraju, stopniowo
 
zyskiwali dla
 
instytucyi swej, zrazu jedynie tolerowanej, coraz silniejszy
 
grunt i zdobyli wreszcie dla niej prawo do bytu, mocą
 
uroczystych sankcyj monarszych. O pojedynczych momentach rozwoju Towarzystwa, zachowały się odorwane i pobieżne wzmianki w Pamiętnikach Skarbka (Poznań,
 
1878), we Wspomnieniach P. Sal. Dmochowskiego
 
(1858) i Kajetana Koźmiana (1865), we Wspomnieniach Wielisława
 
(Skrodzkiego) drukowanych w Bluszczu (1878).
 
Skarbek nawet poświęcił w r. 1860 zarysowi początków
 
Towarzystwa oddzielną rozprawkę, widocznie z pamięci
 
skreśloną, gdyż zamieścił w niej szczegóły niedokładne,
 
z faktami źródłowemi niezgodne.
 
 
Ostatniemi czasy, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, D. W. Cwietajew, opracowując w szeregu monografii koleje b. gmachu Towarzystwa przyjaciół nauk na
 
Krakowskiem Przedmieściu, cofnął się do początków bytu
 
samego Towarzystwa i ogłosił w tym przedmiocie rozprawę w Uniwers. Izwiestiach za rok 1899. Zesz. VII i IX,
 
a następnie skróconą jej osnowę w odcinkach Dniewnika
 
Warszawskiego Nr .1 i 52 z r, 1900.
 
 
Podaje w niej autor ogólny zarys rozwoju Towarzystwa, ze szczególnem uwzględnieniem epoki, w której ono
 
z pierwotnej swej siedziby »na Kanoniach« przeniosło się
 
było do miejscowości po dawnym kościele 00. Dominikanów Obserwantów, które to szczegóły, oparte na aktach
 
urzędowych, pożyteczny dla historyi tej instytucyi stano-
 
wią przyczynek.
 
 
Pozostała wszakże dotąd dostatecznie nierozjaśnioną
 
organizacya wewnętrzna Towarzystwa, obraz zajęć i dyskuskusyj uczonego grona, na posiedzeniach peryodycznych,
 
jakie w ciągu trzydziestoletniego okresu swego bytowania
 
odbywało, a na których zajmowało się wyłącznie sprawą
 
oświaty ogólnej kraju i wzbogacaniem rozmaitych gałęzi
 
literatury i umiejętności ścisłych pracami, nie rzadko epo-
 
kowemu jak np. wydawnictwem Słownika języka polskiego,
 
książek elementarnych, historyą krajową, śpiewami historycznemi, ustaleniem pisowni, budownictwem wiejskiem,
 
zakładaniem bibliotek, zbieraniem po dawnych archiwach
 
klasztornych materyałów historycznych, ogłaszaniem kon-
 
kursowych nagród na tematy historyczne, literackie i eko-
 
nomiczne. Bogate źródła do wyjaśnienia tej właśnie strony
 
wewnętrznej działalności Towarzystwa, które, mimo swej
 
skromnej nazwy, było pierwszą w kraju akademią umie-
 
jętności - leżały dotąd nietknięte w aktach tegoż Towa-
 
rzystwa. Dzięki upoważnieniu J. O. Generał Gubernatora
 
Warszawskiego, Księcia Imeretyńskiego, archiwum, obejmujące powołane źródła, stało się dla piszącego te słowa dostępnem. Pozostałość duchowa po b. Towarzystwie przyjaciół nauk składa się przeważnie z szeregu porządnie i systematycznie prowadzonych protokółów sessyj wydziałowych
 
i centralnych z całego okresu jego istnienia, z raportów,
 
składanych przez tak zwane jego działy literackie i naukowe, z projektów podnoszonych przez członków, z korespondencyi prowadzonej z członkami miejscowymi, za-
 
miejscowymi i Towarzystwami naukowemi zagranicznemi,
 
ze zbioru tematów konkursowych, wreszcie z materyałów
 
historycznych, bądź źródłowych, bądź też już opracowanych, między któremi np. mieści się rozprawa o języku
 
polskim, o planie historyi krajowej, o dawnych napisach
 
i pomnikach, wreszcie dziennik zajęć działu filozoficznego
 
i matematyczno-przyrodniczego.
 
