Karta Zasad Działania Organizacji Pozarządowych
Karta Zasad Działania Organizacji Pozarządowych
Z historii tworzenia Karty Zasad
(teksty Piotr Frączak)
Fundacyjny znak jakości
Asocjacje nr 11/1995
13-14 października 1995 roku w miejscowości Dębe pod Warszawą odbyło się zorganizowane przez Forum Fundacji Polskich seminarium “Współpraca rządu, administracji lokalnej z sektorem organizacji pozarządowych”. Kilka dni później (20-21 października) na Walnym Zebraniu Forum Fundacji Polskich spotkali się przedstawiciele fundacji i stowarzyszeń skupionych w tej, jednej z największych, organizacji parasolowej.
Trudno w kilku słowach streścić wielość wątków, które pojawiały się na obu imprezach FFP. Dlatego ograniczę się jedynie do kwestii, która wyraźnie nurtuje środowisko. Chodzi o wiarygodność fundacji w oczach opinii publicznej, w oczach sponsorów i administracji. Podczas seminarium wiele emocji wzbudził np. wykład Michaela Westera, dyrektora Central Bureau on Fundraising z Holandii – instytucji, która wystawia poszczególnym organizacjom swoiste “świadectwa moralności”. Poza ogólnym przekonaniem, że w Polsce to się nie może udać, wszyscy zgodnie podkreślali, że taki “fundacyjny znak jakości” bardzo by pomógł w pozyskiwaniu środków. Sprawa ta wróciła podczas dyskusji na Walnym Zebraniu FFP, gdzie wiele osób sugerowało, aby znak przynależności do FFP był takim znakiem jakości. Jednak wymagałoby to od organizacji zrzeszonych w Forum nie tylko samodyscypliny, ale także swego rodzaju “samolustracji”, która umożliwiłaby jasne stwierdzenie, że w Forum nie ma fundacji z “szarej strefy”. Problem jest rzeczywiście poważny. Propozycje zmiany ustawy o fundacjach wyraźnie pokazują, że jeżeli środowisko organizacji pozarządowych samo nie zadba o swoją dobrą opinię, zrobi to któryś z kolejnych rządów, uderzając restrykcjami nie tylko w te nieliczne zapewne organizacje, które przedkładają swoje interesy ponad realizację celów statutowych, ale także w te, które robią dużo dobrego. Trzeba więc wypracować samoregulujące mechanizmy kontroli, które pozwolą uwiarygodnić się sensownym organizacjom. Wydaje się, że inicjatywa FFP, o ile uda się przełamać ogromne trudności, może doprowadzić nie tylko do powstania “fundacyjnego znaku jakości”, ale w ogóle do wypracowania procedur i standardów dla wszystkich organizacji pozarządowych.
PS. Chociaż zakusy administracji rządowej ograniczenia wolności działania społecznego dotyczą na razie jedynie fundacji, stowarzyszenia też nie mogą spać zupełnie spokojnie. Dla przykładu, w radiowym programie “Rodzina rodzinie” (28 X br.) usłyszałem wypowiedzi, które udowadniały, że powodem zagrożenia młodych ludzi wstępowaniem do różnego rodzaju sekt jest... prawo o stowarzyszeniach, które umożliwia już 15 osobom założenie organizacji.
Czy powstanie karta etyczna organizacji pozarządowych?
Asocjacje nr 1/1996
Organizacje obywatelskie funkcjonują na podstawie przepisów prawa (różnych w różnych krajach), ale jest to tylko jeden rodzaj zasad, które je obowiązują. Nieprzestrzeganie zasad określanych w tym tekście jako etyczne nie pociąga za sobą bezpośrednio skutków prawnych, ale oceniane jest w społeczności jako naganne. Zasady takie powstają albo w wyniku wieloletniej ewolucji i opierają się na tradycji, lub też w oparciu o pewien spisany kodeks (najczęściej też ustalony na podstawie pewnej tradycji). (...) Jednak ostatnio wiele zaczęło się mówić o potrzebie opracowania “Karty etycznej organizacji pozarządowych”. Jest to odpowiedź, z jednej strony, na negatywne postrzeganie działalności społecznej (głównie fundacji), z drugiej zaś, na dążenie administracji państwowej do zwiększenia kontroli nad organizacjami pozarządowymi. Stało się bowiem jasne, że jeżeli sektor sam nie wypracuje pewnych zasad samokontroli i samoregulacji, to normy takie zostaną mu narzucone z zewnątrz. Trudności ze stworzeniem Karty dotyczą zarówno braku jasnych standardów, braku wypracowanych procedur, które miały doprowadzić do jej uchwalenia, jak i braku mechanizmów pozwalających na kontrolę przestrzegania zasad.
