Państwo żebracze

Z MediWiki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Poza Rząd Salon24 wpis z 10.10.2008

Jeszcze o prywatyzacji szpitali, o których już pisałem "Prywatyzować czy uspołeczniać?",a po propozycji Prezydenta dotyczącej referendum powróciło na salony, choćby w stanowisku pisma "Obywatel". Nie mam nic przeciw referendum, choć wszystkie do tej pory przygotowane były tak, że można było wybierać jedynie między dżumą a cholerą. Boję się, że i tak byłoby w tej chwili. Referendum jest dobre gdy mamy do czynienia z wyborem pomiędzy jasnymi alternatywami. Zostawić tak jak jest jest równie źle jak źle komercjalizować.Ja oczywiście nie mam pomysłu na systemowe rozwiązanie, ale przypomniał mi się tekst, który napisałem w 1996 roku, który mówi o tym, jak działania społeczne mogą zamiast wspierać reformę utrwalać patologię. Może kogoś zainteresuje:

Państwo żebracze

10 grudnia w Hotelu Mariott w Warszawie odbyła się konferencja “Pozyskiwanie funduszy dla szpitali wśród społeczności lokalnej” zorganizowana przez Fundację “Przyjaciele Szpitala Dziecięcego przy Litewskiej”. Jej celem było propagowanie doświadczeń fundacji wśród pracowników szpitali z całej Polski. Organizatorzy tak opisywali potrzebę zakładania fundacji wspierających placówki służby zdrowia: “W szczególny sposób kryzys dotknął sektor opieki zdrowotnej, który i tak w większości krajów tego regiony Europy nigdy nie cierpiał na nadmiar pieniędzy. Wraz z upadkiem poprzedniego systemu, a co za tym idzie, budżetu centralnie planowanego, tradycyjny strumień środków kierowanych na publiczną opiekę medyczną, który nigdy nie był zbyt obfity, zaczął wysychać. Pojawiło się pytanie: co dalej? Pozwolić na dalszy upadek placówek służby zdrowia? Czy też szukać innych możliwości rozwiązywania problemów, z jakimi przyszło się zmagać instytucjom publicznym? Na szybką poprawę sytuacji finansów państwa, czego efektem mogłoby być silniejsze wsparcie środkami budżetowymi placówek służby zdrowia, trzeba będzie jeszcze długo poczekać. Do tego czasu instytucje te będą wymagać wsparcia pozabudżetowymi środkami”.

Czy tak jest rzeczywiście? Czy zbiórki na szpitale, szkoły, domy kultury, akcje takie, jak Zima dzieciaków czy Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, rzeczywiście wspomagają reformy, czy też wręcz przeciwnie? Takie pytania pojawiają się czasami, ale w atmosferze radości, że oto znów udało się komuś pomóc, nie znajdują zrozumienia.

Janina Ochojska (Gazeta Wyborcza z 8 listopada 1996 r.) pisze na temat akcji Zima dzieciaków: “skoro najwyżsi urzędnicy państwowi chcą pokazać się z dobrej strony i zbierać pieniądze na ulicach, pozwólmy pokazać się im ze strony jeszcze lepszej – niech zamiast topić pieniądze powiedzmy w BGŻ, oddadzą je domom dziecka. W końcu nie żądamy od nich wiele – tylko wywiązania się z podstawowych zobowiązań. Wtedy będzie można zrobić następny krok i przeznaczyć pieniądze zebrane dzięki społecznej ofiarności na to, czego w domach dziecka brakuje, a czego kupienia z pewnością od państwa oczekiwać nie możemy”.

I co się dzieje – zbierane społecznie pieniądze idą na ubranie, wyżywienie, opał. Ministerstwo Edukacji zaś dofinansowuje akcję organizowaną przez ZSP “Choinka dla dzieciaków” dla wychowanków domów dziecka (ZSP ubiegało się o dotację z MEN w wysokości 100 000 nowych złotych). Inicjatywę niewątpliwie potrzebną, ale nie w sytuacji, gdy społeczeństwo ratuje niedofinansowane przez to ministerstwo domy dziecka.

System służby zdrowia, edukacji, kultury jest w Polsce ciągle źle zorganizowany i – w obliczu strajków lekarzy, protestów nauczycieli – nie jest to dla nikogo tajemnicą. Konieczna jest kontynuacja reform, a społeczne wsparcie dla upadających jednostek budżetowych bez społecznej kontroli dystrybucji środków to syzyfowa praca. Jeżeli NIK oskarża Ministerstwo Zdrowia o niegospodarność np. przy zakupie sprzętu, to wspaniała skądinąd idea Orkiestry Świątecznej Pomocy może budzić wątpliwości. Czy rzeczywiście mamy z własnych pieniędzy finansować to, co mogłoby być sfinansowane z naszych podatków?

(...) Niewątpliwie społeczna pomoc domom dziecka, szpitalom, szkołom jest przejawem wrażliwości społecznej, zaangażowania wielu ludzi na rzecz innych. Nie może jednak zastąpić zmian systemowych państwa, gdzie wpływy ze zbyt wysokich podatków nie pokrywają nawet minimum potrzeb, których zaspokojenie jest tego państwa obowiązkiem. Musimy mieć świadomość, że w tym przypadku de facto państwo wyciąga do nas rękę prosząc o kolejne datki. To, że robią to w jego imieniu organizacje pozarządowe, ma swoje konsekwencje. Biorą one tym samym na siebie nie tylko odpowiedzialność za sensowne wydatkowanie zebranych funduszy. powinny również czuć się zobowiązane do kontrolowania, na co przeznaczono zaoszczędzone w ten sposób budżetowe środki. W innym wypadku ofiarność społeczeństwa nie przyniesie trwałej poprawy.

Zdajemy sobie sprawę, co podkreślał na wspomnianej wyżej konferencji dyrektor wykonawczy Fundacji “Przyjaciele Szpitala Dziecięcego przy Litewskiej” prof. Adam Jelonek, iż “realia dowodzą, że nawet w Stanach Zjednoczonych, gdzie filantropia rzeczywiście przenika życie Amerykanów, wpływy z tej działalności np. dla służby zdrowia, przynoszą rocznie około 11 miliardów dolarów, co w porównaniu z całkowitymi rocznymi wydatkami w tym sektorze, wynoszącymi bilion dolarów, stanowi nikły procent. Tak więc wpływy z działalności filantropijnej nie zwalniają z odpowiedzialności za opiekę zdrowotną właściwych instytucji decyzyjnych”. Czy jednak zdają sobie z tego sprawę przedstawiciele tych instytucji, i co robią, aby “wyżebrane” od społeczeństwa dofinansowanie nie było jedynie ciągłym łataniem dziur w za małej marynarce?