 
Z pomiędzy wymienionych tu pobieżnie materyałów
 
najciekawszemi są protokóły posiedzeń Towarzystwa, prowadzone kolejno przez tłómacza Iliady Dmochowskiego,
 
przez zasłużonego myśliciela Józefa Kalasantego Szaniawskiego, a następnie przez Ludwika Osińskiego, słynnego
 
mówcę, poetę i profesora Uniwersytetu Alexandryjskiego
 
i wreszcie najdłużej przez ks. Edwarda Czarneckiego, którzy
 
jako sekretarze uczonego grona, utrwalili jego zajęcia,
 
i prace w szeregu notat cennych, powtarzających, nie
 
rzadko, ipsissimis uerbis, wnioski i przemowy takich między
 
innemi mężów, jak: Albertrandi, Czacki, Staszic, Niemcewicz, Woronicz, Tarnowski, Stanisław i Ignacy Potoccy.
 
Już ta okoliczność, z uwagi na osobistości redaktorów pro-
 
tokółów i na autentyczność ich notat, podnosi owe dorywcze
 
sprawozdania do godności dokumentów historycznych.—
 
Uwydatniają się żywo na tle owych suchych notat cha-
 
rakterystyczne cechy ludzi dawno już zmarłych, a mimo
 
to żyjących do dziś dnia w literaturze i w tradycyi spo-
 
łeczeństwa, jako pierwszy zastęp pracowników na polu
 
twórczości rodzimej i pracy organicznej około zachowania
 
skarbów umysłowych przeszłości, bez których żadne oświe-
 
cone i kulturalne społeczeństwo, a tem więcej — społe-
 
czeństwo bytu samodzielnego pozbawione, istnieć i rozwi-
 
jać się, dla dobra całej ludzkości, nie może.
 
 
Postacie trzech prezesów Towarzystwa: Albertran-
 
dego, Staszica i Niemcewicza występują tu w całej okrasie
 
charakterów energicznych, świadomych celu swoich zadań.
 
Albertrandi, wzór pracowitości, erudycyi i zapału do
 
nauki, jest duszą zawiązku Towarzystwa. Jego ręki są
 
pierwsze zaproszenia do uczestnictwa w pracach grona,
 
wystosowane do najwybitniejszych uczonych, myślicieli
 
i poetów porozbiorowej Polski. On imieniem Towarzystwa
 
przemawia do społeczeństwa, on pokonywa pierwsze prze-
 
szkody, stawiane przez miejscową administracyę pruską
 
utworzeniu instytucyi polskiej, on zagrzewa kolegów do
 
pracy, do energii i sam daje do niej impuls pracowito-
 
ścią niezmordowaną. Jest przytem układnym, zręcznym
 
politykiem i dworakiem, władającym świetnie językami
 
i jednąjącym sobie podejrzliwych ministrów pruskich:
 
Vossa, Hoya, Goldbecka, Beymego, oraz miejscowych
 
przedstawicieli władzy: Meyera i Kohlera powagą swego
 
biskupiego stanowiska i lojalnością – nieco przesadną –
 
swoich dążeń i aspiracyj.
 
 
Przeciwstawieniem jego jest Staszic, mąż nieugiętej
 
woli, surowy i bezwzględny w postępowaniu, pełen ambi-
 
cyi i godności w stosunkach z rządem pruskim , stojący
 
czujnie na straży ustawy, karcący nieczynność swoich
 
kolegów admonieyami, a nawet wyłączaniem ich z grona
 
Towarzystwa... On jeden nie bawi się w układne słówka,
 
nie lubi krasomówców, i sam unika frazesów. Jest mężem
 
czynu i pierwszy kładzie podwaliny siedziby stałej Towa-
 
rzystwa. W przekonaniu, że Towarzystwo nie jest miej-
 
scem dla rozrywek, lecz pracownia dla ludzi nauki, jest
 
sprężystym i stanowczym w stosunkach z kolegami. Z jego
 
polecenia nieobecność członków na posiedzeniach zaznacza
 
się; w protokółach. Zaznaczają się i usprawiedliwienia się
 
absenteistów, nierzadko w asystencyi świadectw lekarskich
 
o powodach niebytności... On stale przypomina Towarzystwu konieczność pozyskania »diploma« królewskiego w celu
 
uprawnienia jego bytu; on porucza delegowanym »Comites«
 
baczne pilnowanie tej sprawy. Dzięki wreszcie jego nie-
 
strudzonym zabiegom, cel pożądany, choć pierwiastkowo
 
nie w całej rozciągłości, zostaje osiągniętym i, Towarzystwo zrazu tolerowane, otrzymuje nazwę »królewskiego«.
 
Wewnętrzny rozład między członkami poskramia Staszic
 
podaniem się do dymisyi (Maj r. 1817). Odstępuje od tego
 
zamiaru dopiero po uzyskaniu od kolegów przyrzeczenia,
 
że nadal dziać się będzie po jego myśli.
 
 
Trzeci prezes, Niemcewicz, poeta, mówca, historyk,
 
jest niezmordowanym twórcą projektów ogólniejszych. On
 
urzeczywistnia myśl wzniesienia Kopernikowi pomnika, on
 
pragnie nadać instytucyi cechy istotnej Akademii litera-
 
tury, umiejętności ścisłych i sztuk pięknych, on, jeszcze
 
jako członek czynny za prezydencyi Staszica, najgorliwiej
 
krząta się około myśli napisania zbiorowemi silami historyi
 
ojczystej, dawszy do niej hasło w popularnych Śpiewach
 
historycznych.
 
 
Zasadniczym warunkiem zapoczątkowania i bytu To-
 
warzystwa było zawsze trzymanie się zdała od polityki
 
i kwestyj religijnych. Warunek ów, ustawa określony, na-
 
dal uczonemu gronu wybitne piękno konserwatyzmu, któ-
 
rego się też Towarzystwo przyjaciół nauk do ostatnich
 
prawie czasów swego istnienia niezmiennie trzymało, a które
 
odbiło się przeważnie w jego literackich upodobaniach, da-
 
lekich od hołdowania ideałom budzącego się romantyzmu.
 
W imię tego właśnie kierunku zachowawczego, Lelewel,
 
już w epoce rozgłośnej swej działalności badawczo–krytycznej, jedynie jako śmiały nowator, przepada na pierwszych
 
wyborach... nazwisko zaś Mickiewicza dopiero nawoływania pisemek brukowych po r. 1830 wprowadzają na listę
 
członków Towarzystwa.
 