Zasady działalności
Wiele jest dość oczywistych zagadnień, które Karta powinna normować – powinna na przykład określać, co to jest działalność nie dla zysku, jakie są granice współpracy z innymi sektorami, za którymi kończy się niezależność organizacji, jak powinno się rozliczać społeczne pieniądze. Kłopoty zaczynają się, gdy normy te trzeba dookreślić. Czy działalność nie dla zysku oznacza unikanie działalności gospodarczej? Jaki procent dochodów powinna organizacja przeznaczać na własną administrację? itd. W rzeczywistości nie ma jednoznacznych odpowiedzi na te pytania, tak jak nie ma jasnej definicji, co to jest organizacja pozarządowa. Wbrew dominującemu w potocznej świadomości działaczy sektora przekonaniu o tym, że organizacje więcej łączy, niż dzieli, początkowy okres poszukiwania form działalności narzucił kilka różnych strategii przetrwania.
Istnieją więc przede wszystkim dwie formy prawne, tzn. fundacje i stowarzyszenia (i to tylko w wypadku, gdy zostawimy na boku dyskusje na temat, na ile grupy nieformalne, Kościoły, związki zawodowe itp. mieszczą się w formule trzeciego sektora). Chęć opracowania wspólnej dla tych obu form normy etycznej – umożliwiającej jasne określenie zasad finansowania działalności społecznej – nie może przekreślać podstawowej różnicy, jaką jest korporacyjna lub finansowa podstawa ich działalności. W dodatku nie istnieje ostra granica między nimi. A przecież podstawą “etycznego działania” dla stowarzyszeń powinna być przede wszystkim wewnętrzna demokracja, podczas gdy dla fundacji przejrzysta gospodarka finansowa i odpowiedzialność (nie tylko moralna) tych, którzy zawiadują pieniędzmi.
Po drugie, mamy do czynienia z organizacjami małymi i dużymi. Słusznie zwróciła na to uwagę Małgorzata Pleban na spotkaniu w Senacie: “Grozi nam to, że starając się nie dopuścić do tolerowania nadużyć wśród tych największych organizacji, zbudujemy przepisy czy postawimy tego typu organizacjom wymagania tak szczegółowe i tak duże, że najcenniejsze z nich, czyli zajmujące się bezpłatnie pracą społeczną w terenie, mające czasem jedną osobę zatrudnioną na etacie, ewentualnie księgową na pół etatu – zwykłą księgową, nie znającą się na jakichś bardzo skomplikowanych sprawach, tylko na podstawach tego fachu – w ogóle nie będą mogły działać.” Kolejnym pytaniem jest, czy rzeczywiście takie same zasady powinny obowiązywać fundacje realizujące własne programy i te tylko rozdzielające pomoc finansową. Jak w tych pierwszych mierzyć koszty administracyjne? A co z różnicami w branżach? Prawdą jest, że większość problemów organizacji działających na polu kultury i pomocy społecznej daje się sformułować w jednolitych postulatach – na przykład jasnych zasad finansowania z budżetu itp. Ale czy na pewno zasady etyczne, którymi kierują się organizacje charytatywne i organizacje artystyczne można sformułować w jednakowy sposób? Czy humanitarna zasada pomagania wszystkim bez względu na kolor skóry, wyznanie, zdolności obowiązuje w sferze sztuki? A może kodeks etyczny nie powinien rozstrzygać takich kwestii?
To tylko niektóre z problemów, przed którymi staną twórcy Karty, pytań, które w końcowym efekcie prowadzą do podstawowej kwestii, co powinien zawierać ten dokument. Czy ma być dla wszystkich, czy też powstać ma kilka wariantów, czy ogólne sformułowania wystarczą, czy wreszcie w ogóle sformułowanie tych zasad dziś, choć niewątpliwie konieczne, jest możliwe?
Trzy strategie uchwalania Karty
Jednym z problemów, które trzeba rozstrzygnąć, zanim jeszcze dojdziemy do problemów szczegółowych, jest pytanie, kto w imieniu organizacji ma taką Kartę przygotować. Istnieją trzy możliwości:
Demokratyczna – Karta powstaje w wyniku pewnych procedur demokratycznych, konsultacji, głosowań. Z jedną z takich prób (nieudaną, dodajmy) mieliśmy do czynienia podczas konferencji 10 czerwca 1995 r. w KrakowieWspólne wypracowywanie zestawu zasad jest niesłychanie trudne i obarczone niebezpieczeństwem, iż pragnąc zadowolić wszystkich, nie uda się określić sztywnych kryteriów oceny – co oznaczać będzie brak realnego znaczenia Karty.
Arystokratyczna – Karta przygotowywana jest przez kilka znanych instytucji pozarządowych, które cieszą się autorytetem, a z racji swojej działalności znają problemy także innych organizacji. Organizacje te ustalają zasady, według których zobowiązują się działać, tworząc w ten sposób rodzaj elitarnego klubu. Każda organizacja, która zobowiąże się do przestrzegania tych zasad i zezwoli na jakiś rodzaj kontroli, wchodzi do klubu, zyskując tym samym na prestiżu.
