Fundacje 2

Z MediWiki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Fundacje w procesie prywatyzacji

(Piotr Frączak Bitwa na fundacje, Biblioteka ASOCJACJI 1996)

Rola fundacji w przekształceniach własnościowych to temat bardzo szeroki. W największym skrócie można to opisać w ten sposób: wbrew przekonaniu wielu sceptycznie nastawionych osób, iż rozwój fundacji możliwy jest dopiero w sytuacji, gdy dostatecznie rozwinie się i okrzepnie system gospodarki prywatnej, to właśnie fundacje odegrały (i odgrywają nadal) ogromną rolę we wspieraniu drobnej i średniej przedsiębiorczości. Fundacje rozwoju regionalnego, lokalne fundacje gospodarcze, sieci ośrodków doradczych Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej, Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych, Fundacji Gospodarczej NSZZ Solidarność, Polskiej Fundacji Promocji i Rozwoju Małych i Średnich Przedsiębiorstw to tylko przykłady tej działalności.

W tym tekście chciałbym jednak pokazać zapomniany problem, który jednak w 1991 i 1992 roku był jednym ze sztandarowych haseł przeciw fundacjom. Twierdzono wówczas, że fundacje są doskonałą formą omijania popiwku przez przedsiębiorstwa państwowe, że budżet traci na ich odpisach podatkowych. Zapewne wiele było w tamtych czasach nieprawidłowości. Wiele afer i nadużyć. Jest to jeden z efektów gwałtownych przemian społeczno-gospodarczych. Nie dotyczyło to przecież tylko fundacji. I tak straty z powodu nieprawidłowości w funkcjonowaniu fundacji w porównaniu z aferami związanymi z państwowymi funduszami (np. FOZZ) czy prywatną działalnością gospodarczą (np. ART-B) są nieporównywalne. A przecież nieprawidłowości działania struktur państwowych nie przekonały nikogo, że trzeba znieść państwo, a afery gospodarcze, że powinno się przeciwstawić wolnemu rynkowi. Tak też, sądzę, powinno się podejść do fundacji „prywatyzacyjnych”.

Chociaż właściwie problem fundacji prywatyzacyjnych jest w tej chwili marginalny, wydaje się, że nie należy pomijać go milczeniem. Trzeba wyjaśnić sobie, jakie były przyczyny, że ocena działalności tych fundacji stała się jednym z głównych elementów tworzącej się negatywnej opinii o wszystkich fundacjach.

A rzecz wygląda następująco. Prywatyzowane przedsiębiorstwa powoływały fundację, której przekazywały na „majątek początkowy ogromne kwoty z zysku. Omijając w ten sposób podatek dochodowy (w części dochodów nieprzekraczającej 10 proc.), a także tzw. popiwek, który musiałyby zapłacić, gdyby pracownikom wypłacono z tej części zysku wynagrodzenia. Fundacja ma za zadanie wspomagać prywatyzację poprzez udzielanie pożyczek z możliwością umorzenia, zapomóg czy też kredytów dla załogi z przeznaczeniem na zakup akcji” (Bugajna-Sporczyk i in. 1994). Mogły być to także już istniejące fundacje, które podpisywały z zakładami umowy, w myśl których darowane kwoty przeznaczone były na darowizny lub nieoprocentowane pożyczki dla pracowników tych zakładów na zakup akcji prywatyzowanych przedsiębiorstw. Jednym słowem Skarb Państwa tracił, a bogacili się pracownicy zakładów. Informacja NIK podkreśla to wyraźnie: „Stosowane przez fundacje rozwiązania dodatkowo nagradzały pracowników przekształcanych przedsiębiorstw, kosztem zysku tych przedsiębiorstw” (Informacja NIK 1992)

Sprawa nie jest jednak tak prosta, jak by się na pierwszy rzut oka wydawało.

Po pierwsze, wątpliwości budził aspekt prawny. Nie do końca było wiadomo, co oczywiście nie najlepiej świadczy o obowiązującym wówczas ustawodawstwie, czy działania takie są legalne. Właściwie kwestia ta została rozstrzygnięta dopiero po dwóch latach od badania NIK. W uchwale z 2 lutego 1994 roku Sąd Najwyższy uznał za zgodne z prawem sytuacje, gdy „celem fundacji ustanowionej przez przedsiębiorstwo państwowe może być udzielania pracownikom tego przedsiębiorstwa oprocentowanych pożyczek na zakup udziałów w spółce mającej wykupić lub wydzierżawić to przedsiębiorstwo bądź w spółkach powstałych z restrukturyzacji innych, rodzajowo określonych jednostek” Jednak jest i drugi wymiar tego zjawiska, o którym się z przyczyn „politycznych” woli zapomnieć. Działalność ta bowiem miała nie tylko wymiar ekonomiczny, ale także społeczno-polityczny. Przemian gospodarczych nie udaje się zadekretować wbrew nastawieniu społeczeństwa. A w 1989 roku mieliśmy w przedsiębiorstwach państwowych dość znaczący ruch samorządności pracowniczej. Również sami pracownicy, choć w większości popierali kierunki przemian własnościowych, najchętniej opowiadali się za prywatyzacją w formie spółek pracowniczych. Jednak kolejne rządy przeciwstawiały się tej opcji prywatyzacji z pełną konsekwencją i dopiero „aktywność środowisk pracowniczych wymusiła na decydentach pewne własne, dostosowane do sytuacji polskiej kierunki przemian (wielorakie ścieżki prywatyzacji, modyfikacje jej tempa i struktury)” (Jarosz 1993).W ten sposób np. ścieżkę prywatyzacji likwidacyjnej, która umożliwiała wzięcie zakładu w leasing pracowniczy, „planowano jako uzupełniającą”, a „w dotychczasowej praktyce wysunęła się ona na czoło” (Mujżel 1993).

