Karol Marcinkowski

Z MediWiki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

800-1846

Tekst

Piotr Fraczak Karol Marcinkowski, czyli poznański doktor Piotr

Karol Marcinkowski, czyli poznański doktor Piotr

„Po owocach ich poznacie…” – to nie tylko cytat, lecz także bardzo dobra maksyma życiowa, również w ekonomii społecznej. Jednak gdy spróbujemy przeprowadzić „audyt społeczny” działalności doktora Marcinkowskiego, nie będzie on – przynajmniej na pierwszy rzut oka – jednoznaczny.

Prawy człowiek

Urodził się w 1800 roku w Poznaniu, ale studiował w Berlinie i tam odbył swoją pierwszą odsiadkę za przynależność do tajnej organizacji „Polonia”. Nie przeszkodziło mu to ukończyć medycyny i podjąć w rodzinnym mieście praktyki lekarskiej. Rzucił ją jednak w 1830 roku i ruszył, aby zaciągnąć się jako żołnierz powstania listopadowego. Dostał order Virtuti Militari, a po upadku powstania udał się na emigrację. Postanowił jednak wrócić w rodzinne strony, choć groziła mu kara więzienia. Odsiedział pięć miesięcy podczas śledztwa. Potem, po procesie mimo apeli (zarówno Polaków, jak i Niemców) znów trafił do więzienia. Został zwolniony dopiero z powodu… wybuchu cholery w Poznaniu (przypomnijmy, że w 1833 roku Francuska Akademia Nauk przyznała mu złoty medal za rozprawę o cholerze). Wrócił i podjął praktykę lekarską. Jeździł do chorych dniem i nocą, swoje dochody przeznaczał często na lekarstwa i pomoc szpitalom. Poświęcał się jednak nie tylko leczeniu ludzi, lecz także sprawie narodowej, a „własne szczęście uważał za przedmiot zbyt nędzny, aby się za nim mógł uganiać”. Jednak i tak nie uniknął potwarzy. Oskarżano go o karierowiczostwo, chęć dostania się pomiędzy możnych… Z czasem, gdy nastroje rewolucyjne wracały do Wielkiego Księstwa Poznańskiego, zarzucano mu – bohaterowi Olszynki Grochowskiej – działanie wbrew tendencjom narodowowyzwoleńczym. Jedna z dziennikarek pisała: „Szanowany ten skądinąd rodak, użyteczny jako lekarz, godzien szacunku pod niejednym względem jako człowiek prywatny, zerem będąc jednak, gdzie chodzi o traktowanie wyższych kwestii społecznych…”. Czy rzeczywiście w tej kwestii był zerem? Oczywiście, że nie! Choć sam tuż przed śmiercią miał wątpliwości, o czym świadczą słowa: „przejdziem przez ten świat jako pielgrzymi przez puszczę, wiatr za nami wszelki ślad zasypie. A smutno wspomnieć, że byłby się człowiek mógł na coś przydać…”.

Niewidzialne zyski Bazaru

Gdy w Poznaniu w latach trzydziestych XIX wieku przebijano nową ulicę, biegła ona przy parceli ziemianina Łąckiego. Była więc szansa przejęcia tych terenów przez Polaków. Celem „łatwiejszego spotkania i wygodnego pomieszczenia przebywających w Poznaniu podróżnych” postanowiono wybudować tam hotel, który miał pomieścić „restauratornię, cukiernię, kawiarnię, winiarnię, salę balów i zgromadzeń, 19 sklepów kupieckich, 70 numerów dla podróżnych”. Był to więc ówczesny odpowiednik hipermarketu, który miał wspomagać polskich kupców i stać się miejscem spotkań dla Polaków z różnych stanów. Kapitał zebrano zgodnie z dzisiejszymi wzorcami odpowiedzialnego inwestowania, czyli ważniejszy był cel niż przewidywane zyski. Zresztą zyski te, za namową Marcinkowskiego, udziałowcy przekazali „na korzyść dobra publicznego – dla dostarczania funduszów ku rozszerzaniu i wzniesieniu przemysłu, handlu i rolnictwa narodowego…”. Planowano z nich finansować wiele różnych instytucji, ale nic z tego nie wyszło. Hotel był zbudowany zbyt kosztownie i nie najlepiej, więc klientela nie była zadowolona. Sam Bazar kupiecki też nie przynosił oczekiwanych zysków, także społecznych. Trudno było znaleźć polskich kandydatów, a i ci nie zawsze potrafili utrzymać się na rynku. Kasyno (tak wówczas nazywano tworzone kluby towarzyskie – bo to było wolno – ale w kręgu ich zainteresowań były przede wszystkim sprawy oświatowe i gospodarcze), które miało integrować Polaków z różnych sfer, nie przełamało różnic klasowych. Po zrywie rewolucyjnym zaś udziałowcy wycofali swoją zgodę na przeznaczanie dywidend na cele społeczne.