 
Klasyczna powaga zajęć uczonego grona nie zmienia
 
się wśród burzliwych scen dziejowych, jakie się rozegry-
 
wały na bruku warszawskim, w epoce pierwszego trzy-
 
dziestolecia bieżącego wieku, że wspomnieć tu tylko: wkro-
 
czenie Francuzów w roku 1806, Austryaków w roku 1809,
 
odwrót szczątków wielkiej armii z pod Moskwy w r. 1812,
 
przywrócenie Królestwa w roku 1815 i najświetniejszy roz-
 
wój polityczno-społeczny owego państewka, w epoce do roku
 
1830. Ważniejsze przewroty dziejowe, wciągu całego trzy-
 
dziestolecia bytu Towarzystwa, zaznaczają się w księdze
 
protokółów jego posiedzeń zaledwie gdzieniegdzie napoty-
 
kanej niezapisanemi jej kartami, lub też nieliczną frek-
 
wencyą członków. Przeważnie, protokóły te są obrazem
 
akademickiej pogody umysłów członków, zajętych wyłą-
 
cznie sprawami nauki i literatury. Dla bacznego wszakże
 
obserwatora, widoczną jest różnica atmosfer; zajęć Towa-
 
rzystwa w jego początkach i ku końcowi. Wraz z ustale-
 
niem się rządów krajowych po roku 1806, a tem więcej
 
po roku I815,sprawy literacko-naukowe pochłaniają w wyż-
 
szej, niż przedtem, mierze uwagę i troskliwość uczestników
 
grona i plon ich z owej epoki jest obfitszym. Natomiast
 
w pierwszem sześcioleciu główną troską Towarzystwa jest
 
akcya ratunkowa przeciw obmyślonej przezornie i zręcznie
 
przez rząd pruski maskowanej metodzie wynarodowienia,
 
którą w tak zwanych Prusach południowych przeprowa-
 
dzać się starano. Każdy krok Towarzystwa w owej epoce,
 
podjęty pod skromną formą wydawnictwa książki elemen-
 
tarnej z dziedziny matematyki, czy też gramatyki, albo
 
rozprawki przyrodniczej, — ma na celu przeciwdziałanie
 
szerzącej się niemczyznie. Ogłaszanie konkursów w przed-
 
mocie higieny, lub budownictwa domów wiejskich, tragedyi
 
wierszem z dziejów narodowych, zmierza do budzenia umy-
 
słów z odrętwienia, ku nadaniu ich zajęciom kierunku
 
swojskiego. Posiedzenia publiczne, gromadzące publiczność
 
płci obojej i młodzież, są polem do wygłaszania prawideł
 
moralności i obowiązków obywatelskich, okazyą do nawo-
 
ływania umysłów, zaprzątniętych pogonią za rozrywkami,
 
do pracy dla dobra ogółu.
 
 
Pomyślne dla narodowości polskiej zmiany, jakie za-
 
szły z chwilą wstąpienia na tron cesarza Aleksandra I,
 
w dawnych dzielnicach polskich, pod berłem rossyjskiem
 
zostających, znajdują odbicie swe i wyraz w gorliwszem
 
zajmowaniu sic Towarzystwa słowiańszczyzną i sprawami
 
pobratymców i w szczerem uczuciu życzliwości dla reform,
 
w Imperyum rossyjskiem zapoczątkowanych. Sympatye te
 
wzrastają w mian; gromadzenia się faktów, które stwier-
 
dziły przychylność młodego cesarza dla Polski i w miarę
 
potężniejącego wpływu germanizacyi w stosunkach we-wnętrznych zarządu Prus południowych.
 
 
W celu bliższego rozejrzenia się w najważniejszej
 
tego zarządu gałęzi — w szkolnictwie za czasów pruskich —
 
z uwagi, iż ku niemu zwracała się przeważane troskliwość
 
Towarzystwa, szukającego środków przeciwdziałania pod-
 
jętej przez rząd pruski akcyi, należało sięgnąć do niewy-
 
zyskanych dotąd w tej sprawie źródeł, znajdujących się
 
w archiwum tajnem berlińskiem. Nie znalazł piszący te
 
słowa przeszkód w uzyskaniu wstępu do tych właśnie źró-
 
deł, uzupełniających w niepośledniej mierze pracę, na której
 
Łukaszewicz zakończył swą Historyę szkół w Koronie i na
 
Litwie (Poznań, 1851). Epokę od roku 1796 do 1806, obej-
 
mującą prace rządu pruskiego w dziedzinie szkolnictwa
 
krajowego, udało się wyjaśnić dokładniej na podstawie cen-
 
nych raportów władz miejscowych pruskich, reskryptów
 
do nich przesyłanych i wizytacyi szkól podjętej w latach
 
1802 i 1803 przez Goedekego i Maierotta, delegatów mini-
 
steryalnych pruskich.
 
