Stowarzyszenie Kursów dla analfabetów dorosłych

Z MediWiki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Autor

Władysława Weychert-Szymanowska

Źródło

"Nasza walka o szkołę polską 1901-1917 : opracowania, wspomnienia, dokumenty" 1934 PodziaŁ na najmniejsze fragmenty pochodzi od historia.ofop.eu ,

Stowarzyszenie Kursów dla analfabetów dorosłych

Stowarzyszenie Kursów dla Analfabetów Dorosłych powstało w czasie rewolucji 1905 r. z inicjatywy gromadki działaczy oświatowych i społecznych kierunku postępowego (Stef. Sempołowskiej, Julji Unszlicht-Bernsteinowej, Wł. Weychertówny, Jadwigi Cichińskiej, Marji Rotwandowej, Jana Kurtza, Antoniny Tuszkówny i innych). Zalegalizowane zostało 8 czerwca 1906 r. na zasadzie decyzji Warsz. Urzędu Guberjalnego do spraw o stowarzyszeniach z dnia 29 maja 1906 r. i wciągnięte do rejestru stowarzyszeń i związków na gub. Warszawską pod Nr. 2 — Nr. 1 otrzymało Tow. Polskiej Macierzy Szkolnej.

Jak widać z bliskości dat 29 maja i 8 czerwca, społeczeństwo było całkowicie przygotowane do realizowania prawa o stowarzyszeniach, które było następstwem ukazu carskiego z 1905 r. Podobnie jak zniesienie cenzury momentalnie podchwycił Kurjer Codzienny, a potem inne gazety, tak z prawa o stowarzyszeniach natychmiast zaczęto korzystać, zanim oszołomieni urzędnicy rosyjscy zdążyli je sparaliżować.

bezpartyjność i podział obowiązków

Stworzenie osobnego stowarzyszenia, poświęconego naliczaniu analfabetów dorosłych, było podyktowane techniczną potrzebą wydzielenia tej sprawy z pomiędzy innych spraw szkolnych i oświatowych. Wynikało ono również ze zróżnicowania się kierunków społeczno-oświatowych. Polska Macierz Szkolna już przed legalizacją wyraźnie zarysowała się, jako placówka narodowo-demokratyczna. Stowarzyszenie Kursów dla Analfabetów Dorosłych natomiast, miało w statucie zastrzeżone stanowisko bezpartyjne i było rzeczywiście placówką oświaty niezależnej, prowadzoną przez ludzi postępowych, należących do różnych stronnictw, lub nie przyznających się do żadnego. Organizacja Stowarzyszenia Kursów dla Analfabetów Dorosłych pomyślana była bardzo szczęśliwie. Zarząd dzielił się na dwie komisje: naukową i administracyjną. Kompetencje ich doskonale były rozgraniczone. Nietylko jednak forma organizacyjna, ale i dobór ludzi sprawił, że komisja naukowa, zupełnie wolna od trosk administracyjnych, gospodarskich, materialnych, mogła całkowicie poświęcić się sprawom pedagogicznym. Niezwykła energja, pracowitość i rzutkość Marji Rotwandowej (wiceprzewodniczącej) postawiła Stowarzyszenie odrazu dobrze pod względem materjalnym. Obok składek i datków jednorazowych czerpano fundusze z odczytów dochodowych, które wygłaszali najświetniejsi mówcy. Praca agitacyjna Jana Kurca (sekretarza) na masówkach robotniczych nadała akcji rozmach i posłuch w szerokich masach ludności Warszawy.

prezes Bolesław Prus

Prezesem Stowarzyszenia był Bolesław Prus i to nazwisko człowieka dobrej woli otwierało drzwi dla sprawy, której wartość odczuwało całe społeczeństwo. W ciągu bardzo krótkiego czasu zapisało się do Stowarzyszenia około 3000 członków, a byli wśród nich zarówno nauczyciele, organizatorzy, odczytowcy, jak słuchacze. Ostatnich przeegzaminowano, podzielono na komplety i rozpoczęły się lekcje, prowadzone częściowo przez nauczycieli płatnych, częściowo przez bezpłatnych. Korzystano z sal szkolnych, fabrycznych, z lokalów biurowych. Poza systematycznemu lekcjami, prowadzonemi trzy razy tygodniowo, urządzano odczyty i pogadanki. Dla sprawniejszego funkcjonowania Komisja Administracyjna podzieliła Warszawę na okręgi gospodarcze, w których otwarto biura dzielnicowe. Zadaniem tych biur było zapisywanie uczniów, wyszukiwanie lokalów na wykłady, zbieranie składek stałych i doraźnych, sprzedawanie wydawnictw Stowarzyszenia, oraz materjałów piśmiennych i załatwianie czynności gospodarczych w kompletach.

