Koło Wychowawców
Spis treści
Autor
Helena Orsza-Radlińska
Źródło
"Nasza walka o szkołę polską 1901-1917 : opracowania, wspomnienia, dokumenty" 1934 Podział na najmniejsze fragmenty pochodzi od historia.ofop.eu ,
Koło Wychowawców
Opowieść o pracach Koła Wychowawców opiera się na szczątkach dokumentów, które szczęśliwym trafem ocalały. Są niemi prócz odezw i broszur części rękopisu sprawozdania, złożonego po pierwszym roku działalności przed gronem obywateli; urywki korespondencji, zapiski na marginesach wydawnictw i t. p. Niestety, nie oświetlają one wszystkich zagadnień, nie podają nazwisk, niewiele szczegółów. Sprawozdanie rachunkowe i spisy działaczy, złożone przed laty w zalakowanym pakiecie w jednej z instytucyj krakowskich, nie zostały dotychczas odnalezione. (1)
a) Pierwsze wystąpienia
„Początkiem szerszej działalności Koła Wychowawców, — mówią urywki sprawozdania, — było wydanie w październiku 1904 roku odezwy do rodziców o t. zw. pensjach z prawami i stałymi inspektorami."
Jaką działalność prowadzono przed październikiem? Tylko ze wspomnień można ją odtworzyć częściowo i niewyraźnie. Dyskusje o zagadnieniach wychowawczych, o roli nauczycielstwa, wśród których, wyodrębniali się i zbliżali ku sobie ludzie o pokrewnych temperamentach. Narady nad sposobami nauczania przedmiotów „polskich.", zwłaszcza nad koncentracją tajnego nauczania na pensjach. Pragnienie odporu przeciw prześladowaniom, konieczność przeciwstawienia się tendencjom ugodowym...
Przyszli członkowie Koła Wychowawców spotykali się ze sobą w zwykłej współpracy koleżeńskiej, uczestniczyli poza tem w robotach różnych innych grup i grupek, zajmujących się sprawami wychowania, nauczania i samokształcenia.
Jesienią 1904 r. zaczęli organizować narady nad niedopuszczeniem stałych inspektorów Rosjan do żeńskich szkół prywatnych i podtrzymaniem kilku przełożonych, które skłaniały się do zabiegania o „prawa" szkół rządowych, innemi słowy były niezdecydowane, czy zachować jaką taką możność prowadzenia szkół w duchu polskim.
Wśród narad, jak podpisać wezwanie do bojkotu prywatnych szkół rusyfikatorskich, zrodziła się nazwa „Koło Wychowawców". Niepodobna było wziąć nazwy żadnego z istniejących tajnych zrzeszeń, np. Towarzystwa Pedagogicznego, do którego należała część wydawców odezwy. Potrzebna była firma — najogólniejsza, a własna, pod którą podjąćby można walkę, nie narażając nikogo, kto się do szeregu sam nie zgłosi, nie poddając się uchwałom ludzi, skupionych dla innych celów.
Pierwsza odezwa i pierwsze wiece
Pierwsza odezwa była równocześnie pierwszem wystąpieniem organizacyjnem. (2) Dzisiejszy czytelnik z trudem uprzytomnia sobie znaczenie odezw w owych czasach. Prasa była skrępowana cenzurą. Wydawnictwa nielegalne, drukowane, pojawiały się rzadko. Sam fakt przełamania trudności wydawniczych i kolportażowych wywierał wrażenie, dlatego odezwa była ważnym orężem. Ośmielała, podniecała.
Odezwa rzeczowo, zwięźle przedstawiała sytuację i żądała bojkotu szkół, które za cenę uprawnień wprowadziły stałych inspektorów Rosjan. W końcu rzuciła hasło: „niechaj wychowanie prywatne i samokształcenie coraz szersze ogarniają kręgi. Nie opatentowani niewolnicy, lecz ludzie o sercach gorących i dłoniach dzielnych stanowią największą siłę narodu. Chrońmy przed uciskiem dusze młodzieży naszej, wychowujmy ją na godnych spadkobierców kultury narodowej i śmiałych pracowników przyszłości".
Grupa wydawców odezwy prowadziła (wraz z wielu kolegami z różnych szkół i z odrębnych później ugrupowań), żywą agitację osobistą, urządzając zebrania, t. zw. podówczas „wiece". Na tych zebraniach nauczyciele zobowiązywali się, że nie będą uczyli na „pensjach z inspektorami". Wyłamującym się z solidarności grożono bojkotem towarzyskim.
Wiece zawodowe
W zimie Koło Wychowawców rozszerzyło zakres spraw omawianych na wiecach. Przystąpiono do systematycznego organizowania wieców nauczycielskich o charakterze zawodowym. Był to ruch równoległy do ruchu „zawodowego" wśród pracowników Warszawy (lekarzy, techników), nabierał jednak nieco innego, szerszego charakteru przez obejmowanie zagadnień wychowawczych. Wiec z dnia 21 grudnia (b. liczny, odbyty, zdaje się, w mieszkaniu Henryki Czarnockiej, które ledwie mogło pomieścić stojących obok siebie — głowa przy głowie — uczestników), wypowiedział się za koniecznością istnienia organizacyj zawodowych, któreby obmyśliły sposoby i środki walki na dziś. W pojęciu szerokich sfer nauczycielskich wiec ten uprawnił dalszą działalność Koła Wychowawców, dawał mu niejako mandat.
Programy „dzisiejsze" rozrastały się w owym czasie z tygodnia na tydzień. Dzięki nadziejom, które w społeczeństwie polskiem rozbudzały klęski Rosji na froncie japońskim, ośmielano się formułować hasła przyszłej, przeczuwanej i upragnionej jawnej walki.
W ten sposób rozpoczynano mozolne i powolne prace przygotowawcze. Walkę obliczano na długie miesiące.
Wkrótce natężenie pracy wzrosło, metody musiały ulec zmianie, dzięki nowym faktom, zaledwie przeczuwanym przez ogół, oczekiwanym przez organizacje walki.
Członkowie Koła Wychowawców utrzymywali bliskie stosunki z kółkami uczniowskiemi (częściowo jako wykładowcy). Wiedzieli o zamiarach wystąpienia poszczególnych szkół (gimnazjum realnego, gimnazjum III). Hamowali te zamiary, przedstawiali konieczność wystąpień ogólnych.
Na zebraniu Koła Wychowawców z 20 stycznia 1905 r. rozpatrywano projektowane wystąpienie młodzieży. Zamiar strajku szkolnego wywołał gorącą dyskusję. Czy można pozwolić, aby cały ciężar walki spadł na barki młodzieńcze? Czy młodzież się nie wykolei, nie zmarnieje? Rozważano wszelkie możliwości. Długo w noc w ciasnem mieszkaniu Marji i Władysława Bukowińskich ważyły się argumenty. Przeważyło przeświadczenie, że tylko czyn młodzieży jest możliwy, tylko bowiem młodzież jest zorganizowana, tylko koła uczniowskie szybko i karnie mogą się porozumieć ze sobą w całym kraju. Nie wolno tego czynu powstrzymywać. Jedynie ostrzegać należy przed bezplanowemi wystąpieniami pojedyńczemi. Spada jednak na nas obowiązek zorganizowania współdziałań starszego społeczeństwa, zwłaszcza urządzania nielegalnych szkół polskich dla młodzieży opuszczającej szkołę rosyjską.
Trudno dziś ustalić skład owego zebrania grupy spiskowców, stanowiącej rdzeń Koła Wychowawców. Z postępem ruchu liczba ich wzrastała, jakgdyby odnajdowali się i poznawali swe pokrewieństwo duchowe wśród żaru walki.
Wówczas prócz gospodarzy, Bukowińskich byli — zdaje się — obecni: Marja Gomólińska, Józef Gródecki, Stanisław Kalinowski, Rafał Korniłowicz (możliwe, że wszedł później), Helena Radlińska, Władysława Weychertówna, może i Jadwiga Jahołkowska.
W wykonaniu planu prac, nakreślonego 20 stycznia, odbyły się wiece tajne w dniach najbliższych.
Program walki
Wiec nauczycielski z dn. 22/1 uchwalił program walki:
„Uznajemy za niezbędną dla rozwoju społeczeństwa szkołę polską z językiem wykładowym polskim, historją i geografją ojczystą:
a) Zdobycie szkoły ludowej, mieszanej, obowiązkowej i bezpłatnej pod kontrolą społeczeństwa,
b) wywalczenie swobody inicjatywy prywatnej co do zakładania szkół średnich różnych typów,
c) pozyskanie dla szkoły wyższej najszerszej wolności nauczania i niezależności od władz administracyjnych."
Rezolucja stwierdza:
„Zdobyć to możemy jedynie drogą walki świadomej i celowej i do tej walki musimy wezwać całe społeczeństwo."
Na tymże (może jednak na grudniowym) wiecu nauczycielskim uchwalono na wniosek L. Krzywickiego założenie Kasy Oporu, któraby pozwoliła na wspomaganie kolegów, prześladowanych za udział w walce.
Oprócz wieców nauczycielskich Koło organizowało wiece publiczne, na które wzywano przedewszystkiem rodziców uczennic pensyj żeńskich.
Niezmiernie charakterystyczne dla owych czasów było zwracanie się do rodziców. Skierowywały ten ruch różnorodne przyczyny i pobudki. Nie bez znaczenia był fakt, że granice zawodu nauczycielskiego nie odcinały się tak wyraźnie jak dziś, że w wielu przypadkach działalność wychowawcza domu stanowiła ostoję polskości, że w zakładaniu szkół prywatnych rodzice współdziałali, zaś o wydawnictwach pedagogicznych rozstrzygała szeroka pomoc społeczna. Wielkie znaczenie miało przewidywanie ruchu młodzieży gimnazjalnej (3), konieczność zapewnienia temu ruchowi sympatji rodziców. Wielu zaś rodziców miało synów w gimnazjum, córki na pensji.
Wiec rodzicielski z 23/1 przyjął rezolucję wiecu nauczycielskiego z dnia poprzedniego. Reprezentując „społeczeństwo" dorzucił do nich potępienie memorjałów, składanych przez ugodowców i uznał, że do szkoły polskiej dążyć należy nie za pośrednictwem próśb, lecz „drogą systematycznej i wytrwałej walki". W celu przeprowadzania tej walki zapoczątkowano organizowanie się rodziców uczniów szkół poszczególnych.
W dniach najbliższych nastąpiły wydarzenia, które zmusiły do wystąpień jawnych.