 
Na tle dziejów ówczesnych szkolnictwa pruskiego,
 
zmienionego znacznie, wbrew woli ministeryum, pod wpły-
 
wem reform podjętych w tej dziedzinie w cesarstwie ro-
 
syjskiem, w jego dawnych dzielnicach polskich, działalność
 
Towarzystwa warszawskiego przyjaciół nauk staje się
 
w pierwszych  latach jego istnienia zrozumiałszą a historya tej instytucyi dla czytelnika donioślejszą.
 
 
* * *
 
   
 
Już po wykończeniu niniejszej książki, po skreśleniu
 
słów wstępnych do niej, poświęconych ogólnej charakte-
 
rystyce dziejów Towarzystwa, z natury rzeczy, na trzy
 
części się rozpadających, z których niniejsza: od roku
 
1800 do 1806,, obejmuje czasy pruskie, następna, od
 
roku 1806 do 1815, obejmować ma czasy księztwa
 
warszawskiego, ostatnia zaś, od roku 1815, aż do
 
zamknięcia instytucyi, poświęconą będzie czasom kró-
 
lestwa kongresowego, odczytałem w najnowszej
 
pracy profesora Stanisława Tarnowskiego: Historya literatury polskiej, wydanej w dniu pamiętnego jubileuszu 500-
 
lecia technicy Jagiellońskiej, znakomicie skreślony ustęp
 
o Towarzystwie warszawskiem przyjaciół
 
nauk.
 
 
Mniemam, że z korzyścią dla skromnej monografii
 
niniejszej i dla czytelników będzie – wyłączenie do przytoczonych uwag wstępnych, tego właśnie świetnego ustępu,
 
w którym, wnuk Jana Amora Tarnowskiego, jednego z gorliwszych i zasłużeńszych członków Towarzystwa warszaw-
 
skiego przyjaciół nauk, z właściwą sobie znajomością przedmiotu, samodzielnością poglądów i czarem krasomówczego
 
stylu, charakteryzuje działalność  uczonego grona, »którego – mówiąc własnemi Jego słowy — trzydziestoletnie
 
życie i działanie nie musiało być zupełnie marnem i pró-
 
żneni, które owszem musiało być istotnem ogniskiem
 
ruchu umysłowego i naokoło siebie wpływ niemały
 
wywierać, kiedy nadało swoje nazwisko epoce, kiedy mó-
 
wimy i zawsze mowie będziemy: Literatura Towarzystwa Przyjaciół Nauk, smak Towarzystwa
 
Przyjaciół Nauk. pojęcia, prace Towarzy-
 
stwa Przyjaciół Nauk...«
 
 
»Chcieć mówić — pisze prof. Tarnowski — że w Towarzystwie
 
owem nie było nic ciężkiego, nic pedantycznego, że wszystko zasługuje na bezwzględne uwielbienie, lub że ono przy całej swojej pracy
 
postawiło naukę i oświatę n nas na takim stopniu, jak ona stała we
 
Francyi, w Niemczech. lub w Anglii, byłoby przesadą. Najuczeńsi
 
z członków Towarzystwa nie dochodzą miary wielkich uczonych zagranicznych, niema między nimi ani Schleglów, ani Humboldtów,
 
ani Saya, ani Ricarda, ani Fichtego, ani Schellinga, ani Hegla, ani
 
Guizota, ani Villemaina, ani Sismondiego; uczoność ich nie jest europejska, nie podnosi oświaty i nauki w świecie, ale podnosi ją tylko
 
w Polsce, jest wyłącznie polską. Nie można się temu dziwić, niema
 
nawet co o tem mówić, trzeba pogodzić się z faktem, że od początku
 
naszego istnienia aż do dnia dzisiejszego nie staliśmy nigdy na czele
 
europejskiej cywilizacyi, a po utracie bytu politycznego, mniej niż
 
kiedykolwiek. Nie powinniśmy nawet, brać tego do serca i wyrzucać
 
sobie, bo nie nasza wina, że główny prąd historyi dotąd przez nasz
 
kraj nie płynął; ani my, ani nikt inny nie zdołałby go gwałtem
 
zwrocie w to koryto. Zatem, każda epoka naszych dziejów może być
 
spokojna w sumieniu i powiedzieć, że zrobiła swoje, jeżeli nie troszcząc się o przodowanie cywilizacyi europejskiej, umiała utrzymać
 