Stypendia naukowe

Dzięki zaangażowaniu Marcinkowskiego powstało też Towarzystwo Naukowej Pomocy, którego celem miało być kształcenie klasy średniej i umożliwienie młodzieży awansu. Członkowie Towarzystwa deklarowali składki, poszczególne komitety powiatowe wyszukiwały potencjalnych stypendystów, zarząd główny zaś przyznawał stypendia, kierował stypendystów do różnych typów szkół, urządzał internaty, starał się swoim podopiecznym po zakończeniu nauki zapewnić polskich klientów. Towarzystwo po trzech latach liczyło już prawie 2000 członków, liczba osób objętych pomocą systematycznie rosła (w 1844 roku wynosiła prawie 300 osób). Jednak wrzenie powstańcze zaczęło komplikować funkcjonowanie i tej instytucji. Zarzuty rewolucjonistów były oczywiste: „co za impuls dać może towarzystwo, zbudowane jak Petersburg na rozkaz Piotr Wielkiego (to zarzut, że Towarzystwo było podporządkowane koncepcji Marcinkowskiego przyp. PF), nie podległe żadnemu rozwojowi myśli, będące li materialnym warsztatem, w którym kują ludzi…”. Z drugiej strony przeciwnicy widzieli w inicjatywie właśnie niebezpieczeństwo propagowania niebezpiecznej myśli. Wielu stypendystów przyłączało się do spisków, w sali klubowej Bazaru spotykali się radykałowie i – jak pisał Marcinkowski – „najdzielniejsi patrioci opuszczają ręce i zamykają kiesę, lękając się, ażeby pod nazwiskiem patriotyzmu nie dopomagali nieświadomie demagogom”.

Prawdziwa wielkość

Marcinkowski umarł tuż po nieudanym zrywie powstańczym 1846 roku, do końca z wielkim poświęceniem służąc ludziom pomocą lekarską. Nie zostawił majątku i chciał prostego pochówku. Nie był pewny sensu swoich dokonań. Ale już jemu współcześni wiedzieli, że stracili kogoś wielkiego. Tysiące ludzi przyszło na pogrzeb, a sami Niemcy przyznawali, że był to wpływowy przeciwnik, ale i niezwykły człowiek. Wraz z nim skończyła się pewna epoka w działalności społecznej. Kończył się czas filantropijnego podejścia do ekonomii społecznej, kiedy to bogaci ziemianie i przedsiębiorcy finansowali znaczące przedsięwzięcia. Miały one więc bardziej charakter dzisiejszego odpowiedzialnego biznesu (wspominałem np. o odpowiedzialnym inwestowaniu) niż działaniach opartych na samopomocy i wzajemności osób potrzebujących. Ta druga forma działania przyszła dopiero z kolejnymi pokoleniami zwolenników pracy organicznej. Nie znaczy to, że z punktu widzenia rozwoju ekonomii społecznej te pomysły nie miały znaczenia, a poszczególne przedsiębiorstwa nie okazały się ważnymi inwestycjami. W Bazarze – w tym największym na owe czasy świeckim budynku w Poznaniu – swoją siedzibę miały inicjatywy gospodarcze (np. Bank Włościański) czy prasowe (np. „Dziennik Poznański”), a także wiele towarzystw, których działalność realizowała cele tej inwestycji (np. Towarzystwo Wykładów Ludowych). Koncepcja wspomagania polskich kupców (na straganach Bazaru startował np. Hipolit Cegielski późniejszy przemysłowiec, ten od Zakładów Cegielskiego) na stałe wpisała się w strategię wielkopolskiej myśli „ekonomii społecznej”, hamując rozwój popularnych np. w zaborze rosyjskim spółdzielni spożywców.

