Związek Unarodowienia Szkół
Spis treści
- 1 Autor
- 2 Źródło
- 3 Liga Narodowa i Związek Unarodowienia Szkół w walce o szkołę polską
- 3.1 a) Liga Narodowa
- 3.2 b) Związek Unarodowienia Szkół
- 3.2.1 Plan działań
- 3.2.2 Skład związku
- 3.2.3 Pierwsze wiece rodziców
- 3.2.4 Walka na argumenty
- 3.2.5 Organizacje rodzicielskie
- 3.2.6 Działania poza Warszawą
- 3.2.7 Akcja w różnych rodzajach szkół
- 3.2.8 Akcje bezpośrednie
- 3.2.9 Wielki wiec
- 3.2.10 Samokształcenie
- 3.2.11 Konflikt wobec szkół prywatnych
- 3.2.12 Petycja o spolszczenie szkoły
- 3.2.13 Walka o szkołę początkową
- 3.2.14 Zamieszanie wokół strajku
- 3.2.15 Pierwsze sukcesy
- 3.2.16 Przeciwnicy bojkotu
- 3.2.17 Wsparcie dla bojkotu
- 3.2.18 Początki Polskiej Macierzy Szkolnej
- 3.2.19 Dalsze głosy krytyki i reakcja na nie
- 3.2.20 Szkoła podziemna
- 3.2.21 O szkołę prywatną
- 3.2.22 Bojkot trwa
- 3.2.23 Polska Macierz Szkolna
- 3.2.24 Zamach
- 3.2.25 Zamknięcie Macierzy
- 3.2.26 Alternatywa dla Macierzy
- 3.2.27 Efekty bojkotu
- 3.2.28 Stanowisko Stronnictwa Narodowo-Demokratycznego i Secesja
- 3.2.29 Towarzystwo Oświaty Ludowej
- 3.3 Przypisy
Autor
Helena Ceysingerówna
Źródło
"Nasza walka o szkołę polską 1901-1917 : opracowania, wspomnienia, dokumenty" 1934 Podział na najmniejsze fragmenty pochodzi od historia.ofop.eu ,
Liga Narodowa i Związek Unarodowienia Szkół w walce o szkołę polską
a) Liga Narodowa
Powstanie Ligi
Wśród organizacyj tajnych, działających na terytorjum dawnej Rzeczypospolitej Polskiej jedną z najbardziej rozgałęzionych i najbardziej wpływowych była w okresie 1905 r. „Liga Narodowa". Założona w sierpniu 1887 r. na zamku Hilfikon w Szwajcarji przez Zygmunta Miłkowskiego, Ludwika Michalskiego, dr. A. H., delegata tajnego kółka w zaborze austrjackim, które było w kontakcie z podobném kółkiem w Warszawie i M. H. z Paryża, p. n. „Liga Polska", oparła program swój na wskazaniach, zawartych w broszurze Zygmunta Miłkowskiego p.t. „Rzecz o obronie czynnej i o Skarbie Narodowym". Organizacja ta przybrała w r. 1893 nazwę „Ligi Narodowej", ujawniając jednocześnie istnienie swoje przez wydanie pierwszej drukowanej odezwy.
Zasadniczym celem programu Ligi Narodowej było odzyskanie niepodległości Polski. Poza tem była to organizacja o charakterze demokratycznym. Wiara w lud, jako pierwszorzędny czynnik odrodzenia narodowego i ewentualnej walki orężnej, stanowiła fundament jej akcji. Nie stała jednak organizacja ta na gruncie klasowym, ani partyjnym, dążąc przeciwnie do ogarnięcia wpływami swemi wszystkich warstw narodu. Wyczuwało się nawet, iż linja jej zmierza do wytworzenia pewnego rodzaju nadbudowy, któraby narodowi, pozbawionemu bytu państwowego, zastąpiła w pewnej mierze najważniejsze czynniki państwowości własnej.
Organami prasowemi jej były w r. 1904—1905 miesięcznik: „Przegląd Wszechpolski", oraz w różnych odstępach czasu wychodzące pismo popularne „Polak". Oba, drukowane w Galicji, transportowane przez kordony graniczne, rozchodziły się w dużych, jak na ówczesne warunki, ilościach, po ziemiach wszystkich trzech zaborów. „Polak" szczególnie chętnie czytywany był przez włościan, robotników i półinteligencję w zaborze rosyjskim. Redagował go Jan Popławski we Lwowie. Podkomitet redakcyjny w Warszawie, złożony z Aleksandra Zawadzkiego, Władysława Umińskiego, Heleny Ceysingerówny, Michała Arcichowskiego i innych przesyłał do Lwowa korespondencje i artykuły. Liga Narodowa stanowiła pewnego rodzaju labirynt organizacyjny o licznych rozgałęzieniach i przybudówkach.
Na czele organizacji stał Komitet Centralny, wybierany w tajném głosowaniu przez t. zw. Radę Naczelną, złożoną z przedstawicieli poszczególnych „krajów" (Królestwo, Ziemie litewsko-ruskie, zabór pruski, zabór austrjacki). Wybierano Komitet Centralny metodą konspiracyjną, która nie dopuszczała, aby wyborcy wiedzieli, kto został wybrany. Na czele poszczególnych „krajów" stały „Komitety Krajowe". Dla większych miast Komitety Krajowe mianowały „komisarzy". I ci, zwłaszcza w najwcześniejszych, najmocniej konspiracyjnych okresach istnienia Ligi Narodowej, wobec członków organizacji, podzielonych na dziesiątki, nie komunikujące się ze sobą, reprezentowali „władze". Na czele dziesiątek stali dziesiętnicy, podlegający komisarzowi i odbierający od niego rozkazy. Komisarze przyjmowali nowych członków i wyznaczali im „robotę". Członków Ligi obowiązywało wobec władz, reprezentowanych przez komisarza, bezwzględne posłuszeństwo. Dobór członków przeprowadzano nadzwyczaj starannie, przyjmując tylko jednostki w pracy konspiracyjnej już wypróbowane i dające poważne gwarancje moralne. Liga Narodowa rozszerzała wpływy swoje przez tworzenie ekspozytur, tajnych również, do których jednak dopuszczano szersze sfery i które prowadziły bezpośrednio, przewidzianą w programie Ligi, działalność. Kierownikami ekspozytur tych byli ligiści, o czem jednak członkowie danej ekspozytury nie wiedzieli, choć zazwyczaj domyślali się jej związku z wyższemi ogniwami obozu narodowo-niepodległościowego.
ZET i PET
Jedną z najdawniejszych organizacyj, afiljowanych niejako przy Lidze Narodowej był Związek Młodzieży Polskiej (szkół wyższych), t. zw. „Zet". Z pośród jego członków, stojących na najwyższych stopniach organizacyjnych, t. zw. „braci i sióstr zetowych", zawsze przynajmniej część należała do Ligi Narodowej. „Zet" wytworzył podległą sobie w analogiczny sposób organizację młodzieży szkół średnich pod nazwą „Przyszłość", w skrócie „Pet", która, organizując młodzież wyższych klas, tworzyła wśród niej kółka samokształcenia, wydawała tajne pisemka szkolne, podtrzymywała ducha oporu przeciw dążeniom obcej szkoły. Te organizacje młodzieży ogarniały wpływami swemi wszystkie prawie szkoły męskie i żeńskie, rządowe i prywatne, zwłaszcza w zaborze rosyjskim.
Ekspozyturą Ligi Narodowej, zgodnie ze świadectwem jednego z jej założycieli, Zygmunta Miłkowskiego (1), była również „Polska Partja Socjalistyczna", która jednak, już w pierwszym zaczątku swego istnienia, uniezależniła się od Ligi Narodowej.
Towarzystwo Oświaty Narodowej
W okresie, poprzedzającym bezpośrednio r. 1905, najliczniejszą bodaj organizacją, działającą z ramienia Ligi Narodowej na terenie zaboru rosyjskiego, było Towarzystwo Oświaty Narodowej, t. zw. T. O. N. Zarząd Główny Towarzystwa przebywał w Warszawie i składał się wyłącznie z ligistów. Wytwarzał on w Warszawie t. zw. Koła pośrednie, po jednem dla każdej gubernji; zadaniem tych kół było tworzyć na podległym sobie terenie organizację T. O. N. i współdziałać z już istniejącą przez dostarczanie t. zw. „bibuły" nielegalnej, a przedewszystkiem „Polaka", który był, ściślej mówiąc, organem T. O. N. Do tych kół również należało rozsyłanie bibljotek, wyjazdy na prowincję, zbieranie pieniędzy na oświatę i t. d. Litewskie Koło pośrednie, z dr. Teresą Ciszkiewiczową na czele, miało również swoją siedzibę w Warszawie. Do Zarządu Głównego T. O. N. należeli w różnych okresach czasu: dr. Teresa Ciszkiewiczowa, Kazimierz Łazarowicz, Zygmunt Makowiecki, Cecylja Niewiadomska, Antoni Ponikowski, Teofil Waligórski, Aleksander Zawadzki, i wielu innych. Do najenergiczniejszych jego działaczy należał Kazimierz Łazarowicz, człowiek wyjątkowej cnoty i ofiarności.
Tow. Ośw. Narodowej spełniało jedno z najważniejszych zadań Ligi, miało w swych rękach oświatę ludu i jego t. zw. "uświadomienie". Wydobyć z ludu jak największą ilość sił, przysposobić go organizacyjnie, uczuciowo i intelektualnie do zadań Polaka-obywatela, mogącego godnie odpowiedzieć potrzebom każdej chwili dziejowej było sprawą istotnie najważniejszą. T. O. N. było w okresie 1904—5 poważną już siłą. Miało we wszystkich gubernjach Królestwa zorganizowane okręgi i dużą ilość kół miejscowych. Do najlepiej zorganizowanych należały gubernje Płocka, Lubelska, Siedlecka. Do organizacyj podlegających wpływom i kierownictwu Ligi Narodowej, należało także tajne stowarzyszenie kobiece, t. zw. „Koło Kobiet Korony i Litwy", złożone z kilkudziesięciu najruchliwszych jednostek ówczesnego świata kobiecego. Dr. Ciszkiewiczowa była łącznikiem między organizacją tą, a Ligą Narodową. W charakterze t. zw. „przedstawicielki" funkcjonowała ona przy Kole, nie podlegając wyborom. Charakterystycznem dla owej epoki jest, iż nie pytano, jaką to wyższą i ściśle zakonspirowaną organizację reprezentuje dr. Ciszkiewiczowa. Nowo wstępującym członkiniom tłumaczono, że wogóle dla kontaktu z innemi, zakonspirowanemi organizacjami jest w Zarządzie osoba, będąca z niemi w stosunkach. Największa liczebnie z tajnych instytucyj oświatowych w Warszawie, „Towarzystwo Tajnego Nauczania", powstało niezależnie od Ligi Narodowej. Gdy jednak Towarzystwo to rozrosło się i tajnemi szkołami ogarnęło całe miasto, stanowiąc dla jawnego szkolnictwa rosyjskiego poważną konkurencję, Liga Narodowa, przez przyjęcie do swego grona osób, kierujących Tajném Nauczaniem (Cecylja Śniegocka i Helena Ceysingerówna) zdobyła na nie wpływ. Ułatwiło to Lidze dostęp do szerokich mas robotniczych warszawskich, już w znacznym stopniu przez akcję Tajnego Nauczania w duchu niepodległościowym uświadomionych. To też na gruncie Tajnego Nauczania wytworzony, został i wkrótce rozszerzył się na inne ośrodki przemysłowe w Królestwie „Narodowy Związek Robotniczy"; przez założycieli swych i kierowników (Kazimierz Janikowski) związany z Ligą Narodową. Dawniejszą nieco organizacją robotniczą na gruncie Warszawy był „Związek im. Jana Kilińskiego", złożony z młodzieży robotniczej, a zorganizowany przez „Zet" i tą drogą związany z Ligą.
Związek Nauczycieli Szkół Ludowych
Poza tem wytworzyła Liga „Związek Nauczycieli Szkół Ludowych" (jawnych), organizację tajną wśród uczniów rosyjskich seminarjów nauczycielskich, „Towarzystwo Opieki nad unitami" i tajną organizację wśród młodszych żywiołów duchowieństwa katolickiego. Wszystkie ostatnio wymienione organizacje powstały z inicjatywy i dzięki niestrudzonej pracy Aleksandra Zawadzkiego. Związany z Ligą przez osobę swej założycielki i kierowniczki (Marja Dzierżanowska) był tajny „Uniwersytet Ludowy" w Warszawie. To samo trzeba powiedzieć o tajnych „Wyższych Kursach Pedagogicznych" (założycielka i kierowniczka: Stanisława Pisarzewska).
Jednocześnie w zaborze austrjackim Liga Narodowa powołała do życia jawne „Stronnictwo demokratyczno-narodowe", którego organem stał się niebawem dziennik „Słowo Polskie" (Lwów). Stronnictwo już przed r. 1905 odgrywać zaczęło w życiu ówczesnem Galicji poważną rolę. Ogarniała Liga wpływem swoim i zabór pruski, ale o życiu tamtejszych organizacyj tajnych nie posiadam wiadomości. Wpływy jej sięgały również daleko. w głąb Rosji i na Daleki Wschód, zwłaszcza w sfery młodzieży uniwersyteckiej.
W r. 1904, gdy komisarzem m. Warszawy został po Teofilu Waligórskim i Józefie Kamińskim Zygmunt Makowiecki, uznano za potrzebne, wobec silnego rozwoju instytucyj oświatowo-politycznych w Warszawie, zorganizować stołeczne koło Tow. Ośw. Narodowej (niezależne od gubernjalnego). Zarząd tego koła T. O. N. składał się wyłącznie z ligistów, kierowników poszczególnych prac, wymagających koordynacji i współdziałania. Uniwersytet Ludowy reprezentowała w niem Marja Dzierżanowska, tworzącą się właśnie organizację Narodowego Związku Robotniczego — Kazimierz Janikowski, Tajne Nauczanie, działające już od lat dziesięciu — Cecylja Śniegocka i Helena Ceysingerówna, Związek im. Kilińskiego — Stefan Dziewulski, Koło Kobiet Korony i Litwy — dr. Teresa Ciszkiewiczowa, Wyższe Kursy Pedagogiczne — Stanisława Pisarzewska. Jako oficjalny przedstawiciel władz Ligi przychodził na posiedzenia „komisarz" Zygmunt Makowiecki. Koło Warszawskie T. O. N. miało w Lidze opinję najczynniejszego i najradykalniejszego społecznie i politycznie ze wszystkich ośrodków organizacyjnych. „Władze" spoglądały nań z pewnym niepokojem, podejrzewając o zbytnią samodzielność w działaniu i niezależność myśli politycznej.
Istotnie, był to zespół zgrany, złączony węzłami długoletniej pracy konspiracyjnej, oraz osobistych przyjaznych stosunków. Ale przedewszystkiem łączyła tych ludzi wspólność poglądów na cele i metody działania Ligi Narodowej. „Egoizm Narodowy", głoszony od pewnego czasu przez „Przegląd Wszechpolski", oraz broszury i książki, podpisane nazwiskami domniemanych członków Komitetu Centralnego, nie znajdowały gruntu w ich ideologji, wyhodowanej na tradycjach powstańczych, przesyconej wpływami wielkiej poezji narodowej. Dążenie do niepodległości było dla nich nie hasłem dalekiem, ale istotnym celem ich wysiłków. Całą pracę swą oświatowo-propagandową uważali oni za podłoże dla przyszłej zbrojnej walki o byt państwowy Polski. Nadawali jej też odpowiednie zabarwienie, nastawiali ją pod tym właśnie kątem. Nie zamierzali, oczywiście, ruchu tego prowokować przedwcześnie, rozumiejąc, że należało pochwycić najpomyślniejszą dlań konjunkturę zewnętrzną. To grono ludzi uważało łączenie się z rewolucją rosyjską za grę zgóry przegraną, natomiast pragnęło skorzystać z osłabienia wewnętrznego państwa rosyjskiego dla osiągnięcia pewnych konkretnych zdobyczy, zwłaszcza w dziedzinie oświaty i szkolnictwa.
Przed rewolucją 1905
Od chwili wybuchu wojny japońskiej, obok spraw organizacyjnych, omawiano stale, na posiedzeniach Koła Warszawskiego, ówczesne wypadki polityczne i problem ustosunkowania się do nich społeczeństwa polskiego. Sprawa szkolna weszła pod obrady Warszawskiego Koła T. O. N. na jesieni 1904 r. z powodu udzielenia przez władze szkolne rosyjskie kilku prywatnym szkołom żeńskim t. zw. „praw", oraz z powodu pozwolenia na otwarcie siódmej klasy w tych szkołach pod warunkiem przyjęcia jednocześnie inspektora Rosjanina.
Dla znających ówczesne stosunki jasném jest, że wprowadzenie inspektora Rosjanina do prywatnej szkoły żeńskiej odbierało jej jedyne walory, jakie posiadała, bo uniemożliwiało tajne wykłady historji i literatury polskiej, prowadzone zazwyczaj przez pierwszorzędne siły profesorskie, oraz zmuszało do zmiany języka wykładowego, którym w prywatnych szkołach żeńskich był dotąd, de facto, język polski. Władze szkolne rosyjskie zdawały sobie doskonale sprawę z następstw tego zarządzenia i dlatego właśnie wystąpiły wobec przełożonych prywatnych szkół żeńskich z temi kuszącemi propozycjami. Kilka przełożonych (Golańska, Grabowska, Kaczyńska, Strzemińska) propozycję przyjęły.
Warszawskie Koło T. O. N. postanowiło szkoły te zbojkotować. Akcję tę przeprowadzono wspólnie z „postępowem" „Kołem Wychowawców". Wydano wspólnie odpowiednią odezwę, wzywającą rodziców do nieoddawania swych córek do szkół „z prawami" i zwołano w tej sprawie kilka zebrań rodzicielskich. Było to jakby preludjum do późniejszej akcji szkolnej.
Pod koniec 1904 r. otrzymało Warszawskie Koło T. O. N. informacje, że młodzież zetowa i Pet organizują wystąpienie przeciw szkole rosyjskiej. Decyzja ta znalazła w Kole Warszawskiem jak najsympatyczniejszy oddźwięk. Omawiano sprawę zarówno na posiedzeniach, jak i w rozmowach prywatnych, projektując walkę o spolszczenie całego szkolnictwa w Królestwie, od szkoły ludowej do Uniwersytetu włącznie. Nie wykluczano przytem zpośród sposobów walki manifestacyjnego opuszczenia wszystkich szkół przez młodzież.
W najwyższych sferach Ligi Narodowej szkodliwość rosyjskiego systemu szkolnego znajdowała oddawna sprawiedliwą ocenę. Wyrazem potępienia tego systemu był szereg artykułów w Przeglądzie Wszechpolskim, oraz broszura R. Skrzyckiego (Roman Dmowski) p. t. „Młodzież polska w zaborze rosyjskim" — Lwów 1895. W broszurze tej czytamy między innemi: „Apuchtin spodziewał się młodzież zruszczyć i wychować z niej ludzi, przywiązanych do państwa, przekonawszy się zaś, że nie jest to wcale rzecz łatwa, co więcej, że jest to rzecz niemożliwa, postanowił przynajmniej robić wszystko, ażeby z tej młodzieży społeczeństwo polskie miało jak najmniej pożytku. W tym celu szkoła pod jego kierownictwem stara się dać jak najmniej wiedzy, zabić wszelką twórczość, szerszy polot i samodzielność umysłu, w tym celu usiłuje znieprawić charakter, wyzuć młodzież z zasad moralnych, zabić poszanowanie godności osobistej, wyplenić wszelką tęgość charakteru i zdolność do czynu, w tym celu wreszcie tłumi żywotność młodocianych ustrojów, niszczy energję fizyczną, zabija zdrowie. „Powinniśmy zrozumieć, że jeżeli patenty dojrzałości otrzymują tylko młodzieńcy nędzni fizycznie, wyzuci z temperamentu, neurasteniczni, to nie zrządzenie losu widzieć w tem trzeba, ale świadomą robotę szkoły". Liga Narodowa zatem, pierwsza bodaj ze wszystkich organizacyj tajnych, zabierała głos w tej sprawie, pierwsza otwierała społeczeństwu polskiemu oczy na niszczycielską działalność szkoły rosyjskiej.
Poza tem, z inicjatywy Ligi Narodowej i przy jej poparciu przeprowadzona w r. 1902 akcja przeciw nauczaniu religji po rosyjsku w szkołach średnich na Polesiu i Podlasiu, stanowiła niejako precedens, zachęcający do postawienia dalszych kroków w tym kierunku. Mimo to wszystko, Koło Warsz. T. O. N. miało poważne wątpliwości, czy projektowana przez nie akcja uzyska aprobatę władz Ligi. Pewne symptomaty, pewne napomknienia „Przeglądu Wszechpolskiego" wskazywały na to, że w sztabie głównym Ligi Narodowej, — który, wobec ważności rozgrywających się w państwie rosyjskiem wypadków, zjechał w okresie Bożego Narodzenia do Warszawy w pełnym składzie, — ważą się nowe jakieś koncepcje. Już się tam zanosiło na zejście z wytyczonych dotychczas dróg, już się tam wyczuwało tęsknotę za symbiozą polskich aspiracyj państwowych z państwowością cudzą.
Już się tam mówiło o zajęciu bastjonu ładu i porządku społecznego przeciw wichrzeniom rewolucyjnym...
