Dom św. Jadwigi

Z MediWiki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Dom św. Jadwigi, Eugenja Żmijewska

tekst za [KURJER WARSZAWSKI, Dnia 25 marca 1914 r.]

Nasza szwaczka! Nie ustępuje paryskiej ani szykiem, ani urodą, ani poczciwością ani nawet bezfrasobliwym humorem, choć cieszyć się niema z czego. A od paryskiej czyściejsza, porządniej umyta i uczesana. Tak, mimo wszystko, co się mówi o słowiańskim brudzie, gallijski jeszcze go przewyższa.

Żaden poeta nie silił się nadać jej nazwy, więc ona sama przezwała się „pracownicą igły" — Szumnie, bez wdzięku. Gdybyśmy o nią dbali, gdyby nam była drogą. my sami dalibyśmy jej miano. Nazwalibyśmy ją pieszczotliwie. Jak? Może „igiełką". Droga jest nielicznemu gronu. Od długiego lat szeregu dla szwaczek pracuje Cecylja Walewska, pani Wereszczakowa, kanoniczka Ośmiałowska, o zdrowie, zdrowotność, o dobrobyt swych pracownic troszczy się od lat dziesiątków p. Adam Herse — że o tych wspomnę jedynie, od lat kilku należytcm zorganizowaniem ich współdzielczego zrzeszenia p. n. „Dźwignia" zajmuje się redaktorka Naszego Domu Pani Józefowa Kotarbińska

To dużo, ale potrzeby są wielkie, więc za mało. Rzesze pół głodnych, prawie bezdomnych cisną się kątem po suterenach, poddaszach, a za wszystkiemi węgłami ulic czai się pokusa, czyha na młodość — niesytą chleba, niesytą życia, a ocierającą się o — użycie,

Temu zapobiedz może tylko — dom własny, rodzina uczciwa. A jeśli rodziny brak to — dom, któryby ją zastąpił. O takim pomyślała da naszych szwaczek — cudzoziemka. Przybyła do nas z Anglji w celach pedagogicznych, a tak sercem przylgnęła do kraju naszego, w trzech jego dzielnicach, tak umiała dookoła swej osoby zgromadzić szacunek powszechny, że gdy o los pracownic polskich się zatroskała — ofiarność polska w trzech dzielnicach przyszła jej z pomocą.

Dzięki temu trzy domy otworzyły się dla pracownic: w r. 1890 w Krakowie, w r. 1898 w Poznaniu, wreszcie w r. 1901 w Warszawie. Wszystkie pod wezwaniem św. Jadwigi. Tą cudzoziemką, dbała o los naszych pracownic była miss Mary Williams. Danem jej było rok tylko jeden patrzeć na rozwój trzech ukochanych Domów. Zmarła w Poznaniu w klasztorze sióstr miłosierdzia, w październiku 1902 roku.

Jakkolwiek drogiemi nam są wszystkie trzy, najdroższym ten najbliższy — warszawski. Za pięć tysięcy rubli, zebranych przez fundatorkę, na początku dano schronienie kilkunastu pracownicom. Chodziło o to, aby miały dom jaknajprędzej. Więc odrazu musiano walczyć z niedoborem. Walczono o własnych siłach, nie potrząsając głośno skarboną.

Jedyny to zakład, który mając pozwolenie na zabawę dobroczynną — urządzenia jej zaniechał, zobowiązując natomiast zarząd do podwojenia starań ku zdobyciu jaknajwiększej liczby członków. Fakt niebywały.

Zarząd nie poprzestaje na „zasiadaniu". Każdy z jego członków zabiega, krząta się, żadnego szczegółu nie uważa za drobny i błahy, gdy chodzi o dobro zakładu.

W skład tego grona wchodzą: Marja Augustowa hr. Potocka, jako przewodnicząca, p. Adamowa Herse, jako wiceprzewodnicząca, p. Zofja kanoniczka Ośmiałowska, jako sekretarka, p. Marja Świderska, jako skarbniczka, oraz członkowie: Julja hr. Aleksandrowicz Elżbieta hr. Mycielska, księstwo Michał. Woronieccy, pp.: Henryk Barylski, Czesław Wajcht, Edward Geisler i Romocki.

