Kapitalizm z ludzką twarzą?

Z MediWiki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Poza Rządem Salon24 wpis z 15.06.2011

Na ekonomiaspoleczna.pl zamieściłem swoje uwagi do książki Muhammada Yunusa Przedsiębiorstwo społeczne kapitalizm dla ludzi , którą przeczytałem nie bez przyjemności, ale i nie bez wątpliwości. Propozycje laureata ekonomicznej nagrody Nobla są na tyle ważne, że moim zdaniem powinni poznać nie tylko osoby zajmujace się ekonomią społeczną.

Kapitalizm bez kapitalizmu

Zanim przejdziemy do ciekawej, choć przecież mogącej budzić kontrowersje definicji przedsiębiorstwa społecznego, zajmijmy się przez chwilę pojęciami, które według mnie są w tej książce najważniejsze. Są to ubóstwo i kapitalizm.

Zacznijmy od kapitalizmu, bo przecież to pojęcie znajduje się w tytule książki. Co to jest „kapitalizm” i co to jest „kapitalizm dla ludzi”? Każdy, kto pamięta czasy sprzed 1989 roku, dobrze wie, że pojęcie „socjalizm z ludzka twarzą” oznaczało w zasadzie próby ucywilizowania w ramach nieakceptowanego systemu jakichś ludzkich i naturalnych funkcji. Czasami wydaje się, że Yunus podąża tym tropem.

Yunus nie chce drażnić kapitalistycznego lwa i próbuje go zwieść słowami. Mówi o kapitalizmie, a tak naprawdę mówi o docelowym systemie, gdy to nie zysk, a chęć działania na rzecz dobra wspólnego (dobra innych), będzie kołem napędowym. Jednak w innych momentach wydaje się, że widzi kapitalizm jako rzeczywiście mechanizm działania, w którym udaje się ustanowić trwale niekapitalistyczne, moim zdaniem, mechanizmy. Jak jest naprawdę, nie wiem, bo książka jest raczej książką kucharską, która sugeruje, że coś z tych kapitalistycznych elementów da się uwarzyć. I to – jak autor podkreśla – ciągle eksperymentując.

Ubóstwo, ale jakie?

Trochę światła na kwestię, o co Yunusowi chodzi, może nam dać zrozumienie pojęcia ubóstwa, które autor również widzi dwojako (żadna definicja w zasadzie nie pojawia się w książce). Z jednej strony Yunus traktuje się ubóstwo jako sytuację będąca zagrożeniem dla życia i zdrowia (niedożywienie, brak wody zdatnej do picia), z drugiej – jako coś o mniejszym chyba ciężarze gatunkowym (jak ubóstwo w dzielnicach takich miast jak Glasgow). Tam ubóstwo rozumiane jest już porównawczo jako „nierówności pod względem poziomu życia” (s. 177).

Być może więc i kapitalizm z tytułu rozumiany jest przez autora dwojako. Byłoby to, jak mi się zdaje, uzasadnione. W sytuacji takich państw jak Bangladesz spokojnie możemy szukać porównań do np. XIX-wiecznej Polski, gdzie kredyt w istocie oznaczał stałe uzależnienie się od kredytodawcy, gdzie ubóstwo mogło znaczyć głód. To tam powstawały kasy Raiffeisena (w polskim wydaniu banki ludowe czy kasy Stefczyka), które w istocie udzielały mikrokredytów. Tylko wówczas, zanim powstały wspólne banki, w których pożyczkobiorcy stali się współwłaścicielami, sami musieli zebrać kapitał. Nie było bogatych firm „z Zachodu”, ani państwa w takim stopniu opiekuńczego, które mogłoby wyłożyć kasę na początek. Nie było dzisiejszego kapitalizmu, z silną rolą państwa i z odpowiedzialnością społeczną firm.

Przedsiębiorstwo społeczne

Tu definicja jest przynajmniej w zasadzie (dlaczego „w zasadzie” – za chwilę) jasna: „O przedsiębiorstwie społecznym możemy myśleć jako o bezinteresownym przedsięwzięciu, którego celem jest rozwiązanie jakiegoś problemu społecznego. (....) nie wchodzi tu w grę osiąganie osobistego zysku (z pewnymi wyjątkami, co się okazuje później – przyp. Piotr Frączak). Właściciel może po jakimś czasie uzyskać tylko zwrot zainwestowanej sumy” (s. 28).

To co wydaje się bardzo charakterystyczne u Yunusa to kwestia właściciela. Nawet jeśli w końcu dopuszcza inny typ przedsiębiorstwa, zachowuje pojęcie własności indywidualnej. „Typ pierwszy to przedsiębiorstwo dostarczające dóbr i usług po to, aby realizować jakiś cel społeczny, ale będące własnością ludzi, którzy sami nie są ubodzy lub pozbawieni przywilejów. (...) Właścicielami przedsiębiorstwa społecznego typu drugiego są faktycznie ludzie ubodzy (...) lub należy ono do specjalnie utworzonego funduszu powierniczego mającego przynieść korzyści ludziom ubogim” (s. 197).