Drugą niewiadomą była postawa społeczeństwa — tej szerokiej, biernej, rozbitej, pełnej trwóg popowstaniowych masy... Można było stwierdzić jednak, że idea walki o szkołę polską już się unosi w atmosferze moralnej kraju. T. zw. Memorjał 23-ch (stronnictwo polityki realnej), choć w sposób bardzo ostrożny, dotykał jednak tego bolesnego zagadnienia. Dokładniej precyzował żądania polskie w tej dziedzinie Memorjał hr. Tyszkiewicza, złożony dn. 23 grudnia 1904 roku ministrowi spraw wewnętrznych. Memorjał ten powstał pod wpływem Ligi Narodowej. Wśród „najniezbędniejszych potrzeb Polaków" wymieniono w nim na pierwszem miejscu: „Przywrócenie języka polskiego, jako wykładowego w szkołach niższych, średnich i wyższych zakładach naukowych, przywrócenie tegoż języka w sądownictwie i administracji krajowej i we wszystkich urzędach i instytucjach". Szkoła rosyjska była znienawidzona powszechnie, i tylko niesłychana bierność szerokich mas społeczeństwa sprawiała, że znienawidzonej tej instytucji oddawano wciąż dzieci na pastwę, przestrzegając gorliwie, by stosowały się do jej wymagań. Wyczuwało się jednak, że sprawa szkolna była tym punktem bolesnym, na którego dotknięcie najżywiej zareagowałaby steroryzowana społeczność polska. Reakcja ta staćby się mogła punktem zwrotnym ku po wszechnemu odrodzeniu aspiracyj niepodległościowych, szkołą zorganizowanej, solidarnej walki z rządami zaborców.
Momenty te zarysowywały się już wyraźnie w umysłach członków Warsz. Koła T. O. N., gdy postanowiono wystąpić do władz Ligi Narodowej z wnioskiem rozpoczęcia akcji przeciw szkole rosyjskiej. Na jednem z licznych, niepraktykowanych dawniej, zebrań wszystkich członków L. N. w Warszawie (ul. Zielna — mieszkanie dr. Oyrzanowskiego) wniosek w sprawie szkolnej spadł z porządku dziennego. Postanowiono wnieść go nieodwołalnie na posiedzenie następne, które odbyć się miało za kilka dni. Tymczasem wypadki historyczne potoczyły się prędzej i inaczej, niż przewidywano.
Wobec strajku
Dnia 28 stycznia 1905 roku wybuchł strajk powszechny, a młodzież warszawskich szkół średnich, czy to pod wpływem ogólnego nastroju (manifestacje, pochody, starcia z wojskiem i policją), czy na skutek podniet rewolucyjnych partyj politycznych, zerwawszy lekcje, opuściła mury szkolne. Nie przedstawiono władzom szkolnym żadnych żądań, nie uzgodniono przedtem akcji z organizacjami starszego społeczeństwa. To też władze rosyjskie mogły mieć wątpliwość, czem jest to nagłe przerwanie lekcyj: manifestacją sympatji dla strajku powszechnego, czy wzgardy dla szkoły rosyjskiej, czy jednem i drugiem? W każdym razie nie wyglądało to na początek uplanowanej i wytrwałej walki o szkołę polską, tem bardziej, że ograniczone było do Warszawy.
Warszawskie Koło T. O. N., współczując gorąco młodzieży, krok jej tego dnia uważało za błąd taktyczny. Tegoż jeszcze dnia, lub może nazajutrz, Kazimierz Janikowski otrzymał od władz naczelnych Ligi Narodowej polecenie wzięcia udziału w zgromadzeniu delegatów organizacyj młodzieży z przedstawicielami partyj politycznych starszego społeczeństwa. Zadaniem jego miało być powstrzymanie tego ruchu, o ile było to możliwe. Przypomnieć należy, że przedstawiciele najradykalniejszych odłamów dojrzałego społeczeństwa: dr. Heryng, prof. Krzywicki i inni zajęli w pierwszej chwili po wybuchu strajku takież samo stanowisko. Wieczorem na zebraniu Warsz. Koła T. O. N. (zebrania odbywały się w tym czasie codziennie) K. Janikowski zdał sprawę z wrażeń, wyniesionych z owych zgromadzeń (wieczorne i poranne na drugi dzień) młodzieży. Oświadczył on, że jego zdaniem, ruchu tego powstrzymać się już nie da i powstrzymywać go nie trzeba. Należy starać się o pokierowanie nim tak, żeby stał się celowym środkiem walki o szkołę polską.
Zebrani zgodzili się z jego wnioskami.
Następnego dnia (prawdopodobnie 20-go stycznia) odbyło się w mieszkaniu inż. Romana Niewiadomskiego w Alejach Jerozolimskich drugie, bardzo liczne zebranie Ligi Narodowej. Z pośród władz obecni byli: Jan Popławski, Zygmunt Balicki, Roman Dmowski. Posiedzenie poświęcone było rozpatrywaniu sytuacji politycznej, wytworzonej przez strajk powszechny. Zygmunt Balicki wygłosił dłuższy referat, nad którym wywiązała się nieskończenie długa dyskusja. Dopiero koło godziny 4-tej nad ranem zgłoszony poprzednio wniosek Warsz. Koła T. O. N. w sprawie szkolnej przyszedł pod obrady. Referowała go H. Ceysingerówna, zwracając uwagę na sytuację, wytworzoną przez strajk młodzieży warszawskiej i na konieczność ustosunkowania się organizacji takiej, jak Liga Narodowa, do tego faktu. Referentka wskazywała, że koniecznością się stało uznać fakt ten za początek walki o szkołę polską i kierownictwo akcją przejąć z rąk młodzieży i dzieci. Dowodziła, że młodzież, nie poparta przez rodziców i organizacje polityczne, musi, prędzej czy później, przegrać sprawę, że władze rosyjskie z odosobnionym jej oporem liczyć się nie będą, najzapalczywszych wydalą, a resztę zapędzą z powrotem na ławy znienawidzonych uczelni. Utrzymywała, że porażka taka odbiłaby się najfatalniej na stosunku władz rosyjskich do żądań społeczeństwa polskiego wogóle, że pociągnęłaby za sobą wielką ilość ofiar z pośród najgorętszej, sprawie najbardziej oddanej młodzieży. Jako drogę, którą pójść się powinno, wskazywało Warsz. Koło T. O. N. stworzenie mocnej organizacji rodzicielskiej, któraby wymogła na rządzie jak najdalej idące ustępstwa. Z dyskusji, która nastąpiła, okazało się, że sprawa jest wprost paląca dla wielu z pośród obecnych, należących przeważnie do kategorji rodziców strajkujących dzieci, że zaskoczeni strajkiem, oczekują dyrektyw od swojej organizacji i pragną, aby nareszcie dorośli zabrali także głos w tej sprawie.
Wniosek Warsz. Koła T. O. N. uzasadniali i popierali: Dzierżanowska, Ciszkiewiczowa, Kazimierz Janikowski, Stefan Dziewulski, Ludwik Zieliński. Argumentacja ich zdawała się przekonywać władze. Zapytani, czy strajk szkolny uważają za środek dopuszczalny w walce o spolszczenie szkolnictwa, wnioskodawcy odpowiedzieli, że widząc jasno jego ujemne i niebezpieczne strony, nie wykluczali go ze swoich planów pod warunkiem, że nie będzie zastosowany lekkomyślnie i nastąpi za zgodą większości rodziców i poważnych ugrupowań politycznych. Teraz jednak, gdy strajk młodzieży jest już faktem dokonanym, dołożyć należy wszelkich starań, aby ruchu tego nie zmarnować, lecz skierować go w łożysko plano- wej akcji politycznej.
Wynikiem tych dyskusyj było przyjęcie wniosku W. T. O. N. Prowadzenie akcji szkolnej powierzono czterem jednostkom, które nie pod firmą Ligi, ani T. O. N., lecz przy pomocy organizacji utworzonej ad hoc i pod nazwą zupełnie nową podjąć miały akcję o spolszczenie szkolnictwa w Królestwie. Osoby te wzięły wobec organizacji odpowiedzialność za powierzoną sobie sprawę, otrzymując wzamian daleko idące pełnomocnictwa tak co do taktyki, jak i doboru pomocników. Otrzymały też obietnicę współdziałania ze strony organizacji, która im jednak dała do zrozumienia, że w razie niepowodzenia podjętej akcji, nie przyzna się do nich i do ich poczynań wobec społeczeństwa. Osobami, którym powierzono kierownictwo tak doniosłej sprawy były: Marja Dzierżanowska, Kazimierz Janikowski, dr. Ludwik Zieliński i dr. Ryszard Szerypo. Ostatni po paru dniach wycofał się z akcji zupełnie.
b) Związek Unarodowienia Szkół
W kilka godzin potem do mieszkania Ceysingerówny przyszła Dzierżanowska. We dwie ustaliły nazwę nowej organizacji: „Związek Unarodowienia Szkół" i ułożyły wspólnie pierwszą odezwę. Odezwę i nazwę zaakceptowały tegoż dnia na wieczornem posiedzeniu owe cztery upoważnione osoby, z udziałem Ceysingerówny. Odezwa mówiła między innemi, że, w przełomowej chwili klęsk rosyjskich w wojnie z Japonją, przed Polakami otwierają się szeroko horyzonty różnych możliwości. „Rozumiejąc, że nie mamy w chwili obecnej dość sił do zdobycia tego, co stanowi pełną treść naszych aspiracyj narodowych: — do zdobycia niepodległości, stawialiśmy sobie wszyscy pytanie, co robić, które z ogniw krępującego nas łańcucha szarpnąć i złamać lub rozluźnić je przynajmniej? Nim inteligencja zdążyła rozwiązać powyższe pytanie, instynkt ludu dał nam odpowiedź jasną i wymowną. Lud, w znacznej ilości gmin wystąpił do walki o język polski (2). Po gminach przychodzi kolej na szkołę rosyjską."
Szkołę tę charakteryzuje odezwa w następujący sposób: „Wyjaławia ona od lat 40 siły naszej młodzieży, jest niszczycielką jej energji umysłowej, moralnej i fizycznej. Nadto jest ona czynnikiem rusyfikacji, najsilniejszą, placówką rosyjską w walce z Polską, już nie o ciało jej, lecz o duszę." „Oczy nasze przywykły do widoku na posadach nauczycieli, dyrektorów i t. d. — złodziei, pijaków i nieuków — do bez płodnego i bezcelowego, od lat najmłodszych, męczeństwa naszych dzieci."
Dalsze zarzuty to: system szpiegostwa, przyjęty w szkole rosyjskiej, rewizje w klasach i na stancjach i t. d. Wreszcie odezwa mówi: „Ze szkoły tej wygnano język polski, zrobiono go przedmiotem nieobowiązkowym w naszym kraju. Tak postąpiono z językiem, posiadającym jedną z najwspanialszych literatur świata, z językiem narodu kulturalnego, mającego za sobą dziesięciowiekowy ciąg cywilizacyjnego rozwoju!"
W zakończeniu odezwa wzywa do walki o spolszczenie szkolnictwa.
Plan działań
Na tem samem posiedzeniu ustalono plan akcji. Przedstawiła go Dzierżanowska, która od pierwszej chwili wysunęła się na kierowniczkę Związku. Jej intelekt jasny, trzeźwy, logiczny, jej entuzjazm gorący, niezrównana wprost energja, znakomita wymowa, umiejętność jednania sobie ludzi i panowania nad nimi stanowiły niezwykłe połączenie talentów, predestynujące ją niejako na wodza zamierzonej walki.
Plan jej zmierzał do przeorania, niejako, psychiki polskiej, do skłonienia społeczeństwa, jeśli nie do czynnego, to przynajmniej do biernego oporu wobec nakazów i systemów władz zaborczych, do wykazania mu, że solidarny i dobrze zorganizowany opór jest siłą, którą z powodzeniem przeciwstawić można największej potędze. Jednem słowem, w walce o szkołę polską widziała Dzierżanowska nietylko środek do zdobycia tej szkoły, ale i metodę wychowawczą dla szerokich sfer społeczeństwa polskiego, pogrążonych od chwili upadku ostatniego powstania w apatji, bierności i przerażeniu. Pozostali członkowie Związku, zwłaszcza Janikowski i Ceysingerówna podzielali w zupełności jej zapatrywania.
Postanowiono zacząć od zorganizowania ośrodka walki w postaci licznego Zarządu Związku, a następnie przejść natychmiast do zwoływania zebrań rodzicielskich i wyławiania z pośród nich jednostek, nadających się do współpracy. W programie akcji leżało też zasypywanie stolicy i kraju materjałem agitacyjnym w postaci odezw, ulotek, komunikatów, broszur.
Zanim przystąpiono do wykonywania tych postanowień, następnego ranka, w mieszkaniu Dzierżanowskiej (Złota 16) znaleźli się około g. 9 rano Ceysingerówna i Stanisław Dobrowolski. Ostatni, jako kierownik akcji gimnazjalnej z ramienia Zetu, rozesłać miał właśnie dnia tego emisarjuszy na prowincję celem wywołania jednoczesnych i jednolitych co do treści wystąpień młodzieży gimnazjalnej przeciw szkole rosyjskiej. Wystąpienia te polegać miały na złożeniu władzom szkolnym deklaracyj, żądających spolszczenia szkoły i na manifestacyjnem opuszczeniu szkoły. Akcję planowano pierwotnie na jeden dzień we wszystkich szkołach Królestwa, jednak z różnych powodów lokalnych musiano rozłożyć ją na różne dni.
Dobrowolski, dowiedziawszy się od Zygmunta Makowieckiego, że powstaje specjalna organizacja walki o szkołę polską wśród starszego społeczeństwa, przyszedł, by zapewnić się o jej ewentualnem współdziałaniu przed przystąpieniem do decydującego kroku. Dzierżanowska zapewniła go, że ludzie, biorący na siebie obowiązek poparcia usiłowań młodzieży, nie cofną się przed niczem, co mogłoby zapewnić akcji pomyślne rozwiązanie.
— Więc zaczynać? — zapytał Dobrowolski.
— Zaczynać! Zaczynać! — odpowiedziały Dzierżanowska i Ceysingerówna.
Skład związku
Ośrodek Związku Unarodowienia Szkół zorganizowany został z nadzwyczajnym pośpiechem tego samego dnia. Do Zarządu Związku, który stał się potem zarządem na cały kraj, należały w różnych okresach jego istnienia następujące osoby: Alfons Bogusławski, Mieczysław Bujalski, dr. Teresa Ciszkiewiczowa, Helena Ceysingerówna, Stanisław Dobrowolski, Marja Drobniewska, Marja Dzierżanowska, Stefan Dziewulski, dr. Drabczyk, Kazimierz Janikowski, Włodzimierz Klawer, Tadeusz Łazowski, Zygmunt Makowiecki (z urzędu), Janina Michałowska, Miśkiewicz, Józefat Nowiński, Bogdan Nawroczyński, Jan Purwin, Konstanty Paprocki, Stanisława Pisarzewska, Przemysław Podgórski, Rudowski (skarbnik Związku), Cecylja Śniegocka, Marjan Skotnicki, dr. Szerypo, Zygmunt Zaleski, Ludwik Zieliński, dr. Żenczykowski; z pośród kierowników warszawskich miejskich szkół początkowych: Michał Arcichowski, Gałązka i Lipka.
Poza Zarządem, do najczynniejszych działaczy Związku w Warszawie należeli: Julja Adamowiczówna, Marja Bentkowska, Klawerowa, Adela Krypska, Wiktor Krypski, Małagowski, Michałowski, Zofja Moździńska, Zygmunt Stojowski i t. d. (3)
Uczeń Józef Kożuchowski był stałym pośrednikiem między Związkiem, a organizacjami młodzieży gimnazjalnej.
Poza tem mnóstwo osób wciągniętych zostało zczasem do pracy bezpośredniej w kołach rodzicielskich Związku.
Zaznaczyć należy, że wiele z osób wymienionych powyżej należało do Zarządu Związku, nie indywidualnie, lecz jako reprezentanci swoich organizacyj: Narodowego Związku Robotniczego, Związku im. Jana Kilińskiego, który zbiorowo zgłosił swój akces do Związku Unarodowienia Szkół, oświadczając swą gotowość do wszelkich wystąpień, wymagających odwagi i silnej ręki. Inni członkowie Zarządu reprezentowali organizacje młodzieży, kobiet i t. d.
Właściwe kierownictwo Związku znajdowało się jednak przez cały czas w rękach owych 3-ch osób, upoważnionych do kierowania akcją przez władze Ligi Narodowej. One trzymały w rękach ster wszystkich spraw i brały na swoją odpowiedzialność wszystkie ważniejsze decyzje. Należy dodać, że Związek Unarodowienia szkół opracował specjalną ustawę (nie pytając władz L. N. o aprobatę) i pod przysięgą przyjmował członków do organizacji. Prawie wszyscy członkowie L. N. na prowincji przystąpili do Z. U. S. W dalszych fazach organizacji przyjęto zasadę, że do Zarządu Związku U. S. należeć mogą tylko ligiści; Z. U. S. posiadał własną pieczęć, zniszczoną w r. 1907 w czasie rewizji u Dzierżanowskiej.
Pierwsze wiece rodziców
Związek Unarodowienia Szkół bezzwłocznie przystąpił do pracy. W pierwszych dniach lutego rozpoczęto organizację wieców rodzicielskich, oraz zebrań opinjowych, złożonych z najrozmaitszych elementów. O ile przypomnieć sobie mogę, pierwszy, zwołany przez Związek, wiec rodziców II gimnazjum żeńskiego odbył się w mieszkaniu rejentowej Borkowskiej przy ulicy Kapucyńskiej. W charakterze delegatki Związku Unarodowienia Szkół wystąpiła tam po raz pierwszy Marja Dzierżanowska. Tego samego wieczoru odbyło się zebranie luźnej publiczności, zainteresowanej sprawą szkolną, w mieszkaniu p. Eyssymontowej, przy ul. Hożej 30. Różnorodny tłum, złożony częściowo z robotników, częściowo z nauczycielek Tajnego Nauczania i ich rodzin, gorączkował się niezmiernie sprawą. Referowali ją Ceysingerówna i Ludwik Zieliński.
Za temi pierwszemi poszedł cały szereg wieców, od kilku do kilkunastu dziennie. Odbywały się one w szczególnych warunkach. Gdy delegaci Związku, około godz. 12 w nocy wracali z zebrania na Hożej, ulicę Marszałkowską zalegały ciemności (4)), wśród których patrole wojskowe piesze i konne zatrzymywały przechodniów. Raz po raz słychać było brutalne: „Ruki w wierch!" i następowała rewizja.
Przed Dworcem kolei płonęły rozłożone na placu ogniska, wokół których biwakowali żołnierze. Na purpurowem tle ognisk rysowały się czarne sylwetki ludzi, koni, ułożonych w kozły karabinów.
Na ulicy była rewolucja i teror wojskowy.
W innem mieście stanowiłoby to może przeszkodę do akcji wiecowej. Ale publiczność warszawska z właściwą sobie odwagą czy lekkomyślnością, nie zrażała się temi drobnemi przeszkodami i tłumnie napływała na wiece. Nawet stwierdzić należy, że atmosfera rewolucyjna, utrzymując umysły w ciągiem podnieceniu i absorbując władze policyjne ważniejszemi sprawami, niesłychanie sprzyjała akcji szkolnej. Po paru dniach ustalono metody pracy. Ponieważ do przemawiania na tak licznych zebraniach potrzeba było znacznej ilości sił, a nie wszystkie były dostatecznie wyrobione (sztuka przemawiania publicznie była w owe czasy zjawiskiem dość wyjątkowem), ułożono rodzaj podręcznika; zawierającego wytyczne akcji szkolnej, odpowiedzi na stawiane najczęściej pytania, zbiór argumentów, któremi operować należało, oraz tekst rezolucyj, które należało przeprowadzić. Tak uzbrojonych mówców wysyłano najczęściej parami. Ważniejsze zebrania obsadzano liczniej. Ponieważ wszystkie wiece odbywały się w godzinach wieczornych lub przedwieczornych, ustalono przeto, że posiedzenia Zarządu Związku odbywać się będą o godz. 11 w nocy codziennie, w mieszkaniu Dzierżanowskiej (Złota 16). Delegaci, wracając z wieców, wstępowali na posiedzenie, zdawali sprawę z ich przebiegu i otrzymywali dyspozycje na dzień następny.
Tym sposobem wyrobiono wkrótce zastęp fachowych agitatorów sprawy szkolnej.
Jak przewidywała Dzierżanowska i jej najbliżsi współpracownicy, praca ta stała się istotnie głębokiem przeorywaniem ugorów popowstaniowych duszy polskiej. Delegaci Związku w początku, stawali z niemałą obawą przed zgromadzeniami rodzicielskiemi, złożonemi z ludzi im nieznanych, prawdopodobnie rozdrażnionych nieposłuszeństwem dzieci, prawdopodobnie bojaźliwych i usposobionych ugodowo w stosunku do rządu rosyjskiego... taką bowiem była istotnie większość społeczeństwa polskiego w owej epoce. Wkrótce jednak zorjentowali się, że ta publiczność rodzicielska pragnie, aby ją przekonano.
Walka na argumenty
Wprawdzie, przy pierwszem zetknięciu, chłód zawsze panował na sali i nieufność. — „Zbuntowali nam dzieci, a teraz przychodzą, aby nam. starym przewracać w głowach", — taki był zwykle sens pierwszych przemówień rodzicielskich. Już to bezwzględnie podejrzewano tajemniczy Związek Unarodowienia Szkół o wywołanie strajku szkolnego. Ale po przełamaniu pierwszych lodów wystarczało nieraz jedno gorące słowo, jeden promień entuzjazmu, bijący z oczu mówcy, by cała sala dała się porwać i skłonić do uchwalenia proponowanej rezolucji, a w następstwie do zawiązania organizacji rodzicielskiej. Widocznie, pod popiołami szarej, codziennej rezygnacji, tlały nieuświadomione tęsknoty... Szara dusza człowieka popowstaniowego, przybita do ziemi ciężarem przekonania o niezwyciężoności wroga, pragnęła podświadomie, by przyszedł ktoś, ktoby ją rozkuł z pęt „zdrowego rozsądku".