Władze szkolne rozpoczęły (podobnie jak w Rosji) zbierać rodziców w celu nawiązania „kontaktu ze społeczeństwem". Wyrażały gotowość „wysłuchiwania żądań". Poszczególni członkowie Koła Wychowawców i współdziałających z niem grup rodzicielskich wzięli udział w pierwszych zebraniach, żeby rzucić wyraźne: „żądamy szkoły polskiej" i nie dopuścić do wystąpień ugodowych. Gorączkowo prowadzono robotę propagandową wśród rodziców i wśród młodzieży, która odegrała dużą rolę w szybkiem organizowaniu narad rodzicielskich.
Przebieg pierwszych zebrań w gimnazjach zaniepokoił władze szkolne. Wobec tego zaniechano tego sposobu porozumiewania się, natomiast na 30 stycznia kurator Warszawskiego Okręgu Naukowego zaprosił do siebie dwudziestu wybitnych ojców, wskazanych przez dyrektorów szkół rządowych. Koło Wychowawców na pierwszą wieść o tem (otrzymaną od jednego z zaproszonych), rozrzuciło odezwę, wyjaśniającą taktykę rządu i niemożność pogodzenia „takich sprzeczności, jak zadania szkoły policyjno-rusyfikacyjnej a potrzeby wychowania narodowego i obywatelskiego". Odezwa stwierdzała, że „ludzie dowolnie i niejako z urzędu wyznaczeni nie mogą reprezentować społeczeństwa polskiego. „Narady" u kuratora nie doprowadzą do żadnych wartościowych dla nas wyników".
Taktyka Koła Wychowawców obejmowała równocześnie dwa posunięcia, wspomagające się nawzajem: manifestację zaproszonych do kuratora i wystąpienie opinji publicznej. Na zaproszonych nalegano w rozmowach osobistych, żeby nie poszli, wysłali natomiast krótki zasadniczy memorjał. Głos opinji miał im ułatwić zadanie. Wypowiadała go odezwa Koła Wychowawców do „rodziców obywateli" z dn. 27/1. Nawołuje ona, aby społeczeństwo „wystąpiło z żądaniami płynącemi ze świadomie odczuwanych potrzeb, nie zaś ze wskazówek, jakie mu dają carscy czynownicy".
„Żądamy szkoły polskiej pod kontrolą społeczeństwa. Język wykładowy polski, kierownicy i nauczyciele Polacy, zupełne zniesienie charakteru policyjnego szkoły, otwarcie jej dla wszystkich bez procentowych ograniczeń wyznania, swoboda inicjatywy prywatnej co do tworzenia szkół różnych typów, zrównanie (w prawach) wszystkich szkół o jednakowym poziomie naukowym: — oto ogólny zarys naszych potrzeb, dotyczących szkoły średniej. Z tego programu nic nie ustąpimy. Wszelkie kompromisy, obniżające te żądania, będą podeptaniem prawa i godności narodowej. Przed przyszłością, przed dziećmi naszemi spada na nas obowiązek stanowczego protestu przeciwko wszelkim dążeniom ugodowym."
W porównaniu z programem, uchwalonym na wiecu z przed niespełna tygodnia, postulaty wypowiedziane w tej odezwie są węższe. Dotyczą tylko szkoły średniej, t. j. tej części szkolnictwa, o którą w danej chwili chodziło. Jeszcze wyraźniej występuje to w oświadczeniu, sformułowanem dla kuratora w imieniu zaproszonych ojców. Oświadczenie podkreśla, że panujący w gimnazjach system ma na względzie cele nie pedagogiczne, lecz polityczne, że „zamiast rozwijać umysły i kształcić charaktery, paczy je i znieprawia, że tylko stanowcze zerwanie z tym systemem może szkołę uzdolnić do spełniania jej zadań wychowawczych". Wypowiedziawszy zasadnicze żądanie „szkoły polskiej pod kontrolą społeczeństwa", oświadczenie powtarza najważniejsze postulaty cytowanej odezwy i ponadto domaga się stałego udziału rodziców w radach pedagogicznych.
Nazajutrz rano zaczęto zbierać pod tekstem oświadczeń podpisy: zaproszonych. Pierwsze składali ojcowie z przekonaniem o wielkiej wadze tego kroku. (Wśród nich znany lekarz, dziś prof. Uniwersytetu Warszawskiego, dr. Henryk Nusbaum, Zygmunt Heryng i, zdaje się, Stanisław Patek.)
Strajk
Tego samego dnia wybuchła rewolucja. Salwy zagrały na ulicach Warszawy, lecz pieśni powstańcze płoszyły wszelkie drobne trwogi. Równocześnie wystąpiła młodzież.
Działalność Koła Wychowawców skierowała się ku rozbudzaniu wśród nauczycielstwa i rodziców sympatji dla czynu młodzieży i ku czuwaniu, aby akcji uczniowskiej nie szkodzono. Odezwa, zawiadamiająca o strajku, popularyzuje ideę walki.
„Mamy przed sobą fakt, wobec którego należy — nie tracąc chwili — zająć wyraźne stanowisko ... Albo z młodzieżą, albo przeciw niej. Albo poprzecie ich żądania, które wszak i w waszych sercach tkwią ukryte, albo oddacie młodzież na pastwę carskich urzędników."
Patos chwili dyktuje autorom odezw mocne słowa:
„Ruch dzisiejszy — to ruch epokowy. Nie wolno dziś myśleć o spokojnej karjerze. Niech społeczeństwo, ta potęga największa, przed którą drżą trony, zamknie szkoły złe, znienawidzone, niech postanowieniem jednomyslném, zrobi to, czego ofiarami chce dopiąć młodzież."
Propaganda i czujność usiłowały zapobiec wypieraniu się przez rodziców ideałów walki, poniżaniu się do próśb hańbiących o darowywanie dzieciom buntu. Odezwa mówi, że byłoby to
„znieważeniem sprawy narodowej, najstraszniejszą obelgą dla uczuć młodzieży, najcięższą krzywdą dla duszy całego pokolenia, złem: większem od wszystkiego, co wróg mógłby wyrządzić — podkopałoby w dzieciach szacunek i zaufanie do Was".
Gdy się czyta dziś te bolesne słowa, nie wolno zapominać, że owe czasy widziały często ciężkie rozterki pomiędzy pokoleniami: rodzicielskiem, wyrosłem w atmosferze popowstaniowego przygnębienia, i młodzieńczem, w którem nowe siły wzbierały nienawiścią do niewoli i ostrożności.
b) Propaganda bojkotu
Postulat zamknięcia szkół
Na licznych zebraniach, organizowanych przez Koło Wychowawców i na naradach, na które członków Koła zapraszały różne ugrupowania, wyjaśniano zaniepokojonym rodzicom, że tylko przez powszechne zamknięcie szkół społeczeństwo uniknie masowych wydalań uczniów i uzyska w przyszłości szkoły, odpowiadające istotnym potrzebom społeczeństwa polskiego.
Dwie odezwy z połowy lutego (z 14/11 i 15/11) zwróciły się do rodziców uczniów szkół, które najpodstępniej usiłowały zachwiać postawą społeczeństwa (IV gimnazjum żeńskie, gimnazjum realne). Następna (z dn. 16/11) informuje, że kurator Szwarc zamierza wzywać rodziców pojedynczo, „by groźbą i insynuacjami wymóc wyznanie stworzonych przez siebie przedstawicieli narodu, że społeczeństwo odmawia wszelkiego poparcia ruchowi młodzieży". Odezwa nawołuje: „Tych świadectw, potępiających zarówno dzieci nasze, jak i sprawę narodową, nie damy". Inna wzywa: „Nie poniżajcie się podawaniem świadectw lekarskich... Jedna tylko jest droga uniknięcia masowych wydalań i nie wydawania dzieci naszych w ręce policji i wojska. Tą drogą jest powszechne zamknięcie szkół".
Zapiski z tych czasów świadczą, że zebrania, organizowane przez Koło Wychowawców, były liczne, odbywały się nieraz po kilka dziennie. Policja wobec ogólnego wrzenia rewolucyjnego nie zwracała uwagi na wiece.
Zapraszano osobno nauczycieli, osobno rodziców, żeby dobierać argumenty, tem mocniej przekonywać, zaklinać. Nie szło to łatwo. Byli rozważni pedagogowie, którzy — rozgoryczeni szczegółami wystąpień młodzieży — wyrzucali gorętszym kolegom, że popierają pajdokrację, nazywali ich „warjatami". Niektórzy gotowi się byli pogodzić z myślą o strajku, jako krótkotrwałej manifestacji.
Na wiecach rodzicielskich, w masowej agitacji, poszukującej dróg natychmiastowego oddziaływania, zwężono zakres sprawy szkolnej w porównaniu z wiecami grudniowemi. Mówiono właściwie o jednem tylko haśle, związanem ze strajkiem młodzieży: o polskości szkoły. Najwięcej uwagi należało poświęcić taktyce: wzmacnianiu strajku uczniów przez bojkot szkoły rosyjskiej.
Inaczej było na zebraniach z młodzieżą. Tam występowały najdalej idące postulaty. Młodzież, zwłaszcza młodzież „postępowa" pragnęła w ogniu rozpalającej się rewolucji przeprowadzić w szkole, t. j. na jedynym dostępnym dla niej terenie działania, walkę o urzeczywistnienie pełni swych ideałów. Przejmowały ją zagadnienia powszechnej równości, rozwiązanie spraw narodowościowych, sprawy kobiecej, wolności sumienia. Szła myślą znacznie dalej, niż zrzeszenia nauczycielskie, w swych wydawnictwach zarzucała „starszemu społeczeństwu" zwężanie akcji.
Działalność masowa musiała jednak iść jeszcze dalej w ograniczaniu haseł.
Okazało się to wyraźnie wśród przygotowań do wiecu w Muzeum (19 lutego).
Wiec w Muzeum
Słynny ten wiec, zainicjowany przez Stanisława Lewickiego, opisywany był po wielekroć i sławiony jako fakt „opatrznościowy".
Notatki, na podstawie których pisany jest ten zarys, wspominają, że pierwsza wiadomość o uzyskaniu przez St. Lewickiego pozwolenia na wiec, zaniepokoiła organizacje nauczycielskie. Ten niepokój spotęgowany był przez zastrzeżenia, ograniczające liczbę zaproszonych i zezwolenie na wydawanie biletów wejścia dopiero w przeddzień wiecu.
Koło Wychowawców dowiedziało się o projekcie St. Lewickiego za pośrednictwem Andrzeja Niemojewskiego. Część biletów miał otrzymać Wł. Bukowiński w celu rozdania wśród znajomych rodziców uczniów szkół średnich.
Natychmiast postanowiono zająć się przygotowaniem wiecu, żeby się zorjentować w jakich się znajdą rękach bilety wejścia, co można zrobić, aby wprowadzić na salę propagatorów i zwolenników bojkotu.