Pośrednia – w której Karta jest przygotowana przez jakąś grupę osób, a następnie poddana, przynajmniej częściowej, demokratycznej weryfikacji. W tej chwili jest ona najbardziej prawdopodobna. Forum Fundacji Polskich może w ramach swoich struktur wygenerować i demokratyczne zaakceptować pewien zbiór zasad, który będzie zasadami obowiązującymi członków Forum. Równocześnie jednak samo Forum uzyska pewność, że organizacje będące członkami spełniają przyjęte standardy. Z tego też powodu będzie mogło ręczyć za nie przed sponsorami.
Z drugiej strony, przygotowywane ogólnopolskie Forum Inicjatyw Pozarządowych może być okazją do demokratycznej weryfikacji Karty będącej zbiorem zasad zaakceptowanych przez bardzo różne organizacje pozarządowe.
Kontrola organizacji
Problemem, który musi się narodzić zaraz po uchwaleniu Karty, jest kontrola przestrzegania zasad w niej zawartych. W obecnym systemie prawnym jedynie udział w strukturze parasolowej (takiej jak FFP) może być okazją do weryfikacji “moralności” organizacji. Jako demokratyczna struktura może ona bowiem uchwalić zarówno zasady systemu kontroli, jak i “kary” za nieprzestrzeganie zasad. Jak inaczej można bowiem “wymusić” na niezależnych organizacjach poddanie się weryfikacji i jakie sankcje za nieprzestrzeganie zasad można zastosować?
Z kolei zmiany prawne – na przykład stworzenie specjalnej komisji nadającej status “non-profit” – budzić będzie ogromny sprzeciw środowiska. Kto bowiem miałby w takiej komisji zasiadać? Jeżeli przedstawiciele organizacji pozarządowych, to kto ich będzie wybierał? Jeżeli przedstawiciele administracji, jak zapewnić niezależność działań pozarządowych od państwa? Być może takim ciałem mogłaby być specjalna Komisja przy Senacie RP?
Czy Karta powstanie? Mam nadzieję, że tak. Co więcej – sądzę, że powstanie ich kilka, dalekich od doskonałości, ale też do tej doskonałości nas przybliżających. Musimy bowiem, z jednej strony, wypracowywanie zasad funkcjonowania organizacji pozarządowych w naszych warunkach społeczno-prawnych traktować jako wieloletni proces, z drugiej zaś strony – nie możemy czekać, aż zrobi to za nas historia.
Etyka i kontrola organizacji pozarządowych w Polsce czasu transformacji
(SOCIUS nr 1/1996)
Ruch organizacji pozarządowych w Polsce po roku 1988 traktować należy jako zupełnie nowe zjawisko. Wprawdzie istniały wcześniej organizacje oficjalne, które – choć całkowicie uzależnione od rządu – w codziennych działaniach często dobrze wykonywały swoją pracę (na przykład przy Towarzystwie Przyjaciół Dzieci funkcjonowały oddolnie tworzone, prężnie działające grupy rodziców dzieci z różnymi niepełnosprawnościami). Do tego dochodziły tworzone od 1984 niezbyt liczne, niezależne fundacje (wcześniej państwo socjalistyczne ich nie tolerowało). Powstawały też (często na wpół oficjalnie) liczne inicjatywy, od 1986 roku walczące o możliwość legalnego działania (np. towarzystwa oświatowe, gospodarcze, komisje zakładowe “Solidarności” itp.). Jednak nowe warunki polityczno-gospodarcze wymusiły – nawet wśród istniejących niezależnych inicjatyw – daleko idące zmiany. Przykładem niech będzie tu jedna z najważniejszych instytucji trzeciego sektora – Fundacja im. Stefana Batorego, która w 1989 roku musiała dokonać wewnętrznych korekt – zarówno co do głównego celu swojej działalności, jak i struktury organizacyjnej.
Masowy wzrost liczby powstających organizacji oraz brak jasnych zasad działania wymusił na organizacjach poszukiwanie – jak to określił Kuba Wygnański, dyrektor Banku Informacji o Organizacjach Pozarządowych KLON/JAWOR – strategii indywidualnego przetrwania. Znaczyło to, iż w walce o bardzo ograniczone środki finansowe wygrywał ten, kto umiał nawiązać indywidualne kontakty w kraju i zagranicą. Z uwagi na brak jasnych zasad przyznawania pieniędzy z budżetu (nieprzygotowane były do takiej formy współpracy zarówno organizacje jak i sama administracja) liczyła się nie tylko fachowość, ale i umiejętność dotarcia do odpowiednich osób. Każda organizacja działała na swój własny sposób, wypracowując właściwe sobie standardy. Niektóre funkcjonowały na granicy tego, co dziś nazwalibyśmy patologią: przetrzymując dotacje na wysokooprocentowanych kontach, wydając pieniądze nie do końca zgodnie z przeznaczeniem, nie rozliczając się z donatorem itp. Trudno jednak uznać to za “grzech pierworodny” sektora – raczej za nieuchronny efekt gwałtownych przemian. Pośrednią przyczyną była tu także niedoskonałość przepisów prawnych, co potwierdza raport Forum Fundacji Polskich (największej organizacji “parasolowej”): “niespójność konstrukcji prawnych (...) doprowadza do sytuacji patologicznej”. Czy działanie organizacji, które mimo niesprzyjających warunków nie zatraciły w większości przypadków swojej misji nie zasługuje na pochwałę, a nie naganę. Podobne problemy przeżywał w tym okresie również sektor gospodarczy – tzw. szara strefa, w której unikanie płacenia podatków były czymś naturalnym.