Oczywiście, nie zawsze szło tak łatwo! Rodzice wysuwali czasem argumenty, na które bardzo trudno było znaleźć trafną odpowiedź.
Na zarzuty, stawiane przez agitatora szkole rosyjskiej, stawał np. wzruszony ojciec i mówił: „Ja, panie dobrodzieju, wychowałem się także w tej szkole, a pragnąłbym tylko, aby mój syn był tak dobrym Polakiem, jak ja." — Wtedy agitator odwoływał się do głębszego pojęcia wyrazów „dobry Polak". „Wszyscy współcześni, mówił, jesteśmy złymi Polakami. Gdybyśmy byli dobrymi Polakami, nie deptałby wróg po najświętszych naszych uczuciach, nie panowałaby w kraju niewola, ciemnota i beznadziejność." Jeżeli mówca wszedł na tę drogę, otwierały się przed nim bardzo szerokie horyzonty, i powodzenie miał zapewnione.
Niewolno mu tylko było na argumenty strony przeciwnej nie odpowiedzieć argumentami silniejszemi, bo wtedy przegrywał sprawę.
Bywali jednak i tacy, do których słowne argumenty nie trafiały. Po zebraniu np., doprowadzonem do wysokiego stopnia temperatury patrjotycznej, podchodzi do delegatki Związku szara, zatroskana matka i pyta w zaufaniu: „Proszę Pani, a czy będą bić tych, którzy pójdą do szkoły rosyjskiej?" — „A naturalnie, droga pani! i jak jeszcze!" — odpowiada przedstawicielka Związku szarej osobie, dla której jedynym i ostatecznym argumentem jest kij.
Trafiali się także na zebraniach rodzicielskich ludzie o bardzo wysoko rozwiniętym intelekcie, ale zasadniczo przeciwni nietylko akcji szkolnej, ale możnaby powiedzieć, przeciwni Polsce, jej aspiracjom, jej nadziejom... dawnym i nowym. Dla tych nie było dość silnego argumentu. Należało ich doprowadzić do szczerego, wypowiedzenia się; to, co mówili, oburzało zgromadzoną publiczność i rzucało ją w objęcia Związku Unarodowienia Szkół. Jeden z takich panów, wysoki urzędnik kolejowy, zjawiał się prawie na każdy nasz wiec. Właściwie nietylko nie szkodził nam, ale nawet pomagał.
Organizacje rodzicielskie
Z zebrań rodzicielskich wyłowiono niebawem wielu, bardzo później wartościowych członków Związku Unarodowienia Szkół, a następnie Polskiej Macierzy Szkolnej. Niektórzy z nich z początku „zasadniczo" przeciwstawiali się idei walki o szkołę polską, a potem stali się tej idei najgorętszymi fanatykami.
Organizację rodzicielską przeprowadzano w sposób następujący: zawiązywano w każdej klasie koło rodzicielskie, na którego czele stawał jego przedstawiciel. Z pośród przedstawicieli kół klasowych wybierano jednego przedstawiciela całej szkoły. W mniej licznych szkołach tworzono jedno tylko koło rodzicielskie, które wybierało sobie również przedstawiciela. Przedstawiciel szkoły był w stałym kontakcie z zarządem Związku Unarodowienia Szkół, albo bezpośrednio, lub za pośrednictwem osoby, która daną szkołę zorganizowała. Przedstawiciel zabierał wychodzące raz po raz odezwy i za pośrednictwem przedstawicieli kół klasowych rozpowszechniał je wśród rodziców. Otrzymywał instrukcje, wskazówki, ostrzeżenia, które komunikował organizacji całej szkoły. Zwoływał zebrania; mając adresy wszystkich rodziców, mógł ich w każdej chwili zmobilizować.
Organizacją kół rodzicielskich objęto wkrótce prawie wszystkie szkoły warszawskie, zapewniając tym sposobem młodzieży i rodzicom spokój domowy, a szkole rosyjskiej trwały i niewzruszony bojkot.
Jednocześnie rozwinął Związek bardzo silną działalność agitacyjną zapomocą codziennie prawie wydawanych odezw i komunikatów. W domu Kazimierza Janikowskiego przy ul. Orlej 10 umieszczono mimeograf (5) i na nim odbijano pierwsze odezwy. Do pracy stanęli robotnicy z Narodowego Związku Robotniczego: Antoni Trzaska, Józef Wasilewski i inni. Poza tem urządzono drukarnię, która pod kierunkiem studenta politechniki Leśniewskiego i Józefa Wasilewskiego pracowała dniem i nocą. Odezwy pisali: Ceysingerówna, Drobniewska, Dzierżanowska, Janikowski, Nowiński. Autorem jednej był Stanisław Bukowiecki. Odezw tych zachowało się, niestety, bardzo niewiele. Rozrzucane w wielkiej ilości egzemplarzy, podtrzymywały ducha oporu wśród rodziców.
Walka toczyła się przedewszystkiem o uczęszczanie lub nieuczęszczanie do szkoły rosyjskiej. Władze szkolne bowiem, po paru dniach konsternacji, wywołanej strajkiem, otworzyły znów uczelnie i starały się je zapełnić groźba, podstępem, wywieraniem nacisku na rodziców.
Działania poza Warszawą
W pierwszych dniach lutego nastąpiły manifestacje w szkołach prowincjonalnych.
Wiadomości o nich były nielada atutem przy agitacji śród rodziców w Warszawie. Stawało się jasném, że to nie epizod, nie poryw chwilowy, którego później żałować przyjdzie, ale jakaś ogólna rewolucja szkolna, jakiś bunt ducha, zrywającego się już do wielkich lotów.
Związek Unarodowienia Szkół niezwłocznie rozszerzył swą akcję na ośrodki prowincjonalne. Odezwa z dnia 7 lutego 1905 roku skierowana już jest do przedstawicieli prowincji.
„W niezwykłym zamęcie, który zawichrzył w ostatnich dniach nasze życie społeczne, — mówi ta odezwa, — naród na całym obszarze kraju stanął wobec faktów niespodziewanych i nieoczekiwanych. Jednym z takich faktów jest wystąpienie w wielu miastach młodzieży szkolnej z żądaniem szkoły polskiej. Nie czas i nie pora analizować obecnie właściwość tego postępku. Z faktem spełnionym liczyć się musimy i ze swej strony wszystkich sił dołożyć, aby szlachetny zapał naszych dzieci nie poszedł na marne.
Niewątpliwie, całe społeczeństwo polskie współczuje z młodzieżą; nie wystarcza jednak współczucie; trzeba młodzieży tej dać poparcie moralne, osłonić ją wobec władzy i z jej rąk przejąć kierownictwo sprawy tak doniosłej. Należy przedewszystkiem zorganizować w społeczeństwie akcję jednolitą, solidarną, silną; wszelka bowiem rozbieżność doprowadzić może do rezultatów niepożądanych. Zależnie od warunków miejscowych, charakteru i napięcia wystąpień młodzieży, rodzice obowiązani są wspólnie, zgodnie i jednomyślnie zdecydować, jakie stanowisko zajmą wobec bezpośrednich władz szkolnych. Żądamy tylko, żeby decyzja rodziców była godna stanowiska Obywatela-Polaka. Nie wolno działać bez namysłu, nie wolno na własną rękę paktować z władzami.
Wszelkie tego rodzaju wystąpienia uważamy za złamanie solidarności obywatelskiej, za czyn niegodny rodziców, którzy przedewszystkiem dbać powinni o to, aby nie utracić szacunku własnych dzieci.
Walka, jaką młodzież nasza wypowiedziała swym gnębicielom, powinna nas samych zespolić, węzły rodzinne utrwalić, stać się ogniwem, łączącem dwa pokolenia w dziejowych zapasach wiekowej naszej walki z wrogiem."
Odezwę tę rozesłano na prowincję przez specjalnych emisarjuszy, upoważnionych do organizowania oddziałów Związku w ośrodkach prowincjonalnych. Z wielu miejsc przybyli zaraz w pierwszych momentach akcji bojkotowej działacze Ligi Narodowej i T. O. N. do Warszawy po instrukcje. Wszyscy otrzymali jedną wskazówkę: bojkot szkół rosyjskich aż do spolszczenia całego szkolnictwa; pomoc i opieka nad młodzieżą; organizowanie rodziców.
Wnet też zaczęły powstawać w całym kraju ekspozytury Związku, powstawała organizacja rodzicielska, i działanie nabierało cech jednolitości. W Piotrkowie na czele oddziału Zw. U. S. stanęła nauczycielka Helena Trzcińska (późniejsza przełożona polskiej szkoły żeńskiej), w Kaliszu prof. Alfons Parczewski i jego siostra Melanja (znana literatka i działaczka) wzięli sprawę w swoje ręce. W Radomiu adwokat Wigura, panie: Władysława Zarembina i Wroncka stanęli na czele akcji. W Płocku dr. Maciesza i Majdecki, w Lublinie, po chwilowem w pierwszych momentach niezorjentowaniu się, Józef Guzowski, jego żona Zofja i redaktor „Ziemi Lubelskiej" Daniel Śliwicki podjęli energiczną akcję wedle wskazówek Z. U. S. (6) W Ostrołęce dr. Harusewicz, w Łomży adwokat Chrystowski, w Łodzi Morsztynkiewicz zajmowali się sprawą szkolną, pozostając w stałym kontakcie z Warszawą (7).
Kontakt z całą prowincją był bardzo żywy i nieustanny. Dyrektywom Związku poddawano się chętnie i wykonywano je ściśle.
Akcja w różnych rodzajach szkół
Poza szkołami rządowemi istniały jeszcze w Królestwie inne typy szkół średnich, t. zw. „szkoły prywatne z prawami" i „szkoły prywatne bez praw". Szkoły prywatne z prawami miały inspektorów Rosjan i były z ducha i języka wykładowego szkołami rosyjskiemi, jakkolwiek pracowało w nich więcej nauczycieli Polaków, niż w szkolnictwie rządowem. To też nie było najmniejszych wątpliwości, że szkoły te należy bojkotować narówni ze szkołami rządowemi. Młodzież tych szkół manifestowała, i klasy opustoszały.
Odmienny zupełnie charakter miały szkoły prywatne bez praw, a przedewszystkiem prywatne „pensje" żeńskie.
Szkoły te, niezawsze stojące na wysokości nawet ówczesnych wymagań w zakresie wychowania, wykształcenia i warunków higjenicznych, posiadały inne walory, dla społeczeństwa polskiego niezmiernie cenne. Potrafiły one, mianowicie, zachować charakter polski i atmosferę patrjotyczną. W szkołach tych język polski był de facto językiem wykładowym. Do rosyjskiego uciekano się tylko podczas wizytacyj przez osoby urzędowe. Posiadały one nadto, prawie wszystkie, ukryte klasy wyższe, w których pierwszorzędne siły profesorskie wykładały historję i literaturę polską, oraz nauki przyrodnicze, wykluczone z oficjalnego programu szkół żeńskich w Królestwie. Nawet w tych zakładach, gdzie nie było ukrytych wyższych klas, istniały ukryte lekcje dla starszych uczennic.
Snuły więc instytucje te nić tradycji kulturalnej narodu, przekazując ją w ręce kobiet, powołanych z natury do podania jej następnym pokoleniom.
Kurator Okręgu Naukowego Warszawskiego, doceniając doskonale szkodliwość tych instytucyj z punktu widzenia przyjętego przez Rosję systemu, podsunął im był przy końcu r. 1904 ów dar „praw", za którego cenę spodziewał się wciągnąć je w orbitę swoich bezpośrednich wpływów i codziennego nadzoru.
Jak już wiemy, tylko kilka przełożonych dało się nakłonić do przyjęcia „praw".
Przed Związkiem Unarodowienia Szkół stanął teraz problem, czy szkoły prywatne żeńskie winny ulec ogólnemu bojkotowi? Jedno z posiedzeń Związku poświęcono wyczerpującej na ten temat dyskusji i postanowiono szkół tych nie bojkotować, lecz zastosować na ich terenie nową metodę walki z rządem, metodę stwarzania faktów dokonanych, brania ustępstw, nie czekając, aż rząd je poczyni.
Porozumiawszy się z przełożonemi prywatnych szkół żeńskich w Warszawie, które w tym czasie, lub może nieco wcześniej, utworzyły t. zw. „Koło Przełożonych", zobowiązano je do jawnego prowadzenia lekcyj po polsku, nawet w razie wizyty władz. Przełożone warunek ten przyjęły i lekcje prowadziły dalej.
Za stanowiskiem, zajętem przez Związek, przemawiał nadto wzgląd niewytrącania z normalnych torów życia i pracy większej ilości młodzieży, niż to było dla sprawy niezbędne. Zauważyć też trzeba, że było to przerzucenie ciężaru walki z ramion młodzieży i dzieci na barki właścicielek szkół i ich personelu nauczycielskiego.
Ze stanowiskiem Związku nie godziły się pod tym względem inne ugrupowania, prowadzące jednocześnie walkę ze szkolnictwem rządowem, a uznające strajk powszechny za jedyną broń, której używać należało. Rozpoczęły się na wiecach rodzicielskich dyskusje na ten temat między przedstawicielami Związku, grupy „Kuźnicy" (Andrzej Niemojewski i Iza Moszczeńska) i Koła Wychowawców. Rodzicom trafiały do przekonania raczej poglądy Związku.
Akcje bezpośrednie
W połowie lutego Z. U. S. zainicjował w Warszawie powrót młodzieży do szkół rządowych w celu złożenia deklaracyj, żądających spolszczenia szkół, a ponieważ władze rosyjskie, po paru dniach osłupienia, otworzyły znów szkoły rządowe, młodzież skorzystała z tej sposobności i stosując się do wskazówek Związku złożyła deklaracje analogiczne do złożonych przez szkoły prowincjonalne. Po złożeniu deklaracyj młodzież opuściła szkoły, uprowadzając uczniów klas niższych. Często przytem dochodziło do zaburzeń, sprowadzania policji, wojska i t. d. Po takiej manifestacji władze zamykały znów szkołę i znów ją otwierały po paru dniach.
Działo się to nie jednocześnie, lecz naprzemian raz w tej, raz w innej szkole. Władze trzymały się uparcie systemu prowadzenia lekcyj, choćby dla kilku uczniów, choćby dla jednego ucznia w klasie. Takich „łamistrajków" rozpędzały zazwyczaj „organizacje" uczniowskie, co także wywoływało zamieszanie i niepokój, udzielający się naturalnie zrewolucjonizowanej wówczas ulicy.
Przyznać trzeba jednak, że po pewnym czasie uczniów w szkołach rosyjskich zaczęło przybywać. Synowie urzędników, nauczycieli, dzieci pochodzące ze sfer niepolskich zapełniały klasy. Bywali i rodzice Polacy, którzy z obawy przed terrorem ulicznym, odwozili dorożkami dzieci swoje do gimnazjów rosyjskich. Były to jednak wyjątki.
Wobec tego Z. U. S. zastosował energiczniejsze środki, których wykonanie brał na siebie zazwyczaj Związek im. Kilińskiego (wybijanie szyb w gimnazjach, turbowanie łamistrajków.) Zmusiło to władze do zamknięcia znów wszystkich szkół. Jednakże kurator zapowiedział ponowne ich otwarcie na dzień 20 lutego.
Była obawa, że jeżeli nie łamistrajkami, to jakąkolwiek świeżo przyjętą młodzieżą władze zechcą zapełnić szkoły, usuwając z nich elementy rewolucyjne. Należało coś przedsięwziąć, należało wywrzeć na władze jakiś nowy nacisk, nie dopuścić do otwarcia.
Ale co? — Ale jak?
Sytuacja była ciężka!
Wielki wiec
Wtedy ukazał się na widowni „Mąż opatrznościowy". Był nim Stanisław Lewicki, lat około 50, właściciel majątku pod Łukowem. Należał do rzadkich w naszej epoce typów intuicyjnych. Opowiadał on, iż już w ostatnich dniach przed ferjami Bożego Narodzenia, słysząc z drugiego pokoju, jak dzieci jego późno w noc „kują" rosyjskie lekcje, zawołał je do siebie i powiedział: „Dajcie pokój, już i tak nie będziecie się uczyli po rosyjsku". Dzieci przekonane, że ojciec otrzymał jakieś ważne wiadomości z Warszawy, zastosowały się do jego polecenia i nazajutrz nie pojechały do szkół w Łukowie. Potem przyszły ferje, a potem wybuch bezrobocia szkolnego i walka o szkołę polską. Lewicki śledził jej przebieg zdaleka i niepokoił się. Wreszcie postanowił jechać do Warszawy i pchnąć sprawę naprzód.
Przybywszy, porozumiał się ze Zw. Un. Szk., z Kołem Wychowawców i z grupą Niemojewskiego, a przy pomocy ks. Światopełka Mirskiego, swego znajomego i zdaje się, sąsiada, trafił do władz rosyjskich. Jakim sposobem, zdołał przekonać je, że należy pozwolić na urządzenie publicznego wiecu w sprawie szkolnej, by wyrozumieć opinję rodziców i odpowiednio na nią wpłynąć — to już tajemnica jego metapsychicznych właściwości. Dość, że pozwolenia udzielono. Zapewnił sobie także Lewicki udział w wiecu kuratora Szwarca (8).
Doprowadził nadto do porozumienia wyżej wymienionych trzech organizacyj, które działały na terenie sprawy szkolnej. Odbyły się dwa posiedzenia delegatów tych ugrupowań, na których postanowiono obesłać licznie wiec i żądać zgodnie spolszczenia szkoły, oraz zamknięcia szkół rosyjskich aż do czasu, gdy dokonane zostanie przekształcenie ich na polskie. Ustalono też porządek dzienny obrad. Andrzej Niemojewski wyprosił sobie, by pierwszy z mówców mógł postawić żądanie szkoły polskiej.
Zaproszenia na wiec, podpisane przez ks. Światopełka Mirskiego i Stanisława Lewickiego rozesłano rodzicom i wybitniejszym obywatelom.
Z. U. S. dołożył starań, by na wiec stawili się jak najliczniej zdecydowani zwolennicy bojkotu z pośród rodziców młodzieży szkolnej. Dnia 19 lutego 1905 r. o godzinie 11 przed poł. przybyło do Muzeum przemysłu i rolnictwa na Krak. Przedmieście około 1500 osób.
Wiec odbywał się z początku w nieobecności kuratora. Zagaił go ks. Światopełk Mirski. Na przewodniczącego wybrano Stanisława Lewickiego, na asesorów Tadeusza Balickiego i Władysława Bukowińskiego.
Lewicki w przemówieniu wstępnem scharakteryzował sytuację. Sam fakt opuszczenia szkół przez młodzież przypisywał złym wpływom szkoły, która od wstępnej klasy uczy dzieci politykowania. Mówca podkreślił powagę położenia i prosił zgromadzonych o wypowiedzenie się. Pierwszy zabrał głos prof. Krzywicki. I on kładł nacisk na wybitnie polityczny charakter szkoły, wskazywał na pełne fałszów historycznych podręczniki szkolne, na fakt usunięcia niemal zupełnie języka ojczystego dzieci ze szkoły, na kary za odezwanie się dziecka w szkole po polsku.
Następnie zabrał głos Andrzej Niemojewski: „Mówię bez motywów, bo są rzeczy, które nie potrzebują, dowodów. Naród polski chce polskiej szkoły z polskim językiem wykładowym, z duszą, polską, w rękach polskiego społeczeństwa. I ta wola narodu jest najwyższem prawem!" Taka niemal była dosłownie treść krótkiego jego przemówienia. Zrobiło ono na sali głębokie wrażenie. Była to rękawica, rzucona otwarcie w twarz władzy rosyjskiej, po wielu latach grobowego milczenia. Nastrój zgromadzenia podniósł się odrazu o kilkanaście stopni; nie było serca, któreby nie biło przyśpieszonem gwałtownie tętnem.
Przeciw szkole rosyjskiej przemawiali w dalszym ciągu jeden po drugim ludzie najrozmaitszych kierunków politycznych: ad w. Kijeński, dr. Heryng, Stanisław Libicki, Jan Kucharzewski, adw. Pepłowski. Wszyscy nietylko usprawiedliwiali krok młodzieży, ale wprost uznawali go za godny pochwały. „Możemy spokojnie patrzeć w przyszłość, kiedy mamy takie dzieci" — powiedział Kijeński. „Dzieckiem w kolebce kto łeb urwał hydrze"... cytował dr. Heryng, kończąc słowami: „Dumni bądźmy z naszej młodzieży!" Stanisław Libicki ubolewał nad spostoszeniem, które w duszach młodzieży polskiej szerzy szkoła rosyjska.
Jeden tylko adwokat Nowodworski oświadczył: „Lepsza szkoła zła, niż żadna" i spotkał się z protestem całej sali. Niechętnie również odzywał się o bojkocie prof. Ignacy Chrzanowski.
W czasie mowy Chrzanowskiego wszedł na salę kurator Szwarc.
Nie ulega wątpliwości, że w pierwszej chwili nie zdawał sobie sprawy z nastrojów wiecu. Zaczął bowiem dość srogo, po rosyjsku. Zaznaczywszy, że wiec odbywa się z jego upoważnienia, ponieważ wydało mu się korzystnem w przededniu ponownego otwarcia szkół porozumieć się z rodzicami, kurator przeszedł do pogróżek: „Ekscesy szkolne — mówił — nie mogą pozostać bez kary. Niektórzy uczniowie zostali już ukarani; dalsze kary musiałyby nastąpić, gdyby nieporządki trwały nadal. Nie należy mnożyć ofiar. Żądania młodzieży są natarczywie i śmiało stawiane. Dowodzi to, że rodzice podburzają młodzież..."