Z możliwie największym pośpiechem Koło Wychowawców rozesłało wici po Warszawie, zwołując na 18/11 wieczorem zebranie do mieszkania Jadwigi Jahołkowskiej (przy ul: Nowo-Wielkiej, dziś Poznańska 15). Zaproszono Związek Unarodowienia Szkół w celu podziału pracy organizacyjnej i agitacyjnej.
Na zebraniu znaleźli się członkowie i sympatycy Koła Wychowawców i Związku Unarodowienia Szkół, przedstawiciele różnych organizacyj, wybitni działacze ruchu zawodowego (inż. Ostachiewicz, inż. Kruszewski, dr. Męczkowski), przedstawiciele Centralizacji kół uczniowskich, działacze „Kuźnicy", wielu wybitnych „ojców" (m. in. L. Krzywicki, Z. Heryng, F. Kon, inż. Nieniewski, A. Pepłowski — sprowadzony przez J. Michalskiego i P. Lewinsona). St. Lewicki przybył z A. Niemojewskim. Na zebraniu naradzano się, co mówić na wiecu i w jaki sposób, w razie niepomyślnego obrotu, nie dopuścić do powzięcia niepożądanych uchwał.
Po długiej gorączkowej dyskusji postanowiono: zorganizować straż obywatelską u wejścia (niezmiernie czynny był przytem A. Sujkowski), wysunąć na wiecu jedno tylko, najogólniejsze żądanie: szkoły polskiej, nie stawiać rezolucyj (które mogłyby nie przejść), w razie ugodowych tendencyj wiec — zerwać.
Z Koła Wychowawców delegowano do prezydjum wiecu Wł. Bukowińskiego, jako mówców — L. Krzywickiego i Z. Herynga.
O świcie, rozchodząc się z zebrania, żegnano się w niepewności, co jutro przyniesie.
Opis wiecu — nie na tem się powinien znaleźć miejscu. Ale tu trzeba stwierdzić, że ostrożne uchwały zebrania przygotowawczego były zbyt pesymistyczne. Upoiło to wprost szczęściem ludzi, którzy je powziąć musieli „na wszelki wypadek". Rezolucja Pepłowskiego o zamknięciu szkół, przyjęta z nieopisanym zapałem, miała olbrzymie znaczenie w ciężkiej walce wewnętrznej o jednolity front polski. (Nie przeczuwano jeszcze cieni, które na nią rzuciło późniejsze zachowanie się wnioskodawcy.) Ci, co zbyt często czuli się samotnie, z radością wołali, że na wiecu przemówiło serce polskie. To, co było pragnieniem marzycieli, — stało się wolą narodu.
Odezwa Koła Wychowawców z 19 lutego, podając rezolucję wiecu, stwierdza:
„Jeśli wczoraj jeszcze słabi duchem mogli się wahać, co czynić mają, — dziś jest to postanowione. Szkołę rosyjską społeczeństwo zamyka na zawsze: młodzieży do szkoły nie pośle, dopóki szkoła nie będzie polską. Chwilowo przerwane zajęcia szkolne zastąpi nauczanie prywatne i samokształcenie".
Wbrew młodzieży?
Inaczej zapatrywała się na wiec młodzież. Rezolucja 19/11 krzyżowała jej plany. Właśnie nazajutrz szkoły miały być otwarte, i Centralizacja kół uczniowskich przygotowywała wystąpienia manifestacyjne. Zamknięcie szkół wolą społeczeństwa, proklamowanie bojkotu szkoły przez rodziców odbierało młodzieży sposobność czynu, do którego się przygotowywała przez gorączkowe tygodnie po proklamowaniu strajku. W dodatku wiec nie zadowalał uczuć młodzieży, jej ideałów, wcielanych w sprawę szkolną. Przemówienia i rezolucja były z punktu widzenia młodzieży — ciasne, ogólnikowe i jednostronne.
Wiele energji trzeba było zużyć w naradach z młodzieżą po wiecu, aby zgodziła się „zsolidaryzować ze społeczeństwem" starszem.
Tego samego dnia rozpocząć się musiała nowa akcja Koła Wychowawców, ze wszystkich najtrudniejsza, dla uczestników najcięższa duchowo.
Co znaczyć ma w życiu uchwała: „dzieci do szkoły nie poszlemy, dopóki szkoła nie będzie polską"? Jak wobec niej powinno się zachowywać społeczeństwo w stosunku do szkół, które ma w swoich rękach: do szkół prywatnych?
Narada odbyta wieczorem 19 lutego na pensji Leonji Rudzkiej postanowiła te szkoły „uszanować", nie zagrażać ich bytowi, uznając je za polskie z ducha. Takiemi były istotnie. Ale w okresie walki powinny były, zdaniem Koła Wychowawców, zrzucić maskę uległości władzom, wystąpić w walce o szkołę narówni z innemi.
Polskie albo tajne
Koło Wychowawców podjęło walkę z oportunizmem i z idealizowaniem ostrożności. Odezwa z 21/11 nawołuje:
„Wszystkie szkoły muszą być zamknięte do czasu ich przekształcenia. Niema wahań, niema wyjątków. Szkoły bez praw i pensje żeńskie, gnębione językiem wykładowym, i szkoły handlowe z rosyjskimi kierownikami i chwalebną pedagogją muszą zawiesić swą dotychczasową działalność bez względu na wszelkie zalety. Tylko solidarność całego społeczeństwa zmusi rząd do liczenia się z żądaniem szkoły polskiej".
W druku nie można było więcej powiedzieć. W propagandzie ustnej, na wiecach, urządzanych na pensjach, Koło Wychowawców żądało prowadzenia zakładów jawnie po polsku, lub ich przetworzenia na „komplety" tajne. Uchwała taka przeszła na wiecu, odbytym na pensji Jadwigi Kotwickiej (po gorących przemówieniach Wł. Weychertówny i St. Kalinowskiego), przyczem głównym rzecznikiem „nienarażania" pensyj — „katakumb polskości" był J. Kucharzewski. Kalinowski uzupełnił obraz, w którym lubowano się w szkołach prywatnych żeńskich — wkroczeniem żołdaków rzymskich i zapytaniem, czy katakumby można bronić inscenizowaniem kultu Jowisza?...
Po tym wiecu przez kilka dni pensje funkcjonowały tajnie, jako „komplety". Przełożone, pod wpływem polityków, przyobiecujących uzyskanie ulg w systemie rusyfikacyjnym i „prawego skrzydła" obozu walki — powróciły jednak wkrótce, z wyjątkiem Jadwigi Kowalczykówny, do prowadzenia szkoły „normalnego", t. j. tak, jak przed okresem walki. Członkowie Koła Wychowawców stanęli konsekwentnie na stanowisku, że uczyć mogą tylko w szkołach jawnie polskich i porzucali lekcje.
Szerszej agitacji w tej sprawie Koło nie prowadziło. Zwalczało oportunizm przykładem (z małem powodzeniem). (4) Demaskowało poczynania ugodowe, m. in. przyczyniając się do wydania tajnego memorjału kuratora Szwarca w sprawie pensyj żeńskich, którego odpis był używany w celach propagandy rozwagi w działaniu, mógł zaś, naodwrót, posłużyć przy argumentowaniu konieczności jawnej, szerokiej walki. (5)
Propaganda wśród rodziców uczniów rządowych szkół średnich nie mogła być zaniechana ani przez chwilę. Wiec 19 lutego nie przekonał władz rosyjskich. Szkoły otwierano, po wystąpieniach młodzieży znów zamykano, ogłaszano otwarcie, zapowiadano egzaminy. Zależnie od drgnień rewolucji i siły reakcji modyfikowała się polityka rządu i — nastroje społeczeństwa.
Szereg odezw Koła Wychowawców (prócz wymienionych jeszcze 10 w roku szkolnym 1904/5) świadczy o przeszkodach i trudnościach wewnętrznych.
Solidarność i spory
Mówiliśmy wrogowi zewnętrznemu, że jesteśmy bezwzględnie solidarni i gotowi do walki. Ale naprawdę walkę toczyć trzeba było nietylko z rządem. Po stronie przeciwnej stał, wspierając wroga zewnętrznego, „mur przesądów, karjerowiczowstwa, ospalstwa, wstecznictwa". Rękopis ówczesny, z którego to zdanie jest wyjęte, dodaje, że „walka z przemocą zewnętrzną zawsze ducha umacnia, walka z reakcją wśród swoich — jest stokroć cięższa".
Treść odezw ujawnia, jak dalece zgubny wpływ wywarła niewola, jak bardzo odebrała społeczeństwu wiarę we własne siły. Ugodowe ugrupowania polityczne (niekiedy, jak „realiści" po sumiennem rozważaniu sprawy) występowały przeciwko strajkowi. Wielu ludzi wybitnych wypowiadało się publicznie przeciw, zaś głosy ich mogły się rozchodzić legalnie, więc znacznie szerzej, niż nawoływania zwolenników walki. Wśród ogółu rodzicielskiego sprawy „patentów", „przywilejów wojskowych", „straconego roku" dostarczały ciągle argumentów przeciwko strajkowi. Nieuniknione straty potęgowano. Zepsucie pewnej części młodzieży (wyhodowane właśnie przez dotychczasowe wychowanie), które się ujawniło przez wymknięcie się z pod dozoru, piętnowano jako swoisty wytwór „bezrobocia". Liczne były tragedje rodzinne. Zdarzały się wypadki, że dzieci nie mogły się pokazać w domu po opuszczeniu szkoły rosyjskiej. Grozę budziły zamachy samobójcze młodzieży, zmuszanej do powrotu do gimnazjum ...
Bojkot łamistrajków
Strajk szkolny musiał być podtrzymywany ciągłą agitacją i bojkotem niesolidarnych.
Odezwy Koła Wychowawców starają się podtrzymać ducha słowami mocnemi, których wówczas społeczeństwo pożądało i — potrzebowało po czterdziestoletniem zgórą milczeniu.
„Każda groźba bezprawna niechaj potęguje w nas pragnienie wytrwania na stanowisku prawych obywateli narodu, świadomych krzywd swoich, świadomych potęgi, jaką daje jedność".
W imię jedności — trzeba się było zwracać ku poszczególnym grupom, np. ku rodzicom uczniów gimnazjów, otwartych pozornie dla samych tylko Rosjan (I i III żeńskie, I i VI męskie w Warszawie), wyjaśniać jakiś artykuł „Nowawo Wriemieni", siejący panikę, prostować doniesienia pism ugodowych, budzić poczucie odpowiedzialności.
„Od zachowania się naszego, od walki zależy najbliższa przyszłość. Dziś, kto wysyła swe dzieci do szkoły rządowej, kto staje się podporą rządu w walce z ruchem rewolucyjnym — popełnia zbrodnię wobec społeczeństwa i historji."
