[1]
TOWARZYSTWO WARSZAWSKIE PRZYJACIÓŁ NAUK
18OO—1832.
MONOGRAFIA HISTORYCZNA
OSNUTA NA ŹRÓDŁACH ARCHIWALNYCH
PRZEZ
Aleksandra Kraushaza
MECENASA,
CZŁONKA B. TOWARZYSTWA HISTOKYCZNO – LITERACKIEGO W PARYŻU'
TOWARZYSTWA POZNAŃSKIEGO PRZYJACIÓŁ NAUK, KOMISYI
HIST0RY'CZNEJ AKADEMII UMIEJĘTNOŚCI W KRAKOWIE
KSIĘGA I.
CZASY PRUSKIE
1800—1807.
Z ILLUSTRACYAMI.
1900
W PIECSETLETNIĄ ROCZNICĘ
ODNOWIENIA WSZECHNICY KRAKOWSKIEJ
1400—1900.
W STULETNIĄ ROCZNICĘ
UTWORZENIA B. TOW. WARSZAWSKIEGO PRZYJACIÓŁ NAUK
1800—1832.
KSIĘGA I.
CZASY PRUSKIE.
(1800—1807).
Dozwolenie zawiązania się Towarzystwa Przyjaciół
Nauk w Warszawie mogło zadziwię nie jednego;
gdyż trudno było pogodzić z dążnością Ogólną
zagładzenia śladów narodowości, powstanie
Towarzystwa narodowego, które, ocalenie i dalsze
kształcenie języka, tudzież zachowanie dziejów
narodowych, za główny cel usiłowań swoich obrało.
Fryderyk hr. Skarbek.
PRZEDMOWA
Należało się już od dawna wspomnienie obszerniejsze b. Towarzystwu
warszawskiemu przyjaciół nauk, którego działalność, rozpoczęta przed
stu laty, w roku 1800, a zamknięta ostatecznie w roku 1832, podlegając
w ciągu owego trzydziestolecia stopniowym zmianom ku lepszemu,
wytworzyła instytucyę pamiętną w dziejach umysłowości swojskiej,
wysoce dodatniego wpływu na kulturalny rozwój społeczeństwa
rodzimego.
Ślady owej działalności, utrwalone w zbiorze Roczników
Towarzystwa (1802 — 1830), uwydatnione są w szeregu rozpraw,
wygłoszonych na posiedzeniach publicznych Towarzystwa, oraz w
sprawozdaniach, składanych członkom naukowego grona przez jego
prezydujących: Albertrandego (1800—1808), Staszica (1807—1826) i
Niemcewicza, (1826—1832).
Są one obrazem rezultatów zewnętrznych prac Towarzystwa,
przeważnie poświęconych literaturze i historyi ojczystej, oraz
umiejętnościom ścisłym i stosowanym; lecz nii' wyjaśniają
najcharakterystyczniejszej, bodaj że najważniejszej, strony
wewnętrznego życia grona mężów przodowniczych w narodzie,
którzy, rozpocząwszy działalność za rządów pruskich, w
najtrudniejszych warunkach politycznego bytu kraju, stopniowo
zyskiwali dla
instytucyi swej, zrazu jedynie tolerowanej, coraz silniejszy
grunt i zdobyli wreszcie dla niej prawo do bytu, mocą
uroczystych sankcyj monarszych. O pojedynczych momen-
tach rozwoju Towarzystwa, zachowały się odorwane i po-
bieżne wzmianki w Pamiętnikach Skarbka (Poznań,
1878), we Wspomnieniach P. Sal. Dmochowskiego
1858) i Kajetana Koźmiana (1865), we Wspomnieniach Wielisława
(Skrodzkiego) drukowanych w Bluszczu (1878).
Skarbek nawet poświęcił w r. 1860 zarysowi początków
Towarzystwa oddzielną rozprawkę, widocznie z pamięci
skreśloną, gdyż zamieścił w niej szczegóły niedokładne,
z faktami źródłowemi niezgodne.
Ostatniemi czasy, profesor Uniwersytetu Warszaw-
skiego, D. W. Cwietajew, opracowując w szeregu mono-
grafii koleje b. gmachu Towarzystwa przyjaciół nauk na
Krakowskiem Przedmieściu, cofnął się do początków bytu
samego Towarzystwa i ogłosił w tym przedmiocie roz-
prawę w Uniwers. Izwiestiach za rok 1899. Zesz. VII i IX,
a następnie skróconą jej osnowę w odcinkach Dniewnika
Warszawskiego Nr .1 i 52 z r, 1900.
Podaje w niej autor ogólny zarys rozwoju Towarzy-
stwa, ze szczególnem uwzględnieniem epoki, w której ono
z pierwotnej swej siedziby »na Kanoniach przeniosło się
było do miejscowości po dawnym kościele 00. Dominika-
nów Obserwantów, które to szczegóły, oparte na aktach
urzędowych, pożyteczny dla historyi tej instytucyi stano-
wią przyczynek.
Pozostała wszakże dotąd dostatecznie nierozjaśnioną
organizacya wewnętrzna Towarzystwa, obraz zajęć i dyskus-
kusyj uczonego grona, na posiedzeniach peryodycznych,
jakie w ciągu trzydziestoletniego okresu swego bytowania
odbywało, a na których zajmowało się wyłącznie sprawą
oświaty ogólnej kraju i wzbogacaniem rozmaitych gałęzi
literatury i umiejętności ścisłych pracami, nie rzadko epo-
kowemu jak np. wydawnictwem Słownika języka polskiego,
książek elementarnych, historyą krajową, śpiewami histo-
rycznemi, ustaleniem pisowni, budownictwem wiejskiem,
zakładaniem bibliotek, zbieraniem po dawnych archiwach
klasztornych materyałów historycznych, ogłaszaniem kon-
kursowych nagród na tematy historyczne, literackie i eko-
nomiczne. Bogate źródła do wyjaśnienia tej właśnie strony
wewnętrznej działalności Towarzystwa, które, mimo swej
skromnej nazwy, było pierwszą w kraju akademią umie-
jętności - leżały dotąd nietknięte w aktach tegoż Towa-
rzystwa. Dzięki upoważnieniu J. O. Generał Gubernatora
Warszawskiego, Księcia Imeretyńskiego, archiwum, obejmu-
jące powołane źródła, stało się dla piszącego te słowa do-
stępnem. Pozostałość duchowa po b. Towarzystwie przyja-
ciół nauk składa się przeważnie z szeregu porządnie i sy-
stematycznie prowadzonych protokółów sessyj wydziałowych
i centralnych z całego okresu jego istnienia, z raportów,
składanych przez tak zwane jego działy literackie i nau-
kowe, z projektów podnoszonych przez członków, z ko-
respondencyi prowadzonej z członkami miejscowymi, za-
miejscowymi i Towarzystwami naukowemi zagranicznemi,
ze zbioru tematów konkursowych, wreszcie z materyałów
historycznych, bądź źródłowych, bądź też już opracowa-
nych, między któremi np. mieści się rozprawa o języku
polskim, o planie historyi krajowej, o dawnych napisach
i pomnikach, wreszcie dziennik zajęć działu filozoficznego
i matematyczno-przyrodniczego.
Z pomiędzy wymienionych tu pobieżnie materyałów
najciekawszemi są protokóły posiedzeń Towarzystwa, pro-
wadzone kolejno przez tłómacza Iliady Dmochowskiego,
przez zasłużonego myśliciela Józefa Kalasantego Szaniaw-
skiego, a następnie przez Ludwika Osińskiego, słynnego
mówcę, poetę i profesora Uniwersytetu Alexandryjskiego
i wreszcie najdłużej przez ks. Edwarda Czarneckiego, którzy
jako sekretarze uczonego grona, utrwalili jego zajęcia,
i prace w szeregu notat cennych, powtarzających, nie
rzadko, ipsissimis uerbis, wnioski i przemowy takich między
innemi mężów, jak: Albertrandi, Czacki, Staszic, Niem-
cewicz, Woronicz, Tarnowski, Stanisław i Ignacy Potoccy.
Już ta okoliczność, z uwagi na osobistości redaktorów pro-
tokółów i na autentyczność ich notat, podnosi owe dorywcze
sprawozdania do godności dokumentów historycznych.—
Uwydatniają się żywo na tle owych suchych notat cha-
rakterystyczne cechy ludzi dawno już zmarłych, a mimo
to żyjących do dziś dnia w literaturze i w tradycyi spo-
łeczeństwa, jako pierwszy zastęp pracowników na polu
twórczości rodzimej i pracy organicznej około zachowania
skarbów umysłowych przeszłości, bez których żadne oświe-
cone i kulturalne społeczeństwo, a tem więcej — społe-
czeństwo bytu samodzielnego pozbawione, istnieć i rozwi-
jać się, dla dobra całej ludzkości, nie może.
Postacie trzech prezesów Towarzystwa: Albertran-
dego, Staszica i Niemcewicza występują tu w całej okrasie
charakterów energicznych, świadomych celu swoich zadań.
Albertrandi, wzór pracowitości, erudycyi i zapału do
nauki, jest duszą zawiązku Towarzystwa. Jego ręki są
pierwsze zaproszenia do uczestnictwa w pracach grona,
wystosowane do najwybitniejszych uczonych, myślicieli
i poetów porozbiorowej Polski. On imieniem Towarzystwa
przemawia do społeczeństwa, on pokonywa pierwsze prze-
szkody, stawiane przez miejscową administracyę pruską
utworzeniu instytucyi polskiej, on zagrzewa kolegów do
pracy, do energii i sam daje do niej impuls pracowito-
ścią niezmordowaną. Jest przytem układnym, zręcznym
politykiem i dworakiem, władającym świetnie językami
i jednąjącym sobie podejrzliwych ministrów pruskich:
Vossa, Hoya, Goldbecka, Beymego, oraz miejscowych
przedstawicieli władzy: Meyera i Kohlera powagą swego
biskupiego stanowiska i lojalnością – nieco przesadną –
swoich dążeń i aspiracyj.
Przeciwstawieniem jego jest Staszic, mąż nieugiętej
woli, surowy i bezwzględny w postępowaniu, pełen ambi-
cyi i godności w stosunkach z rządem pruskim , stojący
czujnie na straży ustawy, karcący nieczynność swoich
kolegów admonieyami, a nawet wyłączaniem ich z grona
Towarzystwa... On jeden nie bawi się w układne słówka,
nie lubi krasomówców, i sam unika frazesów. Jest mężem
czynu i pierwszy kładzie podwaliny siedziby stałej Towa-
rzystwa. W przekonaniu, że Towarzystwo nie jest miej-
scem dla rozrywek, lecz pracownia dla ludzi nauki, jest
sprężystym i stanowczym w stosunkach z kolegami. Z jego
polecenia nieobecność członków na posiedzeniach zaznacza
się; w protokółach. Zaznaczają się i usprawiedliwienia się
absenteistów, nierzadko w asystencyi świadectw lekarskich
o powodach niebytności... On stale przypomina Towarzy-
stwu konieczność pozyskania »diploma« królewskiego w celu
uprawnienia jego bytu; on porucza delegowanym »Comites«
baczne pilnowanie tej sprawy. Dzięki wreszcie jego nie-
strudzonym zabiegom, cel pożądany, choć pierwiastkowo
nie w całej rozciągłości, zostaje osiągniętym i, Towarzy-
stwo zrazu tolerowane, otrzymuje nazwę »królewskiego«.
Wewnętrzny rozład między członkami poskramia Staszic
podaniem się do dymisyi (Maj r. 1817). Odstępuje od tego
zamiaru dopiero po uzyskaniu od kolegów przyrzeczenia,
że nadal dziać się będzie po jego myśli.
Trzeci prezes, Niemcewicz, poeta, mówca, historyk,
jest niezmordowanym twórcą projektów ogólniejszych. On
urzeczywistnia myśl wzniesienia Kopernikowi pomnika, on
pragnie nadać instytucyi cechy istotnej Akademii litera-
tury, umiejętności ścisłych i sztuk pięknych, on, jeszcze
jako członek czynny za prezydencyi Staszica, najgorliwiej
krząta się około myśli napisania zbiorowemi silami historyi
ojczystej, dawszy do niej hasło w popularnych Śpiewach
historycznych.
Zasadniczym warunkiem zapoczątkowania i bytu To-
warzystwa było zawsze trzymanie się zdała od polityki
i kwestyj religijnych. Warunek ów, ustawa określony, na-
dal uczonemu gronu wybitne piękno konserwatyzmu, któ-
rego się też Towarzystwo przyjaciół nauk do ostatnich
prawie czasów swego istnienia niezmiennie trzymało, a które
odbiło się przeważnie w jego literackich upodobaniach, da-
lekich od hołdowania ideałom budzącego się romantyzmu.
W imię tego właśnie kierunku zachowawczego, Lelewel,
już w epoce rozgłośnej swej działalności badawczo–kryty-
cznej, jedynie jako śmiały nowator, przepada na pierwszych
wyborach... nazwisko zaś Mickiewicza dopiero nawoływa-
nia pisemek brukowych po r. 1830 wprowadzają na listę
członków Towarzystwa.
Klasyczna powaga zajęć uczonego grona nie zmienia
się wśród burzliwych scen dziejowych, jakie się rozegry-
wały na bruku warszawskim, w epoce pierwszego trzy-
dziestolecia bieżącego wieku, że wspomnieć tu tylko: wkro-
czenie Francuzów w roku 1806, Austryaków w roku 1809,
odwrót szczątków wielkiej armii z pod Moskwy w r. 1812,
przywrócenie Królestwa w roku 1815 i najświetniejszy roz-
wój polityczno-społeczny owego państewka, w epoce do roku
1830. Ważniejsze przewroty dziejowe, wciągu całego trzy-
dziestolecia bytu Towarzystwa, zaznaczają się w księdze
protokółów jego posiedzeń zaledwie gdzieniegdzie napoty-
kanej niezapisanemi jej kartami, lub też nieliczną frek-
wencyą członków. Przeważnie, protokóły te są obrazem
akademickiej pogody umysłów członków, zajętych wyłą-
cznie sprawami nauki i literatury. Dla bacznego wszakże
obserwatora, widoczną jest różnica atmosfer; zajęć Towa-
rzystwa w jego początkach i ku końcowi. Wraz z ustale-
niem się rządów krajowych po roku 1806, a tem więcej
po roku I815,sprawy literacko-naukowe pochłaniają w wyż-
szej, niż przedtem, mierze uwagę i troskliwość uczestników
grona i plon ich z owej epoki jest obfitszym. Natomiast
w pierwszem sześcioleciu główną troską Towarzystwa jest
akcya ratunkowa przeciw obmyślonej przezornie i zręcznie
przez rząd pruski maskowanej metodzie wynarodowienia,
którą w tak zwanych Prusach południowych przeprowa-
dzać się starano. Każdy krok Towarzystwa w owej epoce,
podjęty pod skromną formą wydawnictwa książki elemen-
tarnej z dziedziny matematyki, czy też gramatyki, albo
str 7
PRZEDMOWA.
rozprawki przyrodniczej, — ma na celu przeciwdziałanie
szerzącej się niemczyznie. Ogłaszanie konkursów w przed-
mocie higieny, lub budownictwa domów wiejskich, tragedyi
wierszem z dziejów narodowych, zmierza do budzenia umy-
słów z odrętwienia, ku nadaniu ich zajęciom kierunku
swojskiego. Posiedzenia publiczne, gromadzące publiczność
płci obojej i młodzież, są polem do wygłaszania prawideł
moralności i obowiązków obywatelskich, okazyą do nawo-
ływania umysłów, zaprzątniętych pogonią za rozrywkami,
do pracy dla dobra ogółu.
Pomyślne dla narodowości polskiej zmiany, jakie za-
szły z chwilą wstąpienia na tron cesarza Aleksandra I,
w dawnych dzielnicach polskich, pod berłem rossyjskiem
zostających, znajdują odbicie swe i wyraz w gorliwszem
zajmowaniu sic Towarzystwa słowiańszczyzną i sprawami
pobratymców i w szczerem uczuciu życzliwości dla reform,
w Imperyum rossyjskiem zapoczątkowanych. Sympatye te
wzrastają w mian; gromadzenia się faktów, które stwier-
dziły przychylność młodego cesarza dla Polski i w miarę
potężniejącego wpływu germanizacyi w stosunkach we-
wnętrznych zarządu Prus południowych.
W celu bliższego rozejrzenia się w najważniejszej
tego zarządu gałęzi — w szkolnictwie za czasów pruskich —
z uwagi, iż ku niemu zwracała się przeważane troskliwość
Towarzystwa, szukającego środków przeciwdziałania pod-
jętej przez rząd pruski akcyi, należało sięgnąć do niewy-
zyskanych dotąd w tej sprawie źródeł, znajdujących się
w archiwum tajnem berlińskiem. Nie znalazł piszący te
słowa przeszkód w uzyskaniu wstępu do tych właśnie źró-
deł, uzupełniających w niepośledniej mierze pracę, na której
Łukaszewicz zakończył swą Historyę szkół w Koronie i na
Litwie (Poznań, 1851). Epokę od roku 1796 do 1806, obej-
mującą prace rządu pruskiego w dziedzinie szkolnictwa
krajowego, udało się wyjaśnić dokładniej na podstawie cen-
nych raportów władz miejscowych pruskich, reskryptów
do nich przesyłanych i wizytacyi szkól podjętej w latach
Str 8
PRZEDMOWA.
1802 i 1803 przez Goedekego i Maierotta, delegatów mini-
steryalnych pruskich.
Na tle dziejów ówczesnych szkolnictwa pruskiego,
zmienionego znacznie, wbrew woli ministeryum, pod wpły-
wem reform podjętych w tej dziedzinie w cesarstwie ro-
syjskiem, w jego dawnych dzielnicach polskich, działalność
Towarzystwa warszawskiego przyjaciół nauk staje się
w pierwszych latach jego istnienia zrozumiałszą a histo-
rya tej instytucyi dla czytelnika donioślejszą.
Już po wykończeniu niniejszej książki, po skreśleniu
słów wstępnych do niej, poświęconych ogólnej charakte-
rystyce dziejów Towarzystwa, z natury rzeczy, na trzy
części się rozpadających, z których niniejsza: od roku
1800 do 1806,, obejmuje czasy pruskie, następna, od
roku 1806 do 1815, obejmować ma czasy księztwa
warszawskiego, ostatnia zaś, od roku 1815, aż do
zamknięcia instytucyi, poświęconą będzie czasom kró-
lestwa kongresowego, odczytałem w najnowszej
pracy profesora Stanisława Tarnowskiego: Historya litera-
tury polskiej, wydanej w dniu pamiętnego jubileuszu 500-
lecia technicy Jagiellońskiej, znakomicie skreślony ustęp
o Towarzystwie warszawskiem przyjaciół
nauk.
Mniemam, że z korzyścią dla skromnej monografii
niniejszej i dla czytelników będzie – wyłączenie do przy-
toczonych uwag wstępnych, tego właśnie świetnego ustępu,
w którym, wnuk Jana Amora Tarnowskiego, jednego z gorli-
wszych i zasłużeńszych członków Towarzystwa warszaw-
skiego przyjaciół nauk, z właściwą sobie znajomością przed-
miotu, samodzielnością poglądów i czarem krasomówczego
stylu, charakteryzuje działalność uczonego grona, »któ-
Str 9
PRZEDMOWA.
rego – mówiąc własnemi Jego słowy — trzydziestoletnie
życie i działanie nie musiało być zupełnie marnem i pró-
żneni, które owszem musiało być istotnem ogniskiem
ruchu umysłowego i naokoło siebie wpływ niemały
wywierać, kiedy nadało swoje nazwisko epoce, kiedy mó-
wimy i zawsze mowie będziemy: Literatura Towa-
rzystwa Przyjaciół Nauk, smak Towarzystwa
Przyjaciół Nauk. pojęcia, prace Towarzy-
stwa Przyjaciół Nauk...«
»Chcieć mówić — pisze prof. Tarnowski — że w Towarzystwie
owem nie było nic ciężkiego, nic pedantycznego, że wszystko zasłu-
guje na bezwzględne uwielbienie, lub że ono przy całej swojej pracy
postawiło naukę i oświatę n nas na takim stopniu, jak ona stała we
Francyi, w Niemczech. lub w Anglii, byłoby przesadą. Najuczeńsi
z członków Towarzystwa nie dochodzą miary wielkich uczonych za-
granicznych, niema między nimi ani Schleglów, ani Humboldtów,
ani Saya, ani Ricarda, ani Fichtego, ani Schellinga, ani Hegla, ani
Guizota, ani Villemaina, ani Sismondiego; uczoność ich nie jest euro-
pejska, nie podnosi oświaty i nauki w świecie, ale podnosi ją tylko
w Polsce, jest wyłącznie polską. Nie można się temu dziwić, niema
nawet co o tem mówić, trzeba pogodzić się z faktem, że od początku
naszego istnienia aż do dnia dzisiejszego nie staliśmy nigdy na czele
europejskiej cywilizacyi, a po utracie bytu politycznego, mniej niż
kiedykolwiek. Nie powinniśmy nawet, brać tego do serca i wyrzucać
sobie, bo nie nasza wina, że główny prąd historyi dotąd przez nasz
kraj nie płynął; ani my, ani nikt innj nie zdołałby go gwałtem
zwrocie w to koryto. Zatem, każda epoka naszych dziejów może być
spokojna w sumieniu i powiedzieć, że zrobiła swoje, jeżeli nie tro-
szcząc się o przodowanie cywilizacyi europejskiej, umiała utrzymać
i podnieść cywilizacyę wewnętrzną w Polsce. Wiek, na który pa-
trzymy z taką chlubą i z taką zazdrością, do którego zwracamy się
zawsze z tęsknotą, jak do najpiękniejszej chwili naszego życia, wiek
XVI nie zrobił nic więcej, a przecież któżby śmiał o nim powiedzieć,
że zrobił za mało? Epoka Stanisława Augusta także nie zrobiła
więcej, ale zrobiła, co była powinna; a tak samo i epoka Towarzy-
stwa Przyjaciół Nauk. Nie wydała gwiazd pierwszego rzędu, przy-
świecających całemu światu, ale wydała takie, które w Polsce świe-
ciły jasno i oświecały ją dobrze. Towarzystwo założyło pierwsze
i niewzruszone podstawy znajomości prawa polskiego i jego historyi;
ono pierwsze przedsięwzięło badania nad językiem i dokonało dzieła
tak, że nikomu długo nie przychodziło do głowy, iżby je trzeba po-
Str 10
PRZEDMOWA
prawiać, lub zastąpić nowemi; ono postawiło pierwsze kroki w hi-
storyi literatury polskiej, w krytyce literackiej, pomimo wszystkiego
postąpiło znacznie, stworzyło ją prawie i utorowało drogę przed wła-
snymi nieprzyjaciółmi, dało im w rękę broń znacznie wydoskonaloną.
Jemuśmy winni pierwsze i bodaj czy nie najskuteczniejsze badania
słowiańskich początków Polski, jemu prace przygotowawcze do zna-
jomości własnego kraju pod względem geograficznym, geologicznym,
klimatycznym, handlowym, statystycznym. Ono pierwsze wreszcie
oprawia, nie na wielka skale może, ale pierwszy raz od trzech wie-
ków w sposób rozumny i godny przedmiotu, grecką naukę nauk
(Szaniawski. Śniadecki, Goluchowski). A kiedy tak pracuje na polu
nauk i pamięta o umysłowych potrzebach narodu i kiedy za te jego
prace należy mu się uszanowanie i wdzięczność, to niemniej należy
mu się za to. że myślało o garbarniach i hutach żelaznych, o soli
i cynku, o płodozmianie i chorobach bydła, o wiejskich chatach,
o szkołach dla głuchoniemych, o kasach oszczędności, o obyczajach
i oświacie ludu, o zdrowiu, wygodzie, dostatku ludności we wszyst-
kich jej warstwach; że nauki i oświaty nie zamykało w najwyższych
sferach abstrakcyjnej mądrości, nie monopolizowało jej na korzyść
niektórych uprzywilejowanych mędrców, ale wznosząc ją jak mogło
najwyżej w nauce, zniżało zarazem do ziemi, łączyło ze wszystkiemi
stosunkami życia, kazało w praktyce służyć na pożytek powszechny
i wieloraki narodu«.
»Jestto zwykłą cechą i zwykła historyą uczonych Towarzystw
i Akademij, że z wiedza i zamiarem, lub tylko naturalną koleją rze-
czy, z postępem czasu zamykają się coraz szczelniej w sferach naj-
wyższej mądrości i nauki, w obrębie uczonych i mędrców, na tych
kościach obwarowują się i ani niższemu światu nie pozwalają
do siebie przystępu, ani też same do niego nic zstępują. A w naturze
ich bywa jeszcze i to, że dochodzą do słusznego niezawodnie, ale
wielkiego przekonania o swojej wartości, do przesadzonego niekiedy
uczucia swojej powagi i godności, a poziomy świat, nie mogąc za-
przeczyć ich naukowej wyższości i zasługi, mści się za nie jak może,
przedrwiwując owo przeświadczenie o sobie i ową powagę, oskarża
o wyłączność, pedantyzm, o wzajemne dla siebie uwielbienie, wreszcie
pewien zastój, pewną jak żeby zatęchłość, która się wyradza w tych
wodach zwykle stojących, rzadko kiedy strumieniem nowym odży-
wianych. Powiedzieć, że Towarzystwo Przyjaciół Nauk nie miało
zgoła tej ostatniej własności, czy słabości, tego nie można. Czuło ono
swoją powagę i nosiło ją bardzo wysoko w poważnem zachowaniu
się i postawie na naprzykład Stanisława Potockiego, albo Koźmiana,
albo Osińskiego, widać ton cokolwiek wyniosły, sztywny, lekko
Str 11
PRZEDMOWA
gardliwy, który tak niecierpliwił młodszych, prostych i śmiertelnych,
nie będących obywatelami tego umysłowego 0limpu«.
»Ale jeżeli ślady tej zwykłej słabości Towarzystw uczonych
dają się dostrzegać i w naszeni, to ich wady większe i szkodliwsze,
owego oddzielenia się od świata i życia i zamknięcia w sobie, niema
w niem wcale, owszem jest ciągły i żywy rzeczywisty związek po-
między narodem a Towarzystwem, które się podjęło kierownictwa
jego oświaty. Nie ma tego stosunku życia, nie ma tej potrzeby na-
rodu, o którejby Towarzystwo nie było myślało, w których nie by-
łoby się starało przyjść z pomocą i to jest jego właściwą cechą, jego
wielką zasługą i tajemnica jego prawdziwej i niepospolitej żywotności.
Wszystko, co robi, wszystko, co przedsiębierze, wszystko to poczyna
ono w jednej i tej samej myśli, która wiąże, i spaja w całość wszyst-
kie jego działania, w myśli służenia krajowi, przyniesienia mu prak-
tycznego, jak być może najprędszego, pożytku. Ten wysoki zmysł
organizacyjny i praktyczny, który się wyrobił u nas w latach po-
między pierwszym a drugim rozbiorem, który odznaczał prace Wiel-
kiego Sejmu i współczesna literaturę, ten sam umysł organizacyjny, zmysł
ładu, rządności, ciągłości i wszechstronności pracy, panował
w Księstwie Warszawskiem i w Królestwie kongresowem, wydał
ogromne wysilenia pierwszego i wyborną administracyę, wyborne
sądownictwo, doskonały stan wychowania i najlepszy podówczas
w Europie stan skarbu drugiego. Ten sam zmysł, tem sam duch
ożywiał i Towarzystwo Przyjaciół Nauk, we wszystkich jego dzia-
łaniach, nawet w tych, którym ducha patryotycznego i obywatel-
skiego zbyt długo zwykliśmy byli zaprzeczać«.
Przyswoiłem sobie, ponad przyzwoitość może, nie bez
rzetelnej wszakże przyjemności, ów przydłuższy ustęp
z Historyi literatury polskiej (t. IV. 30 i nast.) prof. Tarnow-
skiego, aby mieć miarowskaz tego punktu widzenia, z ja-
kiego działalność naukową i obywatelską Towarzystwa
przyjaciół nauk rozpatrywaćby należało. Przeświadczenie
o konieczności i słuszności takiego, a nie innego, punktu
widzenia, nie może być niestety dowodem, iż autor pracy
niniejszej zadanie takie pomyślnie rozwiązał...
»Szczegółowo historyą Towarzystwa — nadmienia w- końcu
przytoczonego powyżej ustępu prof. Tarnowski - któraby zgłębiła
wszystkie jego prace, osądziła wartość dzieł pod jego opieką wyda-
wanych, a przynajmniej rozpraw ogłoszonych w jego Rocznikach,
i wykazała, w jakim stanie ono każdą naukę z osobna w Polsce za-
str. 12
PRZEDMOWA.
stało, a w jakim ją po latach trzydziestu zostawiło, byłaby pracą
i potrzebną i zajmująca. Własny pożytek dzisiejszych dopomina się
o nią. niemniej jak sprawiedliwość względem dawniejszych« (str. 39).
Taki ideał przyświecał wprawdzie autorowi przy pod-
jęciu niniejszego zadania, lecz wykonanie jego wobec ogromu
odnalezionego materyału źródłowego, okazało się niestety
przytrudnem i siły jego przerastającem... Ograniczył się
więc z konieczności do skromniejszej roli, nie historyka,
lecz kronikarza dziejów Towarzystwa, w tern przeświad-
czeniu, że odtworzenie całkowitej działalności instytucyi,
według osnowy protokółów jego posiedzeń, stanowić będzie
z czasem nader pożyteczny materyał dla przyszłych hi-
storyków umysłowości polskiej z początków bieżącego
stulecia.
Nie bez pewnej, dziś tak modnej, nastrojowej do-
niosłości będzie szereg widoków, przedstawiających War-
szawę, jaką była za czasów pruskich, bezpośrednio prawie
po wypadkach, które ją charakteru stolicy dawnej Rzplitej
pozbawiły. Widoki te, noszące jeszcze gdzieniegdzie ślady
niedawno przebytej katastrofy, stanowią część ongi bogatej
kolekcyi, sporządzonej około roku 1800 przez nieznanego
artystę malarza, z polecenia landgrafa Hlessen-Darmsztadz-
kiego, Ludwika X, późniejszego wielkiego księcia Ludwika I
(+ 1830). Są one dziś własnością znanego miłośnika rzeczy
krajowych, p. Mathiasa Bersohna.
Nie zachodzi oczywiście bezpośredni związek między
zewnętrzną, dekoracyjną stroną Warszawy pruskiej, a przed-
miotem niniejszej monografii. Badawcze wszakże oko roz-
ważnego czytelnika nie bez poważniejszej refleksji rozpa-
trywać będzie widoki owej ogładzonej, z cudzoziemska
przystrojonej Warszawy, wśród której zrodziła się akcya
ratunkowa, podjęta przez Towarzystwo przyjaciół nauk.
Tak mało już dziś pozostało śladów po dawnej stolicy
Rzpltej z przed stu laty i tak szybko pod wpływem no-
wych warunków jej bytu i nieustannego rozwoju nikną te
nawet, które stanowiły dotąd rodzima, charakterystyczną
str.13
PRZEDMOWA,
jej cechę, że wybaczyć można rozmiłowanemu w owych
pamiątkach po dawnych czasach szperaczowi, jeśli z każ-
dej korzysta sposobności, by zachować dla przyszłych po-
koleń choćby obrazkowe ich resztki...
Pragnął on również przekazać następcom rysy wszyst-
kich ludzi tamtoczesnej opoki, którzy w działalności To-
warzystwa przyjaciół nauk mieli tak owocny udział. Ży-
czenie to, dzięki uprzejmości J. O. Włodzimierza ks. Czet-
wertyńskiego, posiadacza jednego z najbogatszych zbiorów
rycin i pamiątek swojskich, Zygmunta Wolskiego, oraz
innych uczynnych kollekcyonistów, w większej części speł-
nionem zostało. Nie dało się wszakże, z uwagi na warunki
typograficzne, dopełnić warunku rozmieszczenia owych
wizerunków członków Towarzystwa w miejscach, gdzie
o nich mowa. Zastrzeżenie to czyni autor, licząc na pobła-
żliwość łaskawych, a wyrozumiałych czytelników.
CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ PIERWSZY.
Spuścizna po komisyi edukacyjnej. Opinia o niej v. Klewitza.
Pochwała królewska z r. 1794.
Kierownicy oświaty w Prusach południowych. Minister Woellner.
Otto hrabia Voss. Projek-
towane „naprawy". Von Hoym. Hommagium pruskie. Rozdawnictwo starostw.
Afferzyści.
Protest Zerboniego. Ślady spisku urzędniczego. Minister Goldbeck.
Pamflet v. Helda. Nowe
rządy v. Vossa. Korpus "towarcysów". Systemat Pestalozzego. Pożyczki.
Uktady bajońskie.
Ministrowie v. Schrötter, v. Massów i Karol v. Beyme.
W najsmutniejszej dziejów krajowych epoce, między
rokiem 1773, jako zaczątkiem bytu rozczłonkowanej
Rzpltej, a rokiem 1794, zamykającym okres jej podziałów
i zagłady państwowej, rozwijała się i promieniowała, prze-
możnym a dodatnim wpływom na umysłowość społeczeń-
stwa, instytucya, którą, jako najcenniejszą spuściznę po
przeszłości otrzymała, i z której posiewu długie jeszcze
lata korzystać miała Polska pogrobowa.
Komisya edukacyjna, organizacyą swą wzorową i sy-
stematem szkolnym, skierowanym ku rozwojowi nietylko
umysłu, lecz i pierwiastków etycznych i humanitarnych
w miodem pokoleniu, była pierwszem w świecie ucywili-
zowanym ministeryum oświaty. Dala ona swym przykła-
dem państwom europejskim impuls do utworzenia władz
specyalnych, poświęconych wyłącznie ważnym sprawom
edukacyi młodzieży w duchu narodowym.
Wilhelm Antoni von Klewitz,
król.-pruski rzecz, tajny minister stanu.
(Staloryt Siega).
Z nietajonem zadowole-
niem przytaczano dotychczas,
wydany w roku 1805 w Ber-
linie, memoryał, ongi prezy-
dującego radcy w departamen-
cie Prus południowych, von
Klewitza, w którym, urządze-
nia szkolne Polski porozbio-
rowej, z lat 1783 i 1790, naz-
wano wprost »przedziwnemi».
Opinia taka, dla umysło-
wości polskiej tyle zaszczytna,
nabiera tem większej wagi, ile
że stwierdzenie jej znajdu-
jemy we wcześniejszym od pomienionego memoryału re-
skrypcie króla pruskiego, Fryderyka Wilhelma II, z dnia
14 lutego 1794 roku, do kamery poznańskiej przesłanego,
w którym, dziękując ówczesnemu radcy wojenno-ekonomi-
cznemu, von Strachwitzowi, za gruntowne o szkolnictwie
polskiem sprawozdanie i za jego »patryotyczną w dobrej
sprawie gorliwość«, król pruski bez ogródek wypowiada
zdanie, że urządzenia szkolne polskie, przez dawną komi-
syę edukacyjną opracowane, »są istotnie tak wzorowemi,
iż z pewnemi jedynie zmianami, zasługują na utrzymanie
i nadal«. („Diese Verfassung und die Grundsätze des Schul-
reglements... sind in der That so musterhaft, dass sie mit Mo-
difcationen hinzuhalten zu werden verdienen...)1).
Tego rodzaju pochlebna opinia ośrodkach pomoc-
niczych dla rozwoju oświaty, w przyłączonych do monar-
chii pruskiej dawnych prowincyi polskich, nie oznaczała,
naturalnie, gotowości do popierania celu, ku króremu za-
rządzenia komisyi edukacyjnej zmierzały: do pielęgnowania
w duszach i umysłach podbitego narodu miłości do du-
chowej po ojcach spuścizny: języka, literatury i dziejów
swojskich.
Wytrącony z rąk dawnych kierowników edukacyi
str 19
DZIAŁACZE PRUSCY.
Jan Krzysztof Woellner,
król. - pruski, rzeczyw. tajny minister
stanu i sprawiedliwości.
narodowej oręż, służyć miał w rę-
kach nowego rządu jako narzę-
dzie podatne do szerzenia kul-
tury obcej, — do celów germa-
nizacyi; a jakkolwiek osnuty
w tym duchu system, wykony-
wany przez szereg lat z nieubła-
ganą konsekwencyą, żadnym nie
miał podlegać zboczeniom, to je-
dnak wytrawna polityka pruska
umiała wszelkim pomocniczym,
ku głównemu celowi zmierzają-
cym, zarządzeniom, nadać pozór
tyle humanitarny i etyczny, że
złudzone owym blichtrem umy-
sły, szczerych nawet patryotów
polskich, nie odmawiały jej zrazu współdziałania.
Epokę, która nas zajmować będzie, wypełniają rządy
dwóch Fryderyków Wilhelmów pruskich: II-go i III-go.
Pierwszy z nich, przysporzył swej monarchii odpadłe od
Rzpltej, skutkiem drugiego rozbioru, rozlegle dzielnice pol-
skie; ostatni zaś, od roku 1798, objął to dziedzictwo po ojcu
i utracił je w części, po katastrofie 1806 roku. Współpra-
cownikami obu owych Fryderyków w dziele wynarodo-
wienia społeczności polskiej, byli, względnie, jedni i ciż
sami mężowie stanu, kierowani wspólną ideą — wynatu-
rzenia ducha polskiego, jego umysłowości i języka, drogą
edukacyi młodzieży, według norm, niby to postępowych,
w gruncie rzeczy wszakże osnutych na ciasnych formuł-
kach klerykalizmu protestanckiego.
Obyczajowe zboczenia i niemoralność Fryderyka Wil-
helma II, stały się dźwignią do wyniesienia całej gruppy
etycznie nagannych osobników na szczebel kierownictwa
losami i umysłowością przyłączonych do monarchii, pod na-
zwą Prus południowych i południowo-wschodnich, prowin-
cyj polskich.
2*
str 20
CZĘŚĆ 1. rozdział pierwszy,
Otto Karol Fryd. von Voss,
minister pruski.
Jan Krzysztof Woell-
ner, były kaznodzieja prote-
stancki "un pauvre rotwrier"
„ein betrügerischer und intriguan-
ter Pfaffe", jak go w przystę-
pie cynicznej szczerości tytu-
łował Fryderyk Wielki, za-
wdzięczał swoje późniejsze
wyniesienie na dygnitarstwo
Oberfinanzratha i Premier-
ministra pruskiego (1786 r.)
bogatemu i zdradą osiągnię-
temu ożenkowi z niedoświad-
czoną hrabianką ItzenplitZ,
przedewszystkiem zaś — mis-
tycznym praktykom z królem, na tajnych schadzkach
w gronie sekty Rosenkreutzerów.
Podjąwszy się do wspólki z drugim, tejże wartości
moralnej, działaczem, Ottonem Fryderykiem hrabią Vo-
ssem, — dopuszczonym do łaski królewskiej dzięki jedynie
oddaniu na pastwę lubieżności Fryderyka Wilhelma, ro-
dzonej siostry,2) zorganizowania nowo zdobytych dzielnic
polskich w duchu reakcyjnym, przekazał w roku 1714,
po ustąpieniu ze stanowiska ministra, to zadanie, swemu
następcy. «Materyału do naprawy — pisał Voss o swoim
zarządzie w roku 1796 — starczy na lat dziesiątki». Na-
prawa miała być prowadzoną nie środkami przymusu,
lecz łagodnością, wciąganiem inteligencyi polskiej, przez
stan szlachecki reprezentowanej, w sferę interesów pań-
stwowych, drogą kaptowania jej względów tytułami i na-
dawaniem jej gruntów kameralnych, na dostępnych wa-
runkach wieczysto-dzierżawnego posiadania3).
Usypiając łagodnością swego systematu samowiedzę
narodową społeczeństwa polskiego, do tego stopnia, że, wbrew
rozkazom z góry, zabronił uroczystego obchodu na zie-
miach polskich rzadkich zwycięztw Prusaków, w pierw-
str 21
VON HOYM.
Karol Jerzy G. H von Hoym,
tajny min. stanu wojny i naczelny
minister ślązki (1739-1807).
szych walkach z Francyą rewo-
lucyjną, rozwijał natomiast hr.
Voss niestrudzoną działalność
w sprawach: niedopuszczenia du-
chowieństwa katolickiego do
udziału w Wychowaniu młodzie-
ży, w zachęcaniu tejże młodzieży
do kształcenia się w uniwersyte-
cie Frankfurckim (nad Odrą),
w projektach utworzenia w To-
runiu wszechnicy protestanckiej,
w ograniczania praw klasztorów,
w zarządzie funduszem szkolnym
pojezuickim, przedewszystkiem
zaś, zwracał uwagę na to, by
Prusy Południowe ekonomicznie
nie rozwijały się ze szkodą «macierzy» (Mutterstaat) t. j.
właściwej monarchii pruskiej4).
Wybuch powstania koścłuszkowskiego w roku 1794
wstrzymaj na ćzas krótki działalność hr. Voasa. Następcą
jego czasowym stał się minister ślązki Karol Jerzy Henryk
v. Hoym, który też stał u steru zarządu Prusami Połu-
dniowemi przez lat trzy, do czasu ponownego powołania
Vossa na ów urząd odpowiedzialny.
Karol Jerzy Henryk von Hoym (1739—1807) wynie-
siony w roku 1786 przez Fryderyka Wilhelma II do graf-
skiej godności, objął w roku 1793 zarząd kamerami: po-
znańską i piotrkowską. W roku 1795, po objęciu naczel-
nictwa w zarządzie Prusami Południowemi przyjmował
imieniem swego monarchy homagium od Warszawy, na
miasto pruskie zmienionej, i od przyłączonego kraju, przy-
czem miało miejsce głośne swego czasu zdarzenie — iż go
jedna z deputacyj «krolewską mością» nazwała5).
Upamiętnił von Hoym swoje rządy rozdawnictwem
starostw, zewsząd nadbiegłym spekulantom i afferzystom,
za bajecznie niską cenę, bogacąc tym sposobem całe rze-str 22
CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ PIERWSZY.
Henryk Juliusz, von Goldbeck.
minister pruski.
sze nikczemnych kreatur, ze
szkodą skarbu narodowego. Po-
mocnikiem jego w tych mane-
wrach był nadleśny von Trie-
benfeld, który też sam na tej
spekulacyi grube zarobił pienią-
dze Wywołało to swego czasu
głośny protest ze strony wojsko-
wego Zerboniego z Piotrkowa,
za co, z rozkazu króla, nastąpiło
jego aresztowanie, a gdy przy
rewizyi papierów Zerboniego na-
trafiono na ślad stowarzyszenia,
mającego na celu poprawę sto-
sunków wewnętrznych państwa pruskiego, zaraportował
o tem v. Hoym królowi, skutkiem czego, wspólnicy Zer-
boniego: brat tegoż, kupiec wrocławski, dowódzca v. Leip-
ziger i kupiec Salice Contessa z Hirszberga, na karę for-
teczną skazani zostali. Po wstąpieniu na tron Fryderyka
Willi. III (1798 r.) uwolniono spiskowców, przyczem i mi-
nister Goldbeck, nieprzyjaźnie względem v. Hoyma uspo-
sobiony, przeciw któremu Hans v. Held wystąpił z gło-
śnym swego czasu pamfletem: "Die wahren Jacobiner im
preussischem Staate", złożonym został z urzędu. Niedługo
wszakże trwała gospodarka v. Hoyma w Prusiech Połu-
dniowych, gdyż już w roku 1798 zmuszonym był ustąpić
z zarządu i hr. v. Voss ponownie do władzy powołanym
został. Przywrócono tedy znowu dawny systemat łago-
dności i oględności w postępowaniu z ludnością polską.
Zjednanie sobie względów szlachty stało się jedynym
celem przywróconego do władzy ministra. W takim postę-
pując duchu, powściągnął v. Voss zachcianki reformato-
rów do usamowolnienia włościan polskich6). Natomiast,
folgując rycerskiemu animuszowi szlachty polskiej, wyje-
dnał od króla zezwolenie, na utworzenie dla niej korpusu
lekkiej jazdy <<towarzyszów>>. (Towarcys)7). Zobaczymy na-
str 23
VON VOSS.
Eberhard Juliusz Wilm. von Massow,
rzeczyw.min. stantu pruski.
stępnie bliżej owoce działalności
v. Vossa w zakresie szkolnictwa
polskiego, dla którego, przy po-
mocy księdza Jeziorowskiego, wy-
jednał zezwolenie na wprowadze-
nie do nauczania młodzieży sy-
stematu pedagoga Pestalozzi'ego.
Najbardziej wszakże wpływo-
wym i dla interesów monarchii pruskiej korzystnym, lecz ety-
cznie dla narodowości polskiej szkodliwym, był chytrze obmy-
ślony plan v. Yossa — rozpoży-
czenia szlachcie polskiej, na przy-
stępnych warunkach, olbrzymich kapitałów państwowych
i legatowych różnych stowarzyszeń, z hypotecznem ich
zabezpieczeniem. Pożyczki owe, wzmógłszy w narodzie
dążność do trwonienia ich na błyskotliwy przepych za-
baw, przeszły w roku 1810 drogą sprzedaży, z mocy kon-
wencyi bajońskiej, jako zdobycz wojenna, na rzecz króla
saskiego, księcia warszawskiego.
Niemniej względnym okazał się hr. Voss dla naro-
dowości polskiej, stawiając przeszkody ommigracyi do Prus
południowych kolonistów niemieckich, wbrew wyraźnej
w tym duchu woli ministra v. Schrottera.
Trwała ta gospodarka Vossa w Polsce aż do kata-
strofy pod Jeną. Zabrawszy wszystkie akta spraw Prus
Południowych, oraz wszelkie fundusze państwowe, opuścił
v. Voss sferę swej zgubnej działalności, by już do niej nie
powrócić.
Pozostawił jedynie po sobie nieprzychylną miedzy po-
litykami pruskimi pamięć, gdyż jego to systematowi przy-
pisywano ułatwienie Napoleonowi drogi do opanowania
rychłego dawnych prowincyi polskich8).
Biegunowo przeciwnym polityce łagodności z zarzą-
dzie Prusami Południowemi był współczesny Vossowistr 24
CZĘŚĆ l. ROZDZIAŁ PIERWSZY.
C. F. Beyme,
wielki kanclerz pruski.
wzmiankowany wyżej minitter
Fryderyk Leopold von Sehrötter
(ur. 1743). Ów przyjaciel oso-
bisty Kanta i zwolennik jego filo-
zofii, od roku 1791 prezydent
Prus Wschodnich i Zachodnich,
a od roku zaś 1795 i tak zwa-
nych Nowo Wschodnich, do któ-
rych okrąg Białostocki należał,
zwracał główne swe usiłowanie
ku ekonomicznemu podniesieniu
zdobytych krajów i ku niwecze-
niu wszelkiej narodowej samo-
wiedzy w ludności polskiej, przez
zdwojoną w sprawie jej zgermanizowania rychłego gorli-
wość. Wysyłał kosztem rządu kandydatów do posad wpły-
wowych w Polsce, za granicę, do Anglii i lokował ich
następnie w rozmaitych władzach centralnych, z instruk-
cyą bezwzględnego stosowania systematu exterminacyjnego
do ludności polskiej. I tego działacza bitwa pod Jeną wy-
trąciła z siodła, wśród najgorętszego rozmachu antipolskiej
działalności9).
Dwaj jeszcze pruscy mężowie stanu pracowali je-
dnomyślnie w duchu łagodnego systematu germanizacyi
Prus południowych. Jednym z nich był powinowaty von
Vossa — Juliusz Eberhard Ernest v. Massow (ur. 1750),
który w ministeryum sprawiedliwości zarządzał depar-
tamentem Prus Południowych i Południowo-wschodnich,
a także wydziałem spraw duchowieństwa katolickiego
i protestanckiego w tychże prowincyach, osobistość giętka
i gotowa do wszelkich ustępstw na korzyść- silniejszego,
do tego stopnia, że z chwilą wkroczenia Napoleona do
Prus pospieszyła wspólnie z ministrem Goldbeckiem ze
złożeniem przysięgi homagialnej na wierność francuskiemu
zdobywcy.
Drugim wreszcie, tejże samej kategoryi działaczem,
str 25
VON BEYME
był minister Karol Fryderyk v. Beyme (ur. 1765 + 1833)
były asesor Kammergerichtu, zestosunkowany wspólnością
modnego humanitarnego kierunku najprzód z królewiczem,
a następnie z królem Fryderykiem Wilhelmem III, i z tego
względu nieprzychylnie przez historyografów pruskich
oceniany10*).
- ) Podane w niniejszym rozdziale, oraz następnych, wizerunki
pruskich mężów stanu, zawdzięczam uprzejmości prof. dra Jakóba Caro.
str 26
ROZDZIAŁ II.
Fundusz pojezuicki. Projekta Goldbecka. Protest Hoyma. Uniwersytet katolicki.
Program
edukacyl wyższej. Büsching i jego Magazyn. Wydzielenie części funduszu
edukacyjnego na
uniwersytety pruskie. Badania źródłowe nad powstaniem owego funduszu.
Szkoły prote-
stanckie. Obliczenia Hoyma. Konsystorz ewangielicki w Poznaniu. Opinia Woellnera.
Karye-
rowicz Regehly. Zasada «ausrotten« w odniesieniu do języka polskiego.
Gdy po ostatecznym rozbiorze Rzpltej rząd pruski za-
jął się energicznie sprawą oświaty i wychowania
w zagarniętych prowincyach polskich, na pierwszy plan
wysuniętą została — kwestya użycia funduszów pojezuickich
na cele germanizacyi Minister Goldbeck, popierając projekt
kamery poznańskiej, zażądał od ministra Hoyma, by fun-
dusze te przeznaczył, jeśli nie w całości, to przynajmniej
w części, na korzyść protestantów, przedewszystkiem zaś —
luteranów prowincyi Prus Południowych.
Minister Hoym, w odezwie z dnia 11 listopada 1796
roku do ministra Goldbecka wystosowanej, zaprotestował
przeciw takiej pretensyi, przytaczając w obronie funduszu
edukacyjnego, iż ten powstał wyłącznie ze sprzedaży ma-
jątków pojezuickich, na które się wyłącznie katolicy
składali.
Podsunął przytem myśl utworzenia z owych fundu-
szów — uniwersytetu katolickiego w Prusiech Południo-
wych, by taką drogą dojść do zatamowania wędrówek
młodzieży polskiej do wszechnicy krakowskiej11).
Nie zgodził się z poglądem na źródło powstania fun-
str 27
ŚRODKI GERMANIZACYI.
duszu pojezuickiego minister Goldbeck. W odezwie z dnia
24 listopada 1796, do konsystorza poznańskiego wystoso-
wanej, polecił wyśledzić: czyli majątki jezuitów nie po-
wstały z konfiskat mienia dyssydentów i powołał w tej
mierze epizod sprawy toruńskiej z roku 1725 12).
Oparł się również stanowczo propozycyi Hoyma, by
utworzyć nowy katolicki uniwersytet w Prusiech Połu-
dniowych. «Aby wytworzyć między ludnością miejscową,
a głównie wśród kleru katolickiego, kulturę, moral-
ność i patryotyzm, — pisał Goldbeck — aby wywo-
łać poprawę charakteru narodowego i oswoić nowych
poddanych z nowemi rządami, nowem prawodawstwem
i obyczajami, należy działać w duchu zmieszania obu na-
rodowości (es sei ausserst wichtig, eine Mischung zwischen bei-
derlei Nationen hervorzubringen) i wyprowadzenia mieszkań-
ców Prus Południowych ze stanu odrębności, w jakim
dotychczas pozostawali, a co było główną przeszkodą
w postępie ich kultury... Utworzenie uniwersytetu w Pru-
siech Południowych bynajmniej nie przyczyni się do uła-
twienia młodym duchownym poznania innych ludzi i in-
nych obyczajów, i do wykorzenienia z ich umysłów zasad
nietolerancyi i przesądów...
«Można zapobiedz wędrówkom do wszechnicy krakow-
skiej — obostrzeniem dotychczasowych w tej sprawie prze-
pisów... Należałoby raczej istniejący już we Wrocławiu
uniwersytet uposażyć w nauczycieli, dobrze językiem pol-
skim władająch»13).
Źródłem informacyj ministeryum pruskiego o stosun-
nach ekonomiczno-polityczno-społecznych przyłączonych
prowincyj polskich, było w owym czasie wyłącznie
dzieło Antoniego Fryderyka Buschinga: Magazin fur neue
Historie und Geographie (Hamburg, 1767—1793), w którem
autor, uważany w swoim czasie za ojca nowożytnej geo-
grafii, zebrał wiele ciekawych o Polsce szczegółów. —
Obliczenie funduszu pojezuickiego na trzydzieści milionów
złotych polskich, przez Buschinga dopełnione, obudziłostr 28
CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ DRUGI.
pożądliwość władz pruskich. Już król Fryderyk Wilhelm II
rozkazał wydzielić z owego funduszu kapitał pięć tysięcy
talarów, na rzecz uniwersytetów pruskich: Królewca, Frank-
furtu nad Odrą i Halli. Zamierzano szczodrobliwość tę
zwiększyć, ze szkodą nowych poddanych. Oparł się tym
razem tej imprezie graf V. Hoym i, w odezwie z d. 4 gru-
dnia 1796 r. do ministra Goldbecka wystosowanej, stanął
w obronie zasady, iż dowierzać cyfrom problematycznym
Buschinga nie należy i że względy w słuszności nie do-
zwalają na tak bezceremonialne szafowanie funduszem,
którego źródło i cele były zupełnie odmienne od domyśl-
nych 14).
Nie godząc się z poglądem min. Goldbecka, jakoby
fundusz ów powstał z konfiskat mienia dyssydentów, pisze
dalej Hoym: «Dyssydenci byli wprawdzie ograniczani
i wyłączani od urzędów, lecz bynajmniej nie prześlado-
wani i nie pozbawiani majątków (allein nicht eigentlich ver-
folghtfojgt und ihrer Guter beraubt), a jeśliby nawet przyjąć, że
niejakie dobra przeszły taką drogą do jezuitów, to, na
wypadek restytucyi, należałoby te dobra zwrócić potom-
kom poszkodowanych, a nie — zupełnie obcym instytucyom...
Fundusz ten poedukacyjny należy obrócić w zupełności
na reformę szkół katolickich, wiejskich i miejskich, co i tak
pociągnie za sobą nakłady znaczne.
Nie tak łatwo odstąpił Goldbeck od swego projektu,
a choć go złagodził w części tem, iż domagał się przezna-
czenia choćby pewnej części funduszu edukacyjnego na
tworzenie szkól protestanckich, to jednak graf Hoym i na
to zgodzić się nie chciał, powołując się na świeżo wy-
daną przez króla instrukcyę w przedmiocie szkolnictwa
w Prusiech Południowych i wymówił się niemożnością tra-
ktowania w tej sprawie z ministeryum pruskiem15).
W odezwie gr. Hoyma do Goldbecka, z dnia 12 marca
1797 r, znajdujemy bliżej nas obchodzące szczegóły o wy-
sokości i przeznaczeniu funduszu poedukacyjnego w Polsce
pruskiej.
str 29
FUNDUSZ EDUKACYJNY.
Składał się on z rocznych intrat, w wysokości około
30 tysięcy talarów, z których, po potrąceniu 5 tysięcy
talarów na uniwersytety pruskie, pozostałość, w kwocie
15 tys. talarów, przeznaczoną była na utrzymanie szkół
w departamencie warszawskim, jako to: na kollegia i płace
nauczycielskie. «Reszta 10 tys. talarów musi być poświę-
coną na zakłady uniwersyteckie, z uwagi, że akademie
polskie w Wilnie i Krakowie pod obce panowanie przeszły,
a zależy na utworzeniu seminaryum katolickiego i szkół
miejskich przedewszystkiem. Mam nadzieję — kończy gr.
Hoym — iż, przez nowe oszacowanie sprzedanych mają-
tków i realizacyę wątpliwych pretensyj, fundusz ten może
będzie powiększony, czem się obecnie kamera południowo-
pruska gorliwie zajmuje, lecz taki zamiar będzie wówczas
dopiero urzeczywistniony, gdy papiery i dokumenta za-
brane przez generała rosyjskiego von Buxhoewdena, przy
ustąpieniu jego z Warszawy, odzyskanemi zostaną, o co
już ministeryum spraw wewnętrznych u dworu cesarsko-
rosyjskiego poczyniło należyte starania».
Najgorliwszym orędownikiem zagarnięcia części fun-
duszu pojezuickiego na cele szkolnictwa protestanckiego
był konsystorz ewangielicki w Poznaniu, w którym zasia-
dali: generalny consenior Kaulfuss, kreissenior Hellwig
i reformowany generalny senior Cassius.
Wedlug ich opinii, przesłanej 23 stycznia 1797 roku
królowi i opartej na wiadomościach zaczerpniętych z dzieła
Węgierskiego (Regenvolsciusa): Slavonia reformata (1679),
w czasie prześladowań dyssydentów, 1614—1617 roku, za-
brać miano protestantom dwa kościoły, jedną szkołę i szpi-
tal w Poznaniu. Z konstytucyi 1775 r. wynika, że fundusz
edukacyjny przeznaczonym był na cele szkolnictwa, bez
różnicy wyznań chrześcijańskich, tem samem, zastosowanie
tej zasady do obecnego stanu rzeczy, nie powinnoby na-
stręczać trudności16).
Poparł tę opinię i minister Woellner, w raporcie do
króla z d. 8 kwietnia 1797, wzmocniwszy ją uwagą, żestr 30
CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ DRUGI.
utworzenie zasiłkowym funduszem seminaryów mieszanych,
po za granicami Prus Południowych, w którychby, na ró-
wni z językiem macierzystym, uprawiano i język niemie-
cki, skutecznie mogłoby wpłynąć na reformę i poprawę
ducha narodowego Polaków17).
Pożadliwem okiem zwracały się w stronę Prus Po-
łudniowych aspiracye karyerowiczów, by na gruncie kul-
tury dawnej polskiej posiać ziarno germanizacyi. Zarzu-
cano ministerya prośbami w tym kierunku, obiecując
szybką zmianę upodobań do form zaśniedziałych, a prze-
dewszystkiem do języka rodzimego, na korzyść, kultury
wyższej i języka niemieckiego.
W języku polskim upatrywano głównego wroga no-
wego rzeczy porządku, i już wówczas, w końcu XVIII
wieku, wysunięto na plan pierwszy hasło „ausrotten!",
której, w czasach naszych, pseudo filozof i propagator za-
sady «bezwiedności», Hartmann, nadal tak smutnie popu-
larny rozgłos.
O «wytępieniu» przedewszystkiem języka polskiego
marzył taki np. Regehly, kaznodzieja protestancki, guwer-
ner syna Maryi z książąt Czartoryskich, księżny Ludwiki
Wirtemberskiej, autorki Malwiny, po jej rozłączeniu się
z mężem. On to, osiadłszy w bawarskiem mieście Beyreuth
i bywając często w Puławach, zarzucał ministra Woellnera
prośbami, o powierzenie mu w Prusiech Południowych po-
sady nauczyciela, by wpływem swoim i kazaniami módz
przyspieszyć urzeczywistnienie celu upragnionego.
Wydał on w swym czasie broszurę pod tyt.: „Über
Schulverfassung des an Südpreussen grunzenden Theiles von
Oberschlesieu" i wykazał w niej, że źródłem wszelakiej
niedoli niemczyzny w dawnych prowincyach polskich „ist
und bleibt immer - zuerst die polnische Sprache. So sehr auch
form gearbeitet wird, sie, wo nicht auszurotten, doch mit der
deutschen zu rerbinden, so behaupte ich doch,... że stać się to
może faktem... dopiero po wygaśnięciu dwóch pokoleń.
Przyspieszenie tak pożądanego rezultatu mogłoby na-
str 31
ASPIRACYE REGEHLY'EGO
stąpić przy pomocy środków proponowanych przez Rege-
hlyego a mianowicie, przez powierzenie mu upragnionej
posady, do której ciągnie go «pełne najlepszych in-
tencyj serce dobrego Prusaka»18). - Tylko taki
systemat mógłby utworzyć silny łańcuch, którymby można
opętać niespokojne i za klubami tęskniące państwo (den
unruhigen und nach Klubbs durstenden Staat...) i przywiązać
je do osoby nowego monarchy...».str 32
ROZDZIAŁ III.
Projekta spekulacyjne profesora Reitemeyera. Elementarze i gramatyki niemieckie. Minister
Meierotto. Frankfurt nad Odrą środowiskiem propagandy niemczyzny. Obrona szkolnictwa
polskiego. Instrukcya królewska z roku 1797. Kierunek praktyczny wychowania. Humaniora.
Zgon Fryderyka Wilhelma II. Rządy nowe jego następcy. Sprawa wychowania, podjęta przez
Fryderyka Wilhelma III Sprawozdanie Vossa o szkolnictwie polskiem. Rozkład funduszu edu-
kaoyjnego. Projekt nowego uniwersytetu i środki tamowania wyjazdów młodzieży do Krakowa.
Nietylko wszakże karyerowicze z gatunku Regehlych
^ pragnęli pola do propagatorskiej działalności w Polsce.
Mieli oni współzawodników w ludziach, którzy również,
z ideą polityczno-państwową — przeobrażenia społeczeństwa
polskiego na nowy organizm, — łączyli zachcianki czysto
kupieckiej natury. Do rzędu takich osobników należał np.
głośny swego czasu uczony i profesor uniwersytetu we
Frankfurcie nad Odrą, Jan Fryderyk Reitemeyer (ur. 1755),
autor dzieła „Geschichte der Preussischen Staaten" (1801), na-
wołującego Prusy do misyi kulturalnej w słowiańskim po-
łudniowo wschodzie Niemiec.
Charakteru dwuznacznego, obyczajów nagannych19)
uważał się prof. Reitemeyer za apostoła idei etycznych
i krzewiciela prawdziwej oświaty, którą chciał zaszczepić
w Polsce za pomocą książek elementarnych i gramatyk
niemieckich. Zestosunkowany przyjaźnią z dawnym peda-
gogiem, autorem dzieła „Sitten und Lebensart der Romer" oraz
studyów nad Cyceronem, Tacytem i Liwiuszem, po roku 1788
i kierownikiem pruskiego OberschulcoUegium, wreszcie jednym
str 33
WARSZAWA PRUSKA.
B. pałac Generała posła A.O. barona Igelstróma przy ulicy Miodowej.
Akwarela nieznanego artysty dworu Landgrafa Hessen Darmsztadzkiego Ludwika X
z r. 1800, (z kollekcyi M. Bersohna).
str 34
CZĘŚĆ 1. ROZDZIAŁ TRZECI.
Prof. Henryk Ludw. Meierotto,
wizytator szkól Prus Południowych.
z ministrów wszechwładnych ga-
binetu króla Fryderyka Wilhel-
ma II, Janem Henrykiem Meie-
rotto, zwrócił się prof. Reitemeyer
do tegoż, w marcu 1797, z prośbą,
o nadanie mu przywileju na do-
starczanie do Prus Południowych,
gramatyk niemieckich, ze słowni-
kiem wyrazowym, tak, aby przez
to uczynić miasto Frankfurt nad
Odrą niejako środowiskiem pro-
pagandy niemczyzny między no-
wymi poddanymi polskimi.
Minister Meierotto jedynie
z tego względu nie zgodził się na ów projekt, iż żądany
przez Reitemeyera przywilej służył już od dawna innym
firmom niemieckim20).
Wszystkie powyższe zakusy patryotów pruskich miały
na celu odjęcie dawnym kierownikom wychowania w Pol-
sce, OO. Jezuitom i Pijarom, możności oddziaływania na
młodzież. Lecz na tej drodze spotkały się z systematy-
cznym oporem ze strony Grafa Hoyma, który, pojednaw-
czej trzymając się polityki w postępowaniu z poddanymi
polskimi, nie życzył sobie budzenia między nimi fermentu
niezadowolenia, po uśmierzonem niedawno powstaniu.
Broniąc zasad szkolnictwa polskiego, ugruntowanego
przez wzorową dawną komisyę edukacyjną, pisał graf
Hoym w dniu 11 maja 1797 roku do ministra Woellnera:
«Raczy JW. Pan być przekonanym, że będące ongi pod
sterem dawnej komisyi edukacyjnej szkoły w Warszawie,
Poznaniu, Rawie i Łęczycy, nie są tak znowu ziemi, jak
to sobie niektórzy wyobrażają, i że, przy baczniejszym
nadzorze i ulepszeniach, mogą one stać się jeszcze bardzo
pożytecznemi instytucyami>>21).
W tymże czasie, w maju 1797 roku, wydana została
dla tak zwanej komisyi edukacyjnej w Prusiech Poludnio-
str35
ZGON FRYDERYKA WILHELMA II.
wych instrukcya królewska, kontrasygnowana przez Hoyma,
celem krzewienia tyle niezbędnego i zbawiennego wychowa-
nia młodzieży polskiej („zur Befórderung der so nothigen und
heilsamen Erziehung").
Zasadą jej było utrzymanie, ile tylko będzie można,
urządzeń dawnej polskiej komisyi edukacyjnej22), przy je-
dnoczesnem użyciu środków, do możliwego rozprzestrze-
nienia znajomości niemczyzny.
Przewodnią nicią nowego systematu szkolnictwa miał
być kierunek przeważnie praktyczny, usunięcie tak
zwanych humaniorów, wykładanych w szkołach uczonych
(Gelehreschulen), na plan drugi, natomiast: wszczepianie
wszystkim wychowanemu zasad obowiązków względem
rządu i państwa, i dopuszczenie pedagogów świeckich do
wykładu w szkołach dla trzech wyznań chrześcijańskich
(katolickiego, augsburgskiego i reformowanego), z zastrze-
żeniem jedynie na korzyść osób duchownych prawa do
nauczania religii.
Zaledwie nowa instrukcya szkolna mogła wejść w ży-
cie, nastąpił w roku jej wydania (1797, w grudniu) zgon
jej orędownika, Króla Fryderyka Wilhelma II. Berło po
nim objął syn jego, Fryderyk Wilhelm III. Jakkolwiek
pierwsze kroki nowego monarchy ujawniały dążność do
zerwania z tradycyą zeszłego rządu, tyle szkodliwą dla
sprawy tolerancyi religijnej i wolniejszej myśli, przez znie-
sienie znienawidzonego edyktu religijnego Woellnera i re-
gulaminu cenzuralnego i jakkolwiek, zaraz po objęciu rzą-
dów, Fryderyk Wilhelm III zaznaczył, że uważa sprawię
wychowania za przedmiot największej swej troskliwości,
to jednak systemat germanizacyi prowincyj polskich miał
być utrzymanym bezwzględnie i nadal, i wzmocnionym
wykładem Avszystkich przedmiotów szkolnych wyłącznie
w języku niemieckim23).
Graf v. Hoym, w raporcie z dnia 1 stycznia (1798 r.
przypomniał nowemu monarsze, że plan utrzymania zasad
dawnej komisyi edukacyjnej w Prusiech Południowych był
3*str 36
CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ TRZECI.
Jego wyłącznie dziełem, i że instrukcya szkolna, przez
zmarłego króla wydana, do tych zasad przeważnie się sto-
sowała"). Przedstawiając zatem królowi konieczność za-
mianowania kierowników owej komisyi, w osobach: dyrek-
tora kamery i radcy wojennego Helwinga, oraz radców
Ditiusa i rischera i dwóch dawnych profesorów b. szkoły
kadetów (welche das Zutrauen der Nation haben) 25) obiecuje
v. Hovm, że i nadal starać się będzie — o uszlachetnianie
ryle zaniedbanego narodu (auf die Veredlung der so sehr ver-
nachlässigten Nation zu wirken").
W drugim roku panowania Fryderyka Wilhelma III
minister v. Voss zlożyl monarsze sprawozdanie ogólne o sta-
nie umysłowym i moralnym Prus Południowych, oraz dane
statystyczne w sprawie ich szkolnictwa. Jest to dokument
wagi pierwszorzędnej, zasługujący na baczną uwagę. Ba-
dany przez pryzmat pruski, organizm społeczny cząstki
najważniejszej dawnej Rzpltej, dodatnio się nie przedsta-
wiał. Zdaniem statysty pruskiego, Polacy ciągle jeszcze
podlegali niekorzystnym wpływom dawnej swej konsty-
tucyi. Szlachta była jakoby pozbawioną wszelakiego wy-
kształcenia, ze względu, iż korzystała z przywilejów uro-
dzenia, bogactw i wyłączności praw. Wyższe duchowień-
stwo niedomagało temiż samemi brakami, niższe—było cie-
mne i utrzymywało się ciemnotą ludu. Mieszczanin pod-
legał uciskowi szlachty; włościanie uginali sie pod brze-
mieniem pańszczyzny. Chłop polski — zdaniem Vossa —
odznaczał się łagodnością charakteru i zyskał wiele, wsku-
tek nowego rzeczy porządku.
Straciły jedynie dużo szlachta i duchowieństwo, gdyż
nie jest to dla człowieczej natury łatwem — przeboleć rychło
doznaną stratę. (Es ist der menschlichen Natur so leicht nicht
einen Verlust zu verschmerzen). Dla poprawy narodu musi
więc państwo (die Polizei) szukać lekarstwa w przyszłych
pokoleniach i w ich wychowaniu.
Najsilniejszym ku temu środkiem jest szkolnictwo
(Das kräftigste Mittel der Polizei besteht im Schulwesen).
str 37
SZKOLNICTWO POLSKIE.
Tu przytacza minister v. Voss dane statystyczne o sta-
nie szkół w Prusiech-Południowych.
W 234 miastach znajdowało sic 223 szkól, po wsiach
zaś, w Liczbie 9166 miejscowości, było ich 489.
Ogółem, w 9400 miejscowościach było szkół 712, czyli,
że na 13 miejscowości wypadała jedna szkoła.
Szkół tak zwanych «uczonych» było 12. Cztery aka-
demickie, zostające pod bezpośrednim kierunkiem rządu,
czyli dawne kollegia jezuickie: w Poznaniu, Kaliszu, War-
szawie i w Łęczycy. Siedm szkól pijarskich: w Rydzynie
(Reussen), Radziejowie, Piotrkowie, Wieluniu, Warszawie,
Łowiczu, Górze, jedna szkoła krzyżacka w Rawie (kreutz-
herren Orden).
Fundusz edukacyjny, utworzony z dawnego, i z po-
datków od duchowieństwa pobieranych, wynosił 41096 ta-
larów, 5 groszy i 7 3/5 fenigów, wraz z procentem zaś,
około 60 tysięcy talarów. Zabezpieczony był na dobrach
Sierakowie, darowanych przez królowię Maryę francuską(?)
jezuitom, a następnie włączonych do funduszu edukacyj-
nego. Procenta wypłacano dotychczas księżniczkom bur-
bońskim: Adelajdzie i Wiktoryi, które już zmarły.
W przyszłości fundusz edukacyjny wynosić miał je-
dynie 44096 talarów, 5 srebr. 7 3/5 fen. i z przeznaczeniem
go na utrzymanie szkół akademickich, pijarskich i niektó-
rych ślązkich.
Jako wytyczny program przyszłego systematu edu-
kacyjnego stawia Voss: skierowanie młodzieży wyższych
klas do uniwersytetów niemieckich, w Królewcu i we Frank-
furcie nad Odrą27).
Nie uważał przeto za właściwe utworzenia nowego
uniwersytetu, jak również zalecania młodzieży, by się uda-
wała do Wrocławia, gdyż fakultety tameczne: teologiczny
i filozoficzny, dopięcia pożądanego celu nie ułatwiają. Na-
tomiast, należałoby uniwersytet Frankfurcki obsadzić przez
profesorów teologii, katolików, by zachęcić kler do korzy-
stania z tamecznych wykładów.str 38
CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ TRZECI.
Król, W reskrypcie z dnia 28 maja 1800 Vossowi
przesłanym, nie zgodził się na pogląd ministra w sprawie
obsadzenia niektórych katedr frankfurckich przez profeso-
rów katolików (wegen den nachtheiligen Eindruck auf die Pro-
testanten) i uznał, że dla teologów uniwersytet wrocławski
jest pożądańszy. Da się ten cel osięgnąć — ponowieniem
zakazu wędrówek młodzieży do Krakowa.
str 39
ROZDZIAŁ IV.
Wizytacye ministeryalne szkół w Prusach Południowych. Meierotto i Gedicke.
Ogólne ich
uwagi i wnioski. Asystencya Jerzego Samuela Bandtkiego. Nieznany szczegół
z jego życia.
Biografia Bandtkiego przez Helcia. Uwagi ogólne Bandtkiego nad sprawozdaniem
wizytatorów.
Zdziczenie kultury. Przestrogi uczonego i obywatela.
Początkowe lata: 1801 i 1802 wieku XIX zaznaczyły
się dla umysłowości społeczeństwa polskiego Prus
Południowych szeregiem wizytacyj, podjętych przez zwierz-
chników szkolnictwa pruskiego, w ziemiach do Prus przy-
łączonych.
Oprócz ministra Meierotta, zjechał również do kraju
współpracownik jego, głośny w dziejach szkolnictwa pru-
skiego, dawny rektor ginmazyum w Friedriehswerder,
członek zwierzchniego konsystorza i Oberschulcollegium,
Fryderyk Gedicke (ur. 1754).
Pozostawione przez owych wizytatorów sprawozdania
z objazdu Prus Południowych stanowią dokładny obraz
szkolnictwa ówczesnego i, w ogóle, stanu oświaty w tej czę-
ści dawnej Rzplitej. Nie doczekali się oni obaj rezultatów
podjętych starań.
Męczące wędrówki po kraju, pozbawionym jeszcze
podówczas dobrze urządzonych traktów i gospód, mroźna
pora roku, dla objazdów wybrana, nabawiły i jednego i dru-
giego choroby obłożnej, z której się nie podźwignęli. Meier-
otto zmarł w końcu 1801, Gedicke w początkach 1803 r.
na przypadłości gorączki tyfoidalnej28).str 40
CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ CZWARTY.
Dr Fryderyk Gedicke,
wizvtator szkół Prus Południowych
Zaznacza Meierotto w swo-
ich uwagach niezadowolenie pro-
testantów, z powodu zbyt małej
pieczołowitości króla protestan-
ckiego około ich umysłowości.
Ubolewa wraz z nimi nad sła-
bym udziałem funduszu eduka-
cyjnego w sprawach ich wycho-
wania 29).
Obaj sprawozdawcy przy-
szli w rezultacie swoich spostrze-
rzeń do jednobrzmiących wnio-
sków: 1) iż stan szkół w Polsce
był w każdym razie pomyślniej-
szym, aniżeli sobie początkowo wyobrażali. 2) Kamery
pruskie z wielką pieczołowitością krzątały się około sprawy
szkolnictwa. 3) Młodzież polska odznaczała się zdolnościami,
zapałem do nauki, zwłaszcza w dziedzinie matematyki i ję-
zyków obcych. 4) Zauważonym był brak środków do nau-
czania, domów szkolnych należycie urządzonych, książek
i nauczycieli. 5) Odczuwał się dotkliwy brak seminaryów
nauczycielskich. 6) Należałoby się odwołać do pomocy pe-
dagogicznej narodowych Polaków (Nationalpolen), ze sta-
rych prowincyi polskich. 7) W szkołach wiejskich i miej-
skich odczuwać się dawała słaba ich frekwencya,
niedostateczność zapłaty za pracę nauczycieli, wykład
oparty na pamięciowem recytowaniu. 8) Napotykały się
trudności w jednoczeniu w szkołach dzieci różnowyzna-
niowych. 9) Z pomiędzy szkół uczonych, parafialna szkoła
w Rydzynie była lepiej urządzoną, aniżeli wszystkie aka-
demickie, razem wzięte. Po niej dopiero idą: Warszawa,
Poznań, Łowicz. Z akademickich zasługują na wyróżnie-
nie: Kalisz, Poznań, Warszawa26).
Zanim przytoczymy dalszy szereg uwag ogólnych
wizytatorów, mających dla historyka owych czasów zna-
czenie dokumentu wagi niepodrzędnej, nadmienić w tem
str 41
JERZY SAMUEL BANDTKIE.
miejscu należy, iż wizytacye szkół warszawskich odby-
wały się w asystencyi tłómacza przysięgłego, ówczesnego
nauczyciela we Wrocławiu, męża w literaturze naukowej
polskiej zasłużonego, Jerzego Samuela Bandtkiego. Prze-
konamy się następnie, o ile ten udział odbił się dodatnio
w memoryale przez Bandtkiego rządowi pruskiemu przed-
stawionym.
Jerzy Samuel Bandtkie,
pedagog-historyk (1768—1835).
Jeżeli poszukiwania archiwalne już same w sobie
stanowią dla badacza źródło zadowolnienia wewnętrznego
i nagrodę za podjęte mozoły, to uczucie to potęguje się,
ilekroć w owych poszukiwaniach natrafiamy na fakta
natury donioślejszej, odsłaniające nam szczegóły dotąd
nieznane, a rzucające światło na daną postać, lub dane
wypadki, dotąd w ukryciu zostające.
Znaliśmy Bandtkiego jako uczonego historyka litera-
tury i dziejów narodowych, lecz nie wiedzieliśmy, jakie
w owej skromnej postaci przyszłego reformatora biblioteki
jagiellońskiej bilo serce współczujące niedoli narodu, jaka
w niem tkwiła siła przekonania o konieczności ocaleniastr 42
CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ CZWARTY.
zasobów duchowych przekazanych przez przodków, dla
dobra skazanych na polityczną zagładę potomków.
Ten, dotąd nikomu nieznany, epizod z życia Jerzego
Samuela Bandtkiego, ujawniony przypadkowo w dokumen-
tach archiwum tajnego berlińskiego, zasługuje na podnie-
nie i wyróżnienie.
W tomie II Kwartalnika naukowego kra-
kowskiego z roku 1835 zamieścił był Helcel gruntowne
studyum o Jerzym Samuelu Bandtkiem, «w stosunku do
społeczności i literatury polskiej». Oparł się
w niej zasłużony badacz nietylko na gruntownej ocenie
prac historycznych uczonego, lecz i na jego autobiogra-
ficznej notatce, dosłownie w końcu rozprawy przytoczonej
(str. 364). W notatce tej Bandtkie wspomina mimochodem,
iż, jako substytut i nauczyciel języka polskiego przy gim-
nazyum św. Elżbiety we Wrocławiu, został mianowany
w roku 1799 tłomaczem przysięgłym przy urzędzie muni-
cypalnym wrocławskim, a nieco później i przy kamerze
królewskiej we Wrocławiu; poczem wymienia dalsze swoje
urzędy, pozyskane w latach 1803 i 1804. Lecz o powołaniu
swem w charakterze tlomacza do wizytacyj szkól war-
szawskich, i o memoryale, który był owej missyi następ-
stwem, nie wzmiankuje... Nie wiedział też o nich i Helcel.
Charakteryzując życie i dzieła Bandtkiego, kreśli
biograf w podniosłych słowach zasługi owego męża:
«W świecie zewnętrznych stosunków społeczeństwa swego
gościem był z innego świata, prorokiem wstecznym
(tak nazwał Schlegel badaczy dziejów przeszłości), ale
z swej oderwanej afery zwracał oczy ku rodzimym rze-
czom i w jednej dobie więcej swą myślą zlał dobra na
kraj ojczysty, niż nie jeden syn ziemi przez cale swe
życie».
Szanując wolę zmarłego, który «wszelkie panegiryki
od siebie ze wstrętem odkazywał», nie skreślił Helcel po-
chwały Bandtkiego i zostawił do tego .innym otwarte
i nietknięte pole». Będzie więc po temu sposobność w pracy,
str 43
WIZYTACYE PRUSKIE.
poświęconej epoce, gdy lepsze umysły, pragnąc wyrwać
społeczeństwo rodzime z martwoty, zaczęły szukać śro-
dków do podniesienia przedewszystkiem umysłowości pol-
skiej i do rozbudzenia zamiłowania rzeczy swojskich.
Zaszczytniejsze w tych usiłowaniach stanowisko na-
leży się mężowi, który, w tej właśnie epoce, ośmielił się
podnieść glos przestrogi, nawet wobec tronu, nawołując
króla do szanowania języka i literatury narodu, przeciw
któremu właśnie zwracały się wszelkie usiłowania germa-
nizatorów, mające na celu wytępienie i zagładę tych sza-
cownych po przeszłości pamiątek26).
Pod wieloma względami miały wizytacye szkolne
w Prusiech Południowych dodatnie na losy szkolnictwa
polskiego następstwa. Stosując się do rad i uwag Bandtkiego,
pierwszy I ledicke powziął zamiar zespolenia systematu edu-
kacyjnego ze społeczeństwem polskiem, drogą powołania
do nadzoru nad wychowaniem młodzieży wybitniejszych
w ówczesnej epoce mężów. Wtedy to właśnie powziętym
został projekt utworzenia tak zwanego eforatu szkol-
nego i wtedy również osnuto projekt utworzenia w War-
szawie wzorowego lyceum, z uwzględnieniem, obok niem-
czyzny, wykładów wiciu przedmiotów w — języku polskim.
Obserwacye uczynione na miejscu przez wizytatorów
przekonały ich, że o zgermamzowaniu przyłączonych do
Prus prowincyj, na razie przynajmniej, marzyć nie po-
dobna było. Przekonanie to spotęgowało się w Gedickem,
w podróży powrotnej przez Śląsk, gdzie miał sposobność
sprawdzenia naocznego smutnych rezultatów zakus rzą-
dowych, podejmowanych przez Niemców w ciągu całych
stuleci, gwoli wytępieniu pierwiastków narodowych w lu-
dności miejscowej.
«Sprawdził on naocznie — pisał Bandtkie już po
śmierci Gedickego, po przejrzeniu powierzonych sobie pa-
pierów zmarłego, w memoryale przesłanym do ministeryum
pruskiego — że zaniedbanie języka macierzystego prowa-
dzi raczej do zdziczenia, aniżeli do kultury (dass die Ver-
str 44
CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ CZWARTY.
nachlassigung der Muttersprache mehr zurVerwilderung, als
zur Cultur fuhre), gdyż przy bardziej sprzyjających wa-
runkach znalazł on ludność na Śląsku Górnym bardziej
oporna, nieokrzesaną i mniej kulturalną, aniżeli rodowi-
tych Polaków. Bez względu na to, że Śląsk górny już lat
trzysta pod niemieckiem pozostaje panowaniem, a lat sześć-
dziesiąt pod berłem pniakiem, znajomość języka niemie-
ckiego jest tani jeszcze małą, jeśli nie żadną, a język
rodowity (eigenc Muttersprache) uległ tam zepsuciu. Prze-
konał się nadto sprawozdawca, że Polacy nigdy nie
zasmakują w niemieckiej literaturze, jeżeli własnej pielę-
gnować nie będą mogli. Spadną oni na szczebel swoich
braci na Śląsku. Natomiast, im więcej będą mogli Polacy
uprawiać literaturę własną, tem łacniej upodobają sobie
literaturę niemiecką, a przez nią — i jej język. O tem, że
Polak wogóle nadaje się do stania się z czasem najwier-
niejszym i najchętniejszym poddanym pruskim — było to,
po bliższem z Polakami obcowaniu, przeświadczeniem zmar-
łego. Zyskuje się wszystko, jeżeli się zdobywa serce Po-
laka (dass man Alles gewonnen hat, wenn man die Herzen der
Polen gewinnt). Uwierzył wreszcie w to, że Polak, z powodu
właściwości swego charakteru, nigdy się zgermanizować
nie da, natomiast, zachowując swą polskość, może się wy-
robić na najlepszego patryote pruskiego»...
str 45
ROZDZIAŁ V
Memoryał Jerzego Samuela Bandtkiego. Charakter Polaków. Jego właściwości.
Smutny przy-
kład Śląska Górnego. Warunki podniesienia kultury umysłowej w Polsce.
Język potoczny.
Skutki zaniedbania języka ojczystego. Konieczność założenia polskiego uniwersytetu
i akade-
demii umiejętności w Warszawie.
Do powyższych uwag ogólnych nad sprawozdaniem
Gedickego dołączył Bandtkie i swoje uwagi własne,
w których, mając na względzie podwójny swój charakter:
poddanego monarchii pruskiej i charakter nauczyciela
rządowego szkoły wrocławskiej, musiał naturalnie ważyć
każdy wyraz, każdy zwrot stylowy, by nie narazić swego
stanowiska i nie obudzić w sferach rządowych podejrzli-
wości o nielojalność uczuć swoich względem nowego po-
rządku rzeczy. A jednak, pomimo takiej oględności w wy-
rażeniach, wypowiedział Bandtkie to, co tkwiło na dnie
duszy każdego rozważnego i myślącego obywatela-Polaka,
usiłującego pogodzić warunki polityczne kraju, z istotnemi
potrzebami duchowemi społeczeństwa rodzimego.
«Czas był zbyt krótki — pisał między innemi autor
memoryału — aby złagodzić w należytej mierze przeci-
wieństwa i przesądy, istniejące między Niemcami i Pola-
kami, a spotęgowane przez wypadki niedawne. Niemcy
zbyt często i zbyt silnie okazują niechęć Polakom, budząc
w nich uczucie dumy i nienawiści, które nie rzadko
szkodliwiej oddziaływa na sprawę, niżby to na pierwszy
rzut oka zdawać się mogło. Gdyby natura obdarzyła Po-
str 46
CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ PIĄTY.
laków zaletami włościwemi Niemcom, przeciwieństwo to,
o jakiem mowa, łatwoby się usunąć dało. Dobroduszny
Polak stałby się dzielnym Niemcom i nie odczuwałby tak
silnie swej niedoli. Lecz niepodobna Polakowi zdobyć się
na spokój i zimną rozwagę, wytrwałość w przedsięwzię-
ciach, żelazną pilność i oszczędność Niemców, które tych
ostatnich do obecnego świetności doprowadziły stanu. Na-
tura, która macochą nie jest, obdarzyła natomiast Pola-
ków innemi cnotami, zastępującemi tamte w zupełności.