A cel ich zabiegów, a zadania jakie? Panienkom ubogim od lat 14 do 30-u, pozbawionym opieki rodzinnej, a utrzymującym się z pracy zawodowej, w pierwszym rzędzie szwaczkom — dać mieszkanie i pożywienie za możliwie nizką opłatą, a nadto pomoc w znalezieniu odpowiedniego zajęcia.

Pierwszym dachem nad ich głową był dworek w ogrodzie, oddany do ich wyłącznego użytku w posesji Władysława hr. Branickiego przy ulicy Wiejskiej pod Nr. 16. Wymarzona siedziba. Tu przez lat jedenaście pensjonarki zakładu były. jak na wsi. Lecz, niestety, dom musiał uledz zburzeniu. W drodze kompensaty, szczodry właściciel i protektor ofiarował przy ulicy Książęcej Nr. 9 pod budowę własnego Domu św. Jadwigi plac wartości 30,000 rubli. Ale na plac nie można przyjść zpustemi rękoma. Budować? Za co? Szczupłe dochody pochłania i przekracza utrzymanie zakładu, przeniesionego na ul. Chmielną pod Nr. 27. Sam lokal kosztuje 2,200 rubli. A utrzymanie panien? Każda z nich płaci po rb. 12 za wszystko, do każdej zarząd dopłaca — po 4 rb. Więc brak funduszu na rozpoczęcie budowy. Zeby do niej. przystąpić potrzeba — conajmniej 6,000 rb. Przedsiębiorca-architekt gotów czekać na resztę sumy, objętej kosztorysem. Ale zkąd tych sześciu tysięcy dostać?. Wziąć skarbonę pustą — i zawodzić: — co łaska?

Nie. Starczy opowiedzieć o tym Domu, o jego założycielce — o jego zadaniu społecznem. Kto o tem wie? Szczupła garstka opiekunów, członków. Paręset osób. Niechże się dowie dużo kobiet. Każda z nich jest dłużniczką — igiełek. Każda — czy to się stroi, czy ubiera, czy się tylko — odziewa. A w Warszawie jest conajmniej kilkadziesiąt tysięcy pań, które noszą karakułowe, pluszowe, fokowe okrycia. Gdyby co jedna dziesiąta poczuła się dłużniczką tych, które okrycia szyją i oszacowała swój dług na 5 rb. tyle właśnie wynosi roczna składka członkowska, zebrałoby się sporo.

A w Warszawie jest tyle stowarzyszeń kobiecych. Gdyby każde i jako jednostka zbiorowa i jako jednostki pojedyncze, poczuła się do obowiązku popierania tej instytucji i 5-rublową składką i zjednywaniem jej nowych członków i serdecznem zainteresowaniem dom św. Jadwigi zyskałby dużo. A w Warszawie jest kilka pism kobiecych. Gdyby każde opowiedziało swych czytelnikom o tym Domu, możnaby zapewnić dach tym 55-u pracownicom, które dziś korzystają z dobrodziejstw Domu i liczniejszym daleko, które tych dobrodziejstw potrzebują. Znając Warszawę, znając naszą ofiarną prowincję, nie wątpię, że winą niedoborów Schroniska jest zbytnia nieśmiałość. Zo gdy nasze kobiety dowiedzą się o Domu, liczba, członków tak się zwiększy, że starczy nietylko na chleb i dach, lecz i na potrzeby duchowe pracownic. O ile takie właśnie potrzeby będą większe, o tyle mocniejszy wał ochronny przeciwko pokusom, które czyhają z za węgłów.

Więc na Dom św. Jadwigi. Na dom własny! Co łaska? Nie. Do czego powołuje coraz większa solidarność zbytku z nędzą — światła z ciemnotą.