Redakcje postulatów
Należało uczynić wszystko możliwe, aby jak najwięcej osób wciągnąć do manifestowania na rzecz szkoły polskiej; aby — równocześnie — zapobiec szkodliwym wpływom memorjałów ugodowych i dać pewne zadośćuczynienie ludziom, pragnącym, aby walka o prawo prowadzona była w formach jak najbardziej legalnych. Dlatego w końcu lutego przystąpiono do akcji deklaracyjnej w nowej postaci. Poczęto zbierać podpisy pod żądaniami w sprawie szkolnej, które miały być (i zostały) wysłane przez specjalną delegację do Petersburga na ręce Komitetu Ministrów.
Akcją tą zajęły się różne ugrupowania. Przedstawiciele Koła Wychowawców, (które w styczniu ją zainicjowało), brali udział w zebraniach wspólnych, starając się przeprowadzić formułę najszerszą.
Rozmaite redakcje żądań ujawniały różnice ideowe pomiędzy grupami, kierującemi ruchem. Koło Wychowawców i Koło Nauczycieli po wspólnej naradzie przyjęły jednakową, Związek Unarodowienia Szkoły — odmienną. Różnice polegały na określeniu praw mniejszości narodowych. Przy przepisywaniu i powielaniu arkuszy! żądań w wielu instytucjach, przez różnych ludzi, opuszczano lub dodawano pewne punkty. Jedna z redakcyj posiadała np. dodatek, który członkowie Koła Wychowawców uważali za „wprost skandaliczny", osłabiający powagę żądań zasadniczych: — aby nikt nie został wydalony ze szkół za udział w strajku.
Podpisywanie żądań odbywało się na wiecach, arkusze roznoszono po Warszawie, rozsyłano po całym kraju. Wielu ojców obawiało się podpisać, matki czyniły to śmielej, gdyż — wedle poglądów ówczesnych — mniej ryzykowały politycznie. Zdarzało się, że niektórzy podpisywali rozmyślnie nieczytelnie, że wycofywali, wymazywali swój podpis.
Tysiące arkuszy (z ok. 30.000 podpisów) spoczywa jeszcze zapewne w jakiemś archiwum rosyjskiem. Gdyby się je udało przejrzeć, niejeden wniosek możnaby wysnuć z ilości i rodzaju podpisów pod rozmaitemi redakcjami żądań, skupionemi później razem.
Efekty zbierania podpisów
Jako sposób propagandy zbieranie podpisów osiągało cel: przyczyniało się do stopienia powłoki lodowej z serc, wyzwalało pragnienia. Jako akcja polityczna — zawiodło.
Powrót delegacji z Petersburga bez otrzymania pomyślnych zapowiedzi, że żądania i protesty będą rozpatrzone, przypadł w chwili wzmocnienia ucisku. Kurator Warszawskiego Okręgu Naukowego postanowił szkoły otworzyć. Odezwa Koła Wychowawców z 19 marca nawołuje:
„Obywatele! Następuje najważniejsza chwila w walce o szkołę polską. Społeczeństwo ma wykazać całą moc i niewzruszoność swych słusznych żądań. Przy pomocy próśb i podań nic nie uzyskamy, jeżeli takim formalnym wystąpieniom nie będzie towarzyszyła stanowcza i groźna postawa społeczeństwa. Rząd ustąpi tylko przed siłą, a siłą tą jest nasz niezłomny solidarny protest. W usiłowaniach przełamania naszej stałości rząd powinien się spotkać ze stanowczym oporem, Strajk musi trwać w dalszym ciągu. Dzieci nasze szkołę rosyjską opuściły i do niej nie wrócą; pójdą tylko do szkoły polskiej."
Urzeczywistnienie tego hasła było trudne, ilość odezw, wydawanych w tym czasie w Warszawie i na prowincji, świadczy o przyśpieszeniu tempa propagandy.
Wśród narad o taktyce dnia dzisiejszego padły ze strony Koła Wychowawców słowa o celach odleglejszych, lecz najbardziej istotnych.
O jaką szkołę walczymy?
W marcu Koło Wychowawców wystąpiło z odezwą programową, skierowaną do ogółu („Obywatele"), drukowaną w Krakowie, kolportowaną bardzo szeroko.
Odezwa stwierdza, że poczynania dotychczasowe to dopiero „jeden z najważniejszych kroków w kierunku zreformowania szkolnictwa". Najważniejszem jest pytanie, które wypadnie postawić po zwycięstwie: „jaką mianowicie ma być ta szkoła, by istotnie czynić, zadość potrzebom naszego społeczeństwa, aby nietylko była szkołą polską, ale dobrą szkołą polską". Na to pytanie „musimy szukać odpowiedzi, by znowu nie być tak zaskoczonymi przez wypadki, jak to się nam ostatniemi czasy zdarzało".
Credo Koła Wychowawców, wypowiedziane w tej odezwie (piórem St. Kalinowskiego), głosi:
„Formy społeczno-polityczne tworzą tylko granice, w których łatwiej lub trudniej duch ludzki rozwijać się może", „postęp etyczny polega na umiejętnem pogodzeniu jak najszerzej pojętego uspołecznienia z duchową niezależnością jednostki". Szkoła polska powinna od lat najmłodszych „kształcić stronę etyczną" i narówni z rozwijaniem umysłu, wyrabianiem samodzielności, uwzględnieniem indywidualności — wytwarzać „takie formy współżycia i obcowania młodzieży płci obojga, któreby się na prawdziwy rozwój kulturalny naszego społeczeństwa składały".
Koło Wychowawców przedstawia w odezwie program prac najkonieczniejszych i zapowiada szereg wydawnictw pedagogicznych.
Te roboty, przekraczające wymagania chwili bieżącej, nie przeszkodzą — zapewnia odezwa — „prowadzić w dalszym ciągu walkę z rządem o szkołę polską". Przeciwnie,
„mając wyraźniejszy cel przed sobą, widząc w bardziej skrystalizowanych formach przyszłe warunki naszego rozwoju społecznego, walkę zaczętą z tem większą energją prowadzić będziemy."
Reakcja
Rzeczywiście, działalność „bojowa" była prowadzona dalej, z szerszym jeszcze rozmachem.
Trzeba było nawoływać do niezdawania egzaminów (3/1V), prostować wiadomości o przerwaniu strajku (24/V), łagodzić sprawy wyznaniowe (VI), wyjaśniać znaczenie społeczne i etyczne walki, wciąż nawoływać do wytrwania, do „walki aż do zwycięstwa". „Rok szkolny będzie wprawdzie stracony, lecz czemże jest ta strata wobec zamierzonego celu." Nie do wszystkich mogło przemówić takie rozumowanie.
Koło Wychowawców spotykały zarzuty, na które odpowiadać było trudno. Czasem dlatego, że używanie przez przeciwników prasy legalnej (6) wykluczało możność odpowiedzi, rozpowszechnianej tą samą drogą, kiedyindziej dlatego tylko, że strony walczące używały jakgdyby innego języka, z powodu głębokiej różnicy przeżyć nie mogły się ze sobą porozumieć.
Latem i wczesną jesienią przygotowania do nowego roku szkolnego przy braku rozstrzygnięcia sprawy, wywoływały sytuację szczególnie trudną. Działalność obozu ugody była wówczas najżywsza, niepewność sytuacji, zdezorjentowanie społeczeństwa największe.
11 lipca na głośnem zebraniu u hr. A. Krasińskiego potępiono strajk. Uznał go za niecelowy — autor rezolucji lutowej, A. Pepłowski, który 14/VII zorganizował w sali Muzeum wiec prawników przeciw strajkowi. Liczne zebrania są urządzane przez przeciwników strajku. W sierpniu grupa ojców zwraca się do oberpolicmajstra Warszawy z prośbą o zezwolenie na zebranie publiczne w celu omówienia sprawy szkolnej w sposób odpowiedzialny, nie przez „anonimowych agitatorów, przeważnie nie posiadających dzieci". (7) Pomimo przychylnej odpowiedzi zebranie się nie odbyło (brak o niem wzmianek).
Koło Wychowawców inicjuje szereg druków ulotnych i broszur polemicznych przeciwko „głosom trzeźwym". Kilka odezw zwraca się do ogółu, do rodziców, do nauczycieli. Ton odezw się zmienia. Wykazywane jest przedewszystkiem znaczenie walki o szkołę, jako jednego „z wyrazów przebudzenia duchowego, które się w nas rozpoczęło". Społeczeństwo „zróżniczkowane, zasklepione dotąd w sprawach dnia i życia osobistego, zespoliło się raz wreszcie po długich latach bierności w jednolitym zgodnym czynie". Tem szkodliwsze jest odbieranie wiary w siły narodowe i w zwycięstwo, że walka o szkołę polską „rodziców i dzieci połączy silnym węzłem wspólnych pragnień i pracy" ... „Zwycięstwo w sprawie szkolnej nie będzie odosobnioną zdobyczą: uczynimy wyłom w murze, którym nas otoczył rząd rosyjski i własna nasza niezaradność i bierność. Przez wyłom ten wpłynie światło i powietrze, będzie to pierwsza zdobyta placówka, która nam da poczucie naszej siły i ułatwi dalszą pracę". „Dla chłodnych i rachujących dodamy, że dotychczasowy bojkot nie przeszedł bez śladu. Dał on nam dokładne poznanie, czem była szkoła rosyjska, odsłonił wady i braki własnej pedagogji, popchnął do natężonej pracy na tem polu."
Program pozytywny
Na tle takiej propagandy Koło Wychowawców występuje z ponowieniem swego lutowego hasła. Uznając, że „punkt ciężkości przeniósł się na szkoły prywatne", „rozstrzygnięcie przynajmniej czasowe kwestji spoczęło w rękach nauczycieli i przełożonych Polaków", Koło wzywało do zdecydowanego czynu, do „otwarcia szkół jawnie polskich".
„Nie wolno nam dziś do dzieci zwracać się w języku urzędowym bez względu na obecność inspektora, jeśli nie chcemy utracić ich szacunku, sprzeniewierzyć się samym sobie..."
„Szkołę polską nie formalnie stworzyć mamy, lecz tchnąć w nią ducha, który przyświecał członkom Komisji i Izby Edukacyjnej, ducha szeroko pojętej obywatelskości i postępu."
Wbrew temu, co było przed pół rokiem, odezwy znajdowały szeroki oddźwięk. Wejrzenie we wzmianki czasopism i w archiwa rosyjskie stwierdza, że żądanie szkoły polskiej występuje coraz częściej w uchwałach gmin, w żądaniach wieców robotniczych, w prośbach właścicieli szkół prywatnych. W przededniu częściowego zwycięstwa — wola zwycięstwa jest mocno napięta. (8)
Propaganda, scharakteryzowana powyżej, odbywała się przedewszystkiem na tle szkolnictwa średniego. Równocześnie jednak prowadzona jest akcja szersza, niekiedy o akcentach jeszcze namiętniejszych, wśród rodziców uczniów szkół niższych. Spotyka się ona z propagandą partyj robotniczych (zwł. Polskiej Partji Socjalistycznej) i chłopskich (Polskiego Związku Ludowego), nie zlewa się jednak z działalnością polityczną. Raczej wchodzi w ścisły sojusz z dawniej zapoczątkowanemi pracami kulturalnemi.
