Obywatelskość niekontrolowana
Poza Rządem Salon24 wpis z 26.10.2009
Z przyjemnością przeczytałem tekst z Obywatela pt.(NGO)Obywatelskość kontrolowana. Warto dyskutować nad tematem niezależności organizacji pozarządowych ich rolą w budowie lepszego społeczeństwa. Jednak podstawowym błędem jaki coraz częściej widzę w myśleniu tych, którzy krytykują niefunkcjonalny system jest przekonanie, że ten system jest dobry ale procedury złe. A to administracja nie chce dawać na rewolucyjne cele, a to biznes nie chce finansować antykapitalistycznych działań. Założenia słuszne, ale wnioski nie za bardzo. Jeżeli ktoś już przyjmuje klasowe myślenie to niech się nie dziwi, że wychodzi mu, że klasy bogatsze nie chcą oddać swoje bogactwa na cele, które im może zabrać jeszcze więcej.
Czy oznacza to, że ta prawdziwa obywatelskość, traktowana jako zaangażowana w sprawy publiczne, jest skazana na zagładę. Oczywiście nie. Zawsze znajdą się społecznicy, jak Owen, których los zatrudnionych pracowników będzie bardziej interesował niż szybki zysk. Znajdą się sponsorzy edukacji dla najbiedniejszych, wsparcia dla dzieci mających utrudniony start. Znajdą się pieniądze na eksperymenty z ekonomii społecznej. To prawda, że bardzo trzeba pilnować, żeby nawet te niewielkie środki nie zostały zmarnowane. Jednak jeżeli ktoś chce sobie pozwolić na krytykę systemu niech specjalnie nie liczy na pomoc. Dzisiejsi społecznicy bardzo chętnie szukają pieniędzy na realizację swych marzeń w kieszeni państwa. W swojej tylko czasami. Kto z dzisiejszych społeczników płaci składki w swoich organizacjach i jakiej wysokości? To jest jeden z najbardziej niebezpiecznych dla budowy społeczeństwa obywatelskiego pozostałości realnego socjalizmu. Na działalności społecznej (ach Ci działacze społeczni z dawnych i czasem jak się wydaje także zupełnie współczesnych czasów) jeśli się nie zarabia to przynajmniej czerpie się jakieś dodatkowe profity - dzień wolny w pracy, zniżka na przejazd, lunch na konferencji.... I każdy, kto patrzy na społecznika już myśli, a po co on to robi? ILE ZA TO DOSTAJE? Odpowiedź "niewiele" niewiele ludziom mówi. Warto się pytać nie ile dostaje, o ile w ogóle dostaje, ale ile się dokłada. Tak realnie, finansowo!
Gdyby tak każdy działacz społeczny, który zarabia w organizacji pozarządowej, przekazał miesięcznie 1% swoich wynagrodzeń na niezależny fundusz dla organizacji, to zebrałaby się niezła sumka. Ja, poza 1% (który nie jest żadna darowizną), składkami, które płacę na swoja organizację, i okolicznościowym wrzuceniem kilku złoty do puszki jakiejś fajnej małej organizacji, deklaruję ten dodatkowy jeden procent od zaraz. A ten fundusz mógłby być naprawdę niekontrolowanie obywatelski.
Gdybym miał przewidywać reakcje, stawiałbym na taką: a wiadomo, czy tego nie zmarnują, nie dam tym, których nie znam, których nie jestem pewien, nie dam "nieswoim". I tak myśli zarówno administracja jak i biznes. Czas aby działacze społeczni pokazali, że można inaczej, ze nie kontrola państwowa i nie paternalizm biznesu, ale własne środki (jak w spółdzielniach XIX-wiecznych) są przejawem prawdziwie społecznego zaangażowania.