«Owe cnoty, Polakom właściwie, są w stanie utrwalić
pewność, że pod silnem i spokojnem panowaniem, nietylko
że Polacy nic ustąpią swym współobywatelom Niemcom, lecz
że w walce o pierwszeństwo nie pozostaną za nimi. Owemi,
Polakom właściwemi, cnotami są: wytrwałość w doli i nie-
doli i stąd wypływająca swoboda myśli (Frohsinn), po-
przestawanie na małem (Genugsamkeit), sztuka znoszenia
bez szemrania wszystkich przeciwności losu, zapał i entu-
zyazm w podejmowanych pracach, łatwość oryentowania
się, fizyczna i umysłowa zręczność.
«Cnoty owe uczynią z Polaków wszystko: dobrych
i wiernych poddanych, ludzi dzielnych, nie znających znie-
wieściałości i obawy przed niebezpieczeństwem, a nawet
najpilniejszych obywateli, jakkolwiek zamiłowanie do pracy
jest u nich sporadycznem.
«Lecz nigdy Polak nie stanie się dobrym Niemcem
(Aber niemals kann aus den Polen eiu guter Deutscher werden).
Historya Śląska górnego jest w tej mierze najlepszym do-
wodem. Że jednak Polacy pod wieloma względami na niż-
szym pozostają szczeblu, jestto następstwem szeregu nie-
szczęśliwości, których winy im wyłącznie przypisywać nie
można.
«Aby skojarzyć ściślej Polaków z monarchia pruską,
aby zjednać sobie ich serca, należy przy urządzaniu szkół
mieć na względzie następujące stosunki:
1. Polacy powinni poznać literaturę niemiecką w ca-
str 47
MEMORYAŁ J. S. BANDTKIEGO.
łej jej rozciągłości, lecz nie zaniedbywać przytem i swojej
własnej.
2. Urzędujący w Prusiech Południowych Niemcy, i ci,
którzy tu w przyszłości działać mają, winni się dokładniej
obeznać z piśmiennictwem polskiem.
3. Skojarzenie obu literatur winno ku temu utoro-
wać drogę, by Niemiec — Polakiem, a Polak — Niemcem
nie gardzili.
4. Księgarstwo polskie i niemieckie winno być we-
dług możności popieranem.
5. Polskim patryotycznym pismom i dziennikom nie
powinna być stawianą w rozkrzewianiu się żadna prze-
szkoda.
«Co do tego, że tylko ukształcony Polak mógłby w je-
dnakiej mierze pielęgnować literaturę polską i niemiecką,
Polak, mający czas i możności kształcenia się i zdobywa-
nia taką drogą urzędów i godności, samo się przez się ro-
zumie, gdyż prosty człowiek (der gemeine Mann), niema po
temu ani czasu, ani sposobności, będąc zmuszonym ciężką
pracą na chleb codzienny zarabiać. I prostak niemiecki
rzadko kiedy rozumie należycie swoją macierzystą mowę,
a jeśli nie odbył nauki szkolnej, zapomina częstokroć o pra-
widłach pisowni i o innych niezbędnych wiadomościach.
Wszędzie w Niemczech napotyka się gwara prowincyo-
nalna; jakimże tedy sposobem można żądać, by prostak
polski uczył się niemczyzny i polskiego jednocześnie?
«Prostak polski musi być pozostawiony przy swoim
wyłącznie języku polskim, a Polak ukształcony powinien
pielęgnować i swój język ojczysty — obok niemieckiego.
«Zaniedbywanie języka macierzystego jest źródłem
barbarzyństwa i zdziczenia (Die Vernachlassigung der Mut-
tersprache zieht Barbarei und Verwiderung nach sich). Pogra-
niczne prowincye wielu państw, gdzie panuje mieszanina
języków, są po większej części mniej kulturalne, aniżeli
inne, np. Sabaudya, Lotaryngia i Górnoślązk. Jaką szkodę
wywołało tam zaniedbanie macierzystego języka? Powołuję
str 48
CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ PIĄTY.
się w tej mierze na pisemko kaznodziei anhalckiego, Jana
Samuela Richtera: "Oberchlesische Landman" (Korn, 1797).
Że stany ukształcone oddziaływują na szarą rzeszę — nikt
nie za przeczy. W jednakiej więc mierze skojarzenie nie-
mieckiej literatury z polską między ukształconemi, mia-
łoby wpływ zbawienny na gmin. Żadna szkoła na świecie
nie jest zdolną nauczyć naród obcego temuż języka. Tego
uczy doświadczenie. Szkoły tedy niemieckie dla polskiego
chybiają swego celu najzupełniej, czego dowodem
jest Górnośląsk.
«Aby jednak skojarzyć literaturę niemiecką z polską
rozkrzewić ja między ukształconemi warstwami narodu,
potrzebnem jest utworzenie ginmazyum, któreby, obok
szkół pijarakich, dawało młodzieży polskiej, wystawionej
na niebezpieczeństwo zdziczenia, możność kształcenia się
osiągania zawodów obywatelskich. Nie podobna myśleć
0 kulturze narodu, bez środków właściwego nauczania;
jeśli Polacy mają być skazani na zejście do poziomu
Górnośląska, to i stulecia całe nie wystarczą dla ich pod-
niesienia.
«Aby jednak ułatwić młodzieży polskiej, a zwłaszcza
wyższych stanów, możność zdobywania honorowych sta-
nowisk , byłoby w rzeczy samej do życzenia, utworzenie
w jakiemś mieście — uniwersytetu polskiego. Utwo-
rzenie uniwersytetu wyłącznie niemieckiego, miałoby sku-
tek taki. jak np. założenie przez Józefa II uniwersytetu
we Lwowie. Z uwagi jednak, że fundusze na taki cel mu-
siałyby być znaczne, znaczniejsze w Prusiech Południo-
wych, aniżeli w Niemczech, o urzeczywistnieniu rychłem
tego celu myśleć nie można, jakkolwiek już książę Albrecht.
pruski właściwie miał na celu założenie w Królewcu uni-
wersytetu polskiego. Zniesienie zaś uniwersytetu niemie-
ckiego i obrócenie jego mienia na uniwersytet polski, ró-
wnież z wielu względów byłoby trudnem.
«Lecz nawet bez wielkich nakładów możnaby wiele
dla literatury polskiej, przez założenie
str 49
AKADEMIA UMIEJĘTNOŚCI.
w Warszawie Akademii Umiejętności. Gdyby
państwo zdobyło się na utworzenie takiej akademii, wzmo-
głaby się ambicya Polaków, w kierunku odznaczenia się
na polu nauki. Niejeden z nich znalazłby pole do zaszczy-
tnego i pożytecznego zajęcia, inny znów, z poczucia pa-
tryotyzmu, starałby się o utworzenie jakiejś pożytecznej fun-
dacyi, tak, że pomoc państwa okazałaby się w następstwie
zbyteczną, Napływ obcych z Galicyi i z Rosyi mógłby
bardzo korzystnie oddziałać na rozkwit Warszawy»30).
TOWARZYSTWO WARSZAWSKIE
4str 50
ROZDZIAŁ. VI.
Wymiana poglądów między ministrami v. Schrotterem i v. Vossem z powodu
memoryału Bandt-
kiego. Radykalizm Schroottera. Jedność językowa w państwie. Przykład Węgier
I Tyrolu, w ze-
stawieniu z Inflantami i Litwa pruska. Język zdobywców. Stan przejściowy.
Imperatyw kate-
goryczny. Przepowiednie wpływu języka rosyjskiego na polski. Język i literatura
polska w po-
jęciu ministra pruskiego. Zadanie germanizacyi. Odpowiedź v. Vossa.
Jego zastrzeżenia.
Względy polityczne.
Memoryał Bandtkiego, złożony na ręce v. Vossa, prze-
słanym został 23 września 1803 r. do Berlina J. E.
ministrowi v. Schroetter, żarliwemu, jak wiemy, zwolenni-
kowi bezwarunkowego i bezzwłocznego zgermanizowania
Prus Południowych.
Minister von Schroetter odczytał uwagi Bandtkiego
i wypowiedział o nich opinię w odezwie do Vossa, który,
ze swej strony, rezultaty owej dyskussyi zakomunikował
ministrowi naczelnemu v. Massowowi.
Z owych wzajemnych wynurzeń można utworzyć
sobie dokładne wyobrażenie o prądach, jakie w sprawie
polskiej w sferach urzędowych polskich ścierały się w owym
czasie, gdy jeszcze nieprzewidywano tak rychłego od-
padnięcia Prus Południowych od monarchii i zabierano
się do gruntownego przeinaczenia na nową modłę orga-
nizmu polskiego.
— «Niezaprzeczenie — pisał v. Schroetter do Vossa —
wiele uwag nauczyciela Bandtkiego jest trafnych i nada-
str 51
UWAGI MINISTRA V. SCHROETTERA.
jących się do spożytkowania przy urządzeniu szkolnictwa
w nowych prowincyach. Z tem wszystkiem, niepodobna mi
zataić przeświadczenia, że autor memoryału zbyt wielką,
utrzymaniu języka polskiego i polskiej literatury przypi-
suje wagę (gar zu vielen Werth auf die Erhaltung der poloni-
schn Litterutur und der poln. Sprache legt). Zdaje mi się, że
historya wszystkich krajów i narodów stwirdza ów pe-
wnik, że prowineya, w której ludność dwojakim między
sobą porozumiewa się językiem, nigdy do wysokiego sto-
pnia kultury i rozwoju umysłowego u ogólę podźwignąć
się nie zdoła, i że, taki kraj, w przeciwieństwie do tych.
w których jeden tylko język jest językiem miejscowym,
zawsze na niskim poziomie rozwoju pozostaje. Za daleko by
to nas zawiodło, gdybyśmy chcieli dotrzeć do źródła przy-
czyn tego zjawiska; lecz że to tak w rzeczywistości się
dzieje, o tom świadczą przykłady dawniejszych i now-
szych czasów, a między innymi: przykład Węgier i połu-
dniowego Tyrolu, w zestawieniu z innemi prowincyami
monarchii austryackiej; przykład Inflant, Kurlandyi, Litwy
pruskiej, Głórno-Ślązka, części Prus Zachodnich i Wscho-
dnich, w zestawieniu z Niemcami.
«Nie trudnem byłoby również dowieść, że kultura
prowincyi przez obcy naród zdobytej, tem rychlej się
wznosi, im rychlej pierwsza przyswaja sobie język, zwy-
czaje i obyczaje zdobywców, tam zwłaszcza, gdy i bez tego
sama jeszcze na niższym szczeblu kultury pozostaje, ani-
żeli ów kraj. do którego wcieloną została. 0 tem, że język
niemiecki niezadługo wielkie w prowincyach dawnej Bel-
ski, do Prus i Austryi przy łączonych, uczyni postępy, wąt-
pić nie można. Warunki bytu tanecznego, odbywania po-
siedzeń publicznych, wydawanie rozporządzeń i praw
częścią wyłącznie w tym języku, lub też na równi z miej-
scowym, zamieszkiwanie kraju przez niemieckich urzędni-
ków wojskowych i cywilnych, odwiedzanie niemieckich
rezydcncyj i niemieckich dworów przez bogatą szlachtę,
konieczność odbywania nauk teologicznych, lekarskich
4*str 52
CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ SZÓSTY.
i prawniczych w uniwersytetach niemieckich, umieszczanie
ludzi z gminu w garnizonowych miastach niemieckich,
wszystko to musi się do przyczyniać do większej znajo-
mości języka niemieckiego. A gdy się wnioskowanie, z do-
świadczenia osiągniętego w Prusiech Zachodnich, przeniesie
na Prusy Południowe i Południowo Wschodnie, to przyjąć
można U pewne, że za lat 30 lub 40 nie znajdzie się
w tych prowincyach człowiek jako tako wykształcony, któ-
ryby niemieckim nie mógł władać językiem.
«Ów stan przejściowy, w którym mieszkańcy Prus
Południowych i Nowowschodnich przez długie jeszcze lata, na
rozmaite kategorye będą musieli być dzieleni, nie wpływa
pomyślnie na rozwój owej kultury. Jednakże,
gdy z natury rzeczy i z warunków, w jakich owe prowin-
cye do pruskiej i austryackiej pozostają monarchii — nie-
podobna zatamować dalszego krzewienia się w nich języka
niemieckiego, przeto wydaje mi się kwestyą zasadniczą
i, niejako systematem rządowym obu państw rozbiorowych,
nie wpływać specyalnemi środkami i urządzeniami na
kształcenie się języka polskiego i polskiej literatury. Pro-
wincye te muszą się stać niemieckiemi. Takim jest cel
rządu. (Diesc Provinzen müssen deutsch werden, dies ist das
Ziel der Regierung). Chcieć gwałtownemi środkami ów cel
urzeczywistnić, byłoby bezużytecznem i bezcelowem. Na-
popierać przywiązanie narodu do swego języka
macierzystego, znaczyłoby: utrwalać ów stan przejściowy
i tamować rozwój i.wej kultury.
«Nie wydaje mi się to niemożliwem, iż język polski,
po upływie kilku (einigen) generacyj, albo się w zupełności
zatraci. lub też, przez swą siostrzycę — język rosyjski —
będzie pochłonięty (entweder sich ganz verliert, oder von ihrer
Schwester, der rusischen Sprache, verschlungen sein wird).
Skutkiem podobnych wydarzeń, jak te, mocą których pań-
stwo Polskie upadło: wygasły języki hebrajski i łaciński,
a z żyjących - staro pruski, w zupełności, wendvjski i li-
tewski po większej części.
str 53
O JĘZYKU POLSKIM.
«Takiż sam los czeka — o ile się polityczny stan
rzeczy nie zmieni — i język polski, a to tem pewniej, jeśli
się zważy na stan kultury narodu polskiego, w zestawie-
niu z niemieckim, lub rosyjskim, na wadliwy ustrój języka
polskiego (mangelhafte Ausbildung der polu. Sprache) niewielką
wartość dzieł literatury polskiej (den geringfugigen Werth
der Werke der polnischen Litteratur).
«Ów — według normalnego biegu rzeczy fakt oczeki-
wany — wstrzymać, wydaje mi się rzeczą niepożądana.
To zaś, by skutkiem zaniedbania języka macierzystego
naród ów mógł popaść w barbarzyństwo, jak to utrzy-
muje autor memoryalu, nie zdaje się być dopuszczaniem.
«Przykład Górnoślązka, według mego zdania, nie jest
przekonywającym. Na slaby rozwój kultury wpłynęły tam
inne, odleglejsze warunki, przedewszystkiem wadliwość
kultury ziemi.
«Jakkolwiek w ogólności nie umiałbym określić, jak
daleko może się. posunąć państwo, by znajomość- niemczy-
zny rozkrzewić między Ludnością rdzenną prowincyj pol-
skiech, to jednak, pomysł zakładania po miasteczkach pol-
skich i po wsiach, wyłącznie szkół polskich wydaje
mi sic niewłaściwym.
«Przypuszczam, że, w rzeczy samej, konieczność zmusi,
poprzestać w wielu szkołach na nauczycielach władają-
cych tylko mowa polską. Jednakże ta, w wyjątkowych
jedynie wypadkach występująca konieczność, niepowinna
tworzyć reguły.
«Syn rolnika i mieszczanina w małych miasteczkach,
który tylko: rachować, pisać i czytać, a niczego więcej
uczyć się nie powinien, znajdzie jeszcze dosyć czasu na
naukę języka niemieckiego. O ile dzieci polskie będą z nie-
mieckiemi pomieszane, język niemiecki z łatwością da się
im przyswoić. A choćby takie dziecko do 10 roku życia
wyniosło ze szkoły znajomość- kilku niemieckich wyrazów
i wyrażeń potocznego życia, to nie będzie to bez pożytku,str 54
CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ SZÓSTY.
by ułatwić niemieckiemu językowi w przyszłych pokole-
niach coraz szersze zastosowanie.
«W szkołach mieszczańskich miast większych, wy-
kład, mego zdania, musi być w obu językach prowa-
dzonym. Jeśli to nie nastąpi, powstaną albo same polskie,
lub same niemieckie szkoły, które będą wyodrębniać mię-
dzy sobą rozmaite klasy narodu i pociągać za sobą na-
stępstwa niepożądane.
«W tak zwanycb szkołach uczonych, zdaniem mo-
jem, winien być wykład w niższych jedynie klasach pro-
wadzonym po polsku, lecz jednocześnie, należałoby zważać
na to, by uczeń przyswajał sobie zwolna znajomość nie-
mieckiego języka w takim stopniu, by mógł w wyższych
klasach słuchać z korzyścią wykładu niemieckich nauczy-
cieli. W tym wypadku uważałbym za zbyteczne, by w kla-
sach wyższych używano naprzemian obu języków. Do-
świadczenie uczy, że rdzennemu Polakowi niezmiernie jest
trudno przyswoić sobie gruntowną znajomość języka nie-
mieckiego w mowie i piśmie. Należy mu przeto nieodzo-
wnie daćmożność ciągłego stykania sic z mową niemiecką
i z jej pismem. Da się to, zdaniem mojem, osiągnąć: jedy-
nie drogą wykładów naukowych w języku niemieckim
przekładami starych autorów na język niemiecki. Na
ćwiczenia gramatyczne w języku polskim, dla tych, co
od kolebki uczą się tego języka, dostateczna byłoby prze-
znaczyć dwie godziny tygodniowo.
«Dla tego jedynie rozszerzyłem się nad tym przed-
dmiotem ponieważ uważam go za jeden z najważniejszych
czynników w organizacyj nowych prowincyj i dla tego
byłoby wielkiem dla mnie zadosyćuczynieniem, gdyby
JWPan jednakiego ze mną był w tej sprawie zdania.
Berlin 81 października 1803.
v. Schrotter".
Wiemy, że Voss w zarządzie swoim trzymał się zaw-
sze polityki pojednawczej, nie chcąc budzić między ludno-
scią polską szemrania i niezadowolenia. Wobec tak katego-
str 55
ŚRODKI ZARADCZE
ryoznie wyrażonej woli wszechwładnego ministra Sehroet-
tera, w kierunku bezwzględnej germanizacyi prowincyj
polskich, nie mógł oczywiście narazić swego stanowiska
i. w układnej odezwie z 27 listopada 1803, uznał zasadni-
czy pogląd swego zwierzchnika za usprawiedliwiony, pod
niejakiemi wszakże zastrzeżeniami:
«Wynurzony przez Waszą Eixc z powodu memorya-
łów nauczyciela Bandtkiego, sentyment (Sentiment) — pisał —
w przedmiocie stopniowego wprowadzania języka niemiec-
kiego do niegdy prowincyj polskich, wyczerpuje ów przed-
miot w zupełności. Zgadzam się z nim całkowicie i wynu-
rzając Waszej EIXC podziękowanie, pozwalam sobie wszakże
uczynić tę uwagę:
«Jak długo jeszcze, z powodu braku nauczycieli wła-
dających dobrze językami niemieckim i polskim, wykład
musi być przeważnie w języku polskim prowadzony, by-
łoby do życzenia: tych nauczycieli do wykładu dopuszczać,
a nie usuwać ich całkowicie. Im więcej urzędujący w Fre-
siech Południowych i Południowo- Wschodnich zaniedbywać
będą ów, tak w miejscowych warunkach potrzebny, język
krajowy, tern szkodliwiej mogłoby to oddziałać na sprawę
budzenia w tej mierze niezadowolenia w narodzie (einen
üblen Eindruck bei der Nation hervorzubingen" 31).
Powyższa wymiana .zdań przedstawioną została do
opinii ministrowi v. Scheer, który, w odezwie z dnia 15
grudnia 1803 r. pogląd v. Vossa W zupełności zaakcep-
tował 32).
str 56
ROZDZIAŁ VII.
Wybór metody nauczania młodzieży polskiej. Pestalozzi i Olivier. Misya księdza Jeziorow-
skiego do Burgdorfu. Lienhard und Gertrud. Nauka języków. Opinia ks. Jeziorowskiego. Rela-
cya Vossa. Pestalozzi o zastosowaniu swej metody do ludności polskiej. Wątpliwości Fryde-
ryka Wilhelma III. Ponowny raport Vossa.
Jednoześnie z kwestyą językową opracowywaną w ga-
binecie pruskim, gwoli szczęśliwości nowych podda-
nych. podjął król Fryderyk Wilhelm III z własnej inicya-
tywy sprawą metody nauczania młodzieży polskiej,
w tem przekonaniu, że zdemoralizowano, w jego pojęciu,
społeczeństwo polskie, tylko drogą odpowiedniej reformy
będzie mogło z czasem dostąpić do przeświadczenia—o wyż-
szości kultury niemieckiej nad własną, narodową, i prze-
robić się dobrowolnie na modłę nową.
W tym celu, w lipcu 1803, wysianym został inspektor
seminaryów nauczycielskich w Prusieeh Południowych,
ksiądz Jeziorowski, do Burgdorfu, miasteczka szwajcar-
skiego, w kantonie berneńskim, gdzie, właśnie podówczas,
słynny filantrop i pedagog, Henryk Pestalozzi (1746—1827),
utworzywszy instytut wychowawczy, poświęcał się idei
reformy edukacyi młodzieży. Współcześnie z Pestalozzim
działał na polu pedagogii inny Szwajcar, Ludwik Henrvk
Ferdynand Olivier, rodem z La Sarra w kantonie Vaud
(1759-1815), nauczyciel języka francuskiego w zakładzie
str 57
METODA PE8TALOZZI'EGO.
Jan henryk Pestalozzi,
pedagog filantrop (1746-1827).
Dessauskim, założonym przez Base-
dowa, pod nazwą Filantropia.
Po obeznaniu się z metodą Pe-
stalozziego miał ks. Jeziorowski udać
się do Oliviera i o rezultatach swoich
obserwacyj złożyć sprawozdanie von
Vossowi, celem przedstawienia całego
operatu z uwagami ministra królowi.
Wywiązał się von Voss z tego
zadania w d. .31 grudnia 1803, wynu-
rżeniem opinii o doniosłości obu metod
nauczania33).
«Metoda Pestalozzego — pisał minister do króla —
obejmuje całokształt wychowania i nauczania elementar-
nego: natomiast metoda Oliviera ma przeważnie naukę
czytania na względzie. Pierwsza zatem jest rozleglejszą,
ostatnia jednak wypełnia braki poprzedniej.
«Pestalozzi wychowuje i naucza zgodnie z naturą,
prowadząc dziatwę do rozwoju umysłowego — drogą poglą-
dową i doświadczenia. Zwraca jej uwagę na otaczające ją
przedmioty, posługując sie przytem trzema czynnikami:
mową, formą i liczbą, określając przedmioty, udostępniając
pojęcie i kształcąc jednocześnie ducha. Język sam w sobie,
mówienie, wprawa i zręczność w wysłowieniu — są dla
niego środkiem i celem wykładu, z ozem łączy sie i samo
czytanie.
«Stosunki formy i liczby, wszystkie miary i pojęcie
cyfr, zwłaszcza jedności, wielości i ułamków, ich zesta-
wienie i podział, uwydatnia on za pomocą kwadratu,
a dzielenie i stosunki dziesiętne występują tak wyraźnie,
że drogą poglądu sprawdzić się dają.
«Połączone z tem ćwiczenia umożliwiają sprawność
aż do stopnia nieomylności, w rysowaniu, pisaniu i rachun-
kach. 1 nauka religii gruntuje się na doświadczeniu, pro-
wadząc od matki, przez uczucia miłości, wdzięczności
i ufności do — wiary w Boga.str 58
CZĘŚĆ I ROZDZIAŁ SIÓDMY.
«Całemu wykładowi jako podkład służą trzy książki
elementarne:
1. książka matkii. Służy ona do poznania przedmio-
tów i mowy.
2 Abecadlnik poglądowy, lub nauka o stosunkach
miar. Uczy ona wymiarów przestrzeni i sztuki rysunków
oraz pisania.
3. Nauka poglądowa o stosunkach liczb, jako środek
poznania liczb i rachunków. Połączone są z temi książ-
kami tablice rachunkowe, z jednościami i ułamkami.
«Starałem się przedstawić Waszej król. Mości istotę
nauki Peatalozzego. Przechodzę obecnie do jej stosowania
w Burgdorfie.
«Stan ojczyzny Pestalozzi'ego i zepsucie ludności znie-
woliły go do wydania słynnej książki ludowej: Lienhard
und Gertrud której, mając na względzie wadliwość
wychowania i nauczania ludu, sam wziął na siebie zada-
nie kształcenia młodzieży. Zakład jego w Burgdorfie istnieje
dopiero od lat kilku, lecz walcząc z przeszkodami natury
ekonomicznej, jeszcze ideałowi swemu nie odpowiada. Nauka
czytania odbywa się przy pomocy małych tabliczek z li-
terami. Ćwiczenia w czytaniu znalazł Jeziorowski niedo-
statecznemi.
«Nauka poglądowa rozpoczyna się od znajomości ciała
ludzkiego i od niej dochodzi do poznania świata zewnę-
trznego.
«Nauka Języków odbywa się praktycznie i teorety-
cznie, o tyle, że dzieci przy wykładzie muszą same mówić,
Teorya polega na regułach językowych.
«Głównym przedmiotem jest nauka rysunków i ary-
tmetyki Pierwsza kształci oko i rękę dziecka, ułatwiając
mu. bez linii, cyrkla i innych przyrządów, możność odtwa-
rzania przedmiotów rzeczywistych. Nauka rysunków pro-
wadzona, jest w taki sposób, że ułatwia dzieciom możność
powiązania zawikłanych zadań. Oprócz nauki religii,
udzielanej przez księży, sam Pestalozzi odprawia ranne
str 59
METODA OLIVIERA.
i wieczorne nabożeństwa i uczy dzieci po ojcowsku mo-
ralności i dobrych obyczajów.
«Udzielają tu również nauk geometryi, geografii, hi-
storyi naturalnej, ortografii i śpiewu.
«Opinia ks. Jeziorowskiego o doniosłości metody wy-
chowawczej Pestalozzi'ego i o jej rezultatach streszcza się
w słowach:
«Wychowańca Pestalozzi'ego celują: dobroć i szlache-
tność uczuć, śmiałość, odwaga, stanowczość, spostrzegaw-
czość, zmysł szybkiego oryentowania się, łatwość wysło-
wienia się w językach francuskim i niemieckim, uzdolnie-
nie do rysunków. Natomiast cechują go pewne braki
w czytaniu i w pisaniu».
«Metoda Oliviera zwraca się przeważnie do wyrobie-
nia w dzieciach zdolności do wyraźnego wymawiania wy-
razów i krótkich zdań. Czuwa troskliwie nad poprawnością
ortografii, przez umiejętny rozbiór językowy. Posługuje się
owa metoda odpowiedniemi tabliczkami wyrazowemi.
«Jakkolwiek zatem obie metody mają i dodatnie i uje-
mne strony, jednakże rezultat ich stosowania polega na
umiejętnym doborze przewodników, uczniów i zasobów7
wychowawczych, a te, nie wszędzie i nie zawsze, po za
obrębem instytutów ich twórców, odnaleść się dają.
«Należałoby w każdym razie skorzystać z dodatnich
stron obu pomienionych metod, a zwłaszcza — z metody
Oliwieni, która, przez rozbiór językowy mowy na skła-
dowe jej, części ułatwiałaby Polakom możność przyswoje-
nia sobie języka niemieckiego»34).
Kończy Voss swój memoryal, następującą o osobie
księdza Jeziorowskiego uwagą:
«O ileby Wasza król. Mość raczyła uwzględnić moje
propozycye, mniemam, że w księdzu Jeziorowskini moożnaby
znaleść najodpowiedniejszą dla ich urzeczywistnienia oso-
bistość. Ocenił on bezstronnie obie metody wychowawcze,
zgadza się ze mną w punktach zasadniczych, zna nasze
szkolnictwo, naród polski i jego język, jest pedagogiemstr 60
CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ SIÓDMY.
praktycznym i w czasie swej podróży zwiedził znaczniej-
sze zakłady naukowe i seminarya państw Waszej król.
Mości i Niemiec.
«Z jego to już polecenia i pod jego nadzorem wyćwi-
czyło się dwóch seminarzystów polskiego pochodzenia
i z jego to porady wprowadzono w użycie tabliczki obraz-
kowe i wyrazowe, które dałyby się z korzyścią zastoso-
wać do szkółek wiejskich i miejskich.
«Dałby się ksiądz Jeziorowski spożytkować jako dy-
rektor seminaryów nauczycieli wiejskich, mających sic
urządzić- w Prusiech Południowych, według planu przez
Waszą kroi. Mość w d. 28 maja 1800 r. zatwierdzonego.
«Zresztą, nic mogę zataić, że ks. Jeziorowski wszędzie
podczas swej podróży, zwłaszcza przez Pestalozzi'ego,
z wielkiem poszanowaniem był przyjmowany, budząc wszę-
dzie między cudzoziemcami uznanie dla ojcowskich rządów
i troskliwości o oświatę Waszej królewskiej Mości».
Refleksye Vossa nie przekonały króla o doniosłości
proponowanej reformy i dlatego, w ponownym swoim me-
moryale, usiłował Voss bliżej uwydatnił- cele, jakie, przez
wprowadzenie do Prus Południowych ulepszonej metody
nauczania, miał na widoku.
«Nie pragnąłem bynajmniej — pisał Voss — przez
metodę Pestalozzi'ego rozszerzyć zakres czytelnictwa mię-
dzy Indem prostym, lecz miałem na względzie wydosko-
nalenie w nim zdrowego rozsądku, zmysłów i rąk, dla
celów potocznego życia. Wybór przedmiotów nauczania
elementarnego w Prusiech Południowych określonym już
został w reskrypcie majowym Waszej król. Mości, z 1800
inku. Zmierzał on przeważnie do rozkrzewienia znajomo-
mości czytania i pisania w języku niemieckim i polskim,
do udostępnienia wykładów rachunkowości i... religii, w po-
łączeniu z obyczajnością (auf Rechnen und... Religion, ver-
bunden mit Sittichkeit).
«Te tylko przedmioty pragnę wydoskonalić za po-
mocą nowej metody nauczania. Rozpoczynają się one
str 61
MRZONKI CZASÓW NOWSZYCH.
wcześnie i ułatwiają możność zwracania dzieci rodzicom,
jako pomoc w pracy. Ułatwiają one dzieciom możność
zrozumienia tego, czego się uczy.- mają, a zrozumiawszy
to, pozwalają je utrwalać w pamięci Nie zajmują się one
rzeczami martwemi, lecz wyrabiają sprawność umysłu,
zmysłów i rąk, której klasy robocze i żołnierze potrzebują.
«Taka jedynie metoda prowadzi do rezultatów pożą-
danych i chroni od mrzonek czasów nowszych (Schwinde-
leien der neueren Zeit).
«Sam Pestalozzi wyraża się o zastosowaniu jej do
Prus Południowych, w słowach:
«Jest ona wyśmienitą (vorgüglich) dla mniej kultural-
nych krain, nadając się do natury nieokrzesanych naro-
dów (roher Völker), jakoteż do skrzywionej połowicznej
kultury. Z upragnieniem wyczekuje chwili, gdy Jeziorow-
ski środkiem nauczania będzie mógł oddziaływać na zdrowy
rozsądek, pracę, uzdolnienie i naiwność, w wyjątkowych
stosunkach pozostającej ludności».
«0 ile zatem metoda Pestalozzi'ego prowadzi do wy-
robienia samodzielności myśli, nie sądzę, by Wasza król.
Mość zastosowanie jej zatamować pragnęła.
«Tylko nieokrzesany, a nie — rozsądny człowiek, jest
niezadowolony i szkodliwy dla państwa... Znam z pomię-
dzy poddanych Waszej król. Mości chłopów magdebur-
skich. Są oni oświeceni, gdyż są zamożni i prześcigają się
w oznakach przywiązania do Waszej król. Mości i do
państwa, gdyż są przeświadczeni, że tylko Waszej król.
Mości swój dobrobyt zawdzięczają.
«Przytem, przez samo jedynie wyrobienie prostaka
w czytaniu, pisaniu i rachowaniu, nie wytwarza się je-
szcze zamiłowania do nauki i czytelnictwa. Tego się oba-
wiać nie należy. Zajmowanie się zmysłów, zwłaszcza
wzroku i rąk, przedmiotami zewnętrznemi i robotą zawo-
dową, nie prowadzi bynajmniej do takiego upodobania.
«Przytem starałem się dotychczas w Prusiech Połu-
dniowych o dobór odpowiednich sił do nauczania konie-str 62
CZĘŚĆ I ROZDZIAŁ SIÓDMY.
cznych, któreby w zupełności zadaniu temu sprostać mo-
gły. Ułatwienie w tej mierze nastręczy — lepsze ich uposa-
żenie, aniżeli w innych starych prowineyach
«Wreszcie, jakkolwiek w zgodności z wolą Waszej
Król Mości radbym przyczynić się; do rozkrzewienia nauki
Śpiewu kościelnego, biblii i katechizmu; jednakże w Pru-
sach Południowych niedałoby się to z łatwością przepro-
wadzić, z uwagi na różnice religijne, panujące między lu-
dnością i na język polski, który, najlepszym pod tym
względem intencyom kładzie pewne zapory.
«Szkoła tameczna jednoczy katolików i protestantów,
a po części i żydów. Należy przeto naukę religii pozosta-
wić miejscowemu duchowieństwu, a rem samem i wybór
odpowiednich śpiewów musi być ograniczony. Kościółka
tolicki usuwa przed ludem świeckim biblię, nie posiadamy
prócz tego odpowiednich niemieckich śpiewników, których
i w polskim języku brak zupełny».
str63
ROZDZIAŁ VIII.
Sprawa wychowania klas uprzywilejowanych. Uniwersytety. Projekt Witowskiego. 0 założe
niu wszechnicy w Piotrkowie. Środki pomocnicze do tego celu. Fundusze biskupie. Podatek
obywatelski. Aspiracye projektodawcy. Odpowiedź królewska. Wzmaganie się niemczyzny
w szkolnictwie. Protest nauczycieli Polaków. Interwencya Vossa. Środki pojednawcze. Po
danie Francuza de la Fauerio. Oznaka lojalności.
Podczas gdy sfery urzędowe, przywiedzionemi powyżej
środkami, starały sie o uszczęśliwienie nowych pod
danych klas nieuprzywilejowanych i o udostępnienie im
możności zapoznania się z dobrodziejstwami kultury nie
mieckiej — sprawa oświaty klas wyższych, krzewić się
mogąca jedynie przy pomocy wszechnic i akademij umie
jętności, leżała odłogiem. Rząd pruski nie życzył sobie
utworzenia uniwersytetów w prowineyach polskich, z tej
zasady, że klasy zasobne z łatwością mogą korzystać z uni
wersytetów już istniejących w Niemczech, a zwłaszcza
z uniwersytetów protestanckich pruskich.
Poruszona za panowania Fryderyka Wilhelma II
w tym duchu kwestya — pozosbila m statu quo. Podjął ją
w roku 1801 na nowo, nieznany skądinąd Polak, niejaki
Witowski, ówczesny członek referent Kammergerichtu ber
lińskiego. W podaniu przedstawionem królowi Fryderykowi
Wilhelmowi III starał się on uzasadnić możność utworzenia
uniwersytetu w obrębie Prus Południowych, w części, kosz-
str 64
CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ ÓSMY.
tem uszczuplenia pensyi wyższego duchowieństwa kato-
lickiego, w części zaś — nałożeniem podatku na Właści-
cieli ziemskich i miejskich realności tych prowincyj.
Charakterystyczna ta turystyczna ta z wielu względów suplika,
w główniejszych ustępach brzmiała, w przekładzie z nie-
mieckiego, jak następuje:
«Uznaną ogólnie prawdą jest: że kultura człowieka
w państwie i moralne jego udoskonalenie przyczyniają się
do szczęśliwości narodów. Z edyktu filantropijnego Waszej
królewskiej Mości, ogłoszonego po objęciu tronu, powzię-
liśmy, my poddani, przeświadczenie, że Wasza król. Mość
troszczy się zarówno o nasze materyalne dobro, jakoteż
i o nasze moralne wydoskonalenie przez naukę. Z pełną
wdzięczności. wiernopoddańczą pokorą, poczuwamy się do
obowiązku życzeń, by wielkoduszne zamiary Waszej król.
Mości uwieńczonemi zostały pożądanym skutkiem.
«W starych prowincyach monarchii Waszej król.
Mości mogą się te zamiary urzeczywistnić z łatwością,
gdyż nie zbywa tam na uniwersytetach i na instytucyach,
V których młodzież znajduje środki do należytego kształ-
cenia się. Raczy przeto Wasza król. Mość zwrócić łaskawe
oko i na nas. mieszkańców nowo przyłączonych do mo-
narchii prowincyj i podać nam również możność korzy-
stania z ojcowskiej nowych rządów opieki.
«Skutkiem podziału Polski nie posiadamy w naszej
prowincyj żadnego uniwersytetu, gdyż uniwersytety: Kra-
ków, Wilno i Zamość podpadły pod rządy sąsiednich mo-
narchów. Wszechnice zaś dawnych prowincyj pruskich
Bietylko że są zbyt odległe i uczęszczanie do nich tak jest
kosztowne, Że to wstrzymuje wielu żądnych nauki mło-
dzieńców od poświęcania się nauce wyższej. Pobyt nawet
na tych uniwersytetach młodzieży polskiej mniej jest ko-
rzystnym, z uwagi na język niemiecki, którym, mieszkańcy
Prus Południowych i Nowowschodnich dokładnie nie wła-
dają. Z tego względu, poważam się wynurzyć u podnóża
tronu Waszej król Mości życzenie, by Wasza król. Mość
str 65
WARSZAWA PRUSKA.
Kamera Prus Południowych, od strony ogrodu Krańskich.
Akwarella nieznanego artysty dworu Landgrafa hessen Darmasztadzkiego Ludwika X
z roku 1800
(z kollekcyi Mat. Bersohna).str 66
CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ ÓSMY.
raczyła przyzwolić na utworzenie w naszej prowincyi
Prus Południowych i Południowo Wschodnich uniwersy-
tetu o czterech fakultetach: filozoficznym, lekarskim, pra-
wniczym i teologicznym.
«Najodpowiedniejszem dla tego celu miejscem byłby
Piotrków: z uwagi:
1. Że miasto to leży prawie w środku nowo przyłą-
czonych prowincyj.
2. Że tu za czasów polskich istniał Trybunał, ostat-
niemi zaś czasy ustanowioną została kamera rządowa, a stąd
i miasto jest dobrze zabudowane i zaopatrzone w budowle
dogodne.
3. Że, skutkiem założenia uniwersytetu, ułatwionym
byłby zbyt produktów okolicom sąsiednim, które, będąc
od portów odległe, nie mogą z korzyścią ich transporto-
wać Wisłą.
4. Że okolice Piotrkowa obfitują w lasy, mogłyby
dostarczać uniwersytetowi i mieszkańcom opału.
te w Piotrkowie znajdują się okazałe gmachy,
jedne, dawniejsze, jezuickie, drugie pijarskie, a także,
gmach tak zwany starościński, któreby z łatwością na
uniwersytet obróconemi być mogły.
«Z uwagi, że tego rodzaju instytucya wymaga stałych
funduszów, poważam się przeto i w tej mierze uczynić
Waszej krol. Mości propozycyę następującą:
«W prowincyach Prus Południowych i Nowowscho-
dnich panującą jest religia katolicka i od dawnych cza-
sów istnieją tam biskupstwa: Gniezno, Płock, Włocławek,
Poznań i Warszawa.
«Z powodu niedawnego zgonu «hrabiego» (des Grafen)
kiego, arcybiskupa gnieźnieńskiego, mogłoby
nastąpić jednoczenie tego ostatniego biskupstwa z poznań-
skiem, gdyż Gniezno oddalonem jest od Poznania tylko
o nul sześć i jeden biskup mógłby obiema owemi dyece-
zyami zarządzć, korzystać z godności arcybiskupa i ksią-
str 67
PROJEKTY v. WITKOWSKIEGO.
żęcia i pobierać pensyę jednego tylko z pomienionych
biskupstw.
«Aby wykazać Waszej królewskiej Mości, że jeden
tylko biskup mógłby w obu dyecezyach pełnić swe obo-
wiązki, przytaczani je tu, jak następuje:
1. Wyświęcanie na kapłanów.
2. Namaszczanie chryzmatem.
3. Udzielanie zezwoleń na budowę nowych kościołów
i kaplic i poświęcanie ich.
4. Wyświęcanie na przeorów i przeorysze i inne ka-
płańskie godności.
5. Spełnianie sakramentów chrztu i konfirmowanie.
6. Zarządzanie dyecezyami i polączonemi z tem ju-
risdykcyami...
«Pięć pierwszych obowiązków nie często się spełniają,
co do szóstego, tem zgodniejszem jest z duchem kościoła,
by wielka gmina jednemu tylko zarządowi podlegała, ile
że przez to uniitas fidei łatwiej obserwowaną być może.
«Gdyby mi kto zarzucił, że obszar dyecezyi zbyt
byłby wielkim, by jeden biskup mógł zarządzaniu nią po-
dołać, zapytałbym: w jaki to sposób arcybiskup von Po-
niatowski czynu obowiązkom swoim zadosyć, jeśli lata
całe spędzał we Florencyi i innych miastach włoskich?
Jak zarządzano archidyecezyą, jeśli zmarły niedawno
książę von Krasicki miesiące zimowe spędzał w Berlinie,
a letnie w Warszawie?
«Jeżeli minister skarbu może cale prowincye orga-
nizować na nowo i niemi zarządzać, toć łatwiej byłoby
biskupowi zarządzać dwoma biskupstwami, gdyż zakres
jego działalności w każdym razie nie może być rozleglej-
szy, nad zakres działania ministra skarbu.
«Przez zjednoczenie dwóch dyecezyj osiągnie się fun-
dusz potrzebny na fundacye nowego uniwersytetu i dlatego
też poważam się uczynić wniosek: by Wasza król. Mość
raczyła zjednoczyć dyecezyę gnieźnieńską i poznańską
w jedna całość, przeznaczyć pensyę arcybiskupią arcybi-
5*str 68
CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ ÓSMY.
skupowi obydwóch dyecezyj, pensyę zaś biskupstwa po-
znańskiego przeznaczyć jako fundusz dla nowego uni-
wersytetu.
«Skutkiem takiego urządzenia, może, tu i ówdzie, je-
den albo drugi kapłan uczuć się pokrzywdzonymi zarzu-
cić mi, że występuję przeciw religii, którą przodkowie moi
wyznawali. Uważam się wszakże za zupełnie usprawiedli-
wionego, składając hołd prawdzie i przyczyniając się do
ogólnego dobra».
W dalszym ciągu swego podania wskazuje projekto-
dawca jeszcze i na inne żródła dochodów, któreby nale-
żało obrocie na fundusz uniwersytetu, przez ograniczenie
liczby seminaryów teologicznych i zaoszczędzenie tym
sposobem pensyj, płaconych ich profesorom.
Wreszcie projektuje ustanowienie podatku na obywa-
teli ziemskich, po dwa talary rocznie, miejskich zaś po 16,
lub respective 8 srebrników.
«Co do wewnętrznego urządzenia owego uniwersy-
kończy projektodawca — nieomieszkałoby główne
kollegium szkolne (Oberschullcollegium), zastosować do woli
naszej kroi Mości odpowiednich środków, by każdy prze-
dmiot mogł być w dwojakim wykładany języku: niemie-
ckim i polskim, przez co — niewładający dobrze jednym
językiem mogliby korzystać z wykładów prowadzonych
w drugim.
«Przychyleniem sio do prośby niniejszej mogłaby
Wasza król. Mość ułatwić nam możność stania się poży-
tymi obywatelami i wiernymi poddanymi, o ileby je-
dnocześnie zapewnionem nam było równouprawnienie z in-
nymi obywatelami w pełnieniu obowiązków państwowych.
Tym tylko sposobem, przez poznanie biegu spraw, pozby-
libyśmy się uczucia żalu i niechęci do konstytucyi pań-
stwowej wywoływanego w nas dotychczas jedynie zupełną
obcością owej konstytucyi»35).
W Odpowiedzi na podanie powyższe nie uczyniono
str 59
JĘZYK WYKŁADOWY.
żadnej w przedmiocie projektu założenia nowego uniwer-
sytetu deklaracyi, a tylko zaznaczono na marginesie:
«Iż Jego król. Mości było przyjemneni dowiedzieć
się, że proszący stara się wniknąć w ducha pruskiej kon-
stytucyi (Preussischer Verfassung) i, o ileby w takich uczu-
ciach wytrwał, to nie będzie mu odmówioną odpowiednia
posada w urzędowaniu (conveable Anstellung im Dienst).
W jednakiej mierze i jego współrodacy mogą mieć na-
dziejo, że nie będą traktowani inaczej, aniżeli dawniejsi
poddani (ältere Untertihanen) Jego król. Mości».
Niezależnie wszakże od takich dobrych intencyj, pra-
ktyka wykazała, że w szkolnictwie Prus Południowych
coraz silniejszy czyniono nacisk na stosowanie niemie-
ckiego języka w wykładach nauk szkolnych.
Wywołało to szemranie i protest, ze strony nietylko
uczniów, lecz i profesorów. Profesorowie: Kossakowski,
Krusiński, Szulecki i Sławiński, w skardze wniesionej do
ministra Vossa, użalali się, że zażądano od nich bezwa-
runkowego wykładu przedmiotów w języku niemieckim
w wyższych klasach szkoły tak zwanej akademickiej,
utworzonej, jak wiadomo, z dawnego kollegium jezuickiego.
Voss, w odezwie do króla w początkach 1800 roku,
nic zaprzeczył, że w aspiracyach do rychlejszcgo krze-
wienia niemczyzny w okręgu kamery warszawskiej posu-
nięto się nieco za daleko (Etwas zu weit gegangen).
«Kultura i rozkrzewienie języka niemieckiego — pi-
sał — stanowią wprawdzie z wielu względów warunek
istotny i ważny, zasługujący na szczególną gorliwość i pie-
czę. Niezaprzeczenie, kamera warszawska postawiła takie
żądanie, które do skargi dało assumpt, lecz kierowała się
ona w tej mierze przykładem, iż niektórzy nauczyciele
W krótkim czasie przyswoili sobie tak dalece znajomość
niemczyzny, iż mogli w tym języku z łatwością prowa-
dził- wykłady. Toż samo byłoby i przy zastosowaniu wię-
kszej energii ze strony skarżących się. Z tern wszystkiem,
nie omieszkałem od siebie uczynić kamerze uwagi, nad nie-str 70
CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ ÓSMY.
właściwością podobnego nacisku i zażądałem odwołania
jej rozporządzenia, co już nastąpiło. 0 tem zawiadomiono
profesorów i uspokojono ich zapewnieniem, że o ileby skąd-
inąd gorliwie swe obowiązki wypełniali, to warunek co do
języka niemieckiego nie będzie im tamował możności po-
zostania na stanowisku i nadal».
Ujawniały się tymczasem ze strony przedsiębiorców
układów naukowych prywatnych dążności — dopomaga-
nia systematowi szkolnemu władz pruskich.
Cudzoziemiec francuz, de la Faverie, mieszkający
w Warszawie, przy ulicy Podwale, pod nrem 124, wniósł
w tymże samym czasie podanie do króla, o pozwolenie mu
założenia pensyi prywatnej dla młodzi szlacheckiej, z pra-
wem ustanowienia odrębnej dla niej oznaki: «de porter
a ia boutonniere de l'habit la marque distinctive d'un
ruban blanc, anquel sera attachée une petite étoile, portant
au reliéf, d'un coté — l'effigie, et de l'autre — les armes
dela Majesté, et au bas — ces mots: «sic itur ad astra».
«Cette décoration, propre a exciter l'émulation, sera
un lien de plus, qui les attachera au Throne, eux et leur
families. Le Roi doit etre cher a tous les sujets de l'Etat;
on ne saurbit trop tôt et avec tres de soin accoutumer
la jeunesse a le regarder comme un pere; mais l'ordre
de la Noblesse surtout, a raison de son existence politique
esl obligé de donner l'exemple de l'amour et du respect,
qui lui est du. Ce sont les sentiments, que toutes les écoles
doivent professer, ce sont ceux, que je me propose de gra-
ver dans le coeur de mes élevés»...
Król chętnie zgodził się na utworzenie pomienionego
zakładu. lecz, odmówił przyzwolenia na order, jaki pan de
la Faverie chciał wyjednać dla swoich wychowańców
i napisał własnoręcznie na podaniu: "Das fur Eleven erbe-
tene Distinctionszeichen kann nicht accordirt werden".
str 71
ROZDZIAŁ IX.
Zmiana kierunku germanizatorskiego w Prusach Południowych. Echa reformy szkolnictwa
w Imperyum Rosyjskiem zaprowadzonej. Naśladownictwo liceum krzemienieckiego. Liceum
warszawskie. Siły nauczycielskie. Język wykładowy. Eforat. Zadowolenie ludności. Nauki
przyrodnicze. Tytuły profesorskie. Seminarya w Poznańskiem. Stan funduszu edukacyjnego.
Oświata i kultura niemiecka w końcu XVIII w. Żywioły postępowe. Wpływy Zachodnie. Epoka
Sturm I Orang. Rewolucya francuska.
Reskrypt królewski z 28 maja 1800 w sprawie orga-
nizacyi szkolnictwa w Prusiech Południowych miał
na względzie wychowanie niższych warstw ludności wiej-
skiej i miejskiej, utworzenie seminaryów nauczycielskich
i szkół przeznaczonych dla młodzieży obywatelskiej.
Konieczność uwzględnienia żywiołu polskiego, a prze-
dewszystkiem przezorność polityczna rządu pruskiego,
który, w systemacie szkolnym rosyjskiego Imperyum, wy-
soce przychylnym, w początkach panowania Aleksandra I.
narodowości polskiej, widział groźbę na przyszłość, złago-
dziła germanizatorskie zamiary władz pruskich, pod tym
przynajmniej względem, że przypuszczono język polski
i profesorów polskich do jednakich z niemieckim językiem
i jego krzewicielami praw. Wyrazem tego kierunku poje-
dnawczego było uwzględnienie przedstawień Bandtkiego
i utworzenie w Warszawie, w końcu roku 1803, na wzór
gininazyum krzemienieckiego — liceum sześcioklasowegostr 72
CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY.
a dawnym pałacu saskim i ustanowienie nad nim eforatu,
złożonego z wybitniejszych przedstawicieli społeczeństwa
miejscowego w osobach: Stanisława hr. Potockiego, Ale-
ksandra hr. Potockiego, Xdza administratora biskupstwa
warszawskiego, Prażmowskiego, Xdza prowineyała zgro-
madzeń pobośnych, Onufrego Kopczyńskiego i kaznodziei
gminy ewangiełicko-reformowanej, Diehla. Referentem efo-
ratu, i garażem dyrektorem liceum został Samuel Bogu-
I Linde, autor: Słownika języka polskiego.
Z końcem 1803 r. rozpoczęto nauki przygotowawcze
Nowem Mieście, w szkole tak zwanej akademickiej
i w pałacu Saskim, tak, że Z chwila otwarcia zakładu
(który, jak wiadomo, przetrwał do 1831 roku), zapisało się
doń uczniów 290. Nauczycieli tego liceum wybrano: w po-
łowie z Polaków, w połowie z Niemców, a były to siły o tyle
wybitne, że gdy w lat kilkanaście później, z utworzeniem
królestwa, powstał w Warszawie uniwersytet, katedry tej
wszechnicy najważniejsze powierzono nauczycielom liceum.
Jednocześnie przyzwolił król pruski na otwarcie w Po-
znaniu gimnazyum w dawnym pałacu biskupim. Juz je-
dnak w pączątkach 1805 r. v. Voss wniósł do króla przed-
stawienie zbudowania kosztem funduszów masy Sulkow-
nowego gmachu szkolnego, na gruntach klasztoru
zakonnic św. Katarzyny w Poznaniu.
W raporcie z 6 kwietnia 1*05 doniósł v. Voss kró-
lowi ludność miejscowa z urządzenia liceum i z usta
nowienia eforatu bardzo jest zadowoloną i zaproponował
wzmocnienie wykładu nauk przyrodniczych, przez zamia-
aowanie ipecyalistów profesorami tej nauki86).
Król chętnie przyjął tę wiadomość, lecz zauważył,
że nauczanie umiejętności przyrodniczych w liceum ex
professo nie zgadza sie z kierunkiem przeważnie filologi-
cznym zakładu i że należy pozostawić uniwersytetom
wykład umiejętności ścisłych37).
Nie zgodził się również król na przyznanie wykla-
str 73
FUNDU8Z EDUKACYJNY.
dającym w liceum tytułu profesorów i zastrzegł, by owym
tytułem dalej nie szafowano38).
Celem przygotowania odpowiednich sił nauczyciel-
skich, utworzono w Poznaniu seminaryum, a na wniosek
v. Vossa i drugie takież seminaryum, w zabudowaniach
poklasztornych w Łowiczu. Dyrektorem pierwszego został,
znany nam z missyi do Pestalozzi'ego, ksiądz Jeziorowski,
dyrektorem drugiego — ksiądz Burgund, współpracownik
zmarłego Oberkonsistorialratha v. Gedicke.
Stan funduszu edukacyjnego wynosił w owej epoce
61773 talarów 6 sr. 7 3/5 fenigów i składał się:
1. Z dochodów pojezuickich.. 13572 tal. 13 sr.
2. Z dochodów arcybiskupstwa
gnieźnieńskiego ...... 10000 « — « - «
3. Z dzierżaw poklasztorn. grunt. 4703 « 20 « 4 4/6 «
4. Z czynszów gruntowych.. 20 « 8 « 10 «
5. Z dzierżaw terminowych.. 134 « — « - «
6. Z kanonu ......... 10 « — « - «
7. Z Erbpachtów...... 285 « — « - «
8. Z najmów lokali...... 3912 « 20 « - «
9. Z procentów od kapitałów szk. 25468 « 21 « 9 3/5 «
10. Z kompetencyi i opłat szkolnych 3056 « 17 « - «
11. Z dochodów nadzwyczajnych 609 « — « - «
Ogółem .... 6l773 tal. 13 sr. 8 3/5 f-
Z powyższego funduszu wydatkowano:
1. Na utrzymanie akademickich
i pijarskieh szkól . . . 26161 tal. 20 sr. 10 f.
2. Na zapomogę seminaryów nau-
czycielskich ...... 3599 « — « — «
3. Na szkoły elementarne. . . 240 « — « — «
4. Na pensye emerytów .... 800 « 21 « 4 «
5. Na zasiłek uniwersytetów
w Halli i Frankfurcie . 5000
Do przeniesienia 35.801 tal. 11 sr. 14 f.
str 74
CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY.
Z przeniesienia 35.801 tal. 11 sr 14 f.
6. Na podatki......... 1839 « 23 « 11 «
7. Na procenta od passywów ... 477 « 14 « 2 «
8. Na reparacye domów szkoln. 1519 « 11 « 10 «
9. Na najem lokali szkolnych... 300 « -- « -- «
10. Na pokrycie niedoborów... 3784 « 18 « 1 1/5 «
11. Ni wydatki nieprzewidziane . 2536 « 3 « 9 2/5 «
Ogółem .... 53.360 tal. 18 sr.
Pozostało remanentu 8412 tal. 12 sr. 7 3/5 f.
Powyższe cytry budżetu wychowawczego prowincyi
południowo pruskiej stanowiły już jeden z ostatnich śla-
dów zarządzeń miejscowych władz pruskich, celem utoro-
ranił kulturze i oświacie niemieckiej drogi do unicestwie-
nia oświaty i kultury narodu, którego tradyćye i aspiracye
na zupełnie odmiennych polegały podstawach.
Nie ulega wątpliwości, że w normalnych warunkach
bytu, wrażliwa i odczuwająca każdy prąd Zachodu urmy-
słowość polska, chętnieby przyswoiła sobie dobrowolnie to
wszystko, cokolwiek mało krytycznemu kierunkowi jej
upodobań duchowych przynieść mogły zdobycze wiedzy
i filozofii, jakie schyłek XVIII wieku ujawnił, w odradza-
jącj się powoli, pod wpływem przełomowych wypadków,
Europie owoczesnej. Właściwością nietylko jednostek, lecz
i organizmów zbiorowych społecznych, jest instynkt samo-
zachowawczy i oporność przeciw reformom, choćby najzba-
wienniejszym, lecz narzucanym przemocą. Umysłowość
polska, oparta na dogmatyzmie, nie poddawała się i pod-
dać się nie mogła racyonalistycznemu prądowi, który sze-
roka strugą, z Anglii i Francyi, a pośrednio i z Niemiec,
płynął ku Wschodowi, zagrażając podwalinom pojęć, wy-
snutych z tradycyj rodzimej i ożywionych sokami kultury
klasycznej rzymskiej. Zwolna, pod wpływem przyjaźniej-
szych warunków bytu, prądy owe, wcielone w wybujały
kwiat romantyzmu, zaważyły dodatnio na umysłowości
rodzimej: lecz w pierwszej epoce, po katastrofie bytu po-
str 75
UMYSŁOWOŚĆ NIEMIECKA.
litycznego, umysłowość ta, w przeciwieństwie do Zachodu,
była musowo zasklepioną w dawnych formułkach i zaco-
faną być musiała wówczas, gdy germańska kultura, w peł-
nym rozkwicie odrodzenia swego, wszystkiemi porami sta-
rała się do niej przeniknąć.
Już za czasów Fryderyka Wielkiego protestantyzm
północny stał się środowiskiem ruchu, znanego pod nazwą:
„Aufklarung", który rozszerzył się i na południe, w epoce
Józefińskich reform. Wyobrazicielem tego kierunku postę-
powego byl w Berlinie księgarz i pisarz Fryderyk Nikolai
[1723—1811), wydawca wpływowych: „ Literaturbriefe" i ogól-
nej biblioteki niemieckiej. Czasopisma: „Gółtinger gelehrte
Auzeiger" i jenaiska "Literaturzeitung" krzewiły zasady ske-
ptycznego krytycyzmu, przeciw zasklepiałemu pietyzmowi
Spaldingów, Abbtów, Sturzów i Zimmermanów. W dzie-
dzinie tolerancyi przekonań wyłaniały się zwolna zasady
racyonalizmu, przenikając do dziedziny nauk filozoficznych
i historycznych, reprezentowanych w Niemczech przez
Spittlera, Heerena i Eichhorna. Wyzwolenie duchowe się-
gnęło i nauk klasycznych, a matematyczno-analityczna
metoda podważyła dawny systemai wychowawczy, oparty
na formułkach zaśniedziałych teologizmu protestanckiego.
Przełomowy kierunek szerzy] sic zwycięsko pod
wpływem Lessinga i Herdera, jako podstawa prawdziwego
humanizmu i swobody myśli ludzkiej. Kant swoja krytyką
czystego rozumu walczył przeciw ortodoksyi, gruntując
w nauce i w życiu fundament emancypacyi niemieckiego
ducha z pęt konserwatyzmu.
Młode pokolenie, w burzliwych zapędach epoki: Sturm
und Drang, wybujałą fantazyą rozwijało skrzydła twórczo-
ści pod urokiem Szekspira, którego im udostępnił i piękno-
ści wykazał Wieland. Winkelmann otwierał Niemcom oczy
na piękności artyzmu helleńskiego, a nawoływania Rou-
sseau do zbliżenia się do natury odbiły się głośnem echem
i z tej strony Renu.
Bodźcem ruchu umysłowego Niemiec były: Angliastr 76
CZĘŚĆ I. ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY.
i Francya, skąd płynęły prądy filozofii zdrowego rozsądku
(common sense),głoszone przez Locków, Hume'ow i prze-
twarzane przez empiryzm francuski Condillaca, krzewione
następnie w krytyce polemicznej Voltaira i szkoły ency-
klopedystów.
Drugim czynnikiem wybujałego rozwoju niemieckiego
ducha w końcu XVIII wieku była rewolucya francuska
i przewrót umysłowy Zachodu, jaki ją poprzedził. Rewo-
lucyjny tytanizm odbił się w szerokim wpływie geniuszów
poetyckich Goethego i Szyllera na massy. Umiejętności
wyzwolone doznały nowego impulsu w pracach przełomo-
wych: Wilhelma Humboldta, Fryderyka Augusta Wolffa,
Johannesa Mullera, Niebuhra i Schlossera. Nauki przyro-
dnicze i matematyczne odradzały się zwolna, ożywione
duchem kantyzmu. W matematyce tworzy! szkole Euler,
w fiyologii Blumenbach, w anatomii Soemering, w me-
dycynie Hufeland.
Nietylko młodzi, lecz i starsze pokolenie podlegało
urokowi nowych zasad, płynących z Francyi.
Stary Klopstock biadał w roku 1790, że to nie Niemcy,
lecz Francya dała pierwsze hasło do odrodzenia społecznego
ropy. Myśliciel Voss, który zbliska patrzył na cierpie-
nia swych rodaków, sprzedawanych jak stado bydła przez
książąt niemieckich dla zamorskich wypraw, otwarcie po-
chwalał działalność gilotyny paryskiej, a gdy w r. 1792
Prusy i Austrya wstąpiły w zapasy z Rzplitą, wynurzał
głośno nadzieję, że rezultat musi wypaść na korzyść Fran-
cyi, choćby świat cały zaroił się Prusakami. Okropności
rewolucyi francuskiej nie przestraszały umysłów Kanta,
Fichtego i Jerzego Forstera. Entuzyaści nadreńscy garnęli
się ochoczo pod skrzydła ojczyzny wolności, wołając przez
usta Górreaa: Es lebe die Frankenrepublik! i święcąc, jako
lystość narodową, upadek świętego cesarstwa rzym-
skiego...
str 77
CZĘŚĆ DRUGA.ROZDZIAŁ X.
Umysłowość polska na schyłku XVIII wieku. Wpływy zachodnie. Filozofia recentiorum. Ewo-
ucya pojęć. Sejm czteroletni. Konserwatyści i postępowcy. Panowanie Stanisława Augusta.
Zadania przyszłości. Literatura i język. Pseudoklasycyzm francuski. Kiełkowanie prądów
nowszych.
Wysoce kulturalna, zdolna i wrażliwa na wszystkie
prądy nauk nowszych, umysłowość polska, przecho-
dziła, W drugiej połowie, a zwłaszcza pod koniec, XVIII
wieku, też sanie fazy. jakie zaznaczyliśmy poprzednio, od-
nośnie do umysłowości niemieckiej.
W gruntownych studyach Wl. Smoleńskiego pod tyk:
Przewrót umysłowy w Polsce, znajdujemy charakterystyczny
obraz powolnego krzewienia się zdobyczy filozofii zacho-
dniej, nietylko w gronie duchownych kierowników wycho-
wania młodzieży szlacheckiej, lecz i w kolach szerszych
społeczeństwa rodzimego.
Przyczyniały się do takiej reformy wyobrażeń po-
dróże młodzieży polskiej na wszechnice zagraniczne i nauki
udzielane w kraju, przez sprowadzanych z zagranicy pe-
dagogów do domów magnackich. Nawoływał nawet swego
czasu zasłużony biskup Andrzej Załuski do wysyłania
za granicę młodzieży akademickiej: .otwartego umysłu,
ażeby im tam spadła ta fatalna łuszczka z oczu, która
str 80
CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ DZIESIĄTY.
nie dopuszcza discernere dobrych i prawdziwych w naukach
postępów».
Zakon Pijarów, pod przewodem Konarskiego, otwar-
ta! przyswajanie sobie nowego w nauce zachodu
kierunku, wykazując nicość dociekań scholastycznych.
Na publicznych popisach w kollegium pijarskiem
to chwałę badań: Graveaand'a, Newtona, Bernouil-
lego, Wolffa i Dekarta i experymentowano za pomocą ma-
chin elektrycznych.
Taka to inicyatywą, poparciem czasopism i książek,
i Filozofia wywalczyła sobie racyę bytu i wszystkie
szkoły «przyjęły neoteryzm, czyli naukę recentiorum».
«Gruntowniej niż Leibnitza i Wolffa — pisze Smo-
leński — zaaklimatyzowały sic w ostatniej ćwierci wieku
poglądy Locka: jako nic masz żadnych idei wrodzonych,
że wyłącznem źródłem poznania są zmysły (nihil est in
intellectu, quod non prius fuerit in sensu). Teorya tubula rasa
ducha, Stała się punktem wyjścia dla prac pedagogicznych
i publicystycznych, podejmowanych w celach przekształ-
ceniu narodu»39).
Analogia rozwoju umysłowości polskiej, w kierunku
powolnego wyzwalania się z pęt zaśniedziałego scholasty-
cyzmu, z rozwojem umysłowości niemieckiej, odrodzonej
pod wpływem filozofii Anglików i Niemców, znajduje
stwierdzenie w bujnym rozkwicie życia polityczno-społe-
cznego, ujawnionym w Polsce, w epoce, poprzedzającej na
krótko zadładę państwowego bytu Rzpltej.
Czem dla Europy środkowej był przewrót polityczny
Fiancyi, w epoce wielkiej rewolucyi, tem dla Polski samej
były prace i reformy Sejmu Wielkiego. Ujawniło się nie-
przeparte dążenie do zerwania z konserwatyzmem poglą-
dów w sferze stosunków społecznych, odrodziły się soki
żywotne narodu szlacheckiego, wytworzył się popęd do
zrównania się w pojęciach i obyczajach z narodami Za-
chodu, do udostępnienia wszystkim warstwom społecznym
reform politycznych, do wyjęcia sprawy publicznej z wy-
str 81
EPOKA STANISŁAWOWSKA.
łącznej opieki szlachty i rozszerzenia praw obywatelskich
na cały naród.
Katastrofa podziałowa, wszystkim owym aspiracyom
do wszechstronnego postępu społeczeństwa polskiego, poło-
żyła tamę. Kierownictwo losami jego politycznymi prze-
szło W ręce rządów obcych, opartych na zasadzie absolu-
tyzmu. Pozostała jedynie nietkniętą sfera duchowa, naci-
skowi przemocy z trudnością się poddająca i, w tej sferze,
społeczeństwo polskie, zasilone sokami tradycyi i nadal
swobodnie rozwijać się mogło o tyle, o ileby z ostatniego
rozbicia politycznego pozostała w kraju dostateczna liczba
czynników, któreby sprawę umysłowości rodzimej zdolne
były skojarzyć ze sprawą oświaty i wychowania narodu.
Pod tym względem panowanie Stanisława Augusta
zaznaczyło się dodatnio zastępem mężów wysokiego uzdol-
nienia, którzy, umiłowawszy piśmiennictwo rodzime, jego
język i przeszłość narodową, przeszli pod rządy nowe
i mogli zdwojonemi silami zabrać się do ratowania tego,
co owego ratunku nieodbicie wymagało.
Nie chodziło tu już, w danych warunkach bytu kraju,
o współzawodnictwo z Zachodem, na polu przyswajania
sobie wszelkich zdobyczy naukowych w sferze filozofii,
do czego, jakeśmy widzieli, dążyło pokolenie zeszłe. Obe-
cnie, głównem zadaniem przodowników umysłowych stało
się i stać musiało — wytrwale krzątanie się około rato-
wania języka i literatury, praca nad zachowaniem wszel-
kich śladów piśmienniczych, przypominających czasy
udzielnego bytu Rzpltej. Tego rodzaju zadanie, z natury
swojej, drobiazgowe i zachowawcze, nie kojarzyło się z na-
turalną dążnością umysłu ludzkiego do ciągłego i nieustan-
nego rozwoju, do rozszerzania dorobku umysłowego, za po-
mocą wchłaniania nowych pierwiastków, choćby w takiej
ewolucyi zatrzeć się miały nieco, pierwotne, rodzime rysy
kultury, przejętej w spuściżnie od przodków.
Piśmiennictwo czasów stanisławowskich, w pierwszej
polowie panowania owego króla, dosyć słabe i ilościowo
TOWARZYSTWO WARSZAWSKIE.
6str 82
CZĘŚĆ II. BOZDZIAL DZIESIĄTY.
nie pokaźne, tak, że zaledwie 30 książek nowych wyka-
zuje przybytku rocznego, w drugiej połowie wzmogło się
liczebnie. Pod względem swego nastroju było ono prze-
ważnie naśladowniczem; było echem i kopią francuskiej
literatury odrodzenia, było oschłem, konwencyo-
nalnem i nie swojskiem, lecz pod względem formy swej
i literackiego stylu wytwornem i okazałem.
Pozostało ono takiem przez okres następujący, zawsze
zasilającem się obrazami mitologicznemi, formułkami kla-
sycznemi. Lecz pierwiastek swojskości zaczyna się tu prze-
bijać powoli. Wspólność plemienna narodów słowiańskich
podsuwa następcom Stanisławowskiej literatury dążność do
rozpatrzenia się w przeszłości, nietylko bliższej, lecz i od-
leglejszej, Słowian, do szukania pierwiastków twórczych
w fantazji ludowej, do pierwszych usiłowań na polu dziś
tak rozpowszechnionej folklorystyki. Zanim te usiłowania
wybująły w przepyszny kwiat romantyzmu, pogrobowcy
literatury stanisławowskiej przygotowywali grunt do tej
ewolucyi pojęć — większem zamiłowaniem swojskości w dzie-
łach twórczych i rzadszem stosowaniem formułek sztuki
rymotwórczej, wytworzonych przez pseudoklasycyzm fran-
cuski.
str 83
ROZDZIAŁ XI.
Siły badawcze i twórcze za czasów pruskich. Naruszewicz. Krasicki Trembecki. Karpiński.
Kniażnin. Woronicz. Niemcewicz. Adam Czartoryski. Czacki Feliński. Staszic. Kołłątaj. Dmo-
chowski. Albertrandi. Stanisław, Ignacy I Jan Potoccy Wybicki. Godebski. Molski. Kożmian.
Tomaszewski. Zabłocki. Kropiński. Chodkiewicz. Szymanowski. Dmuszewski. Przybylski. Osiń-
scy. Matuszewic. Waga. Kwiatkowski. Siarczyński. Świecki. Bentkowski. Ossoliński. Sza-
niawscy. Kopczyński. Linde. Strojnowski. Poczobut. Jundziłł Bracia Śniadeccy.
Rozpatrzmy się na chwilę w szeregach bojowników
umysłowości polskiej, którzy po katastrofie podzia-
łowej powstali w kraju, a przeważnie w tej jego dzielnicy,
która, z dawną stolicą Rzpltej, przeszła pod panowanie
pruskie.
Niestety, już w pierwszym roku tego panowania, ubył
z owych szeregów najdzielniejszy na polu nauki i twór-
czości szermierz — Adam Naruszewicz. Uczynił on dla
historyi swego narodu to, co dla bistoryi rzymskiej zdzia-
łał Niebuhr, opracowawszy dzieje pewniejsze Polski na
podstawie źródeł, których przed nim żaden z dziejopisów
nie był dotknął. Jeżeli niepodobna Naruszewicza uważać
za najpierwszego z pomiędzy historyków^ polskich, to prze-
cie - mówiąc słowami Lelewela — «on pierwszy w naro-
dzie podwoje do przybytku historyi otworzył; on staroży-
tne jej stanowisko rozpoznał i odrazu w pracy swojej hi-
storyę narodowi i językowi polskiemu przyswoił. Jeżeli
6*str 84
CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ JEDENASTY.
dla niej nie ze wszystkiem górne opanował stanowisko,
język i styl do tych starożytnych doprowadził wyżyn».
Ze względu właśnie na to zaloty, tak pożądane w epoce,
w której językowi narodowemu zagrażała zagłada, Tadeusz
Mostowski za pruskich czasów przygotował drugie dostę-
pne historyi Naruszewicza wydanie.
Tejże wziętości i szerokiego na masy wpływu uży-
wa! mąż ejKikowy, nietylko w swoim wieku, ale po wszyst-
Ks. Adam Naruszewicz.
ki- czasy, dopóki słowo polskie żyć będzie — książę biskup
Ignacy Krasicki.
Choć działalność jego twórcza miała się już, w chwili,
która nas zajmuje, ku schyłkowi i zamknęła się z rokiem
roapoczynającym stulecie XIX, jednakże pismami Krasi-
ckiego żyło i odżywiało się długo jeszcze — pokolenie po-
grobowców Rzpltej, znajdując w nich wielkie wzory nie-
tylko niezrównanej piękności języka literackiego, lecz i naukę
obywatelską karcąca wady i zdrożności społeczeństwa, te
wady, które się przeważnie do jego upadku przyczyniły.
str 85
KS. IGNACY KRASICKI.
Szczęśliwie się też stało, że w szeregach mężów obywa-
telskiego ducha, którzy się za czasów pruskich akcyi ra-
tunkowej języka i literatury podjęli, na czele stanął bi-
skup Krasicki i mógł, w pierwszych latach rządów obcych
w kraju, rzucić ziarno posiewu tych idei, które niebawem
własnością całego przodowniczego zastępu myślicieli pol-
skich stać się miały
Dłużej od Krasickiego, bo do r. 1812, oddziaływał swemi
Ks. Ignacy Krasicki.
wzorowemi pod względem formy i bogactwa językowego,
tworami, Stanisław Trembecki, (ur. 1723 r.) i jeżeli na kim,
to właśnie na jego, w pierwiastkowej swej działalności tak
bezwzględnie kosmopolitycznej, wyzutej z pierwiastków
obywatelskich i rodzimych, działalności, daje się widzieć
przewrót dodatni, wywołany smutnym stanem upadku po-
litycznego narodu. Pisarz, poświęcający zrazu swe pióro
i myśli posługom poziomego waloru, dworak i pochlebca
magnatów, poczuwa się naraz do obowiązku wysławia-str 86
CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ JEDENASTY.
Stanisław Trembecki.
nia kowala Maryańskiego, który,
w epoce ruchu kościuszkowskie-
go, ofiarował swej roboty własnej
wozy na potrzeby Rzpltej.
Równej Trembeckiemu, pod
względem etycznym, miary, lecz
dodatnim wpływem na szerokie
masy pieśniamiswemi pobożnemi,
cechuje się działalność Franci-
szka Karpińskiego (u. 1741+l825).
Ów śpiewak Justyny, poeta serca,
przeniknął do ludu nie przestał
do naszych czasów być tłóma-
czem jego uczuć pobożnych, w pie-
śniach rzewnych: „Kiedy ranne
wstają zorze" i "Wszystkie nasze dziecinnne sprawy". Jeśli na-
grodą pisarza może być rozgłos szeroki jego utworów w ko-
Franciszek Karpiński.
łach inteligentnych, jak np. Krasickiego między szlachtą,
to wyjątkowym i zasłużonym musi być pisarz, jeśli utwory
przyswaja sobie na wieki lud prosty, znajdując w nich
str 87
KNIAŹNIN, WORONICZ I NIEMCEWICZ.
Franciszek Dyonizy Kniaźnin.
echo własnych swoich uczuć i
nadziei. Takim właśnie koicie-
lem cierpień narodu, w pierw-
szych czasach jego upadku,
był Karpiński.
Dodatnio, pod każdym
względem, przedstawia się
w owej epoce działalności in-
nego pisarza Franciszka Dyo-
nizogo Kniaźnina (1750—1807).
Mąż zacny i prawy obywatel,
skromności wielkiej, pobożny,
szlachetny, moralny, osądziw-
szy sam jako płonne swe Ero-
tyki, któremi, w pierwszych czasach swej pisarskiej dzia-
łalności, złożył dań modnemu kierunkowi upodobań twór-
Ks. Jan Paweł Woronicz.
czych pozostawił narodowi, W odach: „Matka obywatelka"
"Do wąsów" i „Na stuletni obchód zwycięztwa Jana III podstr 88
CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ JEDENASTY.
Wiedniem" niedościgły wzór piękności języka i uczuć oby-
watelskich, krzepiąc ducha narodu patryotycznemi, wznio-
słemi myślami, w najcięższych narodowego żywota wa-
runkach.
Najstarszym poetą w świątyni pamiątek narodowych,
arcykapłanem i wieszczem natchnionym w owej epoce
był Jan Paweł Woronicz (1757—1829). «Wyższy od współ-
czesnych sobie poetów geniuszem, starożytną prostotą i cha-
Julian Ursyn Niemcewicz.
rakterem czysto narodowym, słowiańskim — Woronicz wy-
stepuje przy schyłku dawnej epoki jak prorok innych
czasów i innych ludzi. Nie był on naśladowcą i zwolen-
nikiem ówczesnej francuskiej szkoły klasyków, lecz na-
tchnienia swoje czerpał w źródle historycznych wspomnień^
w pobożnej wierze przodków i gorejącem uczuciu naro-
dowości, Prawdziwy wieszcz narodu, byl jego wyobrazi-
cielem, jego słowem.
«Na wskroś przeniknięta tęsknotą dusza Woronicza —
pisze o nim Mecherzyński — rozlała się we łzach serde-
str 89
KS. ADAM CZARTORYSKI.
cznych. Podobny do syońskich proroków, jękiem ich na-
rodową przystrajał lutnią, z mogił przeszłości wywoływał
dziejową marę życia i krążył myślą po przestrzeniach
najświetniejszych pamiątek. Pod wielu względami śpiewak
Assarmota i Hymnu do Boga okazuje charakter wieszczów
biblijnych, w których, on jeden z postanisławowskich poe-
tów szukał natchnienia i wzoru».
Ks. Adam Czartoryski,
generał Ziem Podolskich.
Pieśni Woronicza, nieogłaszane przez autora, krążyły
jedynie w odpisach, nie tracąc przez to swego wpływu;
lecz jako rzadkość, tern chciwiej przyswajało je sobie młod-
sze, w niedoli zrodzone, pokolenie.
Żywa tradycyę przeszłości, opromienioną aureolą po-
święcenia i udziału w wiekopomnych pracach wielkiego
sejmu, przedstawiał Julian Ursyn Niemcewicz, który, po
latach tułaczki, wrócił w początkach wieku XIX do sto-
licy, i tu podjął na nowo pracę twórczą jako poeta, histo-str 90
CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ JEDENASTY.
ryk I jeden z pierwszych inicyatorów rozbudzonego ruchu
umysłowego W kraju.
O działalności Niemcewicza wiele jeszcze będzie oka-
zi następnie nadmienić. Tu jedynie zaznaczyć należy, że
Obecność owego męża, w epoce, tyle dla przyszłości narodu
klęsk wróżącej, była opatrznościowem niejako zrządze-
niem, tworząc istotny sztandar, około którego zgrupować
Tadeusz Czacki.
się miało, mogło i musiało, to wszystko, cokolwiek za cały
naród myślało, czuło i przygotowywało środki ratunku.
Arystokracyę nietylko rodową, lecz i umysłową w kraju
godnie reprezentował pan możny, Adam Kazimierz ks. Czar-
toryski (1734—1823), generał ziem podolskich, wielki zwo-
lennik nauk i sztuk pięknych.
W jego puławskim Tusculum i w warszawskich pa-
laoadl zbierała się wyborowa klasa pisarzy i myślicieli.
Tam gościli: Karpiński, Kniaźnin, Ignacy i Stanisław bra-
str 91
KS. STANISŁAW STASZIC.
cia Potoccy, Czacki, Albertrandi, Piramowicz, Ossoliński,
Woronicz, pielęgnując- tradycye starodawne, a przede-
wszystkiem język narodowy. Pod wpływem takich zasad,
powstało dziełko pod tytułem: Myśli o pismach polskich, na-
wołujące do pielęgnowania czystości rodzinnej mowy; ztam-
tąd szła rada i zachęta do zajmowania się literaturą.
Wybitnie na chmurnem tle ówczesnych stosunków
zarysowuje się działalność naukowa Tadeusza Czackiego
Ks. Stanislaw Staszic.
(1765—1813). Otrzymawszy z daru Stanisława Augusta
w roku 1797 bogatą po Naruszewiczu spuściznę notat hi-
storycznych, zajął się Czacki opracowaniem żródeł praw
litewskich i polskich i pozostawił w swych dziełach nieprze-
brane bogactwo szczegółów do historyi, prawodawstwa
i etnografii narodu. Kapitalne dzieło Czackiego ukazuje
się w zaraniu wieku bieżącego, jako zapowiedź prac, które
niebawem ugruntować miały trwalszą dla badań zamierz-
chłych dziejów ojczystych podstawę.str 92
CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ JEDENA8TY.
Współpracownikiem Czackiego w pierwszych latach
jego działalności naukowej był przyszły autor Barbary
Radziwiłówny — Aloizy Feliński.
Po odbyciu kampanii kościuszkowskiej powrócił do
zacisza swego wiejskiego w Ossowie i tam poświęcił się
gorliwie pracom literackim, które z czasem obudzić, miały
entuzyazm tłumów, w epoce odrodzenia sceny narodowej.
W pobieżnym poglądzie zastępu mężów podniosłego
Ks, Hugo Kołłątaj.
ducha naszej epoki dłużej może zatrzymaćby się należało
przy dwóch spadkobiercach wielkiej epoki reform, którzy
przodowali spoteczeństwu przykładem cnót obywatelskich
i umysłową energią.
Mężami tymi byli: Stanisław Staszic (1755—1826) i Hugo
Kołłątaj (1750—1812).
Pierwszy, nieśmiertelny autor Przestróg, oddany du-
szą całą sprawie odrodzenia ojczyzny, przewędrował kraj,
by na miejscu poznać jego bogactwa i potrzeby, a nastę-
str 93
FKANCISZEK DMOCHOWSKI I IGNACY HR. POTOCKI.
pnie w zaciszu Hrubieszow-
skiem budował podwaliny
polepszenia bytu ludu, za-
nim potrzeba bliższego ze-
rknięcia się z wybitniejszy-
mi na polu nauki działa-
czami nie powołała go do
dawnej stolicy, by tu roz-
budzić życie umysłowe i
świecić przykładem ofiar-
ności dla celów oświaty
narodu.
Drugi — niezmordo-
wany uczestnik prac Ko-
misyi edukacyjnej,
Towarzystwa ksiąg elementarnych, reformator
szkół, agitator, polemista, polityk, chociaż po upadku poli-
Franciszek Dmochowski
Ignacy hr. Potocki.
tycznego bytu kraju lata cale spędził w niewoli austrya-
ckiej, nie przestał mimo to i W celi więziennej pracowaćstr 94
CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ JEDENASTY.
nad odrodzeniem moralnem swego społeczeństwa. Odzy-
skanie wolności dodało mu, pomimo starganego zdrowia, no-
wego bodźca do współpracownictwa z Czackim na polu
reformy zakładów naukowych, w dawnych, do Rosyi przy-
łączonych, prowincyach polskich.
Towarzysz jego prac, Franciszek Ksawery Dmochow-
ski (1762—1808), powołany przez Krasickiego do War-
Jan Albertrandi,
biskup zenopolitański, pierwszy Prezes Towarzystwa warszawskiego
przyjaciół nauk (1731—1808).
szawy, jako redaktor Gazety rządowej w roku 1794 i tłó-
macz klasyków starożytnych, był w epoce pruskiej jednym
z najznakomitszych literatów warszawskich i redaktorem
poważnego czasopisma literacko-naukowego.
Jako badacz w dziedzinie historyi krajowej i archeo-
logii rzymskiej słynął w owym czasie biskup zenopolitań-
ski, Jan Aibertrandi (1751—1808), cudzoziemskiego pocho-
dzenia, lecz dusza całą ojczyźnie przybranej oddany kapłan.
Idąc za przykładem Naruszewicza, który z bogatych notat
Albertrandego, zebranych przez tegoż podczas naukowych
str 95
STANISŁAW KOSTKA HR. POTOCKI.
wycieczek do Wioch i Szwecyi, swoje Teki ułożył, uczy-
nił wiele dla spopularyzowania dziejów pierwszych Jagiel-
lonów i w dziedzinie literatury klasycznej i starożytności
stanowił powagę niezaprzeczoną.
Zaznaczali się chlubnie umiłowaniem literatury i nauk
dwaj przedstawiciele arystokratycznego rodu Potockich
bracia: Stanisław (1752—1821) i Ignacy (1751—1809). Obaj,
dawni posłowie sejmowi i żołnierze, usunąwszy się za cza-
Stanisław Kostka hr. Potocki.
sów pruskich od udziału w życiu publicznem, pielęgno-
wali w zaciszu domowem tradycye wielkiego sejmu i gru-
powali około siebie wybitniejszo siły inteligencji, snując
plany obudzenia ruchu umysłowego w kraju.
Inny Potocki, Jan, (1761 —1815), znakomity historyk-
badacz i podróżnik, był już wówczas pionierem badań
nad starożytną słowiańszczyzną i licznemi pracami swemi
żródłowenii dał się poznać nietylko w kraju, lecz po za
jego granicami, zaliczany w poczet członków uczonych
towarzystw i akademij zagranicznych.str 96
CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ JEDENASTY,
Jan hr. Potocki
Żywą tradycyę epoki da-
wniejszej, bo sięgającej czasów
Augusta II Saskiego, przedsta-
wiał dworzanin, żołnierz i za-
konnik, Jędrzej Kitowicz (1728
do 1804), opracowujący pod-
ówczas rozgłośne Pamiętniki,
w których stronę obyczajową
swoich czasów i ludzi odma-
lował z bystrością bacznego
znawcy i obserwatora.
Tradycyę świeższą, ru-
chów barskich sięgająca, przęd-
stawiał, choć zdała od kraju,
z którego go wypadki 1794 r.
usunęły, zasłużony Józef Wybicki (1747—1825), towarzysz
prac prawodawczych Jędrzeja Zamoyskiego, późniejszy czło-
Józef Wybicki.
nek Komisyj edukacyjnej, obywatel prawy i szlachetny, na-
wołujący pismami swen naród do upamiętania się i poprawy.
str 97
Pałac w Puławach w roku 1800.
