Rewolucyjna samorządność: Różnice pomiędzy wersjami
Linia 107: | Linia 107: | ||
==Centralny Komitet Obywatelski== | ==Centralny Komitet Obywatelski== | ||
+ | Mylony czasem z Komitetem Obywatelskim miasta Warszawy, odgrywał rolę daleko wykraczającą poza zagadnienia zarządzania miastem. Były to jednak dwie osobne instytucje, nawet wtedy, gdy po ewakuacji części działaczy w sierpniu 1915 roku Zdzisław Lubomirski stanął na czele obu tych komitetów jednocześnie. W komitecie warszawskim przede wszystkim rozwiązywano problemy lokalne, podobnie jak i w innych Komitetach Obywatelskich. Choć tu, jak się przekonamy, na dużo większą skalę. Wystarczy wspomnieć, że na początku 1915 roku KOmW podlegało ponad 200 placówek służby społecznej. | ||
+ | |||
+ | Opowiedzmy więc teraz o CKO, bo miał on niebagatelne znaczenie. Zacznijmy od wspominanego już tu nieraz Centralnego Towarzystwa Rolniczego. Jego działacze byli zaangażowani w powstanie Komitetu Obywatelskiego miasta Warszawy, ale przecież to nie miasta były głównym obszarem działania tej organizacji. CTR skupiało "całe społecznie czynne ziemiaństwo polskie (około 2000 członków) oraz ogromną większość uspołecznionego włościaństwa (około 20000 członków kółek)” [Grabski, Żabko-Potopowicz 1932, s. 2]. To w tym środowisku rodzi się myśl o powołaniu instytucji, która pełniłaby funkcje koordynacyjne na terenie całego Królestwa. Chodziło o zorganizowanie całego ruchu społecznego w oparciu o zaplecze organizacyjne CTR. Władysław Grabski (późniejszy kilkakrotny premier RP) jako wiceprzewodniczący CTR w momencie wybuchu wojny przerywa urlop, by „natychmiastowo zorganizować pokojowo cały naród polski... Teraz podczas wojny to, co było programem życia, winno się było stać programem chwili” [Grabski, za: Kołodziej 2002, s. 58]. Ideę tę streszczał komunikat, który wydrukowały gazety 3 sierpnia: "W wyjątkowej chwili obecnej grono osób; którym dobro kraju leży na sercu, oświadcza, że naród nasz, powodowany głębokiem zrozumieniem losów własnych, winien: | ||
+ | |||
+ | zachować całkowity spokój; | ||
+ | |||
+ | strzec życie ekonomiczne od rozstroju zapewniając dowóz żywności, utrzymanie dla szerokich mas, kredyt oraz bezpieczeństwo publiczne; | ||
+ | |||
+ | chronić od upadku ekonomicznego i rozprzężenia placówki kulturalne w postaci instytucyj społecznych i ekonomicznych, kredytowych, rolniczych, kooperatyw i innych; | ||
+ | |||
+ | świadczyć pomóc wzajemną, nieść ofiary i współdziałać w osiągnięciu powyższych celów. | ||
+ | |||
+ | Naród nasz musi w dobie dzisiejszej wykazać swą jedność duchową i sprawność w działaniu oraz zespolić się dla wyłonienia z własnego środowiska w każdej miejscowości kraju osób, które umiałyby nadać niezwłocznie życiu naszego społeczeństwa bieg zgodny z powyższemi wskazaniami". | ||
+ | |||
+ | To program oficjalny, który przepuściła cenzura, ale widać, że kryje się za nim chęć zorganizowania całego społeczeństwa. Centralny Komitet Obywatelski nie ukrywał swoich intencji, pisząc w uchwale Sekcji komitetów miejscowych, że działalność komitetów lokalnych powinna „na tyle wyszkolić swych członków, aby, zapoznawszy się z doraźnemi potrzebami miejscowymi, mogli już planowo rozpocząć robotę zagospodarowania kraju, przez uzdrowienie i uruchomienie czynników produkcji. Szczególniej w miastach Komitety Obywatelskie stać się winny wzorem przyszłych organów samorządowych”. Dążenie do samodzielności w sytuacji podległości administracji rosyjskiej było nie lada wyzwaniem, bowiem „[j]eżeli nawet wobec chwilowej konieczności rząd rosyjski godził się na egzystencję tak wielkiego aparatu w ręku polskim, starał się jednak możliwie poddać go swoim wpływom, a niektórzy jego przedstawiciele wprost dążyli do podkopania jego istnienia. Na walkę z takimi zakusami C.K.O. musiał poświęcać wiele energji i dowodem wielkiej umiejętności lawirowania wśród niebezpiecznej sytuacji było pomyślne odparowanie najgroźniejszych ciosów, a równocześnie ponaglanie rządu do dawania C.K.O. dużych funduszów na jego pracę”. Słowa te, choć zapewne subiektywne (wygłaszający je człowiek był jednym z głównych aktorów tej gry politycznej), oddają chyba istotę problemu. Jak stworzyć ciała formalnie podporządkowane administracji, w działaniach jednak niezależne? Ale nie tylko o niezależność szła walka. Niezależną instytucję, w warunkach destabilizacji systemu, dość łatwo było powołać, ale chodziło jednocześnie o wykorzystanie narzędzi dostępnych administracji, a przede wszystkim będących w jej dyspozycji środków. | ||
+ | |||
+ | Nieformalny CKO działa początkowo jako grupa ludzi spotykająca się co parę dni, by wpływać na rozwój ruchu komitetów w całym kraju, wykorzystując struktury CTR. "Pomimo że w kraju stanęły koleje, że z Warszawy nie sposób prawie było się wydostać, rozesłanych zostało kilkunastu delegatów CTR w różne strony kraju dla organizowania komitetów obywatelskich. Niektórzy z nich piechotą wyruszali przez rogatki warszawskie, a dalej jeździli od dworu do dworu. W ten sposób sięgali w Kaliskie i Kieleckie" [CKO Sprawozdanie 1914-1915 AAN, 499]. Założenie było takie, że CKO zalegalizuje się, gdy już powstanie „ze setka komitetów, by już coś robiły”. CKO, którego formalne istnienie władze zaborcze zaakceptowały 11 września 1914 roku, powstał bez zatwierdzonego statutu (co było ewenementem i znacznie ułatwiało pracę) i w kwestii zależności od władzy starał się prowadzić własną politykę. | ||
+ | |||
+ | Próby zarejestrowania Centralnego Komitetu Obywatelskiego nie były łatwe i wymagały dużej zręczności politycznej [por. Achmatowicz, s. 335 i nast.]. Początkowo liczono na to, że będzie to forma reprezentacji lokalnych komitetów. Na to władze carskie nie chciały się zgodzić. W efekcie powołano formalnie 12-osobowe zebranie ogólne CKO pod przewodnictwem przedstawiciela administracji rosyjskiej. | ||
+ | |||