Sprawozdanie, przygotowane na 28 X 1907 r. stwierdza, że kompletów pod bezpośredniem kierownictwem Zarządu było 84 z ogólną liczbą 1456 uczniów. Obok tego kompletów autonomicznych, legalizowanych tylko przez Stowarzyszenie 78 z 1400 uczniami. Oddziałów prowincjonalnych było wówczas 21. Z rozmieszczenia ich widać, że powstawały gniazdami, głównie w okolicach Warszawy, w Siedleckiem, Kielckiem, we Włocławku.

casus Piotrkowa

Ciekawą była sprawa oddziału w Piotrkowie. Tamtejszy gubernator sprzeciwiał się legalizacji Stowarzyszenia na swoim gruncie. Wobec tego poruszono stosunki w Petersburgu. Wtedy satrapa piotrkowski, dotknięty w swej dumie, oświadczył inicjatorom: „Oddział może być otwarty, ale proszę to sobie zapamiętać, że uczyć analfabetów dorosłych nie pozwolę." Trudności ze strony władz, zwłaszcza na prowincji, nie brakło, podniecało to jednak tylko zapał nadzwyczajny społeczeństwa, który nadawał pracy rozmach iście rewolucyjny. Rozumiano, że wielkie chwile historyczne wymagają ludzi uświadomionych i mających w ręku tę pierwszorzędną broń, jaką w XX wieku stanowi oświata, a przedwszystkiem umiejętność czytania i pisania.

pedagogika dorosłych

Może właśnie moment rewolucyjny, może dorwanie się wreszcie społeczno-kulturalnych warstw do szerszych, ciemnych mas, od których postawy przyszłość narodu uzależniano, sprawiły, że Komisja Naukowa odrazu stanęła na stanowisku, iż uczenie analfabetów dorosłych nie jest tem samem, co uczenie dzieci. Podkreślam to mocno, bo równocześnie np. w byłym zaborze austrjackim, gdzie w T. S. L. uczono żołnierzy analfabetów, rozróżnienia tego nie czyniono wcale, co udowodnić można dziś, po latach niezbicie tym argumentem, że nie było tam ani jednego podręcznika dla dorosłych.

Sprawozdanie z Komisji Naukowej Stowarzyszenia stwierdza, że ponieważ umysł dorosłego jest czem innem, niż umysł dziecka, ponieważ dorosły ma wiele wiadomości, z któremi nauczyciel powinien się liczyć, więc praca pedagogiczna musi tu być możliwie dobra, aby nie zniechęcać słuchaczy, którzy zdobyli się na wielki wysiłek woli, chcąc się uczyć w starszym wieku i chcieliby widzieć codzienny niemal postęp w zdobywaniu wiedzy. „Pod wpływem rozumnych nauczycieli" — czytamy w sprawozdaniu — „słuchacze wkrótce zaczynają rozumieć, że czytanie i pisanie nie jest celem, lecz środkiem, kluczem, który nam otwiera skarbnicę wiedzy ludzkiej, pozwala zrozumieć przyrodę i stosunki ludzkie. I oto otwiera się przed nauczycielem ogromne pole pracy: z jednej strony zaspokojenie ciekawości słuchaczów, którzy przez lata całe nosili się z mnóstwem pytań i wątpliwości, z drugiej przygotowanie ich umysłów w ten sposób, aby po skończeniu nauki w Stowarzyszeniu Umieli sobie radzić z książką, t. j. aby sobie dobrze zdawali sprawę z tego, co czytają. Stąd wynika potrzeba książek specjalnych dla dorosłych, nie banalnych i konieczność takiego opracowywania czytanki, aby uczeń rozumiał, co ona daje i poco ją czytamy. Uczeń dorosły nie chce tracić czasu i musi rozumieć, że wszystko, co robi, ma cel jakiś wyraźny. Podobnie jak nauka czytania i pisania, tak i rachunki nie mogą się ograniczać do ćwiczenia umysłu i dlatego największą zaletą programu p. Leszczyńskiej jest związanie nauki z życiem i potrzebami umysłowemi nie dzieci, lecz dorosłych."

Jak widzimy, nauczanie analfabetów dorosłych było zadaniem pedagogicznem zupełnie nowem i trudném. Dlatego też Komisja Naukowa musiała: po pierwsze zająć się przygotowaniem programów i podręczników i po wtóre pomóc nauczycielom w wielkiej pracy pedagogicznej, w pracy nad sobą.