Aquaforta K. A. Richtera (ze zebioru Wł. ks. Czetwertyńskiego).
str. 98
CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ JEDENASTY.
Marcin Molski.
Niedawno przedtem prze-
brzmiałe echo legionów pol-
skich odświeżała w społeczeń-
stwie sympatyczna postać
żołnierza-poety Cypryana Go-
dębskiego (1765—1809), który,
zanim pióro na oręż zamienił
i okryty ranami powrócił pod
panowanie pruskie, zajmował
się w zaciszu wiejskiem nau-
kami, a przeważnie literaturą
starożytnego Rzymu.
Znany poeta-żołnierz, Mar-
cin Molski (1751—1822), da-
wny konfederat barski, też same przebywszy na obczyźnie
koleje, uprawiał w samotności ulubione zajęcie literackie.
Zdala od zgiełku publicznego życia, jako hreczkosiej
poeta i pamiętnikarz, pracował podówczas Kajetan Koźmian
(1771 -1856), jeden z ostatnich przedstawicieli klasycyzmu
francuskiego w poezyi rodzimej.
Do tejże szkoły należał autor poematu Rolnictwo, roz-
głośny w epoce późniejszej, z po-
wodu walki z nowszym kierun-
kiem poezyi, Dyzma Bończa To-
maszewski (1749—1821), polityk,
wierszopis i bojownik ruchu bar-
skiego.
Jako towarzysz niedoli Knia-
źnina, głośny ongi w epoce Stani-
sławowskiej dramaturg, Franci-
szek Zabłocki (1754—1821), usu-
nął się w owym czasie od świata.
Uważanym by! słusznie jako isto-
tny twórca komedyi polskiej i je-
den z najpłodniejszych po Kra-
sickim pisarzy.
Dyzma Bończa Tomaszewski.
str 99
FRANCISZEK ZABŁOCKI I LUDWIK KROPI.ŃsK I.
Usunął się również w o-
wym czasie do zacisza wiej-
skiego żołnierz kościuszkow-
ski zpod Maciejowic, Lu-
dwik Kropiński (1767—1844),
używający swego czasu roz-
głośnej jako poeta sławy.
Przyjaciel od serca Tadeu-
sza Czackiego, żywo się zaj-
mował sprawą oświaty, jako
wizytator szkól w prowin-
cyacb zachodnich Cesarstwa,
Osiadłszy we wsi Woronczy-
nie, na Polesiu Wolyńskiem,
często przybywał do Puław,
gdzie, jako autor tragedyi
«Gustaw Waza» (1797), odbierał hołdy od grona litera-
tów, gromadzących się około generała ziem podolskich.
Równego z Kropińskim, a zasłużonego w kraju roz-
Ludwik Kropiński.
7str 100
CZĘŚĆ II. ROZDZIAł JEDENASTY.
głosu używał żołnierz-poeta i uczony Aleksander Chodkie-
wicz (1776—1838), niestrudzony i zamiłowany w naukach
przyrodniczych badacz.
Jako zdolny tłómacz, świetnie językiem polskim wła-
dający, słynął Józef Szymanowski (kasztelanie rawski)
(1748 - 1801). Jego przekład poematu Monteskiusza „Świą-
tynia Wenery w Knidos" uważano swego czasu za wzorowy,
a autora — za powagę w sprawach piękności i poprawno-
ści języka rodzimego.
Alexander hr. Chodkiewicz.
Wpływowym niezmiernie czynnikiem w obudzeniu
zamiłowania do sceny narodowej miai się stać niezadługo
współpracownik Wojciecha Bogusławskiego, Ludwik Dmu-
szewski (1777—1847), za czasów pruskich rozpoczynający
dopiero swój zawód dramaturga i artysty młodzieniec.
Pierwsze jogo występy na scenie odbyły się w roku 1800.
Do grona puławskiego zaliczał się i Ignacy Tański,
ojciec Klementyny (1761—1805). Cieszył się uznaniem, jako
ongi gorliwy członek deputacyi indagacyjnej, dotyczącej
dyzunitów. Osiadłszy na stale w Puławach, oddał się
str 101
JÓZEF SZYMANOWSKI I IGNACY TAŃSKI.
Józef Szymanowski.
wzupełności literaturze i był
duszą tamecznych zebrań towa-
rzyskich, układając zręczne ko-
medyjki dla sceny miejscowej.
Do najruchliwszych w owej
epoce literatów i uczonych nale-
żał Jacek Idzi Przybylski il7.">7
do 1819). Rok rocznie od 177U r.
puszczał w świat dzieła przeró-
żnej treści: kalendarze, grama-
tyki i pisma polityczne. Był tło-
maczem klasyków -reckich i
rzymskich, a jakkolwiek język
jego, upstrzony dziwactwami, nie
móże być do poprawnych zali-
czanym, w każdym razie, nie można odmówić Przybyl-
skiemu samodzielności i dążeń do wzbogacenia języka
nowemi zwrotami i wyrażeniami.
Znawstwem i serdecznem umiłowaniem języka oj-
czystego i literatury słynęli w tejże epoce dwaj bracia
Osińscy. Starszy, X. Alojzy (1770-1842), późniejszy biblio-
graf, mówca i filolog polski, od roku 1791 profesor w szko-
łach pijarskich, gromadził skrzę-
tnie materyaly do słownika ję-
zyka polskiego i pisarzy polskich.
Młodszy, sławny następnie mów-
ca i profesor literatury, Ludwik,
(1775—1838), już w r. 1799 wy-
stąpił na widownię literacką ze
zbiorkiem poetyckich utworów,
a w r. 1801 wydał wzorowy prze-
kład francuskich tragedyj: Al-
zyra, Cyd i Horacyusze. Obaj za-
jąć mieli niebawem wybitne
w ruchu umysłowym kraju sta-
nowiska.
Ignacy Tański
str 102
CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ JEDENASTY.
Jacek Idzi Przybylski.
Pracował jednocześnie
w zaciszu wiejskiem, po usu-
nięciu się czasowem z widowni
publicznej, jeden z najcelniej-
szych pracowników wielkiego
sejmu, Tadeusz Matuszewic
(1765—1819), syn Marcina, ka-
sztelana brzeskiego, później-
szy minister skarbu za czasów
księstwa, senator i kasztelan
królestwa. Przekładami poe-
matu Delilla o i maginacyi
i poezyj Horacego, współza-
wodniczy] z Józefem Szyma-
nowskim i jak on należał do
szkoły puławskiej poetów.
Do grona mniej sławnych, lecz z pożytkiem dla
sprawy wychowania i znajomości dziejów ojczystych prą-
cych pisarzy, należeli w owej epoce: Teodor Waga
(1739—1801), autor popularnej Historyi książąt i królów pol-
skich i krótkiej geografii historycznej.
Kajetan Kwiatkowski _
(1770-1852), ongi szambelan
Stanisława Augusta, autor
rozprawy politycznej: Próbka
pióra bezstronnego obywatela nad
stanem teraźniejszym i przyszłym
Polski (1780 r.) i przekładów
z Gessnera (1789).
Łukasz Gołębiowski (1773
do 1849), żołnierz kościuszkow-
ski, towarzysz prac Tadeusza
' 'zaekieiro i długoletni kustosz
jego biblioteki poryckiej, pó-
źniejszy zasłużony starożytnik
i historyk.
Ludwik Osiński.
str 103
TADEUSZ MATUSZEWIC.
Dwaj bracia Siarczyńscy, pierwszy, Antoni, prawnik
(1753—1820), sekretarz sejmowy w r. 1791, autor Dyary-
usza sejmowego; drugi, Franciszek (1758—1829), profesor hi-
storyi w collegium nobilium, kapłan, gorliwy w swej epoce
zbieracz pamiątek ojczystych, z których następnie złożyły
się trwalszej wartości jego prace źródłowe.
Wawrzyniec Surowiecki (1769—1827, znawca i ba-
dacz słowiańszczyzny starożytnej, późniejszy zasłużony
ekonomista.
Tadeusz Matuszewic.
Tomasz Święcki (1774—1837), asesor kola rycerskiego
w r. 1794, palestrant lubelski i sędzia za czasów pruskich,
późniejszy pierwszy geograf historyczny Polski, jaką
była przed rokiem 1648, autor cennych monografij
historycznych.
Adam Czarnocki, znany pod nazwą Zoryana Dołęgi
Chodakowskiego (1784—1825) pierwiastkowo praktykant
sądowy, archiwista, późniejszy niestrudzony wędrowiec po
ziemiach słowiańskich.
Jan Amor Tarnowski (ur. 1774 w Dzikowie + 1842),str 104
CZĘŚĆ II. ROZDZIAL JEDENASTY.
odebrawszy wychowanie pod okiem wuja swego, Tadeusza
Czackiego, w młodości już poważnemi był zajęty pracami
i skrzętnie zbierał rzadkie książki i rękopisy, jako mate-
ryał do przyszłych naukowych badań.
Alexander książę Sapieha (1773—1812), w zamierzchłej
u przeszłości Słowiańszczyzny rozmiłowany, dla jej po-
znania odbywał w owym czasie podróże po Styryi, Dal-
macyi, Gorycyi, Karyntyi, Istryi, Kroacyi, Albanii, Czar-
Alexander ks. Sapieha.
nogórzu. Urodzony za granicą, wychowany kosmopolity-
cznie, rozbudził w sobie uczucie do spraw ojczystych, pod
wpływem otoczenia w domu księżny Jabłonowskiej w Ko-
cku, pani przywiązanej do kraju i nauki.
Majewski, Walenty Skorochód (1764—1835} znawca
Słowiańszczyzny i uczony archiwista, uczeń Skrzetuskich,
żołnierz kościuszkowski, oddany za czasów pruskich źró-
dłowym badaniom dziejów starożytnych i prawa.
Kazimierz Chromiński (1759—1810), plenipotent biblio-
teki Załuskich, profesor historyi powszechnej w Wilnie,
zapalony miłośnik książek, mąż głębokiej wiedzy.
str 105
JÓZEF MAKSYMILIAN HR. OSSOLIŃSKI.
Feliks Bentkowski (1781 — 1852), profesor języka pol-
skiego w Zullichau pod Frankfurtem nad Odrą, lektor ję-
zyka i literatury polskiej w uniwersytecie w Halli i li-
ceum warszawskiego, późniejszy autor pierwszej „Historyi
literatury polskiej, spisem dzieł drukowanych objaśnionej».
Józef Maksymilian Ossoliński, hrabia na Tęczynie
(1748—1826), od roku 1766 czynny współpracownik „Zabaw
przyjemnych i pożytecznych" i „Monitora" przez ciąg lat dwu-
Józef Maksymilian hr. Ossoliński.
dziestu (do 1784) do współki z Naruszewiczem, Bohomol-
cem, Albertrandim i Adamem ks. Czartoryskim. Stanowił
ważny czynnik naukowego i literackiego życia owej epoki.
Michał Hieronim Juszyński (1760-1830), kapłan, pó-
źniejszy autor Dykcyonarza poetów polskich, w owej epoce,
hołdując modnemu kierunkowi, pisywał wiersze erotyczne,
polityczne, satyryczne i tworzył Skotopaski (sielanki),
wiersze ulotne, naśladowane z różnych autorów, zanim pod
wpływem wydarzeń krajowych przeszedł na pole badań
poważniejszych, które jego nazwisko w literaturze utrwaliły.str 106
CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ JEDENASTY.
Ksawery Szaniawski.
Skrzetuski Kajetan
(1743—1806), profesor histo-
ryi, nauki moralnej i prawa
w korpusie kadetów, poświę-
cał się w wolnych od obo-
wiązków nauczycielskich
chwilach badaniom nauko-
wym, których owocem były:
Prawidła początkowe nauki oby-
czajowej (1793), Historya poli-
tyczna dla szlachetnej młodzi
(1773), Historya polityczna kró-
lestwa francuskiego (1780), Hi-
storya powszechna dla szkół
narodowych (1781), Spectaculum
politicum i inne rozprawy.
Grzegorz Piramowicz (1735—1801), kapłan, znakomity
pedagog i mówca, były sekretarz komisyi edukacyjnej
i Towarzystwa ksiąg elementarnych, nieocenione dla sprawy
wychowania pokolenia ówczesnego położył zasługi. Jego
pióra była większa część zarządzeń pomienionych komisyj.
Z prac literackich Piramowi-
cza, wydanych w okresie cza-
ra między 1767 — 1801 rokiem,
cieszyły się uznaniem: Dyk-
cyonarz starożytności (1779), Fe-
dra, Augustowego wyzwoleńca
bajki wybrane (1767), Powinności
nauczyciela (1787), Wymowa i
poezya dla szkół narodowych
[1192), Nauka obyczajowa dla
ludu (pośm. 1802).
Józef Kalasanty Szaniaw-
ski (1764—1843), żołnierz ko-
ściuszkowski, legionista, naj-
gorętszy przedtem stronnik
Józef Kalasanty Szaniawski.
str 107
KS. ONUFRY KOPCZYŃSKI.
reformy, później członek komitetu paryskiego przy Barssie,
po powrocie do kraju oddał się gorliwie nauce i pierwszy
zaczął obznajmiać społeczeństwo polskie z zasadami filozofii
Kanta i Szellinga. Jemu należy się zasługa w podjęciu prób
ustalenia terminologii filozoficznej w języku ojczystym.
Szaniawski Franciszek Ksawery (1768—1830), profe-
sor w Kielcach, późniejszy inicyator szkoły prawa hr.
Łubieńskiego.
Ks. Onufry Kopczyński.
Onufry Kopczyński (1735—1817), pijar, początkowo
pracy nauczycielskiej po szkołach prowincyonalnych od-
dany, długie po Europie odbywał podróże, zanim powró-
ciwszy do kraju, stal się obok zajęć profesorskich w kon-
wikcie szlacheckim, pomocnikiem bibliotekarza Janockiego
u Załuskich i członkiem towarzystwa ksiąg elementarnych.
Praca w bibliotece obudziła w nim serdeczne umiło-
wanie do badali nad budową języka rodzinnego. Ignacy
Potocki, kierownik oświaty krajowej powierzył mu zadanie
napisania gramatyki polskiej. W 1780 za gramatykę pol-
sko-łacińską był nagrodzony medalem de merentibus.str 108
CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ JEDENASTY.
Samuel Bogumił Linde.
W 1784 wydał elemen-
tarz dla szkół parafialnych
narodowych, a w roku nastę-
pnym: Układ gramatyki dla szkół
narodowych. W 1792 r. napisał
po łacinie wiersz boha-
terski «do niedowiar-
ków, którzy, bojąc się
potęgi sąsiadów, trwo-
żyli się o losy ojczyjzny».
Po roku 1794 więziony
w Nikolsburgu, wrócił po pię-
ciu latach do Warszawy pod
rządy pruskie i tu z zapałem
oddał się przerwanej nad ję-
zykiem narodowym pracy. Dusza gorąca, sprawom kra-
jowem oddana, był Kopczyński jednym z pionierów umy-
słowego odrodzenia narodu.
Współrzędnym, a potężnego wpływu na losy i roz-
wój języka narodowego czynnikiem był Samuel Bogumił
de Linde, późniejszy niespoży-
tej sławy autor Słownika (1771
do 1847). Jakby w stwierdzeniu
pewnika o assymilacyjnej sile
polskości, przetwarzającej naj-
bardziej obce pierwiastki na
organicznie ze społeczeństwem
spojone ogniwa, Linde, pocho-
dzenia cudzoziemskiego, poto-
mek tych. którzy w 1707 roku
wzywali sąsiadów do akcyi prze-
eiw udzielności Rzplitej, przed-
stawia typ uczonego polskiego,
rzetelnej zasługi dla sprawy
literatury, bądź jako badacz
jej skarbów językowych, bądź
Hieronim Stronynowski,
biskup koadjutor łucki, rektor.
str 109
HIERONIM STROYNOWSKI.
Ks. prof. Stanisław Jundziłł.
jako długoletni kierownik wy-
chowania młodzieży polskiej,
w liceum pruskiem w War-
szawie. Stosunki z Ignacym
i Stanisławem Potockimi, Koł-
łątajem, Niemcewiczem, Wei-
sonhofem i Dmochowskim, za-
wiązane w r. 1793 w Lipsku,
gdzie Linde był lektorem ję-
zyka polskiego w tamecznym
uniwersytecie, wpłynęły na
obudzenie w nim zamiłowania
do badań nad etymologią języ-
ka ojczystego, a gdy za czasów
ruchu kościuszkowskiego wró-
cił do Warszawy, jedyną myślą jego wśród wrzawy wo-
jennej było zbieranie po bibliotekach źródeł do zamierzo-
nej już wówczas pracy nad Słownikiem, którą kontynuował
przy boku Józefa Ossolińskiego we Wiedniu, zanim w po-
czątkach wieku bieżącego powrócił na stały pobyt do
Warszawy. Dzieło Lindego, poczęte za rządów pruskich,
jest dowodem usiłowań owej epoki do stawiania tamy za-
grażającym polskości wpływom.
Pożytecznym pracownikiem na polu kodyfikacyi praw
krajowych, uznanej w następstwie przez rządy pruskie
za źródłową, by] Antoni Trębicki (1704—1833), wydawca
zbioru: Prawo polityczne i cywilne Korony polskiej i Wieli;.
Ks. Lit. (1789—1791). Usunąwszy się po roku 1794 do za-
cisza wiejskiego pozostawił po sobie ciekawe owych cza-
sów pamiętniki, dotąd jeszcze drukiem nie ogłoszone.
Na polu teoryi prawa natury pracował z pożytkiem
późniejszy, po Poczobucie, rektor akademii wileńskiej, Hie-
ronim Strojnowski (1752—1815). Gruntowny znawca sztuk
pięknych i literatury, budził ruch umysłowy na Litwie.
Zostawszy członkiem komisyi edukacyjnej, pełnił te obo-
wiązki aż do ostatniego podziału Rzplitej, a następnie
str ll0
CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ JEDENASTY.
przygotowywał zasady zreformowania wszechnicy wileń-
skiej, która za jego rektoratu rozgłośnej w świecie nauko-
wym dostąpiła sławy. Jego nauka prawa przyrodzonego, po-
kitycznego i prawa narodów, wydana w Wilnie 1785, a na-
stępnie przedrukowana w Warszawie, była pierwszą w tej
dziedzinie w literaturze polskiej pracą i służyła mlodzieży
polskiej pod rządem pruskim jako kompedyum do prawo-
znawstwa.
Jan Śniadecki.
Obok wymienionych mężów szereguje się współcze-
śnie zastęp innych bojowników na polu budzenia umysło-
wego ruchu w kraju pracowników.
Ignacy Stawiarski (1776-1835), tłomacz i sekretarz
kamery ekonomieczno-wojennej pruskiej, późniejszy pale-
strant i tłomacz ordynacyi sądowej pruskiej, oraz prawo-
dawstwa napoleońskiego; tlomaczył pieśni Gellerta (1800)
i przypadki Telemaka, zajmował się statystyką kraju i wy-
jaśnia] zasady zarządu państwowego w Prusiech Połu-
dniowych.
Juliusz Kolberg (1776-1831), inżynier-geograf przy
str 111
BRACIA ŚNIADECCY.
topograficznym pomiarze tychże Prus, pochodzenia cudzo-
ziemskiego, późniejszy profesor uniwersytetu, układał pie-
śni i hymny dla loży wolnomularskiej i tlomaczył poetów
polskich na język niemiecki.
Kazimierz Kontrym (1772—1836), żołnierz kościu-
szkowski, należał na Litwie przed 1806 r. do czynnych
współpracowników powszechnej gazety literackiej, pod redakcyą
Jędrzej Śniadecki.
prof. Groddka. W czasach późniejszych grupował około
siebie wszystkie wpływowe czynniki umysłowego życia
na Litwie.
Marcin Odlanicki Poczobut (1728—1810), znakomity
astronom i twórca obserwatoryum wileńskiego, odkrywca
konstellacyi, której nadał nazwę «Ciołka Poniatowskich».
Stanisław Jundziłł (1761—1847), zasłużony botanik,
opisaniem roślin litewskich według układu Linneusza położył
pierwsze podwaliny terminologii botanicznej w literaturze
polskiej.str 112
CZĘŚĆ II ROZDZIAŁ JEDENASTY.
Ponad wszystkimi wszakże działaczami ówczesnej
epoki, którzy naukę polską zaszczytnie nietylko w kraju,
lecz i po za jego granicami reprezentowali, górują nazwi-
ska braci Śniadeckich: Jana (1756 — 1830 i Jędrzeja
(1768—1838).
Pierwszy, już za Kołłątaja, profesor statystyki, hi-
drauliki i logiki w Krakowie, w długich podróżach wszedł
w bliższe stosunki z najznakomitszymi uczonymi epoki,
zanim, sprowadzony w roku 1781 do kraju, rozpoczął na
wszechnicy krakowskiej wykłady astronomii i matematyki
wyższej. Jego obserwacye astronomiczne drukowały przez
szereg lat
i-
storique et philosophique de la Religion, w którem autor, za-
sadnie, zdaniem krytyka, pisze: „Aussitot qu'une Nation etoit
subjuguée et asservie par une autre, le premier soin du peuple
vainqueur etoit de dissiper et d'anéantir les archives et les an-
naless du peuple vaincu; pour lui faire perdre, autant que la
chose etoit possible, Vidée et le souvenir de ses anciens souve-
rains, de ses anciennes lois, de ses anciennes coutumes, de son
état précédant et pour le préparer a se ployer moins difficille-
ment aux idées, aux usages, a la législation, a la Relgion du
gouvernement nouvrau, sous lequel, il passoit et dans lequel il
s'incorporoit".
W ogóle, cała tendencya krytyki Hebdowskiego by-
łaby niezrozumiałą, gdyby nieuwzględnić głównego i je-
dynego jej motywu, który, pomimo obsłonek zawilej frazeo-
logii, prześwieca przez szczeliny oderwanych przyczepek
do pojedynczych ustępów mowy Albertrandego.
Tendencya ta była przeważnie polityczna i dążyła
do wykazania i obnażenia przed narodem opportunizmu
księdza biskupa Zenopolitańskiego, który pragnął, oszczę-
dzając drażliwości rządu pruskiego, przedstawić go w cha-
rakterze szczerego orędownika narodowości polskiej, pod
którego skrzydłami język i literatura będą się mogły ja-
koby rozwijać, bez żądnych przeszkód.
Hebdowski pisząc pod cenzurą pruską nie mógł
wprost zaprzeczyć takim nadziejom Albertrandego i dla-
tego czepia się pojedynczych słów, a nawet półsłówek,
by wykazać nielogiczność opportunistycznych wywodów
mówcy.
Rozciągając do absurdów wywody Albertrandego,
dopatruje się w nich Hebdowski zamiaru wykazania: «że
odcięcie języka polepsza mowę, że zabór ksiąg, w których
są zapisane doświadczenia i uwagi wieków, pomnaża wzrost
str 165
PAMFLET HEBDOWSKIEGO.
nauk i umiejętności, nakoniec, że rozcięcie ciała na trzy
części wzmacnia fizycznie jego związek i byt przedłuża*.
Podobnemi argumentami zwalcza krytyk pogląd Al-
bertrandego, iż «wolność nie jest potrzebną dla szerzenia
się światła w narodzie», jak również opinię jego, że upa-
dek umyslowości polskiej datuje się dopiero od polowy pa-
nowania Zygmunta III i ciągnie aż do «epoki zgromadze-
nia przyjaciół nauk».
Tu dopiero, jak to mówią, wyłazi szydło z worka
zarzutów krytyka, tym razem nie pozbawione ciętości i go-
dzące wprost w mówcę, «który, baczny więcej na pra-
widła dworskie, niżeli na dług wdzięczności, z miejsca
nauk winny, osądził dogodniej sobie przemilczeć osta-
tnie panowanie, nową dla nauk polskich epokę zrzą-
dzające, iżby uniknął potrzeby wspominać .Stanisława Au-
gusta, króla, obwinionego o stratę kraju, tak jak sie obwi-
nia zazwyczaj każdy sternik okrętu, do którego rozbicia
przyłożyła się była wielu pierwszych majtków
gnuśność, niesforność, albo osobistość».
Cały ten ustęp, zaprawiony, zwróconą ad personam,
gryzącą ironią, szczerego wielbiciela epoki Stanisława Au-
gusta, nie jest pozbawiony wartości dokumentu źródłowego
i dlatego przytoczenie go w tein miejscu nie będzie zby-
tecznem.
«Możeż obecny świadek tego panowania — pyta He-
bdowski, czyniąc alluzyę do stanowiska, jakie Albertrandi
przy boku Stanisława Augusta zajmował — którego skut-
kom winien jest podobno zbogacenie pamięci swojej sta-
rożytnością, honor sobie czyniącą, nie wiedzieć, co ten
król uczynił? Mógłże wątpić, że oddając prawemu przy-
jacielowi nauk i sztuk wyzwolonych sprawiedliwość, nie
miałby po sobie głosu powszedniego i pióra pisarzów, któ-
rzy, przez łączenie przymiotów moralnych z powołaniem,
stają się dopiero rzeczywiście uczonymi? Pisarz Nowego
Pamiętnika Warszawskiego słusznie do tego rzędu należący,
w artykule «żyCia uczonych ludzi» sławiąc znakomi-str 166
CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ. SZESNASTY.
tego w literaturze polskiej męża, Ignacego Krasickiego,
nie przepomniał, ani zamilczał o źródle jego chwały».
Wspominając dalej o Monitorze, piśmie na wzór Spe-
ctatora angielskiego, a które przyczyniło się wiele do
oświecenia narodu, podaje Hebdowski, iż wiele artykułów
Monitora było przez króla pisanych, a w rzeczach powa-
żniejszych i pióra mówcy (Albertrandego).
«Oprócz tego pisma — czytamy dalej — zachęcił Stanisław
August wybrane przez siebie Towarzystwo uczonych, zgromadzające
się co czwartek w jego zamku, do wielu innych, a mianowicie, do
pisma tygodniowego, którego ułomki zebrane w jedna księgo,, znane
się uczonym pod imieniem: Historya państw starożytnych, z dewizą:
Pulchior evcariis.
«Żadna karta dziejów panowania togo króla nie będzie bez
dowodu miłości jego dla dobra kraju i przychylności jego dla nauk.
Nie on że to, bacząc, że bezpieczeństwo jest pierwszym względem,
założył na wstępie swego rządu szkoły rycerskie w Warszawie
i Wilnie, wysypując na ich ustanowienie dwa miliony blizko i prze-
znaczając na fundusz cześć dochodów, z cid od Rzplitej sobie ofiaro-
wanych; a kiedy zakreślona liczba kadetów nie dostarczała, liczbie
ubogiej młodzieży do nauk się cisnącej, ani obszerności jego serca,
nie utrzymywałże jej z swojej szkatuły nad komplet w korpusie
i konwikcie?
«Nie założyłże Ludwisarni i fabryki broni, dwóch przedmiotów,
które, nadając wątłej sile kraju postać, jakiej przedtem nie miały,
jeżeli nie były dosyć zamożne, dla wielu niepokonanych przeszkód
do przedłużenia jego zgonu, sprawiły go przynajmniej mężnym,
a ostatnich kraju jego rycerzów nieśmiertelnymi?
«Jego kosztem wygotowany był atlas Polski przez Pertheesa,
który w Paryżu, u sztycharza, naprzód podobno zapłaconego, uwięznął.
«Jego kosztem sporządzonych było wiele, kart militarnych
pogranicznych, przez korpus indzynierów, pod dozorem swego puł-
kownika, Karola Sierakowskiego, officyera ze wszech miar godnego.
«Jego kosztem zgromadził sio drugi zbiór krajowych rękopi-
smów, z których Tadeusz Czacki, mąż głośny nauką i świadomością
dziejów ojczystych i obcych, pisząc uczona Narodu swego historyą,
wybiera jak pracowita pszczoła miód przyjemny i wosk poślubiony
na ofiarę ołtarzowi zgasłej swojej ojczyzny.
«Jego kosztem dawała się w akademii wileńskiej nauka po-
łożnicza.
«Jego kosztem utrzymywała się; w Grodnie, ostatecznie w Wil-
nie, nauka i ogrody botaniczne.
str 167
APOLOGIA STANISŁAWA AUGUSTA.
«Jego kosztem założona była pod bokiem jego akademia
kunsztów.
«Jego kosztem wysyłana była młodzież do Grecyi, Rzymu,
Parysa i innych krajów, w celu architektury, rysunków, malarstwa,
metalurgii etc.
«Czyliż owoce tych nakładów zatarły sie już w pamięci i za-
pomnieni zostali: Kamzetzer, Bmnuglewies, Radecka i wielu Innych,
których pomijam?
«Nie widzimyż jeszcze oszczędzonej króla tego księgarni
i szczątków wielu kollekcyj w Warszawie?
«Nie wpadaż w oczy obserwatorium astronomiczne, na zamku
jego założone i w instrumenta przez niego opatrzone, w którym, pu-
stym, teraz sowy, że tak powiem, zastępują Poczobutów i Bystrzyckich?
«Czyliż król ten pierwszych urzędów, dostojeństw duchownych
i świeckich, orderów i różnego gatunku nagród nie zamierzył dla
uczonych?
«Nie poświęciłże w Zamku swoim, w blizkości sali obrazów
królów, swoich poprzedników, pokoju dla obrazów uczonych Polaków,
iżby te dwie świątynie przedstawiały następcom jego naukę: że chcąc
mądrze panować, potrzeba mieć obok siebie radę i oświecenie?
«Medale wybite i rozdane słynącym cnota, lub nauka, w swoim
i Obcych krajach, nie będąż tyle trwałym. Ile jest ich kruszec, dowo-
dem, usiłowania tego prawdziwego filantropa, który się chciał stać
powszechnie użytecznym i mocą nagrody i przykładu panować ob-
szerniej, niż się władza jego rozciągała?
«On wychowaniu młodzieży dał zasadę rozważniejszą, przez
ustanowienie komisyi edukacyjnej, złożonej z mężów cnotliwych
i światłych, których programy zachęciły obcych uczonych do udzie-
lenia tej komisyi rozsądnych uwag, z pomiędzy których: Le plan de
reformation des etudes elemetaires, przez pana Borelly, członka akade-
mii berlińskiej, przypisany temu królowi, otrzymał pierwszeństwo.
«On akademii krakowskiej nadając Oraczewskiego za rektora
obszernie zamiarów swoich względem jej ulepszenia wiadomego, przy-
łączył do jej dochodów wieś Łobzów, od swego Wielkorządztwa od-
dzieloną.
«On urządził sprawiedliwość i zagubił krwawe barbarzyńskie
zajazdy, przyznające temu własność, kto miał więcej dzikości i siły.
«On wezwał Andrzeja Zamoyskiego wielk. niegdyś kanclerza,
sławnego cnotami i zasługami swoich przodków, sław niejszeg.. jeszcze
wałsnem światłem, obywatelstwem i bezstronnością, do ułożenia
księgi praw sądowych, których, posłowie jednego z następnych sej-
mów, ulegając dawnym krajowym przesądom, okazali się nie być
jeszcze godnemi.str 168
CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ SZESNASTY.
«On ukrócił możnowładców, określił władze, dziedziców, polep-
szył los poddanych, niezapomniał i o ułatwieniu spławu rzek, któremu
na przeprawie stanąły młyny szlacheckie ani o rolnictwie, w imieniu
którego, sławny znajomością botaniki i historyi naturalnej generał
major Rieulle. ofiarował mu. równie jak i Komisyi edukacyjnej roku
1776, pamiętny medal, wybity ex valore praemii, wzmiankowanemu
dopiero botanikowi i historykowi naturalnemu od tejże Komisvi przv
znanego
«Stanisław August miłość i szacunek nauk wział dziedzictwem
po swoim ojcu, którego dzielność i obrót negocyatora w Stambule
w krytycznych Karola XII okolicznościach, ściągnęły na siebie uwagę
i pióro Voltaira. Był pierwszy, który Stanisława Poniatowskiego, ojca
Stanisława Augusta, po ukończeniu nauk z zagranicy przybyłego,
wcześnie ocenić umiał i do wojska oddał... Wziął jeszcze Stanisław
August przychylnośći do nauk ze krwi swojej familii. Wujowie jego,
książęta Czartoryscy, kanclerz w. lit. i wojewoda ruski, których dom
był gościnnym dla muz obcych i krajowych schronieniem, wyłożyli
znaczne sumy na wysyłanie i otrzymywanie kosztem swoim za gra-
nice młodzieży szlacheckiej. Ich nakładom Naruszewicz i Poczobut
winni to wszystko, czem byli i są słynnemi.
«Nieprzysłużył że się wiele książę prymas Poniatowski edu-
kacyi narodowej swoim w Komisyi naczelnictwem; duchowieństwu
urządzeniem dyecezyi płockiej, która się stała wzorem dla innych,
i gospodarstwu krajowemu, sprowadzeniem z Anglii wielu nowego
wynalazku narzędzi rolniczych?».
Przebiegając w dalszym ciągu zasługi innych człon-
ków rodu Poniatowskich i oddając hołd niesłusznie oskar-
żonemu «przez współczesność księciu Józefowi», który
w r. 1792 i 1794 uczynił wszystko, «co mu wojenna jego
umiejętność, miłość ojczyzny i miłość sławy doradziły
i co po ludzku podobnym było», kończy krytyk wynurze-
niem żalu, iż «liczna współczesność» obłąkana w śledze-
niu sprawców swej niedoli «zamiast ich szukać w natu-
rze rzeczy, która, Mocy nadała przymiot pokonywania
Słabości, będącej jedyną przyczyną upadku tego kraju,
uwzięła się zasmucać niewdzięcznością ludzi «godnyeb lep-
szych czasów i lepszych sędziów».
Raz jeszcze czyniąc zarzut osobisty Albertrandemu,
iż zapomniał zupełnie o źródle swojej wiedzy i wymowy,
pisze Hebdowski:
str 169
APOSTROFA DO TOWARZYSTWA.
Przywodzi się piszącemu poniewolnie na myśl żałosna powieść
o smutnej przygodzie drzewa, które, litując się niezgrabnej siekie-
rze, udzieliło jej własnej gałęzi; a ta, niewdzięczna, stawszy się przez
nabycie trzonka władniejszą. zamiast okrzesywać dzikie, wyrostki,
pokusiła się gorszącym zamachem obalić swego ojca i dobroczyńcę».
Kończy zaś apostrofą do Towarzystwa:
«Darujcie mi, że gorliwy o waszą sławę wieśniak znad brzegu
Wisły, powiem wam prawdę tak śmiało, jak ją niegdy Senatorowi
rzymskiemu powiedział wieśniak z nad brzegów Dunaju: «Strzeżcie
sie wpajać nam przez waszych zastępców wspaczne wyobrażenie rze-
czy! Niedozwólcie z pośród siebie odzywać się łzokratom, którzyby
usiłowali na szkodę przykładu wielkie rzeczy czynić małemi, albo
żadnemi; a małe, albo żadne — wielkiemi. Inaczej, niejeden pisarz
poetrzegłszy skutek poróżniony z zamiarem, a namiętności w towa-
rzystwie z naukami, pocznie się być winnym, niosąc obronę praw-
dzie, zaostrzyć pióro i to wam przywłaszczyć, czem niegdy okrzy-
knął Homer niezgodę: że miała głowo w niebie, a nogi na ziemi*.
Dzięki jedynie przeładowaniu rozprawy przykładami
z dziejów starożytnych i, właściwej epoce, zawiłości stylo-
wej, broszura Hebdowskiego, wydana «za pozwoleniem
Zwierzchności» przepłynęła szczęśliwie skaliste porohy cen-
zury pruskiej ówczesnej i mogła wypowiedzieć głośno na-
rodowi przekonania pewnego stronnictwa nieprzejednanych,
które, chroniąc się po zakątkach wiejskich, nie życzyło
sobie bynajmniej paktować z rządem pruskim i przy jego,
rzekomo, troskliwej o język polski i literaturę opiece, być
laudatorem temporis äcti, z ujmą czasów niedawno minionych.
Dzięki również stanowisku bezwzględnie patryoty-
cznemu, zajętemu przez Hebdowskiego w broszurze, nie
mógł Albertrandi i Towarzystwo wdawać się w polemikę
z jej autorem, gdyż odpowiedź musiałaby stać się obroną
tego właśnie, czego bronił napastnik.
Jakoż, w rzeczy samej, o broszurze Hebdowskiego
głucho w ówczesnych pismach miejscowych i tylko ubo-
czna, a ostrożna, znajduje się o niej wzmianka w Nowym
Pamiętniku (R. 1802, T. III, str. 220), z powodu artykułu
Gazety Jenajskiej o stanie oświaty w Prusiech Południo-
wych62).str 170
ROZDZIAŁ XVII.
Posiedzenie Październikowe 1801 r. Odpowiedź Albertrandego na krytykę anonima. Echa
z Litwy. Akademia wileńska. Nowy Pamiętnik warszawski. Mowa X. Stroynowskiego. Ody
na cześć Aleksandra I.
Rozpoczynając przerwane spoczynkiem, ustawą prze-
pisanym, w dniu 18 października 1801 r. posiedzenia
zwykłe Towarzystwa, X. Albertrandi z żalem wzmiankuje
o »zaostrzonej, ubliżającej tegoż Towarzystwa zacności,
krytyce« i nadmienia, że chętnie ustąpiłby prezydyalnej
godności komu innemu, gdyby nie wola Towarzystwa,
której się poddaje, »szczęśliwy, jeśli postrzały te, jednego
mnie rażące, jak tarczą przejęte, od tego Zgromadzenia
będą odwrócone«.
Cała przemowa Albertrandego, na tem posiedzeniu
wygłoszona, jest uboczna odpowiedzią na owe pokątne
pociski.
»Nie masz wprawdzie nic zwyczajniejszego — głosił
między innemi Prezes — jak słyszeć żałosne skargi, na
ciemnotę i niesprawiedliwość publiczności utyskujące,
ale jeśli zazdrość obrzydła, jednych dręcząca,
pociąga ich do przytłumienia chwały, na której zjednanie
inni pracują; jeśli okropną drudzy okryci nocą, światła
str 171
OBRONA ALBERTRANDEGO.
okazałości nie znają; jeśli jedne owady na wierzch
pełzną, aby rozjadłem swem żądłem razić
kusiły się, drugie, w podziemnych lochach swoich co-
raz się bardziej zagłębiają, aby światła nie oglą-
dały, jestto szczególnych osób, nie zaś publi-
czności wadą, publiczności mówię, przez się skłonnej
do przyznawania sprawiedliwie zjednanej zalety«.
Odpowiadając na zarzuty, dające się streścić w nad-
miernych wymaganiach krytyków, by »owoce obietnic
i uroczystych przyrzeczeń« rychło się ukazały i urzeczy-
wistniły, daje Albertrandi następującą Zoilom odprawę:
»Przychylność ku naukom, nie jest nauka i jej zastąpić nie
motto. Znali to najpotężniejsi towarzystw naukowych protektorowie
i fundatorowie, którzy rzadko bardzo członkami tych towarzystw
mianować się pozwolili, które najbardziej potęgą swoja wspierali*.
Zdaniem mówcy, przyjaciele nauk są owem złotem, które kamienie
drogie otacza, ściśle spaja, od rozsypania zachowuje, do używania
przysposabia, ale nie są samemi kamieniami, nieskończenie
ceną swoją osadę przewyższającemi.
»A jako Panteon jest Panteonem, to jest, jednym z najpoważ-
niejszych w świecie i najksztaltniejszych gmachów, któremu ozdoby
strasburskiej lub kremońskiej wieży trudnoby okazałości przydały,
tak, poważna w swojej wspaniałości nauk świątynia, postronnych
owych, trafunkowych ozdób, nie potrzebuje. ...Światło czyste, światło
wieczne honoru, którym, w sobie samem, zgromadzenie, szczerze się
do nauk przykładające, jaśnieje, jest to przekonanie prawdziwe i zu-
pełne, że swoją troskliwością i usilnem Staraniem ożywia nauki, że
wre w nim chęć, nieprzerażenia oczu łudzącym blaskiem, ale oświe-
cenia świata; ale rozpędzenia okropnej, któraby ludzi ogarnęła, ciem-
noty; ale znalezienia we własnem łonie swojem źródła nieprzebra-
nego rozsianych na wszelką stronę najżywszych promieni, bez ubli-
żenia pierwotnej obfitości. Nie przynoszę ja do zgromadzenia tego
(mówi każdy takowego towarzystwa rzeczywisty czło-
nek) nie przynoszę ja imienia, którego brzmiące syllaby zadziwienie
w niebacznych sprawują; nie stawam przeciągłych tytułów niezmier-
nym szeregiem, który czasem tyle ma skutku, ile liczba ogromna
pomnażająca cyfrę; nie przybywam na popis z przepychem skarbów,
któremi szafuje ślepota, uwodzi się chciwość, niebaczność cenę na-
znacza; ale stawam z pamięcią, która wiek z wiekiem kojarzy; która
świata rozwaliny podpiera; która już dawno zeszłych popioły ożywia;str 172
CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ SIEDEMNASTY.
która na grobowiec cnotliwych wieńce niezwiędłe rzuca; która za-
sługom, prawdziwą u potomności nagrodę zabezpiecza; która kaźń
niezgluzowaną na zbrodnie, by też nie wiem jak szczęśliwe i współ-
żyjących poklaskiem obdarzone, miota. Ale stawam z imaginacyą,
czułość i życie bezżywotnym istnościom nadającą; przelatującą wszy-
stkie niebios i bezdenności morskich nieokreślone przestwory, kru-
sząca wszystkie wyniosłego Olimpu zapory, aby do języka bo-
gów mdli ziemianie przywykali. Ale stawam z najgorętszą
chęcią wydobywania prawdy z przepaścistej owej otchłani, w której,
podług wyrazu Demokryta, zanurzona zostaje, aby ja ludzie poznali,
jej się trzymali, w niej się zakochali. Słowem, stawam z najusilniej-
szem pragnieniem, aby te wszystkie wiadomości, największego kresu
doskonałości dostąpiły, które tylko ozdobie umysły, wydoskonalić
serca, przestrzeń pożytecznych umiejętności rozszerzyć mogą. Te sa
zamysły, te pragnienia, te spoczynku nieznające trudy, tego, który
nie tak imię swoje w rejestr towarzystwa, jako raczej honor towa-
rzystwa w sercu swojem zapisał. Nad tem dni i nocy przepędza, temu
usilność wszelką poświęca; to jest zaprzątnienie, ten żywioł jego, tym
tchnie, a krew w tyłach jego, za każdym obrotem, za każdem serca
poruszeniem, to pragnienie wznawia. Wszystko to, ciągłej, pilnej,
wytrwałej, nieustającej pracy jest skutkiem, wszystko to niewzru-
szoną jest zasadą honoru właściwego ludzi uczonych, towarzystwa
węzłem spojonych, niosących sobie sprawiedliwie, jeśli nie wszystkie,
przynajmniej jedne z tych zalet przywłaszczyć; honoru, mówię, któ-
rym w własnemm swojem przekonaniu, są słusznie zaleceni; każdy
z nich głęboko w umyśle wpojoną ma owa piękną Sallustyusza naukę:
nemo ignoviia immortalis factus est...«
»Nigdy albowiem, nigdy zgromadzenie za cel sobie zamierza-
jące podźwignienie i wydoskonalenie nauk pożytecznych, choćby też
najbardziej światłe i okazałe, nie zjedna sobie poważania publiczności,
jeśli przez obumarła nieczynność, stanie się samych tylko, choć z inąd
szacowanych, potretów galeryą, jeśli o niem sprawdzi się, co Seneka
o Ptolomeuszach, królach Egiptu, księgarni alexandryjskiej fundato-
rach, napisał: nom in studium, sed in spectacula comparaverant«.
Kończy mówca, wyrażając nadzieję, że Towarzystwo
przyjętych na siebie dobrowolnych obowiązków dopełnić
zechce i oczekiwania narodu nie zawiedzie. Świetną reto-
rycznie i głębszą pod względem treści jest klamra, zamy-
kająca ogniwa wywodów mówcy.
»Piramidy i obeliski zachowały dawnych Egiptu mo-
narchów jakakolwiek pamiątkę. Przepyszne ostatki Perse-
str 173
AKADEMIA WILEŃSKA.
polu i Palmiry okazują zdumiałemu wędrownikowi możność
i dostatki władających Persyą panów. Wskrzeszają potęgę
i wspaniałość dawnych Rzymian, zadziwiające zabytki Ich
świątyń, ich bram zwycięskich, ich amfiteatrów, ich wo-
dospławów, ich ścieków podziemnych. Pamiątki po-
przedników, ziomków naszych, pamiątki wie-
ków wszystkich, w których słynęło imie, dziś,
w czczym dźwięku ledwie pozostałe, pamiątki
przynajmniej, które bez obrazy pokazać mo-
żemy, te prawie wszystkie — w granicach
nauk i umiejętności, w rzędzie literatury, którą, bądź
to dziedzictwem, bądź rzeczywistem posiadaniem, naszą
możemy nazwać, są zawarte. Te, aby jednak z innemi za-
szczytami przepaść pochłonęła, nigdy zaiste nie dopuścimy,
my, których tak potężnie obca literatura do siebie wabi,
owszem, na żywej zawsze mieć pamięci będziemy, one
przedziwną Dyonizego z Halikarnasu przestrogę: Non est
generosorum hominum res, alienas quaerere et pati, sua, per
ignaviam, amitti. Hist. lib. V.63)«.
Poprzedzona szeregiem doniosłych reform dla rozwoju
spolecznego i umysłowego ludów, wchodzących w skład
Imperyum rosyjskiego, koronacya cesarza Aleksandra I
odbyta w dniu 24 września 1801 r., dala asumpt do wy-
nurzenia życzliwych uczuć dla młodego monarchy, nietylko
ze strony ludności całego rozległego państwa, lecz i ze
strony tej dzielnicy, która, niedawno temu — organicznie
z b. Rzplitą polską spojona cząstka — rozpoczęła byt nowj
pod berłem władzców rosyjskich.
W zatwierdzonej przez młodego monarchę akademii
wileńskiej, już niezadługo uniwersytetem zostać mającej,
odbyła się w dniu koronacyi uroczystość pamiętna, zainau-
gurowana przemową w języku polskim rektora X. Hiero-
nima Stroynowskiego i uświetniona odami łacińskiemi, jakiestr 174
CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ SIEDEMASTY.
na cześć Aleksandra I napisali i wygłosili X. Golański,
profesor literatury i X. Poczobut, słynny astronom.
»Szczęśliwe początki panowania Aleksandra I — pi-
sał z okazyi owej uroczystości wychodzący w Warszawie
pruskiej Nowy Pamiętnik Dmochowskiego — słodką
napełniają nadzieją miliony ludzi ogromnego państwa, jego
berłu poddanego. Wszystkie on dni prawie noweini oznacza
dobrodziejstwy. Chce pewnemi prawami obdarzyć naród,
bo zna, że ta władza jest najtrwalsza i najwspanialsza,
która się na prawach opiera. Kocha nauki, za-
chęca i nagradza uczonych, bo wie, że prawdziwe oświe-
cenie kształci serca, podnosi umysły i chwałą zaszczy-
cając naród, tem świetniejszym czyni blask korony«.
Wynurzona przez redakcyę najpoważniejszego pod-
ówczas w Warszawie, i w całej nawet Polsce, czasopisma
literacko-naukowego opinia, była echem ogólnego przeko-
nania o nadchodzącej ze Wschodu erze szczęśliwości,
dla skołatanego tyloma przecierpianemi klęskami narodu.
Dal tym uczuciom i przekonaniom wyraz X. Stroy-
nowski w swej przemowie:
»W całej wielkiego państwa rozległości, utwierdzono dla wszy-
-tkich: osoby, majątku, honoru i niewinności bezpieczeństwo; potwier-
dzone łaskawie swobody i dobrodziejstwa, stanowi szlacheckiemu
i miejskiemu nadane, zniesione tajne badania i sady, zapewniona
jednostajna i publiczna dla wszystkich sprawiedliwość, straszna dla
zbrodni, a pożądana cnocie i niewinności, wrócona handlu wolność,
ożywiony przemysł; we wszystkich wyrokach, ustanowieniach i roz-
kazach — duch sprawiedliwości, porządku, ludzkości i publicznego
pożytku; są to liczne i wielkie dzieła, które już oznaczają cecha nie-
śmiertelności panowania Najjaśniejszego Imperatora Alexandra l-go
i spodziewać się każą: że prawda, sprawiedliwość i ludz-
kość ugruntuje przyrodzone i odwieczne swe prawa,
pod łaskawem i ojcówskiem berłem Jego«.
Zwracając sie w końcu swej przemowy do tych na-
dziei, jakie narodowość polska może żywić w niepohamo-
wanym rozwoju swoich umysłowych potrzeb, zakreśla
mówca przyszłości jak najpomyślniejsze horoskopy:
str 175
MOWA X. STRYNOWSKIEGO.
»Wielkie dzieło, od Najwyższej Opatrzności panowaniu swemu
zostawione, rozpoczyna szczęśliwie Najjaśniejszy Alexander I, chcąc
dać narodowi rosyjskiemu stale i doskonale prawa, chce mu dać
światło nauk, powszechne wychowanie, cnoty i obyczaje. Ta drogą,
którą wskazuje geniusz Likurga, gdy rozliczne państwa ro-
syjskiego prowincye, różnego początku, obyczajów,
opinii, klimatu, języka i religii, w jedno ciało polityczne
zostaną ścisłym węzłem połączone i przelane w jeden naród, jednym
duchem tchnący, jednego Pana cnocie i mądrości podległy, jednem
prawem nieodmiennem i sprawiedliwem rządzony, oświecony, cno-
tliwy, rolnictwem i rękodzielnym przemysłem, handlem i żeglugą
kwitnący, bogaty; męstwem i potęgą na ziemi i morzu bezpieczny,
słowem, naród prawdziwie wielki i szczęśliwy, natenczas, ożywione
wszystkie talenta, prace i cnoty, wydadzą wielkich i nadzwy-
czajnych ludzi, mnóstwem i doskonałością dziel wszelkiego ga-
tunku przed światem wsławionych; którzy otaczając świetny tron
Alexandra I i łącząc ścisłym związkiem sławą swoją, z nieśmiertelna
sławą panowania jego, przypomną Europie wieki Peryklesa, Augusta
i Ludwika wielkiego«.
»W tym tak wielkim widoku, Najjaśniejszy monarcha pozwala
chętnie poddanym swoim we wszystkich narodach szukać światła
i doskonałości, sprowadzać wszelkie użyteczne i potrzebne książki;
w tym chwalebnym celu wskrzesza, lub ożywia i utwierdza towa-
rzystwa uczone, i wszelkie zakłady, które do rozkrzewiania nauk,
lub do wychowania młodzieży są potrzebne; w tym duchu dobro-
czynnych zamiarów, najłaskawiej raczył i tę Wileńską utwierdzić
Akademię, która nieprzerwanym prac usilnych ciągiem, czysta o po-
mnożenie światła nauk i dobre wychowanie młodzieży gorliwością,
wiernem wszelkich obowiązków swoich wykonywaniem, nieśmiertelną
najłaskawszego monarchy pamięć czcić i poświęcać nie przestanie!«
Nie były to czcze pochlebstw narzuconych kadzidła,
owe ody, któremi księża Golański i Poczobut święcili sławę
młodego monarchy i nadzieje ludów berłu jego podległych.
Czyliż w tym dniu na rzymskich pieniach zbywać będzie?
Zawszeż wiszą posępne mgły? lub akwilony,
W nierównym nawałnice miotając zapędzie
Okoliczne Ponarskich gór szturmują strony?
Czy zawsze tylko nucić czasy nieszczęśliwe?
I w szkodnym losie nie dać odpoczynku myśli?
Mniejszy od wiecznych zrządzeń, na co umysł tkliwe
Próżno chęć i morduje i przyszłości kreśli?str 176
CZĘŚĆ II. ROZDZIAŁ SIEDEMNASTY.
Na lądzie i na morzu milszy czas nastanie,
Skoro szturmy ustaną i wicher burzliwy.
A po dżdżystej z gromami nocy, w swym rydwanie
Jaśniejszym się nazajutrz zda Felbus życzliwy.
O! Jak wdzięczne od tronu łaskawe promienie
Wspaniała Alexandra wszędzie ręka sieje!
Inna juz rzeczy biorą postać i znaczenie,
Juz się na złotych skrzydeł podnoszą nadzieje...
str 177
CZĘŚĆ TRZECIA.
TOWARSZYSTWO WARSZAWSKIEstr 179
ROZDZIAŁ XVIII.
Posiedzenie Grudniowe 1801 r. Na cześć zmarłego Krasickiego. Pochwała Dmochowskiego.
Odczyty Albertrandego, Czackiego i Sapiehy.
Pragnąc uczcić uroczystym obchodem pamięć zmar-
łego w tymże 180I r. księcia arcybiskupa gnieźnień-
skiego, Ignacego Krasickiego, Towarzystwo przyjaciół nauk
odbyło w dniu 12 grudnia tegoż roku posiedzenie publiczne
»przy licznem obojej płci — jak o tem donosi Nowy Pa-
miętnik z grudnia 1801 r. — zgromadzeniu. Miły był
widok dla człowieka myślącego, ten zbiór dam najpierw-
szych, ludzi dojrzałych, mających zasłużoną w publiczno-
ści sławę i kwitnącej młodzieży. Zaiste, powiedział sobie,
jeszcze gust nauk nie wygasł, jeszcze to, co najszlachetniej
zajmuje dusze, co najmilej zaprząta umysł człowieka, w ca-
łej swojej mocy zostaje, gdy pierwsze próby niedawno za-
wiązanego Towarzystwa, tak żywo interesują i tak liczną
zaszczycane są przytomnością«.
Zapowiedziane odczyty X. Albertrandego: o Muzach,
Franciszka Dmochowskiego: Pochwała Krasickiego,
Aleksandra ks. Sapiehy: o systemie metrycznym
i Tadeusza Czackiego: o dziesięcinach, stanowiły wa-
żna do tak licznego zgromadzenia publiczności przynętę.
12*str 180
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ OŚMNASTY.
«Nikną z oczu naszych — temi słowy, między innemi, zagaił
owo posiedzenie prezes — pochłonieni w powszechnej ludzkiego ro-
dzaju toni, ci, na których szczęśliwym dowcipie, rozległej nauce, pra-
co" ilości nieustającej, największe Towarzystwo nasze gruntowało
nadzieje; a na publicznych posiedzeniach wzywać przezacnych słu-
chaczów musimy do żałowania swej straty, do utyskiwania nad wla-
naszą niedolą. Żałobną mogiłę wiekopomnego Józefa Szymanow-
skiego w świątynię nieśmiertelności przemieniła cudotwórcza moc
wspaniałej wymowy. Podoimy hołd dziś oddany będzie poważnej pa-
miątce Ignacego Krasickiego, arcybiskupa gnieźnieńskiego, którego
ostatnie prawie mdlejące wyrazy były: oświadczenie żywe ukonten-
towania swego z utworzenia tego towarzystwa i chęci przyłożenia
się do wszelkiej onego pomyślności. A bodajby klęski nasze na tej
się Stracie zakończyły! Ale ani rozdrażniać tkliwej umysłom rany
nie przystoi, ani w mojej jest mocy ukoić przejęte żalem serca. Sza-
nując pogrobową nawet skromność tych wielkich ludzi, nie przywalę
ozięble ich zwłok dumnym onym napisem, który Anglicy Newtonowi
wyryli ale w skromniejszych wyrazach powiem: winszujmy sobie,
niech pozostała publiczność sobie winszuje, że. takich mężów współ-
czesna była. A jeśli ów aktor w starożytności, aby siebie, aby przy-
tomnych rozrzewnił, urnę z popiołami jedynaka syna W rękach trzy-
mając, łzy przyrodzone w kunsztowne przemienił; nie może Igna-
cego Krasickiego pochwala nie być najskuteczniejsza w uściech tego,
który nie urnę z zimnym popiołem, ale w rekach swoich ma złożony
depozyt nieoszacowanych dzieł, tchnących jeszcze duchem tak wy-
bornego dowcipu. Zbieg okoliczności, lub traf szczęśliwy, sprawił, iż
pochwały męża, z rymotwórczych sztuk największa zaletę, najokazalszy
zaszczyt mającego, ogłoszone być mają przez najwyborniejszych
przekładaczów tych dwóch pisarzów, których wszystkie wieki ksią-
żętami rymotwórców być uznali. Ta szczęśliwa okoliczność powodem
mi jest, abym przezacnemu zgromadzeniu temu, nim Muz wycho-
wań ca najmilszego pochwały, przez muz nieodstępnych przyjaciół
usłyszą, Muzach powziętą, ze starożytnych źródeł podał wiadomość:
jako ku pomocy być mogąca do zupełniejszego rozpoznania pamiątek
starożytności, do objaśnienia mitologii i doskonalszego zrozumienia
pisarzów dawnych, mianowicie wierszopisów«.
Obszerna dyssertacya Albertrandego, oparta na przy-
kładach, z klasyków zaczerpniętych, nie wniosła wpraw-
dzie do literatury ówczesnej epoki dorobku cennego, lecz
jako wyraz upodobań umysłów, w archeologii mitologicznej
rozmiłowanych, nosi na sobie cechę swego czasu i daje
str 181
POCHWAŁA KRASICKIEGO.
świadectwo bezużytecznej erudycyi, jaką naówczas ode-
rwanym zupełnie od życia przedmiotom poświęcano.
Wzorem krasomówstwa, uietylko owoczesnego, lecz
i na zawsze takiem pozostać mogącego w literaturze oj-
czystej, była wspaniała mowa tłómacza Iliady, Franciszka
Ksawerego Dmochowskiego, poświecona pamięci Ignacego
Krasickiego. Nie można i sobie i innym odmówić rozkoszy
przytoczenia ważniejszych z niej ustępów, z uwagi na nie-
zwykle piękną jej formę i treść, odskakujące od szablonu,
zazwyczaj w tego rodzaju pochwałach pośmiertnych sto-
sowanego.
«Jeżeli z rzeczy ludzkich — rozpoczął mówca—może co sobie
rościć prawa do nieśmiertelności, to zapewne geniusz. Inne zalety,
bądź władzy, bądź bogactwa, bądź urodzenia, przemijająca maja
trwałość. Każą niekiedy pozornym blaskiem mniej uważne oczy; ale
zgon wraca je do nikczemności, z której się niesłusznie wydobyć
usiłowały. Sama nawet cnota, najpierwsze i największe między ludźmi
dobro, wkrótce nieznana gaśnie, jeśli pióro geniuszu nie wydrze jej
zapomnieniu i nie zapisze w księgę nieśmiertelności. Sam tylko ge-
niusz żyje z siebie: on jest i przedmiotem i sprawca swojej chwały,
on sani tworzy dzieła godne wieków, a te same dzieła stają się dla
niego niezatarta pamiątką».
«Któż ze współczesnych nad Krasickiego może być pewniejszy
tego gatunku chwały? kto nad niego może sobie dłuższe obiecywać
życie w pamięci potomności? Póki się utrzyma język polski,
ta znakomita i najkształtniej ukrzesana gałęź sło-
wiańskiego języka, póty jego imię wspomniane będzie, z tem
uczuciem, jakie dzieła jego w każdym z czytających wzbudzają. Co
mówię! Dzieła jego przyłożą się do utrzymania tego języka. Najod-
leglejsi potomkowie chciwi, tych samych kosztować słodyczy, które
w czytaniu Krasickiego ich pradziadowie czerpali, uczyć się będą
ich mowy i prześlą ją swoim następcom».
«Zaiste, mąż tak wysokich talentów wyższy jest nad wszystkie,
pochwały. Żyje on i żyć będzie z siebie; i ten wieniec, który sam
swoją ręka uplótł, nie potrzebuje żadnej ozdoby z przydanych obca
ręką kwiatów. Ale posłuszny być winienem rozkazom zgromadzenia,
które uiszczając sie z swoich obowiązków, aby pamięci uczonych ludzi
winny hołd w gronie jego odbierało, mnie do tej posługi, tak dla
pochlebnej, wezwać raczyło. Należy się od tego zgromadzenia naj-
żywsza wdzięczność zmarłemu książęciu, że imię swoje w rejestr
jego najskwapliwiej zapisał, że w początkach zaraz największą gor-str 182
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ 0ŚMNA8TY.
liwość względem jego ustanowienia, utwierdzenia i skutków okazał.
Niestety! Jeśli niewcześnie dla siebie, za nadto prędko umarł dla
Towarzystwa, którego i najcelniejszą był ozdobą i byłby najużyte-
czniejszym członkiem. Dlatego, nie może być rzeczą obojętną dla
światłej publiczności, posiedzenia nasze tak liczną przytomnością za-
szczycającej, słyszeć rzecz o mężu, którego dzieła z takiem czyta
ukontentowaniem, a ja, największy stad puchop, największa śmiałość
biorę, że o Krasickim mówić będę«.
»Żyjemy w tym wieku, kiedy opinia, do prawideł natury i ro-
zumu zwrócona, ceni ludzi podług osobistej ich wartości. Wyschło
dziś źródło owych pysznych pochwał, tak obficie szalowanych, a z ta-
kiem unudzeniem słuchanych. Nie pytają się teraz, jak długi szereg
przodków liczyć może? ale jakim był i co uczynił? Szczęśliwa zaiste
zmiana, która obaliwszy słabe podstawy, na jakich oparte dawniej
dumne bałwany, przywłaszczały sobie prawo do czci świata, każe
szukać rzetelnej chwały: w talentach, zasługach i cnocie. Taką sobie
zapewnił Krasicki. Miał on wszystkie zaszczyty panującej dawniej
opinii. Lecz tak je zaćmił osobistą swoją wartością, iż samo ich wspom-
nienie zdawałoby się ujmą jego chwały. Dowcip jego, talenta, przy-
mioty, stawia go w rzędzie najznakomitszych ludzi, jakiemi się ta
ziemia w oczach Europy i potomności zaszczycać będzie«.
Po treściwem przedstawieniu żywota Krasickiego
i po szczegółowym rozbiorze dzieł jego pod względem bo-
gactwa ich treści i formy językowej doskonałej, kończy
mówca swoje wywody pięknem porównaniem:
»Miała razem dwóch ludzi Polska, których dzieła lubiła czytać
i porównywać, a na których, jak na dwie celne literatury swojej
Ozdoby, patrzyła: Naruszewicza i Krasickiego. Pierwszy wychowany
w surowej szkole uczonego Zgromadzenia, drugi, wykształcony w po-
lerownej szkole świata, wzięli odmienne na umysłach piętna, które
na swoich pismach wycisnęli. Ztąd Naruszewicz poważny, a w samych
żartach ciężki: ztąd Krasicki miły, zabawny, ujmujący. Obadwa ob-
darzeni świetnemi od natury talentami; lecz Naruszewicz więcej
sobie zadawał pracy: Krasicki więcej szedł za swoim dowcipem. Na-
ruszewicz miał więcej głębokości. Więcej świetności - Krasicki. Tamten
się zapuszczał w nieprzebrnione morze erudyi, ten biegał po uśmie-
chających się imaginacyi przestrzeniach. Krasicki w pierwszej zaraz
młodości nabrał dobrego smaku. Naruszewicz w początkowej edu-
kacyi wyczerpął coś z szumnego stylu, który niedawno panował
w Polsce i nigdy się zupełnie z tej wady otrząsnąć nie mógł. Dlatego
Krasicki zawsze gładki, naturalny; Naruszewicz często szumny, a cza-
sem nadęty. Naruszewicza niezmierna Z początku chwała wierszopiska,
str 183
ROZPRAWA Ks. SAPIEHY.
coraz w oczach ludzi gustownych zmniejszała się, a natomiast wzra-
stała sława jego dzieł, pisanych proza. Krasicki, mimo pięknych i do-
wcipnych dzieł, niewiązaną mowa wydanych, utrzymał celniejszy
zaszczyt z poezyi. Obadwa ludzie rzadcy, wzajemnie siebie szanu-
jący, byli ozdoba narodu i światłem nauk polskich. Lecz Narusze-
wicz pójdzie do potomności jak tlómacz Tacyta i dziejopis. Krasicki
jako — poeta. Naruszewicz będzie w reku uczonych, Krasicki —
w reku wszystkich«.
Z działu umiejętności ścisłych Alexander ks. Sapieha
odczytał obszerną rozprawę o stosunku nowych
miar i wag francuskich z litewskiemi i pol-
skiemi.
Wykład jego jasny i popularny obudzi] ogólne zajęcie.
Przykładowo, dla wykazania zalet owego wykładu, przy
taczamy tu wyjaśnienie systematu metrycznego francu-
skiego słowami mówcy:
«Znaleziono zgodnie prawdziwą odległość północnego bieguna
naszej ziemi od ekwatora. Tc odległość podzielono na dziesięć milio-
nów części. Z tych jedną część dziesieciomilionową znalazłszy dogo-
dna w swojej długości do miary w pospolitem używaniu ludzkich
potrzeb, oznaczono te jedne decymalną część kresy między biegunem
i ekwatorem za bazę, to jest, za elementarna jedność wszystkich
miar i wszystkich wag i tę zachowaną cześć, na linii południowej
nazwano metre. On wynosi na dawna miarę francuska trzy stopy
i Misko ośmiu setnych części; na nasza mian; polaka, łokieć jeden
i więcej jak szósta cześć onego«.
»Ten metr kwadrując, użyto za elementarna jedność do miar
rozległości powierzchnich. Sto kwadratowych metrów nazwano arą,
z którego składają się morgi, włóki i t. d.«
»Ten metr zrobiono elementarna jednością nietylko miar roz-
ległości, ale i miar miąższości. Wzięto dziesiąta cześć tego metra
i w takiej wysokości zrobiono w formie kubicznej naczynie, którego
wielkość wynosi blizko naszą kwartę. Francuzi nazwali to litre
i oznaczyli za pierwiastkową jedność wszystkich miar miąższości,
czyli kwart, garców, korców i t. d.«
»Tenże metro zrobili również elementarna jednością wszyst-
kich wag. Wzięto setną cześć metra i w takiej wysokości zrobiono
kliniczne naczynie. To napełniono woda dystylowaną, tę wodę za-
mrożono do stałego lodu i potem w machinie pneumatycznej, zupełnie
od powietrza wypróżnionej, ważono. Taki ciężar wody nazwanostr 184
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ OŚMNASTY.
gramme, i oznaczono odtąd, jako niczem nieskażoną elementarną
jedność wszystkich wag«.
Koniec posiedzenia wypełniła dyssertacya Czackiego
o dziesięcinach, która pomimo upływu stulecia od
chwili jej ogłoszenia, nie straciła dotąd wartości jedynego
źródłowego w tej kwestyi dokumentu.
Z dotychczasowych posiedzeń Towarzystwa sesya
12 grudnia 1801r. należała do najrozgłośniejszych. Cały
kraj z zapałem odczytał wydrukowaną pochwałę Krasic-
kiego i zaliczył ją do arcydzieł krasomówstwa polskiego.
Minister pruski Schulenburg — ten sam, który, przed
kilkoma laty przedtem, pierwszy obwieścił urzędownie za-
miar poprzedniego króla pruskiego przyłączenia do monar-
chii dzielnic Rzplitej z Toruniem i Gdańskiem, na satys-
fakcyę klęsk poniesionych w r. 1792 w wojnie z Francyą —
bawił właśnie w owym czasie w Warszawie i pospieszył
do siedliska Towarzystwa, by wynurzyć jego prezesowi
żywe zadowolenie z prac uczonego grona, a jednocześnie
i chęć należenia do liczby jego członków.
Ksiądz Albertrandy wystosował do niego w dniu 14
stycznia 1802 r. odezwę w języku francuskim tej osnowy:
»Monseigneur! Il a plu a Votre, Excellence non seulement
d'accorder sa puissante protection a notre Société naissante, mais
encore de permettre, qu'en illustrant de Son nom, elle puisse se flatter
de profiter de ces lumieres. Il est bien juste, que, de son coté elle
tache de se montrer digne de tout davantages et qu'elle rende autant
qu'il est en elle, par des preuves non équivoques, un témoignage
éclatant de sa reconnoissance. Elle ne croit pas pouvoir mieux rem-
plir ce dévoir, qu'en mettant sous les yeux de Votre Exc. le produit
de ses travaux precedens, par lesquels elle éspere prouver son utilité
pour le présent et prendre de plus grands engagements pour l'avenir.
L'eloge du Prince Archeveque de Gnesne, membre do notre société,
a rendu notre derniere séance publique tres intéressante, mais jus-
qu'ici il n'a été publiée qu'en polonois. La meme séance h présenté
a l'assemblée les trois pieces suivantes que nous prenons la liberté
de lui offrir. Les deux premieres, qui ont pour auteurs: le prince
Sapieha et le comte C'zacki roulent sur des objets de la plus grande
Importance. Le troisieme, lu en polonois, niais traduit en latin par
I auteur, est un recueil de ce que les plus célebres écrivains ont pro-
str 185
CZACK1 O DZIESIĘCINACH.
duits sur un objet, qui ne sauroit etre indifférent a la littérature.
L'auteur est celui, qui, plein de reconnoissance pour la protection, que
V. E. daigne lui accorder et du soin qu'Elle veut bien prendre de
avancement, a l'honneur île se dire, avec tous les sentiments du
plus profond respect Monseigneur de. Votre Exc. etc.»64).
Nie tyle — potrzeba zjednania sobie wyjątkowej opieki
władz pruskich nad miodem Towarzystwem, ile konieczność
zapewnienia sobie względnej swobody w rozwoju jego dal-
szym, dyktowała przezornym kierownikom słowa bezgra-
nicznego zaufania do dobrych rzekomo intencyj tychże
władz, względem zadań, jakie sobie Towarzystwo nakreśliło.
Nie uchylił się, od tego politycznego programu i Czacki
w rozprawie o dziesięcinach, w której, projektując ich za-
mianę na osep zbożowy, uważał za konieczne uderzyć
w nutę oportunizmu.
»Upadla samorządność narodu — tak zakończył Czacki swą
przemowę — zostać powinna ufność w opiece rządowej. Nie mamy
udziału w władzy narodowej, ale nikt nam nie zaprzecza prawa, mó-
wić z otwartością o naszych potrzebach. Niech ta czuła zmiana nie
wdraża w nas niedołężności. Nieśmy z rozsądkiem i uszano-
waniem wyjaśnienie prawdy w wspanialej prostocie. Ona jest
tern bóstwem, przed k torem mocarz i naród rzucać winien kadzidło.
Ci, co nami rządzą, wyznają świetna powinność wymierzania nam
sprawiedliwości. Wzywam jej dla stosunku potrzeb i praw większej
części mieszkańców tej ziemi!«str 186
ROZDZIAŁ XIX.
Posiedzenie Majowe 1802 r. Program prac Towarzystwa. Potrzeba opracowania Instoryi
krajowej. Mowa Albertrandego.
Następne, z kolei trzecie, publiczne posiedzenie Towa-
rzystwa, odbyte 15 maja 1802 r., ważnem się stało
z tego względu, że na niem, po raz pierwszy, z obłoków
ogólnikowych projektów i najlepszych chęci, wysnuwać się
zaczęło wyrazistsze oblicze tych robót piśmienniczych ogól-
niejszego znaczenia, jakie członkowie Towarzystwa wyko-
nać postanowili
Oddawszy dań należną polityce chwili, w słowach:
»mamy tę już chlubę i pociechę, iż, uznana z jednej strony
zamysłów naszych nieskażona przystojność zjednała nam
zaufanie troskliwej o szczęśliwość tych krain
zwierzchniczej władzy,« a z drugiej, zapowie-
dziawszy przyrzeczony w nakładach na wydawnictwa
Towarzystwa udział czynny »odłączonych losem, spojo-
nych zamiarów wspólnością, przezacnych obywatelów od
najodleglejszej ściany«, wyliczył prezes Albertrandi sze-
reg książek, bądź już opracowanych, lub też w robocie
będących, któremi niezadługo piśmiennictwo ojczyste wzbo-
gaconem będzie. Już tego samego dnia »w wielkiej oblito-
str 187
PLANY OPRACOWANIA HISTORYI.
ści po całym kraju, bezpłatnie rozdaną być miała sianka
obyczajowa dla ludu« zmarłego niedawno przedtem
członka Towarzystwa X. Piramowicza; zapowiedziano
nadto tablice wag i miar ks. Alexandra Sapiehy,
rozprawę o Koperniku Jana Śniadeckiego, grama-
tykę polską X. Kamieńskiego, słownik języka
polskiego Lindego, pracy, »której już odebrane wzory
każą się spodziewać, iż nie tylko slow staropolskich, ale
i tych, których potrzeba później wprowadziła używanie,
i tych, którym narodowość polską ostatnie przyznały wieki,
wyrazów oraz językowi temu właściwych, najobfitszym
słownik ten stanie się składem i nieprzebrane ojczystego
jeżyka okaże dostatki«.
Zapowiedziano część drugą Retoryki X. Piramo-
wicza, zaleconej ongi przez zacnej pamięci komisyę edu-
kacyjną, logikę Józefa Kalasantego Szaniawskiego, ma-
tematykę X. Zaborowskiego, architekturę braci
Stanisława i Alexandra hr. Potockich, chemię ks, Ale-
xandra Sapiehy, mineralogię Komarzewskiego, oraz
inne działy nauk przyrodniczych w opracowaniu Szeydla,
Jackiewicza i X. Jundziłła; nowe wydanie Iliady, w prze-
kładzie Dmochowskiego.
Lecz najważniejszy ustęp mowy Albertrandego po-
święconym był naglącej potrzebie opracowania history i
ojczystej, która, skutkiem zgonu Naruszewicza, utra-
ciła jedynego, jak dotąd, swego orędownika i przedsta-
wiciela.
Trudności tego zadania nie były obcemi Towarzy-
stwu. Z pomiędzy następców Naruszewicza, może tylko
jeden Czacki zdawał się najgodniejszym do podjęcia lak
olbrzymiego zadania. Do niego też, jak zobaczymy, zwraca
się Albertrandi ze słowem nadziei, iż od lego brzemienia
się nie uchyli. Wiadomo, jakie sprawa historyi pol-
skiej znalazła w tonie Towarzystwa rozwiązanie. Wia-
domo, że ono nie odpowiedziało ze wszystkiem oczekiwaniom
Towarzystwa i wymaganiom nauki. Lecz wina takiegostr 188
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DZIEWIĘTNASTY.
rezultatu dobrych zamiarów Towarzystwu obciążać nie
powinna. Zamiar rozebrania przez członków pojedynczych
panowań królów i epizodycznego traktowania różnych epok
dziejów polskich — spotkał się z czasem z gryzącą ironia,
Johana Bartoszewicza.
»Sądziło Towarzystwo - pisał on - że przez to przy-
spieszy wielkie dzieło i zostawi narodowi historyę, przed
którą znikną wszelkie ogromy erudycyi i talentu. To do-
skonały rys epoki. Nikt historykiem nie bodzie z natchnie-
nia, dlatego nikomu nie można poruczać pisania historyi.
Towarzystwo przyjaciół nauk ani pojęcia nie miało
o skarbach, jakie się kryły dla naszych dzie-
jów w rękopismach; bez poznania tych źró-
deł chciało mieć historyę. Wtenczas literaci tak
łatwo przechodzili od przedmiotu do przedmiotu i ani się
domyślali, że do historyi potrzebują specyalnych wia-
domości, że muszą odbyć wprzódy jaką taką aplikacyę.
Stąd belletrysta dzisiaj, jutro filozof, trzeciego dnia teore-
tyk i poeta, czwartego, stawał się - historykiem. Wśród ta-
kich pojęć o rzeczach, nic dziwnego, że się w istocie zaraz
znalazło wielu historyków... Fakt to bardzo charaktery-
styczny... Był to spisek, że się tak wyrażam, jedno-
okich przeciw majestatowi historyi. Ludziom
liczonym z Towarzystwa przyjaciół nauk nie zbywało na
chęciach najlepszych, zbywało im tylko na potrzebnej
nauce i pojęciu ogromu przedsięwzięcia, na
które się dobrowolnie odważyli, sami nie
wiedząc, co robią. Zdumiewa ta ich spokoj-
ność«. 65)
Widocznie nie odczytał Bartoszewicz przemowy X.
Aibertrandego, wypowiedzianej na posiedzeniu 15 maja
1802 r., jeśli tak krzywdzący czyni przedstawicielom To-
warzystwa zarzut.
I Albertrandi, ów mąż zasłużony, którego odpisami
archiwalnemi do dziejów polskich, nietylko Naruszewicz,
lecz i cale następne żywiły się pokolenia dziejopisów, i ko-
str 189
TRUDNOŚCI ZADANIA.
ledzy jego, badacze, członkowie Towarzystwa, doskonale
rozumieli obowiązki, jakie majestat historyi nakłada na
pracowników tego działu umiejętności.
Najwymowniejszym tego dowodem jest przemowa
Albertrandego, którą tu przytoczyć należy, gdyż stanowi
najlepszy komentarz i obronę Towarzystwa w tej sprawie:
»Ale podobno troskliwa publiczność o honor imienia, którem
się te krainy niedawnemi czasy zaszczycały, spyta się, czyli na-
rodowa historya, jedna zaniedbana i śmiertelnym gła-
zem przywaloną zostanie? Nie daj Boże, aby Towarzystwo
nasze od siebie samego od rodne, tak daleko od zamiaru i przedsię-
wzięcia swego odstąpiło! Owszem, za własny swój i rodowity obo-
wiązek poczyta, wydrzeć niepamięci to imię, które na sercu każdego
natura wy piętnowała, a podać najodleglejszej potomności
wielkie wielkich przodków dzieła, ku sprawiedliwemu
onych ocenieniu i zasłużonemu uwielbieniu. Ale kto
będzie tak biegły w starożytności, tak sposobny, wieków od nas od-
dalonych rozpędzić ciemności; tak zdolny, rozmaitych narodów w cza-
sach dziczą zarosłych, opisać poniewierki? tak zdatny rozwiązać tru-
dności z upłynionych czasów krętego zaplatania pochodzące? tak
ćwiczony w niedościgłych przemianach praw, zwyczajów i rządów?
tak znający namiętności, które największych dziel i przypadków
sprężyna były? tak bogaty w rekopisma, w których się najtajniejsza
część historyi zamyka? tak opatrzony dyplomatycznemi pismami,
które najpotężniejszem są historyi utwierdzeniem? tak obfitujący
w księgi pisarzów dawnych, których imiona nie tylko dla gminu,
ale i dla uczonych osobliwszą są nowością? tak obdarzony pamięcią,
która by to wszystko ogarniała, to wszystko w porę i podług potrzeby
stawiła? Kto do tych wszystkich przymiotów miłości i wytrwałości
pracy, gorliwości o pomnożenie nauk pożytecznych, przywiązanie do
imienia, które od pierwiastków życia nosił, doświadczenie na długiem
urzędowaniu i sprawowaniu najdelikatniejszych interesów nabyte,
serce od gwałtownych passyj, myśl od ciemnych przesadów wolną
przytacza; ten, początkową w kolebce zostającego narodu historyę, od
Naruszewicza nietkniętą, ten, w nachylonym narodu tego wieku prze-
rwaną, ten, w czerstwości, młodości opisaną, ale podobno gdzienie-
gdzie poprawy lub objaśnienia potrzebującą historyę, do pożądanej
doskonałości doprowadzi. Nie mówię, kto to wykona? ale widzę
publiczność, odemnie do osoby w pobliżu będącej oczy zwracającą,
a mnie pozostaje tylko powiedzieć: hic vir, hic est!«str 190
CZĘŚĆ III. ROZDZIAł DZIEWIĘTNASTY.
Te zatem trudności udania, jakie w lat kilkadziesiąt
później Bartoszewicz wyliczył, dziwiąc się spokojowi su-
mień członków Towarzystwa, jakoby ich zupełnie nieprze-
widujacych, znajdujemy jasno wyniszczono w przemowie
męża, tyle dla sprawy gromadzenia źródeł dziejowych za-
służonego. In magnis voluisse sat est. Z podjętego zadania
wywiązało się następnie Towarzystwo, wedle sił,... obrawszy
tę drogę, którą i do dziś dnia nauka uważa za najodpo-
wiedniejszą do zbudowania w przyszłości całokształtu dzie-
jów ojczystych. Działy »pojedynczych panowań
królów« z epoki Tow. przyj. nauk, zastępują dziś drobia-
zgowe monografie, bez których, o całości dziejów i ma-
rzyc nawet nie podobna.
Koniec posiedzenia 15 maja 1802 r. wypełniła roz-
prawa Jana Śniadeckiego, nadesłana z Krakowa: O obser-
wacyach astronomicznych, jak również Po-
chwała zmarłego X. Grzegorza Piramowicza,
wypowiedziana przez Stanisława Kostkę hr. Potockiego.
str 191
ROZDZIAŁ XX.
Przedmioty dyskussyj członków na posiedzeniach prywatnych. Poczucie potrzeby łączności
z literaturami innych narodów. Uwagi Albertrandego nad oświatą rodzimą. Inne tematy narad.
To, co owej szczupłej garstce pracowników, skupionych
około obywatelskiej myśli podniesienia poziomu umy-
słowego społeczeństwa rodzimego w początkach wieku bie-
żącego, nadaje cechę istotnych myślicieli, świadomych celu
swego zadania, spoczywa nie tyle w różnorodności projek-
tów, jakie, gwoli zaspokojeniu potrzeb najnaglejszych oświaty
krajowej, planowała; ile przeważnie - w dążeniach do utrzy-
mania społeczeństwa rodzimego na tem stanowisku, jakie
mu, z racyi jego dotychczasowych, a niezaprzeczonych,
zasług kulturalnych, W świecie cywilizowanym się na-
leżały.
Odczuwali to dobrze członkowie Towarzystwa przy-
jaciół nauk. że u gronie narodów europejskich, Polska,
jakkolwiek politycznie z rzędu państw wykreślona, pod
względem dorobku swego umysłowego, nie najniższe zaj-
mowała stanowisko; że literatura czasów Stanisławowskich,
jakkolwiek nie jaśniejąca wybitniejszemi talentami, mogła
była wszelako wykazać się dorobkiem nie pośledniejszym,
jeśli nic treścią, to bogatą i poprawną formą zewnętrzną
str 192
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY.
wobec literatur Zachodu, a, w każdym razie, obfitszym
i wspanialszym nad wszystkie ówczesne pobratymcze pi-
śmiennictwa Słowian.
Z tem wszystkiem, ze skromnością, właściwą jedynie
umysłom wyższym, ciż sami członkowie uczonego grona
odczuwali, iż wielu jeszcze warunków brakowało literatu-
rze rodzimej, by zapewnić jej możność dalszego rozwoju;
W pierwszym zaś rzędzie, odczuwali w niej brak twórczości
samodzielnej, oryginalnej, i nadmiar, jeśli nie wyłączną ce-
chę naśladownictwa treści i formy — zapożyczonych z Za-
chodu.
Na konieczność zatem podniesienia twórczości rodzi-
mej w duchu samodzielnym zwróciło uwagę w dyskusyach
swoich Towarzystwo przyjaciół nauk; a uwagi w tym przed-
miocie, przez Prezesa Albertrandego uczynione, są tak do-
niosłej wagi i tak charakterystyczne, że zasługują na pod-
niesienie i wyróżnienie, właśnie w dobie bieżącej, w której,
dzięki twórczym talentom, czysto rodzimym, literatura ta
doszła nietylko do niebywałego rozkwitu między swymi, ale
nawet dostąpiła zaszczytu, iż cały świat ucywilizowany
szczerze się nią począł interesować.
Dyskusye w sprawie warunków podniesienia piśmien-
nictwa polskiego i wzbogacenia jego języka, prowadzone
zaraz w pierwszych początkach bytowania Towarzystwa,
nie były dotychczas znanemi. Słabe jedynie jej odgłosy mie-
szczą się w przemówieniach prezesa Albertrandego na po-
siedzeniach publicznych, lecz nie dają one przybliżonego
nawet wyobrażenia o głębokości i trafności uwag czcigo-
dnego przedstawiciela inteligencyi swojskiej ówczesnej,
o świeżości jego poglądów w sprawie tak ważnej, nie po-
zbawionej bezpośredniego znaczenia i w czasach dzisiej-
szych, Przytoczyć je należy w tem miejscu in extenso, we-
dług notat w aktach Towarzystwa odnalezionych.
Wykazując konieczność usiłowań w celu rozszerzenia
terytoryalnego wpływu twórczości rodzimej i spopulary-
zowania dorobku umysłowego polskiego wśród ludów Eu-
str 193
Akwarela nieznanego artysty dworu Landgrafa Hessen darmasztadzkiego
Ludwika X z r. 1800, (z kollekcyi MatBersohna).
13str 194
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY.
ropy, w te słowa, przemówił Albertrandi do członków To-
warzystwa na jednej z sesyj prywatnych, odbytych na
schyłku roku 1802:
»W pierwszych wiekach zwolna wzrastającej filozofii, ci, co
w wiadomościach do tego rzędu należących, nieco nad gminem pro-
stym unosili się; napuszeni wysokiem o swej umiejętności rozumie-
niem, szumny tytuł sophów, albo mędrców, sobie przywłaszczali.