i podnieść cywilizacyę wewnętrzną w Polsce. Wiek, na który patrzymy z taką chlubą i z taką zazdrością, do którego zwracamy się
 
zawsze z tęsknotą, jak do najpiękniejszej chwili naszego życia, wiek
 
XVI nie zrobił nic więcej, a przecież któżby śmiał o nim powiedzieć,
 
że  zrobił za mało? Epoka Stanisława Augusta także nie zrobiła
 
więcej, ale zrobiła, co była powinna; a tak samo i epoka Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Nie wydała gwiazd pierwszego rzędu, przy-
 
świecających całemu światu, ale wydała takie, które w Polsce świeciły jasno i oświecały ją dobrze. Towarzystwo założyło pierwsze
 
i niewzruszone podstawy znajomości prawa polskiego i jego historyi;
 
ono pierwsze przedsięwzięło badania nad językiem i dokonało dzieła
 
tak, że nikomu długo nie przychodziło do głowy, iżby je trzeba poprawiać, lub zastąpić nowemi; ono postawiło pierwsze kroki w historyi literatury polskiej, w krytyce literackiej, pomimo wszystkiego
 
postąpiło znacznie, stworzyło ją prawie i utorowało drogę przed własnymi nieprzyjaciółmi, dało im w rękę broń znacznie wydoskonaloną.
 
Jemuśmy winni pierwsze i bodaj czy nie najskuteczniejsze badania
 
słowiańskich początków Polski, jemu prace przygotowawcze do znajomości własnego kraju pod względem geograficznym, geologicznym,
 
klimatycznym, handlowym, statystycznym. Ono pierwsze wreszcie
 
oprawia, nie na wielka skale może, ale pierwszy raz od trzech wieków  w sposób rozumny i godny przedmiotu, grecką naukę nauk
 
(Szaniawski. Śniadecki, Goluchowski). A kiedy tak pracuje na polu
 
nauk i pamięta o umysłowych potrzebach narodu i kiedy za te jego
 
prace należy mu się uszanowanie i wdzięczność, to niemniej należy
 
mu się za to. że myślało o garbarniach i hutach żelaznych, o soli
 
i cynku, o płodozmianie i chorobach bydła, o wiejskich chatach,
 
o szkołach dla głuchoniemych, o kasach oszczędności, o obyczajach
 
i oświacie ludu, o zdrowiu, wygodzie, dostatku ludności we wszystkich jej warstwach; że nauki i oświaty nie zamykało w najwyższych
 
sferach abstrakcyjnej mądrości, nie monopolizowało jej na korzyść
 
niektórych uprzywilejowanych mędrców, ale wznosząc ją jak mogło
 
najwyżej w nauce, zniżało zarazem do ziemi, łączyło ze wszystkiemi
 
stosunkami życia, kazało w praktyce służyć na pożytek powszechny
 
i wieloraki narodu«.
 
 
»Jestto zwykłą cechą i zwykła historyą uczonych Towarzystw
 
i Akademij, że z wiedza i zamiarem, lub tylko naturalną koleją rzeczy, z postępem czasu zamykają się coraz szczelniej w sferach naj-
 
wyższej mądrości i nauki, w obrębie uczonych i mędrców, na tych
 
kościach obwarowują się i ani niższemu światu nie pozwalają
 
do siebie przystępu, ani też same do niego nic zstępują. A w naturze
 
ich bywa jeszcze i to, że dochodzą do słusznego niezawodnie, ale
 
wielkiego przekonania o swojej wartości, do przesadzonego niekiedy
 
uczucia swojej powagi i godności, a poziomy świat, nie mogąc zaprzeczyć ich naukowej wyższości i zasługi, mści się za nie jak może,
 