Jednak pracowników nie było stać na wykup akcji swoich przedsiębiorstw. W styczniu 1990 roku, jak twierdzili przedstawiciele opcji pracowniczej samorządności, „Sejm uniemożliwił finansowanie własności pracowniczej z nieopodatkowanego zysku przedsiębiorstwa” (Koziar 1991) udowadniając, że członkowie Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego zupełnie zapomnieli o swoich przedwyborczych obietnicach. W tej sytuacji zarówno ruch samorządów pracowniczych, jak i pozioma struktura „Solidarności”, tzw. Sieć, zwróciły się ku fundacjom jako możliwości obejścia tych zakazów. I tak VI Krajowe Forum Samorządu Załogi jako pożądane formy organizacyjne ruchu widziało: „zakładowe stowarzyszenia, fundacje przyszłych akcjonariuszy przedsiębiorstw oraz regionalne stowarzyszenia, fundacje, izby gospodarcze”. Zaś jednym z elementów programu tworzenia akcjonariatu pracowniczego według Sieci miało być „przekazanie do 10 proc. nieopodatkowanych dochodów przedsiębiorstwa na rzecz Fundacji Własności Pracowniczej. Fundacje te, powoływane w każdym ‘prywatyzującym się’ przedsiębiorstwie, gromadziłyby środki i zdobywały pieniądze na rzecz tworzenia akcjonariatu pracowniczego – spółek państwowo-pracowniczych czy kapitałowo-pracowniczych”.

Trudno obiektywnie stwierdzić, na ile fundacje wspomogły proces uwłaszczania pracowników. Jednak badania z listopada 1991 roku dotyczące 171 przedsiębiorstw przekształconych wg ścieżki likwidacyjnej (61 proc. sprywatyzowanych wówczas przedsiębiorstw) dostarczają pewnych danych. Otóż stwierdzono, że w przypadku przedsiębiorstw przekształcanych w drodze likwidacyjnej „w 53 proc. przedsiębiorstw powyżej 500 pracowników korzystano z pożyczki na wykup akcji bądź udziałów za pośrednictwem fundacji. Środki te uruchomiło tylko 14 proc. przedsiębiorstw mniejszych”, i dalej: „W większości przedsiębiorstw przekształconych wg procedury likwidacyjnej ponad połowa pracowników zakupiła akcje lub udziały. Środki finansowe pochodziły głównie z oszczędności własnych – 1,1 mln zł na pracownika oraz zdobytych za pośrednictwem fundacji – 1,7 mln zł na pracownika. Kredyt bankowy był wykorzystywany sporadycznie” (Olko-Bagieńska 1992). Jeżeli dodamy do tego, iż przeznaczone na ten cel własne oszczędności wynosiły ok. połowy średniej pensji, okaże się, że jedną z podstawowych barier prywatyzacji był brak środków na przejęcie przedsiębiorstwa. Środki uzyskane dzięki fundacjom stwarzały dodatkowe możliwości.

Pomijając kwestię potencjalnych zalet i wad partycypacji pracowniczej, demokracji przemysłowej czy akcjonariatu – pewnym jest, że w polityce przekształceń własnościowych kolejnych rządów solidarnościowych starano się zignorować dość silny ruch społeczny i dość powszechne oczekiwania pracownicze. Akcjonariat pracowniczy (w tym mocno propagowany ESOP – Employee Stock Ownership Plans) był próbą pogodzenia powszechnego przekonania o konieczności prywatyzacji z silnym przeświadczeniem o potrzebie udziału pracowników w prywatyzowaniu przedsiębiorstw. Fundacje były, jak się w końcu okazało, zgodną z prawem formą finansowania tych przemian. Można się ideologicznie nie zgadzać z takim pomysłem na prywatyzację w Polsce. Nie zmienia to faktu, że była ona formą reprezentowania interesów pracowniczych i, przynajmniej w niewielkim zakresie, okazała się dobrym rozwiązaniem.

W tym kontekście zarzucanie wszystkim fundacjom, w oparciu o przykład fundacji „prywatyzacyjnych”, że są formą żerowania na budżecie państwa dla uzyskania korzyści grupowych, nie jest już takie oczywiste. To była próba wprowadzenia w życie cieszącej się dość dużą popularnością wizji przemian ustrojowych. Nadużycia z tym związane nie były jakościowo różne od nadużyć w prywatyzacji kapitałowej.

UWAGA - kwoty w starych złotych

Kategoria: Fundacja