Pierwszy Pythagoras, zmierzywszy okiem przestrzeń tak rozlepia
nauk, w skład prawdziwej mądrości wchodzących i bacząc, jak wiele,
nawet najwięcej umiejętności posiadającym, do przyznania sobie
chwały mądrych nie dostaje, przestał na skromnej nazwie filozofa,
to jest mądrości miłośnika. Ten wielkiego męża przykład mie-
liśmy na myśli, kiedyśmy tworząc to nasze. Towarzystwo, znane je
mieć chcieliśmy światu pod skroninem imieniem — przyjaciół
nauk. Ale, jak skromną jest ta nazwa w wyrażeniu, tak rozległa
jest w przedstawieniu, tak ważną i uciążliwa w powinności. Przyja-
cielami być przedsięwzięliśmy nauk, nie w tem rozumieniu, jak
wielu się przyjaciółmi, albo, iż słowa obcego użyję, amatorami rymo-
twórstwa, sztuki, malarstwa, lub muzyki, mianuje; choć nigdy, ani
wierszy nie składali, ani pędzla w ręce nie wzięli, ani dźwięku in-
strumentu, samego przez się, nie doświadczyli. Nasze przedsięwzięcie
jest: być przyjaciółmi nauk czynnymi, aby, za staraniem naszem,
dawne ich zabytki zachowane były i nowe.mi dostatkami zbogaconc,
aby wzrost, który w obcych krajach ustawicznie biorą, skutkiem był
nietylko cudzego przemysłu, ale i naszej gorliwości, aby i tu
zarodziły się szczęśliwie krzewiny, godne przesadzenia do naj-
bujniejszych niw zagranicznych.
»Zmierzając do tak chwalebnego kresu, liczne trudności drogę
zagradzają, które, nie inaczej, jak tylko usilną i niezwątloną pracą
mogą być uprzątnione. Trzeba najprzód zwyciężyć trudność, która
z samego języka pochodzi. Nie znali takowej zawady ani Grecy,
ani Rzymianie i, dla tego, po upadku nawet ich państwa, aby naro-
dowa ich chwała, jednako z władzą, potokiem zarwaną nie była,
przestać na pracach poprzedników swoich mogli, chociaż rozpościera-
jąca się coraz bardziej noc barbarzyństwa onychże samych ogarnęła«.
»Pozbawiony jest tego zaszczytu nasz język rodowity; a lubo
odwołując się do pierwiastkowego języka słowiańskiego, panowanie
onego, od Kamczatki, do morza Adryatyckiego rozciągamy, jednak
te, rozsypane miedzy dzikiemi narodami szczepu słowiańskiego osa-
dy, nie wicie do upowszechnienia języka słowiańskiego są pomocne,
zwłaszcza przy tak wielkiej dyalektów różnicy, przy tak uporczy-
wem do własnego kształtu mowy przywiązaniu, przy tak zwanych.
str 195
MOWA X. ALBERTRANDEGO.
sporach o przewyższającej w różnych dyalektach gładkości mowy,
przy odmiennym zupełnie, albo po części w Illiryi, w Bulgaryi,
u Chrobatów, u Serbów, u Rosyan, u Czechów, u Polaków, składzie
samegoż abecadła, gdzie prostota, łatwość, wygoda, uprzedzonym
zdaniom, nawyknieniu, ślepemu starożytności poszanowaniu — ustą-
pić muszą. Przydać jeszcze do tego trzeba, że żaden ze słowiańskich
dyalektów, w układ wychowania, dziś w Europie kwitnącego za gra-
nicą narodu, takowych dyalektów używającego, nie wchodzi, kiedv,
od lat więcej stu, jakikolwiek polor mający Skandynawowie, Rosya-
nie, Brytańczykowie, Polacy i ościenne Niemcy, język francuski,
później trochę angielski, nieodbicie warunkom przystojności ćwiczeń
w pierwiastkach wieku poczytali, skąd poszło, że uczone nawet To-
warzystwa, nie. dla swego tylko kraju, ale dla ludzkiego rodzaju
pracując, zniewolone zostały, pisma swoje i mądre wynalazki ogła-
szać albo francuskim językiem, jak: akademia królewska w Berlinie
i w tych czasach petersburska, albo onym powszechnym językiem
łacińskim, jak niegdyś taż sama petersburska i lipska, która to osta-
tnia, rodowitego swego języka dopiero naonczas używać poczęła,
kiedy dzieła najwybitniejsze, w niemieckim języku wydane, kiedy
stan nauk na stopień wysokiej doskonałości wyniesiony, ciekawość
języka niemieckiego w obcych narodach wzbudziły.
»Nie zostaje nam tedy, dla uwiecznienia narodu naszego w pa-
mięci cudzoziemców (gdyż w naszej wiekować nigdy nie prze-
stanie), jak tylko — większą, niż w rzeczy samej ma, wzię-
tość językowi naszemu obmyśleć; a kiedy inne wsławienia
sie sposoby jemu są odjęte, albo przynajmniej uszczuplone, nie zo-
staje, mówię, jak tylko: liczne mi, pierwszorzędnemi, dzie-
łami i przyłożyć się do pomnożenia dostatku literatury,
abyśmy, tym sposobem, w narodach obcych chęć wzbudzili nabywa-
nia dostatecznej wiadomości naszego języka, a tem samem rozprze-
strzenili sławę nauki narodowej.
»Naśladownicze dzieła słabą są ponętą dla podejmowa-
nia tak wielkiej pracy, jaką jest nabycie języka, od innych, dziś uży-
wanych, tak bardzo się różniącego, a ledwieby jaki, słowiańskiego
rodu, literat odważył się tak wielkim nakładem tak małą pozyskać
korzyść.
»Rzekłem: oraz licznemi, bo jeśli z dzieł naszych, przez
trzy, lub cztery wieki, ledwie się kilka znalazło, co sobie honor prze-
łożenia ich na inny język zjednały; jedna lub druga księgi do wia-
domości obcych dochodząca, nie zdoła wysokiego u nich wzbudzić
zdania o naszej literaturze.
»Naszej więc pracy zamiarem być powinno: nadać językowi
naszemu ona sławę, one u obcych zalety, aby przez nas posu-
13*str 196
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY.
nietym został aż do stopnia onego, na którym inne sła-
wniejsze europejskie języki już stanęły.
»Ale choćbyśmy nawet przestali na samem oświeceniu
współziomków naszych, nie uniknęlibyśmy trudności, słusznie
nas zatrważać mogącej, która się znajduje — w rozmnożeniu ksiąg pra-
wdziwie pożytecznych, nawet istotnie potrzebnych, jako źródła jedy-
nego wszelkiego wyboru, mocniej zalecających imię narodowe i wytrwa-
łość onemu zapewnić, w następnych pokoleniach mogących.
»Okazują wprawdzie z niejaką dumą przeciągłe rejestra pisarzy
rodaków naszych przez te kilka wieków, gdy obfitsze światło nauki
u nas zajaśniało, na publiczne światło wydanych, ale z tej liczby,
aż do zaczęcia wieku siedmnastego, wyłączyć trzeba więcej jak trzy
czwarte części pisarzy, których, na on czas panujące o religię spory
potrzebnemi czyniły: wyłączyć i tych trzeba, którzy z powołania,
z gorliwości, z obowiązku urzędu swego, te materye objaśnić przed-
sięwzięli, które ustawami Towarzystwa od zamiarów naszych są od-
dalone; wyłączyć i tych, których, z wzorami pilne porównanie, niedo-
kładność okazuje; którzy zatem, i z poprzednimi, za — nauczycieli tylko
języka i świadków używania onego w świecie powinni być poczytani.
Wyłączyć jeszcze, albo raczej wymazać, z rejestru tego trzeba niele-
dwie że wszystkich pisarzy XVII wieku, w którym smak prze-
wrotny najcelniejsze dowcipy zaraził; którą to w brakowaniu pisa-
rzów surowość do połowy prawie ubiegłego wieku rozciągnąć należy.
Od tego czasu szczęśliwsza zaiste i narodowemu honorowi co do nauk
pomyślniejsza zaczęła się epoka. Ale jeśli w świetnym szyku poczet
godnych sławy swojej pisarzów stawa, nie mogę za tym okazałym
glejtem nie widzieć chałastry (!) niezmiernej i motłochu nikczemnego
zmarzłych i mrożących rymotwórców, nudzących, lub gorszących,
romansowych bajknpisarzów, sprośnych dramatystów, podłych tlóma-
czów, jednych, co pomiotła obcych narodów za skarby udać chcieli,
drogich, co rozumną wymowę, zdania wspaniale, nauki najdokładniej-
sze, wyroki polityków i filozofów najpoważniejszych — w ferezye po-
dłości, nikczemności i nierozsądku oblekli. Cala więc księgarnia naro-
dowa, z polskich pisarzów złożona, do skromniejszej bardzo liczby
przywiedzioną zostanie...
Cóż dopiero, kiedy zechcemy wziąść na uwagę nowe w litera-
turze odkryte potrzeby, świeże wynalazki przekształcenia nauk, skłon-
ności wieku! Jak wiele miejsc w tejże księgarni próżnych upatrzymy,
jak obszerne dla nas otworzy się pole pisania, jak ogromny zwali
się na nas ciężar pracy!
»A że o skłonności wieku dopiero wspomniałem, nie mogę
milczeniem pokryć, iż się przyjaciele nauk tak gorliwymi o wzrost
ich pokazać powinni, iżby żadnej nie cierpieli zawady, ubliżającej
str 197
MOWA KS. ALBERTRANDEGO.
ich najzupełniejszej dojrzałości. Taką zaś, a to bardzo ważną, prze-
szkodą, jest porywcza wziętość, którą zwyczajnie moda nazywają
i niebaczny zapęd umysłów do jednego nauk gatunku, któremu, albo
powodzenie osobliwe, albo przychylność osób, z wytworności gustu
zaletę mających, albo płochych dowcipów tajna zmowa, szacunek
nadała.
»W biegu życia mojego, takowej popędliwej wziętości, czyli
niesfornej mody, wiele przykładów widziałem. Kiedy Jezuici w zaciszu
domowem wady stylu poprawiać usiłowali, a Konarski publicznie je
hańbił i potępiał, wszyscy chcieli być krasomówcami. Kiedy zorze
zdrowszej filozofii przez chmury perypatetyzmu przebijały sic, a Wi-
śniewski w Warszawie, Żebrowski w Wilnie, poczynali niektóre oka-
zywać doświadczenia fizyczne — wszyscy garnęli się do filozofii.
Kiedy z Niemiec do Polski przeniesiony Wolfius zasłużonych pochwal
wieńcem ozdobiony pokąsał się —wszyscy rzucili się do matematyki.
Kiedy sława gwiazdowidzów londyńskich, paryskich i innych zagra-
nicznych, postępkami w tej nauce, wybornemi naszych rodaków pra-
cami stwierdzona, po Europie rozeszła się — wszystkie ku niebu
oczy obrócone zostały, a jeśli liczbą innym się nie zrównali, sprawił
to wstręt trudów do tej nauki przywiązanych, sprawił narzędzi po-
trzebnych niedostatek.
»Kiedy Krasickiego, Naruszewicza, Szymanowskiego, Trembec-
kiego, Kniaźnina i kilku innych na łonie nieśmiertelności złożone
wiersze zjednały sobie sprawiedliwego tych rzeczy szacunkarza po-
chwały i łaskawe względy — wysypała się na polskie niwy jak sza-
rańcza, zgraja rymotwórców, czyli rymopotwórców, których gło-
sek jednobrzmiących parzyste zaprzęgi wlokły zbiory niezmierne
bąblów, lazaret rozumu, czcze gładkości, czułości, sensu, wyrazy.
Słowem, przeżyłem błyszczące się na przemian i zwykle widziadła:
encyklopedystów dumę, ekonomistów rachuby, rolników i gospodarzy
wynalazki, polityków szperania, sapały dramatystów, gallomanów
zagorzałych wschodzące, przyćmione, i ledwie nic zgasłe, nauki i kun-
szty, zaprzątnienia, bawidła, gruntowną i porywcza plochość.
»Nie dlatego to mówię, iżby wziętości, albo modzie, która
skłonności ludzi jest dowodem, pozwolić czego nie należy. Ale powsze-
chnem, Towarzystwo, rządzącem się prawem, nie podlegającem usta-
wom przemijającej ludzkiej namiętności, — upatrować, utrzymać i wspie-
rać wszelką usilność powinno, co powszechna wyciąga potrzeba, co
do wydoskonalenia Towarzystwa ludzkiego najbardziej dopomaga,
co do uszczęśliwienia współziomków ojczyzny świata całego najbar-
dziej i niezawodnie służy.
»Osobom tak światłym próżna rzecz jest zalecać nauki. Lu-
dziom tem powietrzem oddychającym, daremną jest rzeczą przypo-str 198
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY.
minać ojczyzny miłość, a zatem zachęcać ich do pracy, byłoby —
którykolwiek z wspomnionych przymiotów podawać w wątpliwość.
»Wszakże, gdyby nawet zdawało się niektórym, co rzeczą jest
niepodobna, w jednymże grobie zagrześć ojczyznę i swoje do niej
przywiązanie, dlatego, iż ją z liczby żyjących wyłączają, naśladował-
bym onych to starodawnych Egipcyan, w biesiadach swoich i schadz-
kach wyschła przodków zwłoki okazujących i chwalących ich dzieła,
wysokie zasługi, hojne dobrodziejstwa, przejętem wdzięcznością ser-
cem, z głębokiem uszanowaniem opowiadających; a dobytą z pod
zimnego głazu tę wspólną matkę stawiłbym przed ich obliczem, aby
przeniknieni widoku okropnością, wstydem zalani, nie już z ust
moich, ale od niej samej te pełne żalu narzekania, te najżywsze, ale
oraz najsprawiedliwsze, strofowania słyszeli:
»I dlatego ja was na łonie mojem wychowałam i dlategoż ja
was najokazalszej dobroczynności mojej dowodami obdarzyłam, naj-
wybitniejszej czci i bonom upominkami ozdobiłam, wasze imiona
w księdze wiekopomności niezgluzowanych charakterów zapisałam
dziedzicami zjednanej mi przez waszych przodków chwały mianowa-
łam, w szczere wasze oklaski, w nieszczęśliwe doli użalenie, innych
narodów zjednałam, abyście do okropności losów moich hańbę wiecznej
niepamięci przyłączyli, abyście mię na jeden stos z dzikiemi narodami
wrzuciwszy, święte popioły moje wiatrom w rozsypkę oddali? Syny
niewdzięczne, syny dalekie od wielkomyślnej chwały wielkich przod-
ków, zdrowie swoje i życie na szanc dla mnie niosących! Jeśli ten
pozostały środek wydobycia z tej okropnej, która mnie ogarnęła,
nocy, będzie mi odjęty; jeśli przez wsparcie nauk narodowych, przy-
łożenie usilnej do tego pracy, nie będzie mi już wolno wznieść się
jakożkolwiek w rzędzie żyjących — niewdzięczność wasza i nieużytość
nietylko wieczystej nie uniknie każni, ale nawet onej tak podłej nie
zakosztuje słodyczy, która na obmierzłej zasadzacie gnuśności.
»Ci, którzy do opatrzności rządu staranność o utrzymanie po-
loru w tych krainach przywiązują, zastąpią was, obmyślą, nauczy-
cielów naznacza wzory, przepiszą nauki, ale ci nauczyciele, te wzory,
te nauki narodowemi nie będą, a przeciwnym, niżeli lud niegdyś
Izraela, sposobem, w ziemi waszej, obcą wam pieśń nucić przykażą.
Chełpliwie nawet obijać się o uszy wasze będą głosy przychodniów,
niezasłużoną chwałę sobie przywłaszczających, iż was z dzikości,
z barbarzyństwa, grubej rzeczy najpotrzebniejszych niewiadomości,
wyprowadzili. A ja, wzgardzona, spotwarzona, shańbiona, co losu
tylko byłam nieszczęsną ofiarą, stanę się dotkliwszą tysiąc razy przy-
godą, celem szyderstwa
Quid miseram laceras, jam parce sepultae
str 199
TEMATY DO ROZPRAW.
»Święta Ojczyzno! Zawsze przytomna myśli, zawsze żyjąca
w sercu!
»Jeżeli władza Ona, najwyższemi rzeczy pod słońcem kierująca,
chciała, abyśmy Cię przeżyli, nie, staniemy się pastwą nieodzownej
śmiertelności, dzielić się z tobą życiem naszem będziemy, albo raczej
u nas i przez nas — życie do ostatniej przeciągniesz potomności.
»Zaręczają to tobie przyjaciele nauk, którzy dotąd usilnością
pracy, to imię utrzymać starali się, zaręczają zacne osoby one, po-
wagą swoją, zamiary nasze wspierające, zaręcza Rząd, przyrzekający
wsparcie i obronę zamysłom naszym, zaręcza ten nowy, przybrany
do Zgromadzenia towarzysz, a zaręcza ochotą, stałością usilnej pracy,
łożonej na dźwignięcie, rozszerzenie, wydoskonalenie nauk, tych
zwłaszcza, które wiek twój w pierwszej czerstwości zdobiły, zaręcza
mówię, wiek wytrwałości, dla której, na Twojej mogile, czytać po-
tomności będzie:
Hic jacet Polonia — sed non omnis.
Znajdujemy w aktach Towarzystwa luźne kartki,
z wyszczególnieniem tematów, jakimi się członkowie na
prywatnych posiedzeniach zajmowali. Prawdopodobnie, dy-
skusya nad niemi nie została utrwaloną w piśmiennych
opracowaniach.
To jednak, co znajdujemy na luźnych owych kart-
kach, daje przybliżoną miarę szerokości pomysłów ich
projektodawców i powagi zadania, przez grono uczone
podjętego. Nie będą one obojętnemi i dla wyjaśnienia ho-
ryzontu naukowego epoki, która nas tu zajmuje. Oto ich
wyliczenie:
I.
Podzieliwszy czas upłyniony np. od śmierci Kazimierza W. do
pierwszych lat wieku XVII t. j. do śmierci sławnego Zamoyskiego
Jana, na epoki, albo rozdziałów kilka, podług tego, jak znaczna mię-
dzy niemi różność się okaże, w każdej epoce opisać: jakie w ówcze-
snych Polakach bvłv patryotyzmu dowody, na czem się gruntowały
i z jakiego źródła pochodziły; a jeśli w odmiennych czasach, odmienne
były, przełożyć, jaka tej odmiany była przyczyna i jakie skutk,:
mianowicie, znając wzgląd na wpływ onych do rządu i pomyślności
krajowe?str 200
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY.
II.
Przyjąwszy, zasady lub sprężystość rządów, jakie Montesquieu
w księdze swojej de l'Esprit des lois naznacza, pokazać, jak wiele
z nich każda wpływu miała do rządu krain polskich, oraz jakie
onych, albo w wszystkich razem, albo kilku, spojenie, w różnych
czasach, aż do końca panowania Jana 111, pokazało się?
III.
Dla rozległości kraju, przedtym Polskiego, wyznaczywszy pun-
któw pięć, np: Kaniów, Nitawę, Kraków, Gdańsk i środkujący mię-
dzy niemi punkt — Brześć litewski, pokazać ich Perieków, Anteków,
i Antipody, lub, supponując ziemie, gdzie tylko morze jest, porówna-
nie z wyznaczonych punktów w fizycznym składzie uczynić, oka-
zując, co mają podobnego, lub odmiennego, a w przypadku chybio-
nej, która dla samego położenia być powinna, równości, okazać
tego przyczynę, gruntując sic na pewnych powieściach najsławniej-
szych wędrowników.
IV.
Imiona męskie i białogłowskie, które w starożytnej his torvi
czytamy, skąd pochodziły? czyli miały początek z oboegu jeżyka,
czyli też przemian z zagranicznych były? jak Pełka z Fulcona, lub
przetłumaczone jak Dobrogost z Bonawentury, czyli nie były nie-
które z samego upodobania złożone, jak Goworek, Gniewomin, Zbig-
niew, Niemiera etc. albo z wymysłu utworzone?
V.
Dawni Polacy czy mieli prawdziwe przezwiska? skąd je brali?
czy były dziedzicznemi, kiedy się stały pospolitnemi. Iżali się od
Wandalów przyjęły, albo pozostały był zwyczaj przezwisk, rodzeń-
stwo znaczących, dotąd w Hiszpanii trwający? w przezwiskach np.
Vasquez, Cortez, Perez, Suarez, Gullierez i tym podobne. Czy zwy-
czaj w Litwie i na Kusi takowych przezwisk, przez Ruś od Greków
był przyjęty, czyli z inąd wprowadzony. Na ostatek, czyli nazw miej-
scowych dać można powszechną przyczynę? Jakie one czasem od
osób pochodząc, wzajemnie potem osobom przezwiska dawały?
VI.
Jak był stan edukacyi młodzi polskiej co do nauk, co do oby-
czajów, co do ćwiczenia rycerskiego, lub szlachcie, przyzwoitego,
str 201
TEMATY do ROZPRAW.
w różnych czasach, t. j. 1. przed założeniem Akademii krakowskiej.
2. od założenia Akademii krakowskiej do wprowadzenia Jezuitów,
3. od wprowadzenia Jezuitów aż do objęcia szkół przez Pijarów.
4. od założenia szkół Pijarskich do czasu Konarskiego, około 1780.
VII.
Czy zdanie Buffona o stopniowem ostudzeniu kuli ziemskiej,
znajduje jakie wsparcie w stanie teraźniejszych krain, przedtem pol-
skich, porównanym ze stanem dawniejszym, jak z powieści, dziejo-
pisów, lub innych pisarzów, okazać się może? Czyż li raczej prze-
ciwne temu zdanie, nie znajduje dostatecznej z tychże źródeł obrony?
VIII.
Powietrze morowe, o którem z dziejów naszych czytamy,acz
się bardzo często niegdy szerzyło w krajach polskich, z niezmierną
klęską obywateli, czy zawsze przychodnia chorobą było? czy nie. by-
wało czasem choroba krajowo rodną? A jeśli tak, jakim przypisane
powinno być przyczynom, czy od żywiołów, czy od przypadków, czy
od sposobu życia obywateli pochodziło? Dlaczego w dopiero przepę-
dzonym wieku, rzadko t. j. raz tylko, w wielkiej po kraju rozległości
i długim czasu przeciągu panowało, dwa razy zaś, w szczupłych
granicach i krótkim czasie, tej klęski doznano?
IX.
Ponieważ doświadczenie pokazuje, iż niektóre rośliny, własne
krainom, albo daleko cieplejszym, od krain, Polskę przedtem składa-
jących, albo daleko zimniejszym, w tych stronach doskonale sie ukra-
jowały, z niemałym mieszkańcom pożytkiem — przełożyć, jakie są
zioła, warzywa, porosty, korzenie, drzewa i rozmaite gatunki ro-
śliny, bądź dawniej znanego, bądź później odkrytego, świata, któreby,
przechodząc z cieplejszego, lub zimniejszego kraju, tu sie ukrajować
dały, okazując oraz, na czem sie takowa nadzieja gruntuje i jakich
ostrożności użyć należy i jakich stąd pożytków spodziewać się trzeba?
X.
Imiona miesięcy w języku polskim, czy w Polszczę początek
wzięły, czyli z obcego jakiego kraju tu przeniesione zostały? Czy
w nadaniu tych nazwisk miano ten sam zamiar, który sobie założyli
wynalazcy nowego kalendarza francuskiego, a przed nimi jeszcze
Linnaeus in Amoenitates Academicis. Miesiące Marzec i Maj, czylistr 202
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY.
te nazwy mają z łacińskiego i jakim sposobem weszły do kalenda-
rza Polskiego? czyli raczej nie zagubione przez nie zostały inne, wła-
Ściwe polskie, tych miesięcy imiona?
XI.
Jakie odmiany w Polsce sprawiło otworzenie drogi do Indyj
wschodnich i odkrycie Ameryki?
str 203
ROZDZIAŁ XXI.
Cesarz Alexander I w Wilnie i w Grodnie. Uroczystości. Wiersz Karpińskiego. Wizyta kró-
lewsko-pruskiej pary w Warszawie. Zmiana polityki. Horoskopy na przyszłość. Deputacya
Członków Towarzystwa do króla. Memoryał. List opiekuńczy króla pruskiego z Poznania.
Towarzystwo przyjaciół nauk zyskuje sankcyę urzędową. Czacki i Molski w Toruniu i Frauen-
burgu. Szczątki po Koperniku.
Nie przewidywało Towarzystwo, że w kilka tygodni
po majowem posiedzeniu 1802 nastąpi w losach jego
zmiana znacząca, która mu pozwoli rozwój działalności
dalszej na trwalszych oprzeć podstawach. Jak przedtem,
tak i tym razem, na tyle korzystną zmianę wpłynęły ho-
roskopy pomyślne dla narodowości polskiej, w prowincyach
do Cesarstwa Rosyjskiego przyłączonych. Dnia 18 czerwca
1802 r. wracając z Kłajpedy, gdzie miało miejsce spotka-
nie się z królewsko pruską parą, zawitał młody Cesarz
Alexander I do stolicy Litwy. Po raz pierwszy mieli spo-
sobność obywatele Litwini powitać na swej ziemi monar-
chę, którego rządy zapowiadały nietylko dla nich erę po-
myślnie jszą i zmiany ku lepszemu.
Entuzyazm ludności wyraził się całym szeregiem owa-
cyj nie narzuconych, do tego stopnia, że, jak to miejscowi
korespondenci donieśli do Warszawy,66) obywatele wileńscy,
spotkawszy monarchę o ćwierć mili od miasta, «wyprzęgli
konie i sami go ciągnęli aż do mieszkania».str 204
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIERWSZY.
Wilno przybrało się na festyn w świetną illumina-
cyę. Obywatele miejscowi złożyli tysiąc dukatów na bal,
który się odbył dnia 19 czerwca w ratuszu. Gospodarzami
byli: Brzostowski, starosta miński, Tyzenhaus, starosta po-
solski, Józef Mostowski i Pociej, oboźny litewski.
Dla miejscowej ludności przygotowano festyn oddzielny
Wilno w początkach wieku bieżącego
z ryciny Andriollego (Ojca).
na placach miejskich, gdzie go uraczono mięsiwem, trun-
kami i postawiono «maszt, dla włażenia nań po nagrodę*.
Po czterodniowym pobycie w Wilnie, wypełnionym
przyjęciami rozmaitych deputacyj, do których Alexan-
der I łaskawemi zwracał się słowami, nastąpił wyjazd
cesarski do Grodna. I tutaj miało miejsce przyjęcie ży-
czliwe dostojnego gościa przez młódź szlachecką, która go
str 205
WIZYTA KRÓLEWSKA W WARSZAWIE.
Król Fryderyk Wilhelm III
przed miastem konno powitała.
I tu ludność wyprzęgła konie
od powozu i pociągnęła go
sama do pałacu generał-gu-
bernatora. Nastąpiły odwie-
dżiny zakładów dobroczyn-
nych, oraz akademii, udzie
cesarz czas dłuższy rozma-
wiał z astronomem Poczobu-
tem.
Na upamiętnienie pobytu
Alexandra I w Grodnie wy-
posażono, sumptem obywatel-
skich składek, dwanaście pa-
nien, a poeta Franciszek Kar-
piński taki na cześć cesarza napisał wiersz:
«Kiedyś się do nas przybliżał Panie,
Radość przed Tobą pierwsza przybiegła,
Wstąpiła w każde Grodna mieszkanie
I mieszkających serca, zaległa.
Widzisz ją w twarzach, ale to mało,
Jakże jej wiele w duszy zostało!
«Wiele tu twego razem przybyło:
Ludzkość, łagodność i to cnót grono,
Które Ci w drodze towarzyszyło,
I co nam witać jest dozwolono:
Ciebie i gości takowych z Nieba
Trudno to ludziom przyjąć, jak trzeba.
Skoro nam litość Twa zaświeciła,
Ujęła serca obywateli;
Twego przykładu tak dzielna siła:
Że się majętny z ubogim dzieli.
Wiek opóźniony będzie Cię chwalił.
Któryś te święte czucia zapalił.
Rzucajmy wszędzie kwiaty ścieżkami,
Któremi Ojciec Narodów idzie,
Te kwiaty zwiędną... bo są kwiatami,
Na wdzięczność naszą — los ten nie przyjdzie.str 206
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIERWSZY.
Monarcho! Samo Twoje wejrzenie
Zamienia W szczęście — osierocenie!
Nie było to zatem dziełem przypadku, jeśli tegoż sa-
mego dnia, kiedy Alexandra I najpierwszy poeta polski
tak gorącym witał dytyrambem w Grodnie; na bruku
warszawskim — pojawiła się królewska para pruska: Fry-
deryk Wilhelm III i żona jego, piękna Luiza, w otoczeniu
braci i królewskich: Henryka i Wilhelma.
Ostatni pobyt owej pary W Warszawie odbył się we
trzy lata po ostatecznym rozbiorze Rzplitej, (w czerwcu
1798 r.) lecz nosił na sobie cechę przeważnie urzędową
i wojskowa i zaznaczy! się szeregiem parad regimentów
Lattorffa, Ruitsa, Thilego i Plotza, oraz balem, wydanym
na cześć gości przez nr. Hoyma.
Tym razem wizyta miała pozór nierównie serdeczniej-
szy, gdyż, niezależnie od rewij wojskowych i odznaczeń
dowódzców regimentów, królestwo pruscy weszli w bliższe
zetkniecie z żywiołem miejscowym, uprzejmie i dłużej roz-
mawiali z biskupami Szembekiom i Rybińskim, a nawet
na balu, jaki gubernator V. Kohler wydał na cześć mo-
narszej pary, królowa Luiza, bez względu na stan powa-
żny, w jakim się podówczas znajdowała była, puściła się
w pierwszą parę poloneza z księciem Józefem Poniatow-
skim: zwiedziła pracownię Baecia rei lego, była w teatrze,
gdzie na cześć jej śpiewaczka opery włoskiej, panna De-
licati, wyśpiewała «hymn, stosowny do okoliczności». Na-
stępnie królewska para przyjęła zaproszenie do pałacu
pod Blachą, gdzie ks. Józef podejmował ją wspaniałym
balem 67).
Zamierzyło skorzystać z łaskawego usposobienia króla
pruskiego dla ludności polskiej Towarzystwo przyjaciół
nauk i wyjednać dla siebie «królewska protekcyę». W tym
celu, delegacya Towarzystwa, uprosiwszy swego prezesa,
ks. Albertrandego, doskonale językiem piśmiennym fran-
cuskim władającego, o zredagowanie stosownego memo-
ryału, posunęła się nawet niewłaściwie ai do pochlebstwa
str 207
RESKRYPT KRÓLEWSKI.
Królowa Ludwika Pruska.
gdyż uznała za właściwe przypo-
mnieć Fryderykowi Wilhelmowi, iż
w żyłach jego płynie «krew Pia-
stów i Jagiellonów», i że z tego
względu powinien żywić sympatyę
dla języka i literatury polskiej68).
Oto osnowa owego, dotąd nie-
znanego, dokumentu:
«Sire! La société littéraire de Var-
sovie se présente aux pieds du throne de
Votre Majesté, avec cette assurance, que
lui inspire une fidélité inviolable pour
8a Sacrée personne, un respect religieux
pour des loix et la conviction parfaite
d'un dévouement entier pour le maintien
de tontes les sciences et les connoissan-
ces utiles en generai et en particulier pour celle, qu'une longue
suite de générations lui a transmises, comme la plus riche portion
d'un précieux héritage.
«Si la conservation et la perfection d'une langue, qui est celle
de la plus grande parthie des sujets de Votre Majesté, si le désir de
la cultiver nous est cher, c'est que NOM sommes persuades, que le sang
des Piastes et de Jagiellona, qui coule dans les veines de Votre Majesté',
ne peut que l'intéresser en sa faveur.
«Peut il etre un titre plus juste de reclamer la protection de
Votre Majesté pour un établissement, qxie des princes adorés par
la postérité la plus reculée, ces augustes ancetres de Votre Majesté
auraient honoré de l'approbation la plus éclatante!
«L'objet meme de nos travaux nous rassure, en nous comblant
d'une nouvelle espérance. Ce n'est paś seulement notre langue, que
nous cherchons de mettre a l'abri des vicissitudes du sort, mais en-
core nous desirons avec la meme ardeur de concourir au maintien
des sciences, d'en étendre la sphere, d'en hâter les progrés, sous les
auspices d'un gouvernement aussi bienfaisant, que celui, sous lequel
nous avons le bonheur de vivre.
«Comme cette société touche presque a l'époque de son établis-
sement, elle ne saurait encore étaler de grandes choses de ses tra-
vaux; cependant elle ose présenter quelques foibles productions des
premiers instants de son existence. Si Votre Majesté daigne les hono-
rer de la bienveillance et de la haute protection, nous en tirerons
l'augure le plus propice pour l'avenir et ce sera un motif bien pres-
str 208
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIERWSZY.
sant pour les membres de cette association, de fournir la carriere,
dans laquelle ils se trouvent engagés, conformément an plan deja
arreté. Honorés de l'approbation de Votre Majesté, nous redoublerons
de zele, pour répondre a l'attente du gouvernement, dont l'appui
sera le plus but garant de notre utilité, comme Sa confiance sera
l'unique objet de notre ambition. C'est la grace que demandent, avec
le plus vif empressement, le plus profond respect et la plus parfaite
soumission,
«Sire, Les tres humbles et tres obissants serviteurs et tres
fideles sujets. Les membres de la Société littéraire de Varsovie et au
nom d'iceux — Jean Baptiste Albertrandy, Eveque de Zenop.
Président de la ditte Société.
Varsovie, Ce 25 Juin., 1802 69).
Odpowiedź królewska na podanie powyższe nie zaraz
nastąpiła.
W dniu przedstawienia się deputacyi na Zamku, kró-
lewska para opuściła Warszawę i udała się do Niebo-
rowa, do XX. Radziwiłłów, na krótką gościnę, poczem ru-
szyła w dalszą drogę, przez Kalisz do Poznania, gdzie sta-
nęła 28 czerwca 1802, powitana przed swą rezydencyą
przez biskupów: Raczyńskiego, Miaskowskiego, Rydzyn*
skiego i Mathy.
Stamtąd to, za pośrednictwem ministra von Vossa,
otrzymało Towarzystwo reskrypt królewski, przychylający
się do prośby o protekcyę, następującej osnowy:
«Król Jegomość pruski bardzo mile przyjął dyssertacye i mowy,
które Towarzystwo przyjaciół nauk w Warszawie złożyło mu przez
swego prezesa Albertrandego, biskupa Zenopolitańskiego, pod datą
25 przeszłego miesiąca. Daje więc poznać wspomnianemu Towarzy-
stwu swoje zupełne potwierdzenie, a bodąc przeświadczony, iź nie
ustanie w chęci zasługiwania się na jego protekcyą, z ukonten-
towaniem zapewnia je o niej, i prosi Boga, aby je miał w swojej
świętej i godnej opiece».
W Poznaniu, 1 lipca 1802 r. Fryderyk Wilhelm".
Z odezwy, jaką Towarzystwo po otrzymaniu owego
reskryptu w pismach miejscowych do ogółu wystosowało 70),
okazuje się, że podczas posłuchania u króla wynurzyła
deputacya i życzenie, by pozwolonem było Czackiemu ko-
str 209
LIST CZACKIEGO I MOLSKIEGO.
rzystać ze źródeł archiwalnych w Królewcu, a mianowicie
z archiwum sekretnego mistrzów krzyżackich, do zamie-
rzonych dziejów pierwotnych narodu polskiego. Wspo-
mniano również o naglącej potrzebie wyjednania zwrotu
części archiwum polskiego, w Szwecyi podówczas prze.
chowywanego. Wreszcie zwrócono uwagę króla na prace
komisyi edukacyjnej, które, przy zamierzonej reformie szkol-
nictwa, mogłyby być spożytkowanemi.
Jednocześnie zatem z reskryptem króla nadeszło po-
zwolenie dla Czackiego do udania się do Królewca z misyą
naukową i zapewnienie, że w drodze dyplomatycznej wy-
jednanem zostanie od Szwecyi pożądane archiwum polskie
i że ono będzie przesłane do Warszawy.
«Nie omieszkało też Zgromadzenie — czytamy w odezwie pu-
blicznej Towarzystwa do ziomków — mówić z otwartością o poży-
tkach, które plan komisyi edukacyjnej w Polsce dla kraju przynosił.
Czytając urzędownie czynione pochwały w reskryptach komuniko-
wanych umieszczone, czuje prawdziwe ukontentowanie, że ta sza-
nowna magistratura, mimo zmianę rządu, odbiera od najwyższej
Władzy sprawiedliwość, na jaką zasłużyła. Inne czynione przełożenia,
gdy przyjdą do skutku, przekonają się mocniej jeszcze Ziomkowie,
że Zgromadzenie, pod oświeconą opieką Rządu pracuje, aby środki
utrzymania języka i nauk uczynić powszechniejszemi».
Jak bardzo na sercu Towarzystwu leżała sprawa
opracowania najrychlejszego dziejów narodowych, dowo-
dem tego jest, że już w kilka tygodni po otrzymanem ze-
zwoleniu królewskiem Tadeusz Czacki i Marcin Molski
wybrali się w drogę do Królewca i ztamtąd, po zwie-
dzeniu pamiątek po Koperniku w Toruniu, Frauenburgu
i Alleinszteinie przesiali uczonemu autorowi dyssertacyi
o wielkim astronomie, Janowi Śniadeckiemu, list, opisujący
wrażenia, jakie na nich sprawił widok grobowca Koper-
nika i pośmiertnych po nim szczątków, które w ich obe-
cności, po zdjęciu zwierzchniej płyty, z grobowca dobyto.
«Znaleźliśmy — pisali wówczas — tylko nadgniłych kości ka-
wałki. Złożyła ich część u siebie kapituła, a pięć cząstek nam dając,
wvdala razem i uroczyste na nie, przez podpisy pierwszych prałatów
TOWARZYSTWO WARSZAWSKIE.
14str 210
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIERWSZY.
świadectwa. My dwaj mamy dane te pamiątki. Posyłamy do świątyni
w Puławach jednę cząstkę, a dwie odwozimy Zgromadzeniu. Zape-
wne jednę z tych cząstek mieć będziesz zacny mężu. Mówiąc o czło-
wieku wszystkich wieków, o twórcy geniuszów, którzy idąc wska-
zaną od niego drogą, stali się jeszcze wielkimi, masz prawo mieć tę
pamiatkę, na którą z rozrzewniającem wspomnieniem Polak patrzyć
winien».
str 211
ROZDZIAŁ XXII.
Reskrypt królewski daje nowy Impuls pracom Towarzystwa. Zaprowadzenie dziennika posie-
dzeń. Nowo wybory członków. Minister Dzierżawin członkiem honorowym. Przemowa biskupa
Kossakowskiego. Rękopisy Krasickiego przesłano do kamery warszawskie) do użytku Towa-
rzystwa. Posłodzenie publiczne listopadowe 1802 r. Zapał obudzony przez rozprawę Śniade-
ckiego o Koperniku. List Czackigo. Rozprawa Szaniawskiego o systematach filozoficznych
Projekty książek elementarnych. Terminologia naukowa. Zapowiedz słownika języka polskiego
Lindego. Uwagi nad etymologią polską. Prace Członków.
Reskrypt z dnia 1 lipca 1802 r. zapewniający Towa-
rzystwu protekcyę królewską - jakkolwiek czynił
byt prekaryjny uczonego grona trwalszym i zabezpieczo-
nym od możliwych sekatur władz miejscowych - nie sta-
nowił wszakże opoki, na której toż grono mogło budować
widoki szerszego swego rozwoju. Zobaczymy następnie,
iż w sprawie wystawienia oddzielnego dla Towarzystwa
gmachu brak dyplomu monarszego, nadającego
zazwyczaj pewne prawa i przywileje korporacyi uczonych,
stał się źródłem trudności, ze strony kamery miejscowej
czynionych zabiegom o nabycie odpowiedniego gruntu pod
gmach. Czuł dobrze przenikliwy mąż stanu Staszic chwiej-
ność owej królewskiej protokcyi, która, jako czysto osobista,
żadnych obowiązków względem Towarzystwa na ewentual-
nych następców przelaćby nie mogła i dlatego nie ustawał
w staraniach o pozyskanie upragnionego dyplomu. Zanimstr 212
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY DRUGI.
jednak coś w tym kierunku osiągnąć można było, Towa-
rzystwo, jak dotąd, tak i nadal, odbywało swe prywatne
posiedzenia w salonie Sołtyków i jedynie publiczne posie-
dzenia święciło uroczyście w gmachu Kollegium Pijar-
skiego.
Wprowadziło wszakże ważna do swoich czynności
innowacyę, a mianowicie, postanowiło prowadzić systema-
tyczny dziennik wszystkich posiedzeń prywatnych i powie-
Adam Jerzy książę Czartoryski,
minister spraw zagranicznych Państwa Rosyjskiego w roku 1802.
(Z wizerunku dzieła N. K. Szildera, Alexander I. T. II. 42).
rzyło godność sekretarza członkowi swemu, Józefowi Kalas
Szaniawskiemu. Od tej właśnie chwili dziennik posiedzeń
rozpoczęty z dniem 4 listopada 1802 r. staje się bardzo
pożądanem i jedynem źródłem do zapoznania się z trybem
i przedmiotami zajęć uczonego grona, świadectwem, wysoce
charakterystycznem i doniosłem, gorliwości i rzutkości To-
warzystwa, które niezadługo już miało stać się kierownicza
w sferze umysłowości narodu instytucyą, ogniskiem, do
str 213
DZIENNIK POSIEDZEŃ.
Ks. Jozef Jakubowski.
którego ze wszech stron dawnej
Rzpltej zbiegały się usiłowania,
mające na celu podniesienie po-
ziomu umysłowego narodu, pie-
lęgnowanie jego języka, litera-
tury, umiejętności ścisłych i wy
zwolonych.
Na posiedzeniu z listopada
1808 r. zebrało się członków
trzynastu, którzy też, z małemi
wyjątkami, stale na wszystkich
uczestniczyli naradach. Byli
nimi: Prezes Albertrandi, Cza-
cki, Staszic, Prażmowski, Rep-
towski, Woronicz, Dmochowski,
Kamiński, Wyleżyński, Molski, Osiński, Gagatkiewicz, Sza-
niawski.
Lista owa wykazuje, że z wyjątkiem sześciu człon-
ków świeckich, większość należała do stanu duchownego.
Pierwszym przedmiotem obrad był wybór członków
nowych, z pomiędzy kandydatów W liczbie szesnastu przez
Czackiego i Staszica zaproponowanych. Nazwiska ich wy-
pisane na kartkach, przez Prezydującego z urny wyciągano
i odbywano co do każdego kreskowanie tajemne. Z tego
balotowania wyszli: Adam Jerzy ks. Czartoryski, ksiądz
Jakubowski, ksiądz Kopczyński, Kortiun, ks. biskup Kossa-
kowski, Krusiński, Niemcewicz, Jan Tarnowski, (we Francyi
podówczas przebywający), Potulicki, Ludwik Plater, Dr. Wa-
silewski. — Każdy z nich zaliczonym został do jednego z czte-
rech wydziałów, na jakie, według ustawy, dzieliło się Towa-
rzystwo. Prócz tego nastąpił wybór członków honoro-
wych, w osobach: sławnego poety rosyjskiego i ministra
sprawiedliwości Gabryela Dzierżą wina, autora Ody do
słońca, oraz sławnego czeskiego historyka i filologa
Józefa Dobrowsky'ego.
Na posiedzeniu prywatnem następnom z dnia 14 listo-
str 214
CZEŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY DRUGI.
Gabryel Dzierżawin,
poeta rosyjski, minister sprawie-
dliwości za Alexandra I., Czło-
nek honorowy Towarz. warszaw,
przyj. nauk.
pada 1802 r. Prezydujący zwró-
cił się przedewszystkiem do nowo
wybranych członków z przemo-
wą, w której »dowiódłszy, że same
tylko postępy umysłowe uwie-
czniają najtrwalej sławę ludów,
wezwał ich do uczestnictwa w pra-
cach Towarzystwa, do których
obowiązuje każdego rodaka wier-
na dla zginionej Ojczyzny czu-
łość«.
Ksiądz biskup Kossakowski
odpowiadając w swojem i swoich
nowoobranych kolegów imieniu
»zaręczył za gorliwość swych
chęci, oraz nadmienił, że Szkoła
Główna litewska, pomnożona nie-
dawno dodatkiem nauk i sztuk
przyjemnych, nie przestaje rozszerzać światła, za pomocą
tych samych ksiąg elementarnych, które niegdyś od bywszej
komisyi edukacyjnej odebrała«.
Poczem ks. Albertrandi odczytał list ministra v. Voss
z dnia 30 października, zawiadamiający, że kamera war-
szawska ma przesiane sobie rękopisma zmarłego arcybi-
skupa Ignacego Krasickiego, z zaleceniem udzielenia ich
Towarzystwu, do czasowego użycia.
Czacki złożył przygotowaną przez siebie instrukcyę
dla członka Krusińskiego, wezwanego »do czynienia obser-
wacyj w okolicy Rawy, gdzie na górze ma się znajdować
okręg z kamieni wielkich, noszący piętno odległej staro-
żytności«, jakoteż do zbadania » skamieniałości, które w tejże
okolicy podobno znajdują się«.
Następnie zastanawiano się nad potrzebą poruczenia
członkowi Komarzewskiemu obowiązku napisania dzieła
elementarnego o mineralogii.
»Ta względem dzieła elementarnego okoliczność —
str 215
POSIEDZENIE LISTOPADOWE 1802 R.
Ludwik hr. Plater.
nadmienia protokół — dała
Stanisławowi hr. Potockiemu
powód do żądania, aby Towa-
rzystwo wyznaczyło komisyę,
trudnić się mającą przyspo-
sabianiem materyałów do ozna-
czenia terminologii polskiej
w naukach i umieję-
tnościach«.
Rozprawę w tym przed-
miocie odłożono do następnego
posiedzenia prywatnego i za-
jęto się programem następnego
publicznego posiedzenia Towarzystwa, które się odbyć miało
dnia 16 listopada 1802, a na którem miała być odczytana
źródłowa rozprawa Jana Śniadeckiego "O Koperniku" jako
odpowiedź na konkursowy temat, ogłoszony przez Towa-
rzystwo, jak również rozprawa I. K. Szaniawskiego „O syste-
mach moralnych w starożytności".
Zagajając to pamiętne posiedzenie, prezes Albertrandi
z radością zaznaczył, iż Towarzystwo staje przed światłą
Publicznością z wielorakim zbiorem dziel, albo już doko-
nanych, lub też rozpoczętych i że sprawiedliwie może się
mianować »uczestnikiem chwały, na którą zacni dzieł onych
pisarze zasłużyli«. »Tak jako jeden Kopernik układ pra-
wdziwy nieba odrysował, tak Śniadecki jeden wynalazł
sposób wychwalenia godnie Kopernika«.
Zapowiedział nadto prezes urzeczywistnienie rychłe
projektu »obmyślenia ksiąg, któreby rozmaitych nauk nie-
tylko treść i zasady, ale też wykłady, objaśnienia dokła-
dne zawierając, mogły ksiąg pierwiastkowych zwięzłość
z skromną obfitością ksiąg, obszerniej też nauki wykłada-
jących, połączyć«.
Do rzędu takich należy — logika »umiejętność narodo-
wym językiem dotąd jeszcze bez obcego przewodnika nie
wyłożona«, którą podjął się opracować Szaniawski i której
str 216
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY DRUGI.
wstęp na obecnem posiedzeniu, jako obraz »znaczniejszych
stematów moralnych w starożytności«, odczyta.
Zapowiedział dalej prezes rozpoczęcie druku „Słownika
języka polskiego" przez kolegę Lindego, »dzieła ogromno-
ścią swoją — nie jednego pisarza, ale wielu współpraco-
wników, przez długi lat przeciąg, zwątlić siły mogące«.
»Zawarte w nim będą — objaśnił dalej — nietylko proste
znaczenia słów, jak dotąd czyniono, ale i ród tychże słów
i pokrewieństwo z inszemi słowiańskiemi i powinowactwo
z obcemi językami«. Jako wstęp do swej pracy nadesłał
Linde Towarzystwu: „ Uwagi nad etymologią, szczególnie polską,
uczynione".
Zapowiedział nadto prezes przekład Józefa hr. Osso-
lińskiego "listów Pliniusza młodszego", oraz badania tegoż
nad początkiem słowiańskich narodów, »ich
wędrówkach, przenosinach, osadach, poniewierkach i roz-
maitych w starożytności zdarzeniach, przez które, w sie-
dliskach, obyczajach, prawach i rządzie, rozmaitym odmia-
nom podległemi zostały«.
Wreszcie zawiadomił, że ofiarowano Towarzystwu
dzieło "O składzie ziemiopłodów" przez autora, który się
»zasłoną skromności okrył«, oraz przekład dzieła Cycerona
" de semectute", podjęty przez Jana hr. Tarnowskiego«.
Rozprawa Śniadeckiego O Koperniku, odczytana przez
Czackiego, obudziła w słuchaczach zapał nie do opisania.
Dowiódł w niej uczony, iż Kopernik nie był naśladowcą
Starożytnych filozofów, lecz istotnym swego systematu
twórcą, że najtrudniejsze trygonometryi kulistej zagadnie-
nia rozwiazał, że jego własne, a głębokie, poglądy nad po-
rządkiem i podziałem ciał niebieskich, nad silą ich biegu,
i nad ruchem osi ziemskiej, w kilka potem wieków obser-
wacyami i matematycznym rachunkiem stwierdzone, stały
się podwaliną najważniejszych odkryć astronomicznych.
Kończy Śniadecki swą wiekopomną rozprawę gorąco
odczutym zwrotem:
»Liczymy w dziejach polskich, te, lubo przemijające,
str 217
ROZPRAWA ŚNIADECKIEGO O KOPERNIKU.
jednak zawsze chlubne epoki rządu opatrznego. Kazimierz
Wielki i Zygmunt I. zawsze będą odbierać błogosławień-
stwa Polaków. Ostatni nawet zgon bytu politycznego Polski
nie przestanie być sławnym w dziejach narodów, pierw-
szym przykładem w ustawie i dziełach komisy! edukacyj-
nej. Jej usiłowaniem zaszczepione w Polakach szlachetne
do nauk i ich wzrostu przywiązanie, dało początek naszemu
Towarzystwu i tej gorliwości, z którą się stara czcić
i uwielbiać wynalazki i prace swych uczonych rodaków.
Ostały dla nas pożytki wielkich przykładów cnoty publi-
cznej i męztwa z dziejów domowych, ale owoce dowcipu
i rozumu, które się zrodziły na ziemi polskiej, zapalać nas
powinny do utrzymania tego dziedzictwa chwały narodo-
wej, przez nasze niewinne prace około wzrostu nauk i umie-
jętności. Skazani na pokute za błędy i przewinienia Ojców
naszych, szukajmy pociechy w spokojnem, ale najgodniej-
szem człowieka zatrudnieniu: to jest, w rozwadze prawdy
i natury, w przyjemnościach i rozkoszach dowcipu*.
Czacki w liście do Śniadeckiego opisuje zapal, jaki
obudziła rozprawa o Koperniku. »Kobiety i mężczyźni,
uczeni i uczyć się chcący, rzewną czcią dla Kopernika
i dla cielne są przejęci. Jednomyślnie mówią, że nic ró-
wnego w takiej materyi i z taką wymową nie napisano*.
W innem miejscu: »Abym Ci dal krótki obraz ukontento-
wania, które twe dzieło zrodziło, dość powiedzieć, że dziś
o godzinie 10 jest mi oddane, a do godziny 9 wieczór,
o której piszę, jedenaście razy jest przeczytane. Dumny
jestem z twojej przyjażni«.
Posiedzenie publiczne, na którem czytano tę rozprawę,
»było całe w uniesieniu, a ledwo połowa przytomnych
znajdować się na niem mogła, dla niezmiernego ścisku*.
Równe zajęcie obudziła rozprawa Szaniawskiego
o systematach moralnych w starożytności,
powtarzająca w końcowym wywodzie niezmienną, a tyle
potrzebną w ówczesnych okolicznościach zwrotkę, o konie-
czności krzepienia ducha narodu — nauką.str 218
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY DRUGI.
»Wypycha nas los ze sfery zatrudnień politycznych.
Naturalny popęd umysłów przenosi nas w nowy okręg
działań, otwiera się przed nami inny rodzaj chwały. Od
kierunku, jaki temu nadamy popędowi, zależeć będzie
jedynie, abyśmy korzystali ze zmiany. Niegdyś trwoga
wzajemna odgraniczała waleczne Sarmatowi Germa-
nóww narody; w naszej jest mocy dokazać, by sama tylko
różnica języków ostrzegała przechodnia, Że to są dwa
Józef Dobrowski
filolog czeski, Członek honorowy TOW. przyj. nauk.
oddzielne ludy, ścisłem pobratymstwem pa-
nowania filozofii spojone«.
Nie zapominajmy, że zasadę taką głosił niedawny
legionista, członek komitetu emigracyjnego w Paryżu... by
ocenić doniosłość przestrogi, zwróconej do narodu, by
w nauce poważnej szukał osłody w dniach swej niedoli.
Rozprawa Szaniawskiego, wygłoszona jasnym i przy-
stępnym językiem, dalekim od napuszystości, ówczesnej
epoce właściwej, przedstawiła słuchaczom zarys filozofii
Greków, poczynając od Sokratesa, twórcy filozofii prakty-
cznej, Platona, Arystotelesa, Epikura, kończąc na szkole
str 219
ROZPRAWA SZANIAWSKIEGO.
Stoików. Miało to być wstępem do zapowiedzianego dal-
szego ciągu rozprawy o systemacie Chrystianizmu
i stanowiło podkład do oparcia przyszłych badań na za-
sadach filozofii niemieckiej, której orędownicy — zdaniem
mówcy — »w zaciszu pokoju, z najszczerszą gorliwością,
jęli się rozwiązania najważniejszych dla rodu ludzkiego
zagadnień«.str 220
ROZDZIAŁ XXIII.
Intelligenzblatt Jenajski o literaturze polskiej. Relacya o nim w Nowym pamiętniku.
Sympatyczne artykuły Pamiętnika o Cesarzu Alexandrze I. Ukaz o reformie szkolnictwa
w Imperyum Rossyjskiem i Jego echa w prasie polskiej. Dwaj stypendyści Cesarscy pozo-
stawieni wyborowi Czackiego, a przez niego przekazani Towarzystwu. Fundusze Towarzy-
stwa. Starania Staszica o pozyskanie dyplomu królewskiego. Wybór Niemcewicza na członka
i jego podziękowanie. Tytut »zacny kollego«! Projekta medalu konkursowego. Dmochowski-
Kopczynski. Matematyk Gorzkowski. Projekt życiorysu Haweliusza. Dyskusye na posiedze-
niach Towarzystwa Osiński. Elsner i jego dar. Potrzeba wyborów ściślejszych. Określenie
zasług literackich. Tematy konkursowe. Dzieje literatury polskiej. Dykcyonarz sławnych Po-
laków. Paszkwile cudzoziemców.
Od Chwili, gdy rząd pruski — obojętna zresztą,
z jakich pobudek: szczerych, czy pozornych — przy-
jął pod swoją opiekę prywatne zgromadzenie uczonych
i literatów polskich, pozwoliwszy mu jawnie rozwijać dzia-
łalność w duchu swojsko-narodowym, i inteligencya nie-
miecka zaczęła baczniejszą zwracać uwagę na umysłwość,
niższego kulturalnie — w Jej przekonaniu — narodu.
Jedno z poważniejszych czasopism ówczesnych, Jenaj-
ska Intelligenzblatt der allemeinen Literaturzeitung, poświę-
ciło w drugiej polowie 1802 r. sympatyczny dla litera-
tury polskiej i jej ówczesnych przedstawicieli artykuł, po-
święcony również i życzliwej wzmiance o Towarzystwie
warszwskiem przyjaciół nauk.
str 221
GAZETA JENAJSKA.
Wspomniawszy o pisarzach polskich wszystkich trzech
dzielnic dawnej Rzplitej i podniósłszy z uznaniem zasługi
Czackiego, zaznacza gazeta Jenajska, że uczony ten, do
współki z Albertrandim, Sol tykiem, Potockim i Dmochow-
skim, utworzył »literackie zgromadzenie, celem utrzymania
starodawnych zabytków języka, dziejów i literatury pol-
skiej. Zgromadzenie to Rząd pod swoją przyjął opiekę,
nie pozwoliwszy mu jednak dotąd przybrać
powagi i kształtu akademii«.
Artykuł wspomniany, przetłómaczony wiernie na język
polski, przez autora podznaczonego inicyalaini A. K. P.
i opatrzony ciekawemi przypiskami, wydrukowanym zo-
stał w Tomie VII Nowego Pamiętnika Warszawskiego (str.
207—222), przyczem tłómacz i sprawozdawca krytycznie
rozbierając wydzielone ówczesnym członkom Towarzystwa
pochwały, zaznaczył, »że gdyby przyszło w długiej litanii
w tejże pochwale umieszczonej roztrząsać tytuły uwielbio-
nych tam literatów, podobnoby wielu tego roztrząśnienia
wytrzymać nie mogło, zwłaszcza, że ci są najwięcej chwa-
leni, którzy nic jeszcze nie napisali, ale coś tam dopiero
kiedyś napisać mają«.
Jakkolwiekbądź, tego rodzaju wzmianki o ruchu umy-
słowym ówczesnej Polski nie były pozbawione symptoma-
tycznego znaczenia, dowodzą bowiem, że zaczęto baczniej
zwracać uwagę na tych, którym dotąd odmawiano nie
tylko prawa do udziału w ogólnej pracy kulturalnej i umy-
słowej Europy, lecz wogóle — do zabierania głosu w spra-
wach nauki i literatury.
Ze wszystkich czasopism ówczesnych jedynie Nowy
Pamiętnik, jako zostający pod redakcyą Dmochowskiego,
członka Towarzystwa, baczniejszą zwracał na rozwój
owego Towarzystwa uwagę i, z niego to, oprócz wzmia-
nek o interesowaniu sie ogółu publicznemi posiedzeniami
Towarzystwa, czerpiemy wiadomości znaczące o ogólnym
nastroju sympatyj ówczesnej Polski pruskiej do nowej
ery, zainaugurowanej wstąpieniem na tron Alexandra I.
rstr 222
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY TRZECI.
i o usposobieniu wysoce życzliwem Polaków dla osoby
młodego monarchy.
Niepodobna odmówić takiej właśnie doniosłości arty-
kułowi, umieszczonemu w Nowym Pamiętniku, w początkach
roku 1803. W liście anonima do Redaktora Pa-
miętnika warszaw, o dobroci Alexandra I.
Imperatora czytamy:
»Nie znikome to kadzidło, które przed tronem palą
pochlebcy chciwi obłowu; nie poklask możnych, lub zaku-
pione przy dworze królów pióro przedajne, prześlą imię
monarchy du potomności; ale glos powszechny narodów,
głos ludu, który mu podlega, przechodzący na-
wet do ust niewinnych. Następująca powieść ściąga się
do tej prawdy. Karolina, siódmy rok kończąca, w którym
wiadomość z historyi, lub z pism publicznych, dać jeszcze
nie może wyobrażenia o panujących, z samego może po-
wtarzania między sobą rodziców, powzięła o Alexan-
drze, Monarsze rosyjskim, wyobrażenie, które odpowiada
sercu i przymiotom jego. Słysząc raz imię Alexandra
wielkiego wyrzeczone od matki: — »Czy ten to (rzecze)
jest Alexander, który jest dobrym królem?
Nie (odpowiada matka), czyniąc jej w krótkości różnicę:
skądże wiesz (rzecze dalej), że to jest dobry monar-
cha? Słyszałam (odpowie dziecię), że go chwalą ci
nawet, którym on nie rozkazuje. Ta odpowiedź
dziecinna dala pochop matce, iż z uczuciem, jakie spra-
wuje w sercu matki roztropna powieść dziecięcia, rzecze
do przytomnych: »Jakże prawdziwie godzien
imienia dobrego monarchy ten, którego do-
broć przeszła do ust dziecinnych!« Gdyby to
słyszał, iż w ustroniu niepodległem jego pa-
nowaniu, dziecię Polaka, mającego jeszcze
łzy w oczach z utraty swej ojczyzny, mia-
nuje Alexandra przymioty nazwiskiem
króla dobrego, milszaby mu podobno był a
ta dziecinna pochwała, niż wszelkie dowci-
str 223
STYPENDYŚCI CESARSCY.
pne pienia, albo podaczne dworzan jego
oklaski72).
Tego rodzaju pochwały, osobistym przymiotom Ale-
xandra I. publicznie, w Warszawie, pod cenzurą pruską
składane, nabierały tem większej wagi, w miarę, jak się
mnożyły objawy życzliwości monarchy rosyjskiego dla
oświaty prowincyj polskich, berłu jego podległych. Pamię-
tny Ukaz o reformie szkolnictwa, a przedewszystkiem
o powierzeniu kuratorstwa szkół na Litwie Adamowi Czar-
toryskiemu, ogłoszony w początkach roku 1803, spotęgo-
wał uczucie życzliwości Polaków dla tych zbawiennych
zarządzeń. W łonie Towarzystwa przyj, nauk — jak to
zobaczymy później — odbiło się owo uczucie szeregiem
faktów, wykazujących coraz trwalsze nawiązywanie się
nici wzajemnych sympatyj między osobą monarchy rosyj-
skiego, a przywodzcami ruchu umysłowego w Polsce pru-
skiej. Między innemi, zanotować należy fakt, iż gdy Cesarz
Alexander wyraził Czackiemu życzenie, wysiania wła-
snym kosztem dwóch zdolnych młodzieńców Polaków za
granicę, dla kształcenia się w zawodzie leśników; Czacki,
na posiedzeniu majowem 1803 r. przelał na Towarzystwo
przyj, nauk udzielone sobie w tej mierze upoważnienie,
a Towarzystwo, »z wdzięcznością przyjąwszy tę ofiarę«
porozumiało się z rektorem kolegium pijarskiego, co do
wyboru jednego z owych młodzieńców i zaleciło opiece
cesarskiej niejakiego Antoniego Młochowskiego 79).
Ostatniego miesiąca 1802 r. odbyły się jeszcze dwa
posiedzenia prywatne Towarzystwa.
Na posiedzeniu 1802 r. zastanawiano się nad potrzebą
zapewnienia Towarzystwu niezbędnych dla jego istnienia
funduszów. Składki członków nie wystarczały dla ich za-
spokojenia. Były one tak szczupłe, że sekretarzowi Sza-
niawskiemu wyznaczono zaledwie 12 dukatów miesięcznie
za czynności dosyć kłopotliwe. Ksiądz Reptowski, pełniący
urząd skarbnika, zrzekł się wszelkiego za tę czynnośćstr 224
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY TRZECI.
wynagrodzenia. Poszedł za jego przykładem i Szaniawski,
lecz Towarzystwo rej ofiary nie przyjęło.
Staszic, człowiek przewidujący, nie zadowalnial się
zapewnieniem protekcyi królewskiej nad Towarzystwem,
lecz żądał wyraźniejszego dowodu uprawnienia bytu
Towarzystwa. Wniósł zatem projekt, starania się o pozy-
skanie "diploma" Jego królewskiej Mości, »któreby definitive
byt Towarzystwa zapewniło«. Wyznaczono tedy do przed-
sięwzięcia należytych w tej mierze kroków: Stanisława
Potockiego, Czackiego, Soltyka i Staszica« w nadziei, »że
zręczna ich gorliwość nie spuści z uwagi
głównych instytucyi zamiarów«. Poczem Sta-
nisław Potocki przedstawił projekt uzupełnienia ustaw To-
warzystwa, dodaniem do obowiązku uwieczniania zasług
literackich zmarłych członków Towarzystwa i »obo-
wiązku — przedstawiania ich cnót obywatelskich«. Mocyę
tą Towarzystwo jednomyślnie przyjęło i na oryginale
Ustawy Prezes Albertrandi własnoręcznie ów dodatek
uczynił, z Upoważnieniem »by każdy członek, w swoim
egzemplarzu, słowa te dołożył«.
Odczytano następnie list Dra Bergonzoniego, z oświa-
dczeniem gotowości przetłumaczenia rozprawy Śniadeckiego
»O Koperniku« na język wioski, jakoteż list Niemce-
wicza, który dziękując za powołanie go do grona człon-
ków, zapewnił »gorliwą chęć przykładania się do prac
Towarzystwa, ile możność pozwoli«.
Z wydrukowanej oddzielnie rozprawy o Koperniku,
postanowiono 30 egzemplarzy przesłać autorowi, 20 egz.
do Warmii i pięć do Torunia.
Następnie członek Drzewiecki przedstawił przekład
dzieła Buchana »Lekarz domowy« dokonany przez Kłos-
sowicza i zalecił przekład ów wydrukować kosztem To-
warzystwa »dla użytku powszechnego«.
Czacki przedstawił wypracowany przez gen. Wiel-
horskiego zbiór wyrazów technicznych »do sztuki wojen-
nej należących« i zalecił opinię o tej pracy kilku kole-
str 225
WARSZAWA PRUSKA.
Glorietta w ogrodzie Saskim (dziś wodotrysk).
Akwarella nieznanego artysty dworu Landgraffa Hessen- Darmasztadzkiego
Ludwika X z r. 1800 (z kollekcyi Mat. Bersohna).
str 226
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY TRZECI.
gom, przyczem zaproponował, by odtąd, w listach do ko-
legów Towarzystwa, pomijać wszelkie tytuły i zwracać
się do nich jedynie ze słowami: »Zacny Kolego!« Na-
stępnie przedstawił słownik litewski Mielckego i grama-
tykę tegoż języka Osternagera, podnosząc ważność badań
w tym przedmiocie. Na jego wniosek uproszonym został
biskup wileński Kossakowski, by zainteresował owym przed-
miotem Szkołę główną wileńską. Wreszcie przedstawił ko-
nieczność opracowania nauki języka greckiego »w języku
narodowym« i powierzenia tego zadania Jmci panu »Grud-
kowi«, Rozprawy w tym przedmiocie zawieszono, »aż do
zebrania wszystkich gramatyk greckich, które w naszym
mamy języku«.
Dwa jeszcze przedmioty wypełniły posiedzenie 2.
grudnia 1802.
Prezes Albertrandi podał projekt napisów i ozdób na
medal, który przeznaczono dla autorów uwieńczyć się ma-
jących przez Towarzystwo pism konkursowych. Dla wy-
rażenia opinii w tym przedmiocie wyznaczono Ks. gen.
ziem pod. Adama Czartoryskiego, oraz Stanisława i Igna-
cego Potockich.
Wreszcie członek przybrany Drzewiecki zawiadomił
Towarzystwo, o założonych niedawno księgarniach i dru-
karniach »w Krasnorossyi«.
Na posiedzeniu następnem, z dnia 16 grudnia 1802,
po załatwieniu spraw bieżących, do których należało czy-
tanie listów członków: Drów Wasilewskiego i Twardochle-
bowicza, wymawiających się od poruczonych sobie obo-
wiązków, z powodu nawału innych zajęć »bądż stanowczo,
lub też pod warunkiem, że przedmiot zadany do opraco-
wania zmienionym zostanie na inny, odczytano list Dra
Dziarkowskiego, z powodu ogłoszonej przezeń rozprawy:
»o szczepieniu ospy krowiej«. Prezydujący oświad-
czył, że odpisze Dziarkowskiemu, »z wyrażeniem szacunku,
na jaki zasługują usiłowania, podjęte w czcigodnym z
str 227
POPRAWA DAWNYCH TŁUMACZEŃ.
miarze zapobieżenia jednej z najgroźniejszych dla ludzko-
ści klęsk«.
Ks. Dmochowski podał imieniem ks. Kopczyńskiego
opracowaną przez tegoż rozprawą pod tyt: .Pierw-
sze doświadczenie poprawy dawnych tłóma-
czów przez wydział języków rodu słowiań-
skiego, uczynione na tłómaczeniu historyi
Florusa, przez Talikowskiego«. Do przejrzenia
i zaopiniowania o tej pracy wyznaczeni zestali X. Woro-
nicz i Wyleżyński.
Następnie Stanisław Potocki odczytał dopełniony przez
siebie przekład sławnej mowy J. J. Rousseau, uwieńczonej
przez akademię Diżońską, stanowiącej odpowiedź na temat:
»czyli przywrócenie nauk i sztuk przyłóżyło
się do poprawy, lub zepsucia, obyczajów«.
»Słuchanem to było - zaznacza dziennik — z ukon-
tentowaniem, jako odpowiednie do ustawy, zalecającej po-
mnażać tłómaczenia wzorowych pisarzów. Tłómacz oświad-
czył, iż niektóre pisma Tacyta i Maohiavella wziął sobie
za przedmiot podobnych doświadczeń«.
Czacki złożył Towarzystwu mapę hydrograficzną Pol-
ski, »z znacznym czasu, zabiegów i kosztów nakładem
wykonaną«. Ofiarował ją swym kolegom, »aby zaś publi-
czność mogła korzystać z tej pracy, obiecuje zastąpić po-
czątkowy na sztych jej nakład. Przyrzeka dodać ku me-
moire raisonné, do objaśnienia tej pracy, którą uważać
należy jako pierwszy rzut do zupełnej wodnej karty kra-
jów polskich«. Towarzystwo zapisało »czułą ofiarującemu
wdzięczność za dar ów znakomity . Do wynurzenia opinii
o tej pracy wyznaczyło Kortuma i Jacka Krusińkiego.
Józef Szaniawski przedstawił przedstawił projekt do
»ustanowienia i udoskonalenia terminologii
polskiej w naukach i umiejętnościach«. Jako
rzeczoznawcy w tej materyi wyznaczeni: Prezydujący,
Dmochowski i Staszic.
Wreszcie członek Krusiński podał projekt do założę-
15*str 228
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY TRZECI.
nia biblioteki Towarzystwa i na początek ofiarował dla
tej fundacyi 120 książek. — Projekt ów zalecono człon-
kom »do namysłu«.
Pobieżny przegląd zajęć Towarzystwa dokonanych
w ubiegłym 1802 roku — drugim, bytowania uczonego grona—
wykazuje, że zajęcia owe, początkowo dorywcze, bez okre-
ślonego planu podejmowane, zaczęły stopniowo systematy-
zować i nabierać cechy bardziej praktycznej, do potrzeb
najnaglejszych ludności stosowanej. Dowodem tego jest —
interesowanie sic Towarzystwa książkami lekarskiemi, po-
święconemi zadaniom higieny praktycznej. Kwestye oder-
wane i zabawki umysłowe odsuwało Towarzystwo na plan
drugi.
Kiedy z początkiem roku 1803 przyszła znowu na
stół kwestya kwadratury koła, która, zajmował się
matematyk Gorzkowski, Towarzystwo zaleciło sekretarzowi
odpisać autorowi »iż, idąc za przykładem innych aka-
demij, nie może przyjmować do roztrząsania pism, za-
przątających się zadaniem, które, w samych nawet wyra-
zach, zamyka już oczywistą niemożliwość rozwiązania
swego«.
Delegowani na poprzedniem posiedzeniu Krusiński i Kor-
tum, celom zaopiniowania o mapie hydrograficznej Cza-
ckiego, oświadczyli: iż uważają tę pracę za dzieło potrzebne
dla znajomości handlu wewnętrznego i ze-
wnętrznego Polski.
Posiedzenie 16 stycznia 1803 zagaił Prezydujący do-
niesieniem o stracie, jaką poniosło Towarzystwo i nauka,
przez zgon ks. Zaborowskiego.
W sprawie ustanowienia i udoskonalenia
terminologii naukowej przedstawił Albertrandi tru-
dności w wykonaniu projektu Szaniawskiego. Na wniosek
Staszica, aby uchwalono »zgromadzać ściągające się do umie-
jętnościówdzieła,tłómaczone na którykolwiek z dya-
lektów słowiańskiej mowy, lub oryginalne, w któ-
rym z tych dyalektów pisane, tudzież gramatyki,
str 229
O ROZPRAWIE Ks. KOPCZYŃSKIEGO.
słowniki i dykcyonarze«. Członek Wyleżyński podjął się
napisać w tej kwestyi do Lindego, członek zaś Denisko, do
Czackiego, »celem zasiągnienia uwiadomień, do
przedsięwzięcia tego zbioru stosownych«.
Na posiedzeniu 3 lutego 1803 r. Prezydujący znowu
doniósł z żalem o zgonie Wolskiego, »męża znanego z ob-
szernej znajomości dziejów ostatniego panowania i drogie
do niego posiadającego materyały«.
Wyleżyński odczytał opinię o pracy Kopczyńskiego:
»pierwsze doświadczenie poprawy dawnych
tłómaczów etc.« Oddawszy należne pochwały wskaza-
nym poprawom, oraz »znanej w autorze znajomości oby-
dwóch języków, dokładności i dosadności wyrażeń«, nad-
mienił sprawozdawca, »że rodzaj pracy roztrząsanej nie
należy do wydziału języków rodu słowiańskiego, ale raczej
do wydziału wymowy wierszopistwa i sztuk przyjemnych«.
Rozebrał następnie kwestyę: czy wolno jest stare
pismo poprawiać?« i wynurzył opinię przeczącą.
»Jeden tylko — mówił — jest sposób poprawiania dawniej
wykonanych tlómaezeń, a to przez przydawanie objaśnia-
jących i popełnione zdrożenia prostujących przypisków«,
do których pewne podał prawidła. Oświadczy! się nadto
przeciw »wprowadzonyiu przez Ks. Kopczyńskiego orto-
graficznym i gramatykalnyiu wznowieniom«, wezwawszy
go, aby »zamiast mniej potrzebnych poprawek, sam raczej
całkowite pisarzów wzorowych dawał tłómaczenia, a tym
sposobem, nietylko do zbogacenia języka, ale i do chwały
Towarzystwa się przyłoży«. Zapowiedział wreszcie referent
że pracuje sam nad przekładem wszystkich komedyj Te-
reneyusza.
Prezydujący zakomunikował odpowiedź członka Kro-
pińskiego, iż ten wykonał polecone sobie obserwacye nad
skamieniałościami w okolicach Rawy.
Następnie mówił Albertrandi o potrzebie napisania
dzieła elementarnego z zakresu »niższej matematyki«, przy-
czem wezwał Feliksa Potockiego, aby z dobranymi innymistr 230
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY TRZECI.
członkami, w tej umiejętności biegłymi, rozpatrzył dojrzale:
czyli egzystujące w języku polskim dzieła elementarne
matematyczne odpowiadają i wystarczają potrzebie naro-
dowej , rozszerzenia tak ważnej umiejętności?«. Doniósł
w końcu, że IMć Pan Czech pracuje w Krakowie nad
przekładem geometryi Euklidesa.
Maliszewski zdał sprawę z podanego przez matema-
tyka Gorzkówskiego algebraicznego twierdzenia i uznał to
twierdzenie »jako użyteczne i objaśniające formułę, którą
w geometryi elementarnej stosować można. Przyczem nad-
mienił, »że w dwóch księgach Euklidesa można wiele ta-
kich znaleźć wypadków, które, algebraicznie użyte, wiele
podobnych na geometryę elementarną rzuciłyby świateł«.
Na posiedzeniu 16 marca 1803 r. Towarzystwo uchwa-
liło napisać do Śniadeckiego list, z wezwaniem, »aby ten
CO tak wymownie, jaśnie i umiejętnie, pokazał uczonemu
światu wiekopomne względem astronomii zasłużonego ro-
daka naszego Kopernika, zechciał w chwilach wolnych
pracować nad pokazaniem: ile nauka wspomniana winna
jest drugiemu rodakowi, sławnemu Heweliuszowi z Gdańska«.
Zaleciło dalej Towarzystwo podziękować »J. W. Se-
streńcewiczowi de Bohusz«, metropolicie i Mohilowskiemu
arcybiskupowi, który przysłał Towarzystwu dzieło swe, po
francusku napisane: Histoire de la Tauride.
Dmochowski złożył sprawozdanie z tłómaczenia na
język polski dwóch pierwszych ksiąg Elegij Proper-
cyusza, dokonanego przez zmarłego kanonika warmiń-
skiego Kalnassi. Przyznał, że znajdują się w tym prze-
kładzie »miejsca bardzo szczęśliwie wydane, oraz, że tok
wiersza jest gładki i łatwy«, ale też wskazał, »że są miej-
sca ciemne i słabe, gdzie tłómacz niezupełnie objął myśl
poety, albo jej też wydać nie chciał«.
Ks. Woronicz oświadczył, że Nagurczewski »obcią-
żony wiekiem« nie może przyjąć w Towarzystwie miejsca
i z tego powodu Towarzystwo postanowiło, tak jego, jako
str 231
LIST ŚNIADECKIEGO.
i JMć Pana Hubego, zamieścić na liście przybranych
członków.
Odczytano w końcu listy: z Torunia, z podziękowa-
niem za przysłaną rozprawę o Koperniku, z Petersburga
od księcia Adama Czartoryskiego z podziękowaniem za
wybór, jakoteż list Alexandra Potockiego z Petersburga,
z oświadczeniem, iż pracuje nad przekładem dzida Picteta,
Genewczyka: Traite des assolemens, ou l'art d' etablir les ro-
tations des recoltes".
Wreszcie Potulicki podał Towarzystwu plan dzieła
elementarnego o historyi naturalnej.
Na posiedzeniu 2 kwietnia 1803 r. Prezydujący od-
czytał list Jana Śniadeckiego, który ofiarował Towarzystwu
opracowane przez siebie dzieło: »Opisanie fizyko-ma-
tematyczne ziemi«. Przysyła na teraz rejestr mate-
ryj w tem dziele objętych, oraz figury do objaśnienia tekstu.
Rękopis dzieła samego wkrótce nadesłać przyrzekł, lecz
zażądał, by tymczasowo Towarzystwo przyjęło środki do
wysztychowania tablic. Oświadczył nadto, »że resztę prac
swoich umysłowych poświęcić chce na stopniowe tego
dzieła udoskonalenie, a to przez przydawanie objaśnień,
oraz przez rozszerzanie go wynalazkami, jakie w tej części
czynione być mogą«.
Towarzystwo uchwaliło podziękować autorowi za pracę
»której użyteczność i dokładność, zasłużona jego wziętość
podchlebnem uprzedza wyobrażeniem«.
Następnie zdał Staszic sprawę z przekładu komedyi
Terencyusza Andria. Oddawszy sprawiedliwość »użyte-
cznej pracy tłómacza, wytknął niektóre miejsca, wymaga-
jące poprawy«. Do zastanowienia się nad spolszczeniem pe-
wnych wyrazów przez Staszica wskazanych, wyznaczono
z wydziału nauk przyjemnych: Stan. Potockiego,
Niemcewicza i Staszica, z wydziału zaś języków
słowiańskich: Kopczyńskiego i Dmochowskiego.
Czacki przedstawił pozostałe w rękopisie fragmenty
pracy zmarłego Trotza, składające się z pewnej liczbystr 232
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY TRZECI.
»spolszczonych wyrazów«. Wyznaczono do opinii oddzielne
„Comite", celem przesiania jego uwag Lindemu, i z prośbą,
aby dla łatwiejszego »ukończenia i udokładnienia swego
Słownika języka polskiego, do Warszawy przybyć
raczył«.
Następnie Osiński, W imieniu Elsnera »dyrektora or-
kiestry przy teatrze polskim« ofiarował Towarzystwu
egzemplarz »pierwszego oddziału sztychowanych muzyk
i śpiewów polskich«. Towarzystwo zaleciło swej »kassie«
by zaprenumerowała jeden egzemplarz tego wydawnictwa.
Postanowiono odbyć publiczne posiedzenie 5 maja 1803 r.
i uchwalono, rozprawy, jakie na tem posiedzeniu czytane
będą, poddać uprzedniemu ocenieniu oddzielnych „Comites".
W końcu zastanawiano się nad rozmaitemi zadaniami
konkursowemu, przyczem Prezes zawiadomił, że przyjęto
już wzór medalu, jaki Towarzystwo udzielać będzie na-
grodzonemu na konkursie.
Posiedzenie 16 kwietnia 1803 wypełniły w znacznej
części uwagi Staszica nad potrzebą stosowania ściślejszych
warunków do wyboru członków. Radził, by Towarzystwo
nie kwapiło się z wyborem osób nie odpowiadających wa-
runkowi zasług literackich. Wskazał potrzebę wy-
raźniejszego »na przyszłość oznaczenia, co się przez wyrazy
»zasługi literackie« rozumieć ma? By tym sposobem
wszelkie usunąć nieporozumienie, podał do rozwagi Towa-
rzystwa wniosek, by na wyborach obecnych, tylko trzy
miejsca obsadzić, a dwa uznać za wakujące.
Skutkiem ściślejszego wyboru, powołano na członków:
Andrzeja Horodyskiego, Czecha, profesora krakowskiego
i Jana Bystrzyckiego, pijara. Do członków przybra-
nych: Seweryna Potockiego, senatora rosyjskiego i kura-
tora akademii.
Ludwik Plater świeżo, z Petersburga przybyły, oświad-
czył imieniem ministra Dzierżawina, »iż tenże przyjmuje
ofiarowane sobie w Towarzystwie miejsce członka przy-
str 233
TEMATY KONKURSOWE.
branego«, skutkiem czego postanowiono wystosować imie-
niem Towarzystwa stosowną do nowego członka odezwę.
Następnie Staszic zdał sprawę z tematów do nagrody,
»projective« podanych. Weszedł w »umiejętny rozbiór
wszystkich, wskazał, które z nich, bądź dla mniej wyra-
źnej użyteczności, bądź dla innych względów, z zamia-
rami Towarzystwa wiążących się, albo usunąć, albo do
dalszego czasu odłożyć, a które przyjąć należy. Z po-
między tematów, przez Comite zaleconych, wybrano po
dłuższej dyskusyi dwa: »O polskim Czerwcu" i „o saletrze
ukraińskiej". Ogłosić postanowiono konkurs przez gazety
krajowe i zagraniczne, w trzech językach: polskim, fran-
cuskim i niemieckim. Uchwalono również ogłosić nagrodę,
w medalu wartości stu dukatów holenderskich, dla autora
najlepszej tragedyi wierszem, w języku polskim, »do któ-
rej materya z dziejów polskich czerpaną być ma*. Na-
grodę taką wyznaczył »bezimienny rodak, za której pewność
Ks. Sapieha i Wyleżyński dali zalecenie*.
Następnie Czacki odczytał projekt listu do Ossoliń-
skiego, z prośbą, o zasiągnięcie wiadomości »względem
Oktawiana Volcnera, budowniczego, rodem z Krakowa«
i do Platera, o informacyę co do bursztynu w jego dobrach.
Wreszcie Albertrandi odczytał odezwę Uniwersytetu
wileńskiego, z przyłączeniem »nowego Imperatorskiego urzą-
dzenia instrukcyi publicznej, w prowincyach rosyjskiemu
panowaniu podległych«.
Na posiedzeniu nadzwyczajnem, zwołanem na dzień
26 kwietnia 1803 r. zastanawiano się nad wyrazami ręko-
pisu zmarłego Trotza. Ks. Kopczyński podzielił opinię Sta-
szica, co do wyrazów literackich, co zaś do technicznych
i metalurgicznych, Ks. Sapieha oświadczył, że ponieważ
wyrazy te wymagają sprawdzenia, dlatego oświadczył,
iż nie zadługo przedsięweźmie podróż górniczą po kraju,
a wtedy sprawę te bliżej zbada. Tymczasem odroczono
przesianie pracy Trotza Lindemu.
Czacki, imieniem »bezimiennego rodaka«, wniósł pro-str 234
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY TRZECI.
jekt dołączenia do tematów konkursowych i zadania o mo-
rowem powietrzu«, zaręczywszy za sumę wyrówny-
wającą wartości medalu, i tę w papierach, lub w gotowiźnie
złożyć przyrzekł. Towarzystwo z wdzięcznością tę ofiarę
przyjęło.
Nadto Ks. Sapieha złożył sprawozdanie o rozprawie
Kortuma: »o kombinacyach światła« i wezwał go
do dalszych doświadczeń, »któreby wyraziściej jeszcze
ukazały pewność twierdzenia autora, iż światło jest rze-
czywiście istotą, po całym powietrzokręgu rozproszoną«.
Czacki ofiarował Towarzystwu kopię łacińskiego rę-
kopisu Marcina Galla, »pierwszego z pomiędzy najpierw-
szych dziejopisów polskich« i zalecił potrzebę wydruko-
wania tego dzieła w języku polskim i łacińskim« jako
»ważnego dla wyjaśnienia ojczystych dziejów i obchodzą-
cego ciekawość zagranicznych czytelników«. Do przekładu
rękopismu zalecił Kopczyńskiego, sam zaś, wspólnie z Al-
bertrandim, obiecał opracować uwagi objaśniające. Dzieło
to wydrukowanem zostanie kosztem Towarzystwa, bądź
w obu tekstach, lub też w jednym polskim.
Odczytano wreszcie list biskupa Kossakowskiego o po-
trzebie konkursu na dzieje literatury polskiej
i z doniesieniem, że Uniwersytet wileński pracuje nad wy-
jaśnieniem języka litewskiego.
Na ostatniej, przed publicznem posiedzeniem Towa-
rzystwa, sesyi prywatnej z dnia 2 maja 1803, oprócz kwe-
styj, dotyczących rozpraw, jakie na temże publicznem
czytanemi być miały, Julian Ursyn Niemcewicz zdał
sprawę z części rozprawy Stanisława Potockiego »0 sztuce
u dawnych«. »Pismo to — zdaniem referenta i jego
kolegów — w materyi dotąd ojczystem piórem nietkniętej,
znaleziono w wyszukiwaniu historycznem — pracowitem,
w sądzeniu trafnem, w stylu — płynnem i łatwem«.
Prezydujący złożył rozprawę Szaniawskiego o ułam-
kach dziesiętnych do oceny, nadto rękopis Ossoliń-
skiego »O przodkach najdawniejszych Słowian«
str 235
ŻYCIORYSY SŁAWNYCH POLAKÓW.
z zapowiedzią, że noty objaśniające później nadesłane zo-
staną, nadto przekład wioski Bergonzoniego, rozprawy
o Koperniku.
Feliks Potocki odczytał referat o dziełach elementar-
nych matematycznych i zastanowił się nad pytaniem: »czy
przestając na sposobie analitycznym, można się obejść bez
syntetycznego?
