Koniec ideologii, niech żyją idee!

Z MediWiki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Poza Rządem Salon24 notka z 22.06.2008

Moje wątpliwości z poprzedniego wpisu „Stracony republikanizm czy chłopska nieufność” dość szybko znalazły wsparcie. W ostatniej Europie Jadwiga Staniszkis opisuje to co się dzieje w Unii Europejskiej "Jest to rewolucja mieszczańska - nie chłopska czy rycerska. Mieszczańska, bo jej celem jest trwanie, ponawianie wysiłków (choć bez nadmiernej szarpaniny) i świadomość, że niewiele da się zdziałać, ale nie należy schodzić poniżej pewnych standardów. Bez udawania, że jest się czymś lepszym niż w rzeczywistości.(...) A my jesteśmy i chłopscy, i rycerscy. Z naszą polityczną kulturą gestu i spektaklu jesteśmy zapewne dla Unii drażniący".

Nie to jednak w tym numerze Europy jest najciekawsze. Duże ciekawszy jest zupełnie inny trop z wypowiedzi Jadwigi Staniszkis, która mówi "istotą państwa jest władza, którą dziś rozumie się przede wszystkim jako sterowność albo inaczej: jako zdolność osiągania założonych celów. A ta zależy nie od tego, czy rządzi X, czy Y (a nawet ta czy inna partia), ale od jakości sprzężeń między instytucjami składającymi się na państwo i szeroko rozumianą przestrzeń publiczną". W istocie - jeżeli dobrze rozumiem - mamy do czynienia z "rewolucją bez ideologii" gdzie "minimum władzy", która określa pewne dozwolone granice, wyznacza ogólne kierunki i podstawowe zasady działania, zostało oddane w ręce korporacji urzędników. Okazuje się, że kwestie ideologiczne, kwestie wyznawanych wartości są czymś mało znaczącym, gdyż w systemie sieciowym, "logiki wielowartościowej" "kategorie różnicy i niesprzeczności tracą sens, a synkretyzm wypiera dyskursywne dochodzenie do prawdy". W takim przypadku ideologia (poza tak niemodnym pojęciem bycia uczciwym wobec siebie) traci sens, gdyż po pierwsze wyznawane lub tylko wygłaszane poglądy nie mają możliwości realizacji, a po drugie są one "wartościowe" o ile zwracają na siebie uwagę opinii publicznej. Tylko wtedy bowiem "pomagają wygrać wybory, ale nie rządzić", a w każdym razie, dodajmy, z rządzeniem niewiele mają wspólnego.

I tu dochodzimy do drugiego tekstu zamieszczonego w tym numerze Europy pt "Targowisko próżności", które w sposób dobitny pokazuje nam istotę stosunku polityków (ciągle mam nadzieję, że nie wszystkich) do własnych przekonań, a co za tym idzie tłumaczy np. skłonność naszych reprezentantów do zmieniania nie tylko zdania, ale i opcji politycznej, ich swobodnego stosunku do prawdy i innych „drobiazgów”. Co prawda autor mówi tu o intelektualistach (o jakże pasuje ta teza do większości naszych intelektualistów zapełniających media), ale wydaje się, że wnioski są podobne. "Dawniej ludzie ci byliby oceniani na podstawie tego, co piszą (u polityków, co robią - przyp. mój). Dziś ocena zależy od tego, ile narobią wokół siebie hałasu i jakie wywołają komentarze". Wynika to z prostego faktu. Ponieważ "nasza kultura po prostu nie traktuje już idei zbyt poważnie" to "dezercja stała się kolejną branżą przemysłu, i to całkiem lukratywną". Kiedyś ceniliśmy kogoś za jego przywiązanie do ideałów, stabilność poglądów, wyważanie sądów. Dziś naszą uwagę zwracają Ci, którzy nagle poglądy zmieniają, lub wygłaszają coraz to bardziej kontrowersyjne tezy, choćby nie miały one żadnej podstawy. A ponieważ Ci drudzy wygrywają, ci co chcą wygrywać traktują to jako normę, jako nakaz, jako wezwanie aby posunąć się jeszcze dalej.

Obraz jest przygnębiający, ale przecież jest nadzieja. Oto Staniszkis widzi w całym tym fataliźmie sieci promyk nadziei iż "w tej nowej Unii istnieje szansa na powrót polityki jako dyskursu między rządzącymi i rządzonymi nastawionego na rozplątywanie dobra i zła, sprawiedliwości i niesprawiedliwości". Można tu wyciągnąć wniosek, że w tym systemie rządzenia bez rządzenia (określane jako good governance - co mylnie tłumaczy się jako dobre rządzenie gdy w istocie chodzi raczej o dobre zarządzanie) zwiększa się rola organizacji pozarządowych, które nie są tylko formą artykulacji i reprezentacji interesów, ale przede wszystkim (przynajmniej teoretycznie) ostoją wartości. Wracając do kwestii miszczańska, chłopska czy rycerska nasza sytuacja nie jest najgorsza. "Być może więc łatwiej niż inni odnajdziemy się w potraktatowej Unii z jej wymogiem budowania na poziomie kraju optymalnej - ze względu na własną sytuację - kombinacji norm. To jednak wymaga od polityków powagi i wiarygodności". Wymaga też, dodajmy, świadomego, zorganizowanego społeczeństwa obywatelstwa, które nie tylko będzie równorzędnym partnerem dla rządu (niezależne z jakiej opcji ideowej nadejdzie), ale też znaczącym aktorem w samej Unii.


Jadwiga Staniszkis Nadążyć za Europą

Jacob Heilbrunn Targowisko próżności