Tak więc przedsiębiorstwo społeczne nie jest organizacją pozarządową, bo ma się samofinansować i nie jest efektem przedsiębiorczości społecznej (tak, jak to rozumie np. Ashoka), nie jest spółdzielnią (chyba, że jest to spółdzielnia osób ubogich – tu warto przypomnieć, że pierwotne spółdzielnie były tylko formą działalności ludzi ubogich), nie jest też realizacją strategii społecznie odpowiedzialnego biznesu. Tak według autora. Według mnie z tekstu wynika, że może być tym wszystkim po trochu. Ważna jest tylko niezależność (formalna) i samowystarczalność (w jakiejś perspektywie czasowej). I to wydaje mi się bardzo „ok”.

Rezygnacja z indywidualnego zysku

Chociaż Yunus bardzo zwraca uwagę na cele społeczne, w analizie przedsiębiorstwa społecznego nie bierze pod uwagę zysków niefinansowych. CSR traktuje jedynie jako odpowiedzialny biznes, a nie jako promocję firm lub marek. A przecież firmy wydają dużo na CSR. Yunus – w dużym uproszczeniu – mówi: „włóżcie pieniądze (odzyskacie je potem bez żadnych odsetek) a przedsiębiorstwo społeczne będzie Was promować do końca świata i o jeden dzień dłużej”. Czym bowiem jest powołanie np. Grameen Danone czy Grameen Veolia Water jeśli nie inwestycją w markę.

Złośliwie można by powiedzieć, że te firmy, które do tej pory wydają duże kwoty na swój odpowiedzialny wizerunek, w przedsiębiorstwie społecznym pierwszego typu i w sprzyjających warunkach „tracą” tylko procenty od zainwestowanego kapitału. Dlatego trochę śmieszą mnie sformułowania „Po raz pierwszy w historii biznesu akcjonariusze świętują z powodu zrzeczenia się wypłaty dywidendy” (s. 84). Od razu przychodzi mi na myśl nasz poznański Bazar, który w 1838 powstał jako spółka akcyjna, a akcjonariusze zrzekli się dywidend...

Społeczny interes

Jest jednak kilka kwestii, które moim zdaniem pozwalają uznać propozycję Yunusa za wartościowy wkład w myśli nad ekonomią społeczną także w krajach rozwiniętych.

Po pierwsze: produkt jest tworzony dla zaspokojenia rzeczywistej potrzeby. Niewątpliwą zaletą w planowaniu Yunusowych przedsiębiorstw społecznych jest wychodzenie od problemów, a nie potrzeb i możliwości. Jeśli chcesz naprawiać świat, pomyśl jak to zrobić na zasadzie samofinansowania. Takie myślenie wydaje się nam obce. Wyobraźcie sobie, że część Polski ma zatrutą arszenikiem wodę. Rozwiązania tego problemu domagalibyśmy się od państwa. Niech da pieniądze (choćby i dla organizacji pozarządowych) na to, żeby ratować zdrowie współobywateli. A akcje dożywiania dzieci? Kto zaczyna myśleć o pomocy tym rodzinom od wymyślania pełnowartościowych produktów, które sprzeda potrzebującym? Raczej zacznie zbierać darowizny na finansowanie posiłków w szkołach.

Po drugie: koszty są zmniejszane bo nie planuje się zysków. Brak indywidualnych zysków w przedsiębiorstwie to ważny element myślenia o przedsiębiorstwie społecznym. Choć sam Yunus dopuszcza, że (tak jak choćby w naszych spółdzielniach socjalnych), właścicielami przedsiębiorstwa są osoby w trudnej sytuacji, to jednak jako normę traktuje przedsiębiorstwo społeczne, którego właścicielami są osoby chcące zmieniać świat. Jeżeli nie szuka się zysków (nie kalkuluje się ich w biznesplanie), można łatwiej planować samowystarczające rozwiązania, w których efekty społeczne są największe.

Po trzecie: różne ceny w zależności od zamożności klientów. U Yunusa ważne jest jeszcze myślenie w kategoriach nierynkowych (czy może raczej, nie do końca rynkowych). Przedsiębiorstwo ma być samowystarczalne, ale to nie znaczy, że każdy ma płacić tak samo. Wyższa cena w mieście może równoważyć niższą cenę na wsi. Dwa szpitalne łóżka pełnopłatne mogą pozwalać na leczenie trzeciej osoby, której na pełne opłaty nie stać. Nie ma zysków, więc niższych opłat nie traktuje się jako straty.

Budując świat bez ubóstwa

Jak już pisałem, każdy powinien przeczytać tę książkę. Każdy na jej podstawie może zrobić też rachunek sumienia. Na ile przedsiębiorstwo, które prowadzi lub które zamierza założyć, odbiega od zasad przedsiębiorstwa społecznego proponowanych przez Yunusa. Oczywiście ewentualne różnice nie muszą świadczyć, że nasze przedsięwzięcie nie jest przedsiębiorstwem społecznym. Propozycja Yunusa jest tylko jednym z rozwiązań, pewnie wcale nie idealnym. Ale przydatnym dla porównań i co najważniejsze - wartym dyskusji.

Propozycja Yunusa wykorzystuje wysokorozwinięty kapitalizm do tego, by przeciwdziałając ubóstwu w krajach najbiedniejszych, budować samowystarczalność. Taka idea wciągnięcia bogatych firm, pragnących dbać o swój wizerunek, do zorganizowania samofinansującego się systemu walki z ubóstwem, zasługuje na najwyższe uznanie. I to niezależnie, czy korzystają na tym koncerny międzynarodowe.