Z uwagi, że wydawcy dykcyonarza francuskiego
Jan Amor hr. Tarnowski
(ze starego drzeworytu).
zwrócili się do Towarzystwa z prośbą o dostarczenie »ży-
ciorysów sławnych Polaków« poruczono Czackiemu obo-
wiązek przygotowania listy tychże zasłużonych rodaków.
W końcu posiedzenia owego Czacki zawiadomił, iż bę-
dąc upoważnionym przez rząd rosyjski do przedstawienia
dwóch młodzieńców Polaków, którzyby, dla kształcenia się
za granicą w leśnictwie i ekonomii wysłani byli kosztem
Imperatora — misyę tę, co do wyboru owego młodzieńca
przelewa na Towarzystwo, »co, z wdzięcznością« przyję-
tem zostało.str 236
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY TRZECI.
Wreszcie Czacki zawiadomił imieniem kolegi Tar-
nowskiego, »iż tenże dostrzegł w tłómaczeniu francuskiem
geigrafii powszechnej Anglika Gutthrie wiele bardzo fał-
szywych, i czerniących nawet twierdzeń, w rzeczach na-
szego kraju tyczącego się«. Członek Maliszewskiego przyjął
na siebie obowiązek obmyślenia, za powrotem swoim do
Paryża, »środków przyzwoitych do sprostowania owych
błędów«
str 237
ROZDZIAŁ XXIV.
Posiedzenie publiczne majowe 1803 r. Zagajenie Albertrandego. Pochwała Zaborowskiego.
Krusiński o dostrzeżeniach meteorologicznych. Stan. Potocki o sztuce u dawnych. Woronicz
o pleśniach narodowych. Szaniawski o systemie chrystyanizmu. Tematy konkursowe. Czacki
w sprawie dyplomu królewskiego. Projekty rozpraw z nauk przyrodzonych i matematycznych.
Comités. Śniadecki w Warszawie. Jego protest przeciw wadliwościom przekładu rozprawy
o Koperniku Odezwa Uniwersytetu wileńskiego. Roczniki Towarzystwa. Wiadomości z Wied-
nia o pracach Ossolińskiego. Prace przygotowawcze do słownika Lindego. Rady w przedmio-
cie prenumeraty tego dzieła. Kandydaci na członków. Prawa członków przybranych. Chod-
kiewicz. Gliszczyński. Dzieduszycki. Projekt założenia Ateneum.
Piąta sesya publiczna Towarzystwa, odbyta w dniu
5 maja 1803 r. »liczniejszych jeszcze niż poprzedza-
jące — donosi Noivy Pamiętnik — ściągnęła słuchaczów.
Trwała przeszło pięć godzin. Prócz zagajenia prezydują-
cego, siedmiu członków Towarzystwa czytało w różnych
materyach dysertacye«73 A).
Skreśliwszy w zagajeniu zarys prac dotychczasowych,
zakończył Albertrandi mowę swoją następującym zwrotem
krasomówczym:
»Alexander Wielki, uznojony podjętą pracą w upor-
czywej przeciw Pyrrusowi, indyjskiemu królowi, bitwie, za-
wołał: O Ateńczykowie! Jak wiele prac podejmuję, abym
sobie wasze zjednał pochwały! My przeciwnie, szczerze
wyznajemy, żeśmy nie wiele dotąd dla Ciebie, Ojczyzno,
dla uwiecznienia twych zaszczytów, wykonali. Ale jeśli
str 238
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY CZWARTY.
święte gorliwości zapały, jeśli wytrwałość pracy, jeśli
współobywatelów losem rozdzielonych, miłością spojonych,
zalecenia, nie mogą być skutku pozbawione; te szczupłe
prace nasze, ważniejszych daleko, i korzystniejszych w przy-
szłości, godłem są szezęśliwem. Światłej zaś publiczności
chcąc przychylny naszemu przedsięwzięciu i usilności wy-
jednać wyrok, z Kwintilianem wyznajemy: „Si necesse sit
in alterutram errare partem, omnia legentibus placere, quam
multa displicere malumus". (Jeśli w sądzeniu o naszych pra-
cach trudno uniknąć omyłki, wolimy, ażeby raczej wszystko
się podobało one rozważającym, niż, żeby wiele z tych
rzeczy z niechęcią odrzucili).
Wstąpiwszy na mównicę, Piotr Maliszewski, wygłosił
najprzód pochwalę Ignacego Zaborowskiego,
Pijara, zmarłego członka Towarzystwa, określi! stan nauk
matematycznych w Polsce i owoce prac, w tym kierunku
przez byłą komisyę edukacyjną zasiane, poczem złożył
hołd pamięci zmarłego, jako członka Zakonu, »z którego—
zdaniem mówcy — najwięcej użytecznych Rządowi kra-
jowemu wyszło dzieł, którego wszystkie duchowe węzły
bardziej jeszcze zdawały się przywiązywać do ojczyzny,
które nigdy się w interesa światowe nie mieszało, tylko
aby pokój ogłaszać, zalecać porządek i światło rozszerzać«.
Poczem Jacek Krusiński odczytał rozprawę o do-
strzeżeniach meteorologicznych, Karol Kor-
tum »o niektórych łączeniach się światła, zdol-
ności dostrzeganej w różnych ciałach, przy-
trzymania go przez niejaki czas na swojej
powierzchni« w której to rozprawie proroczo rozwi-
nął te zasady, które, w kilkadziesiąt lat później, posłużyły
za podstawę do wynalazku Daguerr'a.
Po nim Stanislaw Potocki skreślił obrazowym
stylem historyę sztuki udawnych, ks. Woronicz zaś
w natchnionej rozprawie o pieśniach narodowych,
wezwał żyjące pokolenie, do pielęgnowania i zbierania za-
bytków twórczości narodowej, tego skarbu, który »w ustach
str 239
MOWA KS. WORONICZA.
niewygubnych pokoleń nie boi się pożaru i oręża«. Było
to zapowiedzią utworzenia „Pieśnioksięgu narodowego", »aby
nietylko język, ale i sławę narodową niepożytem narzę-
dziem na rozwalinach świata wyżłobić«.
»Wy, młodzieńcy — zakończył Woronicz piękną swoją
rozprawę — kwitnące gałązki tych domów, które nas wspo-
minkiem swej sławy rozrzewniają; gdzież lepiej czasu,
talentów i nakładu Rodziców waszych użyjecie, jak w roz-
wadze i uczeniu się cnoty, ducha i obyczajów Ojców wa-
szych? Niestety! Jeszczeście w kolebkach płakali, kiedy
powszechna matka nasza, smutne w posagu sieroctwo wam
przekazywała. Gdzie się więc o niej dowiecie? Gdzie się
w jej twarzy rozmiłujecie? Oto, odczytujcie codzień naj-
pierwsze zagajenie związku naszego, w którem, szanowny
nasz prezes i kolega, uczenie i gruntownie dowiódł wam
dziejami świata całego, że odmiana rządu i składu
politycznego bynajmniej narodów nie uma-
rza. A nie chodząc daleko po dowód tej prawdy, rzućcie
okiem na ten starożytny naród Germanów, od którego nas
niegdy wzajemny szacunek Elbą odgraniczał, a którego
teraz przyrodkiem jesteśmy. Czemże on dotąd
jestestwo swoje utrzymuje, acz na tyle oddzielnych sta-
nów i rządów pod różnymi Panami rozdrobniony i podzie-
lony? Skądże przecież jest jednym narodem, znaczą-
cym i poważanym w Europie? Gzem rozplenia swą istność
i sławę? — Językiem i obyczajami dawnych
Germanów. A to oboje, czem ożywia i codziennie ukrze-
pia? Nauką, światłem, miłością rodu swojego,
wspólną braterską pomocą.
»Więc, kiedy pod opieką takiego Rządu wolno nam
jego własnemi prawidłami postępować i tchnie-
niem ojczystem oddychać, usiłujcie zacni mło-
dzieńcy i duchy Ojców waszych pocieszać i szlachetnej
opiece rządowej wywięzywać się, że cnotą, męztwem i ro-
zumem przodków waszych hartując się, na podporę i ozdobę
sprawiedliwego Rządu wzrastacie, nie zaś na cie-str 240
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY CZWARTY.
Dr. Walenty Gagatkiewicz.
mnych i ponurych nie-
wólników«.
Po rozprawie Szaniaw-
skiego o systemie chry-
styanizmu, usłyszało To-
warzystwo sympatyczny głos
Niemcewicza, który odczytał
dumę o kniaziu Michale
Glińskim, z zapałem przez
obecnych przyjętą.
Na posiedzeniu nad-
zwyczajnem prywatnem To-
warzystwa, które się w dni
pięć po publicznem odbyło,
Jacek Krusiński, imieniem
delegacyi, podał projekt o czynieniu obserwacyj me-
teorologicznych po całym kraju, do czego Cza-
cki przydał uwagi, projekt ów rozszerzające, a nadto uczy-
nił wniosek, poprawienia błędów, jakie się wkradły do cyfr
rozprawy X. Sapiehy o miarach i wagach.
Następnie prezydujący odczytał prospekt w języku
francuskim o tematach konkursowych, z wnioskiem ogło-
szenia go w dziennikach zagranicznych. Tematami były:
»O saletrze« o »polskim Czerwcu, jego historyi natural-
nej i różnicy od amerykańskiej kokcynelli i własnościach
leczniczych«, »O powietrzu morowem w Polsce«,
wreszcie temat tragedyi wierszem z dziejów polskich za-
czerpniętej. Wyznaczono termin ostateczny dla nadesłania
owych tematów na dzień 4 września 1804 r. i określono
bliżej warunki konkursu. Poczem Czacki podniósł ważną
sprawę dyplomu królewskiego dla Towarzystwa, wynu-
rzywszy nadzieje rychłego skutku obiecanego. Z powodu
wyjazdu Niemcewicza do Ameryki, Czacki imieniem tegoż
»oświadczył pożegnanie oraz gorliwą jego chęć posuwania
zamiarów naszych, ile razy w przedmiotach miejscowej
usługi wymagających, wezwanym do niej zostanie«. Po
str 241
PROJEKT DZIEŁA POTULICKIEGO.
takowem oświadczeniu, nadmienił o zleceniach, jakieby dać
należało Niemcewiczowi, oraz Maliszewskiemu, odjeżdżają-
cemu do Paryża.
Ze spraw bieżących, Krusiński zdał sprawę o poda-
nym przez Potulickiego projekcie dzielą elementarnego
o historyi naturalnej, Feliks Potocki odczytał pierw-
szą część pracy: o dziełach matematycznych ele-
mentarnych, Tadeusz Czacki przedstawił referat ks. Kop-
Dr. Michał Bergonzoni.
czyńskiego o rozprawie Lindego o etymologii; zalecił
wreszcie przystąpienie do roboty tablic sztychowanych do
dzieła Śniadeckiego: opisanie fizyczno-matematy-
czne ziemi.
Z uwagi na zbliżające się ferye letnie uchwalono,
by pozostać mający w Warszawie członkowie składali tak
zwane (z francuska) Comite, z władzą stanowienia w spra-
wach Towarzystwa decyzyj, zwłoki nie cierpiących.
Na następnem posiedzeniu prywatnem nadzwyczajnem
z d. 12 lipca 1803 r. naradzano się nad środkami przyspie-
TOWARZYSTWO WARSZAWSKIE.
16str 242
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY CZWARTY.
Biskup Gaspar Cieciszewski.
szenia druku dzieła Śniadeckiego
»honor rodakom przynoszącego«
i zapowiedziano bliski przyjazd
autora do Warszawy.
Śniadecki w rzeczy samej
bawił w Warszawie w począt-
kach września i pozostawił na
wyjezdnem list do Albertrandego,
odczytany na posiedzeniu nad-
zwyczajnem 14 września, w któ-
rym astronom wynurzył żal, »iż
przekład francuski jego rozpra-
wy o Koperniku, wykonany
przez Tęgoborskiego, jest niewier-
nym co do najistotniejszych pun-
któw, upstrzony szkodliwemi i wcale niewłaściwemi ozdo-
bami, prostotę myśli i rzeczy psującemi, a tem samem
pokrzywdzającemi autora w oczach zagranicznych astro-
nomów«. Nadsyłając jednocześnie rękopis przekładu po-
prawniejszego, prosił Śniadecki, »aby Towarzystwo ów
przekład jak najprędzej wydrukowało, zaradzając uprze-
dzeniom, które zagraniczni, z niedokładnego francuskiego
tłomaczenia pracy, powziąć mogliby o samem dziele. Ta-
kowe bowiem uprzedzenia byłyby ubliżającemu równie dla
autora, jak i dla Towarzystwa, które tej rozprawie uroczy-
stą dało aprobacyę«.
Towarzystwo na wniosek Dmochowskiego propozycyę
Śniadeckiego przyjęło.
Następnie prezydujący złożył Odezwę Uniwersytetu
wileńskiego, pod dniem 25 lipca 1803 r. do Towarzystwa
wystosowaną, przy której zakomunikowało kopię »nadanego
sobie od Imperatora Wszechrosyi dyplomu, niemniej ustawi;
powszechnej instrukcyi publicznej w Jego krajach zapro-
wadzonej, oraz wiadomość o nowych i wakujących kate-
drach profesorskich«.
— »Uniwersytet — nadmienił Albertrandi — wzywa
str 243
NAWOŁYWANIA AlBERTRANDEGO.
nas do uczestnictwa przyjemnych uczuć, jakie w sercu
każdego przyjaciela ludzkości obudzać powinien widok
urządzeń, dążących ku wielkiemu zamiarowi—rozszerzenia
światła w tak rozleglej potężnego mocarstwa przestrzeni*.
Jednocześnie, spełniając życzenie Czackiego co do
wyboru kandydatów do wyjazdu za granicę kosztem Impe-
ratora, celem kształcenia się w leśnictwie i ekonomii, wy-
brało Towarzystwo na zalecenie XX. Pijarów młodzieńca
Antoniego Młochowskiego; wybór zaś drugiego przelał Cza-
cki na Jacka Krusińskiego.
Poczem prezydujący złożył przysłane z Paryża przez
gen. Komarzewskiego pismo o Grafometrze podzie-
mnym, w trzech językach: francuskim, niemieckim i an-
gielskim; doniósł nadto, że Śniadecki ofiarowane przez siebie
egzemplarze dzieła: teorya rachunku algebrai-
cznego przeznacza dla XX. Pijarów.
W końcu Staszic doniósł, że »okoliczności tyczące
się wyrabianego dla Towarzystwa diploma« będą przedsta-
wione na przyszłem zwyczajnem posiedzeniu.
Posiedzenie to odbyło się po feryach letnich, 16 pa-
ździernika 1803 r. Zagaił je Albertrandi mową, zachęcającą
kolegów »do dalszego ciągu prac, do jakich powolywa nas
i szlachetny cel stowarzyszenia naszego i święty obowiązek
zapobieżenia, by narodowa sława, uczonemi pracami przod-
ków nabyta, w jednymże wraz z politycznym bytem Oj-
czyzny nie zaległa grobie*. Przyczem wynurzył życzenie,
by to zagajenie udzielonem zostało »kolegom, wyłączającym
się przez ciągle niebywanie na posiedzeniach, od uczestni-
ctwa prac wspólnych«.
»Jeżeli kiedy słaby glos mój — mówił między innemi
prezes - i niezdolna wymowa, przezacnych kolegów do
podejmowania prac usilnych na zachowanie pamiątki imie-
nia polskiego, dźwignięcia narodowych nauk was zachę-
cała — tedy dziś widzę się do przedsięwzięcia tego samego
z podwójną usilnością przynaglonym.
»Zniknął zmiennych okoliczności koleją czas on świe-
16*str 244
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY CZWARTY.
tny kiedy zgromadzeni tu, Z dalekich nawet prowincyj
towarzysze nasi, i radą swoją i pracami, na licznych po-
siedzeniach naszych, nas wspierali. Jednym, zaspokojone,
które ich tu trzymały, troskliwości, do siedlisk swoich drogę
otworzyły, drugich, pomyślniejsze szczęścia nadzieje, albo
też chwalebne nabycia nowych świateł żądze, w dalekie
od nas zapędziły krainy.
»Pozostała tu, co do liczby, czwarta niespełna część,
wchodzi do Towarzystwa, a szczuplejsza jeszcze, jeśli wy-
łączeni będą ci, których wiek, których zdrowie, których
nieuchronne zaprzątnienia, od naszych obrad i schadzek
odrywać zwykły.
»Na waszej tedy pilności, przezacni koledzy, na pra-
cowitości nieustannej, polega honor Towarzystwa w swojej
zupełności i tego Oddziału, który, z ustanowienia onego,
tu, w głównem siedlisku jego, ruchem tej machiny kiero-
wać powinien. Ubliżyłoby to honorowi Towarzystwa i Na-
rodu, którego cień przedstawia, gdyby, ściągnąwszy na się
wejrzenie całej uczonej publiczności, napełniwszy pogłoska
swej ustawy publiczne pisma, ogłosiwszy się przed rządem,
monarchami, przed Europą — powietrze, którem zrazu
tchnęło to Zgromadzenie — miało tchnienie mu na tern
miejscu ostatnie przyspieszyć, albo, przynajmniej trzech
lat niedorosłą młodość - w zgrzybiałą przemienić starość.
»Nie chciejmy więc, przezacni koledzy, być powodem
oszczerstwa imienia polskiego do utrzymywania, iż u nas—
wszelkie h zamysłów prędkim jest towarzy-
szem nudna tęsknota, że, podług onego żartu Hora-
cego, u nas amphora coepta est...
»Przeto, najusilniej upraszam Szanownych Kolegów,
aby przepisanych ustawą posiedzeń w czasie wyznaczonym
nie opuszczali i dwóch tych dni, albo raczej, kilku godzin
ofiarą, wywiązać się usiłowali tej Ojczyźnie, przez wydo-
skonalenie literatury narodowej i przyspieszenie wzrostu
ojczystych nauk!«
Na posiedzeniu zwyczajnem z listopada 1808 r. pod-
str 245
FUNDUSZE NA SŁOWNIK LINDEGO.
niesiono sprawę nieuczęszczających na posiedzenia Towa-
rzystwa kolegów. Tymi absenteistami byli: Grabowski,
Molski, Mostowski, Gagatkiewicz i Klokocki, Zapowiedziano
im następstwa ustawą przepisane, »a co do kolegów: Za-
charyaszewieza, Kuszla, Przybylskiego i Siarczyńskiego,
zgromadzenie, uważając częścią obojętny sposób, w jakim
oni przyjęli doniesienie o swym Wyborze i oddalenie ich
od miejsca posiedzeń Towarzystwa, postanowiło przenieść ich
z rzędu czynnych w poczet członków — przybranych«.
Ks. Franciszek Siarczyński.
Biskup Kossakowski, świeżo z Wiednia przybyły, do-
niósł o uczonych pracach Ossolińskiego, zajętego życiem
Zygmunta I. i notami rozprawy o Słowianach, złożył nadto
dar ofiarowany Towarzystwu przez hr. Szechenyi'ego, t. j.
katalog dzieł węgierskich, w trzech tomach, oraz ofiarę
Ossolińskiego, który wszelkie duplikaty dziel swego zbioru
przeznaczył dla biblioteki Towarzystwa. Doniósł wreszcie
o dalszych pracach przygotowawczych do wielkiego Sło-
wnika języka polskiego Lindego, którego wydanie »opóźnia
trud zebrania potrzebnych Funduszów«.
Zebrani rozdzielili między siebie »udzialy starań, do
załatwienia tej trudności« i zaakceptowali projekt Sołtyka,str 246
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY CZWARTY.
który radził, »by autor dzieło tak ważne przypisać zechciał
Najjaśniejszemu Imperatorowi Wszechrosyi, którego wspa-
niała opieka dosięga wszelkich przedsięwzięć, stosownych
do wzrostu i udoskonalenia języków słowiańskich«.
Biskup Kossakowski podjął się napisać do autora z za-
chętą, by przyjął te radę.
Powzięty poprzednio zamiar odesłania królowi pru-
skiemu oprawionych Roczników Towarzystwa odłożonym
Feliks hr. Łubieński.
został do czasu późniejszego, »gdyż to może być zręczną
porą przypomnienia prośby, o łaskawe udzielenie dyplomu«.
Wreszcie wyznaczono członków do zdania sprawy
o pismach, jakie na przyszłem posiedzeniu publicznem
Towarzystwa, wyznaczonem na 5 grudnia 1803 r, czyta-
nemu będą.
Na posiedzeniu nadzwyczajnem z dnia 5 listopada
zajmowano się przedstawieniem kandydatów w liczbie 10
na członków czynnych i 7 przybranych. Ballotowanie od-
byto w dniu 16 listopada i wybrano jedynie członków
czterech czynnych: Feliksa Potockiego, Bartłomieja
str 247
PROJEKT USTANOWIENIA ATENEUM.
Szuleckiego, Dra Bergonzoniego i Dziarkowskiego. Na przy-
branych zaś powołano: Cieciszewskiego biskupa łuckiego,
Jana Potockiego, Feliksa Łubieńskiego, Józefa Kossakow-
skiego, Antoniego Gliszczyńskiego, Narwoysza prof. mate-
matyki w akad. wileńskiej i Konstantego Tymienieckiego.
Uchwalono, że członkowie przybrani będą mieli
wszelkie prawa czynnych, w przekonaniu, »że każdy,
w uczuciach właściwych rodakowi, ojczystą sławę i rze-
telne dobro społeczne kochającemu, znajdzie naglące po-
wody dzielenia przyjętych obowiązków z tymi, z którymi
go wspólne równają prerogatywy«.
Na posiedzeniu zwyczajnem z dnia 2 grudnia biskup
wileński Kossakowski imieniem Czackiego zalecił jako kan-
dydata na członka przybranego Aleksandra hr. Chodkie-
wicza, zaś Antoni Gliszczyński — Dzieduszyckiego, pisarza
W. Ks. Lit., na członków zaś honorowych: EngestrOma,
ex-posla szwedzkiego i Castroma.
Członek Wiesiołowski zalecił rozwadze Towarzystwa
pracę Albertrandego: 0 starożytnych rzymskich zabytkach ze
zbioru Stanisława Augusta. »Pismo to — mówił — jest czę-
ścią nowego wcale i w języku naszym nieznanego jeszcze
dzieła; zamyka uwagi nowe i godne zastanowienia, odpo-
wiada w zupełności znanej autora biegłości w roztrząsaniu
trudności numizmatycznych i może sic przyczynie do roz-
krzewienia między rodakami ducha użytecznych w tej
materyi badań«.
Horodyski zdał sprawę o rzeczy Szaniawskiego, obej-
mującej zarys dziejów filozofii, od czasu upadku jej u Gre-
ków i Rzymian, aż do epoki odrodzenia nauk.
Ks. Kopczyński mówił o tłomaczeniu Dmochowskiego
listu Horacyusza do Florusa i »oddał winną spra-
wiedliwość tej pracy, »w której wszystko odpowiada sławie
tłómacza, nabytej już przez szczęśliwe tlómaczenia wzo-
rowych rymopisów«.
Prezydujący zdał sprawę o rozprawie biskupa Kossa-
kowskiego „O języku czeskim" i uznał tę pracę »jako wyko-str 248
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY CZWARTY.
naną pod przewodem serca, głęboko przeniknionego inte-
resem sławy ojczystej, a tem samem zdolną przyjemne
na słuchaczach sprawić wrażenie«.
Gliszczyński wniósł projekt »rozszerzenia zamiarów
Towarzystwa, przez założenie Ateneum, lub Liceum
na wzór zagranicznych tego rodzaju instytucyj, niemniej
obmyślenia środków pomnożenia poprawnych edycyj pisa-
rzów wzorowych i obniżenia ich ceny«. W końcu przed-
stawił konieczność ustanowienia pewnych i trwałych do-
chodów Towarzystwa, przez subskrypcye dobrowolne.
Posiedzenie zakończyło się przypomnieniem przez pre-
zydującego sprawy wyrabianego dyplomu i potrzebą prze-
słania instrukcyi do Berlina Alexandrowi Potockiemu.
Poparł ów wniosek Staszic i nadmienił, że sprawa
ta wymaga baczniejszej rozwagi.
str 249
ROZDZIAŁ XXV.
Posiedzenie publiczne Grudniowe 1803 r. Ukończenie Słownika Lindego. Albertrandi o tej
pomnikowej pracy. Zapowiedź prac braci Śniadeckich. Kossakowski o literaturze czeskiej.
Sympatye słowiańskie. Sprawa dyplomu. Wiadomości z Berlina. Zawiązek Biblioteki. Dar
Alexandra ks. Sapiehy. Kłopoty ustalenia siedziby Towarzystwa.
W dniu 5 grudnia 1803 r. odbyło się szóste z kolei
posiedzenie publiczne Towarzystwa. Zwracając się
do licznie zgromadzonego grona słuchaczy, złożonych, jak
to orzekł w zagajeniu swem X. Albertrandi, »ze szczątka
szanownego narodu, u którego, ojczystej chwały miłość
przytłumioną nie została; ze światłych ludzi, umiejących
poważać prace i usiłowania, do tak szlachetnego dążące
celu; z gorliwych obywatelów, zachęcających do podejmo-
wania pracy, której celem jest rozmnożenie światła; ze
współziomków, tchnących z nami jednem powietrzem, mó-
wiących jednym językiem, ożywionych jednąż chęcią«
z radością zapowiedział mówca ukończenie Słownika języka
polskiego Lindego, składającego się z ośmiu ogromnych to-
mów. »Dzieło to — mówił Albertrandi — język ojczysty,
od pierwszych, iż tak rzekę, atomów, z których się składa,
wyprowadzając, cały w powszechności ogarnia, od pałaców,
świątyń i gmachów, najpoważniejszych niegdyś prawodaw-
stwa i sadownictwa siedlisk, aż do rynku, roli i lepianek,str 250
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIĄTY.
gdzie w prostocie swojej język ten, niemniej, a częstokroć
bardziej, jest ojczystym. Autor, z kształtu i, że tak rzekę,
powierzchownej postawy tego języka, zapewnia pobratym-
stwo z innemi, od jednegoż szczepu słowiańskiego pocho-
dzącymi językami i cola go aż do równiny Sennar. Dzieło
więc takowe zabezpieczyć może na wieki egzysteneye ję-
zyka polskiego i dla tego, niewątpliwie, - zdaniem mówcy_
»publiczność, ujęta żądzą utrzymania całości i chwały tego
zabytku narodu« poprzeć usiłowań i pracy autora nie
omieszka.
Z kolei zapowiedział Prezes nowe wydanie Geo-
grafii matematyczno-fizycznej Jana Śniadec-
kiego, który jednocześnie pracuje nad ułożeniem zbioru
pieśni starodawnych ojczystych, oraz dwóch dziel Ina ta
jego, Jędrzeja: Teorya jestestw organicznych
i teorya zimna atmosferycznego, oraz wielu prac
pomniejszych innych autorów, bądź oryginalnych, bądź
tlómaczonych. Zakończył swą mowę Prezes zwrotem na
cześć wybierającego się podówczas do Ameryki Niemce-
wicza, który obiecał »kosztownemi rymotwórczego swego
pióra obesłać nas podarunkami, pióra onego, polnego wdzię-
ków, wspaniałości, mocy, powagi, żywości i dowcipu«.
Z kolei wstąpił na mównicę biskup Kossakowski
i odczytał piękną rozprawę o literaturze czeskiej
i związku języków słowiańskich. Miała ona, jak
na owe czasy, wysoce symptomatyczny charakter, jako
podnosząca, w wymownych i faktami popartych wyrazach,
nić solidarności, która winna łączyć naród polski, z in-
nemi narodami słowiańskimi, a przedewszystkiem - z na-
rodem czeskim, »który ma główną nauk, sztuk i umiejętno-
ści szkołę, gdzie trzy tysiące uczniów doskonali się w roz-
maitych umiejętnościach, gdzie księgarnie publiczne dla
licznego czytelnika codziennie są otwarte, naród, którego
wielu nauczycielów słynie dziś w stolicy państw a u-
stryackich, który ma dokładnie i rozsądnie napisami
kronikę, który umie cenić moc i piękność Iliady i w wła-
str 251
O LITERATURZE CZESKIEJ.
snym języku czyta Homera, którego rękodzieła w dosko-
nałości angielskim wyrównywają. Naród taki, który w dzie-
jach swoich od naszych przodków swój szczep i początek
wyprowadza z chlubą - głosił dalej z zapałem mówca —
którego większa część dziejów z naszeini jest wspólna, nad
którym przez czas niejaki panowali nasi ojcowie, któremu
największy dar niebios, zaprowadzenie do nas Chrześcijań-
stwa, a z niem pierwsze nauk światło winniśmy, naród,
którego pasterze w Polsce i Prusiech pierwsi wiarę chrze-
ścijańską opowiadali, od którego, przeniesione na nasz język,
pierwsze mamy śpiewy, majestat prawdziwego Boga wiel-
biące, którego mowa pobratymska ledwie w czem od na-
szej jest różna, naród ten, oświeceni mężowie, na szczegól-
niejszą uwagę waszą zasługuje!«
Misternem i politycznem było zakończenie mowy bi-
skupa Kossakowskiego. Zestawiając fakta odradzania się
nauk we wszystkich krajach słowiańskich, oddal hołd ce-
sarzowi Alexandrowi I, »Monarsze najpotężniejszych na
północy narodów słowiańskich, gruntującym powszechną
ich szczęśliwość na oświeceniu, na którego skinienie — da-
wne odradzają się, i większej nabywają świetności, nowe
powstają Akademie słowiańskie« a jednocześnie
napomkną! i 0 »Panująeym Słowianom nad Wisłą
i Odrą, który, Towarzystwo, pracujące około wydoskona-
lenia języka narodowego.... pod najwyższą swoją opiekę
przyjął łaskawie...«
Tego rodzaju stopniowanie w pochwałach nie musiało
być, obecnym na posiedzeniu delegatom rządowym pru-
skim, przyjemnem.
Wypełniły resztę posiedzenia publicznego rozprawy:
Kortuma o konduktorach, Szaniawskiego rzut oka
na dzieje filozofii, X. Poczobuta o dawności Zo-
dyaku w Egipcie i przekłady z Horacego, odczytane
przez F. Dmochowskiego.
Na następnem posiedzeniu nadzwyczajnem Towarzy-
stwa, odbytem dnia 11 grudnia 1803 r. głównie zajmowanostr 252
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIĄTY.
Ks. Marcin Odlanicki Poczobut.
się sprawą oczekiwanego dy-
plomu królewskiego, podno-
szona nieustannie przez Sta-
szica. — Niepokoił obecnych
brak wiadomości stanowczych
z Berlina, gdzie Alexander Po-
tocki bawił, szturmując bez-
owocnie do ministrów pru-
kich.
Posiedzenie d. 16 grudnia
1803 zaznaczyło się ważnym
Taktem ofiarowania na zawią-
zek przyszłej biblioteki Towa-
rzystwa pięknej kolckcyi rzad-
kich dzieł, w ilości czterech
tysięcy tomów. Ofiarodawcą był Alexander ks. Sapieha.
Dar uczynionym został pod warunkiem, że w razie roz-
wiązania Towarzystwa, książki zwrócone będą rodzinie
darującego.
Towarzystwo z wdzięcznością przyjęło »ów dowód
znakomitej dla interesu nauki szczodroty, której skutki
najodleglejszych sięgać będą pokoleń, a tern samem, dla
wspaniałomyślnego dawcy uwiecznią prawa wdzięczności
i rozrzewniającej pamiątki, w każdem dla sprawy ludzko-
ści oddychającem sercu«.
Wtedy dopiero po raz pierwszy odczutą została ko-
nieczność obmyślenia stałej dla Towarzystwa i jego przy-
szłych zbiorów siedziby, jak dotąd, czasowej. Lecz przed-
miot tak ważny, który dopiero później, dzięki ofiarności
Staszica, znalazł urzeczywistnienie, zmuszonem było To-
warzystwo odłożyć, do czasu pozyskania upragnionego kró-
lewskiego dyplomu. Nie tylko sprawa stałego locum dla
Towarzystwa, lecz i zabezpieczenie jego materyalnego bytu,
zaprzątały rozważne umysły członków; postanowiono za-
tem oczekiwać powrotu Sołtyka do Warszawy, by i tę
trudność, jak bądź, załatwić.
str 253
PROJEKTA STAŁEJ SIEDZIBY.
Członkowie: Potulicki i Gliszczyński podnieśli kwestyę
zwracania baczniejszej niż dotychczas uwagi na »prace
bezpośredniego pożytku dla społeczeństwa, przez które, To-
warzystwo mogłoby sobie zasłużyć na względy i poparcie
ze strony Rządu«. Do rzędu takich prac należałoby obmy-
ślenie środków usunięcia »najstraszniejszych dla gospodar-
stwa wiejskiego ciosów«, które, w postaci gąsiennic, ni-
szczą »najrozległejsze bory z nadspodziewaną szybkością*,
jakoteż szarańczy, » ściągającej na siebie baczność na-
turalistów«.
Zakończono rok 1803 przeglądem prac dotąd doko-
nanych, jak również poruszonych w ciągu tegoż roku, lecz
niezałatwionych, spraw literackich i naukowych.str 254
ROZDZIAŁ XXVI.
List Aleksandra Potockiego. Dyplomatyczne wybiegi pruskie. Rozczarowanie. Konkurs Kossa-
kowskiego. Zapowiedź pieśnioksiągu Woronicza. Rękopis Wielhorskiego. List Jędrzeja Śnia-
deckiego o teoryi jestestw organicznych. Reforma ustawy Towarzystwa. Linde na posiedze-
niu lutowem 1804. Jego krytyka stylu ustaw. Projekta Potockiego. Organizacya wewnętrzna.
O płodozmianie. Projekta Lindego co do miejsca posiedzeń Towarzystwa. Biblioteka Zału-
skich. Pałac Saski.
Początek roku 1804 przyniósł wreszcie jaką tuką w spra-
wie dyplomu królewskiego wiadomość. Nadszedł
z Berlina list od Potockiego, donoszący o odpowiedzi kon-
syliarza tajnego de Klevitza, udzielonej delegatowi w tej
sprawie. Minister zasłoniwszy się formułkami, nie uznał
Potockiego za dostatecznie wylegitymowanego do starań
i poradzi], po wyjednaniu od Towarzystwa pełnomocnictwa
wyraźnego, podać Najjaśniejszemu królowi notę.
Spostrzegło się Towarzystwo, że tego rodzaju wymi-
jająca odpowiedz jest tylko pozorem do odmowy i »wy-
miarkowało z niej, że względem treści żądań zaszło nie-
jakie nieporozumienie« skutkiem czego, postanowiło odpisać
Potockiemu, iż »nieupatruje pory do odstąpienia od pra-
wideł ostrożności, w instrukcyi mu udzielonej przed-
stawionych«. »Tymczasem, comite trudnić się będzie upa-
trywaniem środków, mogących pewniej zbliżyć skutek, tak
ważnej dla losu Towarzystwa negocyacyi«.
str 255
POSIEDZENIE STYCZNIOWE 1804.
Michał wyszkowski.
Wdalszym przebiegu rozpraw,
odczytano list biskupa Kossakow-
skiego, który uznawszy, że ofia-
rowana przez siebie kwota stu
dukatów dla autora dziejów
literatury polskiej jest
niepotrzebną, bo dziełem tem »za-
trudnia się mąż, dla którego,
oprócz wdzięczności i sławy, nie
można o żadnej innej myśleć na-
grodzie; zażądał, by kwota ofia-
rowana obróconą była na składkę
na rozpoczęcie druku Słowni-
ka języka polskiego Lin-
dego.
Ostatnie posiedzenie styczniowe 1804 zaznaczyło się
oświadczeniem Ks. Woronicza, iż obmyślił plan utworze-
nia Pieśnioksięgu narodowego, którego część obie-
cał przedstawić na posiedzeniu kwietniowem.
Jednocześnie uchwalono, by posiedzenia zwyczajne
odbywać odtąd w porze popołudniowej, w godzinach od
5 do 8.
Na posiedzeniu 3 lutego Feliks Potocki złożył rękopis
generała Wielhorskiego o fortylikacy i polowej, z za-
leceniem tej pracy, »jako obejmującej wiele wyrazów te-
chnicznych, do sztuki wojennej się odnoszących, a tem
samem mogących się przydać do wzbogacenia języka pol-
skiego«.
Zajmowano się w dalszym ciągu trudnościami, jakie
sprawa medalu konkursowego nastręcza, skutkiem braku
odpowiednich artystów i dlatego Stanisław Potocki radził
powierzyć tę robotę jakiemu sławnemu artyście wiedeń-
skiemu i zlecić wybór jego Lindemu.
Sprawę posiedzeń zwyczajnych Towarzystwa upo-
rządkowano w ten sposób, że odbywać się one miały na
str 256
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ. DWUDZIESTY SZÓSTY.
przyszłość dwa razy na miesiąc po 1. i po 15 w dni nie-
dzielne, o porannych godzinach.
Odczytano następnie ciekawy list Jędrzeja Śniadec-
kiego z Wilna, który nie zgodzi! się na wydanie swej
Teoryi jestestw organicznych, pod opieką To-
warzystwa przyjaciół nauk »bo to dzieło, jako zamyka
jące nową wcale i autorowi właściwą teoryę lekarskie
nauki, mogłoby otworzyć pole do uporczywych i gwałto-
Dr. Leopold Lafontaine
b. lekarz nadworny Stan. Anglista.
wnych sporów, na które nieprzyzwoitą byłoby rzeczą na-
rażać Towarzystwo«.
Wreszcie Szulecki zdawszy sprawę z przekładu Bro-
niea, dziejów francuskich Pawła Emiliusza
Weroneńczyka, naganił wybór dzieła, »które, napi-
sane zbyt zawiłym stylem, nosi cechę jawnej diu Włochów
stronności i nie może się przydać do prawdziwego oświe-
cenia rodaków naszych«.
Sprawa ustalenia redakćyi Ustawy Towarzystwa
żywo w owym czasie zajmowała członków i w tym celu
str 257
WARSZAWA PRUSKA
Krakowskie Przedmieście i kościół OO. Missyonarzy
Akwarella nieznanego artysty dworu Landgrafa Hessen Darmasztadzkiego
Ludwika X. z r. 1800 (z kollekcyi Mat. Bersohna).
17str 258
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY SZÓSTY.
wyznaczono oddzielne Comité do gorliwego zajęcia się prze-
jrzeniem wszystkich, przy zawiązaniu Towarzystwa przy-
jętych, zasad jego działalności. To też, gdy w lutym 1804 r.
Linde przybył do Warszawy, dla dopilnowania druku
swego Słownika i w jego obecności odbyło się posiedzenie
zwyczajne w d. 16 lutego; po rozdaniu członkom odezwy
z ogłoszeniem prenumeraty na to dzieło, przystąpił do
przedstawienia uwag nad reformą Ustaw Towarzystwa.
Rozpoczął od »nagany stylu « w jakim zredagowała dele-
gacya raport w tym przedmiocie i powstał przeciw »in-
nowacyom zagrażającym czystości języka i przeciw
obszerności raportu« radząc, by »w ustawach wykazane
były dwa jedyne środki osiągnięcia celu Towarzystwa, t. j.
praca i pieniądze«. Zapewnił »o chęciach Rządu,
przyjaznych utrzymaniu polskiego języka«, mówił o »po-
trzebie dawania pierwszeństwa pracom użytecznym,
przed pracami przyjemnemi«. Zalecił wreszcie wy-
bór generał majora Chlebowskiego i radcy kamery Fiszera
do grona członków Towarzystwa, jako ludzi życzliwych
pracom tegoż, wpływowych, i mogących wiele dobrego dla
rozwoju zgromadzenia uczynić.
Uwagi te przyjęto życzliwie, poczem Feliks Potocki
przedstawił projekt rozkładu prac Towarzystwa na klasy
i odczytaj rys przedwstępnych prac klasy I-ej, radząc,
»by skład tej klasy zatrudniał się przedwstępnym syste-
matem i na rozumie wspartym rozgałęziowaniem
umiejętności i nauk pod tę klasę podpadających, tudzież
wykładem dziejów każdej z nich, nareszcie opisem stanu,
w jakim się która u nas znajdują zapasów, jakie co do
niej posiadamy i niedostatków, którym zaradzić potrzeba«.
Do przygotowania takowych prac wezwał:
Co do umiejętności matematycznych i fizyko mate-
matycznych: Bystrzyckiego i Szuleckiego.
Co do chemii — Potulickiego.
Co do historyi naturalnej i mineralogii — Staszica
Co do botaniki i nauki lekarskiej — Dziarkowskiego.
str 259
O PŁODOZMIANIE.
Wniósł, aby Towarzystwo obmyśliło tymczasowie
»miejsce jakowe« na posiedzenia klasy pierwszej;
aby wyrobiło pozwolenie na pożyczanie książek z »biblio-
teki pokrólewskiej XX. Pijarów«, wreszcie, aby spisało ka-
talog tych książek.
Po nim, członek Horodyskipodał projekt przetłómacze-
nia na język polski Ustaw powszechnych cywil-
nych państw pruskich, w taki sposób, by klasa nauk
moralnych zajęła się obmyśleniem sposobu urzeczywi-
stnienia tego ważnego dla kraju zamiaru.
W końcu Albertrandi odczytał listy łacińskie, prze-
znaczone dla Józefa Voltiggi, z podziękowaniem za egzem-
plarz słownika języka illyryjskiego; dla hr.
Schechenyi, za katalog dzieł węgierskich i dla
uczonego Dobrowskiego, profesora w Pradze Czeskiej.
Wreszcie, z uwagi »nietylko na potrzebę nadania po-
siedzeniom postawy prawdziwie literackiej i ożywienia ich
przez światłe rozprawy, ale razem i na potrzebę rozsze-
rzania między rodakami historycznych wiadomości o po-
stępku nauk i umiejętności« odczytał prezes część swego
przekładu dzieła autora włoskiego Andresa »o począ-
tku, postępku i stanie niniejszej literatury«,
obiecując dalszy ciąg tej pracy na następnych posiedze-
niach, w nadziei, »że przykład ten, czytywania rozmaitych
wyjątków, naśladowany przez innych kolegów, zbliży bar-
dziej przyszłe posiedzenie do właściwego zamiaru — wza-
jemnego światła zamiany«.
Na posiedzeniu następnem z d. 18 marca 1804 usły-
szeli członkowie dalszy ciąg pracy Andresa, poczem Potu-
licki zdał sprawę z dzieła Dra Schlegela, wraz z przedmową
do przekładu dzieła »o płodozmianach, czyli nauce
ustanowienia porządku ziemiopłodów«.
Wreszcie Albertrandi zapowiedział dłuższą nieobe-
cność w kraju dotychczasowego sekretarza Towarzystwa
J. K. Szaniawskiego i potrzebę wyboru innego w jego
miejsce.
17*
str 260
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY SZÓSTY.
Na posiedzeniu 8 kwietniu 1804 przyjęto jednomyśl-
nie na członków: Antoniego Gliszczyńskiego i Radce ka-
mery Fischera, na godność sekretarza Towarzystwa powo-
łano Ludwika Osińskiego — z płacą dziesięciu dukatów
miesięcznie.
Z uwagi na spodziewany przyjazd króla pruskiego
do Warszawy, uchwalono wręczyć mu Ustawy Towa-
rzystwa.
Jerzy Christian Arnold
b. lekarz Stan. Augusta.
Posiedzenie 15 kwietnia 1804 zaznaczyło się protestem
Staszica przeciw nielegalnym wyborom dopełnionym na
sesyi upłynionej.
— »Nie chce przez to — mówił surowy przestrzegacz
legalności — uwłaczać zasługom obranych członków, ale
ostrzegam, jakie z takiego zaniedbania raz przyjętych
ustaw wyniknąć mogą skutki«.
W zastosowaniu się do tej przestrogi Prezes Alber-
trandi przyrzekł odtąd pilnować baczniej formalności wy-
str 261
BIBLIOTEKA ZAŁUSKICH.
boru i uprosił sekretarza o zdanie sprawy co do propono-
wanych nowych kandydatów: Chlebowskiego, Lafontaina
Arnolda, Wyszkowskiego i Znoska«.
Linde zakomunikował zebranym ważną wiadomość:
»że miejsce na posiedzenia prywatne Towarzystwa i na
jego bibliotekę może być obrane albo w Bibliotece da-
wnej Załuskich, lub w Saskim pałac u. Czeka
tylko na odpowiedź Rządu«.
Towarzystwo »mile przyjęło ten nowy dowód gorli-
wości kolegi Lindego o wspólne dobro« i uprosiło Stani-
sława Potockiego i Gutakowskiego, aby jak najdogodniejsze
obrali siedlisko.
Na posiedzeniu zwyczajnem z 20 kwietnia, prezydo-
wal Staszic w zastępstwie Albertrandego i pod jego kie-
runkiem odbyto kreskowanie na członków przybranych,
których zamianowano, w osobach: Lafontaina, Arnolda,
Jana Znoska profesora uniwersytetu wileńskiego i Michała
Wyszkowskiego.
Z uwagi na spodziewany przyjazd króla pruskiego
do Warszawy, postanowiono odbyć publiczne nadzwyczajne
posiedzenie, na którem, po zagajeniu Prezydującego, mieli
czytać rozprawy: Linde w języku niemieckim, Stanisław
Potocki zaś — w języku francuskim.
Poczem zajmowano się projektem urządzenia wy-
działów Towarzystwa.str 262
ROZDZIAŁ XXVII.
Prasa warszawska w roku 1804, wobec przewrotu dziejowego we Francyi. Cesarstwo Na-
poleońskie. Indyferentyzm Towarzystwa. Wiadomości z Krzemieńca. Rozprawa o bursztynie.
Staszic o rozprawie Potockiego o rolnictwie. Artysta berliński Loos. Utwory Bykowskiego.
Zastrzeżenie Staszica. L nde otrzymuje zapomogę na Słownik od Alexandra I. List króla
pruskiego do Lindego. Wiersz Felińskiego na czesc Czackiego. Posiedzenie Majowe 1804 r.
Prace nad reformą ustawy. List Wincentego hr. Krasińskiego. Jego projekt Dykcyonarza
historycznego. Oszczerstwa pisarzy francuskich o Polsce. List hr. Bathyanlego o historyi
Warszawy. Generał Chlebowski w sprawie dyplomu. Nowe wybory członków w r. 1804.
W trakcie tego, gdy w spokojnej stolicy Prus południo-
wych uczeni polscy zajmowali się kwestyami ode-
rwanemu, a społeczeństwo miejscowe, pod łaskawym na po-
zór, a groźnym w swoich celach, rządem pruskim, oswajało
się zwolna z nowym rzeczy porządkiem; podczas gdy prasa
warszawska, reprezentowana przez najstarszy organ, Ga-
zetę warszawską, podawała szczupłe wiadomości z gazet za-
granicznych, o wypadkach przygotowujących się we Fran-
cyi, które niezadługo odbić sie miały na losach Polski
i wprowadzić je na nowe zupełnie tory; podczas gdy w ar-
tykułach oryginalnych znajdowano wyłącznie wiadomości
o sztukach przedstawianych w teatrze, o balach na cele
dobroczynne, o łaskawości króla pruskiego, który — jak to
pisał podówczas Antoni Trębicki w Nrze 42 Gazety war-
szawskiej — »pragnie naśladować Fryderyka W. dziada
str 263
ROZPRAWA O BURSZTYNIE.
swego i używa dochodów publicznych na obronę, wspar-
cie, zagospodarowanie i ozdobę państw swoich«, jak rów-
nież o odwadze prof. Bourqueta, który gondolą balonu
»puszczał się nieszkodliwie w obłoki...« We Francyi ogło-
szonem zostało cesarstwo, Napoleon z dożywotniego kon-
sula został cesarzem dziedzicznym i gotował wojska swoje
do pochodu przeciw Austryi i Rosyi, do pochodu, który
miał się zakończyć Austerlitzkim pogromem.
Wierne swemu programowi, Towarzystwo przyjaciół
nauk, wiadomości wszelkie polityczne zostawiało na ubo-
czu, nic zajmowało się zupełnie wypadkami europejskimi
i w dalszym ciągu uprawiało w ciszy i skupieniu zajęcia
naukowe.
Dziennik jego posiedzeń majowych 1804 r., — z epoki
tej właśnie, która, brzemienna dziejowemi wypadkami, zmie-
nić miała niezadługo postać- świata, wciągnąć w orbitę wo-
jenną wszystkie europejskie państwa i wtrącić, oporne
dotąd koalicyjnym intrygom przeciw Francyi, państwo
pruskie, w wir wojenny, doprowadzić je wreszcie do osta-
tecznego upadku i rozprzężenia i sprowadzić na bruk war-
szawski zastępy wojsk rosyjskich, dążące na pomoc Au-
stryi — dziennik ów, nie zawiera w sobie ani jednej no-
tatki, stojącej w związku z owemi dziejowemi katakli-
zmami...
Na posiedzeniu zwyczajnem 6 maja 1804 r. zastępca
prezesa, Staszic, przedstawił członkom nadesłane przez
Czackiego » urządzenie gimnazyum wołyńskie-
go«, którego obecni z wielkiem wysłuchali zajęciem.
Posiedzenie 19 maja 1804 r. rozpoczęło się od zdania
sprawy Bystrzyckiego o rozprawie Potulickiego »obur-
sztynie, jego osobliwszych własnościach, spo-
sobie dobywania z ziemi i rozkładzie jego
chemicznym«. Zażądał referent od autora uzupełnienia
tej pracy, wykazaniem: »jaka jest własność soli lotnej,
oleju, tudzież cieczy kwaskowej, dobywającej się z bur-str 264
CZEŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY SIÓDMY.
sztynu? Czy nie jest w miejscowościach, gdzie bursztyn
się znajduje, woda słona, lub kamienie słone? Czy są jakie
znaki, z których można sądzić o znajdowaniu się w ja-
kiem miejscu bursztynu? Czyli bursztyn zawsze jest po-
wleczony ziemia, lub inną istotą szczególną? Czyli kopalny
bursztyn niczem się nie różni od zbieranego nad brzegiem
morza? Czyli kolor jego żółty nie odmienia się w biały,
przez działanie promieni światła?«
Alexander hr. Potocki.
Staszic przedstawił sprawozdanie z rozprawy Ale-
xandra Potockiego o rolnictwie. Rozebrawszy treść
dyssertacyi, oddal sprawiedliwość »pracy, biegłości i wy-
mowie autora, z jakiemi przedstawił wzrost rolnictwa, od
pierwszych jego początków, zbijając zarzuty cudzoziem-
ców, o mniemanem niewolnictwie włościan polskich«. Przed-
stawił następnie »trzy gatunki ludzi, w kraju naszym tru-
dniących się rolnictwem: włościan, dzierżawców i właści-
cieli, kładąc za przyczynę niepostępowania rolnictwa u wło-
ścian, ich nieoświecenie, u dzierżawców — zwyczaj trzech-
letni ich kontraktów, czas zbyt krótki do robienia nakła-
str 265
ARTYSTA BERLIŃSKI LOOS.
dów, z których korzyści daleko później się zwracają«. Wy-
nurzył »uwielbienie ustaw, tyczących się szkoły rolniczej,
przepisanej w Uniwersytecie wileńskim i zachęcił naostatku
młodzież, do zatrudniania się tak ważnym przedmiotem«.
W końcu zaopiniował referent, iż dzieło to, tak ze
wszech miar ważne, zasługuje na publiczne odczytanie.
Poczem Fr. Dmochowski zdał sprawę z pisma bisk.
Kossakowskiego, na cześć zmarłego X. Pilchowskiego, nadto
z pochwały Sołtyka, napisanej na cześć zmarłego X. Her-
mana Osińskiego, wreszcie z wiersza Ludwika Osińskiego
o dobroczynności.
Linde przedstawił odpowiedź artysty berlińskiego,
P. Loos, w której tenże przysłał wzór medalu i jego cenę,
przyczem ostrzegł, »że gdyby Towarzystwo chciało wziąć
stempel do siebie, mógłby być zepsuty, przez niedoskona-
łość wybijającego«. Model z małą zmianą przyjęto.
Wreszcie Prezes przedstawił list p. Bykowskiego, po-
rucznika wojsk rosyjskich, z nadesłaną tragedyą tegoż:
Belizaryusz i dwiema komedyami wierszem. Postano-
wiono podziękować autorowi, lecz powtórzyć to, co już raz
do niego pisano: »że Towarzystwo, dla słusznych przyczyn,
wymawia się od rozstrząsania dziel tego rodzaju«. Zako-
munikowano również list p. Żychlińskiego, członka Towa-
rzystwa ekonomicznego w Międzychodzie, dystrykcie Mię-
dzyrzeckim, w którym tenże żądał, »aby oba Towarzystwa
mogły sobie wzajemnie udzielać pism, tyczących się rol-
nictwa«.
Na to odezwał się Staszic: »Zamiary tego Towarzy-
stwa są chwalebne, ale gdy tylko w jednej ekonomii do
naszego celu zmierza, więc wydział nie widzi, aby te dwa
Towarzystwa mogły mieć inszy między sobą związek, jak
tylko — wzajemne udzielanie sobie pism, tyczących jedynie
rolnictwa«.
Już w owej epoce promienie działalności młodego To-
warzystwa zaczęły przenikać do odleglejszych krain i na
dawać pracom jego członków znamię trwalsze.
str 266
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY SIÓDMY.
Pomnikowe dzieło, przygotowane do druku przez Lin-
dego, znalazło uznanie nie tylko w społeczeństwie, lecz
w sferach najwyższych.
W zastosowaniu się do rady kolegów, przesiał Linde
prospekt swego dzida cesarzowi Alexandrowi I i otrzymał
od tego monarchy 500 dukatów na jego druk.
Wobec tego nie mógł i Fryderyk Wilhelm pominąć
sposobności do okazania swoich względów autorowi.
W dniu 13 maja 1804 r. przesłał król Lindenau list
następującej osnowy:
»Wielce uczony, kochany i wierny! Przedsięwzięcie
wydania od was Słownika polskiego, podług planu pod d.
30 z. m. mnie przełożonego, uważam za zaszczyt tak pe-
łen zasługi, że z swojej strony chętnie przyłożyć się chce
do jego wsparcia. Zatem, jeszcze pod dzisiejszą datą zleci-
łem ministrom stanu v. Voss, wielkiemu kanclerzowi de
Goldbeck, baronowi de Schroetter i de Massów, aby kra-
jowe kolegia Prus wschodnich, zachodnich, południowych
i nowo wschodnich wyższe szkoły, które dzieła tego z po-
żytkiem używać mogą, tudzież tajny najwyższy Trybunał,
na to dzieło prenumerowały. Z czego pomiarkować może-
cie, jak pochwalam w tej pracy uczoną pilność waszą.
Wasz łaskawy Król. Fryderyk Wilhelm. Z Potsdamu 16
maja 1804«.
Zwracały się serca współziomków wobec takich do-
wodów uznania dla członków uczonego grona i do tych,
którzy pierwsi starań do utrwalenia bytu Towarzystwa
przyłożyli i promienie jego działalności do najdalszych
krańców dawnej Rzplitej rozszerzali.
Alojzy Feliński wyśpiewał na cześć Czackiego wspa-
niały dytyramb, w którym, mówiąc o zasługach tego męża,
między innemi pisał:
»Żal po stracie ojczyzny pragnąc w nas ukoić,
Tyś chciał miłością światła dawnych ziomków spoić.
I oddając hold cnocie, zasłudze, naukom,
Sławę i język ojców późnym przesłać wnukom.
str 267
ROCZNIKI TOWARZYSTWA.
Wydarłszy cieniom nocy pism krajowych szczątki,
Tyś drogie dziejów Polski zachował pamiątki,
Sam zyskałeś z uczonych prac szacunek trwały
I szlachetnieś do cudzej przyłożył sie chwały.
Znanych ze światła ziomków tyś zebrał w Warszawie
I mających żyć sobie — powróciłeś sławie.
Tyś ich wyszukał, zagrzał, ośmielił, skojarzył,
W możnycheś wmówił hojność, potrzebnych obdarzył.
Tobie winno uczonych grono towarzyszy
Że czyta Śniadeckiego, Potockiego słyszy.
Rodactwa i przyjaźni związani łańcuchem,
Wszyscy cel macie jeden, - jednym tchniecie duchem«.
Wspominając o tych dowodach uznania dla prac To-
warzystwa Prezes Albertrandi, na posiedzeniu publicznem
z dnia 24 maja 1804 r., n XX. Pijarów odbytem, zapowie-
dział szereg dzieł, przygotowanych przez członków; wspom-
niał o Słowniku Lindego, o Teoryi jestestw or-
ganicznych Jędrzeja Śniadeckiego i o błogich owocach
dotychczasowej działalności uczonego grona.
Pamięci X. Pijara Osińskiego i Prof. Pilchowskiego
poświęcone były mowy Sołtyka i biskupa Kossakowskiego.
Poezem odczytano rozprawy o rolnictwie Alex. Potoc-
kiego i Prawidła etymologii Lindego; posiedzenie
zakończyła poezya — wiersz o Dobroczyności, Osiń-
skiego.
Na posiedzeniu zwyczajnemi d. 30 maja 1804 r. zło-
żono przygotowany przez Comité projekt reform ustawy;
naradzano się nad treścią przyszłych tomów Rocznika
Towarzystwa, zalecono członkom: Potockiemu, Sołty-
kowi i Kortumowi staranie, o urządzenie kasy Towarzy-
stwa, Lindemu zaś i Staszicowi, obowiązek wyboru sie-
dziby dla posiedzeń zgromadzenia. Uchwalono nadto, że
»Prezydujący mocen będzie dawać świadectwa członkom,
wyjeżdżającym w celu odprawiania podróży literackich*
i że w czasie przerwy letniej, członkowie: Albertrandi,
Prażmowski, Staszic, Linde, Dmochowski i Osiński, skła-
dać będą komitet do spraw Towarzystwa. (Po raz pier-str 268
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY SIÓDMY
wszy zmienionym tu został, niewątpliwie z porady Lindego,
francuski termin comité, na bardziej umiejscowiony — »ko-
mitet«, który też odtąd w sprawozdaniach Towarzystwa
występuje stale).
Na następnych posiedzeniach czerwcowych zajmo-
wano się przeważnie sprawą reformy ustaw, terminów
posiedzeń i organizacyą wydziałów. Ustawę zobowiązał
się Linde przełożyć na język niemiecki i zaproponował
Wincenty hr. Krasiński.
ułożenie listu do króla pruskiego, przy załączeniu opra-
wnych tomów Roczników, wręczyć się mających monarsze
za bytnością tegoż w Warszawie.
Na posiedzeniu 19 lipca 1804 r. odczytano list Win-
centego hr. Krasińskiego, wystosowany do Towarzystwa
z Wrocławia, pod datą 19 czerwca, w którym tenże de-
klarował sic złożyć sto dukatów, na medal dla autora naj-
lepszego »dykcyonarza historyczno-geograficznego wszyst-
kich miast i wsiów polskich, z opisem dawnych założycieli,
późniejszych właścicieli, oraz z wyszczególnieniem miejsc
str 269
OSZCZERSTWA PISARZÓW FRANCUSKICH.
sławnych znakomitemi zdarzeniami w dziejach ojczystych«.
Towarzystwo postanowiło wynurzyć ofiarodawcy podzię-
kowanie, oraz »wystawić, iż rzecz tak obszerna, mogłaby
raczej powierzoną zostać kilku, wspólnie pracującym oso-
bom, niż być podaną do ubiegania się o nadgrodę«.
Po dwumiesięcznej przerwie, w d. 25 września 1804
r. odbyło się poferyjne posiedzenie, na którem sekretarz
zawiadomił, iż dotąd nadesłano tylko jedne rozprawę kon-
kursową o morowem powietrzu, skutkiem czego, nie
mogąc przystąpić do jej osądzenia, postanowiono pozosta-
wić ją zapieczętowaną »do roku« i ponowić ogłoszenie
o konkursie.
Odczytano następnie list niejakiego p. Józefa Węgier-
skiego z Warszawy, donoszący Towarzystwu, iż pewien
Francuz, pragnąc odpowiedzieć na potwarcze pisma o Pol-
sce, panów Mehee i Villars, żąda, aby mu nadesłano ob-
jaśnienie na następujące pytania:
»Jakie było rolnictwo w Polsce w XV i XVII wieku?
Jaki był handel w tym czasie, z jakich krajów i miast
i jaka produkcya? Jakich produktów wtenczas było naj-
więcej w Polsce? Jacy autorowie pisali o ekonomii i któ-
rzy w nich celowali? Jaka mogła być cena zboża?«
Żądał korespondent, by Towarzystwo odpowiedzi owTe
opracowało, na co prof. Szulecki oświadczył, iż dzieło Czac-
kiego (»O litewskich i polskich prawach«) mogłoby dostar-
czyć należytego do odpowiedzi materyału.
Następnie odczytano list grafa Bathyaniego z Budy,
pisany 1 maja do Towarzystwa, żądający od tegoż obja-
śnień w przedmiocie » założenia i wzrostu War-
szawy, znaczniejszych zdarzeń, znakomi-
tych budowli, gmachów publicznych, ręko-
dzieł i handlu«.
Wreszcie odczytano list Lacha Szyrmy, w którym
tenże ofiarował Towarzystwu rękopis swego przekładu
książki: »Erast, przyjaciel młodości«.
Na posiedzeniu d. 7 października 1804 jenerał Chle-str270
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY SIÓDMY.
Karol Diehl
superintendent zboru ewang. reformow.
bowski, podjął się starań o
jednanie od króla dyplomu
dla Towarzystwa i w tym
celu deklarował imieniem
tegoż napisać list do króla,
do ministra Vossa, do Kle-
vitza i Beyma. Ofiarował
się także dołożyć i starań
»względem miejsca na bi-
bliotekę Towarzystwa« i
prosił o egzemplarz ustaw,
celem przedstawienia go
Kohlerowi, gubernatorowi
Warszawy.
Odczytano następnie list
hr. Ossolińskiego z Wiednia,
donoszący o ukończeniu roz-
prawy o Słowiaianach, lecz nadmieniający jednocześnie,
»że prześle ją na ręce Prezydującego nie wprzód, aż
otrzyma w Rządzie cenzurę, której trudność
może być przyczyną znacznego opóźnienia«.
Na posiedzeniu 21 października 1804 r. wyznaczono
członków do zdania sprawy o pismach, przeznaczonych
na posiedzenie publiczne, poczem jen. Chlebowski przed-
stawił kopie Listów, napisanych imieniem Towarzystwa
w sprawie dyplomu, za co mu szczerze podziękowano.
Na wniosek Lindego uchwalono egzemplarze Ro-
cznika przesłać redaktorom gazety literackiej w Get-
tyndze, Halli i Jenie, poczem prezydujący ostrzegł człon-
ków niebywających aa posiedzeniach, o następstwach ich
absenteizmu, szczególniej zaś zalecił Osińskiemu, by oso-
biście w tej mierze rozmówił się z opornym Molskim...
Na kandydatów honorowych przedstawiono: Te-
teckiego, Bathyaniego, Scheheny'ego.
Na czynnych, z pomiędzy przybranych: jen. Chle- ,
bowskiego, Lafontaina i Arnolda. Na przybranych:
str 271
HISTORYA POLSKA ALBERTRANDEGO.
Wawrzyniec Engestrom
b. poseł szwedzki,
Członek Tow. przyjaciół nauk.
Diehla, Filipeckiego, X. Bohu-
sza, PotkańskiegO, hr. Krasiń-
skiego, Kuszla, Łęskiego, Sie-
rakowskiego, jen. Adama Rze-
wuskiego i Al. Chodkiewicza.
Wszyscy oni przeszli na
posiedzeniu w y bo ro w e m
w d. 4 listopada 1804 r.
W dniu 11 listopada na po-
siedzeniu zwyczajnem złożył
sekretarz list prof. Czecha
z Krakowa, donoszący, »że
papiery na ręce jego powie-
rzone od koll. Józefa Kossa-
kowskiego, dla obawy ścisłej
rewizyi na komorze cesarskiej,
przymuszony został na przewozie zatopić«.
Jakiego to rodzaju »powierzone« a kompromitujące
papiery były? nie wiadomo. Prawdopodobnie była to roz-
prawa o literaturze czeskiej, w tak gorący, jak wiemy,
sposób, podnosząca zasadę solidarności słowiańskiej i po-
mijająca milczeniem zasługi rządu ówczesnego austriac-
kiego, około krzewienia oświaty narodowej.
Fr. Dmochowski zdał sprawę z dzieła Albertrandego,
przeznaczonego na odczytanie podczas posiedzenia publi-
cznego, a obejmującego: Historyę Polski, objaśnioną
medalami z czasów Zygmunta Starego, Zygmunta
Augusta, Stefana Batorego i Henryka Walezego.
»W sposobie wykonania dzieła — opiniował referent —
chwalić należy sprawiedliwie głęboką naukę, wyborną kry-
tykę, styl poważny — wszystko, przymioty, które uwielbia
Towarzystwo w swoim naczelniku, a zdanie jego potwier-
dza publiczność«.
Sekretarz Osiński złożył raport o rozprawie jenerała
Chlebowskiego: »o dobroczynnym wpływie nauk
na sztukę wojskową«.str 272
CZĘŚĆ III. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY SIÓDMY.
»Autor — sądził Osiński — daje w swej pracy wy-
sokie wyobrażenie o wojownikach; okazuje, że nie dosyć
jest na mocy ciała zręczności i nieustraszonej odwagi,
ale potrzeba nadto głębokiego wielu umiejętności poznania
i serca cnotliwego; tamte, aby czynnościami jego kiero-
wały, to, aby mu nadawało krew zimną wśród niebezpie-
czeństw i obojętność na śmierć. Postać, pod którą wysta-
wia tegoczesne wojny, dowodzi, ile wszystkich
stanów obywateli wr spoiny interes w i ą L e do
pomyślności wojska...«
X. Woronicz zdał sprawę z rozprawy Kopczyńskiego:
o duchu języka polskiego.
»Uwagi te — mówił kapłan - poeta — przedstawiają
owoc wieloletnich prac autora i godne są być obecnemi
zawsze przed oczyma tych wszystkich, którzy jakiegokol-
wiek języka gramatyki pisać będą. Ponieważ wstęp ten
jest tylko przygotowaniem do dzieła, przez tyle wieków
w narodzie naszym czekanego, t. j. do gramatyki praw-
dziwej i dokładnej języka naszego, wnoszę przeto, by zgro-
madzenie na ten ważny przedmiot nieobojętną uwagę zwró-
ciło i aby z grona swrego kilka osób, inną pracą nie zaję-
tych, do przygotowania pierwszego rysu tego dzieła we-
zwało i do wspólnej pracy z X. Kopczyńskim, dawnym
autorem tego przedsięwzięcia, zobowiązało«.
Wreszcie Dmochowski zalecił do publicznego odczy-
nia przekład kłótni Ajaxa z Ulisesem, z przemian
Owidyusza, przez Osińskiego dokonany.
Według powyższego programu odbyło się posiedzenie
publiczne w dniu 16 listopada 1804 r.
str 273
CZĘŚĆ CZWARTAstr 275
ROZDZIAŁ XXVIII.
List króla pruskiego do Albertrandego. Uprawnienie bytu Towarzystwa. Generał Chlebowski
Patenta dla członków. Działy Towarzystwa: matematyczny, filozoficzny i literacki. Absentei-
ści. Rygory przeciw nim. Prof. Kaulfuss o duchu jeżyka polskiego. Ponowny wybór Alber-
trandego. List Al. Chodkiewicza. Prenumerata pism. Stan funduszów Towarzystwa. Temat
konkursowy anonyma o reformie Lutra. Zapowiedz przyjazdu Czackiego do Warszawy.
Przygotowania do wyborów. Opinie o nowych kandydatach. Przyjazd Czackiego do Warszawy.
Jego nowe prace. Wybory. Dykcyonarz historyczny projektu hr. Krasińskiego.
Posiedzenie zwyczajne z dnia 2 grudnia 1804 r. za-
kończyło się doniosłym w następstwa dla bytu
Towarzystwa taktem. Nadszedł wreszcie od dawna już
oczekiwany, z takim trudem wyjednywany, list króla Fry-
deryka Wilhelma III do Prezesa Albertandego, w .sprawie
urzędowej sankcyi bytu Towarzystwa. Wprawdzie nie za-
dowolnił mi, i zadowolnić nie mógł, aspiracyi uczonego
grona, pragnącego usłyszeć nie zręczne, a omijające zasa-
dniczy cel jego starań, frazesy; w każdym jednak razie,
był to pierwszy poważniejszy krok naprzód uczyniony,
gdyż, oprócz zapewnionej już poprzednio opieki królew-
sko-pruskiej nad pracami Towarzystwa, stanowił widomy
siad, wobec władz miejscowych, że Towarzystwo, przyjaciół
nauk stanowi uprawnioną, choć nie dyplomowaną
przez Rząd, instytucyę, i że ona, jako taka, swobodniej na
przyszłość będzie się mogła rozwijać.
18*str 276
CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY ÓSMY.
Dokument ów, w języku polskim, niezdarnie,
jak wszystkie z owej epoki pochodzące pisma urzędowe,
zredagowany, brzmiał jak następuje:
»Wielebny, uprzejmie miły, wierny! Wyczytawszy
z prawdziwem ukontentowaniem z listu Waszego z dnia
22 przeszłego miesiąca, jak czynnie założone w Warsza-
wie, pod przewodem Waszym, Towarzystwo przyja-
ciół nauk stara się przykładać do przyzwoitego onych
poloru, nie mogę nie oświadczyć Wam i Instytutowi sa-
memu, względem tych chwalebnych usiłowań, zupełnego
upodobania mego. Takowe powszechne użytki Towarzystwa,
które, środki trwałości swojej — w sobie samem za-
wiera, nie zdają mi się jednak potrzebować
żądanego osobnego patentu, tern bardziej, iż
przeciwko przyjętym przezeń ustawom n i c doz w a ż e-
11 i a nie znajduję. Jestem Waszym łaskawym królem«.
„W Potsdamie, 5 listopada 1804. Fryderyk Wilhelm".
Wysłuchało z uszanowaniem grono członków osnowy
pomienionej odezwy i postanowiło uprosić Generała Chle-
bowskiego, którego wpływom i staraniom ów względnie
pomyślny zawdzięczało rezultat, aby przyniósł na nastę-
pne posiedzenie projekt odpowiedzi dziękczynnej dla króla,
w języku niemieckim skreślony, wraz z projektami listu
do Departamentu, za którego pośrednictwem list miał być
królowi przesłany. Jednocześnie postanowiono kopię listu
królewskiego przesłać Gubernatorowi warszawskiemu, v.
Kohlerowi i Prezesowi kamery warszawskiej, z Ustawami
Towarzystwa.
Uchwalono nadto, iżby Ustawy te wydrukować w ję-
zykach: polskim i niemieckim, z przydaniem listy imien-
nej członków, w porządku alfabetycznym.
Wreszcie postanowiono ułożyć patenta dla członków,
wydrukowane w języku polskim i łacińskim, z podpisem
prezydującego i sekretarza, oraz pieczęcią Towarzystwa,
zrobioną na wzór medalu, z napisem: »Towarzystwo
przyjaciół nauk«.
str 277
UKONSTYTUOWANIE SIĘ DZIAŁÓW.
Od chwili otrzymania listu królewskiego, Towarzystwo
uczuło potrzebę zdwojenia energii swoich prac i rozdziału
ich między sekcye.
Zaprojektowano na posiedzeniu z 16 grudnia 1804
zorganizowanie owych działów na trzy odrębne grupy:
nuuk matematycznych, filozoficznych i lite-
rackich. Każdy dział, pod przewodnictwem swego pre-
zydującego, miał się odtąd zbierać peryodycznie na sesyach
prywatnych i rezultaty swoich prac przedstawiać na se-
syach centralnych.
Dział matematyczny miał się zbierać w mieszkaniu
gen. Chlebowskiego, filozoficzny u Bergonzoniego, a lite-
racki u Albertrandego.
Po takiem ukonstytuowaniu się działów, Aleksander
Potocki wniósł, by wykreślić z listy członków honorowych
te osoby, które żadnej na nominacyę swoją nie dały odpo-
wiedzi. Do nich należeli: minister Dzierżawili i historyk
Karanizin. Sekretarz Osiński oświadczył, że pisał już w tym
przedmiocie do Czackiego, i że, w razie nieotrzymania od-
powiedzi zadawalniającej, nastąpi opuszczenie nazwisk
owych honorowych członków, w wykazie do druku zapro-
jektowanym.
Z innych przedmiotów na tej sesyi poruszonych wy-
mienić należy list Dra Kaulfussa, nauczyciela gimnazyum
poznańskiego, w którym tenże oświadczył, iż pragnąc spro-
stować opaczne zdania cudzoziemców o języku i literaturze
polskiej, napisał książkę w języku niemieckim, o d u c h u
języka polskiego, i że to dzieło ofiaruje Towa-
rzystwu.
Z początkiem roku 1805 upłynęła czteroletnia ka-
dencya urzędowania Prezesa Albertrandego. Na sesyi z d.
20 stycznia, odczytał on wyczerpujące sprawozdanie z prze-
biegu dotychczasowych działań Towarzystwa, poczynając
od 16 listopada 1800 roku i w końcu prosił: o przystąpie-
nie do kreskowania na urząd Prezydującego na następne
czterolecie.str 278
CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY ÓSMY.
Zgromadzeni członkowie wynurzywszy podziękowanie
Prezesowi za jego trudy, przystąpili do przedstawienia
kandydatów do godności prezydującego, w osobach: Stani-
sława Potockiego, biskupa Albertrandego i .Stanisława Sta-
szica. Członkowie: Kopczyński, Soltyk i Stan. Potocki wy-
mów iii się od »kandydacyi« i, po dopełnionem kreskowaniu,
znaczna większością biskup Albertrandy ponownie w tej
godności utrzymanym został.
Przystąpiono następnie do porządku dziennego i od-
czytano list Aleksandra hr. Chodkiewicza z podziękowa-
niem za wybór do grona członków i z zapowiedzią nade-
słania rozprawy o Ciepłomierzu powietrznym
i przekładu dzieła Barruela: Physique réduite en tableaux
raisonnes; nadto list Dra med. Ryszkowskiego z Krakowa,
z załączeniem Kalendarza astronomiczno-astro-
logicznego na rok 1805, z tablicami obserwacyj mete-
reologicznych, według stopni termometru, barometru i ane-
nometru i biegu ośmiu planet na tenże rok.
Członkowie działu matematycznego złożyli oświadcze-
nie, iż z powodu małej liczby członków, pragną połączyć
się z działem filozoficznym, «tembardziej, że przed-
mioty prac jego mogą być pogodzone z pracami tego
ostatniego działu«.
Wniosek ów przyjęto, z zastrzeżeniem, że, o ile liczba
członków działu matematycznego z czasem się powiększy,
bodzie można powrócić do pierwotnego rozdziału.
Na posiedzeniu zwyczajnem z d. 3 lutego 1805 r.
Sekretarz zdał sprawę z posiedzenia prywatnego połączo-
nych działów 1 i 2, oraz z prac działu 3. Ten ostatni
wynurzył życzenie posiadania pism peryodycznych. Nie-
które z nich ofiarowali członkowie. Dmochowski przedstawił
potrzebę zaprenumerowania: Décade philosophique i Biblio-
theque britannique, Sołtyk zaś: Les archives littéraires i Les
annales des arts et de métiers. Prócz tego zaproponowano
prenumeratę: Sławenki, Allgemeine Jennaische Literatur-Zei-
tung, Nouvel esprit des journaux.
str 279
STAN FUNDUSZÓW TOWARZYSTWA.
Dział filozoficzny zastrzegł również dla siebie pisma
potrzebne, które wyszczególnić miał następnie. Pisma miały
być komunikowane sobie wzajemnie po ich przeczytaniu,
z warunkiem, że jeśli coś godnego uwagi w nich się znaj-
dzie, to o tern sprawozdawca składać będzie raport na
posiedzeniu centralnem.
Delegowani do sprawozdania ze stanu funduszów To-
warzystwa: St. Potocki, Sołtyk i Dmochowski przedstawili:
że pozostałość z roku 1803 czyniła 2453 złotych pols. 24
gr. Przybyło do końca roku 1803 — 2459 zł. Razem było
funduszu 4912 złp. 24 gr. Wydatki w r. 1803 uczyniły
2661 zł. 4 gr.
Zostało na rok 1804 ..... złp. 2251 gr. 20
Przychód w roku 1804 . . . _»_5578 »
Razem było . . zip. 7829 gr. 16
Wydano w roku 1804 . . . . » 4743 » —
Pozostało na rok 1805 .... złp. 3086 gr. 16
Odczytano wreszcie projekt nadzoru nad dochodami
i wydatkami, z nadmienieniem, iż większe wydatki czy-
nione będą z upoważnienia Towarzystwa, pomniejsze —
z asygnacyj Prezydującego.
Na posiedzeniu zwyczajnem z d. 3 marca 1805 r.
doniósł Prezes, iż pewna osoba »tająca swe imię» ofiaro-
wała dukatów 60 na medal za napisanie najlepszej roz-
prawy na temat: »Jaki wpływ miała reformacya Lutra
do stanu politycznego w Polszczę i postępku oświecenia
narodowego?« Do ułożenia programu owego konkursu
wyznaczeni: Prażmowski i Szuleeki.
Gutakowski złożył pismo jeometry Nowickiego z pro-
spektem dzieła: Jeometrya praktyczna uwie-
czniona. Łęski zdał sprawę z pisma Potulickiego »O uży-
tkach z machiny taranu hydraulicznego«
W końcu uchwalono »by imiona członków Towa-
rzystwa drukowane były bez przydawania dawnych ty-
tułów...«str 280
CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY ÓSMY.
Posiedzenie 28 kwietnia 1804 rozpoczęło się od za-
powiedzi rychłego przyjazdu do Warszawy Czackiego.
Zgromadzenie wiadomość tę z wielkiem przyjęło ukonten-
towaniem »iż kolega Czacki podać ma pod zdanie jego pisma
swoje, opracowane w rozmaitych przedmiotach, aby między
niemi uczyniono wybór, dla czytania na posiedzeniu pu-
blicznem«.
Wincenty Krasiński w zabranym glosie wyraził »czułe
podziękowanie Towarzystwu za swój wybór na członka«.
Mowę jego polecono złożyć w sekretaryacie.
Z przedmiotów literackich i naukowych poruszono
sprawę przekładu Danta: Boskiej komedyi przez
Wigurę. Albertrandi oświadczył wnioskodawcy Wiesiołow-
skiemu »iż mówił z tłómaczem w tej mierze i przekonał
się, że praca jego nie dosyć ma w sobie pożytku, aby
wzbogacić mogła literaturę polską, na czem też tlómacz
poprzestał«.
Krusiński zdał sprawę z pracy Kortuma «o kamie-
niach z powietrzokręgu spadających« i obja-
śnił, że rozbiór chemiczny kamieni, przed kilkunastoma
laty spadłych z wysokości na Ukrainie, był autorowi przed-
miotem do napisania tej rozprawy«.
Przystąpiono z kolei do wyrażenia opinii o nowych
kandydatach na członków Towarzystwa, na jednem z po-
przednich posiedzeń zaprojektowanych.
Prezydujący, w swojem i kolegów imieniu, przemówił za
Lafontainem, Łęskim i Arnoldem »których zasługi w świe-
cie uczonym znajome są całemu Towarzystwie i wniósł
o przeniesienie ich z klasy przybranych do czynnych.
Bergonzoni podał do takiegoż awansu Wincentego lir.
Krasińskiego »lecz ten sam zażądał, by wnioskodawca
cofnął na teraz swoje wniesienie*.
Wiesiołowski przytoczył zasługi Szeflera »jako bie-
głego naturalisty i posiadacza zbioru pism o ziemiopłodach
polskich i stosownego do tego gabinetu«. Wniósł o powo-
łanie go jako członka przybranego.
str 281
WYBORY NOWYCH CZŁONKÓW.
Kopczyński przemówił za Ks. Dąbrowskim, nauczy-
cielem u XX. Pijarów, »który tłomaczył na polskie pisma
członków towarzystwa», oraz Kwiatkowskiego Kajetana
»gorliwego literatury polskiej miłośnika, posiadającego bi-
bliotekę i dającego przystęp do niej członkom«.
Prezydujący podał na członka przybranego Zbierz-
chowskiego »jako biegłego prawnika, który mógłby się
Antoni Magier.
metereolog.
wiele przyłożyć do przy wiedzenia do skutku trudnej pracy
przełożenia praw cywilnych pruskich na język polski«.
Krasiński i Bergonzoni podali na członka przybra-
nego Antoniego Magiera, »czyniącego w Warszawie od lat
wielu dostrzeżenia metereologiczne i posiadającego gabinet
stosowny do tego przedmiotu i bawiącego się fizyczną me-
chaniką«.
Szaniawski i Dmochowski podali na członka przy-
branego Lipińskiego, »tlomacza wielu pism lekkich i ma-
jącego zamiar przetłómaczyć Eklogi Wirgiliusza«.str 282
CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY ÓSMY.
Osiński podał na takiegoż członka Cypryana Godeb-
skiego, »autora pisma Zabawy przyjemne i poży-
teczne, które w ciągu swoich podróży ułożył i które
z czasem wydać postanowił«.
Szaniawski polecił na członka przybranego Józefa
Wybickiego, »znanego w dziejach literatury przez wiele
pism w rodzaju dramatycznym, tudzież przez świeżo wy-
dane dzieło »Moje godziny szczęśliwe«; na członka
zaś czynnego, lub przybranego, Kosseckiego, »pracują-
cego pod okiem Towarzystwa, tłómacza dzieła: Histo-
ry a wylądowań przedsięwziętych do Anglii,
Szkocyii Irlandyi«.
Poczem BergOnzoni zdał sprawę z czynności działu
filozoficznego, w skład którego wchodzili, oprócz niego:
General Chlebowski, Lafontaine, Łęski, Arnold, Wiesiołow-
ski. Bystrzycki, Krusiński, Kinzol i Szulecki
Wreszcie zebrani przyjęli projekt napisania do kolegi
Scheidta »w materyi botaniki i mineralogii, aby w podró-
żach swych, kosztem rządu rosyjskiego, do gubernij: Wo-
łyńskiej, Podolskiej i Kijowskiej przedsiębranych, udzielał
Towarzystwu dostrzeżeń i uwag względem litologii
tego kraju«.
Na następnem posiedzeniu z d. 5 maja 1805 zebrani
z radością powitali przybyłego do Warszawy Czackiego.
Przywiózł on całą tekę swoich, niedawno wykończonych,
rozpraw: »O Żydach, Ormianach, Dyzunitach,
Tatarach, Cyganach, O eksceptach mazowie-
ckich i zostawił Towarzystwu wybór jednej z nich, do
odczytania na posiedzeniu publicznem. Zebrani zalecili
w tym celu rozprawę o Tatarach.
Na uczynione zapytanie co do członków honorowych:
Dzierżawina i Karamzina, którzy na wybór swój nie dali
odpowiedzi, stanął Czacki w obronie Dzierżawina, oświad-
czywszy, iż zasłużony ów poeta i mąż stanu »w najgrze-
czniejszych wyrazach przyjął swój wybór, że zatem za
członka Towarzystwa naszego uważać go należy«. Co do
str 283
DYKCYONARZ W. HR. KRASIŃSKIEGO.
Karamzina, ten nic nie odpisał, przeto mianowanie go na
członka winno być przemilczane«.
Nastąpiło sekretne kreskowanie co do kandydatów
nowych, skutkiem czego, powołano do grona członków ho-
norowych: Emanuela Julia i Karola Fryderyka von Bayer.
Na czynnych: Lafontaina i Łęskiego, profesóla Liceum;
na przybranych: Kaulfusa, Scheflera, Kosseckiego i Wybi-
ckiego.
W roztrząśnieniu projektu Krasińskiego co do dy-
kcyonarza geograficzno - historycznego, wy-
znaczono deputacye do udzielenia opinii w tej sprawie
i naradzano się, czyby nie podać porozumieniu się z auto-
rem — wiadomości do gazet o tem wydawnictwie. Przyjęto
również poprawkę Czackiego, który się sprzeciwił pun-
ktowi »tyczącemu się zmian posessorów w dobrach ziem-
skich«.
Wreszcie uchwalono przesłać dotychczasowe Ro-
czniki: królowi pruskiemu, ks. Augustowi Ferdynandowi
i ministrowi de Voss oraz trzy egzemplarze — gimnazyum
wołyńskiemu.str 284
ROZDZIAŁ XXIX.
Ofiarność ks. Staszica. Domy na Kanoniach. Kapituła warszawska. Trudności prawne zastrze-
żenia Landrechtu pruskiego. Kamera pruska. Odezwa Albertrandego do hr. v. Vossa. Odpo-
wiedź Kamery. Memoryał kapituły warszawskiej podany królowi. Rozpoczęcie odbudowy ruin
na Kanonii dla gmachu Towarzystwa przyjaciół nauk.
Nastąpiła dłuższa przerwa u pracach Towarzystwa.
Nie przeszła ona wszakże bez śladu, gdyż upamię-
tniła się doniosłym faktem ofiarności Stanisława .Staszica,
który, jak dotąd widzieliśmy, surowy i nieubłagany prze-
strzegacz prawności w działaniach wewnętrznego zarządu
sprawami uczonego grona, nie ustawał w zabiegach około
zapewnienia Towarzystwu stałej siedziby. Jak dotąd, posie-
dzenia jego miały charakter tymczasowy i zależny od
dobrej woli XX. Pijarów, którzy jodynie na sesye publiczne
użyczali Towarzystwu swej sali bibliotecznej, w gmachu
przy ulicy Miodowej. Posiedzenia tak zwanych działów
odbywały się w mieszkaniach prywatnych: u Soltyka,
Stan. Potockiego, Bergonzoniego, gen. Chlebowskiego. Tak
zwane centralne, korzystały z gościnności księdza biskupa
Albertrandego. W miarę jak Towarzystwo zyskiwało pozór
grona, przez rząd pruski uprawnionego, a zwłaszcza po
ostatnim reskrypcie królewskim, koniecznem było zape-
wnienie sobie, i wobec społeczeństwa, jakiejś widoczniejszej
str 285
NA KANONIACH.
odrębności, jakiegoś gmachu stałego, któryby przybrał na-
zwę gmachu Towarzystwa przyjaciół nauk,
i jego posiadaczom nadał charakter jednostki prawnej.