„Tak! To my! To my!" — odezwały się liczne głosy z różnych punktów sali. Otrzeźwiło to kuratora. Nie mógł ukryć zdziwienia. Zrozumiał nastrój obecnych i zmienił ton. Począł mówić, że naród, który posiada tak wielką i dawną kulturę, ma niewątpliwie prawo do swego języka i że „dla Polaków można będzie może coś zrobić", ale gdy użył wyrażenia: „Priwislinskij kraj", sala znów ozwała się zbiorowym protestem. Tak samo, gdy wspomniał o memorjale 23-ch.
Po przemówieniu kuratora zaproponował prof. Ignacy Chrzanowski, aby szkoły zamknąć jeszcze na tydzień i dać rodzicom czas do namysłu i porozumienia się ze sobą. Szwarc odpowiedział, że to do niego nie należy, że kurs jest trudny i że wskutek powtarzających się raz po raz przerw wielu uczniów pozostać może w klasach na drugi rok.
Wtedy mecenas Pepłowski, oświadczywszy, że pragnąłby przemówienie swoje poprzednie przetłumaczyć kuratorowi na język rosyjski, przysiadł się do stołu prezydjalnego.
Był to epizod zaimprowizowany, nie przewidziany przez organizatorów wiecu. Sala cała zamarła w głębokiej ciszy. I zaczęły powoli padać dobitnie wymawiane słowa rosyjskie. Mecenas Pepłowski mówił z wielką siłą, ani razu nie podnosząc głosu i twarzą w twarz kuratora, który jak zamagnetyzowany, nie mógł ani na chwilę odwrócić oczu.
Mówił o nienawiści, którą dziecko polskie pała do szkoły rosyjskiej.
Mówił, że on ojciec musi dziecku swemu przyznać słuszność i nie może nakazać mu powrotu do szkoły, gdyż szkoła ta właśnie wychowała go tak, że syn nie posłucha ojca. Rodzina polska słynęła dawniej z serdecznej spójni; dziś spójnia ta, z winy szkoły rosyjskiej, jest zerwana. „Ja nie mogę synowi memu powiedzieć: uderz czołem przed władzą, wróć do szkoły! — bo on tej szkoły nie chce! I my jej nie chcemy! My tak samo, jak synowie nasi, oceniamy jej wartość. Tylko szkoła polska zaspokoić może nasze aspiracje. Żądamy zamknięcia szkoły i nie otwierania jej, aż dopiero w chwili, gdy zostanie dokonana gruntowna reforma systemu.
Wiemy, że reformy szkolnej nie można przeprowadzić z dnia na dzień. Przygotowani jesteśmy i my, i dzieci nasze, na stratę jednego roku szkolnego. Poniesiemy chętnie tę ofiarę na rzecz radykalnej zmiany systemu." Wiecownicy z zapartym oddechem słuchali tego przemówienia. Po raz pierwszy od roku 1863 Polska otwarcie mówiła do Rosji, otwarcie dotykała najstraszniejszej z zadanych jej ran!
I dziwna rzecz! Zgromadzonych nie raził w tej chwili język rosyjski. Przeciwnie! Miało się wrażenie, że właśnie w tym języku tylko wypowiedzieć można te słowa nienawiści i buntu.
Kurator był blady i zmieszany.
Ujrzał nareszcie podnoszącą się falę duchową, która nań szła... Po pewnym czasie spytał zmieszany: „Czy państwo sądzą, że przerwa w lekcjach wpłynęłaby uspokajająco?" — „Mnie się zdaje — odparł Pepłowski — że powinniśmy prosić p. kuratora o zamknięcie szkół do jesieni, żądając, żeby przez ten czas został wykończony program szkoły polskiej, odpowiadający istotnym naszym potrzebom."
Sala cała zsolidaryzowała się z nim oklaskami i okrzykami.
Kurator zażądał piśmiennego sformułowania rezolucji i zgnębiony opuścił wiec.
Na zakończenie mecenas Pepłowski oświadczył podniesionym głosem: „Jutro dzieci nasze nie idą do szkoły, a rodzice żądają, aby szkołę otwarto wtedy, gdy stanie się polską!"
Wreszcie uchwalono rezolucję, wydrukowaną w I tomie niniejszego wydawnictwa, str. 11—12.
Przyjęto ją szalonemi oklaskami w poczuciu, że dzień ten stanowi chwilę przełomową. Tłumy publiczności, przed Muzeum Przemysłu i Rolnictwa chciwie chwytały z ust wychodzących informacje o przebiegu Wiecu. Tegoż samego dnia, około godz. 4-tej po południu krążyć zaczęła po mieście odezwa Związku Unarodowienia Szkół, zawierająca rezolucję wiecu, oraz następujący dopisek:
„Uznając powyższą uchwałę Wiecu ogólnonarodowego za obowiązującą dla naszego społeczeństwa, wzywamy:
1. Rodziców, by od dnia dzisiejszego swych dzieci do szkoły nie posyłali.
2. Młodzież, by do szkoły rosyjskiej odtąd nie uczęszczała. Warszawa, dnia 19 lutego 1905 r."
Odezwę tę wyrywano sobie na mieście z rąk do rąk. Tegoż samego dnia, wieczornemi pociągami rozesłano ją na prowincję. Był to istotnie rekord pośpiechu i aktualności. „Nowoje Wremja" w korespondencji z Warszawy pośpiech ten tajnej drukarni Związku nazwała — „bezczelnością" (9).
Mimo, iż na Wiecu Szwarc zdawał się przychylać do opinji rodziców w sprawie zamknięcia szkół, nie cofnął jednak wydanego poprzednio zarządzenia. Szkoły dnia 20-go lutego otwarto.
Jak było zgóry na wypadek ten postanowione, młodzież tam, gdzie tego zrobić dotychczas nie zdążono, skorzystała ze sposobności, aby złożyć deklaracje, żądające spolszczenia szkół.
Nazajutrz szkoły znów otwarto. Powtórzyły się burzliwe zajścia; policja i wojsko otoczyły szkoły... Położenie było napięte w najwyższym stopniu. Lada prowokacja wywołać mogła rozlew krwi.
Wtedy zaszedł mało znany, charakterystyczny epizod, który przechylił szalę na rzecz żądań społeczeństwa (10). Aleksander Zawadzki i Karol Stawecki (obaj członkowie Ligi Narodowej) udali się z własnej inicjatywy do prywatnego mieszkania kuratora Szwarca. Przedtem już Libicki podzielił się z nimi wrażeniami, że kurator jest u kresu wytrzymałości nerwów i że napędzenie mu w tej chwili strachu mogłoby odnieść pożądany skutek.
Przyjęci przez kuratora, Zawadzki i Stawecki oświadczyli mu z miejsca: „Przychodzimy w sprawie wypadków, które dzieją się na ulicy. Nasze dzieci policja i wojsko aresztuje i morduje."
„Czy zabili kogo?" — spytał pobladły zwierzchnik szkolnictwa w Królestwie.
„A panbyś chciał, żeby się krew polała?" — podchwycił Stawecki. „Czy Pan wie, że jedna kropla krwi tych dzieci mogłaby się zamienić w potoki? Czy pan weźmie na siebie odpowiedzialność za to, co się tam w tej chwili stać może?"
Kurator zasłaniał się rozkazami z Petersburga. Przybyli przekonywali go, że odpowiedzialność spadnie na niego, nie na Petersburg.
Rozmowa prowadzona była w tonie tak głośnym i podnieconym, że aż zaniepokoiła domowników.
Szwarc twierdził, że rodzice powinni uspokajać wrzenie wśród dzieci, a nie podniecać. Na to odpowiedział Zawadzki, że młodzież w tym stanie podniecenia, do jakiego ją doprowadzono, nie usłucha ani nauczycieli, ani rodziców i z bombami pójdzie przeciw władzom szkolnym.
Powiedzenie to bardzo zastanowiło Szwarca. Bomby były w owym czasie na porządku dziennym. Ginęli od nich często dygnitarze...
„A możeby wziąć decyzję na swoją odpowiedzialność?" — rzekł.
Zawadzki chwycił go za rękę. — „Bierz Pan na swoją odpowiedzialność! Tu niema ani chwili czasu do stracenia!"
„Więc pojadę do Czertkowa" (11).
W kwadrans później Stawecki i Zawadzki widzieli powóz kuratora, mknący Krakowskiem Przedmieściem do Zamku.
Tegoż dnia wyszło rozporządzenie zamknięcia szkół.
Zamknięcie szkół rosyjskich włożyło na Związek Unarodowienia Szkół nowe zadanie: organizację prywatnego nauczania młodzieży w całym kraju. Odezwa z datą — „luty 1905 roku" (pióra Stanisława Bukowieckiego) wzywa młodzież do pracy: „Zamknięte szkoły rosyjskie! — Niech kraj nasz zamieni się w jedną wielką szkołę!"
Samokształcenie
Młodzież usłuchała wezwania tego z wielkim zapałem. Ale nie dość było wzywać! Należało naukę tę zorganizować, opracować program, znaleźć odpowiednich nauczycieli, mieszkania i pieniądze. — Komplety uczniowskie, ze względów mieszkaniowych i ze względów bezpieczeństwa nie mogły być zbyt liczne; wymagały zatem wielkiej ilości sił nauczycielskich. Siły te znaleziono; wśród nich nawet pierwszorzędne. Odczuwała to młodzież, stwierdzając w wielu wypadkach olbrzymią różnicę między szkołą rosyjską, a tym surogatem szkoły polskiej, na korzyść ostatniej. „Mamy teraz wykłady uniwersyteckie" — mówili uczniowie z wyższych klas. Ustalono honorarja nauczycielskie na 1 rubel za godzinę wykładu.
Na te mizerne honorarja godzili się ofiarnie wykładowcy tacy, jak Władysław Smoleński, Juljan Adolf Święcicki, Jan Kucharzewski i t. d., uważając za obowiązek złożyć ofiarę tę na rzecz młodzieży.
Organizacją tajnych kompletów szkolnych w Warszawie zajmowali się: Marja Dzierżanowska, Marja Drobniewska, Włodzimierz Klawer, Klawerowa, Janina Michałowska, skarbnik Związku Rudowski i inni.
W ciągu 10 dni praca organizacyjna została dokonana. Bezwzględnie też stwierdzić można, że w Warszawie wszystkie zgłoszone w tym kierunku zapotrzebowania Związek zaspokoił. Młodzież, która chciała się uczyć, miała potemu sposobność i ułatwienia. Na prowincji położenie było trudniejsze. Walczono tam dość często z brakiem polskich sił nauczycielskich. O ile nam wiadomo, zupełnie dobrze stanęła praca ta w Płocku, Piotrkowie, Kaliszu, Lublinie, gorzej w Łomży, Łukowie, Łowiczu, Będzinie.
Lepiej lub gorzej, organizowano jednak komplety wszędzie. Zachował się opracowany przez Związek rozkład godzin nauki szkolnej, przeznaczony dla uczniów gimnazjum filologicznego. Załączam go tutaj. Plan ten obowiązywał we wszystkich warszawskich i prowincjonalnych kompletach Związku.
[tu informacja o programie, tabela pokazująca ilość godzin poszczególnych przedmiotów - patrz oryginał]
Konflikt wobec szkół prywatnych
Niemało kłopotu sprawiała „Związkowi Unarodowienia Szkół" w dalszym ciągu sprawa szkół prywatnych.
Wieczorem dnia 19 lutego, po pamiętnym Wiecu w Muzeum, odbyło się zebranie przedstawicieli Z. U. S. i Koła Wychowawców w sprawie ustalenia dalszych dyrektyw dla zakładów naukowych tego typu. Do porozumienia nie doszło. Koło Wychowawców uznawało tylko jedną metodę walki: „strajk" i chciało ją stosować w każdym wypadku. Grupa Niemojewskiego była tego samego zdania.
Rozgorzała walka. Metody jej nie były wybredne. Dzierżanowska, któregoś dnia, przed udaniem się na zebranie przełożonych szkół żeńskich, otrzymała anonim, grożący jej kijem, jeśli nie zejdzie z zajętego w sprawie szkół prywatnych stanowiska. Odprowadziła ją na miejsce zebrania Ceysingerówna; pogróżki nie próbowano wykonać. — Do szkół żeńskich przychodzili nieznajomi „panowie" i zapowiadali, że bomby rzucać będą do klas, w których odbywają się lekcje. — „Bomby rzucać będziecie, panowie, na małe dziewczynki?" — zapytała jedna z młodszych przełożonych, H. Gepnerówna. — „Proszę bardzo!" i otworzyła szeroko drzwi do lokalu szkolnego. — „Panowie" cofnęli się zmieszani. — Oczywiście, nikt bomb nie rzucał, i ci „panowie" nie mieli ich przy sobie.
Dnia 25 lutego odbył się wiec pedagogów i rodziców młodzieży, kształcącej się w szkołach prywatnych. Zapadły na nim następujące uchwały:
1. Zgromadzenie uchwala, iż pożądane jest, aby pensje żeńskie prywatne były otwarte i aby w dalszym ciągu pracowały.
2. Zgromadzenie uchwala, aby przełożone zwróciły się zbiorowo do kuratora, a do ministra telegraficznie z żądaniem języka wykładowego polskiego.
3. W uzupełnieniu uchwały z pod Nr. 2 Zgromadzenia uchwala: Pożądanem jest, aby przełożone zorganizowały poradę prawną i solidarnie zobowiązały się bez decyzji tego ciała zbiorowego nie odpowiadać na wezwania władz, ani nie interpelować władz. Powyższe ciało zbiorowe winno w pierwszym rzędzie zdecydować redakcję i czas podania oświadczeń do władz.
4. Zgromadzenie wzywa przedstawicieli a) „Związku Unarodowienia Szkół", b) „Koła Nauczycieli", c) „Koła Wychowawców", zajmujących się specjalnie sprawą unarodowienia szkoły, by w sprawie szkół prywatnych bez praw rządowych powyższą uchwałę wiecu z dn. 25 lutego zgodnie uwzględnili."
Dnia 28 lutego wykonana została uchwała wiecu, dotycząca zredagowania przy pomocy prawników i skierowania do władz petycyj z żądaniem języka polskiego jako wykładowego w szkołach prywatnych bez praw.
Próby steroryzowania przełożonych nie odniosły skutku, i większość szkół żeńskich funkcjonowała aż do przerwy wakacyjnej. Sposobności zamanifestowania swego opornego stanowiska nie miały one, niestety, gdyż władze szkolne przyjęły w tych niespokojnych czasach system niewizytowania szkół prywatnych. Wolały one nie wiedzieć, co się tam dzieje.
Petycja o spolszczenie szkoły
Jednocześnie „Związek Unarodowienia Szkół" wraz z innemi organizacjami, walczącemi o spolszczenie szkoły, rozwijał gorączkową akcję zbierania podpisów rodzicielskich pod petycją, żądającą oficjalnej szkoły polskiej w Królestwie. Zawierała ona momenty bardzo mocne.
„Czterdzieści lat rządzenia Królestwem Polskiem, podczas których nie wyszło ani jedno prawo dla dobra całości narodu; czterdzieści lat bezkarnej samowoli urzędniczej — to niewątpliwie najrozpaczliwsze w dziejach naszych czterdziestolecie nagromadziło w łonie społeczeństwa ogrom bólu i zgrozy." — Taki był początek.
W dalszym ciągu, po bardzo silnych słowach, akcentujących prawa narodu do jego języka, petycja, powołując się na reskrypt Aleksandra II z dnia 30 sierpnia (11 września) 1864 roku, który dozwala młodzieży polskiej kształcić się „w jej własnym języku", żąda „wprowadzenia języka polskiego, jako wykładowego do wszystkich szkół: elementarnych, średnich i wyższych".
Zakończenie brzmiało: — „Czyniąc Waszej Ekscelencji to oświadczenie, spełniamy wyraźnie stwierdzone podpisami, zlecenie rodziców dziesiątków tysięcy kształcącej się młodzieży polskiej, pragnącej z całej duszy uczyć, się w szkole, która byłaby ogniskiem niezależnej wiedzy, a nie polem tortury politycznej i moralnej."
Podpisów pod petycją zebrano wspólnie około 30 tysięcy (w tem Z. U. S. 18 tysięcy). Wybrana z różnych ugrupowań delegacja zawiozła petycję do Petersburga. W skład delegacji weszli z Warszawy: prof. Ignacy Chrzanowski, Stanisław Leszczyński, Stanisław Kijeński, Józef Natanson, Mieczysław Pfeiffer, Paweł Sosnowski, Aleksander Świętochowski, Wł. hr. Tyszkiewicz, Franciszek Zieliński; z prowincji: inż. Jan Arkuszewski z Łodzi, Stanisław Chełchowski z Płocka, adw. Chrystowski z Łomży, redaktor Mirosław Dobrzański z Piotrkowa, Szymon Konarski z Radomia, Stanisław Lewicki z Siedlec, hr. Łoś z Kielc, prof. Alfons Parczewski z Kalisza.
Zauważyć należy, że prowincję reprezentowali wyłącznie bądź ligiści, bądź członkowie Związku Unarodowienia Szkół, bądź tworzonego właśnie przez Ligę stronnictwa Demokratyczno-Narodowego. Inne organizacje walki o szkołę polską nie miały stosunków na prowincji.
Delegacja dnia 8 marca stanęła w Petersburgu. Przyjęta w formie nieoficjalnej przez prezesa ministrów, hr. Wittego, nie uzyskała nic, prócz paru mglistych, nieokreślonych ogólników, mogących, od biedy, uchodzić za obietnicę.
Walka o szkołę początkową
Tymczasem względne uspokojenie, uzyskane na terenie szkoły średniej przez zamknięcie szkół rządowych, pozwoliło „Związkowi Unarodowienia Szkół" skierować działalność swą ku innej dziedzinie szkolnictwa, a mianowicie ku szkole początkowej. — Spolszczeniem szkoły tej po wsiach i miasteczkach zajmowały się tajne organizacje nauczycielskie dwu odłamów: „narodowego" (pod wpływem Ligi Narodowej) i „postępowego". W Warszawie jednak obie organizacje te miały mało zwolenników. Znaczny procent nauczycieli warszawskich szkół miejskich i rządowych stanowili Rosjanie; z pośród Polaków ci tylko uzyskiwali posady w stolicy kraju, którzy odznaczali się uległością wobec władz i gorliwością w rusyfikowaniu młodzieży. Oczywiście były i wyjątki.
Na gruncie Warszawy interwencja Związku była konieczna.
W odezwie z marca 1905 r. zwraca się Związek do rodziców dziatwy, uczęszczającej do szkół początkowych: „Bracia Robotnicy i Rzemieślnicy! Wszystkie szkoły średnie zamknięte z woli narodu! Pozostały jeszcze szkoły miejskie początkowe, te najgorsze ze wszystkich narzędzia rusyfikacji. — Bracia, zamknijmy te szkoły!"
Hasło to przyjęło się z łatwością. Nie potrzeba było urządzać wielkiej ilości zebrań rodzicielskich. Wystarczyło pójść do szkoły, przemówić gorąco do dzieci, które natychmiast zabierały książki i kajety i uszczęśliwione tym figlem, spłatanym nielubianym nauczycielom, tłumnie opuszczały szkołę. Rodzice, zrewolucjonizowany proletariat warszawski, godzili się dość łatwo na wytworzoną sytuację. Akcję tę prowadził Z. U. S. przy pomocy Narodowego Związku Robotniczego, oraz młodych „Kilińczyków". Brali oni na siebie zadanie „uśmierzania" nauczyciela, jeśli stawiał opór, lub chciał zawezwać policję. Kilińczycy posterunkami swemi otaczali szkołę w momencie akcji bojkotowej i w razie zbliżania się policji jakimś sztucznie wytworzonym zgiełkiem ulicznym odwracali jej uwagę w inną stronę.
Z pośród nauczycieli szkół miejskich i rządowych w Warszawie tylko nieliczni solidaryzowali się z akcją Związku; inni ustępowali ze strachu lub zachowywali się biernie, nie będąc wogóle elementem, zdolnym do walki po którejkolwiek stronie. Nauczyciele-Rosjanie zwykle stawiali opór i usiłowali sprowadzać policję.
Na zamianę szkoły „rządowej" na tajną szkołę polską rodzice ze sfer robotniczych godzili się naogół dość chętnie. Znali ją oddawna, uznawali, że dzieci w niej uczą się więcej i lepiej, niż w rządowej. Rozpoczęto więc jednocześnie akcję tworzenia nowych szkółek tajnych dla dzieci, wyprowadzonych ze szkół rządowych. Zwrócić należy uwagę na formę akcji powyższej.
Mówiąc: „Bracia, zamknijmy tę szkołę!" Związek wprowadził nową metodę walki. Nie uczniowie szkół, zbyt młodzi, zbyt mało uświadomieni do podjęcia takiej inicjatywy, bojkotują tym razem uczelnię rosyjską. Czynią to sami rodzice. Ich wola sprawia, że pustoszeją te najnędzniejsze, najlichsze ze szkół, prowadzonych przez obce rządy, a natomiast mnożą się, jak grzyby po deszczu, placówki tajnej oświaty.
Akcję powyższego typu prowadził Związek w wielu miejscach i na prowincji, tam zwłaszcza, gdzie nie sięgały nici tajnych organizacyj nauczycielskich. Tak np. p. Helena Trzcińska w Piotrkowie unieruchomiła wszystkie szkoły miejskie, oraz niektóre podmiejskie, organizując jednocześnie, dla wyprowadzonych z nich dzieci, naukę tajną.
Prowadząc tę akcję w szkołach początkowych, nie spuszcza Związek z uwagi szkół średnich. Dowodem — zachowane odezwy z tego okresu. Jedna z nich, z marca 1905 roku, zatytułowana: „Do Rodziców Polaków", zawiera szczegółowe instrukcje co do zachowania się w stosunku do władz szkolnych. A więc:
„Nie płacić wpisów szkolnych za drugie półrocze.