przedrwiwując owo przeświadczenie o sobie i ową powagę, oskarża
 
o wyłączność, pedantyzm, o wzajemne dla siebie uwielbienie, wreszcie
 
pewien zastój, pewną jak żeby zatęchłość, która się wyradza w tych
 
wodach zwykle stojących, rzadko kiedy strumieniem nowym odżywianych. Powiedzieć, że Towarzystwo Przyjaciół Nauk nie miało
 
zgoła tej ostatniej własności, czy słabości, tego nie można. Czuło ono
 
swoją powagę i nosiło ją bardzo wysoko w poważnem zachowaniu
 
się i postawie na naprzykład Stanisława Potockiego, albo Koźmiana,
 
albo Osińskiego, widać ton cokolwiek wyniosły, sztywny, lekko
 
gardliwy, który tak niecierpliwił młodszych, prostych i śmiertelnych,
 
nie będących obywatelami tego umysłowego 0limpu«.
 
 
»Ale jeżeli ślady tej zwykłej słabości Towarzystw uczonych
 
dają się dostrzegać i w naszem, to ich wady większe i szkodliwsze,
 
owego oddzielenia się od świata i życia i zamknięcia w sobie, niema
 
w niem wcale, owszem jest ciągły i żywy rzeczywisty związek pomiędzy narodem a Towarzystwem, które się podjęło kierownictwa
 
jego oświaty. Nie ma tego stosunku życia, nie ma tej potrzeby na-
 
rodu, o którejby Towarzystwo nie było myślało, w których nie byłoby się starało przyjść z pomocą i to jest jego właściwą cechą, jego
 
wielką zasługą i tajemnica jego prawdziwej i niepospolitej żywotności.
 
Wszystko, co robi, wszystko, co przedsiębierze, wszystko to poczyna
 
ono w jednej i tej samej myśli, która wiąże, i spaja w całość wszystkie jego działania, w myśli służenia krajowi, przyniesienia mu praktycznego, jak być może najprędszego, pożytku. Ten wysoki zmysł
 
organizacyjny i praktyczny, który się wyrobił u nas w latach po-
 
między pierwszym a drugim rozbiorem, który odznaczał prace Wielkiego Sejmu i współczesna literaturę, ten sam umysł organizacyjny, zmysł
 
ładu, rządności, ciągłości i wszechstronności pracy, panował
 
w Księstwie Warszawskiem i w Królestwie kongresowem, wydał
 
ogromne wysilenia pierwszego i wyborną administracyę, wyborne
 
sądownictwo, doskonały stan wychowania i najlepszy podówczas
 
w Europie stan skarbu drugiego. Ten sam zmysł, ten sam duch
 
ożywiał i Towarzystwo Przyjaciół Nauk, we wszystkich jego działaniach, nawet w tych, którym ducha patryotycznego i obywatelskiego zbyt długo zwykliśmy byli zaprzeczać«.
 
   
 
Przyswoiłem sobie, ponad przyzwoitość może, nie bez
 
rzetelnej wszakże przyjemności, ów przydłuższy ustęp
 
z Historyi literatury polskiej (t. IV. 30 i nast.) prof. Tarnowskiego, aby mieć miarowskaz tego punktu widzenia, z jakiego działalność naukową i obywatelską Towarzystwa
 
przyjaciół nauk rozpatrywaćby należało. Przeświadczenie
 
o konieczności i słuszności takiego, a nie innego, punktu
 
widzenia, nie może być niestety dowodem, iż autor pracy
 
niniejszej zadanie takie pomyślnie rozwiązał...
 