W tym celu zwrócił Staszic uwagę aa cichy zaką-
tek, znany pod nazwą »na Kanoniach«, mieszczący się
na tyłach kościoła farnego, swojem oddaleniem od wrzawy
miejskiej i urokiem domów starych, ważkich, przypomina-
Na Kanoniach
(z ryciny Alex. Gierymskiego).
jących żywo odlegle czasy, na siedlisko uczonego grona
nadzwyczaj się nadający.
Nie dalej jak w początkach roku 1801, trzy domy
na Kanoniach, własność kapituły warszawskiej stanowiące,
stały się pastwą płomieni.
Na odbudowę owych ruin kapituła funduszów nie
posiadała, chętnie przeto przyjęła propozycyę Staszica, by
na wystawienie gmachu dla Towarzystwa przyjaciół nauk
ową kupę gruzów mu sprzedać, jeśli nie na własność zu-
pełną, to przynajmniej w charakterze wieczystego emfi-str 286
CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY DZIEWIĄTY.
teuty gruntu, pod budowę przeznaczonego. Nastręczały się
wszakże w tej mierze wątpliwości prawne, czyli władze
rządowe zgodzą się na tego rodzaju alienacyę? Według
paragrafów 219 i 220 Oddziału IV, Części II, Tytułu XI
Ogólnego prawa dla państw pruskich, w kraju
podówczas obowiązującego, nieruchomości i prawa, wła-
snością Kościoła będące, nie mogły być zbywanemi, bez
wyraźnego zezwolenia rządu. Dla domów i posiadłości
ziemskich dostatecznem było zezwolenie departamentu du-
chownego, co zaś się tyczy gruntów pojedynczych, wystar-
czało zezwolenie bezpośrednich zwierzchników duchownych.
Na tej zasadzie, ks. Staszic wniósł podanie do miej-
scowej kapituły, o odstąpienie mu spalonych nieruchomości
nr 85,86 i 87. Kapituła, nie chcąc się narazić na odpowie-
dzialność, odesłała Staszica do Kamery pruskiej i wtedy
dopiero okazało się, o ile, pomimo pozornych dowodów
życzliwości dla Towarzystwa, członkowie kamery nie ży-
czyli sobie jego rozkwitu, jako widomego przedstawiciela
kierunku, wprost przeciwnego ogólnej polityce państwowej
ówczesnej, do zgermanizowania społeczeństwa miejscowego.
Zaczęło się od szykan, początkowo niewyraźnych, od
zarzutów, że mimo wszelkich dekłaraeyj królewskich, To-
warzystwo nie jest jednostka uprawnioną, a kapituła nie ma
prawa rozporządzać majątkiem, nie będącym jej własno-
ścią dziedziczną, zdolną do przechodzenia na następców.
Staszic, choć nie prawnik zawodowy, lepiej pojmował za-
kres kompetencyi kapituły, aniżeli kamera pruska i dlatego
nie mogąc przeprzeć jej uporu, zwrócił się w połowie roku
1804 do ministra v. Vossa, z przedstawieniem, które biskup
Albertrandi, jako prezes Towarzystwa, w języku francu-
skim ułożył i podpisał.
Oto w przekładzie osnowa owego, dla historyi insty-
tucyi doniosłego, podania: 74)
Gdy Wasza Ekscelencya raczyła zapewnić Towa-
rzystwo nasze, o swej nad niem opiece, a nawet zezwolić
mu, na zaszczycenie się jej nazwiskiem, obudziło to w niem
str 287
MEMORYAŁ TOWARZYSTWA.
żywe zaufanie i ośmieliło do zwracania się do Waszej
Ekscelencyi we wszystkich sprawach, wymagających Jej
poparcia, światła, a w kłopotliwych okolicznościach, nawet
Jej pomocy. Przenikniony tą prawdą, ośmielam się przed-
stawić W. Eksc. trudności, powodujące nasze Towarzystwo
do korzystania z łaskawie nam przyrzeczonej protekcyi.
»Oczywistem jest, że stowarzyszenie literackie nie
może się obejść bez siedziby stałej dla swoich zebrań i dla
umieszczenia w niej swoich zbiorów, które dla jego zajęć
Gmach Towarzystwa.
są potrzebnemi. Mieszkania oddawane w najem i zależne
od kaprysu właścicieli, nie nadają się do takiego celu. To
mając na względzie, jeden z członków naszego Towarzy-
stwa, mąż środków majątkowych dostatnich, zwrócił uwagę
na trzy kamienice kapitulne, sąsiadujące z Zamkiem kró-
lewskim, które, zniszczone pożarciu od lat kilku, przedsta-
wiają kupę gruzów, nie mogących być odbudowanemi
przez kapitułę, z powodu braku funduszów.
»Postanowiwszy odbudować owe domy własnym sum-str 288
CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY DZIEWIĄTY.
ptem, na rzecz Towarzystwa, któremu z nich chce uczynić
darowiznę, zawiązał z kapituła rokowania, w przedmiocie
ustąpienia mu owych posiadłości, pod tytułem emfiteuzy
wieczystej, na warunkach czynszowej corocznej opłaty.
Kapituła przedstawiła Kamerze królewskiej owe punktacye
do zatwierdzenia, z uwagi, że, jak kapitule przedstawiono,
rzecz ta żadnych trudności nie nastręczy, a nawet zezwo-
liła tymczasowemu nabywcy na skorzystanie z dogodnej
pory roku i na przystąpienie do budowy, zanim nie nadej-
dzie odpowiedź od kamery. Robota już dość jest zaawan-
sowana i pochłonęła znaczne fundusze, w nadziei, że z nad-
chodzącym sierpniem będzie już gotową. .Mamy dostateczne
pobudki do podejrzeń, iż kamera królewska wstrzymuje
się z udzieleniem pozwolenia, z pobudek, które, koniec
końcem, doprowadzą do odmowy stanowczej.
»Dano między innemi do zrozumienia, że nabywca
być może nie podoła kosztom budowy, lecz kapituła oświad-
czyła wyraźnie, że hr. Stanisław Potocki i Małachowski
poręczają za majątkową jego odpowiedzialność, co zresztą
jest widocznem z dotychczasowych jego nakładów.
»Inna trudność, zarzucana przez kamerę, polega jakoby
na tem, że gmach odbudowany, mający należeć do towa-
rzystwa literackiego, stałby się, wbrew intencyom rządu,
bezdziedzicznym (mainmorte), lecz ponieważ rząd pozosta-
wia dotąd kapitule własność jej domów, zdaje się, że zarzut
taki jest bezzasadnym, gdyż grunt pozostanie i nadal wła-
snością kapituły, a superficies nie podpada pod kategoryę
mainmort. Możność alienacyi nie mogłaby mu być odjętą
na wypadek, gdyby zwiększenie się zbiorów Towarzystwa
wymagało z czasem sprzedaży gmachu, w celu nabycia
innego, obszerniejszego. Jedna jeszcze okoliczność wstrzy-
muje decyzyę kamery, a mianowicie, że z jej rozporządze-
nia, ruiny owe wystawione zostały na licytacyę i nabywcą
ich stał się niejaki Diex; z uwagi wszakże na brak kon-
kurentów, cena podana przez Diexa była tak małą, że
kapituła, korzystając z prawnego przepisu, zażądała od
str 289
Kościół w Puławach w początkach wieku bieżącego.
Aquaforta K. A. Richtera ( ze zbioru Włodzimierza ks. Czetwertyńskiego)
19str 290
CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY DZIEWIĄTY.
kamery unieważniania przetargu. To zostało osiągniętem,
gdyż kamera przekonała się, iż Diex, odsiadujący obecnie
na ratuszu areszt za długi, nie byłby w stanie, nawet tej
małej ceny, jaką podał, zapłacić«.
Wstręty czynione przez kamerę, tak przekonywują-
cemi argumentami zwalczane, zredukowały się ostatecznie
do zarzutu, iż nabycie ruin ma nastąpić na rzecz Towa-
rzystwa, a nie pod jego osobistem imieniem. Towarzystwo,
według pojęć kamery, nie przedstawiało prawnej jednostki,
do której możnaby, w razie niezapłacenia szacunku, zwró-
cić się z pretensyą. Wobec takich nowych trudności kapituła
ponownie oświadczyła kamerze, że nowonabywcą będzie
osobiście Staszic, wobec czego otrzymała odezwę zawiłą,
w ówczesnym stylu urzędowym zredagowaną, następującej,
według minuty jej przekładu, osnowy:
»Lubośmy z waszego przełożenia pod d. 23 stycznia
r. b. wyrozumieli, iż to ksiądz jest Stanisław Staszic, który
nabycie przedsięwziął placu trzech spalonych kuryj pod
liczbą 85, 86 i 87 dla tutejszego uczonego Towarzystwa
przyjaciół nauk, ofiarując za nie 800 talarów i roczny
kanon tal. 10, mające być wypłacone tutejszej katedralnej
kapitule, któreby place czynszowem dziedzicznem prawem
objęło, jednak z wielu miar nad tein się zastanowiliśmy
i z potwierdzeniem naszem wstrzymaliśmy. Pozwoliwszy
nawet na to, że w tę umowę wchodzący, i towarzystwo,
mają i sposobność i chęć, kosztowną one budowę do skutku
przyprowadzić, względem czego jednak żadne dotąd zabez-
pieczenie nie jest pokazane, a tern bardziej wątpliwości
podpada, że Staszic nie chce nawet zaraz w gotowiźnie
wypłacić umówioną za to kupno sumę, nie może też wspo-
ninione towarzystwo domy one nabyć, gdyż nie składa
Zgromadzenia od Stanu (Staat!) uznanego, przeto
nie jest upoważnione do zawarcia cywilnej umowy. Ale
jeśli Staszic zechce własnem swojem imieniem tę zawrzeć
umowę, nie odmówimy mu potwierdzenia na-
str 291
MEMORYAŁ KAPITUŁY.
szego, pod warunkiem, aby v. Staszic nieodwłocznie 800
talarów wypłacił i budowę w przeciągu lat dwóch przy-
zwoicie i należycie wykonał, pod karą w przypadku nie-
wykonania tego, iż one 800 talarów na pożytek kapituły
przepadną, a v. Staszic od wszelkiego prawa swego od-
padnie«15).
Wobec tak postawionej kwestyi, trudności z łatwością
mogły być usunięte.
Odwołanie się do ministra Vossa i przedstawienie
uczynione przez tegoż królowi, w duchu przychylnym dla
tej sprawy, doprowadziło do pożądanego skutku, gdyż znaj-
dujemy minutę przekładu polskiego podania samej kapituły
do króla, z objaśnieniem, iż nowonabywcą stanie się sam
Staszic, bez wpływu Towarzystwa, ;t nawet bez wzmianki
o tem, iż dla owego Towarzystwa posiadłości kapituł}
nabywa.
»Najjaśniejszy królu! — pisała kapituła. — Wszelka
trudność względem przedaży zgorzałych kapitulnych kuryj
znika. Ks. Staszic nabywa je swojem imieniem, płaci nie-
odwłocznie umówioną sumę, która, na prośbę naszą, u niego,
jako na pewnej lokacyi, pozostała; budowę nietylko przed-
sięwziął, ale z takim pośpiechem prowadzi, iż przy końcu
tego lata będzie gotową. Przeto najpokorniej Waszą król.
Mość prosimy, abyś się raczył do tej, ze strony naszej na
rzecz J. ks. Staszica przedaży, na swoje własne imię, bez
wdawania Towarzystwa przyjaciół nauk, kapitule naszej
obcego, przychylić. Do tegoż J. ks. Staszica będzie, oddziel-
nie od nas, należało: otrzymać od W. K. M. pozwolenie
obrócenia podług własnych zamysłów tej kosztownej i z po-
śpiechem wzrost biorącej budowy. Tem większą mamy
nadzieję pozyskania tej łaski, iż prawa Waszej Król. Mości
zdają sic w tym przypadku mniej określona nadawać
wolność, jak w samej rzeczy nadaje ją prawo, w § 220
Cz. II. Tyt. XI. Sek. IV«.
Tym sposobem, pierwszy poważniejszy krok, do tak
od dawna upragnionego celu wiodący, zrobionym został
19*str 292
CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ DWUDZIESTY DZIEWIĄTY.
i w roku 1804 rozpoczęła się na Kanonii budowa własnych
gmachów Towarzystwa, jego sal posiedzeń publicznych
i prywatnych, jego zbiorów bibliotecznych i archiwów,
jako zawiązek późniejszego wspaniałego gmachu, wznie-
sionego w innem już miejscu i w bardziej pomyślnych,
nad dotychczasowe, warunkach.
str 293
ROZDZIAŁ XXX.
Przedświt ledszych czasów. Alexander I w Puławach. Echa z Ameryki. Nadzieje powitania
Cesarza w Warszawie. Książę Józef. Horyzont zaciemnia się. Alians Rosyi z Prusami. Spo-
tkanie Poczdamskie. Przemarsz wojsk rosyjskich przez Warszawę. Wezwanie delegatów To-
warzystwa do Krzemieńca na otwarcie gimnazyum. Rywalizacya pruska. Przybyole Klevitza
i Vossa do Warszawy. Liceum warszawskie Festyny Śmierć Prezesa Kamery v. Meyera
Kwestya pochwał członków honorowych Vogel i Elsner Ofiarność Winc. hr. Krasińskiego.
Relacye z Krzemienieckich uroczystości. Listy królewskie. Nowi kandydaci. List rektora
Stroynowskiego z Wilna.
W przerwie,która nastąpiła w zajęciach Towarzystwa,
między majem a październikiem 1805 roku, zaszedł
wypadek niespodziewany.
Na ziemi polskiej, w dzielnicy do Austryi przyłączo-
nej, w Puławach, nocą, z dnia 29 na 30 września, zjawił
się w charakterze przyjaciela ministra spraw zagrani-
cznych Imperyum Rosyjskiego, księcia Adama Czartory-
skiego, członka Towarzystwa warszawskiego przyjaciół
nauk, Cesarz Alexander, by tu, w gronie zaufanych, spę-
dzić dni kilkanaście i przekonać nietylko rodzinę Czarto-
ryskich, lecz i całe społeczeństwo miejscowe, o serdecznych
uczuciach życzliwości dla Polaków i Polski.
Fakt tyle nieoczekiwany zmienił odrazu usposobienie
społeczeństwa, jak dotąd neutralnie w obec rządu pru-str 294
CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY.
skiego się zachowującego i ożywił je nadziejami, niezawo-
dnego tym razem, zwrotu szczęśliwego w losach narodu.
W Warszawie zaczęto czynić przygotowania do uro-
czystego przyjęcia Cesarza Alexandra. Książę Józef, jak
dotąd niechętny Rosyi, polecił przystroić Willanów na
przyjęcie wysokiego gościa. Miasto wrzało gorączkową
niecierpliwością ujrzenia monarchy rosyjskiego i »ca2a
Polska na dane hasło gotową była powstać przeciw Pru-
som i pomnożyć szeregi armii Cesarza Alexandra«.
»Wielbić trzeba zrządzenie Opatrzności — pisał Niem-
cewicz z Ameryki, na wiadomość o wizycie w Puławach —
że wnuk tej, która Puławy z ziemią zrównać, a Polsce
cios śmiertelny zadać postanowiła, przybywa teraz w dom
W. Ks. Mości, ten przybytek cnót i pamiątek narodowych,
jako gość, przyjaciel, wybawca..«
Prędko wszakże nastąpiło rozczarowanie. Polityka
rosyjska zdołała nakłonić Prusy do koalicyi przeciw Na-
poleonowi i Cesarz Alexander, zamiast z armią swoją wy-
stąpić przeciw Fryderykowi Wilhelmowi, pospieszył z Puław,
przez Nieborów i Poznań do Poczdamu, gdzie wznowił
stosunek życzliwy z królem i nakłonił go do wspólnego
przeciw Francyi działania. Nie przyszło wszakże ono na
razie do skutku, gdyż Prusy, pod wpływem życzliwie dla
Napoleona usposobionego ministra Hangwitza, cofnęły sic
od akcyi i dopiero później do niej przystąpiły. W każdym
jednak razie, zwrot w sympatyacb cesarza Alexandra
w stronę Prus i oziębienie uczuć dla ministra - Polaka,
wpłynęły na zreflektowanie się nietylko jego, lecz i całego
społeczeństwa polskiego. Niebawem ujrzało ono przecią-
gające przez Warszawę niezliczone pułki rosyjskie, nie
w zamiarach Prusom nieprzyjaznych, lecz w chara-
kterze wojsk przyjacielskich, którym, dla skrócenia drogi
do Austryi, przemarszu przez Prusy Południowe i jej sto-
licę dozwolono.
Pochowano z żalem do pochwy ostrzone już do po-
str 295
LICEUM WARSZAWSKIE.
Ks. Kajetan Kamieński,
pedagog i filolog.
wstania przeciw Prusakom
pałasze i zaniechano na
teraz akcyi powstańczej.
Towarzystwo przyjaciół
nauk z rozpoczęciem sesyi
jesiennych przystąpiło do
swoich zajęć w dniu 20
września 1806 odczytaniem
listu Czackiego, zawiada-
miającego, iż w dniu 1 pa-
ździernika 1806 r. odbędzie
się uroczyste otwarcie gi-
mnazyum Krzemieckiego
i dlatego pożądanem by-
łoby wydelegowanie dwóch
członków Towarzystwa, »ktorzybv jego imieniem na tej
uroczystości przytomnymi byli«. Na to zaproszenie Towa-
rzystwo odpowiedziało, iż Alexander Chodkiewicz misyi
tej się podejmie, »drugiego zaś delegata raczy samCzacki
wybrać«.
W obce utworzenia w dzielnicy polsko-rosyjskiej
ogniska oświaty narodowej w Krzemieńcu i rząd pruski
starał się nadać liceum warszawskiemu wszelkie pozory
instytucyi narodów opolskiej. W czerwcu tegoż roku mini-
strowie v. Voss i v. Klewitz przybyli do Warszawy, aby
uświetnić swoją obecnością instytucyę, która, pod pieczo-
łowitym nadzorem kilku członków Towarzystwa przyja-
ciół nauk, składających tak zwany Eforat, istotnie na-
brała wszelkich cech zakładu naukowego polskiego.
opis przyjęcia zgotowanego ministrom pruskim w li-
ceum warszawskiem i wiersze polskie, na cześć v. Kle-
witza przez uczniów wygłoszone77) stanowią charaktery-
styczne owej epoki znamię.
Oto wyjątek z owych wierszy:
Jako po twardej zimie i smutnej jesieni,
Gdy w odwrocie swvm słońce wsteczny bieg przyspieszastr 296
CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY.
Cała natura wtenczas się zieleni,
A za hołd Bóstwu, które na nowo ją wskrzesza.
W takiej dziś jest postaci Nadwiślańska niwa,
Którą obdarzasz Panie miłym odwiedzeniem,
Z Twojej to ręki na nia rosa niebios spływa,
Tyś ją zżyźnił ożywnym twych starań promieniem.
Oprócz tego, na cześć »znakomitych gości do stolicy
przybyłych« »Antrepryza« Bogusławskiego dogadzając ży-
czeniu ministra von Voss« dała wyjątkowo świetne przed-
stawienie, na którem odegrano wielką operę: Palmira,
królowa perska« »przy illuminowaniu całego teatru«78).
Oportunizm polityczny nakazał również Towarzystwu
na posiedzeniu 6 października 1805 r. podnieść wysokie
zasługi zmarłego w owym czasie prezesa rejencyi pru-
skiej, Meyera, członka honorowego Towarzystwa. Alber-
trandi przy tej okazyi uczynił zapytanie: »czy członki
honorowe na posiedzenia publicznem mają być chwalone?*
Zdania sie podzieliły i nie przyszło do postanowienia zgo-
dnego w tej mierze. Natomiast Ks. Staszic wywołał na
stół inna kwestyę: potrzeby »wprowadzania na posiedze-
nia Towarzystwa nowo obranych członków, z większą, niż
dotąd, uroczystością«. Dla rozpatrzenia tej kwestyj wy-
delegowano komitet oddzielny.
Nie nastąpiła co do obu owych wniosków uchwała
na następnem posiedzeniu z d. 20 października. Natomiast
zaszły inne znaczące postanowienia. Składając ofiarę do-
browolną na prenumeratę pism, Wincenty hr. Krasiński
zawiadomił zebranych, iż »JP. Vogel, czyli Ptaszek, nau-
czyciel rysunków w liceum, prosi o pozwolenie dedyko-
wania Towarzystwu dzieła swego, »w którem postanowił
przedstawić w obrazach znakomite pamiątki i zabytki sta-
rożytności narodu polskiego«. Z tego powodu, wniosko-
dawca Krasiński oświadczył, »iż byłoby zgodnie z poży-
tkiem i ustawami Towarzystwa, gdyby ono liczyło między
swymi członkami — artystów, nauką i talentem zaleconych«.
Towarzystwo wniosek ów przyjęło i zaleciło na kandyda-
str 297
VOGEL I ELSNER.
tów: Vogła, czyli Ptaszka, oraz Elsnera, dyrektora muzy-
cznego miejscowego teatru.
Natomiast, mając na względzie nieczynność i długie
milczenie niektórych członków, postanowiono uznać za
»nie należących do Towarzystwa«: Stanisława Grabowskiego,
Marcina Molskiego i Sierakowskiego.
Obfitem w treści było następne posiedzenie z d. 3 li-
stopada 1805 r. Przyszła ponownie na stół sprawa »chwa-
Józef Elsner.
lenia zmarłych członków honorowych« i uroczystszego
wprowadzania członków nowych.
Dmochowski w przemowie swej uczynił uwagę, »iż
pochwały osobistości zmarłych mają zawsze pewne nie-
przyzwoitości«... Radził przeto, by w przypadku śmierci
którego z członków, mającego prawo do pochwały, wysta-
wiać krótki obraz jego życia i zasług w świecie uczo-
nym, nie wdając się bynajmniej w pochwały osoby, jak
to bywało w zgromadzeniach akademicznychstr 298
CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY.
Józef Lipiński.
Towarzystwo większością gło-
sów uznało za potrzebne »prze-
lanie jeszcze raz myśli, w tym
przedmiocie wyrażonych« i po-
ruczyło to Dmochowskiemu i Sza-
niawskiemu.
Krusiński imieniem Win-
centego hr. Krasińskiego doniósł,
»iż tenże ofiaruje do czytania
członkom Towarzystwa swoją
bibliotekę, tudzież miejsce na
skład książek, w domu tym, gdzie
sam mieszka«.
Z przyjęciem tej ofiary po-
strzymano się, aż do przyja-
zdu ofiarodawcy do Warszawy, »by myśl jego lepiej wy-
rozumieć«.
Następnie sekretarz Osiński, prosił o instrukeyą »jak
sobie ma postąpić z osobami, które, przestawszy być człon-
kami Towarzystwa, zwrócić swoich patentów do archiwum
nie chcą ?«
Postanowiono, aby sekretarz »czynil przeciw nim są-
downie, w imieniu i ze zlecenia Towarzystwa«.
Albertrandi odczytał listy z Krzemieńca, od kolegów:
Kropińskiego, Chodkiewicza i Czackiego«, donoszące o szcze-
gółach otwarcia gimnazyum wołyńskiego. Czacki za wybór
deputatów podziękował i nadesłał przytem mowę Chodkie-
wicza, wypowiedzianą na tej uroczystości79).
Posiedzenie zakończyło się nieco burzliwie. Ks. Staszic
zawiadomił, że zaginęły listy królewskie do Towarzystwa
pisane i domagał się »najmocniejszego w tej mierze poszu-
kiwania, aby, po odnalezieniu tych listów, zachować je in
origine w archiwum Towarzystwa«.
Widocznie, zbierający ciekawsze autografy członkowie
uznali za właściwe włączyć je do swoich zbiorów, nie
str 299
POCHWAŁY ZMARŁYCH CZŁONKÓW
przeczuwając, że pilnujący surowo, jak zawsze, legalności
ks. Staszic, płazem takiego niedbalstwa nie puści.
Autografy te z czasem znaleziono i do archiwum
złożono.
Wreszcie podano nowych kandydatów, którzy, na po-
siedzeniu wyborowem z d. 17 listopada 1805 wyszli z urny,
w osobach członków czynnych: Ks. Czajkowskiego kano-
nika łowickiego, Kajetana Kwiatkowskiego, Dra Kinzla,
Arnolda i Kosseckiego.
Członkami przybranymi zostali: Ks. Dąbrowski, Gór-
ski, Stoikiewicz, Klewański z Tuluzy, Becu, ojczym Sło-
wackiego, (który nadesłał poprzednio Towarzystwu roz-
prawę o szczepieniu ospy krowicy i przyrzekł
nadesłać topograficzny opis Wilna), Cypryan Godebski,
Lipiński, Gorczyczewski, Elsner i Vogel.
Następnie odczytano list Ks. Stroynowskiego, rektora
uniw. wileńskiego, donoszący, iż Ks. Karenga napisał odę
w języku łacińskim na cześć Towarzystwa.
W załatwieniu kwestyi pochwały zmarłych członków
przybranych i honorowych, uchwalono, że Prezydujący,
lub sekretarz, w zagajeniu publicznem »umieści przyzwoitą
wzmiankę o przymiotach zmarłego, oraz o zasługach jego
względem nauk i Towarzystwa«, co zaś do zmarłych człon-
ków czynnych, następcy ich w tej godności winni będą
podać potomności zasługi i przymioty swych poprzedników*.
W celu uroczystego wprowadzania członków czyn-
nych nowoobranych przeznacza się co rok jedno posie-
dzenie publiczne, na którem Prezydujący wymieni jedynie
nazwisko nowoobranego kolegi, »nie wchodząc w żadne jego
pochwały«, poczem nowoobrany przedstawi zasługi i przy-
mioty swego poprzednika, obok czego wolno mu będzie
»rozciągnąć się w materyi nauk i umiejętności, do wy-
działu jego należących«.str 300
ROZDZIAŁ XXXI.
Echa wojenne. Auslerlitzki pogrom. Napoleon w stolicy Austryi. Oportunizm Towarzystwa.
Hymn Woronicza usunięty z programu publicznego posiedzenia. Powrót cesarza Alexandra
do Rosyi. Pamiątka dla Putaw. Posiedzenie Grudniowe 1805 r. Zapowiedź prac nad historya
I geografią Polski. Odczyt Staszica o Ziomiorodztwie i jego zakończenie.
Tymezasem na teatrze wojny europejskiej rozegrywały
się bitwy stanowcze, które niebawem dalekonośnem
echem o mury Warszawy odbić się miały. Napoleon na
czele korpusów: Bernadotta, Marmonta, Davousta, Lannesa,
Soulta i Neya, z armią dwukroćstutysięczną, zasiloną puł-
kami Badeńezyków, Wirtemberezyków, i lessów, Nassau-
ezyków i Bawarów, pospieszy] ku Wiedniowi i, zmusiwszy
Macka do kapitulacyi, wkroczył do stolicy Austryj 19 li-
stopada 1806 r., gdzie rozpisał kontrybucyę 100 milionów
franków na kraje rakuzkie i wyznaczył swoich guberna-
torów do zarządu monarchią.
2 grudnia, po doszczętnem rozbiciu armij: rosyjskiej
i austryackiej w bitwie pod Austerlitz, wydal pamiętną
proklamacyę: Soldats! Je suis content de Vous! i zawiązał
z Franciszkiem II przedwstępne rokowania pokojowe, pod
warunkiem bezzwłocznego odwrotu armii rosyjskiej do swej
ojczyzny i rozwiązania koalicyi.
Wiadomość o pogromie wojsk sprzymierzonych doszła
str 301
HYMN WORONICZA.
do Warszawy za pośrednictwem gazet berlińskich i z nich
to miejscowe pisemka podały z tajoną radością niektóre
szczegóły o bohaterskich czynach Napoleona, budząc po-
wszechny zapal w ludności i złudne nadzieje możliwych
odmian politycznych.
Członkowie Towarzystwa przyjaciół nauk, zawsze,
jak dotąd, wierni swej zasadzie — niemieszania się do po-
lityki i działania w duchu uśmierzającym namiętności tłu-
mów, zebrawszy się na naradę w dniu 8 grudnia 1805 r.
postanowili na najbłiższem posiedzeniu publicznem, wy-
znaczonem na 13 grudnia 1805 r., uniknąć wszelkich ze
strony rządu pruskiego podejrzeń i usunąć wszelkie alu-
zye do wypadków bieżących; natomiast, zaznaczyć swoja
lojalność wygłoszeniem pochwały pogrobowej na cześć
zmarłego członka swego, przedstawiciela miejscowego rządu
pruskiego, v. Meyera. Oględność swa posunęli członkowie
do tego stopnia, iż uprosili bisk. Woronicza, by, »ulegając
okolicznościom teraźniejszym i stosunkom«, wstrzymać się
raczył od wygłoszenia na posiedzeniu publicznem natchnio-
nego hymnu »do Boga«, skreślonego w duchu nie licu-
jącym z widokami rządu pruskiego, odnośnie do narodo-
wości polskiej. Wiersz ks. Woronicza zastąpię miał —prze-
kład klasycznych utworów greckich...
Nie bez słusznej racy i uważali członkowie, iż na-
tchniony hymn Woronicza, nie odpowiadał »okolicznościom
teraźniejszym«.
Podniósłszy w nim laski szczególne, okazane przez
Opatrzność ojcom, i wielkość minioną narodu, w łzawych
strofach jeremiaszowych opłakuje poeta winy przodków,
i pokutę za grzechy, cierpianą przez potomków. Rozbrzmie-
wają w tym przecudnym wierszu echa upadku pogrobow-
ców, którzy za górami i morzami kości swe składają na
ofiarę cudzym bogom, »na murzyńskich piaskach« i w »bez-
drożach skwarnych spiekot« »krokodylom«, opowiadając
swoje smutne dzieje i wpatrując się »z tajnem przeczuciem«
»w gwiazdę nowych światów«...str 302
CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ TRZYDZIE8TY PIERWSZY.
»Cóż się wzdy podziało z póżnem ich plemieniem?
Tyś twarz odwrócił, a my... w proch sie rozsypali...
Szczątki nasze wiatr rozniósł z pyleni i z imieniem
Morza niemi igrają po zaświatnej fali,
Ciskając z gniewem na murzyńskie piaski
Ciała zakrzepłe piętnem Twej niełaski.
Drudzy przeżyć nie mogąc zgonu wspólnej matki,
Spostrzegłszy jakaś gwiazdę nowych świata cudów
I z nią tajnem przeczuciem łącząc tchu ostatki,
W bezdrożach skwarnych spiekot, włóczęgi i trudów,
Lądy i morza obieżawszy sława
Łzy krokodylom wmawiają swą sprawą...
Gościńce sławy naszej chwastami zarosły,
Rozwalinom Syonu pokrzywy panują —
Po wieżach głos pogrobny puszczyki rozniosły,
A smętne cienia Ojców po kątach się snują,
Wskazując zwłoków swych ułomki świetne,
Powyrzucane na śmiecia wymietne!
Sami siebie nie znamy, a gdzie stąpim krokiem,
Poziewa trup ojczyzny posoką spluskany.
Wszystko drażni, rozdziera nieznanym widokiem
I sen nawet spoczynku broniąc niczblagany
Szarpie szydersko i serca i czucie
Marzeniem wzrosłem i znikłem w minucie.
Odkupując chleb, wodę i sól z gruntów własnych,
Po naszych sie ulicach rozmówić nie możem,
Wkrótce — miasto żurmanów i bławatów jasnych,
Kusy kubrak z patlaku na grzbiet chudy włożeni.
A miasto świetnych przepasek i wieńców
Zgrzebny powrózek z łyczków i rzemieńców...
Łzy nasze są świadkami błędu i poprawy
A Ty patrzeć nie możesz na łez ludzkich zdroje,
Ni się wyprzesz Twych dzieci, Iłodzicu łaskawy,
Cóż Ci zostaje? Wyrzec dawne słowa Twoje:
»Kości sprućhniałe! Powstańcie z mogiły
»Przywdziejcie ducha i ciało i siły!«
W przeczuciu wieszczem chciał Woronicz wygłosić
tę przyszłość, którą niezadługo już miał zgotować naro-
str 303
DAR CESARZA ALEXANDRA I.
dowi zwyciężony pod Austerlitzem, Alexander I... Tegoż
samego dnia, gdy odbywało się publiczne posiedzenie To-
warzystwa w Warszawie, stanął cesarz ponownie w po-
wrocie do swej ojczyzny w Lublinie i stamtąd, przez Mię-
dzyrzec i Brześć litewski, podążył do Petersburga.
Wróciwszy do swej stolicy, raz jeszcze zapragnął
zaświadczyć przed światem życzliwość dla Polaków i przy-
jaźń dla rodziny swego ministra spraw zagranicznych,
gdyż nadesłał dla ozdobienia świątyni Sybilli w Puła-
wach płytę szklaną, na dowód: (słowa historyka rosyj-
skiego Szildera) »iż, bez względu na zmienność losów, po-
został w swej przyjaźni niezmiennym i pragnie umieścić
w świątyni wspomnień narodowych polskich dar swój na
miejscu takiem, na któremby jaśniał wysoko, promieniem
nadziei«80).
W lojalnych słowach zagaił prezydujący Albertrandi
posiedzenie publiczne Towarzystwa w sali XX. Pijarów,
dnia 13 grudnia 1805 r., w kilka dni po pogromie Auster-
litzkim (2 grudnia) odbyte.
Mowa jego, nie drukowana w rocznikach, widocznie,
również z uwagi »na okoliczności terażniejsze« lecz zacho-
wana w całości w autografie między aktami Towarzystwa,
obfitą była w szczegóły, obchodzące nietylko język polski
i literaturę, lecz i dzieje krajowe, któremi nieco tro-
skliwiej, niż dotychczas, zajmować się poczęto. Jest ona
ważną i ze względu na echa doniosłych przewrotów w uniy-
słowości europejskiej ówczesnej, jakie w niej rozbrzmie-
wają, prawda, w wyrazach oględnych, niemniej wszakże
świadczących o związku duchowym członków Towarzy-
stwa z prądami ówczesnymi Zachodu.
Nie będzie bez korzyści dla nauki przytoczenie w wię-
kszych ustępach najważniejszych owej mowy szczegółów:
»Ktokolwiek pilnie rozważyć zechce — mówił prezydujący —
zamiary, które w swojem ustanowieniu nasze Towarzystwo miało
sobie wskazane, których się dotąd nieodstępnie trzyma, nie tak sie
dziwować będzie temu, iż w dosiegnieniu ich z powolnością postę-str 304
CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY PIERWSZY.
puje; jako raczej wielbić jego niewzruszoną stałość w chwalebnem
przedsięwzięciu.
»Niemałej to trudności — dzieło ożywić i w pierwotnej rzeżwości
utrzymać jeżyk, któremu przygody szczęścia prawie martwym być
kazały.
»Niepospolita jest odwaga tych, z jaką się zdobywają ci, co
przestrzeń nauk i publicznego oświecenia rozszerzyć
przedsiębiorą w czasie, w którym nauki podlegają rewolu-
cyi, która ich zasady, ich prawidła, ich wnioski i prze-
pisy zupełnie odmieniła, częścią, za odkryciem prawd, dotąd
utajonych, częścią, za przekonaniem o nieuchronnej potrzebie ich
reformy, częścią nakoniec, dla szeroce rozlegającego się gustu,
różnego od wieków poprzednich, którego chwyta się chciwie gmin.
któremu, i ci nawet, co go nie chwała, ulegać musza.
»Jak bystre mieć oko muszą, co objąć rozległość niezmierzona
onych pragną, które, w nie tak bardzo od nas odsunionych ciągach,
za niejaki zbytek poczytywane były, dziś są — cząstką składową pole-
rowanych narodów, oświeconej publiczności, nieodbitym przepisem
przystojnego, w pomiernych nawet klasach, wychowania.
»Cóż dopiero, kiedy te nauki, podane, objaśnione, wyłożone być
maja językiem, któremu oszczędność wieków przeszłych, dogodnych
wyrazów nie nadała, częścią, przez obawę ubliżenia czystości ojczy-
stego języka, częścią, iż słowa i wyrazy utworzone, tylko naukom
obmyślone być mogą, nie zaś tym, których wyobrażenie nawet w my-
śli nie postało. Gdyż rzeczy poznanie — zawsze poprzedzać musi na-
danie im nazw dogodnych. A że nie jest to rodzaj niejaki zuchwal-
stwa, podjąć się pokazać, że w wiekach, w których, Włochy tylko,
wyjąwszy i może Hiszpanię, w reszcie Europy mglista nauk zorza
pokazała się, myśmy już mieli świetną i godną szacunku literaturę,
a pokazać to, nie próżnem wyliczeniem imion mało znanych pisarzów,
ale stawieniem przed oczy publiczności ich dziel, i wydobywaniem,
że tak rzekę, z grobu, przezacnych autorów, których pamięć ogro-
mem wieków przywaloną została, a dzieła w innej dobie nieśmier-
telne, ledwie nie były wszystko pożerającego czasu zawziętością
pozbawione...
»Historya, bądź ona uważana będzie jako skład wierny
ludzkich czynności, bądź jako mistrzyni roztropności, dająca sprawom
ludzkim przyzwoity kierunek, zawsze Towarzystwa naszego nie-
uchronnem się zdawała zaprzątnieniem. Dopieroż historya naro-
dowa! która, lubo z pracowitej usilności wybornych pisarzów wiele
światła nabrała, jednak, iż nie wszyscy rozłożystych obrazów ogro-
mność objąć mogą, zdało się i w ściślejszych granicach rysy wiel-
kich, wiernie w przyzwoitych wymiarach zachowujących ogarnąć.
str 305
ZAPOWIEDŹ GEOGRAFII I HISTORYI POLSKI.
a tym, ku wygodzie i znających ją i nieznających, ułożonym sposo-
bem, za namową i zachęceniem Towarzystwa wydać, na nowo przed-
sięwzięte nietylko jako powieść, w najpewniejszch źródłach czerpana,
ale też poważnemi, pozostalemi pamiątkami, zaświadczona.
»Jedno z najpowabniejszych, a oraz najpożyteczniejszych dzieł:
Geografia kraju, w którym mieszkamy, a przez nią i hi-
storya, objaśnić ją mogąca, przedsięwzięte jest świeżo od Franciszka
Czajkowskiego, kanonika łowickiego, którego zamiar, układ i wyko-
nania sposób, według jego własnych słów opisze:
»Pocznę od opisania całej ziemi, jakie nam podał za swych
czasów Herodot, a zatym i tej części Europy, do której opisania mój
teraźniejszy zamiar rozciągać się będzie. Potem, przez następne ba-
dania i na nie odpowiedź, dowiadywać się będziemy: Jak dawno za-
ludniona została? W jaki sposób od dawnych Greków poznana? Jakie
narody ją ciągle posiadały? Jakie im obce przyległe były, albo się
w między nich wmieszały? Jakie zwyczaje, jakie prawa, jakie związki
miedzy sobą i między obcemi miały? Jaka zdatność i sposób wojo-
wania? Jaka religia? Jakie zwyczaje, życie i mieszkanie? słowem,
wszystko, co do poznania naszej ziemi i naszego narodu przydatnem
być powinno«.
»Do tego rysu przyłączona będzie pilnie wykonana mapka
geograficzna krajów, dawną Polskę składających«.
Po wyliczeniu prac członków Towarzystwa, dawniej
już zapowiedzianych i w części wykonanych, jak n. p.
Chodkiewicza: (o ciepłomierzu), Kinzla: (o sztuce leczenia),
Krysińskiego: (o garbarstwie), układu dalszych tomów Ro-
czników i czytania zaprenumerowanych dzienników,
»naprowadzić nas mogących na ślad doskonałości, do któ-
rej nauki wszystkie, po różnych Europy krajach, postę-
pują« — zakończył Albertrandi mowę swoją wspomnieniem
o zmarłym Meyerze, w następujących charakterystycznych
słowach:
»Straciliśmy honorowego, długowiecznej pamięci godnego, męża,
członka Towarzystwa, Meyera, prezesa regencyi tutejszej, wieloza-
cnemi tytułami i szacownemi dowodami, przez zasługi sobie zjednane,
zaszczyconego.
»Zostawiam innym wielbić jego wyborną naukę, miłość spra-
wiedliwości, w doścignieniu zawiłości niewypowiedzianą łatwość,
przystępność, cierpliwość w przekładaniu, nieodstępną stałość w od-
dawaniu sprawiedliwości, pracowitość. Wszystko to zaświadczy dłu-
20
TOWARZYSTWO WARSZAWSKIE.str 306
CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY PIERWSZY.
gowieczna potomność. Ale, w stosunku do Towarzystwa, winienem
mu to chwałę przyznać, iż on cel naszego Zgromadzenia
poznał, on zamiary jego pochwalił, on, jeśli jakie wąt-
pliwości, lub podejrzenia, chmurki powstawały, je roz-
pędzał, od kłopotliwej surowości cenzury uwolnił,
uroczystem świadectwem niewinności, jak pożyte-
czności, zamysłów naszych, a zaświadczenie, to nowym upo-
ważnienia sposobem potwierdził, nie tylko i chęcią, ale i wdziecznemi
wyrazami pozwolił, by rejestr honorowych członków naszych imie-
niem jego był zaszczycony. Te są wdzięczności, te żalu naszego
oznaki, które szanownym jego popiołom hołd powinny jego ku nam
przychylności, oddajemy«.
Po zagajeniu prezesa nastąpiła rozprawa Staszica:
o ziemiorodztwie gór dawnej Sarmacy i, a pó-
źniej Polski, zakończona gorącem wezwaniem do mło-
dzieży, »narodu jedynej nadziei«.
»Był może ten czas — mówił wielki patryota — gdzie życzyć
należało, aby ziemia nasza znana nie była. Lecz dzisiaj jest
czas, abyśmy wszyscy nad tein pracowali, wszyscy sic starali, jakby
ja wysławię we wszystkich jej stosunkach z niemi. Jest ona dzie-
dzictwem Waszych Ojców. Jest więc jedna z tych charakteryzujących
waszych cech. Jakie cechy świecie zachować, jest w waszej powin-
ności i jest w waszej mocy.
»Jeżeli wam już nie wolno z innemi ludy chodzić w zawody
o narodową sławę bohaterstwa, to wolno wam, — owszem, wyzywają
was Europejskie Narody w zawód, o sławę wszystkich innych rodza-
jów. Idźcież w te, szlachetne zabiegi i z cudzoziemcami i z wspól-
zobywatelonemi ludy; a nieustępując na waszej ziemi nikomu
pierwszeństwa, w cnotach, w pracach, naukach; połóżcie na tem
wszystkiem, cokolwiek ziemia waszych ojców, w najwyższych gó-
rach, w najgłębszych wewnętrza za kopach i w morzach i W powie-
trzu, ciekawego, użytecznego, zawiera; połóżcie, mówię, na wszyst-
kiem: pracy, dowcipu, wynalazku, umiejętności, pierwszo Imię Polaka!
»Również wy, wielcy tejże ziemi właściciele! Zamiast rOZ-
praszań się po obcych stolicach, jrromadźcie sio w na-
rodowo miasta. Tani działajcie na to najtęższa sprężynę władz
ludów: umysł narodowy! Tam domy wasze niechaj się staną
świątynią, narodowych obyczajów! Niechaj w nich ta Młodzież, pod
waszem okiem, pod waszym sadem, wyknie szanować prace, nauki
i cnotę. A wy, waszemi dochody uświetniajcie przodków pamięć
i dzieła; pomnażajcie w waszej krainie: sztuki, umiejętności, ręko-
dzieła, rzemiosła, handel, rolnictwo. Tak z zamiarami przychyl-
str 307
MOWA STASZICA.
nych wam, mądrych rządów, będąc zgodnymi, zostaniecie oraz
i waszemu Narodowi wierni.
»Paść może i Naród wielki; zniszczeć nie może
tylko — nikczemny!«
Rozprawę Staszica, będącą pierwszą próbą zbadania
Karpat i Beskidów, bogatą w szczegóły i obrazy malo-
wnicze, i dziś jeszcze z prawdziwą korzyścią i rozkoszą
odczytać może wielbiciel przyrody swojskiej.
Gazeta warszawska zdając w Nrze 100 z 13 grudnia
1805 r. sprawę z odbytego posiedzenia publicznego, nad-
mieniła, że się ono odbyło »w przytomności licznego zgro-
madzenia płci obojej«.str 308
ROZDZIAŁ XXXII.
Reforma w wygłaszaniu mów publicznych. Lokacye funduszów. Projekt Lipińskiego o krytyce
literackiej. Dyskusye nad tym projektem. Tematy konkursowe. Nowi kandydaci. Uwieńczenie
rozprawy Lerneta o zarazie morowej. Nowe reformy w sądzeniu rozpraw konkursowych.
Widocznie, musiały przy wygłoszeniu ostatnich ustę-
pów mowy Staszica zajść jakieś burzliwe oznaki
zadowolenia ze strony publiczności, łaknącej zazwyczaj
tego rodzaju patryotyczno-krasomówczych zwrotów, jeśli
na pierwszem posiedzeniu zwyczajnem z dnia 5 stycznia
1806 r. członek Feliks Potocki uczynił wniosek, »by, dla
zapobieżenia nieprzyzwoitościom w czytaniach aa
sesyach publicznych« każda rozprawa ulegała uprzedniej
kontroli członków, na sesyach centralnych. Wniosek ten
przyjętym został, z obostrzeniom, iż odtąd, po wprowadze-
niu odpowiednich zmian w tekście rozpraw, będą one pod-
pisywane przez prezydującego i sekretarza.
Następnym przedmiotem zajęć zebranych było obmy-
ślenie bezpiecznego sposobu zachowania listów królewskich
do Towarzystwa adresowanych, które się szczęśliwie odna-
lazły.
Na posiedzeniu 9 lutego 1806 r. zażądali członkowie,
by rozprawa Staszica O ziemiorodztwie wydrukowaną została
oddzielnie od Roczników. Sekretarz Osiński oświadczył, iż
str 309
PROJEKT KRYTYKI DZIEŁ POLSKICH.
Michał Walicki
ułożył się już w tej mierze
z prefektem drukarni XX. Pi-
jarów, Bielskim. Drukowanych
będzie 800 egzemplarzy, które,
według woli autora, sprzeda-
wać się będą »na zysk Zgro-
madzenia, po obrachunku ko-
sztów«.
Ze spraw bieżących, pod-
niesiono potrzebę ulokowania
sumy 4000 złotych polskich,
stanowiących remanent do-
chodów Towarzystwa, a nadto
oblatowania W aktach kamery
listów królewskich. Urodzo-
nemu Konopce, ugodzonemu do czynności »obwieszczania
członków o posiedzeniach« wyznaczono płacy miesięcznej
24 zł. pol.
Ważniejszym był przedmiot poruszony przez Józefa
Lipińskiego. Odczytał on wypracowany przez siebie »pro-
jekt krytyki dziel, wychodzących w języku polskim«. Do
rozpatrzenia tej kwestyi przedwstępnie wyznaczono deputa-
cyę w osobach: J. K. Szaniawskiego, Potockiego, Woronicza
i Krysińskiego.
Gdy na następnem posiedzeniu z d. 2 marca sprawa
ta pod obrady przyszła, Stanisław Potocki gorąco poparł
wnioskodawcę, »wyliczając użytki, jakie, z bezstronnej,
a dalekiej od wszelkiej obrazy, krytyki wyniknąć mogą«.
Sądził wiec, »że dla przygotowania do tego publiczności,
należałoby najprzód umieścić w pismach publicznych roz-
prawę doskonalą o krytyce, i zacząć od sądzenia dziel
dawnych pisarzy«. Dodał nakoniec, »iż o to najpilniej
starać się trzeba, aby Towarzystwo jak najmniej w tym
zamiarze wystawiać na spory t pisarzami«.
Prezydujący i wielu członków uznali, że »zamysł
kolegi Lipińskiego jest bardzo potrzebny i użyteczny.str 310
CZEŚĆ IV. ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY DRUGI.
Jan Pomian Kruszyński.
Zachęcić należy i kolegę i ka-
żdego z członków, aby się tą
pracą zaprzątnęli, pod warun-
kiem jednakże, aby w imieniu
Towarzystwa takie dzieła nie
wychodziły i aby w żaden spo-
sób odpowiedzialność na niego
nie spadała«.
Inni członkowie wyliczyli
»nieprzyzwoitości stąd wyniknąć
mogące* i przywiedli ustawy,
w których Zgromadzenie »za-
broniło sobie wszelkiego sądu co
do ksiąg, drukiem już ogłoszo-
nych«.
Wobec tej różności zdań, nic stanowczego Towarzy-
stwo w tej kwestyi nie uchwaliło, lecz przydało do depu-
tacyi już wyznaczonej: Stanisława Potockiego i Klokockiego.
Wreszcie zawiadomiono o nadesłaniu prac konkur-
sowych, tragedyj: Troidea i Wanda, jakoteż rozpraw: o mo-
rze i o Czerwca polskim.
Na posiedzeniu 13 kwietnia odczytano uwagi depu-
tacyi nad wnioskiem Lipińskiego o krytyce. Większość
oświadczyła się przeciw projektowi, wykazując »nieprzy-
zwoitości, jakie wyniknąćby musiały z recenzyj i krytyk,
wykonywanych lub upoważnionych od Zgromadzenia,a prze-
ciwnych zupełnie jego ustawom«, przyczem Kłokocki imie-
niem Lipińskiego oświadczył, iż tenże cofa swój wniosek
zupełnie.
Wyznaczono następnie deputacyę do oceny nadesłanej
rozprawy „O wpływie reformy Lutra etc." w osobach: Sta-
szica, Prażmowskiego, Bohusza, Szaniawskiego, Klokockiego,
Wiesiołowskiego i Kortuma. Deputacya miała się zbierać
przez dni trzy w godzinach popołudniowych.
Po przedstawieniu nowej listy kandydatów, prezydu-
jący odczytał list P. Chretien Daniel Erhard, z Lipska
str 311
NOWI CZŁONKOWIE.
nadesłany, w którym tenże, nadsyłając Zgromadzeniu „Ga-
zetę uczoną lipską" ze stycznia i lutego 1806 r., upraszał
o przysyłanie wzajemne prac uczonych Towarzystwa, przy-
czem zalecił i wiersz swój, napisany na cześć Imperatora
Wszechrosyi
Złożono wreszcie w sekretaryacie opinie (merita)
o kandydatach: Amilkarze Kosińskim, .lanie Łuszczewskim,
Macieju Sobolewskim, Wawrzyńcu d'Engestromie i Naxie,
hidrauliku b. króla polskiego i Rzplitej.
Bacciarelli.
Na posiedzeniu 4 maja 1806 r. Osiński przedstawił
kandydata na członka przybranego — Jerzego Samuela
Bandtkiego, rektora szkoły we Wrocławiu, członka Tow.
naukowego w wyższej Luzacyi.
Z powodu przeniesienia niektórych członków z rzędu
czynnych do przybranych, Staszic 81) powstał żywo prze-
ciw »nieprzyzwoitościom stad wyniknąć mogącym« i na
jego wniosek, degradacya taka w przyszłości usuniętą
być miała.str 312
CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY DRUGI.
Odczytano list Alexandra Sapiehy, donoszący o ukoń-
czeniu »uczonych podróży we Włoszech« i o przyjeździe
autora do kraju. Odczytanie publiczne tej pracy odłożono
do sesyi jesiennej, nadto odczytano bezimiennego »Uwagi
nad językiem polskim«. Tenże sam autor już raz w tym
zamiarze przysłał pismo Zgromadzeniu i dlatego uchwalono
zawiadomić go w gazetach, »iż pismo jego z wdzięcznością
od Towarzystwa odebranem zostało«.
Zygmunt Vogel.
Na wyborach odbytych d. 11 maja 1800 r. przyjęci
w poczet członków czynnych: ks. Antoni Dąbrowski, pro-
fesor wyższej matematyki w szkołach pijarskieh.
Do przybranych: Fiszer, Łuszczewski, Amilkar Ko-
siński, Jerzy S. Bandtkie, Dr. Lernet, Nnx hydraulik.
Do honorowych: Wawrzyniec hr. d'Engestrom, Daniel
Erhard.
Przyjęto wniosek Kortuma, by członkowie przy wstę-
powaniu do Towarzystwa zawsze pewną ofiarę składali.
W końcu Stan. Potocki oświadczył gotowość przyję-
cia do lokacyi funduszów zbywających Towarzystwa.
str 313
ROZPRAWA LERNETA UWIEŃCZONA.
Seweryn hr. Potocki.
Na posiedzeniu nadzwy-
czajnem 10 maja, Feliks Po-
tocki odczytał przygotowaną
mowę pochwalną na cześć
zmarłego członka Michała Po-
tulickiego. Uznano ją za nudną
publicznego odczytania.
Poczem prezydujacy zło-
żył raport o rozprawie Stani-
sława Potockiego „O medalach,
mianowicie ojczystych, we wzglę-
dzie ich użyteczności i sztuki".
»Pismo to — zaopiniował re-
ferent — pełne gruntowności
i ciekawych wiadomości, do
których autor przydał domysły sprawiedliwe i odkrycia
nowe, na mocnych dowodach wsparte, tyle tylko przyda
zapewnionej autora od dawna chwale, że chęć wzbudzi
najżywszą w publiczności częstszego jego słuchania«.
Odczytał następnie Staszic drugą część swej rozprawy
o górach polskich, przeznaczonej na posiedzenie pu-
bliczne. »Dzieło to arcyważne, a w gruntowności podobne
pierwszej rozprawie, z powszechną aprobacyą przyjętem
zostało«.
Na posiedzeniu dnia 1 czerwca 1800 r. ogłosić miano
rezultat konkursu.
Sekretarz Osiński złożył raport działu matematyczno-
filozoficznego w tym przedmiocie i oświadczył, że »po przy-
zwoitym i ściąłem roztrząśnieniu, rozprawa o morowej
zarazie uznaną została za godną uwieńczenia«.
Na wniosek dra Bergonzoniego przystąpiono do obrad
nad tym przedmiotem, poczem, gdy Zgromadzenie podzieliło
raport deputacyi, otwarto kopertę z napisem: Dam visum,
est mortale malmu i okazało się, że autorem uwieńczonej
rozprawy jest P. Lernet, med. dr., członek uniwersytetu
wileńskiego, mieszkający w Dubnie, ten sam, który nastr 314
CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY DRUGI.
ostatniem wyborowem posiedzeniu między przybranych
członków Towarzystwa zaliczonym został.
Dano zlecenie sekretarzowi, by zawiadomił laureata
o losie jego rozprawy i »razem zażądał od niego, iż,
jeżeliby w czasie dwuletnim nowe jakie w tej mierze odkry-
cie uczynił, wiadomość o tern przesiał Zgromadzeniu«.
Uwieńczona rozprawa, napisana w języku łacińskim,
przetłómaczoną być miała przez Kinzla i Filipeckiego na
polski język i wydrukowaną w Rocznikach.
Staszic wystąpił z wnioskiem, by Towarzystwo usta-
nowiło na przyszłość stale formy sądzenia rozpraw kon-
kursowych, mianowicie: czy mają je sądzić działy, czy
też ogół Zgromadzenia?
str 315
ROZDZIAŁ XXXIII.
Napoleon u szczytu potęgi. Upadek cesarstwa rzymskiego. Rheinbund. Wojna z Prusami. Pro-
klamacya pruska. Zmiana polityki w Prusiech południowych. Rokowania z kamera. Plenipo-
tenci Towarzystwa. Uczczenie ofiarności Staszica. Jego oświadczenie. Sala przyszłych po-
siedzeń. Walhalla. Pogrom pruski pod Auerstadtem I Jena. Cesarz Alexander spieszy na pomoc
aliantowi. Kwietyzm Towarzystwa. Jego prace. Odezwa ks. Kopczyńskiego. Nadspodziewane
plakaty pruskie w Warszawie. Franouzi w Polsce. Publlcandum królewskie. Pod Pułtuskiem.
Pożegnanie Kohlera z Warszawianami. Ranni Kozacy przeprawieni na Pragę. Ostatni akt
rządu pruskiego, zatwierdzający układ z Kapitułą. Wiadomość z Berlina. Cesarz Napoleon
i deputacya polska. W Poznaniu. Książe Murat w Warszawie. Delegaci Towarzystwa. Zapo-
wiedź Staszica, iz posiedzenia Towarzystwa odbywać się nadal będą we własnym gmachu
na Kanoniach.
Tymczasem wypadki dziejowe na Zachodzie zapowia-
dały rychłą państwu pruskiemu katastrofę.
Napoleon, u szczytu potęgi po pogromie Austerlitzkim
stojący, stał się protektorem »Rheinbundu« i dawne tysiącle-
tnie Cesarstwo niemieckie zniósł jednem pociągnięciem pióra.
Cesarz Franciszek II złożył koronę świętego państwa
rzymskiego i przybrał godność Cesarza austryackiego, jako
Franciszek I. Napoleon zaś, zaroiwszy Niemcy południowe
swemi zastępami, upokarzał Prusy naruszaniem ich tery-
toryów (Anspach-Beyreuth^ zabieraniem ich fortec i miast,
(Wezel, Essen i Verden) i zmusił je w końcu do wypowie-
dzenia wojny.
»Losy ludów — głosił Fryderyk Wilhelm w manife-
ście Erfurckim z dnia 9 października 1806 r. — są wpra-
wdzie w ręku Boga, lecz Bóg zwykł udzielać stale zwy-
cięstwo i nieprzerwane powodzenie tylko dobrej sprawie.str 316
CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY TRZECI.
Ta jest za nami; przekonanie o niej jest z nami; za nami
jest głos współczesnych, a pomyślny rezultat uwieńczy
nasze przedsięwzięcie!«
Jakby w przeczuciu wiszącej w atmosferze katastrofy,
miejscowa regencya pruska zaczęła świadczyć ludności
polskiej niebywale dotąd względy, a pragnąc przedewszyst-
kiem zjednać sobie inteligencyę polską, zgrupowaną około
instytucyi Towarzystwa przyj, nauk, Najjaśniejsza Kamera
warszawska w dniu 29 lipca 1806 r. zwróciła się do pre-
zesa Albertrandego z uprzejmem wezwaniem, o zamiano-
wanie plenipotentów do »traktowania i zastępowania Towa-
rzystwa w interesach cywilnych«.
Stało się zatem, dzięki polityce ogólno-europejskiej, że
Towarzystwo, któremu dotąd skąpiono tytułu ^uprawnionego
ciała«, okazało się nagle kompetentnem do mianowania dla
Biebie przedstawicieli prawnych i do traktowania, przede*
wszystkiem w przedmiocie nabycia stałej dla siebie siedziby.
Na posiedzeniu nadzwyczajnem z dnia 10 sierpnia
1806 r. zastosowano się do życzenia kamery i delegowano
Krzysztofa Wilhelma Chlebowskiego, generał majora i szefa
regimentu infanteryi, Karola Kortuma i Andrzeja Horody-
skiego, członków czynnych, do działań w imieniu i na rzecz
Towarzystwa.
Od laureata rozprawy o morze, dra Lerneta, nade-
szło podziękowanie za wybór, z oświadczeniem, że uwień-
czony oczekiwać będzie cierpliwie ukończenia medalu
przez artystę, prosi wszakże, by w gazetach umieszczono
opis owego medalu. Nadto prosił Lornet, by mu pozwolono
dedykować uwieńczoną rozprawę Czackiemu.
Towarzystwo zleciło odpowiedzieć laureatowi, że do-
niesienie o konkursie nastąpi na posiedzeniu publicznem
i dopiero wtedy będzie można ogłosić w gazetach rezultat;
dedykowanie zaś uwieńczonej rozprawy nie może być
umieszczonem na czele dzieła, które w imieniu Towarzy-
stwa ma być drukowanem.
W dniu 5 października 1806 r. prezes Albertrandi
str 317
NOWA SALA POSIEDZEŃ.
po raz pierwszy urzędownie zawiadomił Zgromadzenie
o wspanialej ofierze Staszica i że »nalezaloby pomyśleć
o sposobie, w jakimby Zgromadzenie zostawić mogło trwała
pamiątkę wdzięczności swojej dla znakomitego kolegi«.
Wniosek ten przyjętym został i wyznaczono w tym
celu delegatów, Stanisława i Alexandra Potockich, Win-
centego Krasińskiego, Bohusza, Sapiehę, Vogla i Szuleckiego.
Staszic, który później przybył na zebranie, oświadczył:
»iż chcąc ozdobić salę, mającą odtąd służyć na posiedzenia
publiczne, w domu dla Towarzystwa przeznaczonym, przed-
sięwziął umieścić w niej czternaście posągów sławnych
z nauk Polaków, dwadzieścia kilka popiersiów i kilka ba-
reliefów, mających wyobrażać uczonych obcych narodów«.
Przy tej nowej ofierze zażądał Staszic, »aby Zgromadze-
nie, albo przyjęło imiona podanych przez niego mężów, lub
też na to miejsce innych podalo«.
Przejęte wdzięcznością Zgromadzenie zostawiło w tej
mierze wolę i wybór — ofiarodawcy.
W tydzień po tej ważnej sesyi, miejscowe pisma war-
szawskie umieściły na czele lakoniczną wiadomość, iż »woj-
sko królewskie dnia 14 października przegrało pod Auerstadl
batalię. Szczegóły tego wypadku nie są jeszcze wiadome,
to tylko wiemy, że Naj. Pan i bracia jego żyją i nie są
ranieni«.
Szczegółów tych o nieszczęśliwej bitwie pod Auer-
stedt i Jena, w której, zabitych i ranionych było 30 tysięcy
żołnierzy, 150 armat i 20 tysięcy jeńców dostało się w ręce
Francuzów, a która państwo pruskie rozbiła na szczęty,
przez czas długi nie miano w Warszawie, z powodu »nie-
odbierania gazet i pism zagranicznych z Hamburga, Ber-
lina, Francyi, Anglii i większej części Niemiec«. Wiedziano
tylko, że cesarz Alexander pospieszył na pomoc sąsiadowi
i d. 25 października był w Poznaniu, co zapowiadało nie-
dalekie już ponowne wkroczenie do Warszawy wojsk jego
pomocniczych.
Zanim najbliższe wypadki sprowadziły zmianę w owychstr 318
CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY TRZECI.
przewidywaniach Towarzystwo spokojnie odbywało dalej
swoje sesye prywatne i zwyczajne. W dniu 2 listopada
Bergonzoni podał na kandydata na członka honorowego
P. Aliberta, lekarza paryskiego, prezesa Towarzystwa emu-
lacyjnego medycznego w Paryżu, autora wielu pism lekar-
skich, a zebrani, na wniosek prezydującego, postanowili
odbyć glosowanie nad ta kandydatura już na oajbliŻSZem
posiedzeniu. Jednocześnie prezes podał n;t członka przy-
branego — Xawerego .Szaniawskiego, autora rozprawy
„O ułamkach dziesiętnych".
Spokój pozorny członków Towarzystwa był do tego
stopnia niezmącony, że nie przeczuwając rychłego już
upadku rządów pruskich nad Wisłą, wyznaczono dzień
16 grudnia 1806 r. na posiedzenie publiczne, czytano raport
o dziełku geometry Nowickiego, dotyczącem »wynalazku
geometrycznego«, który, jak wykazał sprawozdawca Łęski.
»był własnym P. Ma rosa, inżyniera francuskiego i »zasa-
dza! się na działaniach mechanicznych, nie wolnych od
uchybień«, słuchano wniosku ks. Staszica o potrzebie zle-
cenia p. Kosseckiemu, bawiącemu w Paryżu, by się »zatru-
dniał historya, ostatnich czasów polskich«., słuchano odezwy
ks. Kopczyńskiego »do rodaków, w zamiarze przedsięwziętej
od siebie gramatyki narodowej« gdy nagle dnia 11 listo-
pada 1806 r. po ulicach miasta ukazały się plakaty, z pod-
pisem gubernatora v. Kohlera i dyrektora policyi v. Tilly,
z obwieszczeniem:
»Ponieważ tutejsi dobrzy obywatele, przez sprzeczne
wieści o nieegzystującym jeszcze zbliżeniu się nieprzyja-
ciela, w niespokojność są wprawieni, tedy sądzimy za rzecz
potrzebną, tutejszą upewnić Publiczność, iż nietylko sta-
ramy się we wszystkim względzie o utrzymanie dla nich
spokojności i bezpieczeństwa, lecz że nawet w tym przy-
padku, gdyby tutejszy garnizon miał wyjść, a miasto nie-
przyjacielowi miało być oddane, spokojność i bezpieczeń-
stwo obywateli zachowane będzie«.
Jednocześnie z tą odezwą przeniknęły do gazet miej-
str 319
PUBLICANDUM KRÓLEWSKIE.
scowych wiadomości szczegółowsze o katastrofie pod Jena,
o bohaterstwie Napoleona, który »z szybkością błyskawicy
swoje gwardye do ognia prowadził«, o niebezpieczeństwie
króla »być pojmanym, aż go regiment gwardyi wziął w śro-
dek i przerżnął się z nim przez francuską linię«, o zgonie
na polu bitwy generałów pruskich Schmettaua i Ruchela,
z których, ostatni »był naprzód w bok ranny, ale powró-
ciwszy nazad do bitwy, ugodziła go kula
Joachim ks. Murat
w r. 1806.
w miejsce, na którem miał order«, o wziętych
w niewolę 14 generałach i księcia Uranii Fulda, »z którym
bardzo wspaniale obszedł się książę Bergski Murat«.
Dalsze wiadomości stwierdziły »bytność wojsk rosyj-
skich na Pradze i marszu ich ku granicom polsko-pruskim
na pomoc królowi jegomości przeciw Francuzom«.
Ukazało się niebawem na rogach ulic Warszawy
publicandum królewskie, datowane d. 18 listopada 1806 r.
z Osterode, pod dziwacznym nagłówkiem: »Przeciw obu-
rzycielów i sprzyjaznych do insurekcyjnychstr 320
CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY TRZECI.
poruszeń w Prusach południowych«, dowodzące,
iż tłóniacz nie zastosował się do życzenia królewskiego,
by władze krajowe prenumerowały «Słownik języka pol-
skiego« Lindego, oczywiście, w celu przyswojenia sobie
ducha i form gramatycznych tego języka...
Dowiedziano się też, żo król pruski znajdował się
o 7 mil od Warszawy, w Pułtusku, w kwaterze naczelnego
wodza rosyjskiego Benningsena, lecz jednocześnie dnia
Jerzy Ludwik Egidy v. Köhler,
gubernator warszawski za czasów pruskich, (ze stalorytu współczesnego).
26 listopada 1806 roku odczytano odezwę nadspodziewaną
gubernatora Köhlera, iż »udając się z rozkazu królewskiego
do Królewca, z uczuciem żalu rozłącza się z miastem,
którego obywatele wszelkiego stanu dawali mu dowody
przyjaźni i zaufania, za co składu publicznie najżywsze
podziękowanie, wyrażając, iż dobrego powodzenia obywateli
tutejszych i wtedy nawet, gdyby w przyszłości nie miał
szczęścia znajdować się w ich gronie, najszczerszym ucze-
stnikiem być nie przestanie«.
str 321
OSTATNI AKT RZĄDU PRUSKIEGO.
Poczciwy i rycerski charakter narodu ujawnił się
i tym razem. Opuszczającego Warszawę przedstawiciela
rządu pruskiego pożegnało przychylne wspomnienie wydru-
kowane w Nrze 95 Gazety Warszaicskiej z 28-go listopada
1806 r. »Pełne dobroci i łagodności postępowanie tego urzę-
dnika — brzmiał ów pierwszy wolny od cenzury pruskiej
artykuł — zjednało mu tu powszechną miłość i szacunek.
Wyjechał tegoż dnia po południu okryty błogosła-
wieństwem i dobrem życzeniom mieszkań-
ców, których będąc razem rządzcą i przyjacielem, dowiódł,
że przy poczciwem sprawowaniu obowiązków urzędu, pierw-
sze z drugim pogodzić można i, przy zmianie nawet oko-
liczności, trwałą znaleźć wdzięczność i poważanie«.
Ostatnim znamiennym czynem zdruzgotanego pod
Jeną rządu Prus południowych było — zatwierdzenie za-
wartego ostatecznie przez Staszica w dniu 24 listopada
1806 r. kontraktu nabycia od kapituły warszawskiej domów
Nr. 85, 86 i 87, na Kanonii sytuowanych, na siedzibę To-
warzystwa warszawskiego przyjaciół nauk, za sumę 4800
ówczesnych złotych polskich. Kontrakt pomieniony »wzglę-
dem domów i ruderów, pod Nrami 85, 86 i 87 stojących,
sporządzony przed Imć panem Voigtem, deputowanym
Magistratu sprawiedliwości, obejmował warunek, spisany
w języku ówczesnym urzędowym: „dass, wenn die Gesell-
schaft aufhört, die Grundstücke — an den Fürsten Alexander
Sapieha, oder an die älteste seiner Kinder, oder die nächste von
seinen Successoren, wenn keine Kinder vorhanden, mit der Maas-
gäbe zufallen sollen, dass sie, aus diesem Grundstücke ein Kran-
kenhospital anliegen, oder die Revenuen aus dem Grundstücke
m diesem Behuf verwenden".
Przewidując na wypadek swej śmierci i braku sukce-
sorów, iż nabycie domów kapitulnych mogłoby wyrodzić
wątpliwości co do natury uczynionej darowizny, odnośnie
do skarbu, jako ewentualnego dziedzica spadku wakującego,
wskazał nabywca rodzinę Sapiehów, jako substytutów swej
darowizny. Późniejsze zmiany stosunków prawnych i poli-
TOWARZYSTWO WARSZAWSKIE.
21str 322
CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY TRZECI.
tycznych w kraju, warunkowi pomienionemu odjęły pier-
wiastkową doniosłość.
Zanim nadeszły wiadomości o zbliżaniu się wojsk
francuskich do Warszawy, nadszedł z Berlina od Ksawe-
rego Działyńskiego list z daty 19 listopada 1806 r. donosząc)
o deputacyi obywateli poznańskich do Berlina i o audyen-
cyi udzielonej jej na zamku królewskim przez Napoleona,
który, otoczony grenadyerami gwardyi cesarskiej, trzyma-
jącymi 340 chorągwi na Prusakach zdobytych:
— » Nigdy Francya nie uznała podziału Polski! —
przemówił do deputatów. - Nigdy nie było jej interesem,
ażeby ten podział nastąpił. Niezgody to wasze zrządziły
upadek tego sławnego w dziejach narodu. Niech przeszłość
służy wam za naukę do zjednoczenia się waszego! Niech
magnaci i majętniejsza szlachta staną na czele! Niech
reszta szlachty, duchowieństwo, mieszczanie połączą się!
A gdy ujrzę 30 do 40 tysięcy ludzi pod bronią, ogłoszę
w Warszawie niepodległość waszą; skoro zaś ją ogłoszę,
niewzruszoną będzie! Oddalony od Państwa mego, nie mogę
dać przelewać samej tylko krwi moich żołnierzy. Trzeba,
by Polacy połączyli się, dla walczenia obok wojsk moich.
Ogromne mocarstwo, które zawsze okazywało sio najwię-
kszym wrogiem waszego kraju—zniszczone jakby cudem
zostało... Wkrótce wojska moje wkroczą do Warszawy!«...
Dnia 23 listopada 1806 r. po wydaniu proklamacyi
do wojsk swoich, w której z dumą zdobywcy obwieścił:
»Jedno z najwspanialszych w Europie wojennych mocarstw,
które śmiało niedawno haniebną proponować nam kapitu-
lacyę — nie istnieje... Zdobyliśmy 60 tysięcy niewolnika,
65 chorągwi, 600 armat, trzy fortece i 20-tu generałów,
a wszystkie prowincye monarchii pruskiej aż do Odry są
w naszej mocy«... — stanął Napoleon w Poznaniu. »Była
to - jak entuzyastycznie opisuje świadek tego wydarze-
nia — najsławniejsza epoka w dziejach narodu
str 323
AUDYENCYA U NAPOLEONA.
polskiego. Wielki, niezwyciężony Napoleon, stanął na
naszej ziemi, aby nam znowu istnieć kazał, gdy już
być przestaliśmy. Dzień ten wielki, dzień, od którego lata
egzystencyi naszej rachować będziemy, dzień ten najwię-
kszej radości, te tylko dla obywateli poznańskich tkliwego
smutku zawiązał cierpienia, iż zszedł za prędko, a pomrok
zachodu nie dozwolił dzieciom widzieć ojca, oglądać oblicze
zbawcy swego«.
Od godziny 5 zrana do wieczora płynęły fale ludu
na drogę »Ojca Ojczyzny«. Senat, stan rycerski, magistra-
tury wszelkie cywilne, miasto cale, wszelkiej płci i wieku
ludzie, na hasło Napoleona Wielkiego zbiegły się o pól
mili od miasta na przyjęcie go, w przygotowanych na to
Arkadach. Było ich cztery, pierwszy z napisem: Zwycięzcy
Marengo, drugi: Zwycięzcy Austerlitz, trzeci: Zwycięzcy Jena,
czwarty: Zbawcy Polski82).
Awangarda wojsk francuskich wkroczyła do War-
szawy o 6-ej wieczorem dnia 27 listopada.
W wilię tego dnia przewieziono przez miasto rannych
żołnierzy pruskich i rosyjskich. O 1-ej po północy wojska
sprzymierzone cofnęły się w cichości przez most na Pragę,
a przeszedłszy, zapaliły z obu stron most łyżwowy. Od-,
działy kozaków spóźniwszy się, stanęły nad Wisłą. »Dano
przyzwoite opatrzenie ranionym i krypa, przewieziono
wszystkich na Pragę«.
Pierwszym z hufców francuskich był szwadron strzel-
ców konnych z regimentu 13, pod dowództwem szefa swego
Guillauma. Ukazał się on od strony Woli i podążył na
Krakowskie Przedmieście, gdzie stanął przed głównym
odwachem. »Za pokazaniem się tego wojska wszystkie
okna domów główniejszych ulic oświetlone zostały, a tłum
ludu, otaczający go, wyrażał radość, przez powtarzane
okrzyki i życzliwe, pełne gościnności, przyjęcie«.
Nazajutrz, 28 listopada, o 4-ej po południu, wjechał
do Warszawy W. Książę Berg i Kliwii, Joachim Murat,
z orszakiem kilku tysięcy jazdy, generałów i adjutantów,
21*str 324
CZĘŚĆ IV. ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY TRZECI.
a na jego spotkanie wyruszył ks. Józef Poniatowski, ko-
mendant milicyi warszawskiej, ze znaczną liczbą obywateli.
Cechy z chorągwiami, starsi żydowscy, z baldachimem
i rodałami, nieprzejrzany tłum ludu, z »kokardami białemi
jak lilie« — wszystko to powitało zwycięzców oklaskami
i okrzykami.
Wejście Francuzów do Warszawy 2S listopada 1806 r.
z miedziorytu współczesnego, (ze zbioru J. Wiel. Protojereja A. P. Malcewa
w Berlinie ,
Zwołano posiedzenie nadzwyczajne Towarzystwa przy-
jaciół nauk na dzień 1 grudnia i prezes Albertrandi wniósł,
by Zgromadzenie wyznaczyło od siebie deputacyę dla po-
witania, księcia Berg i Kliwii, który stanął w pałacu Ra-
czyńskich przy ulicy Długiej. Wybrano w tym celu pre-
zesa, Staszica, Bergonzoniego, Stanisława Potockiego i dra
Lafontaina.
Imieniem Staszica oświadczył nadto prezes, iż »domy
na Kanoniach są już własnością Zgromadzenia« i że będzie
str 325
DAR STASZICA.
już można odbyć następne posiedzenie w sali gmachu na
to przeznaczonego, o czem publiczność zawiadomić należy.
— »Czyn ten wspaniały, godny tak zacnego obywa-
tela i gorliwego nauk miłośnika — zakończył Albertrandi —
zapisanym zostać winien w księdze Zgromadzenia, na wie-
czystą żyjących i potomnych pamiątkę«.
Postanowili zebrani, aby przyszłe posiedzenie publiczne
Towarzystwa przyjaciół nauk odbyło się już we własnym
tegoż gmachu, na Kanoniach. Na tem posiedzeniu odczytać
mieli swe pisma: Albertrandi, Stanisław Potocki, ks. Sapieha
i Staszic, a nadto Ludwik Osiński wiersz okolicznościowy,
prozą ułożony, — w języku francuskim...
KONIEC KSIĘGI PIERWSZEJ.str 327
PRZYPISKI
1) Arch. Tajne berlińskie. 1 Abth. nr 1089. Acta generalia des
Königl. Ober Schul Collegii über die Verf. und Verbess. des Schul-
wesens in der Prov. Südpreussen str. 127.
2) Wenn et nicht verhinderte, dass sein eigener Schwiegerva-
ter, der Graf von Finkenstein, die anglückliche Hofdame beredete,
dem Könige nachzugeben, weil sie dadurch selbst dem Glücke des
Landes opfere, so verräth das zum mindesten — Schiräche"... Petersdorff
w Allg. deutsche Biographie t. 40, str. 352.
3) «Er (Voss), sagte sich, dass die, der Verstellungskunst so kun-
digen, Polen, nie für echte Kinder ihres neuen Vaterlandes geachtet
werden konnten, solange nicht ihr eigenes Interesse sie an das Band
mit demselben fesselte...
...Um den armen, nicht angesessenen und massigen Adel zu
festem Wohnsitz und Fleiss zu bringen, machte Voss im Mai 1794
den beifällig aufgenommenen Vorschlag, unter Verwendung der
städtischen (kämmerei) Güter, ihm kleine Besitzungen auf Erbpacht
und Erbzins zu verleihen» loco cit.
4) «Südpreussen — pisał Voss — war und ist noch auf lange
Zeit eine menschen und gewerbleere, verwüstete Provinz. Ein Zu-
wachs dieser Art schwilcht durchaus anfänglich den Mutterstaat.
5) Dabei geschah es, dass eine Deputation in Polen ihn mit
«Eu. Majestat» anredete (Allg. deutsche Biogr. XIII. 219).
O owem homagium pruskiem podaje nam naoczny świadek,
Antoni Magier, następujące charakterystyczne szczegóły:
«Król pruski, pozyskawszy część kraju polskiego, przez demar-
kacyą dworów sąsiednich sobie wyznaczoną, dał jej nazwisko Prus
Południowych i wkrótce zesłał z Berlina ministra Hoyma, dla
odebrania homagium, czyli hołdu, od mieszkańców tejże prowincyi.str 328
PRZYPISKI.
Ten obchód odbył się w Warszawie dnia 6 lipca 1796 r, W Zamku
królewskim, W izbie dawniej senatorskiej, gdzie tenże minister, wstą-
piwszy na przygotowane dla siebie stopnie, odczytał tuż obwieszcze-
nie królewskie. Ale, snadź, jako tajny minister, nie zwykły, nic ja-
wnie ogłaszać światu, tak skromnie i cicho rzecz swą odczytał, iż
zaledwie zdawał się na ten czas usta otwierać. Wodziński, landdy-
rektor ziemiański cyrkułu warszawskiego, obok tychże stopni stojący,
następnie toż samo pismo w narodowym języku, głosem donośnym
powtórzył. Poczem wykonano przysięgę powszechną, a takowe hoł-
downicze zeznania przez kilka dni podawane były na piśmie w sa-
lach pałacu Krasińskich, od właścicieli ziemiańskich i delegowanych
z ziem i powiatów, którzy, w wyznaczonym później dniu, zaproszeni
zostali na pokoje otwarte w zaniku, oraz na wielki obiad homagialny
do jednej sali zamkowej i każdemu z zaproszonych na talerzu, pod
serweta, podłożono tego obchodu pamiątkę w medalu sporym sre-
brnym, z twarzą króla pruskiego, Wilhelma II, a z drugiej strony
z orłem lecącym zapisem: „Vobis quoque Pater". Na wieczerzę zaś
w oświeconym nieco ogrodzie Krasińskim, gdzie podobnymże sposo-
bem zaproszonym gościom medale rozdane zostały». Estetyka miasta
Warszawy (rękop.).
6) «Ich werde gewiss all meine Dichten und Trachten darauf
lenken - pisał von Voss do króla — höehstdero Willensmeinung in
Absicht dieser geringen Volksklasse zu erreichen und zu verhindern,
dass sie nicht unmenschlich behandelt werde. Dagegen aber dürfte
es mehr schaden, als nützen, wenn diese Menschen auf ein Mal in
eine Verfassung gesetzt werden sollten, welche mit ihrer bisherigen
in einen gänzlichen Contrast stellt». W sprawozdaniu swojem z za-
rządu krajem polskim pisał następnie Voss do króla: «So sehr auch
Erleichterung des ganz unterdrückten Bauernstandes nothwendig
war, so erforderte, solche dennoch, bei dem Einfluss des Adels, der
nur immer auf Gelegenheit wartet, seine Unzufriedenheit zu äussern, die
grösste Behutsamkeit», v. Petersdorff loc. cit.
7) «Dadurch erhielt die unstiltte Masse dieses Adels -Beschäftigung".
8) «Es war überhaupt eine allgemeine Tradition, dass Vossens
ungeschickte Verwaltung den schnellen Anfall Südpreussens an Na-
poleon verschuldet hittte. So Gneisenau und Boyen» loc. cit.
9) «Es wurden (in Neuostpreussen) vielverheissende Keime einer
höheren Cultur gelegt, die, durch die zehn Jahre später erfolgte Los-
trennung, zerstört worden sind» (G. Krause: loco cit. XXXII, 579).
10) «Bis zu der Zeit, da schwere Leiden, universellere Verh;l 1-
tniaae und in grossen Eormen sich bewegende, Menschen, den Preus-
senkönig zu höheren Gesichtspunkten emporrissen, schwamm er
(v. Beyme) in einer Fluth von gutinüthigen Kleinigkeiten, anmuthi-
str 329
PRZYPISKI.
gen Einzelhandlungen, rührender Bescheidenheit, menschlich schönen
Absichten — kurz, so zu sagen, in der Sphilre der Anekdotentuyend
und dieser, auch von der Königin Louise getheilten. einer Frau so
wohl anstehenden, Richtung», Caro: loc. cit. II. 601.
11) Ärch. tajne berlińskie R. 76. I. Abth. nr 1089, fol. 26.
12) «Wenn man sich an die bekannte Auftretung in Thorn aus
dem Jahre 1724 errinert, so wird es nicht unwarscheinlich, dass bei
einer näheren Nachforschung mehrere Fülle dieser Art aufzuspüren
sein mögten» loc. cit.
13) «Sollte es nun unter diesen Umstünden nicht thunlich und
rathsam sein — statt der Fundirung einer neuen Universitüt, die in
Breslau schon vorhandene blos zu erweitern and allenfalls mit einigen
neuen, der polnischen Sprache mächtigen, Lehrern zu versehen/
14) «Er ist bei weitem nicht so beträchtlich (seil, fundusz poje-
zuicki) als Eu. Exc. nach der Aufgabe von Büschin^ zu glauben
scheinen. Es ist bekannt, wie unzuverlüssig alle solche gedruckte
Nachrichten statistischer Schriftsteller sind, und gesetzt, welches doch
wohl gewiss nicht war, dass die Grundstücke der Jesuiten 30 Mill.
poln. Gulden Werth gewesen, so waren darunter alle in Littauen, der
Ukraine und Podolien befindliche Collegia begriffen, wo aber die reich-
sten Klöster und Stiftungen dieses Ordens sich befanden und die jetzo
unter russisches Hoheit stehen. So auch mit Veraüsserung der Güter
und Verwaltung der Fonds zu den ehemaligen polnischen Zeiten ge-
wissenslos zugegangen, so viel kann ich nicht indessen Eu. Ex. ganz
ergeh, versichern, dass dieser Educatinsfond für Südpreussen, wenn
er völlig reguliert ist, kaum 25000 Keichsthaler jährlich betragen
wird». Arch. tajne beri. loco cit. fol. 30.
15) Hoyni do Goldbecka 2 stycznia 1797, loc cit.
16) «Da nach veränderter Landesregierung das von der Natio-
nal Commission dirigirtc Schulwesen getheilt und in Ansetzung des
catliolischen Schule der Caniinern, in Ansetzung der protestanti-
schen aber den Consistorii von Eu. Kön. Majestüt anvertraut werden,
so scheint uns nach Lage der Sache von selbst zu folgen, dass auch
die Fonds verhültnissmüssig getheilt werden müssen».
17) «Benutzung des polnischen Genies und Charakters ausser-
halb der Grunzen von Südpreussen und zu gleich aiisschaunliche
Darstellung der Vorzüge der deutsch-preussisehen Verfassung das
kürzeste Mittel zur Verbesserung des Nationalismus sein könnte».
18) W botnbastycznych wyrazach zwraca się Regelvi w menio-
ryale swoim z dnia 28 marca 1797 r. do ministra Woellnera:
«...Dafür kaum mein Herz bürgen, welches sein Thatkraft zu
zeigen wünscht und das im kleinsten Punkt zu werden sucht, was
Eu. Exc. für die ganze Staaten eines grossen Monarchen mit so rast-str 330
PRZYPISKI.
losem Eifer sind: Aufrechthalter der Religion, Veredler der Unter-
thanen und durch das Beispiel, welches anderen Staaten gegeben
wird, beglückender Vater des ganzen Menschengeschlechtes!»