Brak tradycji spowodowany działaniami państwa w okresie komunizmu i dodatkowo czas “walki o przetrwanie” nie sprzyjały wypracowaniu standardów wspólnych dla wszystkich organizacji. Dostosowanie się do bieżącej sytuacji, poszukiwanie wzorców działania w różnych krajach zachodnich (w zależności od posiadanych kontaktów) przyniosło różnorodność organizacji w Polsce: od dużych fundacji dotujących i tzw. operating fundations, poprzez fundacje zarobkowe i żebracze (które de facto są formami zrzeszenia ludzi – zdarza się, że jako jedno ze źródeł finansowania podawane są składki członkowskie), wreszcie quasistowarzyszeń, które w rzeczywistości niczym się nie różnią od fundacji żebraczych (pracuje tylko zarząd, a inni członkowie nie interesują się działalnością stowarzyszenia) aż po całą gamę typowych stowarzyszeń. Należy do tego dodać jeszcze wszelkiego rodzaju inicjatywy nieformalne czy afiliowane przy urzędach samorządowych, parafiach itp.
W chwili obecnej zarówno fundacje, jak i stowarzyszenia muszą być przygotowane na kontrolę Izby Skarbowej, zaś fundacje dodatkowo (jako że każda przypisana jest odrębnemu resortowi) powinny się liczyć z nadzorem ministerialnym. Jednak to nie nadzór ministerialny, lecz raporty Najwyższej Izby Kontroli wytworzyły wokół organizacji pozarządowych, zwłaszcza fundacji, klimat nieufności. Wprawdzie wspomniane raporty dotyczyły niewielkiej części fundacji (i to tylko tych, które finansowane są z budżetu państwa), ale tego typu dane zwykle łatwo są uogólniane. Konsekwencją jest dziś niechęć potencjalnych sponsorów, administracji lokalnej czy mediów nawet w stosunku do organizacji działających w dobrych intencjach.
Z drugiej strony, propozycje rządowe dotyczące nowelizacji prawa coraz częściej zmierzają do ograniczenia dotychczasowych form działalności, zwiększenia kontroli ze strony administracji, co budzi wśród organizacji zrozumiały niepokój i chęć przeciwdziałania tym tendencjom. Coraz powszechniejsze staje się przekonanie o potrzebie wypracowania przez same organizacje standardów działalności non-profit – w przeciwnym razie zrobi to za nie administracja państwowa.
Tak powstał pomysł opracowania “Karty etycznej organizacji pozarządowych” określającej wewnętrzne zasady, które powinny być przestrzegane przez organizacje. Prace nad takim dokumentem zostały podjęte przez kilka niezależnych ośrodków, ale trudno już teraz przesądzać o jego kształcie i treści. Wydaje się jednak, że jeżeli ma on spełnić swoją rolę, a więc być czymś więcej niż tylko zbiorem powszechnie akceptowanych, ale nieprzestrzeganych zasad, musi on tę polską specyfikę, polegającą właśnie na różnorodności, uwzględniać. (...)
Karta powinna także zawierać propozycje dotyczące metod kontroli przestrzegania zawartych w niej zasad. Problem jak taki system kontroli można zorganizować pojawi się z pewnością zaraz po uchwaleniu dokumentu. W innym przypadku pozostaje tylko “ostracyzm” środowiskowy, który na tym poziomie zorganizowania trzeciego sektora i bez możliwości oficjalnego zweryfikowania zarzutów nie będzie specjalnie skuteczny. Trzeba więc zastanowić się nad możliwością powołania – wzorem niektórych państw zachodnich – specjalnej komisji (może przy Senacie RP, aby uniknąć uzależnienia od administracji) nadającej organizacji status non-profit i mogącej go jej odebrać. W skład takiej komisji mogliby wchodzić na przykład demokratycznie wybrani przedstawiciele organizacji pozarządowych oraz delegowani przedstawiciele wybranych ministerstw.
Powstanie “Karty etycznej organizacji pozarządowych” to w tej chwili jeden z najważniejszych problemów inicjatyw obywatelskich w Polsce. Tylko tak uda się zahamować negatywne (z punktu widzenia trzeciego sektora) tendencje w legislacyjnych pracach kolejnych rządów, a także rozpocząć pracę nad zmianą nastawienia społeczeństwa, które z jednej strony, jest szczodre wobec konkretnych potrzeb i inicjatyw, z drugiej zaś, przekonane o nieuczciwości działań instytucji nienastawionych na zysk. W ten sposób zamknie się w krótkiej historii polskich organizacji pozarządowych pierwsza faza rozwoju trzeciego sektora.