W marcu powstaje Wydział Szkół Miejskich Koła Wychowawców, który przystępuje do wydawania odezw, organizacji zebrań w dzielnicach robotniczych. Odezwy mocne, popularne, zwracają się do rodziców, uwydatniają rolę kobiety obywatelki, ukazują znaczenie szkoły polskiej i łączność walki o szkołę i obalenia caratu. Jesienią 1905 r. wydano spis szkół miejskich, prowadzonych przez Rosjan, wzywając do ich bezwzględnego unikania.
Od wiosny 1905 r. bojkot szkoły zaczyna się wiązać, zwłaszcza w propagandzie wiejskiej, z akcją bojkotu wszystkich urządzeń, narzuconych przez rząd najezdniczy. Koło Wychowawców występuje wspólnie z szeregiem organizacyj kulturalnych, zrzeszonych w Związek Towarzystw Samopomocy Społecznej.
c) Ideologja walki, i twórczości
Związek Towarzystw Samopomocy Społecznej
Program walki „na dziś", dyktujący wystąpienia propagandowe, był zależny od okoliczności. Siły do tej walki potrzebne czerpano ze źródeł głębszych. Przegląd odezw poczęści już na nie wskazuje. Sprawa szkolna to dla Koła Wychowawców jedna ze spraw przebudowy życia. W jakim kierunku?
Szukanie odpowiedzi zmusza przedewszystkiem do wejrzenia w ideologję Związku Towarzystw Samopomocy Społecznej, w którem Koło Wychowawców odegrało rolę jednej z instytucyj współzałożycielskich.
Związek Towarzystw Samopomocy Społecznej powstał z początkiem 1905 r. jako centrala istniejących już poprzednio organizacyj kulturalnych. Wielki wpływ na powstanie Związku wywarły marzenia Edwarda Abramowskiego (R. Walczewskiego), „zastępowania organizacji państwowej przez wolne zrzeszenia".
W stosunku do sprawy szkolnej wspólne dla Koła Wychowawców i dla innych zrzeszeń, należących do Z. T. S. S., było uznawanie jej za część wielkiego, złożonego zagadnienia społecznego.
„Bojkot bezwzględny szkoły rządowej, stworzenie przez samo społeczeństwo wolnej szkoły polskiej, to pierwszy akt naszej walki o wolność, to zdobycie jednej z najważniejszych placówek" głosi odezwa Z. T. S. S.
Wydział Szkół Miejskich i Ludowe Koło Oświaty
Podobnie odezwa Wydziału Szkół Miejskich Koła Wychowawców zaczyna się od charakterystyki walki, prowadzonej przez lud roboczy „o najświętsze prawa ludzkie i narodowe, o wolność". Zaś wolność, to równocześnie „zniesienie wszystkiego, co jest niesprawiedliwością i krzywdą".
„Przez lat dziesiątki rząd rosyjski tłumił w nas wszelkie życie. Carat jest sprawcą naszej ciemnoty, naszej nędzy, wszystkich klęsk, które nas trapią. Dopiero od obalenia rządu carskiego zacznie się nowe życie.
„Musimy obalać wszystko, co nas krzywdziło, zdobywać wszystko, co nam jest konieczne. Jedną z najcięższych krzywd zadawała społeczeństwu szkoła rosyjska".
Jest niezmiernie charakterystyczne, że podkreślanie związku sprawy szkolnej z całością walki o wolność występuje najmocniej w propagandzie, prowadzonej wśród szerokich mas ludowych.
Na wsi hasło: „język polski w szkole, w gminie, na polskiej ziemi — wszędzie!" łączyło się z działalnością, do głębi rewolucjonizującą umysły. Prowadziło ją Ludowe Koło Oświaty, organizacja tajna, będąca jednym z głównych towarzystw zrzeszonych w Z. T. S. S.
„Bez wolnej szkoły niema wolności duszy ludzkiej. Szkoła urabia człowieka, urabia jego pojęcia i jego charakter."
Zmowa powszechna przeciw rządowi
Broszura: „Zmowa powszechna przeciw rządowi" wyjaśnia, czem jest wolność szkoły i wybiega poza hasła rozpoczętej walki o spolszczenie wszystkich instytucyj gminnych.
Trzeba, „żeby każdy człowiek i każde stowarzyszenie mogło zakładać szkoły, jakie uważa za potrzebne i nauczać według swoich przekonań."
„Szkoła rządowa wpaja w umysły młodzieży te tylko pojęcia i przekonania, jakie wyznają przedstawiciele rządu." „Wszystko, co myśl ludzka stwarza nowego, wszystko, co jest odmienne od sposobu widzenia ludzi, stojących u steru władzy, chociażby to były rzeczy najbardziej piękne i prawdziwe, wszystko to niema dostępu do szkoły rządowej. I dlatego szkoła, która zostaje pod wyłączną władzą rządu, wypacza umysły młodzieży i tamuje ich rozwój, urabia je wszystkie na jedną modłę i zabija najcenniejszy skarb człowieka — wolność myśli."
Trudno dziś stwierdzić, o ile najgłębsze podłoże poglądów Abramowskiego było znane, dokładnie oceniane przez ludzi, którzy rozpowszechniali jego hasła wolności życia społecznego i szkoły.
Wpływ osobisty Abramowskiego był ogromny i jakgdyby przesłaniał urokiem wszechstronnego i szlachetnego człowieka jego doktrynę naczelną.
Wielu zwolennikom dzieł i porywających dyskusyj z Abramowskim najbliższe były jego poglądy na przygotowywanie się nowego świata społecznego w sumieniach ludzkich. Zbliżała z nim wiara w budującą siłę ideałów, poczucie konieczności rewolucji moralnej.
Był to okres krystalizowania się programów, w którym obok koncepcyj najszerszych i najśmielszych, wielki wpływ na umysły wywierało wszystko, co mogło zaspokajać żądzę natychmiastowego czynu, co ukazywało możność rozpostarcia skrzydeł", rwących się do lotu.
Walka z najazdem możliwa była tylko przy wytężeniu sił społeczeństwa polskiego. Przyszła szkoła polska w pojęciach wielu bojowników wyzwolenia narodowego mogła być tylko — prywatną, przez społeczeństwo tworzoną. Hasło konstytuanty, budowania państwowych instytucyj polskich, zbyt było nowe, nawet dla ogółu działaczy, aby dostosowywać doń poglądy na rychłe urzeczywistnianie zamierzeń.
Dlatego hasła samopomocy społecznej przyjmowały się szeroko.
Wydawnictwo programowe Koła Wychowawców powtarza je niemalże słowami „Zmowy".
„Musimy stworzyć siłami własnemi, drogą samopomocy, życie bogate, jak najbardziej odpowiadające naszym potrzebom, a rozwinie się ono w wielkie drzewo, które zapuści korzenie swoje głęboko, rozgałęzi konary i obejmie powoli całe społeczeństwo, wypierając w ten sposób narzucone nam obce instytucje, które staną się maską bez wyrazu, słowem bez znaczenia i zamrą, nie mając odpowiednika w życiu społeczeństwa, które ich nie przyjęło." (9)
Organizacja nauczycieli
Koło Wychowawców w okresie walki o konstytucję przejęte było przedewszystkiem ideą stworzenia oparcia dla szkoły polskiej w zorganizowanych, świadomych, twórczych szeregach nauczycielskich. Z punktu widzenia nauczyciela, wykonywującego swój zawód jako służbę społeczną i narodową, opracowywało Koło koncepcję przyszłej organizacji szkolnictwa. Nie bez znaczenia były przytem prądy „związkowej" budowy życia społecznego, (propagowane przez „Sojuz Sojuzów" w Rosji, przez Zjednoczenie Związków w Królestwie). Głęboki wpływ wywierały tradycje polskiego „stanu akademickiego", autonomji szkolnictwa z czasów Komisji Edukacji Narodowej.
Zasady, przygotowywane dla Związku Nauczycielskiego i przez Związek przyjęte, m. in. głoszą, „że każda gałęź pracy społecznej powinna pozostawać w rękach odpowiedniego zawodu". Rady pedagogiczne szkolne i zjazdy nauczycielskie powinny posiadać „zupełną autonomję w zakresie wewnętrznego ustroju i kierunku pedagogicznego szkół". Odpowiedzialność mają ponosić „tylko przed obieralnym zarządem centralnym organizacji zawodowej, który znowu odpowiedzialny jest przed przedstawicielstwem krajowem". „W ręce obieralnego zarządu organizacji zawodowej" powinny być oddane bieżące fundusze oświatowe i zwrócone przez rząd rosyjski majątki dawnych władz edukacyjnych polskich. (10)
Zagadnienia czysto pedagogiczne, nawet w okresie najgorętszej walki o utrzymanie bojkotu szkoły rosyjskiej interesowały i przejmowały głęboko Koło Wychowawców. Uwidacznia się to w działalności, związanej bezpośrednio z propagandą postanowioną odrazu, na rozstrzygającem o roli Koła zebraniu u Bukowińskich, — w budowaniu zrębów szkolnictwa polskiego, narazie tajnego. Począwszy od drugiej połowy lutego wiele energji poświęcano tej sprawie.
Programowa odezwa z marca zapowiada przedstawienie społeczeństwu projektu zreformowanego programu szkolnego, uwzględniającego założenia ogólne, wypowiedziane w tej odezwie, lecz liczącego się z istniejącemi stosunkami, „co jest koniecznym warunkiem możliwości jego urzeczywistnienia".
Dalsza zapowiedź mówi o szeregu wydawnictw pedagogicznych, „któreby pomogły do wyrobienia należytego poglądu na szkolnictwo i wogóle na wychowanie i kształcenie młodzieży". Koło wzywa „wszystkich, komu jest drogą przyszłość naszego społeczeństwa, do współdziałania".
Zarys niniejszy, poświęcony przedewszystkiem momentom walki, nie może z powodu swej pobieżności wchodzić w charakterystykę istniejących podówczas programów polskich szkół prywatnych i ruchu pedagogicznego, dość żywego, który się skupiał w paru ośrodkach przed rozpoczęciem walki o szkołę jawnie polską. Członkowie i sympatycy Koła Wychowawców współtworzyli lub wykonywali programy istniejące, uczestniczyli w wielu pracach ściśle pedagogicznych.