W odpowiedzi na tę tyryadę, minister Woellner czerwonym
ołówkiem na marginesie napisał: „dumnie Complimente!" i odrzucił
propozycyę Regehlyego, z zasady jedynie: że nie jest ona „de tern pure,
noch auch von meinem Ressort».
19)«Ein Mann von ausgezeichneten Anlagen und bester Schu-
lung, dessen umfassende Thätigkeit durch eigene Verschuldung in
Charakter und Lebensführung fast fruchtlos bleiben sollte, so, dass
sein Name heute schon fast verschollen, seine persöhnliche Geschichte
in theilweise nicht mehr aufklarbares Dunkel verfallen ist» (Lands-
berg w All. deutsche Biogr. XXVIII. 154).
20) «Die Ideen des Supplicanten — pisał Meierotto — dass eine
Stadt wie Frankfurt wohl als der rechte Ort zum Absatz für Süd-
preussen angegeben werden könne, sind freilich sehr natürlich, wenn
nur nicht andere Buchhandlungen, die schon hingst in Possesion
ehnlichen Absätzen, selbst durch eine Art von Privilegien, gesetzt
worden sind» (Arch. Inj. bevl. loc. cit., str. 62).
21) «Übrigens, können Eu. Exc. überzeigt sein, dass die unter
der polnischen Educations Commisions gestandenen Schulen zu War-
schau. Bosen, Kawa und Lenczic, nicht so ganz schlecht sind, als man
vielleicht glaubt und dass sie durch Aufsicht und Neubesserungen sehr
nützliehe Institute werden können». Arch. tajn. berl. loc. cit. 66.
22) § 11. Um alle. Verwirrungen zu vermeiden, die Einrichtungen
der ehemaligen Eduk. Comm. nicht ohne Notwendigkeit abzuändern».
23) «Die Materie des Unterrichts muss sorgfällig bestimmt wer-
den, und dass für die neuen Provinzen — der Unterricht in der deut-
schen Sprache hinzukommen muss». Król do Massowa 3 lipca 1798
str. lbs. Arch. berl.
24) «Ich trug bei der hochseeligen königl. Majestat auf Erri-
chtung einer einzelnen Education Commision zu Warschau für ganz
Südpreussen, nach Art der ehemaligen polnischen, allunterthatigst an
und Allerhöchst Dies, geruhten solche zu genehmigen und die In-
struction für dieselbe zu vollziehen, welche Eu. Maj. ich unterth. in
Abschrift überreiche». Acta des Königs Fried. Wilh. III die Schulen
Südpr. betr. (1797-180(5). Arch. taj. berl. Rep. 89, 34. F.
25) Nazwisk ich raport nie wymienia.
26) Oto charakterystyczniejsze, według sprawozdania Gedickego,
szczegóły wizytacyi szkół polskich. W czerwcu 1802 r. rozpoczęły
się owe wizytacye od odwiedzin Konwiktu pijarskiego przy ulicy
Miodowej. W pierwszych dwóch klasach, zostających pod kierunkiem
o. pijara Paszkowskiego, było trzynastu uczniów. Egzaminowano z re-
str 331
PRZYPISKI.
gut gramatycznych pamięciowych, z przekładu Kornelusa Neposa
(o Arystydesie). Zdolności pedagogiczne Paszkowskiego okazały się
dosyć miernemi, natomiast młodzież wykazała wiele zdolności i chęci
do nauki A). Egzaminował Paszkowski z historyi Starego Testamentu
i z początkowych reguł arytmetycznych B).
W kasie trzeciej nauczał ks. Baranowski. Opinia o nim i uczniach
wypadła niezadowalająco C). Towarzysz jego, ks. Górski, demonstro-
wał teoremę Pitagoresa, z początku dość chwiejnie, lecz następnie
ośmielił się i egzamin wypadł dosyć pomyślnie D).
Rektor konwiktu, ks. Kopczyński, autor gramatyki polskiej,
w braku docentów, naliczał sam łaciny. Rozbierali przed nim ucznio-
wie ustęp z Pauzaniasza i inne urywki z Neposa E).
Maitr Thiband uczył francuskiego, nauczyciel Schwenda — nie-
mieckiego. Thibaud egzaminował dzieci z dyktanda i z mitologii.
Wizytatorowie przemówili do młodzieży po francusku, co młodzież
dobrze zrozumiała.
Schwenda pytał po niemiecku z historyi naturalnej F).
W klasie czwartej prof. Górski egzaminował z początków al-
gebry, lecz postępy uczniów okazały się niedostatecznemi. Lepiej po-
szło z egzaminem z geografii fizycznej.
Prof. Pijar Bystrzycki, egzaminował z historyi greckiej, zaś
metr niemieckiego języka, König, z tegoż języka i zasłużył sobie na
pochwała wizytatorów G) jak również i metr francuski Potier.
W klasie piątej nauczał prof. Dmochowski, tłómacz Iliady. Py-
tał po łacinie de stylu armato et simplici, de figuris. Kazał tłumaczyć
ustęp z Pliniusza i mowę kapitolińską Quintiusa, deklamować odę
z Horacego"). Wyrecytowano ją bez żadnych historycznych objaśnień 1).
Obejrzano wreszcie gabinet fizyczny, który znaleziono w stanie
zadowalniającym.
A) «Die Schüler zeigten nicht nur viel Lernbegierde, sondern
auch dass sie recht gute, ihrem Alter angemessene, Fortschritte im
Latein gemacht haben».
B) Seine Fragen waren von den in deutschen trivial, oder
Dorfschulen, ganz gewöhnlichem Schlage.
C) Lehrer und Schiller mittelmassig.
D) Er zeigte, viel Schüchternheit, aber in der Folge gewann er
mehr Herz und Commisarius hatte keine Ursache mit ihm unzufrie-
den zu sein.
E) Man fand, dass es dem K. an guter Lehrmetode nicht fehlt.
F) Man fand, dass die Kinder im Deutschen nicht zurückge-
blieben sind.
G) König ist in seinem Fache ein geschickter .Mann.
H) Ohngeachtet der sichtbar guten und nicht zu verachtenden
Kentnisse des Dmochowski, war sein Vortrag nichts weniger als la-
I) Ohne welche man doch den Horaz nicht verstehen kann.332
PRZYPISKI.
Fruderyk Graf v. Schulenburg
Kehnert.
Z Collegium nobilium udali się
wizytatorowie do tak zwanej szkoły
akademickiej, by wysłuchać wykładu
języka niemieckiego prof. Thyma. Za-
dano uczniom kilka tematów, które
oni dobrze przetłómaczyli. Tłómacz
podał pare ustępów do przetłómacze-
nia z polskiego na niemiecki, lecz prze-
konano się, że wymowa uczniów była
wadliwa (Die Ausprache war mangelhaft)
Jednocześnie zwiedzono i szkole
wojskowa, która w tymże gmachu zo-
stawała pod nadzorem regimentarza
v. Ruits'a. Było tam 36 dzieci. Nau-
cza! je bakalarz Gelhaar, ze Szczecina,
z zawodu swego krawiec (eigentlich,
seines Handwerks - ein Schneider).
Feldprediger Grothe wydał mu
świadectwo pilności. W klasie II-giej
nauczano dopiero początków czytania. Drugi nauczyciel, Tenwer,
zbankrutowany kupiec (ein verunglückter Kaufmann), słuchał dzia-
twę z pamięciowych zadań. Składała się ona wyłącznie z dzieci nie-
mieckiego pochodzenia. Dzieci żołnierskich pochodzenia polskiego
w szkole tej nie było K). Z klasą druga połączona była i szkoła prze-
mysłowa (Industrieschule, aber Warschau ist garnicht der Ort dazu).
Odwiedzili następnie wizytatorowie i sam gmach dawniej jezui-
ckiej, obecnie akademickiej, szkoły.
W gmachu frontowym były cztery przestronne izby, z ławkami
i stołami. Na drągiem piętrze po lewej stronie dwie klasy, po pra-
wej duża sala do uroczystych przyjęć. Na trzeciem piętrze mieściła
się szkoła żołnierska. W zabudowaniach tylnych, piwnice zajęte były
na piwiarnię i gospodę L).
Na drugiem i trzeciem piętrze były mieszkania profesorów.
Każdy zajmował dwa pokoje i kuchnię. Tylko prof. Krusiński miał
jeden pokój, ponieważ abbé Bessa, emeryt, korzysta z drugiego.
Czwarte piętro wynajmowano na prywatne mieszkania, lub też
stało opróżnione.
Akademicka szkoła na Starem Mieście składała się z pięciu
K) cDa die Pohlem selten ein Handwerk verstehen, so heirathen
się nicht leicht in der Stadt, sonach giebt es hier selbst gar keine
polnische Soldatenkinder».
L) Die Unschiklichkeit, dass in einer Selmie eine Bierschank
befindlich ist, ist aufgefallen.
str 333
PRZYPISKI.
klas, lecz zajmowała jedynie trzy pokoje. Rektor ks. Sławiński wy-
kładał łacinę i rachunki. W innych klasach ks. Szulecki uczył religii,
moralności, historyi i łaciny. Egzaminowano z historyi wojen puni-
ckich. Szkoła ta nie zasłużyła sobie na pochwalę wizytatorów M). Prot.
Krusiński słuchał z najnowszych wynalazków w dziedzinie chemii,
prof. Kosakowski z ułamków dziesiętnych, prof.Thieme z niemieckiego.
Raz jeszcze zwiedzili wizytatorowie inna szkolę pijarów. W naj-
niższej klasie uczono abecadła, w oddziale drugim łaciny i polskiego,
według gramatyki Kopczyńskiego, Nauczycielem byI tu Witkowski.
Uczniów było 120.
Pijar Dobrowolski uczył łaciny. Zwiedzający polecili przetłuma-
czyć z niemieckiego na ten język zdanie: Wir lutlnn jelzl gułe Gesetze.
W klasie następnej nauczał pijar Niemczycki. Wykład jeżyka
niemieckiego był wadliwym. Prowadzili go Biedrzycki i Bielawski").
Prof. Gajewski, Dąbrowski i Baranowski wykładali geometryę, alge-
brę, fizykę i łacinę, objaśniając swój wykład językiem polskim. Ucznio-
wie wykazali bardzo słabe postępy O).
W klasie szóstej prefekt konwiktu, Sawicki, egzaminował z hi-
storyi Brandeburgii według własnego, z dzieła Asehenholtza zaczer-
pniętego, konspektu, nie zjednawszy sobie uznania egzaminatorów1'!
Profesor Baranowski słuchał z łaciny de oratore, de figuris
i z deklamacyi ody: integer vitae.
Gajewski wykładał logikę Condillaka, Dąbrowski astronomię,
niemiecki i francuski języki. Innymi nauczycielami byli: abbé Gruer,
Nieświezki i maitre Krysiński.
Obejrzano przy tern bibliotekę, składającą się z sześciu tysięcy
tomów.
Następnie, udano się do szkoły Benonów, czyli do kanoników
regularnych, którą zarządzał pater Langański, ucząc czytania, pisa-
nia, geografii i historyi naturalnej R).
M) Die grössten Schüler waren beinahe die Unwissendsten.
Nicht besser ging es im Latein.
N) Beide Pohlen und der deutsche Sprache freilich nicht so wie
ein geborener Deutsche kundig.
O) Uber den Satz: poetae «non fiunt sed nascuntur» wussten sie
keine Auskunft zu geben.
P) Der Unterricht war recht unzäckmässig und die Schule in
der älteren Geschichte schwächlich bewandert. Bei Gelegenheit Frie-
drichs des Grossen kam Coinmissarius auf die Gesch. Frankreichs.
Die Schüler wussten genau Einiges, aber sie zeigten auch wiederum
durch manche sehr unipassende Antworten, dass in der Gesch, sie
der neueren Zeit nicht sonderlich bewandert sind.
R) Wenn die Kinder genug deutsch gelernt haben, so werden
sie zur deutschen Classe versetzt.str 334
PRZYPISKI.
W pierwszej klnie było 60, w drugiej 140 dzieci. Benoni za-
łożyli i przytułek sierot i szkolę dla dziewcząt, z dwiema polskiemi
klasami i jedną niemiecką. Użalał sie ojciec Hofbauer, który spro-
wadził w roku 1788 do Warszawy clericos Sanctissimi Redemptoris,
iż dzieci nieregularnie szkole odwiedzają. Wizytatorowie wyrazili
życzenie, by pilność była większa, gdyż to sprawi radość JegO Kró-
lewskiej Mości.
Następnie przełożony pater Hübl wprowadził wizytatorów do
refektarza, gdzie, ojciec Vennulet egzaminował kleryków z lilozotii
i łaciny, pater zaś Posserat z polskiego 8).
Odwiedzili wizy tatorowie i szkolę reformowana, prowadzona
przez pastora miejscowego, Pieliła. Szkołę tę, założoną jednocześnie
z fundacyą kościoła, zniesiono, lecz pastor Dunkert z Królewca przy-
wrócił ją i dodał do niej szkołę dla dziewcząt, w której uczono ję-
zyków: niemieckiego, polskiego, geografii i historyi.
Udano się następnie do seminaryum św. Jana, gdzie ofieyal
Prażmowski i prof. Wieliczko wykładali właśnie de eucharistia, a prot.
Oirso de Monotholetis tłómaczył Virgilego.
Seminaryum xx. Misyonarzy utrzymywało piękną bibliotekę,
gdzie znaleziono Słownik Baylego i dzieła Woltera.
Uczniowie recytowali dogmat de trinitate i przedstawiali kry-
tykę nauk Ariusza, Sabelliana i Photiniana.
Odwiedzili wizytatorowie prywatne szkoły: Nenehy, utrzymy-
wanej funduszem br. Platera, oraz ex pijara Wolskiego, zaszli do kla-
sztoru S. Kazimierza, do domów sierót i do Szpitala Dzieciątka Jezus,
którego urządzenie zjednało sobie wielkie z ich strony pochwały.
Smutny stan szkól na prowincyi podali wizytatorowie na przy-
kładach szkół w Nadarzynie i Mszczonowie.
W pierwszej nauczał stuletni starzec Kosiński czytania i pisa-
nia, pobierając od dzieci po złotówce na miesiąc. Oprócz tego rodzice
przysyłali mu codziennie trochę strawy (welcher aber oft sehr dürftig ist).
W Nadarzynie dzieci było tak wiele, że większość ich stała
w sieni lub na ulicy. Oprowadzali tam wizytatorów radca wojskowy
Krom, burmistrz i dowódzca miejscowego szwadronu huzarów T). Nau-
czyciel Müller, Inflantczyk, uczył dziatwę religii katolickiej, jeżyka
polskiego i niemieckiego.
8) Uberhaupt bemerckt Connnisarius, dass die Benonen sehr
schwärnierischer Grundsätze beschuldigt werden und dass der Gottes-
dienst in dieser Weise nie aufhört, sondern von früh Morgen bis in
die Nacht dauert, was zu mancherlei Unordnungen und Missbraüchen
Gelegenheit giebt.
T) Die Judenkinder etwa 30 an der Zahl standen vor dem
Schulhause auf der Gasse, weil sie keinen Platz hatten.
str 335
PRZYPISKI.
27) «Von welchen schon jetzt sind und Neuostpreusslsche Jüng-
linge aufgeklärter und toleranter zurückkehren».
28) Pozostawione przez nich papiery — pisal Voss do Massowa
15 lipca 1803 — stellen in der That ein vollständiger Tableau von
dem Zustande des Südpieuss. Schulwesens vor, so, dass die historische.
Resultate ihrer Reisen glücklich gerettet wurden».
29) «Sie (die Protestanten) sagen, dass ein protestantischer Kö-
nig müsste mehr die Protestanten begünstigen. Die Dissidenten hat-
ten gegen die Zeit der Auflösung der Republ. Polen, so grosse Hof-
fnungen gefasst, die ihnen fehlgeschlagen waren, sie waren lange
genug gedrückt, um nun endlich zur Herrschaft zu gelangen. Auch
die Erwartung einer grossen Hülfe von den Jesuitenfond thut bei
den Protestanten unglaublichen Schaden. Dass hatte nur doch der
König — das könnte der protestantische König doch, so wie es die
Edukations Commision beschlossen hatte, sicher auch den Protestan-
ten zur Theilnehmung etwas zufliessen lassen».
30) Arch, tajne berlińskie. Acta generalia R. 76 I Abth. X 1809
str. 246 i nast.
3l) Arch. taj. berl.
32) «Mit dem Beifügen, dass ich des von K. Kxe. in dem Ant-
wortschreiben v. 27 N. geäusserter Meinung vollkommen beitrete».
33) «Ich fühle mich verpflichtet, jetzt, nach Jeziorowski's Rück-
kehr, Huer. Kön. Maj. das Resultat seiner Reise, und meine Nachden-
ken über diese Angelegenheit, allerunterth. vorzulegen».
34) Die Oliviersche Auflösung der Sprache in ihre Bestandteile
wird namentlich dem Pohlen die Erlernung der deutschen Sprache
umso mehr erleichtern, als es bei der polnischen an die Unvollkom-
menheiten des deutschen Alphabets gar nicht gewöhnt ist, indem
diese so viid Laute, als Buchstaben, und umgekehrt, hat und mit der
Aussprache die Rechtschreibung sich ändert».
35) «Wir verlieren durch die Bekanntwerdung des Geschäfts-
ganges die Missmuth und Verdruss, welche wir mit der Regierungs-
verfassung haben und welche daraus entstehet, weil diese Verfassung
jetzt gaenzlich für uns fremde ist».
36) «Das neue Lyceum in Warschau findet ausserordentlichen
Beifall und wird daher sehr stark besucht. Um eine nützliche Zwi-
schenbehörde zwischen dem Lyceo und der Kammer zu haben, auch
um Eingeborenen für jene neue Anstalt zu gewinnen, ist derselben
ein Ephorat, bestehend aus den gebildesten und angesehendstan eh
maligen Polen, auch Deutschen, vorgesetzt worden».
37) «Die classische Literatur muss auf gelehrter Schule die
Hauptsache bleiben und der vielumfassende Untericht in den Wis-
senschaften — den Universitäten vorbehalten werden».str 336
PBZYPISKI.
38) «Seine Maj. wollen mit Verleihung dieses Titels nicht mehr
so freigiebig sein».
39) Smoleński: loco. cit. str. 72.
40) Estetyka m. Warszawy (ręk.).
41)«g Reise eines Liffländers. Berlin T. IV, 184 (1795).
42) Bonawentura z Kochanowa. T. I, 100 (Poznań 1869),
43) Arch. Gen. Gub. Warsz. Akta do hist. T. P. Nauk, nr 59.
We wspomnieniach Fryd. lir. Skarbka, który podał bliższe
Szczegóły zawiązania się Tow. Przyj. Nauk i drukował je parokro-
tnie W różnych pismach, zachodzą co do daty owego przedwstępnego
zebrania u Soltyka niedokładności.
We wspomnieniu o Warsz. Tow. Przyj. Nauk, drukowanem
w Roczniku Tow. naukow. krakowskiego w roku 1800, a następnie w od-
dzielnej odbitce, podana, jest data 16 listopada 1800 r. W Pamiętnikach
zaś tegoż autora, wydanych w r. 1878 w Poznaniu (str. 108), data
owa podaną, jest jako 1 listopad 1800. Dembowski Leon we Wspo-
mnieniach (T. I. 226)również pisze błędnie, że pierwsze posiedzenie
Tow. odbyło sio w maju 1801 r. Skarbek pisał widocznie z pamięci,
nie mając przed sobą Roczników Towarzystwa. Twierdzi bowiem, że
drugie posiedzenie Towarzystwa odbyło się po dwuletniej przerwie.
dopiero w 1802 r.». Tymczasem Roczniki podają treść posiedzenia,
odbytego w r. 1800 dnia 23 listopada, a następnie dalsze posiedzenia
odbyte w r. 1801 dnia 9 maja, 18 października i 12 grudnia.
44) Stanisław Grabowski, syn Stanisława Augusta ze związku
morganatycznego z generałową Elżbietą z Szydłowskich Grabowska,
wdową, zawartego w r. 1785. Był najmłodszym z trzech braci, z któ-
rych starszy, Kazimierz, bawił się literaturą, średni, Michał, służył
w wojsku. Stanisław zasobem encyklopedycznych wiadomości błyszczał
w salonach i odznaczał się niezwykłą pamięcią. Był następnie sekre-
tarzem rady ministrów.
45) Ludwik Gutakowski b. ezłonek kom. edukacyjnej (1738 do
1811), po upadku Rzpltej usunął się na wieś i oddał się poprawie
bytu włościan swoich. Wystąpił znowu w r. 1806 na widownię pu-
bliczną, objąwszy po Małachowskim pierwsze w senacie krzesło.
46) Stanisław Kłokocki, przyjaciel Matuszewica. «Co napisał —
niewiadomo, tylko często przekłady swoje, czytywał. Drukiem jednak
z tego nic nie wyszło. Towarzyski, przyjemny, niezbędnym się; stał
w Puławach, gdzie go bardzo lubiono». Dembowski Wspomnienia I, 96.
47) Jan Komarzewski, generał, znany ze sprawy Dogrumowej
(† 1810 r.). Po upadku kraju oddawał się nauce mineralogii i bogate
zbierał w tej dziedzinie kollekcye. Życiorys jego w Znakom, mężach
polskich Bartoszewicza T. II.
48) Tadeusz Matuszewicz, syn Marcina, sekret .konfed. radomskiej.
str 337
PRZYPISKI
Tłómaczył Delill'a de l'imagination, ody Horacego i Tomasza a Kem-
pis O Naśladowaniu Chrystusa. Wymowny i ukształcony. Działal-
ność polityczną rozpoczął w r. 1810.
49) Franciszek Scheidt, profeaor akademii krakowskiej (1759 do
1807), gdzie założył ogród botaniczny. Napisał dzieło o elektryczności,
badał miny olkuskie, wielce przez młodzież czczony pedagog. Był
przez czas jakiś nauczycielem w Krzemieńcu.
Tadeusz hr. Mostowski (1766—1842) mąż wielkich zasług oby-
telskich, b. redaktor Gazety naród, i obcej. Członek wielkiego sejmu.
Po 1794 bawił we Francy i, gdzie oprócz polityki uprawiał naukę
ekonomii. W następnym okresie wiele dla literatury zdziałał, wy-
dawszy pisarzy wyborowych. Po r, 1915 minister prezyd. w komu.
spraw. wewn. Pisał wiele po francusku. Wydal w tym języku życio-
rys Czackiego.
50) Sierakowski hr. Józef, uczony starożytnik (1765—1831) zwie-
dzał kraje w celach naukowych. W r. 1796 delegowany na Litwę
i do Kurlandyi. Zapalony miłośnik książek i historyi sztuki.
51) Walenty Sobolewski, starosta warszawski po Brühlu, od r
1785. Poseł na sejm czteroletni (+ 1831). Żona jego — Grabowska
z domu. Za księstwa warsz. senator kasztelan.
52) Krzysztof Wiesiołowski archeolog polski (1743—1826). Po-
dróżował dużo po Europie, zajmując się starożytnościami i numizma-
tyką grecką i rzymska.
53) Jan Nep. Wyleżyński (+ 1829) b. wizytator generalny szkół
na Wołyniu, Podolu i Ukrainie. Z druku wydał mowę przy otwarciu
gimnazyum krzemienieckiego w r. 1805.
54) «Udały się osoby zawiązujące, Towarzystwo do rządu z prośba,
aby im wolno było, pod jego opieka, nad naukami pracować, prze-
świadczone, iż tak użyteczny zamiar bodzie, od niego względnie przy-
jetw Jakoż nie zawiodły się w swojem oczekiwaniu. Otrzymały wy-
raźne i zupełne zezwolenie» (Nowy Pam. Warxz. 1801 r. T. II. 187).
55) Michał Walicki (174(i—1828) głośny swego czasu z losu i for-
tuny filantrop, przyjaciel Krz. Niesiołowskiego, podstoli koronny,
bywalec, na dworze Ludwika XVI. Zbogaciwszy się szczęśliwą grą
w karty, wrócił do Warszawy, gdzie kupił dom nr 542 przy ulicy
Długiej i tam urządził muzeum starożytności. Uniwersytetowi wileń-
ikiemu darował zbiór konch i minerałów i bogate poczynił dla bie-
dnych zapisy.
56) Ks. Reptowski, współpracownik Józefa Szymanowskiego
przy układzie praw na sejmie czteroletnim. W Osiecku założył ko-
ściół i szpital własnym sumptem. Człowiek świątobliwy, wielkiej
ofiarności i cnót obywatelskich.
TOWARZYSTWO WARSZAWSKIE
22str 338
PRZYPISKI.
57) Zaborowski Ignacy (1754—1803), pijar, profesor geometry i
i historyi naturalnej. W 1777 był w Wiedniu, gdzie zawiązał stosunki
literackie i naukowe. Sprawował w kraju różne urzędy obywatelskie.
Był prefektem szkolnym, rektorem kollegiom Konarskiego, konsulto-
rem prowincyi, wreszcie prowincyałem. Wydał Geometryę W 1786 r.
i logaryimy dla szkół (1787). Roczniki T. IV, str. 12.
58) Autograf Albeitr. w Aktach Gen. Guber.
59) Wspomnienie o Tow. Przyj. Nauk str. 4.
60) Roczniki Tow. Przyj. Nauk I, 74—104.
61) «Trudno wyrazić — czwtamy w Nowym Pam. Warsz. z roku
1801 T. II, 340 — jak chciwa była publiczność słyszeć głos męża.
którego imię od wymowy oddzielonem być nie może. Autor Panegi-
riku Mokromowskiego, dzieła jednego z najlepszych, jakie mamy w tym
rodzaju, i mówca, który z taką chwalą po tyle razy na obradach na-
rodowych był słyszany, który, często nawet nieprzygotowany, naj-
słynniejszą wymową najważniejsze kwestye rozbierał, godził różniące
się zdania, wzruszał, przekonywał, zadziwiał; nie mógł nie wzbudzić
najżywszego oczekiwania w umysłach pamiętnych niedalekich cza-
sów, kiedy wymowa z taką okazałością w ławach narodowych pano-
wała. Ciężko było mówcy w tem nowem dziele wyższym się nad
siebie okazać; kto wygórował tak wysoko, temu już tylko chwała
utrzymania się zostaje. W nowej okoliczności — nowego użył gatunku
wymowy. Przystosował rzecz do osoby chwalonej, do miejsca, do
okoliczności. Odrzucił zwyczajną panegirykom okazałość stylu, bo tu
jej materya nie pozwalała. Wziął ton słodki, łagodzący, tkliwy, jak
była dusza tego, którego grobowiec kwiatami uwieńczał».
*) Wydał w r. 1809 Instrukcyą dla komendantów placu.
62) «Czytałem krytykę na pierwszą mowę Albertrandego, kry-
tykę ciężką i z większa pretensyą niż dowcipem napisaną, a cel
piszącego aż nadto jaśnie wykazującą».
63) Tom IV, str. 218.
64) Akta mater. do hist. Tow. (Arch. Jen. Gub.). Nr 57 opisu,
65) Hist. liter. pols. II, 127.
66) Dodatek do Gaz. Warszawskiej z r. 1802. Nr 51.
67) Szczegóły pobytu królewskiej pary w Warszawie podaje
w nrze 52 z czerwca 1802 r. Gazeta Warszawska. Oprócz tego, trady-
cya przechowała wspomnienie spotkania się królowej Luizy z księżna
Angouleme w parka łazienkowskim, które, jako temat do wdzięcznego
obrazka rodzajowo historycznego, rejestrujemy tutaj dla pamięci
artystów.
«Królowa pruska pragnęła widzieć panią d'Angouléme. Ceremo-
niał i względy polityczne stawiały temu życzeniu przeszkody, zwła-
szcza, że Prusy, lękając się Napoleona i dbając o dobre z Francyą
str 339
PRZYPISKI.
stosunki, niechętnie udzieliły chwilowej gościnności rodzinie wydzie-
dziczonej. Królowej nie wypadało więc odwiedzić króla pretendenta
i jego siostry(?), ci zaś, na wygnaniu przestrzegali niezmiernie form
i zamknęli się w dumnem osamotnieniu. Za pośrednictwem pani Za-
moyskiej urządzono przypadkowe spotkanie w parku łazienkowskim.
Królowa Ludwika, przecudnej, jak wiadomo, była urody i wielkiego
uroku w obejściu i postawie. Miała na sobie białą suknie z ogonem,
na głowie wieniec róż i welon biały, spuszczony z tylu głowy. Pani
d'Angouléme, z wyrazem smutku i wielkiej godności, ubrana była
czarno. Królowa przy powitaniu zalała sie Izami, wyrażając współ-
czucie dla nieszczęść rodziny francuskiej; pani d'Angouleme przez
cały czas rozmowy zachowała chłód i powagę» (Dębicki: Puławy
T. II, 20).
68) Pokrewieństwo rzekome datuje sie chyba od Joachima II,
(doktora brandeburskiego (1555—1571), który wyjednał od Zygmunta
Augusta zapewnienie, że w razie wygaśnięcia linii książąt pruskich,
jemu, lub jego potomkom, inwestytura na księstwo udzieloną będzie.
69) (Arch. Warsz. Gen. Gub.) Akta Tow. Przyj. Nauk nr 59.
70) Nr 57. Dod. do Gaz. Warszawskiej z 1802.
71) Dziennik posiedzeń Tow. Nr 59 akt Tow. w Arch. Gen. Gub.
72) Nowy Pam. T. IX, str. 67.
73) Dziennik pos. Tow. z 2 maja 1803.
73A) 1803 r. z maja. T. II, str. 245.
74) Arch. Gen. Guber. Akta do hirtoryi T. P. N. (autograf).
75) Ibid.
76) Dębicki: Puławy, z listu Ad. Czartor. do cesarza. T. II, str. 70.
77) Gaz. Warsz. Nr 47 z 1805 r.
78) Ibid.
79) Mowę tę posiada w rękopisie Bibl. Jagiellońska (nr 3023
katalogu rękop. Wisłockiego).
80)N. K. Szilder: Tom II, 146.
81) Pisownia nazwiska owego męża, dotąd jako «Stasic» noto-
wana, od tej chwili stale zamienia się na «Staszic».
82) Dod. trzeci do Gaz. Warsz. nr 96.
83) Archiwum hypot. warsz. Zbiór dokum. do ksiąg nr 85, 86 i 87.
str 341
ANNEXA.
I.
USTAWA PIERWOTNA
TOWARZYSTWA WARSZAWSKIEGO PRZYJACIÓŁ NAUK.
§ I. Cel Towarzystwa i prace, które sobie zamierza.
1. Towarzystwo Warszawskie Przyjaciół Nauk, sta-
nowi sobie za cel istotny: przykładać się do rozszerzenia
nauk i umiejętności w polskim języku.
2. Zabrania sobie Towarzystwo materyj ściągających
się do religii krajowej i rządów teraźniejszych.
3. Dla porządnego odbywania prac zamierzonych,
dzieli się Towarzystwo na trzy działy: 1. Dział Matema-
tyczny. 2. Dział Filozoficzny. 3. Dział Historyi, Literatury,
języków szczególniej słowiańskich i Sztuk wyzwolonych.
4. W każdym dziale te sobie szczególniej prace i za-
trudnienia przepisuje:
a) Starać się zbogacić język potrzebnemi dzie-
łami w naukach i umiejętnościach.
b) Dzieła, które przez postępek światła stały się
niedokładnemi, przelać i wydoskonalić.
c) Wydawać rozprawy (dyssertacye) w przed-
miotach uczonych i pożytecznych.str 342
ANNEXA.
d) Pracować nad przekładami autorów wzoro-
wych (klasycznych), i do podobnej pracy współroda-
ków zachęcać.
e) Dzieła, które od członków w imieniu Towa-
rzystwa mają być wydawane, przed wydrukowaniem
rozważać.
f) Przedrukować ważniejsze w języku ojczy-
stym dzieła, osobliwie autorów dawnych, z przyda-
niem potrzebnych uwag i ułatwienia tańszego ich
nabycia.
g) Dla zachęcenia żyjących, pamięć zmarłych
członków potomności podawać, wystawując ich cnoty
i zasługi w naukach.
5. Na podejmowanie potrzebnych kosztów Towarzy-
stwa, członki czynić będą corocznie składkę. Ofiara ta
i ilość jej zostawuje sie dobrej woli każdego.
§ II. Skład Towarzystwa, obowiązki jego członków.
6. Towarzystwo Przyjaciół nauk składa się z człon-
ków czynnych, przybranych, honorowych i dopuszczonych.
7. Sześćdziesiąt członków czynnych liczy Towarzy-
stwo, każdy z nich w dziale nauk sobie właściwym pra-
cować będzie.
8. Każdy członek czynny, obowiązany jest, w rze-
czy należącej do jego działu, wypracować przynajmniej
jedne rozprawę w przeciągu lat sześciu, i oddać pod sąd
Towarzystwa.
9. Członki czynne, nie mieszkające w miejscu posie-
dzeń, powinny uwiadomiać Zgromadzenie o wszystkich
przedmiotach, tyczących się nauk i umiejętności, które, lub
same za godne uwagi uznają, lub względem nich zapy-
tane będą.
10. Przytomnych członków w Warszawie obowiązkiem
jest znajdować się na posiedzeniach, tak ogólnych, jak dzia-
łowych.
str 343
ANNEXA.
11. Niebywający na nich ciągle przez trzy miesiące,
za odstępnych miejsca swego uznani będą, jeżeli Preze-
sowi przyczyn nie przełożą.
12. Osoby siedemdziesiątletnie od wyżej wyrażonych
obowiązków są uwolnione.
13. Będą także wybierane z obywatelów krajowych
członki, mające tytuł Przybranych, i które, razem z czyn-
nemi, tak na prywatnych, jak na publicznych posiedze-
niach (prócz wyborowych) zasiadać, zdania swoje otwierać
i stanowić mogą.
14. Obowiązek włożony na członki czynne w punkcie
9-tym, istotnie należy do członków przybranych. Wezwani
do zdania sprawy o jakiem dziele, od pracy tej wymawiać
sie nie mogą.
15. Cudzoziemcy mogą być obierani na członki ho-
norowe; względem których zachowają się następujące
prawidła.
a) Wybieranemi będą, którzy, albo przez naukę,
albo przez gorliwość o rozszerzenie światła, zasłu-
gują na szczególniejszy szacunek Towarzystwa.
b) Będzie miany wzgląd na pisarzów, którzy
już nad wydoskonaleniem lub okrzesaniem jakiej ga-
łęzi języka słowiańskiego pracowali, lub są znanemi
przez jakie dokładne dzieło, do rzeczy polskich sto-
sowne.
16. Oprócz tych osób będzie wybierana młodzież, pod
imieniem dopuszczonych, którzy powinni:
a) Znajdować się na wszystkich posiedzeniach
Towarzystwa, (prócz wyborowych), jako też i na po-
siedzeniach działów.
b) Wezwani do Wydziału, do którego są zdatni,
pracować w nim są obowiązani, jako też, mając po-
wierzona pracę od Prezydującego, wymawiać się od
niej nie mogą.str 344
ANNEXA.
§ III. Prywatne i publiczne posiedzenia, porządek w obra-
dowaniu, posiedzenia działów.
17. Skład każdego posiedzenia, oprócz wyborowych,
ma być przynajmniej z osób ośmiu, łącząc w to Prezy-
dującego.
18. Posiedzenia zwyczajne będą raz w miesiąc, to jest
w niedziele pierwszą każdego miesiąca. O odmianie tego
dnia, gdyby była potrzeba, Prezes na poprzedzającem po-
siedzeniu uwiadomi. Godzina dziesiąta zrana oznacza się
do zaczęcia posiedzenia.
19. Nadzwyczajnych posiedzeń składanie zależy od
Prezesa.
20. Każde prywatne posiedzenie iść będzie tym po-
rządkiem:
a) Zacznie się od czytania dziennika posiedze-
nia poprzedzającego i imiona przytomnych zapisane
będą.
b) Ułatwione zostaną ogólne Towarzystwa sprawy
i działowe.
c) Nastąpią prywatne przełożenia osób.
d) Nakoniec rozprawy literackie lub tłumacze-
nia od członków przyniesione.
21. We wszystkich rzeczach, prócz wyłączonych w od-
dzielnych punktach, głośne zdania stanowią.
22. W każdej jednak sprawie, na żądanie któregokol-
wiek z członków, iść powinno tajemne kreskowanie, bez
poprzedzającego nawet głośnego.
23. Skoro zachodzić będzie potrzeba kreskowania się,
kreskowanie takowe naprzód będzie dla ustanowienia sa-
mej zasady, a powtórne, dla oznaczenia bądź jej opisów,
bądź środków, któremi ją do skutku przyprowadzić należy.
24. Posiedzenia publiczne oznacza Towarzystwo i o dniu
ich wprzód na niedziel cztery uwiadamia przez publiczne
pisma. Bez ważnych przyczyn, posiedzenia publiczne od-
kładanemi być nie mogą.
str 345
ANNEXA.
25. Przed ogłoszeniem posiedzenia publicznego, ułoży
się na prywatnem:
a) Co, i jakim porządkiem, czytane będzie.
b) Czyli i jakie mają być podane zagadnienia.
c) Czyli i jakie gotowe dzieła mają być donie-
sione publiczności.
26. Każdy Dział, lub Wydział, mieć będzie swoje po-
siedzenia oddzielne, dwa razy w miesiąc, to jest dnia 12 i 24.
Na tych posiedzeniach:
a) Rozdzieli prace między swoje członki, i ten
układ na posiedzeniu ogólnem do potwierdzenia poda.
b) Roztrząsać będzie prace i pisma swoich człon-
ków, równie dzieła, które Prezydujący pod jego zda-
nie podda, i o tem Zgromadzeniu sprawę przyniesie.
c) Zasięgać wiadomości, jaki postępek, nauki do
niego należące, czynią w obcych narodach, donosić
Zgromadzeniu o wyszłych w każdym rodzaju dzie-
łach; dlatego w pisma peryodyczne będzie opatrzony,
tudzież utrzymywać ma listowne związki krajowe
i zagraniczne.
§ IV. Urzędnicy Towarzystwa i ich obowiązki.
27. Zgromadzenie ma: Prezesa, Sekretarza, Kasyera
i Bibliotekarza.
28. Prezesa urząd trwa lat cztery. Prawa jego i obo-
wiązki są te:
a) Prezydować i mieć pierwszeństwo w zagaje-
niu rzeczy.
b) Rozwagę jakiejkolwiek materyi raz tylko do
pierwszego posiedzenia odłożyć, dla dokładniejszego
roztrząśnienia.
c) W imieniu Towarzystwa pisywać, odpowia-
dać, zapytywać się, posiedzenia zwoływać.
d) Zdawać sprawę przy końcu czteroletniegostr 346
ANNEXA.
urzędowania i z prac Towarzystwa w tym przeciągu
czasu dokonanych.
e) W każdym dziale ma moc prezydować.
f) Służy mu pierwszeństwo w przedstawianiu
kandydatów.
g) Rozwiązuje równość zdań we wszystkiem.
h) Mianuje tymczasowych zastępców na urzędy,
aż do pierwszego obrania.
i) We wszystkich rzeczach, nie wymagających
roztrząśnienia przez właściwy dział, we wszystkich
potocznych wydarzeniach, tyczących się ogółu To-
warzystwa, wyznacza osoby do zdania sprawy.
29. Sekretarza obowiązki są następujące:
a) Dzielić prace prezydującego.
b) Trzymać dzienniki obrad Towarzystwa.
c) Mieć skład papierów pod swoim dozorem.
d) Corocznie, na prywatnem posiedzeniu, wysta-
wić obraz prac i usiłowali Towarzystwa zeszłoro-
cznych.
e) Urzędowanie jego jest dożywotnem; ustaje
przecież w przypadkach w § II objętych.
30. Obowiązki Kasyera są te:
a) Jako dwojakie są wydatki z kasy Towarzy-
stwa, jedne zwyczajne, drugie nieprzewidziane; tak
na pierwsze nie potrzebuje kasyer żadnych zleceń
na piśmie, drugich — czynić nie może, bez wyraźnego
zlecenia Towarzystwa.
b) Pocztowe i inne drobne wydatki sam kasyer
zaspokaja.
c) Z dzieł drukowanych nakładem Towarzystwa,
przychód należy do kasy. Pisarzowi, którego dzieło
drukuje się, pewną umówioną liczbę egzemplarzy
Towarzystwo udzieli.
d) Stan wychodu i wydatku roztrząsanym bę-
dzie corocznie, przez wydział, umyślnie do tego przez
str 347
ANNEXA.
prezydującego wyznaczony, który sprawę o tem zda
Zgromadzeniu.
31. Bibliotekarza powinnością jest, zarządzać biblio-
teką Towarzystwa, mieć dozór nad składem narzędzi fizy-
cznych, wzorów machin, i nad gabinetem historyi natu-
ralnej.
§ V. Porządek postępowania w wyborze członków
i urzędników.
32. Nie będzie wolno wybierać członków jak dwa
razy na rok, to jest: w listopadzie i kwietniu. Następujące
zachowane będą przy obieraniu warunki:
a) Kiedy liczba członków nie jest dopełniona,
Prezes o potrzebie wyboru uwiadomi i kandydata,
lub kandydatów poda.
Inne członki również podadzą, i to zapisane bę-
dzie w dzienniku.
b) Każdy z nieprzytomnych członków ma prawo,
przez list do Towarzystwa, podać kandydatów w każ-
dym czasie, nie czekając nawet wyborów; powinien
jednak wyrazić zasługi literackie tej osoby, którą
poleca.
e) Przy wyborach doniesiono będzie, kto i z ja-
kich przyczyn kandydata przedstawił.
33. Zalety potrzebne w podanym kandydacie na miej-
sce członka czynnego:
a) Jeżeli wydal jakie poważne dzieło w umie-
jętnościach, albo w naukach przyjemnych, w języku
polskim, bądź oryginalne, bądź z obcego języka tłó-
maczone.
b) leżeli się wsławił jakim pożytecznym wyna-
lazkiem.
c) Jeżeli jest publicznym nauczycielem w szko-
łach krajowych, lub członkiem jakiego Towarzystwa
uczonego.str 348
ANEXA.
34. Próżne miejsce w Zgromadzeniu uważa się:
a) Przez śmierć.
b) Przez wyraźne zrzeczenie się.
e) Przez niedopełnianie obowiązków pod liczbą
8. 9. 10. wyrażonych.
d) Jeżeli członek bądź przytomny, bądź nie-
przytomny, mając polecone rozważenie dziel lub roz-
praw, trzy razy swego obowiązku nie dopełnił.
35. Na posiedzeniu poprzedzającem wybory, kandy-
daci będą ogłaszani; na samem zaś posiedzeniu wyboro-
wem kandydaci nie mogą być podawani.
36. Nie może być mniej osób wybierających, jak dwa-
naście. Jeżeli się nie zbierze ta oznaczona liczba, na ówczas
prezydujący do następnego posiedzenia wybór odłoży.
Gdyby zaś na to drugie posiedzenie nie zebrało się
osób dwanaście, prezydujący drugi raz odłoży wybór do
następującego posiedzenia i o tem uwiadomi członki naj-
bliżej Warszawy mieszkające, aby przybyły pomnożyć
liczbę wybierających. Jeżeliby i po takowem wezwaniu,
posiedzenie trzecie nie miało jeszcze oznaczonej ilości człon-
ków, naówczas przytomni, w mniejszej nawet liczbie, przy-
stąpić mogą do wyboru.
37. Każde przynajmniej trzecie miejsce, wakujące
w Towarzystwie, osadzone być ma osobą w Warszawie
mieszkająca, aby w tem miejscu każdy dział potrzebną
miał liczbę pracowników. Przeto każdy dział, w przyzwoi-
tym czasie, przed wyborami, uwiadomi prezydującego o tej
potrzebie, aby wybierający mieli wzgląd na dopełnienie
działów, którym niedostaje liczby pracujących.
38. Gdy się zbierze oznaczona liczba, wybór tym spo-
sobem nastąpi:
a) Sekretarz przeczyta złożone w kancelaryi
pisma o literackich zasługach kandydatów; równie
od nieprzytomnych przesłane polecenia przeczytane
będą.
str 349
ANNEXA.
b) Gdy jest kilku kandydatów, w jakim porządku
imiona ich losem wyciągnione będą, w takim porządku
kreskowanie nastąpi.
c) Prezydujący da każdemu z członków dwie
gałki, jednę białą, drugą czarną. Biała będzie stano-
wić przyjęcie, a w drugiem naczyniu złożone zostaną
czarne gałki.
d) Trzy czwarte części składu przytomnego sta-
nowią przyjęcie: a jeżeli do jednego miejsca jest dwóch,
lub więcej kandydatów, ten, który ma więcej kresek
nad trzy czwarte części, wybranym zostaje.
39. Przybrane i honorowe członki, tym samym spo-
sobem będą obierane.
40. Dopuszczeni na każdem posiedzeniu zapisani być
mogą. Jeżeliby który z członków względem ich przyjęcia
czynił trudności, prosta większość zdań niegłośnych, o przy-
jęciu, lub usunięciu stanowi.
41. Urzędnicy będą obierani na półrocznem wyboro-
wem zasiadaniu.
42. Prezes nie może być wybierany, tylko z rzędu
członków czynnych, mieszkających w Warszawie, chyba,
żeby kandydat obowiązał się mieszkać tam przez porę po-
siedzeń zimowych, a to na cały przeciąg urzędowania
swego Jeżeliby zaś w letniej porze chciał się oddalić, po-
winien uprosić sobie zastępcę i o tem uwiadomić Zgroma-
dzenie, na zwyczajnem posiedzeniu.
43. Kończący urzędowanie Prezes, może być potwier-
dzony na następujące 4 lata, przez nowy wybór, podług
niżej oznaczonego sposobu dopełniony:
a) Na posiedzeniu poprzedzającem posiedzenie, do
wyboru prezydującego przeznaczone, każdy z człon-
ków przyniesie imię na swoich kandydatów, mają-
cych potrzebne własności do kandydacyi na prezy-
dencya.
b) Każdy dział na tem samem posiedzeniu wy-str 350
ANNEXA.
bierze z grona swego po jednym członku. Ci wybrani
składać będą wydział, mający zdać sprawę o liczbie,
imionach kandydatów podanych i czyli sic w nich
własności ustawami przepisane znajdują.
c) Z pomiędzy wszystkich do wyboru podanych,
trzech tylko, co najwięcej przez kreskowanie zyskają
głosów, utrzymanemi zostaną za kandydatów.
d) Jeżeliby w takowem głosowaniu, mającem
za zamiar zmniejszenie liczby kandydatów do trzech,
zachodziła równość kresek, wtenczas nastąpi drugie
kreskowanie, między osobami równość kresek ma-
jącemi.
e) Żaden z podanych do kandydacyi nie może
kreskować, kiedy na niego ida glosy.
f) Na utrzymanych trzech kandydatów nastę-
puje dopiero rozstrzygające kreskowanie. Każdy czło-
nek dostanie trzy gaiki, między któremi, dwie czarne,
jednę białą. Wystawione będą trzy wazony, na każ-
dym z nich napisane imię jednego ze trzech kandy-
datów. Glosujący włoży gałkę białą do wazonu, no-
szącego imię kandydata, którego życzy sobie widzieć
wezwanym do prezydencyi i dwie czarne gaiki do
innych wazonów w loży.
g) Między temi trzema kandydatami prosta wię-
kszość głosów stanowi wybór.
h) W przypadku równości kresek, starszy wie-
kiem ma pierwszeństwo.
44. Też same obrzędy i warunki służyć mają i do
wyboru na dożywotni urząd sekretarza Towarzystwa.
45. Inni urzędnicy prostą większością kresek niegło-
śnych wybieranemi będą, koniecznie jednak z pomiędzy
czynnych, albo przybranych członków.
46. Żaden urzędnik nie może złożyć urzędu swego,
przed wyjściem zamierzonego czasu, bez ważnej przy-
czyny, o której sądzi ToAvarzystwo, trzema czwartemi czę-
ściami zdań niegłośnych.
str 351
ANNEXA.
47. Póty urzędnik nie jest wolny od odpowiedzial-
ności, póki, albo papierów, albo pieniędzy powierzonych
mu za wolą Towarzystwa, w ręce następcy nie odda.
48. Gdyby który urzędnik umarł, prezydująey do
pierwszego wyborowego posiedzenia tymczasowego zastępcę
wyznaczy.
49) Gdyby prezydująey umarł, lub nie będąc przy-
tomnym, nie wyznaczył zastępcy, w takim przypadku, do
przybycia jego, lub nowego wyboru, pierwszeństwo mieć
będzie starszy wiekiem.
§ VI. Sposób postępowania w sądzeniu pism Członków
Towarzystwa, tudzież ubiegających się o nagrodę, pod
zdanie Towarzystwa poddanych.
50. Trojakie są pisma, które przychodzą do rozwagi:
1-sze. Które Towarzystwo swoim porucza członkom. 2-gie.
Które po wydanem na publiczność zagadnieniu odbierze.
3-cie. Które z własnej chęci stowarzyszeni przynoszą do
rozwagi.
Te pisma oddają się prosto do działów. Chociaż zaś
roztrząsanie pism drugiego rodzaju należy istotnie do wła-
ściwego działu, jednakże Prezes może oprócz tego przy-
bierać do takowego roztrząsania pewną liczbę osób z In-
nych działów, skoro ważność rzeczy, lub inna jaka okoli-
czność, wymagać tego będzie.
51. W rozważaniu dziel Towarzystwa podanych, te
będą prawidła:
a) Pisarz dzieła nie należy do rozwagi jego, lecz
zapytany, na wszystkie trudności odpowie.
b) Cokolwiek pod imieniem Towarzystwa wy-
chodzi, to jego poprawie podlega. Wyda ono wyrok,
o rzeczy, o jej wykładzie i dowodach użytych, oraz
o błędach, ubliżających bądź czystości języka, bądź
prawidłom gramatyki. Co do sposobu wystawiania
myśli, rady tylko pisarzowi udzieli. Wątpliwość każdastr 352
ANNEXA.
względem umieszczenia rozprawy w Roczniku, lub
względem ogłoszenia dzieła, dwiema trzeciemi czę-
ściami głosów ma być rozstrzyganą.
c) Tak wychodzące dzieło będzie miało napis
na pierwszej karcie, że po rozwadze Towarzystwa
wychodzi.
d) Wolno jest podającemu dzieło członkowi nie
przyjąć uwag Towarzystwa, lecz naówczas świade-
ctwo dopełnionej rozwagi umieszczonem nie będzie.
e) Nie jest wolno w nieprzysposobionem do To-
warzystwa dziele wspominać o czynionej rozwadze,
gdyż Towarzystwo za trwale postanawia prawidło,
nie wchodzić w żadne spory z pisarzami.
f) Same niedrukowane pisma mogą przechodzić
przez rozwagę Towarzystwa.
52. Wydział w rozwadze powierzonego mu pisma
stanowi:
a) Czy podane pismo ściąga się do rzeczy, którą
Towarzystwo liczy między przedmioty swoich zatru-
dnień: jeżeli nie, to dalsza rozwaga ustaje.
b) Skoro uznanem jest miejsce rozwagi, ta na-
stąpi podług wyższego prawidła.
53. Do rozwiązania zagadnień, przez Towarzystwo
podanych, równie obcy jak i członki Towarzystwa są we-
zwanemi. Każdy piszący umieści swa ręką na wierzchu
wiersz jakowy i nazwisko swe zapieczętuje. Dział, wraz
z osobami dodanemi, przynosi zdanie sprawy, po czem
Towarzystwo rozważa i stanowi:
a) Której rozprawie nagroda ma być przy-
znaną.
b) Gdyby wszystkie rozprawy nie ułatwiały za-
gadnienia, w takim przypadku powtórnie toż zaga-
dnienie ogłosić zleci.
c) Gdyby na zagadnienie jedna tylko rozprawa
przesianą była, natenczas zapieczętowana do roku
str 353
ANNEXA.
zostanie, a zagadnienie powtórnie jeszcze na rok ogło-
szone będzie.
d) Gdyby zaś i po roku więcej rozpraw nade-
słanych nie było, wtenczas pierwsza ma być sama
sądzoną.
e) Nagroda będzie przyznana temu, co najdo-
stateczniej zagadnienie rozwiązał i wykładowi myśli
swoich najlepszy dal porządek i postać najozdo-
bniejszą.
f) Członki mogą mieć przyznane pierwszeństwo,
ale otrzymać wyznaczonej nagrody nie mogą.
g) Rozprawa zasługująca na drugie miejsce, wy-
drukowaną zostanie.
h) Po takowem rozpoznaniu, odpieczętują się
kartki, należące do pism uwieńczonych: inne zaś
kartki, bez odpieczętowania, spalone zostaną.
54. Zostawuje sobie Towarzystwo władze przejrzenia
tych ustaw co cztery lata i poprawienia niedogodności,
gdyby się jakowe w doświadczeniu okazały.
Układ niniejszy, na którego wierne i gorliwe dopeł-
nienie, każdy z członków Towarzystwa, swe słowo i cześć
w uroczystą złożył rękojmią, czytany być powinien co
rok na pierwszem posiedzeniu, po upłynionym czasie le-
tniej prac przerwy.
Ludwik Osiński,
Sekretarz.
Jan Albertrandi,
biskup zenopolitański,
_ Prezydujący.
II.
Odezwa Towarzystwa Przyjaciół Nauk z roku 1802
do Samuela Bogumiła Lindego,
w sprawie Słownika języka polskiego.
List WPana i przyłączony rękopis kilku artykułów
z układanego Dykcyonarza Zgromadzenie Przyjaciół Nauk
TOWARZYSTWO WARSZAWSKIE.
23str 354
ANNEXA.
z ukontentowaniem czytało, Utrzymać język wtenczas,
kiedy w dwóch częściach dawnej Polski przestaje być ję-
zykiem spraw publicznych, nie można inaczej, jak — na-
daniem mu pewnych prawideł, służących ku wydoskona-
leniu i odosobnieniu go od innych dyalektów słowiańskich.
WPan ma tę niepospolitą zasługę, że, łącząc wieki, w ka-
żdym artykule stawiasz dzieje języka w swojej kolebce,
wzroście i wydoskonaleniu. Ukazujesz, jak gmin tlómaczy
swoje zdania o przygodach mu obecnych; zawstydzasz
półmędrka, który, niezgrabnie łącząc wyrazy, narzeka na
ubóstwo języka, tam, gdzie z dawnego podania, lub pobra-
tymstwa, znajdujesz dostatek, obfitość. Uczonego nakoniec
milą nabawiasz pociechą, że, w wspanialej prostocie, w wy-
razach mocnych i dosadnych, znajdzie wszystko, czego do
szlachetnego wyrażenia myśli potrzeba. Lecz kiedy celowi
dzieła, pracy i Autorowi oddaje Zgromadzenie cześć nale-
żytą, rozumie obowiązkiem swoim i oświadczyć Mu zdanie
względem tego, coby Jego przeświadczeniu, do wydoskona-
lenia tak szanownego dzieła, służyć mogło.
1. W rejestrze autorów znajduje Zgromadzenie nie-
których pisarzów opuszczonych, a w umieszczonych kilku
nowych, których imię wzbudza niedowierzanie: czyli Ich
świadectwo może mieć jaką powagę? Poruczyło zatem
Zgromadzenie W Panu Tadeuszowi Czackiemu, aby, gdy
cieszyć się będzie pochlebnym dla siebie JW. hr. Ossoliń-
skiego i WPana przybyciem, udzielił WPanu dziel, ręko-
pisów i uwag nad niektórymi, tak dawniejszymi, jak pó-
źniejszymi, autorami.
2. Przysłane artykuły uważa Zgromadzenie jako zbiór
wybornych materyałów, lecz oddaje WPana uwadze, że
kiedy język nasz przez zwykle szedł każdemu dyalektowi
doskonalenia się stopnie, nieużywane teraz wyrazy służą
do zrozumienia dawnych pism, lub do historyi gramatycznej
języka, lecz nie mogą mieć miejsca w obecnej mowie. Tak,
szanujemy Reja z Nagłowic, lecz jego wyrazów: w Bodze
nie przyjmuje dzisiejsza mowa. Zdawałoby się więc, aby
str 355
ANNEXA.
nieużywaną dzisiaj składnią, przez jaką cechę oznaczyć.
Wyrazy, jakoteż składnia per licentiam wprowadzona, po-
winna być wiadoma, aby się jej wystrzegać. Lecz jeżeli
taka licentia nie będzie wytknięta, czytający, równie Jago-
dzińskiego, jak Naruszewicza, Potockiego w Aryenidzie, jak
Krasickiego,używać będzie Sama więc nauka prowadzićby
mogła do skażenia czystości mowy. Makaronizmy prawni-
cze, techniczne, o których dość wiele JP. Czacki w swojem
dziele wspomina, powinnyby bydź równie umieszczone ze
znakiem, a osobny znak powinien bydź na makaronizmach,
które, zepsuty od wpół siedmnastego do wpół ośnmastego
wieku, gust wprowadził. Gminne mówienia i przysłowia po-
winny mieć miejsce. Są one, jak mówią, mądrością ludu,
są po części pamiątką zgasłych zwyczajów, ale równie
równie ostrzedz należy, że to są gminne wyrazy. Zatem,
na takie oddziały powinny bydź znaki, których tlómacze-
nie na pierwszej zapewne znajdziemy karcie tak ważnego
i uczonego dzieła.
3. Życzymy sobie Słownika polskiego. Umieszczenie
słów z pobratyńskich dyalektów jest potrzebne. Umieszcze-
nie zaś z obcych języków — wtenczas powinno mieć miej-
sce, kiedy od obcego języka jaki wyraz jest pożyczony.
Chcemy mieć oryginalne dzieło Lindzie (tak), ale nie
pragniemy mieć Kalepina.
4. Kiedy mówimy o pobratyńskich językach, czujemy,
że. niektóre nam spólne narody, o rzeczach, im bliższych,
mogły mieć lepsze wyobrażenia. Illiryjski i rosyjski inno-
stroniec, zna różnicę od cudzoziemca: pierwsze
słowo oznacza np. Żmudzina — dla Warszawianina, dru-
gie — obcego ziemi. Takie słowa można uobywatelić, jak
niegdyś Pszczonka (tak), kanclerz Babińskiej Rzplitej,
sprawiedliwie twierdził. Zgromadzenie bierze na siebie —
uczynić wybór takich wyrazów i przysłać je WPanu.
5. Etymologia słowa i określenie jego zaczynać po-
winno artykuł, a do niektórych wyrazów można przytoczyć
świadectwo historyi, tak, że dyaboł powinien się w tym
29*str 356
ANNEXA.
sposobie wymawiać, świadczy Hęlmold in Chronica Slavo-
rum. Derivativa bar — od boję się, Se y m — od jąć
się, będą wyłuszczone na wstępie słownika i tani tako-
wego pochodzenia wskażesz WPan prawidła.
6. Synonima zapewne znajdą miejsce w WPana ol-
brzymiem i uczonem dziele.
7. Jednym trybem każdy artykuł układać, t. j. po
opisie znaczenia właściwego i etymologicznego dać przy-
kłady: 1) na toż znaczenie właściwe 2) przykłady na zna-
czenie właściwe, rozszerzone przymiotnikami 3) słowami
4) przyimkami, czyli prepozycyami, zachowując w przy-
imkach porządek alfabetyczny, a podzielając na różne wła-
ściwe znaczenia modyfikacye. 5) Znaczenie przenośne, ma-
jące cokolwiek związku ze znaczeniem wlaściwein. 6) Zna-
czenie wcale odmienne i z pierwotnem żadnego nie mające
związku. To ostatnie znaczenie powinno wcale oddzielny
artykuł składać. 7) Adagja i przysłowia. 8) Wyrazy zdro-
bniale, zgrubiałe, pogardę oznaczające. 9) Derivativa. 10) Sy-
nonima, albo wyrazy blizkoznaczące. Dla lepszego wyja-
śnienia swej myśli przesyła Zgrom, rozbiór artykułu oka.
8. Nie wątpimy, że WPan w przedmowie dasz Histo-
ryą początku naszego języka, jego różnic celniejszyeb
z pobratyńskiemi dyalektami, zgłębisz, czy mieli nasi przo-
dkowie charaktery słowiańskie? Ten filozoficzny rozbiór
spodziewamy się, iż stanie obok dzieła de Brosse: Mécanisme
des langues.
9. Dzieło takie nie jest dziełem jednego człowieka.
To skromne i prawdziwe Akademii Francuskiej wyznanie,
jest wyznaniem WPana, kiedy nam pozwalasz nad swoją
pracą czynić uwagi. My chcemy pomagać WPanu, my
jego sławę rozszerzyć, a dzieło rozpowszechnić pragniemy.
Przysposobione przez nas, zachowa Twórcy imię i wznie-
cać dla Niego będzie wdzięczność narodu. Ofiarujemy Ci
pomoc i pracę naszą; wskaż nam środki do usłużenia.
Przybądź zacny Mężu do nas. Otoczony ludźmi, którzy
Cię. współbratem i znakomitą osobą naszego Zgromadzenia
str 357
ANNEXA.
nazywamy, będziesz miał gotowe źródło uwag, które Ci
posłużą do wygładzenia tak ważnej księgi.
Co do innych szczegółów listu WPana, Zgrom, ma
honor Mu donieść: 1) Wybrało na swego członka J. X. Do-
browskiego i list z organizacyą załączając, 15 artykuł na
ręce WPana przesyła. 2) Wybór innych osób zestawiło do
czasu, gdy większa liczba jego członków w Warszawie
znajdować się będzie. 3) Poruczyło Zgrom. X. Dmochow-
skiemu, aby WPanu przesiał krótki opis naszego Towarzy-
stwa de Jeneńskiej gazety.
Z ukontentowaniem prawdziwem ceni Zgromadzenie
WPana gorliwość, wyraża swój szacunek i pragnie dla
pożytku kraju, a jego sławy, mieć dzieło najlepiej zrobione,
i, ile być może, najprędzej ukończone.
III.
Myśli Michała Potulickiego z roku 1802,
w sprawie ułożenia dzieła elementarnego hist. naturalnej.
Przezacne Towarzystwo!
Znam aż nadto, że nie dla żadnych zasług, nie z oka-
zanej żadnej wiadomości rzeczy, łaskawy wasz wybór,
Przezacni Towarzysze, do Wydziału Historyi natu-
ralnej mnie wyznaczył. Lecz gdy się umieszczonym
w gronie tak światłych osób widzę, powinnością moją być
sądzę, starać się, przez pracę, ile mi słabe moje wiadomo-
ści pozwolą, odpowiadać zamiarowi Waszemu, a tym spo-
sobem, wywdzięczyć się Wam, za łaskawe o zdolności mo-
jej Wasze mniemanie.
Gdy już kilkakrotnie powtórzoną Zgromadzenia na-
szego słyszę wolę, aby do każdej nauki były elementarne
porobione dzieła, co też sam, do dalszego rozkrzewiania
nauk w Narodzie naszym, potrzebnym być sądzę i ośmie-str 358
ANNEXA.
lam się podać przezacnemu Towarzystwu projekt począ-
tkowogo, czyli elementarnego dzieła, do nauki
historyi naturalnej, który, gdyby za dogodny osą-
dzonym nie był, oczekiwać będę od przezacnego Towarzy-
stwa planu, podług którego, temu zamiarowi mógłbym po-
żądaniej zadosyćuczynić.
We wszystkich prawie umiejętnościach w krajach
tych, gdzie nauki kwitną, ludzie najświatlejsi starali sic
nietylko o zebranie i wyłuszczenie tychże jak najdokła-
dniejsze, ale oraz i o skrócenie ich i przystosowanie do
pojęcia początkowo uczących się.
Prawda wszelako, że każdy z piszących w elemen-
tarnem dziele krótkość opisu bral za najdogodniejszą i oba-
wiał się, aby długość jego nauki nie sprawiła przykrości
uczniowi, najpowszechniej zaś, wrodzoną, znaczniejszą zdol-
nością objęcia rzeczy, obdarzeni, w zapędzie uwag swoich,
wypadających z zastanowienia się pilniejszego nad przed-
miotami, usiłowali jednak przez rozumowanie — o isto-
cie rzeczy przeświadczać, a tym sposobem, dzieł swoich
składy przedłużyli, i to, co miało być elementarnem, z pod
ich pióra wyszło dziełem niemal dokończonem, a przeto, dla
początkowo uczących się do objęcia i zrozumienia za tru-
dnem i prawie niepodobnem.
Tym podobne dzieła mamy i my w języku naszym,
które, będąc tylko do myśli wykładanych autorów stosowne,
nie zupełnie zamiarowi książek elementarnych odpowiadają.
Piszący książkę elementarną powinien się postawić
w stanic widzącego rzecz raz pierwszy i starać się, aby
nic więcej najprzód, jak pierwszy rys samej tylko jej istoty
zrobić: potem dopiero wziąść powinien przed się szczegóły,
ale nie w innym widoku, jak tylko, aby i tych w ogólno-
ści dal poznanie, w takim porządku, w którymby, przez
wnioski z różnych Dostrzeżeń i uwag wypadające, rzeczy
zbyt rozwlekle nie przedstawił, a przeto, nauki swej, za-
miast łatwego objaśnienia rzeczy, nie zaćmił.
str 359
ANNEXA.
Wszakże, chcąc objaśnić komu rzecz jaką, trzebi
mu ją najprzód okazać tak, jak ona pod zmysły podpada.
Pierwsze więc przedmiotu pod widok wystawienie,
będzie — początkowem tej rzeczy poznaniem, początkowe
zaś rzeczy poznanie — elementarnem nazwane być po-
winno, a dalsze, uważającego tę rzecz, spostrzeżenia złożą
mniej lub więcej obszerny poczet szczegółów, stanowiących
rzeczy tej ogól całkowity.
W ułożeniu dzieła początkowego historyi naturalnej
nie byłoby więc moim zamiarem rozumowanie nad wnio-
skami autorów dzieła takowe wydających, owszem, starał-
bym się, ile możności, moje z takowych oczyścić, zacho-
wując wnioskowanie osobom z powołania zaprzątnionym
wykładem książek elementarnych i udzielaniem zdań, od
siebie za najgruntowniejsze uznanych.
Wielka przestrzeli natury obejmuje zbiór rzeczy tak
obszerny, że wyliczanie jej główniejszych podziałów i umie-
szczonych w niej ogromniejszych szczegółów okazanie, oraz
związku, w którym względem siebie zostają, już jest dosyć
wielką, nauką, aby książkę elementarną wypełniła, a dość
obszerną, na utrzymanie wzbudzonej w początkującym
uczącym się ciekawości.
Stosownie tedy do tego zdania, w ułożeniu książki,
historyą naturalną elementarnie opisującej, zdaje mi się
być potrzebą, cały ogól widocznego jestestwa podzielić na
Niebo i na Ziemię.
Przez Niebo oznacza sie owa nieograniczona prze-
strzeń, napełniona płynem przeźroczystym, w którym osa-
dzone są ciała, przez swoje światło jedne — w dzień, drugie
w nocy widoczne, tych rozgatunkowanie, względne poło-
żenie, bieg i obrót w tej niezmiernej przestrzeni, dosyć
uwiadomią, uczyć się poczynającego, o tej, którą nad sobą
widzi, cudownej pokrywie, a jeżeli ta wiadomość zaostrzy
ciekawość jego, obszerniejszego w astronomicznej nauce
czerpać nie zaniedba światła.
Ziemię, której uczący się jest mieszkańcem, jej po-str 360
ANNEXA.
wierzchnię, na której zawsze patrzy kształt, tegoż odmien-
ności, już górzystość, już płaszczyzny formujące, wnętrzny
nakoniec ziemi układ — na widok jego wystawić najprzód
w ogólnym obrazie należy.
Z tym go poznawszy, uwagę jego zastanowić wypada
nad częściami, ową powierzchnią, jako też i wnątrz ziemi
składującemi, przez okazanie mu istotnych ich odmienności,
tak co do koloru, jakoteż co do ich masy. Ta odmienność
bowiem oczywista jest co do wzroku, przez różnicę farb,
przezroczystość, lub nieprzeźroczystość. Co zaś do dotyka-
nia — przez twardość-, miękkość, kruchość, mniejsza lub
większa ciągłość, ciężkość i lekkość.
Wodę, której istoty odmienność wzrok sam okazuje,
czyli ona uważana będzie w znacznych zbiorach stojąca,
kiedy niekiedy tylko od wiatrów wzruszona, morzami lub
jeziorami nazwana, czyli podróżnym kształtem: w źródłach,
strumieniach i rzekach, w ustawicznym ruchu będąca, tu
w rozpar niewidzialny, tam w chmurę czarną, ówdzie
w deszcz, grad, lub śnik (tak), a w innym razie w lód
twardy przekształcona, jako wyobrażenie jedną tylko istotę
Okazujące, wystawić potrzeba; nie zapominając jednak, jejże
różnych na powierzchni ziemi odbywanych działań, w uści-
łaniu różnych warsztwów (taki ziemnych, jako też
w przenoszeniu ich z jednego miejsca na drugie widocznych,
oiezapominając oraz jej wpływu, do ukształcenia roślin
istotnie potrzebnego.
Dalej, zbliżałaby się uwaga do płodów ziemi orga-
nicznych bez czułości i przeszłoby się wszystkie ich
rodzaje, okazawszy niejakie podobieństwo z stworzeniami,
prócz organizacji, czułością obdarzonemi, a które na tem
miejscu na familie podzielone, w ogólności poznać nie za-
niedbałoby się.
Nakoniec, zdawałoby mi sic być istotną potrzebą, oka-
zać uczącemu się jego własną wartność (tak), a prze-
szedłszy w nim cały okrąg ziemi i uważywszy odmienno-
ści, którym ród jego podpada, radbym go przekonał o wiel-
str 361
ANNEXA.
kiej i istotnej jego względem innych, do niego poniekąd
podobnych, zwierząt, różnicy, gdyż nietylko jak one ruszać
się i działać zdoła, nietylko potrzebom swoim dogadza, lecz
ma moc rozeznania tych potrzeb swoich, ma nietylko moc
i sposobność użytkowania z tych wszystkich rzeczy, któ-
remi jest otoczony, lecz jest władnym rządzenia wszyst-
kiemi innemi zwierzęty.
Poznawszy już to wszystko, uczący się początkowo
historyi naturalnej zastanowić się powinien koniecznie nad
tem, że on sam, i te wszystkie otaczające go, tak przy-
świecającą jakoteż rozsypujące się i przesypujące stwo-
rzenia, nie będąc zawsze trwale same z siebie, stać się nie
mogły, lecz że musi być jakowaś Istność pierwiastkowa,
początkiem i końcem całego jestestwa będąca, która to
wszystko odnawia i wszystko w porządku raz na zawsze
ustanowionym stale utrzymuje.
Tę! uznawszy nad siebie doskonalszą i trwalszą, nie-
skończenie uwielbi zapewne, a przekonany, że cała natura
i dla jego uszczęśliwienia stworzyła, z wdzięcznością na
rozpoznawaniu dziel Jej przestanie, niewdzierając się w te
tajemnice, które w składzie Natury chciała mieć przed
nim ukryte.
Taki, dla początkowo uczyć się mającego Historyi
naturalnej, rys zrobiwszy, gdy przez związek rzeczy, już
w swoim porządku na widok wystawionych, cały ogół
naukowy dla człowieka pojętny obejmę i w małym dziele
zamknę, rozumiałbym, iż żądaniu przezacnego Towarzy-
stwa dogodzę, względem przedstawienia elementarnej książki
historyi naturalnej, a przez takowe, w ciekawym uczniu
dosyć żądzy wzbudzę, aby go do nabycia wiadomości fi-
zycznych i chimicznych od nauki historyi naturalnej nie-
oddzielnych, niezawodnie pociągnęło.
Ten tedy projekt podaję pod zdanie przezacnego
Zgromadzenia, dopraszając się, abyście go, uczeni mężowie,
roztrząsnęli i mnie wasze uwagi w tej materyi podać
raczyli.str 362
ANNEXA.
Historyi naturalnej znacząca znajomość wszystkich
przedmiotów znajdujących się w niezmiernej przestrzeni
całego Jestestwa jest umiejętnością tak obszerną, że tylu
upłynionych wieków czas nie wystarczył na ukończenie
jej: lecz jako za naszych czasów, nowe i przed nami nie-
znajome odkrywają się prawdy, tak i potomkowie nasi po-
czynią w niej swego czasu nowe wynalazki, które nam
nieznajomemi zostają; historya bowiem naturalna jest ró-
wnie niezmiernej obszerności umiejętnością, jak jej, dla
poznania ludzkiego, prawie nieograniczony przedmiot.
Doświadczenie przekonywa w samej rzeczy cieka-
wych, że, najpomyślniej utalentowanych kilku nawet osób
życie nie wystarcza na ukończenie jednego tylko oddziału
tejże historyi i że, najgorliwsi badacze jej, po kilkuletniej
pracy, nie wydali na świat — jak tylko zarysy początkowe
i to tylko części oddzielnych umiejętności. Wyznać zatem
skromność każe, że dzieła dotychczas wydane pod tyt:
Historyi naturalnej nie zawierają w sobie ukończonej już
całkowitej umiejętności tej, lecz raczej zbiór tylko wiado-
mości naszych w historyi naturalnej, pod nasze czasy za
najpowszechniej przyjęte uznanych.
O tych prawdach przekonany, nie myślę wystawić
na widok uczonej publiczności całego zbioru wiadomości,
od wszystkich pisarzów historyi naturalnej zgromadzonych.
Moje elementarne dzieło byłoby wyjątkiem najistotniej-
szych tylko prawd, z tejże umiejętności zebranym, stosownie
do objęcia początkowo uczących się i ułożonym w nastę-
pującym porządku:
Co to jest historya naturalna? Jej znajomości
potrzeba i użyteczność.
Jej przedmioty:
O Niebie, t. j. o płynie niezmiernym, obejmującym
wszystkie ciała światłe, wystawione nam przed oczy.
o słońcu i otaczającym go zbiorze planet.
str 363
ANNEXA.
O dniu i nocy.
O czterech porach roku, zaćmieniach etc.
O księżycu i Jego odmianach.
O ziemi i jej postaci całkowitej.
O części jej ciecznej, czyli o morza.
O przybywaniu i ubywaniu morza.
O biegu i wirach wód morskich.
O jeziorach, rzekach i ich czynności.
O źródłach.
O płodach wód morskich.
O płodach wód słodkich.
O oparczyskach, (?) trzęsawicach, bagnach.
O kępach i wyspach.
O części ziemi stałej, czyli o lądzie.
O górzystości.
O wulkanach i trzęsieniu ziemi.
O płodach górzystości, czyli o rzeczach kopalnych i całym
ich dotąd odkrytym zbiorze.
O płaszczyznach, czyli części najobszerniejszej lądu, służą-
cej na wydawanie płodów roślinnych.
0 płodach organicznych bez czułości.
Trawy.
Zioła.
Warzywa.
Krzewy.
Drzewa.
Polipy.
O płodach ziemi organicznych, czułością obdarzonych.
Owady: Pojedyńczo,
Podwójno,
Podwójno krótko, skrzydlate.
Podwójno długo,
Giętko łuskowate,
Twardo łuskowate,
Ptaki: Drapieżne,
Gadatliwe,str 364
ANNEXA.
Śpiewającą
Nabłotne,
Wodno,
Domowe.
Robactwo: Pchły, wszy, mole, pająki, stonogi, glisty
i czołgające się zwierzęta,
Dwójżywiolne zwierzęta:
Żółw,
Wydra,
Bóbr.
Czworonogie zwierzęta:
Całokopytne,
Raciczne,
Ogromnej postaci.
Drapieżne,
Szkodzące,
Latające,
Kolczyste etc.
O narodzie ludzkim:
Azyatach,
Afrykaninach,
Amerykaninach,
Europejczykach.
O Stwórcy i Rządzcy całej Natury,
Tak rozporządzone dzieło nie bodzie katalogiem na-
zwisk płodów natury, lecz raczej — przystosowanym do
pojęcia początkowo uczących się historyi naturalnej dosyć
obszernym opisem wszystkich główniejszych jej przedmio-
tów, zawiadomieniem o istotniejszych okolicznościach każ-
demu rodzajowi towarzyszących, z opuszczeniem szcze-
gółów mniej znaczących i samych tylko własności gatun-
kowych, tyczących się.
str 365
ANNEXA.
IV.
Myśli ks. Albertrandego z roku 1805,
o sposobach wydoskonalenia i zbogacenia ojczystego
języka.
(Z autografu).
Pobudki do obmyślenia sposobu wydoskonalenia i zbo-
gacenia ojczystego języka wielka mają z umiejętności,
z gorliwości i usilnego rzeczy wyłuszczania, powagę, tem
jeszcze pomnożoną, iż takowe pobudki, zawsze, od pierw-
szego założenia swego, przytomne Towarzystwu naszemu
były.
Już dawno słyszano na schadzkach naszych, tak pu-
blicznych, jako i prywatnych, że zaprzestać postępku — jest
cofać się nazad, a słyszano to pod wyobrażeniem kamienia
w górę rzuconego, który, od punktu, gdzie wyżej wznosić
się przestaje, poczyna, z przynmożeniem coraz większym
pędu, na dół upadać, a przestroga: nil actum reputant, si
quid sitperesse agendum, dała się nie w tych naprawdę sło-
wach słyszeć, ale w wyjętym z praw Justiniana wyroku
Lege XI Codicis: nihil actum crcdimus, dum aliquid addendum
superest. Nie mniej wyraźne całego Towarzystwa zdanie
zawsze było, iż: z utrzymaniem języka - jego wydo-
skonalenie i zbogacenie spojone być powinno. Do-
wodem tego są mowy i pisma, usilnie takowe wydoskona-
lenie zalecające; dowodem jest, przy układzie książek po-
trzebnych, pisać się mających, jednomyślnie uchwalona
ustawa, aby przy pierwszym Towarzystwu okazaniu tych
dziel, przyłączony był do nich słownik mniej zwyczajnych,
lub nowo użytych słów; dowodem jest długi rejestr słów
z Illiryckiego języka wybranych, zdatnych aby im pol-
ska narodowość była nadana, przez niektórych Członków
tego Towarzystwa podany, z zaleceniem, aby, podobnym
sposobem, języki pobratyńskie do poboru pociągnione były.str 366
ANNEXA.
Nie możemy zatem nie przyjmować z wdzięcznością, nie
wielbić z jednostajną zgodą, że, co raz przyjętą od nas bę-
dzie zasadą, za nasze dzieło, za niewzruszone zdanie nasze
poczytamy.
Ale, po uwielbieniu tak pięknych pobudek, zostaje się
zapytanie, bez którego rozwiązalna, ani do wniosków, ani
do obrania środków, ku uskutecznieniu tychże wniosków
służących, przystąpić nie możemy. A to pytanie jest: czyli
księgi pożyteczne stosować się do słownika
mają, czy słownik — do ksiąg pożytecznych? To
jest, co w przyzwoitym porządku poprzedzać musi: czy
ułożenie słownika przed księgami, do oświe-
cenia na rodu służącemi? czy księgi takowe,
przed wydoskonaleniem słownika? Albo, co na
jedno przypada: kiedy zadane Towarzystwu rozwiązanie,
iż słów zacnego pisarza użyję, jest: rozszerzać między
rodakami użyteczne wiadomości, nauki i umiejętności, przy-
czyniać się do udoskonalenia każdej części umysłowego
poznania, to znaczy, sprawować udoskonalenie naszego ję-
zyka i żali nie wypada raczej: co przyczyną, lub środkiem
pisarz nazywa, przemienić w skutek? a co skutkiem być
mieni — uznać za przyczynę?
Nam się zaiste zdaje, iż rzut oka na naszą dawną
i późniejszą literaturę dokładnie to zapytanie rozwiązuje.
Nie Harpocratio Lexiconem swoim ukształtował dziesięciu
krasomówców Grecyi, ale krasomówcy greccy Harpokra-
tionowi nadali, z czogoby słownik swój ułożył. Nie z Phri-
nicha uczyli się Ateńczykowie wytwornej onej mowy, którą
się pomiędzy innych Greków zaszczycali, nie z Moerisa
Atticisty poloru nabrawszy, ona z gminu niewiasta obco-
rodność Theophrasta wyśmiała, ale od Ateńczyków Moeris
wyuczony, polor ich języka dał światu poznać. Dzieła Pla-
tona wielą wiekami poprzedziły słownik Timesa Solisty.
Niezliczonemi pisarzami słynęła od dawnego czasu Grecya,
nim Julius Pollux dzieło swe pisać przedsięwziął. Chlubił
się Rzym z pisarzy w każdym rodzaju najsławniejszych
str 367
ANNEXA.
między którymi dosyć jest wspomnieć: Plauta, Terencyusza,
Lukrecyusza, Cicerona, Cezara i Sallustyusza, nim swoje
Varro o języku łacińskim napisał księgi, w których jednak
wiele niedokładności późniejsi pisarze, jak z Festusa wi-
dzieć można, pokazali. Jak wiele pierwszego szeregu pisa-
rzów wioska literatura liczyła, nim do ułożenia słownika,
delia Onuca nazwanego, przyszło? We Francyi — nie sło-
wnik Akademii utworzył wiek Ludwika XIV, ale pisarze
tego wieku i powodem i wzorem do utworzenia słowników
byli. Pierwszy był Kant i Kanta księgi, a dopiero do sło-
wników niemieckich weszły, lub wnijdą użyte od niego
i wymyślone wyrazy. Wstrzymuję się od innych obcych
przykładów, kiedy własne nasze domowe pokazuje doświad-
czenie: jak wiele język nasz z krajowych pisa-
rzów korzystał! Spytajmy się tylko zacni koledzy na-
szego Linda, jak wiele wyrazów dobitnych, szezeropolskich,
weszło do Słownika jego, wyjętych z pisarzów, którzy się
przez te ostatnie 50 lat wsławili, to jest, od tej pory, jak
makaroniczny styl i nastrzępienie pism łaciną, lub franeuz-
skich wyrazów błyskotkami, został wyszydzony? Sam zacny
pisarz stwierdza to zdanie, wyznając, iż częstokroć naj-
głębsze myśli i postrzeżenia wielkich geniuszów, kryją się
nieraz w dziełach ich beż żadnego użytku, poki kto nie
znajdzie wyrazu, mogącego zbliżyć one do objęcia czyta-
jących. Co samo rzeczom i pismom przed języka wyrazami
oczewiście pierwszeństwo przysądza, gdy w rzeczach i pi-
smach powód do obmyślenia wyrazów upatruje.
Przydamy tu jeszcze, iż język może był bardzo wy-
polerowany, bardzo nawet w jednym widoku obfity, a je-
dnak bardzo niedoskonały. W polskim języku jest nie-
zmierna obfitość słów pieskliwych, zdrobniałych, nadętych,
działania odmiany okazujących, niezmierna nawet — do bo-
taniki należących, a przytem wielki niedostatek słów, do
nauk wyższych, do kunsztów, do wykładu starożytności
służących. Te — że utworzyć należy, niemasz żadnej wątpli-
wości, ale czy z ksiąg — do słownika mają być przenie-str 368
ANNEXA.
sione, czy z słownika do księgi? To jest zagadnienie, od
którego rozwiązanie najwięcej zawisło.
Mała trudność tu, względem rzeczy, nie podlegających
odmianom, pochodzącym z nowego odkrycia, ale inaczej
sądzić należy o naukach, wielkim zmianom, a szperaniom
głębszym z wynalazków nowych wynikłym, podlegających.
Przenieśmy się myślą wstecz od tej epochy na lat 60.
Dajmy, że Towarzystwo naszemu podobne, przedsięwzięło
na on czas dzieło tego rodzaju, do którego nas teraz za-
chęcają; i z wielką pracą jestestwa porfirowego drzewa,
wzajemne stosowności, tajne przymioty, obrzydliwość czczo-
sci, słowem, perypatetyckie baśnie, marzenia Deskarta,
Bekkera, Walentyna, Paracelsa, Agrippy i tym podobnych
pisarzów wymyślne nauki zgromadziwszy, w polską postać
oblekli. Czybyśmy dziś, po tylu poprawach, po rylu wy-
nalazkach, po odkrytych tak licznych prawdach, pracę
tych dawnych przodków naszych wyszydzili? Wszakże, co
na 60 lat przed tym czasem stać się mogło, to potkać nas
może w lat 60 po czasie teraźniejszym, a nowe światła,
nowa praca, nowy rzeczy widok, stawić nas na tym sto-
pniu, na którymbyśmy tamtych stawili. Starajmy się więc
język nasz wydoskonalić i zbogacić, ale tą drogą sta-
rajmy się, którą wieków i narodów dawnych i nowych
doświadczenie wskazuje, to jest: przez księgi — do
pomnożenia słownika przystępujmy. Komu
z nas tajno jest, jaka względem języków przemoc jest
używania, któremu, przepisy słowników ustawy gramaty-
czne, wyroki najpoważniejszych Akademij, ustępować mu-
szą. Używanie zaś przez Słowniki, to jest dzieła do
porady tylko służące, nie zaś ciągiem czytane, wprowa-
dzone być nie może, kiedy tymczasem, księgi pożytecznych
ciekawości pastwa, lub zaprzątnięte źródło nauki, do tego
używania nieznacznie wiodą i czytelnika prawie niechcący
pociągają.
Doskonałość języków zawsze obok doskonałości nauk
chodzi, z tą rośnie, z tą się wzmaga, z tą do najwspanial-
str 369
ANNEXA.
szego kresu przychodzi. Ta doskonałość dwojako uważaną
być może, raz, jako wynikająca z gładkości i mnóstwa
wyrazów jednęż rzecz znaczących, a tę równać możemy:
albo z ochędożnym, ale jednym zawsze, mniej, lub więcej
przydatnich ozdób mającym odcieniem, albo z mnóstwem
drobnej monety, jeden pieniądz złoty zamienić mogącym.