Instytucjonalizacja miłości bliźniego, czyli o etyce organizacji pozarządowych
Asocjacje nr 4/5 1996
Po artykule Czy powstanie karta etyczna organizacji pozarządowych? dyskusja na temat Karty etycznej nabrała nowych znaczeń. Okazało się bowiem, że chwytliwe hasło przez każdego rozumiane jest trochę inaczej.
Doskonale pokazuje to trzeci numer lubelskiego LOS-u, który ukazał się pod znamiennym tytułem “Dlaczego potrzebujemy kodeksów etycznych” (LOS 3/1996) w sporej części poświęcony tej tematyce. Spróbujmy więc sformułować częściowo polemiczne, a częściowo uzupełniające uwagi do pewnych myśli, które w tym numerze się pojawiają. Może taka dyskusja będzie kolejnym krokiem w kierunku powstania Karty?
Dlaczego etyka? W artykułach LOS-u widać wyraźną niechęć do tworzenia kodeksów etycznych jako takich, powstają one bowiem “dlatego, że w sprawach moralności panuje zbyt wielki pluralizm” (Jarosław Merecki SDS, s. 4). W odniesieniu do trzeciego sektora powód był podobny, oto “świadczone (...) przez techników usługi, wyrwane z mechanizmu samokontroli, jaka cechuje grupy samopomocowe, zaczęły rodzić problemy natury etycznej” (Andrzej Juros, s. 5). W sposób dobitny wyraziła to Patrycja Mikulska sugerując, że “jeśli takie zasady trzeba umieszczać w specjalnych kodeksach, to jest z nami źle, bo albo nieuczciwość – a może niedbalstwo – są wśród nas powszechne i aprobowane, albo też nie jesteśmy zbyt rozgarnięci i potrzebujemy podpowiedzi, jak w naszej pozarządowej pracy stosować proste i znane normy” (s. 3).
Wniosek wydaje się prosty, nie byłaby konieczna etyka sektora, gdybyśmy w codziennym życiu kierowali się tradycyjnymi normami etycznymi. Niestety, nie mogę się z tym zgodzić – i zapewne nie do końca zgadzają się z tym autorzy LOS-u. Najbardziej tradycyjnie moralna osoba angażując się w działalność społeczną musi z konieczności dokonywać “nieczystych” wyborów etycznych. Kilka przykładów:
1. Do fundacji przychodzi osoba, która szuka pomocy finansowej dla swojego chorego na raka dziecka, a nasza organizacja zajmuje się jedynie dziećmi z zespołem Downa. Jako osoba prywatna możemy jej pomóc datkiem lub radą, lecz jako przedstawiciele instytucji praktycznie nic nie możemy zrobić – nie możemy przeznaczyć pieniędzy zebranych dla dzieci z zespołem Downa nawet na rzecz bardziej chorego dziecka. A może jest jakieś wyjście? Czy możliwe jest, abyśmy usprawiedliwiali się przed sponsorem z nierozliczenia pieniędzy (np. na zabawki) koniecznością wsparcia osoby pilnie potrzebującej pomocy?
2. Co innego, gdy do takiej pomocy obliguje nas nasza misja. Ale i tu często sytuacja nie jest “czysta” moralnie. Czy jeżeli w danej chwili nie mamy środków finansowych na taką pomoc, jesteśmy automatycznie rozgrzeszeni, czy też należy najpierw pomóc potrzebującemu, rezygnując np. z wypłaty dla księgowej (o ile w ogóle jakieś pieniądze mamy na koncie) za jej pracę?
3. Co zrobić z kolei, gdy wniosek o niezbędną, według nas, pomoc dla tej osoby zostanie oddalony w demokratycznych procedurach decyzyjnych. Albo odwrotnie, ktoś wbrew woli większości będzie realizować w ramach organizacji cele ze wszech miar chwalebne? Reprezentując instytucje musimy stosować inne zasady działania niż w sytuacji indywidualnej. Nie oznacza to przecież rezygnacji z własnej etyki – w sytuacjach, w których nasze sumienie nie pozwala na zgodę możemy zrezygnować z funkcji, etatu, możemy sprawę nagłaśniać, walczyć. Jednak etyka działania organizacji pozarządowych może się w tym wypadku przydać. Etyka trzeciego sektora nie jest bowiem etyką ludzi w nim działających (niezależnie od tego, czy to będą wolontariusze, liderzy czy opłacany personel), lecz określa standardy dla instytucji. W tym kontekście problem jawi się nam nie jako spór wokół miłości bliźniego, lecz jako dylematy instytucjonalizacji konkretnej pomocy.
