Cecylia Plater-Zyberk
Cecylia hrabina Plater-Zyberkówna (1853-1920)
opr. Piotr Prawucki
Działaczka społeczna, katolicka i oświatowa, pedagog, publicystka. Jedna z prekursorek ruchów inteligencji katolickiej. Była córką Michała Plater-Zyberka i Ludwiki z Borewiczów. Urodziła się 8 maja 1853 r. w Passie koło Błonia. Kształciła w rodzinnym majątku w Kurlandii, a następnie w szkole Sióstr Sacré Cœur w Poznaniu. W 1875 r., po śmierci ojca, postanowiła podjąć się pracy apostolskiej i nauczania kobiet w chrześcijańskim duchu polskości.
W 1877 oraz 1879 r. wyjeżdżała do Paryża, aby poznać tamtejsze sposoby prowadzenia kursów i szkoleń zawodowych. Po powrocie do kraju osiadła w Warszawie.
Po nieudanych próbach sprowadzenia do Polski zakonu ukrytego, w 1880 r. wstąpiła do bezhabitowego zgromadzenia sióstr Posłanniczek Najświętszego Serca Jezusowego (przyjmując imię Maria od Stóp Chrystusowych) i przez kilka lat pełniła obowiązki przełożonej warszawskiego domu tego zgromadzenia. W 1883 r. założyła przy ul. Piękniej 24, nauczający rzemiosł krawieckich i szewskich, Zakład Przemysłowo-Rękodzielniczy, przy którym trzy lata później powstało gimnazjum żeńskie (reaktywowane w 1993 roku jako LO im. Cecylii Plater-Zyberkówny).
W 1891 założyła Szkołę Gospodarstwa Wiejskiego dla panien w Chyliczkach (obecnie na terenie Piaseczna) - pierwszą szkoła gospodarczą w Królestwie Polskim - później przekształconą, w noszące dzisiaj imię założycielki, Prywatne Liceum katolickie oraz Zespół Szkół nr 3. Brała udział w powołaniu wielu organizacji społecznych, takich jak Towarzystwo Zjednoczonych Ziemianek (1903), Katolicki Związek Kobiet Polskich (1904), założony wraz z Kazimierą Proczek, Gustawą Łubieńską i Marią Sierpińską, czy Towarzystwo Przyjaciół Młodzieży (1905), które skupiało się na kształceniu i materialnym wspomaganiu kształcenia młodzieży męskiej i począwszy od 1909 r. wydawało z inicjatywy Cecylii Platerowej własny miesięcznik „Prąd" (znany później jako „Odrodzenie”).
Pracowała także w obszarze dobroczynności nastawionej przede wszystkim na pomoc dzieciom i młodzieży. Prowadziła ochronkę przy szkole w Chyliczkach, uczestniczyła w założeniu Domu Opieki nad Ubogą Dziatwą i Warszawskiego Domu Sierot po Robotnikach. Angażowana się również w utworzenie Szkoły Ochroniarek Stefanii Marciszewskiej i Ochrony Studenckiej na Czystem w Warszawie.
Była autorką około 40 książek i broszur oraz licznych artykułów, w których koncentrowała się na tematyce pedagogicznej, społecznej, narodowej i religijnej. Są wśród nich publikacje dotyczące roli kobiety w życiu, rodzinie i społeczeństwie, wychowania dzieci, nauk moralnych, religii, a także tłumaczenia i modlitewniki. Była redaktorką naczelną i wydawczynią „Kroniki Rodzinnej”.
Zmarła w Warszawie. Została pochowana w grobie rodzinnym na Powązkach (kw. 41 rz. 5 m. 4/5/6).
Uważam, że działalność Cecylii Plater-Zyberkównej trafnie wyraża myśl:
„Poprzez odrodzoną kobietę odrodzona rodzina, poprzez odrodzoną rodzinę odrodzone społeczeństwo”.
Teksty źródłowe
życiorys
UWAGA! tekst mechanicznie wczytany, jeszcze bez korekty
własnoręcznie napisany prawdopodobnie w 1915 r.
Jestem córką Kazimierza Plater Zyberka syna Michała z Liksny, żonatego z Elżbietą Zyberkówną, ostatnią z tego rodu, z połączenia z którą wszyscy synowie Michała dołączyli nazwisko Zyberków. Matka moja Ludwika, córka Marii Borowiczowej, później Ogińskiej.