Ale tchnienie „nowego porządku", nowe możliwości, zjawienie się licznych zainteresowań i potrzeb, których przez ubiegłe dziesięciolecia nie brano pod uwagę, zwłaszcza nagła zmiana stosunku do młodzieży — wymagały przewartościowania całego dorobku, nowych programów i nowych książek.
Koło zorganizowało narady nad programem szkolnym i ustrojem szkoły. W czerwcu 1905 r. został opublikowany projekt ustawy szkoły ogólnokształcącej, rozesłany szeroko, z prośbą, „aby społeczeństwo całe zabrało głos w kwestji przyszłego szkolnictwa". (11)
Szkoła jest wedle tego projektu zakładem naukowowychowawczym i ma na celu: rozwój samodzielnego myślenia wychowańców i przygotowanie ich do studjów wyższych, rozwój uczuć etycznych, obywatelskich i społecznych, oraz sprawności fizycznej, kształcenie poczucia estetycznego. Program, rozłożony na 7 klas, z przedmiotów nowych, uprzednio nieuwzględnianych, wprowadza zasady socjologji i ekonomji, prawoznawstwo. Organizacja nauczania przewiduje bibljotekę, pracownie, sale gimnastyczne, urządzanie wycieczek. Szkołą ma zarządzać Rada Opiekuńcza, złożona z 4 delegatów założycieli (z pośród których powoływany jest prezes), z 2 nauczycieli, wybieranych przez Radę Pedagogiczną i dyrektora. Rada Opiekuńcza powołuje nauczycieli i lekarza (na 3 lata), dyrektora (na 7 lat), czuwa nad stanem materjalnym szkoły. Członkowie jej mogą bywać na lekcjach i egzaminach, nie czyniąc uwag. Sprawy dotyczące wychowania i nauczania rozstrzyga Rada Pedagogiczna. Rodzice zapraszani być mają na narady klasowe, konferencje ogólne w sprawach naukowych i pedagogicznych, „akty publiczne" i wystawy.
Nad programami pracowały od wiosny 1905 r. zainicjowane przez K. W. Koła nauczycieli poszczególnych przedmiotów (matematyki, przyrody, języka i literatury polskiej).
Oddźwięk pracy tych Kół widoczny jest później. Praca Koła Nauczycieli języka polskiego znalazła odbicie w obszernem wydawnictwie: „Prądy w nauczaniu języka ojczystego".
Dla ułatwienia prac programowych Koło Wychowawców założyło bibljotekę podręczników polskich, która, jak stwierdza sprawozdanie, w czerwcu 1905 r. posiadała około 500 tomów. Rozpoczęto również starania około założenia pracowni pomocy naukowych, co urzeczywistniła „Uranja", zorganizowana przez R. Korniłowicza.
Działalność propagandowa Koła Wychowawców kończy się z chwilą legalnego tworzenia polskiego szkolnictwa prywatnego. Zamyka ją odezwa „Do nauczycieli Polaków" o konieczności wysiłku, aby szkołę polską „postawić i podnieść do wyżyn, wytkniętych przez współczesna pedagogikę".
Zanim ta chwila nadeszła z myślą o przyszłej szkole polskiej, w której urzeczywistnienie wierzono, trzeba było podejmować prace praktyczne mniejszego lotu, traktowane jednakże jako wstęp do tworzenia wolnej, nowej szkoły polskiej, nie jako tymczasowe zastępstwo bojkotowanej szkoły rosyjskiej.
d) Organizowanie nauczania
Komplety
Walka, rozpoczęta na terenie gimnazjów, zmusiła Koło Wychowawców do zajęcia się przedewszystkiem nauczaniem na stopniu średnim.
Koło współdziałało w organizowaniu „kompletów". W lutym 1905 r. ukazuje się schematyczny program nauczania w kompletach, w kwietniu Koło przeprowadziło dwie ankiety, na podstawie specjalnie opracowanych kwestjonarjuszy do nauczycieli i do młodzieży o warunkach i potrzebach tej formy nauczania.
Doświadczenia i pomysły Koła Wychowawców streszcza wydana w lipcu 1905 r. w 5.000 egz. broszura: „Uwagi ogólne i wskazówki praktyczne dla prywatnego nauczania". Szczegóły podane w tej broszurze można uzupełnić na podstawie przechowanych rękopisów paru jej rozdziałów (pióra A. Jełowickiej i R. Korniłowicza (?) z dopiskami i uwagami M. Gomólińskiej i H. Radlińskiej). Materjały te pozwalają na odtworzenie organizacji kompletów, warunków, w których się odbywały i wkładu pracy konstrukcyjnej Koła Wychowawców.
Wiele rodzin, godziło się na zastępowanie szkoły przez prywatne nauczanie kilkunastu (10—12) uczniów, czyli t. zw. „komplety", ale przeważnie traktowało je jako „zło konieczne" na parę miesięcy.
Na krótki okres obliczali swą ofiarność zacni ludzie, oddający mieszkania. Trudno było uzyskać środki pomocnicze, nawet książki.
Część kompletów funkcjonowała należycie głównie dzięki stałemu lokalowi i opiece kogoś z rodziców. Ale niejednokrotnie warunki zewnętrzne utrudniały organizację. Ciągłe przenoszenie lekcyj do innych mieszkań sprzyjało opuszczaniu zajęć przez uczniów i — nauczycieli. Względy „konspiracyjne" łatwo maskować mogły niedbalstwo.
Odpowiedzi nauczycieli na kwestjonarjusz stwierdzają, że rodzice „oceniając tylko zewnętrzne, rzucające się w oczy, ujemne strony życia młodzieży, przeważnie nie interesowali się zupełnie nauką, prowadzoną w kompletach. Chodziło im o to, by chłopiec w domu nie zawadzał. Nietylko nie pomyśleli, aby wytworzyć dla swych dzieci szkołę tajną na trwałych podstawach, lecz zapraszani na zebrania z nauczycielami danego kompletu, nie zjawiali się wcale, już to z obawy nieuzasadnionej, już to z braku czasu, najczęściej zaś z braku wszelkiego zainteresowania się kwestją kształcenia dzieci". Opłaty wnoszone były nieregularnie.
Samopomocowy charakter kompletów sprawiał, że uczniowie dobierali się wedle zażyłości koleżeńskiej, przyjaźni pomiędzy rodzinami, sąsiedztwa i t. p. cech, niewiele mających wspólnego z jednakowym poziomem wykształcenia i podobieństwem zainteresowań naukowych.
Stosunki pomiędzy młodzieżą i rodzicami, wzgl. organizatorami kompletów bywały nienajlepsze. Wpływał na to poczęści fakt, że wszelkie, najzwyczajniejsze wybryki uczniów klas niższych, głośniejsze wypowiadanie się, nieopanowanie starszej młodzieży uwydatniały się, raziły w prywatnych jadalniach czy salonikach o wiele bardziej niż w szkole. Należy jednak przyznać, że młodzież, podniecona swą rolą polityczną^ wytrącona ze zwykłej koleiny zajęć, wyzwolona z pod policyjnej karności szkoły rosyjskiej, bynajmniej nie była łatwa do kierowania. Starsi częstokroć nie uznawali kierownictwa. Chwila bieżąca, okres rewolucji nie usposabiał do pracy systematycznej.
Nauczyciele byli zdezorientowani zarówno brakiem urządzeń szkolnych, do których przywykli, jak i nowością samego stosunku z uczniami i otoczeniem. Brak szczegółowych programów, niemożność rozkładania materjału na dłuższy okres czasu (wobec tymczasowości organizacji), utrudniały pracę nauczycielską. Nauczanie „kulało" nieraz i dlatego, że do pracy obok fachowego nauczycielstwa stawali studenci i różni ochotnicy.
Odpowiedzi uczniów żalą się na opuszczanie lekcyj i spóźnianie się nauczycieli (trudne do uniknięcia wobec rozrzucenia kompletów po mieście i zmiany lokali).
Koło Wychowawców usiłowało wyjaśnić najważniejsze niedomaganie kompletów przedewszystkiem jako dziedzictwa demoralizującego wpływu szkoły rosyjskiej, która na młodzież oddziaływała przymusem, rodziców zaś odstręczała od współdziałania.
Jako ratunek postanowiono zainteresować całe społeczeństwo sprawami wychowania. Narazie przygotowano szczegółowe rozumowane wskazówki dla kompletów.
Podstawą organizacyjną miała być wola tworzenia tajnego nauczania, „obliczonego na cały okres walki", „któreby nie było dalszym ciągiem" gimnazjum rosyjskiego, lecz „zbliżało się jak najbardziej do ideału wolnej szkoły".
„Wychowywanie pokoleń, których celem nie byłoby pozyskanie dyplomu i posady, a przyjemnością i ambicją noszenie munduru, lecz zdobycie prawdziwej nauki i wszechstronny rozwój duchowy powinno się stać zadaniem całego społeczeństwa."
Spełnienie tego zadania, w marzeniach wypowiadanych przez Koło Wychowawców, przyczynić się będzie mogło do wytworzenia jaśniejszej atmosfery domowej, do obalenia muru wielkich nieporozumień, dzielących „starych" i „młodych".
„Powstaną nowe węzły między temi istotami bliśkiemi, a jednak nieraz tak obcemi i wrogiemi; w ciasnem i dusznem kole domowych stosunków wykwitnie nowe życie."
Wskazówki organizatorskie polecają oddawać każdy komplet pod stałą opiekę kierowniczki lub kierownika, wybranego z pośród nauczycieli. Ten kierownik-wychowawca powinien być człowiekiem kochającym młodzież i posiadającym jej zaufanie. Do niego należy: przyjmowanie uczniów, dobór nauczycieli, urządzanie miesięcznych zebrań nauczycielskich, układanie szczegółowych sprawozdań o postępach i sprawowaniu młodzieży, porozumiewanie się z rodzicami (m. in. zebrania nauczycieli i rodziców), wreszcie dostarczanie pomocy naukowych, książek i organizowanie wycieczek.
Komplety (każdy zespół lub grupa zespołów) powinny też posiadać opiekuna czy opiekunkę, wybranego z pośród rodziców, zajmującego się dostarczaniem mieszkań i przyjmowaniem opłat, współdziałającego z kierownikiem.
Lekcje powinnyby się odbywać stale w tym samym lokalu, w pokoju urządzonym z największą prostotą. Nad ładem i spokojem ma czuwać sama młodzież, wybierająca z pośród siebie „gospodarzy".
„Wskazówki" zalecają koedukację w klasach niższych; w klasach wyższych utrudniało ją nierówne przygotowanie chłopców i dziewcząt.
W celu „rozwinięcia stosunków pomiędzy wychowawcami i wychowańcami, opartych na zaufaniu i harmonji", miały być urządzane zebrania wspólne uczniów i nauczycieli, pogadanki, wspólne czytania i wycieczki.
