Zarys historii najstarszych zakonów w Europie
Pierwsze klasztory
Ruch społeczno-religijny
Historia zakonów to w istocie powolna instytucjonalizacja ruchu społeczno-religijnego. Chrześcijaństwo staje się u schyłku IV wieku religią państwową, a wraz ze wzrostem liczebności wyznawców, więc nieuchronnie również spadkiem jakości ich zaangażowania, pojawiają się tendencje do poszukiwania indywidualnych i grupowych form praktykowania chrześcijaństwa w radykalnej (pierwotnej) formule. Eremici (anachoreci, pustelnicy) poszukiwali w pierwszej kolejności własnego zbawienia, spotkania z Bogiem, uciekali przed pokusami doczesnego świata, początkowo dosłownie, a później i w przenośni, na pustynię. Wokół świętych mężów gromadziły się z czasem wspólnoty tych, którzy chcieli iść podobną ścieżką. Były też wspólnoty innego rodzaju (cenobici), które nie tyle w indywidualnej ścieżce szukania doskonałości, co we wspólnej pracy, ascezie i – wojskowym niemal – podporządkowaniu widziały drogę zbawienia. Z połączenia tych dwóch skrajności wyłonił się na Wschodzie (Egipt, Syria) monastycyzm. Ta forma samoorganizacji, charakterystyczna przecież dla wielu religii (np. hinduizmu czy buddyzmu), w chrześcijaństwie, a potem w katolicyzmie, nabierze jednak specyficznego charakteru. Monastycyzm cele miał mieć w dużej mierze eremickie, metody organizowania się natomiast – cenobickie.
Gdy prześledzimy historię zakonów, łatwo odkryjemy, w jak oddolny, spontaniczny sposób tworzyły się i rozwijały. Osoba świecka, ksiądz, pustelnik, zakonnik, nawrócony grzesznik – najczęściej późniejszy święty – odczuwa potrzebę większego zaangażowania i odnowienia swego życia duchowego. Wraz z tymi, którzy odczuwają podobną tęsknotę, tworzy szczególną wspólnotę. Mogą to być żyjący wspólnie kapłani, taką społeczność zbudował w oparciu o przygotowane przez siebie zasady (zwane regułą) Augustyn z Hippony – św. Augustyn (+430); mogą to być poszukujący mistrza eremici, jak ci, których zorganizował według swojej reguły Benedykt z Nursji (+547), późniejszy święty i patron Europy. Ale takich sposobów życia wspólnotowego, takich reguł było więcej, wspominam akurat te z uwagi na rolę, jaką odegrały w późniejszym czasie, trzeba jednak pamiętać, że wspólnot tego rodzaju były zapewne setki, często znacząco się różniących, a dziś nie sposób ich z pewnością policzyć.
Zatrzymajmy się przy symbolicznej postaci, jaką jest Benedykt z Nursii, który nie bez złośliwości, a pewnie też stronniczości, pisał o tej różnorodności inicjatyw mniszych w czasach mu współczesnych w ten sposób: „Cztery są, jak wiadomo, rodzaje mnichów. Pierwszy nosi nazwę cenobitów, tj. tych, którzy żyją w klasztorze i pełnią służbę pod regułą i opatem. Drugi to anachoreci, tzn. pustelnicy. Oni to nie w pierwszym porywie zachwytu nad życiem mniszym, lecz przechodząc długą próbę w klasztorze, od wielu uczyli się, jak należy walczyć z diabłem, a dobrze przygotowani w szeregach braci do samotnej walki na pustyni i dość już silni, by obejść się bez pomocy bliźniego...". Przerwijmy na chwilę tę opowieść, by dodać, że Benedykt przemilczał tu fakt, że sam zaczynał „na pustyni", bez przygotowania, a cenobitą został później. Dalej pisze: „Trzecim, całkiem obrzydliwym rodzajem mnichów są sarabaici. Żadna reguła nie była im mistrzynią i nie wypróbowała ich jak złoto w ogniu. Rozmiękli jak ołów, w postępowaniu zachowują nadal wierność światu...". Czwartym zaś rodzajem mnichów, którzy – według Benedykta – są „pod każdym względem gorsi jeszcze od sarabaitów" to „ci, których nazywają mnichami wędrownymi (gyrovagi). Przez całe życie wędrują oni po różnych okolicach, goszcząc po trzy lub cztery dni w rozmaitych klasztorach. Zawsze się włóczą, pozbawieni wszelkiej stałości…". Jakkolwiek je oceniać, wszystkie te inicjatywy, których sukces zależał w dużym stopniu od społecznego poparcia, były swoistymi eksperymentami. Ostateczną dominację cenobityzmu (wspólnot mniszych) możemy uznać za dowód na skuteczność działań wspólnych, choć zapewne w wielu wypadkach niektóre indywidualności (mnisi wędrowni, eremici itp.) w krótkiej perspektywie (pamiętamy, że mówimy o tysiącleciach, więc może to oznaczać nawet dziesiątki lat) uzyskiwali większy poklask i wydawali się skuteczniejsi. To chichot historii, że właśnie mnisi wędrowni (żebrzący) przejmą od benedyktynów pałeczkę dominacji w ruchu zakonnym jakieś… sześć wieków później.
Wieki inkubacji
ciąg dalszy nastąpi...