Urodziłam się w roku 1863 - 8 maja w majątku Passy w qubernii warszawskiej o 4 mile od Warszawy, a w pobliżu miasta powiatowego Błonie, w którego to parafii zostałam ochrzczona.
Rodzice moi, dotąd zamieszkujący w majątku dziedzicznym ojca Schlossberg w Kurlandii, w celu ułatwienia sobie wychowania dzieci w duchu narodowym na rok jeden przed przyjściem moim na świat, kupili śliczny majątek Passy, gdzie odtąd na stałe zamieszkali.
Byłam ósmym i ostatnim z rzędu ich dzieckiem, najstarszy był Tadeusz żonaty z Zofią Aleksandrowiczówną, po nim następowali: Elżbieta - Przeździecka, Maria - Broel - Platerowa, Feliks żonaty z Wiktorią Sobańską, Stanisław z Heleną Czartoryską, wreszcie Ludwik i Kazimierz - zmarli w wieku dziecięcym.
Kształciłam się do roku 12 przeważnie przy nauczycielkach sióstr, nauczycielem zaś naszym religii oraz języka francuskiego był wykształcony a gorliwy ksiądz Gardin - Szwajcar, który cztery lata w domu naszym spędził jako nauczyciel braci Feliksa i Stanisława, dopóki nie dano ich do warszawskiego gimnazjum. Czteroletni jego pobyt w naszym gronie nie przeszedł bez znacznego wpływu na nas wszvstkich - dzielił się bowiem z nami wiadomościami oraz treścią swej codziennej poważnej lektury. Kwestie religijne, teologiczne, zagadnienia sumienia, które mu dawano do rozstrzygnięcia - były zwykłym tematem naszych rozmów w czasie przyjmowania posiłków - a chociaż miałam wówczas lat od 6 do 10, ciekawie im się przysłuchiwałam, skąd stało się, że dzieckiem jeszcze będąc, czułam się skończonym "teologiem". Ksiądz z surowością wielką piętnował tańce, teatry, balety zwłaszcza, sztukę bezwstydną - ja zaś nie rozumiejąc, oczywiście, zasady tej ostrości - na wskroś się nią przejęłam; skąd wynikły moje zasady, które sprawiły, że nawet w gronie rodziny, gdy do tańca zagrano, tańczyć nie chciałam. W późniejszym, oczywiście, wieku od tych zasad odstąpić musiałam, gdy mi przyszło bywać w świecie, jako dorastająca 18-letnia panienka.
Msza codzienna, którą ksiądz Gardin w kapliczce odprawiał, wcześnie zaprawiła mnie do pobożności. Modliłam się wówczas z książeczki dziecinnej, której modlitwy, przyznać się muszę, dość mnie nudziły, gdyż ich zawartości nie rozumiałam - ale za to z ogromnym zainteresowaniem wczytywałam się w Ewangelie, znajdujące się przy końcu dziełka - skąd następnie wynikło moje gorące zamiłowanie do Ewangelii i pewien zmysł w zrozumieniu jej. Do pierwszej spowiedzi w roku 7 przygotowywał mnie ojciec kapucyn Felicyssyn, u którego też pierwszą spowiedź wraz z braćmi odbyłam, gdyż krępowało nas spowiadać się u domowego kapłana.
Pewna zdolność pisarska okazywała się we mnie od lat najmłodszych: nie miałam lat dziesięciu, gdy pierwszą komedyjkę romansową dla teatru lalek marionetek własnego utworu ułożyłam; pochwyciłam jej treść z dzienniczka siostry Elżbiety, opisującego oświadczyny pana X, a który czytała siostrze Marii w mojej obecności, sądząc, że tego nie słyszę, ani rozumiem. Gdy tę komedyjkę odczytano ks. Gardin wielce się nią zaniepokoił, zabronił braciom ją czytać, a rodzicom kazał mnie strzec abym kiedyś nie została drugą George Sand. Ilustrowałam również karykatury, różne potoczne zdarzenia życia codziennego.