Między szkodliwym dyletanctwem a pułapką profesjonalizmu
Przeciwstawianie działalności profesjonalnej społecznemu zaangażowaniu w większości wypadków jest alternatywą pozorną. Jednak trzeba zwrócić uwagę tu na pewne sytuacje krańcowe. Może zdarzyć się, że samopomoc bez pomocy z zewnątrz może okazać się nieskuteczna (por. np. wywiad z Wandą Sztander w ASOCJACJACH nr 2/96) lub wręcz szkodliwa. Czy możemy pozwolić, aby osoby, często pełne dobrej woli, ale owładnięte pomysłami z gruntu szkodliwymi, spokojnie “pomagały” innym? To nie jest sytuacja czysto hipotetyczna. W tym samym numerze LOS-u znalazłem taką oto informację: “Ruch Obrony Rodziny i Jednostki występował wielokrotnie do kompetentnych instytucji państwowych z konkretnymi propozycjami ograniczenia działalności sekt w Polsce. Był przy tym reprezentowany bogaty materiał dokumentalny, świadczący o tragediach rodzin spowodowanych odejściem dzieci do sekt. Nasze działania będą nadal szły w kierunku zaostrzenia warunków rejestracji sekt, kontroli ich działalności i respektowania praw człowieka, które w sektach są permanentnie łamane” (Anna Łobaczewska, s. 12). Teoretycznie problem ten dotyczy sekt, ale przecież mogą one przyjąć formę prawną stowarzyszenia. Oczywiście ekstremalnych przypadków będzie mało (przynajmniej części sekt nie można przecież przypisać powyższych zarzutów), jednak problem zewnętrznej oceny działań zupełnie niezależnych stowarzyszeń czy fundacji pozostaje.
Karta etyczna nie może określić merytorycznych kategorii oceny takich sytuacji (być może uda się je dookreślić na poziomie branż), ale może wyznaczyć pewne standardy, których nieprzestrzeganie powinno zostać napiętnowane. Może za taki standard uznać np. przestrzeganie w działalności organizacji praw człowieka i poszanowanie godności osoby lub np. określić nieprzekraczalne granice działań organizacji: organizacje pozarządowe mogą dochodzić swych praw wszelkimi prawnymi metodami, a w wyjątkowych wypadkach nawet niezgodnymi z prawem w formie akcji obywatelskiego nieposłuszeństwa, nigdy jednak za pomocą przemocy. Jasno określiłoby to stosunek sektora na przykład do pomysłu, aby stosować terror wobec tych zakładów przemysłowych, które zatruwają środowisko naturalne. Wracając do alternatywy profesjonalizm – aktywność społeczna, jest przecież i druga strona medalu, która ukazuje profesjonalizm jako nieemocjonalne, urzędnicze podejście do działań społecznych. Jasne więc są w sektorze tendencje do moralnie czystej idei angażowania się społecznego. Braku instytucjonalizacji, przy której inicjatywy “zostają zdominowane przez procedury techniczne” (Juros, s. 5). Autorki opisujące w ostatnim numerze ASOCJACJI historię powstawania Karty etycznej w Krakowie pominęły ważną polemikę (już na sali plenarnej), gdy podczas uchwalania zasady “bezinteresowności w służbie dla społeczeństwa” starły się poglądy “społeczników” i przedstawicieli “personelu organizacji” (który poczuł się w ten sposób wyrzucony poza nawias sektora). Na niebezpieczeństwa “profesjonalizacji” często wskazują również ekolodzy.
W tym kontekście musi się pojawić pytanie dotyczące wynagrodzeń dla personelu, profesjonalistów, menedżerów. W wypadku działań społecznych są to problemy jak najbardziej etyczne, gdyż pieniądze na wynagrodzenia pochodzą z tych samych źródeł co reszta budżetu organizacji. Liczenie na to, iż sama konkurencja w ramach sektora (podobnie jak to ma miejsce w prywatnych przedsiębiorstwach) umożliwi rozsądne rozwiązanie, jest niebezpieczne. Na ile koszty obsługi są koniecznością, a od którego momentu zaczyna się “żerowanie” na ludziach wymagających pomocy czy na niezaspokojonych potrzebach społecznych? Kto ma decydować o podziale funduszy? Czy nie powinny istnieć pewne ogólnie przyjęte normy?
Jak widać, kwestie organizacyjne i finansowe mogą być problemem etycznym. Jednak problem ten nie dotyczy tak banalnych kwestii, jak ta, czy się rozliczać, czy nie, albo czy się rozliczać uczciwie, czy nie (jak sugeruje to Patrycja, s. 3). Chodzi o to, jak się rozliczyć, aby rzetelnie zdać relację ze swojej społecznej działalności. Można to traktować “przede wszystkim jako narzędzie walki o dobre warunki dla działania organizacji pozarządowych” i wtedy rzeczywiście zastanawiać się, czy ten dokument “ma się nazywać kartą etyczną” Jednak można traktować to jako obowiązek moralny – nie tyle rozliczenia, co wystarczającego rozliczenia – a tu, choćby dla komfortu psychicznego, warto stosować się do pewnych standardów. Jasne, że warto podkreślać, iż takie etyczne zachowanie będzie skuteczniejsze. Ale istota trzeciego sektora opiera się przede wszystkim na wartościach, a nie na skuteczności. Jestem w stanie polubić nieskutecznie broniącą swoich wartości inicjatywę, nie polubię nigdy “bezwartościowej” skuteczności.