+ | Na czym polegał pomysł zachowania niezależności przy formalnym uzależnieniu od administracji? Przedstawmy to na przykładzie Komitetu Obywatelskiego miasta Warszawy, który już wcześniej testował to rozwiązanie. Instytucjonalnie, przynajmniej w pierwszym okresie, był on silnie związany z administracją carską. Początkowo został zatwierdzony jako 14-osobowe ciało społeczne przy niedemokratycznym magistracie miejskim, z prezydentem miasta jako przewodniczącym. Taka sytuacja z jednej strony ułatwiała „zabiegi wymagające współdziałania i sankcji władz, z drugiej jednak strony krępowało [to] poniekąd samodzielność Komitetu, jako organu wyłonionego ze społeczeństwa. Wyjście z tej sytuacji znaleziono analogicznie do tego, z jakiego skorzystał C.K.O. Wytworzono więc Sekcję Ogólną, w skład której weszli wyłącznie członkowie obywatele, a która stanowiła właściwy, chociaż nieurzędowy Komitet, to jest organ naczelny, kierujący całą społeczną robotą organizacyj Komitetowych i mający na czele Prezydjum przez siebie wybrane. (...) Oficjalnie zaś, t.j. wobec władz, Komitetem było to samo grono osób, zbierające się na tak zwanych Plenarnych Posiedzeniach pod przewodnictwem prezydenta miasta, Rosjanina, z udziałem jeszcze innych osób urzędowych. Dwoistość ta trwała przez cały czas rządów rosyjskich, znikła zaś dopiero po zastąpieniu ich przez władze niemieckie”. Jak to działało? Projekty uchwał przygotowywano wcześniej w ramach właściwego KOmW czy CKO, a na zebraniach ogólnych wysiłek skierowany był już tylko na przeforsowanie przygotowanych propozycji u przedstawiciela oficjalnej władzy. Osłabiona władza skazana była na akceptację większości społecznych propozycji. | ||
+ | |||
+ | W sierpniu 1915 roku , gdy wojska niemieckie wchodziły do Warszawy, C.K.O. podzielił się, by nadal działać po obu stronach frontu. Jeden pozostał w Warszawie pod przewodnictwem księcia Lubomirskiego i próbował pełnić funkcję polskiego rządu, aż do rozwiązania 12 września 1915 roku, kiedy to niemiecki generał-gubernator Hans von Beseler wydał obwieszczenie o rozwiązaniu CKO i innych komitetów – poza Komitetem Obywatelskim m. Warszawy. Jako przyczynę podano, m.in. to, że Centralny Komitet samodzielnie „mianował w kraju sędziów, próbował pobierać podatki, wydawał rozporządzenia tyczące się utworzenia Straży Obywatelskiej poza granicami Warszawy i udzielał pozwolenia na noszenie broni… [Odezwa CKO z 1915 r.]” | ||
+ | |||
+ | Drugi, jako Centralny Komitet Obywatelski Królestwa Polskiego w Rosji, działał na uchodźtwie i przyczynił się wsparcia Polaków uciekających lub siłą wysiedlonych ("bieżaństwo") z terenów opuszczanych przez Rosjan. Poza nazwą i czołowymi działaczami była to jednak już zupełnie inna instytucje, która istniała w Rosji aż do roku 1918. | ||
+ | |||
+ | ==Organizacja komitetu== | ||
Ciąg dalszy nastąpi... | Ciąg dalszy nastąpi... |
Wersja z 10:02, 3 sie 2020
Piotr Frączak, red. Dorota Matejczyk
O-powieści w odcinkach, czyli pomóżcie napisać to zrozumiale dla wszystkich
Metoda pisania w odcinkach ma tę zaletę, że pozwala - przy współudziale czytelników - na bieżąco korygować te elementy opowieści, które są niedostatecznie zrozumiałe, które wymagają wyjaśnień lub uzupełnień. Być może znajdą się i takie, które trzeba będzie odłożyć na później, które tylko zaciemniają obraz całości. Uważny czytelnik łatwo wychwyci te niedociągnięcia, które autor w natłoku myśli sobie dopowiada, które nie raz przeoczy jako oczywiste, rozpisując przy okazji o rzeczach dla czytelnika oczywistych, które wydaja mu się wielkim odkryciem. Tylko w dialogu można te niedoróbki naprawić, lub wręcz im zapobiec. Stąd prośba nie tylko o czytanie, ale i konsultacje tekstu. Pewnie nie uda się spełnić wszystkich czytelniczych oczekiwań, ale przynajmniej warto spróbować.
Komitety obywatelskie 1914-1915
Początki
1. Republiki, komitety, rady... - problemy definicyjne
Poszukując tradycji działań społecznych często mamy do czynienia z problemami terminologicznymi. Obok słów, które wyszły już z użycia, napotykamy takie pojęcia, których znaczenie zmieniało się z czasem i niejednokrotnie zmieniło się diametralnie. Ale to jeszcze nic. Historia potrafi, w sposób perfidny, bawić się naszymi przekonaniami. Szczególnie dotyczy to historii Polski, w której środowiska zachowawcze często odwoływały się do rewolucyjnych metod, a rewolucjoniści byli zagorzałymi patriotami. Opowiemy więc tu o radach robotniczych organizowanych przez księży i właścicieli ziemskich, milicjach obywatelskich organizowanych przez środowiska związane z narodową demokracją, o radach delegatów robotniczych, które będą wspierać pierwszy polski rząd.
Do pojęć, które zmieniały swoje znaczenie, należy "komuna", która w średniowieczu oznaczała po prostu samorząd miejski, od Rewolucji Francuskiej - już formę władzy rewolucyjnej, a dziś w zasadzie eksperymenty życia we wspólnocie (albo poręczne wyzwisko w politycznych sporach). Wspominam o idei "komun" nie bez przyczyny, bo opisywane poniżej komitety, rady, republiki (które pojawiły się na ziemiach polskich w latach 1914-1920) mają wiele wspólnego z pojęciem "komuny" jako radykalnego, rewolucyjnego samorządu. O czym więc mówimy? Hanna Arendt pisze, że "chodzi o regularne pojawianie się w toku rewolucji nowej formy władzy, która do złudzenia przypomina Jeffersonowski system okręgów i bez względu na okoliczności wydaje się powtarzać wzór stowarzyszeń rewolucyjnych i rad municypalnych, które rozprzestrzeniły się w całej Francji po 1789 roku" [Arendt 1991, s. 259]. Cóż, Arendt nie znała doświadczeń polskich rad z lat 1914-1920, a spełniają one właściwie wszystkie cechy charakterystyczne dla rewolucyjnych form samorządu, choć z założenia rewolucyjne nie były. I to jest w tym chyba najciekawsze.
Traktuję więc tu wszystkie wymienione w tytule formy samorządu jako różne nazwy tej samej, federalistycznej z natury, formy samoorganizacji, która jest organiczna (tzn. powstaje w sposób naturalny, bez przemocy), spontaniczna (tzn. jest emanacją oddolnej aktywności, a nie odgórnych rozwiązań) i tworzy się jako uzupełnienie – przynajmniej przez pewien czas – oficjalnych struktur (dwuwładza). Jest to więc zjawisko bliskie podziwianych dziś formom radykalnej partycypacji. W końcu „[c]i, którzy byli świadkami funkcjonowania rad, często zgadzali się ze sobą przynajmniej co do tego, że rewolucja dała początek odrodzenia demokracji bezpośredniej” [Arendt 1991, s. 266].
Arendt nie doczekała również święta Solidarności 1980-1981, którego doświadczenia mogłyby wzbogacić jej dzieło "O rewolucji". Do Arendt i jej koncepcji przyjdzie nam wrócić pod koniec naszych rozważań, ale zacząć warto od poznania tej niezwykłej i chyba nie dość powszechnie znanej historii "republik, komitetów i rad" z lat 1914-1920. Spróbujemy przyjrzeć się zachodzącym wówczas procesom i wniknąć w istotę wydarzeń, nie przywiązując się zbytnio do dzisiejszego znaczenia i konotacji konkretnych słów. No i, co najważniejsze, przyglądać się będziemy roli, jaką odgrywały w tych wydarzeniach organizacje, a była to rola znacząca.