Od lat najmłodszych okazywałam niezwykłe zamiłowanie do sportu, w siódmym już roku życia odbywałam z bratem Tadeuszem dalekie konne wycieczki - przeważnie konie rysowałam. Dziwny duch awanturniczy we mnie nurtował, lubiłam wszelkiego rodzaju wydarzenia, połączone z pewnym niebezpieczeństwem. Ulubioną moją bohaterką była Emilia Plater, w której ślady nieraz marzyłam wstąpić "gdy będę dorosłą". Optymistką byłam wielką, wszystko mi się wydawało możliwe, trudności mnie nie odstraszały. Miałam 13 lat, gdy rodzice oddali mnie na wychowanie do sercanek w Poznaniu - było to na wiosnę 1866 roku. Tu pisałam--różne dramaty, komedie, szarady, które były grywane przez koleżanki wraz ze mną, malowałam teatralne dekoracje itd.
Tegoż roku umarła moja matka, a 8 grudnia przystąpiłam do I Komunii. W czasie czteroletniego pobytu w Poznaniu raz tylko wróciłam na wakacje do domu, t.j. do Pass, potem spędzałam je dość smutnie w Prochach pod Wielichowem, majątku stryja Adama Platera.
W roku 1870, jako 17 -letnia panna, wróciłam na dobre do domu, skończywszy chlubnie klasę I -szą /t.j. najwyższą/ z różnymi nagrodami. Był to rok ślubu dwóch sióstr i brata Tadeusza. Wówczas to brat Tadeusz objął majątek Passy, my zaś z ojcem, t.j. dwaj młodsi bracia i ja zamieszkaliśmy na stałe w Schlossbergu majątku dziedzicznym ojca w Kurlandii. Wzięli wówczas dla mnie nauczycielkę p. Fok, osobę starszą, bardzo wykształconą i muzykalną, która w mym sieroctwie miała mi matkę zastąpić; kończyłam przy niej swe wykształcenie; grywałam dużo, zwłaszcza na cztery ręce, pod jej opieką i kierunkiem zostałam pasowana na gospodynię i panią domu. Zajęłam się więc całym kobiecym gospodarstwem, domem, ogrodem oraz rachunkami. Tu czerpią najpierwsze źródło moje wiadomości praktyczne, których pierwsze pojęcie odebrałam w latach dziecinnych przy bardzo praktycznej, oszczędnej i gospodarnej matce. Bracia studiowali wówczas w Lowanium, przyjeżdżając na wakacje do Schlossbergu.
Gdy po dwu latach p. Fok, z przyczyny zdrowia opuścić nas musiała, wzięto dla mnie, jako osobę do towarzystwa Angielkę, panią Eberhard, przy której wprawiałam się w język angielski. Dużo wówczas czytałam dzieł poważnych, na wyścigi z moją towarzyszką, robiłam różne piękne roboty, a codziennie prawie uprawiałam sport na ulubionej wierzchówce Zuli, znakomitej kłusaczce. Sądzę, że odporne zdrowie i hartowane nerwy zawdzięczam sportom uprawianym od dzieciństwa do obecnej chwili.
W roku 1871 w lecie Odwiedziliśmy siostrę Marię w Wiśniowcu, majątku jej męża na Podolu; w zimie zaś podążyliśmy z ojcem, bratem Stanisławem i p. Fok do Florencji, gdzie Włodzimierz Plater siostrę mą osadził i zostawił w zupełnym opuszczeniu. W czasie 3 miesięcznego pobytu we Florencji studiowałam Sztukę, zwiedzałam muzea i poznałam północne Włochy, ~ mianowicie Genuę, Mediolan, Rzym, Pizę, Padwę i Wenecję.
Na wiosnę roku 1872, gdy powrót do męża okazał się dla mojej siostry niemożliwy, wróciliśmy z nią do Schlossberga gdzie odtąd z nami zamieszkała. Zimę roku 1873 t.j. karnawał i post spędziliśmy w Krakowie, gdzie kilku miałam konkurentów, od których sama Opatrzność mnie uwolniła.
W zimie 1875 umarł mój ojciec, na wiosnę zaś tegoż roku pojechaliśmy wszyscy, t.j. siostra Maria, bracia, Feliks i Stanisław, wreszcie brat Tadeusz z żoną do Villers w Normandii, na morskie kąpiele, po czym przejeżdżając przez Paryż, zwiedziliśmy tę stolicę. Stale zaś zamieszkiwaliśmy Schlossberg. Kapelanem naszym był wówczas ks. Dawidowicz, zesłaniec, kapłan wielkiego ducha i rozumu. Uczyłam się przy nim litewskiego języka, aby mieć łatwiejszy dostęp do ludzi - Łotysze bowiem w Kurlandii znali język polski, Litwini go nie znali.