Całe wychowanie ma zmierzać do rozbudzania samodzielności myśli i szlachetności uczuć.
„Wskazówki" podają wzór rozkładu lekcyj. Obejmują one w klasie wstępnej dwadzieścia godz. tyg., w VIII — 14, wzgl. 17. Nauczanie religji radzą przenieść do kościołów. Uzupełnieniem programu jest obszerny spis podręczników. „Wskazówki" wspominają również o istniejących wypożyczalniach pomocy naukowych i świeżo utworzonej wypożyczalni podręczników. Polecają, utworzenie podobnych instytucyj na prowincji, zapewniając, że „przy dobrej woli jednostek można łatwo urządzić bibljotekę i zbiory, które później staną się własnością szkoły polskiej".
Po latach uderzają, może najmocniej takie — drobnym drukiem podawane uwagi, które tchną wiarą nietylko w zwycięstwo, lecz przedewszystkiem w moc niespożytą narodu, w umiejętność pokonywania przeszkód i ofiarność jednostek.
Taka sama wiara przebija ze wszystkich wskazówek gospodarczych.
Jako normę płacy dla nauczycieli Koło Wychowawców przyjęło w Warszawie przeciętnie 50 rubli rocznie za godzinę tygodniowo. Za kierownictwo 25 rb. mieś. Normy te były niższe od wynagrodzeń, pobieranych w prywatnych szkołach średnich. Przy 10—12 uczniach koszt kompletu wypadał 15 do 18 rubli miesięcznie na ucznia („czyli tyle, co w gimnazjum z korepetytorem"). Wskazówki dodają: „oczywiście w każdym komplecie powinno być przynajmniej dwóch uczniów bezpłatnie".
W praktyce — opłaty niezawsze wpływały. Niejednokrotnie komplety utrzymywały się ofiarnością pracy nauczycieli.
Komplety nie były jedyną formą nauczania, zastępującego szkołę. „Wskazówki" zalecają je przedewszystkiem dla młodszych, przewidując prócz nich nauczanie prywatne i samokształcenie.
Odezwa Koła Wychowawców do młodzieży (z dn. 6/IV) nawoływała:
„Walczycie o szkołę, któraby dawała w języku ojczystym prawdziwą naukę wszystkim żądnym wiedzy. Wkłada to na was poważne obowiązki... Bojownicy o szkołę muszą w nauczaniu pozaszkolnem i samokształceniem dowieść czynem, że naukę kochają i umieją pracować wytrwale.
„Podejmujcie walkę z nałogami i wadami, które wam wszczepiła szkoła rosyjska. Z energją niestrudzoną przygotowujcie nowy typ ucznia, idąc w ten sposób ręka w rękę z nowymi nauczycielami-przyjaciółmi. Kształćcie w sobie siłę ducha i karność moralną. Nie pozwólcie nikomu na wybryki, które obniżają w oczach ogółu powagę i świętość sprawy. Pokażcie, że bez policyjnego dozoru szkoły młodzież potrafi zasłużyć na szacunek ogólny.
„Pracą poważną i kształceniem charakteru przygotowujcie się na obywateli.
„Do was przyszłość należy."
Szkoły początkowe
Tajném nauczaniem początkowem w Warszawie i na prowincji zajmował się szereg organizacyj i jednostek, międzyorganizacyjne zebrania odbywały się nieraz w sprawach programów i wzajemnej pomocy. „Koło Bezpłatnego Nauczania" i „Koło Oświaty Ludowej" znalazły się wraz z Kołem Wychowawców w Związku Towarzystw Samopomocy Społecznej. Koło Wychowawców współdziałało z niemi przez poszczególnych swych członków (zwł. Wł. Weychertównę, J. Jahołkowską i H. Radlińską).
Związek wydał (jako całość) wskazówki tymczasowe i programy dla kompletów wiejskich (przed czerwcem). Staraniem tych samych prawie ludzi wyszła we wrześniu 1905 r. (bez firmy wydawniczej) legalna broszura „Jak prowadzić początkowe nauczanie", zawierająca programy nauczania języka polskiego, arytmetyki, przyrody, historji i geografji na 3-ch poziomach wraz ze spisem najważniejszych książek. Współautorkami były: Aniela Szycówna, Marja Borowiecka, Marja Arct-Golczewska, Helena Orsza.
Prowadzenie przez Koło Wychowawców propagandy wśród uczniów szkół „miejskich" zmusiło do organizowania na własną rękę nauczania początkowego.
Dopomagały w tem komitety kobiece, niezmiernie czynne i ofiarne, tworzone przy Kole Wychowawców. W jednym z tych komitetów najczynniejszemi były Katarzyna Gródecka i Helena Sujkowska. W drugim — Helena Dembowska i Helena Ruśkiewiczowa. Nie wszystkie nazwiska można odtworzyć z pamięci, zwł. że komitety, działając autonomicznie, wprowadzały wiele nowych osób, którym powierzały nauczanie lub gromadzenie funduszów, czy też opiekę nad dziećmi (dożywianie i t. p.). Nie wszystkie z tych osób znały więź organizacyjną. (12) Niestety, zapiski o liczebności kompletów zostały zniszczone.
Własną pracą Koła było założenie i prowadzenie przez parę miesięcy jawnej a nielegalnej szkoły początkowej w mieszkaniu użyczonem przez lekarza-sympatyka przy ulicy Chmielnej, niedaleko Brackiej. Szkoła, zorganizowana głównie przez N. Lewińską, prowadzona była siłami zbiorowemi. Wśród personelu nauczycielskiego byli Stanisławostwo Szoberowie i H. Radlińska.
Szkoła skupiła w czterech klasach paręset młodzieży różnego wieku, ze środowiska robotniczego zwł. z Powiśla, na którem część osób pracowała dawniej wśród dzieci. Przeważnie byli to uczniowie, którzy wystąpili z rosyjskich szkół początkowych. Chłopcy i dziewczęta uważali się za bohaterów, nietylko dlatego, że uczestniczyli w strajku szkolnym, lecz również z powodu udziału w kolportażu różnorodnej bibuły.
W tej szkole usiłowano przeprowadzić odrazu wszystkie ideały wychowawcze: koedukację, samorząd, pracę samodzielną dzieci. Rzeczywistość pierwszych tygodni tej dziwnej szkoły, bez koncesji, w środku miasta nawołującej dzwonkiem niesforną gromadę, dowodnie ukazywała możność realizacji marzeń i wszystkie tej realizacji trudności. Większość z nich została przezwyciężona. Utracono jednak lokal i wypadło przenieść robotę do innego. Jesienią szkoła otrzymała koncesję.
Szły inne jeszcze, rozległe — o zmiennych granicach organizacyjnych prace wśród dziatwy przedmieść i śródmieścia. (13)
Najmocniejsze bodaj wspomnienia pozostawiły zebrania z rodzicami, na których były omawiane postulaty nietylko walki o szkołę polską, lecz również postulaty wychowawcze. Zwłaszcza — wychowywania dzieci bez bicia. To hasło przyjmowało się najtrudniej. W dowód uznania i sympatji dla szkoły bezrobotni ojcowie ofiarowywali się dyżurować na Chmielnej — „z pasem". Podobała się im jednak niezmiernie nowa ideologja wychowawcza...
Wymienianie faktów, cytowanie odezw, nawet odtwarzanie wedle wspomnień nawpół zatartych obrazów — nie jest w stanie oddać istoty ówczesnej pracy.
Był w niej płomień, który dziś jeszcze wybucha w sercach, gdy wspomnienia wydobywają się z mroków czasu. Dźwięczały w niej nuty serdecznego porozumienia w dyskusjach ze starszą młodzieżą, nawet w lekcjach z malcami. Porywał wir pośpiechu, który w niewielu miesiącach pozwalał przemyśleć i przeżyć za lata.
Siłą twórczą było marzenie, z którego powstawały materjały, przyciosywane radośnie na zrąb nowej szkoły polskiej.
e) Organizacja wewnętrzna Koła Wychowawców. — Tworzenie Związku nauczycielskiego
„To, na co nas stać było, dawaliśmy z głębi duszy, wierząc w świętość i zwycięstwo naszej sprawy", oświadcza sprawozdanie Koła Wychowawców, przedstawiające w ogólnych zarysach działalność w roku szkolnym 1904/5. Wygłoszone ono zostało wobec sympatyków i przedstawicieli różnych ugrupowań na zebraniu w lokalu szkoły J. Kowalczykówny, któremu przewodniczył nestor ruchu pedagogicznego S. Dickstein. Obecny na tern zebraniu Mieczysław Brzeziński podkreślił, że prace, o których była mowa, przez niego wysoko oceniane, zostały dokonane niezmiernie skromnemi środkami, przez ludzi niewielu.
Było to prawdą. Grono najściślej współdziałające, istotne Koło Wychowawców, składało się z kilkunastu osób. Po zebraniu z 20 stycznia weszli: Aniela z Miłkowskich Jełowicka (dziś Samotyhowa), Włodzimiera Konarzewska, Zofja Kruszewska, Stanisław Minkiewicz. (Daty trudno ustalić, uczestnicy sami ich nie pamiętają dokładnie.) (14) Na szeregu zebrań bywała Iza Moszczeńska. W wielu sprawach współdziałali: Anna Czerwińska, Helena Willman-Grabowska, Stanisław Karpowicz, Jan Michalski, Emilja Pankiewiczówna, Helena Reybeklowa, Aniela Szycówna, Kazimierz Wójcicki, dorywczo, lecz bardzo żywo Wanda Haberkantówna. Z pośród rodziców najwydatniejsza pomoc nieśli: pp. Nieniewscy, Zygmunt Heryng, Feliks Kon, p. Zaborski. Z pośród młodzieży akademickiej najczęstszym gościem bywał Marjan Falski, w poszczególnych pracach pomagali liczni studenci, m. in. Karol Kirst i Wiktor Wąsik. W organizacji kompletów brali m. in. udział Maksymiljan Heilpern, Paweł Srebrny, wykładał Artur Górski. Wiele nazwisk uleciało niestety z pamięci. Osoby, współdziałające w organizacji nauczania początkowego, były wymienione powyżej. Ustalenie nazwisk działaczy jest tem trudniejsze, że współpraca z innemi zrzeszeniami, wchodzącemi w skład Z. T. S. S. była bardzo żywa i niejedne roboty krzyżowały się wzajemnie.