Komisja Naukowa

Gdy dziś, po latach, oceniamy pracę Komisji Naukowej, zadziwia nas jej prężność, energja i świeżość. W Stowarzyszeniu skupiały się bowiem istotnie najlepsze ówczesne siły pedagogiczne, ludzie, którzy właśnie wywalczyli szkołę polską i na wszystkich placówkach pedagogicznych szukali wyładowania swego zapału twórczego. Z drugiej strony w Stowarzyszeniu skupiali się ludzie, którzy lata całe tęsknili do nauki i przymusowo tkwili w niewiedzy, ludzie, których w całem znaczeniu tego słowa warunki polityczne i społeczne trzymały na nizinach życia i którzy w owej chwili uwierzyli w nową zorzę. Ten dobór wytworzył atmosferę, w której praca szła niezwykle szybko i intensywnie. W ciągu niespełna 2 lat istnienia Stowarzyszenia przygotowano i postarano się o wydanie lub wydano własnym kosztem najkonieczniejsze programy i podręczniki, a więc:

1. Program i wskazówki do nauczania dorosłych języka polskiego — Władysławy Weychertówny.

2. Program i wskazówki do nauczania dorosłych arytmetyki — Stefanji Leszczyńskiej.

3. Program pogadanek przyrodniczych, opracowany przez Teodorę Męczkowską i Wacława Jezierskiego.

4. Program nauczania historji — Kazimiery Kalksteinówny.

5. „Po pracy" — wypisy na I stopień po elementarzu — ułożyły Wanda Pożaryska, Sulicka i Władysława Weychertówna.

6. Zbliska i zdaleka, część I, Człowiek i ludzkość — ułożyły Anna Czerwińska i Władysława Weychertówna.

7. Zbliska i zdaleka, część II, Człowiek i wszechświat, ułożyły Wanda Pożaryska, Šulicka i Władysława Weychertówna.

Ogromną była praca instruktorska w Stowarzyszeniu. Znaleźli się tam tacy pedagodzy, jak Aniela Szycówna, Stefanja Sempołowska, Wacław Jezierski, Julja Unszlicht-Bernsteinowa, Teodora Męczkowska, Anna Czerwińska, Stefanja Leszczyńska, Kazimiera Kalksteinówna, Zofja Grossówna. Przewodniczącą Komisji była od października 1906 r. Władysława Weychertówna.

samokształcenie się nauczycieli

Z pomocy wyrobionych sił pedagogicznych korzystano dwojako. W niedziele odbywały się zebrania nauczycielskie, na których omawiano pedagogiczne kwestje sporne, dzielono się spostrzeżeniami i specjaliści udzielali wskazówek fachowych. Trzeba pamiętać, że nauczyciele pod zaborem rosyjskim dla otrzymania patentu rządowego nie potrzebowali wcale kształcić się w pedagogice i dydaktyce; wszystko, co w tym kierunku zdobywali, było z ich dobrej woli i pędu do samokształcenia. Wielkim samoukiem w dziedzinie pedagogiki była Aniela Szycówna. W tych warunkach pedagogiczne kształcenie nauczycieli było koniecznością nieodzowną, zbliżenie sił zupełnie młodych, pełnych entuzjazmu do pracy z tymi, którzy już przeorali glebę własną, zdobywając doświadczenie pedagogiczne, było dla wszystkich ciekawe i pożyteczne. Dlatego też na zebrania niedzielne nie trzeba było nauczycieli gwałtem ściągać; — przychodzili gromadnie i ci, co więcej z siebie dawali i ci, co tylko brać mogli.

inne formy pracy

Niezależnie od tej ogólnej wymiany myśli i doświadczeń wizytowały komplety instruktorki. Nie inspektorki i nie wizytatorki, tylko instruktorki. O ten tytuł była cała dyskusja, chodziło bowiem nie o sprawdzanie, kontrolowanie, krytykowanie, lecz o dawanie wskazówek nauczycielom; pomaganie im i kształcenie, oraz ułatwianie samokształcenia. Komisja Naukowa wychodziła z założenia, że nauczyciele czy to płatni, czy bezpłatni (w październiku 1907 r. było 41 płatnych i 25 bezpłatnych), zgłosili się do Stowarzyszenia z pobudek ideowych i chcą jak najlepiej wywiązać się z zadania, a jeśli nie umieją, to im trzeba pomóc. Należy stwierdzić, że przekonanie to wówczas nie zawiodło — takie to były czasy! Nie przypominam sobie, aby wśród zarzutów, stawianych nauczycielom przez instruktorki na specjalnych zebraniach, była kiedykolwiek mowa o niedbalstwie i lekceważeniu obowiązków. Mozoliliśmy się nieraz z oceną zdolności pedagogicznych i jeden komplet wizytowało czasem parę osób. Na terenie Stowarzyszenia rozpoczęła pracę instruktorską Anna Czerwińska, w niepodległej Polsce pierwsza kobieta-inspektorka szkół powszechnych, której stosunek do nauczycielstwa miał w sobie zawsze pierwiastki tak rozumianej pracy.