 
»Szczegółowo historyą Towarzystwa — nadmienia w- końcu
 
przytoczonego powyżej ustępu prof. Tarnowski - któraby zgłębiła
 
wszystkie jego prace, osądziła wartość dzieł pod jego opieką wydawanych, a przynajmniej rozpraw ogłoszonych w jego Rocznikach,
 
i wykazała, w jakim stanie ono każdą naukę z osobna w Polsce zastało, a w jakim ją po latach trzydziestu zostawiło, byłaby pracą
 
i potrzebną i zajmująca. Własny pożytek dzisiejszych dopomina się
 
o nią. niemniej jak sprawiedliwość względem dawniejszych« (str. 39).
 
 
Taki ideał przyświecał wprawdzie autorowi przy podjęciu niniejszego zadania, lecz wykonanie jego wobec ogromu
 
odnalezionego materyału źródłowego, okazało się niestety
 
przytrudnem i siły jego przerastającem... Ograniczył się
 
więc z konieczności do skromniejszej roli, nie historyka,
 
lecz kronikarza dziejów Towarzystwa, w tern przeświadczeniu, że odtworzenie całkowitej działalności instytucyi,
 
według osnowy protokółów jego posiedzeń, stanowić będzie
 
z czasem nader pożyteczny materyał dla przyszłych historyków umysłowości polskiej z początków bieżącego
 
stulecia.
 
 
Nie bez pewnej, dziś tak modnej, nastrojowej doniosłości będzie szereg widoków, przedstawiających Warszawę, jaką była za czasów pruskich, bezpośrednio prawie
 
po wypadkach, które ją charakteru stolicy dawnej Rzplitej
 
pozbawiły. Widoki te, noszące jeszcze gdzieniegdzie ślady
 
niedawno przebytej katastrofy, stanowią część ongi bogatej
 
kolekcyi, sporządzonej około roku 1800 przez nieznanego
 
artystę malarza, z polecenia landgrafa Hlessen-Darmsztadzkiego, Ludwika X, późniejszego wielkiego księcia Ludwika I
 
(+ 1830). Są one dziś własnością znanego miłośnika rzeczy
 
krajowych, p. Mathiasa Bersohna.
 
 
Nie zachodzi oczywiście bezpośredni związek między
 
zewnętrzną, dekoracyjną stroną Warszawy pruskiej, a przedmiotem niniejszej monografii. Badawcze wszakże oko rozważnego czytelnika nie bez poważniejszej refleksji rozpatrywać będzie widoki owej ogładzonej, z cudzoziemska
 
przystrojonej Warszawy, wśród której zrodziła się akcya
 
ratunkowa, podjęta przez Towarzystwo przyjaciół nauk.
 
Tak mało już dziś pozostało śladów po dawnej stolicy
 
Rzpltej z przed stu laty i tak szybko pod wpływem nowych warunków jej bytu i nieustannego rozwoju nikną te
 
nawet, które stanowiły dotąd rodzima, charakterystyczną jej cechę, że wybaczyć można rozmiłowanemu w owych
 
pamiątkach po dawnych czasach szperaczowi, jeśli z każdej korzysta sposobności, by zachować dla przyszłych pokoleń choćby obrazkowe ich resztki...
 
 
Pragnął on również przekazać następcom rysy wszystkich ludzi tamtoczesnej opoki, którzy w działalności To-
 
warzystwa przyjaciół nauk mieli tak owocny udział. Życzenie to, dzięki uprzejmości J. O. Włodzimierza ks. Czetwertyńskiego, posiadacza jednego z najbogatszych zbiorów
 
rycin i pamiątek swojskich, Zygmunta Wolskiego, oraz
 
innych uczynnych kollekcyonistów, w większej części spełnionem zostało. Nie dało się wszakże, z uwagi na warunki
 
typograficzne, dopełnić warunku rozmieszczenia owych
 
wizerunków członków Towarzystwa w miejscach, gdzie
 
o nich mowa. Zastrzeżenie to czyni autor, licząc na pobłażliwość łaskawych, a wyrozumiałych czytelników.«
 

Aktualna wersja na dzień 09:08, 21 wrz 2022