Koło Wychowawców nie posiadało statutu i nie znało stałego prezydjum. Ci, którzy pracę zapoczątkowali, uważali się poprostu za zespół przodowniczy w walce, obowiązany — z własnego poczucia konieczności czynu i z woli szerszych zebrań koleżeńskich — do inicjatywy, do troski o technikę, niejako odpowiedzialny za Sprawę. Poszczególni członkowie tego zespołu obejmowali bez umowy, drogą naturalnego doboru, pewne działy pracy. Głównym mówcą na wiecach nauczycielskich i reprezentantem wobec szerszego grona kolegów bywał St. Kalinowski. W zebraniach „obywatelskich" uczestniczyli najczęściej Wł. Bukowiński i A. Sujkowski, zrazu i J. Gródecki, w propagandzie i stosunkach z młodzieżą najwięcej temperamentu wykazywała Wł. Weychertówna, wiele pracy kładł St. Minkiewicz. Organizacja nauczania najbardziej pochłaniała R. Korniłowicza (tworzącego podówczas „Uranję") i N. Jełowicką, sprawy „centralne" i technika (obok nauczania) H. Radlińską.
Z postępem prac zaczęły się wytwarzać odrębne komisje: „Koło Wykładowe", „Wydział Szkół Miejskich", Sekcja Rodziców. Omawiano zorganizowanie „Koła Wykonawczego", przeprowadzającego bojkot towarzyski i fachowy; w myśl wezwania: „Hańba tym rodzicom, co posyłają swe dzieci do szkoły carskiej". Na prowincji powstawały Sekcje terytorjalne, z których najczynniejszą była Łowicka.
Wśród notat przechował się projekt utworzenia Związku Rodziców i Wychowawców, obejmującego całe Królestwo. W praktyce Koło Wychowawców nie dążyło do tworzenia własnych placówek, do kładzenia swej firmy na pracach, podejmowanych szeroko. Widziało swą rolę raczej w rozbudzaniu opinji, w inicjowaniu, powoływaniu do życia potrzebnych instytucyj samodzielnych.
W odezwie programowej z marca Koło Wychowawców zastrzega się przeciw poglądom, że chciałoby ująć w swe ręce sprawę szkolną. „Jesteśmy kołem wychowawców, nie partją polityczną, której w pewnych razach na monopolu zależy". „W poczuciu obowiązku obywatelskiego bierzemy się do pracy, uważając za sprzymierzeńców wszystkich, którzy się na nasze punkty wytyczne godzą, lecz nie traktujemy jako wrogów tych, którzy są innego zdania". Parokrotne próby zzewnątrz nadania charakteru partyjnego Kołu Wychowawców spotkały się z jednomyślnym sprzeciwem. (15)
Z pomocy organizacyj partyjnych korzystano jednak niekiedy w sprawach technicznych („granica", t. j. przemycanie wydawnictw drukowanych w Krakowie przy pomocy P. P. S., rozpowszechnianie odezw na wsi przy pomocy Polskiego Związku Ludowego). Koło Wychowawców posiadało jednak i własną „technikę". Korzystało przytem z pomocy instytucyj bardzo odległych zakresem działania. Pisano i powielano odezwy na maszynach i mimeografie Filharmonji Warszawskiej, na maszynach, aparatach Pogotowia Ratunkowego, korzystano z introligatorni Gomólińskiego, z drukarni Ulasiewicza, z wielu podręcznych składów wydawnictw w mieszkaniach prywatnych i biurach.
Fundusze Koła, bardzo skromne, opierały się przedewszystkiem na ofiarności członków i sympatyków. Niektóre wydawnictwa były sprzedawane. Na cele nauczania zbierano składki, urządzano odczyty, loterję książkową.
W myśl ideologji Koła, wielokrotnie podkreślanej, szerszą twórczość organizacyjną powinien był podjąć Związek nauczycieli: organizacja równocześnie zawodowa i naukowa, skupiająca siły społeczne i zarządzająca szkolnictwem. Wiece nauczycielskie, urządzane przez Koło, mogą być uważane za początek pracy nad tworzeniem Związku. Odezwa z dn. 10/VI 1905 r. „Do nauczycielek i nauczycieli" wzywa do zakładania lokalnych organizacyj zawodowych celem przygotowania zjazdu ogólnego i omówienia zasad projęktowanego Związku. W końcu czerwca Polski Związek Nauczycielski zaczyna faktycznie działać, delegaci jego zjawiają się na zebraniach Zjednoczenia Związków Królestwa Polskiego.
Pierwotne marzenia obejmowały powszechną organizację zawodu nauczycielskiego; warunki życia ówczesnego na to nie pozwoliły. Zbyt trudno było oddzielić interesy zawodowe od politycznych, sprawy szkoły od poglądów społecznych i filozoficznych. Nawet taktyka walki o szkołę dzieliła nauczycielstwo na obozy niemal że wrogie w chwilach najnamiętniejszych sporów.
Wiec nauczycielski, odbyty 19 listopada 1905 r. w sali Muzeum Przemysłu i Rolnictwa, skupił ludzi różnych obozów, wyjaśnił jednak konieczność utworzenia odrębnych organizacyj. Powstają tedy: Polski Związek Nauczycielski i Stowarzyszenie Nauczycielstwa Polskiego. Analogicznie stało się w innych zawodach; powstawały w owym właśnie czasie „związki" i „stowarzyszenia" techników, lekarzy i t. p. Szerszy ogół dowiedział się o utworzeniu P. Z. N. na tłumnym wiecu grudniowym w Filharmonji, na którym przedstawione były postulaty i program działania Związku. Nie zabrakło głosu, żądającego innej jeszcze, wyraźniejszej politycznie organizacji nauczycieli-socjalistów (St. Ehrenkreutz).
Do Związku weszli przedewszystkiem nauczyciele szkół średnich. Nauczycielstwo ludowe, żywo współdziałające w Związku Towarzystw Samopomocy Społecznej, wytworzyło inne ramy organizacyjne, zgodnie z innemi warunkami i okolicznościami pracy. Nauczyciele wiejscy skupiali się w Ludowem Kole Oświaty. Pod firmą tego Koła wydany został Kwestjonarjusz do nauczycieli ludowych (opracowany przez A. Konewkę i L. Sudę), który na szerokiem tle życia społecznego zapytaniami mocno sugestjonującemi starał się rozbudzać poczucie narodowe, społeczne, zawodowe.
Wśród walki o język polski w gminie, przy propagowaniu Zmowy powszechnej przeciw rządowi skupiały się szeregi nauczycieli ludowych. Zjazd "w Pilaszkowie z dnia 1 paźdz. 1905 r. przekształcił Ludowe Koło Oświaty w Związek Nauczycieli Ludowych. Odezwa z listopada stwierdza, że 815 nauczycieli przyłączyło się do akcji spolszczenia szkoły, akcentuje żądanie uznania godności ludzkiej nauczyciela — dawnego sługi rządowego. Działalność nauczycieli ludowych, znacznie trudniejsza, osobiście bardziej niebezpieczna, musiała odbywać się wręcz nielegalnie, podczas gdy Polski Związek Nauczycielski dążył do legalizacji.
Względy konspiracyjne sprawiły, że Koło Wychowawców po utworzeniu Związku istnieje jeszcze aż do wyjaśnienia sytuacji szkolnej, jako grupa inicjatorska i prowadząca bezpośrednio akcję bojkotu szkoły rosyjskiej. Na ostatnich zebraniach Koła omawiana jest sprawa walki, rzucane są nowe plany dla zwycięskiego jutra. Wśród nich projekt utworzenia jawnego wolnego uniwersytetu polskiego (postawiony przez St. Kalinowskiego, zrealizowany przez utworzenie Towarzystwa Kursów Naukowych). Stopniowo prace Koła Wychowawców są przejmowane przez Polski Związek Nauczycielski: „koła nauczycieli" poszczególnych przedmiotów tam przechodzą, roboty programowe i badawcze są wykańczane i ogłaszane pod firmą Związku.
Nie wszystkie jednak zamierzenia można było realizować w ramach przystosowanych do nowych warunków. Część puścizny Koła Wychowawców pozostała niepodjęta i — nieznana.
Przypisy
1) Najpełniejszy zbiór odezw Koła Wychowawców posiada Bibljoteka Polskiej Akademji Umiejętności (rkps. 1812), poza tern: Muzeum Społeczne w Warszawie, Pracownia Oświaty Pozaszkolnej Ministerstwa W. R. i O. P. (teki Związku Towarzystw Samopomocy Społecznej) i zbiory prywatne.
2) Memorjał kuratora Szwarca z listopada 1904 nazywa Koło Wychowawców „ludźmi wrogo usposobionymi" (str. 18).
3) Por. „Promień" 1905, nr. 5-6.
4) Por. wspomnienia, umieszczone w wydawnictwie Związków Nauczycielstwa Polskich Szkół Powszechnych i Średnich: Walka o szkołę polską w 25-lecie strajku szkolnego, Warszawa 1930. (St. Kalinowskiego — str. 115, Wł. Weychert-Szymanowskiej — str. 121-2, J. Jahołkowskiej — str. 134.)
5) Koło Wychowawców samo wydać go nie mogło z powodów konspiracyjnych, wynikających ze sposobu uzyskania rękopisu, odstąpiło go więc Wydziałowi Szkolnemu P. P. S.
6) P. artykuł T. Korzona i S. Askenazego w Bibljotece Warszawskiej i w broszurze: „Głosy z powodu bezrobocia szkolnego", wydanej pod cenzurą w sierpniu. Prasa legalna umieściła jednak szereg artykułów, wypowiadających się pośrednio za strajkiem. Na szczególną uwagę zasługują artykuły: St. Libickiego w „Kurjerze Warsz." (nr. 103), Ign. Matuszewskiego w „Tygodniku Ilustr.", M. Heilperna w „Przyrodzie" (nr. 27).
7) Akta Gen. Gub. 94312 III/2 Arch. Akt Dawn.
8) Z czasopism rejestruje ten ruch przedewszystkiem „Ogniwo". Akta w zbiorze akt gen.-gub. A. A. D.
9) „Uwagi i wskazówki dla prywatnego nauczania." Wstęp pisany przez A. Jełowicką.
10) Załącznik do ustawy Polskiego Związku Nauczycielskiego, zawierający jego żądania polityczne i zawodowe. Warszawa, w grudniu . 1905 r. 4 str. nlb.
11) K. W. Projekt ustawy szkoły siedmioklasowej im... (druk., z czystemi stronami na odpowiedź), str. 24. Termin nadsyłania odpowiedzi — 1 paźdz (bez adresu). Odpowiedzi nie odnalezione.
12) Występuje to wyraźnie w wydawnictwie: „Z walk o szkołę polską.'- Warszawa 1930. Nakładem Opieki Szkolnej Publicznej Szkoły Powszechnej nr. 98, str. 23.
13) Dla jednej ze szkół korzystano przez czas jakiś z koncesji J. Cichińskiej.
14) Por. N. Samotyhowa: Z dziejów strajku szkolnego w księdze zbiorowej: Walka o szkolę polską, 1. c, str. 136.
15) Por. Wł. Weychert-Szymanowska. Walka o szkołę polską, str. 120.