Hotel odegrał znaczącą rolę w polskiej historii Poznania. Tu spotykał się Centralny Komitet Wyborczy, który przygotowywał polskie listy kandydatów do Sejmu Pruskiego i Parlamentu Rzeszy. W czasie powstania 1848 roku miał tu siedzibę Komitet Narodowy. W 1918 roku w hotelu nocował również Ignacy Paderewski, a jego przemówienie z okna było jednym z ważnych wydarzeń, które przyczyniły się do powstania wielkopolskiego.

Również działalność Towarzystwa Naukowej Pomocy, które funkcjonowało aż do wybuchu II wojny światowej, nie była bez znaczenia dla odzyskania niepodległości. Wykształcone kadry polskiej inteligencji, pochodzącej z klas niższych, były ważnym elementem zachowania polskości na terenie Wielkopolski. Bez dwóch zdań, śmiało można powiedzieć, że mimo początkowych trudności inwestycje te zwróciły się z nawiązką.

Cytaty za: Stefan Kieniewicz „Dramat trzeźwych entuzjastów”, Warszawa 1965.

Inne źródła

Życie i zasługi...

Życie i zasługi Karola Marcinkowskiego: z okazyi pięćdziesiątej rocznicy Towarzystwa Pomocy Naukowej w Poznaniu

Po śmierci Schneidra (1828) objął Marcinkowski całkowity dozór w zakładzie Sióstr Miłosierdzia. Przez starania, przez wpływ, jaki wywierał na zamożniejszą klasę mieszkańców W. Ks. Poznańskiego, jako i przez szczodre datki ze swych własnych dochodów, zdołał zakładowi mającemu fundusz tylko na czterdzieści łóżek, tyle przysporzyć zasobów, że w końcu r. 1830 mógł dobroczynny ten zakład przyjmować już 212 chorych obojga płci.

j.w.

nowem dziełem postanowił przy- służyć się ludzkości, mianowicie zawiązaniem w r. 1845 "Towarzystwa ku wspieraniu ubogiej i cierpiącej ludności miasta Poznania". Ostatnie to było przedśmiertne jego dzieło.

l. Przedewszystkiem tu należy wzgląd na domowe i elementarne wychowanie dzieci tych klas, nad któremi opiekę braterską ustanowić sobie zamierzamy. Od niego bowiem zależeć będzie cala przyszlość ich nowej generacyi. Co się ma zrobić z calej masy tych dzieci, co obok fizYcznego niedostatku zapatrują się co dzień na zly przYklad rodzicóiu, zaniedbane moralnie przywykają do zebrania i nabierają zlych nalogótv, które z ich wiekiem w przestępstwa i zbrodnie wzrastają? Tam pierwsze źródlo wszelkiego nieszczęścia. Zapobiegną mu szkoly ochrony elementarne przytrzymywaniem dzieci do stosownych zatrudnień, a w swym czasze oddawanie na rzemioslo.

2. Usilowanie ku odwiedzeniu od niewstrzemięźliwości w nadużyciu trunków.

3. Pouczania gospodarności w wydatkach Z ciągiem zwracaniem uwagi na korzyść odkladania oszczędzonego grosza na przypadek przyszłego niedoboru z oddawanie go do kasy oszczędności.