Pacta conventa A.D. 1980
Poza Rządem Salon24 wpis z 31.08.2008
Porozumienia Sierpniowe są dobrym przykładem specyficznie polskiej formy sprawowania władzy. W końcu na tym własnie polu polskie doświadczenia i dokonania są jednymi z lepiej znanych towarów eksportowych naszej myśli społeczno-politycznej. Wystarczy przypomnieć sobie, że międzynarodowy projekt, realizowany pod patronatem UNESCO o nazwie "Pamięć Świata" (którego celem jest zgromadzenie najbardziej wartościowych dokumentów obrazujących historię) wśród najważniejszych pamiątek z Polski uwzględnia teksty Konfederacji Warszawskiej z 1573 roku i 21 postulatów Solidarności z roku 1980. A więc dwa dokumenty, odległe od siebie o ponad 400 lat. O ile postulaty Solidarności są lepiej znane współczesnemu czytelnikowi, to tekst porozumienia, które w trakcie pierwszego bezkrólewia ustaliło podstawy wolnej elekcji i zapewniło pokój pomiędzy wyznawcami różnych religii, wydaje się być całkiem zapomniany w kraju, w którym powstał. Zestawienie to jednak jest nieprzypadkowe. Bo choć akt Konfederacji Warszawskiej dotyczył przede wszystkim wolności religijnej, a gdy postulaty gdańskie – głównie swobód związkowych, to jednak coś je łączy. Tak, jak w podpisanych przez Lecha Wałęsę porozumieniach postulat przestrzegania swobód religijnych (wobec ateistycznej propagandy ówczesnej władzy) odgrywał ogromną rolę, tak i zapisy przygotowywane w 1573 roku dotyczyły spraw szerszych niż tylko same kwestie religijne. Obydwa dokumenty dotyczyły bowiem przede wszystkim tego, jak obywatele chcieliby ułożyć swoje stosunki z władzą. Co więcej, obydwa stały się podstawą podpisania porozumień między obywatelami a władzą co do sposobu rządzenia. W pierwszym wypadku były to “pacta conventa”, czyli zobowiązania, które musiał wziąć na siebie nowo wybrany król, w drugim – porozumienia sierpniowe, gdzie władza ustąpiła przed żądaniami robotników.
Postulaty z 1980 roku wielu z nas jeszcze pamięta, mnie zastanawia jednak, jak brzmiałby dziś przywołany dokument z XVI wieku? Spróbujmy więc, lekko uwspółcześniając tekst oryginału Konfederacji Warszawskiej, pokazać, jak mogłyby dziś brzmieć jego zapisy. Dokument taki nie zaczynałby się zapewne od słów “My Rady Koronne, duchowne i świeckie, i rycerstwo wszystko”, ale już np. sformułowanie "My, Obywatele Rzeczypospolitej Polskiej, mieszkańcy Pomorza, Wielkopolski, Małopolski, Śląska, Mazowsza i Podlasia, Podkarpacia oraz Mazur i Suwalszczyzny" chybaby uszło. I potem – już bezczelnie ściągając – choć w formie bardziej współczesnej – np.: "Oznajmiamy wszystkim ku pamięci, że w tych trudnych dla Ojczyzny czasach staraliśmy się o to wszyscy pilnie na zjeździe warszawskim, jako byśmy przykładem przodków naszych sami między sobą pokój, sprawiedliwość, porządek i obronę Rzeczypospolitej zatrzymać i zachować mogli. Przetoż statecznym, jednostajnym zezwoleniem i świętym przyrzeczeniem sobie to wszyscy spólnie, imieniem wszystkiej Rzeczypospolitej, obiecujemy i obowiązujemy się pod wiarą, poczciwością i sumieniem naszym. Naprzód żadnego rozerwania między sobą nie czynić ani do znacznej niezgody nie dopuścić jako w jednej, nierozdzielnej Rzeczypospolitej". Potem już można byłoby zapisać "A inaczej na żadną władzę nie pozwalać, jedno taką: iż nam pierwej prawa wszystkie, przywileje i wolności nasze, które są i które jej podamy po wyborze, poprzysiąc ma". Co więcej, przysięga ta, w analogii do tego, co ustalono w pierwszej umowie społecznej z władzą, czyli w Artykułach Henrycjańskich, o ile wystąpi ona "przeciw prawom, artykułom, wolnościom, albo by czego nie wypełniła: tedy obywatele od posłuszeństwa tej władzy zostają zwolnieni".
A czego, biorąc przykład z naszych przodków, moglibyśmy domagać się od wybranej przez nas władzy? "A mianowicie, aby poprzysięgła czynić: pokój pospolity między ludźmi różnej wiary i niewierzącymi, do wojny przeciwko innym nas nie angażując". A wszystko to po to, "aby się z tej przyczyny między ludźmi nienawiść jaka szkodliwa nie wszczęła, którą po inszych królestwach jaśnie widzimy, obiecujemy to sobie spólnie za nas i potomków naszych na wieczne czasy pod obowiązkiem przysięgi, wiarą, uczciwością, honorem i sumieniem naszym pokój między sobą zachować, a dla różnej wiary i odmiany w kościele krwie nie przelewać ani się na dyskryminację z tego powodu nie godzić i władzy w takiej nie pomagać. I owszem, gdzie by kto taką dyskryminację chciał czynić, wszyscy winniśmy protestować, choćby też za pretekstem dekretu albo za postępkiem jakim sądowym kto to czynić chciał". I na koniec byłaby deklaracja, że "a kto by się temu sprzeciwiać chciał i pokój a porządek pospolity psować, przeciwko takiemu wszyscy powstaniemy".
Czy dziś taka deklaracja, stworzona w oparciu o dokument sprzed ponad czterystu lat (kilkanaście pokoleń wstecz), mogłaby coś zmienić? Dokumenty świata nie zmieniają, ale przykład Konfederacji Warszawskiej, tak jak i 21 postulatów, pokazują, że gdy za deklaracjami nimi stoją rzeczywiste siły społeczne, mają moc zmiany świata. To dlatego znalazły się na liście “Pamięć świata” UNESCO. Czy znajdują się w naszej pamięci?