Druga doskonałość jest zasadzona na obfitości słów,
wystarczająca wszystkich ludzkich wiadomości wyrazić
przedmioty. Ta — podobna jest do obfitości na każdą okoli-
czność przyzwoitego odzienia, zawsze przystojnego, do mnó-
stwa złotych pieniędzy, zamienić się każdego czasu na
drobniejszą monetę mogących.
Obydwóch tych doskonałości rodzajów źródłem są
nie słowniki, ale w narodach na pól dzikich pieśni
i powieści, z ust do ust, z pokolenia do pokole-
nia, podaniem przechodzące, a w narodach wypo-
lerowanych — księgi, przez swoją przyjemność, lub też po-
żyteczność, w ręce czytelników wciskające się: tamtej, bo
słowniki — użycia onych przyzwoitego niedostatecznie
uczą, i tej, bo słów matką iest potrzeba, a potrzeba
pierwej księgi onej zabiegająca niż słowniki, skład tylko
wymysłów potrzeby zawierające zrodziła, bo ludzkich zna-
jomości postępek zwyczajny jest: przez rzeczy — do
wyrazów rzeczy udawać się.
Przezornie zatem i zgodnie z gruntownym swoim
sposobem myślenia postąpiło nasze Towarzystwo, gdy je-
den doskonałości rodzaj — przepisom Gramatyki i prawi-
dłom zwyczajnym, nawykłych do kształtnego sposobu pi-
sania uszom zostawiło, o drugi zaś rodzaj doskonałości
troskliwe, postanowiło, aby do każdego dzieła, z przepisu,
lub porady jego wychodzić mającego, przyłączany był
słownik stosowny do rzeczy, w dziele owym przed-
sięwziętej, zawierający wyrazy od pisarza użyte, na nowo
dla niedostatku wprowadzone, a powszechnem używaniem
jeszcze nie stwierdzone.
Tak, z pism i dzieł cząstkowe słowniki wynikną,
T0WARZYSTWO WARSZAWSKIE.
24str 370
ANNEXA.
a z słowników cząstkowych ogromniejsze i powszechniej-
szo będą utworzone, a tak pisarze ksiąg, ani czasu trawić,
ani żywości pisania przytępiać — szukaniem w słowniku
wyrazów sobie przepisanych, nie będą. Aby zaś z tej To-
warzystwa ustawy pożytek mógł być odniesiony — mało
do przydania upatrujemy.
Ustawy nasze każą dzieła przychodzące pod sąd To-
warzystwa prosto do swojego odsyłać wydziału. Do tego
będzie należeć rozważenie, jeśli słowa na nowo użyte wy-
rażają z przyzwoitą jasnością rzecz, której w myśli swojej
pojęcie, lub wyobrażenie miał pisarz?
Od tego wydziału idzie słownik do gramatyków, to
jest, tych, którzy polskiego języka biegłość szczególniejszą
mają, aby oni osądzili, jeśli w etymologii, w składzie, w złą-
czeniu, w zakończeniu, nie znajdzie się co przeciwnego ge-
niuszowi języka polskiego, a zatym poprawy potrzebującego?
Może jeszcze iść ten słownik do wydziału języków
rodu słowiańskiego, aby do niego należący rozważyli, czyby
w językach słowiańskiego rodu obcych krain
nie znajdował się wyraz, dokładnie, rzeczy,
o której wykład chodzi, służący, a do naszego
języka przenieść się mogący? Tak poprawiony
słownik idzie jeszcze pod rozwagę Towarzystwa zgroma-
dzonego.
To wszystko wykonawszy, nie zostaje — jak tylko
sankcyą — iż tak rzekę — czyli upoważnienie obmyślać
słowom nowo użytym i w używanie je pospolite wprowa-
dzić, do czego najprostszy sposób jest: takowe cząstki sło-
wnika przesyłać do Akademij i szkół główniejszych kraju.
Z jednostajności, lub większości zdań, wymknęłoby i przy-
jęcie słów i obowiązek rozkrzewienia Ożycia ich stałby się
własny tychże Akademij, w tym, nie już Towarzystwa
dzieło, ale swoje własne, upatrujących. Przenikniony gorli-
wością o pomnożenie chwały narodowej umysł zacnych
kolegów wskazał mi sposoby do osiągnięcia zamiaru zbo-
gacenia ojczystego języka przydatnego, a jak nam się
str 371
ANNEXA.
zdaje, bardzo z chęci szacowne, ale w skutku mało te za-
mysły wspierające.
A naprzód zaleca utworzenie składu szczególnego
osób, tą się pracą zaprzątających. Iż pominiemy trudności,
z okoliczności mieszkania, zaprzątnienia osobistego i t. p.
zgromadzeniu się takowych osób przeciwnych, — takowe
utworzenie za niepodobne do wykonania, a przynajmniej
cale daremne, poczytamy. Skład takowy, aby w pracach
swych był użyteczny, musiałby z osób być złożony, ency-
klopedyczną naukę posiadających. Każda w nim powinnaby
mieć niepospolitą biegłość w matematyce, w fizyce, w me-
tafizyce, w chemii, w lekarskiej sztuce, słowem, we wszyst-
kich naukach, od naszego Towarzystwa objętych, co, kiedy
być nie może, przy roztrząsaniu słów chemicznych — po-
ziewałby matematyk, wierszopis, krasomówca, geograf, eko-
nomik, prawnik; przy rozwiązaniu krasomówczego lub ry-
motwórczego słowa — i chimik, matematyk i lekarz snemby
umorzeni zostali. Słowem, znudziłaby takowa robota wszyst-
kich, albo, przy zupełnej bezczynności większej części w ta-
kowy skład wchodzących, zwaliłby się cały ciężar na po-
jedyncze osoby, szczególniej w nauce, pod rozstrzygnienie
podpadającej ćwiczone; a to coś jest innego, jak od każdego
wydziału szukać oświecenia względem słownika, naukom
poszczególnym służącego, co nasze już obwarowały ustawy.
Przydamy tu jeszcze, iż oczekiwanie słownika tego, ledwie
w przeciągu pokolenia ułożonym być mogącego, wszystkich,
i co się już podjęli i co na potym podjąć się mogą, pisa-
rzów, chwalebne wstrzyma zapędy.
Ale skład ten, umyślnie ustanowiony, nie będzie wy-
najdywał słowa z powziętej poprzednio przez się wiadomości
rzeczy, ale — słowa, z ksiąg, od obcych pisarzów wyda-
nych, zebrawszy one, w polską postać przemieni. Przezorna
myśl, ale nieprzezwyciężonym trudnościom podlegająca.
Więc potrzeba będzie, aby wchodzący w ten skład
mieli dokładną znajomość języków łacińskich, francuskich,
niemieckich, angielskich, iż innych nie wspomniemy, gdyż
24*str 372
ANNEXA.
w tych językach pisarze są najwyborniejsi, przez których
do wysokiego doskonałości stopnia przyszły w tym wieku
nauki. Tego się spodziewać nawet samo doświadczenie za-
kazuje. Przytym, zwyczajna w języku biegłość małoby po-
żytku przyniosła, ponieważ wiadomości rzeczy przez się
nie nadaje, a tak, dla większej części osób, w takowym
składzie umieszczonych, jedne nauki — dla jednych, dru-
gie — dla drugich będąc tajemnicą, pracy ich nie mogłyby
stać się przedmiotem, ale tych tylko, którzy się tą nauką
szczególnie zaprzątną, a to, bez nowego składu, w własnym
wydziale, jak chcą ustawy nasze, może być wy koi innem.
Drugi sposób, nie tak ukształcenia, jako raczej rozpo-
wszechnienia terminologii, od zacnego kolegi podany,
przez wydawanie dziennika, do tego dzieła stosownego
i wprowadzenie korespondencyi z publicznością, zdaje nam
się nie dosięgać zamiaru. Zdanie nasze gruntuje się na
oschłości takowego dziennika, w którego czytaniu, ani praca
wdzięku, ani ciekawość powabu nie znajduje. O powodze-
niu takowego Dziennika łatwo z losu innych dzienni-
ków, pamiętników i t. p. czasowych pism, wróżyć można,
zwłaszcza, iżby połowa rodzaju ludzkiego odczytania onego
odsunioną była, a z drugiej połowy — ledwie tysiączny
słów rozbiorem, ważeniem, osądzeniem, zaprzątnąćby się
przedsięwziął. Bez zuchwalstwa spodziewać się nie można,
aby takowego dziennika 200 egzemplarzy wydać miano.
Z tych, w otchłań wiecznej niepamięci najmniej 180 wpa-
dnie. Dajmy, że z pozostałych 20, większa część będzie
powodem do otworzenia korespondencyi. I cóż się z tako-
wej wspólności porozumienia nawiąże? Listy, któremi za-
rzuceni będziemy, przełożą nam zdania osób pojedynczych,
prywatnych, nie więcej od nas powagi, nie więcej wpływu
na opinię publiczną mających. Te zdania bezwątpliwie
różne od siebie, a częstokroć przeciwne będą. Weźmiemyż
je pod kredę, czyli też na szalę? Któż nas do tego upo-
ważnił, a publiczność będzież tak powolną, aby głowę
spokojnie pod nasze wyroki skłoniła? Tymczasem, my, znu-
str 373
ANNEXA.
dzeni czczą korespondencyą, roztargani pracą objaśnień,
odpowiedzi, replik, wprawieni w potrzebę sporów i między
sobą i z obcemi, czas tyrać będziemy, któregobyśmy da-
leko lepiej, stosownie do zamiarów naszych i obietnic pu-
bliczności danych, użyć potrafili.
Nie większa jest skuteczność trzeciego, w tem piśmie
wspomnianego, sposobu, wydoskonalenia języka naszego
przez wysłanie jednej, lub kilku osób, do pobratyńskich
narodów, używaniem słowiańskiego, lub wyrostek słowiań-
skiego, języka zaleconych. Nie wspominamy, iż są rządy,
którym takowy krok byłby podejrzliwy, a może
i sprawiedliwie byłyby onemu przeciwne. I dokądżeto tych
naszych pełnomocników wyprawiemy? Do Wagryi, Ditmar-
syi, Meklemburga, Pomorskiej ziemi, Luzacyi, Śląska, Czech,
Morawy, Windischmarku, Karnioli, Sklawonii, Kroacyi, Dal-
macyi, Raguzy i t. p. do miejsc, w których, język rodowity,
pierwiastkowo słowiański, od współmieszkańców, lub sąsia-
dów: Niemców, Turków, Greków,Włochów, wielce jest ska-
żony. Za tym nasz posłaniec, strawiwszy czas długi, może
lat kilka, na rozpoznanie rodowitego języka krainy, będzie
się jeszcze musiał uczyć zagranicznych sąsiedzkich, aby
nam Tureckiego, lub Węgierskiego, i tym podobnych języ-
ków, wyrazów za słowiańskie nie podał, tak, jak się naszym
niektórym krajowym pisarzom przytrafiło, którzy, za sta-
ropolskiemi upędzając się słowami, z niemieckiego po pol-
sku przebrane podsunęli, jako to: foldrować, zamiast
instygować. Takby się w podobnym zamiarze do Polski
przyjeżdżającemu Czechowi przytrafić mogło, mniemając,
iż tureckie słowa: kary, imbryk, filiżanka ze sło-
wiańskiego źródła wytrysnęły.
Takowa więc podróż i bardzo kosztowna i przecią-
glejsza od Odyssei nie więcej nam przyniosłaby poży-
tku, jak kiedy pomiernym kosztem sprowadzimy różnych
słowiańskich narodów słowniki, gramatyki i dzieła wybrane,
jedne oryginalne, drugie tłómaczone potoczną mową i wier-
szem pisane, zwłaszcza że i rozesłańcy nasi na tym prze-str 374
ANNEXA.
staćby musieli, gdyż pamięć ich, jakkolwiek szczęśliwa,
ogarnąć wszystkiego nie może i roztropność nie pozwala
na los zdarzeń tak kosztowne zbiory puszczać. Wielką po-
moc do tego znajdziemy: już w księgach kościelnych, w kra-
jach naszych, od Ruskiego duchowieństwa użytych, już
w dostatku wszelkiego rodzaju ksiąg, z którego się sąsie-
dzcy Rosyanie chlubią:
Nasze zatym zdanie jest:
Usilnie starać się, nie tylko o utrzymanie, ale też
o wydoskonalenie i wzbogacenie języka na-
szego, gdyż to nieustanną jest Towarzystwa naszego po-
winnością, ściśle z jestestwem jego spojoną. To za grunt
założywszy:
1. Zestawić rzeczy w ustanowionym raz porządku,
przez odsyłanie dzieł przychodzących do przyzwoitego wy-
działu, jednego, — jeśli proste są; składanego, — gdy do ró-
żnych nauk należą.
2. Utrzymać w całości włożony na przysyłających
pisma obowiązek — przyłączania do nich słownika, który,
w wydziale, spoinie z pisarzem, co do znaczenia, co do
składu, osobno od gramatyków rozstrząśniony będzie.
3. Słowniki, tak przyjęte, Towarzystwu zgromadzo-
nemu przekładać, aby ponowionym rozstrząśnieniem wy-
doskonalone i utwierdzone zostały.
4. Słowa dotąd nieużywane, na nowo wprowadzić się
mające, od Towarzystwa do Akademii, lub głównych szkól
krajowych będą przesyłane, dla zasiągnienia ich zdania,
a następnie rozkrzewienia ich użycia.
5. Można też tymczasem wybranym z wydziałów, lub
uproszonym osobom, każdej, podług nauki, do której naj-
bardziej się przykłada, polecić: wybranie słów technicznych
już użytych w rozmaitych księgach, albo z prywatnej
Ochoty, albo z przepisu Komisyi edukacyjnej wydanych:
Fizyki Rogalińskiego, Fizyki, Geometryi, Algebry etc. dla
szkól niegdyś narodowych, Fizyki chymicznej Ks. Osiń-
skiego, Logiki Kondillaka, tłómaczonej przez Jana Znoskę
str 375
ANNEXA.
i tym podobne, które, wybrane z przyłączonym znacze-
niem w obcych językach, rozstrząśnione w właściwych
wydziałach, przejrzane od gramatyków, do rozwagi wy-
działu języków słowiańskich odesłane, Towarzystwu oka-
zane, a jeśliby odmianie jakiej podpadały, do dalszego roz-
trząśnienia Akademiom, lub szkołom główniejszym, prze-
siane będą,
6. Z ksiąg, słowników, gramatyk słowiańskich, illiry-
ckich, kroackich, dalmackich, raguzańskich, czeskich, ro-
syjskich, wybrane być mogą słowa godne przysposobienia
i te przedłożone Towarzystwu, które o nich stanowić będzie.
7. Może być komu polecone wybranie z wielkiego
Wokabularza francuskiego, lub z Encyklopedyi, słów zwy-
czajnego używania, prawego wyrazu polskiego nie mają-
cych, z przydaniem wykładu i wynalezionego prawo-pol-
skiego znaczenia, poddając to dzieło pod sąd Towarzystwa.
8. Domyśleć się łatwo można, iż rzeczą jest istotnie
potrzebną, sprowadzić jak najlepsze słowniki języków od
słowiańskiego pochodzących, a dziś w używaniu będących,
także księgi, w tychże językach, w rozmaitych materyach,
tak oryginalne, jako i tlómaczone, mianowicie z autorów
powszechnie znajomych.
V.
Myśli ks. Staszica z r.1805, o książkach najpożyteczniejszych.
(Z autografu).
Głos mój szczególnie zwracam do zacnych kolegów
Wydziału pięknych nauk. Ich wzywam, aby liczniej
zbierać się raczyli na swoje oznaczone posiedzenia. Wy-
dział I i II już posiedzenia swoje uporządkowane zatru-
dnił. Już zbiera niektóre prace. Przeciwnie, Wydział pię-str 376
ANNEXA.
knych nauk nietylko nic jeszcze nie rozpoczął, ale
nawet rzadko się w liczbie potrzebnej gromadzi.
Przecież on to w swoich pracach mógłby stać się
najużyteczniejszym, a z swoich prac oglądać najprędsze
w Narodzie postępy. Celem naszego Zgromadzenia jest za-
chowanie i doskonalenie języka, zachowanie narodowej
sławy, narodowych dziel i cnót naszych przodków pa-
mięci.
Do tego celu więcej od Wydziału II i III przyczynić
się może Wydział literatury. Niechaj tylko nie za-
pomina: że tamte dwa wydziały w swoich pracach mają
pomoc z prac zagranicznych; bo w umiejętnościach i obce
narody pracują wspołem dla światła wszystkich ludów. Tej
pomocy niema Wydział literatury. On tylko z swoich
prac własnych może współziemianom wydawać
użytki.
Tamte dwa wydziały, trzymając postęp umiejętności
swego narodu w równej mierze z innemi europejskimi na-
rody, mogą tylko oświecać, mogą do dalszego światła i zna-
czenia go prowadzić. Wydział zaś literatury nietylko
potrafi Narodowi w następnym oświecaniu go, z tamtemi
wydziały czynić równe przysługi, ale nadto, on tylko je-
den ma tę moc, on tylko jeden obejmuje te nauki, które
dawają ludom nieśmiertelność, które narodu język mogą
zachować, uświetnić, uwiecznić go mogą; przeszłe jego
istnienie połączyć jeszcze z jego następnem jestestwem.
On może naszych przodków nauki, światło, jednoczyć
z przyszłych wieków naukami i światłem.
To dopełni, kiedy się pilnie zajmie i zechce nieodstę-
pnie szukać i obmyślać sposoby do wykonania nastę-
pnych myśli, do wygotować Narodowi dziel kilku.
Język nasz tak piękny, tak zwięzły, posiadający ra-
zem, czego niema z współczesnych żaden, i wielką har-
monią, krótką, a silną moc wyrazów, język ten, z euro-
pejskich języków, w swoim duchu, w swoim składzie,
zbliża się najwięcej do doskonałych języków starożytnych:
str 377
ANNEXA.
łacińskiego, greckiego. Dosyć już wydoskonalony, aby po-
siadał dokładną elementarną gramatykę. Tej dotąd
nie mamy, chociaż posiadamy bardzo stosowną już gra-
matykę filozoficzną.
Jest to od cudzoziemców wyrzutem dla nas zbyt ko-
rzącym, aby go niewypadało starać się uczynić płonnym.
To jest pierwsze dzieło, które, jakby wygotować? raczy
się Zgromadzenie, a szczególniej Wydział literatury, za-
trudnić.
Słyszałem, że dawniej, tak potrzebną pracą przyrze-
kli się zająć uczeni: J. X. Kamieński i J. X. Kopczyński.
Zechce przeto Wydział dochodzić, czyli dzieło to jest w ro-
bocie i czyli będzie dokończone pewnie. Zechce usilnie
u tych pracowitych kolegów dopraszać się, aby raczyli
bez zawodu w tem zaspokoić troskliwość Zgromadzenia.
Jeżeliby zaś dla innych prac i zatrudnień ci koledzy
wymawiali się od tej pracy, Wydział starać się będzie,
czyli z tutejszych Zgromadzeń osób nie podejmie się kto
inny? lub zgłosi się do członków w innych krajach mie-
szkających. Ja sądziłbym, że dzieło takie doskonałe, wy-
szłoby z rąk szacownego y w językach biegłego kolegi
naszego Kaulfussa. I przeto, gdy tu nie mieliśmy pewności
o tej pracy, radziłbym, aby Wydział obmyślił sposoby,
jakby do tej pracy skłonić tego zacnego kolegę? Ktokol-
wiek zaś pracy tej podjąć się raczy, zobowiąże go Wy*
dział, aby tę gramatykę swoją Wydziałowi, przed druko-
waniem jej, pod uwagę poddał.
Drugie dzieło, koniecznie potrzebne, a o braku któ-
rego ogólnie daje się słyszeć wszystkich dobrych ojców
wyrzekanie, jest zbiór doskonałej historyi narodo-
wej. W tym gatunku mamy tylko jedno dziełko księdza
Wagi. Lecz to jest zbyt krótkie, oschle. Pisane, kiedy je-
szcze Narodu jestestwo trwało.
Więc mogło być wówczas dostateczne, ale po usta-
niu bytu tegoż Narodu, musi koniecznie być niedokładne.
Bo pisarz dziejów narodu trwającego i pisarz dziejów na-str 378
ANNEXA.
rodu już upadłego,są na niezmiernie różnych od siebie
punktach, z których im ten Naród uważać wypada. Ta-
kich dwóch pisarzów nagarniać powinny wcale różne czu-
cia, różne uwagi, różny duch.
Dziś pisany zbiór dziejów naszego rodu, trzeba, aby
w takim Składzie, z taką sztuką, z taką wymową, w tym
celu był robiony, żeby się stał narzędziem, któreby, roz-
wijające sic pierwsze władze umysłowe w polskich dzie-
jach, umiały zachwycać; wcześnie na nich piętnować to
czucie, tę pamięć, jakich oni ojców synami? Aby każdy
miody, czytaniem dziel swych ojców, nabierał dla nich
i dla siebie szacunku, czul zaszczyt w Polaka imieniu.
Inaczej, schybiony cel, dzieło niepotrzebne, osobliwie, gdyby
to czytanie dziejów, zamiast ożywienia, miało paraliżyć
młodego serce, miało tchnąć w nie zimną obojętność, albo
też wcale swych przodków wzgardę. Dla osiągnienia więc
w czytających podobnego skutku, trzeba, aby piszący na-
sze dzieje, pisał je w podobnym duchu.
Trzecie dzieło nam jest potrzebne, a o którym już
lat kilka myśl moją Zgromadzeniu przekładam, kilkakro-
tnie powtarzam i coraz więcej pragnę, aby mogła być
uiszczoną, im więcej czuję, że są w niej wielkie, a z ce-
lem naszym zgodne, dla narodu użytki. To jest: aby, prze-
biegłszy całą historyą narodową, zebrać główniejsze czyny
obywatelskie, bohaterskie, lub nadzwyczajne cnoty, bądź
publiczne, bądź nawet partykularne. Te, w liczbie, jaka
ze zbioru wypadnie, ułożyć porządkiem, a każdego czynu
treść opisawszy, podać publiczności, z wezwaniem narodo-
wych wierszopisów, aby każdy wybrał jeden, lub więcej
z tych czynów i opisał go wierszem, na wzór pism za-
cnego kolegi Woronicza, lub nąkształt dumy Żółkiew-
skiego. Takie śpiewy napisane, powinny być przesiane
Zgromadzeniu. Które zostaną przyjęte, pójdą w poczet
drukować się mających. Które jeszcze Zgromadzenie uzna
za niedokładne, tych doskonalszego opisu będzie gazetą
wzywać krajowych wierszopisów.
str 379
ANNEXA.
Gdy tak już całe główniejsze dzieje będziemy mieli
w śpiewach, należy do nich przy każdej pieśni dołączyć
muzykę i kopersztych. Tym sposobem, przedstawi-
libyśmy narodowe dzieła z całym ochwyceniem umysłów
nawet ojcom i matkom obojętnych.
Ułożenie w tym sposobie, krótkie, bo może w 50 albo
w 100 śpiewach, dzieł narodowych, tem bardziej radzę, tem
usilniej wzywam Wydział do zajęcia się tą myślą, jakiby
wynalazł sposób do jej uiszczenia, im więcej, uważając
nasz nieszczęsny naród, widzę w jego upadku, że ta
płeć, która we wszystkich innych narodach
najwięcej czuje, zapala do cnót obywatel-
skich, która we wszystkich upadłych naro-
dach najdłużej zachowywała umysł naro-
dowy, że te matki, które najpierwej karmić
i kształcić będą ciało i duszę młodych dzieci,
tych ostatnich szczątków nadziei rodu na-
szego; — te, u nas, najmniej narodowego umy-
słu mają. Obojętne, myśleć nie umiejące, idą
gn uśnie zawlasnem samolubstwem, zawisłe
zupełnie, nie od rozwagi, ale całkiem — od zmy-
słów. Trzeba nam więc szukać sposobów,
jakby je ująć przez własną ich słabość, jakby
własnych ich zmysłów ochwycaniem napro-
wadzać je do tego, aby gadając, czytając,
śpiewając, grając, okazywały nieustannie
swoim dzieciom ich przodków dzieje, aby
w swych zabawach nawet, były zawsze pol-
skich dzieci matkami, nie macochy.
To jest trzecie dzieło, koło którego zatrudniać się
radzę Wydziałowi. Do muzyki i kopersztychów zrobienia
łatwiej, potem podam sposoby. Teraz tylko wzywam, aby
raczył wezwać, lub z obcych, lub z siebie, pewne osoby,
któreby wyborem takich główniejszych dzieł historyi za-
trudniły się i wydziałowi podały.
Czwarte dziełko, również do ułożenia łatwe, a bar-str 380
ANNEXA.
dzo użyteczne jest następujące: Mamy już w literaturze
polskiej w każdym rodzaju i gatunku pisma i wiersze,
mamy liczne śpiewy, sielanki, eglogi, elegie, mamy epi-
gramata, satyry, bajki; mamy romanse, komedye i swoje
i tłumaczone, mamy tragedye, mamy poemata, bądź na-
rodowe, bądź obce, zgoła, nieznani rodzaju literatury, w któ-
rymbyśmy już nie mieli albo własnych plonów, albo ob-
eych tłumaczeń. Radzę przeto, aby się wydział chciał za-
trudnić wyszukaniem takich osób, któreby się zajęły uło-
żeniem, w dwóch lub trzech tomikach, dzieł
literatury polskiej.
Wzorem służyć może Laharpe. Niech w tem dziele
każdego gatunku literatury znajduje się krótki opis i za-
raz w tym rodzaju przytoczony, umiejętnie robiony, wy-
bór z naszych pisarzów. Do pierwszego już znaj-
dzie piszący gotową materyą w Laharpe i w L'abbé Bateux.
Do robienia zaś wyboru z naszych pisarzów — trzeba
mu tylko czytania i dobrego gustu.
Dzieło to, nietylko rozszerzyłoby w narodzie jaśniej-
sze wyobrażenie różnych gatunków literatury, ale nadto,
dałoby gust przywiązania do języka; ukazałoby jego pię-
kność, przyjemność, harmonią, moc; upowszechniłoby wię-
cej obeznanie się z wyborniejszemi pisarzami literatury
polskiej, wystawiałoby z nich te rzadsze, doskonalsze ich
płody, które dziś, w wielkiem mnóstwie, bez braku giną
i z czasem mogą zupełnie pójść w zapomnienie.
Bezwątpienia, dzieło takie byłoby w Narodzie bardzo
przyjemne, niosłoby pisarzowi honor i użytek. Ja zaś, je-
dynie z jego pożytku, w celu naszym upatruję wielkie
skutki, w zachęceniu rodaków do swej literatury
i do swego języka.
Nakoniec podaję i polecam uwadze Wydziału zbiór
i opis medalów na rodowych. To dzieło już mamy
dokończone i zapewne doskonale, bo je odbierzemy z ręki
najbieglejszego z współczesnych, Szanownego Prezesa. Przy-
str 381
ANNEXA.
łączam tylko jedne myśl: aby starać się, żeby przynaj-
mniej znaczniejsze z tych medalów były sztychowane.
Wzory ich znajdują się częścią u panów Potockich,
częścią u ks. Stanisława Poniatowskiego. Piątna medalów
polskich, będących w gabinecie Wiedeńskim, znajdują się
w Puławach.
Reszta, którejby jeszcze brakło, mogłaby się znaleźć
w zbiorze medalów w Paryżu. Z nich dostać znamiona —
łatwą bym miał drogę, przez uczonego Denon.
Niech więc Wydział uprosi Prezesa, aby raczył po-
dać liczbę tych medalów, któreby warte były sztychowa-
nia. Z takich podanych piątna, które znajdować się będą
w Puławach, lub u ks. Stan. Poniatowskiego, lub w domu
panów Potockich, podejmuje się dostawić Szanowny kolega
Stanisław Potocki. Nawet do poniesienia kosztu wyszty-
chowań tych medalów raczył się oświadczyć.
Z tych więc wszystkich powodów wzywam współ-
kolegów Wydziału tego, aby raczyli niezawodnie liczniej
zbierać się na następne posiedzenia, aby raczyli zatrudnić
się obmyślaniem sposobów, jakby te wspomnione dzieła
narodowi wygotować.
Staszic.
VI.
Plan Wincentego hr. Krasińskiego z roku 1805
w przedmiocie ułożenia Dykcyonarza geogr.-historycznego.
(Z autografu).
«Każde miasto, i wieś prawie, winny być opisane rzę
dem alfabetycznym, tym sposobem:
Początek nazwiska.
Imiona właścicieli.
Godniejsze rzeczy do widzenia.
Godniejsze czyny tam zdziałane.str 382
ANNEXA.
Przypadki.
Bitwy.
Przebywanie wielkich ludzi.
Nadgrobki.
Słowem, co tylko może Polaka interesować we wła-
snym kraju.
«Podając ten plan, ośmielam się ofiarować sto duka-
tów pensyi działaczowi. Od momentu, gdy pierwszy tom
poszedłby pod sąd Zgromadzenia, godnym nagrody sądzo-
nym będzie. Później, autor winien będzie pracę swą w pół
roku przesłać Towarzystwu, by te mogło być pewnym, iż
na wzór innych nie będzie zaczętym, by skończonym nie
było, by po pięknym prospekcie, to dzieło, prawie przed
urodzeniem, jeśli to być może, nie zniszczało».
Krasiński.
VII.
Organizacja Działu filozoficzno-matematycznego
według uchwały z 3 stycznia 1805.
I.
Cel i podział prac Działu.
1. Celem wzmiankowanych Działów jest pracować
nad rozszerzeniem Nauk w języku ojczystym, nad oświe-
caniem współrodaków, nad ułatwianiem im środków do
nabycia tychże. Aby zaś praca takowa porządnie odby-
wać się mogła i wzmiankowanemu celowi zadosyć się,
stało, Dział niniejszy rozkłada się na trzy Poddziały, to
jest: Pierwszy, nauk fizycznych, drugi, nauk mate-
matycznych, trzeci — filozofii.
2. Każdy z tych poddziałów mieć będzie swoje części,
czyli gałęzie, to zaś dla tego, iżby Członki, niekoniecznie
nad ogółem Nauki, lecz nad jedną w szczególności jej
cząstką, którą sobie wybiorą, pożytecznie pracować mogły.
str 383
ANNEXA.
3. Co się tycze rozkładu Poddziałów:
a) Poddział nauk fizycznych. Rozmaite
kształty, pod któremi ciała, ich skutki i fenomena
w Przyrodzeniu, wystawują się oczom naszym, dały
początek różnym gatunkom i odnogom wiadomościów:
te, w miarę postępu światła, rozmnażały się i nakształt
bujnego drzewa w nowe rozrastały się galerie. Ogół
takowych wiadomości daje nam trzy celniejsze, a to
wielkie podziały, pod imieniem fizyki, chemii i histo-
ryi naturalnej.
Pierwszy dzieli się na fizykę ciał stałych,
ciał płynnych
i ciekłych,
nieba.
Chimia podziela się na chimię ciał kopalnych,
ciał zwierzęcych,
ciał roślinnych.
Historya naturalna dzieli się na roślinopismo,
kopalniopismo,
zwierzętopismo.
Do podziału nauk fizycznych należy: nauka le-
karska, ze wszystkiemi swemi częściami, tudzież:
Meteorologia,
Kosmografia.
b) Podział nauk matematycznych i fi-
zyczno-matematycznych obejmuje następu-
jące umiejętności:
Arytmetykę,
Algebrę,
Geometryę elementarną,
Wyższą matematykę,
Mechaniczne, optyczne i astronomiczne umie-
jętności,
Sztuki fizyczno-matematyczne.
c) Do podziału filozofii należeć będą: fi-str 384
ANNEXA.
lozofia spekulacyjna, filozofia moralna, edukacya, pra-
wodawstwo i ekonomia polityczna.
4. Każdy z członków przytomnych i nieprzytomnych
wezwany jest od Działu swego do obrania sobie którego-
kolwiek v. przedmiotów wymienionych i przyniesienia po
pewnym przeciągu czasu owocu prac swoich pod rozwagę
Działu, stosownie do § 1, p. 4 i § 11, p. 8 i 9.
§ II.
Posiedzenia Działu i porządek w obradowaniu.
1. Posiedzenia Działu zwyczajne będą dwa razy na
miesiąc, to jest dnia 12 i 24 każdego miesiąca, o godzinie
3 i 1/2 popołudniu, w miejscu, które Dział za najdogodniej-
sze uzna.
2. Każde posiedzenie odbywać się będzie trybem wska-
zanym (w punktach 20, 21, 22 i 23 § III Ustaw Ogólnych)
z tą różnicą (punkt 20, lit. a), że przytomne na posiedze-
niach Członki imiona własną ręką zapisywać będą w Dzien-
niku, umyślnie na to przez sekret. Działu sporządzonym.
3. Przed ogłoszeniem publicznego posiedzenia na dzia-
łowem, członki, które wygotują materye, aby były publi-
cznie czytanemi, one pierwej na miesiąc do Działu przy-
niosą i chęć swoją w tej mierze oświadczą.
4. Również na kilka tygodni przed posiedzeniem pu-
blicznem, Członki ułożą, lub przyniosą na posiedzenie Działu,
zagadnienia, jakie do nadgrody przeznaczone być mają
(stos. do art. 25, lit. b, § III Ustaw).
5. Na posiedzeniach zwyczajnych Dział rozstrząsać
będzie:
a) Prace i pisma swych Członków, tudzież dzieła,
które pod sąd jego przyniesione będą.
b) Stosownie do § III punktu 26, lit. c, aby Dział
był w stanie zasięgać wiadomości, jaki postępek czy-
nią należące do niego nauki, tak w kraju, jako i za
granicą, jakie w każdym rodzaju wychodzą najlep-
str 385
ANNEXA.
sze dzieła, obmyśli na swych posiedzeniach sposoby
opatrzenia się w też dzieła i pisma peryodyczne.
c) Każdy Podział wybierze z grona swego je-
dnę lub dwie osoby za korespondentów, do utrzymy-
wania listownych związków z krajowemi i zagrani-
cznemi.
General Chlebowski obowiązuje się utrzymywać
korespondencye w Państwie Niemieckiem.
§ III.
Urzędnicy Działu i ich obowiązki
1. Dział mieć będzie Prezesa i Sekretarza.
2. Urząd Prezesa trwać będzie przez rok.
3. Wybór Prezesa następować będzie kolejno z każ-
dego Poddziału.
4. W przypadku słabości lub niebytności Prezesa,
urząd i obowiązki jego zastąpi najstarszy wiekiem.
5. Obowiązki Prezesa Działu będą następujące:
a) Prezydować i mieć pierwszeństwo w zaga-
jeniu rzeczy.
b) Rozwagę przychodzących materyj raz tylko
do pierwszego posiedzenia odłożyć, dla dokładniej-
szego roztrząśnienia.
c) Odłożyć lub przyspieszyć posiedzenia zwy-
czajne, zwołać nadzwyczajne.
d) Zdać Towarzystwu sprawę przy końcu swego
urzędowania z prac w ciągu roku dokonanych, lub
przedsięwziętych tylko w jego Dziale.
e) Przyjęte prace przez Członków swego Działu
na ogólnem posiedzeniu Towarzystwa przedstawić
f) O wygotowanych dziełach przez Członków
działu swego Zgromadzeniu donosie.
g) Równość kresek w przypadku rozwiązywać.
h) We wszystkich rzeczach, wymagających dzia-
łowego rozstrzaśnienia, we wszystkich potocznych wy-
25
TOWARZYSTWO WARSZAWSKIE.str 386
ANNEXA.
darzeniach, tyczących się Działu, wyznaczać osoby
do zdania sprawy.
5. Obowiązki Sekretarza Działu w niczem się różnić
nie będą od obowiązków Sekretarza Towarzystwa (w § IV,
p. 29 zawartych).
6. Wprzód, nim Biblioteka Towarzystwa założoną i bi-
bliotekarz ustanowionym będzie, książki Działowe pod bez-
pośrednim dozorem Prezesa zostawiać będą.
§ IV.
Rozwaga pism do Działu odesłanych.
1. Dział w rozwadze powierzonego mu pisma postę-
pować będzie według opisu wyrażonego w § VI, punkt 51,
lit a, b, f i 52 pod lit. a i b.
2. Dział daje swoje zdanie względem rozpraw, dla
których Towarzystwo nagrodę przyrzekło.
3. Tudzież względem pism, któreby kosztem Towa-
rzystwa być drukowanemi były warte.
Organizacyę niniejszą pod sąd Działu oddają wyzna-
czeni do jej napisania:
H. Krusiński.
B. Szulecki.
Działo się d. 12 lutego 1805. Na posiedzeniu Działów
fizycznego i matematycznego.
Organizacya ta potwierdzoną została na sesyi d. 17
marca 1805 r.
Ludwik Osiński, sekretarz.
str 387
ANNEXA.
VIII.
29 lipca 1805 H. Stroynowski, rektor Uniw. Wileńskiego
do X. Bisk. Albertrandego.
Jaśnie Wny Mości Dobrodzieju!
Akademie i Towarzystwa uczonych ludzi, chwalebnym
zwyczajem, przez zadania publiczne do nagrody podawane,
nietylko skutecznie przykładają się do wydoskonalenia
umiejętności, lecz wezwaniem swojem, szlachetną pobudka,
częstokroć podają zdolnościom rzadkim sposobność do spró-
bowania ich sil i do oddania publicznemu użytkowi, co
szczególna praca, uwaga i postrzeżenia, każdego nauczyły.
Tym sposobem, często niepospolite talentu z zacisza głębo-
kiego do spólnej pracy dla powszechnego oświecenia wydo-
byte, wiekopomną pamiątkę w Rzplitej literackiej zostawiły.
Imperatorski Uniw. Wileński temi uwagami powodo-
wany na publicznem posiedzeniu d. 28 czerwca 1805 r. zada-
nia do nagrody ogłosił, które, przesyłając Prezesowi Towarzy-
stwa Przyjaciół Nauk Warsz. składa ich dwa egzempla-
rze, w francuskim i polskim języku, w ręce JW. W. M. P.
Dobr. jako Prezydenta tego uczonego Towarzystwa. Co
w imieniu Uniwersytetu dopełniając, mam honor osobisty
mój szacunek dla osoby JW. WP. D. wyrazić i zostawać.
Jaśnie W. W. M. Pana Dobr. Najniższym sługą.
H. Stroynowski, rektor Uniw. Wil.
Dnia 29 lipca v. s. 1805.
Wilno.
IX.
S. Żychliński do Prezesa Towarzystwa Przyjaciół Nauk.
Jaśnie Wielm. Mości Dobrodzieju!
Mam honor JWP. Dobr. mojemu ofiarować tomik Ro-
czników Towarzystwa ekonomicznego, którego jestem cen-
25*str 388
ANNEXA.
zorem, z ufną prośbą, iżbyś mi raczył, względem czystości
i dosadności tłómaczenia polskiego, swoje zdanie szczerze
wyrazić.
Na posiedzeniu naszem w Poznaniu, jednomyślne było
życzenie, dla dobra powszechnego, złączyć się i korespon-
dować z Towarzystwem Przyjaciół Nauk, mającem na
czele tak uczonego i wspaniale myślącego Prezesa. Pod-
chlebną sobie przeto czynię nadzieję, iż prośbę moją tem
chętniej uzupełnić zechcesz.
Z prawdziwym upoważeniem, J. W. P. Dobrodzieja
najniższy sługa
S. Żychliński.
z Charcie pod Sierakowem, 8 Augusta 1806.
X.
Tytuł dzieła Zygmunta Vogla.
1806.
ZBIOR WIDOKOW
sławniejszych pamiątek narodowych
jako to:
zwalisk zamków, świątyń, nadgrobków, starożytnych bu-
dowli i miejsc pamiętnych w Polsce,
przez
Zygmunta Vogel,
Professora rysunku w Liceum J. K. Mci Warszawskiem,
Członka Zgromadzenia Przyjaciół Nauk.
Z natury rysowany,
a przez Jana Frey sztychowany.
Warszawskiemu Towarzystwu Przyjaciół Nauk
przypisany
w Warszawie 1806.
w Drukarni N. 646. przy Nowolipiu.
str 389
ANNEXA.
Przedmowa:
Wy! których zamiarem czyny i pamiątki Naddzia-
dów dochować potomności, którzy swoim duchem chcecie
ożywić Nauki i Sztuki; raczcie w tym względzie przyjąć
słabej pracy pierwiastki. Celem moim było stać się Współ-
Rodakom użytecznym, a tem samem, godnym poświęcenia
Dzieła mego tak Świetnemu i użytecznemu Zgromadzeniu.
Niech Imię Wasze, zdobiąc pierwszą Jego kartę, będzie
dla Niego nietylko podchlebną w oczach Potomności za-
letą, lecz w Waszych — cechą niezgasłego mego ku Wam
poszanowania.
Z. Vogel.
XI.
List Winc. hr. Krasińskiego
do Towarzystwa Warszawskiego Przyjaciół Nauk.
Prześwietne Towarzystwo!
«Gdy ze zwalisk ojczyzny naszej, nad przywiązanie
do niej, nic nam się nie zostało, gdy pamięć jej sławy,
szczęścia i bytu, ledwie w sercach naszych ma miejsce,
mam sobie za powinność, Szanowni Współobywatele, pod-
dać Waszej gorliwości godny sposób uświetnienia dzieł
naddziadów naszych, wyrwania ich z niepamięci i drugi
raz nadania im bytu.
Tym końcem ośmielam się złożyć na wasze ręce (war-
tość) medalu ważącego sto czerw. zł. dla tego, który naj-
lepiej napisze Dykcyonarz geogr -histor. wszystkich miast i wsiów
polskich, z opisaniem dawnych założycielów, późniejszych
właścicielów i teraźniejszych, godniejszych budów, znamie-
nitych miejsc, zdarzeń i wypadków, Polaków mieszkańców
sławniejszych, słowem, co tylko tych miejsc się tyczeć
może, z dodatkiem skróconych życiów slawniejszych mę-
żów, ojczystymi wawrzyny zaszczyconych.str 390
ANNEXA.
Mamy xiąg wiele, które byłyby w stanie przedsta-
wienia potomności większych dzieł potomków Piasta, lab
Jagiełły, pola Grunwaldu lub Wrocławia. Lecz wiele miejsc
równie sławnych grubą ciemnoty zasłoną są przykryte.
Wieleż to czynów godnych Ludzi ginie, niedbałością mniej
godnych prawnuków zatraconych!
Odkryjmy drogi słane bohatyrów czynami, okażmy
poświęcone miejsca krwią czystą przodków naszych, jak
granice działmi zdobyte, bronią zmuszone, a niegdyś cnotą
ustalone.
Miejsca trupem nieprzyjaciół zasiane, a sławą naszą
napełnione, ścieżki, którędy posłanniki korony nam swe
u nóg składały, słowem, przedstawmy zdumiałym obywa-
telom naszym: razem Odry i Elby slupy, Prussy hołdu-
jące. Daruj Prześwietne Towarzystwo, iż może nadto sic
uniosłem Przywiązania to do własnej chwały przyczyna.
Ojców naszych ziemia jest mi ziemią świętą. Ich pamięć
podnosi mą duszę, nadzieja cieszy, iż kiedyś godniejsze
nas wnuki może szczęśliwszemi będą.
Wrocław 19 czerwca 1804. Krasiński.
Gdy z za granicy wrócę, biorę na siebie, zebrać
wszystkie dawniejsze czyny, z datą każdego miesiąca,
na wzór wyszłych Ephemerides Politiques.
XII.
List księcia ministra Adama Czartoryskiego,
do Prezesa Towarzystwa Warszawskiego Przyjaciół Nauk.
25 lutego 1806 r., z Puław.
Jaśnie Wielmożny Mości Dobrodzieju!
Znajoma jest JW. Panu odpowiedź de Mr Villers na
zadane przez Instytut Narodowy Paryski zapytanie: jaki
str 391
ANNEXA.
wpływ miała do oświecenia i do nauk Refor-
macya, zaczęta w Europie przez Marcina Lu-
tra. Wiadomo Mu, jak wielo okazał niewiadomości Co do
rzeczy samej, gdy o skutkach jej w Polsce mówi, oraz,
z jaką nieprzystojnością wspomina Naród nasz. Światły,
gorliwy, wymowny współziomek Śniadecki odparł na go-
rącym razie ten impet, ze zwykłą swą trafnością, lecz
w niedostatku (jak sam mówi) znajdując się materyałów,
nie zdołał pismo swoje uczynić tyle i obfitym i dowodnym,
ile byłoby wyszło, bezwątpienia, gdyby liczniejsze był miał
pod ręką pomoce. Przystałoby jednak, zdaje mi się, zbić
z gruntu i dokładnie les assertions fausses et hasardées du
S. Villiers, sans enyayer cependant au comhut direct avec iuy.
Il nie semble meme, que ce serait une maniere de s'humilier
que- d'avoir l'air de supposer, que cette question n'a jamais été
traitée. Więc przyszło mi na myśl proponować, a raczej
obligować JWW. Pana (le demandant surtout de n'etre pas
nommé), abyś proponował i Towarzystwu naszemu: de pro-
poser un prix, auquel les Nationaux coneourremint eu luny ne po-
lonaise, les etranyers — en lanyue latine et française, a qui ferait
le meilleur écrit, l'écrit le mieux fourni de preuves en réponse
a la question:
«Jaki był wpływ Reformacyi, (to jest zmiany Nauki
i karności kościelnej) przez Marcina Lutra wprowadzonej
do stanu politycznego w Polszczę i do postępku w niej
oświecenia narodowego?»
Le prix serait de soixate ducats, które ja najchętniej
założę, (lecz o to najusilniej proszę, que je ne sois point nomme
dans la séance), que la proposition vienne de cotre part et que
tout se passe au nom de la Société. Gdyby to przyjętym było.
wtedy niktby lepiej od W Pana nie potrafił urządzić les for-
mes usitées ogłoszenia propozycyi, inserowania obwieszczenia
jej do Gazet literackich Jeneyskich, Francuskich et Ter-
min do odpowiedzi należałoby roczny naznaczyć, fes mé-
moires przysłać należy do sekretarza Twa od daty obwie-
szczenia. Koszta korespondencyi i ogłoszenia na siebiestr 392
ANNEXA.
równie biorę. W oczekiwaniu łaskawej JW. Pana odpo-
wiedzi, mam honor z najszczególniejszym pisać się powa-
żaniem, JW. Pana Dobrodzieja najniższy sługa
A. X. Czartoryski.
XIII.
List Czackiego do Towarzystwa Przyjaciół Nauk.
31 stycznia 1802. Brusiłów.
Prześwietne Zgromadzenie!
Interesa i powinności urzędu oddaliły mnie od War-
szawy. Duch jednak Wasz, zacni mężowie, zawsze mnie
ożywia. Przejęty byłem radością, kiedy cala gubernia ki-
jowska z rozrzewnieniem oddawała hołd Waszej pracy,
a uczyniwszy składkę do stu tysięcy rubli, na wychowanie
publiczne, utrzymanie języka narodowego, dawanie nauk
w tymże samym języku, za jedyny warunek ofiary swojej
przepisała. Ten święty ogień równie wiele szczególnych
osób zajmuje. JMć Xiądz opat Fizykiewicz cały swój ma-
jątek zapisał na szkoły, pod tą kondycyą, aby nauki, po-
dług sposobu jak wy zacni mężowie przepiszecie, były
dawane. Przyłączam jego odezwę, którą, dla zachęcenia,
może każe Zgromadzenie w gazetach wydrukować.
Oczekuje cały naród owocu Waszych trudów, a dla
mnie najmilej, że mogę być wspólnikiem Waszej sławy.
Raczcie przyjąć zacni mężowie winne Wam uszano-
wanie, z którym na zawsze zostanę.
Tadeusz Gzacki,
Członek Zgrom. Przyjaciół Nauk.
str 393
ANNEXA.
XIV.
List Tadeusza Czackiego do Tow. Warsz. Przyj. Nauk.
Prześwietne Towarzystwo!
Otworzyłem Gymnazyum Wołyńskie w dniu 1/13 Octo-
bra. Oddałem świadectwo tej prawdzie, że po zgonie Ojczy-
zny Zgromadzenie nasze pierwsze przemówiło za potrzebą
zachowania mowy naddziadów i rozszerzenia umiejętności.
Te wielkie prawdy, które wspólny nasz Prezes w zaczy-
nającej posiedzenia mowie wyrzekł, ożywiły nasza gorli-
wość. Postawiliśmy świetna budowę dla Nauk. Zachowamy
też najmilsze pobratymstwa związki z Prześwietnem To-
warzystwem. Takie jest nasze życzenie, uroczyście wyra-
żone w mowie, którą mam honor przyłączyć. Podchlebiam
sobie, że z ukontentowaniem odbierać będzie Prześwietne
Zgromadzenie wiadomość o naszych uczonych pracach.
Poszlę niebawnie Programma i mowy, które teraz aą
w drukarni. Posyłać będę uwiadomienia, które mogą za-
służyć na uwagę uczonych mężów.
Proszę przyjąć upewnienie o winneni poważeniu,
z którem mam honor zostawać
Prześwietnego Towarzystwa najniższym sługa
Czacki,
N. 421.
Wizytator i Członek Zgrom. Warsz. Przyj. Nauk.
Poryck 1/13 Oct. 1805.
XV.
Relacya delegatów Tow. Przyjaciół Nauk
o uroczystości otwarcia Gimnazyum Wołyńskiego.
Do Prześwietnego
Towarzystwa Warszawskiego Przyjaciół Nauk.
Umocowani od Prześw. Towarzystwa byliśmy na uro-
czystości otwarcia Wołyńskiego Gimnazyum. Religijna, ob-str 394
ANNEXA.
rządkowa okazałość, zbiór liczny obywatelów, powszechna
radość, były cechą tego święta. Z woli Monarchy swego,
nasz kolega, Tadeusz Czacki, otwierał tę celniejszą w tych
stronach szkołę; a kiedy liczył świetne dla nauk i języka
ojczystego epoki, mówił z czułością o obowiązkach, jakie
kraj winien Prześwietnemu Towarzystwu i ponawiał upe-
wnienie tego braterstwa, które nauki zawierają, mimo od-
ległość i różność formy rządów i krajów. Oddal cześć tym
prawdom, które Szanowny nasz Prezes w otwierającej po-
siedzenia nasze mowie wyraził. Przyłączona mowa na-
szego kolegi Chodkiewicza dopełniła obowiązek imieniem
naszego Towarzystwa, oddania części sprawcom rozsze-
rzania światła.
Odnosi się Rząd Edukacyjny w tych Guberniach do
Prześw. Towarzystwa dla wznowienia miłego z naszem
Zgromadzeniem związku. Naszą jest powinnością donieść,
że uczeni jednego słowiańskiego rodu, wspólne mają obo-
wiązki wydoskonalenia wspólnej mowy, że przedzieleni
granicą bracia, co do nauk, jedne jeszcze składają ojczy-
znę. Przyjmij Szanowny Prezesie, przyjmijcie godni kole-
dzy uszanowanie, które Wam niżej podpisani, swoim, i skła-
dających otworzone wczoraj Wołyńskie Gynmazyum imie-
niem, odnoszą.
Ludwik Kropiński,
Alexander Chodkiewicz.
W Krzemieńcu.
2. Octobr. n. s. 1805.
XVI.
Mowa JW. Alexandra hr. Chodkiewicza
imieniem Zgromadzenia Warszawskiego Przyjaciół Nauk wygłoszona
13 października l805 przy otwarciu Wołyńskiego Gininazyum.
«W dniu tym, który następnym pokoleniom — światło
i szczęście, największemu z Panujących — sławę godną
str 395
ANNEXA.
Imienia Alexandra, a troskliwości obywatelskiej — słuszną
wdzięczność zapowiada, miłą dla mnie jest powinnością
poświęcić te słów kilka, jeżeli nie dla wyrażenia wdzię-
czności, to przynajmniej uczucia.
Po wszystkie wieki dzień takowy bywał dla uczonego
świata dniem powszechnej radości, po wszystkie czasy
Towarzystwa krajowe i obce, ciesząc się z niego, głosiły
sławę dobrych monarchów, z wdzięcznością wspominając
o tych, którzy, już to staraniem, już to własnym mają-
tkiem, przyczynili się do dobra oświecenia. Podobnem uczu-
ciem zajęte Towarzystwo Warszawskie Przyjaciół Nauk
włożyło na mnie drogi obowiązek, abym, jako Członek
i obywatel tej ziemi, złożył hołd wdzięczności najlepszemu
z Monarchów, przekonał potem obywatelów, JW. kuratora
i JW. Czackiego kolegów naszych, o tem głębokiem usza-
nowaniu, które czuje Towarzystwo nasze. Szczęśliwy na-
der jestem z takowego wyboru. Ta albowiem cześć głęboka
dla cnót Najjaśniejszego Imperatora, wspólna sercu wszyst-
kich Polaków, najgłębiej jest w mojem wyryta. Bo jakież
to jest szczęście po utracie swojej Ojczyzny widzieć, że
wtedy, kiedy niezwalczona Prawica Opatrzności wymazała
nas z rzędu mocarstw, potężna znowu ręka Alexandra
wpisuje nasz Naród w lik oświeconych Narodów!
«Przezacni Obywatele! Wiecie zapewne, jak wiele dla
Was czuje Towarzystwo nasze. Chęć oświecenia — Jego za-
miarem. Z dzieł waszych bierzcie miarę szacunku naszego.
Cieszcie się wielkie dusze, żeście, trafnie do woli Alexan-
dra, wznieśli budowę Nauk i pamiątkę niezatartą chwały
Waszej.
«Zacny Kolego! Ty, któryś nieustraszonym umysłem
wytrwał niejedne przesądów i zazdrości pociski i, spokojny
własnem przekonaniem, olbrzymią mocą wznosił tę Nauk
Świątynię, przyjm wyrazy wdzięczności od Towarzystwa
Naszego, przyjm je, jako nagrodę ukończonego dzieła. Mło-
dzież, która staraniem Twojem oświeconą zostanie, Imię
Twoje i prace niech do nieśmiertelności przesyła, a wielestr 396
ANNEXA.
razy ziemia nasza szczycić się będzie dobrym synem i do-
lnym Praw i Tronu obrońcą, tyle razy niech Naród, py-
szny z ich mienia, przypomni sobie Ciebie, któryś ich utwo-
rzył. Wy zaś nakoniec, uczeni Mężowie, wezwani dla roz-
szerzenia światła narodowego, pomnąc, że Nauki mają
wspólną ojczyznę, udzielajcie Towarzystwu naszemu swo-
ich dostrzeżeń, ażebyśmy tem godniej naszemu odpowie-
dzieli celowi, abyśmy za wspólnem staraniem moi;-li znowu
widzieć Koperników, Hewelich, Tomickich, Górnickich, Ko-
chanowskich i innych, którem i niegdyś Ziemia Ojców na-
szych świetniała!»
(Akta po Towarzystwie Warsz. Przyjaciół Nauk).
str 397
SPIS RZECZY.
Przedmowa ................................................Str. 1
CZĘŚĆ PIERWSZA.
Rozdział I. Spuścizna po Komisyi edukacyjnej. Opinia o niej
v. Klewitza. Pochwala królewska z r. 1794. Kierownicy
oświaty w Prusach południowych. Minister Woellner.
Otto hrabia Voss. Projektowane «naprawy». Von Hoym.
Hommagium pruskie. Rozdawnictwo starostw. Afferzy-
ści. Protest Zerboniego. Ślady spisku urzędniczego. Mi-
nister Goldbeck. Pamflet v. Hclda. Nowe rządy v. Vossa.
Korpus «towarcysów». System Pestalozzego. Pożyczki.
Układy bajońskie. Ministrowie v. Schrötter, v. Massów
i Karol v. Beyme........................................ Str 17
Rozdział II. Fundusz pojezuicki. Projekta Goldbecka. Protest
Hoyma. Uniwersytet katolicki. Program edukacji wyż-
szej. Büsching i jego Magazyn. Wydzielenie części fun-
duszu edukacyjnego na uniwersytety pruskie. Badania
źródłowe nad powstaniem owego funduszu. Szkoły pro-
testanckie. Obliczenia Hoyma. Konsystorz ewangielicki
w Poznaniu. Opinia Woellnera. Karyerowicz Regehly.
Zasada «ausrotten» w odniesieniu do języka polskiego..... Str 26
Rozdział III. Projekta spekulacyjne profesora Reytemeyera. Ele-
mentarze i gramatyki niemieckie. Minister Meierotto.
Frankfurt nad Odrą środowiskiem propagandy niemczy-
zny. Obrona szkolnictwa polskiego, Instrukcya królew-
ska z roku 1797. Kierunek praktyczny wychowania. Hu-str 398
SPIS RZECZY.
maniora. Zgon Fryderyka Wilhelma II. Rządy nowe jego Str
następcy. Sprawa wychowania, podjęta prze/ Fryderyka
Wilhelma III. Sprawozdanie Vossa o szkolnictwie pol-
skiem. Rozkład funduszu edukacyjnego. Projekt nowego
uniwersytetu i Środki tamowania wyjazdów młodzieży
do Krakowa..................... 32
Rozdział IV. Wizytacye ministoryalae szkół w Prusach Połu-
dniowych. Maierotto i Goedicke. Ogólne ich uwagi i wnio-
ski. Asysteneya Jerzego Samuela Bandtkiego. Nieznany
szczegół z jego życia. Biografia Bandtkiego przez Sel-
cia. Uwagi ogólne Bandtkiego nad sprawozdaniem wi-
zytatorów. Zdziczenie kultury. Przestrogi uczonego i oby-
watela ........................ 39
Rozdział V. Memoryał Jerzego Samuela BandtkiegO. Charakter
Polaków. Jego właściwości. Smutny przykład Sląska gór-
nego. Warunki podniesienia kultury umysłowej w Pol-
sce. Język potoczny. Skutki zaniedbania języka ojczy-
stego. Konieczność założenia polskiego uniwersytetu i aka-
demii umiejętności w Warszawie........... 45
Rozdział VI. Wymiana poglądów miedzy ministrami v. Schröt-
terem i v. Vossem z powodu memoryału Bandtkiego.
Radykalizm Schroettera. Jedność językowa w państwie.
Przykład Węgier i Tyrolu, w zestawieniu z Inflantami
i Litwa piuska. Język zdobywców. Stan przejściowy.
Imperatyw kategoryczny. Przepowiednie wpływu języka
rosyjskiego na polski. Język i literatura polska w poję-
ciu ministra pruskiego. Zadanie germanizacyi. Odpowiedź
v. Vossa. Jego zastrzeżenia. Względy polityczne .... 50
Rozdział VII. Wybór metody nauczania młodzieży polskiej. Pe-
stalozzi i Olivier. Misya księdza Jeziorowskiego do Hurg-
dorfu. Lienhard und Gertrud. Nauka języków. Opinia
ks. Jeziorowskiego. Relacya Vossa. Pestalozzi o zastoso-
waniu swej metody do ludności polskiej. Wątpliwości
Fryderyka Wilhelma III. Ponowny raport Vossa .... 56
Rozdział VIII. Sprawa wychowania klas uprzywilejowanych.
Uniwersytety. Projekt Witowskiego. O założeniu wsze-
chnicy w Piotrkowie. Środki pomocnicze do tego celu.
Fundusze biskupie. Podatek obywatelski. Aspiracye pro-
jektodawcy. Odpowiedź królewska. Wzmaganie sie niem-
czyzny w szkolnictwie. Protest nauczycieli Polaków. In-
teiwencya Vossa. Środki pojednawcze. Podanie Francuza
de la Favorie. Oznaka lojalności............ 68
str 399
SPIS RZECZY.
Str.
Rozdział IX. Zmiana kierunku germanizatorkiego W Prusach
Południowych. Echa reformy szkolnictwa w Imperyum
Rosyjskiem zaprowadzonej. Naśladownictwo liceum krze-
mienieckiego. Liceum warszawskie. Siły nauczycielskie.
Język wykładowy. Fforat. Zadowolenie ludności. Nauki
przyrodnicze. Tytuły profesorskie Seminarya w Poznani-
kiem. Stan funduszu edukacyjnego. Oświata i kultura
niemiecka w końcu XVIII wieku. Żywioły postępowe.
Wpływy Zachodnie. Epoka Sturm i Drang. Kewolucya
francuska..................... 71
CZĘŚĆ DRUGA.
Rozdział X. Umysłowość polska na schyłku XVIII w. Wpływy
zachodnie. Filozofia recentiorum. Ewolucya pojęć. Sejm
czteroletni. Konserwatyści i postępowcy. Panowanie Sta-
nisława Augusta. Zadania przyszłości. Literatura i język.
Pseudoklasycyzm francuski. Kiełkowanie prądów now-
szych ........................ 79
Rozdział XI. Siły badawcze i twórcze za czasów pruskich. Na-
ruszewicz. Krasicki. Trembecki. Karpiński. Kniaźnin.
Woronicz. Niemcewicz. Adam Czartoryski. Czacki. Feliń-
ski. Staszic. Kołłątaj. Dmochowski. Albertrandy. Stani-
sław, Ignacy i Jan Potoccy. Wybicki. Godebski. Molski.
Koźmian. Tomaszewski. Zabłocki. Kropiński. Chodkie-
wicz. Szymanowski. Dmuszewski. Przybylski. Osińscy.
Matuszewic. Waga. Kwiatkowski. Siarczyński. Świecki.
Bentkowski. Ossoliński. Szaniawscy. Kopczyński. Linde.
Strojnowski. Poczobut. Bracia Śniadeccy........ 88
Rozdział XII. Ogniska akcyi ratunkowej. Koła towarzyskie.
Francuszczyzna i świat stary. Znaczenie Puław. Salony
warszawskie. Dom Sołtyków. Zebrania towarzyskie. Pani
Sołtykowa...................... 114
Rozdział XIII. Bałtyk inicyatorem Towarzystwa przyjaciół
nauk. Warunek zasadniczy. Wynurzenia Albertrandego.
1 listopada 1800 r. Pierwsi uczestnicy. Wybór Prezydu-
jącego. Zaproszenia. Członkowie czynni i honorowi. Dy-
gnitarze niemieccy. Pierwsza ustawa Towarzystwa... 122
Rozdział XIV. Zebranie dnia 16 listopada 1800. Mowa dzięk-
czynna Albertrandego. Pierwsze zebranie publiczne
w gmachu oo. Pijarów 23 listopada 1800. Mowa inaugu-
racyjna prezydujacego................ 138str 400
SPIS RZECZY.
Str.
Rozdział XV. Posiedzenie majowe 1801 roku. Ważne wypadki
w Imperyum Rosyjskiem. Wstąpienie na tron cesarza
Alexandra I. Obudzone nadzieje. Pierwsze reformy. Sto-
sunek Cesarza z Czartoryskimi. Echa z Zachodu. Wrze-
nie umysłów między młodzieżą. Obawy rządu pruskiego.
Folgi germanizacyjne. Apostrofa Albertrandego do mło-
dzieży. Sympatye «pobratyństwa» słowiańskiego. Pierw-
sze tematy konkursowe. Nowe wybory Członków ... 148
Rozdział XVI. Posiedzenie prywatne. Ks. Pijar Osiński o wzro-
ście nauk fizycznych. Towarzystwo przyjaciół nauk
w opinii nieprzejednanych. Anonimowa broszura. Kajetan
Hebdowski. Krytyka mowy Albertrandego. Uszczypliwe
docinki. Aluzye do nowego rzeczy porządku. Apologia
Stanisława Augusta ................. 160
Rozdział XVII. Posiedzenie październikowe 1801 r. Odpowiedź
AlbertrandegO na krytyko anonima. Echa z Litwy. Aka-
demia wileńska. Nowy Pamiętnik warszawski. Mowa
ks. Stroynowskiego. Ody na cześć Aleksandra I..... 170
CZĘŚĆ TRZECIA.
Rozdział XVIII Posiedzenie grudniowe 1801 r. Na cześć zmar-
łego Krasickiego. Pochwała, Dmochowskiego. Odczyty
Albertrandego, Czackiego i Sapiehy ........ 179
Rozdział XIX. Posiedzenie majowe 1802 r. Program prac To-
warzystwa. Potrzeba opracowania historyi krajowej.
Mowa Albertrandego................. 186
Rozdział XX. Przedmioty dyskussyj członków na posiedzeniach
prywatnych. Poczucie potrzeby łączności z literaturami
innych narodów. Uwagi Albertrandego nad oświata ro-
dzimą. Inne tematy narad.............. 191
Rozdział XXI. Cesarz Alexander I w Wilnie i w Grodnie. üro-
czystości. Wiersz Karpińskiego. Wizyta królewsko-pru-
skiej pary w Warszawie. Zmiana polityki. Horoskopy na
przyszłość. Deputacya Członków Towarzystwa do króla.
Memoryał. List opiekuńczy króla pruskiego z Poznania.
Towarzystwo przyjaciół nauk zyskuje sankeye urzędowa.
Czacki i Mokki w Toruniu i Frauenburgu. Szczątki po
Koperniku..................... 203
Rozdział XXII. Reskrypt królewski daje nowy impuls pracom
Towarzystwa. Zaprowadzenie dziennika posiedzeń. Nowe
wybory członków. Minister Dzierżawin członkiem hono-
str 401
SPIS RZECZY.
Str.
rowym. Przemowa biskupa Kossakowskiemu. Rękopisy
Krasickiego przestane do kamery warszawskiej do uży-
tku Towarzystwa. Posiedzenie publiczne listopadowe
1802 r. Zapal obudzony przez rozprawę Śniadeckiego
o Koperniku. List Czackiego. Rozprawa Śniadeckiego
o systematach filozoficznych. Projekty książek elemen-
tarnych. Terminologia naukowa. Zapowiedź słownika ję-
zyka polskiego Lindego. Uwagi nad etymologią polską.
Prace Członków ................... 211
Rozdział XXIII. Intelligenzblatt Jenajski o literaturze polskiej.
Relacya o nim w Nowym pamiętniku. Sympatyczne ar-
tykuły Pamiętnika o Cesarzu Aleksandrze I. Ukaz o re-
formie szkolnictwa w Imperyum Rosyjskiem i jego echa
w prasie polskiej. Dwaj stypendyści cesarscy pozostawieni
wyborowi Czackiego, a przez niego przekazani Towarzy-
stwu. Fundusze Towarzystwa. Starania Staszica o pozy-
skanie dyplomu królewskiego. Wybór Niemcewicza na
członka i jego podziękowanie. Tytuł «zacny kolego»!
Projekta medalu konkursowego. Dmochowski. Kopczyń-
ski. Matematyk Gorzkowski. Projekt życiorysu Heweliu-
sza. Dyskusye na posiedzeniach Towarzystwa. Osiński.
Elsner i jego dar. Potrzeba wyborów ściślejszych. Okre-
ślenie zasług literackich. Tematy konkursowe. Dzieje li-
teratury polskiej. Dykcyonarz sławnych Polaków. Pa-
szkwile cudzoziemców. Jan Amor hr. Tarnowski .... 220
Rozdział XXIV. Posiedzenie publiczne majowe 1803 r. Zagajenie
Albertrandego. Pochwała Zaborowskiego. Krusiński o do-
strzeżeniach meteorologicznych. Stan. Potocki o sztuce
o dawnych. Woronicz o pieśniach narodowych. Szaniaw-
ski o systemie chrystyanizmu. Tematy konkursowe. Cza-
cki w sprawie dyplomu królewskiego. Projekty rozpraw
z nauk przyrodzonych i matematycznych. Comités. Śnia-
decki w Warszawie. Jego protest przeciw wadliwościom
przekładu rozprawy o Koperniku. Odezwa uniwersytetu
wileńskiego. Roczniki Towarzystwa. Wiadomości z Wie-
dnia o pracach Ossolińskiego. Prace przygotowawcze do
słownika Lindego. Rady w przedmiocie prenumeraty
tego dzieła. Kandydaci na członków. Prawa członków
przybranych. Chodkiewicz. Gliszczyński. Dzieduszycki.
Projekt założenia Ateneum ...... 237
Rozdział XXV. Posiedzenie publiczne grudniowe 1803 r. Ukoń-
czenie słownika Lindego. Albertrandi o tej pomnikowej
26
TOWARZYSTWO WARSZAWSKIEstr 402
SPIS RZECZY.
Str.
pracy. Zapowiedź prac braci Śniadeckich. Kossakowski
o literaturze czeskiej. Sympatye słowiańskie. Sprawa dy-
plomu. Wiadomości z Berlina. Zawiązek Biblioteki. Dar
Aleksandra ks. Sapiehy. Kłopoty ustalenia siedziby To-
warzystwa ...................... 249
Rozdział XXVI List Aleksandra Potockiego. Dyplomatyczne
wybiegi pruskie. Rozczarowanie. Konkurs Kossakow-
skiego. Zapowiedź pieśnioksiagu Woronicza. Rękopis
Wielhorskiego. List Jędrzeja Śniadeckiego o teoryi je-
stw organicznych. Reforma ustawy Towarzystwa. Linde
na posiedzeniu lutowem 1804. Jego krytyka stylu ustaw.
Projekta Potockiego. Organizacya wewnętrzna. O płodo-
zmianie. Projekta Lindego co do miejsca posiedzeń To-
warzystwa. Biblioteka Załuskich. Pałac Saski..... 254
Rozdział XXVII. Prasa warszawska w roku 1804, wobec prze-
wrotu dziejowego we Francyi. Cesarstwo Napoleońskie.
Indyferentyzm Towarzystwa. Wiadomości z Krzemieńca.
Rozprawa o bursztynie. Staszic o rozprawie Potockiego
o rolnictwie. Artysta berliński Loos. Utwory Bykowskiego.
Zastrzeżenie Staszica. Linde otrzymuje zapomogę na sło-
wnik od Aleksandra I. List króla pruskiego do Lindego.
Wiersz Felińskiego na cześć Czackiego. Posiedzenie ma-
jowe 1804. r. Prace nad reforma ustawy. List Wincen-
tego hr. Krasińskiego. Jego projekt Dykcyonarza histo-
rycznego. Oszczerstwa pisarzy francuskich o Polsce. List
hr. Bathyaniego o historyi Warszawy. Generał Chle-
bowski w sprawie dyplomu. Nowe wybory członków
w roku 1804 ................................... 262
CZĘŚĆ CZWARTA.
Rozdział XXVIII. List króla pruskiego do Albertrandego. Upra-
wnienie bytu Towarzystwa. Generał Chlebowski. Patenta
dla członków. Działy Towarzystwa: matematyczny, filo-
zoficzny i literacki. Absenteiści. Rygory przeciw nim.
Prof. Kaulfuss o duchu jeżyka polskiego. Ponowny wy-
bór Albertrandego. List Al. Chodkiewicza. Prenumerata
pism. Stan funduszów Towarzystwa. Temat konkursowy
anonyma o reformie Lutra. Zapowiedź przyjazdu Czac-
kiego do Warszawy. Przygotowania do wyborów. Opinie
o nowych kandydatach. Przyjazd Czackiego do War-
szawy. Jego nowe prace. Wybory. Dykcyonarz history-
czny projektu hr. Krasińskiego............ 275
Str 403
SPIS RZECZY.
Str.
Rozdział XXIX. Ofiarność ks. Staszica. Domy na Kanoniach.
Kapitała warszawska. Trudności prawne. Zastrzeżenia
Landrechtu pruskiego. Kamera pruska. Odezwa Alber-
trandego do hr. v. Vossa. Odpowiedź Kamery. Memoryał
kapituły warszawskiej, podany królowi. Rozpoczęcie od-
budowy ruin na Kanonii dla gmachu Towarzystwa przy-
jaciół nauk..................... 284
Rozdział XXX Przedświt lepszych czasów. Alexander I w Pu-
ławach. Echa z Ameryki. Nadzieje powitania Cesarza
w Warszawie. Książe Józef. Horyzont zaciemnia sie.
Alians Rosyi z Prusami. Spotkanie Poczdamskie. Prze-
marsz wojsk rosyjskich przez Warszawę. Wezwanie de-
legatów Towarzystwa do Krzemieńca na otwarcie gimna-
zyum. Rywalizacya pruska. Przybycie Klevitza i Vossa
do Warszawy. Liceum warszawskie. Festyny. Śmierć
Prezesa Kamery v. Meyera. Kwestya pochwał członków
honorowych. Vogel i Elsner. Ofiarność Winc. hr. Kra-
sińskiego. Relacye z Krzemienieckich uroczystości. Listy
królewskie. Nowi kandydaci. List rektora Stroynowskiego
z Wilna...................... 293
Rozdział XXXI. Echa wojenne. Austerlitzki pogrom. Napoleon
w stolicy Austryi. Oportunizm Towarzystwa. Hymn Wo-
ronicza usunięty z programu publicznego posiedzenia.
Powrót cesarza Alexandra do Rosyi. Pamiątka dla Pu-
ław. Posiedzenie grudniowe 1805 r. Zapowiedź prac nad
historyą i geografią Polski. Odczyt Staszica o Ziemio-
rodztwie i jego zakończenie.............. 300
Rozdział XXXII. Reforma w wygłaszaniu mów publicznych.
Lokacje funduszów. Projekt Lipińskiego o krytyce lite-
rackiej. Dyskusye nad tym projektem. Tematy konkur-
sowe. Nowi kandydaci. Uwieńczenie rozprawy Lorneta
o zarazie morowej. Nowe reformy w sądzeniu rozpraw
konkursowych........... 308
Rozdział XXXIII. Napoleon u szczytu potęgi. Upadek cesar-
stwa rzymskiego. Rheinbund. Wojna z Prusami. Prokla-
macya pruska. Zmiana polityki w Prusiech południo-
wych. Rokowania z kamerą. Plenipotenci Towarzystwa.
Uczczenie ofiarności Staszica. Jego oświadczenie. Sala
przyszłych posiedzeń. Walhalla. Pogrom pruski pod
Auerstädtem i Jena. Cesarz Alexander spieszy na po-
moc aliantowi. Kwietyzm Towarzystwa. Jego prace.
Odezwa ks. Kopczyńskiego. Nadspodziewane plakaty pru-str 404
SPIS RZECZY.
Str.
skie w Warszawie. Francuzi w Polsce. Publicandum kró-
lewskie. Pod Pułtuskiem. Pożegnanie Kohlera z War-
szawianami. Ranni Kozacy przeprawieni na Pragę. Osta-
tni akt rządu pruskiego, zatwierdzający układ z Kapituła.
Wiadomość z Berlina. Cesarz Napoleon i deputacya pol-
ska. W Poznaniu. Książe Murat w Warszawie. Delegaci
Towarzystwa. Zapowiedź Staszica, iż posiedzenia Towa-
rzystwa odbywać się nadal będą w gmachu własnym
na Kanoniach.................... 315
Przypiski ......................... 327
Annexa. I. Ustawa pierwotna Towarzystwa Warszawskiego Przy-
jaciół nauk..................... 341
II. Odezwa Towarzystwa Przyjaciół Nauk z r. 1802
do Samaela Bogumiła Lindego, w sprawie Słownika ję-
zyka polskiego.................... 353
III. Myśli Michała Potulickiego z roku 1802, w spra-
wie ułożenia dzieła elementarnego hist. naturalnej .... 357
IV. Myśli ks. Albertrandego z roku 1805, o sposobach
wydoskonalenia i zbogacenia ojczystego języka .... 365
V. Myśli ks. Staszica z r. 1805 o książkach najpoży-
teczniejszych ..................... 375
VI. Plan Wincentego nr. Krasińskiego w przedmio-
cie dykcyonarza geograf.-dziejopisarskiego....... 381
VII. Organizacya Działu filozoficzno-matematycznego
Według uchwały z 3 stycznia 1805 ......... 382
VIII. 29 lipca 1805 H. Stroynowski, rektor Uniw. Wi-
leńskiego do X Bisk. Albertrandego......... 387
IX. S. Zychliński do Prezesa Towarzystwa Przyj. Nauk 387
X. Tytuł dzieła Zygmunta Vogla z roku 1806 ..... 388
XI. List Winc. hr. Krasińskiego do Towarzystwra War-
szawskiego Przyjaciół Nauk.............. 389
XII. List księcia ministra Adama Czartoryskiego do
Prezesa Towarzystwa Warszawskiego Przyjaciół Nauk ..... 390
XIII. List Czackiego do Tow. Przyjaciół Nauk .... 392
XIV. List Tadeusza Czackiego do Tow. Warsz. Przy-
jaciół Nauk .................... 393
XV. Relacya delegatów Tow. Przyj. Nauk o uroczy-
stości otwarcia Gimnazyum Wołyńskiego....... 393
XVI. Mowa JW. Alexandra hr. Chodkiewicza .... 394
str 405
RYCINY.
1. Przy tytule: Gmachy oo. Pijarów, pierwsza siedziba Towarz-
stwa Przyj Nauk w 1800. Str.
2. Wilhelm Antoni v. Klevitz ...............................18
3. Jan Krzysztof Woellner ................................19
4. Otto Karol Fryderyk v. Vos:..............................20
5. Karol Jerzy G. H. v. Hoym................................21
6. Henryk Juliusz v. Goldbeck...............................22
7. Eberhard Juliusz v. Massów...............................23
8. C. F. Beyme..............................................24
9. Pałac generała A. O. Igelströma..........................33
10. Henryk Ludwik Maierotto..................................34
11. Fryderyk Goedicke . . .................................40
12. Jerzy Samuel Bandtkie . .................................41
13. Jan Henryk Pestalozzi . .................................57
14. Kamera Prus Południowych.................................65
15. Ks. Adam Naruszewicz . ..................................84
16. Ks. Ignacy Krasicki . . .................................85
17. Stanisław Trembecki . . .................................86
18. Franciszek Karpiński . . ...............................87
19. Dyonizy Kniaźnin ........................................87
20. Ks. Woronicz.............................................87
21. Julian Ursyn Niemcewicz..................................88
22. Książę Adam Czartoryski. gen. z. p. .....................89
23. Tadeusz Czacki...........................................90
24. Ks. Stanisław Staszic . ...............................91
25. Ks. Hugo Kołłątaj .......................................92
26. Franciszek Dmochowski....................................93
str 406
RYCINY.
Str.
27. Ignacy hr. Potocki......................................93
28. Ks. Jan Albertrandi.....................................94
29. Stanisław hr. Potocki...................................95
30. Jan hr. Potocki................................... .....96
31. Józef Wybicki...........................................96
32. Pałac w Puławach.................................. .....97
33. Marcin Molski...........................................98
34. Dyzma Bończa Tomaszewski................................98
35. Franciszek Zabłocki.....................................99
36. Ludwik Kropiński................................. ......99
37. Alexander hr. Chodkiewicz..............................100
38. Józef Szymanowski..................................... 101
39. Ignacy Tański......................................... 101
40. Jacek Idzi Przybylski..................................102
41. Ludwik Osiński.........................................102
42. Tadeusz Matuszewic.....................................103
43. Alexander ks. Sapieha..................................104
44. Józef Max. hr. Ossoliński..............................105
45. Józef Kalasanty Szaniawski.............................106
46. Xawery Szaniawski..................................... 106
47. Ks. Onufry Kopczyński................................. 107
48. Samuel Bogumił Linde...................................108
49. Ks. Hieronim Stroynowski...............................108
50. Ks. Stanisław Jundziłł.................................109
51. Jan Sniadecki......................................... 110
52. Jędrzej Sniadecki......................................111
53. Świątynia Sybilli w Puławach...........................115
54. Stanisław Sołtyk . ....................................117
55. Anna z Sapiehów Sołtykowa..............................119
56. Stanisław Grabowski....................................124
57. Ludwik hr. Gutakowski..................................125
58. Tadeusz hr. Mostowski..................................126
59. Joachim Litawor Chreptowicz......... ..................127
60. Brama Nowomiejska................... ..................129
61. Dom Albertrandego, na Kanoniach .... ..................139
62. Gmach oo. Pijarów na ul. Miodowej..................... 140
63. Cesarz Alexander I w r. 1801...........................161
64. Koszary Gwardyi koronnej.............................. 161
65. Teatr na wyspie w Łazienkach......................... .193
66. Wilno w początkach wieku bież..........................204
67. Król Fryderyk Wilhelm III............................. 205
68. Królowa Luiza Pruska.................................. 207
69. Adam Jerzy ks. Czartoryski............................ 212
str 407
RYCINY.
Str.
70. Ks. Józef Jakubowski...................................213
71. Gabryel Dzierżawili....................................214
72. Ludwik hr. Plater......................................215
73. Józef Dobrowski........................................218
74. Gloriette w ogrodzie Saskim............................225
75. Jan Amor hr. Tarnowski.................................235
76. Dr Walenty Gagatkiewicz................................240
77. Dr Michał Bergonzoni...................................241
78. Biskup Caspar Cieci szewski............................242
79. Ks. Franciszek Siarczyński......... ................. 245
80. Felix hr. Łubieński....................................246
81. Ks. Marcin Odlanicki Poczobut..........................252
82. Michał Wyszkowski......................................255
83. Dr Leopold Lafontaine..................................256
84. Kościół XX. Misyonarzy.................................257
85. Dr Jerzy Christian Arnold..............................260
86. Alexander hr. Potocki ..............................264
87. Wincenty hr. Krasiński.................................268
88. Pastor Karol Diehl.....................................270
89. Wawrzyniec hr. Engeström...............................271
90. Antoni Magier, metereolog..............................281
91. Na Kanoniach ........................................285
92. Nowy Gmach Towarzystwa.................................287
93. Kościół w Puławach w początkach wieku bież.............289
94. Ks. Kajetan Kamieński..................................295
95. Józef Elsner...........................................297
96. Józef Lipiński.........................................298
97. Michał Walicki.........................................309
98. Jan Pomian Kruszyński..................................310
99. Bacciarelli............................................311
100. Zygmunt Vogel.........................................312
101. Seweryn hr. Potocki...................................313
102. Joachim ks. Murat w r. 1806...........................319
103. Jerzy Ludwik Egidz v. Köhler......................... 320
104. Wejście Francuzów do Warszawy 28 listopada 1806 r. .. 324
105. Fryderyk Graf v. Schulenburg Kehnert..................332str 408
Omyłki dostrzeżone.
Str. 5, wiersz 3 od dołu zamiast: piękno, ma być: piętno
» 35, » 12 od góry » Gelehreschulen » Gelehrteschulen
»106, zamiast podpisu: Ksawery ma być: Józef Kalasanty
» 106, » » Józef Kalasanty ma być: Xawery
» 161, w podpisie ryciny: Gwardyi konnej ma być: Gwardyi koronnej
»163, wiersz 4 od góry zamiast litery: W, ma być: małe w
» 270, « 2 » »jednanie » wyjednanie
» 241, portret Bergonzoniego z ostatnich lat życia tego męża, po-
dam w następnym tomie, według oryginału Warszawskiego
Towarzystwa Dobroczynności.
» 275, wiersz 5 tekstu zamiast: Albetandego ma być: Albertrandego
» 294, » 12 od dołu » Hangwitza » Haugwitza
» 329, » 22 » » russisches » russischer
» 329, » 14 » » des » rfer
» 329, » 8 » » zu gleich » zugleich
» 329, » 3 » » kaum » kann
» 329, » 3 » » sei » sewte
» 330, » 20 od góry » überzeigt » überzeugt
» 330, » 17 od dołu » sorgfältig » sorgfältig
W annexach: (Nr XI.) List Winc. hr. Krasińskiego z r. 1804. winien
poprzedzać Plan Jego, (Nr -VI.) w sprawie dykcyonarza histo-
ryczno-geogralicznego skreślony.str 410
TEGOŻ AUTORA:
Barbara Brezianka.
Bourboni na wygnaniu w Mitawie i Warszawie.
Czary na dworze Batorego.
Drobiazgi historyczne (Serya I).
Drobiazgi historyczno (Serya II).
Dzieje Krzysztofa Arciszewskiego (Tom I i II).
Historya żydów w Polsce (Tom I i II).
Olbracht Łaski, wojewoda Sieradzki (Tom 1 i II).
Odwieczny spór o granice Olkusza.
Pamiętniki kawalera de Beaujou (przekl.).
Palestra staropolska.
Samozwaniec Jan Faustyn Luba.
Siedmiolecie Szkoły Głównej.
Sprawa Zygmunta Unraga (Tom I i II).
Syn pułkownika Berka.
Uwagi nad historya prawa (Rozprawa konkursowa).
Wędrówki Tomasza Wolskiego.
Zatarg Łukasza Konopki z miastem Toruniem.
Nowe epizody z życia Paska.
Tragikomedya kurlandzka (1726).
Widzenie IMci Kacpra Bojanowskiogo.
Lament Hrehorogo Oscika (1583).
Z pamiętnika chorążyca Owruckiego.
Pamiętnik Wróblewskiego.
Sejmiki polskie w Kazaniu (1056).
Konfederaci barscy (1755).
Stefan Batory w sprawie Niderlandów.
Edykt Stefana Batorego.
Łazarz Carnot jako wygnaniec w Warszawie.
Historya o Janie księciu Finlandzkim (Bibl. pis. pols.).
Relacya rezydenta polskiego.
Frank i Frankiści polscy (Tom I i II).
Kartki historyczne i literackie.
Z dziejów Warszawy.
Z kartek pamiętnika rękopiśmiennego (1824—1826).
Z Pamiętnika Romana.
Ze wspomnień osobistych o Adolfie Pawińskim.
Klejnoty skarbca koronnego.
Ofiara terroryzmu (ks. Lubomirska, 1788).
Bonneau (1793).
Książe, Repnin i Polska (Tom I i II).
Memoryał paryski o Polsce (1574 r.).
Nieznane listy Kościuszki w sprawie legionów (1793).
Dawni- Pałace Warszawskie.
Zabytki Warszawskie.
Albert Sarmata.
Katastrofa Kargowska (1793).
Miączyński i Dumouriez (1769—1793).