Nie podawać żadnych próśb o przyjęcie dzieci do szkół rządowych lub prywatnych z prawami.
Nie lękać się pogróżek władz szkolnych!
Nie wierzyć ich zapewnieniom!
Nie odpowiadać ani ustnie ani piśmiennie na wezwanie lub zapytanie władz.
Kto chce odebrać dziecko z gimnazjum, niech wie, że władze nie mają prawa zatrzymywać papierów" i t. d.
Zamieszanie wokół strajku
W początku marca, kurator Szwarc ponowił próbę otwarcia szkół, licząc na niewytrzymałość szerokich sfer, na dezercję z szeregów, na polski „słomiany ogień". Związek w odezwie „Do Rodziców i Młodzieży" nawołuje do odepchnięcia pokusy, grozi przykremi scenami na ulicach: — „Bojkot będzie ostry i bezwzględny!" Usprawiedliwia tę taktykę następującemi argumentami: — „Nie zrobiono nam dotychczas żadnego ustępstwa", „wydalono ze szkół najdzielniejszą młodzież", „delegacja wyjechała do Petersburga: — od postawy społeczeństwa zależeć będzie powodzenie jej akcji".
Po powrocie delegacji „Związek" znów zabiera głos: „Delegacja nic nie uzyskała — czytamy w odezwie z 21 marca 1905 r. — Władze otworzyły szkoły. Olbrzymia większość młodzieży nie stawiła się." Następuje wezwanie do dalszej walki: — „Progu szkoły rosyjskiej i rusyfikacyjnej nie przestąpi żadne polskie dziecko!"
Tegoż dnia rozeszła się po Warszawie pogłoska umieszczona w pismach rosyjskich, że po posiedzeniu Komitetu ministrów w Petersburgu ministrowie na specjalnej naradzie wypowiedzieli się, iż język polski może być językiem nauczania w (szkołach Królestwa Kongresowego. Nazajutrz wieść tę podał Kurjer Warszawski (12).
Wiadomość wywołała w Warszawie olbrzymie wrażenie. Jak dalece inteligencja warszawska rozkołysana była w owej chwili akcją szkolną., świadczyły zauważone tego dnia objawy. Na ulicach, w cukierniach nie mówiono o niczem innem, jeno o tej wieści radosnej. Nieznajomi ludzie rzucali się sobie w objęcia. Śmiano się i płakano z radości.
Z. U. S. w obawie, by wieści tej nie poczytał ogół za hasło do przerwania bojkotu, ostrzegł już nazajutrz, w odezwie z dnia 22 marca 1905 roku, żeby nie dowierzać pogłoskom, bo nie mamy żadnych szczegółów tej sprawy, żadnych gwarancyj. Wobec tego nakazywał: „zachować tę samą postawę". „Pod zarzutem zdrady narodowej stanie każdy, kto w chwili obecnej ośmieli się posyłać dzieci do szkoły urzędowej".
Istotnie pogłoska była nieścisła.
Rzuca się w oczy, że w miarę rozwoju akcji, ton enuncjacyj Związku staje się coraz bardziej nakazujący, coraz bardziej władczy.
Domagały się tego tonu koła rodzicielskie, twierdząc, że społeczeństwo potrzebuje autorytetu, władzy, którejby nietylko słuchać, ale i bać się musiało.
Związek Unarodowienia Szkół działał dotychczas zupełnie samodzielnie, w myśl uchwalonych mu pełnomocnictw. Władze centralne Ligi Narodowej, zajęte, z jednej strony walką o język polski w gminach, z drugiej — tworzeniem w Królestwie napół legalnego stronnictwa Demokratyczno-Narodowego, nie okazywały dotąd większego zainteresowania pracą Związku Unarodowienia Szkół. Ale w trzecim miesiącu walki, gdy Związek, dzięki wytężonej pracy, stał się, bez żadnej przesady, poważną siłą w kraju, gdy w sferę wpływów swoich wciągnął tysiące ludzi najrozmaitszych warstw w Warszawie i na prowincji, gdy coraz częściej wspominała go prasa rosyjska, jako tajemniczego, nieuchwytnego wroga, gdy wykazał w taktycznych swych posunięciach stanowczość, połączoną z umiarkowaniem, a nadewszystko, gdy społeczeństwo okazało mu swe poparcie, Liga Narodowa zaczęła się doń i do głoszonych przezeń haseł potrosze przyznawać. Członek Centralnego Komitetu L. N., Roman Dmowski postanowił nawet zabrać głos w sprawie szkolnej.
W kwietniu lub w maju 1905 r. ukazała się napisana przezeń broszura p. t. „Szkoła a społeczeństwo — z powodu t. zw. strajku szkolnego w Królestwie", Kraków, nakł. „Przeglądu Wszechpolskiego".
Broszura ta wywołała oburzenie młodzieży, ponieważ na samym wstępie, z dziwnym brakiem politycznego taktu, autor potraktował bardzo nieżyczliwie „przewlekające się świętowanie młodzieży", „wiecowanie jednych, nieprzyzwoite i niemoralne wałęsanie się innych" i t. d.
Wbrew temu ustępowi Dmowski stanął w dalszym ciągu bardzo mocno na stanowisku walki ze szkołą rosyjską, uznając ją za wielkie zło.
„Im dłużej szkoła w Królestwie — pisał Dmowski — pozostanie w rękach rosyjskich, im więcej pokoleń naszej młodzieży przejdzie przez ręce Rosjan, tem większe mamy widoki, że utracimy znamiona społeczeństwa cywilizowanego, a zostaniemy niespójną, anarchiczną hołotą" (str. 29). W konkluzji ostatecznej czytamy: „Takiej operacji, na jaką sobie względem nas rząd rosyjski, przez urządzenie nam szkoły, pozwolił, prędko się nie zapomina i po zniesieniu tej szkoły będziemy ją czuli w swym organizmie przez długie lata, tem silniej, im dłużej jeszcze ona u nas działać będzie. Z tem większą zaciętością musimy walczyć o szkołę polską, tem bezwzględniej bojkotować rosyjską." Wnioski te naogół były zgodne ze stanowiskiem zajętem przez Z. U. S. Obok nich jednak znajdowały się miejsca rażące. Takiem np. było pytanie, „czy takie rezultaty, jakie daje w Polsce szkoła rosyjska, pożądane są dla państwa rosyjskiego?" (str. 29). Tego rodzaju stanowisko kłóciło się wyraźnie z ideologją Związku, który brał pod uwagę tylko korzyści i interesy przyszłego państwa polskiego i głosił na wszystkich wiecach, każdą odezwą i każdym czynem, Ewangelję Niepodległości. Ze względu na tę różnicę stanowisk, jak również ze względu na ów niesprawiedliwy i krzywdzący zwrot, dotyczący młodzieży, postanowiło prezydjum Z. U. S. broszury Romana Dmowskiego nie rozpowszechniać. Dostarczony Związkowi cały nakład tej książki spoczął na długie czasy w piwnicach domu ul. Orla 10.
Natomiast ukazała się 30 kwietnia 1905 r. odezwa Związku, podtrzymująca ducha wśród rodziców i młodzieży. Oto wyjątki z niej:
„Realne korzyści tej walki są już dzisiaj widoczne; nie w treści dotychczas wydanych okólników i ciemnych uchwał Komitetu Ministrów, bo te nie mają dla nas żadnej wagi realnej, ale w fakcie, że wystąpieniem swojem zmusiliśmy rząd do obradowania nad sprawą szkolnictwa polskiego, że wprowadziliśmy tę sprawę na łamy legalnej naszej prasy. O tem, że Polacy muszą mieć szkołę polską — dzisiaj już głośno się mówi i pisze."
Dalej oświadcza odezwa (jakby polemizując z Dmowskim): „Niezależnie od tego, czy szkoła polska okaże się korzystną, czy też szkodliwą dla państwa rosyjskiego, my szkołę tę zdobyć musimy, bo ona jest przyrodzoną potrzebą naszego narodu we wszystkich jego warstwach, jest podwaliną narodowego bytu i nieodzowną dźwignią naszego postępu. Żadne też próby złagodzenia istniejących obecnie stosunków, żadne częściowe ustępstwa wspaniałomyślnie obiecywane nie otumanią narodu, który rozumie treść i istotę tej walki i niezłomnie trwać w niej postanowił. W walce tej jedynie taktyka i środki działania zmieniać się mogą...
Jakkolwiek bojkot szkół rządowych jest obraną przez nas taktyką, a nie treścią tej walki, — to jednak, ze względów politycznych dziś więcej niż kiedykolwiek obstawać musimy za utrzymaniem tego wypróbowanego już środka, wobec którego rząd jest absolutnie bezradny. A chociaż wiemy dobrze, że sferom rządowym nie zależy na tem, aby Polacy ze skarbów wiedzy swobodnie korzystać mogli, to wiemy również, że nawet państwo tak barbarzyńskie, jak Rosja, przez czas dłuższy bez szkół w całem Królestwie Polskiem istnieć nie może.
I dlatego właśnie w chwili obecnej bojkot szkoły rosyjskiej trwać musi w całej swej sile."
Pierwsze sukcesy
Z. U. S. zdawał sobie sprawę, że mówi nietylko do społeczeństwa własnego, ale i do tych, z którymi toczy walkę. Prasa rosyjska, władze szkolne interesowały się mocno enuncjacjami Związku. A tymczasem rzeczy szły ku swemu rozwiązaniu. Dnia 19 czerwca 1905 roku opublikowano powzięte jeszcze w kwietniu Uchwały Komitetu Ministrów, dotyczące zmian ustroju szkolnictwa w Królestwie. Uchwały te pozwalały na wprowadzenie języka polskiego, jako wykładowego do szkoły prywatnej bez praw, zastrzegając jednak wykład rosyjski dla przedmiotów takich, jak historja i geografja, oraz język rosyjski i polecając ministrowi oświaty wypracowanie odpowiedniego projektu prawa.
W szkołach prywatnych z prawami rozszerzono wykład rosyjski na geografję, historję i przedmioty fizyko-matematyczne, reszty przedmiotów pozwalając nauczać po polsku. W szkole rządowej, wreszcie, nie wprowadzono żadnych zmian, prócz tej, że języka polskiego pozwolono uczyć po polsku. Zniesiono też zakaz rozmawiania po polsku w obrębie szkoły.
W stosunku do wysuniętych przez młodzież i społeczeństwo polskie żądań (spolszczenia całego szkolnictwa) było to, oczywiście, bardzo mało; w stosunku jednak do przeszłości popowstaniowej, znaczonej codziennemi klęskami, było olbrzymiem zwycięstwem.
Kraj się uradował. Zapanowała radość i w Z. U. S. Ale polityka nie pozwalała radości ujawniać. W odezwie, wydanej 16 lipca (13), Z. U. S. wykazuje niedostateczność poczynionych nam ustępstw, wyraża obawę, że nie sprecyzowana dostatecznie uchwała Komitetu Ministrów co do wykładu polskiego w szkołach prywatnych ulec może jeszcze w opracowaniu ministra oświaty niepożądanym redukcjom, mimo to zaleca korzystać w jak najpełniejszej mierze i z tego drobnego ustępstwa.
„Pomimo całej niedostateczności uchwał Komitetu Ministrów, należy z nich wyciągnąć co można dla sprawy szkolnej, a więc niezwłocznie i najusilniej domagać się od rządu zatwierdzenia nowych szkół prywatnych polskich, jednocześnie zaś gromadzić fundusz na zakładanie i utrzymywanie tych szkół. Nie należy nam zrażać się trudnościami i ograniczeniami liczby klas. Składajmy jak najprędzej podania o szkoły z pełnym kursem gimnazjalnym, czteroklasowe, trzyklasowe, jednoklasowe, jednem słowem — o jak najwięcej szkół wszelkiego typu."
Jednocześnie Z. U. S. nawołuje w bardzo silnych słowach do utrzymania bojkotu szkoły rosyjskiej i do dalszej walki o spolszczenie całego szkolnictwa. Daje też mocną odprawę przeciwnikom tej metody:
„Przeciwnicy bojkotu szkoły rosyjskiej przemilczają jego charakter polityczny, a wysuwają na pierwszy plan jego braki pedagogiczne. Przyznajemy, że bojkot, jak każda walka, nie może obyć się bez ofiar, ale ważyć jego braki pedagogiczne z tem jednem wielkiem zaprzeczeniem wszelkich zasad pedagogicznych, jakiem jest szkoła rosyjska, jest to zapominać, że tej właściwie szkole zawdzięczamy zanik fizyczny i moralny naszego młodego pokolenia, brak charakteru i pajdokrację; że w szkole życia, w którą wtrącił młodzież bojkot szkolny, wprawdzie zmarnują się jednostki słabsze, ale ocaleje i zahartuje się charakter silniejszych; że bohaterski wysiłek zmniejszy może ilość, ale zwiększy wartość przyszłych szermierzy sprawy narodowej."
Przechodząc do znaczenia bojkotu, jako oręża walki politycznej, mówi odezwa: — „Zaprzestanie bojkotu byłoby właśnie przejawem tej polityki nerwowej i lękliwej, która każe nam się cofać, nie czekając na owoce naszych czynów.
Walka o unarodowienie szkoły w Królestwie, bardziej niż jakakolwiek inna, wymaga ofiar, cierpliwości i wytrwania."
Znając doskonale psychologię władz rosyjskich, Związek nietylko nie ujawniał zadowolenia z pozyskanych już ustępstw, ale postanowił zaprotestować przeciw ich niedostateczności. Protest uchwalono na zjeździe działaczy Z. U. S. dnia 16 lipca 1905 r., o czem poniżej. Mówiąc o przeciwnikach bojkotu, Z. U. S. miał na myśli przedewszystkiem ugrupowania konserwatywno-ugodowe, które z wielką niechęcią patrzyły na całą akcję walki o szkołę polską.
Przeciwnicy bojkotu
W pierwszych jej momentach, gdy spiętrzone wysoko fale rewolucyjne groziły całemu ówczesnemu światu, stronnictwo polityki realnej nie przeciwstawiało się zbyt silnie bojkotowi szkoły rosyjskiej. Ale z wiosną 1905 roku, gdy po krwawych dniach majowych w Warszawie napięcie rewolucyjne znacznie osłabło, „ugoda" zwróciła specjalną uwagę na sprawę szkolną. Bojkot przeciwny był nietylko jej programowi, ale i temu psychologicznemu podłożu, z którego sama ona się zrodziła, a w razie powodzenia akcji, niesłychanie niebezpieczny dla jej partyjnych interesów.
Z. U. S. uczył społeczeństwo walki, nie zaś ugody, ukazywał mu nowe metody przeciwstawiania się obcej państwowości, wydzierał z pod wpływu „realistów" szerokie, a bierne koła inteligencji i mieszczaństwa. Powodzenie tych nowych metod byłoby ciosem dla obozu ugodowego. Im bardziej więc stawało się jasnem, że rząd rosyjski, prędzej czy później, ustąpić będzie musiał przed tak mocno wyrażoną wolą społeczeństwa, tem gwałtowniej usiłowali realiści zlikwidować bojkot szkoły rosyjskiej.
Już w maju 1905 roku wystąpił „Czas" krakowski z artykułem, przedrukowanym 29 maja przez warszawski „Dziennik dla Wszystkich" p. t. „Strajk szkolny zbliża się ku końcowi". W artykule tym lansowano pogłoskę, że bojkot szkoły rosyjskiej został zniesiony na skutek porozumienia grup młodzieży pomiędzy sobą, oraz z organizacjami walki o szkołę polską. Z. U. S. pośpieszył natychmiast z zaprzeczeniem kłamliwej pogłosce. „W artykule niema słowa prawdy" — czytamy w odezwie, datowanej: „Maj, 1905 rok". — „Stoimy niezachwianie i stać musimy na tem stanowisku, że obecnie nie wolno nikomu ani uczęszczać do szkoły rosyjskiej, ani składać podań o zdawanie egzaminów, ani do egzaminów przystępować, ani wnosić próśb o przyjęcie nowych uczniów po wakacjach. Bojkot szkoły rosyjskiej trwa i trwać musi w całej swej sile."
Jednym z najdotkliwszych ciosów, wymierzonych w bojkot szkolny przez obóz polityki realnej, był artykuł prof. Sz. Askenazego, wydany następnie jako broszura, p. t. „Bezrobocie szkolne" (14). Autorytet wielkiego pisarza i uczonego, możność jawnego rozpowszechniania jego pisma, niemożność dania odpowiedzi w tych samych warunkach: były to poważne atuty w ręku przeciwnika. Jego argumentacja zato nie była zbyt silna.
Związek odpowiedział broszurą p. t. „Kilka słów z powodu broszury p. Askenazego p. t. „Bezrobocie Szkolne". Warszawa, dnia 29 lipca 1905 r. — Wydawnictwo Związku Unarodowienia Szkół." Podpis pod broszurą brzmiał: „Z konieczności Bezimienny".
Napisała broszurę Marja Dzierżanowska (15) Otrzymał także prof. Askenazy drugą, odpowiedź p. t. „Szymon Askenazy i Bezrobocie Szkolne — myśli i uwagi". Cięta i z polotem napisana rozprawka, wydana we Lwowie, w sierpniu 1905 roku, nosi podpis: „Wacław Szeliga" (16).
Broszura prof. Askenazego czytana była w rękopisie i omawiana na zebraniu działaczy obozu ugodowego, które zwołał hr. Adam Krasiński w Warszawie, w końcu czerwca 1905 roku, a więc już po częściowem zwycięstwie polityki bojkotu szkolnego. Zebrania tego wynikiem była nietylko broszura profesora Askenazego, ale i odezwa do społeczeństwa, utrzymana w tym samym duchu, podpisana nazwiskami 43 znanych działaczy stronnictwa ugodowego i osób wybitnych, zbliżonych do tego kierunku. Prawdziwą niespodzianką dla wszystkich, a niezrównanym przykładem wichrowatości łbów polskich był podpis pod tą odezwą mecenasa Adolfa Pepłowskiego, pierwszego szermierza pamiętnego Wiecu w Muzeum, 19 lutego 1905 r.(17).
Wsparcie dla bojkotu
Silne natomiast poparcie znalazła akcja szkolna ze strony zjazdu „Związku Pracy Narodowej" (Grupa ks. Grajewskiego, która następnie połączyła się ze stronnictwem Demokratyczno-Narodowem).
Zjazd ten, złożony z żywiołów umiarkowanie konserwatywnych, lecz usposobionych patrjotycznie i umiejących wyciągać konsekwencje polityczne z klęsk Cuszymy i pól mandżurskich, oraz wewnętrznego rozkładu carskiej Rosji, (dnia 15-go lipca 1905 r.) powziął uchwałę, uznającą utrzymanie nadal bojkotu szkoły rosyjskiej za niezbędne, oraz postanowił udzielić jak najdalej idącego poparcia akcji tworzenia prywatnej szkoły polskiej.
Nazajutrz, dnia 16 lipca odbył się w Warszawie wielki zjazd działaczy Związku Unarodowienia Szkół. „Słowo Polskie" (wychodzące we Lwowie) zamieściło dnia 19 lipca w numerze 332 następujący komunikat Z. U. S., dotyczący obu zjazdów.
„Dla poparcia protestu, w imieniu szerokich kół Królestwa Polskiego, skierowanego przeciw systemowi rusyfikacyjnemu, oraz lekceważącym potrzeby kraju uchwałom Komitetu Ministrów, zjechało się do Warszawy ze wszystkich okolic Królestwa przeszło 400 obywateli miejskich i ziemskich. Po podpisaniu tekstu, uchwalonego przez „Związek Pracy Narodowej", odbył się wiec dnia 16 lipca, na którym powzięto następujące rezolucje:
1. „Przyłączyć się do uchwały „Związku Pracy Narodowej", który uznał dalsze utrzymanie bojkotu szkoły rosyjskiej za niezbędne, oraz jak najszerzej popierać akcję, w celu możliwie skutecznego zastąpienia szkoły rządowej przez szkołę polską i nauczanie prywatne.
2. Przyłączyć się do uchwały jednej z Rad gubernjalnych „Związku Pracy Narodowej", wyrażającej ubolewanie z powodu samozwańczego wystąpienia grupy hr. Krasińskiego (odezwa podpisana przez 43 realistów) przeciwko bojkotowi szkoły rządowej rosyjskiej i jak najsilniejsze potępienie dla taktyki tych panów, którzy w myśl rządu wpływają na opinję publiczną wbrew wyraźnym uchwałom wszystkich organizacyj narodowych, posiłkując się w tym celu prasą, w której wobec warunków cenzuralnych, niepodobna im odpowiedzieć.
3. Wobec pogłosek, krążących o zamiarze ks. Arcybiskupa Popiela, aby wydać odezwę w sprawie szkolnej i rozpowszechnić ją przy pomocy duchowieństwa, wiec postanowił wysłać do ks. arcybiskupa deputację, któraby mu stan sprawy szkolnej przedstawiła i prosiła o poparcie walki o szkołę polską. Zebrani złożyli przy tej okazji przeszło 1000 rb na „Macierz Szkolną Królestwa Polskiego".
Warszawa, w lipcu 1905 r."
Początki Polskiej Macierzy Szkolnej
Spotykamy się w tych uchwałach po raz pierwszy z nazwą: „Macierz Szkolna Królestwa Polskiego". Myśl stworzenia wielkiej jawnej instytucji oświatowej, któraby ogarnęła i wchłonęła w siebie wszystkie dotychczas tajnie prowadzone prace oświatowe, zrodziła się w sferach, zbliżonych do Z. U. S. Już w kwietniu 1905 r. „Macierz Szkolna" została faktycznie zawiązana i rozpoczęto starania o jej legalizację.