Widok z lotu "Sokoła"

Historia Towarzystwa Gimnastycznego "Sokół" sama w sobie jest ważnym, rozległym fragmentem historii polskiej samoorganizacji. Jednak dla naszej opowieści ważne jest, że w momencie wybuchu I wojny światowej niezależne organizacje sokole funkcjonowały we wszystkich zaborach, współpracując ze sobą w miarę możliwości (np. druhowie z tajnych gniazd z Królestwa brali udział w jawnych manewrach Sokoła galicyjskiego). Jednak wojna zerwała te kontakty. Sokoły z zaboru austriackiego poszły do Legionów. Inaczej było w zaborze pruskim i rosyjskim. Nas w tej chwili interesuje Królestwo.
Przygotowania państw do wojny szły pełną parą. 24 lipca Rosja ogłosiła wolę obrony serbskiego sojusznika i mobilizowała 13 dywizji. 28 lipca Austro-Węgry wypowiedziały Serbii wojnę, a 29 rozpoczęła się powszechna mobilizacja w Rosji. Trzy dni później, 1 sierpnia, Niemcy wypowiedziały wojnę Rosji. Poruszenie dało się zauważyć również wśród organizacji społecznych. Jedną z organizacji tajnych, która działała pod przykrywką legalnych sportowych organizacji lokalnych, było Towarzystwo Gimnastyczne "Sokół". Jego prezesem, co nie jest dla naszej opowieści bez znaczenia, był wówczas Stanisław Popowski z Warszawy, a wiceprezesem Kazimierz Srokowski z Dąbrowy Górniczej. Sokół na ogół kojarzony jest z Narodową Demokracją, ale już sam fakt, że był tajny, wskazuje na pewne rozbieżności z legalistyczną na wskroś wówczas endecją. Srokowski w swoich pamiętnikach - są one prawdziwą kopalnią wiedzy na tematy, które nas tu zajmują, i dlatego często będę się do nich odwoływać - próbuje udowodnić tezę, że organizacja ta była apolityczna. >>W statucie było wyraźnie wymienione, że w Sokole wszelka agitacja w kierunku jakiegokolwiek stronnictwa politycznego jest surowo wzbroniona, co ściśle było u nas przestrzegane<<. Warto tu przytoczyć jeszcze jeden zapis pamiętnika. W Królestwie Polskim Sokół, który był >>organizacją szczerze bezpartyjną, musiał być narodowym i demokratycznym, ponieważ taką jest istota Sokolstwa, nie dowodzi to jednak, żeby podlegał wpływom stronnictwa politycznego, noszącego u nas tę mianowicie nazwę. Jakkolwiek pierwszy prezes Związku, bardzo krótko zresztą pozostający na tym stanowisku, należał do stronnictwa narodowo-demokratycznego, lecz drugi wiceprezes Związku, który następnie wybrany został na prezesa (Popowski – przyp. PF), zbliżony był więcej do obozów postępowych, a wielu członków Zarządu związku było bezpartyjnych. W okręgu 2-gim, na czele którego stałem (Zagłębie Dąbrowskie – przyp. PF), szczególnie czuwałem nad bezpartyjnością Sokoła, od pierwszej chwili jego otwarcia. Pomimo to z początku stronnictwa socjalistyczne nazywały Sokoła bojówką demokracji narodowej. Z czasem jednak w Zagłębiu Dąbrowskim wielu socjalistów zapisało się do miejscowych gniazd sokolskich, ponieważ przekonali się oni, że w Sokole ich przekonania polityczne w niczym nie są obrażane<<.
Piszę o tym dlatego, że organizacja ta odegrała w całym procesie tworzenia komitetów rolę znaczącą. Wróćmy do dziennika Srokowskiego, który pokazuje nam kulisy ówczesnych wydarzeń. >>Na dwa dni przed wejściem do Zagłębia Dąbrowskiego pierwszych patroli pruskich wstrzymany został ruch na miejscowych kolejach żelaznych. Zdążyła jeszcze przybyć do mnie sztafeta sokolska od prezesa naszego Związku z zawiadomieniem, że Sokolstwo w Królestwie Polskim w przewidywanej wojnie stoi na stanowisku neutralnym […]. Zawiadomienie powyższe było dla mnie rozkazem<<. Sokół był już wtedy organizacją paramilitarną, ale poza Galicją w większości niewykorzystaną, przynajmniej w początkowej części wojny, do celów militarnych. Pełniła raczej funkcje policyjne.
W Warszawie na prywatnych zebraniach (ok. 28 lipca) Popowski, prezes Warszawskiego Towarzystwa Sportowego (a jednocześnie prezes Sokoła w Królestwie), rzuca myśl powołania straży obywatelskich, a Leon Supiński (Koło Prawników Polskich) ideę powołania Komitetu Bezpieczeństwa Publicznego [Achmatowicz, 2003, s. 179]. W Zagłębiu zaś, jak pisze Srokowski, „[z]ebrani dnia 30 lipca roku 1914 w Dąbrowie delegaci miejscowych gniazd sokolich postanowili zająć się utworzeniem w każdej miejscowości straży obywatelskiej<<. Straże obywatelskie, zwane też często milicjami obywatelskimi, powstają w wielu miejscowościach, a rola Sokołów, obok ochotniczych straży pożarnych, a także innych organizacji sportowych, przy ich tworzeniu była znacząca.
W obronie porządku i nie tylko
Te same pomysły w tym samym czasie. Wcześniejszy plan czy potrzeba chwili? Wiemy już, że w ostatniej chwili wymieniano w ramach struktur Towarzystwa Sokół, ustalenia, co oznacza, że nie było wcześniej wypracowanej strategii. Wiele wskazuje na to, że była to reakcja na pojawiającą się potrzebę. Często akcję uzgadniano z miejscowymi władzami. W Lipnie zachował się nawet dokument, w którym czytamy, że "Wobec zamknięcia organów rządowych i wybycia policji z granic ujazdu (powiatu - przyp. PF), powierza się bezpieczeństwo mienia i porządek publiczny organizacji utworzonej spośród miejscowej ludności" [Achmatowicz, 2003, s. 315]. Komitety Obywatelskie powstawały spontanicznie, ale tam, gdzie to było możliwe, starały się o zatwierdzenie u odpowiednich władz.
Administracja rosyjska wpadła w panikę. Nie bez znaczenia była tu obawa, że za linią frontu wybuchnie powstanie (na to przecież liczył Piłsudski). Królestwo Polskie było otoczonym z trzech stron przez przeciwników małym fragmentem ogromnego Imperium, fragmentem o niezbyt dużym strategicznym znaczeniu. Nie do końca było wiadomo, jak się zachowa ludność polska. Administracja rosyjska w pierwszych dniach wojny pośpiesznie wysyłała w głąb Rosji swoje rodziny i sama była gotowa do ucieczki. Lokalne społeczności pozostawiane były same sobie, bez władzy, bez policji. I w takiej właśnie sytuacji, jak to pisze Srokowski >>Uczynienie zadość pierwszemu, najważniejszemu w tym kierunku działaniu, mianowicie zapewnieniu spokoju i bezpieczeństwa publicznego, podjęły miejscowe gniazda sokolskie, które uznały za konieczne zorganizowanie i oddanie w ręce odpowiednich władz obywatelskich tego ważnego działu pracy samorządowej<<.
W miejscowościach, z których w strachu przed wojskiem niemieckim wycofują się władze rosyjskie, zaczynają powstawać komitety obywatelskie. Powołany 2 sierpnia 1914 roku Płocki Komitet Obywatelski określa się jako „pierwszy w kraju naszym Komitet”, jednak chętnych do palmy pierwszeństwa pewnie jest znacznie więcej, np. w Dąbrowie Górniczej zaczątki komitetu w postaci straży obywatelskiej zawiązują się już 31 lipca. O powstaniu Komitetu Obywatelskiego w Warszawie, którego pierwsze spotkanie odbyło się 3 sierpnia, zadecydowano na spotkaniu 1 sierpnia. O tym, że był to spontaniczny ruch, świadczy właśnie fakt, że bardzo wiele komitetów powstało już na początku sierpnia, i to pod różnymi nazwami, np. w Olkuszu powstał Komitet Bezpieczeństwa, w Wieluniu – Komitet Spokoju i Bezpieczeństwa Dobra Publicznego m. Wielunia. Często będą to również różnego typu komitety żywnościowe (takie jak w Dąbrowie Górniczej) lub komisje obywatelskie (takie jak w Kielcach), które były zaczątkiem przyszłych komitetów obywatelskich. Ciekawą sytuację mamy w Łodzi, gdzie już 1 sierpnia tworzy się Rada Czternastu, nieformalne i działające w cieniu gremium przemysłowców. Rada przyjęła później, 10 sierpnia, nazwę Głównego Komitetu Obywatelskiego, uznając za podlegające mu inne Komitety: Komitet obywatelski niesienia pomocy biednym (3 sierpnia), Centralny Komitet Milicji Obywatelskiej (4 sierpnia), Kuratorium Obywatelskie Niesienia Pomocy Rodzinom Rezerwistów (18 sierpnia). Tu widać wyraźnie trzy typy pierwotnych komitetów. Jedne nastawione były na zapewnienie porządku, drugie na realizację celów charytatywnych, trzecie na pomoc rodzinom rezerwistów. Te ostatnie, jak można przypuszczać, dominowały na terenach bardziej oddalonych od frontu.
Z biegiem czasu formy organizacyjne stały się bardziej ujednolicone, ale przecież różnice, w zależności od specyficznej sytuacji danego obszaru czy rodzaju zaangażowania społeczeństwa, nie ostały zniwelowane. Każdy komitet miał swoją historię. Niestety brakuje pełnych danych o komitetach powstających na samym początku wojny, i w ogóle informacji o lokalnych komitetach nie jest zbyt dużo. Publikowane czasem listy są zapewne i niepełne, i niepewne. Taką listę będziemy próbowali, z Waszą pomocą, w miarę możliwości i nowych odkryć tworzyć, uzupełniać i weryfikować.
Zagłębie Dąbrowskie
Zagłębie było specyficzne z wielu względów. Znajdowało się w strategicznym miejscu, gdzie stykały się granice trzech państw zaborczych (tzw. Trójkąt Trzech Cesarzy) i było jednym z najbardziej uprzemysłowionych ośrodków Królestwa Polskiego. To tu miała wejść "pierwsza kadrowa" i wzniecić powstanie. Ubiegli ich Niemcy, a właściwie... ucieczka Rosjan.
Naczelnik powiatu będzińskiego, niejaki Mirbach, spotykał się z przemysłowcami i lokalnymi działaczami ponoć już 27 lipca "i powierzył im funkcje porządkowe w powiecie będzińskim” [Przemsza-Zieliński 2006, s. 365]. Z dokumentów wyłania się taki oto obraz. „Zebrani w dniu 1 sierpnia r. 1914 w Dąbrowie Górniczej przedstawiciele władzy gminnej, przemysłu i mieszkańców, w zastosowaniu się do rady, danej w dniu 31 sierpnia r.b. przemysłowcom w zagłębiu Dąbrowskim przez p. naczelnika powiatu Będzińskiego, uznali, że z powodu przewidywanego i zapowiedzianego przez władzę opuszczenia Dąbrowy przez policyę tak państwową, jako i dodatkową, utrzymywaną kosztem przemysłowców w powiecie Będzińskim, koniecznem jest utworzenie już dzisiaj uzbrojonej straży obywatelskiej…” [APwK Zespół 775 syg. 230]. O tym, jak to wyglądało w innych miejscowościach, możemy sądzić np. po ogłoszeniu do „mieszkańców miasta Sosnowca” opublikowanym w „Kurjerze Zagłębia” z 2 sierpnia. Oto oficjalnie „grono obywateli po porozumieniu się z Prezydentem m SOSNOWCA powołało do życia Komitet Bezpieczeństwa Publicznego” i straż obywatelską. Jak czytamy, „Organizatorami są tutejsi wybitniejsi działacze społeczni. Do Komitetu mogą należeć wszyscy mieszkańcy po wylegitymowaniu”. Uzasadnienie było proste: „Zanim wypadki dziejowego znaczenia zdecydują o dalszym losie narodu naszego, musimy tymczasem tu na miejscu radzić sami sobie. Utworzony »Komitet bezpieczeństwa publicznego« na miasto Sosnowiec i okalające przedmieścia stanowi organizację wskroś obywatelską na podstawie samoobrony mienia życia mieszkańców. ”. Formułowano również zadania. „Organizacja ma na celu utrzymać konieczny ład w tutejszej dzielnicy, aby nikomu nie dawać okazji do traktowania nas, jako zbiornika niekulturalnego, które nie może samo się rządzić. Winniśmy właśnie w tej brzemiennej w historyczne wypadki chwili zaświadczyć, że po upływie stu dwudziestu lat upadku politycznego jesteśmy narodem wskroś kulturalnym, posiadającym niezniszczalne prawa do przyszłego rozwoju, jakie nam przeznaczyła Opatrzność. Dopóki więc najbliższy dzień czy godzina nie przyniosą nam zmiany sytuacji – okażmy »Komitetowi bezpieczeństwa publicznego« zupełne zaufanie i dajmy posłuch wszelkim jego zarządzeniom” [KZ 194/14].
Trochę inaczej wygląda ta historia we wspomnieniach uczestnika tych wydarzeń. Oto już, jak była o tym mowa, 30 lipca 1914 roku w Dąbrowie delegaci miejscowych gniazd sokolich uznali za konieczne powołanie w każdej miejscowości straży obywatelskiej. Przypomnijmy, Srokowski twierdził, że zapewnienie „spokoju i bezpieczeństwa publicznego, podjęły miejscowe gniazda sokolskie, które uznały za konieczne zorganizowanie i oddanie w ręce odpowiednich władz obywatelskich tego ważnego działu pracy samorządowej”. Dodatkowo „uznano za konieczne nadanie możliwie jednolitego w całym zagłębiu Dąbrowskim kierunku pracy w strażach obywatelskich i w tym celu utworzono zarząd okręgowy w składzie komendantów straży obywatelskich z każdej miejscowości” [Srokowski, s. 143]. Sam Srokowski został komendantem okręgowym straży (prawdopodobnie najpierw tajnym, a w późniejszym czasie oficjalnym) i pełnił tę funkcję do momentu, gdy go aresztowano 25 stycznia 1915 roku. Ponieważ, jak pisze, władze rosyjskie opuściły zagłębie w nocy 31 lipca, „już rano dnia 1 sierpnia ludność miejscowa w całym zagłębiu Dąbrowskim ujrzała na ulicach uzbrojonych w rewolwery i broń myśliwską członków straży obywatelskich i straży ogniowych z oznakami w postaci białych przepasek na lewym ramieniu z różnymi naszyciami koloru niebieskiego zależnie od sprawowanej władzy” [Srokowski, s. 144].
Co więc pierwsze powstało? Straż obywatelska czy komitety bezpieczeństwa publicznego? W podziemiu czy na oficjalnych spotkaniach? 30 lipca czy 1 sierpnia? Trzeba ostrożnie podchodzić do wspomnień, ale chyba jeszcze bardziej do ówczesnych oficjalnych dokumentów. Sytuacja była nader niepewna. Nie było wiadomo, na jak długo odchodzi władza rosyjska (dobrze znane są przykłady – np. w Kielcach – gdy wracające wojska rosyjskie uznawały współpracę z Austriakami za zdradę, a nawet wykonywały wyroki śmierci). Zresztą, jak twierdzi Srokowski – jeszcze 1 sierpnia „do niektórych miejscowości wróciły władze policyjne rosyjskie, doszło do nieporozumień pomiędzy rzeczonymi władzami i władzami miejscowych straży obywatelskich; w Dąbrowie np. policja rosyjska (…) zażądała rozwiązania miejscowej straży obywatelskiej, utrzymując, że pozostanie do chwili przybycia władz pruskich, w ręce których odda swoje czynności; musiałem sam spierać się w tej sprawie z policją rosyjską w Dąbrowie. Nieporozumienie to trwało jednak bardzo krótko, gdyż tegoż dnia w nocy policja rosyjska ponownie wyszła i więcej już nie wróciła” [Srokowski, s. 144]. Należało być bardzo ostrożnym w słowach.
Do tego nadchodziły nowe wojska okupacyjne i nie było wiadomo, jaką będą prowadzić politykę w stosunku do osób zamieszkujących okupowane tereny. Dość szybko się zresztą okazało, że ta polityka może być represyjna - nakładanie kontrybucji, odwetowe niszczenie miast (co miało miejsce np. w Kalisza). Stąd próby, zakończone zresztą sukcesem, dyplomatycznych zabiegów o uznanie podejmowanych działań samoorganizacyjnych przez obie strony konfliktu zbrojnego. Już 3 sierpnia ukazał się w prasie rozkaz komendanta wojsk niemieckich. Punkt 5 tego rozkazu sankcjonował fakty dokonane i stwierdzał: „Obywatelska straż bezpieczeństwa w dalszym ciągu pełni swe obowiązki”.
Warto zwrócić uwagę na zamieszanie terminologiczne. Oto w „Kurierze Zagłębia” z 8 sierpnia czytamy, że „Komitet bezpieczeństwa publicznego onegdaj zmienił się na radę miejską pod przewodnictwem prezydenta m. Sosnowca, p. Władysława Mrówczyńskiego. Posiedzenia zorganizowanej w ten sposób rady miejskiej odbywają się 2 razy w tygodniu w wielkiej sali [resursy|resursy]" [KZ nr 196/14]. Ta sama gazeta 15 sierpnia informuje, że „[u]tworzona z b. Komitetu Obywatelskiego Rada miejska w Sosnowcu będzie odbywała swoje plenarne posiedzenia pod przewodnictwem prezydenta p. Mrówczyńskiego częściej niż dwa razy w tygodniu...” [KZ nr 203]. Tak oto pierwsze organizacje były nazywane w różny sposób, a ostatecznie przyjęta nazwa - "rady miejscowe", wprowadziła dodatkowe zamieszanie. "Rada miejska w Sosnowcu", "Rada Dąbrowy" to w istocie tutejsze nazwy komitetów obywatelskich, które łatwo pomylić z późniejszymi instytucjami samorządu. Nie zmienia to faktu, że członkowie władz czuli więź z komitetami po drugiej linii frontu. I choć w ostateczności zdecydowano się na nazwę „rady miejscowe”, to równolegle używano również nazwy „komitet obywatelski” (np. w "Statucie władz obywatelskich w Zagłębiu Dąbrowskim"), a wieści zza linii frontu (np. o działalności Centralnego Komitetu Obywatelskiego) budziły zainteresowanie i stanowiły wzór do własnych działań. I tak 17 września 1914 roku w Dąbrowie na posiedzeniu Rady zjazdu przemysłowców górniczych „Dla wiadomości zebranych odczytano zaczerpniętą z Kurjera Warszawskiego notatkę o stosunku władz rosyjskich do władz obywatelskich, zasadzającym się na uznaniu przez Rząd powstałych władz obywatelskich” [AAN sygn. 675].
Komuna Warszawska
Co wówczas działo się w Warszawie? O pierwszych pomysłach utworzenia straży obywatelskiej już pisałem. Ale takich spotkań było więcej. Choćby "narady przedwstępne przedstawicieli różnych kół w Resursach Obywatelskiej i Kupieckiej. W d. 1 sierpnia 1914 r. w mieszkaniu Seweryna ks. Czetwertyńskiego (prezesa Centralnego Towarzystwa Rolniczego - przyp. PF) zebrali się w liczbie około stu osób przedstawiciele wszystkich ważniejszych instytucyi i Towarzystw, a także stronnictw politycznych. Kiedy późnym wieczorem w czasie posiedzenia nadeszła wiadomość o wypowiedzeniu wojny, postanowiono przystąpić natychmiast do zorganizowania Komitetu Obywatelskiego. Drogą wyborów, które przeciągnęły się do późnej nocy, wybrano piętnaście osób, których zobowiązano do rozpoczęcia pracy" [Kalendarzyk 1917, s. 45]. Przedstawiony generał-gubernatorowi wniosek zakładał działanie komitetu w porozumieniu z magistratem miasta Warszawy (zarząd miasta nominowany był przez administrację carską) w obszarze dowozu i zabezpieczenia prawidłowego rozdziału artykułów pierwszej potrzeby, uruchomienia środków finansowych, wyszukiwania pracy dla osób bez środków do życia oraz organizacji pomocy dla rodzin rezerwistów, a także sprawy bezpieczeństwa publicznego.
3 sierpnia generał-gubernator zatwierdził proponowany skład Komitetu z ks. Lubomirskim na czele, jednak umiejscowił Komitet „przy magistracie” i wykreślił punkt o bezpieczeństwie publicznym (w istocie była to decyzja odmawiająca utworzenia straży obywatelskiej). 4 sierpnia Komitet wydaje pierwszy komunikat, w którym określa swoją strukturę i podział na sekcje – ogólną, aprowizacyjną, informacyjną, pomocy rodzinom rezerwistów, finansową, sanitarną, znajdowania pracy dla bezrobotnych i prawną.
Początkowy skład Komitetu Obywatelskiego miasta Warszawy to 14 nazwisk, które w większości niewiele mówią dzisiejszemu czytelnikowi, a o części z nich nie wspomina nawet wszechwiedząca, zdawałoby się, Wikipedia. Spróbujemy więc choć afiliacją organizacyjną urealnić te osoby, odnosząc się przede wszystkim do organizacji społecznych, z którymi były związane właśnie w tym momencie - 3 sierpnia 1914 roku.
Zdzisław hrabia Lubomirski - postać, o której wspomina się zbyt rzadko w kontekście historii odzyskania przez Polskę niepodległości. Jako działacz społeczny pełnił m.in., podobnie jak wcześniej jego ojciec, obowiązki prezesa Warszawskiego Towarzystwa Dobroczynności, był również kuratorem Instytutu Oftalmicznego (okulistycznego - przyp. PF) powstałego dzięki fundacji Lubomirskich. W 1914 roku jest m.in. prezesem takich organizacji jak Towarzystwo Automobilistów Królestwa Polskiego i, co ważniejsze, Towarzystwa Popierania Pracy Społecznej, które przed I wojną światową stanowiło rodzaj społecznego "think thanku".
Piotr Drzewiecki zaangażowanie społeczne wykazywał już na studiach w Rosji, gdzie ponoć piastował mandat przewodniczącego Ogólnej Kasy Studentów-Polaków i był bibliotekarzem ich księgozbioru. W 1914 roku jest już wieloletnim prezesem Stowarzyszenia Techników (to za jego prezesury został zbudowany gmach Stowarzyszenia Techników przy ul. Czackiego 3/5 w Warszawie), pełni również funkcję przewodniczącego zarządu Towarzystwa Kursów Naukowych, kontynuatora tradycji Uniwersytetu Latającego.
Stefan Dziewulski był członkiem wielu organizacji (np. Towarzystwa Miłośników Historyi, Towarzystwa Kooperatystów). Działał też w wielu organizacjach tajnych i nieoficjalnych. Piastował w młodości godność prezesa tajnej Bratniej Pomocy Studenckiej Uniwersytetu Warszawskiego, uczestniczył w organizowaniu Związku Młodzieży Robotniczej i Rzemieślniczej im. Kilińskiego, a także Sokoła. Był też niewątpliwie zaangażowany w działania nielegalnej młodzieżowej organizacji, tzw. Zetu. Wspierał strajki szkolne po 1905 roku, reprezentując w tajnym Towarzystwie Oświaty Narodowej tajny Związek im. Kilińskiego. W roku 1913 uczestniczy w powstaniu Towarzystwa Oświaty Ludowej.
Członkami komitetu zostali wówczas również ks. Marceli Godlewski (patron Stowarzyszenia Robotników Chrześcijańskich), Henryk Konic (członek zarządu Towarzystwa Naukowego Warszawskiego), Marian Lutosławski (inżynier i społecznik działający w wielu organizacjach, np. w CTR, Stowarzyszeniu Techników), Czesław ks. Mirski (prezes Towarzystwa Przemysłowców Guberni Królestwa Polskiego), Józef Natanson (członek komitetu Kasy im. Józefa Mianowskiego), Franciszek Nowodworski (Stowarzyszenie Właścicieli Nieruchomości), Mieczysław Pfeiffer (prezes Towarzystwa Kolonii Letnich), Tadeusz Popowski (zarząd Towarzystwa Przemysłowców Guberni Królestwa Polskiego), Jan Rudnicki (brak danych), Józef Wielowieyski (wiceprezes Towarzystwa Przytulisk Niedoli Dziecięcej) i Kazimierz Życki (postępowiec, właściciel słynnej "Udziałowej"). Towarzystwo bardzo różnorodne, zwłaszcza gdy się weźmie pod uwagę, że później dokooptowano również ortodoksyjnych Żydów, socjalistów czy przedstawicieli środowiska robotniczego.
A jednak z tej listy wyczytać można, co wyraźnie widać też na zachowanych zdjęciach Komitetu Obywatelskiego miasta Warszawy, że byli to wyłącznie mężczyźni. Co nie oznacza jednak braku inicjatywy czy pomysłowości organizacji kobiecych, odegrały one bowiem w procesie tworzenia Komitetu szczególnie ważną rolę. Oto jak się, pokrótce, rzeczy miały.
Ruch kobiecy i w ogóle udział kobiet w aktywności społecznej (to temat na osobne opracowanie) przed I wojną światową był naprawdę znaczny. Nic też dziwnego, że już 1 sierpnia, a więc tego samego dnia, kiedy odbyło się spotkanie założycielskie głównego Komitetu Obywatelskiego, w redakcji pisma „Nasz Dom” miało miejsce pierwsze spotkanie przedstawicielek organizacji kobiecych. Kolejne odbyło się już 3 sierpnia w siedzibie Towarzystwa Ochrony Kobiet. Powołany wówczas komitet mianował się Sekcją Kobiecą przy Komitecie Obywatelskim. Oznacza to, że mamy w istocie do czynienia z połączeniem się dwóch samodzielnych inicjatyw. Kurier Warszawski z 5 sierpnia w dodatku porannym pisał, że Sekcja Kobieca „podzieliła się na odpowiednie komisje specjalne, które będą działały w bezpośredniem porozumieniu z sekcjami komitetu”, a np. powołana przez Komitet Obywatelski „Sekcja żywnościowa liczy na współudział sekcji kobiecej, z którą będzie pozostawała w najbliższych stosunkach”. W wydaniu popołudniowym czytamy już: „Od chwili zawiązania i zalegalizowania komitetu (chodzi oczywiście o Komitet Obywatelski – przyp. PF) i przyłączenia się doń organizacji kobiet minęło zaledwie dwadzieścia cztery godzin, a prace przygotowawcze postąpiły już znacznie naprzód. Obie organizacje, ściśle z sobą połączone i współdziałające, podzieliły się na sekcje, stosownie do potrzeb najpilniejszych i najżywotniejszych obecnej chwili”. Mamy więc w istocie swoisty system dwuwładzy, który zlikwidowany zostanie dopiero, gdy Sekcja Kobieca w wyniku reformy organizacyjnej „po sześciotygodniowem istnieniu, dnia 19 września 1914 r. zamknęła swoją działalność”.
Do prezydium sekcji powołano jako przewodniczącą Helenę Weychert, jako wiceprzewodniczącą Zofię Ośniałowską, jako sekretarkę Wandę Stokowską i skarbniczkę Wandę Herse. Spróbujmy rozszyfrować, choć trochę, te nazwiska. Helena Weychert, najprawdopodobniej reprezentująca wówczas Zjednoczone Koło Ziemianek (rejestrowane w 1907 r. jako Stowarzyszenie Zjednoczonych Ziemianek), to późniejsza towarzyszka życia poczytnej pisarki Marii Rodziewiczówny. Zofia Ośniałowska, wiceprzewodnicząca Towarzystwa Ochrony Kobiet, to kanoniczka warszawska i działająca w wielu obszarach działaczka społeczna (należała m.in. do Towarzystwa Tajnego Nauczania). Wanda Stokowska, co znalazłem na jednej z reklam w ówczesnej gazecie, to zapewne właścicielka sklepu z galanterią, wymieniana jest jako pełniąca funkcję w Polskim Towarzystwie Krajoznawczym. Wanda Herse to najprawdopodobniej założycielka i prezeska Warszawskiego Towarzystwa Wioślarek, a także Sekcji Miłośników Gór Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego (1910-12).
Dopiero teraz mamy pełny obraz powstania komitetu w Warszawie.
Podsumowanie
Fragment tylko w publikacji zwartej
Struktura organizacyjna
(...)
Rada Okręgowa Zagłębia Dąbrowskiego
W 1914 roku, od samego początku wojny, na terenie Zagłębia Dąbrowskiego, które zostało zajęte przez Niemców na stałe już w pierwszych dniach konfliktu, powstawały komitety obywatelskie, podobnie jak na obszarze całego Królestwa Polskiego. Ponieważ jednak główny ośrodek, który znajdował się w Warszawie, był oddzielony od Zagłębia linią frontu, struktury zagłębiowskie rozwijały się trochę inaczej. Można powiedzieć – modelowo, bo już bez nadzoru administracji carskiej, a jeszcze przed uformowaniem się administracji okupacyjnej. To bardzo ciekawe doświadczenie, choć ktoś mógłby określić je mianem anarchii. Tak to opisywano wówczas: „W działalności Komitetów obywatelskich i Rad miejskich, jakie ostatnio powstały w różnych zakątkach naszego Zagłębia, panuje niesłychana rozbieżność, zamęt i chaos. Dzielnica nasza rozbita jest na szereg odrębnych, niezależnych ustrojów samorządowych. Każdy z nich ma swoje prawa i robi, co mu się podoba. O jakimś kontakcie, bliższem porozumieniu się – mowy niema. W miasteczku, naprzykład A. nie przyjmują bonów, wydawanych przez komitet w B. Przez osadę X. milicja nie przepuszcza żywności do miasta Z. itd. Gdzieniegdzie potworzyły się komitety samozwańcze, które ściągają niesłychane opłaty od ludności. Tu i ówdzie ukazały się już bony nie wiadomo przez kogo wydane. W kwestiach dotyczących obowiązków straży obywatelskiej panuje również ogromne zamieszanie. Sprawy żywnościowe, obchodzące ogół Zagłębia, omawiane są coprawda na zjazdach, które od czasu do czasu odbywają się w większych centrach naszej dzielnicy. Niestety, wyników realnych zjazdy owe niewiele przynoszą. Kończy się wszystko tylko na uchwałach, egzekutywy zaś niema, bo brak w Zagłębiu jednolitej organizacji obywatelskiej, mającej władzę wykonawczą” (KZ)
Jednak drogą ustaleń na zjeździe rad i komitetów obywatelskich udało się powołać radę okręgową, której pierwsze spotkanie „w przewidzianym w statucie składzie odbyło się w Dąbrowie dnia 26 września 1914”. Cała ta „anarchia” trwała niecałe dwa miesiące. W oparciu o te oddolne, spontanicznie powoływane władze lokalne bez zewnętrznych nacisków stworzono system (opisany w Statucie), który uwzględniał:
- Rady miejscowe (komitety obywatelskie), które „wybierane są przez zebranie poważniejszych mieszkańców danej miejscowości”, w ich skład wchodził z urzędu prezydent, burmistrz, wójt lub sołtys. Jak już wyżej wspomniano, powstawały głównie na dwa sposoby - jako rady miejscowe (komitety obywatelskie), które tworzyły komitety miejscowe (odpowiednik sekcji po drugiej stronie frontu) lub jako komitety miejscowe, których reprezentacja tworzyła radę miejscową.
- „Komitety okręgowe” (straży obywatelskich, żywnościowych itd.) złożone z przedstawicieli poszczególnych komitetów miejscowych (zazwyczaj po jednym przedstawicielu z wyjątkiem trzech przedstawicieli komitetów z Sosnowca i po dwóch z Będzina, Dąbrowy oraz Zawiercia. Dodatkowo Rada zjazdu przemysłowców górniczych w Królestwie Polskiem miała prawo „posiadania dwóch przedstawicieli (jednego z ramienia przemysłu węglowego i jednego z ramienia przemysłu żelaznego) w każdym komitecie okręgowym”.
- „Radę okręgową”, która zarządzała „wszystkiemi sprawami wewnętrznemi natury ekonomicznej i społecznej w zagłębiu Dąbrowskiem, podlegającemi rozpatrywaniu rad miejskich, gminnych i wiejskich (komitetów obywatelskich) oraz komitetów okręgowych”. W radzie zasiadali przedstawiciele poszczególnych rad miejscowych (po jednym przedstawicielu, z wyjątkiem Sosnowca – trzech i Będzina, Dąbrowy oraz Zawiercia – dwóch) i po jednym przedstawicielu komitetów okręgowych. Również Rada zjazdu przemysłowców górniczych miała prawo posiadania dwóch przedstawicieli.
Dodajmy, że Statut stwierdza, iż „postanowienia rady okręgowej są obowiązujące w całem zagłębiu Dąbrowskiem”, „spełnianie obowiązków przez osoby, wybrane na urzędy obywatelskie (w radach i komitetach), jest bezpłatne”, zaś „siedziby komitetów okręgowych znajdują się w miejscowościach, określanych przez właściwe komitety, siedziba rady okręgowej znajduje się w Dąbrowie Górniczej”. Gdyby tak móc kiedyś przeczytać, jak to szczegółowo działało w praktyce, bo że działało, to fakt. System ten przetrwał nawet podział Zagłębia na strefy okupacji austriackiej z Dąbrową i niemieckiej z Sosnowcem - spotkania odbywały się mimo granicy na Czarnej Przemszy. Jednak polityka okupantów doprowadziła do zamiany tej spontanicznej i oddolnej samorządności w narzucony w 1916 roku system samorządów opartych na wyborach kurialnych. Tę część zadań, które nie mieściły się w kompetencjach nowego samorządu, a które dotyczyły głównie działań charytatywnych, opieki nad dziećmi, przejęły pod okupacją austriacką Komitety Ratunkowe, a pod niemiecką Rady Opiekuńcze. Obie te struktury w dużej mierze "przejęły", podobnie zresztą jak na terenie całego już wtedy zajętego przez państwa Osi Królestwa Polskiego, organizację i działaczy komitetów obywatelskich.
Centralny Komitet Obywatelski
Mylony czasem z Komitetem Obywatelskim miasta Warszawy, odgrywał rolę daleko wykraczającą poza zagadnienia zarządzania miastem. Były to jednak dwie osobne instytucje, nawet wtedy, gdy po ewakuacji części działaczy w sierpniu 1915 roku Zdzisław Lubomirski stanął na czele obu tych komitetów jednocześnie. W komitecie warszawskim przede wszystkim rozwiązywano problemy lokalne, podobnie jak i w innych Komitetach Obywatelskich. Choć tu, jak się przekonamy, na dużo większą skalę. Wystarczy wspomnieć, że na początku 1915 roku KOmW podlegało ponad 200 placówek służby społecznej.
Opowiedzmy więc teraz o CKO, bo miał on niebagatelne znaczenie. Zacznijmy od wspominanego już tu nieraz Centralnego Towarzystwa Rolniczego. Jego działacze byli zaangażowani w powstanie Komitetu Obywatelskiego miasta Warszawy, ale przecież to nie miasta były głównym obszarem działania tej organizacji. CTR skupiało "całe społecznie czynne ziemiaństwo polskie (około 2000 członków) oraz ogromną większość uspołecznionego włościaństwa (około 20000 członków kółek)” [Grabski, Żabko-Potopowicz 1932, s. 2]. To w tym środowisku rodzi się myśl o powołaniu instytucji, która pełniłaby funkcje koordynacyjne na terenie całego Królestwa. Chodziło o zorganizowanie całego ruchu społecznego w oparciu o zaplecze organizacyjne CTR. Władysław Grabski (późniejszy kilkakrotny premier RP) jako wiceprzewodniczący CTR w momencie wybuchu wojny przerywa urlop, by „natychmiastowo zorganizować pokojowo cały naród polski... Teraz podczas wojny to, co było programem życia, winno się było stać programem chwili” [Grabski, za: Kołodziej 2002, s. 58]. Ideę tę streszczał komunikat, który wydrukowały gazety 3 sierpnia: "W wyjątkowej chwili obecnej grono osób; którym dobro kraju leży na sercu, oświadcza, że naród nasz, powodowany głębokiem zrozumieniem losów własnych, winien:
zachować całkowity spokój;
strzec życie ekonomiczne od rozstroju zapewniając dowóz żywności, utrzymanie dla szerokich mas, kredyt oraz bezpieczeństwo publiczne;
chronić od upadku ekonomicznego i rozprzężenia placówki kulturalne w postaci instytucyj społecznych i ekonomicznych, kredytowych, rolniczych, kooperatyw i innych;
świadczyć pomóc wzajemną, nieść ofiary i współdziałać w osiągnięciu powyższych celów.
Naród nasz musi w dobie dzisiejszej wykazać swą jedność duchową i sprawność w działaniu oraz zespolić się dla wyłonienia z własnego środowiska w każdej miejscowości kraju osób, które umiałyby nadać niezwłocznie życiu naszego społeczeństwa bieg zgodny z powyższemi wskazaniami".
To program oficjalny, który przepuściła cenzura, ale widać, że kryje się za nim chęć zorganizowania całego społeczeństwa. Centralny Komitet Obywatelski nie ukrywał swoich intencji, pisząc w uchwale Sekcji komitetów miejscowych, że działalność komitetów lokalnych powinna „na tyle wyszkolić swych członków, aby, zapoznawszy się z doraźnemi potrzebami miejscowymi, mogli już planowo rozpocząć robotę zagospodarowania kraju, przez uzdrowienie i uruchomienie czynników produkcji. Szczególniej w miastach Komitety Obywatelskie stać się winny wzorem przyszłych organów samorządowych”. Dążenie do samodzielności w sytuacji podległości administracji rosyjskiej było nie lada wyzwaniem, bowiem „[j]eżeli nawet wobec chwilowej konieczności rząd rosyjski godził się na egzystencję tak wielkiego aparatu w ręku polskim, starał się jednak możliwie poddać go swoim wpływom, a niektórzy jego przedstawiciele wprost dążyli do podkopania jego istnienia. Na walkę z takimi zakusami C.K.O. musiał poświęcać wiele energji i dowodem wielkiej umiejętności lawirowania wśród niebezpiecznej sytuacji było pomyślne odparowanie najgroźniejszych ciosów, a równocześnie ponaglanie rządu do dawania C.K.O. dużych funduszów na jego pracę”. Słowa te, choć zapewne subiektywne (wygłaszający je człowiek był jednym z głównych aktorów tej gry politycznej), oddają chyba istotę problemu. Jak stworzyć ciała formalnie podporządkowane administracji, w działaniach jednak niezależne? Ale nie tylko o niezależność szła walka. Niezależną instytucję, w warunkach destabilizacji systemu, dość łatwo było powołać, ale chodziło jednocześnie o wykorzystanie narzędzi dostępnych administracji, a przede wszystkim będących w jej dyspozycji środków.
Nieformalny CKO działa początkowo jako grupa ludzi spotykająca się co parę dni, by wpływać na rozwój ruchu komitetów w całym kraju, wykorzystując struktury CTR. "Pomimo że w kraju stanęły koleje, że z Warszawy nie sposób prawie było się wydostać, rozesłanych zostało kilkunastu delegatów CTR w różne strony kraju dla organizowania komitetów obywatelskich. Niektórzy z nich piechotą wyruszali przez rogatki warszawskie, a dalej jeździli od dworu do dworu. W ten sposób sięgali w Kaliskie i Kieleckie" [CKO Sprawozdanie 1914-1915 AAN, 499]. Założenie było takie, że CKO zalegalizuje się, gdy już powstanie „ze setka komitetów, by już coś robiły”. CKO, którego formalne istnienie władze zaborcze zaakceptowały 11 września 1914 roku, powstał bez zatwierdzonego statutu (co było ewenementem i znacznie ułatwiało pracę) i w kwestii zależności od władzy starał się prowadzić własną politykę.
Próby zarejestrowania Centralnego Komitetu Obywatelskiego nie były łatwe i wymagały dużej zręczności politycznej [por. Achmatowicz, s. 335 i nast.]. Początkowo liczono na to, że będzie to forma reprezentacji lokalnych komitetów. Na to władze carskie nie chciały się zgodzić. W efekcie powołano formalnie 12-osobowe zebranie ogólne CKO pod przewodnictwem przedstawiciela administracji rosyjskiej.
Na czym polegał pomysł zachowania niezależności przy formalnym uzależnieniu od administracji? Przedstawmy to na przykładzie Komitetu Obywatelskiego miasta Warszawy, który już wcześniej testował to rozwiązanie. Instytucjonalnie, przynajmniej w pierwszym okresie, był on silnie związany z administracją carską. Początkowo został zatwierdzony jako 14-osobowe ciało społeczne przy niedemokratycznym magistracie miejskim, z prezydentem miasta jako przewodniczącym. Taka sytuacja z jednej strony ułatwiała „zabiegi wymagające współdziałania i sankcji władz, z drugiej jednak strony krępowało [to] poniekąd samodzielność Komitetu, jako organu wyłonionego ze społeczeństwa. Wyjście z tej sytuacji znaleziono analogicznie do tego, z jakiego skorzystał C.K.O. Wytworzono więc Sekcję Ogólną, w skład której weszli wyłącznie członkowie obywatele, a która stanowiła właściwy, chociaż nieurzędowy Komitet, to jest organ naczelny, kierujący całą społeczną robotą organizacyj Komitetowych i mający na czele Prezydjum przez siebie wybrane. (...) Oficjalnie zaś, t.j. wobec władz, Komitetem było to samo grono osób, zbierające się na tak zwanych Plenarnych Posiedzeniach pod przewodnictwem prezydenta miasta, Rosjanina, z udziałem jeszcze innych osób urzędowych. Dwoistość ta trwała przez cały czas rządów rosyjskich, znikła zaś dopiero po zastąpieniu ich przez władze niemieckie”. Jak to działało? Projekty uchwał przygotowywano wcześniej w ramach właściwego KOmW czy CKO, a na zebraniach ogólnych wysiłek skierowany był już tylko na przeforsowanie przygotowanych propozycji u przedstawiciela oficjalnej władzy. Osłabiona władza skazana była na akceptację większości społecznych propozycji.
W sierpniu 1915 roku , gdy wojska niemieckie wchodziły do Warszawy, C.K.O. podzielił się, by nadal działać po obu stronach frontu. Jeden pozostał w Warszawie pod przewodnictwem księcia Lubomirskiego i próbował pełnić funkcję polskiego rządu, aż do rozwiązania 12 września 1915 roku, kiedy to niemiecki generał-gubernator Hans von Beseler wydał obwieszczenie o rozwiązaniu CKO i innych komitetów – poza Komitetem Obywatelskim m. Warszawy. Jako przyczynę podano, m.in. to, że Centralny Komitet samodzielnie „mianował w kraju sędziów, próbował pobierać podatki, wydawał rozporządzenia tyczące się utworzenia Straży Obywatelskiej poza granicami Warszawy i udzielał pozwolenia na noszenie broni… [Odezwa CKO z 1915 r.]”
Drugi, jako Centralny Komitet Obywatelski Królestwa Polskiego w Rosji, działał na uchodźtwie i przyczynił się wsparcia Polaków uciekających lub siłą wysiedlonych ("bieżaństwo") z terenów opuszczanych przez Rosjan. Poza nazwą i czołowymi działaczami była to jednak już zupełnie inna instytucje, która istniała w Rosji aż do roku 1918.
Organizacja komitetu
Ciąg dalszy nastąpi...
Włącz się
Napisz
na facebooku lub na adres asocjacje[]ofop.eu