Miałam wówczas i prowadziłam sama małą szkółkę dla dzieci parobków, z pomocą wykształconej przeze mnie dzieweczki i dorastającego chłopca, którego dla kiełkującego w nim rozumu przezwaliśmy"mentorem".
Panna Iwicka, znana w Wilnie działaczka, przysyłała nam od czasu do czasu do Schlossbergu ubogie sierotki, uratowane od przytułków rosyjskich, do wychowania, które umieszczałam u miejscowych włościan. Takich nagromadziło się około 30, których dalszy los okazał się, prawie wszystkich, pomyślny. Trzy z tych dziewczynek były pierwszym fundamentem w Szkole Chyliczkowskiej.
Idąc za radą ks. Dawidowicza poznałam historię Kościoła, czytając ze ścisłą notatką monografie różnych wielkich świętvch, począwszy od IV -go wieku, a więc: św. Hieronima, Jana Chryzostoma, Augustyna, Ambrożego z Pauli, św. Moniki ... W taki sam sposób poznałam wieki średnie, odrodzenie i najnowsze. Czytałam też dzieła Kalinki, poznałam historię i literaturę polską, różne dzieła filozoficznej treści, do których miałam może największe zamiłowanie.
Największe i decydujące na całe życie wrażenie uczyniły na mnie książki Lesceuro'a: historia prześladowań w Polsce i Don Guepin; historia Jozafata Kuncewicza. /Kuncewicz Jozafat (1550- - 1623), kanonizowany jako pierwszy święty obrządku wschodniego w Kościele katolickim (red.)/. Postanowiłam wówczas za mąż nie wychodzić i poświęcić się całkiem pracy apostolskie w kraju; aby choć drobną cegiełkę przyłożyć do prac i trudów św. Jozafata, w których ten Święty swe życie położył.
Zimę roku 1876 spędziliśmy w Krakowie, gdzie po odbytych rekolekcjach u Jezuitów, pod kierunkiem ojca Hozaka, powzięłam zamiar usunięcia się od świata, w myśl wymarzonej pracy apostolskiej.
W roku 1817 spędziłam 7 miesięcy w Paryżu, wraz z siostrą Marią, kształcąc się w pracy społecznej i zwiedzając z p. Marią Zamoyską różne instytucje dobroczynne Paryża. Lato spędziliśmy w Schlossbergu, a po części w Lipawie, z bratem Stanisławem i jego żoną.
W roku 1879 przez 9 miesięcy byłyśmy znów w Paryżu z siostrą Marią, w tym samym celu co przedtem; wówczas to, w zimie, spotkałam się zupełnie opatrznościowo z p. Józefą Chudzyńską i jej towarzyszką p. Ludwiką Przesmycką z Ukrainy, z Zielonego Rogu, przez pośrednictwo nuncjusza Czackiego i p. Julii Pusłowskiej. Od tej chwili poznania się postanowiłyśmy razem nadal pracować. Po krótkim pobvcie w Paryżu te panie pojechały spędzić resztę zimy w Rzymie, ja zaś do wiosny pozostałam w Paryżu, ucząc się wszystkiego, co mogło mi być potrzebne w zamierzonej pracy otworzenia w Warszawie, na spółkę z panią Chudzyńską szkoły naukowo - rękodzielniczej dla ubogich dziewcząt. Uczyłam się więc złotego haftu, wyrobu kwiatów, malarstwa na drzewie, atłasie, porcelanie, spędzając dnie całe w szkole rzemiosł "Sióstr Wspomożycielek Dusz Czyśćcowych".
Nauczyłam się następnie kroju staników i sukien i zdobyłam świadectwo cechowe w Warszawie.
Wróciwszy na stałe do Warszawy, zamieszkałam na ulicy Żurawiej, obejmując opiekę nad trzema panienkami, wychowankami I kuzynki Weroniki Plater - Zyberkowej, które posiadając już rządowe patenta, dopełnić miały swego wykształcenia. Równocześnie kupiłam plac na ulicy Pięknej, na którym według skreślonych planów, zastosowanych do naszych poszczególnych potrzeb, stanęła połowa gmachu, dziś istniejącego.
W roku 1883 w styczniu nastąpiło poświęcenie i otwarcie zakładu z liczbą 52 uczennic - panienek z klasy niezamożnej. Przez lat 32 istnienia tej instytucji przechodziła ona różne koleje i pod naporem okoliczności przekształcała się z wolna ze szkoły dwuklasowej z pracowniami: sukien, bielizny, haftów i wyrobu bucików, z dołączeniem szkoły froeblowskiej - na pensję VII klasową, jaka obecnie istnieje.