Gdy z ogłoszeniem uchwał Komitetu Ministrów zjawiła się możliwość otworzenia polskich szkół prywatnych, konieczność oparcia ich bytu o instytucję oświatową jawną narzucała się z całą siłą. To też w ciągu lata 1905 roku Związek Unarodowienia Szkół, nie zaprzestając walki z rządem i ugodowemi odłamami społeczeństwa, zdąża z właściwym mu rozmachem do zorganizowania jawnej pracy twórczej na polu oświaty. Kraj odpowiada mu radosnym oddźwiękiem. Widać to z uchwał obu zjazdów, z ich ofiarności, z uchwał różnych Rad gubernjalnych Związku Pracy Narodowej, deklarujących znaczne sumy na zakładanie szkół prywatnych; hasłem w owym czasie stało się: twórzmy szkołę polską! a hasłu temu towarzyszył surowy nakaz bojkotu szkoły rosyjskiej.
W tym czasie, celem szerzenia i pogłębiania swej ideologji Z. U. S. wydawać począł drukowane w Galicji i ukazujące się mniej więcej raz na miesiąc pisemko p. t. „Walka o Szkołę Polską".
Dalsze głosy krytyki i reakcja na nie
Wytworzonemu wśród społeczeństwa prądowi nie mogły już zaszkodzić wrogie działania realistów. Minęła bez wpływu zwołana dnia 11 sierpnia przez Adama hr. Krasińskiego konferencja, której wynikiem była ogłoszona w sierpniu 1905 r. broszura p. t. „Głosy w sprawie bezrobocia szkolnego".
„Głosom" tym przewodzi ks. biskup Ruszkiewicz. Przemawiają w dalszym ciągu: Henryk Sienkiewicz, Ludwik Górski, prof. Tadeusz Korzon, Adolf Pepłowski, Aleksander Rembowski, Ignacy Chrzanowski, Maurycy hr. Zamoyski: — wszyscy przeciw bojkotowi szkoły rosyjskiej i przeciw wysiłkom w celu stworzenia polskiej szkoły prywatnej. Mimo powagi tych nazwisk, a nawet ukochania niektórych z nich przez naród, broszura przeszła bez wrażenia. Były to w owej chwali głosy, wołających na puszczy.
Nie przyniosło też szkody akcji szkolnej wystąpienie, które w innych okolicznościach mogłoby stać się brzemiennem w skutki. Odezwa „Do Rodziców polskich" arcybiskupa Popiela, potępiająca bojkot szkoły rosyjskiej, z polecenia władzy kościelnej odczytana z ambon ludowi we wszystkich kościołach warszawskich, wywołała tylko współczucie dla starca, który pozwolił nakłonić się do tego kroku.
„Ludzie bez czci i wiary", — czytamy w wydanej z tego powodu odezwie Narodowego Związku Robotniczego, — „oszukali zdziecinniałego pasterza-starca i wyłudzili odeń zgodę na sprawę, która stoi wpoprzek dobra narodu. Dobry pasterz nie może nawoływać wiernych Kościołowi synów, by swe dzieci katolickie oddawali w ręce nauczycieli, którzy plugawią i zniesławiają naszą religję." Narodowy Związek Robotniczy wskazuje na ks. Chełmickiego, „bezecnego sługę Moskali", jako na autora arcybiskupiej odezwy. „Ludu Warszawski", — mówi odezwa N. Z. R., — „okaż tchórzom i potwarcom, że w izbach i suterenach Warszawy nie wygasły, mimo stuletniej niewoli, wzniosłe podania przeszłości, że dziś, jak przed stu laty, mistrzami twymi w rzeczach narodowych są Staszice i Kilińscy, nie zaś nikczemni służalcy moskiewscy" i t. d.
Z 23 sierpnia 1905 r. posiadamy odezwę Z, U. S. „Do majstrów rzemieślniczych", w której Związek zwraca uwagę, że szkoły rzemieślnicze „łamią solidarność bojkotu". Terminatorzy chodzą do tych szkół. „Młodzież nie strajkuje pod wpływem przymusu majstrów". Odezwa wzywa majstrów, by za pośrednictwem swych urzędów cechowych gromadnie, żądali szkoły polskiej, a na czas bojkotu kierowali młodzież rzemieślniczą do tajnych szkół. Odezwa ta świadczy, jak mimo przeszkód Z. U. S. nie pomijał żadnego, najdrobniejszego odcinka, na którym należało toczyć walkę.
W tym mniej więcej czasie ukazała się odezwa Ligi Narodowej, aprobująca całą działalność i stanowisko Związku i biorąca za nie odpowiedzialność. Bojkot szkoły rosyjskiej uznano w niej za „akcję ogólno narodową i nawskroś polityczną". Niestety, odezwy tej nie mamy pod ręką.
Na ogólnej widowni politycznej zaszły w tym czasie wypadki doniosłego znaczenia. Rosja zawarła z Japonją pokój. Ustało napięcie nadziei, związanych z każdą noWą porażką Rosji. Niemniej klęska jej była zdecydowana, a konieczność reform wewnętrznych biła w oczy. — W sierpniu nadał car państwu swemu bardzo ograniczoną konstytucję, t. zw. „Bułyginowską", która nie zadowoliła nikogo. Wrzenie wewnętrzne wzmagało się.
Dla akcji szkolnej wrzesień tego roku musiał być miesiącem przełomowym. Kończyły się wakacje, rozpoczynał nowy rok szkolny, a uchwały Komitetu Ministrów, zlecone do opracowania ministrowi oświaty, choć zyskały już były podobno podpis Mikołaja II, nie zostały dotąd oficjalnie ujawnione. Odkładano ogłoszenie ich, widocznie w tym celu, by wypróbować raz jeszcze wytrwałość nastrojów społeczeństwa polskiego.
Z. U. S. w odezwie z dnia 1 września 1905 roku wzywa znów ogół polski do wytrwania na obraném stanowisku, wspomina o zawartym pokoju i możliwościach reform wewnętrznych, powołuje się na autorytet Ligi Narodowej, wynajduje nowe argumenty dla podtrzymania swej tezy, ale z całej odezwy wieje niepokój, czy społeczeństwo wytrwa w tym trudnym momencie, czy zdecyduje się na jeszcze jeden rok bojkotu i zastąpienie szkoły przez nauczanie prywatne w t. zw. „kompletach".
Taż sama odezwa wzywa przełożonych szkół prywatnych do otwarcia szkół i prowadzenia wszystkich wykładów po polsku, z wyjątkiem języka rosyjskiego, historji i geografji Rosji.
Z drugiej strony robią ostatni wysiłek ugodowcy. „Wiec ojców", organizowany przez Ludwika Straszewicza, dr. Kosmowskiego i innych wskazać ma młodzieży drogę powrotną do szkoły rosyjskiej. „Wiec ojców" (charakterystyczne jest niedowierzanie matkom!) naznaczony był podobno na 10 września, potem go odłożono; ostatecznie, zdaje się, że wcale nie doszedł do skutku.
Piorunuje nań Z. U. S. w odezwie z dnia 5 września 1905 r.
W odezwie z dnia 12 września powraca Związek do sprawy szkół prywatnych, zobowiązując rodziców, aby dopilnowali, czy wykłady istotnie odbywają się po polsku, przyczem daje następujące wskazówki:
1. Podręczników ani dzienników rosyjskich kupować nie należy.
2. Młodzieży pod żadnym pozorem nie wolno używać języka rosyjskiego na żadnych lekcjach, prócz lekcyj języka rosyjskiego, historji i geografji Rosji.
Do wskazówek Związku zastosowały się najpierw prywatne szkoły żeńskie. Właściciele i kierownicy szkół prywatnych męskich przeważnie zwlekali z rozpoczęciem roku szkolnego, czekając na ogłoszenie odpowiednich przepisów. Władze szkolne również czekały, nie dając zezwoleń na otwieranie nowych szkół prywatnych.
Szkoła podziemna
W tych warunkach Związek przystąpił ponownie do organizowania kompletów dla uczniów szkół średnich i początkowych.
Bogaty w zdobyte poprzednio doświadczenie, powołuje do współdziałania rodziców i opiekunów młodzieży szkół średnich, nakładając na nich cały szereg zobowiązań, mających zapewnić prawidłowe funkcjonowanie tej podziemnej machinie szkolnej.
Zasady tej organizacji są tak charakterystyczne, że godzi się przytoczyć je w całości.
1. „Rodzice i opiekunowie winni czuwać nad uczniami poza kompletami: a) dopilnowywać punktualności i akuratności uczęszczania zarówno na lekcje same, jak na poobiednie zajęcia fizyczne, b) śledzić postępy w naukach przez wnikanie w całość kierunku kompletu, c) wprowadzać w czyn rady i wskazówki, dawane uczniom przez nauczycieli, d) dopilnowywać przygotowania lekcyj zadanych.
2. Rodzice i Opiekunowie obowiązani są czuwać nad kompletami, odbywającemi się w ich domu: a) notują niepunktualność i nieakuratność tak nauczycieli, jak uczniów; b) zwracają uwagę na zachowanie się uczniów podczas przerw między lekcjami; c) przewietrzają pokój, w którym odbywają się lekcje.
3. Rodzice i Opiekunowie obowiązują się opłacać za naukę swych dzieci, zgóry — miesięcznie.
4. Wyszukują mieszkań, gdzie mógłby odbywać się komplet stale, lub w okresach zmian miesięcznych.
5. Wybierają z pośród rodziców każdego kompletu jednego przedstawiciela, który będzie uczęszczał na zebrania nauczycielskie „Rady Szkolnej Związkowej".
6. Szerzą pośród swoich znajomych zrozumienie doniosłości sprawy szkolnej i stanowiska „Związku Un. Szkół".
7. Starają się o przysporzenie funduszów na opłatę za biednych uczniów.
8. Wszyscy rodzice i opiekunowie dzieci, uczęszczających do kompletów, tworzą Radę Rodzicielską tymczasowej Szkoły Związku.
Cel Rady.
a) omówienie potrzeb kompletów,
b) wyrażenie zarzutów lub zadowolenia,
c) stawianie wniosków, które większością głosów obecnych na zebraniu zostaną przyjęte lub odrzucone."
Uderza dążność do uczynienia z tych tajnych kompletów narzędzia, działającego sprawnie i sumiennie, do bliskiego zespolenia rodziców ze szkołą, wprowadzenie wychowania fizycznego, jako przedmiotu obowiązkowego do szkoły, zorganizowanie Rad Rodzicielskich i Rady Szkolnej, złożonej z nauczycieli.
Po miesiącu, gdy mimo wszelkich wysiłków władz, szkoła rządowa świeciła pustkami, szkoły prywatne (te, które otwarto) były przepełnione, a komplety tajne funkcjonowały prawidłowo, zdecydowały się władze rosyjskie na ogłoszenie, iż Komitet Ministrów na posiedzeniu z dnia 3 października 1905 roku „uznał za możliwe zgodzić się", aby we wszystkich szkołach prywatnych w Królestwie Polskiem wszystkie wykłady odbywały się po polsku, z wyjątkiem języka rosyjskiego, historji i geografji".
O szkołę prywatną
W ostatnim punkcie tkwiła od początku pewna niejasność. Strona polska rozumiała, że wykład rosyjski obowiązuje wyłącznie na lekcjach historji Rosji i geografji Rosji. Władze rosyjskie nadały temu punktowi później w okresie reakcji interpretację rozleglejszą.
Odezwa Związku U. S. z dnia 11 października 1905 r. podkreśla ważność chwili:
„Po 40 latach gwałtownego ucisku, po odebraniu nam wszelkich praw, niezbędnych do życia narodowi cywilizowanemu, otrzymujemy pierwszą realną zdobycz poważną."
Związek przypisuje ten rezultat nietylko sytuacji politycznej, wytworzonej przez klęski oręża rosyjskiego, lecz także „solidarnej postawie społeczeństwa polskiego", „wytrwałemu naporowi całego narodu na chwiejny rząd rosyjski".
„Niemniej zdobycz to połowiczna" — twierdzi wspomniana wyżej odezwa i przypomina: „Cel naszej walki to szkolnictwo polskie zarówno prywatne jak rządowe, całe, od szkółek elementarnych do najwyższych zakładów naukowych w kraju."
Z postawienia w ten sposób sprawy wynika dalszy, najbezwzględniejszy nakaz bojkotu szkoły rosyjskiej. „Wzywamy wszystkich uczciwych obywateli kraju, aby w myśl naszą, energicznie, wszelkiemi sposobami bojkotowali odstępców od sprawy narodowej."
Bojkot szkoły rosyjskiej jest również warunkiem rozwoju prywatnej szkoły polskiej.
Do pracy gorliwej w tym kierunku wzywa Związek całe społeczeństwo.
„Wzywamy cały ogół polski, aby przystąpił jak najśpieszniej do opodatkowania się na cele szkolnictwa, do tworzenia nowych szkół wszelkich typów i uprzystępnienia ich młodzieży niezamożnej." Nikt nie powinien troszczyć się o to, gdzie znajdzie środki na kształcenie dzieci. Dojrzały i cywilizowany naród, który podejmuje tak doniosłą walkę, musi ją doprowadzić do końca, bez straty dla wychowania młodzieży wszystkich warstw."
W odezwie z dnia 11 września charakterystyczny jest jeszcze nacisk, z jakim przemawia się do właścicieli szkół prywatnych.
„Wzywamy przełożonych szkół prywatnych, aby bezzwłocznie otwierali swe zakłady, nie czekając na żadne cyrkularze, ani na pozwolenia władz miejscowych, — dobrze nam znane. Jeżeli urzędnicy Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej energją i solidarnością potrafili prawo stworzyć, niechajże nauczyciele potrafią przynajmniej literę prawa w czyn wprowadzić; w przeciwnym razie na pedagogach naszych zacięży słuszny zarzut, że bezpieczeństwo własne wyżej cenią, niż dobro sprawy narodowej."
Widocznie, ostrożność panów przełożonych przewyższała ich entuzjazm dla sprawy.
Idea twórczej pracy na rzecz szkolnictwa polskiego znalazła w społeczeństwie żywy oddźwięk.
W datowanej „Warszawa — październik" odezwie Związku Pracy Narodowej czytamy:
„Dziś walka o szkołę polską traci swój dotychczasowy, manifestacyjny charakter, natomiast przerodzić się powinna w czyn twórczy, w jednolitą i świadomą akcję, dążącą własnemi siłami do stworzenia polskiego szkolnictwa."
Odezwa wyjaśnia, że szkoła polska, by objąć dzieci ze wszystkich sfer, czerpać musi środki z publicznego kapitału, że kapitał ten należy stworzyć i t. d. Dowiadujemy się z niej, że grono osób z gubernji warszawskiej powzięło myśl założenia wzorowej szkoły średniej w Warszawie i że w innych stronach o założeniu takich szkół myślą.
Te same hasła głosi odezwa, podpisana przez Związek polskich inżynierów i techników, Związek pracowników kolei żel. Królestwa Polskiego i Związek Towarzystw Samopomocy Społecznej. Jednocześnie odezwa wzywa do bojkotu szkoły rosyjskiej.
Związek Unarodowienia Szkół zyskał, jak widzimy, licznych sprzymierzeńców. Tworzyć szkołę polską — bojkotować rosyjską! Te dwa uzupełniające się nawzajem hasła objęły cały kraj.
W październiku 1905 roku kończy się pierwszy twórczy okres walki o szkołę polską. Doprowadził on do realnej zdobyczy — polskiej szkoły prywatnej. Zmusił rząd do pierwszego ustępstwa w tej dziedzinie.
Bojkot trwa
Nadchodzą teraz dni ogólnych wstrząsów w całem państwie rosyjskiem: strajk powszechny zmusza rząd i cara do nadania konstytucji. W Warszawie — manifestacje, rzeź bezbronnych na Placu Teatralnym, wielki pochód narodowy dnia 6 listopada, — starcia partyjne, osłabiające front polski, nastawiony do walki z rządem, bojówki, walki bratobójcze i t. d., i t. d.
Mimo tylu pierwszorzędnej wagi spraw, absorbujących umysły, Z. U. S. nie przerywa swej akcji, przeciwnie, jeżeli chodzi o bojkot szkoły rosyjskiej, dostrzegamy w tym czasie pewne zaostrzenie jego metod. Ogłaszanie „czarnych list", na których mieszczą się nazwiska odstępców, zaczyna praktykować się w tym czasie. Do rodziców małoletnich łamistrajków, uczęszczających do szkół początkowych, pisało się takie np. listy:
„Kiedy cały naród walczy o szkołę polską, dziecko Pańskie dotąd uczęszcza do szkoły, w której nauczyciel Rosjanin uczy wszystkiego po rosyjsku. Nie chcąc uważać tego za obojętność dla sprawy narodowej, a — tylko za źle zrozumianą troskliwość Pańską o wykształcenie dziecka, zawiadamiamy, że od dnia dzisiejszego przeprowadzamy dziecko Pańskie do szkoły, będącej pod kierunkiem nauczyciela Polaka. Rodzice, którzy się do tego nie zastosują, narażeni będą na przykrości.
Związek Unarodowienia Szkół Listopad, 1905."
Szczególną uwagę poświęca Związek warszawskiej szkole początkowej. Bojkot szkoły początkowej rozpoczęto już w pierwszych miesiącach 1905 roku, rozpędzając po prostu te szkoły, a dzieci przenosząc do kompletów Tajnego Nauczania.
Jednakże po uchwałach Komitetu ministrów z dnia 19 czerwca niejasnych, ogólnikowych, dających pole do różnych interpretacyj, postanowiono doprowadzić do tego, by szkoły te funkcjonowały z językiem wykładowym polskim. Na stanowisku tem stały organizacje nauczycielskie obu kierunków.
W Warszawie wciągnięto do akcji nauczycieli Polaków, wprowadzono ich do organizacji nauczycielskiej, zobowiązano do przestrzegania wspólnie powziętych uchwał. Ale władze rosyjskie na punkcie tym. nie były skłonne do ustępstw.
Schyłek roku 1905 i początek 1906 wypełnione są walką na tym odcinku. Nieustające zebrania z nauczycielami, namawianie, podtrzymywanie... trudna i niewdzięczna praca nad materjałem mało inteligentnym, steroryzowanym przez inspektorów (kilka wyjątkowych jednostek trzymało się dzielnie).
Krwawe zwycięstwo regimu carskiego nad rewolucją w Moskwie, odniesione w ostatnich dniach grudnia 1905 roku, ośmieliło lokalne czynniki władzy szkolnej w Warszawie do energiczniejszych kroków. Dnia 3 stycznia 1906 roku wszyscy nauczyciele szkół miejskich warszawskich, Polacy, otrzymali zawiadomienie z Inspekcji, że natychmiast usunięci zostaną z posad, jeżeli po dawnemu nie będą uczyli wszystkiego po rosyjsku.
Omawia tę sprawę odezwa Z. U. S. z dnia 10 stycznia 1906 roku. Odezwa twierdzi, że w szkołach początkowych warszawskich, „tych instytucjach rusyfikacyjnych, dopiero od dwu miesięcy zaczęło się dziać trochę lepiej, odkąd nauczyciele sami postanowili uczyć po polsku, a rodzice czyn ten nauczycieli poparli, odbierając solidarnie dzieci ze szkół miejskich, prowadzonych przez nauczycieli Rosjan."
Odezwa zachęca rodziców do oporu słowami:
„Oprzyjmy się temu nowemu bezprawiu, odbierając dzieci nasze ze szkoły z chwilą, gdy pierwsze słowo nauki po rosyjsku padnie z ust nauczyciela. Niech raczej szkoły miejskie staną zupełnie pustkami, niżeli pozwolić mamy na to, aby rząd carski poczuł się znów panem szkoły na ziemi polskiej."
Groźba ta nie była czczem słowem. W lokalu administracji „Gońca" przy ulicy Szpitalnej 1 funkcjonowało biuro szkolne Związku, przepełnione wciąż dziećmi i rodzicami, którzy, po odebraniu dzieci ze szkół, gdzie był wykład rosyjski, otrzymywali adresy szkół prowadzonych po polsku, lub też szkół tajnych, zakładanych przez Związek, w mieszkaniach prywatnych.
Ale ostatecznie, widząc, że żywioł nauczycielski coraz mniejszą okazuje odporność, a władza następuje coraz silniej, musiał Związek chwycić się innej metody walki.
Jednym z najgorliwszych inspektorów rosyjskich był niejaki Jankowskij. Kręcił się nieustannie po szkołach i wywierał nieustępliwą presję na nauczycieli. Postanowiono obrzydzić mu tę gorliwość. Wyrok wykonała organizacja im. Jana Kilińskiego, obijając czynownika prętami żelaznemi aż do utraty przytomności.
Zamach ten uspokoił na pewien czas rosyjskich działaczy oświatowych. Wobec faktu, że dużo dzieci, odebranych ze szkół prowadzonych przez Rosjan, lub przez oddanych rządowi Polaków pozostało bez nauki, odezwa Z. U. S. z dnia 15 stycznia 1906 r. wzywa całą inteligencję polską do współdziałania w tej sprawie.
„Ktokolwiek ma w ciągu dnia choć parę godzin wolnych, niechaj zaopiekuje się bodajby kilkorgiem dzieci i niechaj nikt z was nie uchyla się od tego, bo to nie ofiara, ale z naszej strony także spełnienie obowiązku obywatelskiego.
Niechaj nas zbliży i zbrata ta walka o zdobycie szkoły polskiej, nam wszystkim: bogatym i ubogim, oświeconym i ciemnym jednako potrzebnej, niechaj dzieci robotników i rzemieślników naszych w sferach inteligentnych znajdą dość światła nauki, serdeczne słowo bratnie i opiekę iście rodzicielską!"