Na zebraniach niedzielnych wyłoniła się sprawa kwestjonarjuszy, które ułożyła Komisja Naukowa i rozdała nauczycielom do wypełniania co miesiąc w przeciągu roku. Niestety, przed upływem tego czasu rząd zamknął Stowarzyszenie, i kwestjonarjusze poginęły. Chodziło o zdobycie danych statystycznych, któreby dały obraz rozwoju umysłowego i duchowego słuchaczy. Wśród pytań sprawozdanie przechowało takie: ilu uczniów umie odpowiadać? ilu zadaje samodzielne pytania? ilu bierze książki z czytelni? ilu uczęszcza na odczyty Uniwersytetu dla Wszystkich? — Jak widzimy, szło wyraźnie o to, jakie postępy robi człowiek w swym rozwoju samodzielnym na kursach.

Dopełnieniem lekcyj były pogadanki, zwłaszcza w początkach istnienia Stowarzyszenia, później bowiem, gdy zorganizował się Uniwersytet dla Wszystkich, na jego wykłady kierowano słuchaczy. Tematy pogadanek, przez Stowarzyszenie urządzanych, były przeważnie przyrodnicze (o powietrzu, wodzie — Heilpern, o księżycu — Kramsztyk, o pochodzeniu człowieka — Stołyhwo), społeczne (o kooperatywiźmie — St. Wojciechowski, Weychert, o alkoholizmie — Wróblewski, higjeniczne — Dr. Rychliński, Dr. Knoff i t. p.). Jak widać z nazwisk, nie było wtedy w społeczeństwie ludzi zbyt wielkich, którzyby nie chcieli służyć analfabetom. Zapraszając wybitnych specjalistów, nieraz znanych uczonych, Komisja Naukowa stała na stanowisku, że popularyzacja jest trudném zadaniem pedagogicznem, wymagającem wiedzy i talentu i tem trudniejszem, im odbiorcy na niższym stoją poziomie umysłowym.

Kończąc to sprawozdanie, oparte na skąpych danych, przechowanych w papierach, na artykule Marji Rotwandowej: Udział kobiet w nauczaniu pozaszkolnem w byłej Kongresówce i na własnych wspomnieniach pracy, która była jedną z namilszych w mem życiu, chciałabym ustalić miejsce Stowarzyszenia Kursów dla Analfabetów Dorosłych w historji naszej oświaty pozaszkolnej. Należy stwierdzić, że była to pierwsza instytucja zalegalizowana, a więc mogąca działać na szerszą skalę, która wypracowywała metody pracy oświatowej z dorosłymi pod hasłem oświaty niezależnej.

zamknięcie stowarzyszenia

W końcu 1908 r. Stowarzyszenie rozwinęło się bardzo już nie tylko w Warszawie, ale i na prowincji. Widząc to, rząd postanowił je zamknąć. Ruch rewolucyjny w Polsce konał w straszliwym uścisku prowokacji. Na szubienicach w Warszawie i w Łodzi zginęli już najbardziej ideowi i oddani sprawie robotnicy i inteligenci. Można się było teraz wziąć do tłumienia ruchu oświatowego i kulturalnego. W Kielcach w czasie rewizji znaleziono bagnet u syna stróża w domu, w którym był lokal oddziału Stowarzyszenia Kursów dla Analfabetów Dorosłych. To wystarczyło za pretekst do zamknięcia nietylko oddziału kieleckiego, ale i całego Stowarzyszenia w październiku 1908 r.

Ale praca, raz rozpoczęta, nie upadła. Gdy wkrótce potem zamknięto i Uniwersytet dla Wszystkich, zarządy obu stowarzyszeń przez swoich delegatów: Marję Rotwandową i Stanisława Kruszewskiego porozumiały się z jedyną istniejącą jeszcze instytucją oświatową, Towarzystwem Kultury Polskiej i utworzyły dnia 5 maja 1909 r. V oddział Tow. Kultury Polskiej pod nazwą: „Systematyczne Kursy Przyrodniczo-matematyczne". Tam dawne nauczycielki Stow. Kursów dla Analfabetów Dorosłych przemycały przy pogadankach przyrodniczych lekcje czytania i pisania z półanalfabetami, korzystając z przyrodniczej części „Zbliska i zdaleka — człowiek i wszechświat". Z talentem, prawdziwie konspiracyjnym układały ćwiczenia ortograficzne i wypracowania, łącząc je z treścią pogadanek, których program, kunsztownie ułożony, zatwierdzały władze szkolne.