Zakład ten miał pierwotnie kształcić dziewczęta z klasy niezamożnej odpowiednio do ich potrzeb, aby unikając balastu wiedzy dla nich zbytecznej, a kosztownej w nabyciu - uczciwie na życie zapracować umiały i ugruntowane były w zasadach moralności i religii.
W roku 1886 zakład zmuszony był licznymi zewsząd cisnącymi się potrzebami do otworzenia internatu - nie mógł już pomieścić cisnących się doń uczennic - zmuszone więc byłyśmy, dokupując plac sąsiedni - drugą - większą część domu dobudować.
Ledwie zakład był w ruch puszczony, na podstawie pozwolenia Gen. Gubernatora Albedyńskiego, gdy Kurator Apuchtin, podejrzewając u nas /istnienie/ celów patriotycznych oraz ukrytego uczenia, zaskarżył nas o to w Ministerium - tak, że lada chwila mógł przyjść z Petersburga nakaz zamknięcia zakładu.
Uwiadomiona o tym przez wielce nam przyjaznego p. Papłońskiego, dyrektora Zakładu Głuchoniemych, zimą 1884 roku pojechałam do Petersburga ratować naszą sytuację, uzbrojona w list p. Julii Górskiej do Szefa żandarmów Gen. Orżewskiego, w ręku którego los nasz spoczywał.
W czasie dziesięciodniowego pobytu w Petersburgu widziałam się z gen. Hurko /który już zastępował zmarłego, Albedyńskiego/ , Delianowem - Ministrem Oświaty, Kantakusenem - - Ministrem Obcych Wyznań /od którego zależało pozwolenie na kaplicę przy Zakładzie/, wreszcie /byłam u/ najważniejszego ze wszystkich - Orżewskiego. W tych wizytach towarzyszył mi kuzyn, wówczas, jeszcze świecki - Edward Ropp - później Biskup Wileński.
Zabiegi nasze osiągnęły skutek najlepszy. W sam dzień powrotu do Warszawy byłam u Kuratora, który gdy powiedziałam, że wracam z Petersburga i z Ministrem Oświaty się widziałam, l wnet zmienił swe oblicze i na wszelkie me żądania się zgodził. Porucżył opracowanie naszego programu szkolnego dwuklasowo - - rekodzielniczego dyrektorowi Papłońskiemu, którego naszym Kuratorem naznaczył. Na pozwolenie jednak na kaplicę kilka lat jeszcze czekać musiałyśmy.
W roku 1888, w czasie wielkiego Jubileuszu Leona XIII, byłam w Rzymie w towarzystwie mej siostry Marii dla złożenia Ojcu Sw. darów od rodzin polskich i od naszego zakładu. Długą - trzykwadransową audiencję miałyśmy, w której bardzo wiele o położeniu naszego kraju Ojcu Sw. wypowiedzieć mogłyśmy.
W roku 1890 kupiłyśmy folwark czterowłókowv na szkołę gospodarczą - Chyliczki pod Piasecznem. Przedtem przez półtora roku objeżdżałam dokoła bryczką incognito, w towarzystwie pana Władysława Chudzyńskiego - brata mojej towarzyszki, całą okolicę Warszawy, w obrębie mil czterech, szukając możliwie najlepszych warunków odpowiadających szkole gospodarczej. Chyliczki okazały się być kupnem najlepszym.
W roku 1891 zakład ten został otwarty, skupiając na początek dziewczęta z klasy najuboższej. W roku 1894 odbyłam sama podróż do Paryża i jego okolic, w celu zwiedzenia różnych zakładów gospodarczych; w roku 1896 odbyłam podobną podróż z przełożoną Chyliczek po całych Niemczech i Czechach, którą następnie w "Kronice Rodzinnej", której wówczas byłam nominalną redaktorką, opisałam.