Tego rodzaju wezwania Związku znajdowały zawsze chętny posłuch w społeczeństwie i napewno ani jedno dziecko robotnicze nie zostało w tym czasie bez nauki, a zadzierzgnięte w owej epoce węzły przyjaźni między ludźmi różnych sfer społecznych, przetrwały w niektórych wypadkach do chwili obecnej.
Ku wiośnie 1906 r., wobec silnego rozrostu Ligi Narodowej i podległych jej organizacyj, podzielono konspiracyjny ten związek na Wydziały. Jednym z nich był Wydział Szkolny. Cały Zarząd Główny Związku Unarodowienia Szkół, złożony prawie wyłącznie z ligistów, zaliczono do tego Wydziału, przyjmując do Ligi te nieliczne jednostki, które dostały się doń z poza szeregów L. N.
Powodem tego zarządzenia była nietylko chęć uporządkowania organizacji, ale i ściślejszego zespolenia z Centralą agend, które, rozrósłszy się bardzo znacznie i działając przeważnie samodzielnie, wymykały się do pewnego stopnia z pod kontroli władz Centralnych i krajowych Ligi. Obok Wydziału Szkolnego istniał, o ile sobie przypominam, wydział Polityczny, kierujący całą polityką rosnącego wonczas z niezwykłym rozmachem stronnictwa Demokratyczno-Narodowego i taktyką Koła Polskiego w Dumie, Wydział Młodzieży i Wydział Robotniczy.
Innych Wydziałów nie przypominam sobie. Od tej chwili przestał właściwie istnieć Związek Unarodowienia Szkół. W dalszym ciągu używało się jeszcze na odezwach tej znanej i zasłużonej firmy. Właściwym jednak kierownikiem zarówno prowadzonej w dalszym ciągu akcji bojkotowej, jak i rozwijającej się coraz bardziej akcji twórczej na polu oświaty i szkolnictwa był od tej chwili Wydział Szkolny Ligi Narodowej, zostający pod kierownictwem; Marji Dzierżanowskiej. Jako przedstawiciel Komitetu Krajowego przydzielony został do Wydziału Szkolnego Aleksander Zawadzki, jako komisarz m. Warszawy bywał na jego posiedzeniach Zygmunt Makowiecki, a później Zygmunt Balicki. Wstąpiło doń kilku ligistów, którzy poprzednio w Związku Unarodowienia Szkół nie pracowali.
Ku wiośnie wytrwały bojkot rosyjskiej szkoły początkowej, okupiony aresztowaniami i wydaleniami nauczycieli w całym kraju, doprowadził do ujawnienia nareszcie powziętej poprzednia przez Komitet Ministrów uchwały, dozwalającej prowadzić po polsku wszystkie lekcje w klasie pierwszej szkoły początkowej.
Ponieważ w kraju istniał bardzo mały procent szkół dwuklasowych, równało się to całkowitemu spolszczeniu szkolnictwa początkowego.
Jednakże Wydział Szkolny L. N. nie zaniechał bojkotu II klasy szkół początkowych. Czytamy o tern w następującym „Okólniku".
Okólnik w sprawie szkół miejskich.
1. Bojkot jednoklasowych szkół miejskich, prowadzonych przez Polaków, należy bezzwłocznie przerwać i rozpocząć naukę zgodnie z następującemi wskazówkami:
a) na naukę języka polskiego przeznaczyć 6 godzin tygodniowo,
b) naukę języka rosyjskiego, jako przedmiotu obowiązkowego, usunąć zupełnie,
c) arytmetykę, pogadanki i t. d. prowadzić po polsku, w ilości godzin określonej przez nauczycieli,
2. w szkołach dwuklasowych bojkot drugiej klasy utrzymać bezwzględnie w całej mocy,
3. dzienniki klasowe prowadzić po polsku,
4. planów do Inspekcji nie składać, żadnych raportów nie posyłać i na konferencje pedagogiczne, urządzane przez Inspekcje, bezwarunkowo nie uczęszczać,
5. bojkot szkół zarówno jednoklasowych, jak dwuklasowych, prowadzonych przez Rosjan, utrzymać w całej mocy, a dzieci uczęszczające do szkół rzeczonych, pomieszczać w szkołach polskich,
6. względem nauczycieli Rosjan zastosować bojkot towarzyski, celem zmuszenia ich do opuszczenia stanowisk.
Związek Unarodowienia Szkół.
Warszawa dn. 20 kwietnia 1906 r
Zastanawia tytuł tej odezwy: „Okólnik" i ton nakazu, przebijający z jej paragrafów. Było to zgodne z ówczesną tendencją Ligi Narodowej. Zalecono wyraźnie wszystkim Wydziałom przybranie tonu władzy państwowej.
Polska Macierz Szkolna
W okresie wiosennym 1906 roku najgłówniejszą treścią prac Wydziału szkolnego L. N. była akcja twórcza. Budowano Polską Macierz Szkolną. Jakkolwiek epizody te powinnyby należeć do dziejów tej instytucji, podaję je tutaj ze względu na to, iż ewentualny historyk Macierzy, jeżeli nie należał do Ligi Narodowej, nie może mieć o nich informacyj.
Cała długoletnia praca Towarzystwa Oświaty Narodowej i pokrewnych mu kół, miała być teraz ujawniona nagle i przeniesiona na grunt instytucji, działającej w świetle dziennem. Trzeba było jednak zbudować ramy, w które praca ta zmieścićby się mogła. Polska Macierz Szkolna, jeszcze w owej chwili niezalegalizowana, ale już działająca, miała na czele, jako tymczasowego prezesa, mecenasa Antoniego Osuchowskiego, męża zaufania Stronnictwa Polityki Realnej, wsławionego talentem zbierania funduszów na cele publiczne. W charakterze dostarczyciela znacznych sum, współdziałał on już od lat paru w warszawskiem Towarzystwie Tajnego Nauczania. Sekretarzem P. M. S. był w owym czasie członek ścisłego Zarządu Związku Unarodowienia Szkół, ligista, Kazimierz Janikowski.
Zalegalizowania Macierzy Szkolnej spodziewano się w najbliższym czasie. Wydział Szkolny Ligi Narodowej poświęcił cały szereg pracowitych posiedzeń omawianiu zarówno; statutu i regulaminu tej upragnionej centrali oświatowej, jak i planom działania, oraz kwestjom personalnym. Kandydatura p. Osuchowskiego na przyszłego prezesa Macierzy była przez wielu członków Wydziału, a zwłaszcza przez Kazimierza Janikowskiego mocno kwestionowana. Dyskusję nad tym punktem przeniesiono nawet na ogólne zebranie Ligi Narodowej (maj 1906), na którem Wydział Szkolny zdawał sprawę ze swej działalności, przedstawiwszy raport na piśmie. Raport ten byłby jednym z najciekawszych dokumentów owej epoki, gdyby udało się go odszukać w jakiemś archiwum Ligi Narodowej. Wręczony został wtedy Romanowi Dmowskiemu, który nie szczędził mu słów publicznego uznania.
Co do kandydatury p. Osuchowskiego, przeważył głos tych, którzy mniemali, że znane nazwisko, stosunki w sferach możnych tego świata i talent wydobywania od nich pieniędzy predestynują tego działacza na prezesa największej polskiej instytucji oświatowej.
W czerwcu 1906 r. Macierz uzyskała legalizację p. n. „Polska Macierz Szkolna". Zwołane zebranie delegatów kół wybrało zarząd, złożony prawie wyłącznie z ligistów lub członków Stronnictwa Demokratyczno-Narodowego i sympatyków tego kierunku. Jedyny mecenas Osuchowski należał do innego obozu i jego wybrano na prezesa Zarządu. Stanowiska sekretarzy Zarządu Głównego objęli: Karol Stawecki i Kazimierz Chełchowski; wiceprezesami zostali: ks. Jan Gralewski i Stanisław Libicki; skarbnikiem — Konstanty Paprocki; kierownikiem Wydziału Oświaty Ludowej — Mieczysław Brzeziński, Wydziału Organizacyjnego — Aleksander Zawadzki. Do Zarządu weszła także Marja Dzierżanowska. W Radzie Nadzorczej znalazło się kilku członków Stronnictwa Polityki Realnej, między nimi hr. Adam Krasiński.
Takie ukształtowanie władz P. M. S. dało w wyniku cały szereg konfliktów. Prezes Osuchowski czuł, że jest odosobniony, że Zarząd przybywa na posiedzenia z gotowemi decyzjami, powziętemi gdzieindziej. Wprowadzało go to w stan irytacji, któremu często dawał wyraz, mówiąc o „zorganizowanej mafji", o „ciemnych siłach", narzucających swoją wolę społeczeństwu, o „agitacji podziemnej" i t. p.
Nie brał pod uwagę, że gdyby nie to „podziemie", nigdyby Macierz nie mogła stać się tem, czem stała się w owe czasy i że właśnie to „podziemie" wyniosło go na jej prezesa.
A działalność P. M. S. postępowała milowemi krokami. W jednej chwili kraj cały pokrył się siecią kół i szkół. W Warszawie np. cały dorobek Tajnego Nauczania oddano Macierzy, zapełniając jej szkoły uczniami wyższych oddziałów, tak, iż odrazu mogły zacząć funkcjonować w całej pełni, a tajne szkółki, pełne młodszych dzieci, przekazując powołanym świeżo do życia kołom Macierzy, jako legalnie już istniejące t. zw. „szkółki domowe". Zorganizowany niegdyś przez Dzierżanowską tajny Uniwersytet Ludowy stał się jednem z najliczniejszych i najlepiej prosperujących kół Macierzy na terenie Warszawy i t. d.
Co postronnemu widzowi wydawać się mogło żywiołowym pędem do oświaty ludu polskiego, było w gruncie rzeczy rezultatem kilkunastoletniej pracy całego legjonu cichych ofiarników, w trudzie i niebezpieczeństwach niosących przed narodem, w czarną noc niewoli żywo płonący kaganiec oświaty. Macierz przejęła gotowe zastępy umiejętnych organizatorów-oświatowców, wyrobionych sił nauczycielskich, materjał dzieci, przysposobionych do wyższych klas, a nadewszystko bezcenny pierwiastek zaufania warstw robotniczych i włościańskich, zdobyty poświęceniem i wytrwałą pracą ludzi z „podziemia". 800 kół Macierzy na terenie Królestwa Polskiego, 150 tysięcy członków, 585 szkół i mnóstwo instytucyj takich, jak czytelnie, domy ludowe, uniwersytety ludowe, kursy dla analfabetów: wszystko to razem wzięte stanowiło pewnego rodzaju potęgę, zwłaszcza jak na owe czasy.
Rok 1906, a zwłaszcza druga jego połowa, jest zmierzchem rewolucji. Mimo bohaterskich wysiłków Polskiej Partji Socjalistycznej, a zwłaszcza tego jej odłamu, który jako t. zw. „Frakcja Rewolucyjna" usiłował nadać ruchowi rewolucyjnemu w Polsce charakter powstańczej walki o niepodległość, reakcja brała wyraźnie górę. Polityka teroru zapełniała mury Cytadeli Warszawskiej i fortów tysiącami więźniów, tłumy robotnicze masowo słała na Syberję, lub do oddalonych gubernij cesarstwa, kładła się coraz straszniejszym ciężarem na losach naszego kraju. Wyroki śmierci, egzekucje niemal codzienne na stokach cytadeli warszawskiej nadawały tragiczne piętno tej, jakoby nowej erze.
W dziedzinie szkolnictwa zwrot reakcyjny dał się wyczuć niebawem. — Zgodnie z dawnémi i stale u nas praktykowanemi metodami, inicjatywę do cofania ustępstw, do nawrotu ku metodom rusyfikacyjnym dawały nie władze centralne, lecz miejscowe. Przed końcem wakacyj 1906 roku ukazały się cyrkularze Warszawskiego Okręgu Naukowego, nakazujące wprowadzenie do najniższego oddziału szkoły początkowej w mieście 12, a w szkołach wiejskich 14 godzin języka rosyjskiego tygodniowo.
Mówi o tem odezwa Związku Unarodowienia Szkół w następujących słowach:
„W roku ubiegłym bohaterskim wysiłkiem całego społeczeństwa wywalczyliśmy spolszczenie szkoły ludowej. Nie cofnęliśmy się mimo ciężkich ofiar i prześladowań, a ministerjum oświaty przywróceniem na posady nauczycieli wydalonych i uwięzionych za uchwały XXII Zjazdu (październik 1905) sankcjonowało niejako żądania społeczeństwa. Zdobyliśmy więc polską szkołę ludową i zdawało się, że zdobyczy tej nikt nam tak prędko nie wydrze.
Nie upłynął jeden rok, a już miejscowe władze szkolne, opierając rachuby swoje na wzrastającej w państwie reakcji i domniemanem wyczerpaniu naszego społeczeństwa walkami wewnętrznemi, usiłują prąd dziejowy nawrócić w dawne łożysko."
Tu następuje informacja o cyrkularzach Warszawskiego Okręgu Naukowego, poczem odezwa mówi dalej z ironją: „Rusyfikatorzy kraju naszego są marzycielami. Śnią im się czasy Apuchtina"... Następuje wezwanie pod adresem nauczycieli i społeczeństwa do zignorowania tych zapędów miejscowych władz szkolnych.
Odezwa ta, zarówno, jak odezwy związków nauczycielskich, znalazła tylko częściowy posłuch u tych, do których się zwracała.
Zamach
Nauczyciele, słabsi duchem, ulegali presji władz, a i społeczeństwo steroryzowane i wyczerpane poprzednim wysiłkiem nie przeciwstawiało się już naciskowi władz z takim jak poprzednio zapałem.
W Warszawie, zwłaszcza przy łatwym bezpośrednim kontakcie inspektorów z nauczycielami, przy gorszym w ogólności, niż w reszcie kraju, materjale nauczycielskim, sprawa przybrać mogła obrót niebezpieczny dla dotychczasowych naszych zdobyczy w tej dziedzinie.
Należało, znów dać dowód siły, — postraszyć władze, pokrzepić bojaźliwych. Wtedy to postanowiono zamach na inspektora Orłowa, jednego z najgorliwszych w tym czasie działaczy Warszawskiego Okręgu Naukowego.
We wrześniu lub październiku 1906 r. do mieszkania H. Ceysingerówny (Chmielna 64) Marja Dzierżanowska zaprosiła Zygmunta Balickiego, by od niego, jako ówczesnego komisarza m. Warszawy, uzyskać pozwolenie na wykonanie zamachu. Obecne były przy tern tylko trzy wyżej wymienione osoby.
Zygmunt Balicki, któremu Dzierżanowska przedstawiła konieczność usunięcia Orłowa, skinął tylko przyzwalająco głową. Wyrok był wydany. W parę dni później wykonał go bojowy oddział Związku im. Kilińskiego. Orłów wyszedł z niego ciężko ranny kulą rewolwerową. Wykonawca zamachu dostał się w ręce policji.
Zamach na Orłowa odbił się bardzo mocném echem po obu stronach szkolnego frontu. Inspektorowie rosyjscy przestali odwiedzać szkoły. Nauczyciele podnieśli głowy i znów dalej uczyli po polsku, nie wprowadzając do szkół jednoklasowych ani jednej godziny języka rosyjskiego.
Sprawa Orłowa, z łatwo zrozumiałych powodów, nie była dyskutowana na posiedzeniach Wydziału Szkolnego Ligi Narodowej, stanowiąc absolutną tajemnicę trzech wymienionych osób, oraz kierownictwa Związku im. Kilińskiego. Gdy więc o zamachu doniosły gazety, niektórzy członkowie Wydziału Szkolnego byli wiadomością tą niemile dotknięci. Na najbliższem posiedzeniu Wydziału jeden z nich wniósł w dość ostrych słowach interpelację: kto poza Wydziałem pozwala sobie na własną rękę na organizowanie akcyj terorystycznych, stojących w jawnej sprzeczności z linją taktyczną stronnictwa Demokratyczno-Narodowego? — i wymienił zamach na Orłowa.
Balicki, który przewodniczył posiedzeniu, odpowiedział zimno: „Zdejmuję ten punkt z porządku dziennego." — Interpelant zamilkł, zrozumiawszy, iż rzecz stała się z wiedzą najwyższych władz Ligi.
Zamknięcie Macierzy
Władze rosyjskie, rządzące Królestwem, nie rezygnowały jednak ze swej linji politycznej w stosunku do spraw szkolnictwa i oświaty. Już pod koniec roku 1906 rozpoczął się nacisk na Polską Macierz Szkolną o wprowadzenie do jej szkół choćby kilku godzin języka rosyjskiego. Szkoły Macierzy dopuszczały naukę języka rosyjskiego dopiero w wyższych oddziałach II-giej klasy, to jest wtedy, gdy dzieci posiadły już dostatecznie naukę języka ojczystego. Szkół dwuklasowych posiadała P. M. S. stosunkowo niewiele.
Nacisk na Macierz wzrósł w roku następnym; wywierały go zarówno władze szkolne, jak kancelarja generał-gubernatora; od pewnego bowiem czasu prezes ministrów, Stołypin począł się szczególnie interesować Macierzą, zaniepokojony jej olbrzymim rozrostem. Z kancelarją generał-gubernatora komunikował się prezes Osuchowski z racji swych urzędowych obowiązków prezesa Polskiej Macierzy Szkolnej. On też pierwszy zakomunikował Zarządowi to życzenie władz.
Odrazu ujawnił się głęboki konflikt między Zarządem, a jego przewodniczącym. Zarząd jednomyślnie wypowiedział się przeciw jakiemukolwiek kompromisowi na tym punkcie. Mecenas Osuchowski ostrzegał i wówczas i niejednokrotnie później, że jeżeli Zarząd nie ustąpi, dojść może do zamknięcia instytucji. Zarząd jednak był wciąż zdania, że musi stać wiernie przy tych ideałach wychowawczych, jakie sobie postawił i że mniejszem złem będzie dla kraju zamknięcie Macierzy, niż okazanie na tym punkcie ustępliwości.
Wynikiem takiego stanowiska członków Zarządu był rozkaz administracyjny usunięcia z granic państwa: Stanisława Libickiego, Karola Staweckiego, Aleksandra Zawadzkiego i Marji Dzierżanowskiej (październik 1907). Przedtem już los ten spotkał wiceprezesa Zarządu Macierzy, ks. Jana Gralewskiego. Usunięcie najbardziej stanowczych przeciwników wprowadzenia języka rosyjskiego do szkół Macierzy nie przecięło kwestji, jak zapewne przypuszczały władze. Zastępcy, którzy weszli na miejsce wygnańców, z równą energją bronili zajętego przez poprzedników swoich stanowiska. Zarząd Główny Macierzy stał się odtąd widownią nieustającej walki o polskość jej szkół. Z uporem, godnym lepszej sprawy, prezes Osuchowski wprowadzał na każde posiedzenie Zarządu wniosek o zaliczenie do przedmiotów nauczania w szkołach Macierzy języka rosyjskiego, a Zarząd stale wniosek ten odrzucał. Nie obyło się przytem bez bolesnych zadrażnień osobistych.
Zwołane w listopadzie 1907 Zebranie Ogólne Macierzy dało wspaniały obraz znajdującej się w pełnym rozkwicie działalności Towarzystwa. W kwestji języka rosyjskiego Zebranie Ogólne wypowiedziało się przeciw wnioskowi p. Osuchowskiego. Mimo to p. Osuchowski został wybrany powtórnie do Zarządu i powtórnie uzyskał godność prezesa. Odtąd już aż do końca istnienia Macierzy walczył bezskutecznie o język rosyjski w jej szkołach, ulegając presji Warszawskiego Okręgu Naukowego, który teraz już żądał w pierwszym oddziale szkół P. M. S. 14-tu godzin języka rosyjskiego tygodniowo.
Dnia 7 grudnia 1907 roku rząd zamknął instytucję, o której prezes ministrów Stołypin wyrażał się w liście do generał-gubernatora: „ta potworna organizacja".
Zamknięcie Macierzy było ciosem, na który społeczeństwo nie zareagowało dość silnie. Tłumaczy się to okresem powszechnej depresji i procesami rozkładu w istniejących dotychczas ugrupowaniach politycznych. O rozłamie w P. P. S. wspomnieliśmy już powyżej. Siły jej wyczerpywała tragiczna walka rewolucyjna.
Z innych powodów uległa rozkładowi i Liga Narodowa. Udział przedstawicieli stronnictwa Demokratyczno-Narodowego w Dumie rosyjskiej, ich taktyka ugodowa, wyrażająca się np. w głosowaniu za powiększeniem kontyngentu rekruta, odepchnęły od niej najgorętszych niepodległościowców. Pierwsza wystąpiła z Ligi Narodowej t. zw. grupa „Gońca" (Zygmunt Makowiecki, Tadeusz Grużewski, Kazimierz Janikowski i inni). Usamodzielniły się organizacje młodzieży. Z hałasem odszedł Narodowy Związek Robotniczy i Związek im. Jana Kilińskiego.
Bardzo liczną dezercję z szeregów Ligi wywołało ustąpienie Aleksandra Zawadzkiego i utworzenia przezeń organizacji, zwanej popularnie „Frondą", a która potem przybrała miano „Konfederacji".
Rozkład posuwał się coraz dalej. Nie odbywały się już zebrania L. N. Nie funkcjonowały Wydziały. Mówiono o potrzebie rozwiązania Ligi, jako przeżytku, nie odpowiadającego już wymaganiom chwili. Na gruzach konspiracyjnej, niepodległościowej L. N. rosło stronnictwo Demokratyczno-Narodowe, garnąc do siebie żywioły coraz nowe, coraz mniej mające związku z jej dawną ideologją, programem i działalnością.
Alternatywa dla Macierzy
W tych warunkach brakło sił i ludzi do walki z rządem o utrzymanie Macierzy. Usiłowano tylko ocalić jak najwięcej z jej ruin.