Nowelizacja prawa a koncepcja porządku społecznego
Patrycja w tekście “Spór o miłość bliźniego” (s. 6) opisuje spotkanie Grupy Roboczej Etyka. Wspomina przy okazji moje propozycje dotyczące głównych treści, które powinny zostać w Karcie zawarte. Powinny to być odpowiedzi na pytania skierowane do nas samych (organizacji pozarządowych):
- kim jesteśmy, czyli tożsamość sektora,
- jak działamy, czyli zasady postępowania, które akceptujemy,
- dokąd dążymy, czyli co trzeba zmienić, aby nasze działanie mogło być skuteczne.
To ostatnie pytanie niestety zostało w tekście Patrycji zawężone do kwestii rozwiązań legislacyjnych, co stanowiło podstawę konkluzji, iż “dwie jej części (tj. Karty – przyp. PF) – o tożsamości sektora i zasadach postępowania – to elementy właściwej karty etycznej. Uważam, że powinny być od tej trzeciej – prawnej – oddzielone” (s. 7). Jednak, według mnie, w tej trzeciej części zawierają się najważniejsze normy etyczne. Albowiem etyka nie mówi o tym, jak jest, jak być może, ale o tym, jak być powinno. Potwierdzenie tego mojego głębokiego przekonania również znalazłem w omawianym numerze LOS-u: “problem samopomocy (co, jak rozumiem, traktować możemy w pewnym sensie jako synonim problemów trzeciego sektora – przyp. PF) należy odnieść do konkretnej koncepcji człowieka oraz koncepcji porządku społecznego” (Andrzej Juros, s. 6). Zmiany prawa – przynajmniej w krótkiej perspektywie – zależą od koniunktury politycznej i możliwości (nie tylko ekonomicznych) społeczeństwa. Za to wizja docelowych rozwiązań, nieuwarunkowana ograniczeniami, nadaje kierunek tym zmianom. Czy przypadkiem głównym powodem, dla którego tak trudno nam bronić się przed nowelizacją ustawy o fundacjach, nie jest wśród samych organizacji brak jasnej wizji, czym ma być instytucja fundacji?
Nie możemy poprzestać na obronie status quo sektora przed zakusami administracji. Musimy wiedzieć, jaką chcemy mieć Polskę, Europę, świat. Zachowawczej roli państwa i bezdusznej “woli” rynku musimy przeciwstawić świat wartości. Nie dlatego, aby obalić państwo i ograniczyć rynek, ale dlatego, że tylko w ten sposób społeczeństwo nasze będzie się rozwijać.
Bezdyskusyjna potrzeba dyskusji
Asocjacje nr 3/1997
Trzeci sektor istnieje! Jesteśmy siłą! Rośnie znaczenie organizacji pozarządowych! – wszyscy w to wierzymy, lub przynajmniej chcielibyśmy wierzyć. Czy jednak nasze nadzieje nie przesłaniają tego, że o sile sektora decyduje współdziałanie organizacji? Bez niego trzeci sektor to tylko “mgławica stowarzyszeń i fundacji”, gdzie sprzeczne lub tylko niepokrywające się interesy osłabiają się wzajemnie. To tylko “czarna dziura”, której ogromny potencjał nie może bezpośrednio wpływać na warunki, w których funkcjonuje.
Te ogólne uwagi, o prawdziwości których jestem przekonany, zilustruję przykładem Karty etycznej. Od samego początku brałem aktywny udział w dyskusji na projektem tego dokumentu. Już w lipcu 1994 roku na łamach ASOCJACJI redakcja zamieściła Międzynarodową Deklarację Zasad i namawiała do dyskusji nad jej przydatnością w polskich warunkach. Potem brałem udział w dyskusji na spotkaniu zorganizowanym przez Forum Fundacji Polskich, i na FIP-ie w Krakowie. ASOCJACJE wspólnie z LOS-em zainicjowały dyskusję prasową na temat Karty. W ramach konferencji przygotowującej IOFIP oraz w trakcie samego spotkania ogólnopolskiego pracowałem w zespole nad projektem Karty zasad. Później uczestniczyłem jeszcze w dyskusji na temat Karty zarówno podczas spotkania prowadzonego przez Anię Sieprawską w Instytucie Pracy i Polityki Socjalnej (w ramach seminarium przygotowującego ustawę o działalności pożytku publicznego), jak i w dyskusjach w ramach seminarium organizowanego przez Zakład Społeczeństwa Obywatelskiego IFiS PAN.
Przypominam te fakty nie dlatego, żeby się pochwalić swoją aktywnością, ale po pierwsze, by w skrócie przypomnieć historię powstawania Karty, a po drugie – wyjaśnić moje zdziwienie.