Przy zdrowiu niezmiernie odpornym, nie znającym choroby, zapadałam często na zupełną bezsenność, co mnie zmusiło kilkakrotnie do wyjazdów do miejsc kuracyjnych do Abazji, Aussee, Krynicy, Szczawnicy, Zakopanego. Ta bezsenność była dla mnie początkiem pisania książek /nie znaczyło, żebym pisała w nocy, ale w nocy treść rozdziałów wmyśli układałam/.
xxx
Pierwszym było "Zycie Katolickie", zapoczątkowane w Krynicy w r. 1888. Nie miałam najmniejszej intencji napisania czegoś oryginalnego, chciałam tylko spolszczyć ulubioną książkę "Manuel de piete d'enfant du S. C." Tłumacząc krytykowałam i zastępowałam wciąż pismem oryginalnym rzecz przetłumaczoną, tak że w końcu "Zycie katolickie" - z bardzo małym wyjątkiem' - stanęło w roku 1891 jako książka prawie zupełnie oryginalna. Takie same były koleje książki "Nowy Maj ~Ia rodzin". Inne książki były to streszczone moje pogadanki dla uczennic - - bądź warszawskich, bądź chyliczkowskich.
W roku 1902 odbyłam podróż po Finlandii, Szwecji, Danii i Niemczech, w towarzystwie kilku osób, a pod kierunkiem p. Marii Kleniewskiej z Kluczkowic. Tę podróż następnie w pogadankach opowiedziałam panienkom.
Podjęta opieka nad dalekimi krewnymi Jelskimi mającymi wówczas 17 i 18 lat, zbliżyła mnie do młodzieży męskiej i dała poznać jej położenie i potrzeby - tu wzięło swój początek "Towarzystwo Przyjaciół Młodzieży", które szczegółowo opisuję gdzie indziej i różne książki pisane dla młodzieży męskiej, jak to: "Na przełomie" i "Mszalik świąteczny". _ W roku 1903 pojechałam w jesieni do IFryburga, a zapadłszy na bezsenność udałam się do Nizzy, gdzie ta choroba spotęgowała się; powrót do domu uleczył /mnie/ na czas krótki. Byłam jeszcze raz drugi we Fryburgu, przez sezon wakacyjny, uczęszczając na kursy nauczvcielskie; przy tym odwiedziłam tam grono naszych studentów wysłanych tam przez Towarzystwo Przyjaciół Młodzieży.
W r. 1905 zapadłam wraz z 40 osobami z zakładów na ciężką chorobę trvchlnv. w której byłam w wielkim niebezpieczeństwie życia; była to naprawdę pierwsza w życiu moim choroba. Lata rewolucji, od 1905 r., były dla mnie jak i dla naszvch zakładów latami niezmiernej doniosłości, otworzyły przede mną nowe horyzonty - a to przez kontakt z ludźmi, przez wiece publiczne, przez ścieranie się zdań i poglądów, przez różne pisma rozbieżnych kierunków czytane, przez zbliżenie się do młodzieży męskiej. Odtąd rozpoczęła się w wielkiej mierze reforma naszych zakładów co do sposobu i ducha w ich kierowaniu. Punktem oparcia dla mnie był wówczas ksiądz [[Jerzy Matulewicz]], dający mi pewność, że w swych poglądach i pracach reformatorskich nie błądzę.
Dwukrotnie byłam w Petersburgu· w sprawach szkoły polskiej, gdzie miałam prywatną audiencję u. Cesarzowej Matki oraz u młodej cesarzowej, której to ważny papier podałam.
W roku 1909 byłam trzeci raz w Rzymie ..;.a byłam na uroczystości kanonizacyjnej SS Ovlola i Hofbauera - i miałam prywatną audiencję u Ojca Swiętego Piusa X.
Przez ciąg mojej trzydziestokilkuletniej pracy w zakładach, brałam udział w różnej pracy społecznej, przenoszącej się poza granice zakładu. Z panią Kleniewską brałam udział w utworzeniu Stowarzyszenia Ziemianek, ktÓrego przez parę lat byłam wiceprezeską; nadto wciągnięto mnie do współudziału w utworzeniu czytelni katolickiej, do opieki nad sierotami, fundacji Lanvala .. Po usunięciu się z tych Stowarzyszeń w r. 1907 brałam udział z p. Kazimierą Proczek dr Filozofii w utworzeniu Związku Katolickiego Kobiet Polskich, Akademii dla panien, Szkoły Ochroniarek p. Marciszewskiej, ochrony studenckiej na Nowo - Czystem itp.
Tak rozbieżne zajęcia wyczerpały mnie widocznie i wpędzily w straszną chorobę bezsenności, z której 5 lat intensywnej kuracji wyleczyć mnie nie mogą.