Rada Działalności Pożytku Publicznego
Poza Rządem Salon24 wpis z 25.09.2008
Właśnie ruszył nabór na przedstawicieli organizacji pozarządowych w Radzie Działalności Pożytku Publicznego. Dla większości czytelników to kolejne ciało biurokratycznej machiny jednak dla osób zaangażowanych w zinstytucjonalizowaną działalność społeczną (głównie w różnych stowarzyszeniach i fundacjach) to instytucja, z którą wiązane były spore nadzeję. Organizacje liczyły, że przedstawiciele w Radzie będą skuteczną formą reprezentacji środowiska wobec administracji publicznej. Jest to o tyle ważne, ze nie wygląda na to, aby obywatele czuli się wystarczająco doreprezentowani. Wydaje się, że potwierdzają to spotkania, w których ostatnio brałem udział.
W piątek i sobotę odbywało się Ogólnopolskie Forum Inicjatyw Pozarządowych w ramach którego pojawiło się wiele uwag co do tego, że mozna wiele poprawić w relacjach władza zorganizowani obywatele. Wydaje się, ze wielu dyskutantów podzielało wnioski analizy Instytutu Spraw Publicznych, która wskazuje na brak zinstytucjonalizowanych form dialogu obywatelskiego w Polsce. Nawet jeżeli na przestrzeni ostatnich lat podejmowane są próby jego implementacji, to wśród liderów sektora pozarządowego ugruntowało się przekonanie, że jedynie indywidualne kontakty z decydentami i nieformalny lobbing przynoszą zamierzone skutki. W opinii respondentów, potwierdzeniem tego stanu jest także fasadowość konsultacji społecznych.
Podobne wnioski można wysnuć z prezentowanego również na OFIPie, a zrealizowanego przez Fundację im. Stefana Batorego monitoringu, gdzie czytamy m.in. Pracownicy ministerstw, odpowiedzialni za pisanie projektów aktów ustawodawczych i wykonawczych nie są przygotowani do informowania osób i instytucji zainteresowanych o ich treści. Zaś sami zainteresowani, nie mogąc uzyskać informacji w sposób prosty, szukają nieformalnych "dojść", czy "znajomości”. Powstaje więc chory mechanizm wyścigu o dostęp do pilnie strzeżonej informacji o kształcie tworzonego prawa. Ta plątanina niejasnych znajomości i wzajemnego oddziaływania sprawia, że szybciej poinformowani mogą wcześniej, formalnie i nieformalnie, wpływać na kształt tworzonego prawa w porównaniu z tymi, którym się to nie udało. Wskutek braku standardów urzędnicy dostają do ręki jeszcze jedno narzędzie manipulacji, zaś zainteresowani mogą albo te niepisane reguły zaakceptować, albo też włączyć się do procesu opiniowania w ostatniej chwili, kiedy kształt propozycji zmiany obowiązującego prawa jest już przesądzony.
Kolejne wnioski można wyciągnąć również z analiz przygotowanych przez Instytut Badań Strategicznych, a prezentowanych na konferencji w poniedziałek. Przytoczę tu tylko jeden z wniosków: Charakter konsultacji społecznych w obszarze polityki społecznej jest bardzo zróżnicowany i zależy przede wszystkim od: nastawienia osoby (decydenta) odpowiedzialnej za wprowadzanie zmian legislacyjnych, zorganizowania interesariuszy konkretnego rozwiązania oraz stopnia jego kontrowersyjności. Uregulowania prawne (ustawa o działalności lobbingowej czy ustawa o związkach zawodowych i organizacjach pracodawców) mają drugorzędne znaczenie.
Wydaje się, że silna i sprawa Rada Działalności Pożytku Publicznego mogłaby poprawić tę sytuację, ale pod warunkiem, że:
1. Zmieni się usytuowanie samej RDPP. W tej chwili jest ona właściwie przy Departamencie Pożytku Publicznego Ministerstwa Pracy (choć powinno być właściwie odwrotnie, gdyż Departament powinien zapewniać obsługę Rady). Dlatego środowisko wyraźnie domaga się umiejscowienia Rady np. w Kancelarii Premiera (organizacje pozarządowe to nie tylko pomoc społeczna i zatrudnienie)
2. Zmienią się kompetencje Rady z doradczych na konsultacyjne - tak jak to ma miejsce w innych ciałach dialogu obywatelskiego czyli Komisji Trójstronnej i Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu.