TPN czasy pruskie 2
ROZDZIAŁ II.
Fundusz pojezuicki
Projekta Goldbecka. Protest Hoyma. Uniwersytet katolicki. Program edukacyl wyższej. Büsching i jego Magazyn. Wydzielenie części funduszu edukacyjnego na uniwersytety pruskie. Badania źródłowe nad powstaniem owego funduszu. Szkoły prote- stanckie. Obliczenia Hoyma. Konsystorz ewangielicki w Poznaniu. Opinia Woellnera. Karye- rowicz Regehly. Zasada «ausrotten« w odniesieniu do języka polskiego.
Gdy po ostatecznym rozbiorze Rzpltej rząd pruski zajął się energicznie sprawą oświaty i wychowania w zagarniętych prowincyach polskich, na pierwszy plan wysuniętą została — kwestya użycia funduszów pojezuickich na cele germanizacyi. Minister Goldbeck, popierając projekt kamery poznańskiej, zażądał od ministra Hoyma, by fundusze te przeznaczył, jeśli nie w całości, to przynajmniej w części, na korzyść protestantów, przedewszystkiem zaś — luteranów prowincyi Prus Południowych.
Minister Hoym, w odezwie z dnia 11 listopada 1796 roku do ministra Goldbecka wystosowanej, zaprotestował przeciw takiej pretensyi, przytaczając w obronie funduszu edukacyjnego, iż ten powstał wyłącznie ze sprzedaży majątków pojezuickich, na które się wyłącznie katolicy składali.
Podsunął przytem myśl utworzenia z owych funduszów — uniwersytetu katolickiego w Prusiech Południowych, by taką drogą dojść do zatamowania wędrówek młodzieży polskiej do wszechnicy krakowskiej (11). Nie zgodził się z poglądem na źródło powstania funduszu pojezuickiego minister Goldbeck. W odezwie z dnia 24 listopada 1796, do konsystorza poznańskiego wystosowanej, polecił wyśledzić: czyli majątki jezuitów nie powstały z konfiskat mienia dyssydentów i powołał w tej mierze epizod sprawy toruńskiej z roku 1725 (12).
Oparł się również stanowczo propozycyi Hoyma, by utworzyć nowy katolicki uniwersytet w Prusiech Południowych. «Aby wytworzyć między ludnością miejscową, a głównie wśród kleru katolickiego, kulturę, moralność i patryotyzm, — pisał Goldbeck — aby wywołać poprawę charakteru narodowego i oswoić nowych poddanych z nowemi rządami, nowem prawodawstwem i obyczajami, należy działać w duchu zmieszania obu narodowości (es sei ausserst wichtig, eine Mischung zwischen beiderlei Nationen hervorzubringen) i wyprowadzenia mieszkańców Prus Południowych ze stanu odrębności, w jakim dotychczas pozostawali, a co było główną przeszkodą w postępie ich kultury... Utworzenie uniwersytetu w Prusiech Południowych bynajmniej nie przyczyni się do ułatwienia młodym duchownym poznania innych ludzi i innych obyczajów, i do wykorzenienia z ich umysłów zasad nietolerancyi i przesądów...
«Można zapobiedz wędrówkom do wszechnicy krakowskiej — obostrzeniem dotychczasowych w tej sprawie przepisów... Należałoby raczej istniejący już we Wrocławiu uniwersytet uposażyć w nauczycieli, dobrze językiem polskim władająch» (13).
Źródłem informacyj ministeryum pruskiego o stosunnach ekonomiczno-polityczno-społecznych przyłączonych prowincyj polskich, było w owym czasie wyłącznie dzieło Antoniego Fryderyka Buschinga: Magazin fur neue Historie und Geographie (Hamburg, 1767—1793), w którem autor, uważany w swoim czasie za ojca nowożytnej geografii, zebrał wiele ciekawych o Polsce szczegółów. — Obliczenie funduszu pojezuickiego na trzydzieści milionów złotych polskich, przez Buschinga dopełnione, obudziło pożądliwość władz pruskich. Już król Fryderyk Wilhelm II rozkazał wydzielić z owego funduszu kapitał pięć tysięcy talarów, na rzecz uniwersytetów pruskich: Królewca, Frankfurtu nad Odrą i Halli. Zamierzano szczodrobliwość tę zwiększyć, ze szkodą nowych poddanych. Oparł się tym razem tej imprezie graf V. Hoym i, w odezwie z d. 4 grudnia 1796 r. do ministra Goldbecka wystosowanej, stanął w obronie zasady, iż dowierzać cyfrom problematycznym Buschinga nie należy i że względy w słuszności nie dozwalają na tak bezceremonialne szafowanie funduszem, którego źródło i cele były zupełnie odmienne od domyślnych (14).
Nie godząc się z poglądem min. Goldbecka, jakoby fundusz ów powstał z konfiskat mienia dyssydentów, pisze dalej Hoym: «Dyssydenci byli wprawdzie ograniczani i wyłączani od urzędów, lecz bynajmniej nie prześladowani i nie pozbawiani majątków (allein nicht eigentlich verfolghtfojgt und ihrer Guter beraubt), a jeśliby nawet przyjąć, że niejakie dobra przeszły taką drogą do jezuitów, to, na wypadek restytucyi, należałoby te dobra zwrócić potomkom poszkodowanych, a nie — zupełnie obcym instytucyom... Fundusz ten poedukacyjny należy obrócić w zupełności na reformę szkół katolickich, wiejskich i miejskich, co i tak pociągnie za sobą nakłady znaczne.
Nie tak łatwo odstąpił Goldbeck od swego projektu, a choć go złagodził w części tem, iż domagał się przeznaczenia choćby pewnej części funduszu edukacyjnego na tworzenie szkól protestanckich, to jednak graf Hoym i na to zgodzić się nie chciał, powołując się na świeżo wydaną przez króla instrukcyę w przedmiocie szkolnictwa w Prusiech Południowych i wymówił się niemożnością traktowania w tej sprawie z ministeryum pruskiem (15).
W odezwie gr. Hoyma do Goldbecka, z dnia 12 marca 1797 r, znajdujemy bliżej nas obchodzące szczegóły o wysokości i przeznaczeniu funduszu poedukacyjnego w Polsce pruskiej.
Składał się on z rocznych intrat, w wysokości około 30 tysięcy talarów, z których, po potrąceniu 5 tysięcy talarów na uniwersytety pruskie, pozostałość, w kwocie 15 tys. talarów, przeznaczoną była na utrzymanie szkół w departamencie warszawskim, jako to: na kollegia i płace nauczycielskie. «Reszta 10 tys. talarów musi być poświęconą na zakłady uniwersyteckie, z uwagi, że akademie polskie w Wilnie i Krakowie pod obce panowanie przeszły, a zależy na utworzeniu seminaryum katolickiego i szkół miejskich przedewszystkiem. Mam nadzieję — kończy gr. Hoym — iż, przez nowe oszacowanie sprzedanych majątków i realizacyę wątpliwych pretensyj, fundusz ten może będzie powiększony, czem się obecnie kamera południowo-pruska gorliwie zajmuje, lecz taki zamiar będzie wówczas dopiero urzeczywistniony, gdy papiery i dokumenta zabrane przez generała rosyjskiego von Buxhoewdena, przy ustąpieniu jego z Warszawy, odzyskanemi zostaną, o co już ministeryum spraw wewnętrznych u dworu cesarsko- rosyjskiego poczyniło należyte starania».
Najgorliwszym orędownikiem zagarnięcia części funduszu pojezuickiego na cele szkolnictwa protestanckiego był konsystorz ewangielicki w Poznaniu, w którym zasiadali: generalny consenior Kaulfuss, kreissenior Hellwig i reformowany generalny senior Cassius.
Według ich opinii, przesłanej 23 stycznia 1797 roku
królowi i opartej na wiadomościach zaczerpniętych z dzieła
Węgierskiego (Regenvolsciusa): Slavonia reformata (1679),
w czasie prześladowań dyssydentów, 1614—1617 roku, za-
brać miano protestantom dwa kościoły, jedną szkołę i szpital w Poznaniu. Z konstytucyi 1775 r. wynika, że fundusz
edukacyjny przeznaczonym był na cele szkolnictwa, bez
różnicy wyznań chrześcijańskich, tem samem, zastosowanie
tej zasady do obecnego stanu rzeczy, nie powinnoby nastręczać trudności(16).
Poparł tę opinię i minister Woellner, w raporcie do króla z d. 8 kwietnia 1797, wzmocniwszy ją uwagą, że utworzenie zasiłkowym funduszem seminaryów mieszanych, poza granicami Prus Południowych, w którychby, na równi z językiem macierzystym, uprawiano i język niemiecki, skutecznie mogłoby wpłynąć na reformę i poprawę ducha narodowego Polaków (17).
Pożadliwem okiem zwracały się w stronę Prus Południowych aspiracye karyerowiczów, by na gruncie kultury dawnej polskiej posiać ziarno germanizacyi. Zarzucano ministerya prośbami w tym kierunku, obiecując szybką zmianę upodobań do form zaśniedziałych, a przedewszystkiem do języka rodzimego, na korzyść, kultury wyższej i języka niemieckiego.
W języku polskim upatrywano głównego wroga nowego rzeczy porządku, i już wówczas, w końcu XVIII wieku, wysunięto na plan pierwszy hasło „ausrotten!", której, w czasach naszych, pseudofilozof i propagator zasady «bezwiedności», Hartmann, nadal tak smutnie popularny rozgłos.
O «wytępieniu» przedewszystkiem języka polskiego marzył taki np. Regehly, kaznodzieja protestancki, guwerner syna Maryi z książąt Czartoryskich, księżny Ludwiki Wirtemberskiej, autorki Malwiny, po jej rozłączeniu się z mężem. On to, osiadłszy w bawarskiem mieście Beyreuth i bywając często w Puławach, zarzucał ministra Woellnera prośbami, o powierzenie mu w Prusiech Południowych posady nauczyciela, by wpływem swoim i kazaniami módz przyspieszyć urzeczywistnienie celu upragnionego.
Wydał on w swym czasie broszurę pod tyt.: „Über Schulverfassung des an Südpreussen grunzenden Theiles von Oberschlesieu" i wykazał w niej, że źródłem wszelakiej niedoli niemczyzny w dawnych prowincyach polskich „ist und bleibt immer - zuerst die polnische Sprache. So sehr auch form gearbeitet wird, sie, wo nicht auszurotten, doch mit der deutschen zu rerbinden, so behaupte ich doch,... że stać się to może faktem... dopiero po wygaśnięciu dwóch pokoleń.
Przyspieszenie tak pożądanego rezultatu mogłoby nastąpić przy pomocy środków proponowanych przez Regehlyego a mianowicie, przez powierzenie mu upragnionej posady, do której ciągnie go «pełne najlepszych intencyj serce dobrego Prusaka»(18). - Tylko taki systemat mógłby utworzyć silny łańcuch, którymby można opętać niespokojne i za klubami tęskniące państwo (den unruhigen und nach Klubbs durstenden Staat...) i przywiązać je do osoby nowego monarchy...».