Zawiązanemu niedawno na wszelki wypadek Towarzystwu Wpisów Szkolnych przekazano znaczną część jej majątku. Szkoły P. M. S. stały się pozornie własnością osób prywatnych, mających koncesje, a przy szkołach funkcjonowały dawne koła Macierzy, przemianowane na Koła Towarzystwa Wpisów Szkolnych. Koła istniały konspiracyjnie w wielu wypadkach aż do wybuchu wielkiej wojny, ogniskując w sobie wysiłki oświatowe społeczeństwa.
Rok 1908 przyniósł zamach na polską szkołę średnią.
Dnia 1 sierpnia 1908 roku dowiedziało się społeczeństwo polskie z „Warszawskiego Dniewnika", że Rada Ministrów na posiedzeniu z dnia 24 maja uchwaliła zabronić profesorom Polakom wykładu historji, geografji i języka rosyjskiego. Znaczyło to, że i w szkołach prywatnych wykładowcami przedmiotów tych mogą być tylko Rosjanie, a zatem wykład odbywać się będzie po rosyjsku.
W owym czasie nie było już Związku Unarodowienia Szkół, nie żyła już Marja Dzierżanowska (zmarła 23 kwietnia 1908 r.). Atmosfera ogólnego przygnębienia sprawiła, że nowy ten cios przyjęto bez oporu.
Jedyną jakby reminiscencją dawnych nastrojów bojowych było w połowie maja tegoż roku dokonane w Kielcach zabójstwo naczelnika miejscowej dyrekcji naukowej, Afanasjewa, szczególnego prześladowcy polskości. Ale był to epizod odosobniony, po którym nastąpiły ze strony rządu chwilowe represje: zamknięcie wszystkich szkół w gubernji kieleckiej. Otwarto je jednak niebawem, przed końcem roku szkolnego (18).
Mimo rosnącej wciąż reakcji, mimo niechęci, jaką we władzach rosyjskich budziło prywatne szkolnictwo polskie, rosnące wciąż w siły, skupiające dokoła siebie dziesiątki tysięcy młodzieży, otoczone gorącą sympatją społeczeństwa, nie śmiał rząd rosyjski, aż do końca panowania swego nad Polską, targnąć się na tę umiłowaną przez naród zdobycz z gorących czasów 1905 r.
Przetrwała też idea bojkotu szkoły rosyjskiej, wpisana w sumienie ogółu przez Związek Unarodowienia Szkół, podtrzymywana przez organizacje młodzieży. Ona to utrwaliła ten stan rzeczy, przy którym szkoły rosyjskie w Królestwie funkcjonowały prawie wyłącznie dla dzieci urzędników Rosjan i dla pewnego odłamu młodzieży żydowskiej.
Bojkot wyższych zakładów naukowych sprawił, że po ukończeniu szkół prywatnych młodzież polska udawała się na uniwersytety galicyjskie, lub zagraniczne, odnosząc niemałe korzyści z tego bezpośredniego zetknięcia się z kulturą Zachodu. Uniwersytet warszawski i Politechnika zapełniły się natomiast młodzieżą rosyjską, przeważnie wychowankami duchownych seminarjów, synami popów prawosławnych. Obniżając coraz bardziej swój poziom, przestały być właściwie przybytkami nauki akademickiej.
Efekty bojkotu
Wydana w roku 1910 przez Organizację Młodzieży Narodowej broszura p. t. „Sprawa Szkolna w Królestwie Polskiem" (autor: H. Ceysingerówna) podaje następujące dane liczbowe.
W szkołach średnich prywatnych przeszło 30 tysięcy młodzieży (ilość ta zestawiona z ilością młodzieży polskiej, uczęszczającej do szkół przed strajkiem (12 tysięcy) wskazuje, jak płonne były obawy tych, co twierdzili, że bojkot szkoły rosyjskiej uszczupli szeregi inteligencji polskiej.
Ofiarność społeczeństwa na cele szkolnictwa prywatnego oblicza wspomniana wyżej broszura na miljon rubli rocznie.
Opłata w szkole polskiej (najdroższej) wynosiła 120 rubli rocznie w klasach niższych i 150 rb. rocznie w klasach wyższych. Nie było więc tak wielkiej różnicy między szkołą prywatną a rządową (60 rb. rocznie w kl. niższych i 120 rb. w ki. wyższych), a ofiarność społeczna pozwalała szkołom polskim przyjmować dużo młodzieży uboższej za zniżoną opłatą lub zgoła bezpłatnie.
Frekwencję Polaków do szkół rosyjskich wspomniane wyżej źródło oblicza na podstawie konspiracyjnie zbieranych danych na 4 tysiące młodzieży obojej płci. Uczniowie ci pochodzili przeważnie ze sfer t. zw. półinteligencji (sklepikarze, woźni biur rządowych, koloniści podmiejscy i t. p.); to jest kół najmniej uświadomionych politycznie i społecznie. Rzemieślnicy, robotnicy wszelkich ugrupowań partyjnych stali wiernie przy szkole polskiej.
Szkoły początkowe miejskie i gminne pod naciskiem reakcji schodziły coraz bardziej z zajmowanego stanowiska. Jednakże walka poprzednia nie przeszła po nich bez śladu. Szkoły te nie stały się już odtąd nigdy tem narzędziem rusyfikacji i wychowania w państwowym duchu rosyjskim, jakiem były przed 1905 r. Przeważnie uczono w nich potajemnie po polsku, tyle tylko ucząc przedmiotów rosyjskich, ile było potrzeba, by uzyskać zadowalające inspektorów pozory.
Dodać trzeba, celem scharakteryzowania prądów ówczesnych, że wszystkie odrywające się od Ligi Narodowej ugrupowania bojkot szkoły rosyjskiej i obronę szkoły polskiej stawiały na pierwszym niemal punkcie swych nowych programów.
Stanowisko Stronnictwa Narodowo-Demokratycznego i Secesja
Tem większe wstrząśnienie wśród walczącego i cierpiącego społeczeństwa wywołał komunikat władz stronnictwa Demokratyczno-Narodowego, ogłoszony pod koniec czerwca 1911 r.
Komunikat ten w sposób dość mętny i niewyraźny solidaryzował się z uchwałą jakiegoś zjazdu w Poznaniu, który uznał za możliwe „nakazać wszystkim członkom stronnictwa, aby nie przeszkadzali młodzieży wstępować do wyższych szkół rosyjskich w Królestwie, a także, aby odtąd nie usuwali od towarzyskiego obcowania młodzieży szkół średnich i wyższych, któraby dla jakichkolwiek powodów oddana była lub sama poszła do szkoły rosyjskiej".
Krok ten nie był niespodzianką dla członków Ligi Narodowej i stronnictwa Demokratyczno-Narodowego. Poprzedziły go namiętne dyskusje w łonie tych organizacyj zarówno w Warszawie, jak na prowincji. Nie licząc się z poważną liczebnie opozycją w swoim własnym obozie, władze stronnictwa wydały tę fatalną deklarację.
Nie ulegało wątpliwości, że uchwała tego rodzaju godziła w szkolnictwo polskie, któremu pancerzem niejako był utrzymywany jednocześnie bojkot szkoły rosyjskiej. Już ten jeden wzgląd powinien był powstrzymać polityków Demokracji Narodowej od tego pożałowania godnego kroku.
Ale uchwała ta, poza nadziejami na chwilowe korzyści (chodziło podobno o legalizację stronnictwa) miała i głębszy sens. Była świadomem odchyleniem się od linji niepodległości, była tem skrzywieniem pierwotnej ideologji Ligi Narodowej, które zarysowało się potem tak fatalnie w okresie wielkiej wojny. W stosunku do młodzieży była ta deklaracja pewnego rodzaju prowokacją, i młodzież odpowiedziała na nią policzkiem. Dnia 30 czerwca, jak mówi odezwa, podpisana przez Młodzież Niepodległościową i Młodzież Narodową, „wymierzony został policzek człowiekowi, który był szefem partji i głównym motorem akcji przeciwbojkotowej".
Nastąpił w szeregach Ligi Narodowej i stronnictwa Demokratyczno-Narodowego nowy rozłam. Zapoczątkowali go ligiści: dr. Teresa Ciszkiewiczowa, Helena Ceysingerówna i dr. Ludwik Zieliński, przesyłając na ręce Zygmunta Balickiego, nazajutrz po ukazaniu się komunikatu, oświadczenie, w którem deklarują wystąpienie z Ligi Narodowej i wyjaśniają motywy tego kroku. Opuścili wówczas obóz, z którym wiązały ich najsilniejsze węzły uczuciowe, jakie w dziedzinie akcji politycznej kiedykolwiek istniały, następujący członkowie: — Adamowiczówna Julja, Ambroziewicz Wiktor, Bentkowska Marja, Bukowiecki Stanisław, Czarnowski Stefan, Dziewulski Stefan, Drobniewska Marja, ks. Gralewski Jan, Majdecki z Płocka, Morsztynkiewicz z Łodzi, Krypski Wiktor, Krypska Anna, Kozłowski Stanisław, Lewicki Stanisław z Siedleckiego, Lutomski Bolesław, Paprocki Konstanty, Ponikowski Antoni, Plewiński Stefan, Siemieński Józef, Simon Gustaw, Stawecki Karol, Stojowski Edward, Stojowska Anna, Stojowska Zofja, Trzcińska Helena z Piotrkowa, Śliwicki Daniel z Lublina, Wigura Jan z Radomia, Zarembina Władysława z Radomia, Zieliński Stanisław, Zielińska Eugenja i wielu innych.
Leży przede mną odezwa, podpisana: „Występujący ze stronnictwa Demokratyczno-Narodowego członkowie grupy warszawskiej."
Odezwa mówi między innemi: „Czujemy się w obowiązku zaprotestować stanowczo przeciwko uchwale zjazdu, najpierw, jako obywatele, ponieważ uważamy ją za zagrażającą podstawowym interesom narodowym, powtóre jako członkowie stronnictwa, ponieważ musimy wskazać, że odpowiedzialność za nią spada tylko na tych, co się za nią oświadczyli."
Choć powód rozłamu był tak niewątpliwy i jasny, organy prasowe Demokracji Narodowej ogłosiły, iż t. zw. „secesję" wywołały różnice poglądów na kwestję żydowską (sic!).
„Narodowy Związek Robotniczy" powitał uchwałę odezwą, zaczynającą się od słów: „Stała się rzecz potworna". Jakkolwiek stronnictwo Dem.-Narodowe miało wówczas bardzo silne wpływy na społeczeństwo, to jednak przekreślenie przez nie bojkotu nie oddziałało na ogół tak, jak przewidywano. Ogół społeczeństwa polskiego nie przestał bojkotować szkoły rosyjskiej, nie ochłódł w stosunku do szkoły polskiej. P. Dmowski zaś przypłacił ową deklarację utratą mandatu z Warszawy przy następnych wyborach do Dumy.
Zaznaczyć jeszcze trzeba, że część obozu t. zw. „postępowego" oświadczyła się w tym samym mniej więcej czasie również za zniesieniem bojkotu, utrzymując, że zwraca się on przeciw najmniej zamożnym warstwom społeczeństwa, które „drogiej" szkoły polskiej opłacać nie mogą.
Jakkolwiek „Secesja", podobnie, jak i inne ugrupowania, opuszczające obóz Ligi Narodowej, nie posiadała dość sił do odegrania poważniejszej roli politycznej, to jednak w dalszej obronie sprawy szkolnictwa polskiego wysunęła się na pierwszy plan. Organ jej, „Tygodnik Polski" poświęcał wiele miejsca sprawie szkoły polskiej, zasłużył się gromadzeniem danych statystycznych, dotyczących zarówno polskich, jak rosyjskich szkół w kraju (prace Wakara). Artykuły jego, przedrukowywane bardzo często lub cytowane przez prasę prowincjonalną, utrzymywały ogół społeczeństwa przy dawnym sztandarze Związku Unarodowienia Szkół.
Raz jeszcze miała sposobność „Secesja" zetrzeć się ze stronnictwem Demokratyczno-Narodowem na terenie sprawy szkolnej. Było to w r. 1912-13, gdy rząd rosyjski, niezmordowany w swych dążeniach rusyfikatorskich, postanowił zaprowadzić w Królestwie t. zw. „sieć szkolną".
Każda gmina otrzymać miała szkołę początkową, oczywiście rosyjską i w dodatku, prowadzoną przez nauczycieli Rosjan, gdyż znikoma ilość seminarjów nauczycielskich w Królestwie nie mogła dostarczyć sił wykwalifikowanych do objęcia wielkiej ilości placówek. Rząd obiecał budować gmachy szkolne, do czego, naturalnie, miały się przyłożyć i gminy.
Brnąca coraz głębiej w kierunku orjentacji rosyjskiej Demokracja Narodowa chwyciła się tej myśli z entuzjazmem. Na łamach jednego z jej popularnych pism ukazywały się pełne zapału artykuły, sławiące działalność rosyjskich naczelników powiatów, ich gorliwą, pracę nad zaprowadzeniem sieci szkolnej, ich przemówienia i t. d. Były to, zaprawdę, tony w prasie polskiej zupełnie nowe. W najgorszych czasach ucisku popowstaniowego i cenzuralnego dozoru nic podobnego nie umieszczano nigdy z dobrej woli, chyba jako oficjalny komunikat.
Wystąpił do walki z Siecią Szkolną „Tygodnik Polski" w całym szeregu artykułów H. Ceysingerówny, Stefana Czarnowskiego, Gustawa Simona i innych, wykazując niebezpieczeństwo tej akcji, jej charakter rusyfikacyjny i wrogi dla polskości.
Towarzystwo Oświaty Ludowej
Ciężkie kary pieniężne, spadające za to na „Tygodnik Polski", wstrząsnęły bytem pisma. Takież same kary, połączone nawet z aresztowaniem redaktorów, spadły na prasę prowincjonalną za skwapliwe przedruki artykułów „Tygodnika". Ale opinja publiczna została poruszona i gdy Secesja w porozumieniu z Konfederacją zwołały zjazd w tej sprawie, stawiły się liczne zastępy działaczy prowincjonalnych. Zjazd obradował w pałacyku Stefana Dziewulskiego w Alejach Ujazdowskich i zgromadził kilkaset osób. Rezolucja Zjazdu oświadczyła się przeciw sieci szkolnej, a pozytywnym jego wynikiem było postanowienie zawiązania „Towarzystwa Oświaty Ludowej", które zarówno oświatę ludu, jak walkę o szkołę polską wziąć miało w swoje ręce.
Towarzystwo to powstało istotnie i nawet zgromadziło dosyć poważne fundusze (przelano je potem do kasy ministerstwa Wyznań Rel. i Ośw. Publicznego Rzeczypospolitej Polskiej za czasów, gdy ministrem tego resortu był prof. Antoni Ponikowski), ale nie zdążyło już rozpocząć szerszej działalności.
Wśród głosów na wiecu w Alejach Ujazdowskich, oświadczających się za rządową siecią szkolną, pamiętam charakterystyczne oświadczenie p. Izy Moszczeńskiej: „Nie przeszkadzajmy rządowi budować gmachów szkolnych" — mówiła p. Iza, — „za parę lat Moskale opuszczą kraj, a gmachy przydadzą nam się bardzo".
Istotnie, zbliżała się już chwila, gdy zdjęty być miał z pochylonych głów ludzi, urodzonych w niewoli, ciężar wszystkich drobnych trosk, a otworzyć się miały przed nimi wielkie horyzonty przyszłości...
Przypisy
1 Rzecz o Lidze Narodowej i Skarbie Narodowym.
2 Akcją tą kierowała również Liga Narodowa, a wykonywały ją prowincjonalne koła T. O. N.
3 Lista ta, ze względów ostrożności, nie pisana nigdy, teraz wywołana z pamięci, nie obejmuje z pewnością wszystkich nazwisk.
4 Wszystkie latarnie były potłuczone.
5 „Mimeograf był własnego pomysłu i wykonania. Składał się z 2 ramek drewnianych, złączonych ze sobą zawiaskami i szczelnie przylegających. W jednej z nich było wyżłobienie półokrągłe na ramkę metalową, w drugiej wrąb, w który wkładało się grubą szybę lustrzaną. Wałek zrobiono z wałków od wyżymaczki. Ramki drewniane wykonał stolarz Jan Rutkowski, mosiężną ramkę i wałek — Józef Wasilewski. Przepisywania na wosku podjęły się panny Medyńskie, które miały biuro przepisywania na maszynach przy ul. Chmielnej. Tak urządzony mimeograf służył przez całe lato. Tłoczono na nim szereg odezw Z. U. S. „Kilińskiego" i t. d. Był bardzo wygodny, łatwo przenośny, a po skończonej robocie bezpieczny, gdyż można było go powiesić na ścianie, jako ramkę. Wisiała w nim, oprawiona za szkło, stara litografja. Zaletą tego mimeograf u była też szybkość wykonania. Już w 2 godziny po wiecu rodzicielskim ze Szwarcem puściliśmy na miasto pierwszych kilkaset odezw z uchwałami wiecu." „Drukarnia mieściła się początkowo w mieszkaniu Józefata Nowińskiego przy ul. Górnej 10, następnie na Marszałkowskiej, w końcu na Wspólnej”. Dopisek Kazimierza Janikowskiego.
6 Tego skrótu będziemy używali dla oznaczenia Związku Unarodowienia Szkół.
7 Brak dokumentów i niemożność odtworzenia z pamięci całości organizacji prowincjonalnej Z. U. S. sprawiają, iż w tej części dziejów Związku znajdują się poważne luki.
8 Wyjaśnienia daje S. Lewicki w swoim pamiętniku p. t. „Pamiętnik od r. 1897 do r. 1918 jako przyczynek do historji Odrodzenia Polski". Łuków, 1931.
9 „Natychmiast po ukończeniu Wiecu Dzierżanowska przyszła do mnie na Orlą. Jedząc śniadanie, zredagowaliśmy krótki dopisek do uchwały Wiecu, a w kilkanaście minut potem puściliśmy w ruch przygotowany zawczasu mimeograf." Dopisek Kazimierza Janikowskiego.
10 Na podstawie relacji, spisanej własnoręcznie przez Karola Staweckiego.
11 Ówczesny generał-gubernator.
12 „Język polski w szkołach. Petersburg, 22 marca (telegram specjalny Kurjera Warszawskiego).
Now. Wremja donosi: – Wczoraj po posiedzeniu Komitetu ministrów minister oświaty, jenerał-lejtnant Głazów prosił osobną naradą ministrów o wypowiedzenie zdania co do możliwości wprowadzenia w Królestwie nauczania w języku polskim.
Znaczna większość członków narady z sekretarzem stanu Wittem na czele, uznała, że istniejący od lat trzydziestu, a wprowadzony w celach politycznych system wykładów w języku rosyjskim nie odpowiedział przeznaczeniu swemu, ale powoduje rozdział pomiędzy ludnością polską a rosyjską, który tak ciężko odbija się na ogólnem położeniu politycznem w Królestwie.
Zwłaszcza w ostatnich czasach szkoła rosyjska nie cieszy się powagą i zaufaniem ludności, szczególnie dlatego, że wykład języka polskiego odbywa się po rosyjsku.
Mowa polska wypierana jest ze szkoły.
Różnice atmosfery szkoły rosyjskiej i rodziny polskiej nie mogą nie pozostawić w duszy dziecka szeregu poważnych wątpliwości, bynajmniej nie przechylających się na korzyść sprawy rosyjskiej, zwłaszcza kiedy tradycja rodziny staje w sprzeczności z tern, czego dziecko musi się uczyć z podręczników rosyjskich, dalekich od doskonałości. W interesach ustalenia większego zaufania pomiędzy narodem rosyjskim a polskim, zdaniem specjalnej narady, byłoby nader pożądane, dopuścić wykład przedmiotów w szkole po polsku, zamieścić język polski w liczbie głównych przedmiotów i wogóle rozszerzyć pod względem politycznym swobodę wykładu w szkołach polskich.
Na zasadzie wypowiedzianych na naradzie specjalnej opinij, ministerjum oświaty sporządzi projekt wprowadzenia wykładu w szkołach polskich w języku ojczystym. Projekt ten w ostatecznej formie będzie rozważony na specjalnej naradzie ministrów, która tymczasem złożyła oświadczenie zasadnicze."
13 Odezwa bita w Rzeszowie rozeszła się w 18 tysiącach egzemplarzy. Wkrótce trzeba było robić drugi nakład.
14 Bibljoteka Warszawska, lipiec 1905 r.
15 „Pisała ją we wsi Białobrzegach nad Narwią, gdzie bawiła na letnisku. Tam też opracowywaliśmy ją wspólnie. Kolegowałem w II gimnazjum w Warszawie z bratem Szymona Askenazego, Henrykiem, który skończył samobójstwem w rok po skończeniu II gimnazjum. Naogół procent samobójców, uczniów II gimnazjum, nie był niższy od procentu, kończących to gimnazjum. Argument ten był bolesnym ciosem, wymierzonym w autora broszury." Kazimierz Janikowski.
16 „O ile pamiętam, autorem tej broszury był prof. Adam Szpadkowski". Kazimierz Janikowski.
17 „Z. U. S. zorganizował natychmiast kontrakcję przeciw tym prądom ugodowym. Zwrotnym wyrazem protestu Z. U. S. był odczyt o szkole rosyjskiej, napisany z wielkim polotem i entuzjazmem przez autora „Białej Gołąbki", poetę Józefata Nowińskiego. Z odczytem tym objechałem w czasie lata wszystkie większe miasta prowincjonalne. Niestety odczyt ten nie był drukowany, a autograf jego, zdaje się, zaginął". Kazimierz Janikowski.
18 Patrz „Myśl Wszechpolska", zeszyt: październik—listopad 1908 r., str. 31.