A zdziwiłem się po raz pierwszy podczas II Forum Organizacji Pozarządowych w Kielcach (6-7 grudnia 1996 r.). Okazało się bowiem, że dyskutowano tam nad projektem Karty z czerwca 1996 r. Osoby, które zorganizowały konferencję, jakby nie zauważyły, że od tego czasu dyskusja nad propozycją posunęła się daleko do przodu. Dwukrotnie już w miarę kompetentne gremia prowadziły debatę w tej sprawie. Nowy projekt Karty zaakceptowali obecni na specjalnej sesji uczestnicy Ogólnopolskiego Forum Inicjatyw Pozarządowych. Pytaniem więc pozostaje, czy decyzja organizatorów o podjęciu dyskusji nad wersją przed poprawkami wynikała jedynie z niechęci do zdobycia ostatniej wersji, czy też ze świadomego przekonania, że poprawki te poszły w złym kierunku. Jednak efekt dyskusji wskazuje, że w wielu kwestiach jej uczestnicy doszli do podobnych wniosków, co i organizacje obradujące na I OFIP.
Drugi raz zaskoczony zostałem ostatnim, 13. numerem Biuletynu Forum Fundacji Polskich. Znalazła się tam propozycja Dekalogu NGO, która znów w najmniejszym stopniu nie odwołuje się do już przygotowanych propozycji. Rozumiem fakt, iż Forum Fundacji wcześniej rozpoczęło prace nad swoim projektem, ale pomijanie milczeniem wysiłków innych nie doprowadzi do stworzenia akceptowanego przez większość organizacji dokumentu.
Czas na konkluzje. Można podchodzić do problemów, z jakimi borykają się organizacje, w różny sposób. Niektórzy stwierdzą: im więcej różnych pomysłów się materializuje, tym lepiej. Bowiem zaletą działalności społecznej jest różnorodność. Ja będę jednak utrzymywać, że w kwestiach zasadniczych nie ma sensu tracić czasu i środków na działania równoległe. Trzeba zintegrować siły, aby osiągnąć wspólny cel. Różnorodność powinna być ważnym elementem dyskusji, ale nie efektów prowadzonych działań. Według mnie, kwestię Karty zasad należy traktować jako problem całego środowiska. Bo tylko w sytuacji, gdy efektem będzie wspólny dla wszystkich organizacji dokument, stanowić on będzie prawdziwą “kartę” przetargową, na przykład w dyskusjach z administracją publiczną. (...)
Podobieństwa i rozbieżności pomiędzy Kartą zasad i Dekalogiem NGO
Porównanie tak różnych dokumentów, jakimi są “Karta zasad organizacji pozarządowych” i “Dekalog NGO”, nie jest sprawą łatwą. Mimo to wydaje się konieczne podjęcie przynajmniej próby, która umożliwiłaby dalszą dyskusję. (...)
I. Co to jest organizacja pozarządowa? Co to jest trzeci sektor?
W projekcie Karty uznano, że pojęcie trzeciego sektora jest znacznie szersze niż pojęcie organizacji pozarządowych. Zaś same organizacje pozarządowe zdefiniowano przede wszystkim jako organizacje, “których podstawą działalności jest wolontarystyczne zaangażowanie i zewnętrzne finansowanie (darowizny, subwencje, dotacje)”. (...) projekt Dekalogu za podstawę przyjmuje nie organizacje, lecz “działalność pozarządową”, podejmowaną przez różne instytucje (w tym związki zawodowe i partie polityczne), ale i nieformalne grupy obywateli. Wyraźna jest tu tendencja do jasnego wykreślenia administracji z możliwości uczestniczenia w inicjowaniu i działalności organizacji pozarządowych.
II. Cele działalności
W Karcie uznano, że organizacje powinny działać na rzecz dobra wspólnego, podczas gdy Dekalog poza działaniem na rzecz celów “społecznie ważnych czy użytecznych” przewiduje “wszelkie działania obywateli dla realizacji ich celów (choćby najgłupszych). (...)
III. Podstawowe różnice
Podstawowa różnica polega na tym, do kogo kierowane są postulaty. Karta zwraca się do organizacji pozarządowych określając zasady, jakimi powinny się kierować w swoich działaniach i na jakich podstawach powinny współpracować z innymi organizacjami. Twórcy Dekalogu zwrócili się w kierunku antycypowania rozwiązań ustrojowych, czyli możliwych do określenia jedynie przez ustawodawcę. Mamy więc zarówno prawnie nieznane pojęcie “odpłatna działalność statutowa”, jak i konkretne propozycje rozwiązań dotyczących kwestii zmiany sądu rejestrującego fundacje, zmian w systemie podatkowym czy zasad korzystania ze środków publicznych.
IV. Podsumowanie
Oba dokumenty napisane są innym językiem, co dobitnie świadczy o konieczności dopracowania się przez organizacje własnej, jednoznacznej terminologii. Mimo to widać wyraźnie, że propozycja Karty idzie w kierunku zawężenia pojęcia organizacji pozarządowej, podczas gdy Dekalog stara się to pojęcie rozszerzyć. Z drugiej strony, Karta bardziej jest nastawiona na wypracowanie zasad działania w oparciu o zasady etyczne (dobro wspólne, prawa człowieka itp.), podczas gdy Dekalog skierowany jest w stronę systemowych rozwiązań prawnych, w ramach których powinny działać organizacje.